a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Karczma "Suto i Czysto"



 

 Karczma "Suto i Czysto"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Karczma "Suto i Czysto"   Wto Sty 05, 2016 8:21 pm


Karczma Suto i Czysto



Nie ma w królestwie drugiej takiej karczmy, która w trzyczłonowej nazwie zawiera aż dwa kłamstwa - w przybytku Suto i Czysto dość spora szajka szczurów urządzała krwawe wyścigi po żylaste kawałki kaczki, pamiętającej najpewniej czasy Aegona Piątego, a jedynym sytym człekiem był sam karczmarz, ledwie mieszczący się za chybotliwym kontuarem. Klient tej tawerny, leżącej tuż za Ashford, mógł być pewien jednego: jedyną czystą rzeczą po opuszczeniu szynku będzie... jego sakiewka.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Karczma "Suto i Czysto"   Wto Sty 05, 2016 9:25 pm

Nadciągająca noc, podobnie jak mijające popołudnie, była niemal bezchmurna. Srebrzysta poświata nisko zawieszonego księżyca, subtelna i zimna jak pocałunki valyriańskiej kochanki, spowijała całą okolicę – gdzieś w oddali majaczyły pojedyncze światła Ashford, przywodzące na myśl zbłąkane nad bagniskiem świetliki. Panna Swann nie mogła wyzbyć się wrażenia, że opuszczone o południu miasto nie oddaliło się nawet o milę i być może była w tym krztyna prawdy, wszystko zaś przez zniewalająco powolną jazdę, do jakiej zmuszony został orszak przez dwie damy, stanowiące jego centrum: Yvienne wraz ze swą kuzynką nie sprawiały wrażenia osób, które się spieszyły. Spokojne konie o długich, plecionych grzywach stąpały powoli traktem, zupełnie jakby nie chciały przeszkadzać pogrążonym w rozmowie panienkom – przy czym słowo rozmowa zdawało się lekkim nadużyciem wobec monologu, jakim Yvienne obdarzana była przez swą młodszą krewniaczkę. Nie mogła jednak winić jej za podobny entuzjazm: wszak wyruszyły w drogę wyłącznie po to, by poznać jednego z potencjalnych narzeczonych młodszej panny Swann, który – ku jej wielkiemu entuzjazmowi – okazał się (przystojną oraz postawną) dziesiątą wodą po kisielu Lorda Tyrella. Yvienne podczas całego tego zamieszania uśmiechała się jedynie, od czasu do czasu kiwając głową bądź wyrażając aprobatę poprzez ciche pomruki, brzmiące raczej jak chrapanie nad wyraz rudego kota – jak to jednak bywa przy podobnych okazjach, nawet jej cierpliwość (godna samej Dziewicy) groziła rychłym wyczerpaniem, co przejawiało się poprzez coraz częstsze ziewnięcia. Towarzyszące panienkom służki raz za razem spoglądały z rozbawionym uśmiechem na Yvienne, która – wciąż utrzymując nienaganną postawę w damskim siodle – raz za razem opuszczała podbródek na pierś, po czym podrywała głowę na tyle energicznie, że przy ostatnim wybiegu niemal przekoziołkowała w tył.
- Na Bogów, nie będziemy wędrować nocą, prawda? – zasłona z długich, rudych rzęs opadła i uniosła się kilkakrotnie, gdy panna Swann szybkimi mrugnięciami próbowała przegnać sen z powiek. Jeden z rycerzy, dotychczas będący wyłącznie niemym świadkiem potyczek Yvienne ze zmęczeniem, zrównał się z panienkami przy akompaniamencie trzeszczącej niemiłosiernie zbroi.
- Niedaleko jest karczma, możemy zatrzymać się na nocleg, ale…
- Wybitnie, ser, w końcu dobra wiadomość! – nagły entuzjazm najstarszej córki Lorda Stonehelm niemal wyrzucił rycerza z siodła, który wyłącznie dzięki przyzwoitości Bogów utrzymał się na koniu – najwyraźniej biedak pragnął dodać coś jeszcze, lecz wokół niego rozległ się świergot kilku dziewczęcych głosów, które rozważały wszystkie emocjonujące aspekty noclegu w tawernie. Zniechęcony (oraz świadomy, że nie uzyska po raz kolejny atencji) ruszył ku przodowi orszaku, by przekazać staremu Juvensowi, będącemu zresztą przewodnikiem tej wyprawy, o podjętej decyzji.
Jak to jednak bywa w życiu, oczekiwania znacznie odbiegały od rzeczywistości – i o ile nazwa karczmy przykuwała oko, o tyle jej wnętrze już przy pierwszych oględzinach wołało o pomstę do Staruchy: w środku przebywało niewielu gości, co stanowiło niemą przestrogę dla podróżujących, lecz jeden z towarzyszących pannom Swann rycerzy zauważył, iż wyłącznie tutaj znajdą odpowiednią ilość pokoi – Yvienne, tknięta najwyraźniej wewnętrznym przeczuciem, już zawracała ku drzwiom… lecz wtedy w całą sprawę wmieszał się karczmarz, który – wraz ze swym zaskakująco wysokim i tyczkowatym synem – jęli ustawiać ławy i zachwalać dzisiejsze danie dnia (któryś ze starych bywalców zauważył, że dziś, podobnie jak w każdy inny dzień tygodnia, serwują specjał tawerny: szczura i szczyny). Yvienne, ze stanowczo zbyt miękkim sercem dla ludzkiej pracy oraz irracjonalnym wstydem przed opuszczeniem karczmy w chwili, w której jej właściciel podjął tak wielki trud, wypuściła jedynie długo wstrzymywane powietrze… i niemal natychmiast tego pożałowała, bowiem z kolejnym oddechem w jej nozdrza uderzył nader wyraźny zapach tego drugiego cymesu.
- Yvienne, padam z nóg, jestem wykończona, porozmawiamy jutro rano! – tuż za plecami panny Swann rozległ się lekko znużony, lekko zawiedziony, ale nade wszystko wściekły głosik kuzynki (która nagle zdała się Vienne niezwykle irytującą i głupiutką istotą), już pędzącej ku schodom wraz z całym orszakiem służek. Nim lordowska córa zdołała dołączyć do tego nader osobliwego pochodu (zwłaszcza w tym miejscu), aż trzech rycerzy jej ojca zachęcająco odsunęło krzesła, by tylko zechciała spędzić z nimi wieczór. Yvienne rozejrzała się niepewnie i dopiero, gdy napotkała spojrzenie starego Juvensa, wyrażające wyłącznie opiekuńczość wymieszaną z rozbawieniem, postanowiła zostać na wyłącznie jeden kubek naparu.
- Tylko na chwilkę, ja również… padam z nóg. – uniosła kąciki ust, z trudem ukrywając uśmiech, który pragnął wkraść się na wargi w momencie, w którym sama zadecydowała o swym miejscu – miast usiąść na jednym z odsuniętych krzeseł, przysiadła na brzegu ławy, z niemą fascynacją odkrywając przyjemność płynącą z błahych, ale autonomicznych decyzji. I zupełnie nagle, w przeciągu jednej chwili przestała być zmęczona – poczuła się lekko jak na puchowym śniegu, którego zimno nie dociera do ciała przez gruby materiał podróżnego płaszcza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Karczma "Suto i Czysto"   Sro Sty 06, 2016 7:48 pm

Ser Trevet Mallister, dziedzic Seagardu i rycerz Zachodniego Brzegu ziewnął tak straszliwie, jakby ostatni raz pozwolił sobie na krótką drzemkę za panowania Maegora Okrutnego. Popołudnie minęło, wieczór zbliżał ku końcowi, a końca drogi nadal nie było widać. Trevet swoim zwyczajem spieszył się, chociaż jego kuzyn Erret narzekał, że nie ma najmniejszego sensu męczyć koni, skoro do Blackhaven jeszcze daleka droga, a nawet gdyby zbliżali się już do murów zamku to i tak przecież nie ma pośpiechu. Mallister brał te uwagi za kolejny przejaw słabości charakteru krewniaka, ale zamiast zgodnie ze swoim charakterem jasno poinformować go, że nie myśli tracić ani zbędnej chwili w podróży na południe, kiedy cały czas ryzykują, że zbliżająca się zima załatwi im prawdziwie sielski powrót do Seagardu, a na końcu drogi czeka jedynie krewniaczka Dondarrionów, którą nagle zaskakująco pilnie chciano wyprawić za mąż. Trevet podejrzewał, że ma to jakiś związek z tym, że owa dama nagle zaczęła nosić podejrzanie luźne suknie, ale nie nie chciał zupełnie pogrążyć krewniaka, który zupełnie zrozumiale uważał to za świetną okazję.
Droga przebiegała zresztą całkiem przyjemnie, nowy giermek Treveta okazał się wspaniałym śpiewakiem  i przydawał drużynie Mallistera zupełnie do tej pory nieznanego splendoru. Młody chłopiec jechał w środku orszaku i swoim czystym głosem odśpiewywał sentymentalne ballady i sprośne kuplety.
… nawet słonia, nawet konia,
nawet żyrafę ze stołka jak bieda...
i tylko jeża przelecieć się nie da!

Ten niezwyczajny talent otwierał przed seagardczykami wszystkie drzwi. Czy na zamku, czy w gospodzie, ba nawet pod chłopską strzechą nagle znajdował się obfity posiłek, wygodne miejsca do spania (stóg siana zawsze miły) i przyjazna atmosfera. Nic dziwnego, że chłopak błyskawicznie zapracował na uznanie w niewielkiej grupie wędrowców, a także na przychylność licznych córek, kuzynek i dam negocjowalnego afektu, chociaż akurat z popularnością u płci przeciwnej musiał kryć się przed Mallisterem, który z trudem aprobował jakąkolwiek lubieżność w swoim otoczeniu.
I konia, i muła, i osła głupiego,
I mrówke, i żuka, termita martwego,
Gołąbka pokoju białego jak kreda,
Lecz tylko jeża przelecieć się nie da!

Tak mniej więcej mijała droga podróżnym z dalekiego Dorzecza, kiedy dojeżdżali do karczmy. Wyglądała dość przeciętnie, ale nazwa była całkiem zachęcająca, a też nie oszukując się było już stanowczo za późno, żeby szukać innego miejsca na spędzenie nocy. Widząc, że akurat ten przybytek wygląda na zapełniony, Trevet miał ochotę zarządzić dalszą jazdę w nocy, ale mizerny stan wierzchowców, proszący wzrok Erreta, który dobrze wiedział jakie myśli krążą po głowie krewniaka i ogólna atmosfera zmęczenia jaką wyczuwał za plecami skłoniły go do wyrozumiałości. Karczemni parobkowie byli już zajęci końmi poprzednich przybyszy, ale ludzie Mallistera przyzwyczajeni do podobnych sytuacji sami rozkulbaczyli wierzchowce i szturmem, nie przejmując się protestami koniuchów zajęli połowę stajni. Tymczasem obaj rycerze i giermek skierowali swoje kroki do zajazdu.
I stułbię, i żółwia (lecz bardzo powoli),
I kota, i myszę (odrobinę boli),
I skunksa wonnego jak świeża rezeda -
To wszystko już miałem. Lecz jeża się nie da.

To właśnie ostatnia zwrotka była swoistą fanfarą w dźwiękvktórej wkroczyli do zadymionego i podejrzanie pachnącego wnętrza. Mallister rozejrzał się, chcą określić w jakim towarzystwie przyjdzie mu spędzić czas i momentalnie zapragnął zdzielić giermka, który nagle wydał mu się głupi i nieśmieszny. Pech chciał, że zamiast trafić na orszak innego rycerza czy lorda, który mógł na przyśpiewkę zareagować różnie, ale bez wątpienia znałby już ją wcześniej, a i najprawdopodobniej lubił (popularny utwór dawno przekroczył granice Dorzecza) trafił na damy. Tym samym Trevet właśnie nie chcący zapracował sobie na łatkę lekkoducha, która dla innych może nic nie znaczyła, ale mało komu należała się mniej.
- Najuniżeniej, upraszam wybaczenia - powiedział, kłaniając się nisko i kryjąc grymas złości, jasno oznaczający, że chłopca mogą czekać ciężkie chwile. - Szlachetna Pani raczy wybaczyć niefrasobliwość...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Karczma "Suto i Czysto"   Czw Sty 21, 2016 9:13 pm

Pani Matka powtarzała bezustannie: starym nie wolno narzucać młodym swoje go zdania i choć w jej słowach zawarta była zaskakująca (jak na Lady) swoboda, Yvienne nigdy nie potrafiła przekonać się do tej prawdy – najwyraźniej jej zdanie podzielały ciotki kawalera, za którego wyjść miała kuzynka panny Swann, bowiem od chwili przybycia do Reach zwracały się do niej z ostentacyjną sympatią, zupełnie jakby przejrzały na wskroś wszystkie knowania Vienne, a jednak wybaczały jej w swojej wielkiej wielkoduszności. Najstarszą córkę Lorda Stonehelm nieodmiennie męczyły wyświechtane frazesy spod znaku jakże się cieszymy, że cię poznałyśmy bądź twój Pan Ojciec pisał o tobie wiele dobrego w swoim liście czy też ulubione: jakże nam miło przekonać się, że nie przesadzał ani trochę. Yvienne nie pozostało nic innego, jak przez kilka dni uśmiechać się z wyuczoną uprzejmością… a nocami błagać Bogów, by w swym miłosierdziu zesłali na nią zarazę i ukrócili męki. Wyłącznie dzięki nieustannym powrotom myślami ku Ziemiom Burzy zniosła ostatnie tygodnie - czas i pamięć zawsze oszczędzały jej banalnych słów, obchodziły się z nią łaskawie, okrywały miłosiernym półmrokiem – i być może dlatego panna Swann, odkąd tylko pamięta, chwytała się wspomnień oraz słów jak bezpiecznej poręczy.
Przyjemne odprężenie spłynęło dziś na nią po raz pierwszy od początku wyprawy; ciepła, choć cuchnąca zadziwiającą mieszanką woni tawerna okazała się przystankiem, który niemal natychmiast obdarował Yvienne nowymi pokładami sił. Sam karczmarz dość prędko usmażył jajecznicę z cebulą, skomponował geometryczną sałatkę, nakroił czarnego chleba i podał na drewnianej tacy z serami i plasterkami rzodkiewek, specjalnie naciętych w ten sposób, żeby przypominały pączki róż. I czekał na uznanie, jakby był Lordem Wysogrodu, który i tym razem zdołał własnymi rękoma rozpalić palenisko w chłopskiej chacie. Panna Swann uznała jednak, że najlepszym podziękowaniem będzie złota moneta, w czym najwyraźniej doskonale zgodziła się z karczmarzem, który na widok smoka jął giąć się w karkołomnych ukłonach, jednocześnie wsuwając pieniążek tam, gdzie Yvienne na pewno by nie szukała (i z całą pewnością nie sięgnęła). Rozmowy na powrót wypełniły wnętrze karczmy, hałas zaś zwielokrotniony został przez przekrzykujących się rycerzy ze Stonehelm, którzy pomiędzy jednym a drugim łykiem cienkiego niczym honor Dornijczyka ale nie zauważyli, jak pod tawernę zajeżdżają kolejni goście. Sama Vienne była zbyt zajęta wybieraniem z sałatki znienawidzonych przez siebie kaparów, których smak przywodził jej na myśl nadgniłe jajko – jeden z nich właśnie wciskała pomiędzy szczeliny drewnianego stołu, gdy drzwi rozwarły się z rozmachem, do środka zaś wtargnęli…
… cóż, wiele wskazywało na to, że rycerze.
O dość swobodnym sposobie bycia, warto dodać.
Yvienne natychmiast straciła zainteresowanie kaparami na rzecz męża, który wykonał godny podziwu skłon – zaskoczonym spojrzeniem wodziła od swych ludzi na przybyszów, od swoich na obcych i z powrotem, w końcu uznając… że może jednak powinna zająć się kaparami.
Przynajmniej wtedy nie zarumieniłaby się po cebulki rudych włosów, przez ten moment przywodząc na myśl buraczany składnik właśnie spożywanej sałatki.
- Wybaczę, panie, jeśli Twój towarzysz zaśpiewa coś jeszcze – uniesiony do ust kielich zdołał ukryć narastające rozbawienie, które przeradzało się w coraz szerszy uśmiech; Yvienne skinęła na karczmarza, prosząc, by był na tyle miły i dostawił kolejną ławę do prowizorycznego obozowiska wędrownych dam i podróżujących trup artystycznych, które szerzą pogląd, jakoby jeż był niemożliwy do… cóż, przelecenia.
- Być może zna coś, co lubimy śpiewać w Burzy – panna Swann najpewniej klasnęłaby w ręce z zachwytu, gdyby nie trzymany w dłoni kielich – odstawiła naczynie z nadmierną ostrożnością, po czym, mając w pamięci matczyne słowa życie przed tobą, a każde pokolenie musi samo popełnić swoje błędy, uśmiechnęła się delikatnie. – Choć nie ukrywam, że pierwej dobrze byłoby znać Twoją godność, panie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma "Suto i Czysto"   

Powrót do góry Go down
 

Karczma "Suto i Czysto"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Reach-