a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnata Rhaenys Targaryen



 

 Komnata Rhaenys Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
142
Join date :
04/05/2014

PisanieTemat: Komnata Rhaenys Targaryen    Czw Sty 14, 2016 11:16 pm


Komnata Rhaenys



Kompleks komnat przeznaczonych do użytku Rhaenys Targaryen bez wątpienia stanowi jeden z najbardziej dopracowanych oraz dopieszczonych azylów w Czerwonej Twierdzy - wysokie, łukowate przejścia łączą ze sobą trzy z czterech pomieszczeń, na końcu których znajdują się wykonane z czerwonego, wiśniowego drewna drzwi prowadzące do sypialni księżniczki. Umieszczone we wschodnim skrzydle zamku, posiadają niepowtarzalny widok na Czarną Zatokę oraz jej wody obmywające położoną poniżej plażę. Same komnaty stanowią esencję valyriańskiego dziedzictwa, które dostrzegalne jest na każdym stawianym kroku: kolumny wykończone są ornamentami przywodzącymi na myśl oplatające filary smoki, skompletowane do stołu krzesła zaś ozdobione zostały z zaskakującą pieczołowitością niewielkimi figurkami skrzydlatych bestii, a zdobiące ściany arrasy przedstawiają początki istnienia imperium tworzonego przez Aegona Zdobywcę. W największym z pomieszczeń Rhaenys zwykle podejmuje najbliższych sercu gości, tworząc tym samym kameralną atmosferę zaufania - po przejściu pod wykończonym marmurem łukiem, trafia się do nieco mniejszej komnaty, stanowiącej swoisty przedsionek przed sypialnią księżniczki. Z samej alkowy, gdzie też znajduje się przestronna garderoba, można wyjść na długi taras, z którego rozciąga się niepowtarzalny widok na Czarną Zatokę oraz widniejące w oddali wody otwartego morza - to również z sypialni istnieje możliwość przejścia do niewielkiej komnaty pełniącej funkcję łazienki. Duża na cztery osoby wanna stanowi poniekąd centrum tego pomieszczenia, które nieodmiennie wypełnia zapach ziołowych, lekkich kadzidełek. Komnaty utrzymane zostały w czarno-czerwono-złotej konwencji, co nadaje im wyraz intymności oraz




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
142
Join date :
04/05/2014

PisanieTemat: Re: Komnata Rhaenys Targaryen    Czw Sty 14, 2016 11:16 pm

Siedziała rozpostarta na miękkim, wygodnym krześle z drewna czerwonej wiśni, tuż przy będącej majstersztykiem balustradzie tarasu. Ledwie kilka jardów niżej morze grzmiało i rozbijało się o spazmatycznie powykręcane czarne skały, które wyglądały jak opadły deszcz meteorów do połowy zagrzebanych w żwirowatym piasku wąskiej plaży. Biały sarong zakrywał jej kolana i opadał do połowy smukłych łydek – nagie stopy trzymała na rzeźbionym szezlongu, spod przymrużonych powiek obserwując, jak wysychają na nich ostatnie kropelki wody. Zdawała się nieobecna myślami, zaś fiołkowe oczy zdawały się potwierdzać to wrażenie: czysty, pusty, a jednocześnie martwy wzrok przywodził na myśl starannie potłuczone młotkiem szklane kulki.
Nie zareagowała nawet, gdy służka w milczeniu wniosła do komnaty dzban myrijskiego wina – charakterystyczna woń cierpkich ziół i słodkiego miodu niemal natychmiast wypełniła chłodne, wczesnozimowe powietrze, przywołując w myślach obraz rozgrzanego latem miasta. W myślach już słyszała symfonię sferyczną, dźwięk w dźwięku, a w tym dźwięku następny i następny, bez końca. Widziała atramentową ciemność nocy rozbłyskującą fontannami zielonych, czerwonych, fioletowych, żółtych fantastycznych kwiatów światła. Czuła zapach palonej sosny, słyszała szept niewyczuwalnego wiatru, niemal bezwiednie uśmiechnęła się do własnych wyobrażeń, oplatając szczupłymi palcami nóżkę kielicha. Służka już dawno opuściła komnatę, pozostawiając Rhaenys w towarzystwie nieustającego potoku myśli, które przepływały przez umysł smoczej księżniczki.
Lubiła ten stan – moment, gdy w pobliżu nie było nikogo, te nieliczne chwile, gdy mogła cieszyć się własną obecnością. Niepowtarzalne, ulotne stadia, które wypełniał smak najwyborniejszych win z królewskich piwnic i woń ledwie zakończonej kąpieli. Wiedziała, że musi cenić każdą skradzioną dla siebie sekundę, miała również pełną świadomość, iż utopijny stan może zostać przerwany w dowolnym momencie – wystarczy, by przez drzwi komnaty wkroczył Gwardzista, kolejna służka, niechby i sam Aerys: z chwilą naruszenia azylu, spokój zaczynał płonąć niczym polane smołą drzewce i z każdym uderzeniem serca gorzał coraz mocniej, by w końcu – pośród gęstego dymu – przeobrazić się w żałosną kupkę popiołu.
Znała Czerwoną Twierdzę zupełnie dobrze (przynajmniej zaś lubiła tak sądzić). Wiedziała, jakie i gdzie mogą być sidła i omamy, zdradzieckie zapadnie, straszliwe pułapki. Żyła tutaj od blisko dekady – czasu zatem miała dosyć, żeby pogodzić się z olbrzymim zamkiem, jeśli już nie z sytuacją, która nakazała jej pozostać w tym miejscu na dłużej. Mimo to nadal chodziła ostrożnie. Kilka razy miała wątpliwą przyjemność, by przekonać się, że znajomość Czerwonej Twierdzy, którą jakoby posiadła, chociaż wystarczająca i użyteczna, przecież nie jest całkowita. Co najmniej raz niemal padła ofiarą jednego z tuneli wydrążonego na rozkaz Maegora Okrutnego – pozorny korytarz, skryty pośród fundamentów zamku, kończył się gwałtownie w trudnej do rozproszenia ciemności: ledwie stopę dalej w kamiennej posadzce ział głęboki na kilkanaście stóp otwór, prowadzący…
Cóż, do Siedmiu Piekieł.
Rhaenys wykrzywiła usta w lekkim grymasie, upijając kolejny łyk wina z pozłacanego kielicha. Nie zauważyła nawet, gdy niebo zaczęło ciemnieć: soczysta, wspaniała czerwień popołudnia ustępowała miejsca czarnym mrokom nocy. Smocza księżniczka uniosła nieznacznie głowę, żeby popatrzeć na układy gwiazd. Nawet to znała już dobrze - w tym zmartwiałym świecie wyszukała na niebie układy jasności, wybrała sobie konstelacje, w myśl swoich okropnych, zgorzkniałych upodobań. Już się pojawiły: Sztylet, Grzbiet, Strzała, Małpa, Ropucha. Na czole Małpy migotała mała, nędzna gwiazdka, którą uważała za jednego z zapomnianych przez ludzi bogów… choć równie dobrze mogła być jej własną gwiazdą przewodnią.
Żałośnie zbłąkaną, niemal wyblakłą, lecz uparcie trwającą pośród atramentowej czerni nieba.
Już jako licząca sobie kilka dni imienia dziewczyna zauważyła, że na morzu gwiazdy są znacznie jaśniejsze – przez pewien czas uważała, że to zasługa wody odbijającej ich światło, w końcu zaś doszła do wniosku, iż na wodzie jest znacznie mniej ludzi, którzy mogliby splugawić piękno konstelacji. Było w tym coś pocieszającego: świadomość, że nawet coś tak stałego jak wiszące nad głowami niebo może posiadać zupełnie inne, być może lepsze oblicze. To dawało nadzieję – nadzieję głównie dla pozornie zepsutych do cna ludzi… lub tych, którzy dawno zapomnieli o swej piękniejszej, bardziej szlachetnej stronie.
Głupoty godne naiwnej, prostej dziewki.
Rhaenys niemal słyszała syk pogardy wobec siebie samej, który pragnął wyrwać się z piersi wraz z łykiem wina – dopiero wyrazisty smak trunku załagodził irracjonalny gniew, wypełniając marznące ciało przyjemnym, wewnętrznym ciepłem. Gdyby tylko mogła, pozostałaby na wieki w równie niezobowiązującym, niewymagającym jakiejkolwiek interakcji bezruchu – trwałaby wytrwale na swym miejscu, obserwując niebo, pozwalając, by woń morskiej toni wdzierała się do nozdrzy i by smak mocnego wina dominował wszystkie zmysły, nadając im przyjemną lekkość bytu.
Był to jednak luksus, na który – o ironio – nie mógł pozwolić sobie żaden szlachetnie urodzony… i tym bardziej żadna szlachetna urodzona. Rhaenys już ważyła w myślach plany na późny wieczór, które oscylowały wokół wyboru przyodziewku na jutrzejszą wizytę w stołecznym sierocińcu oraz powolnych przygotowaniach do nieubłagalnie zbliżającego się ślubu… co z kolei wywracało zawartość jej żołądka na zewnątrz.
To nie była wina zwykłego, przedmałżeńskiego zamartwiania się – to był przejaw jak najbardziej naturalnej, zwierzęcej reakcji obronnej na nieuchronną katastrofę, która przyczyni się do upadku ostatniego z azylów Rhaenys: jej niezależności względem męża. O ile w królestwie były kobiety, mogące mniej lub bardziej sprawnie wywierać wpływ na swą drugą, niekoniecznie dopasowaną połowicę… o tyle Targaryenównę czekała nieustająca batalia o utrzymanie się na powierzchni wody w studni bez dna, którą będzie jej małżeństwo.
Tak po prostu. Bez możliwości ratunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Komnata Rhaenys Targaryen    Sob Sty 16, 2016 2:34 pm

Najdrobniejszy postępek władcy, choćby tylko kaszlnął, wywołuje skutek gdzieś w świecie, zaś poważne jego dzieła wypełniają królestwo echem. Na zawsze.
Izolowanie się, zniknięcie, samotność, to nie był najlepszy pomysł. Maegor doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że powinien otrząsnąć się z jakże nietypowego dla siebie ataku smutku i poczucia samotności, rządzącego nim przez kilka ostatnich tygodni. Pozbyć się ich, tak jak zsuwa się z ramion płaszcz. Musi przecież pokazać twarz rozpromienioną satysfakcją, twarz człowieka spełnionego, jak przystoi Namiestnikowi Siedmiu Królestw.
Tak - musi to zrobić i zrobi bez wątpienia… gdy tylko nadarzy się okazja.
Myśli Targaryena niestrudzenie powracały do momentu rozstania z Ivory oraz Aerionem – tam, na samym początku długiej podróży do domu, jego żona wydawała się niezmordowana i zagadkowo rozluźniona, długie, ciemne, pachnące fiołami włosy powiewały na zimnym wietrze ciągnącym od strony otwartego morza. W jej ramionach spał pieczołowicie opatulony Aerion – wokół nich zaś uparcie egzystował świat, nieodmiennie cuchnący port, rachityczne drzewa od dawna ogołocone z liści, w dokach zgarnięte ohydne kupy brudnych, poczerniałych odpadów.
Zaraz po tym wspomnieniu nadchodziło inne: Daeron, siedzi obok przy dębowym stole, coś skrobie, zapełnia kolejne strony wymiętoszonego pergaminu tymi swoimi bazgrołami przyzwyczajonego do miecza mężczyzny. W czystych oczach barwy wrzosu ten rzadki u ludzi błysk dobroci.  Maegor mógł mieć pewność, że w Dorne jego bliskim nic nie będzie grozić tak długo, jak wytrwale u ich boku będzie stał ten konkrety Biały Płaszcz – był niczym słowna gwarancja złożona przez przewrotnych Bogów.
Powóz szarpnął nagle, wyrywając ze snu chrapiącego Velaryona – Aenor podskoczył nerwowo na drewnianej ławie, uderzając głową o stanowczo zbyt niski sufit i klnąc szpetnie.
- Co do jasnej cholery - powiedział. - Już nawet pospać sobie nie wolno?
- Przed chwilą omal nie zginęliśmy – odparł gwałtownie Maegor; pochylając się wypluł niemal te słowa w wielkie różowe ucho dziedzica Pływów - To byłaby dopiero ironia, czyż nie? Na trakcie we Włościach Korony powóz spada ze skarpy i rozmazuje po rozciągających się w dole skałach dwóch obiecujących młodych mężczyzn, podróżujących z Duskendale do Królewskiej Przystani po wieczne życie. Nasze smukłe, młode członki rozrzucone po poboczu…
- Wieczne życie, młodzi mężczyźni? – powtórzył Aenor, marszcząc brwi z uśmiechem kpiny na ustach.
-  Szansę są pół na pół – odparł rzeczowo Targaryen. - Egzystencjalna ruletka. Jeden żyje wiecznie, jeden umiera.
-  Egzystencjalne gówno - Velaryon przeciągnął się leniwie. – Zdumiewasz mnie, Maegorze. Jak możesz na poważnie wciskać mi ten egzystencjalny kit. W dodatku ty w to pewnie wierzysz, co?
Targaryen uśmiechnął się w odpowiedzi, znużonym wzrokiem spoglądając na monotonny krajobraz ciągnący się za niewielkim okienkiem. Jeszcze dzisiaj dotrą do stolicy, a wtedy…
… wtedy możliwość upadku ze skarpy będzie najdelikatniejszym sposobem śmierci.

***

Zmierzch zdołał nadciągnąć nad Królewską Przystań, gdy Namiestnik Siedmiu Królestw - po ledwie kilku chwilach odpoczynku – przemierzał korytarze Czerwonej Twierdzy. Aenor Velaryon zadeklarował, że dzisiejszej nocy wypije więcej litrów alkoholu niż ilość pokonanych podczas podróży mil, co oznaczało przemienienie krwi dziedzica Pływów w ale. Sam Maegor chętnie by mu potowarzyszył w tym nierównym starciu, lecz obowiązki po raz kolejny wzięły górę nad przyjemnościami. Za Targaryenem obecnie jak cień podążał Wielki Septon, recytując całą listę renowacji, które natychmiast należy przeprowadzić w Sepcie, co z kolei wiązało się z potrzebą finansowego wsparcia – Maegor mocno powątpiewał, że licząca ponad dwieście lat budowla to ruina grożąca zawaleniem, która odbierze życie setkom istnień, jeśli Namiestnik w swej dobroci nie podaruje na rzecz Siedmiu pięćdziesięciu tysięcy złotych smoków. Mówiąc te słowa, Wielki Septon użył przeciwko Targaryenowi tego swojego lekkiego, swobodnego tonu świątobliwego wybranka Bogów; tonu, którym on tak się zawsze znakomicie posługiwał, a którym Maegor zawsze tak strasznie pogardzał.
- Oszczędź mi teraz kazań, Septonie. Tych wysłucham na jutrzejszym nabożeństwie – Książę Smoczej Skały machnął lekko ręką, jakby pragnął odgonić się od natrętnej, bzyczącej irytująco muchy. - Nie mam jakoś nastroju na analizy etniczne. Właściwie jestem trochę zmęczony.
Mówił to uprzejmie, przerywając dyskusję z kłopotliwie natrętnym klechom w najbardziej przyjacielski sposób. Najwyraźniej zadziałało: Septon zatrzymał się gwałtownie, skłonił uniżenie i zniknął tak prędko, jak tylko Targaryen mógł sobie tego zażyczyć. Jednak nawet teraz na Namiestnika nie czekał upragniony moment wytchnienia – każdy kolejny krok przybliżał go do właściwego celu podróży, który za kolejnym zakrętem zamajaczy prze oczami Księcia i…
Oto one.
Strzeżone przed dwóch Gwardzistów drzwi, wciąż oddalone o przynajmniej kilka jardów, zamknięte na głucho niczym skrzydła skarbca.
Niezaprzeczalnie, we wnętrzu komnaty znajduje się jedyny w swoim rodzaju skarb.
Z piersi Maegora wyrwało się głuche westchnięcie, gdy ruszył przed siebie pewnym krokiem kogoś, kogo nie zatrzyma dwóch uzbrojonych osiłków, którzy na dodatek myślą obecnie wyłącznie o ciepłej strawie. Nim którykolwiek z Białych Płaszczy zdołał zabrać głos, Namiestnik uniósł spokojnie dłoń, tym krótkim, stanowczym gestem nakazując milczenie.
- Księżniczka Rhaenys mnie wyczekuje, na dobrą sprawę nieco się spóźniłem, zatem… - głos Targaryena zawisł w powietrzu z niemal namacalną teatralnością, która mimo wszystko zdołała odnieść upragniony efekt – obaj Gwardziści spoglądali wyczekująco na Księcia Smoczej Skały, choć najpewniej gdzieś w tyle ich głowy już wirował odpowiedź. - … zatem nie posiada najlepszego humoru. Kobiety mogą spóźniać się na spotkania, niestety ta reguła nie działa w drugą stronę. – na ustach Maegora wykwitł niby to swobodny, niby rozbawiony i porozumiewawczy uśmiech, który odwzajemniony został przed jednego z Białych Płaszczy – tym samym Namiestnik przekonał się, że rycerz nie zdołał utrzymać kuśki w suspensorze i złamał śluby czystości, zabawiając się ze służką albo dziewką lekkich obyczajów. Wykorzystując tę chwilę, Targaryen pchnął drzwi komnaty, bez wahania poruszając się przez przestronne pomieszczenia w poszukiwaniu Rhaenys, która – zgodnie z jego przeczuciem – zaszyła się we własnej alkowie, zupełnie jakby wiśniowe drewno było w stanie odciąć ją od świata.
- Nie przeszkodziłem w niczym ważnym, prawda? – nie było to typowe powitanie (przynajmniej nie dla każdego innego człowieka): nim Targaryenówna zdołała obrócić głowę w jego stronę, Maegor już zajmował miejsce na samym brzegu przestronnego łoża utrzymanego w – a jakże – rodowych barwach. Zakrawający o bezczelność uśmiech samozadowolenia wykwitł na ustach Namiestnika, gdy dostrzegł niemal połowiczny negliż Rhaenys – najwyraźniej zdążyła już zażyć kąpieli… czego nie można było powiedzieć o nim. – Jeśli mam być szczery, miałem nadzieję na więcej nagości – niewiele brakowało, by zaśmiał się w głos, dostrzegając stalowe spojrzenie swej kuzynki – ludzie mieli rację, określając ją Maegorem z cyckami (które zresztą wywarły na nim oszałamiające wrażenie, gdy tylko zauważył kształtny zarys piersi pod cienkim materiałem nocnej koszuli).
Właśnie tu rodził się problem – Rhaenys była zbyt niebezpieczna… i każdego dnia jedynie rosła w siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Komnata Rhaenys Targaryen    

Powrót do góry Go down
 

Komnata Rhaenys Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rhaenys Targaryen
» Komnata Tajemnic
» Zapomniana komnata
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Daeron Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Komnaty rodziny królewskiej-