a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Karczma - Page 2



 

 Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Karczma   Sro Lip 24, 2013 8:51 pm

First topic message reminder :

Na południu Dorzecza, tam gdzie schodzą się najważniejsze przebiegające, przezeń trakty stoi karczma. Jedna z najstarszych i najlepiej prosperujących przydrożnych tawern w całych siedmiu królestwach. Zatrzymywali się w niej wszyscy, którzy zmierzali na Północ, z Północy, do Doliny, w kierunku Królewskiej przystani jak i w głąb regionu dorzecza, by dotrzeć do Riverrun. Goście zazwyczaj stanowili, barwną i przewspaniałą mieszaninę wszystkich zawodów i stanów społecznych. Noc spędzali tu rycerze i szlachcice, wędrowni minstrele, kupcy, prości chłopi oraz najemni żołnierze a własne, stale wypełnione jękami pomieszczenie miały tu również kurwy, chętnie sprzedające swoje usługi wszystkim przyjezdnym. Z zewnątrz nie wyróżniała się spomiędzy wszystkich innych zajazdów środkowej części kraju, otoczony ostrokołem, chroniącym w przeszłości przed atakami dzikiego zwierza i górskich klanów, które jeszcze wtedy były na tyle liczącą się siłą, że pozwalały sobie na zuchwałe opuszczanie Doliny. Teraz ziemno-drewniane ogrodzenie, dawało jedynie cień zmęczonym słońcem wędrowcom dla których zabrakło miejsca w środku. Sam budynek, postawiony był na planie prostokąta, z wystającym w środku gankiem. W środku, też niczym się nie wyróżniała. Parter składał się z dużej sali, pełniącej rolę wspólnej jadalni oraz kuchni nad którą umieszczone były pokoje dla gości mających wystarczająco dużo pieniędzy by je wynająć. Ubożsi zadowolić musieli się kątem w kuchni, bądź, gdy i tam było tłoczno, w położonej za przybytkiem stajni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Lip 31, 2013 9:10 pm

18+

Skoro już mowa o rodzajach pochw to można też porozmawiać o penisach. Też są różne i co dacet to inny penis. Jedne są grube, drugie cienkie. Jedne długie, a drugie krótkie. Z wydatnymi żyłami lub bez. Z napletkiem, który się zsuwa, albo z takim co stawia opory, albo nie ma go wcale. Zakrzywione w lewo, w prawo, ku górze lub ku dołowi. Są też takie, które są proste jak linijka. Są giganty i są mikrusy.
Co do Chastity to najbardziej preferowała średniej wielkości i grubości. Takie, które nie były skazane na jeden typ ruchania, bowiem niektóre giganty sprawiały ból i mężczyzna zmuszany był zwykle do pozycji bez głębokiej penetracji. Lubiła być cała wypełniona, a tego małe penisy nie mogły wykonać. Jednakże każdy mężczyzna mógł ją zadowolić. Pod warunkiem, że wiedział jak, bo co komu po udawanej rozkoszy. Chas nie znosiła udawać. Co prawda umiała, ale nie lubiła tego.
W przypadku Bryndena nie musiała niczego udawać. Jęki same wyrywały się z jej gardła. Jej dłonie same pieściły jego ciało, a jej mięśnie Kegla zaciskały się na jego członku nierównomiernie.
Gdy mężczyzna nie wychodząc z niej podniósł się na kolana zacisnęła mięśnie na jego penisie mocniej jak gdyby od tego zależało, czy zsunie się z niego. Gdy zaczął ją posuwać czuła każdą żyłę na jego męskości. Te nierówności na nim sprawiały, że czuła za każdym razem gdzie indziej większy nacisk, a zarazem większą rozkosz. Jęczała z rozkoszy, gdy tak wychodził z niej całkowicie, by wchodzić w nią do oporu. Nie były to delikatne pchnięcia, a szybkie i gwałtowne. Dzikie, jak gdyby obudziła w nim dzikie zwierzę. Tak najbardziej lubiła. Lubiła tą dzikość, a nie delikatność. Lubiła mężczyzn, którzy wiedzą czego od niej chcą i wiedzą co z nią zrobić. Brynden zdecydowanie należał do tego typu.
Nagle zorientowała się, że podniósł się. Nie była pewna co też chce uczynić. W powietrzu zwykle nie była pieprzona. Na łóżku, w wannie, na krześle, na siodle owszem, ale w powietrzu rzadko się zdarzało. Nie do końca wiedziała dlaczego tak się dzieje. Lubili na stojąco, na siedząco i na leżąco, ale nie tak, by trzymali cały jej ciężar w rękach nad sobą. Nie była ciężka. Należała do tych lżejszych kobiet, więc nie widziała w tym problemu.
Chwilę później poczuła chłodną ścianę na swoich plecach i aż zadrżała. Przyparł ją do niej tak, że prawie czuła każdy kamyczek ścianki, który wbijał się w jej plecy niemiłosiernie, ale ją to nie obchodziło. Teraz jedyne co ją interesowało to mężczyzna, który pieprzył ją z pasją. W sumie w tej pozycji to chyba jeszcze nie była co jeszcze bardziej ją podnieciło. Mężczyzna z pewnością poczuł na swoim członku olbrzymi napływ nowych soków jej rozkoszy. Ona natomiast poczuła, że z większym poślizgiem w nią wchodził i słyszała mlaskanie jej pochwy z każdym pchnięciem. Ona sama z kolei jęczała jeszcze głośniej niż poprzednio. Miała nierówny oddech, serce jej biło z podwójną szybkością, kropelki potu spływały po jej piersiach, a dłonie błądziły po ciele mężczyzny. Niewiele mogła zrobić. Poczuła na swoim barku jego zęby. Zignorowała lekki ból spowodowany ich zaciśnięciem na jej ciele. Przesunął ją lekko i teraz jej dolna część pleców znalazła się jeszcze bliżej jego bioder. Nie dotykała nimi ściany. Cóż mogła zrobić. Brynden coraz agresywniej w nią wchodził i czuła, że doprowadzi ją do orgazmu jak tak dalej będzie ją ruchał. W szczególności, że znowu zaciskała mięśnie Kegla. Raz mocniej, raz lżej, jak poprzednio. Dodatkowo poruszała biodrami na tyle na ile była w stanie do przody i do tyłu lekko okrężnie. Objęła nogami jego biodra i przycisnęła go mocniej do siebie. Miała wolne usta jeszcze, więc pochyliła głowę w stronę swego kochanka i zaczęła nimi pieścić jego ucho i szyję. Ssała płatek jego ucha, lekko przygryzała skórę na szyi, a językiem tworzyła różne wzory raz na uchu, raz na szyi.
Miała jeszcze wolne dłonie. Na początku, zanim jeszcze objęła go nogami, chwyciła za jego pośladki i mocno ścisnęła. Zaczęła ściskać, masować i przyciskać jego biodra do swoich. Potem przeniosła się na dolną część pleców, którą pieściła, a czasem delikatnie drapała. Gdy tylko oplotła go nogami, dłońmi przeniosła się na górną część pleców. Drapała je lekko pozostawiając tylko czerwone ślady, które zejdą po dniu lub dwóch. Wbijała czasami paznokcie, ale przede wszystkim drapała. Mężczyźni lubią jak się ich drapie po plecach. Uznała, więc, że Brynden nie będzie wyjątkiem od reguły.
Mruczała, wyginała swoje ciało na tyle na ile Rivers jej pozwolił, jęczała z rozkoszy, czasem była bliska krzyku i z każdym pchnięciem nasilały się jej okrzyki informując go, że zbliża się do osiągnięcia jej punktu kulminacyjnego. Orgazmów mogła mieć znacznie więcej, choć ten pierwszy będzie niewątpliwie najsilniejszy, gdyż do tej pory jeszcze go nie osiągnęła. Nie było to specjalnie dziwne. Zwykle jeszcze dłużej jej zajmuje osiągnięcie orgazmu, dostaje głównie podczas, gdy jej klienta dopadają najsilniejsze spazmy rozkoszy. Dzisiaj jednak może mieć wcześniej, bo jeszcze przed znalezieniem się w pokoju już była podniecona.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Sie 02, 2013 1:36 pm

18+

Oddychał ciężko, nie był słaby ale utrzymywanie kobiety niemal w powietrzu połączone z nieustannym poruszaniem się nie było zbyt komfortowe. Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta i gorąca. Służko skrzypiało przy każdym ruchu, a pomieszczenie wypełniały jęki jego partnerki oraz jego własne sapanie. Czuł, że koniec jest coraz bliżej i bliżej, ale jednocześnie wystarczająco daleko by mógł pozwolić sobie na jeszcze jedno małe urozmaicenie. Podniósł jedną rękę i złapał nią dziewkę za bark, który jeszcze przed chwilą z takim namaszczeniem podgryzał, drugą natomiast, podrzucił ją trochę wyżej by wygodniej umieścić jej pośladki na swoim przedramieniu. Wszedł ponownie, w ciepłą i wilgotną od jej soków pochwę. wykonywał teraz krótsze płytsze ruchy by bardziej pobudzić nie tylko siebie ale i jej łechtaczkę, co jakiś czas wsuwał się natomiast tak głęboko jak tylko się dało, zaciskając przy tym dłonie na jej ciele. Wyglądał jakby wpadł w trans, staranie wymierzając każdy zadany jej płci cios, z wzrokiem zawieszonym gdzieś w przestrzeni. Ruchał ją jeszcze szybciej, przyciskając dodatkowo jej miednice do swojego członka. Z chwili na chwilę coraz bardziej czuł ten zbliżający się moment najwyższej fizycznej ekstazy jakiej może dostąpić mężczyzna. Oderwał ją do ściany, zrywając się szybko, i przyciskając kobietą mocno do siebie. Nie tracąc czasu położył ją plecami na łóżku a sam stanął na podłodze. Trwało to tak niewielką chwilę a Rivers tak zaślepiony był przyjemnością jaką mu sprawiała, że nim się spostrzegł, składał pocałunki między jej piersiami, domagając sobie w wchodzeniu do jej wnętrza dłonią zaciskającą się wokół jej szczupłego uda. Zmiana pozycji trochę go ostudziła lecz fakt, że był już tak blisko  chwili spełnienie dodał mu sił. Posuwał ja z jeszcze większą siłą, wiedząc, że teraz kiedy leżała na sienniku, szorstka ściana nie porani jej pleców. W powietrzu rozchodziły się dźwięki uderzającej o siebie skóry, mlaśnięcia penetrowanej pochwy, oraz ciężki, przytłaczający oddech bękarta. Pchnął jeszcze raz i na moment zastygł w bezruchu. W końcu po jego członku, rozległ się znajomy, nieuchwytny, trwający ledwie chwilę dreszcz, nie można było określić orgazmu inaczej, trwał zbyt krótko i był tak skupiającą uwagę, rzeczą, iż nigdy nie udało mu się go przeanalizować. Nim jeszcze Ciało zareagowało na ten impuls pchnął jeszcze kilka razy wypełniając Chastity swoim nasieniem. Czuł się spełniony i
wymęczony. Zszedł z niej po chwili gdy jego członkiem przestały targać skurcze i położył się obok, z nogami leżącymi nadal na podłodze. Był zdyszany, mokry od potu i lepki od olejków, ale dawno nie czuł się tak świetnie. Przymknął na chwilę oczy i rzekł do kobiety, przerywając trwającą niemal od początku ich stosunku ciszę. -Przyznaję, że mnie mile zaskoczyłaś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Sie 20, 2013 8:14 pm

Nastał dzień i Royce obudził się, może nie w pełni wypoczęty, ale na pewno wystarczająco, by ruszył w dalszą drogę. Co prawda dłuższą chwilę zabrało mu umycie się w zimnej wodzie, którą młoda dziewczyna przyniosła nad rankiem, gdy mężczyzna jeszcze spał. Nie miał pojęcia gdzie trzymają tutaj wodę, ale musi to być wyjątkowo zimne miejsce, bo aż sam Rethel wzdrygnął się, gdy musiał się w niej myć. Nie było sensu jednak robić teraz zamieszania z powodu temperatury wody w bali. Rethel Royce miał wyruszyć do Królewskiej Przystani wraz z bękartem Freyów a znając Bryndena, ten pewnie już siedzi na siodle i raz dwa popędzi w kierunku Stolicy.
Jakie więc było jego zdziwienie, gdy pod karczmą zastał jedynie spitych w trzy dupy żołdaków Freyów a po Bryndenie nie było śladu.
-Widocznie dziwka go wykończyła. - Podsumował wczorajszy wieczór i rozejrzał się po swoich ludziach. Mieli mizerne twarze, jednakże gotowi do jazdy, wedle wczorajszego rozkazu. Rethel nie był bez serca i postanowił dać swoim ludziom jeszcze trochę czasu na odpoczynek i dojście do siebie. Nie był to też jedyny powód. Chciał dać bękartowi jeszcze trochę czasu, jednakże jeśli wkrótce się nie zjawi, Royce ruszy bez niego.

