a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Karczma



 

 Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Karczma   Wto Wrz 24, 2013 8:33 pm

Karczma w Dorne to miejsce spotkań ludzi lubiących sie napić oraz miejsce spotkać podróżników którzy opowiadają o swoich przygodach. Wszyscy są tu miłe widziani.


Ostatnio zmieniony przez Ares Dayne dnia Wto Wrz 24, 2013 9:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Wrz 24, 2013 8:34 pm

Siedział w spokoju przy stole pijąc tutejszy trunek. Odkąd do Starfall przyjechał jego brat Aries, całe dnie przesiadywał poza domem. Przez długi czas nie czuł się tak jak dzisiaj, jego zazdrość w stosunku do brata coraz bardziej wzrastała. W takich momentach karczma była najlepszym wyjściem by upić się i o wszystkim zapomnieć. Lubił tu przebywać, gdyż bywali tam podróżnicy z dalekich krain siedmiu królestw. Chłopi mówili o swoich wyprawach z taką fascynacją, że czasami czuł się tak jaby tam był. Rozmyślania przerwała mu osoba siedząca po drugiej stronie sali. Był to wysoki mężczyzna, który bardzo dokładnie mu się przyglądał. Ares naciągnąć kaptur na twarz by nieznajomym nie mógł go rozpoznać . Wziął do ręki kufel i wypił jego zawartość do dna . Starał się robić wszystko naturalnie , chociaż czuł zdenerwowanie. Co by się stało gdyby ten człowiek dowiedział się kim jest i doniósł o tym lordowi Lancelowi. Wstał i ruszył w kierunku drzwi . Kątem oka spojrzał w róg sali. Mężczyzna podniósł sie powoli nadal nie spuszczając oczu z Aresa. Zdenerwowany Ares ruszył w kierunku drzwi. Obcy człowiek ruszył za nim ale w połowie drogi przystanął i wrócił na swoje miejsce. Serce Aresa zaczęło się uspokajać. Wiedział , że następny razem musi bardziej uważać .
Ruszył w kierunku zamku i myślał nad swoją rozmową z bratem której tak bardzo nie chciał . Może zanim wróci jego brat wyjedzie w następną podróż.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Piaskowiec
Liczba postów :
31
Join date :
10/02/2016

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Lut 26, 2016 4:57 pm

/początek rozgrywek Eirean

Popatrzyła przed siebie. Nieprzyjemne słońce napotkało jej oczy, powodując odruch mrużenia dwóch bursztynów. Odruchowo przysłoniła zgrabny nos dłonią, czując, że już za chwilę kichnie - nie pomyliła się z przeczuciem, bo i faktycznie jej głowa poleciała uroczo do przodu, a z ust wydał się lekki dźwięk. Wysoka temperatura dawała o sobie znacznie poznać, górowanie słońca w Dorne nie należało do przyjemnych, nawet dla pochodzących z tych gorących terenów. Mimo chusty osłaniającej jej głowę znacznie czuła promienie, była w końcu bardzo delikatną kobietą w przeciwieństwie do towarzyszy, którzy to mieli zapewnić jej bezpieczną drogę z Piaskowca do Hellhot. W odwiedziny rodzinnych stron udała się z jednego, mało znaczącego powodu, a była nim tęsknota. Najprostsza i najgorsza z uczuć, która powodowała wielki brak w małym sercu, zabarwiała życie czernią, zabierała chęci. Cholerna tęsknota, niby rzecz taka prosta, a jednak od środka paląca jak skwar na pustyni. Mimo, że miała już prawie dwadzieścia trzy dni imienia za sobą, a z mężem żyła z dobre sześć, to nadal pchało ją do matczynych objęć. Chciała tylko się w nie wtulić, schować na chwilę głowę w jej piersi, a żeby to przypomnieć sobie słodkie dzieciństwo i zapomnieć o sprawach ważnych i ważniejszych w obecnym momencie jej życia. Jeszcze raz w życiu poczuć się jak szczeniak, nie mieć własnego zdania w każdym z tematów, być głuchym na krzywdę i choć na chwilę, małą, jedną chwilę nie bać o kolejny siniak, nie przypominać ustom metalicznego posmaku krwi, a chusteczki szkarłatem nie niszczyć. Takie to i troski miała, bo choć męża całymi siłami starała się kochać, tak i strachu odpędzić nie mogła. A ten urósł, gdy to utraciła jeden ze swych skarbów - przyszłego dziedzica syna Lorda Hellhot. Być damą winna, więc i wieczorami się martwiła, a każdego popołudnia i ranka spokój zachowywała i jak najlepszą być się starała. Lecz nie o tym. Gdy tęsknota i zezwolenie męża doprowadziły ją przed rodzicielskie oblicze, to i pożałować musiała. Matka zauważyła przez wycięcie w sukni lekkie uszkodzenia skóry, to falą pytań ją zalała. Dziewczyna z Piaskowca okłamać jej nie chciała, ale męża też wydać nie mogła, więc jak najszybciej od tematu uciekła, mówiąc że to wszystko winą upadku z konia w czasie drogi przez pustynię. Starej Qorgyle wierzyć się nie chciało, więc dziewczę spokoju nie miało, zamiast wpaść w jej ramiona, wysłuchać musiała jej słowa, które pełne nienawiści do Ullera było - bo jak to się starsza kobieta domyśliła, mąż tak jej córkę urządził. Choć kryć go próbowała, to spokoju jej nie dała i pod pretekstem złego samopoczucia z domu rodzinnego wyjechała wcześniej niż zamierzała. W końcu ucieczka od problemów zawsze wydawała się jej być cudownym rozwiązaniem. Ale do chwili obecnej powróćmy. Podróżą znudzona i zmęczona w dodatku z bólem krzyża - bo w siodle tyle czasu nigdy nie była - postanowiła zrobić postój w przydrożnej karczmie, jakiejś małej wsi. Godzina w tę czy we tę postoju nic by jej nie zrobiła, do męża i tak by przyjechała przed przewidywanym czasem, a tego się bała. Ano czemu? Nie od dziś go o zdrady podejrzewała, lecz usilnie wmówić sobie próbowała, że ich wcale nie ma. Teraz również myślała, że parę panienek z lekkimi obyczajami do towarzystwa sobie sprawił, dziwnym by to nie było. Najprościej mówiąc chciała oszukać prawdę i od niej uciec, czego serce nie widziało tego i nie żałowało. Postanowiła sobie oszczędzić, nie mieć dowodów i nadal móc się spokojnie łudzić, że mąż świętym jest i innej palcem by nie tknął w zamiarach na tle seksualnym.
Razem ze swymi towarzyszami stanęła przed budynkiem, z którego to woń jedzenia płynęła, a dźwięk harfy dochodził. Gdy ci konie z Hellhot przywiązali węzłem bezpieczeństwa do loży przy budynku, to w szóstkę udali się razem z damą do środka budynku. Ubrana w zwiewną, beżową suknię z niebieskimi ornamentami na części od pasa kobieta, usiadła za stołem drewnianym. Odwiązała ze swojej głowy błękitna chustę i lekko opuściła ją z ramion na łokcie, odsłaniając kilka fioletowych zmian na skórze. Niedługo czekać musiała i rozmową z towarzyszami się zabawiać, bo i szybko dostała zamówioną u karczmiarki michę daktyli i lampkę wina z pobliskiej winnicy. Będąc jedyną kobietą w tym miejscu czuła się nieswojo, przechodziły ją lekkie ciarki czując na sobie od czasu do czasu wzrok innych, lecz postanowiła skupić się na jedzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
11
Join date :
23/07/2014

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Lut 26, 2016 7:24 pm

Od Słonecznej Włóczni dzielił go jeszcze szmat drogi, co do tego nie było najmniejszych wątpliwości. Pogoda zaś nijak nie sprzyjała dłuższej podróży bez jakichkolwiek stajań. Zresztą... w Dorne prawdopodobnie tylko samobójcy rwaliby się do tego, by planować podróże bez postojów w rozsądnych odstępach czasu i nie uwzględniając na swojej drodze miejsc, w których można było poratować się zbawiennym dachem nad głową. Tylko samobójcy decydowali się też na to, by kontynuować podróż w samo południe, kiedy piekące słońce nieznośnie dawało o sobie znać - zarówno ludziom, jak i wierzchowcom. Zima, psia mać. I pomyśleć tyko, że w tym samym czasie, gdy Chall niecierpliwie wiercił się w siodle, by jak najprędzej móc odpocząć w pobliskiej karczmie, gdzieś w odległej części Westeros ktoś inny właśnie trząsł się z zimna i rozpaczliwie próbował się ogrzać. Z dwojga złego jednak zdecydowanie Martell wolał dornijski klimat - wraz z jego upałami, nieznośną spiekotą i niekiedy niebezpiecznie wręcz wysokimi temperaturami. Choć temu akurat nie można było się dziwić - to tutaj spędził przecież większą część swego żywota i to tutaj zawsze najchętniej powracał. Nawet, jeśli już zdarzyło mu się zapuścić w inne, odległe części Siedmiu Królestw.
Podróżował sam, nie widząc najwyraźniej potrzeby ciągnięcia za sobą jakiejś obstawy, czy jakiegokolwiek innego towarzystwa. Fakt, nierzadko samotne podróże na dornijskich ziemiach kończyły się bardzo nieciekawie dla tych, którzy się na nie decydowali, jednak... to zwykle były osoby, które nie znały Dorne albo w ogóle, albo w bardzo znikomym stopniu. Tym, którzy lekceważyli niebezpieczeństwa jakie wiązały się w wyprawami przez pustynię, prawdopodobnie i tak nie mogłoby pomóc nawet towarzystwo w czasie podróży. I choć takowe niewątpliwie niejednokrotnie okazywało się dość przydatne, tym razem Chall zdecydował się na samotną podróż. Nie wybierał się przecież nie wiadomo jak daleko, nie panował nawet opuszczać dornijskich ziem i zapuszczać się gdzieś dalej. Ba! Naprawdę nie przyświecał mu przy tym nawet żaden głębszy sens. Nic ponad to oczywiście, by nie zanudzić się na śmierć wśród dobrze mu znanych murów Słonecznej Włóczni. Choć w tym konkretnym momencie z całą pewnością trzeba było przyznać jedno - od dłuższej chwili naprawdę bardzo poważnie tęsknił za charakterystycznym chłodem, jakiego zaznać można było wśród grubych murów. Mimo tej tęsknoty potrafił jednak zdobyć się na uśmiech, kiedy przed nim zamajaczył zarys karczmy. Bo przecież nie mając większego wyboru, nie należało zbytnio wybrzydzać. Zresztą, przydrożne karczmy również miały całą masę zalet. Począwszy od tej najważniejszej, jaką w tej chwili był komfort posiadania choćby przez chwilę dachu nad głową. Nie bez znaczenia pozostawała także możliwość przekąszenia czegoś i ugaszenia pragnienia chłodnym winem, będącym w tym momencie znacznie bardziej kuszącym napitkiem niźli nieprzyjemnie ciepła woda z bukłaka.
Nie namyślając się wiele - ba, nie namyślając się wcale, bo i nad czym tu było się namyślać? - skierował wierzchowca w stronę karczmy, oddając go następnie w ręce stajennego. Albo raczej dzieciaka, który najwyraźniej w tym miejscu pełnił rolę stajennego. W każdym razie nie to było w tej chwili najbardziej istotne, a raczej fakt, że również zwierzęciu należała się należyta opieka po męczącej podróży. Zwłaszcza, jeśli później Martell miał zamiar ją jeszcze kontynuować. I to w siodle, a nie na pieszo - w końcu ta druga opcja po raz kolejny byłaby dobra jedynie dla samobójców.
Upewniwszy się natomiast - głownie poprzez wciśnięcie w dłoń dzieciaka srebrnej monety - że o jego wierzchowca ktoś należycie się zatroszczy, mógł wreszcie przekroczyć próg przybytku. Przy tym zaś miał okazję po raz kolejny upewnić się, że niemal każda przydrożna karczma wyglądała dokładnie tak samo, dzięki czemu zatrzymawszy się w przynajmniej kilku, można było odnieść wrażenie, że doskonale znało się już każdą kolejną. Niektóre różniły się co najwyżej zapachem - albo okazywało się, że było to miejsce całkiem znośne, albo też człowiek od pierwszej chwili marzył tylko o tym, by ruszyć w dalszą podróż. Tej na szczęście bliżej było to tej pierwszej kategorii. Dlatego też nic nie stało na przeszkodzie, by Chall spokojnie zajął jakieś dogodne miejsce, w którym mógłby przez jakiś czas nieco odpocząć. No... prawie nic. Rozejrzawszy się bowiem pobieżnie po wnętrzu izby, dostrzegł wśród pozostałych gości niewiastę zdecydowanie wyróżniającą się na tle pozostałych osób. Przede wszystkim płcią, to pewnie zauważyłby nawet ślepiec. Z początku jednak spojrzenie Challa jedynie prześlizgnęło się po jej twarzy, już po chwili jednak błyskawicznie powróciło do tego charakterystycznego punktu. Wtedy też na twarzy Martella momentalnie zagościł promienny uśmiech, chociaż ten akurat można było zauważyć dopiero po chwili, kiedy już Challes ściągnął z twarzy materiał chusty, chroniącej go przed słońcem w czasie podróży.
Rozpoznawszy zaś w jedynej obecnej niewieście znajomą twarz, pewnym krokiem ruszył w stronę stołu zajmowanego przez nią i jej towarzyszy. Jak jednak powinien się spodziewać, w momencie, gdy już znalazł się najwyraźniej zbyt blisko, jeden z towarzyszących Eirean mężczyzn podniósł się ze swego miejsca, zagrodziwszy mu drogę. Najwyraźniej nie rozpoznał od razu z kim przyszło mu mieć do czynienia, czemu akurat trudno byłoby się dziwić - w podróży Martell nie obwieszał się przecież ani rodowymi znakami, ani nie stroił się w szaty godne kogoś jego pochodzenia. W zasadzie w żaden sposób pewnie nie wyróżniał się spośród setek innych podróżnych - czego najwyraźniej sam nie wziął pod uwagę, a przez co przyszło mu się spotkać z niezbyt uprzejmym powitaniem człowieka, który najwyraźniej bardzo dobrze wywiązywał się ze swego zadania, jakim była ochrona Eir.
- Naprawdę, brano mnie już za wiele różnych osób, ale czy naprawdę wyglądam ci na kogoś, kto miałby jakieś niecne zamiary i pchał się jak ten skończony idiota pomiędzy was? - odezwał się z pewnym rozbawieniem w odpowiedzi na mrukliwe pytanie mężczyzny. - Chciałbym zamienić tylko słowo z lady Uller. O ile nie ma nic przeciwko.
To ostatnie zdanie wypowiedział już nieco głośniej, dodatkowo wychyliwszy się zza ramienia człowieka, który go zatrzymał. Coby przypadkiem nie było żadnych wątpliwości co do tego, że na ostatnie winna odpowiedzieć właśnie Eirean.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Piaskowiec
Liczba postów :
31
Join date :
10/02/2016

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Lut 26, 2016 9:20 pm

Rozejrzał się po karczmie, gdy to otwarto drzwi. Sama nie wiedziała co chce zobaczyć; może to kobietę, by nie być samą wśród panów? A może to własną matkę, która uznała, że trzeba jechać za nią? Jedno było pewne, nie zobaczyła ani pierwszego, ani drugiego. W jej oczy wpadł tylko chudy mężczyzna średniego wzrostu, którego twarz była zasłonięta chustą - nic nadzwyczajnego, samobójstwem byłoby nie nosić jej podczas podróży porankami i popołudniami na dornijskiej ziemi - wieczorami nie było takiej konieczności, ponieważ słońce chowało się za horyzontem. Siła wyższa nakazała jej bezwstydnie przyglądać się mężczyźnie, co też czyniła. Jego twarz wydawała się być znajoma, cholernie znajoma. Brązowe oczy, kucyk, zarost na cudownej twarzy, która całkowicie przypominała nastolatka.
Challes?
Uszczypnęła się w dłoń, by to skupić uwagę na czymś innym. Czyżby tak tęskno było jej i za Martellem, że widziała jego twarz w zwykłym kliencie? Czy to droga ją tak wykończyła, że już zwidy miała?  Sama nie wiedziała na co powinna postawić więcej, jednak tak czy inaczej nie dopuszczała do siebie myśli, że jej szczeniacka miłość pojawiła się w tym samym miejscu, o tej samej porze i jak się domyślała z bardzo podobnym zamiarem.  A może to była prawda? Może głupi los chciał jej coś przez to pokazać? Och, wyobraźnia lady Uller wielką była skarbnicą, scenariusze pleść potrafiła i niestety to ją zdecydowanie zawodziło. Bo choćby teraz, robi sobie nadzieje, że wpadła na bliskiego sercu, a przecież to równie dobrze może być Dornijczyk o podobnej aparycji, racja? Nie drążyła dalej tego tematu w myśląch, a przynajmniej starała się tego nie robić. Opuściła swoją głowę i wzrok na miskę z owocami i zabrała jednego z nich, by to skosztować jego słodkiego smaku i odejść od rzeczywistości. Jęła zabrać łyk wina, gdy to młodzieniec zbliżył się do stolika przy którym zasiadała.
Challes, czy to ty? Czy to naprawdę twoja słodka woń obecnie zmieszana z twoim nieprzyjemnym potem?
Zadała sobie to pytanie w głowie, a przed oczami przebiegł jej obraz ich dwójki. Dwójki szczeniaków zakochanych w sobie, to dzięki niemu świata nie widziała przez dwa, jak nie trzy lata! Jeszcze chwilę po ślubie z Harmenem musiała zmagać się ze wspomnieniami i uczuciem, ale cóż, nic nie mogła z tym więcej zrobić. Czasami żałowała, że nie prosiła ojca, nie dała mu ani jednego znaku do propozycji małżeństwa z kuzynem księcia. Ale nawet gdyby to robiła, to czy lord dałby się do tego przekonać? Ona, dobrze wychowana dziewoja z pierwszej linii rodu, trzecia do dziedziczenia Piaskowca. On, syn z drugiej linii rodu Martell, w dodatku nie urodzony jako pierworodny. Czy to w ogóle mogłoby przejść? Przecież jej ojciec, mówiąc prawdę miał daleko uczucia córki, dla niego była tylko kartą przetargową. Ślub z Challesem nic by mu nie dał w porównaniu do ślubu z Ullerem. Kto by nie chciał wydać za niego swojego dziecka w dodatku trzeciego w linii? Bogaty, waleczny, zaraz i pewnie lord, a to że trochę nerwowy nic nie znaczyło, pewnie dlatego, że młody - ojciec jej mówił, że mu przejdzie, ale się znacznie pomylił bo tak się nie stało. Ach, ale co było to podobno minęło, a przynajmniej "podobno", gdyż w obecnej sytuacji jej serce mocniej zabiło, a w brzuchu narosły motylki. Zdradził ją jej własny organizm, mimo tego, że miał być wierny jej okłamywaniu samej siebie co do uczuć i zamknięcia tematu. Weź tu człowieku ufaj samemu sobie! Nie da się, za nic się nie da.
Uniosła się z ławy i chudą ręką dotknęła ramienia strażnika. Mężczyzna sprawdzał się w swojej roli, co było widać, mąż zapewne dobrze o tym wiedział przydzielając go swojej żonie. Tak chciała myśleć, chciała żyć w przekonaniu, iż  Uller tak ją kochał, że sam dobrał idealnych towarzyszy. Dużo lepiej było jej patrzyć na to małżeństwo z tej strony, niż spotykać prawdę i wiedzieć o tym, że zapewne zrobił to na odwal się, by mieć na chwilę spokój od żony i zabawić się z kurtyzanami. Czasami zastanawiała się, czy jej mąż ma już jakichś bękartów, jednak szybko odpędzała od siebie ową myśl, by to się nie denerwować i nie tracić zaufania do mężczyzny życia. Wracając. Była już w stu procentach pewna co do swoich podejrzeń, że stoi przed nią on - po pierwsze aparycja, a po drugie, byle chłop nie wiedziałby, że jest to sama lady Uller. Przycisnęła lekko ramię mężczyzny, by ten się odwrócił. Otwartą dłonią ku niemu dała mu znak, że spokojnie może się odsunąć i dopuścić Dornijczyka przed jej oblicze.
- Myślę, że lady Urell nie ma nic przeciwko. - zaśmiała się i wyciągnęła ku niemu dłoń na znak, że może ją ucałować na powitanie. - Sir Challes z domu Martell? - zapytała, by się upewnić, niezręcznie by się czuła, gdyby to nie był on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
11
Join date :
23/07/2014

