a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Sala Jadalna



 

 Sala Jadalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Sala Jadalna   Sob Lip 16, 2016 8:05 pm


Sala Jadalna






Sala Jadalna rodu Tully nie jest może najpiękniejszą i na miarę królewskiej, jednak jej wielkość jest imponująca. Cztery długie stoły stoją wzdłuż sali pozwalając na zmieszczenie sporej ilości ludzi, nie tylko rycerzy i wysoko urodzonych, niekiedy nawet służba zostaje zaproszona na ucztę. Stół Tullych oraz ich gości honorowych znajduje się na samym końcu długiej sali i postawiony jest w poprzek, pozwalając na obserwację całego zgromadzenia, ale także wznoszenia toastów będąc skierowanym do swych ludzi twarzą. Zaraz za plecami lorda znajduje się wielkie okno, dzięki któremu za dnia wpada duża ilość promieni słonecznych, zaś wieczorem rozpalane są świece umieszczona na ścianach mniej więcej nad wysokością głowy przeciętnego mieszkańca Westeros.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Sob Lip 16, 2016 8:11 pm

W obecnej sytuacji, a raczej można ją nazwać napiętą, dobrze było mieć ładną panią w rodzie, która z miłym wydźwiękiem łagodziła zdenerwowanie. Lorelay nie chowała urazy, wszakże to nie wina tych ludzi, że tak się potoczyła historia. Za większość krzywd decydują głowy rodów, w końcu Tully też zaatakowali Arrynów, chociaż duża część mogła nie wspierać takiego ruchu.
Gdy Aliser po raz kolejny ukłonił się kobiecie, ta z wdziękiem dygnęła jak na damę przystało, pogodnie się uśmiechając.
- Radzę się tym nadto nie przejmować, ważne, że dotarł pan zdrów i w całości, zważywszy na aktualne czasy. - odpowiedziała sunąc dłonią po rękawie sukni. - I pogodę. W końcu mamy początek zimy. - trzeba przyznać, że na dworze było dość chłodno. Dorzecze na szczęście było urodzajnym krajem, dzięki czemu strawy tutaj nie brakowało, jednakże w Westeros było dużo obszarów, w których ludzie niekiedy zimą głodowali. Szczególnie, gdy chłodne powiewy wiatru i śnieg pozostawał na dłużej. Dalej pamiętała opowieści o Długiej Nocy, ktora trwała na tyle długo, by całe pokolenie mogło w trakcie niej się urodzić jak i umrzeć. Za każdym razem, gdy zimno powracało do Westeros bała się, że historia się powtórzy.
Gdy służba odbierała konia Alisera Lorelay przejechała po jego szyi, delikatnie ją klepiąc. Uwielbiała zwierzęta, wszak sama miała psa i zimnokrwistą klacz.
- Piękny wierzchowiec. - zwróciła się do wnuka lorda Lorcana obdarzając go, już kolejnym, uśmiechem. Rozpromieniała jeszcze bardziej, gdy wyraził swą radość, a gdy tylko wspomniał o przebraniu skinęła głową. - Ależ oczywiście, ser Aliserze, komnaty gościnne znajdują się w zamku, więc myślę, że tam będzie wam najwygodniej. Gdy tylko się przebierzecie dołączycie do wieczerzy, służba was zaprowadzi. - mówiąc to wskazała służbie grupkę mężczyzn, którą miały odprowadzić do komnat i później wskazać drogę do lorda Riverrun. - Mam nadzieję, że nie będzie mi pan miał za złe, lecz udam się do ojca by przekazać mu, że dołączycie niebawem do wieczerzy. - dygnęła przed gościem, odwracając się na pięcie i udając w stronę Sali Jadalnej, gdzie czekał już lord Riverrun.
Do sali wkroczyła dość sprężystym krokiem, szybko przemierzając kolejne ławy. Przeszła koło strażników, rycerzy i innych mieszkańców zamku. Dochodząc do stołu swych rodziców dygnęła przed nimi jak nakazują zasady i zajęła należne jej miejsce koło matki. Wciąż pozostawało miejsce Ophelii obok ojca, jednak zważywszy na jej nieobecność stało puste. Nikt się nie dopytywał o jej siostrę, głównie z tego powodu, że zaręczona była z Baratheonem i miała już swoje lata, nic więc dziwnego jeśli lord by ją gdzieś wysłał.
- Ojcze, ser Aliser wraz ze swoją świtą zajął komnaty gościnne, gdzie zażyczyli sobie przebrać zbroje, dołączą do wieczerzy gdy tylko uporają się z ubiorem. - przekazała ojcu wieści, na które ten skinął głową, ciągle przyglądając się drzwiom wejściowym. Lorelay czuła, że rodzice są wyraźnie spięci, chociaż nie mieli się czego obawiać, wszakże byli w swoim domu, wśród swoich rycerzy. Do sali niedługo po Lorelay dołączył jej wilczur, który już nie budził w mieszkańcach Riverrun zdziwienia, a niektórzy nawet zrzucali dla niego kąski, które chętnie były przez Fayę konsumowane. Po napełnieniu żołądka zajęła ona miejsce należne jej przy stole. A raczej pod, jak zawsze kładła się przy nogach swej właścicielki.
W momencie przekroczenia przez Alisera progu cała sala wstała, by powitać przybyłych gości, także i rodzina lorda powstała, wraz z nim.
- Witaj Aliserze Lannisterze w Riverrun. Jestem lord Ernald Tully, a to moja małżonka Aldith - tutak wskazał swą żonę, która wdzięcznie dygnęła. - Jedną z córek dziś poznałeś, druga niestety jest nieobecna, proszę, dołącz do nas, zaś twoi rycerze niech napełnią żołądki przy stole mych rycerzy. - wskazał Aliserowi miejsce koło swej córki, jako że było ono jednym z tych niezajętych, zaś jego kompanów skierował do stołu niedaleko nich, gdzie znajdowali się rycerze Riverrun.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Nie Lip 17, 2016 4:51 am

