a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Rzeczny Trakt



 

 Rzeczny Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Rzeczny Trakt   Sob Kwi 20, 2013 7:00 pm

Rzeczny Trakt to główna droga która rozpoczyna się w Casterly Rock i rozciąga na północny wschód przez Zachód, Sarsfield i Złoty Ząb aż trafia do Riverrun. Biegnie następnie na wschód wzdłuż doliny Red Fork i Crossroads gdzie to spotyka Kingsroad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Wto Cze 18, 2013 4:07 pm

//Królewska Przystań -> Casterly Rock (gdzie nie ma postów, ale można założyć że wyprawy te miały miejsce)

Maureen wstała o brzasku i najciszej jak mogła ubrała się w strój do konnej jazdy, po czym zostawiła krótką notkę dla swego ojca. Następnie biorąc ze sobą jednego zaufanego strażnika, podążyła konno Riverroad, gdzie spodziewała się zastać wędrujące lub wypoczywające wojska. Wiedziała, że jej ojciec mimo całej swej pobłażliwości dla jej wybryków nie zaaprobowałby faktu, że ona - bądź co bądź kobieta, wyrusza samotnie na wojnę, na dodatek bez uprzedzenia go o tym fakcie. Jednakże od momentu, gdy trzy dni temu podsłuchała naradę na temat wymarszu armii z Zachodu, wiedziała że nie mogła podjąć innej decyzji - zwłaszcza że skoro wyjechali z Królewskiej Przystani wcześniej niż zakładano, sprawa musiała być naprawdę poważna. Gdy na horyzoncie ujrzała równe szeregi jeźdźców, którzy wyruszyli pod dowództwem jednego z zaufanych wodzów, a następnie mieli oczekiwać na przybycie któregoś z Lannisterów, spięła konia i pocwałowała ku nim, mając nadzieję, że dogoni ich przed zmierzchem. Tak też stało się w istocie. Gdy zauważyła, że wojska zatrzymały się, najprawdopodobniej pragnąc udać się na spoczynek, zwolniła tempo, starając się jak najdyskretniej zjawić w obozowisku. Jednakże jej plany zostały udaremnione przez wartowników, jak zawsze zachowujących należytą czujność, którzy gdy tylko usłyszeli tętent kopyt stanęli w gotowości do ataku. Jakież musiało być ich zaskoczenie, gdy zamiast wroga dane im było ujrzeć swą panią.
- Lady Maureen? - zapytał jeden z wartowników z niedowierzaniem, po czym powoli opuścił broń.
- We własnej osobie. Dobrze pełnisz wartę. - skinęła z aprobatą głową.
- Dziękuję - z powagą skłonił przed nią głowę, jednak widać było, że słowa lady Lannister mu pochlebiły. Po chwili jednak zmarszczył brwi, jak gdyby był z czegoś niezadowolony - Co niewiasta robi na wojnie?
- Niewiasta przybyła tu, by spotkać się z dowódcą. - stwierdziła zimno, piorunując wzrokiem tego, który ośmielił się na podobną nieuprzejmość. - A teraz wybaczcie mi, panowie, że przerywam naszą uroczą rozmowę, jednak byłabym wdzięczna, gdybyście raczyli mnie do niego zaprowadzić. - to mówiąc, udała się w ich towarzystwie w głąb obozowiska, w najmniejszym stopniu nie przejmując się szemraniami dochodzącymi zewsząd. Gdy dotarła do dowódcy, stanowczym tonem wymieniła z nim kilka urywanych zdań. Mężczyzna z wyraźną niechęcią, lecz bez zbędnego ociągania pozwolił jej przemówić do żołnierzy. Najwyraźniej wiedział, co potrafi zrobić rozjuszona lwica, kiedy się ją sprowokuje. A zlekceważenie jakichkolwiek poleceń Maureen byłoby w tym wypadku jawną prowokacją.
- Witajcie żołnierze. - zaczęła, starannie wyważając słowa - Zapewne zastanawiacie się, z jakiego powodu się tu zjawiłam, i jak zdążyłam zauważyć nie jesteście zachwyceni mą bytnością w Waszym gronie. Wiem, że wolelibyście widzieć tu wspaniałego wojownika, jakim jest mój ojciec, wuj, lub któryś z braci - jednak nie zapominajcie, że ja również jestem zrodzona z krwi Lannisterów, jestem lwicą i potrafię ryczeć nie gorzej od nich. - uniosła lekko głowę i popatrzyła po wszystkich zebranych. - Wkrótce przybędzie tu mój wuj, do tego jednak czasu pieczę nad wojskiem oprócz dotychczasowego dowódcy przejmuję ja. Każdy mój rozkaz jest rozkazem mego wuja, każda wymierzona przeze mnie kara za Waszą niesubordynację - karą wymierzoną przez niego, każda przyznana przeze mnie nagroda za szczególne zasługi - zaszczytem otrzymanym z jego rąk. A możecie być pewni, że wierna służba zostanie sowicie wynagrodzona. Cenię Was jako żołnierzy, dlatego wolałabym nie być zmuszona do tego, by uciekać się do brutalności, jednak gdy zajdzie taka potrzeba, nie zawaham się ukarać nieposłusznych. Nie wymagam noszenia mnie na rękach, śpiewania ballad i kurtuazji - wymagam jedynie takiego samego szacunku, jakim obdarzylibyście mego wuja, bo to w imieniu jego i mego rodu tu przybyłam. Wiem, że jesteście wspaniałymi wojownikami, jednymi z najbardziej doborowych w całym Westeros którzy mają szansę na zwycięstwo. Wybaczcie mój błąd. - dodała po chwili zastanowienia - Nie mamy szansy na zwycięstwo. My już jesteśmy pewni zwycięstwa. - podkreśliła z naciskiem -Nie będę Was raczyć zachętami do walki przepełnionymi wulgarnymi zwrotami, bo damie to nie wypada. Nie będę Wam tłumaczyć, co macie robić, bo doskonale znacie swą powinność. Powiem tylko to, co na pewno według Was przystoi kobiecie mego urodzenia: Arrynowie są naszą rodziną, a więzy krwi są silniejsze od czegokolwiek innego. Dlatego nie możemy pozwolić na bezczelne krzywdzenie naszych sojuszników. Tully złamali królewski pokój, mimo że ich dewizą jest wierność rodzinie i honorowi. Czy jednak honorem jest atakowanie siedziby rodu, gdy istniało duże prawdopodobieństwo, że nie będą w stanie się obronić? Czy honorem jest przeprowadzenie tego ataku w dzień koronacji nowego władcy, tak jakby Tully śmieli mu się w twarz? Czy szacunek dla rodziny objawia się najazdem na twierdzę, w której w  większości przebywały wówczas kobiety i dzieci? Wyobraźcie sobie Wasze domy - pozostawione w nich matki, żony, synów i córki, a wtedy zrozumiecie co mam na myśli. Jesteście prawymi mężczyznami, i wiem, że nie pozwolilibyście skrzywdzić swych rodzin, a gdyby do tego doszło - pomścilibyście je. Arrynowie w sensie dosłownym są tylko naszą rodziną, jednak w obecnej chwili stają się także rodziną każdego z Was, będącą w zagrożeniu. Najeźdźców i zdrajców musi spotkać zasłużona kara. Zatem - do boju, żołnierze!
Jej wywód nie zakończył się burzą oklasków, jednakże można było dostrzec zmianę stosunku żołnierzy do lady Lannister. Gdy skończyła przemowę, została zaproszona do towarzyszenia żołnierzom w ich wieczerzy, na co chętnie przystała, nieszczególnie zważając na dzielące ich różnice stanowe. Tak jak powiedziała wcześniej - wszyscy w tym momencie stanowili jedną rodzinę, wszystkich jednoczył jeden cel i powinni się traktować jednakowo, bez względu na konwenanse. Gdy już się posilili, spojrzała w z wolna szarzejące niebo i zaczęła się zastanawiać, kiedy przybędzie tu jej wuj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Pią Cze 21, 2013 7:41 pm

// Królewska Przystań u mnie podobnie jak w przypadku Mau.

Wierzchowiec Tarona, smukły i silny ogier o jasnej grzywie, galopował przez Rzeczny Trakt, zmierzając ku zbliżającym się z każdą chwilą namiotom wojsk Lannisterów. Niebo przybrało już barwę ciemniejącego błękitu, a w zaroślach po obu stronach drogi rozbrzmiały głośne cykady świerszczy. Spokój panujący w okolicy był jednak kompletnym złudzeniem, biorąc pod uwagę zarówno ostatnie wydarzenia, jak i obozujących niedaleko żołnierzy oraz płomienie ich ognisk.
Taron nie poganiał konia ani nawet nie silił się, by dotrzeć do obozu jak najszybciej. W głowie kłębiło mu się tyle myśli, tyle planów i domysłów, że nie zdziwiłby się, gdyby jego rumak zaczął wkrótce iść stępem. Brwi Lannistera, zmarszczone w ponurym wyrazie twarzy, który ostatnio zachmurzał jego oblicze bardziej niż zwykle, wędrowały co chwila wyżej i niżej, gdy tylko myślał o ostatnich rewelacjach. Z Królewskiej Przystani z powrotem w okolice Casterly Rock przywiodły go oczywiście szokujące wieści o zdradzie Tullych, nadciągającej bitwie oraz o sojuszach i zgrzytach między rodami Westeros. Wciąż nie chciało mu się wierzyć w to wszystko, szczególnie w polecenia ojca. Wbił kamienne spojrzenie w chorągiew z lwem powiewającą na czubku najbliższego namiotu i choć w zapadającym mroku nie mógł zobaczyć kolorów, a sam kształt ryczącego lwiska powoli zlewał się z tłem, na którym je umieszczono, dobrze wiedział, jak wygląda godło Lannisterów. Widywał je setki, jeżeli nie tysiące razy, a teraz zetknął się z nim ponownie. Zastanawiało go również, dlaczego akurat na niego musiał spaść obowiązek dowodzenia wojskiem. Nie ukrywał, że dzikie wydzieranie się do żołnierzy i krwawe rzezie na polach bitwy wcale go nie ekscytowały ani nie wywoływały w nim większych emocji niż beznamiętność. Czasem nawet nachodziła go szalona myśl, czy aby nie powinien zostać maestrem, jednak zawsze upominał się wtedy, że chyba wypił za dużo wina. Pozostawało mu zatem czynić swoją powinność, nic innego.
W końcu Taron ściągnął nieco wodze, nakazując swojemu wierzchowcowi zwolnić. Zauważył właśnie uzbrojonych i wyjątkowo czujnych wartowników, którzy poderwali się z miejsc, gdy tylko spostrzegli wynurzającą się z ciemności sylwetkę jeźdźca. Lannister, nie okazując niczego oprócz opanowania i pewności siebie, podjechał bliżej, by światło pochodni wetkniętych w żelazne stojaki oświetliło jego surową twarz. Wiedział, że czasem sam głos, niby należący do sojusznika, nie wystarczy, by nie zostać przebitym włócznią lub mieczem.
- Panie - odezwał się jeden z wartowników, rozpoznając Lannistera. Skłonił głowę, podobnie jak jego towarzysz. Taron mruknął coś pod nosem na powitanie, po czym ruszył wgłąb obozu, mijając namioty i innych wartowników. Wieczorne powietrze przesycone było zapachem pieczonego mięsa, koni, potu i dymu, a cała ta mieszanka jedynie drażniła węch Lannistera. Jechał dalej konno, rozglądając się po obozie i milczeniem odpowiadając na pozdrowienia żołnierzy. Godzina była z pewnością późna i tylko ogniska oświetlały Taronowi drogę, jednak po kilku minutach błądzenia po obozie zobaczył gdzieś znajomą twarz i spływające po plecach złote włosy. Maureen.
Nieco zdziwiony, zsiadł szybko z konia i prowadząc go za uzdę, podszedł ku bratanicy, która widocznie dopiero co skończyła posiłek z żołnierzami. Taron skłonił głowę, nie ukrywając jednak zaskoczenia.
- Nie sądziłem, że mając tak dobrych wartowników, jakaś lwica zdoła zakraść się do obozu - powiedział, wykrzywiając lekko wargi. - Ale widocznie się pomyliłem. Wybacz to lekkie spóźnienie, ale skoro mamy tak piękny wieczór, warto podumać trochę o zbliżającej się bitwie i o tym, na ile wieków ród Tullych, a właściwie to, co po nim zostanie, będzie pogrążony zarówno w oczach całego Westeros, jak i Siedmiu.
Zacisnął usta w wąską linię, po czym gestem nakazał jakiemuś żołnierzowi odprowadzić parskającego cicho wierzchowca.
- Lannisterowie są wam wdzięczni - zwrócił się po chwili do garstki mężczyzn siedzących przy stole. - Zostaniecie należycie wynagrodzeni, jeżeli pokażecie, jak bardzo gardzicie zdradą i jak bardzo chcecie służyć królestwu. Służąc Lannisterom, służycie i jemu, a królestwo nie zapomina o swoich sojusznikach. Tully'owie popełnili zbrodnię, napadając na Arrynów. Wy spełnicie dobry uczynek, uwalniając ich dolinę od tej rybiej zarazy. Przygotujcie się zatem do tego zadania jak najlepiej. Tchórze nie skończą lepiej, niż pstrągi schwytane na haczyk.
Nie bawiąc się w przydługie monologi, posłał żołnierzom poważne spojrzenie, po czym oddalił się nieco i usiadł na przylegającej do namiotu dowódcy ławie. Siedział tak przez pewien czas, pogrążony w zadumie, aż w końcu nieświadomie potrząsnął głową, wstał i udał się do swojego namiotu.
Nazajutrz, gdy promienie słońca przebiły się pomiędzy wysmukłe sylwetki drzew, wojsko Lannisterów wyruszyło już ku Riverrun. Zarówno konnica, jak i piechota podążały w zwartym szyku za wierzchowcem, którego dosiadał Taron. Słońce drażniło oczy Lannistera i rozświetlało złoconą zbroję, którą miał na sobie, jednak zachowywał niewzruszony wyraz twarzy, kierując wojsko ku siedzibie zdrajców.

// Riverrun (mury wokół zamku).
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Pon Cze 24, 2013 12:09 am

Pozwolę sobie zacytować, Rhaenę Targaryen w sprawie posunięć Lanisterów:


Słów kilka.

Akcję uważam za ważną w wykonaniu każdego rodu. Były błędy i niedomówienia, polecam czytać na przyszłość zasady podejmowania ważnych działań fabularnych i informowania o nich MG. Gdzie nie gdzie tego zabrakło. Następnym razem, będą ostrzeżenia i anulowanie akcji, do momentu odpowiedniego jej przygotowania i rozegrania.

Żeby ułatwić MG prowadzącemu was życie, piszcie w postach dokładne ruchy armii, oddziałów i formacji. Uwzględniajcie ich liczby. Czego nie dopowiecie, MG ma prawo wykorzystać przeciw wam. Taron, to głównie do Ciebie jest skierowane. Pamiętajcie, że nie prowadzicie w tych postach tylko własnej postaci, a tysiące podległych wam ludzi. Dbajcie o nich.

Naczelny MG



ODNOŚNIK
[Sądzę, że to tyle w temacie.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Wto Cze 25, 2013 5:26 pm

Promienie porannego słońca lekko pieściły blade lico młodego Lannistera. W żwawym susie przemierzał Rzeczny Trakt prowadzący do Riverrun, jego zbroja lśniła jak zawsze, a przy boku zwisał w pochwie miecz, który przynosił jedynie dumę swojemu właścicielowi. Za jego plecami podążało dwóch gwardzistów, którzy dotrzymywali mu kroku, mimo, iż młody panicz był bardzo dobrym jeźdźcem.  W między czasie zdążył przyglądać otaczającej go przyrodzie. Zauważył ślady armii, która szła tędy niedawno, ponieważ ogniska które pozostawili, jeszcze marudziły unosząc w niebo małe kłęby dymu. Wiedział, że za jakiś czas ich dogoni i spotka na miejscu resztę swojej rodziny. Zastanawiał się jedynie, czy Maureen dotarła bezpiecznie do Casterly Rock. Dama powinna być bezpieczna w niezwyciężonej twierdzy, niżeli na polu bitwy.
/zt Riverrun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Czw Sie 01, 2013 3:27 pm

// Crossroads Inn

Dopili piwa i nie nie chcąc tracić więcej czasu, opuścili przybytek. Towarzystwo w karczmie było już tak pijane, że kompletnie nie zwracało na nich swojej uwagi. Dobrze! Może nawet nie będą ich pamiętać. Jeśli zmierzają do Królewskiej Przystani, o tym co się dzieje dowiedzą się dopiero tam... przynajmniej o ile Greyjoy zrobi to, co zamierzał. No ale to nie na Vardisa głowę. Możni mają swoje problemy, on miał swoje. Trzeba było pędzić do celu.

Opuścili Królewski Trakt, ruszając dalej tym rzecznym, wzdłuż Red Fork. Minie jeszcze trochę czasu nim dotrą do Riverrun, jednak byli już coraz bliżej. Ciekawe, czy faktycznie zastaną tam lwy. No ale to okaże się już niedługo. Dalszą część jazdy zaprzątało Vardisowi głowę już tylko jedno pytanie: Czy wszystko jest gotowe?

[zw]
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Sro Sie 14, 2013 11:31 am

Podróż z Riverrun do Casterly Rock nie powinna trwać dłużej niż trzy dni. Tego czasu miał zamiar przestrzegać młody panicz, który podróżował właśnie Rzecznym Traktem do siedziby swojego rodu. Nie mógł doczekać się chwili odpoczynku przed podróżą do Królewskiej Przystani, gdzie miał przekazać informacje o Dorzeczu. Nie wiedział jeszcze czy w ogóle tam się wybierze, ale na razie nie można było niczego skreślać.
Piękny, słoneczny dzień nieco przeszkadzał żołnierzom wędrującym w zbrojach, które bądź co nie bądź bardzo się nagrzewają. Nie było to przyjemne, jednak nie mogli ich zdjąć, eskortowali najstarszego potomka Lorda Lannistera do domu, nie mogła stać mu się krzywda. Matka natura nie była dla nich dobra; Gdy wyruszali, zdawało się, że będzie przyjemnie, ale czasami ona potrafi spłatać figla i pomęczyć człowieka. I tak już od 2 dni maszerowali w pełnym słońcu, co jakiś czas zatrzymując się na postój, aby napoić konie i samemu zaznać odrobiny pożywienia.
[/zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Pon Wrz 02, 2013 4:34 pm

// Bliźniaki

Adrienne przez cały ten czas siedziała w Bliźniakach. Nie widywała ani dziadka, ani ojca, ani właściwie nikogo z jej rodziny. To tak jakby tylko ona pozostała w rodzie i nikt inny.
Kto jednak myślał, że panienka Frey będzie się nudzić był w błędzie. Dziewczyna nigdy się nie nudziła. Czasami chodziła do septu, czasami wyjeżdżała na wycieczki konne, a czasami śpiewała. Miała delikatny głos niczym słowik. Lubiła śpiewać, ale zwykle w samotni. Nie miała w zwyczaju śpiewać dla kogoś. Trochę się wstydziła chociaż nie miała czego. Może to dlatego, że pan ojciec nie lubił muzyki i śpiewu?
W ogóle nie miała czego się wstydzić. Była młoda, piękna, miała piękny głos. Potrafiła być uległa, ale i być zupełnym przeciwieństwem. Wie kiedy może sobie pozwolić, a kiedy odpuścić.
Mijał czas nieubłaganie. Pewnego dnia dostała kruka od ojca. Miała się udać do Casterly Rock. Tam się znajdował aktualnie jej narzeczony i miała tam pojechać, by później wyjść za niego za mąż. Adrienne zabrała na podróż dużo różnych rzeczy. Zabrała najlepsze suknie, ochroniarzy, ulubione perfumy, suknię ślubną, którą zrobiono wcześniej... Wiele rzeczy, które będzie potrzebowała w niedalekiej przyszłości. Na podróż ubrała się w skromną suknię. Była bardziej wygodna. Spodni niestety założyć nie mogła, a szkoda, bo w nich jest najwygodniej. Niestety zabronił jej pan ojciec, bo stwierdził, że jest kobietą i tylko suknie może zakładać. Przygotowano czarnego rumaka na którym zawsze jeździła. Miał na sobie siodło, które otrzymała w prezencie.
W końcu wyruszyła w podróż. Nie była specjalnie ciężka. Adrienne była dość wytrzymała na takie niedogodności. Jako dziecko była bardzo mało dziewczęca. Wolała się bić i męczyć się. Dzięki temu teraz długie siedzenie na siodle nie przeszkadzało tak bardzo.
Podróż trwała długo. Ad podziwiała krajobraz. Ufała swoim strażnikom i nie bała się ataku. Trzymała pod płaszczem sztylet i lekki miecz w razie czego. Co prawda lepsza była w strzelaniu z łuku, ale schowała go do swoich kufrów, bo inaczej pan ojciec zabrałby jej.

// Casterly Rock
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   Pią Wrz 06, 2013 11:46 am

Słoneczny dzień zapowiadał się niezwykle upalny. Rzeczny Trakt dawno nie widział tej wielkości armii. Kurz unosił się na szosie od ilości kopyt po niej stąpających, a także wozów ciągniętych przez nie z elementami do maszyn oblężniczych. W drodze znajdowali się od trzech dni. Jeszcze drugie tyle i znajdą się Casterly Rock, gdzie planowany jest ślub ich ostatniego przywódcy, który w prawdzie nie miał okazji stanąć do boju, ale trzeźwo oceniał sytuację. załowali, że nie stanęli do boju, ale tak czasem bywa. Najważniejsze jednak, że byli gotowi, a misja została wykonana. Kilka dni stacjonowania pod murami jednej z najznamienitszych twierdz i oglądanie dumnie powiewającego sztandaru z Lwem nad jej murami było bardzo pokrzepiające i motywujące. Teraz te same sztandary zobaczą na wieżach twierdzy Lannisterów. Lew i Dwie Wieże zapewne już powiewają ku radości wszystkich nawet nad Lannisportem.
/zt następny post, Casterly Rock
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Rzeczny Trakt   

Powrót do góry Go down
 

Rzeczny Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód-