a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Główna Sala



 

 Główna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Główna Sala   Nie Sty 31, 2016 8:40 pm


Sala Główna



Główna Sala Dreadfort nie należy do tych najbardziej reprezentacyjnych nawet na samej Północy - jest w stanie pomieścić nie więcej niż pięćdziesięciu ludzi i zwykle służy jako miejsce, w którym posiłki spożywają członkowie rodu Bolton oraz ich goście. Mrok rozświetlają kandelabry oraz niewielki kominek wmurowany w południową ścianę. Sama sala wyposażona jest dość skromnie, bowiem w ławy, krzesła oraz długie, nadgryzione zębem czasu stoły. Surowych, zimnych murów nie ozdabiają trofea z polowań ani arrasy - jedynym barwnym aspektem jest sztandar człeka obdartego ze skóry, herb rodu Bolton, oraz pomniejsze tarcze z herbami rodów Północy.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Lut 13, 2016 1:39 pm

W swojej krótkiej karierze medycznej Margot zdążyła dokładnie zaznajomić się z zapachem śmierci. Widok rozkładających się zwłok był niczym w porównaniu z ich smrodem. Maester twierdził, że prawdziwy medyk musi być odporny na tego typu doznania, a jeżeli jego żołądek odmówi posłuszeństwa przy pierwszym wdechu, to należy odpuścić dalsze praktyki. Niektórzy ponoć próbowali zredukować intensywność smrodu, poprzez nacieranie miejsca tuż nad górną wargą różnymi ziołami, przykładowo- miętą. Jednak nie była to skuteczna metoda. Początkowo Margot powstrzymywała torsje, chcąc zachować profesjonalizm przy swoim mentorze. Z czasem oswoiła się z tym zapachem jak z każdym innym, towarzyszącym jej na co dzień.
Ciekawe, że obecność Hadriana przywołała w głowie Manderly dokładnie to wspomnienie.
Taksowała mężczyznę wzrokiem niezliczoną ilość razy, w trakcie tego krótkiego spotkania. Robiła to w sposób subtelny, niezbyt nachalny, zgodnie z zasadami etyki. Warstwa zewnętrzna nie interesowała jej tak bardzo, jak ta, kryjąca się pod powłoką skóry i mięśni. Wystarczająco długo oglądała "książąt z bajki", których uroda była rozwinięta do tego stopnia, że całkowicie przyćmiewała intelekt. O ile postawa słodkiej idiotki bywała mile widziana u niektórych kobiet, tak "narcyz", którego wzrok nie sięga powyżej czubka własnego nosa, wydawał się Margot nieznośny. Taki typ mężczyzny był kulą u nogi dla kobiety, która nie mogąc się rozwinąć przy mężu więdła jak kwiat na pustyni.
Określić Hadriana mianem przystojnego, wydawało się obrazą w oczach Manderly. Jak można zwracać uwagę na wygląd takiego mężczyzny, gdy jego wnętrze jest tak fascynujące? Mroczna aura, jaką tworzył wokół siebie była na swój sposób kusząca, niczym zapakowany prezent, czekający na otwarcie. Zapach krwi oraz drobna niedyspozycja, nie odstręczały Manderly. Morgana często powtarzała, że to kobieta powinna się prezentować najlepiej, ponieważ jej wygląd wystawia opinię o partnerze, nie odwrotnie. Z każdą kolejną chwilą spędzoną w towarzystwie przyszłego małżonka, Margot przekonywała się o trafności swojego wyboru.
Uśmiech, goszczący na twarzy Boltona wprawił Manderly w swego rodzaju zakłopotanie. Zobaczyła w nim coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Coś tak znajomego i prywatnego, że tylko ona mogła to dostrzec. Zobaczyła w nim swoje lustrzane odbicie...
Nie unikasz mego spojrzenia. Nie boisz się patrzeć mi prosto w oczy, tak jak ja patrzę w Twoje. Nie opuszczasz głowy... Ponieważ jesteś taki sam jak ja.
Z rozmyślań wyrwał ją ciepły dźwięk jego głosu. Był nadwyraz przyjemny, jakby mówił do dziecka lub wypowiadał słowa modlitwy, prosząc bogów o kolejne łaski. Wiedziała, że on również prowadzi z nią "Grę", stąd nadmiar kurtuazji z jego strony. Nie, żeby jej to przeszkadzało, wszak miała poślubić lorda, od którego wymagano stosownego zachowania wobec damy. Jednak Hadrian robił to z lekkością godną króla. To upewniło ją tylko w przekonaniu, że jest lustrzanym odbiciem Boltona.
Ironia losu.
- Jak sobie życzysz, Panie - odrzekła, kłaniając się przy tym subtelnie. Dźwiękom jej głosu brakowało ładunku emocjonalnego, choć był na swój sposób przyjemny dla ucha. Zachowanie matowej barwy było efektem ćwiczeń z Morganą, która upierała się na mówienie za pomocą przepony, a nie gardła. Uważała sztukę konwersacji za kluczową broń kobiet i kładła na nią duży nacisk podczas swoich lekcji. Dźwięk wydany przez gardło był w jej odczuciu "płaski", szybko męczył słuchacza. Natomiast głos pochodzący z przepony był miły dla ucha i nadawał charakteru wypowiadanym słowom.
Po wymianie uprzejmości, Margot udała się w ślad za służącą. Pamiętała o zachowaniu uprzejmości, wobec kobiety, która prowadziła ją przez korytarze Dreadford. Wiedziała, że służba często piastuje funkcje zauszników, donoszących lordom o poczynaniach konkretnych osób. Nie mogła sobie pozwolić na zmianę maski, żeby pozostać wiarygodną w oczach Hadriana.
Po wejściu do komnaty gościnnej, Manderly poprosiła o przygotowanie kąpieli. Sama również chciała zmyć z siebie trudy podróży i nadać swojemu wyglądowi świeżego wyrazu. Zgodnie z życzeniem, woda w balii była gorąca do tego stopnia, że po włożeniu ręki do środka, skóra Lady Manderly zmieniła odcień z bladego na czerwony. Płatki kwiatów i olejki eteryczne sprawiły, że para unosząca się nad taflą pachniała jaśminem. Margot uwielbiała długie, odprężające kąpiele, podczas których pielęgnowała swoje ciało, rozmyślając przy tym o swoich dalszych poczynaniach. Wyobrażała sobie różne scenariusze rozmowy z Hadrianem i starała się przewidzieć słowa, które padną z jego ust. Oczywiście niemożliwym było, żeby po jednym spotkaniu była w stanie przewidzieć jakiekolwiek reakcje mężczyzny.
Gdy woda ostygła, a skóra na ciele kobiety zaczynała się marszczyć, Margot zakończyła kąpiel. Stanęła nago przed lustrem, zdobiąc swoją twarz uśmiechem godnym malarza, który ukończywszy swoje dzieło, poddawał je ostatecznej ocenie. Ubrała się w czarną suknię z bordowymi wstawkami. Włożyła buty na obcasach, chcąc zamaskować swój niski wzrost, na który tak często narzekała. Dopełnieniem kreacji był złoty naszyjnik w kształcie litery "M", który dumnie zdobił jej szyję. Tak wyszykowana udała się do głównej sali w Dreadfort.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Mar 12, 2016 12:36 pm

Nigdy nie przepadał za swym odbiciem w lustrze.
Zdawało mu się, że spoglądając na własną twarz, zawsze widzi kogoś obcego.
Coś obcego.
Zjawa stojąca przed dziedzicem Dreadfort miała twarz ostrą, wyrazistą, z wydatnymi kośćmi policzkowymi, małymi uszami i szeroko rozstawionymi, jasnymi oczami przywodzącymi na myśl lodowe odłamki z samego szczytu Muru. Usta łatwo wykrzywiały się, tworząc grymas. Na bladej, zimnej skórze pełno było delikatnych ciemnych włosków. Stwarzało to ogólne wrażenie męskości.
Mężczyzna o pewnej sile, pewnej inteligencji, pewnych umiejętnościach, który
wyróżniał się w grupie nie ze względu na jakąś wybitną cechę, ale ze względu na cały szereg drobnych cech składowych.
Powodzenie u kobiet, sukcesy wśród mężczyzn i mniejsze bądź większe zwycięstwa na arenie politycznej towarzyszyły tej niczym nie wyróżniającej się, triumfalnej atrakcyjności.
A mimo wszystko w Boltonie tkwiło coś niepokojącego.
Jak cierń, który – wbity pod paznokieć – nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, jednak nieustannie daje o sobie znać bolesnym pulsowaniem. Ten nieuchwytny pierwiastek obcości, tkwiący w Hadrianie, zaburzał pozornie stabilną kompozycję i pozwalał przypuszczać, że dziedzicowi Dreadfort bliżej do potwora, niźli człowieka.
Matka powtarzała, że nie jest bestią – powtarzała tak do chwili swej śmierci, zaś Bolton nigdy nie zdążył powiedzieć jej, by udławiła się swoją semantyką.
Wiedział, iż jest czymś, na co każdy będzie się gapić. Jak gdyby został nagle wyrwany z naturalnego dla siebie świata i znalazł się w świecie karłów. Oni świetnie wiedzą, że nie mogą ukryć się przed wzrokiem innych. Przestają żyć własnym życiem, żyją tylko faktem swojego wynaturzenia. Hadrian nie sądził, że kiedykolwiek będzie mu dane spotkać na krętych ścieżkach żywota kogoś, kto będzie mu podobnym. Nie identycznym, ale na tyle bliskim, by z uśmiechem mógł spoglądać w lśniące, okrutne oczy.
I właśnie wtedy poznał Margot Manderly.
Ich pierwsze spotkanie było przelotne, na swój sposób przeprowadzone od niechcenia. Przyjęcie, za którymi Bolton nie przepadał, kilka uprzejmych słów, które narzucał szacunek dla Lorda Białego Portu, czujne spojrzenia ścierające się w zajadłej szermierce. Dziedzic Dreadfort pomyślał, że panna Manderly nie należy do kobiet, które można uznać za piękne. Określanie jej mianem pięknej stanowiłoby bowiem potwarz dla prawdziwej, zaklętej w ciele Margot urody, na którą składał się cały szereg cech, w większości wciąż pozostających dla Hadriana tajemnicą. Wrażenie to powróciło do niego na dziedzińcu Dreadfort i towarzyszyło Boltonowi przez całą drogę do własnych komnat.
Rozczulanie się nad sobą to fatalna rzecz – ten uniwersalny frazes towarzyszył mu od kilkunastu dni imienia, stanowił poniekąd przypomnienie o naturze własnego jestestwa. W życiu Hadrian mógł być pewien wyłącznie jednego: nigdy nie mógł się wahać. Nigdy nie powinien okazywać wątpliwości. Był wszak silnym mężczyzną, nie tylko fizycznie. W jego ciele zwoje nerwów splatały się i rozplatały, gruczoły wydzielały tajemnicze hormony, komory serca wykonywały skomplikowany taniec, wszystko zaś po to, by mógł pełnić narzuconą mu przez los funkcję.
Kogoś, kto wymierza sprawiedliwość – choć ta była dla Boltona wypaczona, przeinaczana tak, aby w pełni odpowiadała jego celom. Zwykle bawiła go ta bezkarność w obliczu prawa, w chwilach zbyt potężnego zadufania sądził, że może wymykać się wiążącym innych ludzi konwenansom.
Wiedział jednocześnie, miał pewną świadomość, iż wszyscy obserwują jego poczynania, dokładnie śledzą każdy, nawet najdrobniejszy krok.
Niech obserwują. Niech się napatrzą. W końcu nieprzyjemności kształtują charakter.
Minęła stanowczo zbyt długa chwila, nim – gdy tylko dotarł do własnej komnaty – mógł odnaleźć chwilę spokoju. Polecenia dotyczące przygotowania kolacji przeplatały się z rozkazami skazującymi schwytanych dzikich na spędzenie reszty dnia w ciasnych, wilgotnych lochach, zaś zbyt – wedle mniemania Boltona - gorąca woda w bali uniemożliwiała prędką kąpiel. Sam proces zmywania zaschniętej krwi, która zdołała przybrać barwę miedzi, wymagał potężnych nakładów czasu, zwłaszcza, gdy należało ją wypłukać z włosów. Skóra ustępowała karnie pod silnymi pociągnięciami szorstkiej szczeciny szczotki, czerwone pręgi odznaczały się od zwyczajowej bladości ciała, a woda – dotychczas przezroczysta – po kąpieli nabrała barwy lisiej sierści. Pozbawiony juchy oblepiającej niemal każdy skrawek skóry, dziedzic Dreadfort przywodził na myśl człowieka bardziej niż dotychczas.
Zabawne, jak pozory potrafią mylić.
W drodze do Głównej Sali nie towarzyszył mu pośpiech większy, niż zwykle – szybkie kroki były jednako szybkie, co zwykle, zaś twarz równie aseptyczna co zawsze.
Zupełnie jakby brakiem emocji pragnął kompensować początkowe zaskoczenie, spowodowane wizytą panny Manderly. A przecież nie powinien go odczuwać – nie powinien dziwić się na obecność córki Lorda Białego Portu. W końcu bratnie dusze się przyciągają, czasami nieświadomie i wbrew sobie, jednak zawsze lgną ku sobie.
Zupełnie jak teraz, zdaje się.
Woń gorących potraw wypełniała zimne mury Głównej Sali, gdy dziedzic Dreadfort przekroczył jej próg – rozpalony kominek emitował przyjemne ciepło, jasnym blaskiem rozpraszając zalegające w kątach cienie. Jednak to nie ogień, nie jedzenie, nawet nie dzban z winem przykuwały spojrzenie Boltona – jasne tęczówki niemal natychmiast wychwyciły wzrok obecnej już panny Manderly…
… i to właśnie na nim zamarły na dobre.
- Pan Ojciec z chęcią dołączyłby do wieczerzy, jednak nie czuje się najlepiej i woli nie martwić Cię swą niedyspozycyjnością, Pani – słowom dziedzica Dreadfort towarzyszyło dokładnie osiem spokojnych kroków, których potrzebował, by zbliżyć się do stołu. Jednym ruchem ręki, która spoczęła na dębowym oparciu, odsunął nieznacznie krzesło – spojrzenie zachęcające do zajęcia miejsca było znacznie bardziej dosadne od słów, które mogłyby paść z ust Boltona. – Spędzimy zatem wieczór na osobności. Czyż nie to określają w Reach mianem romantyzmu? – lekki grymas, jakby przejaw pobłażliwości dla Południowców i ich niedorzeczności, przemknął przez twarz Hadriana  - wystarczyło jednak, by dziedzic Dreadfort zajął miejsce naprzeciwko panny Manderly, a z jego ust, oczu, nawet z lekko zmarszczonego czoła zniknęły jakiekolwiek emocje. Przez krótką chwilę był pustym naczyniem, którego nieodgadnione przeznaczenie uniemożliwia napełnienie wnętrza.
- Chciałbym przy tej okazji wnieść toast, Pani – wystarczyło skinięcie dłonią, by zza bocznych drzwi Sali wyszła szczupła, niestara służka, ze wzrokiem pokornie spuszczonym na splecione ręce – wino o intensywnej, czerwonej barwie napełniło kielich Margot, dopiero po tym czyniąc to samo z naczyniem Boltona. – Za Twój udany pobyt w Dreadfort… i wszystkie jego następstwa.
Uniesiony do ust puchar zalśnił w jasnym blasku promieniującym z kominka – podobnie zareagował zresztą trunek, w którym Hadrian zamoczył wargi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pon Mar 21, 2016 5:49 pm

Margot uwielbiała spędzać czas przed lustrem. Gdyby spośród jakże ogromnego ogrodu jej cech ktoś uparcie doszukiwałby się chwasta, to byłaby nim próżność. Jedna z baśni opowiadanych przez Morganę wspominała o Złej Królowej, która była posiadaczką magicznego zwierciadła. Jego celem było zapewnianie władczyni o jej niepodważalnej urodzie oraz informowanie o ewentualnej konkurencji. Kobiety, których atrakcyjność przyćmiewała królową, ginęły w tajemniczych okolicznościach. Niestety, nawet najpotężniejsza magia nie może równać się z czasem, który bezwzględnie obszedł się z monarchinią, co poskutkowało roztrzaskaniem zwierciadła o podłogę. A szkoda, ponieważ Margot oddałaby wszystkie skarby świata za takie lustro.
Morgana, wytrawna ogrodniczka bez większego problemu odkryła chwasta, który wyrastał spośród reszty kwiatów, szpecąc ich wygląd. Niestety, mimo licznych prób nie udało się go wyrwać.
- Nie bądź głupia, Margot. Czas będzie równie okrutny wobec ciebie, jak był wobec królowej. Ładny uśmieszek zasłonią zmarszczki, a kaskada czarnych loków pokryje się srebrem. Dlatego ważne jest to, co masz w środku. Tego nikt ci nie odbierze, nawet czas- powtarzała wielokrotnie Morgana, czesząc swoją podopieczną, która wpatrywała się w swoje odbicie.
Choć w wieku szesnastu lat, Margot uważała to za puste frazesy, to z biegiem lat zaczęła się zastanawiać nad przekazem mentorki. Jednak uroda nie była jedyną z jej cech, o czym Hadrian miał się wkrótce przekonać.
Wkroczywszy do głównej sali, Manderly dyskretnie rozejrzała się za swoim przyszłym mężem. Ciekawiło ją, jak młody Bolton przygotuje się do wspólnej kolacji. Poprawiła nerwowo złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie litery "M", tak, żeby spoczął tuż nad dekoltem. Chciała w ten sposób umożliwić Hadrianowi bezkarne zerkanie w te okolice, pod przykrywką zainteresowania biżuterią. Planowała w pełni wykorzystać wachlarz swych wdzięków podczas kolacji. Im szybciej podbije serce mężczyzny, tym lepiej dla niej.
Myślami wracała do pierwszego spotkania z Hadrianem. Moment, w którym odkryła w nim swoją bratnią duszę, wywoływał jadowity uśmieszek na jej twarzy. Nigdy wcześniej nie znała tego uczucia- świadomości, że na świecie znalazł się ktoś taki jak ona. Bolton wydawał się coraz bardziej interesujący, a fakt, że spędzi z nim resztę swoich dni- wyjątkowo kuszący. Zamierzała zatrzymać Hadriana przy sobie na stałe, wszak nie mogłaby pozwolić, żeby taki skarb znalazł się w rękach kogoś innego.
Z rozmyślań wyrwał ją głos przyszłego małżonka. Dumnie uniesioną do góry twarz ozdobił teraz tajemniczy uśmiech, który miał tam pozostać do końca kolacji. Jednym ruchem ręki przerzuciła włosy na lewy bok, uwalniając przy tym zapach jaśminu. Jej wzrok również wylądował na twarzy partnera, jakby próbował przebić się przez warstwę skóry i dostać do wnętrza. Powolnym ruchom kobiety zbliżającej się do Boltona towarzyszył akompaniament obcasów, uderzających o podłogę.
- Życzę Lordowi szybkiego powrotu do zdrowia - powiedziała z nutą troski w głosie. Na krótką chwilę Margot znalazła się przy Hadrianie na tyle blisko, że poczuła jego oddech na policzku. Uśmiech na jej twarzy poszerzył się nieznacznie, nim zajęła miejsce przy stole.
Pomyślnych łowów, Margot, pomyślała, gdy Bolton zasiadł naprzeciwko niej. Założyła nogę na nogę w oczekiwaniu na rozpoczęcie konwersacji przez partnera. Spojrzała mu w oczy, uświadamiając sobie przy tym, że mężczyzna przybrał identyczną taktykę, jak ona. Ucieszyła się na myśl, że czeka ją pojedynek z samą sobą. Zasada- " nawet jeżeli krwawisz, na twojej twarzy i tak ma widnieć uśmiech"- była jej ulubioną i najbardziej wypracowaną. Tego wymagała Morgana od swoich podopiecznych — ukrywania prawdziwych emocji w obecności innych.
- Południowcy słyną ze swej..."finezji". My, ludzie północy zupełnie inaczej rozumiemy ten, jak to określiłeś- romantyzm. Wydaje mi się, że od nas wymaga się znacznie więcej klasy - mówiła w wyważony sposób, z każdym kolejnym słowem zniżając głos do tego stopnia, że końcówka zdania zabrzmiała jak szept. Przyjęła wino od służącej, przypominając sobie, że do końca kolacji powinna pozostać w pełni świadoma tego, co mówi. Znacznie milej widziane będzie pozostawienie napełnionego kielicha, niż plączący się język.
- Oby mój pobyt w Dreadfort był dla Ciebie równie przyjemny, jak dla mnie - powiedziała, kończąc toast. Czerwone wagi Manderly zlały się kolorem wina, gdy przechyliła kielich. Poczuła, jak jej wnętrze wypełnia przyjemne ciepło, dodające odwagi kobiecie.
- Zechciej opowiedzieć mi nieco o sobie, Panie - powiedziała, odkładając naczynie z trunkiem. Spojrzenie Margot ponownie wylądowało na twarzy Hadriana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Wto Maj 03, 2016 5:18 pm

Niewątpliwym przywilejem kobiet była bezkarność, z jaką mogły kontemplować własną – niejednokrotnie wartą uwagi – urodę. Poranki i wieczory spędzane przed lustrami, niezliczona ilość buteleczek i flakoników, pośród których na równi odnaleźć można było perfumy, olejki i truciznę, ta pieczołowitość dbania o każdy, najdrobniejszy nawet szczegół – zwykła toaleta zamieniała się w ceremonię, podczas której wychwytywane były uchybienia i niedoskonałości, podczas której następowała bezwzględna eliminacja każdego niedopatrzenia, podczas której kobiety osiągały wyżyny własnej urody. Hadrian nie potępiał ich za te drobne oznaki próżności – wszak jego matka czyniła dokładnie to samo. Na pewnym etapie swego życia, gdy jej najmłodszy syn liczył nie więcej niż osiem dni imienia, zaczęła maniakalnie szukać w sobie kłopotliwej wady, fatalnego miejsca, źródła feralności. Bez przerwy myła się, kąpała, przebierała, zrzucając winę za duchową niemoc na niedoskonałość ciała doczesnego. Centymetr po centymetrze studiowała samą siebie. Doszło do tego, że badała, czy poddani jej męża na dziedzińcu, w korytarzach bądź karczmach nie odsuwają się ode niej. Z taką zajadłością likwidowała wszystkie swoje domniemane ohydy, że przy okazji bezwiednie wkroczyła na najwyższe poziomy pielęgnacyjne, garderobiane, kosmetyczne. Tak pieczołowicie kasowała wyimaginowane niedoskonałości na, jakby nie patrzeć, ponad czterdziestoletniej skórze, że jej cera nie mogła być gładsza i bardziej miękka. Tak poprawiała styl, że wkrótce przewyższała ubiorem nawet młodsze córy innych Lordów - okazało się, że szukanie dziury w całym doprowadziło ją do bezsprzecznej doskonałości. Bolton nie widział zatem nic złego w kobiecej dbałości o własne ciało – zwłaszcza, gdy to ocierało się o granicę perfekcji, jak w przypadku Lady Manderly.
Mógł skupiać uwagę na jej inteligencji, którą dostrzegł podczas poprzedniego spotkania, mógł skutecznie pomijać walory urody i skoncentrować się wyłącznie na politycznych korzyściach… ale po co? Po co udawać ślepca, gdy zarówno piękno i profity szły ze sobą w parze? Pomimo swej oschłości w kontaktach międzyludzkich, Hadrian był mężczyzną – zwykłym, ułomnym mężczyzną, ukierunkowanym na upojenie, które kryło się między kobiecymi udami. Mógł uważać się za lepszego, za bardziej wyniosłego, za pozornie nieprzystępnego, nie potrafił jednak uciec przez uwarunkowaną tysiącami lat biologią zwierzęcia. Jego reakcja na zjawienie się w Głównej Sali panny Manderly była zatem reakcją mimowolną – przesunął chłodnym spojrzeniem po dokładnie ułożonym materiale sukni, napotkał blade dłonie o smukłych palcach, aż finalnie dotarł do pełnego, balansującego na granicy perfekcji kształtu piersi , opadających i unoszących się wraz ze spokojnym oddechem. Wzrok dopiero po chwili zauważył, że dekolt – będący ozdobą samą w sobie – ubogacał łańcuszek z wymowną zawieszką, która przypomniała Boltonowi, iż nie ma do czynienia z pospolitą dziewką, której piersi może bezkarnie podziwiać pod materiałem, bez materiału i z różnych perspektyw. Spojrzenie – znacznie mniej chłodne niż przed momentem – dotarło zatem do pięknej, posągowej twarzy Margot, okolonej włosami równie czarnymi jak szata Hadriana. Dostrzegł na jej ustach cień uśmiechu, jak gdyby dokładnie takiej reakcji dziedzica Dreadfort się spodziewała – on zaś nie mógł ukryć, że, choć przyłapany na gorącym uczynku, polubił to, co dane było mu ujrzeć.
- Zdrowia… tak, wszak nikt nie chciałby rychłej śmierci mego ojca.
Po raz pierwszy dzisiaj – być może po raz pierwszy od wielu dni – na wargach Boltona zagościło coś, co można było określić mianem uśmiechu. Lekki, na wpół okrutny grymas uniósł nieznacznie kąciki ust, zdradzając niezdrowe rozbawienie dziedzica Dreadfort – jego myśli pozostawały jednak równie zagadkowe, co przed chwilą, a chłodny spokój gestów jedynie pogłębiał wrażenie zimnej precyzji. Nawet, gdy przysuwał ostrożnie krzesło panny Manderly, nachylając się nad nią nieco głębiej, niż wymagała tego sytuacja, zachował osowiałą równowagę – podczas tej krótkiej chwili zdołał jednak uczynić więcej, niż gdyby okazywał zbyt szeroką wylewność; uwalniając drewniane oparcie z silnego uścisku, zupełnym przypadkiem (choć kto uwierzyłby w przypadkowość czynów Boltona?) musnął opuszkami palców jej ramiona – dotyk zniknął równie prędko, co nastąpił, dał jednak Hadrianowi czas na zniwelowanie i tak niewielkiej odległości między nim a panną Manderly. Przez krótki moment dokładnie czuł woń jaśminu oraz ciepło pozornie chłodnego ciała, dostrzegał perfekcyjną gładkość odsłoniętego dekoltu i miękkość ciemnej kurtyny włosów – po czym bez cienia wahania ruszył ku własnemu miejscu, już na nim zauważając, że uśmiech Margot przybrał nieco inny wyraz.
Co nie oznacza, że mniej przyjemny.
- Klasy? – blade usta musnęły brzeg kielicha, jak gdyby Hadrian pragnął ukryć za tym gestem cień rozbawienia. W rzeczy samej, pannie Manderly nikt nie mógł odmówić klasy, dla Hadriana stanowiła jednak chlubny wyjątek na połaci całej krainy na północ od Przesmyku – najwyraźniej wyznawcy Nowej Wiary mieli w tym względzie znacznie łatwiej od z definicji niereformowalnych Pierwszych Ludzi. – Powiedziałbym, że my, Północni, ani trochę nie rozumiemy romantyzmu… choć to nawet lepiej. Z każdym czynem tworzymy go na nowo, naginamy utarte formuły do własnych potrzeb, do specyfiki tej części królestwa.
Powiedział zbyt wiele? Za mało? Niejasno? Bez znaczenia – wyraźnie dał do zrozumienia, że więcej w nim pogardy niż uznania dla narzucanych odgórnie konwencji, zupełnie jakby akceptowanie przyjętych praw stanowiło dla Boltona obelgę. Nie był człowiekiem, który przestrzega reguł – był kimś, kto je ustanawia.
Mocne wino zapiekło przyjemnie w usta, gdy pociągnął z kielicha wystarczająco spory łyk, aby odczuć zbawienny wpływ alkoholu na zmęczone polowaniem ciało – członki natychmiast wypełniło wewnętrzne ciepło, zaś znużenie podróżą uleciało jak po dobie dobrego, mocnego snu. Nagle zapragnął porzucić sztywne przesiadywanie przy stole i ponownie wprawić się w ruch, jak gdyby sam fakt działania dodawał mu wigoru – być może dlatego po ostatnim zdaniu panny Manderly sięgnął po półmisek ze słodkimi, soczystymi winogronami z Arbor, wsuwając do ust okrągły, intensywnie fioletowy owoc i…
- Słowa to kłamstwa, Pani. Człowieka można poznać wyłącznie po jego czynach, nie po gładkiej mowie. Zakładam więc, że pragniesz ujrzeć moje prawdziwe oblicze, nie zaś karykaturalną maskę prezentowaną ku uciesze gawiedzi – słowom Boltona towarzyszył głuchy dźwięk przesuwanego po posadzce krzesła – Bolton podniósł się zza stołu, wciąż trzymając w dłoni niemal pełen kielich wina. – A zatem chodźmy, Pani. Ujrzysz mnie dokładnie takim, jakim jestem, i dopiero wtedy zdecydujesz, czy Twój pobyt w Dreadfort będzie przyjemny… czy dobiegnie końca prędzej, niż bym sobie tego życzył.
Wiedział, że podejmuje ryzykowną grę – wiedział, że większość kobiet na miejscu Margot Manderly prędzej wyraziłoby chęć pozostania w bezpiecznej i ciepłej Sali niż ruszenia za Hadrianem w nieznane.
Tyle tylko, że ona nie była jak większość – co więcej, Bolton miał nadzieję, iż wkrótce okaże się zupełnie wyjątkowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sro Maj 11, 2016 11:57 pm

Gdyby Margot miała okazję poznać matkę Hadriana, z pewnością miałyby wiele wspólnych tematów do rozmów. W jej wydaniu pielęgnacja ciała była ceremonią, która niejednokrotnie zajmowała spory kawał czasu, nim uznała, że jest gotowa pokazać się innym. Nigdy nie doszukiwała się w sobie defektów, zawsze nastawiała się na podziw. Podczas przyjęć wydawanych przez Lorda Manderly, wejście jego córki nie mogło pozostać niezauważone. Wzrok gości miał spocząć na jej obliczu na wystarczająco długą chwilę, aby balansowała na granicy nachalności. Próżność Margot nie pozwalała jej na zbyt długie ukrywanie się w cieniu, stale domagając się centrum uwagi. Matka wielokrotnie potępiała zapędy swojej córy, tłumacząc jej, że atrakcyjna kobieta nie musi cały czas udowadniać, że jest atrakcyjna. Jednak słowa rodzicielki nie miały dla Margot większego znaczenia, choć nigdy tego otwarcie nie okazywała. Jedynie Morgana potrafiła przemówić jej do rozsądku, tłumacząc, że prócz urody musi mieć jeszcze coś w głowie. Mieszanka tych dwóch cech czyniła kobietę prawdziwą damą- godnym graczem. Brak którejkolwiek- degradował do pozycji marnego pionka, z którym nikt się nie liczy.
Podobnie jak Hadrian, Margot również poddała swojego rozmówcę dokładnej obserwacji. Mężczyzna miał w sobie jakiś mroczny pierwiastek, który w połączeniu z charakterem Boltona czynił go bardzo atrakcyjnym w jej oczach. Lata szkoły Morgany sprawiły, że Manderly potrafiła stłumić swoją kobiecą naturę, która nie miała prawa zagłuszyć zdrowego rozsądku. Od swojego partnera Margot oczekiwała znacznie więcej niż ładnego wyglądu, o czym Hadrian miał się wkrótce przekonać. Wciąż uważała, że określenie go mianem przystojnego było obrazą, w obliczu tak bogatego wnętrza. Choć nigdy by tego przed sobą nie przyznała- pożądała Boltona, z każdą chwilą coraz bardziej. Jego dotyk, gdy zajęła miejsce przy stole, wydał się jej bardzo przyjemny. Już nie był tak szorstki, jak pocałunek w rękę na dziedzińcu Dreadfort. Słusznie wywnioskowała, że podobnie jak ona, Hadrian stosuje kamienną maskę, jako ochronę przed innymi. Jednak brakowało mu perfekcji, jaką Margot osiągnęła pod okiem Morgany, która wielokrotnie powtarzała: "Nawet gdy krwawisz, na twojej twarzy wciąż ma widnieć uśmiech. Jest to klucz do przetrwania w świecie nieustannej walki o władzę." Manderly bez większego trudu wyłapała łagodniejsze spojrzenie mężczyzny, skierowane bezpośrednio na nią. Wiedziała, że numer ze złotym łańcuszkiem był strzałem w dziesiątkę.
I wtedy zauważyła coś, na co czekała od samego początku. Pierwszy, jawny gest wskazujący na podobieństwo do niej. Słowa, które padły odnośnie do zdrowia Lorda w połączeniu z bezkompromisowym uśmieszkiem, który tak często obserwowała w lustrze, wskazywały na wielkie ambicje. Czuła się jak wtedy, gdy będąc dzieckiem, ograła ojca w jedną z gier, którymi umilano sobie czas w Białym Porcie. Było to tak dawno temu, że nawet zapomniała, na czym owa gra polegała. Pamiętała jedynie satysfakcję, jaką wywołało to zwycięstwo. Teraz czuła to samo, ponieważ zdała sobie sprawę, że wygrała...życie. Miała już pewność- Hadrian był jej bratnią duszą, z którą mogła spędzić resztę swoich dni. Wywnioskowała to z jego słów, które w jej interpretacji wskazywały na chęć zamordowania ojca w zamian za pozycję Lorda Dreadfort. Przyklasnęła wewnętrznie temu przedsięwzięciu, wiedząc, że gdyby do niego doszło, nie pozostałaby jedynie w pozycji obserwatora.
- Romantyzm, mój Lordzie nie ma określonych ram. Nie można go opisać za pomocą kształtów czy zapachów, on po prostu jest. Mówiąc o "klasie" wymaganej od nas, ludzi północy, ograniczyłam się do szkoły, jaką odebrałam w domu oraz licznych obserwacji. W moim odczuciu romantyzm południowców sprowadza się do jednego...- tu urwała, uznając, że jej rozmówca sam dobierze sobie odpowiednie określenie.
- My zachowujemy w tej dziedzinie więcej finezji... Czego dowodem jest, chociażby ten wieczór - tajemniczy uśmiech ponownie zagościł na twarzy Manderly. Skierowała spojrzenie prosto w oczy Boltona, będąc ciekawa reakcji. Zauważyła, że Hadrian nie należy do ludzi, którzy niczym chorągiewki na wietrze, powiewają tam, gdzie zawieje wiatr. On posiadał swoje zdanie, które nie musiało odpowiadać zdaniu Margot, co czyniło ich dyskusję znacznie ciekawszą.
Przez całą kolację Manderly zachowywała wstrzemięźliwość godną septy. Nie jadła wiele, piła jeszcze mniej, dokładnie tak, jak przystało damie. Etykieta ponad wszystko, pomyślała, przywołując w myślach karcące spojrzenie Morgany. Niestety, kamienna maska nie utrzymała się do końca kolacji i opadła wraz z ostatnimi słowami Hadriana. Uśmiech kobiety zmienił się w równie okrutny, co uśmiech Hadriana, gdy wspominał o zdrowiu ojca. W ślad za swoim przyszłym mężem, Margot wstała od stołu i poprawiwszy suknię, zbliżyła się do Boltona.
- Zatem prowadź, Panie - odrzekła, wyciągając w jego kierunku dłoń, jakby wraz z tym gestem, przyjęła zaproszenie do świata Hadriana. Miała nadzieję, że okaże się równie barwny, jak jej własny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Główna Sala   

Powrót do góry Go down
 

Główna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ :: Dreadfort-