a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Droga na północ



 

 Droga na północ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Droga na północ   Pią Wrz 06, 2013 11:12 pm

//Królewski Trakt

MG

Jechali już jakiś czas, a wieści o służce i żołnierzach wciąż nie było. Znajdowali się niedaleko Harrenhall, dokładnie tak, jak przypuszczali. Noc zbliżała się wielkimi krokami, zapadał już zmierzch, a druga służka była wyraźnie zmęczona. Pozostały niewielki oddział (bardzo niewielki) zwrócił się w końcu do ser Vabertisa, prosząc o postój.
- Pani? - spytał rycerz. Potrzebował zgody swojej przełożonej. Czasu było mało, pościg przybliżal sie z każdą chwilą. Dodatkowo pogoda robiła się wyjątkowo nieciekawa, a wokół żadnej gospody... Ponoć od najbliższej dzieliła ich pół dnia drogi, tam mogliby uzupełnić zapasy w spokoju. Mogli iść dalej albo się zatrzymać, decyzja należała do Rhaeny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Sob Wrz 07, 2013 12:17 pm

-Rozerwać ten cholerny szyk. Ile razy mam wam powtarzać. Jesteśmy małą karawaną najemniczą, nie eskortą Targaryena. - warknęła, gdy po raz wtóry dostrzegła, że ludzie ustawiają się w szyku. Wiedziała, że robią to podświadomie z rutyny i w trosce o jej dobro, ale to własnie to mogło ich zdradzić. -Musimy być ostrożni. Macie zachowywać się swobodnie, wiem, że to trudne, ale każdy wiedział, na co się pisze. Nie możecie nas tym zdradzić. Tu nawet drzewa mogą mieć oczy. - Dodała rozpędzając ustawione w szyk towarzystwo. Musieli jechać swobodnie, bez uzgodnionej kolejności, bez ważnych pozycji, bez wojskowej nuty w kroku. Byli najemnikami tak? Niech jak najemnicy więc się zachowują, biorąc przykład z Bjorna, on miał na wszystko wylane. -Zatrzymamy się na noc. Musimy zaczekać na tamtych w nocy mogą nas nie odnaleźć. Zebrać opał i rozpalić ogień. My rozbijemy namioty i nakarmimy konie.- rzuciła. Podjechali zapewne jeszcze kawałek, by zejść z traktu i znaleźć dobre miejsce na rozbicie namiotów i ogień. Wtedy też Rhaena zsiadła ze swojego wierzchowca i zaczęła sama go oporządzać. Nie mogła czekać, aż ktoś zrobi to za nią, sama przed chwilą zwracała uwagę ludziom, teraz dziwnie by to wyglądało. Pomocy nigdy w podróży nie odmawiała, nie stroiła bohatera, ale starała się wszystko robić sama. -Bjorn. - Podeszła do mężczyzny, jeśli w spokoju rozbito namioty i zapalono ogniska. -Chcę, żebyś nauczył mnie walczyć. Jako dziecko uczył mnie tego mój bękarci brat, a czasy zmuszają mnie do przypomnienia sobie co nieco. Vabertis się nie zgodzi sam mnie uczyć, to rycerz, Ty to co innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Wrz 08, 2013 3:01 pm

MG

Warta także się rozpoczęła, a Bjorn i Rhaena mogli się oddalić chociaż na kilka kroków, by tam sobie spokojnie poćwiczyć. Gdy zapadła noc, a szczęk broni w końcu zaczął stawać się irytujący dla tyh, którzy mieli zamiar choć trochę sobie pospać, ser Vabertis poinformował swoją suwerenkę, że czas już kończyć i odpocząć przed jutrzejszą jazdą. Na Bjorna patrzył wyraźnie spode łba.

Coś jednak obudziło drogich państwa. Gdzieś w środku nocy, Rhaena mogła poczuć, jak ser Vabertis budzi ją delikatnie.
- Pani, ktoś tu jest... - Gdy tylko rycerz wypowiedział te słowa, z drugiego końca obozu dało się słyszeć krzyk. Potem bardziej rozbudzona część ruszyła na wrogów, którzy wylęgli z lasu. Wyglądali na najmeników i było ich całkiem sporo, a na pewno więcej niż ochrony, którą miała do dyspozycji ciotak króla. Trzech ruszyło na ser Vabertisa, który z trudem odparował ich ciosy, starając się osłaniać swoją przełożoną. Dwóch wartowników juz padło, druga służka właśnie szarpała się z jednym z najemników, a Bjorn Haakon... zniknął.

//Przeliczam, że wartowików było 8, bez tych dwóch, co poszli, najemników jest 12. W takim razie w rachubie - zostało 6 wartownikó i wciąż 12 najemników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Wrz 08, 2013 3:29 pm

Rhaena z wielką ochotą ćwiczyła. Nie było jej łatwo, oj nie, tego rzecz nie można, ale miło było przypomnieć sobie to charakterystyczne zmęczenie mięśni po treningu i ból siniaków w stłuczonych miejscach. Bjorn dał jej popalić i kobieta zasnęła na posłaniu, gdy tylko się na nim położyła. Dawno nie spała tak dobrze, mimo, że warunki były złe - jak to w podróży. Coś jednak jej sen zakłóciło. Vabertis, zbudził ją, bo coś było nie tak. Zaspana dziewczyna, już obejmowała ramieniem służkę, z którą spała, gdy ktoś krzyknął. Krzyk bólu, być może ostatni za życia, postawił Targaryenkę na równe nogi. -Wstawaj! - Zdążyła rzucić do służki, kiedy otoczył ją totalny chaos. Jakieś ciało, rżące z przerażenia konie, migoćzące od ogni cienie, szczęk broni, krzyki, Vabertis otoczony przed napastników, reszta rycerzy, biegających i walczących, przewaga liczebna napastników... gdzie Bjorn! Rhaena poczuła się odkryta... sama... Vabertis powstrzymywał trzy osoby... gdzie drugi jej zaprzysiężony obrońca!? Serce podeszło jej do gardła. Chwyciła za swój sztylet, by mieć choć kroplę poczucia bezpieczeństwa. Skuliła się przy jednym drzewie, by nie zwracać na siebie uwagi, ona od walki nie była! Rozejrzała się czy widać jakieś herby. To banici? Niedobitki z Doliny? Najemnicy? Czy może patrol,któregoś Lorda Dorzecza? Wentowie? Byli niedaleko Harrenhall, jutro powinni zobaczyć jezioro... Niech to. Kobiecy krzyk zwrócił jej uwagę. Jej służka! Złapał ją któryś! -Bogowie, zlitujcie się... dlaczego znowu mi to robicie? - jęknęła pod nosem i mocniej ścisnęła sztylet w drobnych dłoniach. Jej służka nie miała szans poradzić sobie sama... bała się myśleć co ten łotr mógł jej zrobić... jeszcze bardziej bała się myśleć co zrobi jej jeśli rani go próbując ratować dziewczynę... Pal sześć... Podniosła się i ruszyła w stronę szarpiącej się dziewczyny. Jeśli było to możliwe, chciała podbiec do najemnika od tyłu, jeśli nie to nie, tak czy siak, spróbuje wbić draniowi sztylet, w najmiększe odkryte miejsce... w podstawę szyi lub samą szyję. Nie miała szans przebić nawet skórzni, musiała kombinować... co będzie dalej... nawet bogowie nie wiedzą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Wrz 08, 2013 3:59 pm

MG

Rhaena mogła zauważyć, że to byli najemnicy - nie mieli na sobie żadnych herbów, zresztą patrole często nie atakują bez ostrzeżenia podróżujących grup, raczej zależy im na wiedzy.
Kiedy tylko Targaryen wbiła nóż w szyję najemnika, poczuła, że jej ręką, która przed hwilą zabiła człowieka jest niemiłosiernie wykręcana do tyłu. To był ułamek sekundy, a bolało bardzo.
- Ani kroku, pani - usłyszała za plecami znajomy głos, który teraz wydawał się być drogi. O, przewrotny losie. Jeden z najemników, który jeszcze przed chwila pastwił się nad ciałem jednego z wartowników, dopadł służkę, przystawił jej nóż do gardła i obrócił ją przodem do Rhaeny. Tymczasem za plecami smoczycy ser Vabertis musiał dać sobe radę z czterema przeciwnikami naraz. Gdy odwrócił głowę, by zobaczyć, co się dzieje z Rhaeną, jeden ze zbójców zaatakował na tyle mocno, że rycerz musiał cofnąć się o dwa kroki i omało się nie przewrócił. Starając sie parować ciosy wszystkich czeterech, udało mu się ubić jednego z nich, wpychając mu miecz w trzewia. Trudni było wyciągnąć ostrze z umierającego i to okazało się zgubą smoczego obrońcy. Jeden z najemników odnalazł wolne miejsce w opłytowanym przeciwniku i wbił tam swoją broń. Ser Vabertsiwoi udało się jeszze wstać i ubić kolejnego z nich, ale potem padł ciężko na ziemię, gdy jeszcze jeden z przeciwników zaatakowal skutecznie, pozbawiając dzielnego rycerza oddechu. Padło już dodatkowo jeszcze dwóch najemników i kolejnych trzech członków eskorty. Zaspana i zmęczona część miała trudniej.

//Podsumowanie: 9 najemników (w tym Bjorn), ser Vabertis - dead, 3 członków eskorty pozostało przy życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Wrz 08, 2013 5:42 pm

Zabiła. To wszystko trwało ułamki sekund, od momentu kiedy wbiła ostrze w podstawę szyi człowieka do czasu jak ktoś wykręcił jej rękę i odciągnął. Ułamki... w których to dziewczyna doznała niemałego szoku. Zabiła człowieka... inną osobę... zabiła by ratować służkę. Rhaena nie potrafiła skrzywdzić muchy, a teraz zabiła. Nie zdążyła jednak poddać się temu przerażającemu uczuciu, bo ból to przerwał. Krzyknęła wypuszczając sztylet z drobnej dłoni, gdy ktoś wykręcił jej ramię. Przemknęło jej przez głowę, że zaraz ktoś poderżnie jej gardło, albo wepchnie miecz między łopatki, usłyszała jednak znajomy głos przy uchu. Dobrze, że Bjorn ją trzymał, bo ugięły się pod nią nogi i zapewne by upadła. Zdradził?! To niemożliwe! Dlaczego! Przeto nie miał powodu prawda!? Wszystko zwolniło i przybrało barwę rozmytej szarości, jakby spowiła to mgła... zdradził... jej dziewczynę, złapano, obrócono twarzą do Smoczycy i przystawiono nóż do gardła, za sobą słyszała walkę Vabertisa... a raczej jej koniec. Reszta eskorty? Rozbita, nie potrafiła stwierdzić ilu zostało przy życiu. -Bjorn... dlaczego? - Wydusiła w pierwszej chwili pozbawiona tchu i nadziei. Kiedy jednak ciało jej rycerza runęło o ziemię szarpnęła się rozpaczliwie. -Zostaw ich! Słyszysz, nie rób im krzywdy! Zabraniam Ci! - Krzyknęła przerażona i zrozpaczona, fioletowe, wielkie oczy wlepiając w trzymaną przed nią służkę. Może pozwoliła sobie na to, bo sama nie miała na gardle ostrza? Może, jednak wiadome było, że zależy jej na młódce przed sobą... im najprawdopodobniej chodziło o Rhaenę... niech nie robią krzywdy dziewczynie i pozostałym rycerzom...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Wrz 08, 2013 8:18 pm

Pewnie gdy rozpętała się walka, Elaine skryła się gdzieś i piszczała/płakała/krzyczała. Nie nawykła do scen przemocy, oglądała je może jedynie ukradkiem na turniejach w Królewskiej Przystani. Aż do dzisiaj nie miała pojęcia czym jest prawdziwa wojna, jak wyglądają wyprute z człowieka flaki, jak pachnie krew...
...Podróż okazała się być daleka od pięknej przygody, jaką wyobrażała sobie naiwna panna Waters.
Gdy podniósł ją jeden z napastników i gdy poczuła nóż na gardle, przestała z wrażenia szlochać. Zamilkła i zbladła, sztywniejąc i bojąc się oddychać. Łzy nadal ciekły jej po twarzy.
A więc tak umrze. Jedynie raz-ze zgubnym skutkiem-wystawiwszy nosa poza Królewską Przystań. Nie zaznawszy ani miłości ani macierzyństwa.
Przynajmniej było jej dane zaznać przyjaźni-bo uznawała Rhaenę za przyjaciółkę. Teraz, z nożem na gardle, chyba po raz ostatni patrzyła w oczy swej pani i rozpaczliwie starała się zakomunikować jej samym, smutnym spojrzeniem, żeby się nie targowała. Nie warto. Elaine, zwykła służka, zginie (właściwie można to uznać za miłosierdzie, prawda? Panna Waters, romantyczka, najbardziej bała się gwałtu) na tej zimnej drodze i nikt nie będzie za nią tęsknił (no, poza Rhaeną). Ale jej pani, szlachetna dama z rodu Targaryenów, niech lepiej ucieka.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Wrz 08, 2013 9:13 pm

MG

Za plecami smoczycy jej trzech ostatnich ludzi wydawało właśnie rozpaczliwe odgłosy walki o życie, jednak już po chwili leżeli zarżnięci jak świnie. Koniec roboty.
- Umowa jest prosta, będziecie się darły i spróbujecie ucieczki, nie gwarantuję, że będziecie żywe, a jeśli żywe, to na pewno zhańbione. Zasady są proste - będziecie współpracować, czyli siedzieć cicho i nie robić nic, co mogłoby działąć na naszą niekorzyść - my tylko wykonujemy zadanie - poinformował je Bjorn, w czasie, gdy najmenicy, którzy już niczym się nie zajmowali, wiązali obu kobietom ręce. Po tym, Haakon usadził Rhaenę na swoim koniu, po czym sam wsiadł na rumaka tak, by znajdować się za ciotką króla i kontrolować wodze. To samo zrobił z Elaine najemnik, który jeszcze chwilę temu przystawiał jej sztylet do gardła.
- Arren, zawołaj wszystkich, niech biorą konie i ruszajmy, nie ma czasu do stracenia - powiedział Bjorn i już niedługo później "karawana" zboczyła z traktu.

//Dalsaz część posta tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Paź 27, 2013 9:14 pm

Piękne Dorzecze, mityczna kraina,
Miejsce w którym wiele historii się rozpoczyna.
Na drodze zaklętej na Północ biegnącej,
Gwałcącej, jęczącej, płynącej,*
Zbiegły się ścieżki szlachetnej drużyny
Powracającej do sławnej w świecie Doliny
Gdzie z Arrynem na czele górali zgraja
Dzieciom swym miłość do wojny wpaja.

