a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnaty księżniczki Ivory



 

 Komnaty księżniczki Ivory

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Komnaty księżniczki Ivory   Pią Wrz 30, 2016 10:34 pm


Komnaty księżniczki



Komnaty składają się z trzech pomieszczeń, na które składają się łaźnia, pokój dzienny oraz sypialnia. Pomieszczenia są przestronne i bardzo jasne, dominują tu barwy pomarańczy oraz czerwieni. Na stole nieopodal wyjścia prowadzącego na niewielki balkon leży kilka książek i flakon perfum o zapachu egzotycznych kwiatów. Obok łoża postawiono rzeźbioną kołyskę, nad którą na cienkim sznureczku kołysze się drewniany smok.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty księżniczki Ivory   Sob Paź 01, 2016 8:54 pm

Siedmiu nie było dla Dorne łaskawych. Znów spłynęło krwią.
Nikt nie wiedział gdzie to się zaczęło, skąd przyszło i dlaczego. Pogłoski o morzu krwi, jakie tracili Dornijczycy prędko dotarły do Słonecznej Włóczni.
-Paskudztwo, okropna śmierć… -westchnął maester cicho, ścierając krople potu z pomarszczonego czoła.
Ostre, popołudniowe słońce wdzierało się przez okiennice do septu. O poranku blask padał na figurę Dziewicy, lecz o tej porze dnia w świetle dłonie w łagodnym, pełnym troski geście rozkładała Matka. Ivory zatrzymała się przed nią i zapaliła świecę, modląc się na klęczkach o ochronę przed chorobą dla żyjących i łaskę dla tych, których już pochłonęła.
-Czy jest jakiś sposób… ?
-Wciąż szukam, pani.
Choroby nie dało się przechytrzyć. Mijały dnie, wieści były coraz bardziej przerażające. W pierwszym odruchu dornijska księżniczka pragnęła opuścić mury pałacu i zrobić… coś, pomóc jakkolwiek, lecz nie była ani medykiem, ani Matką, by móc cokolwiek zdziałać.
Przyszedł strach. Nie o siebie, lecz syna. Jego drobne, blade ciałko było zbyt młode i słabe, by móc uporać się z rubinową gorączką, lecz było już za późno na opuszczenie Dorne. Zamknęła siebie i syna we własnych komnatach, nieustannie modląc się do Siedmiu, by go oszczędzili.
Prośby nie zostały wysłuchane.
***
Lubiła późne popołudnia, gdy dzień chylił się ku końcowi, a ona siadała przy kołysce i czytała Aerionowi.
Najczęściej były to historie o wielkich rycerzach, legendy o smokach, baśnie o innych nadzwyczajnych stworzeniach, bądź po prostu historie pochodzące z Wysp Letnich, bądź Wolnych Miast. Syn nie rozumiał ani jednego jej słowa, lecz zazwyczaj uspokajał się, gdy mu czytała i po prostu na nią patrzył. Czasami Ivory zdawało się, że na bladej buzi widzi cień uśmiechu.
Odkąd tylko z Królewskiej Przystani przyleciał kruk z wieściami, co stało się podczas ceremonii zaślubin króla, lubiła brać w te leniwe popołudnia Aeriona na kolana i opowiadać mu o smoku, który wykluł się z jaja należącego do jego ojca. Sama twierdziła, że nie uwierzy do końca, dopóki nie zobaczy tej pradawnej istoty na własne oczy.
-Może kiedyś go… jej dosiądziesz, wiesz? Wzlecisz wysoko, ponad chmury, mój książę – nachyliła się, by ucałować czółko niemowlęcia i wtedy krew zmieniła się w płynny lód.
Aerion miał gorące czoło, a z maleńkiego noska płynęła strużka krwi.
Łudziła się, że jego osłabienie było spowodowane upałem, prosiła maestera, by podał mu coś na wzmocnienie, lecz ani mikstura, ani ochrona przed światem zewnętrznym nie były wystarczające. Rubinowa śmierć wdarła się do Słonecznej Włóczni i swym krwawym paluchem tknęła jej największe szczęście.
Księżniczce zakręciło się w głowie. Ostrożnie ułożyła małego Smoka w kołysce i niemal rzuciła się biegiem do drzwi.
-Przyprowadźcie maestra. Szybko.
Drobne dłonie drżały jak w febrze, gdy ujęła pióro i pochyliła się nad pergaminem.
Pomóż nam.
***
Dni i noce zlewały się w jedno. Nie spała prawie wcale i czuła się coraz bardziej wycieńczona. Obraz rozmazywał się jej przed oczyma, wysuszonymi od nieustannego płaczu. Nic nie potrafiło ukoić skołatanych nerwów. Krwawo-fioletowe plamy na bladej buzi niemowlęcia sprawiały, że żołądek skręcał się jej w wąski supeł.
Bała się.
Nigdy przedtem nie czuła takiego lęku. Nigdy.
Strach, który towarzyszył księżniczce w Końcu Burzy był niczym, zaledwie ukłuciem niepokoju w obliczu tego, co czuła teraz. Obezwładnił ją szybciej, niż mogłaby zrobić to jakakolwiek broń.
Po kilku dniach była tak okrutnie wycieńczona, że gdy wstała zachwiała się na nogach. Ledwie zrobiła krok, a dłonie pokryte bordowymi plamami zacisnęły się na poręczy kołyski. Światło było ostre, słońce musiało dopiero szczytować, lecz drżała z zimna. W okrutny upale przeszywały ją dreszcze, lecz czoło rosiły krople zimnego potu. Spojrzała w przelotnie w swe odbicie w lustrze.
Policzki miała zapadnięte, twarz bledszą i w niezliczonych, maleńkich krwawych plamkach, wokół oczu pojawiły się ciemnofioletowe plamy. Z nosa znów płynęła strużka krwi.
Nachyliła się nad kołyską… i wrzasnęła.
Zaraz potem ciszę w komnacie rozdarł płacz niemowlęcia wyrwanego ze snu, który koił ból. Oddychał tak słabo, Ivory zdawało jej się, że wcale i serce niemal jej pękło. Wyciągnęła po Aeriona drżące dłonie i przytuliła go do piersi, jakby ktoś zamiast miał jej go odebrać.
Mały Smok płakał jedynie kilka chwil, na kolejne wrzaski zabrakło mu sił.
Otuliła ich ciepłą pościelą kołysała w ramionach dopóki nie zapadł w niespokojny sen. Czując jego bijąc, maleńkie serce tuż przy swoim i ona zdołała przymknąć oczy, odpłynąć w niebyt. Ból głowy przyćmił strach, a ciemność uśmierzyła ból.
Zbudziło ją pukanie do drzwi.
Modliła się, aby nie był to posłaniec z wieścią o śmierci Seyal, bądź Jezala. Część Dornijki po prostu by wtedy w niej umarła.
Ciche i słabe proszę było wystarczającą zachętą, by to komnaty wkroczył maester, który miał ich pod opieką, w chuście zasłaniającej usta i nos, a zaraz za nim wysoki, obcy człowiek. Zbyt blady na Dornijczyka, z całą pewnością obcy.
-Przybył medyk z Królewskiej Przystani, pani.
Martellówna zapomniała o etykiecie, zasadach uprzejmości i czymkolwiek innym, z popękanych ust padło jedynie udręczone ratuj go, gdy spojrzała na śpiącego Aeriona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty księżniczki Ivory   Sro Paź 05, 2016 11:55 am

Maester Manard nawet na stałym lądzie wciąż czuł pod stopami rozkołysany pokład statku. Miał za sobą wyczerpującą podróż, która obfitowała w dwa pomniejsze sztormy i jeden dość poważny – na całe szczęście jego przybycie do Dorne nie opóźniło się na tyle, by…
… by było za późno.
Od chwili opuszczenia Smoczej Skały próbował przygotować się na to, co mogło go czekać w Słonecznej Włóczni – zabrał ze sobą dwa kufry pełne medykamentów i substancji, zaś służący dzierżył naręcze woluminów i ksiąg. Informacje zawarte w liście Ivory Targaryen były tak kompleksowe, jak tylko mogły być słowa skreślone przez przerażoną kobietę, żonę oraz matkę – gdy tylko Namiestnik Siedmiu Królestw otrzymał wiadomość, jeszcze tego samego dnia wyprawił swego jedynego maestra na pełne morze, dość dobitnie dając mu do zrozumienia, że w razie niepowodzenia nie ma czego szukać na Smoczej Skale.
I w całym Westeros.
Manard był mężczyzną dobijającym niemal pięćdziesiątego dnia imienia, mimo to zdołał zachować krzepę oraz bystrość umysłu, których mógł mu pozazdrościć niejeden kompan po fachu – przemierzając opustoszałe korytarze książęcego pałacu nie miał czasu, by podziwiać kuluary siedziby rodu Martell. Za maestrem podążał zasapany młodzieniec, który wykuł zaledwie dwa ogniwa w Cytadeli i porzucił naukę w Starym Mieście – mimo to odnalazł miejsce u boku uczonego mędrca i od trzech lat służył mu pomocą w obowiązkach na Smoczej Skale. Obaj przybysze z Włości Korony po raz pierwszy odwiedzali jednak Dorne i nic nie mogło ich przygotować na to, co zastali po opuszczeniu pokładu statku.
Gorąca temperatura była niczym wobec suchości powietrza, suchość powietrza zaś była niczym wobec ogromu śmierci, który czaił się na ulicach – choć robiono wszystko, by ograniczyć ilość ofiar do minimum, nikt nie mógł powstrzymać umierających ludzi przed poszukiwaniem pomocy. Chorzy na drugie stadium odnajdowali w sobie dość sił, by opuścić domostwa i poszukiwać każdego możliwego wsparcia – wędrownego maestra, septonów, czerwonych kapłanów, nawet szarlatanów, którzy pomimo kryzysowej sytuacji dostrzegli okazję do łatwego zarobku i żerowali na strachu zarażonych. Nie wszyscy z chorych mogli powrócić do swych domów – rodziny zamykały przed nimi drzwi, skazując tym samym nieszczęśników na śmierć w zaułkach. Ludzie robili wszystko, by przetrwać… nawet, jeśli oznaczało to równie drastyczne środki.
Zarówno maester Manard, jak i jego uczeń skrywali usta oraz nosy za chustami – nie było wiadomo, czy akurat ta profilaktyka cokolwiek mogła zdziałać, jednak nikt nie wątpił, iż nie zaszkodzi. Właśnie to ujrzała Ivory, gdy próg jej komnaty przekroczyła trójka mężczyzn – skryte za chustami twarze i czujne spojrzenia rzucane znad materiału. Maester Manard został wcześniej poinformowany o aktualnym stanie Księżnej Smoczej Skały, nie spodziewał się jednak, że ten będzie aż tak…
Chwiejny.
Jak gdyby w każdym momencie jej stan mógł ulec pogorszeniu bądź wręcz przeciwnie – ulec gwałtownej poprawie. Manard skinął niecierpliwie na młodego chłopaka, który trwożliwie skrywał się za jego plecami i jeszcze nim ten zdołał wnieść do wnętrza komnaty skrzynię pełną specyfików, maester w kilku prędkich krokach zbliżył się do Aeriona Targaryena.
- Cztery pijawki, okłady z czarnego bzu.
Maester Manard skinął niecierpliwie ręką na młodzieńca – chłopak natychmiast przystąpił do działania, wyjmując z kufra pokaźnych rozmiarów słój i przynosząc go swemu mistrzowi. Starszy z mężczyzn odkręcił wieko i zanurzył dłoń w błotnistej mazi, która wypełniała naczynie do połowy – ledwie chwilę później wyciągnął z niego czarną, wijącą się pijawkę. Przyłożył ją do malutkiego, drobnego ciała Aeriona, cały proces powtarzając z trzema kolejnymi płazami. W tym samym czasie młodzieniec jął rozgniatać w moździerzu suszone owoce czarnego bzu z odrobiną wody – w końcu powstała maść dość gęsta, by można było użyć jej na ciele, choć to miało nastąpić dopiero po działaniu pijawek.
- Pani, musimy zbić gorączkę. Połóż się wygodnie, podam napar z kory wierzby i liści brzozy. Nie powinnaś wstawać, póki organizm nie odzyska sił – na ustach maestra Manarda pojawił się lekki uśmiech, którego Ivory nie mogła dostrzec – uśmiechały się jednak również jego oczy, zwłaszcza, gdy spojrzał na nią i powiedział coś, co prawdopodobnie musiała usłyszeć.
- Mąż nie może doczekać się twojego powrotu, pani.

    Rzut kością zadecyduje o efektywności działań:
    1, 3 - działania maestra przynoszą efekt zarówno w przypadku Aeriona, jak i Ivory; ich stan polepsza się, następuje remisja do I stadium;
    2, 5 - działania maestra przynoszą efekt wyłącznie w przypadku Aeriona, stan Ivory nie ulega poprawie i zatrzymuje się na II stadium;
    4, 6 - działania maestra przynoszą efekt wyłącznie w przypadku Ivory, stan Aeriona nie ulega poprawie i zatrzymuje się na II stadium.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty księżniczki Ivory   Sro Paź 05, 2016 11:55 am

The member 'Valar Dohaeris' has done the following action : Dices roll


'Rzut 6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty księżniczki Ivory   Wto Paź 18, 2016 7:56 pm

Posłusznie wypijała co do ostatniej kropli każdy napar, który maester podsuwał jej pod nos i raz po raz zapadała w głęboki, choć niespokojny sen.
Maester orzekł, że zdrowieje. Aerion nie. Miała ochotę cisnąć w niego kielichem z gorącym naparem, krzyczała, że ma wyleczyć nie ją, lecz jej syna, zaniosła się histerycznym wręcz płaczem.
Często dawała ponieść się emocjom, lecz teraz zdawała się zupełnie tracić rozum. Nie chciała jeść, ani spać, dopóki zupełnie nie opadała z sił – zapadała w niespokojny sen, lecz nie spała dobrze. Zrywała się za każdym razem, kiedy budził się Aerion i ciszę w komnacie rozdzierał jego donośny płacz. Wiedziała, że płakał przez ból, jaki trawił jego maleńkie ciało i miała wrażenie, jakby tysiące grubych szpil wwiercało jej się w mózg. Czasami płakała razem z nim, a czasami kołysała go nie mówiąc nic.
Serce Ivory pękało na tysiące maleńkich odłamków, gdy patrzyła na tłuste pijawki na bladej skórze niemowlęcia i wiedziała, że nawet jeśli złoży je z powrotem w całość, to już nic nie będzie to samo.
Świat i wszelkie istnienie zostało wniesione z kruchego szkła. Wystarczy jedna chwila, by wszystko runęło – dla dornijskiej księżniczki, był to moment, gdy zdawało jej się, że Aerion przestał oddychać.
Wtedy człowiek zaczyna wątpić.
Płonąc od gorączki i wypacając z siebie siódme poty była przekonana, że Siedmiu jest martwych, albo głuchych na jej prośby, ba! na błagania na klęczkach trwające godzinami. Na nic zdawały się palone dla nich świece, na nic modlitwy, wszystko na nic.
Matka, która pragnie ochronić swoje dziecko, nie poddaje się jednak nigdy i Ivory chwytała się wszystkiego, co mogłoby pomóc i bynajmniej nie zaszkodzi.
Uległa dawnym namowom swego starszego brata, przywoływała w myślach każde jego słowo, dopóki w książęcej sypialni nie pojawił się odziany w czerwień kapłan.

Okrągła buzia przybrała barwę papieru. Wokół wrzosowych oczu jawiły się potworne, krwawofioletowe cienie. Aerion oddychał ciężko, powoli, jakby sprawiało mu to ogromny wysiłek. Blade, poznaczone krwawymi plamami policzki były mokre od łez. Jej kilkumiesięczny syn nauczył ją, że przez sen też można płakać.
Nie mogła znieść myśli, że mogłaby go stracić.
Trwała wyprostowana na krześle, kołysząc się w przód i w tył. Dłonie miała zaciśnięte na płonącej świecy. Krople gorącego wosku padały na skórę pokrytą plamami, ale nie dbała o ból – może to właśnie było potrzebne? Modliła się gorliwie, goręcej niż kiedykolwiek wcześniej; cichym szeptem błagała Pana Światła, by nie odbierał jej syna, by oszczędził jej maleńkiego chłopca, przepraszała za wszystkie grzechy jakich się dopuściła i o jakich choćby pomyślała. Oczy miała zaciśnięte, lecz co chwilkę spoglądała w głąb kołyski, gdzie niespokojnie spał Aerion. W pewnym momencie zdmuchnęła świecę, zdrapała wosk z poparzonych dłoni. Sprawdziła, czy niemowlę oddycha, trzymając rękę nad jego twarzą. Ciepłe, delikatne tchnienie rozgrzało skórę Dornijki.
Serce w wątłej piersi nie waliło już tak ciężko, choć wciąż była bardzo słaba. Ból głowy nie dawał Ivory chwili wytchnienia, nieustannie miała wrażenie jakby stalowa obręcz zaciskała się jej wokół czaszki. Sama nie wiedziała, czy wina tkwiła w nieustępującej chorobie, czy ogromnym strachu, który nią zawładnął.
Usiadła na skraju łoża, z nocnego stolika podniosła starannie złożony list i znów go czytała – od momentu, w którym maester jej go wręczył przeczytała go może setki, albo tysiące razy. Ponownie zaniosła się szlochem, bezgłośnym, by nie wyrwać Aeriona ze snu, ukryła twarz w poduszce i starała się nie umrzeć z powodu przygniatających ją wyrzutów sumienia.
Pan Światła wybacza grzesznikom, jeśli proszą o łaskę, nie pamiętała do kogo mówił do Trystane.
Nie zauważyła wejścia maestera Manarda, nagle znalazł się obok kołyski z kolejnym okładem. Zerwała się z posłania, od gwałtownego ruchu zakręciło się jej w głowie. Musiała jednak obserwować każdy ruch medyka, choć wiedziała, że nie uczyniłby nic, co mogłoby niemowlęciu zaszkodzić.  Była świadoma, że tak młody organizm dużo ciężej znosi chorobę i powrót do zdrowia zajmie dużo więcej czasu… o ile poprawa w ogóle nastąpi.
Czy i mi wybaczy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Komnaty księżniczki Ivory   

Powrót do góry Go down
 

Komnaty księżniczki Ivory

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen
» Księgarnia Esy i Floresy
» Księga zaklęć
» Książę Endymion...
» Śnieżna Księżniczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne :: Słoneczna Włócznia :: Pałac rodu Martell-