a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Stone Hedge - Page 2



 

 Stone Hedge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Stone Hedge   Pon Gru 02, 2013 9:02 pm

First topic message reminder :

Stone Hedge jest posiadłością rodową Bracken'ów, chorążych domu Tully. Wzniesiony z kamienia zamek średnich rozmiarów znajduje się na niewielkim wzniesieniu, w centrum grodu, który rozrósł się u jego stóp. Do Stone Hedge prowadzą dwie, solidne bramy. Pierwsza wpuszcza do dolnego miasta, w którym pełno pospólstwa i miejsc ich pracy, zaś druga, pilniej strzeżona, do górnego miasta gdzie zamieszkują ci bardziej bogatsi oraz w centrum którego znajduje się samo Stone Hedge. Obie bramy umieszczone są od południa oraz północy, z tym że te od północy okala wstęga rzeki. Mury patrolują łucznicy, na ich alarm dojścia do grodu i zamku jest blokowane poprzez zatrzaśnięcie bram. Przyjęło się również, iż po zmierzchu nie wpuszcza się nikogo bez specjalnego poselstwa.

Kolejka:
Blackwood
MG
Blackwood
MG
Blackwood
Tully


Ostatnio zmieniony przez Nihil Arryn dnia Sob Gru 07, 2013 7:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Stone Hedge   Nie Gru 22, 2013 4:25 pm

