a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Droga do Casterly Rock



 

 Droga do Casterly Rock

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Droga do Casterly Rock   Wto Wrz 10, 2013 8:43 pm

Szlak wiodący w linii prostej od Lannisportu do Casterly Rock (lub na odwrót). Szeroka na pięciu jeźdźców droga umożliwia szybkie poruszanie się zarówno wozów, jak i konnych w obie strony bez konieczności opuszczania traktu, gdy ktoś zbliża się z naprzeciwka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Wto Wrz 10, 2013 8:50 pm


MG

Uwaga do wszystkich zamieszanych w wojnę, którzy poruszają się drogą lądową z Lannisportu do Casterly Rock - tutaj będziecie musieli napisać kolejnego posta. Nie muszą to być długie epopeje, wystarczy kilka zdań. I najważniejsze - nie dodawajcie na końcu "zt"!


    Kolejność taka, jak w Lannisporcie, z wyłączeniem Prudence Greyjoy, która porusza się drogą morską, a zatem:
    Reinmar Arryn
    Rethel Royce
    Vera Wilcza Skóra
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Wto Wrz 10, 2013 10:31 pm

Konnica z Reinmar Arrynem i Rethelem Roycem na czele wytoczyła się na drogę. Po chwili, do dowódców dołączyła także Vera Wilcza Skóra.
- Nareszcie - rzucił krótko Arryn. Nie miał teraz czasu na długie dyskusje, których i tak nie lubił.
Wosjko poruszało się szybko, choć nie tak, jakby życzył sobie tego ich dowódca. Był jednak zdecydowanie bardziej doświadczony i mniej lekkomyslny od młodzików, którym zdaje się, że wojna jest tym samym co uganianie się z drewnianym mieczem. Och, iluż on już spotkał takich młodzików. Ostatniego, stosunkowo niedawno. Zero planu, zero pomyślunku.
Nie mogli przedwcześnie zajeździć wierzchowców. Jak wspomniał Rethel, prawdziwa wojna jeszcze się nie zaczęła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Sro Wrz 11, 2013 12:21 am

Och ile by oddał teraz za swojego wierzchowca. Grom był potężny, wydawałoby się, że zdolny unieść dwa razy większy ciężar niż Royce w pełnym ekwipunku i dalej szarżować na wroga z niebywałą prędkością. Teraz pewnie wyleguje się w stajni w Królewskiej Przystani a on sam musi jechać na tym o wiele mniej postawnym koniu, który człapie ciężko, jakby zaraz miał wyzionąć ducha.
Royce jechał tuż obok Reinmara Arryna i jego dzikiej towarzyszki, o której słyszał kilkukrotnie, jednakże nigdy nie miał okazji jej spotkać czy zamienić kilka słów. Do teraz.
- Więc Ty jesteś tą Zmorą, o której tyle się mówi w Dolinie. - Zaczął bez większego przekonania w głosie, wzrok swój kierując przed siebie. - Jeżeli jesteś chociaż w połowie tak zdolna jak o Tobie mówią, być może przydasz się nam bardziej niż jesteś tego świadoma.
Trochę słyszał na jej temat, jednakże dawno już nauczył się nie wierzyć we wszystko się się usłyszy. Liczył jednak, że wkrótce będzie mógł na własne oczy przekonać się o talentach kobiety i samemu ocenić, czy są one takie niezastąpione, za jakie się je uważa.
- Lordzie Arryn, gdy znajdziemy chwilę wytchnienia poza wojennym zgiełkiem, będzie chciał zamienić z Tobą kilka słów na temat Twojej siostry. - Rethel spojrzał na swojego Suzerena. Chociaż mu ufał, to jednakże nigdy nie był w stu procentach pewien co też siedzi w głowie dziedzicowi Arrynów, dlatego też z pozoru prosta sprawa, mogła przybrać zupełnie niespodziewany obrót. - Póki co skupmy się jednak na tym co najważniejsze.
Mężczyzna przyglądał się Casterly Rock, które z chwili na chwilę coraz bardziej się do nich przybliżało. Sama twierdza robiła wrażenie jak na standardy Zachodu, docenić potrafił to nawet on sam.
- Gdzie jest wojsko Lannisterów? Gdzie są lwy? - Zapytał bardziej siebie niż pozostałą dwójkę. Prócz strażników w Lannisporcie nie widział zbyt wielu żołnierzy. Gdzie regularne wojsko lordów z Casterly Rock? Gdzie jest ryk?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Sro Wrz 11, 2013 3:53 pm

Wielkie ptaki nad konnicą zwiastowały jej przybycie. -I Tobie też. - Odpowiedziała na jakże krótkie i radosne powitanie Reinmara. Mężczyźnie zaś skinęła głową. Zapewne uścisnęłaby mu przegub w porządnym powitaniu, ale jechali po obu stronach swojego wodza, więc to musiało wystarczyć. -Nie wiem co się mówi w Dolinie, ale to ja jestem Białą Zjawą. - Odpowiedziała. Nie zareagowała w żaden sposób na ignorancję, albo niedowierzanie w słowach Royca. Ona wiedziała i Reinmar wiedział. Z resztą... wątpił w jej zdolności i niezwykłość widząc ją, jadącą na białym basiorze, nie tak wysokim jak bojowy rumak Reinmara, ale znacznie od niego potężniejszym i masywnym? Wilk w tych okolicach? Biały? Takich rozmiarów!? Do tego zaraz obok, równie biała, smukła wilczyca. Z nią musiało być coś na rzeczy, każdy normalny człowiek jeździ powozem albo konno, nie na wilku, do tego bez żadnego siodła, uzdy czy tym podobnych bzdetów. Na futrzastym grzbiecie jechała jakby była jednym ze zwierzem. -Ale to południe jest pojebane... morskie potwory, Lawy, Ptaki, ryby... na chuj to wszystko. - Żachnęła się na pytanie chorążego. Już dawno pogodziła sie z tym, że nie rozumie wielu rzeczy, co nie zmieniało faktu, że ja ona bawiły, albo irytowały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Sro Wrz 11, 2013 4:37 pm

Zbliżając się do Lannisportu i pobliskiego Casterly Rock, Rickard Harlaw i jego grupa jechali coraz wolniej. Poruszali się przez leśne trakty, a tuż u celu brnęli przez leśne gęstwiny. Drużyna złożona z wielu jeźdźców miała utrudnione zadanie, by niezauważenie przemknąć się pomiędzy będącymi stale w ruchu wojskami Lwów i Doliny. Dolina... zgodnie z założeniami sojusznicy Lannisterów musieli się w końcu pojawić utrudniając Żelaznym powodzenie ich misji. Ale i na to był sposób. Młody lord Harlaw znał wszystkie założenia i plany odnośnie najazdu na ziemie Lwów. Wiedział jak zachować się w jakiej sytuacji. I taką sytuację też przewidziano. A rozkazy nie były proste. W tej chwili to od Rickarda zależało prawie wszystko. Ale co mógł zrobić z kilkuset rycerzami na koniach przeciwko dobrze zorganizowanej i wspieranej przez Dolinę armii. Nic. Czekał właśnie na powrót Logana ze zwiadowcami. Gęsty las na stoku góry był idealnym miejscem na odpoczynek przed decydującym momentem. Stąd bardzo niedaleko znajdowała się droga prowadząca z Lannisportu do Casterly Rock, siedziby Lwów.

