a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Sala jadalna



 

 Sala jadalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Sala jadalna   Wto Kwi 08, 2014 2:54 pm

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Wto Kwi 08, 2014 6:58 pm

- Jakie wieści? - spytał Dayne, zaciekawiony. - Jasne, jedz, byłem chyba tak samo głodny kiedy w końcu dojechaliśmy.
Droga do sali jadalnej na szczęście była krótka, więc wstrzymali się z rozmową dopóki nie zasiedli do stołu. Od razu przyniesono im mięsiwo i nalano wino. Argiel wręcz zgłodniał z zainteresowania, liczył na to, że to coś odnośnie losu jego i jego rodziny. Aart nie wiedział, jak ważna była Arrynówna dla blondyna, więc nie chodziło raczej o nią. Znowu mimowolnie zaczął się bawić medalionem, patrząc z zaciekawieniem na Lannistera. Postanowił jednak dać mu spokojnie zjeść i sam zaczął się pożywiać, żeby mieć coś do roboty w trakcie oczekiwania. Tyle czasu nic nie wiedział, to chyba da radę jeszcze kilkanaście minut.
Miał wrażenie, że napięcie, które było między nim a Aartem jakoś zniknęło. W sumie cieszyło go to - razem mogli tworzyć dobry zespół, różnili się wystarczająco mocno, żeby ich spolaryzowane spojrzenie na świat dawało optymalne wyniky w wypadku współpracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Sro Kwi 09, 2014 11:24 am

Zasiadł do stołu, który zaraz został uzupełniony przysmakami, które od dzieciństwa młody Lew pamięta w swoim jadłospisie. Ulubionym daniem dziedzica Skały była kaczka w sosie śliwkowym, która to po prostu rozpływała się w ustach, a słodki smak śliwki pozostawał na długo dając uczucie idealnej kombinacji słonego mięsa i słodkiego owocu. Bez ogródek zabrał się za jedzenie, po długiej podróży i jedzeniu w obskórnych przydrożnych karczmach, był głodny jak lew. Miał ochotę pochłonąć wszystko, co znajdowało się na stole. Na pewno nie dałby rady każdej przygotowanej przez kucharza nadwornego potrawie, jak to się mówi 'oczom mało, dupie dość', albo jakoś tak.
Spojrzał na swojego kuzyna, który bądź co bądź wyglądał na zniecierpliwionego. Na pewno dręczyło go to, co powiedział Aart, przed wejściem do zamku. Argiel odegra teraz ważną rolę, więc lepiej żeby najpierw się najadł, nie poczuje wtedy zawrotów głowy.
- Po przyjeździe do Królewskiej Przystani trafiłem na sąd Edmunda Blackwooda, który wystąpił zbrojnie przeciwko swojemu suzerenowi....- taka sama sytuacji, jak Dayne'ów, praktycznie identyczna.
- Król odciął mu chuja i rozkazał wysłać na mur...- dokończył przełykając kolejny kęs kaczki. Była przygotowana wyśmienicie, albo to uczucie było spowodowane głodem.
- Potem poszedłem do biblioteki, w której znalazłem kilka ksiąg. Na pewno przydadzą nam się w poszukiwaniu złota. W tym przedsięwzięciu wybrałem ciebie za moją prawą rękę. Mam nadzieję, że zgodzisz się pomóc mi w znalezieniu tego, co na pewno jest na Zachodzie, a czego od dawna nam brakuje. - powiedział zajęty obskubywaniem mięsa z kości, jakby jego odpowiadajac miał tylko warianty: 'tak', albo 'oczywiście'.
- Potem nadszedł czas pogrzebu. Jak zawsze wielka, huczna ceremonia. W pewnym momencie myślałem, że król nas wszystkich zabije. Gwardziści rodów zostali na zewnątrz, w środku znajdowały się tylko białe płaszcze. W pewnym momencie wrota świątyni zostały zamknięte... Myślałem, że coś się stanie, jednak tak nie było. Mości Aerys nie postradał jeszcze zmysłów do końca. Na całe nasze szczęście Argielu.- zobrazował ostatni czas, majac nadzieję, że wyraził się wystarczająco jasno, aby tego nie powtarzać.
- Z pewnością masz jakieś pytania...- zakończył swoją wypowiedź i zajął się dalszą konsumpcją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Sro Kwi 09, 2014 9:19 pm