Orszak, syn lorda Damon, prowadził
Jechał w milczeniu, nikomu nie wadził.
Podjął się on trudnego zadania
Trzech pięknych pań eskortowania.
Przemierzał knieje, puszcze i lasy
Marudząc pod nosem za wszystkie czasy.
Jako, że jechał on z trzema damami
Przytłoczony był kobiecymi argumentami.

Żona znała drogę lepiej od niego,
Siostra chciała dotrzeć do miejsca innego.
Trzecia z panien, co jego ukochaną była,
W najgorszych momentach o postój prosiła.
I święty dałby się ponieść zdenerwowaniu,
Lecz Damon oddał się błogiemu zrezygnowaniu.
I tak mijały dnie, minuty, godziny
Lecz nadal daleko byli od Doliny.

Każda podróż ma swój kraniec,
W Orlim Gnieździe czekał na nich grzaniec,
Służba wzbudzona w stan gotowości,
Oczekiwała powrotu dzieci lorda na włości.
Gdy Dolinie pozostało tylko czekać,
Czy wędrowcy powinni z przybyciem zwlekać?
Nudząc się podróżą, konie spięli, przyspieszyli
I do domu czym prędzej wrócili.

* Musiałam wszystkie wasze rymy tu wrzucić. MUSIAŁAM.
W poście zawarłam podróż Anny, Damona, Artemis i Ariel do Doliny. Oczywiście następuje zmiana tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Pią Lip 10, 2015 8:07 pm

//z przydrożnej karczmy

Westchnęła pod nosem. "Rano" niekoniecznie oznaczało "skoro świt"... Ale miał rację. Trzeba było wyruszyć jak najwcześniej. I choć Naelyer nie lubiła wstawać wraz ze słońcem, to jednak uznała, że się trzeba będzie przemóc. Z uśmiechem odprowadziła wzrokiem jasnowłosego młodzieńca, który udał się na górę w towarzystwie karczemnej dziewki. Przeciągnęła się i też powoli wstała od ławy. Ile ona by dała za taką normalność... Powiodła spojrzeniem po roześmianych i pijackich, ogorzałych twarzach zebranych w karczmie. Chociaż gdyby była takim prostaczkiem pewnie by z drugiej strony nieustannie marzyła o byciu księżniczką albo o rycerzu na białym koniu, który miałby być jej wybawieniem od monotonnego, prostego życia i biedy. Cóż, nigdy się tego nie dowie. Dziewczyna wzruszyła ramionami i powlokła się do przygotowanego pokoju.
Tam została uraczona dużą balią z gorącą wodą, w której zatopiła się z błogim wyrazem na twarzy. Siedziała w niej dłuższą chwilę, ale woda nie zdążyła wystygnąć, zanim wyszła. Swoją służkę odesłała na początku kąpieli - nie lubiła, jak ktoś jej przeszkadzał w relaksie, a do mysia się nie potrzebowała pomocy. Wypachniona, wypoczęta i czyściutka natychmiast zapadła w sen.
Wraz ze świtem została obudzona przez służącą. Posłała ją po wodę, a kiedy już ją dostała, wypędziła za drzwi. Piła prosto z dzbana (o zgrozo, jakby ją ktoś teraz widział), bo, rzecz jasna, służąca nie pomyślała o żadnym innym naczyniu. Ale cóż. Warunki, powiedzmy, polowe. Smoczyca ugasiwszy swoje pragnienie otarła usta wierzchem dłoni i raz dwa wskoczyła w swój podróżny strój.
Raźnym krokiem ruszyła na dół, gdzie czekał już na nią minstrel i reszta załogi. Powitała ich, a w szczególności muzyka, delikatnym uśmiechem i gestem dłoni zaprosiła wszystkich na zewnątrz. Na ich szczęście właściciel tego przybytku miał parę dodatkowych koni w swojej stajni. Dziewczyna fachowym okiem oceniła szkapy. Nie były to konie bojowe i nie dorównywały koniom Targaryenówny i jej towarzyszy, ale silniejszy, zdrowszy i bardziej krzepki kasztanowaty wałaszek wydawał się być przyzwoity.
- Proszę bardzo, twój środek transportu. Żebyś nas nie spowalniał - uśmiechnęła się i podała wodze jasnowłosemu młodzieńcowi. Z gracją wskoczyła na Vanerysa, który zadrobił niespokojnie w miejscu i szparkim stępem ruszyła ku północy, a za nią jej milczący orszak. Kołysząc się w siodle zrównała się koniem z minstrelem i przyjrzała się mu bacznie. Jemu i jego rumakowi, którego imienia nie zapamiętała. I tak chłopak pewnie nada mu nowe. To jej przypomniało pewną istotną kwestię.
- Wybacz, jakoś wcześniej wypadło mi to z głowy. Właściwie, jak cię zwą? - zapytała miękko, z łagodnym uśmiechem na twarzy. Cóż, jak widać szybko zapominała o manierach, mimo należenia do królewskiego rodu i nie zapytała wcześniej o imię barda. Zupełnie o tym zapomniała. To nie najlepiej o niej świadczyło.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Pon Lip 13, 2015 12:34 am

Karczmareczka z którą Jullen udał się na pięterko do swojego pokoju okazała się bardzo pomocną osóbką i chętnie pomogła minstrelowi w kąpieli. Mało tego, uprała mu ubrania i wysuszyła przy kominku, a nawet zagrzała kołdrę własnym, młodym ciałkiem. Cóż za uczynna panienka, czyż nie? Tak więc rano Jullen mógł stawić się na służbę swojej lady czysty, pachnący i wypoczęty. Z uśmiechem na ustach powitał blondyneczkę skłaniając przed nią głowę.
- Jak minęła noc, Pani? - zapytał radośnie. Jemu było naprawdę dobrze. I już wcale nie ze względu na towarzystwo dziewki. Dawno już nie zażywał gorącej kąpieli i nei spał tak wygodnie. Do tej pory zazwyczaj musiał zadowolić się kąpielami w rzekach i stertą siana w stajni. Niestety, takie były uroki małych wiosek i wsi. Mieszkańcy minstreli gościli chętnie ale niewiele mieli im do zaoferowania. Im szybciej wyrwie się do dużego miasta tym lepiej. Gdy Smoczyca zaprezentowała mu jego wierzchowca oczy wręcz mu zaświeciły. Jeszcze nigdy nie podróżował na własnym koniu. Korzystał z wozów kupieckich, albo dzielił z kimś siodło, co nie było zbyt wygodne, ale najczęściej jego środkiem lokomocji były jego własne nogi.
- Jesteś zbyt łaskawa, Pani - powiedział głaszcząc ostrożnie zwierza po chrapach. - Potraktuję to jako pożyczkę na czas wspólnej podróży - uśmiechnął się do kobiety i wgramolił się na siodło. Nie był wyborowym jeźdźcem, co było widać już po jego stylu wsiadania na konia. Gdy już usadowił się w miare wygodnie poprawił lutnię na plecach i odetchnął kilka razy głęboko. Skoro powiedział A to musi powiedzieć i B. Nie ma odwrotu.
- Jullen. Jullen Rivers. A jak mam się zwracać do Ciebie, Pani? - zapytał. Już wczorajszego wieczora próbował wypatrzeć jakiś herb u jej rycerzy, mając nadzieję, że to podpowie mu z kim ma do czynienia. Głupio byłoby, gdyby się okazało, że blondyneczka wcale nie jest córką bogatego lorda i jego ewentualna dworska kariera stanie pod znakiem zapytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Pon Lip 13, 2015 2:40 am

Jej niestety nikt łoża nie grzał. Nikt nie był tak dobry. Z resztą, ponoć damie ze szlachetnego rodu to nie przystoi... Ech, czasami Naelyer wolałaby być mężczyzną. Wolałaby, żeby Targaryeńskie bliźnięta były dwoma chłopcami. Cóż, to by czyniło Rhaenys jedyną szansą dla panów z innych wielkich rodzin na wżenienie się w ród królewski, ale Smoczyca miała wrażenie, że mężczyznom jest znacznie łatwiej na tym świecie. Nikogo nie obchodziło, czy jakiś lord włóczył się po burdelach. Ale jeśli lady przygruchała sobie jakiegoś kochanka, mimo że jej mąż był starym, zdziadziałym grzybem - wstyd, hańba i najgorsza z możliwych potwarzy. Naelyer skrzywiła się nieznacznie na samą myśl o tym niewygodnym temacie nierówności płci.
- Na pewno nie tak dobrze, jak tobie - uśmiechnęła się ironicznie, ale z nutką sympatii i rozbawienia. Jej uśmiech nie był więc zimny, a słowa mogły zostać potraktowane jako przyjazny docinek.
Machnęła ręką, znów słysząc o swojej szczodrości i zaśmiała się pod nosem obserwując młodego muzyka podczas wsiadania na konia. Cóż, prości ludzie nie mieli wielu okazji, by spędzać czas w siodle. A szkoda. Smoczyca miała cichutką nadzieję, że będzie się można pościgać. Ale racja. Minstrel to nie rycerz, nie musi jeździć konno, jakby urodził się w siodle. Wystarczyło, że się na grzbiecie wierzchowca jako tako trzymał. Miała nadzieję, że podróż będzie przebiegała spokojnie, bo odnosiła wrażenie, że gdyby konie im się spłoszyły, bard byłby pierwszym leżącym na ziemi i obserwującym jak jego galopujący rumak znika na horyzoncie w tumanach kurzu.
- Jullen - powtórzyła kiwając powoli głową. I naszła ją ochota, żeby trochę z nim poigrać. Chociaż kto wie, czy się nabierze. Niby jej rycerze nie nosili żadnego herbu, ani żadnych barw, żeby nie rzucać się w oczy, ale jej uroda była dość... Specyficzna i niespotykana. Za to całkiem popularna wśród członków jednej, bardzo znanej rodziny...
- Ja jestem Eileen. Tylko Eileen. Mój ojciec jest kupcem dorobkiewiczem. Jak każdy tatuś nie szczędzi na mnie złota na swoją córeczkę, jego oczko w głowie. Stąd ta cała eskorta - Smoczyca przewróciła oczami i obserwowała twarz Riversa. Oczekiwała, że powoli zblednie i zbaranieje, a w jego oczach dostrzeże przerażenie, a przynajmniej żal do popełnionego wyboru. Wiedziała, że zależy mu nie tylko na złocie, ale też na sławie, a najprostsza droga prowadziła przez sale balowe zamków wielkich rodów. Jak każdemu muzykowi. Dlatego gdyby dowiedział się, że się pomylił...
Tak czy siak, niezależnie od jego reakcji, Targaryenówna po chwili wybuchnęła śmiechem. Sama była rozbawiona swoim świetnym dowcipem. Tak, ona była z tych, których najbardziej bawią własne żarty, zwłaszcza te, których śmieszność jest bardzo wątpliwa.
- Wybacz, robię z ciebie durnia - dodała w przerwie od swojego dźwięcznego, perlistego śmiechu - Ale nie mogłam się powstrzymać. Jestem Naelyer Targaryen. Z tych Targaryenów.
Machnęła rękami obrazując wielkość swojego rodu, co miało mieć sarkastyczny wydźwięk. Chciała dać do zrozumienia, że nie czuje się specjalnie przywiązana do nazwiska, wręcz przeciwnie. Nie chciała, żeby to jakoś zmieniło stosunek chłopaka do niej. Już i tak był nazbyt uprzejmy. Miała nadzieję, że w przeciągu kilku najbliższych dni jakoś przełamie te lody i wreszcie uda jej się zawrzeć z kimś normalną relację, najnormalniejszą na świecie, taką, która była codziennością dla prostych ludzi, a czymś egzotycznym i nieznanym dla wysoko urodzonych, ZWŁASZCZA dam.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Wto Lip 14, 2015 1:13 am

Przywilej bycia mężczyzną. Taki lord mógłby mieć i setkę dzieci z nieprawego łoża i nikt nie powiedziałby złego słowa. A lady? Wystarczy, że nieodpowiednio spojrzy na innego mężczyznę... Życie. Jullen właściwie nie przejmował się tym. Od najmłodszych lat wychowywał się z kurwami i nie jedno widział, nie jedno słyszał. Ale kurwy to nie możne damy, one rządzą się swoimi prawami.
- Jeśli byś poprosiła chętnie umiliłbym Ci nocleg, Pani. Znam kilka niezłych kołysanek - uśmiechnął się czarująco. Czy on jej właśnie zaproponował wspólny wieczór? Cóż, nie miałby nic przeciwko temu. No chyba, że katowski miecz na karku, gdyby się wydało. Czy sam się nie domyślał z kim ma do czynienia? No niestety. Wiele podróżował, wiele widział, ale Targaryena nigdy. Srebrne włosy? Cóż, sam miał jasną czuprynę a w letnie dni od słońca włosy jaśniały mu jeszcze bardziej. Ot po prostu kolejna piękna blondyneczka na jego drodze. A oczy? Może gra świateł? Nie przyglądał sie im zbyt dokładnie. Poza tym co taka księżniczka robiłaby w tak obskurnej tawernie? Wszystkie fakty przeczyły prawdzie.
Gdy zaczęła opowiadać o swoim ojcu i pochodzeniu faktycznie nieco pobladł, a uśmiech zszedł mu raptownie z buźki. To wiele zmieniało, choć nadal nie było najgorzej...
- Musi cię bardzo kochać - mruknął mało entuzjastycznym tonem. Naprawdę uwierzył, więc gdy zaczęła się śmiac zrobił obrażoną minę. Gdyby miał coś pod ręką chętnie by w nią rzucił nie zważając na obyczaje i straż przyboczną.
- Nie nie wiem, czy jest to godne wybaczenia - odpowiedział uśmiechając się nieznacznie. Uśmiech przerodził się w histeryczny śmiech, gdy wyjawiła swoje prawdziwe imię. Musiał złapać się mocno siodła niemal kładąc się na szyi konia ku jego wielkiemu niezadowoleniu. W to nie uwierzył.
- Oczywiście. A są jacyś inni? - zapytał po chwili, gdy udało mu się opanować śmiech. Odetchnął kilka razy głęboko i delikatnie spiął konia ruszając stępem. Po chwili odwrócił głowę zerkając z uśmiechem na kobietę pozostałą w tyle.
- Nie mamy całej wieczności, Eileen
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Sro Lip 15, 2015 12:59 am

Czy on jej właśnie zaproponował...? Uuu, miał jaja, trzeba było mu to przyznać. Naelyer zaśmiała się dźwięcznie. To będzie interesująca podróż.
- Nie wątpię - uśmiechnęła się delikatnie. Pewnie nie miałaby nic przeciwko odrobinie zabawy, ale przy tylu światkach nie byłoby to specjalnie mądre posunięcie. Gdy tylko by wrócili zaczęłyby się szepty i już by wiedziała cała Królewska Przystań. I prawdopodobnie nie skończyłoby się to dobrze nie tylko dla niej, ale również dla Jullena. Dziewczyna westchnęła bezgłośnie.
Ach, mina minstrela była bezcenna! Targaryenówna uśmiechała się nieco parszywie i z pewnością tryumfalnie. Dawno się tak nie ubawiła.
Ale po chwili to on ją zaskoczył. Kiedy niemalże spadł z konia przez swój histeryczny śmiech, Naelyer zamrugała zaskoczona. Nie wierzył jej, na pewno jej nie wierzył. Ale jaki sens miałoby tutaj kłamanie? I jaki sens miałoby najpierw powiedzenie prawdy, a potem czegoś wyssanego z palca? Cóż, ona nie widziała w tym wiele logiki, ale najwyraźniej Rivers sądził, że zwyczajnie stroi sobie z niego żarty.
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami. Ścisnęła boki konia łydkami i podkłusowała do blondyna. Nie musiał jej wierzyć. Dopóki jej towarzyszył, było to bez znaczenia. Musi tylko teraz nauczyć się reagować na imię, które wymyśliła sobie na poczekaniu.
- Istotnie, nie mamy. To może przyspieszymy?
Białowłosa uśmiechnęła się promiennie. Zastanawiała się, jak chłopak poradzi sobie w galopie... Ale będzie musiała pewnie na niego uważać. W przeciwieństwie do niej, nie spędził lat w siodle. Ona jeździła konno w sumie odkąd pamiętała. A kiedy przeprowadziła się na Driftmark, jeszcze więcej czasu spędzała na galopowaniu po okolicznych lasach.
Raczej na wyścig nie miała co liczyć, nie chciała, żeby Jullen spadł i się poturbował, ale był cień szansy, że za jakimś zakrętem na parę chwil znikną z oczu tej całej oprawie.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Pią Lip 17, 2015 1:58 am

Tak, mogła uznać to za propozycję. Był młodym, zdrowym mężczyzną lubiącym towarzystwo pięknych kobiet. Czyż nie po to został minstrelem, aby otaczać się wianuszkiem chętnych dziewcząt? A ona była chętna, prawda? Zaprosiła go do towarzystwa w kilkutygodniowej podróży, to więc oczywiste. Córka bogatego kupca pilnowana przez jego zbrojnych zapewne potrzebowała męskiego towarzystwa, którego oni jej nie zapewnią ze strachu przed tatusiem. Ot męska logika. Gdyby uwierzył w jej prawdziwą wersję o swoim pochodzeniu zapewne nie odważyłby się nawet o tym pomyśleć, ale ta opowieść wyglądała na wyssaną z palca bajeczkę. Jullen błędnie wywnioskował, że Eileen wstydziła się swojego pochodzenia i szybko zmieniła wersję widząc jego reakcję na tę wieść. Gdyby naprawdę była Targaryenówną podróżowałaby pod swym sztandarem. Bo niby czemu miałaby się ukrywać? A jeśli już miałaby powód nie zdradziłaby się przed nim tak szybko. Uśmiechnął się, gdy blondynka się z nim zrównała a potem wyprzedziła zostawiając resztę w tyle. Cóż więc mu pozostało? Spiął mocniej swojego wierzchowca, żeby ją dogonić, choć nie odważyłby się z nią ścigać. Jak sama zauważyła nie miałby szans. Lordowskie dzieci już od najmłodszych lat jeździły konno podczas gdy on bawił się w rycerzy dosiadając co najwyżej kudłatego psa sąsiadów. Z końmi zaczął mieć więcej do czynienia dopiero gdy wyruszył w podróż. Trzymał się więc mocno siedząc sztywno w siodle, więc pewnei szybko nabawi się odcisków i otarć i podróż przestanie być przyjemna.
- Nie przesadzajmy, aż tak nie musimy się spieszyć - uśmiechnął się gdy znowu się zrównali i nieznacznie zwolnił.
- Długo już podróżujesz? - zapytał po chwili. Zastanawiał się skąd pochodziła. Bogaci kupcy zwykle okupowali wielkie, portowe miasta. Moż ei nie była córką lorda i nie trafi na wielki dwór, ale żyjąc w zgodzie z kupcem także może wiele zyskać i ułatwić sobie podróże do innych miejsc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Sob Lip 18, 2015 9:30 pm

Faktycznie, nie miał podstaw, żeby jej wierzyć. Ale jeśli sądził, że powinna podróżować pod sztandarem, to chyba mimo wszystko nie znał realiów panujących w Westeros. Bo o ile rzeczywiście większy orszak mógłby sobie na coś takiego pozwolić, to tak mała kompania byłaby wyjątkowo łatwym celem, nie tylko dla zbójów i zwyczajnych oprychów traktowych, ale też dla różnego rodzaju bandziorów wynajętych przez opozycję (albo raczej ukrytych wrogów, cicho będących nieprzychylnymi Targaryenom) lub zwyczajnych fanatyków. I tak byli łatwym celem, ale dla niepoznaki mogli się bardziej rozproszyć na samej drodze i mniej zwracać na siebie uwagę. Dodatkowo, o ile jakiś Smok mógł sobie pozwolić na rzucanie się w oczy, bo mógł nosić zbroję i samemu się doskonale bronić w sytuacji kryzysowej, dzięki znakomitemu treningowi, jaki przeszedł w dzieciństwie, tak ona nie miała tej przewagi. Do tego była znacznie słabsza fizycznie niż mężczyzna. A podróżowanie incognito miało takie plusy, że nie musiała sypiać w jednym łożu z kapitanem swojej straży przybocznej, żeby nikt jej nie zaskoczył we śnie, nęcony łatwym celem w postaci księżniczki z niewielkim zastępem zbrojnych. Bo kto by nie chciał okupu z królewskiego skarbca?
- Tak myślałam - zaśmiała się głośno. Naelyer lubiła o sobie myśleć jak o jednym z najlepszych jeźdźców Westeros. Nawet rycerze nie spędzali tyle w siodle, co ona. Bo oprócz jeżdżenia wierzchem było mnóstwo innych rzeczy, na które musieli przeznaczyć znacznie więcej czasu. Jak choćby walka mieczem. Na ogól lepiej nim machali niż jeździli konno.
Zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią. Ile to było dni?
- Hmm, wydaje mi się, że będzie to około dwóch tygodni... Wyruszyłam z Królewskiej Przystani. Ale wychowałam się na Driftmarku - odpowiedziała w końcu. Nie zamierzała udawać Eileen, którą nie była. Choć może powinno jej to być na rękę, skoro Jullen traktuje ją teraz jak równą sobie. Mniej więcej. Niemniej, udzieliła prawdziwej informacji, po co by miała zmyślać. Darowała sobie tylko wspominanie, że urodziła się na Smoczej Skale. I tak by nie uwierzył, a rozmowa nie prowadziłaby donikąd.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Sob Lip 18, 2015 11:00 pm

No i właśnie gdyby podróżowała w większym orszaku może by jej uwierzył. A tak jakie miał podstawy? Sam podróżował już kilka ładnych lat, ale nigdy nie widział królewskiego orszaku nawet z daleka. Może i miała racje sądząc, że tak było bezpieczniej, choć gdyby prawda wyszła na jaw raczej nie chciałby być w jej skórze gdy napatoczą się jej wrogowie. Tak mało jeszcze wiedział o życiu i chyba jednak wolał zachować błogą nieświadomość. Czy chciałby z nią dalej podróżować mając świadomość, że w każdej chwili ktoś może ich zaatakować? Taka możliwość istniała zawsze bez względu na to komu towarzyszył, ale w tym przypadku chyba prawdopodobieństwo było większe. Nie kazdy był takim ignorantem jak on by nie rozpoznać księżniczki. Idąc dalej... Czy oboje zachowywaliby sie tak swobodnie wobec siebie gdyby wiedział? Z całą pewnością nie ośmieliłby się. Lepiej więc niech zostanie dla niego córką kupca.
- Jak tam jest? W Królewskiej Przystani? - zapytał zaciekawiony. - Tak jak opowiadają? Wieczny tłum i zgiełk? Stragany pełne egzotycznych owoców? Muzyka na każdym kroku? Kurwy zaczepiające na ulicach? - dopytywał z wyraźnym błyskiem w oczach. W jego wyobrażeniach to była utopia. Miasto idealne. Wielu mówiło, że śmierdzi i można wyczuć z daleka, że zbliża się do bram miasta. Że mnóstwo tam złodziei i innych rzezimieszków. Że bogactwo miesza się ze skrajną biedotą żebrzącą pod septami. Dla niego jednak to były kłamstwa. Królewska Przystań musi być... królewska.
- Gdy już zobaczysz mur wracasz tam? Twój ojciec tam urzęduje czy wypływa po towar do innych miast?
Czy nie był odrobinę za wścibski? Może, ale chciał wiedziec jak najwięcej. Może jej ojciec zgodzi się zabrać go na drugi brzeg wąskiego morza? Jeśli już zdobędzie cel swojej podróży i zobaczy swoje wymarzone miasto może zechce podróżować dalej? Wolne Miasta również miały wiele do zaoferowania. Kto wie, może otworzą się przed nim nowe możliwości?
- Ja jestem stąd. Wróciłem kilka dni temu w okolice i postanowiłem zajrzeć do domu. Ta karczma, w której byliśmy... Od niej wszystko się zaczęło. Byłem dzieckiem, kiedy odwiedził nas tu Różany Minstrel. Słyszałas o nim? Miał nieziemski głos. Był ponoć znany w całym Westeros. Do dziś pamiętam zapach perfum, którymi się oblewał. Cała wioska pachniała nim przez tydzień. To on sprawił, że jestem tu dziś z Tobą - opowiedział z rozmarzonym uśmiechem na twarzy. Czemu mówił jej to wszystko? No skoro ona opowiedziała mu o sobie nie chciał być dłużny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Lip 19, 2015 7:10 pm

Puściła wodze i wyciągnąwszy ręce w górę przeciągnęła się, wyginając ciało w łuk. Mogła sobie na to pozwolić, ponieważ trakt był całkowicie opustoszały. Byli jedynymi osobami w zasięgu wzroku. Naelyer liczyła zatem, że może pozwolić sobie na odrobinę luzu i koń się jej nie spłoszy. Cóż, nawet gdyby trakt był przepełniony, pewnie i tak by to zrobiła dla własnej wygody. Vanerys nie należał do płochliwych, a ona nie należała do jeźdźców, którzy nie wyszliby bez szwanku z podobnego incydentu. Toteż dodatkowo wyjęła nogi ze strzemion i oparłszy się dłońmi na tylnym łęku odchyliła się do tyłu i spojrzała w niebo.
- Nie cierpię tego miejsca - zaczęła, nie odrywając wzroku od sklepienia. - To śmierdzący padół pełen nędzy, harmideru i chaosu. Jest zatłoczone, duszne i brutalne. Mało jest miejsc, w których kosa pod żebra to rzadkość. I wszystkie mieszczą się w obrębie pałacowych murów.
Przerwała na sekundę, by po chwili spojrzeć prosto na Jullena.
- Muzyka na każdym kroku? Raczej kakofonia krzyków. Głównie cierpienia, wściekłości i rozkoszy. Najwięcej jest tych pierwszych - skrzywiła się. - Panuje ogromna bieda, którą maskuje się wystawniejszymi rynkami opływającymi w luksusowe towary i królewskimi orszakami. A tuż obok żebraków żyją pławiący się w bogactwach.
Znów zamilkła na moment i przymnkęła oczy.
- Jeśli chodzi o kurwy, to nie wiem. Mnie tam nie zaczepiają - dodała w końcu i uśmiechnęła się delikatnie. Smoczyca zamachała nogami w powietrzu niczym mała dziewczynka.
- Zgaduję, że wrócę. Dawno nie widziałam mojego brata - wzruszyła ramionami. - Nie wiem, ile potem tam zabawię. Wolałabym, żeby to było krócej niż dłużej, ale gdzie indziej miałabym się przenieść? Nie mogę przez resztę życia wędrować po Westeros...
Smoczyca westchnęła głęboko. Najchętniej osiadłaby w jakimś innym zamku - spokojniejszym, w otoczeniu zieleni. Ale do tego musiałaby za kogoś wyjść. Ostatnio odrzuciła już jedną propozycję ożenku, ale gdyby się znalazł ktoś bardziej odpowiedni, może nie miałaby nic przeciwko. Na razie jednak wolała o tym nie myśleć. Słabo jej było, kiedy uświadamiała sobie, że najprawdopodobniej wielkimi krokami zbliża się ten czas, w którym będzie całkowicie zależna od jakiegoś mężczyzny, jej pana i męża, a jej głównym zadaniem będzie urodzenie mu potomka. Wzdrygnęła się na samą myśl.
- Mój ojciec raczej nie rusza się z Królewskiej Przystani, jeśli nie musi. Do brudnej roboty ma mnóstwo innych ludzi - zaśmiała się cicho. Brat Aerysa rzadko kiedy okazywał jakąś większą inicjatywę, Naelyer w ogóle nie znała go za dobrze. Od zawsze jej wychowaniem zajmowały się septy, a później Velaryonowie. Z ojcem nie miała zbyt wiele do czynienia i nie czuła się do niego szczególnie przywiązana.
Białowłosa odwróciła się bardziej w kierunku minstrela i słuchała go z uwagą. Nigdy nie miała okazji by jakoś lepiej poznać najzwyklejszego, prostego człowieka; bardzo ją to interesowało. Chłonęła każde słowo chłopaka z lekko błyszczącymi zaciekawieniem oczami.
- Niestety nigdy nie dotarł na Driftmark. Ani do Królewskiej Przystani, a przynajmniej nie kiedy jeszcze tam mieszkałam - odparła wolno. - W zasadzie nie miałam okazji wzięcia udziału w zbyt dużej ilości uczt... Nigdy ich z resztą nie lubiłam.
Targaryenówna uśmiechnęła się krzywo na samo wspomnienie tych mordęg. O ile bale i przyjęcia były bardzo popularne w Czerwonej Twierdzy, na Driftmarku były raczej rzadkością, co niewątpliwie było zaletą wyspy.
- Rozumiem, że był twoim autorytetem - rzekła z subtelnym, tajemniczym uśmiechem. Zazdrościła mu. Nie dość, że miał swojego idola, miał kogoś, na kim mógł się wzorować, kogo mógł podziwiać i za kim podążać, to do wszystkiego doszedł sam, własną pracą. Ona nigdy nie miała kogoś, kogo by darzyła specjalnym szacunkiem, kto był ucieleśnieniem wszelkich istotnych dla dziewczyny cnót. Musiała radzić sobie sama i sama wymyślać sposoby na życie. A jednocześnie wszystko było jej dane. Jej jedno słowo wystarczyło, by miała to, czego pragnęła. Nie miała w życiu tak trudno, jak normalni ludzie. Po prostu miała zbyt dużo czasu na myślenie.
- Zazdroszczę - westchnęła cicho i znów spojrzała w niebo. Mogłaby się urodzić jako córka kupca. Może przynajmniej nie musiałaby się kryć ze wszystkim, co próbowała osiągnąć.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Nie Lip 19, 2015 10:18 pm

Jullen wolał trzymać się mocno i nie prowokować losu wygibasami w siodle. Trochę z zazdrością patrzył na kobietę, bo sam miał ochotę rozprostować trochę kości. Siedział tak sztywno, że bolały go już pośladki a przecież ledwo co wyruszyli. Wstydził się prosić o postój, więc będzie musiał się jeszcze trochę przemęczyć.
- Nie? - zapytał wyraźnie zawiedziony. Wysłuchał uważnie wszystkiego na temat jego małego raju. Czyli wszyscy inni mieli rację? Smród, bród i ubóstwo? To nie możliwe. Wszyscy ciągle mu to powtarzali, ale on wciąz nie wierzył. Musi przekonać się o tym na własne oczy. Tylko co wtedy? Będzie szukał kolejnego celu? Wróci?
- Widocznie nie miałaś zbyt wiele okazji by zapuszczać się poza slamsy. - prychnął. O jakże bardzo sie mylił, prawda? A może oboje patrzą na to wszystko przez pryzmat swojego pochodzenia? Dla niej, dla księżniczki codzienność Królewskiej Przystani może wydawać się brudna i śmierdząca. Dla niego to samo może być czymś wspaniałym i godnym uwagi. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, czyż nie?
- Słaby to kupiec, który nie dba o własne interesy - uśmiechnął się pod nosem. No biorąc pod uwagę fakt, że tatusia stać na wynajęcie eskorty dla córeczki to chyba źle mu się nie wiodło. Czysto teoretycznie oczywiście. - Myślisz, że mógłbym zabrać się z jego ludźmi do Wolnych Miast gdyby Królewska Przystań okazała się... jak to określiłaś: śmierdzącym padołem pełnym harmidru i chaosu?
Oho, no i wyszło szydło z worka. Panicz Jullen okazał się bardzo interesowną świnią. Jak nie lordowski dwór to kupiecki statek, tak? Właściwie to ta nowa perspektywa była chyba znacznie lepsza.
- Żałuj. Ciekawy jestem czy wciąż śpiewa i gdzie teraz jest. Próbowałem go odnaleźć, ale tam gdzie byłem nigdzie go nie widziano. Może sam opuścił Westeros? - zastanowił się na głos. Własciwie to co by zrobił, gdyby go odnalazł? Powiedział, że jest jego natchnieniem? Poprosiłby, żeby mu zaśpiewał? A może sam zaśpiewałby jemu? Pewnie by go wyśmiał. Westchnął ciężko.
- Widziałem go tylko raz, więc ciężko nazwać taką osobę autorytetem, ale nie zaprzeczę, że wpłynął na moje życie. Podsłuchiwałem go pod oknem w karczmie - zaśmiał się cicho na to wspomnienie. Pamiętał, ze chciał się wślizgnąć do środka, ale go wygonili, więc z kolegami podglądali wszystko przez okno. Cieżko zapomnieć o tej małej orgietce, którą wtedy widział.
- Właściwie to ja sam nigdy na żadnej nie byłem. - mruknął. Marzył o ucztach. Chciał na nich grać i śpiewać ku uciesze lordów i dam. Jak dotąd marnie mu to wychodziło. - Czy w Królewskiej Przystani kupieckie córki często zapraszane są na uczty? Wprowadziłabyś mnie na jakąś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Pią Lip 24, 2015 12:27 am

Jeśli chodzi o jazdę wierzchem, Naelyer mogła nie robić przerw nawet przez kilka godzin. Miała wygodne siodło, była wyćwiczona i przyzwyczajona. Ale gdyby kazała jechać ciągiem cztery albo pięć godzin, dama z nią podróżująca udusiłaby ją we śnie. Widać było, że w ogóle nie jest szczęśliwa, że musi z nią jechać, ale jeśli została poproszona o to przez samego wuja króla... Cóż, białowłosa również nie była szczęśliwa, że ktoś taki musi się za nią pałętać, służkę ostatecznie może zdzierżyć, to był to jeden z warunków, jakie musiała spełnić, by wziąć udział w wyprawie. Zabrać damę do towarzystwa. A że absolutnie nie znała żadnej mieszkającej w Królewskiej Przystani, jej ojciec, lub raczej matka, przydzieliła jej jedną, odpowiednią ze swojego punktu widzenia.
Usłyszawszy, co ma do powiedzenia Jullen, Smoczyca najpierw kompletnie zbaraniała, a następnie wybuchnęła gromkim, niekontrolowanym śmiechem. Tak się trzęsła, że wydawało się, iż jest o włos od zsunięcia się z siodła. Kiedy w końcu się jej udało opamiętać, otarła palcem zebrane w kącikach oczu łzy radości.
- Mam nadzieję, że powiedziałeś to tylko po to, żeby mi dopiec. Chyba nie sądzisz, że ktoś, kto podróżuje z taką obstawą mieszka w jakiejś dzielnicy biedy? W życiu nie widziałam slamsów na oczy! - Wykrztusiła, zaczynając znów chichotać. Tym jednak razem szybko się uspokoiła. Znów - nie kłamała. Ale nie trzeba było bywać w slamsach, żeby widzieć, jak ciężkie jest życie zwyczajnych ludzi. Ponieważ nienawidziła siedzieć zamknięta w czterech ścianach, nawet kiedy była w znienawidzonej Królewskiej Przystani, wychodziła na jej uliczki spacerować. Widziała zubożałych kupców modlących się w septach o miłosierdzie, brudne matki z brudniejszymi jeszcze dziećmi sprzedające ryby wątpliwej świeżości na zabłoconych targach i rynkach, w których mieszały się zapachy produktów na straganach, spoconych ludzi i fekaliów. Widywała tanie dziwki wychylające się ordynarnie z okien, zapijaczonych strażników, drobnych rzezimieszków, żebraków, kaleki. Widziała rodzące po zaułkach kobiety, które zostawiały niechciane dziecko tam, gdzie je wydały na świat, leżących w rynsztoku, o których nikt nie wiedział, czy są martwi, czy może tylko wypili zbyt dużo - nikogo to nie obchodziło i nikt tego nie sprawdzał. Jeżeli na ulicy leżał trup, najpierw zajmowały się nim bezpańskie psy, a potem służby oczyszczające miasto.
Oczywiście, nie mogła sama zapuszczać się w takie miejsca. Wymykała się z zamku, nikt o tym nie wiedział. Zdawała sobie sprawę z tego, jak było to niebezpieczne. Ale nie mogła przestać. Choć nienawidziła oglądać ludzkiego cierpienia, nie zamierzała zamykać oczu na prawdę. Chciała wiedzieć, jak żyją w mieście prostaczkowie. I nie wielcy kupcy w bogatych dzielnicach, do których zabierano ją na spacery. Gdzie wszystko było czyste, ludzie ładnie ubrani i pachnący, chodzący do łaźni co najmniej raz w tygodniu. Gdzie stragany uginały się pod zbytkiem i luksusowymi towarami. Gdzie kurwy nie były szczerbate i wychudzone, gdzie nie kusiły obnażonymi wdziękami. Gdzie wycieczkę umilała ci piękna, wzruszająca muzyka, bo na każdym rogu siedział minstrel wzruszający damy swym przejmującym głosem i smutnymi dźwiękami lutni. I najokrutniejszy w tym był widok przeganianego, chudziutkiego dziecka o umorusanej buzi, które z pewnością nie miało nic w ustach od tygodnia i żłopało wodę prosto z kałuży. A w Królewskiej Przystani najgorsze było to, że wystarczyło przejść jedną ulicę dalej, by znaleźć się w zupełnie innym świecie. W zupełnie innym świecie, który jednak był całkowicie przyzwoity. Bo to dalej nie były położone na obrzeżach miasta dzielnice biedoty. Nigdy się tam nie zapuściła. Nie wiedziała, czy to przez brak odwagi, czy przez to, że wolała sobie nie wyobrażać nawet, jak straszne są tam warunki.
- Ciężko byłoby, żeby osobiście pilnował KAŻDEGO ze swoich statków. On zarządza - Naelyer wzruszyła ramionami.
- Myślę, że nie byłoby problemu - odparła powoli. W zasadzie to nie wiedziała, czy zdołałaby dotrzymać słowa, gdyby mu obiecała. Ale Wolne Miasta to w sumie nie byłby taki zły pomysł...
- Nigdy nie byłam w Essos. Kto wie, może też się zdecyduję na taką podróż po powrocie z Muru...? - rzekła zamyślona. Nie chciała spędzać zbyt dużo czasu w stolicy, a nie miała specjalnie innego wyboru. Może mogłaby namówić ojca, aby mogła załatwiać jakieś sprawy państwowe na drugim kontynencie? Chociaż podejrzewała, że tamtejsze miasta są podobne do Królewskiej Przystani.
- Zobaczyłabym Morze Dothraków - zdecydowała w końcu. Nie wiedziała, w jakim stopniu byłoby to możliwe. Dothrakowie wszak słynęli z wyjątkowej agresji, a musiałaby wkroczyć na ich teren. Nie sądziła zatem, żeby kiedykolwiek udało jej się spełnić to marzenie. Przecież była możliwość, że nawet gdyby miała małą armię, zostałaby rozbita przez jakieś Dothrackie plemię.
Zachichotała wdzięcznie razem z chłopakiem, kiedy powiedział, że podsłuchiwał minstrela przez okno. Ona nie miała takich przygód. Jej beztroskie dzieciństwo skończyło się około jej siódmego dnia imienia. Kiedy po raz pierwszy nie mogła czegoś zrobić, bo była dziewczynką i damą. Bo miała się przygotowywać do roli lady, żony i matki.
- Nieczęsto - uśmiechnęła się delikatnie. W zasadzie żadnej córki kupca nigdy na uczcie nie widziała. Ale kupców owszem.
- Jednak jeżeli jakiś lord zechce złożyć jakieś wyjątkowo duże zamówienie albo zawiązać z kupcem jakąś umowę, nierzadko bywa, że zaprasza go właśnie na ucztę. Ot, taki zwyczaj. Wypada. A jeżeli jest wystarczająco bogaty, może również zabrać tam swoją córkę. Bywa, że córki bogatych handlarzy wychodzą za zubożałych lordów wprowadzając niezwykły posag w małżeństwo - odparła.
- Jasne - uśmiechnęła się. - To powinno być wykonalne.
A raczej było z pewnością. Czerwona Twierdza była ikoną wystawnych przyjęć i balów. A nawet jeśli nic się aktualnie nie odbywało, bard mógłby grywać przy posiłkach albo ku uciesze dam dworu, które zawsze chętnie posłuchają muzyki podczas ploteczek albo robótek ręcznych. W tak wielkim zamku ciągle byłoby coś do roboty dla minstrela.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Droga na północ   Wto Sie 11, 2015 11:31 am

- Nie wiem - wzruszył ramionami. - W takim razie nie widziałaś też i reszty miasta - mruknął nieco obrażonym tonem i spiął konia wybijając szybkim tempem do przodu. Uciekał? Nic z tych rzeczy. Nie chciał, by widziała w jego oczach złość mieszającą się z żalem. Miał ochotę się rozpłakać. Tyle osób opowiadało mu już o Królewskiej Przystani, tyle razy słyszał już te same opisy nędzy i brudu a jednak wciąż w to nie wierzył. Nie chciał wierzyć. Jego wyśniony raj okazał się być piekłem na ziemi... I tak tam pojedzie. Musiał przekonać sie na własne oczy, czy w tych wszystkich opowieściach jest choć ziarnko prawdy. Jeśli się okaże, że tak to będzie musiał poszukać sobie innej utopii.
Jego możliwości jeździeckie były ograniczone, więc już po niedługiej chwili musiał zwolnić i zaraz znowu zrównał się z resztą w milczeniu.
- Dothrakowie to dzikusy. Podobno spółkują ze swymi końmi - mruknął w końcu przerywając monolog dziewczyny. Wciąż był obrażony, ale nie mógł dalej milczeć. Daleka droga przed nimi, a jeśli ona także się obrazi i zrezygnuje z jego towarzystwa? Musiałby oddać konia i wracać pieszo, co wcale mu się nie uśmiechało. Co do Dothraków nigdy żadnego nie poznał i chyba nie chciał stanąć żadnemu na drodze.


Dalsza podróż tego dnia minęła im w nieco milszej atmosferze. Rozmawiali o różnych rzeczach choć Jullen wyraźnie starał się unikac tematów związanych z Królewską Przystanią. Miał już dość rozczarowań. Nawet zaśpiewał kilka piosenek na życzenie jednego z towarzyszących im rycerzy, choć musiał obejść się bez lutni. Wciąż nie czuł się w siodle na tyle pewnie, by jechać bez trzymanki. Dzień minął mu wyjątkowo szybko i pewnie nie zwróciłby uwagi na to, że robi się już ciemno, gdyby nei fakt, że był już strasznie obolały i wyglądał dookoła jakichś gospód.
- Dość, dalej nie dam rady - mruknął zatrzymując konia. Już od jakiegoś czasu zostawał w tyle i musieli na niego czekać. Podczas ostatniego postoju umóili się, że spędzą noc w najbliższej karczmie, ale jak na złość żadnej po drodze nie minęli. Powtarzał sobie, że skoro tyle już przebyli drogi to na pewno za najbliższym drzewem będzie jakiś zajazd. Za zakrętem może... Albo za tym pagórkiem...
- Rozbijmy obóz na tym polu - zaproponował zsuwając się niezgrabnie z konia i zaczął rozmasowywać obolałe uda. Dobrze wiedział, że nie zgodzą sie z jego propozycją, bo przecież lady nie może spać pod gołym niebem nie wiadomo gdzie. Jemu to było bez różnicy bo i tak najczęściej sypiał w takich właśnie miejscach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Droga na północ   

Powrót do góry Go down
 

Droga na północ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-