a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Trakt



 

 Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Trakt   Pią Gru 06, 2013 11:18 am

Orszak Reinmara oraz Nihil Stark podróżował szybko, jednocześnie bacząc, by nie zajechać przedwcześnie wierzchowców. Tylko głupcy pozwalają na zajeżdżenie koni.
Było zimno, mimo lata. Często wiał porywisty wiatr, chorągwie łopotały, a niebo zasnuwały ciężkie, szare chmury. Na ich szczęście, było sucho, nie padało, trakt zaś był twardy, umożliwiający szybką podróż.
Była ich bez mała setka. Twardzi wojownicy, którzy przeszli już przez nie jedną wojnę, przeżyli nie jedną masakrę. Wspólnie walczyli pod Krwawą Bramą, wspólnie wspomagali Zachód przeciwko najeźdźcom z morza. Te wspólne eksperiencje łączyły, sprawiały, że Reinmar i jego ludzie byli niemalże rodziną. Oni gotowi oddać życie za wodza i wódz gotów oddać życie za nich. Zaś wśród tego męskiego zbiorowiska, była jedna niewiasta; młoda i delikatna, lecz z trudami podróży na równi z mężczyznami sobie radząca. Nihil Arryn. Ludzie Reinmara z lubością przypatrywali się gładkiemu kobiecemu licu, które umilało podróż. Cieszyli się, mogąc zamienić z nią kilka słów podróży, wiedząc, że ta chętnie ich wysłucha i pogawędzi.

Reinmar codziennie wstawał o brzasku, jako pierwszy był gotów do dalszej podróży. Przed sobą miał już własne ziemie, zostawiwszy Północ za plecami. Mimo to, daleka jeszcze czekała ich droga. A zmierzali ku wojnie. Po raz wtóry.
- Bogowie świadkami, że nie pragnę przelewu krwi - oświadczył pewnego dnia Arryn, siedząc przy wieczornym ognisku. - Lecz zdaje się, że lordowie Dorzecza będą wściekłymi psami dopóty dopóki ktoś nie zamknie ich w klatkach. Lub podniebnych celach.
Był zły.
Westeros od wielu miesięcy targały coraz to nowe wojny, co jedna, to bardziej krwawa. A król siedział na swym żelaznym tronie i... Co on właściwie robił całymi dniami? Reinmar spojrzał na siedzącą obok żonę. Chciał się do niej uśmiechnąć, lecz nie mógł. Nie wiedział co robić. Po raz pierwszy od wielu lat, nie wiedział co robić. Jego własny chorąży rozpoczął wojnę.
- Co robić - rzucił, po części do Nihil, po części do żołnierzy, po części do bogów, a po części do siebie samego.
A jednak, okłamywał siebie samego.
Doskonale wiedział, co zrobi.

Tego dnia wyruszyli jeszcze wcześniej niż zwykle. Nawet konie szły raźniej, jakby wyczuwały, że są blisko domu. Na wschodzie, po lewej ręce, mieli Dolinę i majaczące na horyzoncie Góry Księżycowe. Na południu, przed sobą, żyzne ziemie, po królewskim pokoju, należące do rodu Arryn. Jeszcze dalej zaś na południu, powstawała nowa twierdza rodu z Vale, dając ludziom okazję do zarobku oraz chroniąc ich od band rzezimieszków, które czasem grasowały w okolicach traktu. Jeszcze dalej zaś na południe, zbaczając na zachód, znajdowały się zwaśnione rody Bracken oraz Blackwood.
Tam właśnie zmierzali.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
177
Join date :
13/06/2013

PisanieTemat: Re: Trakt   Nie Gru 08, 2013 1:03 am

Ślub Reinmara Arryna, dziedzica Lorda Arryna i Nihil, najmłodszej córki Lorda Stark dobiegł końca. Nie można było przecież wiecznie przebywać na Północy, nie chciał nadużywać gościnności Starków. Poza tym nagliła go chęć odwiedzenia Riverrun, zaczął już tęsknić za swoją żonką. No może bez przesady, ale szczerze mówiąc brakowało mu Artemis i chyba jak każdy normalny mąż chciał wreszcie ją zobaczyć. Oczywiście nie ucieszy się na jej widok, a wszelkie emocje zostawi głęboko w sobie. Z jednej strony nie wypadało mu, aby się jakoś przesadnie cieszyć, a z drugiej to nadal nie byli w jakichś dobrych stosunkach z żoną. Nie wiedział czy ona nadal jest zła na niego, że zostali małżeństwem i w sumie ciekawiło go to bardzo. Nie powinna być właściwie zła na niego, bo on chciał w końcu ulec i pojąć za żonę jej siostrę, jednakże król podjął decyzję za niego. W tej chwili jednak małżeństwo z Artemis nie wydawało mu się najgorsze, jego żona w końcu była naprawdę urodziwą kobietą. W dodatku wydawała mu się naprawdę inteligentna, a taka kobieta, która potrafi kombinować to skarb. Negocjacje też należały do jej mocnych stron, w końcu gdyby nie ona, to pokój między Tullymi i Arrynami nie doszedłby nigdy do skutku. Mógłby wymieniać tak zalety swojej żony, ale generalnie można było poprzestać na tym co już pomyślał, pewnie, gdyby jej to powiedział, to obrosłaby w piórka, a tego by nie chciał. Nadal powinna czuć to, że dla mężczyzny jest kulą u nogi. Arryn nie mógł pozwolić, aby myślała, że pojęcie Artemis za żonę jest dla niego nagrodą. Nie pozwalała mu na to jego męska duma, jednakże mimo tego sądził, że sytuacja między nimi jakoś się ociepli podczas ich spotkania w Dorzeczu.
Damon skoro świt postanowił osiodłać konie i wraz z całą kompanią wyruszył w stronę Riverrun. Zrobił na Północy wszystko to co chciał i naprawdę nie było sensu, aby nadal tam przebywał. Wprawdzie Riverrun nie było miejscem w którym czuł się jakoś specjalnie dobrze, bo tak czuł się wyłącznie w Orlim Gnieździe, ale obecność jego w Dorzeczu jako męża najstarszej córki i praktycznie dziedzicki Tullych, bo przecież Lord już nie żyje od dłuższego czasu, napawała go jakimś takim dziwnym optymizmem. Wiedział, że przyjedzie do Riverrun jako prawie Lord tego miejsca. Wiadomo, większość ludzi nie będzie zadowolona, że uzurpator Arryn, ten z rodu tych, którzy wymordowali Edana i doprowadzili pośrednio oczywiście do samobójstwa Rodericka i tego, że Lordowi Tully wysiadło serce. Lecz to Damona nie interesowało, ważne było to, że czuł iż jego syn będzie tutaj Lordem, a to była naprawdę miła perspektywa.
I tak cała kompania Arryna przemierzała drogi Dorzecza, nie zatrzymywali się zbyt często, za bardzo chcieli dostać się jak najszybciej do Riverrun. Po jego prawicy był jak zwykle Borg, jego przyboczny i osobisty ochroniarz. Druga najważniejsza osoba zaraz po nim. Wojownik był najbardziej bezcennym z żołnierzy w drużynie Damona. Nie wyobrażał sobie tego, aby wyruszyć w jakąś dłuższą podróż bez tego dwumetrowca. Zmierzali cały czas do Riverrun pospieszając konie.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Trakt   Wto Kwi 22, 2014 12:29 am

//Karczma

I tak rozpoczęła się radosna podróż dwóch panów i psa. Elias śpiewał tak głośno, że zapewne z okolicy uciekali wszyscy zbóje, zachwycając się uroczą nutą jego ochrypłego, typowo północnego głosu. W dodatku ten twardy akcent! Mogło to odstraszać niektórych mieszkańców Dorzecza. Nie, żeby fałszował, ale może... budził grozę? Chyba w wiewiórkach, co najwyżej.
Walder truchtał niedaleko swojego pańcia, mając chyba nadzieję, że spadnie mu za chwilkę jakiś kąsek. Nic takiego się nie działo, więc pies wreszcie zrezygnował z takiego stylu podróży i przeniósł się na obrzeża.
Elias na chwilę zaprzestał śpiewania:
- Może mi coś opowiesz? Zdaje mi się, że to przysporzy nam więcej przyjaciół niż piosenki z Północy - stwierdził kwaśno. Lubił śpiewać. Dorzecze nie doceniało jego talentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Trakt   Sro Kwi 23, 2014 10:19 pm

Na wszystko, co święte, jak ten facet ryczał. Epps nigdy nie widział nawet starego pijusa, który "śpiewałby" w taki sposób jak Elias. Pociągał z butelki alkoholu łyk za łykiem, żeby tylko jakoś znieczulić swoje uszy na ten niewyobrażalny ból. Spoglądał za to z rozbawieniem na psa - nie był wielkim fanem zwierząt, ale to zachowywało się naprawdę pociesznie. Oczywiście jego rubaszność mogła ich wpędzić w kłopoty, ale młody iluzjonista starał się o tym nie myśleć.
- Mogę ci opowiedzieć historię. - stwierdził. Podał butelkę z trunkiem swojemu towarzyszowi i odchrząknął. - W dawnych czasach - setki lat temu, doprawdy - i dawnych krainach, gdzieś daleko poza Siedmioma Królestwami, żył wielki bard. Miał talent wielkiego śpiewaka, grał na każdym instrumencie, który mógłbyś w tej chwili przywołać, intuicja mówiła mu, jak wywoływać z nich dźwięki. Dzięki tym zdolnościom, mógł mieć każdą kobietę na świecie i każde pieniądze. Ale zdecydował się na kobietę o szybkich palcach. I podróżowali razem, aż trafili do Westeros. Bard nie chciał służyć królowi i zginął, a jego żona musiała się oddać nowemu mężczyźnie, żeby mieć dach nad głową. A nowy mężczyzna nie lubił jej syna, więc ten, posiadając jedynie część talentów ojca, ale wszystkie talenty ojca, ponoć dalej krąży po Westeros, posiadając prawdziwą magię i zmieniając postacie... Ale to tylko opowieść.
Zaśmiał się, puszczając oko Snowowi. Jeśli była w nim choć odrobina pomyślunku, zrozumiał sens historii, ale Toheem nie był tego do końca pewien. Ostatecznie... Dziwny to człowiek, ten Elias. Niepokojąca jest jego miłość do kurczaków.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
25
Join date :
15/11/2013

PisanieTemat: Re: Trakt   Pon Kwi 28, 2014 9:00 pm

O-ho! Czyżby szykowała się jakaś fascynująca opowieść? Elias słuchał jej w skupieniu, chcąc na końcu zadać jakieś niewybredne pytanie, ale powstrzymał się. Zdziwił się, skąd mógł wziąć się u niego taki przypływ dobroci i życzliwości.
- To fascynujące. Mówią, że każda opowieść ma w sobie mniejsze lub większe ziarnko prawdy - Nie dokończył. Nie potrzeba było dokańczać, aluzja została rzucona. Teraz wszystko zależało od Eppsa.
- Gdy będziemy na Północy, będę musiał odwiedzić swoją ciotkę. Pozwól więc, że zostawię cię przez pewien czas w krainie śmiechu i zabaw. Myślę, że doskonale się spiszesz, wszak to wesele dziedzica - stwierdził Snow, pospieszając konia. O tak, musieli się bardzo spieszyć, jeśli chcieli zdążyć przed przysięgą w Bożym Gaju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Trakt   Pon Kwi 28, 2014 9:21 pm

Cóż, gdyby jechał razem z nimi członek Tajnego Wywiadu Dorzecza to pewnie by uznał, że życzliwość bierze się z procentowej zawartości butelki, którą mężczyźnie się co chwilę wymieniali. Niestety kogoś takiego z nimi nie było, a Toheem uznał, że uwaga Eliasa oznacza zrozumienie znaczenia tej historii, więc nie starał się rozjaśniać szczegółów, podrapał się jedynie po bliźnie na twarzy i pociągnął kolejny łyk palącego lekko, brązowego trunku.
- Opowiedz mi coś więcej o sobie, Eliasie. I może o tym weselu, na które zmierzamy. - powiedział.
Zaczynał też wyczuwać zmianę temperatury. Im dalej na północ się wysuwali, tym było zimniej. W końcu opuścili granice wilgotnego Dorzecza i ich oczom ukazała się jakże zimna, nieprzyjazna Północ, na której mieli nadzieję znaleźć pracę i rozrywkę. Snow pewnie liczył też na jakieś dziewki.

/zt oboje
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
175
Join date :
05/06/2014

PisanieTemat: Re: Trakt   Wto Wrz 09, 2014 5:56 pm

Dzień był słoneczny i skwarny. Żar małej, żółtej plamy przyklejonej do nieba irytował wszystkich. Koen Tully wyciągnął palec z nosa i z obrzydzeniem strzepnął znalezioną tam kulkę z rękawicy. Drugą ręką wciąż pocierał zaczerwienioną szyję, nie mógł uwierzyć, że jeden z więźniów próbował udusić go i uciec. Nie tak zachowują się honorowi mężczyźni, ale z drugiej strony, jakby byli honorowi, nie musiałby ich wieźć na mur. Kiedy mógł już odetchnąć i emocje opadły uderzyła go myśl, że brat specjalnie wysłał go ze skazańcami. Szybko jednak rozwiał swoje wątpliwości, gdyż był jedynym dziedzicem i zdecydował, choć bez przekonania, że wysłano go aby nauczył się życia, wyszedł z komnat i poznał świat taki jakim jest naprawdę - brutalny i pozbawiony zasad. Koen i czterech ludzi do pomocy eskortowali w sumie dziesięciu "ochotników" do Nocnej Straży zamkniętych w klatce na wozie. Większość z nich nie wyróżniała się niczym konkretnym. Wszyscy mieli ciemne włosy, poza przywiązanym do pieńka bladym rudzielcu o wrednym, przesyconym nienawiścią spojrzeniu. Jego zielone oczy krzyczały na Koena oskarżycielskim tonem, a to przecież on próbował właśnie dokonać mordu.
- Za co go skazali?
- Podżeganie do buntu, kradzieże i rozbój. Umiał się dobrze bić, więc zdecydowali, że będzie dobrym nabytkiem dla Czarnych - odpowiedział brodata, szpakowata Wrona z największym nosem jaki Koen widział.
- Bitny jest aż nadto. Wywąchałeś go? - nie wytrzymał Tully, ale Nocna Straż widocznie nie posiada poczucia humoru, gdyż Strażnik zwiesił głowę i coś mruknął pod nosem - Co... powinienem teraz zrobić? - zapytał po chwili ciszy.
- Musisz go zabić panie. Na Północy jest zwyczaj, że to szlachetny pan wymierza sprawiedliwość.
- Nie jesteśmy na Północy. Ty go zabij - odpowiedziało mu długie, świdrujące i krępujące dziedzica Riverrun spojrzenie, po czym, jakby świat przyśpieszył. Koen nie zauważył nawet kiedy obrośnięta rudym włosem piłka potoczyła się i wpadła do rowu przy trakcie. Nie zdążył obetrzeć jego głowy na znak dobrej woli. Wszystko wyglądało nienaturalnie, jakby to nie człowiek, a zwykłe bydle przeznaczone na rzeź było przywiązane do tego pniaka. Brał już udział w bitwach, ale tam wszyscy mają równe szanse. No prawie równe - niewyszkolonemu chłopstwu ciężko odeprzeć przygotowywanych od dziecka rycerstwem na bojowych rumakach, ale dostawali chociaż broń. Tutaj pozbawiono życia i możliwości odkupienia win bezbronnego człowieka. Później, kiedy zrobili postój na nocleg, tylko ból szyi pozwolił mu się pogodzić z tą myślą i zasnąć. Oraz świadomość, że został pogrzebany. Spalony na stosie chrustu jak heretyk, ale Strażnik zapewniał go, że tak chowają zmarłych na Północy, a jak nie Siedmiu, to może Starzy Bogowie zlitują się nad jego duszą. Przed nimi jeszcze długa droga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Trakt   

Powrót do góry Go down
 

Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-