a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Różany Trakt



 

 Różany Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Różany Trakt   Nie Wrz 22, 2013 6:22 pm

Droga wiodąca z Oldtown, przez Wysogród aż do stolicy Siedmiu Królestw, czyli Królewskiej Przystani.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Nie Paź 20, 2013 9:16 am

/ Królewska Przystań

Przed mężczyzną leżały plany pałacu. Zdobył je jeszcze w Królewskiej Przystani bez większego trudu i wzbudzania podejrzeń, biblioteka w stolicy okazała się istnym skarbem wiedzy. Teraz, korzystając z przyczajonej w jego głowie świadomości Człowieka Bez Twarzy, wizualizował sobie kolejne pomieszczenia. Zaczął od sypialni - rozległej, w brązach i złocie, od posadzki po sufit obwieszonej drogimi atłasami. Na środku znajdowało się łoże z wielkim baldachimem, w głębi drzwi do wychodka zasłonięte gobelinem z wielkim kwiatem lotosu. Wyglądało to tak, jakby dla władcy większym dyshonorem było sranie niż bezguście. Jakby nikt na świecie jeszcze nie połączył ze sobą tych rzeczy.
Nieopodal łoża stały jeszcze krzesło i sztalugi, których przeznaczenia można się było albo domyślić, albo wywnioskować z ozdób w sali jadalnej mniejszej. Dość powiedzieć, że nikt, komu przyszło jeść tam śniadanie, nigdy nie zamówił kiełbasy... ani jajek. Następna na liście do zwizualizowania była sypialnia księżniczki, ale tu mężczyźnie zaraz rozbrzmiał w myślach ostrzegawczy gong. Człowiek, z którym rozmawiał, mógł nie pamiętać dobrze, jak wyglądał ten pokój po remoncie, bo po pierwsze lata temu został wygnany i dość długo przebywał poza pałacem, więc obraz nie zdołał się utrwalić, a po drugie – Sordello mógł się o to zakładać – wcześniej też pewnie nieczęsto tam bywał. Tu więc Lorathijczyk mógł się spodziewać niespodzianek. Trzeba się było na nie przygotować, zwłaszcza że akurat tam trzeba będzie reagować szybko. I prawie na oślep.
Mężczyzna westchnął i splótłszy dłonie za plecami, zaczął przechadzać się wzdłuż ogniska, przy którym spożył strawę. To była właściwie ostatnia chwila na wymyślenie jakiegokolwiek innego planu, nie tak złożonego i opartego na tym, co zrobią inni, za to szybszego i pewniejszego. Problem w tym, że Sordellowi podobało się to całe szaleństwo, jakie miał zamiar wywołać, ten chaos i zamieszanie. Wreszcie przewrotność grand finale. To była akcja z rodzaju tych, które zawiodły go do Doliny podczas starcia trzech armii, a później nakazały odłączyć się od kompanii Arryna i Baratheona na wieści o mobilizacji wojsk w Reach i Dorne. Bard zatrzymał się w miejscu, przełożył mapy i wytężył umysł, by w pamięci odnaleźć ścieżki tajnych przejść. Część tych tuneli Sordello znał sam z siebie, z kilku ongiś korzystał, ale oczywiste było, że słowa byłego maestra i mapy skrywają znacznie więcej informacji. Postukał palcem w pergamin i poruszył językiem, jakby chciał obrócić w ustach nieistniejące źdźbło trawy. Czas ruszać w dalszą drogę.

/zt
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Nie Gru 01, 2013 4:43 pm

Epps wiedział, że powinien pędzić, więc zmuszał Monetę go galopu. Florent zapewne nie odpuści mu ucieczki, więc wolał nie ryzykować długich postojów. Zatrzymywał się tylko na krótkie chwile, żeby koń mógł się napić i nabrać sił do dalszego galopu. Rozklekotany wózek, który za sobą ciągnęli, skakał na nierównościach, kiedy uciekali w stronę Wysogrodu. Ty tylko przestanek, żeby spokojnie przespać jedną noc i ruszyć dalej. Stał przed nim ciężki wybór. Casterly Rock czy Królewska Przystań? Skłaniał się raczej ku tej drugiej opcji. Ludzie tam bogatsi, zresztą ludzie mawiali, że sami Lannisterowie nie są w zbyt dobrej sytuacji finansowej. Smokom za to nigdy nie brakowało złota, które mogliby zapłacić za pokazy biednego iluzjonisty. Nie miał zamiaru się ograniczać, obierze kurs do krainy Targaryenów.
Zsiadł z konia. Czas trochę odpocząć. Usiadł na jednym z kamieni przy trakcie i napił się wody ze swojego bukłaku. Nie wiedział, czy uciekanie Florentowi było mądre, ale na pewno było mu potrzebne. Adrenalina! Spojrzał na trzymany w wózku krótki miecz i przypiął go sobie do pasa - może być mu potrzebny, a szlachcic nie widział broni, więc może ludzie, których wyśle za nim, nie będą tak sprawni w bitce. Po co miałby sobie zabierać żołnierzy, którzy przydadzą się na wojnie.
Cóż, koń odpoczął. Epss wskoczył na siodło i odetchnął ciężko, po czym pogonił zwierze i popędzili dalej w stronę Wysogrodu.

//zt.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Czw Gru 05, 2013 9:57 pm

/Wysogród

Po nocnym pobycie w stolicy Reach, młody iluzjonista wrócił na trakt. Chciał dostać się do Królewskiej przystani jak najszybciej, więc Moneta musiał naprawdę pędzić - dziwne, że wózek, który ciągnął, jeszcze się nie rozpadł. Epps zaczął się zastanawiać nad tym, co powiedział Ylvisowi - właściwie nie do końca kłamał. Podczas swoich podróży słyszał, że PODOBNO ktoś bliski zdradził Martellów i przez niego przegrają. To, że to jedno z książąt... cóż, jego pracą jest koloryzowanie, sprawianie, by rzeczy były ciekawsze. Chciał sprzedać informację, która była nieprawdziwa. Robił to już wcześniej, ale widać tym razem negatywne nastawienie do Florenta było zbyt mocne i zbyt widoczne. Ale nic to, bo już niedługo nie będzie o nim pamiętał, taką miał przynajmniej nadzieję.
Cóż, już niedaleko miał Bitterbridge. W pewnym momencie zjechał koniem z traktu, żeby ślad się urwał. Chociaż tyle było tu koni, że rozpoznanie odcisków Monety było niemożliwe, w nie było w nich nic wyjątkowego.
Zsiadł z konia i spojrzał na mapę. Szacując gdzie jest do Bitterbridge zostało mu kilka godzin, powinien tam być przed zmierzchem. Dał koniowi pół godziny odpoczynku, po czym wskoczył na niego i pogalopowali dalej.

//zt -> Bitterbridge
Powrót do góry Go down

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Sro Sty 22, 2014 5:25 pm

/ Widły Blueburn oraz Mander

Każdy tonący ma swoją brzytwę. Większość nosi ją stale przy sobie, w kieszeni bądź sakwie, odruchowo przekładając przy każdej zmianie odzienia. I tak naprawdę nie ma pojęcia o jej istnieniu. Gdyby zapytać któregoś człeka, pewnie zareagowałby zdumieniem lub też wręcz śmiechem. „Brzytwa - zapytałby - jaka znowu brzytwa? Nie mam żadnej brzytwy".
Na potwierdzenie swych słów sięgnąłby do mieszka, wyciągając z niego coś niegroźnego, monetę lub drobną pamiątkę, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że jego palce właśnie o milimetr minęły się z na wpół otwartym ostrzem. Bo brzytwa oczywiście cały czas jest na miejscu. Czeka, aż zaczniesz tonąć...
Maegor Targaryen też ją miał. Jego brzytwą była obietnica złożona Martellowi i nosiła imię "Ivory".
Od wyruszenia z obozu Dornijczyków nie minął nawet cały dzień, a Księcia Smoczej Skały poczęły nękać pierwsze wątpliwości. Jak na samozwańczą decyzję wyciągnięcia pomocnej dłoni w stronę Dorne zareaguje Aerys? Naturalnie, król najchętniej pozbyłby się młodszego brata z Westeros i wysłał go do Krainy Cienia za Asshai... tymczasem ten nie dość, że wcale się tam nie wybierał, na dodatek miał czelność zakładać własną rodzinę. Z Dornijką. Na ustach Targaryena wykwitł krzywy uśmiech, gdy wyobraził sobie wściekłość, w jaką wpadnie Aerys. Mariaż, choćby i z Martellówną szpetną niczym kozica, był tego warty.
- Jazda, nie mam zamiaru utknąć tu aż do zimy. W Reach nie ma nawet porządnych burdeli! - Maegor spiął konia, wyrywając się znacznie naprzód kolumny jeźdźców prących bez wytchnienia do Królewskiej Przystani. Wieści o pojmaniu Lorda Raventree Hall dotarły już do Reach, co znaczyło, że Blackwood najpewniej znajdował się w stolicy. Zaś tam król mógł uczynić z nim wszystko… chyba, że młodszy Targaryen poparłby jego decyzję. Wtedy Aerys najpewniej zrobiłby coś zupełnie odwrotnego. Jak lubili to nazywać na dworze w Czerwonej Twierdzy? Ach, tak. Odwrócona psychologia.
Albo postępujące szaleństwo.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
100
Join date :
16/05/2013

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Sob Lip 05, 2014 8:41 pm

// trudno powiedzieć skąd

Z czasem srogi, północny klimat za oknem ustępował ciepłym i dobrze znanym dziewczynie barwom Reach. Grube suknie i futra zastąpiono lekkim odzieniem, ale młoda Valerie umysłem nadal pozostawała w siedzibie Starków. Nie potrafiła opuścić kamiennych komnat. Tak samo jak w czasie zaślubin nie umiała całkowicie cieszyć się szczęściem Cailet. Kłopoty brata, ukochanego wierzchowca, proces siostry i kujący ból w klatce piersiowej odbił na niej niewidzialne piętno. Nawet dłuższa wizyta z kuzynostwem i Aryen'em nie była w stanie go zabliźnić. Biła się uczuciami, nie będąc do końca pewna czy są prawdziwe... z jej strony były, ale z drugiej? Jedno wiedziała na pewno. Ból był realny.
-Ostatnia przerwa Pani, niedługo będziemy na miejscu.- ocknęła się z letargu i wysiadła z karocy, posyłając mężczyźnie już dobrze wyćwiczony uśmiech. Wzięła głęboki oddech ciepłego powietrza i oddaliła się kilka kroków od zebranych, rozpuszczając długi warkocz. Przymknęła powieki, ciesząc się promieniami słońca. Tego najbardziej brakowało jej na mroźnej północy.


Ostatnio zmieniony przez Valerie Tyrell dnia Sro Paź 08, 2014 5:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Sob Lip 05, 2014 9:01 pm

/tak, wiemy, ze już dawno jest po weselu, ale musimy realnie wrócić i potem czas wyrównamy ;)


Z planowanej wycieczki jak zwykle wiele nie wyszło. Niemniej zapewnił Alisera Starka, że się jeszcze spotkają i wyruszą w dal wspólnie, jeżeli taka będzie wola bogów. Obiecał wysłać kruka z wiadomością i jakoś się panowie dogadają, co do wojaży.
Czas mijał, Aryen mieszkał w Westeros już dość długo i czuł, że wkrótce nadejdzie dzień powrotu do Pentos. Jego załoga nadal pracowała nad interesami, ale musiał zająć się tym osobiście. Wysłał wiadomości o tym, by brat wypłacił im należna zapłatę i po kilku tygodniach odpoczynku, pakowali się znowu w podróż. Tym razem będzie musiał do nich dołączyć, bo jak nie patrzeć, jego tajna misja okazała się porażką, mimo iż zyski drugiej strony miały być przyzwoite.
Aryen rozmyślał nad tym nieustannie, a bycie częścią orszaku Tyrellów nie pomagała w zapomnieniu. Ciągle miał nadzieję, że jednak uda mu się zdobyć rękę Valerie. Nie dla własnych celów, po prostu chciał kogoś, kto go zrozumie i nie będzie czuć się jak w klatce. Notowania Tyrellów spadły po pewnych incydentach, więc może oddanie jej komuś z zewnątrz nie było złym pomysłem? Kontakty z Pentos oznaczały skuteczniejszy handel i niezłe zyski.
I rzeczona Valerie pojawiła się, gdy tylko podróżni przystanęli. Aryen nie zagadnął do niej od razu, ale poczekał, aż będzie sama.
- W końcu w domu - odezwał się cicho, podchodząc do dziewczyny.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
100
Join date :
16/05/2013

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Sob Lip 05, 2014 10:21 pm

Blada twarz dziewczyny już po kilku minutach nabrała wyraźnych kolorów. Niczym zwiędła róża, która po paru kroplach wody i promieniach słońca powoli podnosi się ku górze. Nie była na to gotowa. Na sąd siostry. Kłopoty brata. Nieuchronnie zbliżające się zaręczyny z nieznanym sobie mężczyzną. Złamane serce. Śmierć przyjaciela. Nikt nigdy nie jest na to gotowy. Nikt nie jest gotowy na dorastanie. Jesteś młoda. Lepiej wcześniej niż później.
Poprawiła suknię, ciesząc się jej lekkością. W pewnym stopniu nadal była rozbrykaną dziewczynką, łaknącą wolności... Jednak w czasie tego wyjazdu zmieniła się. Była z rodu Tyrell. Wolność nigdy nie była jej dana. I nie będzie.
-Można tak powiedzieć.- spojrzała na przyjaciela, zakładając kosmyki niesfornych włosów za ucho. Była mu bardzo wdzięczna za bezinteresowne wsparcie jakie okazał jej razem z kuzynką. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego nieznośnego zachowania, towarzyszącego jej przez kilka ostatnich dni. Nie była ideałem. Nie znosiła dobrze niepowodzeń swojej rodziny. Jednak zamiast tupać głośno i krzyczeć jak dziecko, wolała milczeć niczym zaklęta.
-Nie było mi dane podziękować Tobie za wstawienie się za mnie. Dziękuję. Nie musiałeś tego robić.--posłała mu wdzięczny uśmiech, mając na myśli noc w stajni. Nie potrafiła zostawić swojego umierającego wierzchowca samego. Była mu naprawdę wdzięczna z swego rodzaju... przykrywkę.
-Chciałam Cię także przeprosić. Byłam niezmiernie samolubna ostatnimi czasy... i nie poświęciłam Ci takiej ilości czasu na jaką zasługuje tak dobry przyjaciel rodziny. Wybacz. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zdążę ci to wynagrodzić. Jeszcze przed twoim wyjazdem. Jeśli mi pozwolisz, oczywiście. - spojrzała na niego, spacerując brzegiem lasu.


Ostatnio zmieniony przez Valerie Tyrell dnia Sro Paź 08, 2014 5:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Pon Lip 07, 2014 5:20 pm

- Przeprosiny nie są konieczne - odpowiedział łagodnie. - Cenię twój ród, pani. Spotkało mnie wiele dobrego w Reach i jestem wdzięczny za to, że nadal mile mnie tu witają. Nie zabiegam o nic, wystarczy mi sama możliwość goszczenia w Wysogrodzie. A jeśli chodzi o towarzystwo i tak nie mogę narzekać - uśmiechnął się.
- Przyjaciele nie zabiegają o zbędny poklask, dlatego bądź pewna, że jest do dla mnie przyjemność móc z tobą rozmawiać i robię to z chęcią, nie z obowiązku. Gdziekolwiek by mnie nie zaniosło morze, będę myśleć o tych, którzy tu są i których spotkałem na swojej drodze - wzrok Pentoshyjczyka powędrował ku wschodowi.
- A jeśli bogowie pozwolą, wrócę tutaj znowu - Aryen znajdzie wyjście z sytuacji i nie pozwoli utknąć sobie między jednym, a drugim kontynentem, ciągle będąc w podróży.
- Nie wiem jakie okoliczności pozwolą nam się spotkać, ale będę rad cię pozdrowić i zapytać o zdrowie. Jesteś miłą i zajmująca damą. Szkoda jedynie, że smutek przepełnia twoje serce i cały twój dom i cierpisz, a twoja radość wydaje się echem odległych dni. Wierzę, że będzie lepiej i znowu zobaczysz świt, pani - skłonił się jej dwornie.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
535
Join date :
23/05/2013

PisanieTemat: Re: Różany Trakt   Wto Sie 05, 2014 11:12 am

/ teoretycznie - z Końca Burzy

Słońce wspinało się po nieboskłonie, napełniając świat kolorami. Krew wschodu odpłynęła z nieba, które przybrało jaskrawobłękitną barwę. Wysoko w górze pełzły białe obłoki, zupełnie jak gnane strachem baranki. Z niewysokiego pagórka rozciągał się widok na całe mile drogi, wzdłuż której wiła się srebrzysta wstęga wody - na północy niewielki las rozpadał się w szachownicę pól - kwadraty zielonych ugorów, czarnej żyznej gleby i złocistych zbóż. Jeszcze dalej rzeka spotykała się z szarym morzem, rozlewając się w szeroką deltę usianą wysepkami. Allya z trudem dostrzegła zarysy malutkich wież, budynków, mostów i murów.
Wielki Wysogród, nie większy od mojego paznokcia.
Zmrużyła powieki pod wpływem ostrego wiatru i odgarnęła ciemny kosmyk włosów z twarzy. Jej niebieskie oczy były dzisiaj ciemne, niczym atrament. Jakby pochłonęła burzową chmurę… jakby była całkowicie wypełniona sztormem, który prześwituje przez jej tęczówki, ale na szczęście nie opuszcza ciała. Strażnicy nie wiedzieli, czy się złości, czy smuci - całą drogę trzymała się na uboczu, z ustami zaciśniętymi w wąską kreskę i niemal nieruchomym wzrokiem, obojętnie śledzącym mijane chaty, lasy, pola oraz ścieżki. Najwyraźniej maskowała wściekłość tak zaciekle, jak tylko mogła - choć z każdą kolejną milą przychodziło jej to coraz trudniej.
- Wypłynął, panienko Baratheon. O samym świcie, dwa dni przed Twoim powrotem.
Jasnoniebieskie oczy patrzyły z niedowierzaniem na starą służkę i powoli wypełniały się…
… lękiem.
Podjął decyzję. Wypłynął. Z Końca Burzy. Z Westeros.
Aylward. Mnie. Zostawił.

- Dlaczego? - to chyba był jej głos. Jej drewniany, zły, zawiedziony głos. Rozchyliła bezwiednie usta, jakby chciała nabrać głęboki haust powietrza przed skokiem w głębinę. Służka odpowiedziała, coś tłumaczyła - ale Allya jej nie słyszała. Cała uwaga Baratheonówny pomknęła w stronę Essos, w stronę Lys - próbowała obudzić w sobie wściekłość, gniew, potrzebę krzyku… ale nie potrafiła. Nie zdenerwowała się. Jedynie westchnęła głęboko i przygryzła wargę.
A to niedobrze. Zupełnie niedobrze.
Zaledwie dzień później wyruszyła do Wysogrodu. Nadal cicha, dziwnie osowiała, niemal martwa za życia - blade usta odpowiadały na pytania półsłówkami, twarz nie wyrażała żadnych uczuć… i jedynie oczy, pociemniałe od hamowanych emocji oczy świadczyły o tym, że wciąż pojmowała to, co do niej mówiono - choć znacznie wygodniej było kierować myśli ku bliźniaczemu bratu i nie przejmować się rzeczywistością.
Aylward wypłynął z domu bez pożegnania… a razem z nim odpłynęło wszystko, co w Allyi dobre - choć bogowie jej świadkiem, że nigdy nie było tego wiele. Odpłynęło porozumienie, które wynikało ze wspólnego życia. To, jak się nawzajem rozśmieszali. To, jak się nawzajem nie znosili. To, jak nie musieli używać słów, aby przekazać sobie własne myśli. Wszystko zgaszone lekkomyślnie jak tania świeczka. Jej poczucie wartości, jej siła, jej miejsce na świecie, o które trudziła się i walczyła, które kosztowało ją ponad dwadzieścia lat pracy, rozwiało się jak dym.
Wszystko, do czego dążyła, na co liczyła, o czym marzyła.
Umarło.
Wystarczająco silny ból każdego zmieni w tchórza.
Dotychczas mocno zaciśnięte usta rozchyliły się w lekkim uśmiechu, kiedy kolejny przejechany jard zmniejszył odległość pomiędzy pół tuzinem jeźdźców z Końca Burzy a Wysogrodem. Allya zacisnęła mocniej dłonie na wodzach, zagryzając obolałe wargi, po czym ruszyła kłusem, niemal natychmiast zostawiając za plecami swych towarzyszy, którzy dopiero po chwili otrząsnęli się z zaskoczenia i ruszyli za nią. Dotychczas skutecznie tłumiony ból przenikał na wskroś jej ciało oraz duszę, ale Baratheonówna zacisnęła zęby i zmusiła się do dalszej podróży, nie zdradzając swych myśli najmniejszym drgnięciem powieki.
Zabiję go.
Nawet nie musiała tego mówić, by przekonać się do prawdziwości własnej decyzji.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Różany Trakt   

Powrót do góry Go down
 

Różany Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Reach-