Starkowie z Winterfell mawiali, że nadchodzi zima. Jednak ta już nadeszła, lecz tutaj na południe od fosy Cailin nie przybrała jeszcze swego złowieszczego płaszcza śmierci. Zresztą im bardziej na południe tym była łagodniejsza, a jeśli opowieści, które za młody Aliser słyszał, są prawdą to za Murem trwa wieczna zima. Jednak to zima powstrzymała go przed planami poprawienia relacji także ze Starkami. W istocie po prostu Casterly Rock nie potrzebowało wrogów. Kilka życzliwych gestów i niezobowiązująca grzeczność mogła uchronić Zachód przed ciosem w plecy, a może i uda się pozyskać nowych sprzymierzeńców?
- Nazywa się Anibesa i jest ze mną tak długo jak ostrogi. - Powiedział, gdy panna Tully zainteresowała się jego wierzchowcem. - Piękny i naprawdę mądry, choć to chyba nie pora na takie opowieści.
Jego ludzie czekali już, zresztą nie godziło się gospodarzowi czekać wiecznie.
- Zjawimy się niezwłocznie, a teraz proszę o wybaczenie lady Lorelay.
Po tych słowach raz jeszcze się pokłonił. Zrobił trzy kroki tyłem i dopiero wtedy obrócił się do swoich ludzi i ruszył w stronę komnat.
Dwóch giermków pomagało mu ściągnąć zbroję, starannie odkładając wszystkie jej elementy na drewniany stół stojący przy jednym z niewielkich okien.
Sam zaś Aliser był nieco nieobecny, zamyślony.
- Ta dziewczyna - Lorelay Tully  - czyżby rzeczywiście nie żywiła najmniejszej urazy do Zachodu za to, że gdy jej bracia wyruszyli do Doliny, to pod bramami rodzinnej fortecy przybyły Lwy? - Nie spostrzegł w jej zachowaniu oznak wrogości, nie była ani trochę oschła, czego się spodziewał.
- Wszystko jak dotąd wskazuje, że istnieje szansa na znalezienie porozumienia. Jest bardzo dobrze. - Każdy wiedział, że wrogowie nikomu nie są potrzebni. Nie zawsze jednak potrafiło się zapomnieć o dawnych urazach. Jeśli jednak do powitania go została wybrana nie tylko córka, lecz również ktoś o tak łagodnym usposobieniu oznaczało to, że Lord nie chce prowokować swojego gościa. Zresztą i Lannister pragnął odwdzięczyć się tym samym, obiecał sobie, że nie poruszy tematu niedawnej wojny, a nawet starał się będzie go unikać.
Przegonił giermków, by Ci sami pozbyli się pancerzy i wyciągnął ze skrzyni podróżnej strój z ciemnego zielonego jedwabiu. Dość prosty i skromny jak na Lannistera. Do tego założył jeszcze skórzany pas barwiony na ciemny beż. Miecz pozostał jednak na stole, schowany w pochwie.

Kilka chwil później wkroczył pewnie do komnaty jadalnej wraz ze swoimi ludźmi. W przeciwieństwie do niego większość była raczej prostymi rycerzami, czy nawet giermkami i zadowoliła się li tylko ściągnięciem zbroi. Oni jednak się zatrzymali tuż za progiem. W stronę Lorda ruszył tylko sam Lannister i ukłonił się, gdy tylko znalazł się dość blisko, tuż przed tym jak Ernald przemówił. Pozostał w tej pozycji aż gospodarz nie skończy. Podniósł jednak wzrok i patrzył na przemawiającego. Dopiero wtedy wyprostował się i odparł:
- Pragnę podziękować za udzieloną gościnę i nocleg i wyrazić radość z poznania Lorda Riverrun i jego szanownej rodziny. - Pominął brakującą jej członkinię zaalarmowany słowem niestety. Może to tylko przesada, może tęsknota ojca za swym dzieckiem, a może jednak coś poważniejszego - a wtedy nie chciał rozdrapywać ran.
Zajął wskazane mu miejsce. Drewniane krzesło było miłą odmianą po twardej, zmarzniętej ziemi. Dawniej już podróżował i sypiał pod gwiazdami, lecz wtedy czasy był cieplejsze. Nie bez powodu zimą tylko w ostateczności armię wyruszają w pole.  
Pierwsze na co zwrócił uwagę, to jego żołnierze zajmujący miejsca pomiędzy rycerzami z Riverrun. Znakomicie, że jedni i drudzy się wymieszali, że będą dziś pić i jeść ramię w ramię. Spojrzał na ojca Lorelay, swoje słowa kierując jednak do siedzącej obok niego kobiety.
- Pani, dziękujemy za udzieloną gościnę, lecz nie wyobrażam sobie, żebym za wszystkie spotkane zaszczytu miał odpłacić li tylko słowem. Lannisterowie pamiętają o swoich przyjaciołach. Zna Pani swego ojca lepiej niż ja kiedykolwiek znał będę, czy pani zdaniem, lady Lorelay, byłby gotowy na bliższe relacje z Zachodem i jeśli Siedmiu pozwoli to także z Arrynami i Starkami? Nadeszła zima i powinniśmy się trzymać razem, lecz czy Pani ojciec jest gotowy zapomnieć?
Mówił na tyle cicho, by wśród gwarów uczty jego trafiły tylko do dziewczyny. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi, Pani, to nazbyt bezpośrednie pytanie, lecz zapewniam, że moje intencje są szczerze. Przemyśl proszę moje pytanie Pani, nie śpiesz się z odpowiedzią.
Sprawa była bardzo trudna, szczególnie jeżeli chodzi o Starków i Tullych, które nie darzą sympatią Lannisterów. Dorzecze poniosło ponadto dotkliwe straty zarówno w ostatniej wojnie jak i poza nią. Szansa była jednak w tym, że otoczone przez wrogów potrzebowała sojuszników. Ze strony Arrynów poparcie działań Lannisterów było raczej rozsądnym. Jeśli handel pomiędzy Doliną a Zachodem miał trwać i przynosić zyski obu stronom, to Dorzecze musiało być co najmniej neutralne. Wszak to przez nie biegła najkrótsza droga z Casterly Rock do Orlego Gniazda.
Podniósł wzrok z twarzy dziewczyny i zwrócił się - głośniej tym razem - do gospodarza:
- Lordzie Tully, ja i moi ludzie jesteśmy tu w drodze do Królewskiej Przystani, nie wiemy jednak czy w dalszą podróż wyruszyć rzeką, czy traktem. Zechcesz, Panie, udzielić nam rady?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Nie Lip 17, 2016 9:54 pm

Lorelay bacznie obserwowała Alisera spod kurtyny długich, czarnych rzęs. Trudno było stwierdzić, czy dziewczyna obserwowała go wyczekując ataku czy też była na tyle oczarowana Lannisterem, że nie odrywała od niego wzroku. Jedynie ona znała na to odpowiedź, a trzeba napomnieć, że nie zamierzała się nią dzielić.
W momencie, w którym wszyscy zajęli należne im miejsca służba zaczęła wnosić dania, jak i trunki. Na stół Tullych powędrowały najpiękniej wypieczone gęsi, soczysta dziczyzna, najwyższej jakości ryby, niemało także znalazlo się warzyw i owoców, które nie tylko miały zapełnić żołądek, ale także robić za ozdobę. Wniesiono także wina, inne alkohole, ale również wodę i inne napoje. Na stole niczego nie brakowało, a można wręcz powiedzieć, że było wszystkiego aż nadto.
Panienka Tully szybko zgarnęła najmłodszego tutaj chłopca, który starał się na miarę swoich możliwości pomóc służbie. Spojrzała na ojca, który zajęty był rozmową z małżonką i zaraz odwróciła się do Alisera. Uśmiechnęła się do niego i wzięła jeden z talerzy z przygotowaną rybą i podała malcowi.
- Zmykaj do domu, weź sobie też kilka warzyw ze spiżarni. - powiedziała mu na ucho i pogłaskała po głowie, zaraz kładąc jedną z leżących serwet na talerz. Pchnęła delikatnie chłopca w tył, by zniknął z oczu lorda i całej reszty, która mogła mieć do Lorelay żal.
Gdy tylko chłopiec zniknął w drzwiach spojrzała znów na stół rycerzy, którzy już zasiedli do uczty i o dziwo wspólnie rozmawiali, śmiali się i pili. Na twarz dziewczyny wpełzł delikatny uśmiech. Zniknął on jednak w momencie, w którym mężczyzna wypowiedział słowo "Arrynami". Jej błękitne oczy znów wpatrywały się w Alisera, jednak tym razem już bez tej iskry radości.
- Ser Aliserze, trudno tu mówić o bliższych relacjach z kimś, kogo się najechało bez większego powodu. Mój ojciec nie rozmawia ze mną nadto o polityce, więc trudnym będzie wyrażenie się w tym temacie. Wiadomym jest, że lepiej mieć przyjaciół, aniżeli wrogów, jednak czy nasze rody są w stanie sobie ponownie zaufać? Nie potrafię tego ocenić. Jak sam Panie widzisz, staram się naprawić relacje pomiędzy mym rodem a resztą, jednak jestem tylko kobietą, a poza tym nie jestem głową rodu. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, mówiąc tak cicho, że nawet Aliser mógłby mieć problem z usłyszeniem kilku słów. Znów obserwowała salę, przez co mężczyzna miał widok jedynie na jej profil. - Widać jednak, że ojciec nie jest tak źle nastawiony, wszakże mógłby zablokować szlaki handlowe przejeżdżające przez Dorzecze. - dodała po krótkim namyśle. Ponownie spojrzała na Alisera dopiero, gdy przemówił do jej ojca, wzrok jednak szybko przeniosła na lorda Ernalda, który spojrzał na mężczyznę.
- Podróże są w tych są bezpieczniejsze traktem z tego co mi wiadomo, więc zalecałbym jego wybór, ser Aliserze. - odpowiedział i ponownie zabrał się za wino, które dolewały mu służki. Lorelay przewróciła jedynie ślepiami i wlepiła wzrok w talerz, który ciągle pozostawał pełny. Sama sięgnęła po wino i uniosła obydwa, podając jedno gościowi i uśmiechając się do niego.
- Zdrowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Pon Lip 18, 2016 12:31 am

Aliser ukradkiem, acz uważnie przyglądał się scenie z chłopcem. Była niezwykle ciekawa, choć wielu - niemal wszyscy z zebranych na sali - nie zwróciła na to większej uwagi. Czasem jednak Lordowie zapominają, że podległe im ziemie to nie tylko warowne fortece o grubych, kamiennych murach i pełnych spiżarniach, a poddani to nie tylko rycerze i damy. W normalnych okolicznościach nie miało to znaczenia. Najlichsi sami dawali sobie radę, pracując na polu, polując za zgodą w pańskich lasach, czy wytwarzając niezbędne dobra. Całe mnóstwo ludzi, którzy w czasach dobrobytu pracowali na wielkość zamieszkiwanych ziem, lecz w czasach klęsk, zimy i nieurodzaju warto było objąć ich opieką. Zresztą liczył, że właśnie to pomoże mu być kartą przetargową w negocjacjach z Północą. Jakkolwiek nie byłyby prywatne niechęci pomiędzy Lannisterami a Starkami, to poddani Winterfell muszą jeść, jak każdy.
- Dziękuję Lordzie Ernaldzie, tak też uczynię. - I tu na chwilę, może na nieco więcej swoją uwagę przeniósł z gospodarza na jego córkę. Wysłuchał jej słów i uśmiechnął się łagodnie.
- Rozumiem i choć wątpisz Pani w swoje kompetencje do odpowiedzi, to wiem wszystko co było mi tak bardzo potrzebne i dziękuję. - Tu zrobił krótką pauzę. Jego myśli na krótką chwilę podążyły w stronę Lorda Riverrun. Poruszanie przy nim tematu Doliny nie wchodziło w grę. Zbytnia pochopność zepsułaby jego starania nim na dobre się rozpoczęły i zniweczyła szansę na spokój na szeroko rozumianej północy. - Małe błędy mogą zgubić ogromne armię, a ciche podszepty są czasem potężniejsze od krzyku olbrzyma.
Odebrał podane mu wino i uniósł je nieznacznie w górę. Nie odważyłby się wznosić pierwszego toastu przed Lordem Gospodarzem. Przynajmniej nie publicznego, gdyż raz jeszcze ściszonym głosem zwrócił się do Lorelay:
- Zdrowie Casterly Rock i Riverrun. - Po czym już zupełnie szeptem, że nawet kobieta nie była w stanie usłyszeć jego słów dodał: - bo dość już nasze rodziny wycierpiały za winy swoje i cudze.
Zbliżył puchar z winem do ust i upił dwa łyki. Odłożył następnie napój i postanowił skosztować przysmaków przygotowanych przez kuchnię Riverrun. Miał więc trochę czasu by wszystko przemyśleć. Zmienił więc temat na o wiele bardziej trywialny.
- Muszę przyznać, że zostałem naprawdę mile zaskoczony. Jeszcze niespełna cztery noce temu - za sprawą snu - obawiałem się, że na spotkanie mi wyjedzie połowa rycerzy dorzecza. - Na absurdalność tej wizji sam się zaśmiał. W przeciwieństwie do poprzedniego tonu, tym razem mówił znacznie swobodniej, a może nawet weselej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Pon Lip 18, 2016 1:25 am

Panna Tully miała po prostu gołębie serce, które nie dzieliło ludzi na tym, którym warto dać i na tych, którzy nie powinni dostać. Szczególnym zainteresowaniem obdarzała dzieci, a każde podczas jej obecności zostało czymś nagradzane. Trudno tutaj jednak zaliczyć to do jej cech wrodzonych, po prostu została wychowana na kulturalną i empatyczną kobietę, która powinna usłuchać swego pana męża. Oczywiście aktualnie lord nie miał dla niej planów zamążpójścia, jednak w przyszłości jakiś się zjawi. Skrycie marzyła o szczęśliwym związku, jednak podświadomie wiedziała, że takie nie istnieją wśród osób wysoko urodzonych, wszakże kobiety wychodzą za kompletnie nieznanych im mężczyzn. To jak loteria, szansa jedna na milion.
Lord skinął głową w odpowiedzi na podziękę, jednak wrócił zaraz do wieczerzy. Nie był raczej rozmownym typem, szczególnie jeśli przed nosem miał jedzenie.
- Cieszę się, że pomogłam. - uśmiechnęła się przyglądając się sali. Przyglądała się rycerzom jej ojca i Alisera, którzy wspólnie biesiadowali i zalewali podłogi piwem. Nie przepadała za pijaczynami, jednak taki widok pozostawiał nadzieję na polepszenie stosunków z Lannisterami, dzięki czemu mogliby się skupić na innych granicach. W końcu otoczeni byli głównie wrogo nastawionymi rodami. - Mądre słowa, panie. - starała się nie wikłać w sprawy polityczne i wojska, wszak ona miała tylko ładnie wyglądać i dobrze się zachowywać.
Na słowa Alisera uśmiechnęła się ciepło, a puchar przybliżyła do twarzy, by zwilżyć usta napojem. Poczuła delikatną kwasowość zmieszaną z nutą słodyczy. Wino to było niezwykle aksamitne, a sama Lorelay uwielbiała nie tylko jego smak, ale także zapach. Przejechała językiem po mokrych wargach i upiła trochę alkoholu. Przy każdym kolejnym łyku można było wyczuć cierpkość zmieszaną z nutą czarnej porzeczki i jagów. Spojrzała znów na Alisera i dopiła resztę wina, wypadało, w końcu pili za zdrowie swych ludzi.
- Ach, nie połowa Dorzecza, ale mniejsza połowa Riverrun, to już jest bliższe prawdy. - zaśmiała się, mając skrytą nadzieję, że Aliser nie weźmie sobie tego do serca, wszak jeśli byliby złej myśli nie wyszłaby do niego. W końcu była właściwie w polu rażenia pierwsza. - Powiedz mi, panie, długo masz już swego wierzchowca? Wyglądał na młodego, silnego konia. - kontynuowała rozmowę, chcąc przejść na milsze i mniej stresujące dla obojga tematu. Stopę wyjęła z buta i ułożyła na Faye'i, która polizała ją dwa razy i ponownie usnęła. Przy okazji oczywiście zaczęła machać ogonem obijając nim o krzesło Alisera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Pon Lip 18, 2016 2:52 am

Nadzieje panny Tully nie okazały się płonne. Aliser nie tylko nie przejął się zbytnio tym, że na jego powitanie zebrało się nieco więcej ludzi niż to było potrzebne, a nawet uznał to za zabawne. Był świadomy jak niewielu w tym miejscu mu ufa. Nawet mając najczystsze intencje może spotkać się z odmową, dlatego wolał raczej słuchać, niż samemu mówić. Nawet słowa w jakich Lord polecił mu spróbować poprawić stosunki wskazywały na to, że ma być obserwatorem, rozeznać się w sytuacji, a nie utworzyć sojusz, bądź proponować konkretne traktaty.
Oko Lannistera spostrzegło zamaszysty ruch dłonią wśród rycerstwa Dorzecza i jego ludzi. Gdy przyjrzał się jednak dokładniej poczuł ulgę. To co wziął za jakiś zaczątek bójki okazało się być jedynie przyjacielskim gestem. Upił kilka kolejnych łyków wina. Było odrobinę inne od tego, które podawane jest w Casterly Rock. Subtelna różnica, której młodzieniec nie był nawet zdolny nazwać.
Poczuł jednak jak coś musnęło jego nogę. Z początku starał się to ignorować, mając przecież na głowie pytanie od dziewczyny. Pytanie, które wywołało naprawdę wiele wspomnień. Owszem, podczas szarży rycerz potrafi stracić nawet kilka rumaków. Spadłszy z jednego dosiada kolejnego, który podadzą mu wierni giermkowie, czy wymieni rannego na takiego, który na pewno nie zawiedzie podczas szarży. Jednak Aliser miał wyjątkowe szczęście i koń, którego otrzymał zaraz po tym gdy już jako rycerz zjawił się w Casterly, a którego znał już wcześniej - w końcu pochodził on z prywatnych stajni Lannisterów, towarzyszył mu już trzeci rok. Był z nim zarówno podczas wszystkich wojen, a także wtedy gdy zostały wysłany by rozprawić się z bandytami w lasach Zachodu.
- Pamiętam jeszcze, gdy był źrebięciem. Urodził się - jak i ja zresztą - w Casterly Rock i jak dotąd okazał się być niezwykle inteligentnym towarzyszem. Gdy Żelaźni ludzie napadli na Zachód w jednej z bitew spadłem z konia i musiałem walczyć pieszo. Wtedy nie było czasu przejmować się tym, gdzie pogalopował mój wierzchowiec. Znalazłem go jednak, a może to on znalazł mnie? Gdy wracałem z swym ojcem do obozu ujrzałem go jedzącego trawą na łące nieopodal pola namiotów armii Zachodu.
Znów jednak coś dotknęło jego spodni. Wypił wino do końca i odłożył puchar. Spojrzał pod stół i zobaczył siedzące na ziemi zwierzę. Z początku nawet pomyślał, że to wilk, lecz późnej dostrzegł pewne drobne różnice. W swoim życiu widział sporo zwierząt, głównie za sprawą polowań, w których brał udział. Chwycił delikatnie w palce ogon, tak żeby poczuć jego dotyk, lecz by zwierzę - jeśli szczęście Lannisterowi dopisze - nie poczuło jego dłoni.
- To Pani pupil jak zgaduje? Opowiedziałem już historię swojego, czy mogę zatem liczyć na wzajemność? - Posłał do Tully kolejny uśmiech. Nie wiedział nawet czy zwierzę w istocie należy do niej, czy jest może raczej przygarniętym przed wieloma lat szczeniakiem, który przywykł do sal Riverrun. Warto jednak było się dowiedzieć o pannie Lorelay więcej, między innymi dlatego, że to właśnie w niej Aliser mógł mieć sojusznika dla swych przedsięwzięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Pon Lip 18, 2016 11:42 pm

Dziwnym by było, gdyby za dużo osób ufało swym wrogom w Riverrun. W momencie kiedy Lorelay była ufna, ktoś musiał być zdystansowany i pomagać jej na chłodno ocenić sytuację. Dlatego też bardzo ceniła ludzi, którzy zbierali się wokół niej i dzielili się doświadczeniem.
Uśmiechnęła się do Alisera, a skinieniem dłoni wskazała kobiecie ich puchary. Służąca od razu podeszła do nich i dolała wina.
- Jak oceniasz wino? - zagadnęła, będąc ciekawa opinii na temat jednego z najlepiej smakujących win jakie sama dziewczyna piła. Wszakże nie wszędzie alkohole mieli tak wytrawne, a także gust było tak wiele jak rodzai trunków.
Lorelay delikatnie masowała psa stopą, która wędrowała od żeber zwierzęcia aż po brzuch i z powrotem. Wykonywała okrężne ruchy, starając się wyczuć odpowiednie tempo, czasami ściskała miłe w dotyku futro palcami, ciesząc się ciepłem, które biło od Faye. Wysłuchiwała przy okazji Alisera, który najwyraźniej dość chętnie prowadził z nią rozmowę o wszystkim i o niczym, nie wspominając o polityce czy sojuszach, co w je mniemaniu stawiało go w pozytywnym świetle. Bardzo ważne było, by rzeczywiście z takim człowiekiem się dogadywać, puste słowa rzucone na wiatr odgrywają się na ludziach z podwójną siłą. Jednego dnia jest się przyjacielem, drugiego wyważa bramy jego fortecy.
- Zwierzęta są niebywale inteligentne. Często nawiązana z nimi więź jest na tyle silna, że znajdą cię choćby was rozdzieliła ogromna odległość. Warto o tę więź zadbać, w końcu koń, któremu nie ufamy w boju może narobić więcej szkód niż pożytku, choćby był najlepiej wytrenowanym. - uwielbiała rozmawiać o zwierzętach i naturze, a tematy te wywoływały szczery uśmiech dziecka na licu Lorelay. W momencie, w którym Aliser złapał Faye za ogon, wilczur uniósł łeb i z początku można było zauważyć wyszczerzone kły, jednak czując dotyk swej właścicielki dość szybko znów położyła pysk, obserwując napastnika spod na wpół przymkniętych oczu.
- Faye? To właściwie był kaprys. Zakochałam się w opowieściach o dumnych wilkorach z Północy, które widnieją jako symbol Starków. Byłam na tyle zawzięta, że zatruwałam tym życia ojca, dopóty ten się nie zgodził. Nadarzyła się okazja, bowiem znajomy mego ojca posiadał szczenięta, podobno znalezione w lesie i na wpół odchowane. Jak przyjechała do mnie była malutka i chorowita, jednak dość szybko się zadomowiła, udało się ją uchować do nastoletniego wieku. Szansa na to według jej znalazcy była marna. Nie znam jednak jej przodków, więc ustaliliśmy, że to pewnie szczeniaki jakiejś psiej uciekinierki, chociaż poprzedni właściciel zarzekał się, że to wilcze dzieci. Co prawda jest łudząco do tych drugich podobna. - opowiadając ciągle zerkała na swego pupila, który miał specjalne miejsce przy jej boku. Za nic w świecie by jej nie oddała, a tam gdzie Lorelay się uda tam i uda się jej świta w postaci Faye i Freyi. - Ciągle żywię nadzieję, że zanim dokończę żywota uda mi się zobaczyć Północ, a może i żywego wilkora. Chociaż są to głupie, dziecięce marzenia. W końcu sami Starkowie często ich nie widują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Wto Lip 19, 2016 2:44 am

Lannister nie był tak bardzo związany ze swoim wierzchowcem. Pamiętajmy, że ten mógł paść w każdej bitwie. Nie oznacza to jednak, że nie był w stanie zrozumieć uczuć Lorelay. Jego uczucia były jednak hamowane przez świadomość, że Anibesa może paść podczas każdej bitwy. W wypadku panny Tully takiego ryzyka nie było. Nie musiała stawać w polu przeciwko wrogom, a gdy dosiadała konia w sprawach wagi państwowej, to by negocjować.
Co nie oznacza, że jej życie w jakikolwiek sposób było prostsze czy gorsze. Uroki można dostrzec we wszystkim i tylko przypadek decyduje, że jedni stają dzielnie do walki z opuszczoną przyłbicą, a inni dygocząc wsiadają na konie. Może po prostu ludzie nie zawsze rodzą się stworzeni do tego co robią i mogliby lepiej wykorzystać drzemiące w nich możliwości? Najprawdopodobniej wszystko to było przypadkiem, nikt nad tym nie czuwał i ludzie zdolni są tylko naprawiać niekorzystne rzuty kośćmi, niż je rozumieć, czy przewidywać.
Palce Lannistera zsunęły się z ogona, a mężczyzna wyprostował opierając się o krzesło. Spojrzał na kobietę.
- Wyśmienite lady Lorelay, pochodzi z winnic Dorzecza, czy zostało tu sprowadzone, a swój początek ma gdzieś dalej, na południu? - Ani przez chwilę nie wierzył, że prości ludzie z północy, przywykli do ciągłej walki z naturą i wiecznego mrozu, mogli być dobrymi winiarzami. Gdzie mieliby założyć swoje winnice?
W międzyczasie zjadł już całkiem sporo. Długa wędrówka i racje żywnościowe, które po tygodniu robią się nużące, wzbudziły w nim apetyt. Nie jadł jednak łapczywie, a mówił tylko w przerwach. Toteż kobieta musiała czasem czekać dłużej na odpowiedź, było to jednak czas, w którym myślał nad jej słowami.
- Łudząco podobny, owszem. Z początku sam pomyślałem, że to wilk, lecz teraz dostrzegam pewne różnice. Kto wie, może jednak ma wilczego ojca? Jest jednak za spokojny jak na wilka. Te są dzikie i nawet Starkowie muszą uważać na ich kły, gdy zapuszczają się zbyt głęboko w lasy. Z tego co słyszałem wilki potrafią również dbać o swoich, lecz nie wiem czy kryje się w tym choć trochę prawdy, czy są to tylko opowieści, którymi karmi się dzieci by nabrały odpowiednich wartości.
Tutaj zaśmiał się omal nie rozlewając wina ręką. Szturchnął w puchar, na szczęście jednak złapał go w porę i tylko na jego palce spadło kilka kropel trunku.
- Zastanawiałaś się Pani, czemu tak często dzieci uczone są przez zwierzęta, którym przypisuje się określone cechy - pożądane lub którymi się gardzi. Czemu na naszych herbach widnieje lew i pstrąg. Starkowie mają wilka, Florentowie lisa, Mormontowie niedźwiedzia, a przecież można wymieniać jeszcze dalej i wiele znajdzie się innych przykładów.
Pytał, lecz tym razem nie miał gotowej odpowiedzi. Dopiero teraz spostrzegł zresztą tę zależność i niemal niezwłocznie się nią podzielił. Od razu gdy tyko myśli swoje zebrał i nazwał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Pią Lip 22, 2016 10:28 pm

Lorelay była pewna, że zanadto związany ze swoim wierzchowcem nie był. Wiadomym jednak było, że byle rumaka na wojnę nie bierze. Co do możliwości każdego człowieka - cóż, trudno tu odpowiedzieć na to jednoznacznie. Panna Tully miała kompletnie inne zainteresowania aniżeli mariaż, polityka i tym podobne, jednak zważywszy na swego ojca starała się jak najlepiej wykonać swą rolę. Dobro rodziny stawiała ponad własne.
- Z królewskich winnic, ojciec za nim przepada. - spojrzała tu na swojego ojca, którego obdarzyła wzrokiem pełnym ciepła i uczucia. Był dla niej autorytetem, zawsze w jej oczach był i będzie dobrym człowiekiem. Widząc jak Aliser chętnie konsumuje strawę musiała zapytać. - Smakuje ci, mój panie, czy to raczej głód skłonił pana do jedzenia? - uśmiechnęła się i nałożyła mu jeszcze kawałek dziczyzny. - Wyśmienita, z dzisiejszych łowów. - sama nieduża jadła, jakoś nie miała za specjalnie apetytu, dlatego też niewiele dziobała z talerza, memłając w nim widelcem.
- Nic dziwnego. Faye nieraz w mojej obronie stanęła i kończyło się to niemiło dla napastnika. Jest dla mnie nie tylko przyjacielem, ale również stróżem. Cieszę się, że ją dostałam. Co do Starków, cóż, jak już mówiłam uwielbiam ich powieści o wilkorach, na których się żywiłam jak byłam mniejsza. - pogłaskała swą chlubę z wyraźną radością w oczach. Jej miłość do całego świata była niezwykle wyraźna, nie sposób było tego nie dostrzec. Byleby nikt na tym świecie nie ugasił promienia tej poczciwości.
- Nigdy o tym tak nie myślałam, jednak pewne jest, że nasze herby coś odzwierciedlają. Lew jest dumny o złocistej sierści, niezwykle odważny co pasuje do większości Lannisterów. Starkowie niegdyś mieli dużo wilkorów na swych ziemiach, więc myślę, że temu mają go w herbie. Poza tym wilk jest silny i niezależni, opiekun stada, lojalny i inteligentny, a tacy są Starkowie. Mormontowie... Niedźwiedzie są symbolem siły, wytrwałości i odwagi.. Tully? Panowie Dorzecza, gdzie kraina jest jedzeniem i pstrągami płynąca. Poza tym ryba jest symbolem źródła życia. Jeleń to symbol wysokich ideałów i aspiracji, ale także delikatność i szlachetność. Nietoperz to symbol szczęścia i długiego życia, a trzeba przyznać, że Whentom się powodzi. - mówiła zamyślona, rozgadując się ponownie już w tej rozmowie. Trzeba przyznać, że niezwykle dobrze się jej z Aliserem rozmawiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Wto Lip 26, 2016 3:29 am

Dla młodych rycerzy, a raczej giermków, świat jest znacznie prostszy. W końcu nie wiedząc zbyt wiele, nie mając dość czasu by nabrać potrzebnego doświadczenia świat mają za złożony z prostych elementów. Tak też razem z hierarchią feudalną idzie ocena rzeczywistości. Skoro Lord Dorzecza, Lord Zachodu i kolejni namiestnicy regionów są ponad swoimi wasalami, to oczywistym jest, że wszystko co z nimi związane jest lepsze. Najlepsze zaś to co królewskie. Tyczy się to służby, piękna kobiet, czy właśnie wina. Jak skomplikowany świat jednak staje się później, gdy nie tylko cała ta wiara zostaje zniszczona, lecz jeszcze okazuje się, że nie sposób wskazać tego co najlepsze.
Co jest piękniejsze: kwieciste łąki ciągnące się aż po horyzont, ośnieżone szczyty gór zimą z majestatyczną szarością skał przedzierających się przez biały puch, czy może spienione fale rozbijające się o brzegi pod Casterly Rock, a może coś innego? Mroczne puszcze, wielkie miasta, ufortyfikowane twierdze. Nie ma miejsca najpiękniejszego, są liczne piękne, z których każdy przyciąga czym innym. Tak samo z niemal wszystkim na tym świecie.
Wino z winnic podlegających bezpośrednio koronie było chwalone w wielu kręgach, ale nie zaskarbiło sobie najwidoczniej pozycji na Zachodzie. Dopiero gdy jego pochodzenie zostało Aliserowi wskazane, dopiero wtedy przypomniał sobie, że zna już ten smak. Poznał go wiele lat temu.
-Lady Tully, jeśli miałabyś ściąć głowy swoich kucharzy, to proszę o łaskę dla niech - zabiorę ich do Casterly Rock. - Uśmiechnął się łagodnie po tych słowach i przeszedł do kolejnej, mniej pochwalnej części wypowiedzi. Bez wątpienia jednak ciekawszej. - Nie przeczę jednak, że doskwierał mi głód. Nie chcieliśmy niepokoić Riverrun przybyciem po zmroku, a więc śpieszyliśmy się jak tylko to było możliwe.
Lannister zaśmiał się słysząc słowa kobiety. Miała w końcu i swojego Wilkora. Wprawdzie nie był to prawdziwy wilk, o jego większym kuzynie już nawet nie wspominając, lecz wróg, w którego gardło wgryzają się kły nie zwraca raczej uwagi na drobne różnice w budowie.
Wysłuchał ze spokojem i uwagą co panna Lorelay miała do powiedzenia. Ze spokojem, choć miał jednak nieco odmienne zdanie na tę kwestię. Przestał na chwilę jeść i przyglądał się Tully, aż ta nie skończyła, kiedy to rozejrzał się po sali. Jego wzrok powrócił na córkę gospodarza, lecz dopiero po kilku pierwszych słowach.
- Zgadzam się, że zwierzęta te mają wymiar symboliczny. Jak nie brak na zachodzie Lwów: Lannisterów, Reynsów, tak żadnego lwa nie miałem okazji spotkać. Zdaje mi się jednak, że nie mają niczego odzwierciedlać a wskazywać i przypominać.
Tu przerwał na chwilę. Krótką, wystarczającą żeby zebrać myśli, ażeby nie zgubić się w toku swojego wywodu.
- W końcu czy każdy Lannister jest odważny, a każdy Baratheon szlachetny? Jednak czy nie tego się od nich oczekuje? Czy nie tacy byli ich przodkowie i przybrali to, co najbardziej do nich pasowało. Wybrali zwierzę, które świadczyło o nich, ale również by zawsze przypominać swoim potomkom czego się od nich oczekuje. To tylko symbol, lecz on nas kształtuje, tak jak i opowieści dorosłych, których słuchamy za młodych lat.
Po tych słowach wypił kolejny łyk wina. Zresztą od początku dało się zauważyć, że ani przy jedzeniu, ani przy piciu nie był łapczywy. Jadł z apetytem, lecz w żadnym razie nie szybko.
- Lady Tully, nie słyszałem zbyt wielu opowieści o wilkorach, o północy. Do skalistych ziem Zachodu rzadko te historie docierały, a więc czy mógłbym prosić o opowiedzenie mi kilku z nich? Może jednak nie tutaj. Gdzieś, gdzie byłoby mniej gwarno.
W końcu wraz z tym jak rycerze Lannisterów i Tullych się upijali i wpadali w coraz lepszy nastrój, ich rozmowy robiły się coraz głośniejsze. Dodać do tego należy resztę dworzan, która zajęta była swoimi sprawami, lecz również nabrali znacznie więcej odwagi, niż na początku uczty, gdy przybyli ludzie z Zachodu. Ktoś nawet spierał się głośno o jakąś bzdurę. Nic więc dziwnego, że Aliser chciał udać się w miejsce nieco spokojniejsze, cichsze. Szczególnie, że już się najadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Wto Sie 02, 2016 9:07 pm

Uśmiechnęła się szczerze na wzmiankę o zabraniu jej służby. O nie, nigdy ich za nic nie winiła! Owszem, raz na czas zdarzało się, że coś zbytnio przypiekły albo inaczej zrobiły, jednak prawda była taka, że większość kucharek znała jeszcze z dzieciństwa i często to one przyrządzały coś specjalnie dla, niegdyś wybrednej, Lorelay.
- Za nic bym nie oddała bym naszych kucharzy, trzeba przyznać, że znają się na tym co robią. - splotła palce i oparła łokcie na stole, kładąc podbródek na swoich zgrabnych paluszkach. Przyglądała się ciągle sali, chociaż co jakiś czas odwracała się w stronę rozmówcy by nie pomyślał, że go ignoruje. Wszakże tak nie było. - Ważne, że dotarliście.
Rozmowa toczyła się dość szybko, a i Lorelay narzekać nie mogła, że się nudzi, jednak robiło się coraz później, a na nią z samego rana czekała podróż. Zamierzała się zapytać ser Alisera czy nie towarzyszyłby jej w drodze, szczególnie, że przyjechał w zacnych celach, a ona niestety musiała wyjechać. Wysłuchała więc słów mężczyzny racząc się przy tym winem.
- Idealne wyjaśnienie, panie. - uśmiechnęła się, wiedząc dobrze, że ciężko znaleźć rzeczywiste odzwierciedlenia tych symboli. Nie zamierzała jednak dyskutować o tym, szczególnie, że miała jeszcze dwie kwestie do omówienia. Nachyliła się w stronę lorda Tully i szepnęła - Ojcze.
Tutaj lord Tully odchrząknął i tym razem znów jego uwaga padła na gościa.
- Ser Aliserze, czy lord Lorcan w swej dobroci wyraziłby zgodę na przyjęcie bratanka lorda Pipera, co pozwoliłoby na poprawę stosunków nie tylko z lordem Casterly Rock, ale również z Riverrun, które niezwykle ucieszyłoby się z takiej przysługi. - tutaj ojciec panienki Tully zakończył, oczekując na odpowiedź młodzieńca. Jeżeli Aliser by się zgodził, zabrałby młodego chłopca ze sobą w drodze powrotnej.
Kontynuując jednak, gdy lord tylko otrzymał odpowiedź opowiedział mu o szczegółach. Wtedy dopiero wrócił do rozmowy z żoną, a Lorelay mogła spytać o jedną sprawę, na której jej odrobinę zależało.
- Aliserze, nie zechciałbyś udać się ze mną w odwiedziny do Seagardu? Przy okazji poznałbyś kawałek Dorzecza a i ja miałabym towarzystwo. - spytała, robiąc wręcz maślane oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   Sro Sie 03, 2016 3:41 pm

Obrót spraw był dla Lannistera nieoczekiwany. W końcu przybywając tutaj spodziewał się raczej chłodnego przyjęcia, kilkukrotnie wątpił nawet, że zostanie do Riverrun wpuszczony od razu. Wszystko poszło jednak dość dobrze. Lepiej niż mógł przypuszczać. W końcu wysłanie giermka do Casterly mogło oznaczać tylko jedno, że Lord Tully nie tylko nie chce, ale wręcz stara się uniknąć walki z Zachodem. Trudno więc zdziwić się, że na twarzy Alisera pojawił się uśmiech, gdy usłyszał propozycję swego gospodarza. Nie od razu jednak odpowiedział. Przez chwilę się zastanawiał jakie słowa będą najodpowiedniejsze. Nie mógł tego zrobić w imieniu swego dziadka ani ojca, choć wiedział, że ta dwójka jest na tyle zgodna do normalizacji stosunków z Dorzeczem, że nie będą widzieli w tym problemu - tak wnioskował z ich słów nim wyruszył.
- Lordzie Tully, nim wyjechałem, słyszałem jak Lord Lorcan uskarżał się, że żadne z jego przybocznych nie zna się na rzeczy. Jeszcze dziś, bez żadnej zwłoki - skoro tylko uczta się skończy - wyślę list do Casterly Rock.
W końcu nie mógł zrobić nic więcej, chyba że sam wziąłby tego człowieka na swojego giermka. Jednak czy nie był rycerzem za krótko? Czy ten brak doświadczenia nie zostałby wzięty za nietakt względem Dorzecza?
Drugie pytanie mogło rodzić więcej wątpliwości. Lorelay wiedziała jakich słów użyć, by móc zając głowę Lannistera na naprawdę sporą chwilę. W końcu Seagard był w zupełnie inną stronę niż Królewska Przystań, podróż tam oznaczała przejazd prawie całego Dorzecza. Z drugiej jednak strony, czy pośpiech był naprawdę konieczny?
Tym razem jednak Aliser nie rozważał wszystkich tych kwestii, a niemal natychmiast odrzekł:
- Z przyjemnością poznam lepiej Dorzeczę i z moimi ludźmi zapewnimy pani lady Tully towarzystwo.
Rozmowa trwała jeszcze chwilę, lecz gdy tylko dowiedział się, że wyruszać mają skoro świt, to oczywistym stał się wymóg odpoczynku. Chwilę później więc salę opuściła zarówno panienka Tully, lannisterski rycerz jak i wszyscy z nim przybyli - choć z tej ostatniej grupy nie wszyscy byli zadowoleni. Trudno jednak im się dziwić, skoro podróżują ponad dwadzieścia dni, a po krótkim odpoczynku zanosi się na kolejną wędrówkę.
Lannister miał jeszcze kilka spraw do załatwienia. Musiał przede wszystkim wysłać obiecany list, w którym nie tylko poinformuje o propozycji Lorda Tully'ego, lecz również zda krótką relację z jego pobytu w Riverrun i zaznaczy zmianę planów w postaci nieoczekiwanej wizyty w Seagardzie. Później musiał przygotować się już do drogi. Dopiero gdy był pewien, ze w pół godziny od pobudki będzie mógł dosiąść konia położył się na łóżko.
Spał więc raczej krótko, lecz o dziwo był wyspany. Może to za sprawą zamienienie twardej ziemi na miękkie posłanie w Riverrun? Obudził go jeden ze służących tego zamku.
Minęło kilka chwil nim Aliser włożył swoją zbroję i zjawił się na dziedzińcu, a kilka kolejnych nim wszyscy jego ludzie i świta Lorelay się zebrali. W końcu jednak nadszedł ten moment, w którym orszak mógł wyjechać przez bramę niosąc na chorągwiach pstrąga i lwa.


ZT x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sala Jadalna   

Powrót do góry Go down
 

Sala Jadalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala jadalna
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Riverrun-