a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Karczma



 

 Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Karczma   Sro Lip 24, 2013 8:51 pm

Na południu Dorzecza, tam gdzie schodzą się najważniejsze przebiegające, przezeń trakty stoi karczma. Jedna z najstarszych i najlepiej prosperujących przydrożnych tawern w całych siedmiu królestwach. Zatrzymywali się w niej wszyscy, którzy zmierzali na Północ, z Północy, do Doliny, w kierunku Królewskiej przystani jak i w głąb regionu dorzecza, by dotrzeć do Riverrun. Goście zazwyczaj stanowili, barwną i przewspaniałą mieszaninę wszystkich zawodów i stanów społecznych. Noc spędzali tu rycerze i szlachcice, wędrowni minstrele, kupcy, prości chłopi oraz najemni żołnierze a własne, stale wypełnione jękami pomieszczenie miały tu również kurwy, chętnie sprzedające swoje usługi wszystkim przyjezdnym. Z zewnątrz nie wyróżniała się spomiędzy wszystkich innych zajazdów środkowej części kraju, otoczony ostrokołem, chroniącym w przeszłości przed atakami dzikiego zwierza i górskich klanów, które jeszcze wtedy były na tyle liczącą się siłą, że pozwalały sobie na zuchwałe opuszczanie Doliny. Teraz ziemno-drewniane ogrodzenie, dawało jedynie cień zmęczonym słońcem wędrowcom dla których zabrakło miejsca w środku. Sam budynek, postawiony był na planie prostokąta, z wystającym w środku gankiem. W środku, też niczym się nie wyróżniała. Parter składał się z dużej sali, pełniącej rolę wspólnej jadalni oraz kuchni nad którą umieszczone były pokoje dla gości mających wystarczająco dużo pieniędzy by je wynająć. Ubożsi zadowolić musieli się kątem w kuchni, bądź, gdy i tam było tłoczno, w położonej za przybytkiem stajni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Lip 24, 2013 10:17 pm

Post zawiera elementy +18


Słońce powoli opuszczało się w kierunku horyzontu  i oblewało całe Dorzecze ostatnimi serdecznymi blaskami swych promieni, nim miało ustąpić księżycowi panowania nad nieboskłonem. Rivers, jak i zapewne cała kolumna jego żołnierzy, miał głęboko w dupie, słońce i życzył by sobie by dzień nigdy już nie nastał. Od dwóch dni byli w drodze, jedli, spali i srali na koniach. Ubrania i twarze całe pokryte mieli, brązowawym pyłem, które końskie kopyta podnosiły z drogi. Brynden, czuł już palący ból jaki towarzyszyć będzie jego pierwszym krokom, gdy tylko zsiądzie z swojej klaczy. Może zbytnio popędził wraz z strażą przednią, licząca dwudziestu konnych, pozostali zostali prawie dzień drogi za nimi i nie zanosiło się na to, że nadgonią drogi nawet gdyby jechali galopem całą noc. Rozejrzał się po swoich ludziach. Szarzy od brudu, wymęczeni podróżą, głodni i niewątpliwie głodni.  Żaden z nich nie był też z kobietą od czasu opuszczenia Bliźniaków. Nie działało to pozytywnie na morale oddziału, co prawda nie przewidywali żadnej potyczki ale napalony żołnierz w drodze to najgorsze przekleństwo dowódcy.
Oczom, wojaka ukazało się wybawienie, na horyzoncie majaczyła znana w całym Dorzeczu, ba! W całym Westeros karczma na skrzyżowaniu Królewskiej drogi i Rzecznego Traktu. Bękart, miło wspominał czas w niej kiedyś spędzony. Wino, ciepła strawa i cały pokój pełen dziwek, mokrych na sam widok jego wypchanej monetami sakiewki, którą dostał od ojca na koszta podróży do Stolicy. Uśmiechnął się niedbale do swoich własnych wspomnień, tak jak miał to w zwyczaju. Spiął lekko konia ostrogami i wyjechawszy na czoło kompanii, podniósł rękę by nakazać postój i skierował wierzchowca bokiem do ludzi.
-Czas nagli, ale nie możemy sobie pozwolić na zajeżdżenie koni na śmierć. Zarządzam postój. To mówiąc pogładził swoją klacz po jej jasnoszarej grzywie. Spojrzał na swoich ludzi, rozeszło się po nich radosne zamieszanie. Poprawił się w siodle i surowszym już głosem, by nie wypaść z roli dowódcy dodał.
- Zatrzymamy się w tamtej karczmie. Każdy z was dostanie po ćwierć złotego smoka, ponad żołd. Uczynicie z tym co zechcecie, ale rozważnie z piciem! Nie chcę burd ani żadnych trupów a rano wyruszamy. Wiedział, że znakomita większość tych pieniędzy i tak wyląduje w rękach ladacznic, ale należało im się za podróż i wierna służbę. Ruszyli w kierunku tawerny, mimo zmęczenia i ssania w żołądkach, nastój w oddziale był wyśmienity. Ponure milczenie, które towarzyszyło im od rana, zamieniło się w spontaniczne wybuchy śmiechu a co starsi z podległy Freyom ludzi zaczynali opowiadać o swoich łóżkowych przygodach. Z wolna dwudziestu jeden ludzi wjechało za bramę karczmy.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem, jakby ktoś uderzył w nie taranem. Do środka weszło dwóch ludzi a zaraz za nimi Brynden. Wewnątrz, panował gorąc i zaduch, jednak zważywszy ,że na dworze było identycznie, nikt nie zwracał na to uwagi, tutaj można było przynajmniej się napić i coś zjeść.
- Brynden Rivers. Z ramienia Lorda przeprawy. Pragnę tu zanocować wraz z moimi ludźmi. Zaczął, nim oberżysta zdążył pisnąć choć słowo.
- Mamy dwa wolne pokoje. Twoi ludzie panie mogą spać w stajni, albo na zewnątrz, rozpalić ognista wzdłuż muru. Odpowiedział okrąglutki od wina i dobrego mięsiwa mężczyzna z głową pokrytą bujnymi, wytłuszczonymi lokami, koloru kasztanowego.
- Świetnie. Wezmę jeden z nich. Każ przygotować banię z ciepłą wodą i przynieść mi dzban wina.  Czy to miejsce nadal zatrudnia pewien specyficzny rodzaj panien? Było jasne ,że pytał o kurwy, ale nawet mimo niskiego urodzenia, wychowany był w wierze, że kobiety trzeba szanować, nawet te które sprzedają swoją płeć.
- Tak, panie. posłać po jedną? Zapytał karczmarz, a na jego twarzy wymalował się wielce wymowny uśmiech.
-Tak, poproszę. Zaczekam tu na dole, nim kąpiel będzie gotowa. Rzucił jeszcze i zasiadł wśród swoich ludzi, którzy zajęli już większą część wolnych miejsc. Wypił kielich wina, zjadł trochę chleba i zupy serowej, którą przyniosła żona karczmarza. Chwilę to trwało, żartowali, wypili jeszcze odrobinę wina, gdy właściciel tej jakże przemiłej gospody, dał znać, że woda jest już ciepła.

Rivers, wspiął się po schodach, prowadzony przez gospodarza, znalazł swój pokój. Była to nieduża izba, wyposażona tylko w najprostsze rzeczy, jak łóżko, czy stolik. Po środku, stała drewniana duża drewniana misa, pełna ciepłej lecz nie gorącej wody. Zrzucił z siebie ubranie, położył je w kącie, na podłodze. Stolik na którym stał dzban wina i drewniany kubek, przysunął bliżej i oparł o niego swój miecz. Nie chciał okazać się nieostrożnym. Nim zamówiona przez niego kurewka weszła do pokoju zdążył wsunąć się już do wody.

Była średniego wzrostu, niezbyt szczupła ale też nie za gruba, z szeroką miednicą, i małymi piersiami, których sutki przebijały przez cieniutką halkę w którą się ubrała. Skórę miała gładką, białą, jakby nie wychodziła przez całe to cholerne lato. Drobne dłonie i wyraźnie rysujące się pod ubraniem obojczyki. Była jedną z tych dziewek, których nie posądziło by się na pierwszy rzut oka o uprawianie najstarszego zawodu świata.
-Oto jestem Panie.
Była zuchwała, Rivers lubił odważne kobiety. Jej aż nazbyt niewinna twarzyczka, okalana przez fale długich, kasztanowych włosów, kogoś przypominała Bryndenowi. A ni chybi córka tego starego pierdziela. Pomyślał i ruchem ręki nakazał jej podejść bliżej.
-Ja Ci na imię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Lip 24, 2013 10:55 pm

Zajęcie się jeńcami zabrało mu zdecydowanie więcej czasu niż początkowo zakładał, a i tak nic z tego nie wyszło. Nie trzeba było zatem zbytnio główkować, by dojść do wniosku, że Rethel Royce był, lekko mówiąc, niezadowolony z przebiegu sytuacji. Za nic nie miał ochoty teraz spotykać się z Lordem Arrynem, dlatego też polecił jednemu ze swoich ludzi, by ten ruszył do namiotu Reinmara i poinformował go o całej sytuacji. On sam skierował swe kroki do namiotu, gdzie wyszykował się do drogi. Obecnie nie miał żadnych zobowiązań co do swojego suzerena, dlatego też postanowił wybrać się do jednej z karczm, którą upodobał sobie ostatnimi czasy.
Karczma na rozdrożach jak zawsze była oblegana przede wszystkim przez ludzi z Dorzecza, zwłaszcza, że stosunki między nimi a ludem Doliny dalej pozostawał napięty.W czasie pokoju jednak, karczma ta wypchana jest po same brzegi klientelą z obu ziem.
Rethel Royce wraz ze swoją świtą, która liczyła  35 najbardziej zaufanych mu ludzi zjawił się pod drzwiami karczmy późną, wieczorową porą. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to widok zbrojnych z Dorzecza, którzy ulokowali się na terenach przybytku. Royce polecił jednemu ze swoich ludzi poinformować tamtych i swoim przybyciu, by obyło się bez zbędnych niespodzianek. Gdy formalności stało się zadość, polecił zostawić konie i idąc za przykładem, rozbić pojedyncze namioty, gdyż widać przyjdzie im spać na zewnątrz.
Royce poczekał, aż kilku z jego rycerzy było już wolnych i razem z nimi przekroczył próg karczmy.
Rethel Royce, dziedzic Domu Royce z Runestone. Chorąży Rodu Arrynów, władców całej Doliny. I bez tych tytułów, każdy kto był wtedy obecny w karczmie wiedział doskonale, kto się w niej właśnie pojawił. Niewielu było ludzi, którzy dorównywali mu wzrostem i posturą. A dzikość jego spojrzenia była znana daleko na Południu. Nic zatem dziwnego, że ludzie z Dorzecza momentalnie podnieśli się z krzeseł i ław a karczmarz pisnął przerażony, nie wiadomo czy bardziej o swój przybytek czy o życie.
- Kurwa, toż to psi syn Royce i jego kundle. - Wyrwał się jeden z klientów, nieco mniej postawny od Rethel'a i o wiele bardziej pijany. - Kurwiszonie Ty czekaj no, ja Ci zaraz pokażę gdzie twe miejsce! - Nie było potrzeby czekać długo, gdyż jak powiedział, tak zaraz ruszył na mężczyznę, rękę kierując ku rękojeści ostrza przypiętego do pasa. Nie zdążył jednak wyjąc go do końca z pochwy, gdy silny uścisk chwycił go za dłoń ściskając tak, że ci co znajdowali się blisko, mogliby przysiąc, że usłyszeli szczęk pękających kości. Rethel Royce postanowił wbić do głowy awanturnikowi z Dorzecza trochę kultury i ogłady. I mówiąc wbić, ma się rozumieć autentyczne miażdżenie czaszki jegomościa, rękojeścią własnego ostrza, które to Royce wyrwał mu z jego pijackich łap. Gdy mężczyzna uznał, że agresor zrozumiał swój błąd, odrzucił ostrzę na bok i prostym ruchem ręki przesunął osuwające się zwłoki ze zmiażdżoną facjatą, gdyż tarasowały mu drogę. Jego ludzie żwawo pozbyli się cała, wyrzucając je na zewnątrz w błoto.
- Ktoś ma coś jeszcze do dodania? - Zapytał spokojnym tonem Royce, wycierając obryzgane krwią dłonie w szmaty, które otrzymał zaraz po udzieleniu kilku rad. W karczmie panowała całkowita cisza.
- Wojna się skończyła durnie. Opanujcie się bo wbijemy wam ostrza o pyski to wam rzcią wyjdą. Szacunek dla Lorda Royce'a. - Ciszę przerwało kilka szmerów, jednakże ludzie przytaknęli głowami i wrócili na swoje miejsca, unikając jak ognia kontaktu z Rethel'em.
- Pokój. - Rzekł krótko do karczmarza, gdy stanął naprzeciw lady.
- Tak. - Odpowiedział równie krótko i szturchnął młodego chłopaka, być może jego syna, by ten zaprowadził gościa do jego pokoju.
- Najlepsza strawa i wino dla mnie i moich ludzi. - Dodał kładąc na ladę kilka srebrnych monet z wizerunkiem jelenia. - Dużo. -
Karczmarz ukłonił się i zabrał do realizowania zamówienia. Rethel zwrócił się do swoich ludzi, którzy zaczęli pojawiać się coraz tłumniej.
- Nie dajcie się sprowokować i odpocznijcie. Nie będziemy siedzieć tu zbyt długo. Bawcie się póki macie ku temu okazję. - Na twarzy jego ludzi widać było wyraźnie, że są zadowoleni z takiego obrotu spraw. Rozsiedli się wygodnie w karczmie i po chwili mogli raczyć się winem i przystawkami, które cały czas pojawiały się na ich stołach. Sam Rethel skinął na czekającego wciąż chłopca, by ten zaprowadził go do jego pokoju. Mężczyzna miał ochotę zrelaksować się chwilę i odpocząć w samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 2:41 pm

Dorzecze. Aktualnie to miejsce wydawało się być najciekawszym... nie, to było miejsce, gdzie będzie najwięcej klientów. Tak. Takiego miejsca właśnie Chastity szukała. Czysta jak łza dzięki pobliskiemu strumieniowi i wypachniona olejkami zapachowymi przemierzała na swoim kucu ziemie. Jej uwagę przykuła karczma. Z daleka widziała, że wchodziło tam kilku mężczyzn wyżej postawionych. Hmm... Może też zaćmi swym wyglądem inne prostytutki i ją wybiorą, by zapewniła im przyjemności tego wieczoru? Potrafiła być każdym typem kobiety. Raz bywała nieśmiałą i niedoświadczoną panienkę, a raz potrafiła być niezaspokojoną, ognistą kocicą, która mogłaby zaspokoić pięciu mężczyzn na raz. Kobieta o stu twarzach. Wygimnastykowana potrafiła spełnić każde życzenie klienta. Z tą świadomością weszła do karczmy i rozejrzała się. Słyszała kobiety w pokoju obok. Zapewne to był pokój kurew, gdzie regenerowały siły. Ona nie była niczyją dziwką, więc ze spokojem usiadła przy wolnym stoliku i obserwowała. Zrobiło jej się nagle gorąco, więc ściągnęła lekki płaszcz i oczom obecnych ukazało się jej ciało okryte jedynie półprzezroczystą suknią łatwą do zerwania. Wcześniej już ubrała się w nią. Zaraz po obmyciu ciała z brudu i po wypraniu sukni podróżniczej.
Zaczęła obserwować otoczenie. Szukała we wzroku mężczyzn zainteresowanie. Niektórzy z nich byli interesujący, ale ona szukała kogoś więcej niż zwykłego żołnierza.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 3:15 pm

Znów elementy +18

-Auu.
-Przepraszam,to Niechcący.
-Robiłaś to kiedyś wcześniej?
-Nie panie, nigdy.
-Pokażę i jak to się robi.
Rivers, wyjął nóż z pomiędzy wręcz dziewczęcych palców kobiety. Drugą ręką, która do tej pory spoczywała, na idealnie dopasowanej do jego dłoni piersi, złapał się za krwawiącą szyję. Dziewczyna, może i była dobrą kochanką, co udowodniła bękartowi dwukrotnie już tego wieczora, lecz nie potrafiła ogolić mu twarzy. Zacięła go tuż pod żuchwą. Nie miał jej tego za złe, w końcu nie do tego ją wynajął. Prowizoryczna, drewniana wanna całe szczęście mieściła dwie osoby, Brynden przyłożył ostrze, na płasko do swojego policzka a prawą dłonią powędrował pod powierzchnię wody i wygodnie umieścił ją, między pośladkami ladacznicy, ta lekko zająknęła się, zaskoczona  przez mężczyznę.
Tak, cały czas zgrywaj niewiniątko, nie wychodź ze swojej roli. Skwitował w myślach jej reakcję. Trzymając nóż w lekkim uścisku, na tyle tylko mocno, by nie wypadł, mu przypadkiem przesunął nim po skórze. W cichym pomieszczeniu, które wypełniał tylko ledwie słyszalny syk wypalającej się łojowej świecy oraz plusk ciał poruszających się w wodzie, rozległo się szorstkie skrobanie. Zakończył ruch, wręczył swojej partnerce, nóż i dodał. - Widzisz? To nie takie trudne. Tylko nie poderżnij mi gardła, bo moi ludzie spalą ten przybytek. Odchylił głowę i pewnym ruchem, obiema rękoma chwycił ją za pośladki.

Trwało, to trochę, nim dziwka będąca prawdopodobnie jedną z córek karczmarza, uporała się z zapuszczoną twarzą żołnierza. Rivers ostatni uszczypał ją w sutek, i odprawił. Gdy wychodziła z bani, ostatni raz obdarzył ją łapczywym, zwierzęcym spojrzeniem, tak jak wilk patrzy na umierającego łosia, gdzieś na dalekiej, mroźnej północy. Zanurzył się głębiej i powiedział.
-Twoja należność leży na łóżku. Zmykaj już dziecko. Kurwa, wyszła po cichu, trzymając w dłoniach, swoją sukienkę i woreczek z monetami, przygotowany przez bękarta. Zostawiła, uchylone drzwi jednak Brynden był w tym momencie zbyt rozleniwiony, by wychodzić z wody. Ladacznica minęła w korytarzu, wchodzącego po schodach Lorda Rethela, który wybierał się właśnie do swojej izby. Rivers, podniósł się nie znacznie, ujął w dłonie, dzban z resztką wina, i jednym płynnym ruchem wlał sobie jego zawartość do gardła. Jego wprawa w piciu była tak wielka, że mógł pominąć przełykanie i czuł jak rozgrzewający trunek sączy się w dół jego ciała by osiąść w żołądku. Rozłożył ręce na brzegu wanny i odchyliwszy głowę do tyłu, tak bardzo jak tylko się dało, zamknął oczy. Był ciekaw jak bawią się jego ludzie.

Żołnierze Freyów, jeszcze przed przybyciem ludzi z Doliny ewakuowali się z karczmy obarczeni, dzbanami wina i piwa, pieczonym nad ogniem mięsem, koszami chleba, serem i suszonymi owocami. W ślad za nimi ruszyły łase na monety, które dostali od przełożonego, kurwy. Rozpalili trzy ogniska, obok stajni, pod wałem obronnym i zaczęli ucztowanie. Radościom i zabawie nie było końca, jedli, pili a chętne kobiety łasiły się do nich jak kocięta do kogoś, kto trzyma w ręku kawałek wędzonej ryby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 3:54 pm

Rethel nie był ani zmęczony, anie nie szukał wyciszenia i spokoju w jakimś znaczącym stopniu. Dlatego też nie można było jednoznacznie stwierdzić dlaczego też zdecydował się zniknąć w dopiero co wynajętym pokoju. Być może z przyzwyczajenia? Zawsze po podróży, gdy wracał do Runestone, pierwszym co robił, było udanie się do swojej komnaty.
Mężczyzna minął drobną dziewkę, która wyszła z izby nie zamykając przy tym drzwi. Royce przyjrzał się jej na tyle dokładnie, na ile było to możliwe, gdyż zniknęła mu z pola widzenia równie szybko, jak się pojawiła. Płochliwe te dziewki w Dorzeczu, oj płochliwe. Westchnąwszy przeciągle, ruszył dalej do swojego pokoju, kiedy kątem oka zerknął do pomieszczenia, którego drzwi były uchylone. O ile w przypadku młódki potrzeba było wiele czasu, by móc dokładnie zbadać jej twarz i ciało, tak tutaj Rethel potrzebował zaledwie ułamka sekundy, by wiedzieć kto znajduje się w środku. Ignorując zatem słowa młodzieńca, który cały czas usiłował doprowadzić go do celu, Royce przekroczył próg izby.
- Brynden Rives, ileż to czasu minęło od naszego ostatniego spotkania? - Rzucił tonem, który mógłby uchodzić nawet za radosny. - Oporządź się i zejdź na dół, zamienimy kilka słów przy winie. Skoro tu jesteś ich trunki nie mogą być takie złe. - Dodał i chwilowo zostawił mężczyznę samego sobie. Sam dotarł w końcu do swojego pokoju i odprawiając chłopaka rozsiadł się wygodnie na zydlu. Izba była przyjemniejsza niż można to było sobie wyobrazić, dlatego też Rethel nie spieszył się z jej opuszczeniem. Zanim jednak zszedł na dół, zdjął swoją zbroję i uzbrojenie, zakładając jedynie lekką koszulę a do pasa przypinając drobne ostrze. Tak na wszelki wypadek, chociaż nie przewidywał on większych problemów, niż te z początku jego wizyty.
Opłukał się jeszcze wodą, która była w niewielkim wiadrze przy drewnianej półce i zszedł na dół, gdzie zajmując cały stolik dla siebie, wyczekiwał swojego towarzysza do rozmowy. Co jakiś czas zerkał na kobietę, której wcześniej w owym przybytku nie dostrzegł. Miała niespotykaną na tych terenach urodę, więc można było wnioskować, że nie pochodzi z Dorzecza i nawet z Westeros. Nie wykluczone zatem, że Rives zainteresuje się ową pięknością, gdy już się tu zjawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 4:48 pm

Mimo tych wszystkich niezbyt przyjemnych rzeczy, które spotkały go w ostatnich dniach, bękart, mógł zaliczyć ten dzień do wyjątkowo udanych, najadł się, napił dokładnie tyle ile chciał, nawet udało mu się znaleźć dziewkę. Każdy dzień powinien być taki. W podróży, bez zobowiązań i przyrzeczeń. Wieczór w karczmie z jadłem i winem, w towarzystwie kobiet, o których miłość nie trzeba się starać. Zanurzył się całkiem w w wodzie, następnie otarł twarz, dłońmi i znów zamknął oczy. Z letargu wyrwał go znajomy głos, twardy i przenikliwy, jakby ktoś uderzył ostrzem o głaz. Znał tylko dwie osoby, które mówiły w ten sposób, a jednej z nich osobiście poderżnął gardła, więc nie podnosząc nawet powiek rzekł.
-Rethel Royce. Nadal żyjesz? Po chwili otworzył oczy, by utwierdzić się w przekonaniu, że to właśnie ten mieszkaniec doliny. Uśmiechnął się nieznacznie i dodał.
- Nie najgorsze, jak widzisz. Dziewki też niczego sobie. Mówiąc to wskazał leżący na podłodze, pusty dzbanek po winie.
Gdy Royce odszedł do swojej izby, Rivers podniósł się, i walcząc z okrutnie ciężkim po wyciągnięciu z wody ciałem, wyszedł z bani. Stał całkiem nagi, na środku izby, mocząc drewnianą podłogę jakiś czas. Zakręciło mu się w głowie od zbyt gwałtownej i tak radykalnej zmianie pozycji. Pochwycił, jedną ręką krawędź drewnianej wanny i wziął głęboki wdech. Nim świat ustabilizował się, przestał wirować i rozmazywać, kilka służek niosących dodatkowe wino dla jednego z innych gości karczmy, zdążyło zauważyć nagiego żołnierza przez nadal uchylone drzwi. Rozpoznał to po cichym chichocie, dobiegającym z korytarza. Może nie wszystkie, kobiety tutaj to ladacznice? pomyślał i zaczął się ubierać. Nasunął z trudem na nadal mokrą skórę, portki oraz szarą lnianą koszulę. Podniósł z ziemi swój miecz, który niechcący wcześniej strąciła dziwka z którą się zabawiał. Zapiął pas i naciągnął buty na stopy. Postanowił przyjąć zaproszenie Lorda Rethela, cóż innego miał do roboty? Jego obecność tutaj świadczyła o tym, iż bitwa u wrót Doliny musiała się już zakończyć, a to znaczyło, że ten miał o czym opowiadać bękartowi. Schodząc po schodach, wyjął z ręki idącej na górę, skąpo odzianej kobiety, puchar wina.
W głównym pomieszczeniu, nie odnalazł wzrokiem swoich ludzi, więc uznał, że bawią się na zewnątrz, gdzie wraz z zapadającą ciemnością musiało zrobić się przyjemnie chłodno. Znalazł natomiast wysokiego rycerza z Doliny, zasiadł obok niego i zaczął rozmowę.
- Co Cię tu sprowadza Lordzie Royce? mówiąc to spostrzegł pod oknem kobietę. Nie była stąd zdecydowanie. Obdarzona tak niezwykłą i egzotyczną urodą musiała pochodzić z Essos bądź mieć tamtejsze korzenie. Podniósł kielich i skierował w jej stronę. Upewniwszy się, że zauważyła ten gest, pociągnął niewielki łyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 5:26 pm

Elementy erotyczne się pojawiają. 18+

Chas zauważyła, że jej uroda przykuła kilka spojrzeń w karczmie. Niektórzy zajęci zwykłymi dziwkami tracili nimi zainteresowanie i patrzyli na nią. Właśnie na nią, bo była niecodziennym widokiem. Bycie w połowie mieszkanką Essos, a w drugiej połowie Dothracką kobietą miało swoje plusy w Westeros. Rzadko się zdarzały czekoladowe kurwy. Głównie były przeraźliwie białe, albo lekko opalone, ale żadna nie dorównywała ciemnej skórze dziewczyny. Była tego świadoma i miała tu swą przewagę już na samym początku.
Mężczyźni pojawiali się i znikali. Jedni wzrokiem rozrywali z niej ubrania, drudzy widzieli ją już nagą w wyobraźni, a jeszcze inni w swych umysłach ujeżdżali ją w różnych miejscach w karczmie i w pobliżu karczmy. Żaden jednak nie podszedł. Żaden też nie interesował samą Chastity. Dopóki nie pojawiło się dwóch mężczyzn, którzy najprawdopodobniej przybyli już ze swoich pokoi na piętrze karczmy.
Oboje zdawali się być z Dorzecza. Chas nauczyła się rozpoznawać skąd pochodzą poszczególni ludzie. Wbrew pozorom to nie było trudne, gdyż każdy rejon miał jakieś charakterystyczne cechy. Tak. Ci mężczyźni byli z Dorzecza niewątpliwie. Dziewczyna co jakiś czas rzucała na nich swe spojrzenie. Mieli około trzydziestu lat. Nie była całkiem pewna. Zdecydowanie wyglądali na takich, którzy to mają więcej w sakiewkach niż cała reszta przebywająca wokół niej. Możliwe, że byli z wielkich rodów Dorzecza. Nie znała tych rodów, więc nie była pewna.
Jeden z nich obserwował ją jeszcze zanim przybył drugi. Nie była płochliwą dziewką, więc co jakiś czas obserwowała jego poczynania. Czuła zbierającą się wilgoć między nogami. Uśmiechnęła się na samą myśl. Wiedziała, że jej nieposkromiona żądza znowu daje o sobie znać. Tak. Lubiła swój fach. Nawet kochała, gdyż tak wiele przyjemności mogła dać jak i otrzymywała. Gdy przybył drugi mężczyzna spojrzała na niego i obserwowała przez jakiś czas. Odwróciła jednak wzrok i rozejrzała się ponownie wokół sali. Jej strój był zanadto przezroczysty, by zasłonić jej ciało. Zgromadzeni mogli więc podziwiać jej talię, brzuch, plecy, piersi, uda i pośladki. Miała na sobie materiał zakrywający dół. Nie będzie pokazywała wszystkiego jeszcze zanim przejdzie do rzeczy w końcu. Kątem oka zauważyła, że przybyły mężczyzna przygląda się jej. Zwróciła wobec tego swą głowę w jego stronę i patrzyła jak ten unosi kielich i kieruje go w jej stronę. Hmm... Czyżby zachęta, by podeszła bliżej? Możliwe. Ona jednak postanowiła kusić ze swojego stanowiska. Przekręciła się na swoim krześle w stronę obu mężczyzn, by dokładnie widzieli jej ciało. Leciutko rozchyliła nogi i oparła się o stolik łokciami. Obserwowała ich zachowanie. Badała grunt. Nie miała zamiaru podchodzić jeśli będą zajęci lub nie będę tego chcieli. W końcu nie chciała się narzucać. Nie była zdesperowaną dziwką, która rzuca się na każdą monetę. Pod tym względem znała swą godność i cenę, choć większość uważała, że żadna dziwka nie ma swej godności.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 6:07 pm

- Karczma jak karczma. Czasem trzeba trochę oderwać się od codzienności. Poza tym moi ludzie ostatnio dobrze się spisywali, zasługują więc na odrobinę relaksu. - Rethel mówiąc to chwycił szybkim ruchem nadgarstek młodej służącej, która wracała właśnie do składzika. Sam ruch był gwałtowny, jednakże mężczyzna chwycił ją delikatnie, można byłoby nawet rzecz, że zdumiewająco delikatnie jak na kogoś jego pokroju.
- Przynieś nam dzbany wina i jakąś strawę. - Jego głos był bardzo delikatny, jakby miał zaraz zaśpiewać jej kołysankę, nieco ochrypłą kołysankę. Rethel odprowadził dziewuszkę wzrokiem, po czym rozsiadł się wygodniej i zwrócił swoją uwagę ponownie na Brynden'a.
- Ja z kolei nie spodziewałem się Ciebie tutaj. Chodziły słuchy, że od dawna już nie przebywasz na terenach Dorzecza. - Pomimo, że Royce nie pałał zbytnio pozytywnym uczuciem do rodu Frey, Brynden był jednym z niewielu jego przedstawicieli, z którymi mężczyzna mógł zasiąść do wieczerzy bez skrzywienia na twarzy.
- Wybierasz się gdzieś? Twoi ludzie okupują stajnię i tereny wokół karczmy. Ledwo udało mi się utorować sobie drogę do wewnątrz. - I tutaj nie mijał się z prawdą, bowiem ludzie Rivers'a faktycznie zajęli większość wolnego miejsca przy wejściu do przybytku.
Właśnie przybyło ich jedzenie i picie, gdy Royce zauważył, że jego towarzysz zainteresował się kobietą, którą on sam wcześniej już wypatrzył spośród tłumu. Uśmiechnął się lekko, tak jak każdy mężczyzna, gdy widzi urodziwą kobietę.
- Wpadła Ci w oko, co Rivers? A niech stracę! - Rzucił, gdy kończył pierwszy puchar wina. - Dawnośmy się nie widzieli i to zakosztuj dobroci Doliny. - Dodał i zwrócił się do kobiety, która również wykazywała nimi zainteresowanie. Zdecydowanym gestem ręki przywołał ją do nich.
- Przy kobietach i tak zawsze przyjemniej mija czas. Zwłaszcza w takim miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 7:28 pm

Opróżnił kielich do końca. Właściwie to naczynie z którego pił było zwyczajnym glinianym kubkiem, pokroju tych najpodlejszego gatunku. Gospodarz najwyraźniej bał się o straty skoro kazał polewać wino do tak paskudnej zastawy. Położył ręce na stole i pochylił się niżej, jakby chciał powiedzieć coś, nie przeznaczonego do uszu wszystkich obecnych.
- Wróciłem kilka tygodni temu. Północ to nie kraina dla mnie, piękna, ale kobiety są tam takie jak klimat, oziębłe. Co Rivers robił na północy? Wszystkim, którzy znali bękarta doskonale zdawali sobie sprawę o krążącej na jego temat, opinii rozpustnika i opoja. Sam Bynden skutecznie podtrzymywał ją, i uskuteczniał, sowicie upijając się przy każdej możliwej okazji i szukając towarzystwa dam lekkich obyczajów. Tylko nieliczni wiedzieli natomiast czym kierował się przy pozwalaniu wszystkim wysoko urodzonym by widzieli w nim właśnie takiego człowieka. Był to głęboko przemyślany proceder, który łączył zarówno przyjemne strony zachowywania się jak zwykły dziwkarz i pijak przy jednoczesnym zapewnianiu wszystkich w około, że nie stanowi dla nich zagrożenia. Poprawił się i nadal mimo, iż uważnie słuchał słów Royce'a, przyglądał się kobiecie. Nawet nie miał ochoty z nią spać, no możliwe, że trochę jednak chciałby, ale bardziej intrygowała go sama jej obecność, w tym zapyziałym siole. Kobieta, wyraźnie była kurwą, i to nie pierwszą lepszą, którą można spotkać na ulicach Królewskiej przystani, gdzie za kilka groszy, pozwolą się wyruchać, co dla biedaka, który skusi się na ich usługi zwykle kończy się złapaniem jakiejś paskudnej choroby. O nie. To była prawdziwa znawczyni swojego fachu, niewątpliwie, znała pozycje i ruchy, które nie tylko Riversa ale i lorda Rethela wyprowadziły by z równowagi.
- A teraz jadę z pod Riverrun, wioząc wieści dla króla, ponieważ mój brat, szanowny Lord Przeprawy jest zbyt pogrążony w smutku po stracie córki a ojciec, jak zwykle knuje coś pewnie z równie starym jak on piernikami. I cala praca spada na mnie, mimo, że nie jestem nawet Freyem!
Rzekł. Góral spostrzegł zaintrygowanie bękarta wyróżniającą się kobietą, i zaprosił ją do ich stolika. Wojak wyprostował się i dodał. - Aż nazbyt hojny jesteś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Lip 25, 2013 8:30 pm

Oboje mężczyźni byli wyraźnie nią zainteresowali co bardzo się podobało Chastity. Zauważyła, że mężczyzna, który był wcześniej przywoływał ją dłonią.
Wstała powoli i wolnym oraz ponętnym krokiem zbliżała się do nich coraz bardziej. W końcu przystanęła przy ich stoliku i spojrzała najpierw prosto w oczy Bryndena. jak gdyby próbowała za pomocą wzroku rzucić na niego urok dzięki któremu całkowicie by się w niej zatracił. Tym samym spojrzeniem obdarzyła Rethela. Uśmiechnęła się delikatnie do nich.
- Ciężkie przeprawy wielmożni panowie? - Powiedziała przyciszonym głosem. Nie miała w zwyczaju wypowiadać się głośno. Wolała cichsze rozmowy, bardziej intymne rozmowy, a najbardziej kochała szept. Nic więcej nie mówiła. Czekała na odpowiedni moment. Nie siadała też. Jeżeli będą chcieli by usiadła to sami ją zmuszą do tego. Na przykład położą dłonie na jej biodrach i każą usiąść na ich kolanach. Uśmiechnęła się delikatnie na samą myśl. Była rozpalona jak to ona. Miała ochotę na obu panów. Lubiła łączyć przyjemne z pożytecznym, gdyż miewała ochotę zwykle na tych co to potrafią wojować jak i obsypywać monetami.
Wróciła jednak do karczmy i do stolika oraz do dwóch mężczyzn. Położyła dłonie na stoliku. Poruszała lekko biodrami w lewo i w prawo przenosząc ciężar ciała z lewej stopy na prawą jak gdyby tańczyła swoim zmysłowym tańcem przeznaczonym tylko i wyłącznie dla tej dwójki. Reszta mężczyzn widząc, że kobieta zainteresowana była bękartem Freyów i dziedzicem Royce'ów postanowili zająć się swoimi sprawami. Co prawda niektórzy jeszcze co jakiś czas zerkali, by sprawić swym oczom rozkosz, ale starali się nie gapić na nią.
Obserwowała ich i czekała na reakcję, czy też na rozkazy.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Lip 26, 2013 6:43 pm

- Szanowny Lord Przeprawy..- Powtórzył za swoim towarzyszem. Cóż, wielkiego poważania wśród Royce'ów nie miał, ale Rethel postanowił przemilczeć tę kwestię ze względu na okoliczności. Zaciekawiła go za to informacja o podróży do Królewskiej Przystani. Sam rozważał decyzję o udaniu się do stolicy, teraz miał także dodatkowy powód by zrealizować swoje plany.
- Dobrze się składa Rivers. Udam się z Tobą do stolicy. Być może uda mi się załatwić tam przy okazji kilka drobniejszych spraw. Poza tym większa grupa zawsze skuteczniej odstrasza chłystków łasych na dobra podróżnych. - Skończył mówić i w tym właśnie momencie przy ich stole zjawiła się tajemnicza piękność, którą parę chwil temu przywołał Royce. Trzeba było przyznać, że kobieta należała do tych o bardziej ponętnych kształtach, o które trudno ostatnio w okolicach. Było na czym oko zawiesić oj było, zwłaszcza, że ubrana była tak, by nazbyt nie kryć swoich walorów. Nie jednemu obecnemu w karczmie ślinka pociekła na myśl o upojnych chwilach z kobietą.
- Hojny, nie hojny. Masz to korzystaj. - Rzucił jakby od niechcenia Rethel i zwrócił się bezpośrednio do kobiety, gdy ta postanowiła zabrać głos. - Skoro już tu jesteś to nie takie ciężkie. Oto Ser Brynden Rivers, który to zjawił się tu by odpocząć. Zajmij się nim tak, jak umiesz najlepiej. - Rzekł i gestem ręki wskazał jej miejsce na kolanach mężczyzny. Nie będzie przecież stała nad nimi przez cały czas. Poza tym to był Rivers, więc zbytnio namawiać go nie trzeba będzie.
- Kiedy chcesz ruszać do stolicy? - Zapytał po dłuższej chwili milczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Lip 26, 2013 8:38 pm

Rivers spojrzał na Rethela, nie sądził by tamten był miękki jak panienka z Wysogrodu. -Ruszam o świcie, więc nie pij za dużo, bo chcąc dotrzymać mi tempa, będziesz siedział na koniu przez kolejne trzy dni. To mówiąc dolał sobie jeszcze trochę wina, ponieważ czuł, że energia i świeżość, która do tej pory go wypełniała, powoli zanika. Royce znał bękarta chociaż odrobinę i wiedział jakie krążą o nim plotki. Nie tylko te o hulaszczym i obraźliwym dla możnych panów stylu życia wojaka z Dorzecza ale też te, przez które niektórzy szanowali go mimo bycia bękartem. Chodziły słuchy, że swego czasu pokonał dystans między Darry a Końcem burzy, w niecałe pięć dni, i nie było by w tym nic szczególnego, gdyby w tym czasie spędził dwóch dni zalany do nieprzytomności, w tejże właśnie karczmie w której zasiadali. Lord Rethel musiał liczyć się z tym, że chcąc jechać w podróż z Riveresm musi być pewien, iż dupę ma co najmniej ze stali. Gdy kobieta podeszła bliżej był już całkowicie pewien co do jej zawodu. Tylko kurwa spogląda nieznajomemu w oczy tak jakby chciała zedrzeć z niego ubranie i dosiąść na stole. Pociągnął łyk, z kubka. Nie jednak tak jak robi to karczemny cham, który zobaczył biuściastą służkę, i szykuje się do klepnięcia ją w pośladki. Brynden nawet w tych chwilach, gdy na wierzch człowieka wychodzą, najbrudniejsze, najbardziej zwierzęce cechy, sprawiał wrażenie człowieka, który widział zbyt wiele by cokolwiek go zaskoczyło. Ile było w tym prawdy, a ile wytrawnej gry o niezmienionych od wieków zasadach: Kto da się wydupczyć bardziej, dziwka, czy klient?
Przebolał już fakt, iż znów, ktoś uznał go za rycerza, miał siły się upominać się o to by nie traktowano go lepiej niż na to zasługuje. Spojrzał, w oczy kobiecie. Tak w oczy, szybko chodź dokładnie obejrzał wszystko inne gdy podnosił wzrok. -Pani?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Lip 28, 2013 12:31 am

Dziewczyna spojrzała na Bryndena. Rethel nie musiał dwa razy wskazywać jej miejsce. Podeszła do bękarta i przystanęła na chwilę przed nim. Patrzył jej w oczy co było dość niespotykane. Zwykle jej klienci zawieszali wzrok na jej piersiach bowiem nie mogli ujrzeć co ma między nogami. Tak samo dzisiaj zakryta była ta część jej ciała. Jednakże ten mężczyzna nie patrzył ani na jej piersi, ani na nogi, ani na brzuch. Po prostu patrzył w oczy. Chas poczuła przyjemny dreszcz na plecach. Podobało jej się to spojrzenie.
Gdy się odezwał delikatnie usiadła okrakiem na jego kolanach blisko jego bioder. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej. Delikatnie poruszała biodrami, by pobudzić mężczyznę, ale nic poza tym. Sprawdzała, czy będzie chciał ją posiąść tutaj, czy też zechce na osobności w pokoju. Dla Chastity było to obojętne. Nie raz i nie dwa brała udział w grupowych orgiach, więc wcale by się nie zdziwiła, gdyby najpierw Ser Brynden Rivers ją ujeżdżał, a potem mężczyzna obok, a po nim reszta towarzystwa w karczmie. Zupełnie by się nie zdziwiła. Nie zdziwiłaby się również, gdyby kazał jej pójść do jego pokoju, rozebrać się i czekać na jego przybycie. W tych sprawach naprawdę nic ją już nie zadziwi. Przynajmniej tak jej się zdawało.
- Panie, jestem na Twe rozkazy. - Powiedziała po czym pochyliła się, by pocałować go delikatnie w policzek i szepnąć. - Powiedz tylko słowo, a spełnię Twoje nawet najdrobniejsze marzenie erotyczne.
Odchyliła się i ponownie spojrzała mężczyźnie w oczy. Nie zaprzestała poruszania biodrami. Teraz trochę mocniej nimi poruszała, by Brynden odczuł nacisk jej bioder na swoich biodrach. Jej dłonie delikatnie pieściły jego szyję i kark. Nie posuwała się dalej. Jeżeli mężczyzna chce dokończyć rozmowę to zaczeka. Będzie tylko zmysłowo poruszać biodrami i pobudzać go do działania.
Zupełnie ignorowała łase spojrzenia mężczyzn, którzy znowu ignorowali swoje dotychczasowe zajęcia i spoglądali teraz z zazdrością w oczach na Bryndena. Nie jeden chciałby być na jego miejscu. W końcu nie codziennie widuje się egzotykę w Dorzeczu i Chas o tym wiedziała.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Lip 28, 2013 5:29 pm

Rethel przytaknął i dopił do końca drugi i ostatni już kielich wina. Były mu dobrze znane plotki na temat wytrzymałości i sprawności w jeździe bękarta Frey'ów, dlatego też postanowił posłuchać jego rady. Zastanawiał się tylko czy jego ludzie dadzą radę. Zapewne zostaną w tyle, gdyż dziś zafundował im sporą dawkę jedzenia i wina, gdzie to drugie dopiero jutro rano da o sobie znać. Być może warto byłoby uprzedzić ludzi, że jednak zostaną tutaj zdecydowanie krócej i jutro przyjdzie im ruszać w długą podróż, aż do samej Królewskiej Przystani. Mężczyzna widział już, oczami wyobrazi, zachwyty na twarzach swoich rycerzy, gdy informuje ich o tym, że jutro o świcie ruszają do stolicy. Ale cóż, tak to już jest, jego ludzie zdążyli przywyknąć do tego, że są brutalnie sprowadzani na ziemię i muszą nadążyć za tempem swojego lorda.

Royce przez dłuższą chwilę przyglądał się poczynaniom egzotycznej piękności, która wedle jego słów, zabrała się za Bryndena dokładnie tak, jak wymagała to jej profesja. Mimo, że widok był przedni, to jednak Rethel zadecydował, że jego oczy już się napatrzyły i czas zająć się bardziej przyziemnymi sprawami. Wydawać by się mogło, że mężczyzna zwyczajnie unika kobiet, co rodziło podejrzenia, że bardziej odpowiada mu męskie towarzystwo. Nic bardziej mylnego. Royce zwyczajnie nie przepadał za dziwkami czy prostymi dziewkami, które rozkładają uda każdemu kto odpowiednio zapłaci lub ma przyjemną facjatę. Rethel lubi mieć świadomość, że coś jest tylko jego, to samo przekłada się na osoby. Dlatego też mężczyzna nie jest typem kobieciarza i jeżeli już znajdzie swoją wybrankę, to musi być pewien, że zarówno ona jest tylko jego, jak i on jest tylko jej. Postanowił to już wiele lat temu i do tej pory trzyma się swojego słowa twardo i niezachwianie.
- Obsłuż go jak króla Westeros, by jutro był w dobrym nastroju. - Rzekł i rzucił na stół dwie srebrne monety z wizerunkiem jelenia. - Widzimy się o świcie Rivers. - Dodał i wstał, kierując swój krok w kierunku wyjścia.
Postanowił poinformować swoich ludzi o jutrzejszej jeździe i tak jak przypuszczał, nie byli zadowoleni z tego powodu. Nikt jednak nie śmiał się skarżyć i zgodnie przytaknęli, oznajmiając, że będą gotowi na jego rozkazy. Tym samym rzucili na bok wino i wrócili do namiotów z wyraźnie gorszymi nastrojami.
Sam Royce wrócił do karczmy i udał się na piętro do swojego pokoju, gdzie czekała już na niego balia z wodą. Umył się i ułożył na łóżku, które mimo wygody, było dla niego nieco za krótkie. Musiał jednak to znieść i resztę czasu pozostała do świtu, spędził w samotności, odpoczywając i zbierając siły na długą i wyczerpującą jazdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Lip 28, 2013 9:23 pm

Miał przedziwne uczucie, że już kiedyś wylądował w podobnej sytuacji. W trakcie rozmowy, gdzieś na rozdrożu z ladacznicą na kolanach. Nie był to najodpowiedniejszy moment na używanie życia, mając przed sobą jeszcze kilka dni drogi, i wioząc tak ważne wieści przed oblicze samego króla, powinien być skupiony i odpoczywać. Czując jednak przyjemny ciężar na kolanach nie mógł sobie odmówić, koniec końców napalony żołnierz to przekleństwo przełożonego ale dowódca, który pościł dość długo jest prawdziwą zmorą swoich podkomendnych. A, tam. Nie wiadomo, czy w stolicy nadal są burdele. Sam siebie oszukiwał w myślach. Nawet, gdyby Dzicy przeszli, przez mur i spalili Królewską przystań, to mógł być pewny, że pośród zgliszczy nadal prosperowały by chętne kurwy. Objął ją wolna ręką w pasie, gdy tak złożyła pocałunek na jego policzku i skwitował jej słowa, swoimi. -Wątpię, słońce, szczerze wątpię. Mógł oczywiście, zacząć wzdychać, pozwolić swojej męskości uderzyć o pośladki ale czy większej satysfakcji nie dawało postawienie, przed nią jakiegoś rodzaju wyzwania. Nie liczył, że ciemnoskóra wiedział, iż ma przed sobą konesera kobiecych wdzięków, który mimo oschłej, powierzchowności i charakteru czyniącego go niezdolnym do prowadzenia kokieteryjnej rozmowy cenił sobie kobiety. Bardzo cenił. Resztkami, osłabionej winem i ruchami dziewczyny, silnej woli zdołał zdobyć się jeszcze, na krótkie spojrzenie w kierunku Lorda Rethela. Rzekl wtedy. -Do zobaczenia, rano Lordzie Royce. Mówił głośniej niż zwykle, i wyraźnie wyartykułował jego nazwisko. Liczył bowiem, że gawiedź wlepiająca w niego spojrzenia, choć na chwilę przerzuci się by pooglądać członka tak znamienitego rodu z Doliny. Mylił się, lecz osiągnął zamierzony skutek, chłopi i handlarze nadal mieli w pamięci jegomościa, którego nie dalej jak kilka minut temu zabił rycerz z doliny. Słysząc jego nazwisko, natychmiast wrócili do swoich posiłków, nie zauważając już dwójki żołnierzy i dziwki. Wrócił więc do swojej, jakby to ująć... zdobyczy. -Pani pozwoli. Powiedział i gdy tylko, Rethel wyszedł pouczyć swoich ludzi, Rivers, złapał ją i uniósł, z niebywałą lekkością i gracją, która wręcz nie pasowała do wizerunku zmęczonego życiem wojaka. - Więc na górę. Więcej wina. Rzucił do karczmarza, wiedząc, że ten jest, gdzieś w pobliżu i tak chciwy jest na pieniądze, które z sobą przywiózł bękart, że gotów był podesłać mu własną córkę do wydymania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Pon Lip 29, 2013 12:23 am

18+

Hmm, a więc tamten mężczyzna to był Lord Royce. Nono! Nie był jednak zainteresowany usługami Chas, więc ta zignorowała jego odejście. Nie zignorowała natomiast zapłaty za usługi. Monety zniknęły chwilę później. Chas nie tylko znała się na sztuce kochania, ale także na sztuce okradania. Potrafiła podbierać rzeczy kiedy nikt się nie orientował. Nie okradała jednak swych klientów. Zwykle. Czasem się zdarzało, że jak chciał taki sobie zaoszczędzić nie płacąc to ona zabierała należne.
W przypadku jegomościa na którym siedziała zapłata już wpłynęła. Teraz była jego i tylko jego. Mógł z nią zrobić co tylko chciał.
I najwyraźniej nie miał zamiaru marnować okazji skoro już zapłacono za nią. Podniósł ją jakby był młodzieniaszkiem, którym już nie był. Pozytywne zaskoczenie od samego początku znajomości. Zapowiada się ciekawy wieczór. Cicho pisnęła z zaskoczenia i oplotła jego szyję rękoma, by nie spaść przypadkiem. Po chwili oplotła jego biodra nogami.
Niedługo później znaleźli się w pokoju Riversa. Mężczyzna położył ją na łóżku, albo rzucił. Cokolwiek zrobił znajdowała się teraz na łożu. Leżała na plecach przez chwilę po czym podniosła się i oparła łokciami. Obserwowała poczynania mężczyzny i rozszerzyła nogi tak, że mężczyzna mógł zauważyć jej kobiecość przez materiał majtek. Co prawda mało było widać, bo specjalnie założyła mniej prześwitującą bieliznę, ale i tak widać było zarys.
- Czego pragniesz Panie? - Zapytała zagryzając delikatnie dolną wargę zębami. Wystarczy, że mężczyzna tylko powie jedno słowo. Zrobi wszystko. Może udawać niewinną dziewicę. Całkiem dobrze jej to wychodziło, a i ciało jej w tym pomagało. Mimo ilości klientów dalej była stosunkowo ciasna. Nie wiedziała, czy taką już ma budowę, czy też to jest inna dysfunkcja, ale pomagało to jej w udawaniu dziewicy. Mogła też grać drapieżnika, który właśnie złowił swoją ofiarę.
Wstała i podeszła do Bryndena. Pocałowała go w policzek, potem w drugi policzek. Jej dłonie wędrowały po jego ciele. Głównie skupiła się na klatce piersiowej, szyi, twarzy i karku. Resztą się jeszcze zajmie. Nie było pośpiechu. Noc była jeszcze młoda, a i pozostanie dużo czasu na odzyskanie sił.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Pon Lip 29, 2013 4:20 pm

+18

Zapytała czego pragnie. Bękart pragnął wielu rzeczy, końca przeklętego lata, spokojnej starości pośród otaczającej go gromadki dzieci nie noszących nazwiska Rivers, ale w tym momencie chciał już tylko spróbować tego za co Rethel wyłożył swoje pieniądze. Nie odzywając się ani słowem, ściągnął koszulę, i oczom ladacznicy ukazał się tors Bryndena. Odpiął pas, i nie baczą gdzie upadnie, rzucił go na podłogę. Rozległ się dźwięk upadającej na drewnianą posadzkę, skóry, metalowych sprzączek i ciężaru broni. Nie był muskularnie szeroki ale też nie spowijały go zwały tłuszczu. Znaczyły go natomiast liczne blizny, nie te pokroju paskudnych cięć od mieczy czy toporów, a wąskie i płytkie ubytki w ciele, spowodowane najpewniej przez wgniecenia pancerza podczas walki. Nie miała przed sobą kogoś, kto nosił miecz tylko dla ozdoby, choć Rivers chciałby aby tak było. Jednym, zgrabnym ruchem pochwycił dziwkę za nogi, tuż pod kolanami i przyciągnął do siebie. Uklęknął na łóżku i opadł na kobietę uderzając lekko acz zdecydowanie, swoim kroczem o jej płeć. Nie ściągnął jeszcze portek, możliwe, że nie zwrócił na nie uwagi, bądź chciał sprawdzić jak ona zareaguje. Przyparł ją mocno do wypchanego derkami i słomą kującego materaca, a swoim czołem dotknął jej, i wtedy się odezwał. -Żebyś mnie zaskoczyła. Trywialna, acz jednocześnie, niesłychanie trudna do wypełnienia prośba. Chastity, mogła w końcu poczuć, że mu stanął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Pon Lip 29, 2013 11:39 pm

18+

Hmm... Czyżby Brynden był tak napalony, że zrzucił swoje ubrania sam i to w takim tempie jakby chciał szybko dokonać formalności? Nie wyglądał na takiego co to by chciał wejść, wykonać kilka pchnięć, napompować nasieniem i po prostu wyjść. Nie... Wyglądał na konesera kobiecych ciał, który wolał odkrywać każde ciało kobiety. Co prawda nie liczyła z jego strony na pieszczoty, gdyż to jej zadaniem jest sprawiać przyjemność i nie oczekiwała od niego niczego. Co prawda mile by to ją zaskoczyło, bo zwykle trafiała na "zarodowych ruchaczy", którzy tylko przez kilka minut ujeżdżali jak niewolnicę i bez słowa kończyli, ale nie potrzebowała pieszczot. Nigdy ich nie otrzymała i choć pragnęła to nigdy o nie nie prosiła.
Wracając do sytuacji. Obserwowała poczynania mężczyzny nie pozostając mu dłużna. Gdy tylko ściągnął koszulę spojrzała z zainteresowaniem i zafascynowaniem na jego tors. Nie była miłośniczką napakowanych mężczyzn. Wolała takich, którzy może i nie byli górą mięśni, ale kobietę unieść potrafili bez problemu. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej i opuszkami palców badała każdą, nawet najdrobniejszą bliznę na skórze.
Już miała w planach zbadać jego tors ustami i językiem, ale Rivers ją ubiegł. Poczuła jego silne dłonie pod kolanami i nawet nie minęła chwila, a już się znajdowała nad ziemią, bardzo blisko mężczyzny. Wręcz całe jej ciało dotykało jego ciała. Twarde sutki wbijały się w jego klatkę piersiową. Już na samą myśl o tym co nastąpi była podniecona, więc nic dziwnego, że jej piersi ją zdradzały. Przycisnęła go do siebie jeszcze mocniej obejmując rękoma jego kark.
Nawet nie zauważyła kiedy opadli na łóżko.
- Mmm... - Jęknęła mimowolnie, gdy poczuła uderzenie jego krocza na swojej kobiecości. Czuła całym ciałem jego ciężar. Czuła każdy centymetr jego ciała, który przylegał do niej. Spojrzała na jego twarz, a konkretniej na oczy. Po chwili poczuła na swoim czole jego czoło. Potem usłyszała słowa, które sprawiły, że spojrzała na niego zaciekawiona. Trywialna rzecz w przypadku młodych i niedoświadczonych mężczyzn. On był trudnym przypadkiem, bo czym zaskoczyć mężczyznę, który doskonale wie co kobiety potrafią zrobić, by uprzyjemnić mu wieczór. Podstawy nie wchodziły w grę w przypadku zaskakiwania. Miała jednak już w głowie plan. Czuła, że w jego kroczu robi się ciasno. Czuła na sobie twardość jego sprzętu i uśmiechnęła się do niego. Lekko przesunęła brodę do przodu i wysunęła język, by sięgnąć nim do jego ust. Obrysowała kontury końcówką języka, a chwilę później chwyciła wargami jego wolną wargę i lekko przygryzła.
- Zrobię wszystko Panie byś nie żałował spotkania. - Szepnęła kuszącym głosem. Objęła jego biodra nogami i przycisnęła do siebie mocniej. Jej dłonie zaczęły badać jego plecy, gdyż jego tors był zajęty przygniataniem jej dorodnych piersi. Pocałowała namiętnie mężczyznę w usta.
Przez pewien czas całowała jego usta i podrażniała jego męskość delikatnymi ruchami bioder. Nie miała zbyt dużego pola manewru przez to, że była na dole, a on ją mocno przyciskał, ale jednak udawało jej się choć trochę poruszać i prowokować.

Po kilku minutach zmusiła mężczyznę do położenia się na plecy. Teraz to ona była górą i tym razem miała pełną kontrolę nad tym co robi. Siedziała na jego biodrach. Zaczęła poruszać biodrami i swoimi ruchami stymulowała ujeżdżanie. Pobudzała Bryndena, bo wierzyła, że jego męskość jeszcze się powiększy. Jej dłonie powędrowały do jej włosów. Namiętnie pieściła swoją twarz, bawiła się włosami i co jakiś czas chwytała w usta swój palec dłoni. Przymknęła oczy i cicho wydawała z siebie podniecające dźwięki rozkoszy. Później zajęła się swoimi piersiami okrytymi wciąż półprzezroczystą sukienką. Bawiła się nimi dłońmi. Co jakiś czas spoglądała prosto w oczy Bryndena sprawdzając, czy podoba mu się to co robi. Co prawda wątpiła w to, by był zaskoczony tym, ale wiedziała, że jego podniecenie będzie rosło.
Pochywiła się, by chwycić w usta jeden z jego sutków. Zaczęła ssać go z pasją. Nie przestawała poruszania biodrami.

Nagle, nieoczekiwanie przerwała swoje wszystkie zabiegi. Zeszła z mężczyzny i jak gdyby nigdy nic wyszła zostawiając go napalonego ze stojącym żołnierzem samego. Nie, nie zakończyła jeszcze sesji z Bryndenem. To był dopiero początek. Powędrowała do swoich rzeczy, które zostawiła w innej części karczmy. Musiała pójść tam dopóki miała jeszcze na sobie majtki, bo naga zostanie szybko przechwycona przez napalonych żołnierzy, którzy po wypiciu niektórych substancji będą mieli gdzieś to, że ona w tej chwili należy do Ser Bryndena Riversa.
Po kilku minutach, czyli wystarczająco krótko, by mężczyzna nie postanowił wejść w inną dziewoję, ale na tyle długo, by mógł już zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem nie uciekła z zapłatą, wróciła i dziwnym błyskiem w oku. Trzymała w dłoniach małe pudełko w których skrywała swoje największe skarby. Położyła pudełko na stoliku nocnym obok łóżka i weszła na łóżko. Stanęła okrakiem nad klatką piersiową mężczyzny i zaczęła swój erotyczny taniec. Kręciła kusząco biodrami, a jej dłonie błądziły po jej ciele. Co jakiś czas niby to przypadkiem zahaczała o swoją kobiecość. Brynden widział teraz dokładnie, że jest podniecona. Nie tylko po piersiach, ale również przez materiał okrywający jej płeć.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Lip 30, 2013 1:07 am

+18

Cały czas, kolejne pokolenia próbowały zostawić świat swoim potomnym coraz bardziej złożonym niż go zastały. Przez lata ustanawiano kolejne prawa regulujące ludzkie życie i jedyną stałą w całym tym bałaganie była bliskość pomiędzy kobietą a mężczyzną. Nawet tak pozbawiona moralności i romantycznego piękna, gdy jedna strona płaciła drugiej. Brynden doskonale odnajdywał się w tej rzeczywistości, ileż to razy podczas pobytu w Dolinie czy Królewskiej przystani jedyną pewną rzeczą na jaką mógł liczyć był fakt, że w każdej mieścinie, na każdym możliwym zaścianku, znajdzie się chętna kurwa. I teraz nie było inaczej. Położył się na niej, podpierając się jednym łokciem, aby mimo ciężaru jaki na niej spoczywał, mogła się swobodnie poruszać. Wzrok był zawodny, więc chciał przekonać się, kim jest na prawdę. W najbardziej pierwotny sposób z możliwych, czując jej skórę, ocierającą się o jego. Wolną dłoń ułożył na jej boku i powoli z niebywałą delikatnością, szorstkich od ściskania rękojeści miecza i lejc opuszek palców posuwał się coraz wyżej. W tym czasie natarł mocniej na jej miednicę, doskonale zdając sobie sprawę z tego jak blisko celu jest jego członek mimo granicy materiału jaka rozdzielała ich od pasa w dół. Jego palce dotarły do podstawy piersi i tam się zatrzymały. Objął ją od dołu, zacisnął lekko a kciukiem, niesfornie, niby przypadkiem, jakby od niechcenia, musnął jej sutkę. Raz i drugi. Jej skóra była przyjemna w dotyku, gładka i lekko wilgotna od potu jakim pokrył ją upalny dzień. Poczuł przyjemny ból z zaciskających się na jego wardze zębów. Gdy pocałowała go, bez wahania odwzajemnił pocałunek, puszczając pierś i przesuwając w okolicę jej szyi, zaczął masować ją za uchem. Robił to tak lekko, ledwo stykając końcówki swoich palców z jej skórą, by poczuła przyjemny deszcz. Wraz z kolejnymi ruchami kobiety, coraz więcej krwi zbierało się pomiędzy jego udami, sprawiając, że penis coraz mocniej napierał na spodnie. Z każdą kolejną chwilą dziewczyna sprawiała, że Rivers miał na nią coraz większą ochotę. Pobudziła go do tego stopnia, że niemal bez protestów, pozwolił przewrócić się na plecy, i wejść jej na górę. Poczuła tylko pewny chwyt jego dłoni na swoich pośladkach. - Na czym skończyliśmy? Zapytał, chociaż od przerwania pieszczot minęło raptem kilka sekund. Obserwował swoją partnerkę, starał się wychwycić jakiekolwiek niedoskonałości jej fachu, cokolwiek co zdradziło by sztuczność w zachowaniu. Być może lubiła swoją profesję, bądź była doskonałą aktorką. Brynden postanowił aktywnie przyłączyć się do widowiska. Ręce Chastity zaczęły wędrować po jej własnym ciele, a jego coraz mocniej zaciskały wokoło jej miednicy, pomagając w każdym ruchu. Było dokładnie, tak jak mógłby tego oczekiwać, a nie zdjął jeszcze spodni, wtedy opłacona kochanka, przyssała się do jego sutka. Poczuł przyjemne łaskotanie, będąc przekonanym, że Rethel dobrze wydał swoje pieniądze i wtedy wszystko ustało. Dziewczyna zniknęła. Bez słowa, choć nie padło ich zbyt wiele odkąd się poznali. Winszuję jestem zaskoczony. Pomyślał gdy zniknęła. Podniósł z podłogi dzban z winem i podnosząc go wysoko napił się za zdrowie kobiet, które nie ważne co robią i tak koniec końców potrafią człowieka zadziwić. Dzban był już w połowie pusty, gdy wróciła a oddech żołnierza trącił słodkim, lekko cytrusowym zapachem letniego wina. Rzuciła nim bez słowa wyjaśnienia na łóżko i stanęła nad nim okrakiem. Widząc pudełko, które wniosła i będąc rozbudzonym na nowo, przez kolejną porcję wina i pieszczot postanowił oddać się we władanie. Co najmniej w chwili obecnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Lip 30, 2013 2:19 am

18+ (+ dla niektórych mogą to być za szczegółowe opisy, więc uprzedzam)

Och, ależ Brynden w każdej chwili mógł przejąć rządy w tym pokoju. Chas nie sprzeciwiłaby się. Ba! Przystałaby ochoczo nawet. Ale na razie to ona trzymała władzę, a już niedługo potrzyma nawet berło. Co prawda nie złote, ale za to z klejnotami i twarde jak przystało na prawdziwego mężczyznę.
Stojąc tak okrakiem niemalże nad twarzą mężczyzny pieściła się i kręciła bioderkami jak gdyby już ujeżdżała Bryndena. Jej okrągłe piersi wręcz błagały o męskie dłonie, ale Chas jeszcze nie zamierzała przechodzić do następnego etapu. Powoli zaczęła ściągać z siebie tunikę, która tylko przeszkadzała w swobodnych ruchach. Rzuciła ubranie na podłogę niedbale zadowolona z faktu, że pozbyła się części garderoby.
Trochę jeszcze potańczyła nad mężczyzną po czym przesunęła się trochę do tyłu i opadła powoli na jego krocze. Poczuła pod sobą twardą jak skała męskość, która prosiła usilnie o zajęcie się nią. Jeszcze trochę. Delikatnie pokręciła bioderkami, ale po chwili podniosła się do pozycji klęczącej. Chwyciła dłonią dłoń Riversa i nakierowała ją na jej płeć, która była cała mokra z podniecenia. Drugą dłonią nakierowała go na majtki i nic nie mówiąc zasugerowała, by ściągnął je z niej, albo lepiej, zerwał materiał z całej siły.
Gdy już pozbył się ostatniej rzeczy na jej ciele odwróciła się do niego plecami i przybliżyła trochę swoją kobiecość do jego twarzy, by mógł się na nią napatrzeć i po dotykać. Ona w tym czasie powoli rozwiązywała sznurek zawiązujący spodnie jej pana.
W końcu uwolniła jego twardość i uśmiechnęła się na ten widok. Spodnie mężczyzny znalazły się na podłodze. Musiała przyznać, że Brynden był właścicielem całkiem pokaźnego sprzętu.
Zeszła z łóżka i podeszła do pudełeczka i wyciągnęła z niego olejek do masażu. Nie chciała, by jej klient poczuł jakikolwiek dyskomfort podczas pieszczot, które mu zafunduje.
Wróciła do łóżka z małą buteleczką z płynem. Przysiadła na łydkach jegomościa i pochyliła się, by językiem zaznaczyć ścieżkę po wewnętrznej części jego ud niemalże zahaczając o jego najczulszy punkt. Chwilkę później jej język znalazł się na jego męskości i tworzył różne wzory na wrażliwej skórze. Powoli go pieściła. Nie spieszyła się. Pod koniec tej pieszczoty objęła ustami główkę i przez kilka sekund ssała delikatnie, ale przerwała zabieg gwałtownie. Chwyciła za buteleczkę i nalała sobie złotawego płynu o subtelnym zapachu. Natarła nim całą męskość mężczyzny włącznie z klejnotami rodzinnymi, a nawet miejscem do którego światło nie dochodzi. Różni mężczyźni lubili różne stymulacje. Przy nacieraniu sprawdzała, czy sprawia mu przyjemność dotykanie tylnego miejsca, czy też wręcz przeciwnie. Musiała wiedzieć do czego posunąć się może, a co mogłoby ją zabić. Kto wie, czy nie dostałby ataku szału i nie zabił tutaj gołymi rękoma.
Po krótkim czasie wróciła do właściwego miejsca dłońmi. Chwyciła jego penisa i delikatnie zaczęła naciągać skórkę w kierunku jego podstawy, Następnie tworząc pierścień palcami owinęła je wokół podstawy. Druga dłoń natomiast zaczęła uciskać różne punkty wzdłuż trzonu i co jakiś czas zmniejszała siłę nacisku. Po chwili pochyliła się ponownie i językiem pieściła żołądź. Co jakiś czas ssała ustami. Wkrótce po tym zostawiła przyrodzenie i podniosła się, by złożyć namiętny pocałunek na jego ustach. Jej dłonie pieściły jego szyję i kark. Jej usta oderwały się od jego ust i zaczęły swą wędrówkę. Najpierw ucałowała jabłko Adama i objęła ustami ssąc lekko skórę. Potem przeniosła się na płatek prawego ucha i również zaczęła delikatnie ssać. Później zjechała na dół i po raz drugi zajęła się sutkiem mężczyzny, by potem sukcesywnie obniżać się w dół nie szczędząc pocałunków oraz pieszczot językiem. Jej dłonie powoli obniżały loty wraz z ustami i teraz pieściły podbrzusze i biodra skutecznie omijając najważniejszą w tej chwili część Bryndena.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Lip 30, 2013 2:53 pm

Spokój nocy, przerywany jedynie śpiewem pijanego wojska i wybijającymi się ponad to okrzykami uniesienia, zmącił tętent kopyt i rżenie koni. Odgłosy, choć początkowo odległe, szybko się zbliżały, a gdy nadszedł czas by niepokojące dźwięki znów zaczęły powoli cichnąć, urwały się. Chwila, gdy na pierwszy plan ponownie wysunęła się radosna twórczość żołnierzy Dorzecza i Doliny nie trwała jednak długo. Dało się słyszeć wydawane ochrypłym głosem rozkazy.

Drzwi do karczmy otworzyły się. Weszło sześciu ubranych w skórzane zbroje i płaszcze ludzi. Nie trzymali rąk na broni, sprawiali jednak wrażenie takich, którzy w każdej chwili gotowi są po nią sięgnąć. Rozglądali się się czujnie przez chwilę, po czym, najwyraźniej nie znajdując tego czego szukali (być może nawet miejsca, bo jak by nie patrzeć, w karczmie było pełno ludzi i o miejsce było ciężko) popatrzyli po sobie i wymienili znaczące spojrzenia. Jeden z przybyszów podszedł do urzędującego za barem karczmarza, jeden został zaś odesłany na piętro, tam gdzie pokoje, gdzie tupiąc buciorami przemierzył korytarz, również się rozglądając, szybko jednak wrócił do reszty kompanii.

//

Vardis zdawał sobie sprawę, że konie muszą choć chwilę odpocząć. Kolejny dzień byli w drodze, robiąc tylko krótkie popasy. Na szczęście nieopodal była karczma. Jak się jednak okazało, w całości oblegana przez wojsko... W nocnych ciemnościach nie sposób było rozpoznać oznaczeń, tak więc postanowił zostawić większość ludzi do zaciągnięcia języka i pilnowania dobytku na zewnątrz. Sam natomiast, z piątką towarzyszy wszedł do oberży.

Wiedzieli, że Ci, których szukają, raczej nie spodziewają się tego, że są na czyjejś liście. Niemniej, nie wiedząc cóż to za wojsko zajęło przybytek, byli ostrożni, gotowi w każdej chwili sięgnąć po broń. W środku było pełno ludzi. Żołnierzy i zabawiających się z nimi kurw. No proszę przyjemna atmosfera i ciekawe widoki. Nie widząc nikogo z tych, na których mieli mieć oko, rozluźnili się nieco. Samo Dorzecze i Dolina... Ciekawe. Vardis wysłał jednego z ludzi a piętro, by się jeszcze upewnić, samemu zaś podszedł do baru.

- Lwów tu nie było? - Przeszedł od razu do sedna sprawy. - I daj tu zaraz sześć kufli piwa. Tylko cholera! Lubimy wodę, ale nie w trunkach, pamiętaj! - Rzucił mu srebrnego jelenia za wszystko.
- Nie było, nie było. Szanowny panie! No gdzież, no gdzież. - Z chytrym uśmieszkiem na twarzy, karczmarz porwał monetę, zaraz później podając zamówione piwo. Wyglądał na człowieka, który za niewygórowaną cenę sprzedał by nawet własną córkę...

Dowiedziawszy się tego, co mu było trzeba, Vardis i jego ludzie zaczęli pospiesznie sączyć piwo. Chwila przerwy - tak, nie mieli jednak zamiaru zostawać tu dłużej, niż to było potrzebne.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Lip 30, 2013 9:31 pm

+18

Leżał na niezbyt wygodnym materacu, rozebrany od pasa w górę, i zastanawiał się czy cokolwiek może równać się z widokiem, nagiej kobiety. Odpowiedź była jedna i Rivers sam sobie podsuną ją w myślach -Dwie, nagie kobiety. Czekał cierpliwie, na swój czas, spoglądając na nią bez nadmiernej ekscytacji. Mógł być podniecony, i jego spodnie, wyraźnie świadczyły o tym ale nie mógł pozwolić jej spocząć na laurach. Oj, nie! W tym momencie przeznaczony był spoczynek na czymś z goła innym. Odprowadził wzrokiem opadającą z wolna na ziemię tunikę po czym widząc, że kobieta obniża się w kierunku jego krocza, złapał ją pod udami i bezpiecznie usadowił na właściwym miejscu. Zacisnął mięśnie by poczuła jego członka, który wylądował między jej pośladkami, bezskutecznie próbując przebić się przez spodnie. Gdy chwyciła jego ręce, nie opierał się, jedną wsunął pod jej majtki i ujął żołądź jej łechtaczki  w dwa palce. Drugą dłonią odnalazł miejsce, gdzie materiał tworzący jej bieliznę, był najkrótszy i w chwilę później, rozerwana, tkanina powoli opadała na podłogę. Pochwa, Chastity, wylądowała tuż przed twarzą Rivers, miał ochotę, wtulić twarz w tą ciepłą i wilgotną jamę rozpusty, ale wstrzymał się, chciał zobaczyć co dziewczyna szykuje, tylko jego ręce idące pod jej udami, zaczęły muskać lekko wewnętrzne ścianki jej kobiecości. W tym samym czasie, poczuł, że ona majstruje przy  jego portkach. Penis uwolniony wreszcie od krępującej go części garderoby, skoczył jak na baczność. Nie widział, jej miny ale wiedział, że nawet gdyby była niemile zaskoczona, jego wymiarami, to co najmniej przemilczy sprawę. To właśnie lubił w dziwkach, dawały dokładnie to czego się od nich oczekiwało, nie posyłając przy tym szyderczych i obraźliwych spojrzeń tak jak damy z wielkich dworów na widok bękarta. W tym momencie był już całkiem nagi, tak samo jak ona. Ladacznica wstała, i wyciągnęła coś z swojego tajemniczego pudełka. Żołnierz słyszał wiele niesłychanych opowieści o prostytutkach z Essos i był zaintrygowany, tym co mogło się tam znajdować. Butelka? Mam to wypić, czy... ahaaa, już wiem. Przemknęło mu przez myśl, gdy poczuł jej język na swojej skórze, a następnie jej wargi zaciskające się wokół jego członka. Leżał spokojnie oddychając miarowo, gdy nagle przyjemne dreszcze ustały, i ich miejsce zastąpił chłód pachnącego płynu, spotkał się już z podobnymi rzeczami, raz w Królewskiej przystani ale był wtedy, tak pijany, że nie mógł przypomnieć sobie jakie są jego odczucia względem, tego typu mazideł. Otworzył szerzej oczy, gdy chłodny płyn dotarł między jego pośladki ale uspokoił się gdy jej dłonie znalazły się już przy jego penisie. Obawiał się lekko czy kobieta nie zmierza w niezbyt przyjemnym kierunku, dlatego gdy tylko przybliżyła się do jego ust, przeszedł do kontrofensywy. Podniósł się nieznacznie, zaciskając, prawie brutalnie swoją dłoń na jej pośladku, drugą ręką, podniósł ją lekko i przerzucił bez wysiłku jej nogę za swoje plecy. Trzymał ją nad sobą , tak, że jego twarz znajdowała się na wysokości jej piersi. Odczekał sekundę i opuścił ją na siebie, wchodząc w nią szybko i zdecydowanie. Nie wykonał, żadnego kolejnego ruchu, czekał na jej reakcję ciesząc się przyjemnym ciepłem, które rozeszło się wokół jego członka.


 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Lip 30, 2013 10:49 pm

18+

Tak, Chastity czuła silne dłonie Bryndena na swoich udach, gdy opadała na niego. Lubiła takie zdecydowanie w dłoniach co mężczyzna niewątpliwie mógł zauważyć na jej twarzy, gdyż w tym czasie uśmiechnęła się lubieżnie. Gdy tylko poczuła dotyk na swojej kobiecości jęknęła przeciągle z przyjemności jakiej sprawił jej mężczyzna. Jego późniejsze muskanie jej ciała tylko potęgowało jej podniecenie co wyraźnie było widać po niej.
Och napój też miała w tym pudełeczku. W razie, gdyby jej klient miał problem z podniesieniem bramki oraz kilka innych substancji, których zawartości lepiej nie zdradzać.
Obserwowała jego twarz. Widziała każde drgnięcie mięśni, widziała jak jego źrenice zwiększają się i delikatnie zmniejszają. Zauważyła również, że szerzej otworzył oczy, gdy rękoma posunęła się trochę za daleko. Wyczuła, że mężczyzna obawia się, że zechce przyjąć rolę mężczyzny. Nic bardziej mylnego. Nie miała w zwyczaju zmuszać do czegokolwiek, ale miała czasem klientów, którzy właśnie tam domagali się pieszczot, a ona biedna musiała wykonywać ich polecenia, czy tego chciała, czy nie. Po jakimś czasie przyzwyczaiła się do tego, aczkolwiek nie przepadała za tym. Dla niej zbliżenie to mężczyzna wchodzący w kobietę, penisem w pochwę. Klasyczne, ale nie koniecznie klasyczna pozycja. Chas znała wiele różnych pozycji i chętnie niektóre z nich wprowadzi dzisiejszego wieczoru.
Poczuła mocny ucisk jego dłoni na swoim pośladku, ale nie czuła bólu. Mruknęła namiętnie zadowolona, że mężczyzna postanowił nie być pasywnym i wręcz brutalnie zaczął przejmować kontrolę nad sytuacją. To jej się podobało. Bardzo jej się podobało. Poczuła przyjemny dreszcz po całym ciele i nieznacznie się wygięła. Poczuła, że mężczyzna podniósł ją lekko. Jej noga znalazła się na jego plecach. Patrzyła w oczekiwaniu na jego ruch. Właściwie nie miała specjalnie możliwości, by zrobić coś więcej niż pieścić dłońmi, więc postanowiła wykorzystać swoje dłonie, bo tylko one mogły coś robić. Położyła je na policzkach Bryndena i pocałowała namiętnie zanim cokolwiek uczynił. Gdy ją opuścił ona w tym czasie dłońmi zjechała do jego karku.
Poczuła jak w nią wchodzi. Pewnym ruchem torował sobie drogę do jej wnętrza na co ona zareagowała jęknięciem rozkoszy i zaciśnięciem mięśni Kegla na jego członku. Lekko wbiła paznokcie w jego kark. Czuła przyjemne uczucie wypełnienia. Otworzyła oczy, które nieświadomie zamknęła, gdy tylko główka penisa znalazła się u jej wejścia, spojrzała prosto w oczy Riversa. Najchętniej to kazałaby mu pieprzyć ją tak szybko i mocno jak tylko chce, ale nie na tym polegało to wszystko. Takie pieprzenie na szybko było dla tych co nie mają doświadczenia w prawdziwym seksie. Postanowiła nie czekać na dalszą część akcji tylko od razu się wziąć do roboty.
Klęknęła na łóżku, by móc swobodnie się poruszać. Rękoma przyciągnęła mężczyznę do siebie mocno sprawiając, że był teraz w pozycji siedzącej. Podniosła się tak, by tylko czubek penisa był w niej zanurzony. Jej piersi znalazły się bardzo blisko twarzy Bryndena. Postarała się, by nie przyciskały się do jego twarzy, a delikatnie muskały policzki, usta i nos. Po chwili szybkim i zdecydowanym ruchem opadła na niego, aż słychać było plaśnięcie jej pośladków o jego uda. Na przemian kurczyła mięśnie Kegla i rozluźniała je. Nie były to jednak monotonne skurcze. Raz zaciskała się na jego członku mocniej, a raz słabiej. Raz dłużej, a raz krócej.
Powoli zaczęła go ujeżdżać. Z początku głęboko i powoli, ale nagle zaczęła przyspieszać i płycej zabijać się na jego sprzęt. Po kilkunastu takich ruchach ponownie wszedł w nią do końca. Miała przyspieszony i nierówny oddech. Słyszała dźwięki uderzających pośladków o ciało mężczyzny, słyszała co jakiś czas mlaśnięcia jej kobiecości, które tylko bardziej ją podniecały. Na razie postanowiła pozostać w tej pozycji. Była ciekawa, czy mężczyzna przejmie ponownie całkowitą kontrolę nad jej ciałem, czy też odda się jej.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Lip 31, 2013 8:13 pm

+18

Są różne pochwy. Niektóre są szerokie, inne zaś wąskie, z wydatną łechtaczką i taką ledwie widoczną, bardziej i mniej wilgotne. Można by rzec, co kobieta to inna wagina, ale uczucie, towarzyszące penetracji tej części kobiecego ciała zawsze dawała Riversowi satysfakcję. Nie należało, jednak myśleć, że nie był wybredny, poza pochwą liczyły się w stosunku również inne części ciała i przymioty partnerki. Poczuł jak jego członek rozsuwa wewnętrzne ścianki i ociera się o nie, pierwsze wsunięcie było zdecydowanie najważniejsze i definiowało to co będzie działo się później, a przecież tyle rzeczy mogło pójść nie tak. Wyprostował się czując wbijające się w jego kark i barki paznokcie i wszedł w nią głębiej, aż do oporu. Przeszył go dreszcz, objął ją w pasie i pchnął raz jeszcze. Rozluźnił uścisk i pozwolił kobiecie zsunąć się z siebie. Wystarczająco dał jej chyba do zrozumienia, iż czas przejść do konkretów, niemniej łagodnie, jakby to co miało miejsce przed chwilą się nie zdarzyło, oddał się znów pod jej kontrolę. Zamknął oczy i pozwolił piersią Chastity otoczyć swoją twarz w swobodnym uścisku, czuł zapach, jej potu zmieszany z ulotną wonią pachnideł. Tym razem sama opuściła się na niego, jej pośladki uderzyły o jego uda, raz po raz, a bękart, czuł się coraz lepiej. Dawno nie był z lepszą kochanką. Kurwa potrafiła w całym tym pierdoleniu, zaciskać jeszcze mięśnie sprawiając, że każdy kolejny ruch był jak wejście w zupełnie inną kobietę. 
W pewnym momencie nie wytrzymał i popuściły mu nerwy. Chwycił dziewkę jedną ręką pod bok, drugą złapał za pośladek, i nie wychodząc z niej podniósł się. Klęczał teraz na łóżku, trzymając kobietę i wykonał kilka ruchów udami wchodząc w nią niemal do oporu, i wyciągając prawie penisa z jej pochwy za każdym razem. Jęknął cicho i powoli zaczął wstawać, miał nadzieję, że drewniana rama posłania wytrzyma to wszystko. Modląc się do siedmiu by nic nie pękło pod nimi, oparł ją o ścianę, mocno, ale jego obejmująca ją na wysokości żeber ręka zamortyzowała upadek. Porzucił ją trochę by uwolnić dłoń i pewnie złapać ją obiema rękoma pod udami. Teraz miał ją tak jak chciał, przypartą do muru niewiele mogącą zrobić. Pchnął raz mocniej, by upewnić się, czy nie powinien podnieść jej wyżej. Gdyby ktoś wszedł teraz do pomieszczenia, widok zapewne całkowicie zbiłby go z tropu. Mężczyzna, stojący na łóżku i posuwający kurewkę, opierającą się plecami o ścianę nie jest codziennością w Dorzeczu ani jakiejkolwiek innej części Westeros. Brynden, był coraz bardziej rozpalony, a objawiało się to coraz agresywniejszym podejściem do szturmowania jej cipki. Zacisnął zęby na jej lewym barku i mocniej chwycił za nogi, odrywając dolną część jej pleców od ściany. Był ciekaw co też takiego mogła zrobić mając aż tak ograniczone pole manewru. Chciał nawet zapytać ale z podniecania zapomniał, że jego zęby zajęte są jej barkiem i mogła usłyszeć tylko niewyraźnie mamrotanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma   

Powrót do góry Go down
 

Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-