a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Karczma - Page 3



 

 Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Karczma   Sro Lip 24, 2013 8:51 pm

First topic message reminder :

Na południu Dorzecza, tam gdzie schodzą się najważniejsze przebiegające, przezeń trakty stoi karczma. Jedna z najstarszych i najlepiej prosperujących przydrożnych tawern w całych siedmiu królestwach. Zatrzymywali się w niej wszyscy, którzy zmierzali na Północ, z Północy, do Doliny, w kierunku Królewskiej przystani jak i w głąb regionu dorzecza, by dotrzeć do Riverrun. Goście zazwyczaj stanowili, barwną i przewspaniałą mieszaninę wszystkich zawodów i stanów społecznych. Noc spędzali tu rycerze i szlachcice, wędrowni minstrele, kupcy, prości chłopi oraz najemni żołnierze a własne, stale wypełnione jękami pomieszczenie miały tu również kurwy, chętnie sprzedające swoje usługi wszystkim przyjezdnym. Z zewnątrz nie wyróżniała się spomiędzy wszystkich innych zajazdów środkowej części kraju, otoczony ostrokołem, chroniącym w przeszłości przed atakami dzikiego zwierza i górskich klanów, które jeszcze wtedy były na tyle liczącą się siłą, że pozwalały sobie na zuchwałe opuszczanie Doliny. Teraz ziemno-drewniane ogrodzenie, dawało jedynie cień zmęczonym słońcem wędrowcom dla których zabrakło miejsca w środku. Sam budynek, postawiony był na planie prostokąta, z wystającym w środku gankiem. W środku, też niczym się nie wyróżniała. Parter składał się z dużej sali, pełniącej rolę wspólnej jadalni oraz kuchni nad którą umieszczone były pokoje dla gości mających wystarczająco dużo pieniędzy by je wynająć. Ubożsi zadowolić musieli się kątem w kuchni, bądź, gdy i tam było tłoczno, w położonej za przybytkiem stajni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 12:30 pm

- Więc... szukasz pracy? - Zaczął Dolyn. To powinno trochę zmienić nastawienie Virlada, który pewnie spodziewał się po nim innych minierów lub chociażby przywitania. Stark spędził wystarczająco dużo czasu na południu, w rodzie niższego stanu niż on był aby nabyć pewnych mało kulturalnych zwyczajów chociaż nie zapomniał o zasadach dworskiej etykiety. Wiedział kiedy i jak ma się zachować. Teraz jednak mógł uchodzić za kogoś bogatego aczkolwiek czy faktycznie szlachcica? Fakt, że jego przyboczny nazwał go "Panem" nie oznaczało przecież, że służy mu przez wzgląd na wysoki stan. Może po prostu Dolyn mu dużo płacił.
- Potrafisz walczyć? - Zadał kolejne pytanie mając nadzieję zabrać ze sobą tego człowieka w podróż. Od długiego czasu planował coś niebezpiecznego aczkolwiek wolał jeszcze nie mówić nikomu o tym a już szczególnie swemu kochankowi z południa, ten by pewnie zrobił wszystko aby powstrzymać go przed podróżą na północ. Wprawdzie mężczyzna zmierzał ku Winterfell ale nie zamierzał zbyt długo zatrzymywać się w swoim rodzimym domu.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 12:38 pm

