a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Tawerna "Pod spalonym korsarzem" - Page 2



 

 Tawerna "Pod spalonym korsarzem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pon Kwi 29, 2013 5:39 pm

First topic message reminder :

Ta położona na wzgórzu z którego rozpościera się widok na cały port tawerna pamięta czasy Aegona I, któremu zresztą lokal zawdzięcza swoją nazwę. Podobno w tym właśnie miejscu król osądził i skazał na karę spalenia żywcem załogę jednego z okrętów która w czasie podróży ze starego kraju zbuntowała się i zabawiała się w łupienie kupców. Obecnie karczma uchodzi za najprzyzwoitszy przybytek w dzielnicy portowej, oferujący niezłą kuchnię i wyborne ale, w połączeniu z szerokimi prywatnymi tarasami pozwalającymi obserwować wpływające do portu statki.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość

avatar
Skąd :
Za Muru
Liczba postów :
14
Join date :
18/04/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sob Kwi 19, 2014 10:30 pm

/przybył z portu

Życie najemnika to ciągle wybory. Gdzie się udać? Którego z kupców zabić? Czy w następnym burdelu nie będzie taniej? Przemierzając wąskie uliczki dzielnicy portowej Yoren stanął przed takim właśnie dylematem, mając kilka monet w kieszeni mógł pozwolić sobie na przyzwoitą kurwę bądź iść zapić swoje wątpliwości odnośnie powrotu na zachód w karczmie. O drugim rozwiązaniu zadecydował rzut monetą, ale stojąc już na progu karczmy, wędrowiec przestał mieć wątpliwości co do słuszności wyboru. Wewnątrz roztaczał się obłędny zapach pieczonego mięsiwa, a kilka mniej lub bardziej przystępnych dziewczyn krążyła między nielicznymi zajętym miejscami i dolewała gościom najróżniejszych trunków, w zależności od gustów. Zasiadł w rogu sali, z dala od paleniska i centrum zabawy, musiał odpocząć po podróży a to wymagało chwili spokoju. Zamówił dzban wina i zaraz po otrzymaniu od nalał sobie pierwszy kubek. W smaku było cierpkie, prawie gorzkie, nijak miało złocistych napojów z wysp letnich ale miało też swoją zaletę, było znacznie mocniejsze. Po trzecim kubku, Yorena ogarnął wyśmienity humor. Rozsiadł się wygodnie i obserwując podszczypujących młode dziewczęta żeglarzy, czekał aż upał trochę zelżeje i będzie mógł spokojnie zastanowić się nad tym co dalej z sobą zrobić
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sob Kwi 19, 2014 11:52 pm

//Przestrzeń kosmiczna... A tak naprawdę to Czerwona Twierdza

Pojawienie się Mordreda w tej części miasta wskazywało na jedno - szukał kogoś, dzięki komu nie pobrudzi sobie rąk przy robocie. A płacił. I to całkiem sporo, w końcu było go stać. Tyle lat przepracował nie tylko tu, ale również w Wolnych Miastach, że zastanawiał się, czy to wpłynęło jakoś na jakość tego, co robił, a także na posłuch, który miał wśród różnych ludzi, zarówno w Westeros, jak i Essos. Tego pierwszego mógł być pewien - zdarzyło mu się ostatnio wykonać kilka stosownych egzekucji, niektórzy mający porachunki z władzą wracali do domów bez języków, palców, obdarci ze skóry albo nie wracali wcale. Sam kat czuł się świetnie w swojej roli. Znał też kilku Boltonów, którym bardziej do gustu przypadła niezwykła sztuka obnażania swojej ludzkiej ofiary aż do mięsa.
Za tawernami nie przepadał. Można by rzec, że przyzwyczaił się do życia w Czerwonej Twierdzy i nieczęsto wychodził na zewnątrz. Dziś ta wizyta okazała się obowiązkowa. Szybki rzut oka dzisiejszych gości utwierdził go w tym przekonaniu.

Król ostatnio zażyczył sobie, by jego ukochany, sprowadzany jeszcze przez umiłowanego Aegona V kat spełniał również co jakiś czas rolę złotego płaszcza. Przyszedł tu wraz ze swoimi ludźmi. Nie było ich wielu - Mysza, osiłek, już wcześniej zjawił się na miejscu, a Żmija, dość ładna dziewczyna, ale równie niebezpieczna, co wąż, od którego została nazwana. Pojawiali się jedynie czasem, gdy przychodziła sprawa od króla. Dziś musieli kogoś złapać, ale najpierw... najpierw Mordred musiał się nieco zabawić. Podczas, gdy jego zwierzątka obserwowały teren, on mógł zasiąść przy nieco już pijanym panie i poprosić o dzban jakiegoś lepszego wina niż te cholerne szczyny.
- Widzę, że chyba nie bywasz zbyt często w Królewskiej Przystani, co? - uśmiechnął się szeroko. Spojrzenie ciemnych oczu szukało wzroku człowieka z Północy. Tak, on musiał pochodzić z Północy. Mimo wszystko wyglądał dość oryginalnie pośród tego zbiegowiska biedaków.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Za Muru
Liczba postów :
14
Join date :
18/04/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Kwi 20, 2014 12:23 am

Życie to szalenie ciekawa i nieprzewidywalna kurwa, pomyślał zapewne Yoren spoglądając na swojego nowego rozmówcę. W Essos, często spotykał kupców, wygnańców czy zwyczajnych żądnych wrażeń czy przygód Podróżników z niemal każdego zakątka siedmiu królestw, nie było to dla niego niczym dziwnym, rozumiał taki stan rzeczy i całkowicie go akceptował, nie dało się jednak ukryć, że spotkanie zaraz po powrocie do Westros człowieka tak wyraźnie nie pasującego do tej krainy z jego wspomnień, szczerze go rozbawiło. Wskazał niedbały ruchem dłoni miejsce na przeciwko siebie i starając się powstrzymać przed popluciem winem ze śmiechu, dokończył z trudem czwarty kubek. Odłożył go na stół, i przejechał językiem po zębach by jeszcze odrobinę wydłużyć panującą pomiędzy nimi ciszę. Była to sztuka, której nauczył się od, od... właściwe nie pamiętał od kogo, ani czemu służyła ale uskuteczniał ją na tyle często, iż stała się jego swoistym znakiem rozpoznawczym. Przeciągać milczenie na tyle długo by trzymać rozmówcę w nieświadomej niepewności, czy w ogóle raczy się udzielić mu odpowiedzi, jednak na tyle krótko by cisza nie zaczęła być niezręczna. W końcu odpowiedział. - Owszem niezbyt często, nie lubię broczyć po kolana w gównie. Głos miał na tyle uprzejmy, że nie sposób było z niego wyczytać czy pije do wszechobecnego w stolicy brudu czy dworskich intryg, których smród czuć było nawet w zapchlonym tyłku. Zdjął z tacy drugi kubek i polał sobie i egzotycznemu jegomościowi. Uśmiechnął się i podsunął mu wino.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Kwi 22, 2014 1:24 am

Kat przyjrzał się uważnie jegomościowi. Robił to pewnie już po raz kolejny w tej chwili, ale zawsze lepiej było się upewnić, z kim ma do czynienia. Ekstrawagancki, to z pewnością. Nie przystawał do tutejszego otoczenia i to już wcześniej wzbudziło uwagę kata, a ponadto... Miał jakiś błysk w oku. A zresztą, zaraz sam się wszystkiego dowie.
- Zapchlony Tyłek rzeczywiście nie jest do końca oczyszczony i nigdy nie będzie. Nikt się nie spodziewa cudów. Ale są ładniejsze miejsca, niż to - stwierdził nieco znudzonym tonem, omijając przy okazji jakąkolwiek aluzję dotyczącą współczesnej polityki. Sam się w nią wystarczająco wmieszał, szkoda by teraz było na nią narzekać. Uznawał to za kawał dobrej zabawy.
- A więc, co tu robisz, wędrowcze? To doskonałe miejsce do poszukiwania przygód i też poniekąd pracy - mruknął po dłuższej chwili, sięgając za pas po nóż. Najpierw wbił go w stół, a potem zaczął nim od niechcenia dłubać. Sięgnął też po kubek i upił łyk. Skrzywił się niemożebnie.
- Niech przyniosą coś lepszego. Jeszcze zacznę kląć w starovalyriańskim... - rzucił jednak prawie beznamiętnym tonem. Znów wbił wzrok w twarz Yorena.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Za Muru
Liczba postów :
14
Join date :
18/04/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Kwi 22, 2014 2:19 am

Wino mimo swojego smaku, zaczynało przyjemnie szumieć w głowie. Głos kata obijał się o uszy najemnika, tak jakby ten mówił do niego z dna studni. Yoren uśmiechnął się, co wymalowało na jego ustach kaprawy grymas, i opróżnił kubek do dna. Nie poczuł się zagrożony wyciągniętym nożem, jednak oparł lewą dłoń o kolano by w razie potrzeby móc sięgnąć po ukrytą w wysokiej cholewie buta, własną kosę. Nie chciał zostać zmuszonym dobywać noża z dwóch powodów, czuł lekki opór wykorzystując go do zabijania, ale przede wszystkim gdyby musiał już to zrobić to charakterystyczna głowina z barwionej krwią i gliną kości mamuta, mogła by komuś zorientowanemu w takich narzędziach zdradzić jego pochodzenie, a ostatnie czego mu było trzeba, dzisiejszego dnia to tłumaczenie się jak nóż ewidentnie należący do dzikiego znalazł się w jego rękach. Zaklął w myślach. Nie powinien być taki sentymentalny i wyrzucić, to przeklęte ostrze, gdy tylko przeszedł przez Mur, lata temu. Przetarł wąs z kropel wina i wyczuwając omijającej temat polityki odpowiedzi, uznał, że rozmawia z o ile nie przebiegłym to chociaż bystrym człowiekiem. - Co tu robię? Jeszcze nic, dopiero co zszedłem ze statku. Wątpię jednak, czy czekają mnie tu jakiekolwiek przygody. Cały ten kontynent od ramienia Dorne aż po odległą Północ był zawsze pogrążony w bezruch, nawet wojny są tu nijakie, bez wyrazu. Złoto lubi takie miejsca, rzadko przechodzi tu z rąk do rąk więc może uda mi się uszczknąć co nie co, z fortun tutejszych bogaczy. Rzekł, dotykając końca rękojeści miecza, lecz tylko przez moment, by symbolicznie dać rozmówcy do zrozumienia, że jeżeli przyszedł tu znaleźć człowieka, którego miecz, lojalność i ewentualne milczenie można kupić, to dosiadł się do właściwej osoby. Zmierzył go niezobowiązującym spojrzeniem i dodał. - Znam lepsze języki, które opisały by to wino. Zachichotał przy tym, co zabrzmiało trochę jakby zaczął się dławić. Osłuchał się odrobinę starovalyriańskiego i wiedział o nim tyle, że nadaje się do listów miłosnych i pieśni, gdyby sam miał słowami wyrazić smak wina, które pili, użyłby zapewne dialektu klanów z nad lodowej rzeki albo plugawego języka thennów. Przewrócił niezgrabnym ruchem dłoni kubek, wyszczerzył zęby, jakby chciał zamaskować tym fakt, że jest już trochę wstawiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pon Kwi 28, 2014 8:04 pm

Jest więc tak, jak Mordred myślał. Miecz do wynajęcia. W dobrym miejscu. Tylko czemu jeszcze nieobeznany z Królewską Przystanią... To akurat dało się spokojnie naprawić. Kat odwrócił się do Żmii, chcąc sprawdzić, czy dalej znajdowała się w tym samym miejscu. Nic się nie zmieniło. Wciąż czuwała, mając nadzieję, że poszukiwana postać się pojawi. Może jednak złe miejsce i zły czas. Czasem się tak zdarza.
Mordred nie okazywał wściekłości. Nigdy. Nie był zły, nie irytował się, nie zaciskał ust. Czasem tylko się uśmiechał. Uśmiech nie był oznaką irytacji, a raczej zauważenia jakiejś nowości. Tym razem nowością było przebywanie z tym człowiekiem. Skąd pochodził? Kim był? To trochę nurtowało człowieka z Myr. Gdyby nie został Katem z całą pewnością robiłby karierę jako jakiś nadworny szpieg. Zostały w nim skrawki tej dziecięcej ciekawości. Być może dlatego cenił niezwykle pracę księżniczki Naerys. On jednak miał swoje zadania. Zadania, które należało spełnić natychmiast.
Mysza też nie ruszał się z miejsca.
- Rozumiem, że chcesz tu pozostać na dłużej? Znam jedną niekończącą się kieszeń - stwierdził, rzucając Yorenowi złotego smoka. - Jeśli zaś mowa o językach... Starovalyriański jest niezwykle twardy i może dlatego piękny w czasie przeznaczonym na przeklinanie tego obrzydliwego wina. Muszą nam dać coś lepszego.
I nagle, ni stąd, ni zowąd, przed katem i rycerzem pojawił się dzban innego wina. Mordred odruchowo uniósł głowę, by przypatrzeć się dobroczyńcy. Kim był...?
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Za Muru
Liczba postów :
14
Join date :
18/04/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Czw Maj 01, 2014 3:13 pm

Możesz kłamać, oszukiwać, odsuwać od siebie wzrok latami, ale nigdy nie zrobisz tego nieodwracalnie, nie znikniesz całkowicie. przebiegło najemnikowi, przez myśl. Co prawda ubrał tę myśl w nieco wulgarniejsze słowa, lecz o tym samym, bądź wyjątkowo zbliżonym wydźwięku. Zaczynał się denerwować. Nie był podejrzliwym trzęsidupą, który wszędzie dopatruje się zagrożeń i spisków, ale powrót do Westeros, obudził w nim dawną, zapomnianą już podejrzliwość i ostrożność. Jego rozmówca, uciekał wzrokiem, komunikował się z kimś, nie był tu sam. W koniec końców, Yoren mógł się spodziewać takiego obrotu spraw, kto chciałby się dosiadać do podpitego, agresywnie wyglądającego faceta, nie mając w tym żadnego interesu. założył lewą nogę na prawą i oparł dłoń o końcówkę rękojeści noża, skrytego w przepastnej głębinie, cholewy. Zaczynał się bać, ten nic nie mówiący uśmiech na twarzy, tamtego, dodatkowe pary oczu, obserwujące ich rozmowę i wino szumiące w głowie robiło swoje...

W ten, po blacie stołu potoczyła się moneta. Najemnik zatrzymał ją przybijając płasko do stołu i ujął delikatnie w palce. Podniósł na wysokość wzroku, obrócił i znów się uśmiechnął. - Jesteś, głupcem, który zbyt wysoko ceni ludzkie życie, albo rzeczywiście stać Cię, na to, żeby cenić je tak wysoko. Powiedział to, co było prawdą, ta jedna moneta, którą ściskał teraz między palcami, dla niego była dostatnim życiem przez co najmniej kilka tygodni, dla kogoś zupełnie innego była nieosiągalnym marzeniem, a dla jego rozmówcy, była zapewne niczym innym jak jedną z wielu identycznych monet, które pojedynczo nie mają żadnej wartości. Właśnie dlatego uśmiechnął się, trafił na właściwego człowieka, i jak śmiał przypuszczać w właściwym czasie. - Nie jesteś tu sam, nie zaprzeczaj, szukasz kogoś, i to kogoś, kto jest co najmniej groźny, nieuchwytny, bądź bogaty. Stąd ta moneta. Pozostaje tylko jedno pytanie, kim jesteś, Ty? Bo na pewno nie wro... Ugryzł się boleśnie w język by zatrzymać to słowo w niebycie. Wino, wspomnienia i jego czarny strój, jak mógł być tak głupi. Wrona, tylko dzicy używają tej nazwy, tylko Ci wielcy, źli dzicy, których trzyma się za Murem, i na których poluje się jak na zwierzęta. Źrenice, zapewne skurczyły mu się ze strach, na karku pojawił się kropelki, zimnego, kującego potu, w gardle zaschło a dłoń coraz mocniej zaciskała się na rękojeści noża... I wtedy pojawił się dzban z winem, żołnierz spojrzał nerwowo na, człowieka, który go przyniósł. Nie był karczmarzem, ani żadną z jego służek. Z twarzy, niepodobny do nikogo, czyżby, kolejny spiskowiec, na usługach, jego uśmiechniętego towarzysza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Czw Maj 01, 2014 5:33 pm

Cenić wysoko ludzkie życie? Kat był od tego daleki. Myślał raczej innymi kategoriami. Srebro nie zawsze zadowalało najemników, a on miał pieniądze. Na tyle dużo pieniędzy, że mógł nimi spokojnie kupować kogo chciał i kiedy. Królewski skarbiec był jednak zasobny. Targaryenowie zebrali w końcu niezłe bogactwa, a przy okazji pozapożyczali się u kogo można było. Taki już los tej dynastii...
Nim zdołał odpowiedzieć na krótki wywód człowieka zza Muru, znalazła się zguba, której tak szukał. Problem był tylko taki, że szybka reakcja jego ludzi została uniemożliwiona przez tłum, który znalazł się pomiędzy nimi. Wzbudzanie paniki też było nie na miejscu. Z drugiej jednak strony reakcja musiała być szybka. I była.
Mordred może i z początku zamarł, ale już po chwili zrobił coś, czego można było się po nim nie spodziewać. Wyrwał nóż za stołu, po czym chwycił go od spodu i przewrócił w stronę jegomościa. Dzbanek z winem rozbił się na podłodze, zaś sam trunek zaczął sycić swoją barwą ziemię. Nie było czasu na wyjaśnienia. Żmija i Mysza ruszyli ze swoich miejsc, jednak jacyś idioci blokowali im drogę. A może to tych dwoje było jednak ponadprzeciętnymi idiotami? Nieznajomy dobył sztylet i rzucił nim w kierunku Mordreda, który jednak uniknął śmiertelnego ciosu. Broń wbiła się w jedną z belek. Tamten miał oczy z tyłu głowy, nie będzie łatwym przeciwnikiem, nie przy pijanym tłumie...
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Za Muru
Liczba postów :
14
Join date :
18/04/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Czw Maj 01, 2014 6:02 pm

Strach ustąpił w jednej chwili, zastąpiła go beznadziejna niemożność podęcia decyzji. Odwieczny dylemat najemnika, kogo zabić. Honor i zasady wszelkich żołnierzy fortuny, czy to Drugich synów czy Złotej kompanii mówiły, że skoro miał w ręce pieniądze swojego nowego "przyjaciela", ale co jeżeli był na tyle mądry i mimo mimo wszystko rozgryzł kim jest Yoren? Co go czeka? Dzikiego w Królewskiej przystani, być może po skończonej robocie, zamiast pozwolić mu odejść, odda go w ręce straży? Było by wielce mało satysfakcjonującym skończyć życie jak jakiś biedak na szubienicy, jednakże z drugiej strony, czy ten drugi zamierzał zapłacić w ogóle? Zacisnął pięść wokół monety, rzucił ją na stół i odepchnął się od stołu, jednocześnie wydobywając nóż z cholewy buta. Stanął na nogi, przewracając krzesło na którym zawiesił swój miecz, i tak w pomieszczeniu, był mało użyteczny, prawą ręką wydobył drugi z swoich noży i nim jeszcze zdołał do końca się wyprostować, coś uderzyło o belkę obok jego głowy. Napastnik kimkolwiek by nie był, zdecydowanie nie myślał zbyt rozważnie, wyrzucić broń stojąc kilka kroków od przeciwnika? Nawet gdyby, wyciągał kolejne noże z rękawów nie mógł zdążyć. Nie uraczył żadnego z nich nawet słowem, wprawnym, wyuczonym ruchem obrócił palce wokół rękojeści noża trzymanego w prawej ręce, tak by ostrze skierować w dół. Mógłby, właściwie powinien poczekać, na jakieś potwierdzenie zawartej transakcji, ale nie chciał. Po prostu wypadł z prawej nogi, wykonując, pchnięcie lewą ręką, prawą osłonił gardło kierując ostrze w stronę przybysza. Niezbyt wyszukane posunięcie, ale nie piękno i finezja świadczą wszak o wojowniku a oszczędność ruchów i trupy, które po sobie zostawiają, a Yoren miał ich już całkiem sporo na swojej ścieżce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Maj 18, 2014 2:41 pm

Mordred myślał jedynie o tym, by jak najszybciej zakończyć starcie. W pewnej chwili zupełnie zapomniał o tym, że przecież przy jego stole siedział najemnik. To akurat okazało się być całkiem pomocnym faktem. Widocznie nieznajomy atakujący również nie zwrócił na to uwagi, skupiając się głównie na celu i jego pomocnikach. To okazało się największym błędem, bowiem Yoren postanowił zareagować na korzyść swojego prawdopodobnego przyszłego pracodawcy. Takie działanie mogło sprawić, że jego los odmieni się na o wiele lepszy...
Śmierć, wbrew pozorom, została zadana szybko. Mężczyzna jakimś cudem padł u ich stóp. Nawet Mysza i Żmija zdążyli dobiec, a Mordred skwitował ich pojawienie się jedynie krótkim spojrzeniem, które oznaczało "Banda bezużytecznych sukinsynów. Zniknijcie mi z oczu". Kat odetchnął głęboko. Gawiedź, gdy zauważyła, że zagrożenie padło na podłogę i się nie rusza, wróciła do swoich spraw. Myrijczyk miał nieco inne plany. Żmija i Mysza rzeczywiście się oddalili, więc Mordred mógł w spokoju porozmawiać z Yorenem.
- Widzę, że zajęło ci to mało czasu. To imponujące - stwierdził ze spokojem. Rzeczywiście, to wszystko odbyło się tak szybko, że było wręcz komiczne. No ale cóż zrobić. Znaczyło to tylko jedno...
- Nie bez powodu dzieliłem się tymi pieniędzmi z tobą chwilę wcześniej. Potrzebuję kogoś takiego. Kogoś bardziej kompetentnego niż tych dwoje, którzy nie potrafią przedrzeć się przez bandę wieśniaków. Mam dla ciebie pewne zadanie - powiedział ze spokojem. Znikąd w jego dłoni pojawiła się kwadratowa, złota moneta.
- Z tym będziesz mógł wejść do Czerwonej Twierdzy. Jakiś gwardzista przyprowadzi cię do mnie, o to nie musisz się martwić - stwierdził. Rzucił mu jeszcze małą sakiewkę z jeleniami. - Za to powinieneś przeżyć przez tydzień. Nie pokazuj się wcześniej. I uważaj na takich, jak ten.
Skąd wziął się ten człowiek pod butem Mordreda? Chyba przygniótł go dopiero przed chwilą.
- Szuje lubią kraść.
Nie mówiąc nic więcej - oddalił się wraz z dwoma gwardzistami.

*zt*

*teraz możesz się gdzieś popałętać po KL, ew. mogę ci jakoś MG dorzucić, jeśli chcesz : ) *
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Za Muru
Liczba postów :
14
Join date :
18/04/2014

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pią Maj 23, 2014 10:09 pm

Rycerze w siedmiu królestwach szkolą się w sztuce szermierki i władania bronią od małego, wbija im się do głów całe opasłe tomiszcza spisane lata temu przez ich poprzedników. Nie można więc powiedzieć, iż nie są przygotowani do walki, wręcz przeciwnie, to ludzie, których, Ci marni żołdacy, pokroju Yorena, powinni unikać jako swoich przeciwników. Szkoda tylko, że w mnogości ruchów, zagrań i taktyk, Ci możni panowie cały czas w swoich pięknie uczesanych głowach mają jakiś obcy, dzikiemu system wartości i honoru, czyniący ich bezradnymi w spotkaniu, z zagraniami powszechnie uważanymi na nieczyste, a rzut garbarza, jak nazywał się manewr, ostatni który, niedoszły zamachowiec widział, nosił właśnie taką nazwę. Skąd się wzięła? Cóż wbicie noża w bebechy, przeciągnięcie ostrza do góry, tak by zablokowało się na mostku, patrosząc człowieka i wylewając jego gorące jeszcze wnętrzności na podłogę a potem doprawienie go pchnięciem drugim ostrzem, przez obojczyk, w kierunku kręgosłupa, może odrobinę przypominać sposób w jaki garbarz zaczyna obdzieranie wieprzka z jego drogocennej skóry. To właśnie się stało. Podłoga pokryła się lepką krwawą kaszanką, jelit, pozostałości żołądka i jego zawartości oraz krwi wylewającej się z otwartego torsu. Sucha, pokryta pyłem z dziesiątków par butów podłoga, sączyła tą gorącą papkę, łapczywie jak piasek krople deszczu opadające na jego rozgrzaną do białości powierzchnię w te nieliczne dni gdy nieznane człowiekowi siły postanawiają zrosić pustynię życiodajnym deszczem.

Najemnik wytarł noże o ubranie swojej ofiary i z pieczołowitą dokładnością umieścił je z powrotem na swoich miejscach, bezpiecznie przed wzrokiem obcych w cholewie buta oraz wyzywająco i bezczelnie za pasem. Wyrwał kawałek płaszcza z leżącego na puchnących od krwi deskach denata i prostują się wytarł twarz z niewielkich kropelek krwi, które opryskały mu twarz. - Nie śmiałbym się zgłosić wcześniej. Odpowiedział z przekąsem na słowa swojego nowego mocodawcy. Ukrył jego pieniądze i przedziwną monetę w swojej wiecznie łakomej kieszeni. gdy mężczyzna w czerni i jego towarzysze opuścili lokal nie śpieszył się, dopił wino, zostawił należność dla karczmarza na stole i jakby celowo się ociągając zebrał swoje rzeczy i wyszedł z karczmy. Miał teraz aż nadto czasu i pieniędzy więc mógł dokładnie zbadać co tego dnia mogła zaoferować mu Królewska przystań.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 01, 2014 2:05 pm

| Teoretycznie z Wielkiego Septu, dziękuję rodzinie za teleport ;*

Wymknięcie się z Septu przed oficjalnym zakończeniem ceremonii zaślubin, okazało się prostsze niż sądziła Aryana, gdy dzień wcześniej obmyślała swój niecny plan. Podzieliła się nim oczywiście z Nadirą, siostra mogła teraz kryć ją przed resztą członków rodziny, a w razie czego doskonale zdawała sobie sprawę, gdzie wybiera się panna Stark. Nawet jeśli miałoby ominąć ją wręczanie prezentów, nikt nie zauważyłby braku córki Północy w tym tłumie gości, jaki miał zebrać się na Sali Balowej podczas wesela. A gra warta była świeczki.
Ary przyodziała cienki płaszcz, którym zakryła swoją suknię, mogącą się wyróżniać w uliczkach Królewskiej Przystani, przez które musiała się przedostać. Przedzieranie się przez morze ludzi, jakie zebrało się pod septem, było nie lada wyzwaniem, ale w końcu dziewczynie udało się dotrzeć do miejsca, w której czekała na nią gotowa do przejażdżki Visenya. Wręczyła srebrnego jelenia koniuszemu, a potem nie czekała już dłużej - zajęła miejsce w siodle i ruszyła w stronę wzgórza.
Tawernę zauważyła już z daleka, ale nawet przez chwilę nie przeszło jej przez myśl, by się wycofać. Rozważyły z siostrą wszystkie za i przeciw, nie było więc sensu roztrząsać wszystkiego ponownie. Obie panny Stark miały ochotę na przygodę, a nie mogły przecież zaznać takowej, gdy na ogonie siedział im orszak wysłany przez ojca.
Całe szczęście, że większość mieszkańców stolicy była tak zaaferowana ślubem, że zdecydowała się wylec na ulice i obserwować drogę Młodej Pary do zamku. Tawerna była względnie pusta, a Aryana mogła spokojnie zająć miejsce przy jednym ze stołów, zamawiając uprzednio kufel ale (dla niepoznaki oczywiście, póki co zamierzała zachować trzeźwy umysł). Wydawać by się mogło, że nikt nie zwrócił większej uwagi na jej przybycie i tak właśnie miało pozostać. Zbliżała się godzina, w której powinien pojawić się umówiony przez pośredników najemnik, dlatego dziewczyna poczęła rozglądać się niby od niechcenia, wypatrując osoby, którą opisał jej jeden z zarządców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 01, 2014 9:56 pm

Najemnik wkroczył dość sceptycznie nastawiony do tawerny. Podobno "Pod spalonym korsarzem" miała czekać nań pierwsza córka namiestnika Północy. Zamówił kufel ale i usiadł przy tym samym stoliku, przy którym usiadła rzekoma Starkówna. Siedzenie niebezpiecznie zaskrzypiało pod ciężarem olbrzyma. Zwrócił się w stronę kobiety. Jej twarz była taka... niepospolita. Może jednak to wszystko było prawdą?
- Pani, nazywam się Liam Whitestar. Podobno mogę się w czymś przydać. - pociągnął łyk trunku. - O co dokładnie chodzi? Prywatna straż czy może eskorta? A być może jeszcze coś innego.
Nie zdziwił się, że to właśnie jego polecono damie. Takich jak on trzeba ze świecą szukać. Inny najemnik przy pierwszej lepszej okazji zgwałciłby Aryanę i zgarnął przy okazji nagrodę. Niektórzy mogli uważać go za rycerza nie tylko ze względu na tarczę i płaszcz z własnym, rozpoznawalnym znakiem, ale także za niespotykaną u ludzi z niższych warstw społecznych ogładę. W takich sytuacjach zwykle parskał śmiechem.
Ostatnio rzeczywiście nie było mu za dobrze, ale nie mógł narzekać. Zwykle miał coś do jedzenia, picia i dach nad głową. A teraz? Ma niepowtarzalną okazję pracować dla kobiety z jednego z ważniejszych rodów. W takiej sytuacji zgodziłby się na wszystko. Może przerąbać się nawet przez siedem piekieł. A nuż mu się uda i dostanie ciepłą, oczywiście w przenośni, posadkę strażnika w Winterfell.

//Na razie będzie dość krótko. Przepraszam.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 01, 2014 10:36 pm

Poruszyła się niespokojnie, gdy nieznajomy przysiadł się do jej stolika. Przez którą chwilę, zanim przemówił, była pewna, że to pomyłka, a mężczyzna siedzący przed nią szuka zwady bądź właśnie obrał sobie na cel kolejną ofiarę, którą była ona sama. Próbowała przypomnieć sobie, co opowiadał jej zarządca Poole, ten sam, którego poprosiła o rozeznanie. Czy robił to w jej imieniu, zdradzając ród, z którego pochodziła? Sądząc po tym, jak zwrócił się do niej Liam, na pewno. Skoro karty leżały już na stole, nie było sensu zaprzeczać, je jest kimś innym.
- Mam na imię Aryana - skinęła mu głową na przywitanie, nie wymawiając na głos swego nazwiska, które i tak mogłoby sprawić, że w ich stronę zwróciłyby się głowy nielicznych obecnych w tawernie.
Przyjrzała się mężczyźnie uważnie i z każdą chwilą była coraz bardziej zadowolona z podjętej przez siebie decyzji. Liam był wysoki, dobrze zbudowany i miał być może nieco dziką urodę, jednak córce Północy absolutnie to nie przeszkadzało. Jego błękitne oczy spoglądały na nią mądrze i nie wydawał się być rzezimieszkiem, który czeka tylko na okazję.
- Poszukuję przewodnika, który zna bezpieczną i możliwie najkrótszą drogę do Końca Burzy - uśmiechnęła się lekko, gdy obserwowała najemnika sączącego powoli swój trunek. - Termin wyjazdu jest naglący, mowa o najbliższym świcie, dlatego wynagrodzenie może być wyższe - nie mówiła tylko o złotych smokach, spoczywających bezpiecznie w jej sakiewce, ale także o możliwościach, które mogłyby się otworzyć przed Whitestarem, gdyby wywiązał się ze swojego zadania.
Obróciła kufel w dłoniach, wyczekując reakcji ze strony swojego rozmówcy, jednak coś jej mówiło, że będą w stanie się dogadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pon Cze 02, 2014 8:33 pm

Nie pierwszy raz wzięto go za rzezimieszka. Nie miał Aryanie za złe, że się wzdrygnęła. Zastanowił się przez chwilę nad treścią jego zlecenia. Tylko raz był w Końcu Burzy, ale raczej zapamiętał drogę.
- Sądzę, że najszybciej będzie dotrzeć tam przez Królewski Las - błękitne oczy spojrzały na kobietę znad kufla. - Czy tak będzie najbezpieczniej, tego nie wiem. Wszystko powinno być dobrze.
Przydrożne rzezimieszki raczej nie powinny im zaszkodzić. Jak przeto kij od szczoty trzymany w rozedrganej dłoni opoja może sprzeciwstawić się morgenszternowi władanemu silną ręką syna kowala? Pozostawało jedynie omówić drobniejsze szczegóły umowy.
- Czy tylko ty wyruszasz za mną do Końca Burzy? A może jakieś specjalne życzenia? - zapytał. Nie przeszkodziłyby mu dodatkowe atrakcje. Nauka samoobrony mogła by być nawet przydatna. Zapewne jednak dama wychowywana na dworze jest obyta z tą sztuką.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Cze 03, 2014 12:18 am

Nie był to pierwszy raz, gdy panna Stark załatwiała coś z dala od czujnych oczu krewnych, lecz nigdy wcześniej nie robiła tego tak daleko od domu. W Winterfell doskonale wiedziała, do kogo się zwrócić, by załatwiana sprawa pozostała tajemnicą, na Północy to zadanie było nieco utrudnione, ale nie niemożliwe. Natomiast tutaj, w Królewskiej Przystani, gdzie na każdym rogu mógł czaić się ktoś o wrogich zamiarach... Aryana musiała być albo bardzo odważna, albo bardzo głupia, by zdać się na słowo swojego zarządcy i przyjść na umówione spotkanie do tawerny. Ale nie żałowała tego, wręcz przeciwnie - z każdą chwilą przekonywała się, że podjęła dobrą decyzję.
- Możemy poruszać się Królewskim Traktem, nie mam nic przeciwko temu, ale dobrze byłoby znać kilka sprawdzonych dróg, gdybyśmy przypadkiem musieli zboczyć z toru - wzruszyła delikatnie ramionami, nie precyzując, co miała na myśli. Nie zakładała żadnych przeszkód po drodze do Końca Burzy, ale lepiej było zabezpieczyć się zawczasu na każdą ewentualność.
- Co do liczby podróżników... - uśmiechnęła się niewinnie, podejrzewając, że Liam mógłby różnie zareagować na to, co chciała mu właśnie oznajmić. - Poza mną byłyby to dwie moje krewne - nie precyzowała, że chodziło o Nadirę i Emery, przecież Whitestar i tak miał się tego niebawem dowiedzieć - Gwarantuję jednak, że nie straszne nam trudy podróży, w końcu przybyłyśmy tu z daleka - i ponownie nie wymówiła na głos miejsca, z którego przyjechała, bo kto wie, kto mógłby jej deklarację usłyszeć. - Nie ma więc mowy o kapryszeniu, a jeśli chodzi o specjalne życzenia to myślę, że po drodze coś wymyślimy.
Nauka samoobrony brzmiała kusząco, może jakieś skromne polowanie? Ary była otwarta na propozycję i chętna do przeżycia nowych przygód.
- Mówiliśmy już o moich życzeniach, ale co z Twoimi? - zapytała, mając oczywiście na myśli wysokość zapłaty oraz wszystkie inne profity, o których aktualnie mógł myśleć Liam. Gdyby wyprawa się udała, czemu miałby ich nie zyskać?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Cze 03, 2014 3:59 pm

Raczej nie powinno być tak źle. Aryana i jej siostry to z pewnością prawdziwe córki północy, a nie delikatne damulki z południa. Zresztą pewnie nie zdecydowały by się na taką podróż gdyby było inaczej.
- A czegóż ja mogę sobie życzyć? Zastanowię się nad nagrodą jeśli uda się spełnić powierzone mi zadanie. - powiedział. Ciekawił go powód tak nagłego wyjazdu córki namiestnika Północy. Musiało być to coś naprawdę pilnego skoro uciekła z wesela Maegora Targaryena. Jednak to nie było ważne. On miał zadanie do wykonania. Dokończył swój kufel z ale i wstał. Wydawać się mogło, że mizerny stołek, na którym siedział Liam odetchnął z ulgą.
- Jeśli pozwolisz muszę cię opuścić. Nie mam jeszcze konia, ani prowiantu na drogę. Do zobaczenia! - rzucił na odchodne. Musiał się tym zająć. Nawet jeśli będzie musiał się nieco zapożyczyć, to z pewnością zwróci mu się to niebawem.
Najemnik wyszedł z cichego, przyjemnie chłodnego budynku tawerny prosto w tłum ludzi. Fala gorąca i gwar ludzkich głosów uderzyły w niego, a on sam skierował się wpierw do stajni.
[zt]
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Cze 03, 2014 4:41 pm

Wszystko szło po jej myśli i nie mogła się doczekać, aż oznajmi siostrze i kuzynce, że wyjazd został zaplanowany i dojdzie do skutku. Z samego wesela oczywiście nie miała zamiaru uciekać, mogłoby to wzbudzić podejrzenia, a nie chciała przecież wzbudzać zainteresowania swoją osobą.
- W takim razie spotkajmy się o świcie w zaułku za kuźnią Brodericka - zaproponowała i pozwoliła sobie upić łyk trunku, który do tej pory pozostawał nietknięty w jej kuflu. Nie było to może najlepsze ale, jednak umowę trzeba było przypieczętować, choćby symbolicznie.
Podobało jej się podejście Liama, nie był chciwy, nie spodziewała się też po nim żadnego oszustwa. Wiedziała, że dla dobra współpracy oboje muszą obdarzyć się choćby cząstką zaufania i tak właśnie było w tym przypadku.
- Oczywiście, ja sama mam jeszcze parę spraw do załatwienia - kiwnęła głową, nie zamierzała dłużej zatrzymywać Whitestara - Do zobaczenia!
Śledziła go wzrokiem, gdy wychodził z tawerny, a sama nie zamierzała spędzić tu więcej czasu. Musiała wrócić do Czerwonej Twierdzy, zmienić odzienie i doprowadzić się do porządku przed dołączeniem do gości na sali balowej. Zapłaciła więc za ale, choć nie dopiła go do końca, narzuciła kaptur na głowę i opuściła przybytek. Chwilę później pędziła już na Visenyi, a płaszcz i fałdy sukni powiewały malowniczo na wietrze.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 08, 2014 1:27 am

Mężczyzna po pewnym czasie ponownie wkroczył do przybytku. Tym razem na głowie miał tylko to, żeby wstać jutro o odpowiednio wczesnej godzinie i bezpiecznie odprowadzić pannę Stark razem z siostrami do Końca Burzy. Dreszcz podniecenia przebiegł przez jego kark i plecy, gdzie zniknął w tym miejscu, w którym zmieniają swą nazwę. Dotąd dni, które spędził w Królewskiej Przystani zlewały się w szarą masę. Większość czasu spędzał w tawernie. Znalezienie roboty u uczciwego człowieka nie było łatwe. A teraz? Oprócz pieniędzy otworzą się przed nim nowe możliwości.
Usiadł przy jednym ze stolików uprzednio zamawiając kufel ale i coś do jedzenia. Otrzymał wyborny gulasz. Nie był rzadki i było w nim gęsto wieprzowiny, marchewki i wielu innych warzyw. Kucharz nie poskąpił też soli i pieprzu. Do zagryzienia dostał pajdę świeżego chleba. Na taki posiłek nie każdy może sobie pozwolić. Ale czemu nie skoro jego życie może się już jutro zmienić?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 08, 2014 6:53 pm

Gdy tylko udało jej się przebrnąć przez wszelkie, sztywne ceremonie w Czerwonej Twierdzy, nadeszła szansa by opuścić tłum gości, uciec od wszystkich ciekawskich oczu snobistycznych arystokratów. Skoro już udało jej się wyrwać spod bacznego oka kuzynów i strażników, czym prędzej poszła do swojej komnaty, by zmienić ozdobną suknię na wygodniejszy strój, który pozwalał jej swobodnie dosiąść jej czarnego jak noc rumaka imieniem Altair. Tak też zrobiła, wymknąwszy się z pałacu. Cała straż była skupiona w ogrodach, gdzie odbywała się biesiadna część wesela, toteż nikt jej nie zatrzymywał. Zresztą po co mieliby to robić? W tamtym towarzystwie nie była nikim ważnym, nawet nie chciała być.
Popędziła galopem przed siebie, wyjeżdżając nieco poza gęsto uszeregowane budynki Przystani, kierując się ku wzgórzom, gdzie dostrzegła budynek tawerny z szerokimi tarasami, widokiem na cały port. Czemu nie miałaby odwiedzić i tego miejsca? Miała całą noc by pozwiedzać przystań w samotności, z dala od mało fascynującego towarzystwa wysokich rodów, od rozmów o tym kto ma większą władzę, kto jest ważniejszy, kto za kogo zostanie wydany i tak dalej.
Miała na sobie ciemnozielony płaszcz z kapturem zaciągniętym na głowę. Właściwie pewnie nikt jej tu nie rozpozna, nie miało to znaczenia, ale z przyzwyczajenia do mrozów północy zawsze zakładała kaptur. Dojechawszy do tawerny, zsiadła z konia i weszła do środka. W lokalu było dosyć dużo klientów, ale na szczęście jej przybycie nie skierowało na nią zbyt wielkiej uwagi, może kilka par oczu zwróciło się automatycznie w kierunku wejścia, by zobaczyć kto dołączył do gawiedzi. Nie zsuwając kaptura Emery podeszła do lady, za którą stał barman, zapewne też właściciel. Rosły mężczyzna spojrzał na nią, starając się dostrzec jej twarz, choć ta w dużej części została zasłonięta przez miedziane włosy.
- Czym mogę pani służyć? Syty posiłek czy rozgrzewający trunek? - nie otrzymał jednak normalnej odpowiedzi, dziewczyna pokręciła jedynie głową, na co barman własną lekko przekrzywił robiąc lekko zagubioną minę. Panna Stark wskazała na ułożone w koszyku jabłka, pokazała również dwa palce by określić ich ilość,a następnie zapłaciła odpowiednią sumę. Właśnie odwracała się by pójść do wyjścia, kiedy uderzyła w coś dużego i usłyszała charakterystyczny, dla rozlewającego się płuny "chlup". No więc, uderzyła w jednego z klientów, a on przez to rozlał sobie na ubranie kufel piwa.
- Co wyprawiasz durna dziewko!! Patrz jak łazisz! - ryknął na nią rosły mężczyzna, ale jak to miała w zwyczaju Emery, ignorowała tych, którzy po prostu nie byli dla niej interesujący. Zaczęła go omijać, lecz mężczyzna złapał ją za ramię - Zapłać za drugi albo...- nie dokończył, bo poczuł jakiś twardy, cienki przedmiot przylegający do jego, ekhem "klejnotów". Może i Em była kobietą, może nie brała udziału w żadnych bitwach, ale kiedy trzeba wiedziała jak o siebie zadbać, wiedziała gdzie celować jeśli chodzi o przedstawicieli płci męskiej.
- Iriya, przyjacielu, radziłbym Ci jednak wycofanie, albo stracisz coś więcej niż kufel piwa i czyste ubranie. Postawię Ci drugie na mój koszt, za dobre przedstawienie. - parsknął barman, widocznie ubawiony reakcją tak cichej dziewczyny. Niezadowolony klient cofnął się, trzymając ręce w geście poddania. Em schowała sztylet i wyszła z karczmy, zostawiając jednak na ladzie dwa jabłka, o których po prostu zupełnie zapomniała w tym wszystkim.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Nie Cze 08, 2014 7:53 pm

Liam siedział kosztując gulasz i sącząc ale. Do tawerny powoli napływali klienci. Nic dziwnego skoro ceremonia zaślubin dobiegła już końca. Dokończył danie wycierając miskę kromką chleba i wypił resztę trunku duszkiem. Do przybytku weszła zakapturzona dziewczyna. Najemnik po chwili obserwacji zrozumiał, że jest niema. Wstał o wiele szybciej niż zamierzał gdy jakiś pijaczyna złapał kobietę za ramię. Szybko okazało się jednak, że poradziła sobie sama. Na jego twarz, zresztą jak u reszty ludzi przebywających w pomieszczeniu, wtargnął uśmiech. Coś było nie tak. Na ladzie leżały dwa jabłka, które przed chwilą zamówiła przed chwilą przedstawicielka płci wcale nie takiej słabej.
Najemnik pochwycił je i pośpiesznie wyszedł z karczmy. Miał nadzieję, że zdąży ją dogonić. Nie zawiódł się. Stała nieopodal karego rumaka.
- Pani, czy to należy do ciebie. - powiedział dostatecznie głośno by usłyszała. Gdyby odwróciła się, a zapewne tak się stało, rzucił jabłka w jej stronę. Po kolei tak żeby miała szanse je złapać. Nie wątpił jednak, że kobieta, która z taką sprawnością potrafi użyć noża, poradzi sobie ze złapaniem lecącego owocu.
- Nie wątpię, że poradzi sobie pani z byle opojem, ale czy tawerna, choćby taka przyzwoita jak ta, to odpowiednie miejsce dla kobiety. - rzekł. No cóż, trudno pozbyć się stereotypowego wyglądu bezbronnej przedstawicielki płci pięknej. Nawet po takim pokazie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Pon Cze 09, 2014 12:37 am

Usłyszawszy głos automatycznie się odwróciła i rzeczywiście, ujrzawszy lecące w jej kierunku jabłka, odruchowo je chwyciła, jedno za drugim. Przy tym gwałtownym obrocie z głowy zsunął jej się kaptur, odkrywając kaskady miedzianych loków, no i rzecz jasna jej nieprzeciętną twarz z charakterystycznymi oczyma barwy złota oraz z nutą szmaragdu.
Miała już chwycić za sztylet, lecz powstrzymała się, ponieważ nie wyglądało na to, żeby nieznajomy zamierzał ją zaatakować...póki co. Odwróciła się do swego konia i nakarmiła go jednym z zakupionych jabłek, które zwierzę zjadło ze smakiem. Twarz Emery, gdy patrzyła na Altair'a, była taka...hmm...spokojna, łagodna, lecz kiedy usłyszała następne słowa nieznajomego, spojrzała w jego kierunku, kładąc ręce na biodrach, jak to zwykły robić zirytowane kobiety, mając przy tym minę dość srogą. Uniosła jedną brew, wyglądając tak, jakby chciała powiedzieć "Chyba sobie żartujesz..." po czym odwiązała wodze Altair'a od żerdzi i zaczęła iść spokojnym krokiem, prowadząc go ze sobą.
No cóż, ignorowanie nieznajomego, który był na tyle uprzejmy, by oddać jej coś za co zapłaciła, nie należało do najgrzeczniejszych zachowań. Co poradzić, taka już była...nieufna, zdystansowana. W pewnym momencie zatrzymała się jednak, westchnęła ciężko, bo niestety zdawała sobie dobrze sprawę ze swej nagannej postawy. Znów obróciła się w kierunku Liama i rzuciła mu z powrotem jabłko, które jej zostało, po czym jakby nigdy nic dalej szła przed siebie.
To także było w jej stylu, zachowywać się niby lekceważąco,jakby nic ją nie obchodziło i za nikim nie przepadała, ale właśnie takimi niewielkimi gestami pokazywać dobre intencje, wdzięczność za pomoc.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Cze 10, 2014 8:44 pm

Liam przyglądał się uważnie kobiecie. Gdy z jej głowy spadł kaptur, od razu zrozumiał, że nie jest stąd. Jej twarz była taka... niepospolita. Pewnie przyjechała na ślub Maegora Targaryena wraz z rodziną. Widział też, że ma rękę do koni. Nie mogła więc być to zwykła chłopka. Złapał jabłko, które mu rzuciła i ruszył wraz z nią gdziekolwiek się udała.
- Nazywam się Liam Whitestar. - przerwał odgryzając kawałek jabłka. - Dziwny przydomek nieprawdaż? Jednak znak rozpoznawczy do czegoś zobowiązuje.
Dziewczyna z pewnością zobaczyła białą, czteroramienną gwiazdę na czarnym płaszczu.
- Dokąd zmierzasz pani? Jeśli nie chcesz mojej obecności to daj znak. - powiedział. Ugryzł kolejny kęs jabłka. Jego sok spłynął mu po brodzie. Odwrócił się w stronę towarzyszki "podrózy". Łatwiej byłoby mu gdyby poznał jej imię. A co on zrobiłby będąc niemym? Nie przydałby się na pewno u ojca. Może ten sprzedałby go jakiejś trupie komediantów? Przecież mógł nauczyć się sztuczek i zabawiać ludzi.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Wto Cze 10, 2014 11:37 pm

- Ja pragnę twojej obecności, chłystku - słowa ciężkie od nadmiaru negatywnych emocji zawisły w powietrzu. Sebastian nie był złodziejem, czy jednym z tych legendarnych ubranych na biało zabójców, którzy chowają się w kupkach siana przed strażą, a o których można czasem usłyszeć z bajań poetów pragnących dodać swym opowieściom nieco sensacji, ale był człowiekiem interesów i potrafił dyskretnie chodzić i zręcznie mówić. Jak żmija nie ostrzegająca przed ukąszeniem wślizgną się do tawerny, sunął przez izbę niczym czarny flaming, dostojny i równie nie pasujący do tego przybytku jak wspomniany ptak, aby na końcu swej drogi niedyskretnie zwrócić uwagę Liama. Magiczna bańka prysła i nagle przestał być mężczyzną z wyższych-średnich sfer, normalnie ignorowanego przez motłoch. Przed bywalcami karczmy pojawił się, niczym za sprawą zdjęcia peleryny niewidki, nowy zawodnik. Każda istota, goście, myszy, larwy karaluchów w zupie siedzącego obok mężczyzny... Wszyscy wyczuli napięcie. Powietrze, czy to z powodu temperatury, czy ze względu na wagę wypowiedzianych słów stało się gęste jak zupa (a dodać należy, że nawet wobec standardów siedzącego tu motłochu taka zupa wydawała się lepszym jadłem, niż to co tu serwują, toteż dało się słychać z kątów izby nieśmiałe siorbnięcia), a na twarzy Sebastiana wyraz konsternacji na chwilkę tylko zamienił się w zuchwały uśmiech, aby ustąpić w coś pomiędzy niechcianą koniecznością rozmowy, a pogardą, wszystko doprawione chciwym błyskiem w oku, które każdy mieszkaniec stolicy znał. Był to ten rodzaj błysku w oku, który jest przeznaczony dla niższych warstw i od niższych warstw, a więc między równymi sobie zerami. Oznaczało ono chęć zrobienia interesów, przy jednoczesnej możliwości twardych negocjacji, wyzwisk, pijaństwa i chęci zrobienia sobie wzajemnej krzywdy fizycznej, czy też majątkowej, fachowo w takim środowisku znanej jako "pogrywaniem sobie" lub "udupieniem".
- Mam interes do zrobienia - wykrztusił w końcu.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   Sro Cze 11, 2014 2:00 pm

(Sebastian, tak właściwie my jesteśmy przed tawerną, nie w środku :) )

Przeszła kilka kroków nim usłyszała za sobą kroki i wkrótce ujrzała u swego boku nieznajomego, który zwrócił jej jabłka. Zrobiła lekko niezadowoloną minę, niczym 5-letnie dziecko, które właśnie zmierzało do swego sekretnego miejsca i nie chciało, by ktokolwiek śmiał je śledzić.
- Pięknie Em...Najlepiej wybierz się na samotną przejażdżkę, staraj się nie zwracać uwagi, a na koniec bądź sprawczynią incydentu w zatłoczonej tawernie i ściągnij na siebie uwagę nieznajomego. Perfekcyjna dyskrecja przed SEKRETNĄ podróżą. - skarciła się porządnie w myślach, patrząc przed siebie tym razem. Po chwili usłyszała godność Liama i mimowolnie zerknęła na emblemat widniejący na jego płaszczu. Rzeczywiście, nazwisko było dość charakterystyczne, miało swoje znaczenie, a i znak świetnie je odzwierciedlał.
Zaraz potem zaskoczyła ją trochę wypowiedź Whitestara, który zaskoczył ją dobrym wychowaniem, jeśli chodzi o wzmiankę o akceptacji jego towarzystwa. No cóż, nie mogła stwierdzić na pewno czy nie należy do szlacheckiego rodu...z wyglądu można go wziąć za groźną osobę, ale maniery miał bez zarzutu, jak dotychczas.
Gdy ugryzł jabłko, a sok z owocu zaczął mu spływać po brodzie, nagle Em się zatrzymała i zwróciła ku niemu wyciągając porcelanowo-białą dłoń i muskając delikatnie jego twarz by zetrzeć płyn. Przy tym pokręciła lekko głową, a na jej twarzy zagościł uśmiech taki, jaki posyła się w kierunku niesfornego dziecka, trochę rozbawiony, trochę zatroskany. Gdy jej złote oczy odnalazły jego, jej uśmiech zaraz zniknął a dłoń zastygła w bezruchu, bowiem dziewczyna zdała sobie sprawę, co właśnie robi. Przez kilka sekund utrzymała to spojrzenie, gdyż jej uwagę przykuł błękit oczu Liama, jak morska fala.
Odsunęła szybko dłoń, może za szybko, jak oparzona, a wzrok przerzuciła na Przystań u stóp wzgórza.
- Co ty wyprawiasz...rusz się wreszcie. - nakazywała sobie mentalnym głosem, jednak jej nogi tkwiły nadal w miejscu. Sytuacja robiła się lekko niezręczna, zwłaszcza, że sama nie była w stanie przerwać ciszy...ale zaraz uczynił to za nią kolejny nieznajomy. Cóż, on z kolei nie sprawiał dobrego wrażenia...ani trochę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod spalonym korsarzem"   

Powrót do góry Go down
 

Tawerna "Pod spalonym korsarzem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Tawerna "Pod spalonym korsarzem"
» Tawerna "Ostoja Herolda"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-