- Zwijać obóz, jedziemy do stolicy. - Rzekł mężczyzna po trzech godzinach zwłoki. Słońce było już wysoko na niebie a po Riversie ani śladu. Albo coś mu się stało, albo zwyczajnie wystawić Royce'a, co mu się wyraźnie nie podobało i zapamięta to sobie na później, gdy przyjdzie mu się raz jeszcze spotkać z mężczyzną.
Gdy ludzie byli gotowi do jazdy, Rethel wydał rozkaz i równym tempem opuścili okolicę karczmy kierując się w stronę Królewskiej Przystani.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Wrz 20, 2013 4:26 pm

+18

Tak. Ciało Chastity oddawało się z każdym pchnięciem Bryndena rozkoszy wypełnienia po jądra. Czuła jego przyrodzenie drażniące ją od wewnątrz. Czuła, że zbliża się do największej rozkoszy... I osiągnęła ją. Gdy tylko Rivers poprawił pozycję i wszedł w nią z takim impetem, że jej kobiecość mlasnęła głośno. Z pewnością czuł zaciskające się na jego członku mięśnie. Słyszał również jej krzyk rozkoszy.
Nie minęło nawet kilka chwil, gdy poczuła, że znowu odczuwa podniecenie. Znowu była gotowa, by osiągnąć kolejne dreszcze przeszywające jej całe ciało.
Gdy oderwał ją od ściany przez chwilę myślała, że teraz będzie ją posuwał poza obrębem łóżka, ale się myliła. Bardzo cieszyła się ze swej pomyłki, bo drapiąca plecy ściana przeszkadzała w odczuwaniu w pełni tej chwili.
Poczuła, że jej plecy dotykają teraz siennik. Rozłożyła nogi tak szeroko jak tylko potrafiła, by ułatwić mężczyźnie penetrację jej płci. Czuła jego pocałunki między piersiami. Brynden wpadł w trans. To tylko pobudziło bardziej Chastity i zaczęła kolejny raz głośniej jęczeć.
Moment, kiedy zastygnął w bezruchu był momentem kiedy ciało Chastity dostało kolejnych przyjemnych dreszczy. Jej ciało wygięło się w stronę mężczyzny, a z jej gardła wydobył się drugi tego wieczoru okrzyk. Jej mięśnie obejmowały szczelnie jego członka. Jej płeć przyjmowała łapczywie nasienie, gdy ten pchnął ją jeszcze kilka razy wypełniając ją po brzegi.
Oddychała ciężko. Czuła się spełniona. Nie tylko dobrze wykonaną pracą, ale również przyjemnością z wykonywania tej pracy.
Kiedy Brynden położył się obok ona nie próżnowała. Zabrała się za oczyszczanie mężczyzny z jego soków ustami oraz językiem. Dopiero po kilku minutach po zakończonej czynności położyła się na boku obok niego i przylgnęła do niego swoim ciałem. Objęła go nogą, a jej dłoń powędrowała do członka i głaskała delikatnie opuszkami palców.
- Przyznaję, że mnie mile zaskoczyłaś.
- Cieszę się Panie. Specjalnie dla ciebie się starałam. - Powiedziała z uśmiechem. Czuła jak nasienie Bryndena wypływa z jej pochwy leniwie. Przyjemne uczucie po udanym zbliżeniu.
Po pewnym czasie Brynden kazał jej się oporządzić i wyjść. Tak też uczyniła. Starła palcem resztki nasienia z uda i włożyła do ust. Ubrała się i zamknęła olejki w kuferku. Wzięła go ze sobą. Gdy otrzymała sowitą zapłatę za usługi podeszła do Bryndena i pocałowała go namiętnie w usta na pożegnanie.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy Panie. - Powiedziała z uśmiechem po czym wyszła z kuferkiem i wynagrodzeniem.

// zt
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Pon Paź 28, 2013 10:21 pm

Kiara wraz z Folkim mieli za sobą naprawdę długą podróż. Poznali się bowiem w Wilczym Lesie, a wiele dni późnie wspólnie wyruszyli na południe. Kobieta swego celu absolutnie nie wyjawiała, była za nadto milcząca i skryta, aby się zwierzać; o jego cel zaś nie pytała. Uznała po prostu, że lepiej mieć towarzystwo. Nie jedynie ze względu na bandytów – była przecież skrytobójcą z Gildii Zasmuconych, nie powinna lękać się zwykłych rzezimieszków.
Podróżowali konno. Kiara uzbrojona w rapier oraz sztylety, na plecach miała kołczan oraz łuk. Po wielu dniach trudu podróży miała serdecznie dość chłodnych nocy spędzanych na ziemi oraz resztek sera. Poprzednim razem mijała na trakcie karczmę – zdecydowała więc, że zatrzymają się weń na noc, aby odpocząć i przespać się na sienniku.
Wkroczyła do oberży pewnym krokiem, jednakże nie wypowiadając ani słowa powitania. Miała minę zupełnie obojętną, można było dopatrywać się nawet smutku w jej jasnych oczach. Odziana w skórzane spodnie oraz jeździecką koszulę czuła się nieswojo. Preferowała stroje kobiet z Qarth, które tutaj odbierane były jako niegodne. Sama już nie wiedziała dlaczego wciąż błąka się po tym dzikim kontynencie…
Nie oglądając się za siebie, nie sprawdzając, czy syn cieśli za nią podąża, usiadła na ławie, przy jedynym wolnym stole, wcześniej jeszcze podchodząc do oberżysty i prosząc o ciepły posiłek oraz wino. Nie spodziewała się królewskiej uczty, była jednak tak głodna, iż była w stanie przełknąć naprawdę wiele.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Pon Paź 28, 2013 10:39 pm

Podróż która nie należała wcale do najcięższych. Folki przywykł już do dróg gdzie spanie na ziemi było jedną z serii zwykłych czynności mających na celu przetrwania i dotarcia do celu. Czemu za nią wyruszył? W zasadzie bogowie mu świadkiem - by było śmiesznie. Początki spotkania były nietypowe, jej zachowanie było nietypowe. A Folki miał tutaj nietypową rodzinę do odwiedzenia.
Gdy ona wchodziła do środka on zajęty był przywiązywaniem swojego konia. Krzyworyj miał to do siebie że poza uwielbieniem robienia głupich min do swego pana potrafił też odwiązać dowolny węzeł który go ograniczał.
Toteż parę minut później drzwi do karczmy otwarte zostały raz jeszcze. Tym razem jednak nie powoli i po cichu. Teraz otwarte zostały niemalże pokazowo na oścież. W drzwiach stanęła postać w przeszywie, z toporem przełożonym przez ramię. Skórzane rękawice upchnięte były za paskiem. Z typową sobie pewną uśmiechniętą miną zerknął po obecnych. Zaraz zarzucił bujnym jasnym włosiem i cupnął na ławie zaraz obok towarzyszki.
-No!- rzekł opierając topór z hukiem o stół -Jesteśmy na miejscu. Po co tu jechaliśmy?- spytał. Zaraz też sięgnął gdzieś za poły kaftana w którym był i wyciągnął małą skórzaną sakiewkę. Teraz też oczom kiary ukazały się małe rogowe wisiorki z dziwnymi znakami oraz jeden będący rzeźbą poroża. Oczywiście wielkości niedużego palca.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Paź 29, 2013 7:49 pm

Kiedy usiadł na przeciwko niej Kiara trzymała już w ręku kielich z winem. Nie było najlepsze, jednakże nie spodziewała się nic lepszego po przydrożnej karczmie. W brzuchu jej burczało, rzuciła więc ukradkowe spojrzenie na oberżystę.
-Po pierwsze: nie jesteśmy na miejscu - odpowiedziała Kiara, mówiąc tak cicho, że nieomal nie przeradzało się to w szept, a przy tym tak obojętnie, że dziw budził fakt, iż głos może być tak wyprany z emocji.
-Po drugie: ja wiem gdzie i po co jadę. Dlaczego podróżujesz ze mną Ty, wciąż nie mam pojęcia - dodała jeszcze.
Spojrzała na maleńkie poroże i spytała: -Pragniesz dołączyć do lorda Burzy?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Paź 30, 2013 12:22 pm

Mężczyzna nagle uśmiechnął się wesoło jakby usłyszał jakiś przedni dowcip. Oczy zaświeciły się nieco w tych charakterystycznych błyskach radości. Przekrzywił głowę w prawo nie przerywając kontaktu wzrokowego. Spojrzał jak na zagubione dziecko w środku lasu.
-Kiaraaa, przecież dobrze wiesz że potrzebujesz mojej pomocy- stwierdził uśmiechając się wesoło.-Zresztą- odwrócił się na moment pokazując karczmarzowi gest by sie przybliżył. W końcu trzeba było czymś gardło przepłukać. I kichę zapchać.
-To Ty jechałaś ze mną. Ja tu jechałem pierwszy- dodał uśmiechając się wesoło.
Jednak wzmianka o lordzie burzy nieco go zaciekawiła. W sumie to nei rozpatrywał takiej opcji jeszcze -Lorda b... aaa! Nie wiem.- wyjawił swój zmyślny plan. -A Ty zamierzasz?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Paź 31, 2013 11:05 am

Uniosła jedną brew w wyrazie uprzejmego zdziwienia. Czasami infantylna wesołość Folkiego była aż irytująca dla wypranej z emocji Kiary.
-Ja potrzebuję Twojej pomocy?
W jej głosie zabrzmiała drwina. HA! Fakt, iż raz przez zupełny przypadek zabił jednego z bandytów, którzy mieli chrapkę ją obrabować i wyobracać, kiedy spała, nie czyniło z niego jej niezbędnego strażnika.
-Zapominasz, iż Ty jesteś jedynie synem cieśli, a ja jestem... Smutna - odparła, uśmiechając się lekko.
-Miałabym się zaciągnąć jako zwykły wojak? Ja? To kpina... - powiedziała jeszcze, a oberżysta postawił przed nią w końcu miskę z gorącym gulaszem oraz chleb.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Paź 31, 2013 11:35 am

Owszem- odparł w pełni poważnym tonem choć twarz zdawała się nadal uśmiechać. -I owszem jesteś smutna. Na bogów jesteś smutniejsza niż wujek Olaf jak sobie jajka w drzwiach przytrzasnął- dodał wyszczerzając się szeroko. Oj do tej pory pamiętał ten smutek w oczach, te łzy i ten głośny wrzask który obudził całą jego rodzinę. Nigdy nikt się nie dowiedział jak to uczynił.
Przez ułamek sekundy spojrzenie było nieobecne. Zaraz jednak wrócił do rzeczywistości i rozmowy.
-No to po chuj pytasz?- spytał z tą typową rozbrajającą szczerością. Cóż praca dla Lorda burzy... była by jak każda inna robota dla wysoko postawionego lorda. Do póki nie wciśnąłby mu się do rzyci byłby jednym z tysiąca wojaków. Bez twarzy i imienia.
-Póki co jestem Twoim ochroniarzem sierotko- stwierdził i uśmiechnął się szeroko.
Karczmarzowi krótko powiedział co chce jeść i pić. Nie było nad czym się rozwodzić. Najtańsze największe i najszybciej.
-Zatem pytam, po co tu przyjechaliśmy?- spytał. Zaraz jednak zmienił zdanie i przekazał karczmarzowi by się wstrzymał.
-Ale jak tam chcesz.- Westchnął -Idę zobaczyć czy wujek nadal ma kuźnię w okolicy. Możesz poczekać na mnie. Do jutra najpóźniej wrócę. Jak nie.- rozłożył ręce w teatralnym geście -To nie- I po tym słowach uśmiechnął się lekko i machnął jej na pożegnanie.

[z/t]
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhal
Liczba postów :
365
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Lis 20, 2013 10:22 pm

/ Harrenhal

Obrócony plecami do izby wpatrywał się w okno. Zmierzch wypełzł już z cieni w bramach i załomach murów. Słońce ciężko staczało się z nieba, kalecząc boki o ostre krawędzie dachów i wieże strażnicze. Ponad nimi ślizgały się chmury. Wszystko miało rubinową barwę, zupełnie jak opuszki palców, którymi przed chwilą dotknął twarzy. Strużka ciepłej wilgoci znów popłynęła z nosa, przez co Whent na ustach poczuł metalowy posmak krwi.
Jak mogło do tego dojść? - zapytał sam siebie w myślach chyba po raz setny. Chociaż postronnemu obserwatorowi wydałby się zupełnie spokojnym, wewnątrz dygotał z bezsilnej wściekłości. Rossel zacisnął palce na framudze okna. Miał ochotę wybić pięścią szybę, poprzewracać meble i rozrąbać je na kawałki. Chmury na niebie pociemniały, zaczęły przypominać brudne opatrunki. Znów dotknął nosa. Rozmazał lepką, krzepnącą czerwień i w końcu ze złością wytarł twarz leżącym na parapecie wamsem, zmiął go i cisnął na podłogę. Będę się musiał przyzwyczaić, stwierdził ponuro w myślach, przesuwając wzrokiem po ciemniejącym niebie… i właśnie wtedy ktoś zapukał.
- Wejść! - mruknął cicho Whent, odwracając się od okna. Do pokoju nieśmiało wsunął się Ellyn, giermek Rossela… trzeci, albo czwarty z kolei?
- Przepraszam, panie - wymamrotał - ale wszyscy czekają. - Lord Harrenhal zbył go machnięciem ręki, przenosząc kaganek z parapetu na nocną szafkę stojącą przy miernej pryczy.
- Niech poczekają. Zaraz przyjdę. - Whent miał nieprzyjemny, gardłowy głos, co świadczyło o najwyższym stopniu… irytacji?
- Panie... - Zatroskany Ellyn nerwowo skubał mankiet wełnianej koszuli. - Wszystko w porządku? - ostatnie zdanie najwyraźniej okazało się czarą przepełniającą kielich goryczy. Rossel wydał z siebie cichy pomruk i w końcu spojrzał na giermka.
- Wynoś się! - warknął cicho, zapinając skórzaną kamizelę. - I powiedz, że już idę. - drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem. Zmierzch objął tymczasem w posiadanie całe niebo, zaczął wyszywać srebrnymi nićmi pierwsze blade gwiazdy. Noc nadchodziła bez pośpiechu, a wściekłość w sercu wpatrzonego w okno mężczyzny płonęła i nie mogła się wypalić.

***

W sali jadalnej karczmy na dole było ciemnawo. Świeciły tylko boczne kaganki, bo Rossel nie lubił mocnego oświetlenia. Zgromadzeni przy stole, około piętnastu osób, szemrali, że każe im tak długo czekać, ale umilkli natychmiast, gdy tylko dał się słyszeć odgłos kroków na schodach.
Ellyn uśmiechnął się do siebie. Był pewien, że nikt nie ośmieli się mu podskoczyć. Whent zbliżył się do stołu, rozglądając spokojnie po twarzach zebranych.
- Dobry wieczór, panowie. - powiedział, unosząc ręce w geście powitania. - Cieszę się, że wspólnie udamy się do Riverrun. To bardzo uprzejme z waszej strony. Mam nadzieję, że nie nudziliście się beze mnie tutaj, na dole.
Rossel posłał im drwiący uśmiech. Na twarzach niektórych rycerzy pojawiły się brzydkie grymasy, ale wszyscy milczeli. W przeciwieństwie do blisko pięćdziesiątki zwykłych żołdaków przed karczmą, gdzie też opróżniana była któraś z kolei beczka wina. Ellyn miał ochotę się roześmiać. Lubił patrzeć, jak Whent trzyma ich za pyski. Był jak lampart w stadzie kundli. Rossel usiadł u szczytu stołu, nalał sobie do szklanki bursztynowego trunku.
- Wasze zdrowie! - niedbałym gestem wzniósł w górę kufel. Na ustach wciąż błąkał mu się ironiczny uśmieszek. Ellyn zdawał sobie sprawę, że Whent jest stuknięty, a może nawet szalony, ale podziwiał go i kochał jak pies pana. Do niego bezsprzecznie należała władza w Harrenhal. Żaden z tych dupków przy stole nie mógłby ani się z nim równać, ani tym bardziej wyrwać mu jej z rąk. Matka zawsze powtarzała, że o dusze grzeszników upomni się tajemniczy Nieznajomy, i w snach Ellyna miał on drapieżne rysy Rossela.
- Moi panowie, jutro będziemy gnać do Riverrun cały dzień i pół nocy, byleby zdążyć na wezwanie… zaraz, jak ten gówniarz miał na imię… - puchar Whenta stuknął o blat stołu cicho, gdy właściciel odłożył go na blat. - Mniejsza, najwyraźniej nie wsławił się niczym szczególnym, oprócz urodzenia jako najmłodszy syn brata Lorda Tully’ego. Godne pochwały osiągnięcie, uczcijmy je łyczkiem ale! - Rossel uniósł do ust naczynie i miast jednego łyka, pociągnął trzy, całkiem porządne. Co jak co, ale podróży do Riverrun znajdowała się na samym dole jego listy „co zrobisz z resztą długiego lata”. A do tego ten list z Końca Burzy…
- Tak czy inaczej, proszę was o wyrozumiałość dla… tego młodzieńca. W dupie był, gówno widział, ale najwyraźniej ma ważny powód, by ścigać mnie przez pół Dorzecza. - albo inaczej: oby miał ważny powód. Whent przywołał gestem dłoni karczmarkę i nakazał jej uzupełnienie dzbanów z ciemnym piwem. Przed nimi długa noc… i jeszcze dłuższy dzień, nie mogą odmówić sobie choć odrobiny przyjemności!

/zt, jutro w dalszą drogę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Kwi 08, 2014 7:41 pm

/zewsząd

Od ucieczki z obozu Florenta minęło już dużo, naprawdę dużo czasu i Epps w końcu zaczynał czuć się bezpiecznie i nie czuł na kark oddechu dziedzica Jasnej Wody. Wrócił na szlak spokojnej podróży i w końcu zamiast tylko kraść, mógł zarobić swoje pieniądze sztuczkami. Więc kiedy tylko wszedł do karczmy, to odwrócił jedno z krzeseł od stolika i stanął na nim.
- Wierzycie w magię? - spytał. Pokazał w lewej dłoni drewnianą kulkę o średnicy dwóch centymetrów. Zacisnął pięść i potrząsł ręką. Nie otwierając jej dodał - Zniknęła. A teraz wróciła. - otworzył tę samą dłoń w której - co za zaskoczenie - kulka była. Uśmiechnął się brzydko, pokazując za dużo dziąseł, po czym zakmnął dłoń jeszcze raz, chuchnął w nią i otworzył... pustą.
Zeskoczył z krzesła, po czym podszedł do baru i usiadł, zamawiając kufel piwa.
- Kolejka dla wszystkich na mój koszt! - rzucił jednak po chwili głośno, śmiejąc się w duchu. O zasadach i regułach trzeba pamiętać, a w takim mejscu jak to, ta była najważniejsza.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Kwi 08, 2014 8:48 pm

//Z DALEKIEJ MROŹNEJ PÓŁNOCY

Dorzecze - miejsce spotkań, tak można to ująć. Po niezbyt długiej wędrówce z Północy na Południe, Elias postanowił zatrzymać się w jednej z przydrożnych karczm. Jak to zwykle w Dorzeczu bywa, byli tu wszyscy poza ludźmi znad Tridentu, to jakaś dziwna zależność podobnych miejsc. Elias wkroczył do lokalu z Walderem u boku. Psina nie mogła przecież pozostać na dworze, wszak to był w tej chwili jedyny życiowy towarzysz młodziana. Od razu na wejściu usłyszał magiczne zdanie.
- Kolejeczka? - mruknął sam do siebie. - Czemuż by nie?
Kiedy miła panna, mianująca się też zapewne kurwą, podała mu trunek, Snow szybko wlał go sobie do gardła, stuknął kuflem, a następnie wstał. Tamten od kolejeczki wydawał się być interesującą postacią. Walder natychmiast ruszył za swoim panem. Któryś z "wielkich panów" zaczął pytać się, skąd wziął się tu pies, ale kłapnięcie zębów czarnego bydlaka dało mu do zrozumienia, że chyba treść zadanego pytania była nieodpowiednia.
- Kim jesteś, dobry człowieku? - Północny, twardy akcent rozbrzmiał w głosie Eliasa, gdy postanowił zasięgnąć wiedzy od iluzjonisty. - Nie często się zdarza, by ktokolwiek dawał możliwość napicia się miłym panom, a już na pewno nie w Dorzeczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sro Kwi 09, 2014 9:32 pm

Epps spojrzał na mężczyznę, który się do niego dosiadł - wyglądał na Baratheona, ale nie zachowywał się jakby miał w sobie szlachecką krew jednego z najwyższych rodów. No i miał ze sobą psa w karczmie. Z jednej strony zachowanie tak ekscentryczne można było odebrać jako przejaw kogoś ważnego, z drugiej... wręcz przeciwnie, mógł to być najprostszy z aktów przyjaźni. Gość pewnie już zdążył wypić na jego koszt, ale wyglądał na porządnego faceta.
- Widzisz, przyjacielu, miłym panom pewnie też bym nie dał możliwości napicia się. - powiedział, jakby nie wyczuwając odrobiny ironii w tym, co mówił ten dziwny mężczyzna. - A zwą mnie Epps Toheem. Największy spośród czarowników w całym Westeros!
Skromność była wadą, jeśli chodziło o występowanie przed publicznością, a jedna z zasad mówiła, że przedstawienie musi trwać, póki jakakolwiek publiczność jest dookoła.
- Ale te szumowiny, uciekające zapewne dokądś skądś, może mający bandę dzieciaków w trzech wioskach, czemu oni mieliby się nie napić. Im więcej dostaną alkoholu, tym bardziej rano będą żałowali swojego marnego życia... - zaśmiał się cicho, jakby do siebie, patrząc na Snowa. - Poza tym... jakkolwiek się nazywasz, to wyglądasz na godnego zaufania goście. Wśród nas, potężnych magów, jest takie powiedzonko... Im bardziej pijana publiczność, tym lepiej!
Wychilił łyk ze swojego kufla i włożył w zęby wykałaczkę, kiwając nią w górę i w dół w tym swoim brzydkim uśmiechu.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Kwi 10, 2014 10:39 pm

A więc czarownik? A to zagwostka!
- Byłem święcie przekonany, że tylko jacyś nawiedzeni maestrowie są czarownikami na tej parszywej ziemi, a tu się okazuje co innego! No, no! Zostałem zainteresowany - Elias uśmiechnął się szeroko. Walder obszedł Eppsa, niuchając przy okazji, by przyzwyczaić się do woni człowieka z Reach. - Wiem to, nawet nie będąc magikiem. Im bardziej pijany przeciwnik, tym łatwiej jest go rozbroić.
Snow pokiwał ręką i już po chwili obok obu znalazła się stara karczemna dziewka.
- Temu panu też kolejkę, zasłużył. Chyba że chce coś konkretniejszego - zwrócił się do baby. Czarny pies wrócił do właściciela i otarł się jego dłoń, domagając się tym samym głaskania. Elias podrapał pchlarza za uchem, po czym z powrotem przeniósł wzrok na Eppsa.
- Cóż to byłby za brak manier niegodzien mojego pochodzenia, gdybym się teraz nie przedstawił! - powiedział, wciąż się szczerząc. - Jestem Elias Snow, bękart brata lorda Manderly. Nie taka Północ honorowa i szlachetna, jak ją malują.
- Twoje pochodzenie wydaje się być dla mnie zagadką, czarowniku. Nietypowe jest twe miano, a co za tym idzie, także rozszyfrowanie miejsca twego urodzenia okazuje się być trudne. Prawda, Walder? - Pies szczeknął jak na zawołanie, mając chyba nadzieję, że jego pan, zwraca się bezpośrednio do niego i oferuje mu jakąś nogę kurczaka (HIHIHI). - Do tego mógłbym spytać, czy wybierasz się może w jakimś konkretnym celu w jakieś konkretne miejsce? Może pragniesz oczarować iluzją pijanego króla?
Ostatnie pytanie zostało wypowiedziane szeptem, ale Elias nie mógł przy tym powstrzymać się od chichotu. Wszak nie zawsze ma się możliwość widzenia w myślach pijanego Aerysa. Musiał być wtedy strasznie... nie, to przekraczało ludzkie pojmowanie. Koniec końców mogło się okazać, że rozmawia z jakimś przebranym królewskim agentem albo jego najbrzydszym gwardzistą. Wtedy pozbyłby się głowy albo, co gorsza, kuśki. Tego nie chciała żadna panna ani tym bardziej dziwka w przydrożnej karczmie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Kwi 10, 2014 11:06 pm

Coś konkretniejszego? Epps spojrzał na dziwkę i szybko pokręcił głową. Nie była to w jego guście rozrywka, zdecydowanie. Z chęcią jednak powitał kolejny kufel piwa obok swojego, niemal już pustego. Nie można pozwolić, by gardło wyschło, a głos stracił moc, prawda?
Bękart Manderly'ego? Więc jednak szlachcic, dobrze wyczuł już na samym początku, nie trafił tylko z okolicami. Spojrzał na psa z pewną dozą nieufności. Zwięrzęta były mnie przewidywalne niż ludzie, nie przepadał za nimi, choć czasem lepiej mieć przy sobie psa niż jakiegoś zapijaczonego rycerzyka.
- Walder? - zaśmiał się blondyn, nie wypuszczając z zębów wykałaczki - Chyba niezbyt szczęśliwie żeś nazwał tego psa, Eliasie. Nie dziwię się, że nie spuszczasz go z oka! - tym razem zaśmiał się już głośno. - Pochodzę z krain tak odległych, że ich nazwy nie powiedziałby ci nic, dobry człowieku. Musielibyśmy lepiej się poznać, bym mógł ci zdadzić swe korzenie.
Puścił oko do Eliasa, dając mu w ten sposób znać, że nie można rujnować przedstawienia. Porządny iluzjonista nie zdradza się w tłumie.
Przeanalizował przez chwilę pytania Snowa. Wydawał się dobroduszny, ale na ile można mu zaufać? Jaka jest pewność, że nie jest wysłannikiem Florenta, który ma go ścigać i zabić? Warto było zaryzykować, mimo wszystko przydałby się towarzysz w podróży.
- Ciężko mówić o konkretnym celu, całe Westeros zasługuje na zaszczyt zobaczenia mojej magii - powiedział, patrząc w kufel, z którego po chwili pociągnął duży łyk. - Chociaż... Mam pewne niesnaski z dziedzicem Florentów, więc 'byle nie do Reach' wydaje mi się sensownym kierunkiem. Niedawno odwiedziłem Królewską Przystań, myślałem o Riverrun albo Orlim Gnieździe. Jeśli masz ochotę, możesz wyruszyć ze mną. Niech tam, nawet ta Królewska Przystań nie jest taka zła, ludzie tam chojni... i nieuważni często. Więc jak, szukasz w towarzysza w podróży, oprócz... Waldera?
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Kwi 11, 2014 11:21 am

- Och, imię psa jest jak najbardziej szczęśliwe. Spójrz no na niego, sierść zdrowa, ślepia jak złote smoki, uśmiech na pysku tak radosny, że w ogóle nie widać, jakoby jego imiennikowi w przeciągu ostatniej połowy roku ścięto głowę - odparł, tarmosząc psa za sterczące ucho. - To raczej on nie spuszcza z oka mnie, chyba częściej pakuję się w tarapaty niż ta biedna psina!
Wstał od stołu i zawołał dość głośno:
- Czy już w ogóle nie ugaszczacie tu mięsem? Ja i mój pies oraz pan czarownik mamy ochotę na kurczaki! Ostatnio wszystkie dobre gospody w Dorzeczu je podają, a to jest ponoć jedna z lepszych karczm w tej części Westeros - nachylił się do swojego nowego towarzysza. - Dorzecze słynie z najlepszego zaopatrzenia.
Po tych słowach mrugnął doń porozumiewawczo.
- Cóż to za lord, który przepędza magika? Możeś go pan okradł? Chodzą wszak plotki, że najlepsi czarownicy mają też bardzo solidne mieszki zapchane jeleniami i smokami. - Radość znów wstąpiła na jego oblicze, o ile kiedykolwiek zeń ustąpiła. - Riverrun, powiadasz? Miałem się tam wybrać z wizytą przyjaźni do pewnego bękarta, także lordowskiego syna, a może raczej... lordowskiej córki. Z pewnością polubi jakiekolwiek magiczne sztuczki, które zaproponujesz. A Riverrun słynie z bardzo smacznych pstrągów, za to mogę ręczyć.
Zawartość kolejnego kufla z łatwością spłynęła przez gardło do żołądka bękarta z Północy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Kwi 12, 2014 1:13 pm

- Okradł? Nie... Nie tym razem, zwyczajnie nie chciałem mu udzielić pewnych informacji, wiesz chyba, jak poważnie traktują siebie wielcy panowie... - wzruszył ramionami, mimo wszystko nie będąc pewnym stosunku bękarta do wysoko urodzonych osób. Może i śmiał się z Króla, ale to inna sytuacja. - Poza tym, on mnie nie wypędził, przekupiłem jego strażnika i uciekłem.
Kiedy już to powiedział, pożałował, że nie wymyślił jakiejś bajki o teleportacji. Chociaż z drugiej strony skoro on i Elias mają razem podróżować, to chyba lepiej, żeby znali nawzajem swoje możliwości, sztuczki sztuczkami, ale zmiana położenia to poważna sprawa, której mógłby w którymś momencie Snow potrzebować.
Przyniesiono im tak upragnione przez bękarta z północy kurczaki. Toheem wgryzł się szybko w udko swojego, było usmażone i soczyste, pyszne. Popił, kończąc kufel piwa, a kiedy skończył jeść, wstał.
- Planowałem ruszać dalej jak najszybciej. Więc jak, ruszasz ze zmną, Eliasie Snow? - spytał, wyciągając rękę w stronę swojego towarzysza posiłku.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Kwi 13, 2014 5:02 pm

Na słowa o wielkich panach machnął tylko ręką*.
- Oni bywają wielce dziwni i o ile na Północy można akurat uświadczyć jeszcze w miarę ludzkich, o tyle im bardziej na Południe, tym bardziej dziwaczeją. Informacje? Więc jednak jesteś szychą, czarowniku? - Kufel grzmotnął o stół, co miało mniej więcej oznaczać, że trunek już się skończył i czas napełnić naczynie ponownie. Panienka, tym razem nieco ładniejsza, zjawiła się i od razu wykonała pańskie życzenie. Elias puścił do niej oko, po czym łyknął z kufla.
- Przekupiłeś strażnika, powiadasz... - Nawet pijąc, uporczywie wpatrywał się w niezbyt piękną twarz iluzjonisty. Walder ułożył się pod pańskimi nogami, obserwując przy okazji przechodzących ludzi.
- Rozumiem, że jak najszybciej oznacza jutro o świcie? Zapadł już zmierzch, nikt mądry o tej porze nie opuszcza ciepłej gospody w Dorzeczu. Przy okazji... - Snow uchwycił wzrokiem jedną z panien, idących właśnie na górę. Była śliczna, miała długie, jasne włosy, delikatne kształty i rysy. Była sama, to oznaczało w pewnym sensie zaproszenie dla każdego znajdującego się tu mężczyzny. Skończyła swoją pracę w dolnej części gospody, teraz nadszedł czas na górną. - ...trzeba skorzystać z ramion pięknej kobiety nim stąd odjedziemy. Czy możemy się tu zobaczyć jutro o świcie?
Pytanie było szczere. Elias nie wstawał, dopóki nie dostał na nie odpowiedzi.

*nie, żebym za pierwszym razem napisała 'macnął'...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Czw Kwi 17, 2014 11:41 pm

Jutro? No cóż, iluzjonista miał ochotę wyruszać natychmiast, bo nie podobało mu się to miejsce, ale wzruszył ramionami. Podążył swym spojrzeniem za wzrokiem Eliasa i dostrzegł atrakcyjną, poniekąd, dziewczynę. Przewrócił oczami. Pewnie bękart Manderlych miał już więcej dzieciaków po karczmach niż włosów na łbie, ale nie Eppsowi należało to oceniać. Miał lepsze rzeczy do roboty.
- Jak chcesz, Snow. - powiedział, uśmiechając się brzydko. Uścisnął rękę swojego nowego towarzysza, po czym poprosił karczmarza o pokój dla siebie. Szybko pochwycił klucz i butelkę jakiegoś mocno wędzonego w zapachu, brązowego alkoholu, po czym udał się na górę.
Dostał ostatni pokój w korytarzu - nie mogło być lepiej. Zamknął za sobą drzwi na klucz, po czym podsunął pod nie jeszcze krzesło, które znajdowało się wokół niedużego stolika. Lubił mieć pewność, że nikt mu nie będzie przeszkadzał. Pociągnął duży łyk z zakupionej butelki, po czym rozejrzał się za wiadrem z czystą wodą. Czekało obok łóżka, żeby mógł się wykąpać w razie potrzeby. Zrobił, to, a jakże, po czym idealnie równo ułożył obok siebie karty, piłki i ubrania. Po chwili namysłu jedną z kart włożył w szparę między drzwami a górną częścią framugi. Bezpieczeństwa nigdy za wiele... Położył się w łóżku, zgasił świecę i oddał się spoczynkowi. Trzeba wstać kiedy jeszcze będzie ciemno, przed świtem.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Kwi 19, 2014 11:26 pm

Panowie zapewne spotkali się na śniadaniu. Elias zapewne nie pozwoliłby czcigodnemu Eppsowi zapłacić, więc zrobił to za niego już wcześniej. Sakwy nie miał pełnej, ale szczodrość była jedną z jego najlepiej rozwiniętych cech. Tuż obok skromności.
- Jak się masz, szanowny panie czarowniku? Ruszamy za chwilę, a ja już wiem, że ta podróż będzie wspaniała! Pełna przygód i radosnych pieśni, a śpiewać będzie nikt inny, jak Elias Snow, najlepszy śpiewak i twórca mruczanda w Westeros! Mam nadzieję, że na drodze spotkamy jakieś urocze damy. Na rycerzy nie chciałbym trafić. Są niesympatyczni. - Mówiąc, wciąż jadł i popijał wino z kubka. Wyznawał dziś zasadę: kurczak na śniadanie, kurczak na obiad, kurczak na kolację, a co najlepsze, nie było to wciąż to samo zwierzę! Walderowi chyba nie podobał się taki styl życia, bo mógł z powodzeniem wyjadać resztki, odrzucając szkodliwe w tym wypadku kości. Kości są bardzo ważne w rozwoju takiego dużego psa.
- Przy okazji... jeśli nie masz nic przeciwko, zmieniłbym cel naszej podróży. - Oblizał palce z głośnym mlaśnięciem. - Tak się stało, że doszły mnie słuchy o ślubie w Winterfell. Mój ojciec zawsze jest zapraszany na takie uroczystości, toteż chciałbym rzec, że wstęp tam to dla mnie bułka z masłem. O ile mój kochany papa za mną nie przepada, o tyle lubi być pilnowany. Dziwne lordowskie zachcianki, ale cóż począć. Gdyby on chociaż był lordem...
Kurczak skończył się wyjątkowo szybko.
- Wolałbym przygotować się szybko do drogi i stąd zniknąć. Czekają pieśni, przygody i damy w opresji! I wino. Dużo wina! - powiedział, odchodząc od stołu, a Walder dreptał tuż za nim. Nadszedł czas na odjazd!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Kwi 20, 2014 12:07 am

Epps przebudziwszy się sprawdził wszystko, co wczoraj zostawił, włącznie z kartą na drzwiach. Nie zauważył zmian, więc udał się na śniadanie, na które jedli - a jakżeby inaczej - kurczaka. Ile można jeść tego kurczaka, Snow? To pytanie nie wyszło z ust iluzjonisty, ale w jego głowie odbijało się przez cały posiłek, kiedy nie słuchał gadania swojego towarzysza o damach i rycerzach. Nie interesowały go te sprawy, uwagę zwróciła dopiero zmiana kierunku podróży.
- Świetny pomysł, Eliasie! - zawołał wręcz, "przypadkiem" upuszczając na ziemię kawałek kurczaka. - To może bardzo pomóc!
Wstał bez słowa i zamówił jeszcze dwie butelki brązowego alkoholu, który pił wczoraj, żeby mieć na drogę. Patrząc na Snowa, to im więcej alkoholu tym lepiej, może jego gadanie nie będzie tak okropne. Wyszedł na dwór, przygotowując swojego konia i wózek.
- No, Moneto, długa droga przed nami, nigdy kończąca się podróż nie ustaje. - powiedział do klaczy. - Tak jak praca kuśki mojego towarzysza, to może nam przystworzyć kłopotów, jak się wpakuje nieodpowiedniej damie do łóżka. - ostatnie zdanie dodał już ciszej, przewracając oczami. Wsiadł na Monetę i oczekiwał Eliasa. Kiedy ten się pojawił, gotowy do wyjazdu, wyruszyli na północ. Komu w drogę temu czas, oby udało im się jakimś cudem zdążyć na wesele!
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Pią Cze 13, 2014 10:52 pm

Virlad powoli zbliżał się do karczmy. On, jak i jego wierzchowiec, byli zmęczeni. Musiał się gdzieś zatrzymać. Potrzebował pracy, a karczma to miejsce, gdzie takową można zdobyć. Na całym świecie trwały wojny. Najemników nigdy nie będzie za mało. A może ktoś będzie chciał wynająć go do obrony osobistej karawany, albo po prostu ochrony jakiegoś ważnego lorda? Nadeszły niespokojne czasy, a tacy jak Virlad tylko na nich korzystali. Podjechał do stajni, która znajdywała się za karczmą. Tam zostawił konia, a następnie udał się do środka. Uderzył go charakterystyczny zapach takich miejsc, chociaż przywykł do dużo gorszych smrodów, kiedy przebywał w Królewskiej Przystani. Podszedł do karczmarza. Szybko wydłubał srebrnego jelenia z mieszka i rzucił go na ladę.
-Wiesz, gdzie można znaleźć tutaj pracę?
Nie silił się na zbytnią uprzejmość. Mu się śpieszyło, a dworny język nie był dla niego. Chciał uzyskać odpowiedź, to wszystko. Przytrzymał dwoma palcami jelenia, aby upewnić się, że uzyska odpowiedź. Chciał szybko wrócić do konia i ruszać w drogę. Jego ogier zapewne zdążył ugryźć już kilka ludzi. Zawsze bawił go jego charakter. Niektórzy mówili, że jest podobny do swojego pana. Odetchnął głęboko, rozglądając się. Nic ciekawego. Zwykła karczma, w której można zjeść, przespać się i wyruchać jakąś kurwę.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 11:35 am

Dolyn Stark już od dłuższego czasu był w podróży wraz z jednym swych przybocznych. Wcześniej miał dwójkę zaufanych ludzi, z którymi podróżował od wielu lat ale jednego zostawił przy pewnej osobie, w której się zakochał. Wprawdzie we dwójkę także dawali sobie radę w razie napadu lub innego typu ataku na jego osobę ale nie mógł ryzykować. Był przecież Starkiem, drugim synem Lorda, był kimś zbyt ważnym aby umrzeć lub na tyle ważny aby właśnie umrzeć. Wysoko urodzeni musieli uważać i to bardzo, dlatego chłopak nie ubrał na ramiona płaszcza z herbem swego rodu, był incognito. Mimo wszystko widać w nim było nutkę szlachetności.
W stajni zostawili konie płacąc oczywiście sowicie o jak najlepszą opiekę. Pierwszy do karczmy wszedł Dolyn, pchnął drzwi, przekroczył próg i rozejrzał się wokół. Nie było tragicznie, biorąc pod uwagę warunki, w jakich ostatnio sypiał ta karczma była niczym rezydencja na jednej z południowych wysp. Wyciągnął odpowiednią sumę i położył przed karczmarzem.
- Dwa piwa i dobre jadło. - Rzucił tylko po czym przysiadł przy jednym ze stolików wraz ze swym przybocznym. W oczekiwaniu na zamówienie, rozglądał się po karczmie aż jego wzrok na chwilę zatrzymał się na jednym człowieku. Tak, był nim właśnie Virlad ale chłopak nie znał go, nie znał jego imienia, pochodzenia. Wyglądał jednak na zaprawionego w sztuce walki człowieka.
- Poproś go do stołu - rzucił cicho do swojego ochroniarza i wskazał skinieniem głowy w stronę wcześniej wspominanego mężczyzny. Dolyn rozsiadł się wygodniej a ochroniarz poszedł wykonać rozkaz.
- Mój pan prosi cię do swego stołu. - Powiedział przyboczny do Virlada po czym wskazał na Dolyna, który obecnie patrzył gdzieś w bok. Chyba starał się dyskretnie przyglądać komuś innemu.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 12:00 pm

Nadal nie słysząc odpowiedzi karczmarza, Virlad zauważył, że ktoś wkroczył do karczmy. Usiadł, zamówił piwa i mruknął coś do mężczyzny, który mu towarzyszył. Od razu było widać, kto z tej dwójki jest przywódcą. Virlad przyjrzał mu się. Wyglądał na szlachcica, a ten drugi na jakiegoś rodzaju sługę. Świetnie. Po prostu nienawidził zadawać się ze szlachcicami, którzy tylko by zadzierali nosa. Zauważył, że tamten na niego patrzył. Virlad westchnął cicho. Jego wzrost zawsze przyciągał uwagę. Już miał się odwrócić, kiedy zauważył, że sługus idzie w jego stronę. Odruchowo poluzował miecz. Wiedział, że to może zwiastować niezłą bitkę. Już zaczął oceniać przeciwnika pod względem możliwości, kiedy tamten się odezwał. Wzwywał go do stołu. Virlad chciał splunąć i odpowiedzieć zwykłym "pierdolę cię i twojego pana", ale coś go powstrzymało. Może dosłyszał jego słowa, że szuka pracy? Żwawym krokiem ruszył w stronę stołu, po drodze zgarniając stołek i teraz stawiając go naprzeciwko szlachcica. Usiadł. Jego twarz przybrała zwykły dla niej, hardy i odstraszający wyraz. Podniósł jedną brew, nic nie mówiąc. Skoro on go wezwał, on też powinien odezwać się pierwszy. Wszystkie dworskie etykiety szczerze pierdoliły Virlada.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma   

Powrót do góry Go down
 

Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-