-Juści, szukam. Za godziwy pieniądz, oczywiście.
Ucieszył się, że tamten nie używał jakichś dworskich, pięknych słówek ani ukłonów. Od razu przeszedł do rzeczy. Dzięki temu zyskał trochę szacunku w oczach najemnika. Nie na tyle, aby ten zaczął się mu kłaniać, ale na tyle, aby nie pluć mu w twarz. Zdecydował, że wysłucha tamtego, cokolwiek ma do zaproponowania. Zawsze chciał zobaczyć północ. Podobno była stworzona dla twardych ludzi. Virlad był przekonany, że się do nich zalicza. Słysząc kolejne pytanie szlachcica, prychnął.
-Oczywiście. Nie na darmo noszę zbroję i broń.
Nie chciał się z nim przerzucać słówkami. Zdecydował, że woli od razu przejść do sedna, wiedzieć, o czym mowa.
-Do rzeczy. Jaka to praca i ile płacisz? To jedyne aspekty, jakie mnie interesują. Pierdolą mnie sentymenty. Powiedz, kogo mam zabić, a to zrobię, jeżeli dobrze mi zapłacisz.
Czekając na odpowiedź tamtego, rozsiadł się wygodnie. Cały dzień spędził w siodle, co negatywnie odbiło się na jego tylniej części ciała. Chciał wstać i rozmasować mięśnie, ale wydawało mu się, że to by nie wypadało, więc jeszcze przez chwilę musiał się powstrzymywać.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 12:50 pm

- Pięćdziesiąt jeleni na trzydzieści dni. Możliwość podniesienia stawki jeśli będziesz się dobrze spisywał, praca jest stała. - Mówił samymi konkretami tak jak chciał właśnie jego rozmówca. Pewnie minie trochę czasu zanim zaufa temu człowiekowi, może nawet nigdy mu nie zaufa ale potrzebował ochrony. Był coraz bliżej niebezpiecznych ziem, które tolerował jedynie przez wzgląd na swoją rodzinę i przyjaciół. Był za to zafascynowany południem, gorącem, słońcem. Sam wyglądał jak południowiec, pewnie przez fakt, że spędził kilka dobrych lat opalany gorącym słońcem.
- Miałem dwóch ochroniarzy ale jednego musiałem zostawić na południu. Zbliżam się do niebezpiecznych ziem i potrzebuję uzupełnić te braki. Kogo masz zabić? Cóż... to chyba jasne, każdego kto mnie zaatakuje chyba, że rozkażę inaczej. Poza tym wyglądasz na kogoś kto zna się na bojach, jeśli się dobrze spiszesz to zabiorę ciebie dalej abyś pomógł mi w pewnym niezwykle niebezpiecznym zadaniu. - Zadanie to nawet jego przerażało ale obiecał sobie już dawno, że jego fascynacja, ambicja zostanie w końcu spełniona. Postawił sobie cel, wiedział gdzie szukać tego czego pragnął. Wiedział jednak, że nie może tego porzucić bez względu na niebezpieczeństwo jakie na niego czyha.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 12:59 pm

Ukrył zdziwienie, kiedy usłyszał, że tamten chce zapłacić mu pięćdziesiąt jeleni. Był pewien, że nie zobaczył niczego po jego twarzy. Jednak stawka była wysoka. Za tyle przez cały miesiąc mógłby obżerać się i spać w karczmach, co wcale takie tanie nie było. Jednak był pewien, że wyciągnie więcej.
-Sześćdziesiąt i umowa stoi.
Nie było wątpliwości, że tamten się zgodzi. Dziesięć jeleni w tę czy wewtę nie zrobi różnicy jakiemuś bogatemu szlachcicowi. Teraz jegomość znów się odezwał. Niebezpieczne ziemie. Północ. To kompletnie zafascynowało Virlada. Skinął głową, kiedy tamten skończył swoją przemowę. Prawdopodobnie nie był żadnym poślednim lordem, skoro mówił, że ktoś może go zaatakować. Teraz Virlad był w swoim żywiole. Pieniądze, za które będzie mógł pić i miecz, którym będzie mógł siec ludzi. Tak, to mu się podobało. Zdecydowanie był gotów przyjąć tę ofertę. Niezwykle niebezpieczne zadanie też brzmiało niczego sobie. Wstał, wyciągnął rękę do tamtego, aby uścisnąć, na znak zawartej umowy i odezwał się:
-To co, ruszamy? Oferta brzmi ciekawie. Miejmy nadzieję, że spotkają nas jakieś niebezpieczeństwa.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu, choć nie był to ciepły, przyjazny uśmiech. Raczej chciwy, drwiący uśmiech najemnika.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 2:28 pm