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Lut 26, 2016 10:21 pm

Tyleż dobrego, że przynajmniej Eirean rozpoznała, kim był natręt ośmielający się zakłócać jej odpoczynek - w przeciwnym razie mogłoby się skończyć na tym, że jej strażnik najzwyczajniej w świecie przepędziłby Martella jak byle przybłędę. O ile oczywiście ten dałby się tak łatwo przepędzić, bo może i mężczyzna, który stanął mu na drodze przerastał go o kilka cali i niewątpliwie mógłby poszczycić się okazalszą muskulaturą, jednak Challowi z całą pewnością nie brakowało uporu. W tym przypadku jednak - podobnie jak i w wielu innych... - prawdopodobnie niewiele dobrego wynikłoby z podobnego uporu, toteż bardzo dobrze się stało, że lady Uller nie miała większych trudności, by go rozpoznać. Fakt, nie widzieli się od pewnego, z całą pewnością stosunkowo długiego czasu. Ale przecież nie dało się ukryć, że wcześniej spędzili go z sobą wystarczająco wiele, by potrafić się wzajemnie rozpoznać. A przynajmniej tak właśnie sądził Martell - w przeciwnym wypadku pewnie nie podszedłby do jej stolika z taką pewnością, wcześniej przynajmniej zastanowiwszy się nad tym, czy aby na pewno był to dobry pomysł. Tymczasem przecież nie zastanowił się ani przez chwilę. Przez myśl mu nawet nie przeszło, że mógłby natknąć się po prostu na osobę łudząco podobną do Eirean, czy też ledwie ją przypominającą. Jak mu się zdawało - wystarczająco dobrze pamiętał jej twarz, by móc bez większych problemów rozpoznać ją, nawet mimo drobnych zmian, jakie mogły na niej zaistnieć. I pewnie byłby bardzo zaskoczony, gdyby nagle okazało się, że jednak się pomylił, podchodząc do osoby zupełnie mu obcej. Nie w mniejszym stopniu pewnie zdziwiłoby go, gdyby sama Eir nie wiedziała, któż to do niej podszedł. Ta druga możliwość została mu podsunięta przez podświadomość dopiero w momencie, gdy człowiek towarzyszący lady Uller potraktował go jak przypadkowego natręta, czy też potencjalne zagrożenie. Na szczęście kobieta wtrąciła się w samą porę, tym samym ponownie wywołując promienny uśmiech na twarzy Dornijczyka. Gdyby zaś wiek nie zobowiązywał go do choćby odrobinę bardziej dorosłego zachowania, prawdopodobnie dodatkowo wytknąłby po szczeniacku język w stronę nadgorliwego strażnika. Ale niestety, zdecydowanie zbyt dawno przekroczył już wiek, w którym podobne zachowania mogłyby być akceptowane, toteż to akurat musiał sobie podarować.
- Sir? Nie przypominam sobie co prawda, żeby w ostatnim czasie ktoś pasował mnie rycerzem. Ale poza tym wszystko się zgadza - odparł z rozbawieniem, ujmując przy okazji wyciągniętą w jego stronę dłoń i, skłoniwszy się lekko, składając na niej pocałunek.
- Jeszcze chwilę temu chciałem zwrócić uwagę, że to kiepskie miejsce dla ciebie, ale widzę, że podobne uwagi nie mają większego sensu. Najwyraźniej twoi towarzysze potrafią o ciebie zadbać - nawet nie spojrzał w kierunku mężczyzny, który wcześniej zatrzymał go w drodze do stołu. Mimo to pewnie wyjątkowo uważne ucho mogłoby wychwycić w tej wypowiedzi jakąś drobną uszczypliwość, zabarwioną sporą dozą rozbawienia. Chociaż... nie miał przecież nic złego na myśli. Oczywiście, że nie. Jak najbardziej cieszył się z tego, że Eirean miała zapewnioną należytą ochronę. Przy czym miał również nadzieję, że w razie realnego zagrożenia jej towarzysze również potrafiliby się wykazać. Bo przecież nie chciałby, żeby coś jej się stało. Może i bowiem nie łączyły ich obecnie relacje jakkolwiek zbliżone do tych sprzed laty, jednak nie oznaczało to wcale, że poprzez swoje zamążpójście Eirean kompletnie przestała cokolwiek znaczyć. W końcu trudno byłoby wymazać całkowicie z pamięci kogoś, kto swego czasu wyjątkowo często i uparcie zaprzątał myśli Martella. Może zresztą i dziś mógłby pluć sobie w brodę za to, że ich dziecięce zauroczenie nigdy nie nabrało jakkolwiek oficjalnego wydźwięku i że nigdy nie podjął żadnych realnych starań o jej rękę. Z drugiej strony jednak - tak właśnie miało przecież być. Zupełnie nie było sensu roztrząsać czegoś co się nie stało lub mogło się stać, skoro ostatecznie oboje całkiem dobrze na tym wyszli. To znaczy... przynajmniej Eirean całkiem dobrze na tym wyszła, wychodząc za dziedzica Hellholt i stając się lady Uller. Bo przecież jeśli o jakiekolwiek małżeńskie plany chodziło, to te wciąż jeszcze były przed Martellem. Choć jednak trudno byłoby powiedzieć, by ten stan rzeczy miałby mu jakoś szczególnie przeszkadzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Piaskowiec
Liczba postów :
31
Join date :
10/02/2016

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Lut 27, 2016 12:04 am

Przeszedł ją przyjemny dreszcz, gdy mężczyzna w geście uprzejmości pocałował lekko jej dłoń. Na Siedmiu, nie myliła się co do jego tożsamości! Wreszcie mogła odetchnąć z ulgą, prawdopodobnie gdyby nie miejsce i obsada obok, gdzie to musiała, a przynajmniej myślą, że musi być damą i zachować wszystkie zasady kultury osobistej, to z całą pewnością rzuciłaby się z piskiem radości na pierś Dornijczyka. Jak na razie ta wizja musiała pozostać w jej wyobraźni, gdyż była ona niemożliwą ze względu na panujące warunki. Och, ile by dała teraz za chwilę samotności z mężczyzną, nieważne gdzie, czy to na pustynnym piachu, czy to w przyjemnym ogrodzie lub komnacie z widokiem na pustynię wokół Hellhot - odpowiadało jej wszystko, byle tylko miała z nim jedną małą chwilę. Bynajmniej nie chodziło tu o intymność ze względu na aspekty seksualne i zdrady męża, co w środowisku tutejszych dziewcząt często się zdarzało. Chciała tylko szczerej rozmowy, rzeki o życiu, czy kogoś ma, dokąd zmierza, tylko tyle. Mogłyby i być nawet puste słowa, byle mówił, byle mogła słyszeć jego głos i chwilowo się nim delektować, a przy okazji siedzieć w niego wtulona. Nikt by nie zauważył, nikt by jej tego nie zabronił, nikt by też nie ucierpiał, a jednak to wszystko mogło pozostać tylko w sferze marzeń. Coby pomyślał Harmen, gdyby zobaczył ich razem w jednym miejscu i w nie do końca dobrej dla przyjaciół pozycji? W sumie nie ważne o czym by myślał, bo i pewnie miałby to w głębokim poszanowaniu, Eirean była dla niego tylko zlewką ma sperme i workiem do bicia. Gorsze byłoby to co by zrobił, jak w większości Urellów z opowieści była w nim nutka szaleństwa i czasami nad sobą nie panował. Prowokacja go była złym pomysłem, potrafił nieźle zranić bez powodu, a co dopiero z nim. Wolała sobie tego nie wyobrażać, sińce na jej odkrytych ramionach dawały już do zrozumienia, że nie byłoby ciekawie.
- Dla mnie zawsze byłeś rycerzem. - mojego serca, a ja w tej cudownej wizji pełniłam rolę twej pani miłości i piękna. Zarumieniła się i na chwilę opuściła wzrok na podłogę. Najzwyczajniej ogarnął ją wstyd, że nie potrafiła dodać do wypowiedzi końcówki, która pojawiła się w jej myśląch. Początkowo chciała nią zażartować, lecz szybko uświadamiając sobie jej znaczenie nie podjęła tematu. Pozostało jej tylko mieć nadzieję, że sam się domyśli i nie zapyta. Jeszcze któryś z towarzyszy powiedziałby mężowi jak słodzi innym i by się jej dostało. W końcu jej usta początkowo miały być przeznaczone tylko dla wielbienia jego majestatu, nie innych Dornijczyków. A szkoda, naprawdę szkoda, bo czasem napotkani przez nią mężczyźni prosili się o potok słów podziwu i rwącą rzekę komplementów.
- Miejsce jak na mnie kiepskie, to fakt, lecz jak sam powiedziałeś jestem tu z odpowiednimi osobami, mąż o mnie zadbał, bym w drodze z rodzinnego domu nie doznała ani jednej rysy na ciele. - a przynajmniej mam nadzieję, że to o tym pomyślał. Sztuczny uśmiech powrócił na jej twarz, kiedyś powinna dostać nagrodę za umiejętności aktorskie albowiem były naprawdę duże w kwestii krycia uczuć. Czasami tylko talent zawodził,  ale prawda jest taka, że od czasu małżeństwa potrafiła oszukać nawet samą siebie, że wszystko jest dobrze, a uczucia są zgubnym monceniem w jej ułożonym życiu.
- Usiądź, Challesie. - wskazała na miejsce przy stole po jej prawicy, sama pozwoliła sobie opaść na drewnianą ławę. - Jeshuo, poproś o lampkę wina dla tego pana, na moje koszta. - zwróciła się do jednego z towarzyszy. Chciała umilić atmosferę i pomóc mężczyźnie rozpuścić język, choć jak wszyscy wiemy, dużo jeszcze paść kieliszków wina z Dorne musi, by to samego Dornijczyka zmysły uśpić upojeniem alkoholowym. Kobieta miała czasem wrażenie, że to nie Burzowcy, a wojownicy z pustyni piją najwięcej w całych Siedmiu Królestwach - rzecz jasna mylić się mogła, gdyż to jest to cechą ludzką. Tak czy inaczej trunek miał na celu rozluźnienie atmosfery i najzwyklejsze poczęstowanie, nie prosiłaby przecież o mleko dla dwudziestodwuletniego mężczyzny. Jeszcze uznałby to za znieważenie i tyle byłoby ze wspólnego spędzenia wolnego czasu przy kielichu. Zbieg okoliczności należało wykorzystać.
- Cóż prowadzi cię panie w te tereny? - zapytała z ciekawością partnera do rozmowy. Chciała wiedzieć jak najwięcej z jego życia, sporo czasu minęło od ich ostatniego spotkania, a jeszcze tak niewiele temu łączyło ich wiele. Kobieta mogłaby powiedzieć, że ich cudowna, nastoletnia miłość zakończyła się dopiero wczoraj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
11
Join date :
23/07/2014