Argiel nie jadł tak prędko jak jego kuzyn, ale też w niezłym tempie wciągał w siebie kolejne potrawy. Ale Aart miał rację - gdyby brzuch Dayne'a nie był pełen, mógłbby dostać zawrotów głowy. Na szczęście blondyn się najadł, a kiedy Lew mówił, co spotkało Blackwooda, aż się zakrztusił winem. No, Ptaszyno, liczę, że mnie to nie spotka, bo nie byłabyś zadowolona... - pomyslał, uśmiechając się lekko. Szybko się zorientował, że ten wyraz twarzy nie jest do końca na miejscu.
- Przynajmniej przeżył... - skwitował karę, która spotkała Lorda. - Chociaż nie wiem, czy to nie gorsze.
Zaśmiał się lekko z własnego żartu - nie stał się nagle tak całkiem poważny, ale umiał się zachować, nie łaził ciągle pijany. A teraz widać było po nim, że mimo pozornego braku zmartwienia tą informacją - przejął się.
Mimo tego słuchał swojego starszego kuzyna uważnie. Złoto... i bycie prawą ręką Aarta? O ile, że są tutaj problemy finansowe zdążył się zorientować, to na pewno nie spodziewał się takiej propozycji od młodego Lwa. Chociaż? Dowiódł jakąśtam swoją wartość bezpiecznie eskortując Lorda Lannistera do Casterly Rock.
- Będę zaszczycony mogąc ci pomóc, doceniam twoje zaufanie, Aart. - odparł, kiwając głową. Oczywiście nie mógłby odmówić nawet gdyby chciał, ale cóż - nie chciał.
Szaleństwo króla... cóż, nic nowego tak naprawdę, chociaż to, co młody Lew mówił, brzmiało nieco przerażająco.
- Pytania? Jedno. Dlaczego zdecydowałeś, że akurat ja powinienem być twoją prawą ręką? - nie było to oczywiście pytanie zadane tonem w pełni poważnym, ale w gruncie rzeczy Aart dobrze wytłumaczył wszystko i Argiel innych rzeczy był pewien. Los Starfall obchodził go w umiarkowanym stopniu - kochał zamek, ale liczył, że jego ojciec i brat nie wyszli cało z ewentualnej walki. To oni ich w to wszystko wpakowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Czw Kwi 10, 2014 9:07 am

W miarę jak czas ubywał, Argiel stawał się coraz bardziej zaciekawiony propozycjami, które wysunął Lew. O dziwo nie wyglądał na niezadowolonego, mimo, iż nie miał za bardzo pola do manewru względem stawiania warunków. Jak na razie był wraz z rodziną na łasce Lannisterów. Za otrzymanie dachu nad głową, ciepłych posiłków i służby nie mógł raczej stawiać się prośbom i poleceniom. Taka już kolej rzeczy, byłoby tak samo, gdyby tona odwrót Aart znalazł się na takiej łasce.
Dayne wyglądał na zaskoczonego wyrokiem króla, jednak starał się to ukryć za płaszczem uśmiechu. Może to i dobrze, szkoda tylko, że kuzyn tak źle nauczył się sztuki aktorstwa, która bądź co bądź jest nieodzownym elementem spotkań na salonach. Bez tego nie byłoby zbyt wielu rodów przyjaźniących się ze sobą. Gdyby każdy wyrażał swoje zdanie wprost, wojny toczyły się bez przerwy, krew lałaby się hektolitrami. W sumie dobrym pomysłem na zbicie fortuny byłoby robienie skurzanych akcesoriów. Oczywiście materiał czerpany byłby z poległych. I tak im się nie przyda.
- Odpowiedź jest prosta drogi Argielu. Moja siostra jest zbyt leniwa, żeby mi pomóc, a reszta rodzeństwa porozjeżdżała się po różnych częściach królestwa i nie wiem co się z nimi dzieje. Jesteś jedyną zaufaną osobą, której mogę powierzyć to zadanie i nie bać się, że coś zostanie wykonane nie tak jak ja tego chcę…- powiedział wycierając ręce o serwetę. Odchylił się do tyłu i wygodnie spoczął na oparciu krzesła na którym siedział.
- Czuję w kościach, że już niedługo powrócimy do naszej potęgi. Miejmy nadzieję, że los nam będzie sprzyjał. - dodał po chwili.
- Jutro wyruszamy an pierwszą ekspedycję. Gwardia już szykuje się do wyjazdu. Jedziemy do Nunn’s Deep…- zakończył. Pstrynkął palcami, a zaraz u jego boku znalazła się piękna służąca, która podała mu księgę. Gruby wolumin.
- Przeczytaj zaznaczone fragmenty, a jutro będziesz wiedział po co jedziemy na północ krainy. To zadanie na dzisiaj, mam nadzieję, że mu podołasz. A teraz wybacz, idę do siebie.- wstał i ruszył w stronę wyjścia z jadalni. Przy drzwiach odwrócił się jeszcze w stronę Argiela i rzucił:  - Do zobaczenia- po czym salę przeszył dźwięk zamykających się wrót.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Czw Kwi 10, 2014 4:24 pm

Argiel wziął grubą księgę w dłonie. Cholera, zajmie to sporo czasu.
- Do zobaczenia. - rzucił nieświadomie, przeglądając już stronice. Rzucały mu się w oczy pojedyncze słowa - złoto, wydobycie. Zapowiadało się ciekawie, a skuteczna pomoc Aartowi bardzo mu mogła pomóc w późniejszej ekspedycji - po rękę Ptaszyny. Dotknął dłonią medalionu. Zdecydowanie, jeżeli Lannisterowie wrócą do swojej dawnej potęgi, to resztki rodu Dayne na tym zyskają. Może to nawet odbudować mocno ich pozycję po zdradzeniu Martellów. Zapełnił ponownie swój kielich i pociągnął z niego duży łyk, rozważając jak powinien rozegrać całą sytuację. Ewidentnie najlepszą opcją będzie bezdyskusyjna współpraca, bez podejmowania prób buntu. Nie miał zresztą do tego buntu powodów.
Przywołał do siebie jedną ze służek i poprosił o dostarczenie dzbana wina do swojej komnaty gościnnej, po czym wziął pod ramię księgę i opuścił pomieszczenie, czekając już jutra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Pon Mar 23, 2015 9:35 pm

Lord Lorcàn Lannister usiadł na bogato zdobionym krześle przy jednym z krańców długiego, dębowego stołu, znajdującego się na podwyższeniu.
Chwilę po tym pozostali goście zajęli należne im miejsca. Tak samo uczynił też Selyn, zasiadając po prawicy swojego dziadka. Naprzeciw ujrzał swą babkę, zaś dalsze miejsca zajmowali pozostali członkowie rodu, najbliżsi Lorcànowi. Reszta stołów w sali nie pozostawała pusta. Gdy Namiestnik Zachodu dowiedział się, że jego najmłodszy wnuk ma zamiar publicznie go przeprosić postanowił wydać ucztę jakiej Casterly Rock dawno nie widziało. Zaproszeni zostali wszyscy Lannisterowie, zarówno z głównej linii rodu jak i tej z Lannisportu, którzy zasiedli tuż pod podwyższeniem. Pozostałe miejsca zaś przeznaczone były dla wolnych rycerzy na służbie u panów Skały a te najdalej od głównego stołu dla części służby twierdzy. Wszyscy mieli zobaczyć i usłyszeć jak czarna owca rodziny pochyla się pokornie przed swoim seniorem.
Tak duża liczba gości tylko bardziej stresowała i tak już bardzo zdenerwowanego Selyna. Im więcej osób, tym większa szansa na przyłapanie go na gorącym uczynku. Każda para oczu na sali oddalała go od celu.
Młody Lannister spojrzał w oczy swojej babki. Pamiętał, że ich jako jedyny nie tknął upływ czasu. Ilekroć w nie patrzył widział w nich chęć życia, radość. Teraz jednak Lady Aileen pozostawała jakby obojętna na wszystko co działo się dookoła. W jej oczach widział raczej ból i złość. Nie mógł się jej dziwić. Dayne'owie byli ścigani przez Martellów a według ostatnich wieści utknęli w oblężonym Starfall. Tragiczna śmierć Maureen nie polepszyła sytuacji. Selyn oderwał wzrok od Lady Lannister, nie miał jednak odwagi spojrzeć na jej męża. Jeszcze nie teraz.
Czemu to wszystko jest takie trudne? Młodzieniec już wcześniej zabijał. Był jednym z tych nielicznych obrońców Lannisportu, którzy czynnie wsparli wojska Doliny w odpieraniu ataku Prudence Greyjoy. Tam też zdobył tytuł rycerski. Ale teraz miał kogoś otruć. Powiadają, że trucizna to broń tchórzy. Ale ja nie jestem tchórzem. Selyn wiele bezsennych nocy spędził na rozmyślaniu o tym co powinien zrobić. O tym co jest dobre a co złe. O tym ile warte jest ludzkie życie. Odpowiedzi przychodzą jednak o wiele trudniej niż pytania. Każdy kolejny dzień nie przybliżał go do rozwiązania. Nie mógł jednak dłużej czekać, musiał zacząć realizować swoje marzenia i eliminować przeszkody. Pierwszą z nich był Lord Lorcàn Lannister. Plan wydawał się prosty.
Młodzieniec sięgnął do ukrytej w spodniach kieszeni i zacisnął dłoń na niewielkim flakoniku. To jego nadzieja na lepsze czasy. Wielokrotnie wpatrywał się w jego zawartość jak zaczarowany. Ten niezbyt gęsty, czerwony płyn był wszystkim czego potrzebował. Dostał go od znajomego z Lannisportu. Karl w dawnych czasach uczył się na maestera w Cytadeli, jednak jego zamiłowanie do trupów sprawiło, że został wyrzucony. Potem wrócił na Zachód, w rodzinne strony. Zasobni w złote smoki mieszkańcy miasta mogli zawsze liczyć na jego pomoc w kwestii mikstur a także na dyskrecję. "Kilka kropel wystarczy by zaczęło działać." - powiedział Karl. "Nie od razu. Czasami musi minąć tydzień lub dwa. Nieszczęśnik, który to wypije najpierw zacznie odczuwać bóle brzucha i nudności. Potem trucizna zaatakuje inne organy. Będzie boleć. Bardzo. Zależnie od wieku organizm może bronić się krócej lub dłużej, ale w końcu każdy przegra." Selyn wydał całe swoje oszczędności na specyfik. Nie mógł jednak powierzyć tego zadania żadnemu ze sług, nie miał do nich zaufania a dziadek wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie ma ochoty jadać z nim w jednej sali. Ta uczta była jednym rozwiązaniem.
Kim więc jestem jeżeli nie tchórzem?
Zabójcą krewnych?
Desperatem?

Na salę zaczęto wnosić pierwsze dania.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Sob Kwi 25, 2015 6:48 pm

Jednak nie wszyscy zaproszeni goście zasiedli przy dębowym stole. Nieopodal siedzenia Selyna znajdowało się miejsce, które należało do Katherine Lefford, lecz ta nie zjawiła się na czas. Punktualność z pewnością nie była jej mocną stroną, choć starała się skończyć z tym niesłusznym nawykiem. Dzisiejszego dnia miała się odbyć uczta, którą zarządził Lord Lorcàn Lannister. Nie śmiała odrzucić zaproszenia, dlatego też postanowiła, że będzie uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu. Powodem jej spóźnienia mogła być zbyt długa kąpiel, którą zafundowały jej służki. Lawendowa woń unosiła się po całej komnacie, podczas gdy służące nacierały jej ramiona półtłustym olejkiem. Pozwoliła sobie nawet na przymknięcie powiek, by całkowicie się odprężyć. Lubiła wdawać się w rozmowę z paniami, które były na każde jej skinienie. Śmiała się razem z nimi i pozwalała na wyrażanie własnych opinii, gdy nikogo nie było w pobliżu. Dbały o nią jak należy i troszczyły się o to, by wyglądała zjawiskowo. Po kąpieli ubrały ją w ciemnoniebieska suknię ze złotymi zdobieniami na klatce piersiowej, a następnie usadziły na krześle przed lustrem, gdzie zajęły się jej włosami. Katherine błądziła swoimi smukłymi palcami po swojej twarzy, rozprowadzając na niej kremy, które dostała od narzeczonego. Służki nie szczędziły jej komplementów, mówiąc, że ma najpiękniejsze włosy w całym Casterly Rock. Brunetka przeczuwała, że robią to by się podlizać, co niezbyt się jej podobało. Włosy jak włosy, koniec tematu. Po spryskaniu szyi oraz dekoltu unikatowymi perfumami, powstała z miejsca by móc się przeglądnąć w całej okazałości. Podziękowała lekkim uśmiechem swoim służkom, a następnie ruszyła do Sali Jadalnej.
Widząc, że wszyscy są już na swoich miejscach, pokornie spuściła głowę, kierując się do swojego krzesła. Stukanie jej butów o posadzkę było naprawdę nieznośne, zwłaszcza, że odbijało się echem po komnacie. Nim zasiadła na swoim miejscu, dygnęła w stronę Lorda Lannistera, unosząc przy tym delikatnie swoją suknię ku górze.
- Mój panie… Wybacz mi spóźnienie. – Zerknęła na niego kątem oka, bojąc się jego reakcji. W końcu była tylko gościem, narzeczoną jego wnuka. Nie miała im za złe, że zaczęli bez niej. Jeden ze służących odsunął jej krzesło, by mogła zająć swoje miejsce. Spojrzała na Selyna, który siedział naprzeciw niej, zaciskając przy tym nieco mocniej swoje jasnoczerwone wargi.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Wto Maj 05, 2015 9:45 pm

Najwidoczniej jedną z rodowych cech Leffordów musiało być delikatne spóźnianie się. Dlaczego? Bo kiedy wpierw sama Katherine znalazła się w sali jadalnej na uczcie, to Cerau jeszcze się tam nie znalazł. Czy było to czymś spowodowane? Ahh, ależ nie! Po prostu się zagapił z czasem, każdemu może się zdarzyć. Na szczęście, dla niego samego było to na tyle nieważne wydarzenie, że zapewne nikt nie zauważy jego delikatnego spóźnienia. No, a przynajmniej na to liczył. Co prawda, uczta miała być dość licznie obstawiona przez uczestników, to mimo wszystko nie wymagała od niego jakiejś punktualności. W końcu dzisiaj nie był kimś, kto był ważny dla tego "wydarzenia". A to, że w ogóle się tu zjawił... po prostu był w zastępstwie swojego ojca - lorda Lefforda. Ten uznał, że Cerau przyda się wizyta na takiej uczcie, żeby wiedział jak to wyglądało - jakby pierwszy raz w czymś takim uczestniczył  - a tak naprawdę, jemu samemu się nie chciało, więc posłał jego. Takie... wyręczanie się, można by rzec. Ale na dłuższą metę, samemu dziedzicowi Golden Tooth to nie przeszkadzało. Przynajmniej nie musiał siedzieć na dupsku i nic nie robić. A tak to miał za sobą podróż, tutaj ucztę, na której a nuż się coś ciekawego wydarzy.
Cerau znalazł się w sali, gdy już zaczęto wnosić pierwsze dania. Zrobił krótki ukłon przed gospodarzem, posłał krótkie spojrzenie swojej siostrze i podążył ku miejscu które miał zająć - czyli obok Katherine właśnie.
Powrót do góry Go down

avatar
Zachód
Skąd :
Castamere
Liczba postów :
54
Join date :
02/12/2015

PisanieTemat: Re: Sala jadalna   Sob Sty 23, 2016 4:45 pm

Prawdę mówiąc nie spodziewała się tak szybkiego trafienia do wnętrza zamka Casterly Rock. Co prawda było o tym mówione, ale... Tak już? Bez jakichkolwiek rozmów dodatkowych? Wiadome było, iż pogoda nie służyła, jednakże słysząc o Lannisterach to i owo nie spodziewała się takiej postawy w osobie Lamira. Ba! Została wręcz poprowadzona przez jegomościa przez jego "skromne progi". Gdy zostaje podana jej jego ręka, Marianne bez zastanowienia ujmuje ją i daje się prowadzić do środka. Nawet nie obejrzała się za bratem. Czyżby zauroczyła się w młodym Lannisterze? Oczywiście, że nie! Po prostu żaden mężczyzna nie był dla niej tak uprzejmy, uroczy, dżentelmeński. Nie miała na tym tle doświadczenia i za pewne rumieńce przyozdobiły jej lice. Bo skąd mogła mieć? Jedynie otaczali ją bracia, którzy co chwila jej dokuczali i droczyli się z nią, ojciec, który... No wiadomo. No i służba, jaka to tylko pilnowała ją w zamku. A gdzie inni mężczyźni w jej życiu? Tak, macie rację, nie było nikogo więcej. Stąd ta dziwna postawa, dziwne zachowanie. Elden chyba powinien zrozumieć to, a bardziej miała taką nadzieję. Pewnie nawet nie będzie mogła odnaleźć słów na wytłumaczenie się. Co mogłaby mu powiedzieć? "Sama nie wiem jak to się stało!"? To by było niedorzeczne, takie zdanie ani trochę ją nie usprawiedliwia. Jest może i panną na wydaniu, ale to nie znaczy, aby przyjmować takie gesty i nie reagować jakkolwiek. Pewnie zaraz matka by ją określiła niezbyt miłymi słowami, przez które Marianne czułaby się właśnie tak, jakby została określona. Mimo iż nie ma ku temu powodów, oczywiście. W sumie, wielkie mi rzeczy. Przecież nie była to od razu forma do przedstawienia, że chciałaby się z nim przespać i mieć romans! Także, bracie, trochę wyrozumiałości.
Ten krótki, ale i zarazem miły spacer z racji tak ciepłego potraktowania Marianne, sprawił, iż nawet nie zważała zbytnio na drogę do sali jadalnej. Wciąż zastanawiała się nad tym śmiałym krokiem ze strony Lamira. Czyżby coś planował? Czyżby kombinował, chciał wykonać jakiś ruch niepożądany? Nawet nie miała pewności jaki mógłby być ku temu powód. Może po prostu, najzwyczajniej w świecie, chciał być miły dla damy? To chyba będzie najtrafniejsza z odpowiedzi na te wszystkie przemyślenia i zagadki uwikłane w głowie. Marianne może i zbyt dosłownie potraktowała to wszystko, ale w jej sytuacji to chyba by każda tak się poczuła. Albo i nie. Nie wszystkie kobiety są takie jak ona.
Opuszczona dłoń Mari trafiła na jej odzieniu, po czym odprowadziła zaskoczonym wzrokiem Lannisterskiego rodaka. Nie zrozumiała dlaczego ich opuszcza w tym momencie, nawet nie mieli czasu na zadanie pytania. Choć pomimo tego nie pożegnał się z nimi, co wróży jego powrót do rodzeństwa. Po chwili kolejnych zastanowień przeszła do sali, by rozejrzeć się spokojnie po kolejnym wnętrzu Casterly Rock.
- Jak myślisz, dlaczego sobie poszedł? - spytała delikatnie swojego brata, mając nadzieję, iż może on ma jakiekolwiek pojęcie o zaistniałym zdarzeniu. Nie mogła pojąć to szybko opuszczenie swoich gości. Trochę to było niegrzeczne z jego strony, jednakże może sobie o czymś przypomniał? Oj nie, nie usprawiedliwiajmy Lwa.
- Poza tym, długo tutaj będziemy? Czy będziemy musieli zostać na noc? - zapytała ostrożnie, by nie zabrzmiało to dwuznacznie. Możecie być pewni, iż nic takiego nie miała na myśli. Po prostu była zainteresowana. Co prawda, planów żadnych nie posiada, ale nie informowali rodziców o ewentualnym powrocie dopiero w dniu jutrzejszym. A może to zrobił Elden? Może się tego dowie za chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sala jadalna   

Powrót do góry Go down
 

Sala jadalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala jadalna
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-