a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Tawerna Biała Łania



 

 Tawerna Biała Łania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Tawerna Biała Łania   Sro Lut 03, 2016 12:37 pm


Tawerna Biała Łania



Biała Łania to znana na całe Ziemie Burzy karczma, która uchodzi za jedną z porządniejszych w tej części Westeros - ulokowana przy Królewskim Trakcie jest miejscem odpoczynku dla wielu podróżnych (o ile mają ze sobą wystarczająco pękate sakiewki). Dwukondygnacyjny, drewniany budynek posiada zarówno obszerną salę jadalną na parterze, jak i pokoje dla strudzonych jazdą gości. Awantury zdarzają się tu nieczęsto, a jeśli już, to zwykle z winy podpitych dobrym, mocnym winem przyjezdnych. W Białej Łani skosztować można wybornych, zajęczych pasztetów, pieczeni z dzika, jak i tutejszego ale, które podawane jest wraz z ciemnym, wypiekanym na miejscu chlebem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Czw Lut 04, 2016 7:00 pm

/Pierwszy post

Fion Swann tak naprawdę po raz pierwszy opuszczał swój dom. Nigdy nie wywędrował poza ziemie należące do jego rodu, bardzo rzadko sypiał też gdzieś indziej niż w zamku Stonehelm. A teraz? Teraz zmierzał do samej Królewskiej Przystani, reprezentując swój ród i mając pod sobą wojowników, damy, giermków, służki, wozy oraz zwierzęta. Czy to aby nie za dużo jak na pierwszy raz? Według ogromnych ambicji Fiona - nie, lecz z każdym kolejnym kilometrem od domu, chłopak tracił nieco pewności siebie. Niczego jednak nie okazywał.
To wcale nie tak, że Fion nie chciał tego wszystkiego wcześniej. Zawsze jednak jego ojciec wstrzymywał go od wszelakich wypraw, tłumacząc się, iż skoro Marcus wiecznie wyjeżdża, on musi pozostać w Stonehelm. Fion tego nie pojmował, przez długi czas nie zdawał sobie nawet sprawy, że przez całe życie był trochę jak łabędź zamknięty w klatce. Często złościł się na lorda Swann, lecz w końcu zrozumiał. Ojciec wiedział, że wyjście w świat oznacza podpisanie umowy ze śmiercią, bynajmniej tą przedwczesną. Młody Swann nigdy nie powiedział tego na głos, ale uświadomił sobie, że był swego rodzaju zapasową opcją. Marcus potrafił być nieodpowiedzialny, porywczy, nie dało się go usidlić. W przeciwieństwie do posłusznego Fiona - lord z łatwością trzymał go przy sobie, pilnował i kształtował na swój obraz.
Przełom nastąpił po śmierci Marcusa. Lord Swann, choć zrozpaczony, zaczął patrzeć na Fiona inaczej, jakby zastanawiał się, czy jego projekt można uznać za skończony i wdrążyć go w życie. Młody Swann czuł presję, czekał tylko, aż ojciec się odezwie. Wreszcie, kiedy przyleciał kruk ze stolicy, zrobił to. ,,Będziesz reprezentował nas na królewskim weselu, chłopcze" - powiedział. Potem dodał coś jeszcze. Coś, czego Fion nie do końca zrozumiał, lecz wziął sobie do serca.
Fion przeżył już 21 dni imienia. Wszyscy wiedzieli, że nieubłaganie nadciąga pora, by znalazł sobie żonę. Teraz tylko on, jako ostatni męski potomek Swannów, może przedłużyć ich imię, może dać ojcu wnuki i może zwiększyć potęgę rodu jak tylko się da. Zrobię to - pomyślał w odpowiedzi. - Zagram w tę grę, ojcze.
Z zamyślenia wyrwał go męski głos. Fion ocknął się, przekrzywił głowę i spojrzał najpierw na stępującego obok niego konia, a potem na właściciela zwierzęcia. Sam Fion dosiadał swojego wierzchowca Lota. Młody Swann ubrany był w wygodny i ciepły strój do podróży - spodnie, kamizelkę i długie, skórzane buty. Jego kołnierz i naszycia na ramionach przedstawiały biało-czarne łabędzie pióra. Do siodła przymocowany miał swój miecz.
- Panie, zbliżamy się do Białej Łani, to ostatnia...
- ...porządna tawerna na tej części traktu, tak.
Choć zawsze ciągnęło go do władzy, choć, jak cała rodzina, lubił pokazywać, że jest potężny i ważny, zawsze jednak wiedział, gdzie jego miejsce i trzymał się na uboczu. Tuż za ojcem i starszym bratem. Dziwnie więc się czuł, jako najważniejsza osoba wśród ludzi, ta, która za wszystko odpowiada.
Nie zastanawiając się długo, kiwnął głową.
- Zatrzymamy się tam. Rozłóżcie namioty i nakarmcie zwierzynę. Wszyscy mają być jutro rano zdolni do dalszej podróży, więc proszę, nie pijcie za dużo. I... zarezerwujcie izbę dla mej siostry, jeśli będzie sobie życzyła spać w tawernie. Ja pozostanę przy namiocie.
Kiedy dotarli pod tawernę, zeskoczył z konia i odpiął swój miecz. Pod czujnym okiem Fiona, ludzie wykonali swoje obowiązki, chłopak postawił kilku ludzi na straży mienia i razem z resztą udał się do karczmy. Po drodze zobaczył swoją siostrę, więc podszedł do niej jeszcze przed drzwiami.
- Yvienne. - Choć w jego głosie pozostała formalność, posłał jej uśmiech zarezerwowany tylko dla młodszej siostrzyczki. - Jak się czujesz? Czy podróż mija ci dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Pią Lut 05, 2016 12:34 pm

Co będzie dalej – nie wiedziała. Miała tylko liczne nadzieje i obawy, te niewyraźne miraże własnych myśli, które pojawiały się zawsze, gdy odnajdywała czas wyłącznie dla siebie. Obecnie mogła być pewna wyłącznie jednego: męczyła ją ta podróż.
O świcie złapały ją chytre sztuczki mdłości, które jeszcze w drodze z Reach poszły na chwilowe ustępstwa, pozornie umiarkowane, stosujące celową taktykę wprowadzania w błąd, łudzenia fałszywą nadzieją. Bolał ją każdy mięsień ciała, nawet sploty włosów, które pieczołowicie skryła pod kapturem podróżnego płaszcza. Miała wrażenie, że każdy, nierówny krok rumaka wywraca jej wnętrzności na lewą stronę… a mimo to uśmiechała się w duchu: czy byłaby godna miana kobiety z Ziem Burzy, gdyby tak łatwo poddała się własnym słabościom? Chwilowa choroba – bo właśnie ją obarczyła winą – przecież jej nie spowolni. Te stale odwoływane alarmy, pułapki nadziei, unikanie frontalnego ataku… jakie to wszystko zbędne, gdy upatrzoną ofiarą jest ktoś taki jak Yvienne, z natury spokojny, nie uskarżający się na niedogodności, z cierpliwością zbijający każdą niesprawiedliwość losu. Krótko mówiąc, była sobą: żyła w stanie cichego rozmarzenia, choć podświadomie, gdzieś podskórnie obawiała się, że to nie jest zwykła choroba i że agonia – jeśli nastąpi – rozpocznie się jeszcze zimą i zakończy przed nastaniem wiosny lub może zacznie się wiosną i potrwa co najwyżej do przedsionków lata. Nie, na Bogów, nie chciała wdawać się w szczegóły. Nie w okresie swego życia, w którym w końcu zaczęła poznawać królestwo.
Doskonale rozumiała swego brata. Nikt, tak jak ona nie potrafił pojąć wewnętrznego smutku, który rodził się w piersi na samą myśl o wszystkich zamkach, septach, drogach, karczmach, ostępach, jakich nie było im dane zobaczyć. Oboje żyli pod kloszem, który narzucił im Pan Ojciec, wiedziony wszak zwykłą obawą o zdrowie i szczęście swych dzieci. Przez całe lata nie mogli opuścić tego wąskiego skrawka świata, który składał się dla nich ze Stonehelm oraz Grandview.
Paradoksalnie dopiero śmierć najstarszego dziecka sprawiła, że Lord Swann wypuścił z objęć młodsze dzieci… które już dawno przestały być bezbronnymi pisklętami. Wszak Fion, wysoki, dumny, o dobrym sercu Fion był już mężczyzną, który mógłby zdobyć niejedną kobietę – los sam narzucił mu rolę dziedzica, co z kolei zobowiązywało go do konkretnych postaw, do czynów, które – choć czasami sprzeczne z jego wolą – miały przynieść stabilizację i pokój na podległych rodowi Swann ziemiach. Yvienne żyła w cichym przekonaniu, że jej brat doskonale spełni swą rolę – i choć nie wypadało źle mówić o zmarłych, mógł okazać się w tym znacznie lepszy od Marcusa, którego niepokorna postawa tuż po powrocie do Siedmiu Królestw jęła przysparzać im kłopotów.
Panna Swann przymknęła powieki, wciągając do płuc chłodne, niemal z dnia na dzień coraz chłodniejsze powietrze – nie było potrzeby, by próbowała udowodnić towarzyszącym jej służkom, że spokojnie i mężnie prowadzi zwyczajne życie. Sama wszak nie do końca w to wierzyła, dodatkowo przytłoczona przez myśl, że od niemal dwóch miesięcy nie dzieje się nic nowego.
By pokonać spowalniający czas, większość godzin dnia, a czasami nawet bezsennych nocy, starała spędzać się na obserwacji niezastąpionej, bo wszechobecnej natury. Jesień słabła z każdym dniem, ustępując pola zimie, pojawiły się już ledwo uchwytne oznaki nadciągającego śniegu. Liście spadały z drzew, zaś Yvienne dostrzegała subtelne zmiany w ich odcieniu i w sposobie załamywania się światła wieczorem i nad ranem albo w obu tych rzeczach razem. Chmury rzucały cienie na trakt i gładkie łąki, ludzie w mijanych wioskach rozmawiali poważnie i cicho. Zmierzch przychodzi wcześniej i plonie na niebie jak za mgłą, nierzeczywisty, poeta mógłby dodać – zrozpaczony, w gorzkim uniesieniu, jak w akcie miłosnym, gdzie nieokiełznanie przeradza się w gniew, bo jest to akt ostatni, po którym nie będzie następnych. Wreszcie snop szarego światła pojawia się nad wierzchołkami gór na południu, ogniste plamy spadają na kopuły i wieże mijanej twierdzy, przypadkowy staw mijany po drodze gotów nie wytrzymać i zająć się ogniem.
Tak właśnie mija kolejny zachód. Panuje nowa powaga. I chłodno pod wieczór na dworze – Yvienne z nadzieją spogląda na karczmę, już niemal czuje ciepło jej wnętrza i dopiero na dźwięk głosu Fiona odwraca wzrok od pomarańczowego światła błyszczącego w okiennicach.
- Mam spokojną klacz, wygodne siodło i kilka smakołyków przemyconych w jukach. Czy mogłabym prosić o więcej? – na jasnych, różanych ustach pojawił się mimowolny uśmiech, gdy dostrzegła niemal lustrzany przejaw sympatii na wargach brata – czasami odnosiła wrażenie, że Bogowie w swej łaskawości obdarzyli ich niemal mistyczną nicią porozumienia, dzięki której potrafili odgadnąć swoje prawdziwe intencje. – Choć… nie pogardziłabym kaczką w pomarańczach. I czymś słonym, może dorsz w zalewie? – usłany piegami nos zmarszczył się w grymasie namysłu, gdy Yvienne walczyła z własnymi zachciankami – w końcu, tchnięcia iście boską iskrą, doszła do wniosku, że może spróbować obu przysmaków.
- … i przegryzę je słodką bezą – ostatnie słowa wypowiedziała bezwiednie, niemal natychmiast uśmiechając się na samą myśl o uczcie, która u najtwardszego rycerza mogłaby wywołać rozstrój żołądka. Panna Swann z pomocą strażnika zeskoczyła z siodła, posyłając swemu bratu porozumiewawcze mrugnięcie.
- Zabrzmię jak Pani Matka, ale jeśli masz zamiar pić ale, najpierw musisz coś zjeść, drogi panie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Pią Lut 05, 2016 9:37 pm

Yvienne wydawała się zamyślona, kiedy Fion się do niej zwrócił. Widać było, że odciągnął ją od jakichś głębokich myśli i przez głowę przemknęło mu, iż coś poważnego może trapić jego siostrę. Tylko co? Zazwyczaj od razu wiedział, więź jaka ich łączyła pozwalała mu czytać z mimiki i ruchów Yvienne jak z książki. Jednak tym razem... tym razem to było coś innego. Coś, czego wcześniej nie zaobserwował u siostry.
Uniósł wysoko brwi.
- Czyli mam rozumieć, że podróż nie sprawia ci żadnego kłopotu... - podsumował nieco prowokacyjnie, pragnąc wyciągnąć z niej coś więcej. - Cała Yvienne, nigdy nie zacznie narzekać. Od razu widać, z którego gniazda wyfrunęłaś.
Cóż, to akurat była prawda. Swannowie nigdy nie narzekali, byli na to zbyt dumni. Chociaż w przypadku Yvienne nie chodziło tylko o dumę, ona po prostu taka już była. Dlatego właśnie miała Fiona - to on dbał o nią, kiedy sama uważała, iż to wcale niepotrzebne. Skąd taka bliska i serdeczna więź między nimi? Może dlatego, że pochodzili od wspólnej matki (chociaż żadne nie ignorowało nigdy Marcusa). A może podświadomie zdawali sobie sprawę, że Swannów jest tak mało, iż muszę trzymać się razem w tak strasznym świecie. ,,Szanujcie się - powtarzał zawsze ich pan ojciec. - To przede wszystkim."
Słowa siostry zadziwiły go, aż się roześmiał. Skąd nagle takie zachcianki u skromnej Yvienne? I do tego tak dziwne? Choć wydawało się to trochę podejrzane, nie protestował, a jedynie pokręcił głową.
- Zadziwiasz mnie, siostro - wyznał, rozbawiony. - Jesteś pewna, że przetrwasz taki zestaw? A z resztą, niech będzie jak chcesz. Ale pamiętaj, że za ciebie odpowiadam...
Ktoś przepuścił ich w drzwiach, kiedy wchodzili do środka karczmy. Budynek był już przepełniony, w większości jednak byli to ludzie Swannów, szybko więc znalazło się miejsce przy stole dla łabędziego rodzeństwa. Fion podziękował skinieniem głowy, po czym zamówił wszystko to, co wymyśliła sobie wcześniej Yvienne. Kiedy gospodyni oddaliła się, spojrzał na siostrę spod krzaczastych brwi.
- Zabrzmiałaś dokładnie jak pani matka, lecz nie martw się, nie będę dzisiaj pił. - Oczywiście, że nie. Dla Fiona Swanna byłoby to nieodpowiedzialne. Obiecał coś ojcu i dotrzyma słowa. Opuścili Stonehelm, a to oznacza, że od teraz nie może pozwolić sobie na ani jeden błąd, ani jedno potknięcie. - Pomogę ci za to zjeść ten... hmm... przedziwny wachlarz jadła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Nie Lut 07, 2016 2:35 pm

Zaniedbane kamieniste pole, chwasty, kurz, nieurodzajna ziemia, wyjałowiony ugór. Pod względem ukształtowania terenu i pejzażu Pogranicze było wrotami pustyni.
Sama myśl o tamtym regionie zdejmowała serce przerażeniem, zaś bujna wyobraźnia Yvienne rysowała coraz to odważniejsze obrazy. Zapomniane doliny, prażące się w słońcu głazy, krzaki smagane wiatrem, skorpiony w rozpadlinach skalnych, dziwne chaty z kamienia, wartownie na szczytach łysych wzgórz, ostatnie wsie. Wśród ruin rozrzucone są obozy koczowniczych pastuchów, w nich namioty z koziej skóry i spaleni słońcem pasterze uzbrojeni w noże. Sprawiedliwość wymaga ludzkiej krwi. Prawa pustyni są proste: miłość, honor i śmierć.
Bogowie, jakże przerażała ją ta bliskość. Jakim strachem zdejmowała świadomość, że przebywa tam teraz Aylward.
Nic dziwnego, że panna Swann jawiła się swemu bratu jakby nieobecna – spojrzenie raz za razem uciekało w stronę nieba, zupełnie jakby tęczówki były gotowe ujrzeć w nim odpowiedź na wszelkie odpowiedzi. Początkowa nerwowość uleciała jednak bezpowrotnie, zmysły zaś zostały zaspokojone i zwyciężały w walce z przeczuciem. Ukojenie przynosiło muskanie ukrytej pod płaszczem broszy – wykonana z ciężkiego złota, pozornie toporna, w rzeczywistości zaś szlachetnie wieńcząca przyodziewek. Dotykanie ozdoby w kształcie jelenich rogów dawało Yvienne rozkosz równą rozkoszy smakowej – tak jakby ów przedmiot był nie tylko naczyniem, ale samym winem, winem z nigdy niewysychającego źródła. Zetknięcie z nieocenionym skarbem dawały jej również wrażenia zapachowe, jakby na broszy, gładkiej, zimnej w dotyku, z charakterystycznymi zagięciami i nierównościami, mógł nagle wystąpić pot, który napełniałby jej delikatne złote pory; jakby ozdoba mogła wydalać własną materię i – bezwstydnica – splamić rękę, która ją głaskała.
- Bracie, narzekanie jest domeną kobiet o słabym harcie ducha – kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, kiedy ogarnęła na plecy pasmo prostych, rudych włosów. Ciężko wyobrazić sobie, jaką ulgę przyniosłaby jej rozmowa o tym, co wydarzyło się przed niespełna trzema miesiącami w Stonehelm – z bratem, z septą, choćby z maestrem. Z kimś, komu mogłaby zawierzyć tajemnicę, która przepełniała ją radością, smutkiem, wahaniem, szczęściem, euforią i przygnębieniem – uczucia kotłowały się w wąskiej piersi Yvienne niczym jesienny sztorm, który nie potrafi znaleźć ujścia. Wystarczyłaby jedna osoba, której bez obaw mogłaby wyjawić tajemnicę.
Tyle, że nie próżno było szukać kogoś takiego w jej otoczeniu. Nawet Fion, krew z jej krwi, nie mógł zostać pozbawiony błogosławieństwa niewiedzy. Nie mógł – jak by wtedy zareagował? Wpadł w szał, poprzysiągł ratowanie honoru siostry, bez wahania zawrócił konia i ruszył na Pogranicze, by…
Po plecach Yvienne przemknął zimny dreszcz, gdy pomyślała o pałającym wściekłością bracie. Dotychczas nie było jej dane spotkać go w podobnym stanie i Bogowie świadkiem, że nie miała zamiaru zmieniać podobnego stanu rzeczy.
Musieli skupić się na przyszłości, nie zaś tym, co już miało miejsce… i czego skutków nie da się odwrócić.
- Sugerujesz, że mogłabym nie podołać? – posłała Fionowi rozbawione spojrzenie, ujmując go pod rękę – zaciskając szczupłe palce na ramieniu brata poczuła ciepłe, niemal zbawienne ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała. Nie puściła go choćby na moment, nawet wtedy, gdy przekraczali próg karczmy – czując bliskość dziedzica Stonehelm choć przez chwilę mogła być pewna, że…
… że nic nie jest w stanie jej zagrozić. Zupełnie nic.
- Kielich wina jeszcze nikomu nie wyrządził krzywdy, choć podziwiam Twoje postanowienie. W nagrodę podzielę się bezą – wypełniające tawernę ciepło niemal natychmiast zawładnęło wychłodzonym, zmęczonym od podróży ciałem – z piersi Yvienne mimowolnie wyrwało się ciche westchnięcie, które spotęgowała jedynie woń wybornego jadła. Wysuwając rękę spod ramienia Fiona, posłała mu przelotny uśmiech i ruszyła w głąb karczmy, wraz z dwójką strażników poszukując wolnego siedziska – to z kolei odnaleźli w pobliżu głównego kominka, od którego bił zbawienny, nieszczególnie dokuczliwy (przynajmniej obecnie) żar. Panna Swann rozpięła podróżny płaszcz, po czym zsunęła go ze szczupłych ramion – jedna ze służek zawiesiła przyodziewek na kle dzika, którego wyprawiona głowa zdobiła ścianę za plecami gości ze Stonehelm. Już podczas zajmowania miejsca, Yvienne poklepała zachęcająco krzesło tuż obok siebie, dając tym samym znak Fionowi, by nawet nie śmiał siadać dalej. Jeszcze nim dziedzic zdołał dotrzeć do swej siostry, postawiono przed nimi drewniane kielichy oraz dzbany z winem oraz wodą, karczmarz zaś uwijał się niby w ukropie, próbując nadążyć za padającymi kulinarnymi żądaniami.
- Założę się, że na królewskim weselu będą serwować niebiańskie rarytasy – jedna ze służek napełniła puchar Yvienne wodą i podała jej naczynie, czujnie obserwując, jak na usłanych piegami policzkach wykwitają mocne rumieńce. – Najlepsi kuchmistrze Westeros i odległego Essos… bracie, nie wstaniesz od stołu przez trzy kolejne dni!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Nie Lut 07, 2016 3:59 pm

Yvienne co jakiś czas kierowała swą dłoń w stronę klatki piersiowej. Obserwował uważnie ten, jak mu się wydawało, mimowolny ruch, lecz nie raczył się odezwać. Zbyt duża ilość pytań, a co za tym idzie również podejrzeń, mogłaby wystraszyć jego siostrę i sprawić, że zamknie się w sobie. Nie chciał tego. Fion ufał tej ptaszynie i wiedział, że jeżeli miałaby jakieś kłopoty, na pewno przyszłaby z nimi do niego. Prawda?
Wyłapał jej uśmiech, choć nie uspokoiło go to w ogóle. Widział, jak na twarzy siostry przebiegają dziesiątki różnych emocji - od ulgi po niepokój, od radości po smutek. Dlaczego walczysz sama ze sobą, siostro? - zapytał, jednak tylko w duchu. Miał ochotę złapać ją za rękę, dodać jej otuchy, lecz wiedział, że to nie przystoi. Znajdowali się w miejscu publicznym, wokół roiło się od ludzi ich pana ojca, ludzi ze Stonehelm, musieli więc się należycie zachowywać - nie okazywać słabości. Może gdy zapadnie noc, ludzie się rozejdą, a oni będą mogli zostać sami... może wtedy uda mu się dowiedzieć, co dręczy Yvienne. To, jak kurczowo dziewczyna przyległa do jego ramienia, jakby chwytała się ostatniej unoszącej się deski statku zniszczonego na środku morza, to jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że coś było nie tak.
- Oczywiście, że nie. Lady Yvienne Swann miałaby czemuś nie podołać? To tak samo możliwe, jak łabędź zakochujący się dwa razy.
Miał nadzieję, iż siostra nie wyczuje jego zmartwienia gdzieś między słowami, jakie słał w jej stronę. Nie mógł teraz pokazać, że problemy siostry zaprzątają mu głowę, wtedy na pewno zmartwiłaby się jeszcze bardziej.
- Ach, dziękuję. Twoja hojność jest onieśmielająca, siostro - zażartował  i przysiadł na wyznaczonym miejscu.
Spojrzał z delikatnym utęsknieniem na dzban wina. Choć Fion z reguły bardzo rzadko pił, musiał zgodzić się sam ze sobą, iż kielich wina w tym czasie pełnym presji, okazałby się prawdziwym ukojeniem. Ale nie... Nie mogę. I wyglądało na to, iż Yvienne również postanowiła nie pić dzisiaj wina. Służka od razu nalała jej wody.
- Oj tak, na pewno tak będzie. I mam zamiar z tego skorzystać. Wyobrażasz to sobie, siostro? Potrawy, owoce, napoje, o których nawet nie słyszeliśmy. Miliony ludzi z całego świata, i te wszystkie miejsca... - Fion uchodził za osobę poważną i stonowaną, powściągliwą wręcz, lecz nawet on nie mógł powstrzymać ekscytacji.
Jednak słowa siostry przypomniały mu również o innych rzeczach. Przed oczami na powrót ukazały mu się wszystkie te oczekiwania i obowiązki, jakie go dotyczą. Musi przynieść chwałę swojemu rodowi. Musi znaleźć żonę. Musi objąć w przyszłości łabędzi tron. Musi, musi, musi... Cały ten ogrom uderzył go i zaniepokoił.
Skinął służce siostry, dziękując za posługę i jednocześnie dając znak, że może odejść.
- A więc to ten czas, Yvienne. Niedługo się rozstaniemy - powiedział, kiedy już zostali względnie sami. - Będę świeżo opierzonym łabędziem wśród starych smoków, krwiożerczych lwów i mądrych jeleni. Ja... czy ja w ogóle sprostam temu wszystkiemu? Może pan ojciec się pomylił? Nie powinienem jeszcze jechać do stolicy?
Nie chciał okazywać lęku, on nigdy tego nie robił. Ale mimo to... Potrzebował czegoś. Dobrej rady? Słowa otuchy? Najwidoczniej nastały czasy, kiedy oboje z rodzeństwa nie było pewne, co przyniesie im przyszłość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Sro Lut 10, 2016 1:57 pm

Wiedziała, że jego czujnemu spojrzeniu niewiele jest w stanie umknąć – raz za razem rzucał ukradkowe spojrzenia, obserwując gesty siostry i dokładnie zapisując w pamięci jej każdą, nawet najdelikatniejszą reakcję na zewnętrzne bodźce. Choć pod równie nasiloną obserwacją inni mogliby poczuć się osaczeni, Yvienne nie odbierała zachowania swego brata w ten sposób. Podświadomie czuła, że obecność Fiona zapewnia jej długo wyczekiwaną stabilizację, oparcie, dzięki któremu po raz pierwszy od długich miesięcy może odetchnąć z ulgą i pozwolić, by życie wokół nich po prostu toczyło się dalej.
Bez żadnych obaw o przyszłość, bez strachu przed nadchodzącym dniem – ciepło najbliższej rodziny po raz kolejny okazało się znacznie potężniejsze od mroźnych podmuchów losu, które nadciągały z północy wraz z pierwszym oddechem zimy. Poszukując schronienia, winno się kierować kroki ku domostwu… bądź jego namiastki w postaci kogoś, u czyjego boku spędziło się niemal całe życie. Obecność Fiona nieodmiennie przynosiła ukojenie – uczucie, dzięki któremu Yvienne bez obaw wkroczyła do karczmy, uczucie, które choć na chwilę powstrzymało uporczywie powracające obawy. Ukojenie, wystarczyło kilkakrotnie powtórzyć magiczną formułkę, by nabrała takiej siły, że panna Swann niemal dostrzegła je w sobie napisane dużymi literami: Ukojenie. Przestała oponować; zauroczyły ją obrazy, które nagle wynurzyły się z dawnych lektur, z jej własnej pamięci, a może i z pamięci przodków: utracony syn, który wraca do starej matki; mężczyzna powracający do ukochanej, od której oddalił go okrutny los; dom rodzinny, który każdy z nas nosi w sobie; odkryta na nowo ścieżka, którą wyżłobiły utracone kroki dzieciństwa; Nymeria dostrzegająca brzegi Dorne po miesiącach tułaczki; ukojenie, ukojenie, czarodziejska siła ukojenia.
- Każdy łabędź wie, że ta prawdziwa, szczera miłość jest tylko jedna, podobnie jak niejeden pojmuje, że dzieci Lorda Stonehelm nigdy się nie poddają – po jej ustach przemknął lekki, zaskakująco nerwowy uśmiech – zupełnie jakby sama wzmianka o miłości, o wiecznym, eterycznym uczuciu budziła w Yvienne szczery strach. Musiała ukryć nos w kołnierzu podróżnego płaszcza, aby przegnać z twarzy cień zmartwienia i – już spokojna – podnieść wzrok na Fiona, uśmiechając się lekko, szczerze, bez najmniejszej oznaki obaw. Ciepło bijące od rozpalonego kominka powoli rozlewało się po całym ciele, zsyłając na zmęczonych podróżnych poczucie bezpieczeństwa i zasłużonego odpoczynku – nasilająca się woń jadła jedynie gruntowała to przekonanie, wywołując na ustach mimowolne uśmiechy, z piersi zaś wyrywając ciche westchnięcia błogości. Sama Yvienne rozmarzonym wzrokiem wodziła po coraz gęściej zastawianym stole, bez trudu wyobrażając sobie, jak podczas królewskiej uczty weselnej zwykłą przepiórkę zastępuje egzotyczny ptak z Wysp Letnich, zaś wodę – wino, które na całe lata zapisze się w pamięci smakoszy.
- Sądziłam, że to ja pełnię w rodzinie rolę niepoprawnego marzyciela – posłane znad kielicha spojrzenie pełne było niewymówionego rozbawienia – panna Swann ze szczerą fascynacją obserwowała, jak jej ułożony, spokojny brat przybiera formę zafascynowanego światem chłopca, dokładnie takiego, jakim był jeszcze za czasów dziecięcych, gdy spędzali czas na wspólnej zabawie. Wspomnienie tamtych dni – minionych bezpowrotnie – rozbudziło w sercu Yvienne uczucie irracjonalnej, nieuchwytnej tęsknoty, którą przezwyciężyła dopiero…
… troska.
Słysząc słowa Fiona, mimowolnie nachyliła się nad prostym, drewnianym stołem, marszcząc nieznacznie brwi. W tonie jego głosu tkwiło coś, czego panna Swann nie określiłaby mianem strachu – była to raczej szczera, uzasadniona zresztą obawa, którą jedynie potęgowała myśl o nadchodzących zaślubinach władcy.
Fion miał rację – udając się do stolicy, wkraczał wprost do smoczej pieczary, pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia, choćby tak kruchego i ważkiego, jak jej obecność. Yvienne zacisnęła lekko usta, unosząc w końcu głowę – jej dłoń, drobna i ciepła – przykryła w kojącym geście silną dłoń brata.
- Potężni i ostrożni – wyraz zaciekłości, dotychczas królujący na jej twarzy, ustąpił przed pewnym siebie, pełnym przekonania uśmiechem. – Słowa rodu Swann nie są pustym frazesem, który w wolnej chwili wymyślili nasi przodkowie. My jesteśmy potężni i ostrożni, czego sam stanowisz najlepszy przykład… i co zaprezentujesz w stolicy na oczach Siedmiu Królestw – Yvienne uwolniła dłoń Fiona z lekkiego uścisku tylko po to, by odgarnąć na plecy długie pasmo rudych włosów – zaraz po tym ujęła w palce napełniony wodą kielich, prostując lekko ugięte ramiona.
- Poza tym, mój drogi, Pan Ojciec nigdy się nie myli – gęstniejąca, poważna atmosfera uleciała z powietrza w chwili, w której Yvienne mrugnęła porozumiewawczo do brata – nie musiała mówić, że Fion ma w niej oparcie. Nie musiała wygłaszać tyrad, podczas których będzie raczyć go wskazówkami oraz radami, które i tak mogłyby okazać się skrajnie nieprzydatne. Panna Swann nie tyle była przekonana, co wiedziała, że jej brat podoła zadaniu narzuconemu przez ich ojca – uda się do Królewskiej Przystani, weźmie udział w ceremoniach i godnie zaprezentuje ród, nie okazując choćby cienia obaw przed innymi.
Tacy już po prostu byli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   Sro Lut 10, 2016 10:27 pm

Uśmiechnął się słabo i utkwił wzrok w swoim pucharze z wodą. Choć siedział wyprostowany i opanowany, najchętniej chyba zgarbiłby się, skulił, a najlepiej to wrócił jakimś wozem do zamku. Naprawdę nie spodziewał się, że opuszczenie domu wywoła w nim taki szok. Bo raczej niczym innym nie dało się tego nazwać.
- Nigdy... - Zabrzmiał niezbyt wiarygodnie.
Wiedział, że Yvienne chciała dobrze, jednak słowa siostry, jakże dumne, przypomniały mu o ich starszym bracie. Marcus, którego Fion podziwiał jako mały chłopiec. To w jego cieniu wychowywał się i nawet pogodził, że nigdy nie będzie wielkim panem, nie zasiądzie na łabędzim tronie. A tu proszę... Co się z nim stało, jak skończył. Wspomnienia wywołały rumieniec na policzkach Fiona. Rumieniec ten był mieszanką smutku, ale też wstydu, ogromnego wstydu i żalu.
Przechwycił rozbawione spojrzenie siostry i dopiero wtedy uświadomił sobie, co zrobił. Wyglądało na to, że naprawdę dał się ponieść emocjom, skoro aż udało mu się poprawić humor przygnębionej Yvienne. Szybko jednak przywołał się do porządku, spoważniał i spojrzał na nią, używając najbardziej srogiej miny ich pana ojca.
- Bo tak jest, moja droga - powiedział. - Niech moja chwila słabości odejdzie w zapomnienie.
I uśmiechnął się na koniec, podkreślając, iż próbował zażartować. Nie często mu się to zdarzało, więc słowo próbował jest tu bardzo ważne. Może nie był w rewelacyjnym humorze, ale dla siostry mógł się wygłupić.
Kiedy Yvienne chwyciła jego dłoń, pierwsze o czym pomyślał, to żeby szybko to przerwać - kiwnąć głową i zabrać rękę. Nie powinien okazywać jakiejkolwiek słabości, jakiegokolwiek pęknięcia w skorupie ochronnej, nie przy tych wszystkich ludziach. Ale potem pomyślał... Przecież to moi ludzie. Ci, z którymi się wychowywał lub którzy go wychowywali. W dodatku wciąż znajdowali się na Ziemiach Burzy, u siebie, w domu. Nie zabrał więc ręki, a zacisnął palce na dłoni siostry jeszcze mocniej. Spojrzał pewnie na Yvienne i wsłuchał się w jej słowa. Hasło ich rodu zabrzmiało w jego uszach jak wyrocznia, przypomnienie, jakoś potężnie i głośno. Serce zaczęło mu szybciej dudnić w piersi.
- Potężni i ostrożni, tak... - powtórzył i z przekonaniem pokiwał głową. - Taki będę. Dziękuję ci, siostro. Czasami mam wrażenie, że to ty zawsze byłaś najsilniejsza z całego naszego małego stada.
Słysząc ostatnie słowa siostry, roześmiał się krótko. Tak, to akurat prawda. Dobrze o tym wiedzieli.

Rozmawiali jeszcze przez dłuższy czas, powoli delektując się wymyślonymi przez Yvienne potrawami. Podczas kiedy Fion jedynie skubał małe skrawki, zbyt zdenerwowany by zjeść coś więcej, jego siostra zdawała się czuć nieprzerwany głód. Je za dwóch - pomyślał z troską, nie mając pojęcia, jak bardzo trafił w punkt. Wreszcie nastała późna pora, pożegnali się więc - wraz z jutrzenką Fion wyruszy do Stolicy i zostawi siostrę z malutką częścią ich orszaku. Gdy odchodził, spojrzał jeszcze na nią. Kiedy wrócę do naszego domu? Czy w ogóle wrócę? - zastanawiał się. Oczywiście, że wróci. A mimo to nie opuszczało go wrażenie, że żegna się z nią... ostatecznie. Porzuć tak mroczne myśli, Fionie - powiedział sam do siebie i wreszcie odszedł. Posłanie już na niego czekało, więc kiedy wszedł do namiotu, rozebrał się i położył. Długo nie mógł zasnąć, lecz kiedy obudził się przed świtem, poczuł jakąś nową siłę. Wsiadając na konia i ruszając w stronę Włości Korony, w głowie wciąż huczały mu słowa siostry.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Tawerna Biała Łania   

Powrót do góry Go down
 

Tawerna Biała Łania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Merhaba! Tutaj Turek się kłania

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Ziemie Burzy-