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Mar 13, 2016 10:27 pm

Narzucone konwenanse i przyjęte zasady najwyraźniej znacząco potrafiły utrudniać choćby tak prozaiczne sprawy jak spotkanie po długim czasie kogoś, kogo prawdopodobnie mimo wszystko wciąż można byłoby uznać za osobę dość znaczącą. Zwłaszcza, jeśli przed laty oboje niespecjalnie musieli przejmować się podobnymi normami, korzystając z młodego wieku, w którym zwykło się ludziom wybaczać znacznie więcej. Teraz zaś jej z całą pewnością nie wypadało ani z piskiem rzucać mu się na szyję w ramach powitania, ani tym bardziej zabiegać o to, by mogli spędzić choć chwilę bez zbędnego towarzystwa. Challowi zaś prawdopodobnie nie wypadało nawet przypuszczać, że coś podobnego mogłoby chodzić jej po głowie, w związku z czym jakiekolwiek próby spędzenia czasu sam na sam z góry skazane były na niepowodzenie. Nawet, jeśli Martell również z całą pewnością nie miałby nic przeciwko, gdyby ich przypadkowe spotkanie mogło zyskać nieco mniej oficjalnego charakteru. Bez konieczności zważania na gesty, czy słowa, by niepotrzebnie nie podsuwać towarzyszom Eirean powodów, żeby uznać to spotkanie za nieodpowiednie. Tymczasem jednak nawet jeżeli oboje w tym momencie życzyliby sobie, żeby choć na chwilę móc zaznać przynajmniej części dawnej swobody, to podobne życzenia nie miały najmniejszych nawet szans na spełnienie. Z drugiej strony - jakiekolwiek zbytnie ubolewanie nad tym chyba i tak nie miałoby większego sensu. Zdecydowanie rozsądniej byłoby ukierunkować myślenie na radość z nieoczekiwanego spotkania - choćby i to miało mieć właśnie taką, a nie inną formę.
- Doprawdy? - zaśmiał się serdecznie w odpowiedz na jej słowa, jednak dostrzegłszy zarówno rumieniec na twarzy Eir, jak fakt, że najwyraźniej zrezygnowała ona z uzupełnienia swojej wypowiedzi o kolejne słowa, nie zamierzał skupiać się nad tym zbyt długo. Tym bardziej, że towarzysze lady Uller wcale nie musieli przecież wzbogacać się o wiedzę, jakie zażyłości łączyły ją przed laty z Martellem.
Jeśli jednak chodziło o kolejne słowa Eirean, Chall nie mógłby całkowicie powstrzymać się przed tym, by na moment nie zawiesić czujnego spojrzenia na jej posiniaczonych ramionach. Na ten krótki moment zresztą z ciemnych oczu Martella ulotniła się ta zwyczajowa radosna iskra. Zwiewne odzienie odsłaniało bowiem dość wiele niepokojących śladów i choć ich powstania można było jedynie próbować się domyślać, była to prawdopodobnie kolejna kwestia, której nie powinno się poruszać w tym momencie, w tym towarzystwie.
- Skoro tak twierdzisz, pozostaje mi tylko uwierzyć, że faktycznie twoi towarzysze równie dobrze jak z odpędzaniem natrętów, radzą sobie z innymi zagrożeniami - stwierdził więc jedynie, przenosząc spojrzenie ponownie na twarz Eir i odwzajemniając jej uśmiech. - Albo może wypadałoby mieć nadzieję, że z tymi innymi radzą sobie lepiej.
Fakt, bo przecież ostatecznie natręta nie udało się odgonić. Dzięki interwencji Eirean, oczywiście, ale jednak wciąż fakt pozostawał niezmienny. Ponieważ zaś i tak Martell zamierzał spędzić nieco czasu w karczmie i odpocząć, z chęcią skorzystał z zaproszenia Eir, kiedy ta poleciła mu, by usiadł. Może i bowiem nie mogli porozmawiać i zachowywać się zupełnie swobodnie, jednak wciąż jej towarzystwo było znacznie lepszym od żadnego. Lub od jakiegokolwiek innego, na jakie obecnie Chall mógłby liczyć w tym miejscu.
Z trudem zaś ugryzł się z język, by do prośby Eirean skierowanej do jednego z jej towarzyszy nie dodać, że dla reszty mógłby z kolei poprosić o cały dzban wina, jeśli tylko raczą dać tej dwójce odrobinę swobody, niekoniecznie przysłuchując się każdemu wypowiadanemu słowu. W końcu zasugerowanie czegoś takiego może i nie byłoby wielkim nietaktem, sam Challes zaś niezbyt często potrafił ugryźć się w język, jednak... w tym wypadku chyba wypadałoby. Choćby i z tej przyczyny, że podobna sugestia mogłaby zostać odebrana niezbyt dobrze przez samą lady Uller - jakby bowiem nie patrzeć, dawno minęły już czasy, kiedy bez zastanowienia można było pozwolić sobie na podobne spoufalanie się. Aktualnie musiał pamiętać, że miał przecież do czynienia z zamężną damą, która może niekoniecznie miałaby ochotę na jakiekolwiek poufałości z - bądź co bądź - obcym mężczyzną.
- W zasadzie nic szczególnego, czy godnego dłuższych opowieści. Poza niemożnością zbyt długiego usiedzenia w jednym miejscu - odparł w zasadzie dość szczerze na jej pytanie, zmarszczywszy przy okazji brwi w reakcji na ten oczywisty zgrzyt w jej wypowiedzi. - Zresztą, jeżeli dalej będziesz tytułować mnie panem, to powinienem w ogóle nie opowiadać ci niczego. Lady.
W porządku, pewne konwenanse z całą pewnością powinni zachowywać, to nie ulegało wątpliwości. Jaka jednak była przyjemność z rozmowy, kiedy czyniło się ją aż tak oficjalną, by wzajemnie przerzucać się uprzejmymi, sztywnymi tytułami? Stąd zresztą ostatnie słowo wypowiedziane przez Martella nasycone było nie tylko szczerym rozbawieniem, ale również odrobiną przyjacielskiej złośliwości. Na tyle przynajmniej chyba mogli sobie pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Piaskowiec
Liczba postów :
31
Join date :
10/02/2016

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Mar 22, 2016 10:06 pm

- Doprawdy. - powiedziała z pełną powagą. Starała się nie zaczerwienić, ale im bardziej o tym myślała, tym bardziej jej twarz zaczynała przypominać skorpiony domu Qorgyle - była całkowicie czerwona. Tylko Siedmiu wie, czemu tak mocni reagowała na wszelkie bodźce pochodzące zewnątrz, a dokładniej od jej rozmówcy. Najprawdopodobniej wszystko to powodował stres, wywołany rozmową po latach z "miłością życia" oraz obecność strażników, kto wie, co powiedzieliby kiedyś mężowi. Sytuacja w Hellhot na pewno nie byłaby dla niej ciekawa, jeśli małżonek by to źle odebrał. Ba, można było się spodziewać, że skończyłaby na posadzce z ranami jak żołnierz po wojnie. A wszyscy przecież wiemy, że miała być idealną żoną i nie prowokować Ullera do takich czynów. Toć to było gorsze niż małżeńska zdrada!
Co takiego złego ci uczyniłam życie, że odpłacasz mi żałosnymi uczuciami?
Poczuła na sobie wzrok Challesa. Przez chwilę straciła kontakt ze światem żywych rozmyślając, co takiego mógłby zobaczyć na jej ciele Dornijczyk. Sama nie była pewna, o co może mu chodzić. Za wielki dekolt? Nietypowy krój? Po dłuższej chwili do głowy uderzyła jej już tylko jedna myśl. Była ona całkiem realna i niestety nieprzyjemna dla kobiety.
Czy Challes ogląda moje siniaki, na które zasłużyłam swoim nieposłuszeństwem?
Podciagnęła beżową chustę na swoje barki, przykryła nią okolice od szyi po same dłonie. Starała się wykonać ową czynność powolnie i delikatnie. Jęła zatuszować swoje zmiany, ale w sposób szczególny. Taki, by to dawna miłość nie podejrzewała, że winny temu jest jej wzrok. Próbowała swoją gestykulacją przypominać okrywanie się z powodu zimna. Nie było dla nie ważnym, że trwał środek dnia z najwyższą temperaturą. Przecież w karczmie zawsze jakimś cudem mogło być o wiele zimniej, prawda? Nieprawda, faktycznie, ale i tak starała się do tego przekonać i rozegrała tak tą scenę.
- Moi towarzysze zostali staranie dobrani przez mego męża. Toć to oczywiste, że spełniają swoje zadanie na każdym kroku. - uniosła wzrok na mężczyznę. Tak naprawdę sama nie wiedziała, czy mężczyzn, którzy mieli się nią opiekować wybrał mąż, chciała jednak żyć w przekonaniu, że tak było. Chciała palić do niego jeszcze większą miłością i wdzięcznością, za każdy najmniejszy dar. - Niestety, przed upadkiem z konia nie zdołali mnie obronić. - zaśmiała się, próbując nieudolnie okłamać Martella. Zdradziły ją proste odruchy; częste mrugnięcia, przejechanie palcem po nosie, by ten przestał swędzieć. - Jak widać zresztą nabyłam przez to parę nieciekawych, fioletowych odcieni na skórze. - zaśmiała się nerwowo i przygryzła wargę. Dobrze wiedziała, że najpewniej się zdradziła, ale próbowała tego nie pokazywać. Z całą pewnością nie chciała odpowiadać za kłamstwo. Liczyła na to, że mężczyzna z grzeczności uzna jej słowa za prawdziwe i nie będzie drążył za wiele w temacie.
Bo Harmen to ideał męża z Dorne, a to, że raz mnie pobił nie jest jego winą, dlatego też powinnam to zatuszować, prawda?
- Nic szczególnego? Och, panie Martell, pewnie przeżyłeś masę ciekawych przygód, a teraz nie chcesz się przyznawać, żeby nie opowiadać! - zaśmiała się. - Powiem pańskiej matce, niech wie, jak się pan zachowuje! - zagroziła mu palcem. - Chociaż mam lepszy pomysł! Albo się pan Martell spowiadasz, co żeś robił, albo idę i do ojca i do matki, o!
Mimo żartów naprawdę chciała dowiedzieć się jak najwięcej o jego życiu. Gdzie bywał, co robił, jak żył i czemu tak dawno się nie spotkali. Chciała to wiedzieć zarówno z kobiecej ciekawości, jak i tęsknoty, która początkowo doskwierała jej, gdy wychodziła za Harmena, a kontakt dwójki ograniczył się do kilku kruków w cyklu księżyca. Pewnie miał dużo ciekawsze życie niż ona, pewnie szczęśliwsze, może nawet i prostsze? Cóż, łatwo było jej przewidywać i szukać scenariusza, jak to mogło być z jego przeszłością, aczkolwiek prawda była tylko jedna - znał ją jedynie Challes. Całym sercem liczyła na opowieść o jego barwnym życiu. 
- Ach, niech i tak będzie, Challesie. To kim tytułowany być wolisz? Grubym Słońcem czy Grubą Włócznią? - przysłoniła usta, by stłumić śmiech. Martell nie był co prawda gruby, ba, jego sylwetka była naprawdę niewielkich rozmiarów, ale postanowiła nazywać go pieszczotliwie, jakby to miła kilka zbędnych kilogramów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma   

Powrót do góry Go down
 

Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne-