a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Maegor Targaryen i Ivory Targaryen



 

 Maegor Targaryen i Ivory Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Nie Lut 14, 2016 9:11 pm


Królewska Przystań, pierwszy księżyc 263 AL

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Nie Lut 14, 2016 10:39 pm

Zmierzch z wolna jął ogarniać Królewską Przystań, miasto tak brzydkie i cuchnące, że Ivory codziennie zadawała sobie pytanie jak ludzie, przebywający poza Czerwoną Twierdzą, są w stanie tam wytrzymać. Marynarze, odwiedzający porty (zarówno miast, jak i dziewek), byli zdania, iż w Starym Mieście pachnie kwiatami, w Białym Porcie – syreną, morską bryzą i solą, zaś stolica Siedmiu Królestw pachniała jak niemyta kurtyzana.
Cóż, Dornijka nigdy nie miała do czynienia z podobną kobietą, lecz dałaby uciąć sobie rękę, że pachniała niewiele gorzej, niż siedząca obok staruszka.
Matka Lorda Rosby sprawiała wrażenie jakby zaraz miała się rozpaść, rozkruszyć w drobny mak. Resztę siwych, niemal białych włosów ukrywała pod jedwabną, wyszywaną złotymi nićmi chustą i łypała ja spod byka na każdą zasiadającą przy stolę damę. Przy każdym wypowiadanym słowie na stole lądowały kropelki śliny, a dziwne dźwięki, jakie z siebie wydawała, gdy złapał ją atak kaszlu, skutecznie pozbawiał dornijską księżniczkę apetytu.
Dornijka poprawiła fałdy sukni, moszcząc się na wyściełanym aksamitem krześle o miękkich podłokietnikach i takimże oparciu, którego jej plecy ani razu nie dotknęły. Siedziała wyprostowana jak struna, modląc się, by mięśnie twarzy nie zdrętwiały jej od nieustannego uśmiechania się – po godzinie spędzonej w dusznym pomieszczeniu była pewna, że ten wyraz twarzy zostanie jej już na zawsze, tak jak odgrażała się pani matka, gdy Ivory stroiła miny nad talerzem.
O, na Siedmiu, niech mnie ktoś zabije.
Ciemne spojrzenie spoczęło na dziewczynie, na oko w podobnym do jej wieku, która zajęła miejsce pośrodku komnaty i jęła lekko uderzać w struny harfy, szykując się do występu. Ivory miała nieodparte wrażenie, że teatr marionetek, za jaki miała dotychczas dwór królewski, jął przeistaczać się w istny cyrk. Dama z harfą, mogąca uchodzić za uosobienie ideału piękna na północ od Dorne – smukła i bladolica, o ustach różanych i niewielkich, z łagodną twarzą okalaną przez złociste loki – rozchyliła te piękne wargi, stworzone wprost do wykradania przelotnych pocałunków i jęła śpiewać.
Śpiewać tak nieczysto, a wręcz skrzeczeć, że Księżniczka mogła śmiało posunąć się do stwierdzenia, że pieśni Edrica, po spędzeniu nocy na pijaństwie, były dla ucha milsze, a przynajmniej choć trochę bardziej znośne.
-Ooooooch, jestem ostatnim z olbrzymów…
-… jesteeeem olbrzyyymeeem… - staruszka zajmująca miejsce obok dornijskiej księzniczki, postanowiła dołączyć i wspomóc młódkę w tym występie, wyśpiewując – czy też skrzecząc – co drugie słowo, kołysząc się przy tym w rytm wygrywanej melodi.
Księżna Smoczej Skały nabrała szczerej ochoty, by rozbić sobie własny talerz o głowę.
-… DOOO CNAAAAA WYMARŁ CAŁY MÓJ RÓD SŁAAAWNYYYYY!
-… dobra matko, źródło laaski… zaraz, co? – żachnęła się starsza lady, ujmując kielich z winem w dłoń, na której utkwiło spojrzenie księżniczki. Mijały pełne emocje sekundy, zniszczy jej suknię, czy nie? A może tuż po tym zacznie krwawić z uszu i wyda tu ostatnie tchnienie? – Milcz dziewczyno, już mi milsze beczenie kóz w Dolinie! Na Siedmiu, aż mi się wszystko zaczyna plątać, przecież Ty jesteś z Bożej Laski.
Wskazana przez lady Rosby smagła dziewczyna odchrząknęła głośno i poprawiła damę: - Bożej Łaski, milady.
Ivory ściągnęła usta w wąską linię, próbując się nie śmiać – nie śmiała nachylić się nad swą starsza towarzyszką, by przypomnieć, iż ten urokliwy słowiczek pochodzi właśnie z Gulltown.

~*~

Woń egzotycznych kwiatów przyjemnie pieściła zmysły, doskonale współgrając z gorącą wodą, w której moczyła się Dornijka od dobrego kwadransa, pozwalając by Xanda leniwie wmasowywała w jej barki olejki – smukłe, hebanowe odznaczały się na smagłej skórze; jeśli dwórki w Królewskiej Przystani miały Księżną Smoczej Skały za zbyt ciemną niźli przystało szlachetnie urodzonej, co musiały mówić o jej kuzynce z odległych Wysp Letnich, która po zaślubinach pozostała w Siedmiu Królestwach?
-Co powiedziała?
Ivory nie poruszyła się ani o cal, wylegując się między udami kuzynki, oparta o jej pierś i dotychczas zadowolona jak kot, śpiący na słońcu, dopóki tej chwili nie przerwała Zara – stała przy balii, trzymając dzban z gorącą wodą i dbając, aby kąpiel nie ostygła.
-Nazwała Cię głupią owcą, pani. – wyrzekła bez skrępowania służka.
-Owcą?
-Często tu żartują z dzbanu oliwy i…
-Tak, wiem, co jeszcze mówiła?
-Powtarzała co mówisz, próbując brzmieć jak ty, księżniczko… jeśli wiesz co mam na myśli.
Palce Letniaczki bezwstydnie opuściły smukłe ramiona księżniczki, ich opuszki musnęły żebra, dotknęły płaszczyzny brzucha – Ivory zdawała się tego nie zauważać, gniewne spojrzenie utkwione miała w służce. Wciąż nie mogła nadziwić się, że mieszkańcy Czerwonej Twierdzy nie potrafili znaleźć bardziej ambitnego tematu do rozmów, jak tylko sposób jej mowy, jej skóra, jej małżeństwo – swego pana męża, który ją parodiował nad wspólną kolacją, potrafiła jeszcze znieść, posyłając mu pełen dezaprobaty uśmiech – dłoń księżniczki spoczywała wówczas wysoko na mężowskim kolanie, by prędko znalazł inny temat do rozmowy.
-Nazwała Dornijczyków ciemnotą, powiedziała, że…
-Wystarczy już, możesz odejść.
Zapadła cisza, zakłócona jedynie przez zamknięte przez służkę drzwi i cichy plusk wody, gdy Dornijka uniosła się nieco, opierając dłonie na udach Letniaczki i przechylając głowę w prawo, gdy na jej szyję spadł przelotny pocałunek.

~*~

Jedna z licznych bratanic Lorda Graftona niepewnie uchyliła drzwi, prowadzących do komnat księżnej, zakradając się do środka jak cień. Ivory nie dostrzegła cienia rozbawienia, czy kpiącego uśmiechu – lecz ona sama nadrabiała pogodnym wyrazem twarzy za nie obie, uśmiechając się serdecznie i prosząc, by młoda usiadła z nią do stołu.
-Pomyślałam, że obiad w Twoim towarzystwie, pani, będzie cudownym zakończeniem dnia – zaświergotała głosem skrajnie radosnym, do przesady przesłodzonym – tak uroczym, że sama miała ochotę zwymiotować.
Złotowłosa usiadła na krześle nieśmiało, niepewnie, jakby obawiała się, że zaraz jej nogę, albo co gorsza – szyję – oplecie jadowity wąż i nigdy już nie uwolni się od śmiertelnego uścisku. Miała jednak na tyle szczęścia, iż dornijska księżniczka, którą miała przed sobą, odziana w skromne dornijskie szaty, miała dużo łagodniejszą naturę, niźli jej bracia – i nie zamierzała fundować jej aż tak ekstremalnych wrażeń.
-Częstuj się, moja droga.
Drobna dłoń Księżnej Smoczej Skały gestem ponagliła lady Annę do skosztowania tego, co dlań przygotowano – o dziwo, stół wcale nie był suto zastawiony. Stały nań jedynie dwa kielichy, dzban wina i kilka niewielkich talerzyków oraz miseczek. Na pierwszych spoczywały maleńkie, powykręcane papryczki, jedne pomarszczone jak przesuszona śliwka, inne zaś gładkie i soczyste; zawartością głębszych naczyń było nic innego jak potrawka z węża z kroplą jadu, intensywnie pachnące sosy, z których Dorne słynęło…
… wszystko tak ostre, że nawet nawet niektórzy z mieszkańców półwyspu odmawiało skosztowania.
-Dlaczego nie jesz?
-Nie jestem głodna.
-Nie czyń mi tej przykrości, spróbuj.
Graftonówna nie poruszyła się wcale, nieruchoma i blada jak posąg, jak gdyby obawiała się, że gdy skosztuje czegokolwiek, padnie na ziemię martwa.
-Jedz.
Księżna Smoczej Skały przestała się uśmiechać, oparta wygodnie o krzesło wprawiała wino w ruch, trzymając kielich w dłoni i wcale go nie pijąc.
Powtarzane z mocą słowa przyniosły wreszcie skutek – młódka sięgnęła po widelczyk, nabiła nań najbledszą papryczkę i drżącą dłonią uniosła do ust, by ugryźć sam tylko koniuszek.
W pierwszej chwili nie stało się nic – przegryzła, przeżuła, połknęła, nic nadzwyczajnego. Dopiero po kilku uderzeniach serca język Graftonówny jął płonąć żywym ogniem, wypuściła widelczyk z dłoni, spadł z brzdękiem na stół, a Dornijka…
-Powiedziałam: jedz.

~*~

Księżniczka Ivory wygładziła materiał sukni, uśmiechając się nieprzewrotnie. Zara, nie mogąc przestać się śmiać, doniosła jej, że Graftonówna nie opuści wychodka do następnego zachodu słońca - był to efekt, który Dornijkę w pełni zadowalał. Najlepsze ostre potrawy pieką wszak dwa razy.
Rada ze swego dowcipu – który najpewniej bawił ją tylko samą, Zarę oraz jej kuzynkę z Wysp Letnich – pragnęła spędzić popołudnie nad księgą, dość już miała noworocznych uczt. W ogóle nie przypominały tych, które miały miejsce w Słonecznej Włóczni – choć nie mniej huczne i wystawne, myśli księżniczki wędrowały nigdzie indziej jak do rodzinnego Dorne i zakrzątały je tak błahe problemy jak wątpliwość, czy posłany przez nią prezent dla Quentyla, przypadł mu do gustu.
Ostatnimi czasy dręczyły ją dziwne sny, niepokojące przeczucia, jeszcze dziwniejsze przypadki - starała się więc nie okazać zdziwienia, gdy znalazła się w komnatach swego pana męża, a jej oczom ukazał się dość specyficzny obrazek.
Książę Smoczej Skały, nagi w wannie, z kuszą w dłoniach celował do trzepoczącego pod sufitem w panice skrzydłami gołębia.
Gołębia, którego podarował jej Derek Baratheon w ślubnym podarku.
W chwili przyjmowania tegoż prezentu ledwie powstrzymała się od parsknięcia śmiechem – później to zwierzę zamiast podziwu budziło w niej tylko zdziwienie.
Cóż ona miała z nim począć?
-Maegorze, bądź tak uprzejmy i odpowiedz mi na jedno pytanie… - zaczęła z wahaniem, nie odrywając spojrzenia od kolorowego ptaszyska – ostatnie czego jej brakowało to to, aby zapaskudził jej suknię - … co ty robisz z moim gołębiem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Pią Lut 19, 2016 10:36 pm

Maegor Targaryen, Książę Smoczej Skały, Namiestnik Siedmiu Królestw, wnuk Aegona Piątego Niespodziewanego, potomek Starej Valyrii…
… niemal cały dzień spędził z ptasimi odchodami na ramieniu.
Komizm mieszał się z groteską, rozbawienie – ze szczerą obawą, a nieświadomość Smoka jedynie napędzała tę błędną machinę nieporozumień. Nikt nie miał jednak wątpliwości co do jednego – wyłącznie ptasi móżdżek porwałby się na równie samobójczą misję, na wskutek której wams Namiestnika ozdabiała całkiem dorodna, surrealistycznie rozbryzgnięta gołębia kupa.
Był to dzień pełen mniej bądź bardziej istotnych spotkań – dzień, jakich w życiu Księcia Smoczej Skały wiele, gdy to poganiany obowiązkami odwiedzał dziesiątki miejsc i spotykał taką samą liczbę ludzi. Na jego drodze stawały różne stany, tytuły i majętności – był zatem przewodniczący Gildii Kupieckiej, był wysłannik z Volantis, był przedstawiciel Żelaznego Banku, sześciu Lordów, cztery Lady, dziesięciu rycerzy, pięciu dziedziców, trzy lordowskie córki, przynajmniej dwóch szarlatanów, jeden członek Gildii Alchemików i kilkanaście służek. W sumie – ponad pół setki osób dzisiejszego dnia miało okazję obserwować, jak Namiestnik Siedmiu Królestw przyjmuje interesantów i podejmuje decyzje olbrzymiej wagi z ptasimi odchodami na ramieniu.
Z bardzo małym prawdopodobieństwem wzięto to za najnowszy krzyk mody (co najwyżej wrzask wściekłości) – z jeszcze mniejszym prawdopodobieństwem wszyscy ci, którym dane było obserwować ten niecodzienny obrazek, zachowali go dla siebie.
Jednak to nie plotki i tłumiony śmiech najbardziej ubodły w tej sprawie Maegora Targaryena. Gardził pocztą pantoflową, o iście idiotycznych przejawach wesołości nie mówiąc – podczas tej osobistej porażki na tle reprezentacyjnym bolało go wyłącznie jedno: nikt nie powiedział mu, że ma ptasie gówno na ramieniu.
Oczywiście, oczywiście – znaczna większość spotkanych dziś osób odczuwała szczerą obawę przed powiedzeniem Księciu prawdy. Jak mógłby zareagować? On – ten, który słynie z nieprzewidywalnych wybuchów gniewu i z zamiłowania do użycia siły? Jak przyjąłby informację, że podrzędna służka, błędny rycerz, nieudacznik zza Wąskiego Morza zauważył jego… poniekąd bitewne obrażenie i – co więcej – ma czelność mu je wypominać?
Czy Namiestnik zacząłby krzyczeć? Czy złapałby delikwenta i bił tak długo, aż z twarzy nie pozostałyby jedynie krwawe strzępy? Czy nakazałby go oblać dzikim ogniem i takiego zrzucić z najwyższej wieży?
Wątpliwości i obaw było znacznie więcej niż możliwych korzyści, dlatego też – między innymi – pozwolono, by Maegor Targaryen do późnych godzin popołudniowych żył w błogiej nieświadomości.
Najpewniej spędziłby owocny, zasrany (dosłownie) dzień bez choćby cienia podejrzeń – po prostu raz czy dwa zdziwiłyby go nadmiernie długie, przeciągłe spojrzenia, które skupiały się wokół ramion (w akcie własnego egoizmu brałby to za podziw dla igrających pod materiałem mięśni), aż w końcu zapomniałby o sprawie.
Tyle tylko, że pośród obłudy znalazł się ostatni bastion sprawiedliwości. Istota niepozorna, drobna, ktoś, kto z zadziwiającym spokojem w ruchach stanął tuż przed Namiestnikiem Siedmiu Królestw, przyjrzał mu się uważnie i – z rozbrajającą szczerością możliwą wyłącznie u wyjątkowo pięknych kobiet – zapytał rzeczowo:
- Dlaczego masz na ramieniu ptasie odchody?
Fiołkowe, roziskrzone spojrzenie Laeny Waters wpatrywało się w Maegora Targaryena z zadziwiającą mieszanką ciekawości, rozbawienia i poniekąd współczucia. Książę Smoczej Skały, dotychczas pochylony nad woluminem, podniósł wzrok na bękarcią córkę swego brata, marszcząc brwi tak, jakby nie do końca zrozumiał pytanie.
- Ptasie odchody – powtórzyła z okrutną konsekwencją Laena, pochylając się nad dębowym stołem – to właśnie w tym momencie Namiestnik stracił zainteresowanie twarzą dziewczyny i skupił wzrok na linii piersi, niepewnie wyglądającej z głębi zawiązanego sznureczkami dekoltu.
- Bredzisz od rzeczy, gdzie niby? – po czole Księcia Smoczej Skały przemknął cień poirytowania, gdy służka wyprostowała się gwałtownie, ponownie zmuszając Targaryena, by spojrzał jej w oczy.
- Na rękawie, jakiś ptak ci narobi…
- Laeno, do cholery, jeszcze raz wspomnisz o ptasim gównie, to osobiście cię…
- … zdejmij wams i sam się przekonaj.
Niezrażona Watersówna wróciła do polerowania wazonu, raz za razem zerkając w stronę Maegora – ten z kolei w końcu uznał, że w słowach Laeny może tkwić ziarno prawdy. Z westchnięciem odłożył pióro, odsunął się od hebanowego blatu i – nie zważając na roziskrzoną parę fiołkowych oczu – ściągnął wams, by na własne oczy przekonać się, że…
… rzeczywiście padł ofiarą ptasiej celności.
Nie do końca był pewien, jak powinien zachować się w takiej sytuacji – nie mogło być mowy o podnoszeniu głosu na służkę, w grę nie wchodził również wrzask sam z siebie, dla zasady krzyku.
Przez głowę Namiestnika natychmiast przepłynęły wszystkie spotkania, wszystkie twarze, wszystkie spojrzenia, gdy to dumnie wypinał pierś z ptasimi odchodami na ramieniu – patrzcie na mnie, dumnego Księcia Smoczej Skały, jednego z najpotężniejszych ludzi w Siedmiu Królestwach! Patrzcie i lękajcie się, bo nie znacie dnia ani godziny, gdy to potrząśnie swym obsranym ramieniem!
Ciałem Maegora Targaryena wstrząsnął tłumiony śmiech, kiedy obojętnie rzucił wams na podłużny stół, splatając dłonie na karku.
Komizm mieszał się z groteską, a rozbawienie – z planem morderstwa, które popełni z zimną krwią.

***

Woda w wannie (ślubnym podarunku) była nieznośnie gorąca – służba, narażając własne zdrowie, przynosiła wiadra pełne wrzątku i napełniała nimi gustowną (choć nieco pretensjonalną) kadź. Para wzbijała się w powietrze gęstymi obłokami, w których ciężko było oddychać – woda osiadała na chłodniejszych szybach i skraplała się na nich z niejaką ulgą, jakby z radości, że zdołała uciec przed ukropem.
Maegor uwielbiał gorące kąpiele – w tej kwestii nie stanowił wyjątku różniącego się od innych członków rodziny. Uwielbiał wrzątek, uwielbiał sposób, w jaki jego skóra z bardzo jasnej przybierała kolor mocnego różu. Uwielbiał świadomość, że jakikolwiek inny człowiek – człowiek, w którego żyłach nie płynie smocza krew – nie wytrzymałby takiej kąpieli.
O tak. To uwielbiał szczególnie.
- Bliżej ten stolik – Książę Smoczej Skały wodził za służką wzrokiem pełnym samozadowolenia – młódka przestała układać kwiaty w wazonie i, z niejaką obawą, przysunęła niewielki stolik bliżej wanny, w której wylegiwał się Namiestnik Siedmiu Królestw. Maegor niemal niknął pośród unoszących się znad wody obłoków pary – przez te kilka chwil przywodził na myśl demona z Krainy Cieni, który gotów jest zaatakować w najmniej spodziewanym momencie.
I rzeczywiście tak było – tyle tylko, że jego ofiarą stał się kielich dornijskiego wina.
Alkohol przyjemnie podrażnił język Targaryena, po czym spłynął do gardła ożywczą, chłodną falą – chwilę absolutnej ciszy przerwało dopiero głębokie westchnienie Namiestnika, ciche stuknięcie odstawianego naczynia i trzask zamykanych za służką drzwi.
Oczywiście w komnacie rozlegał się jeszcze jeden dźwięk – dotychczas Maegor spychał go na samą krawędź jaźni, w końcu jednak dopuścił symfonię do głosu i ze szczerym zadowoleniem wsłuchiwał się w nerwowe pogruchiwanie, któremu towarzyszył trzepot barwnych skrzydeł.
Targaryen obserwował, jak jego gołębia ofiara próbuje umknąć przed tym, co nieuniknione. Ptaszysko latało w tę i z powrotem, aż w końcu utknęło w jednym z rogów komnaty, podpisując na siebie tym samym wyrok śmierci. Dokładnie w momencie, w którym Książę sięgnął po kuszę (również ślubny podarunek, podobnie jak to nieszczęsne ptaszysko), bez cienia wahania celując w gołębia…
… do komnaty wtargnęła odziana w skórkę od cytryny Ivory, przeszkadzając tym samym swemu małżonkowi w polowaniu. Maegor zmarszczył lekko brwi, nie opuszczając kuszy na choćby milimetr – narzędzie zbrodni wciąż wymierzone było w ptaka, gdy Książę Smoczej Skały obracał głowę ku swej małżonce.
- To, co widać, moja najmilsza – na ustach Namiestnika pojawił się niewinny, godny pacholęcia uśmiech. – Pierdolę go tak mocno, że aż piórka lecą.
Ostatnie słowo Namiestnika nie zdołało jeszcze przebrzmieć, kiedy pod wpływem nacisku palca… kusza wystrzeliła – strzała z zawrotną prędkością przecięła powietrze i przy akompaniamencie jeszcze bardziej rozpaczliwego trzepotu skrzydeł trafiła w barwne ptaszysko. Coś mlasnęło nieprzyjemne i ledwie chwilę po tym ciszę przerwało głuche uderzenie.
Zupełnie jakby martwy gołąb spadł na drewnianą podłogę.
- Ozdobił mój wams odchodami – dodał jakby na własne usprawiedliwienie Targaryen, odkładając kuszę na stolik i wymieniając ją na nieco mniej śmiertelne narzędzie – czyli kielich. – Cały dzień spędziłem z ptasim gównem na ramieniu, to wymagało… drastycznych środków – kąciki ust Księcia Smoczej Skały uniosły się w okrutnym uśmiechu, kiedy upił łyk wina, spoglądając spod przymrużonych powiek na własną małżonkę. Ta obserwacja ciągnęła się przez dłuższą chwilę, aż Maegor, niby pod wpływem iluminacji, otworzył oczy szerzej.
- Co to za afera z truciem bratanicy Lorda Graftona?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Sro Kwi 13, 2016 10:25 pm

To późnie popołudnie mieszkańcy Królewskiej Przystani określali jako chłodne.
Dla Dornijki było nienaturalnie wręcz zimne, a przecież jeszcze księżyc temu mogła bez jednego choćby wzdrygnięcia się z zimna paradować z odsłoniętymi przez suknię ślubną w Królewskich Ogronach – a teraz, każdego ranka, gdy wychylała nos na balkon, zimne powietrze wdzierało się do płuc, wzmagając tylko i tak silną tęsknotę za domem.
Minął księżyc i ten czas wcale nie sprawił, że polubiła Królewską Przystań.
Ani, że Królewska Przystań polubiła ją.
Miała wrażenie, że dworzanie traktują ją jako ciekawostkę. Gatunek egzotycznego ptaka, któremu warto się przyjrzeć, lecz lepiej się doń nie zbliżać. Kogoś obcego, kilkakrotnie bardziej obcego niż szlachetnie (bądź nie) urodzeni z Dorzecza, Reach, czy nawet Północy – jeśli można było tak ująć. Irytowały ją te spojrzenia, tak jak i coraz chłodniejsza aura. I smród w mieście. Słowo Dornijka wypowiadane przez władcę Siedmiu Królestw z niesmakiem, jakby nie warto było pamiętać jej nazwiska.
Wiedziała, że z Królewską Przystanią po prostu się nie polubią, lecz była na nią skazana, tak jak i na tego mężczyznę, wyłaniającego się spośród pary
Zdawało jej się, że wciąż są jak dwa psy, które jeszcze nie wiedzą, czy się lubią, czy gryzą.
Pięć tygodni to stanowczo za mało, by poznać drugiego człowieka. Dostrzec wszystkie jego wady i zalety – miłym był jednak zaskoczeniem fakt, że jak dotąd nie przekonała się na własnej skórze, że wszystko to, co słyszała o Maegorze Targaryen przed ślubem, było prawdą. Miała również nadzieję, że podobny stan rzeczy utrzyma się jak najdłużej i będą egzystować ze sobą w pokoju.
Póki co sprawdzała jednak na ile może sobie pozwolić. Co może powiedzieć, by go rozbawić, kiedy powinna zamilknąć, a kiedy poprowadzić jego dłoń pod spódnicę sukni. Skoro oboje zostali do siebie przykuci aż do śmierci, musieli nauczyć się ze sobą żyć – i Dornijka podjęła kroki, by żyło im się dobrze, przynajmniej dopóki nie opuszczali ścian własnych komnat, dla własnego świętego spokoju.
Małżeństwo wszak wtedy jest zgodne, kiedy żona panuje nad mężem, a mąż nad sobą.
Ciemne brwi uniosły się nieznacznie, gdy ptak, podarowany jej przez Dereka Baratheona, pisnął głucho i padł martwy na ziemię. Spojrzenie Księżniczki Dorne utkwiło na jedno uderzenie serca w barwnym truchle, wokół którego pojawiła się krwawa plama.
-Niech zrobią z niego pasztet – zarządziła obojętnym, niemal znużonym tonem, ponownie skupiając uwagę na Targaryenie. – To odpowiednia kara za tak niecny spisek. Jestem pewna, że nie był sam, musiał spiskować z innymi ptaszyskami w tej twierdzy. Wybij je wszystkie, mój miły.
W miękkim głosie Dornijki pobrzmiewała śmiertelna powaga, czemu towarzyszył równie posągowy wyraz twarzy niemal do ostatniego słowa – dopiero wówczas pozwoliła sobie na uśmiech tak promienny, jakby Namiestnik wcale nie zarzucił jej właśnie podtrucia bratanicy Lorda Graftona. Zbliżyła się zupełnie niezrażona tym oskarżeniem do niezwykle cennej wanny (była ciekawa, czy Derek Baratheon w przyszłości zastanowi się nad tym, czy nie podarować komuś złotego wychodka) i zatrzymała tuż za nią. Tak, by mogła nachylić się i objąć szyję Maegora wątłymi ramionami, ocierając się policzkiem o jego szyję.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz – wymruczała mu prosto do ucha głosem tak niewinnym, że można by domniemywać, że wciąż nikt nie odebrał jej cnoty i, rzecz jasna, wcale nie pochodzi z Dorne, choć zdradzał ją (irytujący niektórych) mocny, południowy akcent. - Zaprosiłam ją tylko na wspólny posiłek, nic wielkiego. To przecież nie moja wina, że ma tak słaby żołądek, nieprawdaż?
Usta dornijskiej księżniczki musnęły skórę tuż pod uchem w roztargnionym pocałunku, a drobne dłonie zsunęły się z potężnej klatki piersiowej na brzuch, by odwrócić uwagę małżonka od tak nieistotnych spraw jaką była Doliniarka przezywająca sensacje żołądkowe, jednocześnie składając kolejny pocałunek na szyi, lecz gdy tylko palce musnęły taflę wody, Ivory syknęła i odskoczyła jak poparzona.
Dosłownie.
Koniuszki palców miała zaczerwienione i pulsujące bólem przez ten wrzątek, w którym zażywał kąpieli Maegor Targaryen – od przeszło księżyca zachodziła w głowę jak to możliwe, by człowiek mógł wytrzymać w wodzie tak gorącej i dochodziła do wniosku, że musi być to zasługa krwi Starej Valyrii. W tym momencie jednak wcale nie robiło to na niej wrażenia, a jedynie wprawiło w irytację. Musiała podejść do wiadra z lodowatą wodą i wsadzić tam dłoń, by na skórze pojawiły się bąble. Skrzywiła się przy tym tak, że Maegor mógł nie mieć wątpliwości co do tego, że Dornijka straciła wszelką ochotę na jakiekolwiek igraszki.
-Następnym razem mnie ostrzeż - burknęła niemal niezrozumiale dla każdego, kto nie pochodził z Dorne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Nie Cze 26, 2016 10:23 pm

Wyciągnął się w wannie na tyle wygodnie, by zgromadzone w ciele napięcie uleciało z niego jak powietrze z przebitego, rybiego pęcherza. Chwilowo nie miał ochoty na rozmowy bądź nawet towarzystwo drugiego człowieka, ale jeśli czegoś nauczył się przez miesiąc małżeństwa, to bez wątpienia tego, że żona nigdy nie daje mężowi spokoju.
Nigdy.
N i g d y.
Kiedy Maegor sądził, że zdołał skryć się przed światem, jego śmiałą tezę obaliła Ivory do-niedawna-jeszcze-Martell, która wraz z jaskrawą suknią wniosła do komnaty Namiestnika całą feerię dźwięków, zapachów i dotyków – na te ostatnie Targaryen nie mógł jednak narzekać, choć osobiście uważał, że można je stosować bez zbędnych słów. Na szczęście – jak większość mężczyzn – znał sposób, by zająć usta kobiety czymś innym niż rozmową. Uznał nawet, że kiedy tylko skończy kąpiel, uskuteczni niezawodny, egzekwowany od tysięcy lat sposób. W tym momencie nie zastanawiał się, na jakim etapie jest jego małżeństwo (przed tygodniem doszedł do wniosku, że to moment, w którym wciąż nie ma ochoty na dziwki, choć dzisiaj służka wydawała mu się wyjątkowo cycasta) ani czy lubi swoją żonę – nocami za nią przepadał, za dnia z kolei prawie wcale nie widywał, więc – ogólnie rzecz biorąc - zachowywali poprawne, małżeńskie stosunki. Księciu Smoczej Skały daleko było do rozważań, co powinien a czego nie powinien względem Ivory – jak każdy Targaryen uważał, że należy mu się wszystko, wliczając w to nawet roszczeniową, despotyczną postawę tyrana, którym wszak Maegor był, choć wciąż tego po sobie nie pokazał – nie musiał tak długo, jak długo małżonka nie sprawiała mu większych kłopotów i była dla niego miła.
A dzisiaj była miła.
Bardzo, bardzo miła.
- Nie przepadam za pasztetami. Wolę pieczeń, gulasz, soczystą golonkę… ale pasztety? – coś pomiędzy przejawem obrzydzenia a wzgardy przemknęło po twarzy Maegora, gdy uniósł się nieznacznie w wannie, wpatrując w małżonkę uważnie – sprawiał wrażenie człowieka, który pilnie słucha jej słów… tyle, że wrażenia często bywają mylne. To nagłe zainteresowanie Targaryena wywołane zostało nietypowym dla Królewskiej Przystani krojem sukni noszonej przez Ivory…
… konkretniej zaś dekoltem, który – najpewniej nieprzypadkowo – znalazł się tuż przed jego oczami, gdy Dornijka zbliżyła się do wanny i nachyliła nad Namiestnikiem.
- Ptaszyny bywają szkodliwe, ale na ich szczęście chwilowo straciłem bojowy nastrój – Maegor wypuścił cicho powietrze z płuc, najpewniej łaskocząc tym ciepłą skórę małżonki, której smukłe ciało niemal zsunęło się do wanny przy okazji kolejnych, ofiarowanych przez nią pieszczot. To druga rzecz, jakiej nauczyło go małżeństwo – pod ręką była kobieta, której coraz bardziej znajoma bliskość pozwalała na chwilę irracjonalnego relaksu, jak gdyby sama jej obecność stanowiła gwarant wytchnienia. Zwłaszcza w chwili, w której drobna dłoń cal po calu wędrowała w dół obnażonej, wilgotnej od wody piersi.
Była jednak również trzecia rzecz, której nauczył się Maegor – jego żona nie tolerowała wrzących kąpieli.
W chwili, w której z sykiem cofnęła dłoń, słusznie zaczął podejrzewać, że z rekreacyjnego popołudnia nici – brwi Targaryena zmarszczyły się gniewnie, gdy ponownie zanurzył się w gorącej wodzie niemal po sam nos, przez moment przywodząc na myśl czającego się w toni Przeprawy jaszczurolwa. Dopiero, gdy dotarły doń kolejne słowa małżonki, wyłonił się z kąpieli gwałtownie – wstając, rozbryzgał wodę na posadzkę, wzbijając w wannie nerwowe fale.
- Co zrobić, mam Cię ostrzyc? Nie mamrocz pod nosem, bo nawet kiedy mówisz głośno i tak ledwie rozumiem – w głosie Maegora pobrzmiewała nuta niemal dziecięcego wyrzutu – stłumił ją jednak łykiem wina z kielicha, który podniósł ze stojącego obok wanny stolika. – I przestań serwować gościom to dornijskie łajno, pewnego dnia ktoś wysra z ich powodu jelita i będą winić mnie – kielich stuknął cicho, gdy Targaryen odstawił go na poprzednie miejsce, przekraczając jednocześnie brzeg wanny i po chwili stając na posadzce – nagi, ociekający wodą i najwyraźniej zirytowany w równym stopniu, co Ivory. Ten stan rzeczy nie trwał jednak zbyt długo, bowiem Namiestnik sięgnął po jeden z miękkich ręczników, bez słowa okręcając się nim w pasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Nie Lip 03, 2016 12:01 am

To czego Martellówna nauczyła się podczas trwającego księżyc małżeństwa było to, co jej matka powtarzała od lat.
Dorośli mężczyźni nierzadko zachowywali się jak dzieci.
Należało mieć do nich odpowiednią cierpliwość, przymykać oko na niektóre z wybryków, a kiedy dostawało ataków złości, trzeba było próbować uspokoić je całusem i łagodnymi słowami.
Jej mąż wykazywał się niecierpliwością podobną małemu chłopcu i podobną wybuchowością, gdy nie dostawał tego, czego pragnął. Tych wybuchów złości potrafiła się lękać, choć – póki co – nie były wymierzone w nią. A ponadto jak dotąd nie potrafiła zrozumieć jakie pobudki nim kierowały.
Był jak pieprz. Kiedy tyko próbowała go rozgryźć, czuła jak piecze.
Dornijka miała jednak miękkie serce, a Targaryen wzbudził w niech chęć zaopiekowania się nim – tak jak kobieta opiekuje się mężczyzną. Zapragnęła jego obecności obok, kiedy budziła się rano i odwracać myśli Maegora od Królewskiej Przystani, od pragnienia władzy, od Westeros i świata w ogóle, by skupił się na małym zamkniętym dla innych świecie we własnych komnatach – albo by w ogóle nie musiał się skupiać. Może przyczyna tkwiła w samotności, jakiej doświadczyła przez ostatnie miesiące, zamknięta i odizolowana od świata. To było irracjonalne uczucie, które wstrzymywała na wodzy, by nie ujawniać przed nim tak prędko własnych słabości.
Tym razem jednak jej to jednak nie wyszło.
Księżniczka Dorne głośno wciągnęła powietrze wielce oburzona, że śmie naigrywać się z dornijskiego akcentu i zmrużyła oczy jak żmija, szykując się do tyrady.
-Jak śmiesz! – wysyczała przez zaciśnięte zęby – Może gdybyś wreszcie umył uszy, to byś zrozumiał, ale przecież po co!
Minę miała tak skrzywioną, a oczy jej pociemniały, nie tyle od złości, a raczej od grymasu obrażenia.
- Dornijskie łajno, dobre sobie. Łajno to jest to co wy tutaj jecie. Bez smaku, bez niczego, po prostu okropne, naprawdę. – cień obrzydzenia przemknął po twarzy, lecz to był dopiero początek – Wiesz co powiedziała ta brzydka Doliniarka? Że jestem głupią owcą, wyobrażasz sobie? Oczywiście, że nie, bo całymi dniami jesteś zajęty!
Nawet jeśli Maegor Targaryen chciałby jej odpowiedzieć, to nie miał na to szansy  - Martellówna mówiła tak szybko, że chyba nawet sama nie panowała nad tym, co pada z jej ust.
- Nic nie rozumiesz! NIC!– wybuchła nagle, a głos zaczął jej się łamać. – Nawet nie wiesz jak jest mi tutaj zimno, cała Królewska Przystań śmierdzi, a mnie wytykają jak papugę. Wiesz jak ja się czuję, wiesz? Wiesz jak długo tkwiłam zamknięta w Końcu Burzy? Dlaczego ty nic nie rozumiesz? Wiesz jakie to uczucie?
Cisza zawisła jedynie na moment.
-DOMYŚL SIĘ.
Zaczęły drżeć jej ramiona i po chwili przestała nawet się powstrzymywać – po prostu się rozpłakała, opierając łokcie na stole i kryjąc twarz w dłoniach.
-Nic nawet już nie mów, naprawdę – zawyła, nie próbując nawet ukryć płaczu. Jeśli Książę Smoczej Skały sądził, że monolog Dornijki właśnie dobiegł końca, to był w srogim błędzie.
Spojrzenie jej złagodniało, było po prostu smutne aż go granic – chociaż ani ona, ani tym bardziej Maegor Targaryen nie mieli pojęcia, co było przyczyną nagłego wybuchu. Chwilowa satysfakcja z malej zemsty na paskudnej Graftonównie wyparowała, pozostał tylko żal, że Namiestnik nie próbuje nawet jej zrozumieć – choć było to zadanie niewykonalne. Przez ostatnich kilka dni sama nie wiedziała o co tak naprawdę jej chodzi i czego właściwie chce.
Szlochała zaledwie chwilę, nim wyjrzała prosząco na Smoka w samym płótnie na biodrach (choć jak na jej gust, to ten kawałek materiału był całkowicie zbędny) z pomiędzy palców.
Dlaczego nic nie mówisz? Mógłbyś mnie chociaż przytulić. Przytul mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Pon Lip 04, 2016 10:22 pm

Jeśli było coś, co Maegor Targaryen wiedział o kobietach (czy raczej: sądził, że wie), to bez wątpienia to, że potrafią być…
Dziwne.
Niektórzy maestrzy o chwiejność kobiecych nastrojów posądzali substancje, jakkolwiek aseksualnie to brzmi: twierdzili, jakoby od kwadry księżyca i zakwitania zależała emocjonalna stabilność, posuwali się nawet do odważnych wniosków, że w podobnym stanie kobieta nie może nad sobą panować, przeto mężczyzna powinien być wyrozumiały i cierpliwy.
Tyle tylko, że maestrzy ślubowali czystość oraz dożywotni celibat i żaden z nich nie stawał oko w oko z płaczącym, krzyczącym bądź rzucającym co bardziej lekkimi rzeczami stworem, w który przeobrażała się pozornie łagodna i niewinna istota. Ataki zwykle następowały znienacka, kiedy prawy i spokojny człek pokroju Księcia Smoczej Skały nie robił nic, co mogłoby wywołać gniew kobiety – przy takim okazjach Maegor był po prostu sobą, co oznaczało mniej więcej tyle, że z jego ust wyrwała się obelga bądź co bardziej siarczyste przekleństwo, na domiar złego okraszone pogardliwym spojrzeniem i szeroko pojętym brakiem czułości (o ile można być czułym wobec kurwy, której przed chwilą zapłaciło się za rozłożenie nóg). W takich okolicznościach kobieca histeria była w pewien sposób zrozumiała, a sam Targaryen mógł bez jakichkolwiek dalszych konsekwencji wyjść z komnaty, by uniknąć kolejnych krzyków.
Problem polegał jednak na tym, że przed własną żoną nie miał gdzie uciec (choć Bogowie mu świadkiem, że w tej chwili  pragnął tego mocniej niż głowy Aerysa zatkniętej w wychodku). Ledwie przed kilkoma chwilami Ivory gotowa była zrobić ustami to, czego przed miesiącem jeszcze nie potrafiła (i w czym była coraz lepsza), a w kolejnej – wykrzykiwała pod adresem Maegora słowa, których znaczenia nie do końca rozumiał. Przez moment miał wrażenie, że zarzuciła mu brak higieny, ale słowa padały zbyt szybko i brzmiały zbyt dornijsko, by miał czas zastanawiać się, dlaczego mówi o tym akurat w chwili, w której wyszedł z wanny. Na swój sposób musiało wyglądać to kuriozalnie: drobna Dornijka ważąca trzy razy mniej od Targaryena, któremu wylewała (przysłowiowe) wiadro pomyj na głowę, i ten sam Targaryen – tuż po królu najważniejsza osoba w Westeros – który otwierał i zamykał usta jak wyrzucona na brzeg ryba.
Gdyby mógł zebrać myśli, najpewniej przerwałby wściekły monolog rzuceniem czymś w ścianę… ale w obliczu natłoku słów, jakimi zarzucała go Ivory, stał w miejscu jak karcony przez matkę osesek, który zastanawia się, gdzie zniknąć na resztę dnia. Książę Smoczej Skały z niemym przerażeniem obserwował, jak wściekłość na twarzy jego żony przeobraża się w obrzydzenie, aż do momentu, gdy tyrada osiągnęła punkt kulminacyjny – i właśnie wtedy Dornika po prostu się rozpłakała. Raz w Volantis Maegor widział kurwę z trzema cyckami i sądził, że już żadna inna baba nie zaskoczy go w życiu, ale jego własna żona właśnie wyprowadziła go z błędu.
Na usta Targaryena cisnęło się przynajmniej tuzin odpowiedzi, z czego każda kolejna jadowitsza od poprzedniej, ale coś w twarzy Ivory – smutek przemieszany z żalem (albo jego obawa przed kolejnym wrzaskiem wściekłości) – nakazało mu zachować milczenie. Może powinien jej posłuchać, podejść i przytulić, o co Dornijka go prosiła, tyle tylko, że Maegor nie nawykł do wykonywania poleceń.  Zwłaszcza tych, które padały z ust kobiety gotowej przed kilkoma momentami rozerwać go na kawałki.
Najpewniej dlatego zrobił coś tak irracjonalnego i oderwanego od rzeczywistości, że tym razem to Ivory musiała poczuć się zaskoczona – Targaryen, zupełnie jakby incydent sprzed chwili wcale nie miał miejsca, po prostu wrócił do swojej wanny, zrzucając z bioder ręcznik i w międzyczasie napełniając kielich winem. Nie minęło jedno uderzenie serca, a w zadziwiająco cichej komnacie rozległo się charakterystyczne chlup, kiedy Maegor zanurzył się po samą szyję w nieco zbyt chłodnej jak na jego gusta wodzie.
- Podejdź tu – dłoń Targaryena wynurzyła się spod gładkiej tafli i spoczęła na brzegu wanny, podczas gdy spokojny głos Księcia Smoczej Skały rozrywał gęstą ciszę na drobne kawałki. – Chcę ci coś powiedzieć, ale musisz podejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Nie Lip 17, 2016 11:49 pm

Spośród wszystkich dzieci Księcia Quentyna jego druga córka z całą pewnością miała najłagodniejsze usposobienie.
Rzadko bywała złośliwa, nie chowała długo urazy, nie była skora do kłótni. Rodzeństwu częściej wolała ustąpić i machnąć ręką, niż trwonić czas na bezsensowne dyskusje, choć w głębi ducha i tak wiedziała swoje. Często się śmiała, dużo żartowała, jeszcze więcej mówiła – jeśli tylko znalazła towarzysza do rozmowy, to usta się jej nie zamykały, gdy opowiadała o gwiazdach, księgach w bibliotece Słonecznej Włóczni i kotach, jakie wygrzewały się na słońcu przy okiennicach jej komnaty. Kiedyś naprawdę rzadko można było ujrzeć Dornijkę pogrążoną w smutku albo zezłoszczoną – podobna sytuacja miała miejsce chyba tylko wtedy, gdy poróżniła się z którymś z rodzeństwa, a już zwłaszcza z Quentylem. Stan ten nie trwał jednak często dłużej niż kilka godzin, gdyż pierwsza potrafiła wyciągnąć rękę na zgodę.
Taka była kiedyś, jeszcze przed rokiem, choć zdawało jej się, jakby minęła wieczność.
W komnatach końca Burzy, gdzie wyczekiwała na uwolnienie, była przekonana ,że małżeństwo z Księciem Smoczej Skały było naprawdę końcem wszystkiego i nawet nie potrafiła sobie wyobrazić tego, co było dalej.
Minął księżyc, a ona czasami miała ochotę śmiać się z własnych myśli, jakie towarzyszyły jej jeszcze podczas hucznego wesela, zwłaszcza gdy leżała obok rozgrzanego ciała Targaryena, nie mogąc zasnąć i wsłuchując się w jego miarowy oddech. Wcale nie był to koniec świata, wcale nie było jej z nim źle. Może było jeszcze stanowczo zbyt wcześnie na osądy, lecz Dornijka starała się zachowywać naturalnie – tak jak kiedyś.
Aż do dzisiaj.
Od kilku dni miała wrażenie, że coś jest nie tak – bolała ją głowa, wciąż była zaspana, choć spała do południa, albo w ogóle nie mogła spać. Wszystko to skumulowało się nagle, całe to złe samopoczucie i coś jeszcze, czego nie potrafiła określić – i wybuchło.
Na i na nieszczęście Maegora Targaryena trafiło właśnie na niego.
Wątłe ramiona drżały pod wpływem emocji, kiedy łkała z twarzą ukrytą w dłoniach. Nagle dotarło do niej jak niemądrze się zachowała, że Książę Smoczej Skały nie był mężczyzną, po którym mogła spodziewać się cierpliwości i wyrozumiałości dla takiego zachowania. Zwłaszcza, jeśli chodziło o kobietę, którą znał niewiele ponad księżyc. Wyjrzała spomiędzy palców i pociągnęła nosem. Spodziewała się, że wybuchnie, krzyku, złości, może nawet uniesienia ręki, za to, ile mu bezpodstawnie nawyrzucała, ale nic takiego się nie stało. Zupełnie nic.
To nie zmieniało jednak faktu, że wciąż była zła. A właściwie rozerwana pomiędzy bezsensownym gniewem, smutkiem, chęcią płaczu i poczuciem, że jest na małżonka po prostu obrażona.
Na młodziutkiej twarzy pojawił się wyraz zdziwienia, choć wciąż krzywiła się niezadowolona, że nie podszedł i nie wziął jej w ramiona. Chwilowe ukojenie przyniósł widok męskich, umięśnionych pośladków, które skutecznie przykuły spojrzenie czarnych oczu księżniczki.
Po jego słowach w pierwszym odruchu drgnęła, by wstać z krzesła, a potem przypomniała sobie, że jest przecież obrażona; gdyby była bladolica zapewne zarumieniłaby się pod wpływem świadomości, że Targaryen musiał to dostrzec.
Nieznośnie długą chwilę trwała pomiędzy nimi cisza.
Ivory siedziała trwała w bezruchu sztywna jak struna ze spojrzeniem wbitym w podłogę, aż wreszcie podniosła się z miejsca, powolutku przemieszczając się w stronę wanny, aż wreszcie przystanęła tuż obok, skubiąc długi rękaw.
-Powiedz – nie był to wcale rozkaz, raczej prośba, wypowiedziana cichutkim, ledwo słyszalnym głosem, jakby zawstydzona własnym zachowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Pią Wrz 02, 2016 10:55 pm

- Bardzo nie lubię, wręcz nie znoszę, kiedy ktoś podnosi na mnie głos.
W tonie Księcia Smoczej Skały próżno było doszukiwać się moralizatorskiego tonu – zanurzony w stygnącej wodzie i zupełnie jak ta woda spokojny, wpatrywał się w Dornijkę wzrokiem kogoś, kto jest raczej znużony, niźli zły. Nie chciał, nawet nie próbował dociec przyczyn jej zachowania – być może miała jeden z tych dni, być może w podobny stan wprowadziła ją rozłąka z rodziną, tęsknota za domem albo jeszcze inny, z punktu widzenia Maegora całkowicie bezsensowny powód. Coś (raczej przezorność niż zdrowy rozsądek) podpowiadało mu, że próba odegrania się na Ivory za wcześniejszy wybuch doprowadzi wyłącznie do pogorszenia i tak tragicznej sytuacji. Najchętniej zbyłby ją machnięciem ręki, co ucięłoby temat, ale w żadnym stopniu nie przyczyniło się do poprawy ani jego, ani tym bardziej jej samopoczucia. Targaryen uznał zatem – w przypływie nad wyraz wspaniałomyślnej łaskawości – że rozprawi się z problemem w inny, wymagający podjęcia odpowiednich kroków sposób.
- Jesteś młoda, od niespełna księżyca odnajdujesz się w nowej roli, więc pewne błędy muszą ci zostać wybaczone… - na twarzy Księcia Smoczej Skały trudno było doszukiwać się jakichkolwiek emocji – z doskonałą obojętnością obracał w palcach ciężki, złoty kielich, wbijając fiołkowe spojrzenie w smukłą sylwetkę, podczas tej obserwacji szczególną uwagą obdarzając skryte pod jaskrawym materiałem piersi. - … nie oznacza to jednak, że nie poniesiesz konsekwencji. Kary, która będzie adekwatna do występku i która raz na zawsze wpoi ci, że podnoszenie głosu na Maegora Targaryena i czynienie mu wyrzutów, zwłaszcza tych bezpodstawnych, zwykle jest ostatnim błędem, jaki popełnia się w życiu.
Książę Smoczej Skały odstawił kielich na stolik z cichym, metalicznym stuknięciem – wino wciąż drżało w naczyniu delikatnie, kiedy Targaryen zanurzył dłoń w ciepłej wodzie, przenosząc wzrok na wyrażającą skruchę twarz małżonki. Tym razem coś w spojrzeniu Maegora – przelotny błysk, blada iskierka bądź zwykły cień – sprawiło, że wydźwięk jego słów nie posiadał tak ostrego wyrazu, jak pierwotnie powinien. Również usta odmówiły posłuszeństwa, pozwalając, by wkradł się na nie blady uśmiech – wszystko to jednak nie miało żadnego znaczenia, bowiem Książę Smoczej Skały natychmiast przystąpił do egzekucji swego wyroku i…
… i trudno z całą pewnością stwierdzić, co dotarło do Ivory jako pierwsze – plusk wody czy dotyk silnego ramienia, które nagle oplotło się wokół smukłej talii, niwecząc urodę delikatnego materiału sukni i na dobre skazując ją na stracenie w chwili, w której zarówno ona, jak i jej właścicielka znalazły się w wannie. Wszystko nastąpiło zbyt prędko, by Dornijka mogła przygotować się na swój los – w jednej chwili Maegor trwał nieruchomo, w kolejnej zaś wciągał ją do wody, nie podnosząc się nawet z miejsca; wystarczyło, by złapał Dornijkę mocno, przyciągnął jeszcze bliżej wanny i – upewniwszy się, że stoi obrócona tyłem do brzegu – pociągnął ją wprost na siebie. Woda obficie chlusnęła na podłogę, Targaryen obił kolano, a Ivory najwyraźniej wciąż była w szoku – wyraz jej twarzy stanowił dla Maegora dostatecznie dobry powód, by nagle (i zupełnie wbrew własnej woli) zaśmiał się w głos, oplatając małżonkę ramionami w pasie.
- Nie jestem pewien, czy to odpowiednio sroga kara… choć nie wątpię, że ją zapamiętasz – woda wciąż falowała ze wzburzeniem, gdy Książę Smoczej Skały przyciągnął Dornijkę bliżej – teraz wylądowała między jego udami, obrócona doń plecami i spowita w cienki materiał sukni, który szczelnie przylegał do smagłej skóry. Targaryen niecierpliwym gestem  odgarnął mokre, ciemne pasma włosów z karku Ivory – ledwie chwilę później złożył na nim krótki pocałunek, który skrył wciąż błąkający się po ustach uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   Pon Wrz 05, 2016 12:16 am

Sądziła, że będzie gorzej. Krzyku, wrzasku, złości w odpowiedzi na jej głupiutkie zachowanie, może nawet rękoczynu.
Odkąd tylko dowiedziała się, że poślubi właśnie tego mężczyznę, to zewsząd słyszała plotki o jego gwałtowności i brutalności. Naturalnie, słyszała o nim wcześniej, lecz wtedy podobne pogłoski z Królewskiej Przystani zbywała machnięciem ręki, zajmując się tym co tu i teraz miała w Dorne, a ponadto była wręcz przekonana, że pan ojciec nie postawi jej przed faktem dokonanym, jeśli rozchodziło się o wybór małżonka. Księcia Quentyna jednak zabrakło, a jego najstarszy syn musiał podjąć drastyczne kroki (tak przynajmniej sądziła Dornijka). Od tamtego momentu więc słuchała uważnie, wyczulona na każdą informację, która pomogłaby przygotować jej się do nowej roli.
Do nowego życia.
Żadna z nich nie nastrajała Ivory jednak pozytywnie. Wszystko starała się dzielić przez trzy i nie dawać wiary najbardziej niewiarygodnym historiom, lecz spędzała jej z powiek wizja, że mógłby ją uderzyć. Kością jej w gardle stawało powietrze, a żołądek ściskał się z oburzenia –w Dorne byłoby to nie do pomyślenia, a ona osobiście dopilnowałaby, by zgodnie z dornijskim prawem jej bracia ukarali małżonka w ten sam sposób. Dornijskie prawo obowiązywało jednak jedynie w Dorne, a na północ od niego pozostawało jej… wielkie nic.
Na kogo mogła liczyć w Królewskiej Przystani?
Niemal wszyscy, z władcą Siedmiu Królestw na czele, byli jej tu nieprzychylni, a jeśli i Maegor Targaryen okazałby się równie wielką bestią jak w historiach o sobie samym, to byłaby przyznać Orysowi Baratheonowi rację – stolica królestwa to było piekło.
Po ślubie nie wydarzyło się jednak nic niepokojącego i jak dotąd – nie spełnił się żaden z koszmarów Dornijki. Teraz, przed kilka chwil zaledwie, spodziewała się, że ich nadwyraz poprawne małżeńskie stosunki właśnie dobiegną końca i postawiła krok za daleko. Wcale tego nie chciała, nigdy przecież nie zamierzała nieustannie testować cierpliwość Namiestnika, sprawdzać na ile może sobie pozwolić – musiałaby nie mieć rozumu za grosz, by tak czynić.
Coś strzeliło jej do głowy i nie była w stanie tego wytłumaczyć, dlatego trwała w bezruchu ze spuszczonym wzrokiem jak małe dziecko, które gani dorosły. Na krańcach jaźni migotała jej myśl, że Maegor Targaryen również nie jest bez winy, lecz nie chciała pogorszać sytuacji. O ile słowa o ostatnim błędzie w życiu zdawały się nieco… melodramatyczne, o tyle zapowiedź kary przyprawiła ją o zimny dreszcz, który przebiegł wzdłuż kręgosłupa.
Miała niejaką pewność, że mimo wszystko nie wleje jej do gardła dzbana dzikiego ognia – na to było jednak chyba za wcześnie, a występek zbyt łagodny.
-Nie mogę przywyknąć do tego mie…
Dornijskiej księżniczce nie było jednak dokończyć nawet zdania, bo wówczas poczuła ramię, które zamknęło ją w uścisku i nim zdążyła się zorientować – wciągnęło do wanny. Woda wciąż była gorąca, aż odruchowo syknęła, lecz nie na tyle by poparzyć skórę.
Nawet nie ukrywała zaskoczenia. Spojrzała na małżonka z uniesionymi brwiami, lekko rozchylając usta jakby chciała o coś zapytać, ale ugryzła się w język.
Maegor Targaryen stanowił dlań zagadkę, której wciąż nie potrafiła rozwikłać i sądziła, że upłynie jeszcze sporo czasu nim nauczy się przewidywać jego następny ruch – i Siedmiu jej świadkiem, by każda sprzeczka kończyła się tak jak tego dnia. Zamiast narzekać, bądź zadawać zupełnie zbędne pytania, rozparła się na mężowskiej piersi wygodniej, opierając głowę o jego ramię.
Nawet jeśli w Księciu Smoczej Skały wciąż pozostała jakaś złość na małżonkę za wyrzuty wyssane z palca i płacz bez powodu, to postanowiła mu to wynagrodzić – chociażby w jakimś stopniu. Starym, kobiecym sposobem uniosła leniwie dłoń, opuszkiem palca wodząc po piersi i w końcu powolnym gestem odsuwając materiał sukni na bok.
-Z pewnością zapamiętam, lecz rzekłabym, że wręcz przeciwnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Maegor Targaryen i Ivory Targaryen   

Powrót do góry Go down
 

Maegor Targaryen i Ivory Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Maegor Targaryen i Ivory Targaryen
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen
» Daeron Targaryen
» Viserys Targaryen
» Maegor Targaryen zwany Szmaragdowym Płomieniem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-