Rickard kończył ostrzyć Kosę, kiedy zbliżył się do niego Logan.
- Jak zwiad ? - zaczął lord, wpatrując się w odległy punkt skąd prześwitywały promienie słońca.
- Świetnie. Z tego co mi wiadomo atak na Lannisport został udaremniony. Nie złapali jednak naszych dowódców. Wszyscy zmierzają teraz do Twierdzy. Lew i Orzeł.. - przerwał mu nagle Rickard.
- Możemy zaatakować ?
- Możemy jedynie zginąć - zakończył ponuro temat Logan.
- A zatem delikatna dywersja ? - Rickard uśmiechnął się do przyjaciela.
Lord Harlaw wstał, co zaowocowało małym poruszeniem w kompanii. Wszyscy podeszli, by posłuchać mowy swojego lorda.
- Moi drodzy - zaczął Harlaw, wbijając Kosę w ziemię przed siebie - Zostaliście wybrani do specjalnej misji. Nie martwcie się, nie zginiecie... chyba, że na własne życzenie. Przed nami znajduje się kilkutysięczna armia Zachodu i Doliny - na te słowa dało się słyszeć jednogłośne westchnienie - Chcecie walczyć, proszę bardzo. Gińcie i walczcie o chwałę swojej rodziny. Ale jaki w tym sens ? W tej właśnie chwili nasze wojska wycofują się ze frontu. Wielka bitwa morska rozegra się pod murami skały Casterlych. Nasza bitwa i nasze życia są tutaj. W tym lesie, w naszych sercach. Wszystkie informacje przekażą wam dowódcy. Ja od siebie dodam tyle. Łapcie w dłoń łuki i spinajcie rumaki. Najważniejsza będzie ich zwinność i szybkość. Pamiętajcie - punkt zborny na południowym brzegu Czerwonego Jeziora. - tymi słowami zakończył Harlaw, kierując się w stronę rumaka. Biaława chabeta czekała na niego przy drzewie. Złapał za róg bitewny i przytroczył go do konia.  

Po chwili wszyscy byli już gotowi i podzieleni. Zwiadowcy przybyli z informacją, iż rycerze na drodze przekroczyli punkt X. Dwie kompanie jeźdźców dowodzone przez Harlawa i Logana ruszyły na tyły wrogów. Przeciwnicy zachwyceni zwycięstwem pod Lannisportem nie powinni teraz martwić się jakimiś tam leśnymi zbójcami - takimi jak ludzie Harlawa.

Wyłaniając się z lasu jako pierwszy Rickard złapał za róg i zadął w niego, głośnym Duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuum rozpoczynając koniec swojego udziału w tej wojnie.

PZG: Dla klimatu - http://www.youtube.com/watch?v=dJ-QLl5qjLg .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Sro Wrz 11, 2013 6:11 pm


MG


To nie był koniec. Tak właściwie był to dopiero początek, a nawet początek początków.
Szeroka droga prowadząca z Lannisportu do Casterly Rock była najpewniej najbardziej cichym miejscem w całym królestwie... oczywiście jeśli odejmiemy tęten tysięcy końskich kopyt, rozmowy dowódców i szczęk zbroi. Cała zwierzyna z okolicy, o ludziach nie mówiąc, na wieść o ataku Krakenów opuściła okolicę, udając się w mniej ruchliwe tereny. Wojskom nie towarzyszył więc śpiew ptaków, szelest przemykających pomiędzy trawami myszy, a nawet ujadanie psów. Ta nienaturalna cisza miała jednak zostać wkrótce przerwana przez kolejną, krwawą potyczkę tej wojny...

Aby osiągnąć odpowiedni efekt zaskoczenia, należy zbudować odpowiednie napięcie. I Rickardowi Harlawowi udało się to bezbłędnie - choć niewiele brakowało, by misternie utkany plan spalił na panewce. Założenia wypadu były proste: gnać na złamanie karku w stronę Casterly Rock, by tam szybko rozeznać się w sytuacji i podjąć odpowiednie kroki. Choć Harlaw nie mógł wiedzieć, że Żelazna Dama poniosła srogą klęskę z podkulonym ogonem powracając w rodzinne strony, nie wahał się ani chwili, by podjąć realizację dokładnie opracowanej taktyki. Jakiej? Nade wszystko musieli niepostrzeżenie zbliżyć się do dwóch największych miast Zachodu i łączącego ich traktu, po czym...
... no, cóż. Zaatakować.

Taktyka była niezawodna - wszakże w walce szarpanej nie o starcie, lecz ugryzienie chodzi. Na drodze do kompletnego sukcesu stał jedynie pewien drobny szkopuł. Otóż, w kompanii Arryna podążała pewna młoda, dzika dama, która, jak na dziką przystało, nie ruszała się w dalszą podróż bez towarzystwa swych dwóch wilków, które odwagą przewyższali niejednego męża. Otóż podczas gdy Vera przejeżdżała obok punkty X, gdzie wyczekiwali ludzie Harlawa, basior zwęszył obcy zapach. Wystarczyło warknięcie, by zwrócić uwagę dzikiej na coś niepokojącego w pobliżu, ale armia nieustannie parła naprzód, szybko mijając dobrze zamaskowanych Wyspiarzy i podążając dalej na Zachód.

Tymczasem powietrze rozdarł dźwięk rogu, świadczący o tym, że może być za późno na jakiekolwiek ostrzeżenia. Wszak dowódcy zostali daleko w przodzie, zaś uderzenie miało paść z zupełnie innej strony...



    Kolejność dodawania postów nieco zmieniona:
    Vera Wilcza Skóra,
    Reinmar Arryn,
    Rethel Royce,
    Rickard Harlaw
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Sro Wrz 11, 2013 6:37 pm

Vera w głębi ducha znowu zaczęła się denerwować. Była dziką i nie zwykła do takich bitew, takiej ilości ludzi, stali i zwierząt! Nawet jako jeden z najlepszych łupieżców nigdy czegoś takiego nie doświadczyła, niedługo zaś miała stanąć u boku jednego z Lordów południa w drugiej już bitwie! to było szalone! Bała się mnie jak za pierwszym razem i tym czasem nie miała zamiaru niczego okazywać, ani mówić o tym Arrynowi. Była Białą Zjawą do cholery! Verą Wilczą Skórą! Nie bez powodu nosiła te przydomki!
Gdy w którymś momencie basior warknął, wciągnął powietrze przez nos i uniósł łeb Vera wiedziała, że coś zwęszył. Sama uniosła głowę i powęszyła, ale była tylko człowiekiem, nawet jeśli posiadała niesamowite zmysły, nie była w stanie przebić się przez zapachy ludzi Doliny. Dotknęła więc łba basiora by na chwilę do niego sięgnąć. Na chwilę oczy zrobiły jej się całkowicie białe, a gdy wróciła im ciemna barwa Vera spojrzała na Reinmara z poważna miną. -Arryn zwęszyłam coś. Wydaje mi się, ze chwilę temu minęliśmy coś. Czuję zapach innych ludzi w lesie. Nie znam tej woni, nie wiem jak daleko i ile. - Zakomunikowała dowódcy. Nie znała się na strategii, na pułapkach, zasadzkach czy jakiejś zjebanej wojnie podjazdowej. Przerastało ją to, nie wiedziała co to znaczyło, ale nauczyła się już, że Reinmar potrzebował takich informacji, nawet jeśli dziewczynie wydawały się one zupełnie śmieciowe. -O job twoja mać. - westchnęła, gdy niedługo później rozbrzmiał róg. Chyba dobrze, że powiedziała Reinmarowi o tym co poczuła. -Ha! to kogo teraz biejmy!? - Zakrzyknęła z grzbietu basiora, którzy zarzucił łbem i obnażył kły poruszony i rogiem i poruszeniem swojej pani. Vera nie miała pojęcia, że obcy mogą chcieć tylko skubać ich tyły, dla niej atak to atak, a atak oznaczał walkę! Niemniej czekała na polecenia, Reinmar najszybciej się rozezna w sprawie, a ona zrobi co jej powie, sama najwyżej może tylko narobić bałaganu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Czw Wrz 12, 2013 11:08 am

Reinmar jechał na czele armii, bo jednej stronie mając Rethela Ryce'a - Ostrze Runestone, a po drugiej Verę Wilczą Skórą - Białą Zjawę na wilku. Całkiem niezłe towarzystwo. Mimo to, na twarzy Arryna gości ponury wyraz. Mimo iż zmietli przeciwników z powierzchni ziemi w starciu na wybrzeżu, to nie wszystko potoczyło się po jego myśli.
Nie popędzali zanadto wierzchowców, by ich przedwcześnie nie przeforsować. Kary rumak Arryna, który zdawał się być nadnaturalnych rozmiarów, prychał nerwowo jakby miał ochotę po raz kolejny wziąć udział w walce, kopiąc, gryząc i tratując przeciwników. Nogi i brzuch ogiera ochlapane były krzepnącą już posoką, która zbrudziła też zbroję i twarz Reinmara.
Droga była szeroka, a teren płaski. To działało na ich korzyść.

-Arryn zwęszyłam coś. Wydaje mi się, ze chwilę temu minęliśmy coś. Czuję zapach innych ludzi w lesie. Nie znam tej woni, nie wiem jak daleko i ile.
- Stać! - ryknął Reinmar prawie w tej samej sekundzie, po czym natychmiast stanął w strzemionach. Zdawało się teraz, że jest prawdziwym olbrzymem. Dzięki swemu wzrostowi oraz potężnemu wierzchowcowi, mógł patrzeć ponad głowami żołnierzy.
Zanim jeszcze dotarły go wiadomości z tyłów armii, sam już mniej więcej wiedział jak ma się sytuacja.
- Robert! - wezwał jednego z dowódców. - Trzystu ludzi i galopem w stronę Twierdzy. Przekaż, że mamy na sobie konnych Żelaznych, niech Lannisterowie pójdą po rozum do głowy. Jeśli ktoś stanie ci na drodze, przejedź im po brzuchach. TERAZ! - posypały się rozkazy. Kilka chwil później, trzystu jeźdźców odłączyło się od głównych sił, by w szyku pomknąć galopem na północ.
Tymczasem z tyłów armii doszły już informacje. Od południa, to jest od strony miasta, jechała na nich jazda. Niewielki oddział, może stu. Arryn doskonale wiedział, co to oznacza. Nikt nie rzuca się do bitwy z setką przeciwko tysiącom.
- Royce - powiedział do swego Chorążego, który zdawał się być ciągle głodny krwi. - Wiesz co to znaczy. Jedź na tył, miej swych ludzi w pogotowiu, weźmiemy ich klasycznym manewrem! - wiedział, że Royce jest doświadczonym żołnierzem i zrozumie o jaki manewr chodzi Reinmarowi.
- Vera, wciel się w orła i wypatruj gdzie są jakiekolwiek armie, to bardzo ważne!
Reinmar piorunem wydawał kolejne polecenia, nie tracąc zimnej krwi. Był doświadczonym dowódcą i choć zaimponował mu ruch przeciwnika, to Arryn z pewnością przewyższał go eksperiencją, którą teraz zamierzał wykorzystać.
- Gendry! - wezwał kolejnego dowódcę, po czym wydał mu kolejne instrukcje. Żołnierz kiwnął głową, a zaraz potem pięciuset jeźdźców ruszyło z kopyta na południowy wschód, by odciąć przeciwnika i zamknąć go pomiędzy żołnierzami Doliny, miastem i wybrzeżem.
Reinmar tym razem nie miał brać udziału w walce. Miał być dowódcą. Kimś, kto czuwa nad każdym trybem wojennej maszyny, upewniając się, że wszystko idzie zgodnie z planem.

- Przegrupować się! Czołem na wschód, wystawić straż na pólnoc!
Armia zawrzała, sprawnie wykonują polecenia Arryna, który wypatrywał nowych oddziałów nieprzyjaciela, gotów, by natychmiast zareagować. Miał świadomość, że nie przyjdzie im się zmierzyć z jednym niewielkim pułkiem. Ale teraz armia Doliny była już przygotowana na szybki kontratak!


Ostatnio zmieniony przez Reinmar Arryn dnia Czw Wrz 12, 2013 11:42 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Czw Wrz 12, 2013 11:33 am

Dźwięk rogu był dla Royce'a o wiele bardziej przekonujący niż słowa kobiety. Dochodził on jednak z tyłów, więc nie zapowiadał zaciętej batalii pod murami Casterly Rock. Rethel spojrzał na Arryna, który zaczął wydawać rozkazy. Wiedział doskonale co trzeba będzie zrobić i gdy Reinmar zwrócił się bezpośrednio do niego, ten jedynie skinął głową i zabrał się do roboty. Kątem ucha usłyszał jeszcze słowa wypowiadane do kobiety. Zmienić w orła.. Zatem była wargiem. O tak, Royce słyszał o wargach, miał nawet przyjemność jednego spotkać gdy był za murem. Nie było jednak czasu na rozmyślanie na ten temat. Royce pogłaskał delikatnie swojego wierzchowca, co całkowicie nie pasowało do obrazu wielkoluda z Runestone.
- Chodź przyjacielu, czeka nas trochę roboty. - Poklepał konia raz jeszcze po czym momentalnie się wyprostował i przykładając sobie palce do ust zagwizdał w swój charakterystyczny sposób. Było to nieco utrudnione gdyż nosił zbroję a dłonie skrywał w grubych, skórzanych rękawicach, jednakże jego ludzie rozpoznali go od razu i powodując lekkie zamieszanie w szeregach, żwawo z niego wyjeżdżali.
Royce pognał konia i ruszył na tyły. Przy nim pojawiało się coraz więcej rycerzy z chorągwiami Runestone.
- Galain. - Zwrócił się do jednego ze swoich najbardziej zaufanych ludzi. - Gdy tylko zacznie się zamieszanie, weźmiesz ze sobą kilku ludzi... - Royce chwilę wydawał rozkazy, po czym Galain skinął głową na znak, że rozumie i wie co ma zrobić.
Mężczyzna jechał żwawo, dlatego wraz ze swoimi ludźmi znalazł się na tyłach armii stosunkowo szybko. Rethel patrzył na jazdę z Doliny, która oskrzydla wroga. On sam nie zwalniał, ruszał przed siebie szykując się na szarżę. Odziany w ciężką, rodową zbroję, trzymając w ręku długą włócznie oraz tarczę. Wokół niego rycerze Doliny, wyposażeni w ten sam sposób.
Niezależnie od liczebności nieprzyjaciela, znalazł się on w ciężkiej sytuacji. Odcięty od wschodu z szarżującymi rycerzami z północy. Wróg był między młotem a kowadłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Czw Wrz 12, 2013 8:18 pm

Rickard parł naprzód, patrząc jak całe tysiące ludzi wpatruje się w niego. W niego. Za nim jego kompania złożona z lekkiej jazdy. No właśnie, połowa uzbrojona w łuki, połowa w miecze. Z okrzykiem na ustach jechali, aż drżała pod nimi ziemia. Koń i jeździec, jeździec i koń. Wkrótce wszystko miało wyjść na jaw. Na nic się miały zdać plany wrogich dowódców, którzy gdzieś na przedzie wydawali rozkazy swoim ludziom. Zanim tu dotrą trochę minie, a zanim dogonią lekką jazdę z Dziesięciu Wież jeszcze dłużej. Cała "kawaleria", brat przy bracie, sąsiad przy sąsiedzie, przyjaciel przy przyjacielu. Ramię w ramię parli wprost na spotkanie... no właśnie śmierci ?

Młody Harlaw nigdy jeszcze nie brał udziału w takiej bitwie. On sam - bez wsparcia, bez przewagi, bez szans. Potrzebny był jednak plan. Wprawdzie wymyślony na szybko przez lorda Dziesięciu Wież i zaakceptowany oddechem ulgi wszystkich kompanów, którzy mogliby oddać życie za swojego lorda. Tak w tej wojnie pokazał im co to jest honor Żelaznych Ludzi, czym jest honor człowieka. Mimo bycia agresorem w tej wojnie, Żelaźni nie tracili buty i morale. Wręcz przeciwnie z każdym dniem coraz bardziej czuli się potrzebni, czuli się kimś więcej niż daną jednostką, której celem jest zginąć. Rickard kochał ich za to, i za to oni kochali go. Ci nieokrzesani i brudni ludzie, których jedynym zadaniem powinno być zwijanie lin i kręcenie sterem, dostali jakiś życiowy cel. Dostali nowe życie. Charyzmatyczny dowódca potrafił ich zmotywować i przelać swojego ducha walki w towarzyszy. Wszyscy mu ufali. Ufali nawet teraz. I każdy znał rozkazy.

Nagle oddział kawalerii podzielił się na dwie części. Na czele jednej Rick, na czele drugiej wysoki i pełen wigoru Chudy Logan Berrel, najbardziej zaufany człowiek, dowódca Harlawa. Przeciwnicy w przewadze nie mogli zauważyć, że drugi oddział trzyma w ręce łuki. Śmiercionośną i często krytykowaną broń, tak niehonorową, ale skuteczną, jeżeli chodzi o zabijanie. Oddział wojowników parł naprzód, aż zatrzymał się w odległości kilkudziesięciu metrów od linii przeciwnika. Rickard zrównał się ze swoimi ziomkami. Złapał za chorągiew z wyszytą na nim białą kosą na czarnym tle. Podniósł ją do góry i krzyknął z pełnią sił i oddania, czując w sercu jedynie radość, widząc chociaż lekki strach w oczach wrogów przed nim.
- Harlaaaaaw ! - w bitewnym okrzyku ludu, zabrzmiało prawie jak "Freeedom".


Młody lord przepełniony chwałą rzucił z całych sił chorągwią, a ta pomknęła wbijając się w ziemię. Wprost przed zdziwione oczy tylnej straży. Niektórzy sięgali już po łuki, inni po miecze. Pora, więc na drugą część planu. W końcu pierwsza wykonana. Każdy już wie, który ród Westeros powinien zyskać nagrodę najbardziej butnego i pełnego honoru. Zawsze walcząc do końca !

Harlaw odpiął swój róg i zadął radośnie, dając swojej "wielkiej" duchem armii znak do taktycznego odwrotu. I znak drugiemu oddziałowi do ostrzału. Jazda Rickarda skręciła w prawo, wzniecając tumany kurzu. W tym czasie oddział Loganem, z samym dowódcą na czele przygotowywał się do ostrzału. Pierwsza seria, przeszywający przeciwników dźwięk rogu. Druga seria, ten sam dźwięk, wzywając całą resztę do odwrotu. Łucznicy oddalili się lewą stroną. Oddając jeszcze kilka losowych strzałów.

W tumanie kurzu Rickard dojrzał Logana. Jego przyjaciel uśmiechał się. Lewą ręką wskazywał na goniącą ich jazdę nieprzyjaciela. Ciężkozbrojna konnica nie miała szans ich dogonić aż nadto szybko. A czy będzie im się chciało ? Czy to koniec bitwy ? Koniec wojny ? Koniec przelewania krwi ? Koniec zdrad, spisków, spisków wewnątrz spisków ? Czy jest szansa na pokój ? Szansa na honor, sławę i życie ? I w końcu czy jest szansa na powrót do domu ? Właśnie... powrót do domu ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pią Wrz 13, 2013 10:34 am


MG


Jest taka zasada: los daje dokładnie tyle, ile się od niego wymaga. Jeżeli masz niewielkie oczekiwania, dostaniesz niewiele... Ale Rickard Harlaw szarżujący na tyły armii Doliny ma rozmach kosmiczny i marzenia bez granic. Widać to w jego oczach.
Podczas każdej wojny istnieje pewna niepisana, lecz przestrzegana przez wszystkich zasada: póki nie utraciłeś swej chorągwi, istnieje szansa na zwycięstwo. Sztandar powiewający na wietrze jest dla wojowników światełkiem nadziei nawet w najbardziej tragicznych sytuacjach, dodaje otuchy, wyzwala nowe pokłady odwagi, doba o ducha walki… a co dzieje się, gdy chorągiew zdobywa wróg lub gdy ta upada na ziemię i tratowana jest setkami końskich kopyt?
Nadzieja znika. W umysły wkrada się panika, wszak nie wiadomo, kto z nami, kto przeciw nam - podczas bitwy panuje taki rozgardiasz, że trudno zgadnąć w kogo się właśnie wbiło miecz… i to wtedy uniesiona chorągiew wskazuje, gdzie znajdują się główne siły przyjaciela. Lub wroga.
Utracenie sztandaru na samym początku szarży to zły znak - nawet, jeśli został rzucony specjalnie. Zniknięcie z pola widzenia rodowego herbu sprawia, że nawet najtwardszy wojownik zaczyna odczuwać coś na wzór niepewności… zupełnie, jakby pozbawiono go zmysłu zbrojnego oporu. Zapomina, o kogo i dla kogo walczy, panika miesza się z dezorientacją a strach z dzikimi pokładami złości na chorążego, który nie potrafił dłużej utrzymać sztandaru. Każdy czyn ma jakąś cenę. Czasami znacznie wyższą niż możemy się spodziewać… i Rickard Harlaw lada moment miał się o tym przekonać.
Szybkie przegrupowanie wojska Arrynów niewiele dało - a przynajmniej w początkowej fazie starcia. Jazda Wyspiarzy wpadła na ich tyły zupełnie jak kosa ścinająca zboże podczas żniw - szybko i niespodziewanie, już po chwili wycofując się na bezpieczną odległość. Pierwsze uderzenie przyniosło oczekiwany efekt: wzbudziło wśród wroga popłoch i dezorientację. Lecz potem Żelaźni popełnili olbrzymi błąd…
… błąd, który zowie się „łucznikiem na koniu”. Niewielu jest w Westeros mistrzów tego sposobu walki, niewielu potrafi obrać idealną pozycję do strzału, a jeszcze mniejsza liczba w pędzie w ogóle trafia w cel. Być może taktyka Harlawa nie przewidywała wystrzelania tyłów wroga niczym kaczki - jeśli tak było, to w pełni się powiodła. By celować z łuku podczas jazdy konnej potrzeba nie tylko wielu lat ćwiczeń, lecz także odpowiedniego uzbrojenia - broń musi być poręczna, lekka, krótka… i nie przeszkadzająca w odwrocie. Kiedy rój strzał pomknął w stronę tyłów konnicy Arrynów, jedynie kilkanaście z nich dosięgnęło celu. Ogromna większość usłała ziemię drzewcami, które po chwili zostały stratowane przez konie Rethela, ruszającego wprost na uciekających Wyspiarzy. Tymczasem Żelaźni mieli także problemy na wschodnim skrzydle - pół tysiąca konnych odgradzało ich od jedynej drogi odwrotu, zaganiając… wprost na mury Lannisportu.
Powrót do domu w takiej sytuacji wydawał się możliwy jedynie…
… z tarczą w dłoni lub… na tarczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pią Wrz 13, 2013 12:47 pm

Żelaźni ludzie na koniach, wyczyniający dziwne manewry, do tego strzelając z łuków. To się po prostu nie mogło udać. To są dzieci morza, niepokonani na wodzie, silni na lądzie jako piechota. Na koniach sprawdzają się tak jak to pokazali przed chwilą, czyli wcale.  
Rethel patrzył na to wszystko z niedowierzaniem. Wyglądało na to, że jedyne co będzie musiał zrobić to zwyczajnie wjechać w siły nieprzyjaciela.
- Zamknąć ich od wchodu!-  Ryknął do wojsk Arrynów. Jazda zgrabnie odcięła drogę ucieczki Żelaznym Ludziom, tworząc swoiste półkole, które za chwili na chwilę stawało się coraz ciaśniejsze. I w tym właśnie ciasnym miejscu wbiła się szarża z Rethelem Roycem na czele. Nie musiał wiele robić, zwyczajnie wjechał w przeciwników z impetem. Jego celem był Lord Harlaw, który chwilę temu wyrzucił swoją chorągiew, co było równie zadziwiające co cały jego manewr. Nie celował jednak włóczni w mężczyznę, a w jego konia. Chciał mieć go żywego, o ile będzie to możliwe, gdyż za nim szarżowali następni i niewykluczone, że Lord Dziesięciu Wież zostanie rozdeptany przez konie wojsk Doliny.
- Stać! - Ryknął po raz kolejny, unosząc swoją pięść do góry, gdy przejechał przez całe pole, jakie stworzyła im konnica Arrynów. Nie chciał przecież taranować sojuszników.
- Sprawdzić, czy ktoś przeżył. Przynieść do mnie Harlawa. Najlepiej żywego, ale martwy też jest dobry. - Rzucił do swoich ludzi, a część z nich zeszła z koni i zaczęła szukać jakichkolwiek ocalałych.
- Przegrupować się. Wracamy do głównych wojsk. Weź pięćdziesięciu ludzi i zostańcie na tyłach. Nie chcę aby ktokolwiek jeszcze nas zaskakiwał. Puśćcie też zwiad po najbliższej okolicy. Lepiej wiedzieć czy coś czai się po lasach. W razie problemów użyjcie tego. - Rzekł do ludzi Arryna, uderzając w swój wielki, czarny róg z metalowymi wykończeniami. - Reszta wracać do Lorda Arryna. Wy zostajecie ze mną. - Zwrócił się do swoich 35 najbardziej zaufanych rycerzy, którzy nie tak dawno jeszcze płynęli z nim na Drakkarach Greyjoyów. Zanim jednak Royce wróci do Reinmara, chciał zobaczyć Harlawa.. albo jego zwłoki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pią Wrz 13, 2013 12:54 pm

Niektórzy myślą, że bitwy toczone na wojnie są czymś chwalebnym i podniosłym.
Gówno prawda.
Krew, pot i łzy. Smród i syf. Kiła i mogiła. Koński mocz, kał i wnętrzności. Wymiociny i śmiertelne krzyki, posoka na twarzach. Smak piachu i jucha w ustach. Śmierć.  Oto czym jest bitwa. Ludzie rzucają się sobie do gardeł, przepełnieni nienawiścią. Wbijają sobie ostre miecze w brzuchy, ucinając ramiona, wybijają oczy i zęby.  Powietrze wypełniają ludzkie krzyki. Konie rżą i kwiczą. Słychać stal uderzającą o stal i gruchot łamanych kości. Powietrze przesycone jest odorem strachu. Boją się ci, którym śmierć zagląda w oczy. Nawet najdzielniejsi potrafią sfajdać się w portki, widząc nadjeżdżającą śmierć.
A setki zakutych w zbroję mężczyzn, szarżujących na potężnych rumakach, z impetem godnym lawiny uderzający w przeciwników są śmiercią.  By zatrzymać taką siłę, trzeba mieć co najmniej kilkumetrowe, grube włócznie i setki wojów na tyle silnych, by wytrzymać nawałnicę. Lecz nawet najlepsza piechota nie zawsze wytrzymywała podobne szarże. Wystarczyło, by załamał się jeden lub dwóch ludzi i rzucił do ucieczki, a za nim potrafił pobiec cały pułk.
Najokrutniejsze jest jednak to, że każda wojna i każda bitwa rządzi się tymi samymi prawami. Setka nie wygra z tysiącem, tak jak domowy kot nie zagrozi cieniokotowi. Choćby dowódca, który pierwszy raz dowodzi żołnierzami, wygłosił najkwiecistszą z przemów, nie skłoni ich do pójścia na śmierć.  Nie, tak się nie zdarza. Nikt nie zgodzi się umierać za człowieka, który ledwo co stał się mężczyzną i pierwszy raz wydaje rozkazy, samemu jeszcze nie udowodniwszy co potrafi. Jeśli młody Rickard myślał, że napełni dzikich wojowników z Wysp podniosłym uczuciem samozadowolenia z własnego męstwa i pozornym uznaniem własnego honoru przejawiającego się w rabowaniu starców i gwałceniu karczemnych dziewek, to musiał postradać zmysły. To była wojna, nie pieśni trubadura. To była bitwa, nie ballada wyrecytowana przy dźwiekach lutni. To była okrutna rzeczywistość, a nie mrzonki chłopców o wiecznej chwale. Tutaj ból i zmęczenie były prawdziwe. Tutaj umierało się naprawdę, a nie tylko słuchało o tym z ust bardów.
Reinmar to wszystko wiedział. Nie była to jego pierwsza bitwa. Miał też nadzieję, że nie ostatnia. Kochał bitwy, był dziki, a jednocześnie zimny. Chciał dzisiaj przelać wiele krwi Greyjoyów. Chciał krwawej łaźni. Jatki gorszej od tej w Dolinie i tej na wybrzeżu. Nie przebył setek mil, by oszczędzać przeciwników.
I choć, nawet on, przed sobą samym musiał się przyznać, że nagły atak Harlawa go zaskoczył, to pięćdziecięciu niezbyt wprawnych jeźdźców (jeśli Żelaznych można określić mianem jeźdźców) na dość lichych habetach pod sztandarem kosy nie mogła wiele zdziałać. Ich jedyną przewagą nad zorganizowanymi rycerzmi Doliny, było zaskoczenie. Wpadli na nich, zanim ci zdążyli się dobrze przygotować do odparcia ataku. Zepchnęli pierwsze szeregi do tyłu, obalając niektórych wojów z koni, raniąc i wprowadzając zamieszanie. Niewiele jednak mogli zdziałać, mając naprzeciw sobie ludzi w zbrojach i z dużymi tarczami. Nim śmierć na dobre zaczęła zbierać swe żniwa, Żelaźni musieli się wycofać, by nie zostać otoczonymi. A wtedy Reinmar Arryn i Rethel Royce zdążyli już opanować chaos. Był to moment, który miał zdecydować o losach potyczki. Doświadczenie Arryna wzięło górę. Wystarczył jeden rozkaz, a oddział Żelaznych został odcięty od drogi ucieczki. Ludzie z Doliny zacieśnili pętlę, przyciskając ludzi Harlawa do muru.
Reinmar tymczasem zdążył przegrupować swoje wojska. Nie, nie zamierzał rzucić wszystkich ludzi na przeciwnika. Czekał na informacje od Very, najlepszego zwiadowcy na południe od Muru. Ludzie stali w karnych szykach. Oczekiwali rozkazów. Arryn rozesłał jeźdźców, którzy mieli zdawać relacje z tego, co się dzieje w najbliższej okolicy, po czym sam wjechał na niewielkie podwyższenie terenu, by obserwować bitwę. Widział jak Harlaw rzucił choragiew. Błąd. Niedoświadczony gówniarz. Zginie.
Tymczasem, Royce uderzał. To starcie miało być krótkie i okrutne. Szarżujący rycerze z Doliny byli lawiną, która porywa wszystko co stoi na jej drodze. Nie było w tym nic wzniosłego. I choć może niegdyś trubadurzy będę opiewać starcie pod Lannisportem w pieśniach i balladach, to rzeczywistość była brzydka. Konie i ludzie cuchnęli krwią, potem i brudem. Chorągwie były pokryte grubą warstwą kurzu, a zbroje rycerzy pokrywała skrzepnięta krew oraz kawałki wnętrzności, które jeszcze nie zdążyły odpaść. Ich miecze były brudne od posoki. Śmierdzieli. Uderzali zaś na ludzi, którzy śmierdzieli nawet bardziej po długiej, przebytej w pośpiechu podróży i rzezi, którą zgotowali mieszkańcom zgrabionej wioski. Jeszcze niedawno gwałcili i pili skradzione wino. By zdążyć na czas do Lannisportu, musieli praktycznie spać w siodłach, a nawet dziecko wiedziało, że Żelaźni nie są dobrymi jeźdźcami. Ich konie musiały być równie zmęczone.
Arryn, gdy dostał kruki od swego Chorążego, wypływającego razem z Prudence Greyjoy ze stolicy, miał mnóstwo czasu, by wszystko przygotować. Statki Greyjoyów miały do opłynięcia cały kontynent. Namiestnik Wschodu przezornie wysłał swe armie wystarczająco wcześnie, by mogli zmierzać na Zachód powoli, nie forsując koni. Nie mógł sobie pozwolić na przystąpienie do bitwy, gdy jego ludzie będą odczuwać trudny podróży. Na jego szczęście, starcie na wybrzeżu było na tyle krótkie i jednostronne, że ludzie odczuwali tylko niedosyt, nie zmęczenie.
Wyspiarzom na nic zdało się wypuszczenie chmary strzał. Ledwie niektóry sięgnęły celu, zwykle odbijając się od tarcz kawalerii Doliny. Podzielenie się na dwa oddziały było manewrem o tyle łądnym, o ile bezsensownym, który mógłby poskutkować ,gdyby Żelaźni mieli wprawę konnych łuczników z Dorne i gdyby… nie byli okrążeni. Nie mając dokąd uciekać mogli podzielić się i na dziesięć oddziałów i zostać wybitym jeden po drugim…
Tymczasem, wyćwiczona jazda z Doliny zdążyła już przejechać po brzuchach Wyspiarzy.
Reinmar czekał na raporty od Very i z południowego skrzydła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pią Wrz 13, 2013 5:27 pm

Reakcja Reinmara była natychmiastowa. Kiedy ryknął "stać", to aż się wzdrygnęła. Dobrze myślała, on potrafił wykorzystać nawet najbardziej pierdołowatą wiadomość na swoją stronę. Błyskawicznie wydawał rozkazy rycząc tak by każdy go usłyszał, ona słyszała aż za dobrze musiała wsadzić sobie palec w ucho, żeby nie ogłuchnąć. Kiedy zwrócił się i do niej, skinęła tylko głową i wyszczerzyła zęby. No, już myślała, że będzie siedzieć bezczynnie na wilku tylko groźnie wyglądając. Nie czekając na nic więcej uniosła głowę w górę. Konnica się przegrupowywała, ona sięgnęła do najmniejszego ze swoich ptaków - orła. Westchnęła i opuściła ciało człowieka, oczy zrobiły jej się białe jak mleko i znieruchomiała, chwilę później leciała już nad konnicą, widząc z góry siebie, Arryna i Royca, no i całą armię. Krzyknęła głośno i zwróciła się w stronę lasu zawracając. Widziała manewr Harlawa, ale to nie on ją interesował. Wleciała w las, między drzewa (chyba, że krzaczory te były zbyt gęste by mógł między drzewami lecieć ptak). Liczyła... Armia okrążyła wrogich ludzi i zagnała ich jak pasterz bydło pod mury, ona obleciała okolicę licząc wrogów, jeśli jeszcze jacyś pałętali się w koło armii. Liczyła, umiała już dobrze liczyć, codziennie ćwiczyła, teraz już nie miała z tym problemów. Chciała oblecieć obie strony drogi i armii Doliny. Gdy już to zrobi, znowu wzbije się wyżej by wypatrzeć ewentualnych uciekinierów, bądź inną szykującą się pułapkę lub manewr ludzi, których nie sposób byłoby jeszcze zobaczyć z ziemi... ona ptasim wzrokiem sięgała poza horyzont widziany armii w dole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pią Wrz 13, 2013 8:49 pm

Młody Harlaw patrzył jak jego wojska załamują się pod ciętym i świetnie zaplanowanym manewrem nieprzyjaciela. Kilku co wolniejszych i niewprawionych jeźdźców mogło dać się złapać i zabić. Ale nie wszyscy. Plan nie zakładał takiej rzezi, nikt się na nią nie przygotował. A w szczególności nie Rickard. Teraz liczyła się tylko ucieczka. Niech przeciwnicy myślą sobie co chcą. Wojska z Harlaw nie były tak słabe i nieprzygotowane jak wszystkim zdawałoby się sądzić. Nie na darmo zabrali ze sobą konie. Może nie były to świetnie przygotowane fizycznie zwierzęta. Bardziej przyjaciele ludzi, z którymi płynęli. Tak, o dziwo niektórych nie znających się na geografii i słuchających stereotypów, na wyspach były konie. I Żelaźni nie byli wcale gorszymi jeźdźcami niż inni mieszkańcy Westeros. Byli tacy jak inni. A konie takie jak indziej. Szybkie, zadziorne... skore do ucieczki, widząc zagrożenie.

Stąd też popłoch widziany oczami ludzi z Doliny. Jaki strach na twarzach Żelaznych, jaki spadek morale? To po prostu konie w zwierzęcym odruchu instynktu widząc tyleż ludzi odzianych w zbroje, po prostu straciło chęć do szaleńczego biegu do walki. Te też wycofały się, i może to je uratowało. I ich. Zwierzęta ludzi. Stąd też może nikła liczba strzał.

Kolejny stereotyp - strzelanie z siodła. Spróbuj usiąść na krześle, wziąć do ręki dwa patyki i udawać strzelca. Trudne ? To zależy. Wiadomo, koń jest zwierzęciem. Lekkie drgnięcie może wyprowadzić z równowagi. Ale przecież koń (wyłączając te, które załamały się i uciekły) nie był w ruchu. Tak zakładał plan. Trening był na Harlaw, i jedynie najlepsi zdołali strzelić przynajmniej metr od tarczy w ruchu. W bezruchu konia co trzeci strzelał w okrąg tarczy. I co drugi z trenujących jechał właśnie na swojej chabecie przez zakrwawione pola. I tylko jeden na trzech zdołał oddać strzał, i pewnie większość z tych ze strzałem zginęło jako pierwsi. Ahh... ci bezlitośni przeciwnicy.

Reszta, w pierwszej kolejności wojownicy - na ich czele Rickard, a za nimi spłoszone zwierzęta z zaskoczonymi jeźdźcami na grzbiecie pędziło ile sił w zmęczonych kopytach na południe. Wprost na mury Lannisportu. Serio tak blisko ? Gdyby Rickard widział Lannisport wiedziałby, żeby tam nie atakować, a żeby tam nie uciekać i tak wiedziałby każdy. Z każdą chwilą ginęli doganiani ludzie Harlawa. I każda z chwil dawała im możliwość ucieczki. Tak, to cel nadrzędny - ucieczka. Rickardowi nie uśmiechało się zostać złapanym. Nawet najgorsze scenariusze tego nie przewidywały. Trzeba, więc było uciekać.

Szybkie jak wystrzał z procy konie wroga sprawdziły się doskonale. Wpadły na tyły nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co i na co ? Czy Żelaźni naprawdę nie widzieli, że oni nadchodzą. Czy nie ogarnęli planu ostatecznego, że jeden jakikolwiek problem i bez żadnego ostrzału, pokazując tylko siebie, uciekają na południe ? Nieposłuszny wojownik to martwy wojownik. Takich oby jak najmniej. Lekkie konie, buzujące adrenaliną i strachem uciekały jak najdalej od przeciwnika. Kto mówi, że strach jest zły ? Motywuje do szybszej ucieczki. Kto w wyścigu Dolina vs Harlaw ma większe szanse ? Goniący Żelaznych pewni siebie wojownicy, czy jeźdźcy na przestraszonych i pędzących przed siebie, to jest na południe koniach ? Konie nie były takie głupie. Nie tratowały siebie nawzajem, nie przeszkadzały w ucieczce. Jeżeli można coś nazwać uporządkowanym strachem, to ucieczka Żelaznych tym właśnie była. Im bardziej zbliżali się przeciwnicy, tym szybciej i z większą motywacją uciekały konie z wysp. A przed nimi mury Lannisportu...

Twierdza nad wodą nie powinna być żadnym problemem. Jeżeli uciekające konie nie wbiją się na mury. Jaki miałoby to mieć sens ? Proste minięcie zamko-portu, to najmniejsze zmartwienie. Największym jest goniąca kawaleria Doliny. Ale i to przecież to żaden problem. Chyba, że wroga konnica wyrosła jak spod ziemi i zaczęła pościg. Żelaźni nie są tacy głupi na jakich wyglądają. Chyba widząc wrogów, którzy są podstawowym problemem, potrafią się rzucić do zaplanowanej ucieczki, a nie stać i dać się zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Nie Wrz 15, 2013 1:27 pm


MG

Z racji, że Rickard uciekł do innego tematu, zapraszam Rethela w to miejsce, tam rozwiążemy wątek.

Siła ducha to nie wszystko. Strach wiodący do ucieczki nie dodaje skrzydeł. Oddech śmierci na karku na pewno nie służy do wzmacniania więzi pomiędzy jeźdźcem a koniem. Nie pomagają bitewne okrzyki, zgiełk, kurz, krew, rzygowiny i wszystko, co człowiek potrafi z siebie wydalić na widok towarzysza, któremu miecz wchodzi przez oczodół do czaszki, wychodząc drugą stroną. Bohaterstwo? Istnieje jedynie w balladach. Konie nie wpadające sobie w drogę podczas gdy wokół śmierć rozpościera skrzydła? Senna mrzonka.

Pogoń Rickarda Harlawa straciła na sile dopiero, gdy przed oczami ludzi Doliny pojawiły się mury Lannisportu, tym razem gotowego na wszystko... nawet na ziejące ogniem smoki i pożogę, jakiej świat nie widział. Po większości jazdy Żelaznych nie zostało nic ponad zwłoki, zdeformowane zwłoki i zwłoki tonące we własnych odchodach. Całą okolicę kontrolowało sokole spojrzenie dzikiej Very, do tego Reinmar Arryn okazał się na tyle sprawnym dowódcą, by nie mieszać większości swej jazdy pod to, co działo się obecne pod murami miasta. Zwiadowcy rozesłani po całej okolicy mieli dokładny pogląd na to, co dzieje się zarówno niedaleko Lannisportu... jak i to, co ma miejsce w okolicznych lasach. Pożar, wygasający kilka mil od miejsca starcia nie był ich największym problemem. O wiele istotniejszym okazało się to, co przed pożarem uciekło...

Vera dostrzegła ich jako pierwszych - nieco nadpaleni, o niezidentyfikowanym pochodzeniu, za to niepokojąco liczni. Najemnicy? Być może... uzbrojona w łuki piechota, ukrywająca się w okolicach drogi do Casterly Rock w zadziwiająco sprawnym szyku ruszyła w stronę brzegu, gdzie wcześniej wojska Doliny starły się z Greyjoyami. Łucznicy zostali dostrzeżeni na tyle wcześnie, by Reinmar Arryn został ostrzeżony i mógł podjąć odpowiednie kroki, by ustrzec się przed zaskoczeniem przez wroga, gdy zaś...

... gdy zaś powietrze rozdarł dźwięk donośnego rogu, w który wyposażeni zostali zwiadowcy Rethela, nie mogło być wątpliwości - do gry wkroczył nowy zawodnik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pon Wrz 16, 2013 9:14 am

Oczy Very zrobiły się normalne a dziewczyna wróciła do siebie. Robiło się ciekawie, okazało się że nie są sami, w lasach byli jeszcze inni. Dzika wypatrzyla Reinamra na wzniesieniu i prędko doń podjechała. -Arryn, jest tu jeszcze inna armia. Ruszają na Royca. Nie są oznaczeni. Piechota. Mają łuki.- Zakomunikowała krotko, tak jak lubił. Na potwierdzenie niedługo potem zabrzmiał róg zwiadowców. Co teraz? To już nie jej decyzja, Reinmar dowodził, ona pójdzie za nim. Łatwo miała no nie? To on musiał zająć sie ludźmi, rozkazami, strategią... przekichane. Czekała co postanowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pon Wrz 16, 2013 1:01 pm

Jazda stała w szyku. Ludzie patrzeli wyczekująco na Arryna, który czekał na wieści od Very. Konie rżały niecierpliwie. Zdawać się mogło, że cała Dolina pragnie bitwy. W końcu, po to tutaj przyjechali. Na południowym skrzydle, Rethel siał spustoszenie. Z jazdy Rickarda niewiele już pozostało. Niedobitki zdawały się być małymi muchami, które cierpliwy chłop zabija szybkimi uderzeniami szerokiej dłoni. Na żaden inny los nie zasłużyli, przybywając na ziemie sąsiada, by palić, rabować i gwałcić.
Wieści nadeszły.
Reinmar wysłuchał uważnie Very Wilczej Skóry.
- Czas skończyć z tą farsą - warknął, po czym pognał kawałek wzdłuż swych szeregów. - Dolino! - ryknął. - Mamy nowego przeciwnika. Nowych głupców do wybicia. Nowy powód do uczynienia nas nieśmiertelnymi. Gotować się do szarży!
- Vero, Ty i Plemiona uderzacie na końcu, musimy mieć bezpieczne tyły, nie chcę więcej niespodzianek - rzucił na koniec, po czym wydał jeszcze kilka rozkazów i ruszyli, okrążając wrogą piechotę, by uderzyć na ich tyły.

zt -> do Port/Brzeg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pon Wrz 16, 2013 7:27 pm

Jak zwykle Reinmar zareagował natychmiast. Wysłuchał swojego najlepszego zwiadowcy i pojechał do ludzi wydać rozkazy. Dziewczyna spodziewała się jechać z nim, gdy wrócił przekazał jej dowodzenie nad Plemionami. Uśmiechnęła się iskinęłagłową. Nieźle, miała poczuć się prawie jak za Murem, jak łupieżca, jak alfa w watasze. -PLEMIONA!!- ryknęła na całe gardło gdy wycie jej i basiora już wybrzmiało. Kudłaci wojownicy na kudłatych koniach zostawali z nią. Dopiero kiedy Rein odjechał z konnicą by szarżą wjechać w tył wroga, ona zjechała do Plemion. -Chcecie krwi? Pewnie że chcecie! Łapcie więc za broń! MY to zakończymy! Nikt nam nie ucieknie! Wasz czas do krwi się zbliża.- nie potrafiła przemawiać, była dziką, ale plemionom przeciez nie potrzebne były wzniosłe słowa i obietnice nieśmiertelności i chwały. Oni chcieli raz kolejny uderzyć toporami. To Vera chciała im dać. -Biała Zjawa was poprowadzi! Ruszajcie za mną i czekajcie na moje wołanie, wycie będzie zwiastunem krwi wrogów!- zakonczyła i ruszyła w stronę, wktórą pędem odjechał Reinmar... tam zobaczy jaka sytuacja i będzie wiedziała kiedy przyjdzie czas.

//Zt -> port\\
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Pon Wrz 16, 2013 9:56 pm

Przez drogę łączącą Lannisport i Casterly Rock z szybkością wypoczętych koni, przebyli żołnierze z armii Lwów. Lekka konnica popędziła do Miasta, aby wspomóc Leandera, który starał się bronić murów. Kuzyn Aarta miał teraz niełatwe zadanie, jednak wyćwiczony rycerz powinien mu podołać.
Ważne było dotrzeć na czas. Każda minuta miała swoją wartość, a jeśli chcieli mieć uzurpatorów w swoich rękach, Zachód musiał szybko działać. Nikt nie przewidział takiego scenariusza. Aart powinien już dawno spotkać Reinmara i u jego boku wojować z Greyjoyami i innymi Żelaznymi na brzegu zaraz przy Casterly Rock.
[zt-> Port/ Brzeg]

EDIT 22.09

Aart wraz ze swoją świtą galopował w stronę stolicy Zachodu. Objął sobie jasny cel. Sprowadzić przywódców Doliny oraz ważnych jeńców do Casterly Rock, aby w spokoju ich przesłuchać. Musiał pokazać kuzynowi, że to on jest przyszłym namiestnikiem Zachodu, i że to on wydaje tu rozkazy. Leander za bardzo się rozbrykał.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Wto Wrz 24, 2013 11:58 pm

[z-> Port/Brzeg]
200 osobowa świta przywódcy armii Zachodu nie ociągając się galopowała na północ w stronę twierdzy Casterly Rock. Aartowi śpieszno było znaleźć się tam jak najprędzej, ponieważ musiał przygotować się do powitania i ugoszczenia sojuszników, którzy pomogli w odparciu ataków Żelaznych.
Dzień zbierał się ku końcowi. Słońce znajdowało się coraz niżej na nieboskłonie, niebo zaczęło przybierać barwy ciemnego pomarańcza, w niektórych odcinkach stając się karmazynowym
[i]Bogowie dają znak, że dzisiejszy dzień należał do Lannisterów i kolejne także takie będą...[i]
W między czasie młody Lew wybrał kilka osób, które miały przekazać rozkazy mobilizacji oddziałów ciężkiej jazdy i piechoty, która wyspecjalizowała się w oblężeniach. Kolejnym krokiem, po ugoszczeniu Doliny będzie odbicie Windyhall i ślub. Potem? Jak Siedmiu da.
[zt-> Dziedziniec]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   Sro Wrz 25, 2013 11:08 am

Reinmar Arryn, jego kilku dowódców, Rethel Royce, pierwszy Chorąży u boku Arrynów z Doliny, Vera Wilcza Skóra, dzika zwiadowczyni wraz z kilkoma dziesiątkami wyborowych wojowników jechali do największej twierdzy w tej części Westeros, Casterly Rock. Ponad ich głowami powiewał sztandar rodu Arryn oraz rodu Royce, coraz słynniejszych z powodu wojen, w których brały udział. Nie spieszyli. Główne niebezpieczeństwo zostało zażegnane, a po kilku stoczonych potyczkach nie warto było zbytnio popędzać wierzchowców. Jechali w milczeniu i powadze. Wszyscy brudni od wrażej posoki i niemało utrudzeni. Choć dzięki odpowiedniemu przygotowaniu i odpowiednim manewrom, Dolina rozbiła przeciwnika w puch bez najmniejszego trudu, to ludziom przyszło się nieźle namachać mieczami. Oczywiście, nie wiedzieli jeszcze ilu wrogów położyli, lecz wstępnie szacując mogło to być z półtorej tysiąca mężów.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, gdy poczet z Doliny dojeżdżał do Twierdzy.

/zt -> Casterly Rock
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Droga do Casterly Rock   

Powrót do góry Go down
 

Droga do Casterly Rock

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Lazure Rock Title Fight
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód-