a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wzgórze Rhaenys



 

 Wzgórze Rhaenys

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Wzgórze Rhaenys   Sro Maj 28, 2014 4:49 pm

Wzgórze Rhaenys to jedno spośród trzech wzniesień górujących nad Królewską Przystanią. Na jego szczycie znajdują się ruiny Smoczej Jamy - ogromnej kopuły, która służyła ongiś jako dom dla smoków posiadanych przez ród Targaryen. Obecnie szczyt, poza ruinami budowli, zasłany jest również połaciami trawy, które przez mieszkańców stolicy dość hucznie określane są mianem "łąki".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Wzgórze Rhaenys   Sro Maj 28, 2014 7:17 pm

Woń narastającej euforii nasiliła się przez ostatnie dni tak bardzo, że nawet zmarły by ją poczuł.
Książę Dorne wstrzymał oddech i przesunął językiem po dolnej wardze, przyglądając się tumanom kurzu przez zaopatrzoną w myrijskie szkiełka lunetę. Kurz popołudnia osiadał na dachach uboższej części Królewskiej Przystani, sprawiając, że bure dachówki wyglądały jeszcze bardziej ponuro. Ciężkie odgłosy rozbijanych za plecami Martella namiotów ucichły i stolica na tę jedną chwilę pogrążyła się w dziwnej ciszy.
Świat wstrzymuje oddech.
Czy raczej - wstrzymywał, aż do momentu, gdy nad Wzgórze Rhaenys, wysoko nad miastem, dotarł odległy dźwięk. Dźwięk, który Martell kojarzył jedynie z chwilami zagrożenia lub wielkiego święta. Powietrze wypełniało wibrujące zawodzenie dzwonów, zmuszając siedzące na dachach gołębie do poderwania się i nerwowego krążenia nad krętym, ciasnym, cuchnącym miastem. Dornijczyk westchnął cicho, wracając myślami do Wodnych Ogrodów. Do kwiatów spadających z drzew na proste alejki. Do ptaków ćwierkających na ramionach posągów. Do promieni słońca przenikających kruche listki ścielące się na smukłych gałęziach. Nie pomogło. Książę Dorne obrócił się w stronę pracujących towarzyszy, obserwując ich ze znużeniem. Jeszcze przed południem Dornijczycy wtoczyli na łąkę Wzgórza Rhaenys szerokie zwoje zwiewnych płacht oraz smukłe, drewniane słupy, z których prawie natychmiast jęli rozkładać dwa okazałe namioty w barwach pomarańczy oraz czerwieni. Martell zerknął na płomienie odbijające się w spokojnej wodzie zatoki, którą można było dostrzec ze wzniesienia. Promienie słońca odbijały się rubinową, żółtą, a nawet migotliwie białą feerią barw od gładkiej powierzchni Czarnej Zatoki. Książę Dorne z trudem oderwał wzrok od widnokręgu, przenosząc go na swych ludzi. Felrir ogorzałą twarz miał skąpaną w blasku słońca padającego na wzgórze i pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu. Rytmicznymi uderzeniami wbijał kolejne kołki, mające przytrzymać ściany namiotu przed zapadnięciem do środka. Severard pracował po drugiej stronie, przygarbiony, spoglądając spokojnie na kolejne drewniane śledzie wbijane przezeń w ziemię. Za jego plecami majaczyła sylwetka Vitari, usadowionej na szerokim, zbitym z desek stole. Jej głowa była nieledwie plamą o ostrych konturach. Płótno namiotu poruszało się prawie bezgłośnie, poddając nikłym podmuchom wiatru, zaś ustawiane powoli ławy delikatnie wżynały się w trawę, tworząc na niej ciemne blizny.
Co zrobiłem? Martell sięgnął po malinową pomarańczę - jedną spośród wielu setek, które jutro o tej potrze będą rozdawane najuboższym mieszkańcom Królewskiej Przystani. Skazuję swą siostrę na niewolę i to w imię czego? Pokoju? W imię własnej dumy? Tak, dumy… wyrzekłem się jej dawno temu, razem ze zdrowym rozsądkiem. W imię aprobaty mych poddanych? Moją nagrodą z ich strony będzie zapewne pętla na szyi i długi upadek w dół.
Książę Dorne zerknął na ciemnoczerwony zarys na tle błękitnego nieba, ostrą bryłę Czerwonej Twierdzy położonej nad samą Zatoką. Widok ten wywoływał w nim niemiłe uczucie. Ssące, irracjonalne, sprawiające, że pragnął zwrócić obiad do wnętrza Smoczej Jamy.
Czy mogłem postąpić inaczej? Król posłałby po mnie, tak czy inaczej. Drobne różnice, niewarte wspomnienia. Jak mawiała pani matka… „nieliczni są ci, którzy mają jakikolwiek wybór”. Moja siostra winna wspomnieć te słowa, miast miotać we mnie przekleństwami.
Martell podrzucił owoc w dłoni, obserwując, jak stoły łączone są w jeden, długi rząd. Dopiero po chwili oderwał wzrok od pracujących, skrzyżował ramiona na piersi i skrzywił się, poruszając zdrętwiałą nogą w bucie, by ożywić krążenie krwi. Królewska Przystań w chwili obecnej nie była niczym więcej jak tylko pyłem drobniutkich budowli i jedynie Czerwona Twierdza rzucała długi cień na ulice, przypominając o swej niewzruszonej obecności.
Pokój. A wszystko po to, by mi podobni mogli wskazać na mapę i powiedzieć, że ta czy tamta kropka jest ich. Usta wykrzywił mu lekki uśmiech, gdy miękka skórka owocu ustąpiła pod naciskiem palca. I po tych wszystkich wysiłkach, wszystkich poświęceniach, podstępach, knowaniach, zbrodniach, nie mogę nawet pomścić rodziców. Cały ten ból… po co nastąpił?
Odpowiedź oczywiście nie nastąpiła. Tylko spokojne i łagodne fale, chlupoczące w oddali, ciche trzeszczenie desek stołów, kojący plusk znak Zatoki. Rywalizacja pomiędzy Dorne a Reach przerodziła się w waśń, a ta z kolei w nienawiść. Walczyliśmy słowami, potem rękami, wreszcie orężem. Być może, pozostawieni sami sobie, pozabijalibyśmy się nawzajem. Być może świat stałby się lepszym miejscem, gdyby tak się skończyło, ale Targaryen postanowił wkroczyć między nas. I oto efekty.
Martell pragnął odczuwać obrzydzenie do samego siebie. Winę z powodu tego, co zrobił. Ze swoją siostrą, z bratem. Współczucie wobec rodzeństwa, które sprzedał za gwarant pokoju, stabilizacji, dobrobytu. Odczuwać tak, jak inni ludzie. Tak jak ja mógłbym to odczuwać dawno temu. Ale trudno było odczuwać cokolwiek poza przygniatającym zmęczeniem i niekończącym się dokuczliwym bólem, który pełzł mu po nodze, plecach, szyi. Osunął się ostrożnie na ławkę, starając się jak zwykle znaleźć wygodniejszą pozycję.
Ostatecznie nie ma potrzeby się karać.
Wiedział bowiem, że kara nadejdzie niebawem.

***

Wraz z nadejściem zmierzchu, łąka na Wzgórzu Rhaenys gotowa była do nadchodzącego święta - już o brzasku w dzień zaślubin Ivory Martell oraz Maegora Targaryena, namioty na wzniesieniu zapełnią się blisko pięćdziesięcioma Dornijczykami oraz Dornijkami, których głównym zadaniem będzie rozdzielanie żywności między mieszkańców Królewskiej Przystani oraz, rzecz naturalna przy podobnych okazjach, pilnowanie porządku. Świeże owoce, rybne przysmaki z Wysp Letnich, a także przekąski z Dorne, przeznaczone głównie dla nielicznych śmiałków, miały stać się jedną z kart przetargowych. Taką, która pozwoli kupić miłość prostego ludu do małżonki Namiestnika. Taką, która zapamiętana zostanie na całe miesiące. I w końcu taką, która utoruje ścieżkę dla innych przedsięwzięć. A wszystko to dzięki żywności w barwnych namiotach, górujących ze Wzgórza nad Królewską Przystanią oraz słodkim, kuszącym zapachu, zwołującym w to miejsce coraz szersze rzesze królewskich poddanych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Wzgórze Rhaenys

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Rhaenys Targaryen
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu
» Czarcie wzgórza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-