- Pięćdziesiąt i ani grosza więcej. - Urwał targowanie. Nie mógł dać po sobie poznać swojego bogactwa, wszakże nie mógł być uznany za szlachcica z tak wysokiego rodu, może co najwyżej mógł sobie być uznawany za chorążego lub bardzo bogatego kupca. Podał jednak dłoń mężczyźnie przypieczętowując umowę.
- Czekaj, daj mi najpierw zjeść. Ruszamy jutro z rana. - Był przyzwyczajony do nieco rozkazującego tonu. Musiał pokazać, że skoro płaci to też rządzi. Zresztą świat się zawsze bazował na walce o dominację. Nie zawsze dominacja wynikała z fizycznej siły, czasami siła charakteru, głosu, wiedzy była ważniejsza. Wszakże sami władcy nie musieli być mistrzami w walce, mogli jednak poruszyć serca i umysły innych ludzi aby stanęli w szranki w ich imieniu. Stark wiedział o tym już od dawna, łatwo było dostrzec takie zależności na świecie.
Służka podała piwo i jadło do stołu a chłopak zaczął jeść. Udo kurczaka chwycił w dłoń i zaczął je objadać z mięsa. Czuł się trochę głupio z tym, był przyzwyczajony do używania sztućców aczkolwiek to była karczma a on nie mógł dać po sobie poznać jak wysoko urodzony jest.
- Najpierw ruszymy do Winterfell gdzie zostaniemy przez kilka dni, uzupełnimy zapasy a ja się spotkam z moimi bliskimi. Później ruszymy w kierunku Czarnego Zamku. Muszę załatwić jedną sprawę u nocnej straży. - Trochę skłamał. Chociaż było prawdą, że ruszą w kierunku Czarnego Zamku oraz historycznego, prastarego muru, który chronił Siedem Królestw przed... no właśnie. Przed czym?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Sob Cze 14, 2014 3:13 pm

Nie zgodził się, co trochę zaskoczyło Virlada. Może zdradziła go mimika twarzy? Nie ma co rozpamiętywać. Przy pierwszej okazji i tak będzie ubiegał o to, aby tamten płacił mu więcej. Ponownie skinął głową. Kiedy tamten zaczął następną kwestię, Virlad nie mógł nie zauważyć rozkazującego tonu. Cóż, szlachcice tak mieli. Ten chłopak nie miał by szans w walce z takim olbrzymem jak on. Nie przeszkadzało mu to, że czuje się przywódcą. Miał do tego prawo. On płacił, on rozkazywał. Virlad wolał proste komendy. "Naprzód!", "Walcz!" i "Rozwal mu łeb!" to było wszystko, czego pragnął.
Teraz dowiedział się o celu podróży. Zamyślił się. Winterfell. Starożytny zamek, który był sławny we wszystkich siedmiu królestwach. Jednakże - nawet on blakł przy opowieściach o Murze. Teraz Virlad się naprawdę zainteresował celem podróży. Był pewien, że tamten coś przed nim ukrywa. Nie obchodziło go to. Więcej niebezpieczeństw, większa zapłata. Jeszcze to określenie. Jego bliscy. Czyli ten chłopaczek był Starkiem. Pięćdziesiąt jeleni to na pewno nie to, co mógłby zapłacić. Virlad postara się, aby tamten jak najszybciej się do niego przekonał.
-Dobrze. Ja prześpię się w stajni. Nie lubię karczemnych pokojów.
Tak naprawdę było. Miał przy sobie pieniądze, więc z tym nie miałby problemów. Jednakże przyzwyczaił się do życia w wręcz okrutnych warunkach.
Wyszedł za karczmy, udał się do stajni, która była za nią. Usiadł obok swojego konia. Wiedział, że tamten nie zrobi mu krzywdy, jak to czynił z resztą ludzi. Znali się zbyt długo. Jednak najemnik nie miałby żadnych oporów, kiedy byłby zmuszony go zabić. Nie nadał imienia wierzchowcowi po to, aby się zbytnio nie przywiązywać.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Cze 15, 2014 12:36 pm

To, że jechał do Winterfell nie oznaczało od razu, że jest Starkiem, wszakże mógł mieć tam po prostu jakąś inną rodzinę. Zamek był duży i na pewno nie mieszkali tam tylko Starkowie, wszakże była jeszcze służba, strażnicy i tak dalej można by wymieniać. W każdym razie Virlad oddalił się do stajni a Dolyn wraz ze swym przybocznym zjedli i wypili po długiej podróży.
- Nie ufam mu. - Powiedział ochroniarz ale Dolyn zbył go jedynie tajemniczym uśmiechem. Później poszli do wykupionego pokoju gdzie położyli się spać. Dolyn zasnął bardzo szybko, był zmęczony wielogodzinną podróżą. Noc mineła szybko, sny wszakże zawsze działały cuda w tej kwestii. Podczas snu czas leciał inaczej, jakby dusza wędrowała do zupełnie innego świata tak na chwilę a kiedy wracała do ciała, świat ponownie był skąpany w świetle wschodzącego słońca. Stark wstał, obmył się i oddał klucz do wynajętego pokoju. Poszedł do stajni gdzie miał swoje konie oraz gdzie spał jego ochroniarz, którego wynajął ostatnio.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowy do podróży. - Powiedział tylko po czym rozkazał stajennemu odwiązać konie i przygotować do podróży.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma   Nie Cze 15, 2014 7:25 pm

Vilrad nie miewał snów. Albo ich nie pamiętał. A może nie chciał pamiętać? Bał się tego, co może skrywać jego psychika. Nigdy nie miał nikogo bliskiego. Agresja była dla niego jedynym wyjściem. Kiedy powoli zaczął się budzić, trwała jeszcze noc. Usiadł na ziemi, rozmyślając. O domu, którego nigdy nie miał. O żonie, której nigdy nie spotkał. O rodzinie, której nigdy nie poznał. Potrząsnął głową, odpędzając złe myśli.
Jakiś czas później zauważył, że owy szlachcic zmierza w jego stronę. Siedział cicho, obserwując nowego pracodawcę. Gdy tamten wydał pewnego rodzaju komendę, Virlad tylko skinął i jednym, zgrabnym ruchem wskoczył na ogromnego ogiera. Spojrzał na towarzyszów, po czym powiedział dosyć niskim głosem:
-Lepiej uważajcie na tego tutaj. Potrafi nieźle kopnąć.
Uderzył piętami w boki konia, mając nadzieję jak najszybciej ruszyć w drogę. Od razu pojedzie za szlachcicem. Nie był zbyt rozmowny. Jedyne debaty, jakie lubił toczyć to te przy użyciu miecza. Poluzował obydwa oręże w pochwach i poprawił zbroję, którą dopiero teraz nałożył. Spanie w rynsztunku potrafiło być naprawdę niewygodne.
Powrót do góry Go down

avatar
Gwardia
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
101
Join date :
03/08/2014

PisanieTemat: Re: Karczma   Wto Paź 07, 2014 10:51 am

/ Królewska Przystań dawno temu.

Gospodę postawiono opodal gościńca prowadzącego wprost do Doliny Arrynów. Miejsce było dobre, zatem gospodarz nie mógł narzekać na brak klienteli. Jednak tego dnia miał tylko czterech gości. Możliwe, że pozostali opuścili gospodę, by uniknąć towarzystwa tych czterech, wyglądających na typy spod ciemnej gwiazdy. Ciemnych gwiazd nie można zobaczyć i powiadają, że z tego właśnie powodu tak trudno odczytać losy obwiesiów i bandziorów.
Tak czy inaczej - lokal opustoszał, a nikt nie odważył się powiedzieć przybyszom złego słowa. Dobrego zresztą - też nie. Gospodarz, człek leciwy i doświadczony, o czym świadczyło bielmo na prawym oku, siwizna na skroniach i przeszkadzająca przy chodzeniu podagra, obsługiwał klientów bez słowa. Najmłodszy z czwórki nazywany przez kompanów Kalebem usiłował do gospodarza zagadać, wspominając mgliście o jesiennym chłodzie przenikającym szpik kostny. Właściciel gospody tylko łypnął nań prawym, przesłoniętym bielmem okiem i nieproszony dyskutant zamilkł.
Pogoda zaiste była paskudna, o czym nie dalej niż dwie mile od gospody przekonał się liczący blisko osiemdziesiąt istnień ludzkich orszak z Czerwonej Twierdzy; jesień, niczym złodziej przekonany o własnej bezkarności, ogołociła z liści nieliczne przydrożne drzewa. Wiatr szalał po bezkresnej równinie i wydawało się, że w jego szaleństwie nie może być metody. Daeron musiał zrezygnować z białego płaszcza zawieszonego na plecach - materiał wściekle furgotał przy każdym podmuchu i na wysokości Harrenhal o mało nie doprowadził do tragedii, uderzając w twarz woźnicę. Siedzący na koźle staruszek w ostatniej chwili powstrzymał konia przed wskoczeniem prosto do rowu wraz z ciągniętym przezeń dobytkiem, w którego skład wchodziły głównie suknie, płaszcze, rękawiczki, chusteczki i bogowie wiedzą, co jeszcze.
Wszystko zaś należące do jadącej na samym czele orszaku Rhaenys Targaryen, która za nic miała podmuchy wiatru, smagający twarz wicher i jękliwe prośby o wypoczynek - kuzynka Daerona zaprzeczała wszelkim prawom przyrody, funkcjonując zupełnie inaczej, niż towarzyszący jej mężczyźni. Podróż najgorzej znosiła na samym początku, jeszcze we Włościach Korony cierpiąc na powracające bóle głowy i zmęczenie wywołane wybojami, na których jej powóz podskakiwał raz za razem. Kiedy jednak wjechali do Dorzecza, coraz bardziej zbliżając się do Doliny, nastąpiła całkowita zmiana sytuacji - teraz to Rhaenys, dumnie wyprostowana w damskim siodle, wiodła prym w narzucaniu tempa podróży… zaś reszta jej towarzyszy coraz częściej szukała pretekstu, by zatrzymać konie i rozprostować obolałe kości.
Daeron nie należał do chlubnych wyjątków. Na dobrą sprawę chlubę stracił dwa dni temu, gdy całkowicie przestał czuć tylną część swojego ciała.
To z kolei tłumaczyłoby jego entuzjazm, gdy tylko za kolejnym zakrętem drogi ich oczom ukazała się karczma stojąca tuż przy szlaku wiodącym ku Dolinie - Targaryen bez słowa spiął konia, by zrównać się ze swą kuzynką… i starając się ukryć zmęczenie (z dość miernym skutkiem), posłał Rhaenys najbardziej ugodowy uśmiech, na jaki był w stanie się zdobyć.
- Pół dnia, nie dłużej. Napoimy konie, zjemy coś ciepłego i ruszamy dalej. - oczekiwanie na reakcję Smoczycy mogłoby przysporzyć Daeronowi zbędnych obaw (oscylujących wokół szczerej obawy przed jej decyzją), dlatego też spiął rumaka, kierując się ku przybytkowi.  Chwilami dach gospody furkotał groźnie, jakby ostrzegał ludzi, że za moment ich pod sobą pogrzebie. Byłby to jednak również pogrzeb Białego Płaszcza, który zeskoczył z końskiego grzbietu, natychmiast udając się do wejścia.
Targaryen podejrzewał, iż nie będą jedynymi gośćmi w karczmie… ale nie spodziewał się, iż w środku zastanie jedynie czterech jegomości, których stan wskazywał na nadmierne spożycie alkoholu. Najstarszy w grupie był dobiegający już pięćdziesiątki mężczyzna, u którego wiek oraz karczemne awantury spowodowały znaczne ubytki w uzębieniu, co ograniczało komunikatywność niektórych wypowiedzi. Na dźwięk otwieranych drzwi, zza kontuaru wychynął gospodarz - w pierwszej chwili na twarzy staruszka malowała się obawa wymieszana z nadzieją, zupełnie jakby rozważał wyłącznie dwie możliwości: do ochlejów dołączą kompani… albo zjawi się ktoś, kto ukróci niecny proceder spijania wina i nie płacenia za nie.
Kiedy jednak karczmarz dostrzegł charakterystyczną dla Gwardii Królewskiej zbroję, w którą na domiar złego odziany był mężczyzna z urodą jasno wskazującą na valyriańskie pochodzenie…
- Owies dla koni. - głos Targaryena przerwał ciszę, która nagle zapadła we wnętrzu sali, gęstniejąc z chwili na chwilę niczym gotowany na tłustym mięsie gulasz - choć słowa Daerona były dalekie od wzniosłości typowej dla królewskiej rodziny, gospodarz wciąż stał w miejscu, rozdziawiając usta zupełnie jak ryba wyrzucona na brzeg. Nie był zresztą osamotniony w tym procederze - czterech błędnych rycerzy przy stołach zareagowało dokładnie w ten sam sposób; jeden zapomniał nawet o przełknięciu wina, które obecnie wylewało się spomiędzy ubytków w uzębieniu czerwoną strużką.
- Niech będzie, sam przyniosę. Tylko zechciej pan pokazać, gdzie leży. - pobrzmiewające w głosie Targaryena zniecierpliwienie wywołane było nie tyle chwilową (i wciąż nieustępującą) konsternacją karczmarza… co świadomością, iż on, Daeron, skazany jest na podobne reakcje przez własne pochodzenie. Przez własny status. Przez zbroję, którą nosi i płaszcz, którego akuratnie nie założył.
Jako Gwardzista powinien pozostawać w cieniu… i co więcej, lubił w tym cieniu przebywać - w Czerwonej Twierdzy było to jego naturalnym środowiskiem, ale tutaj, z daleka od stolicy nie miał gdzie się ukryć.
Bo kto ostatnio widział w Dorzeczu Targaryena? I na domiar złego Białego Płaszcza?
Gwardzista już otwierał usta, by ponownie zabrać głos, lecz wtedy karczmarz odzyskał zdolność ruchu - i, zgodnie z przewidywaniami (oraz najgorszym koszmarem Daerona), jął giąć się w ukłonach, niemal zamiatając siwiejącą czupryną po brudnych deskach podłogi. Smok jedynie resztkami silnej woli powstrzymał się przed złapaniem gospodarza za kołnierz i usadzeniem go na krześle, by w końcu przestał zginać starcze plecy w ukłonach - kiedy zaś Targaryen postawił kolejny krok w głąb sali, za jego plecami rozległ się harmider zwiastujący przybycie całej delegacji z Królewskiej Przystani - rżenie koni, stukot kopyt, skrzypienie wozów i donośne wybuchy śmiechów okazały się zwiastunem czynnika, który znacznie zasili sakiewkę karczmarza.
Co sam zainteresowany właśnie zrozumiał, odsłaniając w szerokim uśmiechu pokruszone, nadpsute zęby.
- To jak z tym owsem? - kąciki ust Daerona uniosły się niemal nieśmiało, gdy staruszek pomknął na zaplecze… a wraz z nim jedyni goście karczmy, zataczający się od nadmiaru wina oraz emocji.
Będą mieli co opowiadać w burdelach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma   

Powrót do góry Go down
 

Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-