Walka, walka, walka… krew wsiąkająca w ziemię, sztandary łopoczące na wietrze, krzyki rannych i umierających. Czyż nie cudowny był to widok, czyż wrzaski nie były najpiękniejszą melodią dla uszu, czyż smród bitwy nie był tym, czego pragnie podświadomie każdy mąż? Zapewne. Zapewne tak, zapewne nie inaczej… jak bowiem wytłumaczyć fenomen, w którym tysiące ludzkich istnień zmierza na pewną śmierć. I to w imię czego? W imię zadawnionych waśni i kłótni o miedzę? W imię miłości do dowódcy? W imię honoru i bohaterstwa? W powietrzu nad całym królestwem od tygodni wisiała burza straszliwsza od wszystkich tych, które zsyłały żywioły, i naraz wielu ludzi zapragnęło choć na moment zanurzyć się w chwale. Każdy z nich bowiem podświadomie przeczuwał, że ledwie godziny dzielą ich od chwili, gdy samotność będzie luksusem, gdy każdemu przyjdzie odnaleźć swe miejsce wśród innych i wraz z nimi próbować dotrwać do końca.
Lub zginąć.
Tym razem nie było inaczej - walcząc ramię w ramię rycerze z Dorzecza, Doliny czy nawet Korony mieli poczucie jedności… i właśnie ono dawało im siłę. Na dalszą walkę, na śmierć z bojowym okrzykiem na ustach, w końcu na pokonanie swych największych słabości. Ginąc mieli świadomość, że konają godnie, konają tak, jak konać winien każdy mężczyzna - w walce. Nie ze starości, nie od podstępnych ran czy trucizn w pokarmie - lecz podczas bitwy. Szlachetność umierania, jakby mógł określić to szczególnie małolotny trubadur, szczególnie mocno uwydatniona była w ostatnich chwilach starcia, gdy pomimo beznadziejnej sytuacji wojska Blackwooda nadal stawiały opór, nadal walczyły, wciąż kładły wroga trupem i złamały się dopiero, gdy ostatnia nadzieja na zwycięstwo bezpowrotnie zgasła. Godna podziwu postawa czy heroizm głupca? Jak zwykle miała osądzić historia… oraz król, którego ludzie z zaskakującym entuzjazmem włączyli się w dogasające walki pod Stone Hedge. Wojsko Targaryenów pragnęło krwi, już nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Zbyt wiele wojen przesiedzieli w bezpiecznych murach Królewskiej Przystani lub na ostrych skałach Smoczej Skały. Zbyt wiele krwi zostało przelane podczas ich bezczynności… i wszystko wskazuje na to, że era bezczynności dobiegła końca. Siedzący na Żelaznym Tronie smok przebudził się…
Podczas gdy jazda Korony dokonywała arcydzieła zniszczenia, tratując to, co zostało z obozu Blackwooda oraz kładąc trupem tych, którzy uniknęli rzezi spod ręki Mallistera czy Tully’ego, królewska piechota wkraczała do samego Stone Hedge, zasilając tamtejszy garnizon. Wnet na murach miasta wykwitły szkarłatno-czarne sztandary Targaryenów, łopotem materiału nad wyraz mocno oraz niepokojąco przywodząc na myśl wznoszącego się do lotu smoka. Echa dawnej świetności… czy obietnica przyszłości? Nie wojakom było to osądzać, ani nawet nie ser Gerrhard Rosby, nadzorujący ruchy królewskich wojsk z samego brzegu mocno przerzedzonego lasu. Za każdego martwego żołnierza Korony mógł przypłacić utratą własnych członków, wszak Aerys nigdy nie należał do władców szczególnie przewidywalnych, stąd ostrożność jego decyzji oraz wyraźna powściągliwość w rzucaniu ich w sam środek bitewnej zawieruchy. Wykrwawianie armii królewskiej podczas podobnego starcia nie byłoby ruchem szczególnie przemyślanym… kiedy więc ku niemu jęli zbliżać się dowódcy poszczególnych armii, wyglądał dość nietuzinkowo na ich tle. Wyprostowany, skupiony… a nade wszystko - czysty. Czego nie można było powiedzieć ani o Reinmarze Arrynie, ani o Trevecie Mallisterze, ani nawet o jeździe Targaryenów powracającej na skraj lasu i ustawiającej się na kilka gardłowych rozkazów w karnych kolumnach. Żołnierze Aerysa nie byli bohaterami wojennymi, z czego doskonale zdawali sobie sprawę. Byli po prostu psami na królewskim łańcuchu, które w pewnych sytuacjach spuszczano ze smyczy i karmiono mięsem wroga.
- Lordzie Bracken. - głos ser Gerrharda Rosby’ego wzniósł się na moment ponad pole bitwy, po czym zniknął pośród głuchego tętentu końskich kopyt. - Dobrze cię widzieć całym i zdrowym pośród eskalacji śmierci, szlachetny panie. - dowódca wojsk królewskich skłonił lekko głowę, okazując mężowi z oblężonego miasta należyty szacunek. Na podobne powitania i uprzejmości nie starczyło jednak czasu - oto zbliżali się kolejni wodzowie…
- Ser Reinmar Arryn. - Gerrhard Rosby skinął spokojnie głową dowódcy armii Doliny, gdy ten zbliżył się na tyle, by mógł dosłyszeć słowa powitania. - Godne podziwu. - dodał po chwili Rosby, nie pozwalając sobie jednak na jakikolwiek cień uznania wobec Arryna. To nie było miejsce na dworskie uprzejmości i łaszenie się niczym kot do nogi.
- Obecność wojsk królewskich stała się prawie zbędna podczas tego starcia, co zawdzięczamy w równej mierze Dolinie, jak i… - ser Gerrhard urwał na moment, zawieszając wzrok na zbliżającym się doń Seagardczyku. - … jak i zdumiewającej szarży ser Treveta Mallistera oraz wojskom Riverrun. - dokończył spokojnie, zerkając na prawo. To właśnie w tamtą stronę, tuż po oddaniu Edmunda Blackwooda wojskom królewskim, skierowano spętanego jeńca. Jednak zapewne wbrew oczekiwaniom jego wrogów, lorda Raventree Hall nie spotkało ani bicie, ani nawet niewinne obelgi - więzień posadzony został na koniu i otoczony przez sześciu jeźdźców Korony, których twarze przesłaniały przyłbice, jednak ich nieruchome sylwetki świadczyły o najwyższym stopniu skupienia.
- Miłościwie nam panujący, gdy tylko dowiedział się o zamieszaniu jakie ponownie jęło nękać Dorzecze, wnet wydał rozkaz pojmania Edmunda Blackwooda. W Królewskiej Przystani zostanie oddany pod królewski osąd… - … i najpewniej straci głowę, pragnął dodać ser Rosby, jednak nawet tak drobna uwaga nie byłaby szczególnie rozsądna na jego stanowisku. - Król zaoferował jednocześnie tymczasowe wsparcie armii Targaryenów dla Stone Hedge. Do momentu aż sytuacja się nie ustabilizuje, na włościach Lorda Brackena pozostanie pięciuset żołnierzy, którzy będą świadectwem przestrzegania pokoju w Dorzeczu. - Gerrhard Rosby urwał na moment, przenosząc wzrok na Reinmara Arryna. - Jak mniemam, w Raventree Hall został zaprowadzony porządek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
15
Join date :
17/11/2013

PisanieTemat: Re: Stone Hedge   Nie Gru 22, 2013 9:35 pm

Lancel Tully dowodził mężami z Riverrun. Cóż, wojsko Tullych zachowywało się jak dzikie. Niszczyli i mordowali wszystko co napotkali na drodze. Właśnie w tym Tully popełnił błąd.
Jego przyboczni byli pogrążeni w walce, sam Tully rozkazywał podległym żołnierzom.
Jedno złe polecenie, jeden błąd zaważył na zdrowiu Lancela. Wojsko Tullych pogrążone w euforii, było zbyt zajęte okrzykami oraz pieśniami. Nie zwracało uwagi na polecenia Lancela.
Ranny łucznik Blackwooda ugodził strzałą dziedzica Riverrun. Ból był nieznośny...
-Zabić go!-Lancel powiedział ochrypłym głosem. Ostatnim obrazkiem, który Lancel widział przed oczyma, była głowa zabitego łucznika.
Lancel Tully, dziedzic Riverrun, zemdlał.
-Lordzie Bracken, mój pan, dziedzic Riverrun jest ciężko ranny. Proszę o opiekę nad moim panem.-W tym samym czasie, kiedy gwardzista przemawiał, do sali weszli rycerze, z rannym Lancelem.
-Panie, wojska Riverrun wracają do domu, zostawiam wam czterystu ciężkich kawalerzystów, którzy będą strzec dziedzica. Proszę również o wysłanie listu, do czcigodnego Lorda Riverrun o wyniku bitwy, oraz stanu zdrowia dziedzica.
Armia Tullych szybko zmierzała ku Riverrun. Bitwa była wygrana, ale ich pan został ranny, być może śmiertelnie. Nie było wiadomo czy młody Tully przeżyje do następnego ranka.

Czterystu jeźdźców z Riverrun rozbiło obóz pod murami zamku. Niektórzy zajmowali się opatrunkiem rannych, inni dobiciem ludzi Blackwooda, a jeszcze inni rozbijaniem namiotów.
Ich zadaniem była obrona dziedzica przed jakimkolwiek zagrożeniem. Gdyby stan dziedzica się poprawił, tych czterystu kawalerzystów miałoby przetransportować go bezpiecznie do Riverrun.
Stan Tullly'ego pogarszał się z minuty na minutę. Jego życie było poważnie zagrożone.
Rannego Lancela strzegła jego gwardia przyboczna. Przy jego łożu, ciągle stało piętnastu  przybocznych. Wymieniali się co pięć godzin. Trzech innych gwardzistów dowodziło obozem, a dwóch innych, udało się na naradę.
Lancel nigdy nie  był ciężko ranny. Brał  udział w wielu bitwach,  z których wychodził cało.
Była to jedna z pierwszych bitew, kiedy dowodził. Śmiało można powiedzieć, że dziedzic Riverrun nie radził sobie z dowództwem. Jego armia była jak zgrają barbarzyńców. Jedynie sam Tully i jego przyboczni zachowywali się w " miarę przyzwoicie".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stone Hedge   Pon Gru 23, 2013 6:49 pm

Polecam czytać z:
http://www.youtube.com/watch?v=dJ-QLl5qjLg


Mistrz Gry
Czas osądzi czy warto było przelewać krew. Wojska Blackwooda zostały dosłownie i w przenośni spacyfikowane w ciągu kilku godzin, chwilowe korzyści z palenia wojsk mijanych po drodze na Stone Hedge nie było wartościowo równe ze stratami, które poniósł ród chorążych. Siły korony i Brackenów zajęły się przeczesywaniem tego, co zostało po obozowisku, aby rozliczyć ewentualnych wciąż dychających ludzi Blackwoodów oraz udzielić rannym niezbędnej pomocy. Mieli nieść porządek, wywiązywali się więc z powierzonego im zadania.
Spotkanie dowódców i Lorda Brackena było krótkie. Zdystansowanym podziękowaniom trzeba było wybaczyć, gdyż mężczyzna wyraźnie zamartwiał się losami ofiar wyprawy Blackwooda - prości ludzie, zwykli rolnicy i chłopi ucierpieli najbardziej. Oczywiście nakazał Lancela Tully umieścić w siedzibie rodowej i powiadomić maestra, aby ten należycie zajął się dziedzicem Riverrun. Przez bramy wpuszczono także jego najbliższą świtę oraz ewentualnie królewskich wysłanników, jeśli takie było ich życzenie. Z Lordem Arrynem wymienił kilka słów, nie uśmiechało mu się być dłużnikiem Doliny, nie mniej sytuacja wymogła na nim pewne zobowiązania i wdzięczność. Zaoferował oczywiście żołnierzom Doliny możliwość rozbicia tutaj obozu, pomoc medyczną. Nim odjechał w drogę powrotną, nakazał jeszcze rozesłać oddziały, aby zaraportowały o sytuacji w Dorzeczu. Wielkie siły, które starły się ze sobą, opuszczały z wolna okolice Stone Hedge.
Lord Blackwood, nadal skrępowany i pozbawiony honorów, wraz z powracającymi do Królewskiej Przystani oddziałami miał udać się do Czerwonej Twierdzy i zostać osądzonym osobiście przez króla.


Dziękuje za udział, event zostaje zakończony zaś dalsze konsekwencje będą rozgrywane już indywidualnie.
Straty w wojskach:
Blackwood -2400
Arryn -300, 200 ciężko rannych
Tully -600, 150 ciężko rannych
Targaryen -101, 59 ciężko rannych
Mallister -32
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Stone Hedge   Pon Gru 23, 2013 8:38 pm

Przejeżdżał wzdłuż szeregów królewskiej armii, przyglądając się żołnierzom stojącym w karnych szeregach. Aż dziw, że król wolał marnować ich potencjał w stolicy, podczas gdy w Westeros wybuchały coraz to nowe konflikty. Reinmar czasem miał wrażenie, że miłościwie panujący Aerys Targaryen zasługuje na mocne uderzenie otwartą dłonią w twarz. By się ocucił; obudził z tego dziwnego letargu. Królestwo powoli, lecz nieprzerwanie, podupadało, a król zdawał się nic sobie z tego nie robić. I choć wysłanie armii pod Stone Hedge było dobrym znakiem, to Reinmar podejrzewał, że królewscy ludzie znacznie bardziej by się przydali w innych zakątkach Westeros.
Rozmowa dowódców, w czasie której Reinmar niewiele mówił, była zdecydowanie jałowa i nie wniosła nic nowego. Arryn zapewnił krótko, że zajął się już Raventree Hall. Kilka pacierzy później, pożegnał rozmówców i oddalił się w stronę swych ludzi.
W kilka godzin po przybyciu, armia Doliny wyruszyła w drogę powrotną.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Stone Hedge   Czw Sty 02, 2014 4:37 pm

Bitwa, bitwa… i po bitwie? Łatwo powiedzieć, trudniej zapomnieć. Krew, błoto, fekalia i wszechobecne trupy - typowy obraz tego, co zastać można, gdy opadnie bitewny kurz, kiedy chorągwie zostaną zwinięte a zwycięzcy odjadą lub udadzą się na triumfalną ucztę. W końcu deszcz zmyje posokę, zorana kopytami ziemia zarośnie trawą, a polegli zostaną spaleni lub pogrzebani… i wydawać by się mogło, że starcie pójdzie w niepamięć, podobnie jak oznaki stoczonej bitwy.
Tyle, że nigdy tak się nie dzieje.
Ludzka pamięć jest znacznie bardziej chłonna od natury, a podsycona wojną nienawiść nie wygasa równie łatwo co obozowe ogniska… ból po straconych ojcach, braciach i synach nigdy nie minie, obraz umierającego od ciosu przyjaciela się nie zaciera, zaś zdobyte rany aż do samej śmierci przypominają o przeszłości bladymi bliznami. Głupcem jest ten, który zakłada, że rozstrzygnięcie potyczki przyniesie pokój - ten bowiem nigdy nie ma miejsca, zwłaszcza w sercach tych, którym zadano klęskę.
Sam Blackwood też nie mógł należeć do najspokojniejszych ludzi w królestwie, bowiem po dość męczącej rozmowie dowódców armii, ludzie Korony nie zamierzali dłużej zwlekać z podróżą i dostarczeniem Lorda Raventree Hall do stolicy. Edmund Blackwood, eskortowany przez oddział liczący blisko setkę jeźdźców, wyruszył nieco wcześniej niż reszta armii Targaryenów, dla nich bowiem koniec bitwy nie oznaczał końca zadania. Zgodnie ze słowami ser Rosby’ego, w Stone Hedge zostało pół tysiąca królewskich żołnierzy, głównie piechota złożona z łuczników. Nie mieli być siłą militarną, lecz gwarantem stabilizacji i pokoju. Pozostała, nadal kilkutysięczna armia Targaryenów, nadal pod dowództwem ser Gerrharda wyruszyła w drogę powrotną do Królewskiej Przystani. Żaden z królewskich ludzi nie odczuwał euforii typowej dla zwycięzców z jednej, dość prozaicznej przyczyny: to nie był tryumf moralny. Nigdy takim nie jest, gdy po prostu wykonuje się polecenia, gdy zamiast toczyć wojnę z prawdziwym wrogiem, wymierza się zwykłą sprawiedliwość, zupełnie jak chłosta zastosowana wobec nieostrożnego koniuszego. Żadnemu z wojowników nie jest łatwo żyć z myślą, iż miast mieczem, jest zwykłym biczem… a jednak nie mogli narzekać - przeżyli i wykonali rozkaz Aerysa Targaryena, prowadząc Edmunda Blackwooda na szafot. Albo i gorzej.


/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
15
Join date :
17/11/2013

PisanieTemat: Re: Stone Hedge   Wto Lut 11, 2014 11:29 am

Słońce chyliło się ku horyzontowi. Lancel Tully spędził kolejny dzień w siedzibie wasala swojego ojca, lorda Brackena. Tully chciał wyruszyć za kilka godzin do domu, ale musiał podziękować lordowi, za zaopiekowanie się nim i jego armią. Pod murami Stone Hedge stacjonowało czterystu zbrojnych Tullych. Przebywali tam od ponad miesiąca, żywiąc się jadłem lorda Brackena.   
-Gwardzisto, zaprowadź mnie do lorda Brackena, chcę podziękować mu za opiekę.
Korytarzem szło siedemdziesięciu rycerzy, którzy zmierzali do wielkiej sali, gdzie przebywał lord Bracken.  Stone Hedge, był jednym z większych zamków w Dorzeczu, ale nie mógł się równać z Harrenhal  lub Riverrun.  Przed przybyciem Andalów, Brackenowie byli pomniejszymi  królami. Ich głównym wrogiem był sąsiadujący z nimi ród Blackwoodów.
Po kilku chwilach dziedzic Riverrun znalazł się w wielkiej Sali. Była ona bardzo podobna wielkością do tej z Riverrun.  Na środku Sali, na wielkim krześle siedział człowiek w sędziwym wieku.
-Ser, bardzo dziękuję za  zaopiekowanie się mną i moją armią. Riverrun ma u Ciebie dług.
Chcę Cię powiadomić, że za kilka godzin wyjeżdżam i udaję  się do domu, do Riverrun.-Tully wyszedł na dziedziniec.

-Gwardzisto, poinformuj  wojsko, że wyruszamy o północy.
Tully wrócił do swoich komnat. Choć od bitwy minęło półtora miesiąca czuł się słabo. Miał wątpliwości, czy wytrzyma w siodle dzień jazdy. Nie chciał tego ukazywać przed swoimi wojskami.
Przecież to on, za kilka lub kilkanaście lat zostanie lordem. To on będzie rządził w Dorzeczu. To on będzie dowodził wojskiem.  
     Godziny mijały szybko. Tully zjadł kolację i siedział przy stole, zastanawiając się nad przyszłością Dorzecza.  Zanim się obejrzał  nastała północ. Ubrał się w piękną zbroję płytową w kolorze błękitu i wyszedł na dziedziniec. Tam czekała jego gwardia oraz przygotowany koń.  Wsiadł na konia i na czele gwardii wyjechał przed zamek. Obozowisko było zwinięte, jeźdźcy byli gotowi do podróży, a wszyscy ranni, którzy jeszcze nie mogli poruszać się o własnych siłach, zostali  przeniesieni na wozy, które miały przetransportować ich do Riverrun.  Kolumna poruszała się szybko, a na jej czele jechał dziedzic Riverrun, Lancel Tully.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stone Hedge   

Powrót do góry Go down
 

Stone Hedge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Gra Laureline: Laureline Stone

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-