a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Tawerna "Pod spalonym korsarzem" - Page 3



 

 Tawerna "Pod spalonym korsarzem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pon Kwi 29, 2013 5:39 pm

First topic message reminder :

Ta położona na wzgórzu z którego rozpościera się widok na cały port tawerna pamięta czasy Aegona I, któremu zresztą lokal zawdzięcza swoją nazwę. Podobno w tym właśnie miejscu król osądził i skazał na karę spalenia żywcem załogę jednego z okrętów która w czasie podróży ze starego kraju zbuntowała się i zabawiała się w łupienie kupców. Obecnie karczma uchodzi za najprzyzwoitszy przybytek w dzielnicy portowej, oferujący niezłą kuchnię i wyborne ale, w połączeniu z szerokimi prywatnymi tarasami pozwalającymi obserwować wpływające do portu statki.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 15, 2014 7:42 pm

Zdziwiło go gdy drobna, porcelanowo-biała dłoń sięgnęła do jego twarzy by zetrzeć kroplę soku wędrującą po jego podbródku. Skierował swe spojrzenie na jej twarz, którą zdobił iście matczyny uśmiech. Jego wzrok spoczął na oczach o barwie płynnego złota. Wydawać się mogło, że dopiero teraz ujrzał jej twarz. Lico o gładkich rysach, ozdobione kształtnym nosem i dużymi oczami. Zupełnie jak odwrotność Liama. Gdy kobieta oderwała dłoń od jego twarzy obudził się z "transu. Stali tak przez dłuższą chwilę. Mimo odgłosów miasta dookoła cisza między nimi dzwoniła mu w uszach. Przerwał ją nieznajomy głos.
Odwrócił się jak oparzony i przyjrzał się mężczyźnie. Wyglądał mu na kogoś z wyższych sfer. Trudno było określić sylwetkę tego tonącego w czarnych, luźnych szatach osobnika.
- Przykro mi panie. Z ważnych powodów już jutro nie będzie mnie w Królewskiej przystani. - powiedział powoli starając dobierać odpowiednie słowa. - Jeśli to coś co może zaczekać, to być może będę chętny po powrocie. Na razie nic nie obiecuję.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 15, 2014 9:13 pm

Słowa najemnika nieco zdziwiły, wybiły kupca z rytmu. Spodziewał się agresji, którą Sebastian mógłby skierować na dowolną osobę za pomocą błyszczącej monety. Okazało się, że ten najemnik, ten obszczymur ze slumsów ma lepsze rzeczy do roboty niż służyć jemu, Sebastianowi Havelockowi, administratora poważanej gildii! To miasto schodziły na psy. Nie można już było sobie wynająć porządnego łamignata. Sebastian napuszył się, niemal krzyknął ze złości ale zdążył się opanować. Skoro są ważniejsze sprawy poza Królewską Przystanią to oznacza to, iż są to sprawy opłacalne. Przysunął sobie krzesło i niespodziewanie coś go uderzyło. Oto stoi przed nim nie jakaś prostytutka lub pierwsza lepsza latawica, która za swe usługi dorzuca gratisy w postaci chorób wenerycznych, a prawdziwa dama. Ubrana była w skromny, prosty strój, ale jakości, która wskazuje, iż nosząca go osoba jest na tyle bogata, że nie musi nosić drogich sukien ponieważ każdy i tak wie o jej majętności. Wszak odbywało się królewskie wesele to i zamożnych gości przybywało. Ukłonił się damie najpokorniej jak potrafił i przeprosił za swe nikczemne zachowanie najładniejszymi słowami jakie potrafił w tej chwili wykrztusić po czym odsunął się i odszedł.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 15, 2014 9:57 pm

Na moment zwróciła swe złote oczy w kierunku Sebastiana, badając jego postać, poszukując wszystkich szczegółów. O poczuciu wyższości nie świadczył wcale gruby, złoty łańcuch - najwyraźniej symbol wysokiej rangi urzędniczej, zawieszony na szyi, opadający na klatkę piersiową jegomościa, lecz samo jego zachowanie. Widać było na pierwszy rzut oka, że Havelock stawiał się ponad ludźmi tu zgromadzonymi, ponad Whitestarem, który jako najemnik zapewne był przez niego stawiany w najniższej, podległej mu kategorii. Ohydne...
Od razu dostrzegła "napuszenie" nieznajomego, lekko zaczerwienioną twarz, kiedy dotarła do niego odmowa z uzasadnieniem Liama. Czy jemu się wydawało, że każdy kto nie jest częścią jakiegoś urzędu, lecz zwykłym obywatelem, będzie rzucał wszystko, na jedno skinienie jego palca? Paskudne podejście. Dopisała to w myślach do listy rzeczy, które czyniły z Przystani mało urokliwe miejsce. Najwyraźniej nie tylko fałszywość arystokracji przepełniała to miasto.
Fakt, Emery pochodziła z jednego z największych i najznamienitszych rodów Westeros, ale nie czyniło z niej to istoty ludzkiej lepszej od innych, w żadnym wypadku. Nie stawiała siebie wyżej od nikogo, bo doskonale wiedziała, że wielcy panowie, czy wielkie rody byłyby niczym bez poddanych, bez ludzi, którzy pracują na najbardziej podstawowych stanowiskach. Tak została wychowana, by szanować tych, którzy szanują Ciebie.
Nagle wzrok Sebastiana spoczął na niej, również mierząc jej sylwetkę i wyraz jego twarzy zmienił się w jednej sekundzie. Złagodniał, spokorniał, a z jego ust popłynęły przeprosiny wygłoszone w taki sposób, że zrozumiała, iż zapewne dostrzegł w niej arystokratyczne pochodzenie. Może to dobrze, że nie mówiła, bo jej cięty charakterek mógłby niestety niekorzystnie wpłynąć na sytuację. Dziewczyna nie drgnęła ani o milimetr, nawet gdy Havelock ukłonił się i oddalił, poczekała chwilę i wyciągnęła z torby niewielki notatnik oraz specjalnie zaostrzony węglowy ołówek, którym szybko napisała coś na kartce. Wyrwała kawałek papieru i podała go Liamowi, po czym sama odwróciła się w stronę świateł przystani i znów zaczęła stawiać powolne kroki, prowadząc obok siebie swego konia.
Na kartce widniał krótki komentarz: "Jeszcze chwila i zionąłby ogniem".
Czy Liam postanowił dalej dotrzymywać jej kroku, to już jego decyzja.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Czw Cze 19, 2014 12:47 am

[quote="Liam Whitestar"]Sebastian Havelock miał szczęście, że jego myśli odnośnie Liama nie zostały przez niego wypowiedziane. Ucieszył się gdy tamten odszedł. Z ciekawością spojrzał na Emery piszącą zaostrzonym ołówkiem na kartce papieru. Gdy kobieta podała go najemnikowi, ten zaczął bezgłośnie poruszać ustami. Znał podstawy czytania, ale w pisaniu raczej nie był mistrzem. Nauczył go tego Garrin. Jego "opiekun". Zjawił się parę lat po odejściu jego matki. Zdawało się, że był rycerzem. Był uprzejmy, znał podstawy dworskiej etykiety, potrafił używać miecza, który wisiał u jego boku i nie obce mu były tajniki czytania i pisania.
- Smoczy bękart - powiedział do dziewczyny i uśmiechnął się. Przez chwilę szli w ciszy. Trudno było znaleźć wspólny temat rozmowy dla najemnika i niemej córki lorda.
Spojrzał w niebo. Zaczynało robić się późno, a on musiał rano być gotowy do wyjazdu.
- Pani, jeśli pozwolisz będę już musiał cię opuścić. Do zobaczenia. - rzekł i skierował się w swoją stronę.

[z/t]
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sro Lut 18, 2015 12:28 am

Poprowadził kuzyna zatłoczonymi ulicami. Zmierzali w kierunku portu, jednakże przebicie się przez tłumy znajdujące się na drodze nie było łatwe. Wielu ludzi stało na zewnątrz kompletnie bez celu, zajmując jedynie miejsce i blokując ruch. Pospólstwu chwilę to zajęło, ale w końcu zorientowali się, kto stąpał wśród nich. Ród Baratheon można spokojnie określić jako jeden z największych i najważniejszych w całym Westeros, toteż ludzie dosyć płochliwie zaczęli ustępować miejsca. U Leytona wywołało to jedynie ciche westchnięcie, ale nie powiedział ani słowa. Po co miał sobie utrudniać przemarsz?
-Ano, Orys mógłby się pojawić - rzucił, gdy kuzyn wspomniał jego brata -Ostatnio nie miałem okazji zamienić z nim nawet słowa. Ja to z reguły zajęty nie jestem, bo co mogę robić oprócz ciągłego treningu, nie? - ciągnął - No cóż, za to on ma swoje statki, morze i do tego jeszcze jest dziedzicem rodu. Kupa roboty. Do tego dowalili mu jeszcze ten sąd. Cieszę się, że nie jestem na jego miejscu- skrzywił się lekko na myśl o załatwianiu tylu spraw na raz. Jego lenistwo kompletnie uniemożliwiało mu pełnienia tak ważnej roli. Na całe to nie na niego padło dziedziczenie.
-Z drugiej strony... nudna robi się walka z tymi samymi ludźmi, uderzanie tych samych manekinów. W końcu ile można, nie? Może powinienem pojechać na jakiś turniej, czy coś...- westchnął i zaśmiał się nerwowo. Nie czuł się do końca swobodnie z powodu "nowego" wyglądu, ale zaczynał się trochę rozluźniać. Chociaż wciąż poruszał się trochę sztywno, to mówił dużo bardziej otwarcie i unikał formalnych zwrotów.
W końcu wkroczyli do dzielnicy portowej. Cóż, zapewnienia Leytona na temat zapachu nie sprawdziły się do końca.
-Przynajmniej nie śmierdzi gównem - wyszczerzył się, gdy do jego nozdrzy doszedł ostry zapach ryb i potu, jaki produkowali pracownicy portu, którzy ich mijali - W tawernie jest lepiej. Zapewniam. Stoi trochę dalej, więc cały ten syf tam nie dociera. Przyjemny zapach ale, zmieszany z dobrym żarcie. To czego człowiekowi potrzeba. Czasem nawet zapalą jakieś świeczki, coby ładniej pachniało - dodał, wciąż szczerząc zęby w uśmiechu. Nie chciał za bardzo rozgadywać się na ulicach. Wolał zasiąść sobie przy stoliku i pogawędzić popijając ale. Zaczął odczuwać burczenie w brzuchu. Żołądek zaczął upominać się o należne mu jedzenie. Leyton w żaden sposób nie był w stanie mu odmówić. Na całe szczęście znajdowali się już u drzwi przybytku. Mężczyzna pchnął drzwi i bez zbędnych ceregieli ruszył do swojego ulubionego stolika. Cóż, trudno było mówić o ulubionym stoliku, gdy jadło się w tawernie jedynie kilka razy, Wybrał go jednak ze względu na specyficzne ustawienie tarasu. Jego towarzysze mogli swobodnie obserwować morze i majestatyczne statki przybijające do portu, zaś on sam obrócony był do tych wszystkich widoków plecami. Miejsce spodobało mu się tak bardzo, że zapłacił właścicielowi trochę więcej, aby stolik pozostał zarezerwowany tylko dla niego na czas jego pobytu.
Gestem zasugerował kuzynowi, aby zasiadł przy stoliku, sam zaś zajął swoje miejsce. Wziął głęboki wdech, delektując się zapachem mięsa oraz ale, który wypełnił jego nozdrza. Sam zapach Królewskiej Przystani nie przeszkadzał mu ani trochę, ale tawerna oferowała dużo przyjemniejsze woń. Może nie proponowała tego co najlepsze przybytki w Westeros, ale powiedzmy sobie szczerze - młody Baratheon nigdy nie należał do eleganckich. Proste, swojskie przyjemności trafiały do niego dużo bardziej niż te wykwintne.
-Dla mnie to co ostatnio - zwrócił się z uśmiechem do kelnerki, która przybyła obsłużyć ich niemal natychmiastowo. W międzyczasie dwójka jego towarzyszy-ochroniarzy zajęła miejsca w pobliskim stoliku - dosyć blisko, być mieć wszystko na widoku, jednakże nie na tyle, by przeszkadzać Baratheonom w rozmowie. Młodzieniec pozwolił kuzynowi zamówić, po czym skierował do niego tradycyjne pytanie
-No, to opowiadaj. Co tam słychać u ciebie?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
156
Join date :
26/05/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sob Lut 28, 2015 8:24 pm

Leyton prowadził ich do tawerny. Musieli przepychać się w tłoku, póki cała masa ludzka nie zorientowała się, że ma do czynienia członkami jednego z najbardziej szanowanych rodów Siedmiu Królestw. Zbliżając się już widocznie do celu Otton zaczął wyczuwać zmianę zapachu panującego w mieście. Smród gówna powoli zaczynał ustępować woni morza i soli.
- Przynajmniej nie musi się martwić, że się zanudzi na śmierć. - rzekł odpowiadając na stwierdzenie Leytona na temat Orysa. - To dobrze, że się cieszysz, bo masz przed sobą jeszcze Aylawarda w linii sukcesji.- Chociaż prawda była też taka, że trzecie miejsce nie jest zbyt odległe, a w historii bywały przypadki nawet dziedziczenia, jako piąty. Przykładem takim był król Aegon V, dziadek dzisiejszego władcy. No, ale to były rzadkie przypadki.
- Nie masz, z kim potrenować? Służę pomocą! Też z chęcią rozprostowałbym moje kości. - Otton może nie był rycerzem, ale w posługiwaniu się mieczem potrafił dorównać nawet pasowanym. Jego kuzyn na pewnio nie był zadowolony ze swojego nowego „ja”. Liczył, że mała potyczka pozwoli mu się odprężyć. - Turnieju raczej nie zobaczymy przez jakiś czas. Dopiero, co jeden z nich się rozpoczął. - Nie wiadomo, kiedy mógłby się odbyć następny, szczególnie, że lato dobiegło już końca, a rozpoczynała się jesień.
W końcu doszli do tawerny. Nad wejściem widniała jej nazwa "Pod spalonym korsarzem". Baratheoni weszli do środka. Ludzi nie było jakoś szczególnie dużo, ale byli. Leyton od razu powędrował do stolika pod oknem. Widocznie było to jego ulubione miejsce. Otton Poszedł za nim i usiadł naprzeciwko okna z widokiem na morze. Jego kuzyn nie przepadał za takimi widokami, ale Ottonowi one nie przeszkadzały.
- Dla mnie to samo. - Nie wiedział, co to miało być, ale postanowił zrobić sobie niespodziankę. Najwyżej będzie miał pretensje do swojego kuzyna.
- Odkąd wszyscy wyjechali z Końca Burzy lord Harbert dał mi trochę więcej obowiązków. Nie były jakaś straszne, ale potrafiły zmęczyć. Teraz postanowiłem też sobie popodróżować. - Przypomniała mu się jedna z wycieczek, na którą pojechał z ojcem. Miał wtedy dziesięć lat i popłynęli do Wolnych Miast. Podróż skończyła się szybko, a Otton miał o jedną bliznę więcej. Miał jednak nadzieję, że tym razem będzie trochę spokojniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Mar 08, 2015 4:08 pm

Leyton rozejrzał się spokojnie po tawernie. Przybytek należał do całkiem popularnych, toteż liczba klientów nie mogła dziwić. Większość stolików była zajęta, ludzie korzystali z wolnej chwili, aby napić się ze znajomymi. Ci bardziej samotni zajmowali miejsca gdzieś w kątach, tajemniczo lustrując wzrokiem resztę lokalu. Nic niezwykłego, tak wyglądała niemal każda dobrze prosperująca tawerna. Mężczyzna doceniał jednak klimat takich miejsc. Zatłoczone, pełne rozmów i wesołych krzyków, tajemniczych szeptów oraz wściekłych wrzasków, z pięknymi kelnerkami przemykającymi między stolikami, odbierającymi i roznoszącymi zamówienia. Czasem można było gromki śmiech dużej grupy, gdy jeden z nich postanowił figlarnie klepnąć służkę po tyłku. Zawsze wywoływało to na jego twarzy uśmiech. Takie miejsca były dla niego nie tylko urokliwe, ale również bardzo mu bliskie. Dużo czasu spędzał w przybytkach tego typu. Przez większość pobytu w Królewskiej Przystani był raczej spięty, w końcu nadarzyła się dobra okazja, żeby się odprężyć.
-Może masz rację, jednak nie jestem do końca pewien, czy należy to do najciekawszych zajęć - wzruszył ramionami-Co zaś się tyczy sukcesji... wolałbym, żeby wszystko zostało tak jak jest. Po panu ojcu na jego stołku zasiądzie Orys i miejmy nadzieję, że zostanie tam cholernie długo - kiwnął nieznacznie głową, jakby na potwierdzenie swoich słów-Zaś im dalej ja jestem od tego stołka, tym lepiej dla nas. Władza i ja...łagodnie ujmując, nie kochamy się. To byłby tragiczny związek - dodał po chwili zastanowienia, z lekkim uśmiechem na twarzy. Poszerzył się on, gdy kelnerka przybyła z ale oraz ich posiłkiem. Już po zapachu trunku można było się domyślić, że nie były to szczyny podawane w tańszych lokalach, lecz prawdopodobnie alkohol trzymany specjalnie dla takich klientów jak Baratheonowie. Co zaś tyczy się talerzy - był to doskonale przyprawiony pstrąg, wyłożony na liściach, których nazwy Leyton nawet nie znał (i prawdopodobnie nie interesowały go one zbytnio). Na boku talerza leżała skrojona cytryna, jej użycie zależało już od preferencji. Młodzieniec zdecydowanie nie szczędził swojej rybie, wyciskając cytrynę do końca.
-Smacznego kuzynie. Mam nadzieję, że opłaci ci się ryzyko brania żarcia w ciemno - uśmiechnął się lekko i pożarł jeden kawałek -Wspaniałe. Dziękuję ci, złotko - uśmiechnął się do kelnerki i wyciągnął w jej kierunku dwie monety. Jedna wystarczała by opłacić posiłek z nawiązką, zaś druga stanowiła napiwek. Trudno to było porównywać z szalonymi kwotami, jakie szlachcicom zdarzało się wydawać, ale mimo wszystko było to więcej, niż dziewczyna zarabiała na co dzień. Leyton starał się zachować pewien umiar pomiędzy skąpstwem a rozrzutnością.
-Świetnie! Dawno nie miałem okazji skrzyżować mieczy z nikim poważnym - rzucił, pozwalając sobie na przerwę między kęsami. Upił trochę ale, po czym kontynuował-W Końcu Burzy chyba znam na pamięć ruchy i możliwości każdego z lepszych wojowników. Nie mówię, że nie bywają oni wyzwaniem, w końcu to całkiem dobrzy wojownicy. Ale czuję, że potrzebuję jakiegoś powiewu świeżości w moim treningu. Nie chcę popaść w rutynę, najgorsze co mogłoby mnie spotkać - upił kolejny, duży łyk trunku, po czym umieścił w swoich ustach duży kawał pstrąga. Chwilę zajęło mu przeżucie i przełknięcie wszystkiego.
-No tak, Harrenhall. Prawie o nim zapomniałem... cholera, chciałbym tam być, spróbować się - - rzucił, ale wzruszył lekko ramionami-No cóż, teraz trochę za późno dla mnie, ale jeżeli dobrze kojarzę... to są tam zarówno Aylward jak i Derek, co nie? Mam nadzieję, że idzie im całkiem nieźle - uśmiechnął się lekko. Liczył zwłaszcza na swojego brata. Miał okazję oglądać jego umiejętności na żywo kilkukrotnie. Z pewnością był jednym z najlepszych rycerzy w całym Westeros. Swego kuzyna również nie skazywał na porażkę. Szczerze wierzył, że pokaże on pełnię swoich umiejętności i dotrze do finału turnieju.
-Obowiązki z reguły takie są. Nudne i męczące. Dlatego ich unikam -wyszczerzył zęby w uśmiechu, po chwili podnosząc kufel i upijając spory łyk ale-Ja sam myślałem, żeby trochę pojeździć, zobaczyć w końcu trochę świata - dodał i rozłożył się wygodnie na krześle. Pstrąg całkowicie zniknął z jego talerza, zaś w kuflu pozostało jeszcze trochę alkoholu-No, ale masz jakieś konkretne plany? Miejsca, które chcesz zobaczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
156
Join date :
26/05/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sro Mar 25, 2015 11:31 pm

Otton, co jakiś czas spoglądał na port i statki, które były po drugiej stronie okna. Wiedział, że jego kuzyn z chęcią spróbuje się z nim na miecze. Skoro inni byli na turnieju to dwójka Baratheonów nie mogła być gorsza. Nawet w razie nudy Otton mógł najwidoczniej liczyć na małą rozrywkę z kuzynem w razie, czego.
- Tak. Aylward i Derek tam pojechali. – W sumie turniej trwał już jakiś czas i Otton mógłby dostać przez ten czas jakiś list informującym o ich poczynaniach. Nie bał się o ich zdrowie, bo nie łatwo jest zabić Baratheona, ale dobrze by było wiedzieć, z kim stanęli w szranki. – O ile dobrze się orientuje to twój brat miał stanąć do walki na kopie, a Derek na miecze. Założę się, że pokażą ludziom jak walczą Baratheonowie. – Otton wiedział, co mówił. Kilka razy miał okazję powalczyć ze swoim bratem oraz kuzynem.
Kelnerka w końcu przyniosła posiłki obu Bratheonom. Był to pysznie wyglądający pstrąg, którego mężczyzna od razu polał sokiem z cytryny. Otton od razu zabrał się za jedzenie. Był już naprawdę głodny, więc posiłek przyszedł w idealnym momencie. Nie była to ryba z najwyższej półki, ale na pewno nie była to też byle, jaka rybka. Nawet piwo nie smakowało jak siki jak to już się zdarzało w innych karczmach.
- Hmm… W sumie myślałem nad Wysogrodem. Od razu odwiedziłbym Allyię. Później się zobaczy. Może po zimie wybrałbym się na północ. - Co do obowiązków… ich się nie da całkowicie uniknąć będąc synem jednego z najpotężniejszych lordów Siedmiu Królestw, ale z drugiej strony lepiej się trochę wyszaleć za młodu by później niczego nie żałować na starość. Otton też kiedyś był w wieku Leytona i wiedział, że nie dużo już mu czasu zostało, aby robić to, co się chce w życiu, bo za kilka lat będzie miał inne rzeczy na głowie.
- Powiedz mi Leytonie zdążyłeś już wychwycić coś ciekawego oprócz tej karczmy? – Otton chciał się czegoś dowiedzieć od kuzyna. Może wie on gdzie warto się udać, a gdzie w ogóle nie opłaca się pójść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sob Kwi 11, 2015 5:46 pm

[justify]Leyton uniósł kufel, dopijając resztkę ale. Rozmowa oraz alkohol pozwoliły mu się zrelaksować. Przybrał tradycyjną dla siebie, trochę niedbałą pozę, rozkładając się wygodnie w krześle. Leniwie zlustrował pomieszczenie, podążając od twarzy do twarzy. Nie był jednak w stanie spostrzec niczego ciekawego, lub po posiłku był po prostu zbyt leniwy, aby spróbować coś takiego odnaleźć. W wyniku tego jego wzrok spoczął na kuzynie, przybierając tradycyjny dla niego, nieobecny wyraz.
Myślami błyskawicznie odpłynął w kierunku Harrenhall. Głęboko wierzył, że Baratheonowie odniosą w turnieju zwycięstwo. Jednakże usłyszeć o czyimś sukcesie a zobaczyć go na własne oczy - dwie zupełnie inne sprawy. Chociaż z dwojga złego wolał już siedzieć na trybunach i przyglądać się wydarzeniom z bliska, tak naprawdę pragnął stanąć w szranki z najlepszymi rycerzami Siedmiu Królestw. Doskonale wiedział, że najprawdopodobniej brak mu doświadczenia, aby taki pojedynek wygrać, jednakże takie doświadczenie należało gdzieś nabyć.
Skrzywił się nieznacznie, bo tego typu myśli zawsze zabierały go w przeszłość. Wojny też nie dane było mu zaznać. Nie dopuszczono go ani do boju, ani nawet w jej pobliże. Nie zobaczył żadnej bitwy, nie ujrzał wojsk w prawdziwym boju. Tego typu wspomnienia dręczyły go już od dłuższego czasu, a fakt, że jego osoba na turnieju nie zawitała nawet na chwilę trochę była niczym przysłowiowy gwóźdź do trumny.
-Dostarczą ciekawego widowiska, tego jestem pewien - odezwał się po chwili ciszy - Szkoda tylko, że nie zobaczę tego na własne oczy... no, ale nic. Następnym razem nie odpuszczę sobie takiej okazji.
Machnął ręką w kierunku kelnerki, przeciągając kufel na brzeg stołu. Dziewczyna szybciutko podeszła, napełniając naczynie ale. Leyton podziękował jej i pozwolił odejść.
-Powiem ci, z tego co słyszałem o Wysogrodzie, to naprawdę warto zobaczyć miasto. Jest co zwiedzać... i kogo odwiedzać. Gorzej z Północą. Tam nawet jak nie ma zimy, to jest zima. Krótko mówiąc zawsze piździ - uśmiechnął się-Swoją drogą... ciekawe jak ta nasza rodzinka rozrzucona jest po świecie. Coraz mniej nas w Burzy zostaje. Z roku na rok widujemy się coraz rzadziej. Każdy zajęty swoimi sprawami, obowiązkami... ale taka jest chyba kolej rzeczy, nie? Pisklęta muszą w końcu opuścić gniazdo, jak to mawiają...- powiedział i westchnął cicho, uśmiechając się jednak po chwili-Za rodzinę, kuzynie. Za rodzinę - uniósł kufel i upił spory łyk -A jak już jesteśmy w temacie... ufam, że twoja żona ma się dobrze?
Po raz kolejny zlustrował karczmę, niby od niechcenia, niby szukając czegoś ciekawego. Ludzie jak to ludzie, każdy zajęty swymi sprawami. Piękni, brzydcy, schludni i niechlujni. Każdy inny, każdy wyjątkowy, a mimo to żaden nie był w stanie przyciągnąć wzroku młodzieńca na dłuższą chwilę. Dostrzegł również jego "strażników" konwersujących wesoło, rzucających od czasu do czasu jakiś żart. Leyton wzruszył jedynie ramionami i skierował wzrok w kierunku kuzyna.
-Jest parę miejsc, które wyglądają ciekawie... ale nie nadają się one dla żonatego mężczyzny -wyszczerzył zęby w uśmiechu-Ale tak, jest kilka miejsc wartych zobaczenia... Wielki Sept, Twierdza sama w sobie, kilka mniejszych przybytków w mieście. Też dużo zależy od tego, czego szukasz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
156
Join date :
26/05/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Czw Kwi 16, 2015 11:46 pm

- Następnym razem Leytonie my też staniemy w szranki! – zapewnił mężczyzna. Otton żałował, że nie może zobaczyć walki swojego brata ani kuzyna, ale miał nadzieję, że nie zrobią czegoś głupiego. Szczególnie Derek. On to miał czasami szalone pomysły w dzieciństwie.
- Też dużo słyszałem o Wysogrodzie. Jedno z miejsc, do których warto się wybrać. – W sumie całkiem dobrym pomysłem było się tam wybrać na zimę, która rzadko dawała tam o sobie większe znaki. Tak jak słusznie Leyton zauważył gorzej mieli ci na północy. – Tak, na północy to dopiero muszą im tyłki odmarzać.
- No cóż, tylko Orys zostanie lordem Końca Burzy. My musimy pomyśleć, co będziemy wtedy robić. Z resztą te podróże pozwolą nam wszystkim poznać wiele szlachetnych rodów i się z nimi zaprzyjaźnić, a to da nam potęgę. – Taka była kolej rzeczy. Nie mogli wszyscy być w jednym miejscu. – Dobrze gadasz Leytonie. Za rodzinę... – Otton wypił resztkę piwa z kufla i kazał nalać sobie więcej - … i za Dereka oraz Aylwarda żeby im się powiodło na turnieju!
- Shanley? Ma się świetnie. Widziałeś ją na dziedzińcu. A z resztą i tak jutro się na pewno spotkamy razem z nią. Nie mogę jej zostawić zbyt długo samej. – Co prawda małżeństwo miało się tu trochę rozerwać, ale o Królewskiej Przystani wiadomo było, że to miejsce szpiegów, intryg i jeszcze Siedmiu wie, czego.
- Miejsca, o których mówisz są tylko dla żonatych mężczyzn. Za to nie powinno się płacić, a mężowie powinni płacić za dyskrecję. - Uśmiechnął się do kuzyna. - Ale mi na szczęście wystarcza moja słodka żona i żadną dyskrecją się przejmować nie muszę. – Miał nadzieję, że Leyton też znajdzie kogoś takiego jak Shanley, lecz póki, co nie miał żadnych przeszkód by po korzystać z życia i uroków, jakie dostarcza bycie synem bogatego lorda. – Niedługo ojciec pewnie i tobie znajdzie jakąś piękną damę. - wyszczerzył zęby w uśmiechu Był trochę ciekaw jak Leyton sprawdziłby się, jako maż, lecz na razie mieli inne ciekawsze tematy.
- Dzisiaj już wystarczająco długo podróżowałem. Przydałby się mi dłuższy odpoczynek.- Powoli robił się już senny, ale tak dawno nie widział kuzyna, że chciał jeszcze trochę z nim porozmawiać. - Mamy wiele czasu żeby poświęcić go na zwiedzanie czy to Septu czy innych ciekawych miejsc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Kwi 21, 2015 12:23 am

-Następnym razem...- kiwnął jeszcze nieznacznie głową, dobrze wiedząc, że okazja nie natrafi się najszybciej. Pozostawił jednakże ten temat za sobą. Nie widział sensu w rozwodzeniu się w kółko na ten sam temat, zwłaszcza, że poruszanie go trochę go bolało. Skierował puste spojrzenie na strop. Słysząc komentarz o północy zaśmiał się krótko i upił łyk ale.
-Wydaje mi się, że oni lubią sobie tak czasem przymarznąć. Albo przynajmniej im to nie przeszkadza. Mają to w genach, czy coś- uśmiechnął się lekko. Podobało mu się ciepło, jakie niosła ze sobą południowa część Westeros. Klimat Końca Burzy zdawał mu się po prostu idealny. Leyton lubił myśleć, że po prostu urodził się tam, gdzie powinien.
-No, i tego się trzymajmy. Orys zostanie lordem, a po nim lordem zostanie jego syn, jego wnuk, prawnuk... no, rozumiesz o co chodzi. Im dalej ja od tej rangi jestem, tym lepiej. Dla mnie, i dla nas - zaśmiał się cierpko i obrócił kufel od niechcenia, chcąc po prostu zająć czym ręce.
-Ale fakt faktem, sojusze są ważne. Zwłaszcza w miejscu, gdzie każdy czyha, aby dorwać się tobie do gardła, wypatrując każdego potknięcia... tylko utrzymując dobre relacje mamy szansę utrzymać naszą pozycję...- westchnął ciężko -Nawet nie wiesz kuzynie, jak ja nie trawię tej polityki. Za dużo w tym pieprzenia. Jakby się ludzie nie mogli dogadać przy piwie. To nie dla mnie. Od tego mam na szczęście was - wyszczerzył zęby w uśmiechu -Wy myślicie, ja... nie przeszkadzam. Robię coś, jak mi każą. Dobry układ - uśmiech nie zszedł z jego twarzy, kiedy wznieśli toast za całą rodzinę.
-Dobrze to słyszeć. Jakby nie patrzeć, jest częścią naszej rodzinki. Dobre wieści zawsze cieszą -przetarł brodę parę razy, po raz kolejny rozglądając się mozolnie po tawernie-Dobrze się dobraliście. Wierny mąż, słodka żonka. Udana z was para - kiwnął głową i sięgnął po kufel. Na całe szczęście nie zdążył się napić, gdy uwaga kuzyna o znalezieniu żony wywołała u niego głośne parsknięcie.
-Kuzynie, kuzynie... Obydwoje wiemy, że kiepski ze mnie byłby mąż... nie ważne jak bym się starał. Ja to ja. Więc módlmy się, żeby pan Ojciec nie potrzebował żadnych politycznych układów w najbliższej przyszłości. Ktoś taki jak Shanley tylko by się marnował u mojego boku. Także... lepiej od tego tematu trzymać się póki co daleko. Zwłaszcza w obecności pana Ojca - uśmiechnął się i upił łyk ale. Znów skupił swoje nieobecne spojrzenie na kuzynie.
-Nie dziwię ci się. Tyle godzin na koniu... tyłek drętwieje, a jak się jeszcze taką podróż zapije ale, to oczy się same zamykają. Dopijmy spokojnie to co mamy w kuflach, pogadajmy jeszcze chwilkę, kawał czasu w końcu od ostatniego spotkania!, a potem do spania. Jutro też jest dzień - pociągnął mały łyk i poruszył się w krześle, poprawiając pozycję -Czasu sporo, to fakt, a jest i co oglądać. Jak ktoś lubi podziwiać architekturę, to czasem i same ulice mogą być ciekawe - sam Leyton takim fanem nigdy nie był, ale kto wie, jakie ukryte pasje posiadał jego kuzyn?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
156
Join date :
26/05/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sro Kwi 29, 2015 11:06 pm

- To prawda. Popieprzone to wszystko, ale co zrobić? Musimy się z tym niestety pogodzić. – Jego kuzyn najwidoczniej myślał, że będzie się trzymał od wszystkiego z daleka. Mylił się. - A ty się nie ciesz za długo. Bo prędzej czy później zostaniesz w to gówno wplątany czy chcesz, czy nie chcesz. Do tego możesz się w ogóle nie zorientować, kiedy zostaniesz w to wplątany, narobisz jakiego głupstwa a później nie można będzie tego odwrócić.
- Nawet nie wiesz jak odpowiednia kobieta potrafi zmienić mężczyznę. – Otton zaśmiał się lekko. Przypomniał sobie jak to kiedyś on się zachowywał, a potem poznał miłość swojego życia. Niesamowite, że jeszcze z sześć dni imienia temu był zupełnie innym człowiekiem. Kiedyś też myślał, że bycie dobrym mężem nie jest mu pisane, że zostanie sławnym na całe Westeros wojownikiem i przyniesie chwałę rodowi. No, ale przyszłość potoczyła się zupełnie inaczej niż marzenia chłopaka, którym kiedyś był Otton.
- A z resztą sam się przekonasz jak będzie. – Baratheon wziął łyk piwa. W sumie racja. Dzisiaj już nikt nie pospieszał Ottona. Mógł się odprężyć i spokojnie porozmawiać z kuzynem. Co do architektury to to nie był ekspertem, ale większość budowli w porównaniu z Końcem Burzy była perłą architektury. Zamek Baratheonów był ponury i budził grozę, dlatego Otton lubił od czasu do czasu wyjechać i ujrzeć jakieś ładniejsze budowle. Najczęstszym takim miejscem było Ashford. Mężczyzna czasami jeździł tam razem z żoną.
- Myślę, że na mnie już ora kuzynie. Miło było, ale moje obolałe od siodła dupsko daje mi już znaki, że pora odpocząć w jakimś wygodnym łóżku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pią Maj 08, 2015 12:13 am

-Głupoty to moja specjalność - zaśmiał się, ale uśmiech zszedł po chwili z jego twarzy-Wiem kuzynie, że masz rację. Póki co cieszę się jednak wolnością, prostotą życia. Ja po prostu każdego dnia wstaję i idę machać mieczem. Ale i mój dzień nadejdzie. Zostanę wplątany w cały ten wielki gówniany świat. Im później tym lepiej.
Wzruszył ramionami. Był względem tego wszystkiego sceptycznie nastawiony. Podobało mu się jego życie. Jedyne, czego potrzebował to jakieś wyzwanie. Walka, wojna, turniej - cokolwiek. Liczył, że zdąży sprawdzić się w prawdziwym boju chociaż raz, nim jego życie obróci się o 180 stopni.
Wszelkie obowiązki, spotkania, wyjazdy w głębi ducha przerażały go. Po cichu liczył, że jakoś go to ominie.
-Zmieni, nie zmieni.... najpierw trzeba taką idealną wybrankę znaleźć. Zaś miłość... nie zawsze się w Westeros małżeństwom trafia. Polityka kuzynie, ta sama polityka przed którą mnie ostrzegasz - westchnął. Taki obrót spraw jeszcze mniej mu pasował. Nie potrafiłby przeciwstawić się ojcu w kwestii ożenku. Nie spieszyło mu się z tym jednak. Małżeństwo bez miłości zdawało mu się mdłe i nieprzyjemne. Czasem jednak...trzeba było się poświęcić. Dla rodziny.
-Nie ma sprawy, kuzynie. Odpoczynek to ważna sprawa. Wiem co mówię. Macham tym mieczem tyle lat w końcu! Jak się porządnie nie wyśpisz to będziesz żałować! - uśmiechnął się do niego lekko, aby dodać po chwili -Odprowadzić cię do zamku, czy dasz radę dojść sam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
156
Join date :
26/05/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pią Maj 15, 2015 12:19 am

Otton nie dziwił się swojemu młodszemu kuzynowi. Każdy mały chłopiec marzył kiedyś o wielkich czynach, sławie i popularności, a nie nad nudnymi obowiązkami. Nie było, co dalej ciągnąć tego wątku. Otton wiedział, że kiedyś jego kuzyn wspomni dzisiejszą rozmowę i możliwe, że będzie ją przeklinał przez resztę życia.
Co do wybranki dla Leytona to tu chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że jego małżeństwo będzie bardziej z pobudek politycznych, a nie miłosnych. Te drugie rzadko, kiedy obchodziły ojców. Chociaż małżeństwo Ottona było uznawane za pełne szczerej miłości to mężczyzna miał wrażanie, że nawet gdyby nie kochał swojej obecnej żony to i tak ślub by się odbył. Baratheon znał przypadki ludzi, którzy poznawali swoją narzeczoną bądź narzeczonego kilka dni przed ślubem, a w późniejszym czasie wyglądali na zadowolonych ze swojego ślubu.
- Spokojnie Leytonie. Do zamku wracałem już po mocniejszych trunkach. – Chociaż zazwyczaj był to Koniec Burzy, a teraz był w Królewskiej Przystani, a słońce już zaszło. Na szczęście dwaj przyjaciele jego kuzyna wyglądali na takich, którzy pamiętają drogę do siedziby Targaryenów. Ogółem Ottonowi chodziło o samą drogę, bo piwo nie było zbyt mocne i trzeba by jeszcze go trochę wypić, aby stracić możliwość samodzielnego chodzenia.
- Chodźmy wiec już. – Baratheonowie wstali, a Layton przywołał machnięciem dłoni swych dwóch towarzyszy. Otton cieszył się ze spotkania z kuzynem, ale był już przyzwyczajony by spędzać noce ze swą żona.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   

Powrót do góry Go down
 

Tawerna "Pod spalonym korsarzem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Tawerna "Pod spalonym korsarzem"
» Tawerna "Ostoja Herolda"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-