a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Kąt sali



 

 Kąt sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 12:41 pm


Kąt Sali



cichym, zacienionym miejscem, które wręcz idealnie nadaje się do spokojnych, niewymagających przekrzykiwania rozmów - należy jednak pamiętać, iż wszystkie ściany mają uszy, zwłaszcza zaś te w Czerwonej Twierdzy...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 12:41 pm

Kiedy skończyło się składanie hołdów dziewczyna była przeszczęśliwa. Sama myśl, że za chwilę odbędzie się bal, wprawiała ją w doskonały nastrój. Dodatkowo część, w której przysięgi składali Tyrellowie poszła gładko i bez wpadek. Z resztą, jedynym rodem, któremu składanie hołdu nie bardzo poszło byli Baratheonowie, co jakoś szczególnie jej nie zaskoczyło, ani nie zasmuciło. Król co prawda nie wyglądał na zbytnio zainteresowanego przemówieniami ważnych gości, ale nie dziwiła mu się. Ile można słuchać praktycznie takich samych, wyuczonych formułek. Ubrana była w tę samą suknię, co wcześniej. Weszła na salę i, przeszedłszy kawałek zatrzymała się. Stanęła nieco na uboczu, aby nikomu nie wadzić i mieć idealny widok na resztę sali. Wygładziła suknię i poprawiła włosy, choć wiedziała, że niewiele to da. Jej fryzura zawsze układała się jak chciała, niezależnie od starań Alysanne i jej służących. Czuła się pewnie wśród tych tłumów, które zebrały się na sali balowej, była w swoim żywiole. Uśmiechała się słodko, a jej orzechowe oczy zatrzymywały się na każdej osobie, która choć trochę ją zainteresowała. Na jej ustach gościł delikatny uśmiech, którego znaczenia nie dało się tak łatwo rozszyfrować. Z resztą, cały wyraz jej twarzy pozostał trudny do zrozumienia, niewiele osób było w stanie odgadnąć co w tym momencie chodziło jej po głowie. Zwłaszcza jej ciemne oczy były w tym momencie nieprzeniknione, choć uważny obserwator dostrzegłby ich lśnienie. Alysanne wykazywała się gracją nie tylko w czasie chodzenia, ale również w tańcu. To, iż lubiła spędzać czas na lekturze opasłych tomiszczy w niezliczonych językach, nie oznaczało, że nie przykładała się do nauki tańca. Zanim jednak wyjdzie na parkiet chciała zamienić parę słów z Lynette. Stęskniła się za swoją przyjaciółką, a fakt, że dzisiaj zdążyła zamienić z nią tylko kilka słów. Po kilku minutach pobytu na sali zaczęła nieco boleć ją głowa, ale zignorowała to, stwierdzając, że to na pewno wina przemęczenia. Znosiła już gorsze dolegliwości, więc może się trochę pomęczyć. Po chwili wypatrzyła pośród ludzi Lynette, ale nie zamierzała jej machać, niczym prosta dziewczyna z ludu. Zamiast tego jedynie skinęła nieznacznie głową w jej kierunku, mając nadzieję, że brunetka dostrzeże ten znak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 12:43 pm

Zaraz po wyjściu z Wielkiej Sali, kiedy już wszyscy złożyli hołdy , udała się do swojej sypialni aby przygotować się na bal. Podczas gdy jej służące ubierały ją, czesały i opowiadały o tym co zasłyszało, ona rozmyślała o wydarzeniach, które miały miejsce ostatnimi czasy. Adela Baratheon. Osoba, nad którą plotki szybko nie ucichnął. Była nie umyślna tak szybko podpadają władcy. W dodatku królowi, który ledwo usiadł na tronie i nie wyglądał na osobę, która szybko odpuszcza innym. Jej rodzina także nie będzie zachwycona tym, że została jako pierwsza ośmieszona przed królem. To na pewno dobrze jej nie wróży. Słyszała również plotki, że Baratheonówna miała wyjść za księcia Aemona, następcę króla w razie jego bezpotomnej śmierci. Cóż to za marnotrawstwo by było gdyby to taka nieokrzesana dziewucha zasiadła na tronie królowej. W tej właśnie chwili służące oznajmiły, że panienka jest gotowa do wyjścia. Została ubrana w białą suknię ze złotymi skrawkami materiału delikatnie przemieszane miedzy sobą. Na jej ramieniu znajdowała się bransoleta w kształcie wijącego się węża, w której ukryta była cienka jak igła szabla. Jej czarne włosy były upięte wysoko na czubku głowy w zgrabny kok z wpiętymi w niego małymi perełkami. Tak właśnie ubrana wkroczyła do Sali Balowej. Może i pomieszczenie nie było jeszcze pełne od ludzi, ale taki właśnie efekt był widoczny dzięki dużej ilości luster obsadzonych na ścianach. W dodatku w Sali było tak jasno, że Lyn musiała się powstrzymywać, aby nie zasłonić oczu ręką. Z początku nie miała pojęcia co ze sobą zrobić, na szczęście zauważyła ją jednak Alysanne i machnęła aby dziewczyna do niej podeszła.
-O co chodzi, Alysanne? – kiedy wypowiedziała to pytanie od razu nasunęła jej się odpowiedź. W końcu Tyrellówna miała z nią później porozmawiać, a dlaczego nie zrobić by tego teraz skoro nadarzyła się okazja?
Oczekując na odpowiedź spojrzała jeszcze na zachodzące gdzieś tam daleko słońce. Ciekawe dla ilu ludzi zajdzie dziś ich słońce. Pomyślała jeszcze kiedy ostatni promień światła oświetlił salę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 1:02 pm

Cieszył się, że Lynette zauważyła jej delikatny znak. Alysanne już dawno zauważyła, że dziewczyna była spostrzegawcza i doskonale zdawała sobie sprawę, kiedy ktoś coś od niej chciał. Kiedy były małe dogadywały się niemal bez słów, wystarczyły im wiele mówiące spojrzenia i mowa ciała. Jak dobrze było znów widzieć jej ciemne, błyszczące oczy, równie nieprzeniknione co oczy samej Alysanne. Może to właśnie ta tajemniczość sprawiła, że zapałała sympatią do młodej księżniczki, a może były to plotki na temat jej zabaw z truciznami? Nieważne, ważne, że brunetka miała teraz przyjaciółkę, która była dla niej niemal jak siostra. Nawet jeśli przyszłe wydarzenia będą miały wpływ na ich relacje, to Alys nigdy nie zapomni jak doskonale się razem bawiły. Modliła się do Siedmiu, aby wszystko dobrze się ułożyło i aby obie w przyszłości mogły spotkać się już jako panie poszczególnych zamków i matki wielu dzieci. Taki scenariusz sobie wyśniła i do jego spełnienia miała dążyć za wszelką cenę, nawet po trupach.
- A czy muszę mieć powód, aby chcieć porozmawiać ze swą przyjaciółką? - odezwała się z uśmiechem. - Stęskniła się za tobą.
Jej głos był cichy, spokojny, czyli taki jak zawsze. Alys nie dawała po sobie poznać nic, poza tym, że jest przeszczęśliwa z powodu balu. Mogło się wydawać, że dziewczyna jest nieco bardziej blada niż zwykle, ale mogła to być wina wyjątkowo jasnego oświetlenia sali balowej. W przeciwieństwie do Lynette Tyrellównie nie przeszkadzało tak bardzo jasne światło, zdążyła się już do niego przyzwyczaić. Z chęcią wymieniłaby się z przyjaciółką, o ile tak było można określić ich relacje, najnowszymi wieściami ze wszystkich stron świata i to samo otrzymać w zamian, ale wiedziała, że w Czerwonej Twierdzy ściany miały uszy. Będzie musiała zaczekać trochę, aż uda im się oddalić w jakieś bardziej ustronne miejsce. Być może będzie musiała poczekać nawet do jutra. Jakoś będzie musiała to przeżyć, w końcu jeśli chciała, to potrafiła wykazać się ogromną cierpliwością, o czym wiedziało niewiele osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 3:14 pm

Spojrzała na swoją towarzyszkę. Niby mówiły o sobie jak o przyjaciółkach w obecności wszystkich, ale Lyn nigdy nie nazywała jej tak w obecności rodziny lub w swoich myślach. Ich znajomość nie opierała się ani na zaufania, ani na podziwie. Tak naprawdę istniała tylko dlatego, że dziewczyny mogły mieć z niej korzyści. Kto wie może przyjaźń naprawdę kiedyś istniała, gdy były jeszcze młode i po prostu z czasem zbladła tak, że teraz wszystko polegało tylko na ewentualnej pomocy między dziewczynami. Może tej przyjaźni w ogóle nigdy nie było. A może takiego zdania była tylko Lynette. Być może Alysanne naprawdę wierzyła, że są one dla siebie kimś więcej jak znajomymi. Dornijka nie była jednak zdania, aby Tyrellówna była tak naiwna by na to liczyć. Zawsze sądziła, że dziewczyna jest sprytna i inteligentna, oraz że nie jest osobą której należy nie doceniać. Jednak tak właśnie postępowało wielu ludzi.
- Ja również się za tobą stęskniłam. – uśmiechnęła się do Alys ciepło – Nie myślę, że musisz mieć powód. Sądzę tylko, że stanie tak i patrzenie się na siebie nawzajem nie ma sensu.
Rzuciła okiem na podwyższenie. Na razie nie było jeszcze tam króla, który mógłby rozpocząć oficjalnie bal swoim przemówieniem. Nie liczyła jednak na zbyt długą przemowę, król nie wywarł na niej wrażenia osoby, która rzuca słowa na wiatr. Jednak jej wzrok zwróciła białogłowa młoda kobieta. Na pierwszy rzut oka było widać, że pochodzi z rodu Targaryen. Nie była to jednakże królowa, mimo że do niej podobna. Kuzynka, ciotka króla i królowej. Zawsze myślała, że takie osoby przebywały na Smoczej Skale, zamku rodu królewskiego, a nie w tej tłocznej Królewskiej Przystani. Dlatego też widok tej dziewczyny, a właściwie kobiety był dla Lynette nie lada zdziwieniem. Z drugiej strony, do stolicy przyjeżdżały wszystkie wielkie rody, więc dlaczego nie i rodzina króla. W końcu oni też byli teraz jego poddanymi.
- Możesz mi powiedzieć, na przykład, co nowego w Wysogrodzie? – rzuciła od niechcenia żeby zacząć jakąkolwiek rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 3:27 pm

Faktycznie, zbyt wiele osób nie doceniało Alys. Uważali ją tylko za kolejną dobrze wychowaną panienkę z dobrego rodu, w dodatku zbyt młodą aby cokolwiek zrozumieć. Nawet informacja, że jest powszechnie uważana za nad wyraz inteligentną osobę i została nawet wysłana do Starego Miasta na nauki, wydawała się do nich nie trafiać. Ot, pewnie tej całej Tyrellównie lepiej wychodziło zapamiętywanie formułek z książki i tyle. Ocenianie książki po pozorach było w tym wypadku największym błędem, jaki można było popełnić. Wielu dowiadywało się o tym, ale niestety było już za późno. Teraz jednak jej zachowanie ani trochę nie odbiegało od stereotypowego postępowania uroczej dziewczynki z wyższych sfer. Uśmiechała się delikatnie, a w jej słowach nie było ani krzty ironii. Wykorzystywała na co dzień wszystko, co usłyszała od septy, która ją wychowywała, a także od napotkanych dobrze urodzonych dam. Co takiego działo się w Wysogrodzie? No cóż, Alys nie widziała żadnych przeciwwskazań, aby podzielić się z dziewczyną kilkoma informacjami. Część możliwe, że już znała, a o niektórych zapewne dowie się dopiero teraz.
- Jak już wiesz mój starszy brat wychodzi za Mormontówne, aby wszelkie niesnaski z tym rodem odeszły w niepamięć. - kolejne zdanie wypowiedziała szeptem. - Szczerze powiedziawszy, to nie jest z tego powodu zachwycony.
Ta pierwsza wiadomość na pewno była jej już znana, przecież słyszała rozmowę Lorenta z jego narzeczoną. Jednakże, o drugiej sprawie nie wiedział chyba nikt poza Alysanne, które brat wyraźnie dał to do zrozumienia w czasie spaceru po różanym ogrodzie. Fakt, że nie jest on pozytywnie nastawiony do swego małżeństwa raczej jej nie martwił, ani nie musiał mieć żadnych skutków w przyszłości. Shaynah wydawała się Alys osobą z "charakterkiem", ale nie oznaczało to, iż nie dogada się z Lorentem. Dziewczyna liczyła, że Siedmiu pobłogosławi temu związkowi i oboje będą w nim szczęśliwi. Lorent już wystarczająco wycierpiał, nie mógł znów być nieszczęśliwy. Starta poprzedniej żony z pewnością wyjaśnia doskonale jego niechęć do ponownego zawarcia małżeństwa, a Alys nie miała podstaw, aby doszukiwać się jeszcze innych powodów.
- A co w Słonecznej Włóczni?
Wrodzona ciekawość wzięła górę i Alysanne musiała zadać to pytanie. Z resztą i tak chciała dowiedzieć się przecież co dzieje się u Lynette.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 05, 2013 4:46 pm

Lynette poprawiła szybkim ruchem dłoni kosmyk włosów, który wypadł z koka. Oczywiście, wiedziała o planach ślubnych, ale nie o niechęci pana młodego do zawarcia tego związku. Z resztą nie dziwiła mu się za bardzo.
- Nie wiem jaki jest sens godzenia się z mieszkańcami kupki skał. I wcale się mu z tego powodu nie dziwię. Też nie byłabym zachwycona gdyby próbowano wydać mnie za mąż za jakiegoś północnego chłopaka, w dodatku z pomniejszego rodu. – odpowiedziała, jednak ona w przeciwieństwie do Alysanne nie ściszała głosu.
Jak dla Lyn, Shaynah nie była jakąś najlepszą z możliwych kandydatek na panią Wysogrodu. Na pewno znalazło by się wiele, wiele innych dam z lepszych, wyżej położonych w hierarchii rodów. Co mogło im dać małżeństwo z córką pana Niedźwiedziej Wyspy, oprócz spokoju, że mają kolejnych przyjaciół?
- A co miałoby się dziać? Nic ciekawego. Mój ojciec szuka mi męża, podobno to któryś z Lannisterów.
Może i nie była za bardzo troskliwą osobą, ale należała do ludzi spostrzegawczych, zauważyła więc bladość Alys. Znała ją dobrze, a więc wiedziała, kiedy tamta nie czuła się najlepiej. Być może zaszkodziła jej długa podróż, która w końcu na pewno musiała być męcząca. Z drugiej strony akurat Tyrellówna nie powinna czuć się z tego powodu źle, w końcu dużo jeździła w dzieciństwie.
- Coś nie tak Alysanne? Wyglądasz trochę blado. Dobrze się czujesz? Może te tłumy Ci zaszkodziły. Powinnaś usiąść. – przywołała służącą stojącą niedaleko i poprosiła ją aby przyniosła panience Alysanne coś do picia.
- Zostawię Cię teraz samą. Odpocznij sobie tutaj w spokoju.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
148
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Pon Maj 06, 2013 7:06 pm

Było jej gorąco, chociaż nie była pewna, czy to z powodu całej atmosfery wielkiego balu wyprawionego przez króla, który był równie wystawny jak opisywali to minstrele w swych pieśniach, jakich zawsze z takim napięciem słuchała, czy może dlatego, że gdzieś tam, w niedalekiej odległości znajdował się jej narzeczony, o którym krążące w Westeros opowieści również były zupełnie zgodne z rzeczywistością. Aidan Stark w rzeczy samej był postawnym i niezwykle przystojnym mężczyzną o chmurnym spojrzeniu szarych oczu, co jednak w żadnej mierze nie odstraszało Cailet, a wręcz przeciwnie – tym bardziej ją intrygowało i sprawiało, że serce biło szybciej dla młodego Wilka z Północy. Małe szczęścia, jak to mówią, były tym, co miedzianowłosa Róża potrafiła doceniać i zauważał to każdy, kto przebywał w jej towarzystwie przez choćby kilka minut, jednak ze wszystkich szczęść, jakie odczuwała kiedykolwiek w swoim życiu, to napawało ją zdecydowanie największą radością. Czuła się, jakby jej stopy przy każdym kroku nie dotykały kamiennej posadzki balowej sali, a unosiły się w powietrzu. Była lekka, jej zielone oczy błyszczały silnie jak dwie gwiazdy, a wewnątrz kłębiło się od wszystkich roznoszących ją pozytywnych emocji. Z tego wszystkiego dosłownie nie była w stanie wziąć nic do ust. Nie chciała jeść, nie potrzebowała pić i grzecznie wykręcała się od każdego podtykanego jej kielicha wina – w końcu i tak zdawało jej się, że była jakby pijana od wrażeń. No i niestety nie umiała także znaleźć sobie miejsca. Siedzenie przy stole w takim stanie zdecydowanie nie było dla niej. W końcu nie chciała, aby jej rażący brak uwagi takimi przyziemnymi sprawami jak uprzejmości wobec Lordów witających się z jej bratem w jej obecności odebrane zostało jako brak szacunku! Chciała śpiewać, chciała tańczyć! A przede wszystkim pragnęła teraz spędzić trochę czasu w towarzystwie narzeczonego, co jednak nie było jej dane, jako że ten jako dziedzic Winterfell zajęty był niezwykle ważnymi sprawami rozważanymi z innymi ważnymi ludźmi Westeros, a takich na balu Króla było, jak nietrudno się domyślić, sporo.
- Siostrzyczko! – powiedziała z entuzjazmem, kiedy podczas przemierzania Sali w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego miejsca dla siebie i swoich emocji wypatrzyła w kąciku swoją młodszą siostrę, na której widok uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Podbiegła do niej niemal na tyle szybko, na ile pozwalała jej balowa suknia oraz trzewiczki i złapała Alysanne za obie dłonie. - Jak ci się podoba bal? Bo mi niezwykle! – stwierdziła pełna przejęcia, od którego jej policzki pod piegami przybierały różaną barwę. - Tyle pięknych dam, tylu przystojnych mężczyzn! A mój narzeczony! Ach, Alysanne! – westchnęła niezwykle wymownie i wypuściła jej dłonie, aby powachlować się delikatnie na znak, że na samą myśl o młodym Starku robi jej się gorąco, co wcale nie było dalekie od prawdy. - Ale, ale… - stropiła się zaraz, dostrzegając w końcu, że twarz młodszej siostry była zdecydowanie zbyt blada. - Aly, wszystko w porządku? – zapytała z troską, przyglądając jej się uważnie. - Może chcesz usiąść lub wyjść na powietrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Pon Maj 06, 2013 7:57 pm

A więc nie tylko dla niej szukano męża. No cóż, zawsze było to jakieś pocieszenie, że nie będzie jedyną panną, która niedługo zmieni nazwisko. Już wcześniej obiło się jej o uszy, że Lynette miała wyjść za Lannistera, ale teraz miała stuprocentową pewność co do tego faktu. Wyglądało na to, że przy dobrych wiatrach dziewczyna wciąż będzie mogła utrzymywać kontakt z koleżanką. Znów powróciły do niej myśli na temat tego, za kogo mógłby chcieć wydać ją ojciec. Starkowie i Lannisterowie odpadali - w nich wżeniają się jej siostry. Z głównych rodów pozostawali Tully, Arrynowie, Grejoyowie, Targaryenowie i Baratheonowie. Oprócz tego były też mniejsze rody... Zbyt wiele rzeczy do sprawdzenia, stanowczo zbyt wiele. Może choć ten jeden raz powinna poczekać na oficjalne ogłoszenie przez ojca danej wieści? Wrodzona ciekawość niestety nie pozwalała jej tak długo czekać, wiedziała, że jeszcze dziś porozmawia ze swą służką na temat przyszłych zaręczyn. Alysanne wyglądała na nieco zdziwioną, gdy Lyn zapytała się o jej samopoczucie, a potem zawołała służkę. Najwyraźniej wystarczyło trochę się jej przyjżeć i dobrze ją znać, aby wiedzieć, że nie czuje się najlepiej.
- Dziękuję, chyba tak będzie najlepiej.
Pokiwała głową, gdy Lyn oddalała się od niej. Wyglądało na to, że dziewczyna zastanawia się czy zostać na balu i pomęczyć się trochę, czy ruszyć do swej sypialni. Wolała nie stać się ofiarą plotek, gdyby miała tutaj zemdleć albo coś w tym stylu. Przyjęła z wdzięcznością kielich od służącej, po czym upiła z niego łyk wina. Przez chwilę rozkoszowała się słodko-cierpkim smakiem trunku. Miejmy nadzieję, że Siedmiu nie odwróci się od niej w przeciągu następnych kilku dni. Wsparcie Bogów będzie jej niezwykle potrzebne, jeśli chce zrealizować cały swój plan. Wypiła kolejny łyk trunku, kiedy nagle podeszłą do niej siostra. Szczebiotała tak radośnie, że Alys od razu zrobiło się cieplej na sercu. Może i była najmłodsza z rodzeństwa, ale nie przeszkadzało jej to w martwieniu się o pozostałych i knuciu razem z nimi. Cieszyła się, że Cailet spodobał się narzeczony, miejmy nadzieję, że mężczyzna okaże się wart jej siostry. Ach, czasami Alys bardzo chciałaby urodzić się chłopcem, mogłaby wtedy o wiele lepiej opiekować się rodzeństwem, a nie tylko działać z cienia.
- Cieszę się, że twój narzeczony ci się spodobał.
Wyglądało na to, iż każdy kto się do niej zbliżał rejestrował od razu, że jest nieco bledsza niż zwykle. Pokiwała przecząco głową. Zrobiła to tak energicznie, że kilka kosmyków opadło jej na czoło i musiała je zaczesać do tyłu. W dodatku uśmiechnęła się przekonująco. Odzyskała już nieco rumieniec, a choć jej oczy nie iskrzyły się wesoło, to była to jej normalna cecha. Każdy z rodziny wiedział, że to w oczach Alysanne można odczytać jej dojrzałość i inteligencję. Tylko one zdradzały, że nie była taka jak jej siostry, ani inne dziewczyny w Westeros.
- Po prostu trochę bolała mnie głowa, ale już mi przeszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
148
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Sro Maj 08, 2013 12:23 am

Cailet znała Alysanne nie od dziś. Spędziły ze sobą już kilkanaście dni imienia i widywały się w przeróżnych sytuacjach, a różne wyrazy jej oblicza znała już niemal na pamięć. Nic więc dziwnego, że wyłapała tę nienaturalną bladość jej oblicza i przejęła się tym zjawiskiem, poczytując je jako zły objaw. To że Cailet zazwyczaj sprawiała wrażenie zupełnie beztroskiej trzpiotki nie oznaczało w żadnym wypadku, że w jej głowie nie gościły nigdy myśli poważne, a same górnolotne oraz dziecinne. Miała już szesnaście lat i nie była takim głuptaskiem, na jakiego starała się zazwyczaj wychodzić lub wychodziła zupełnym przypadkiem, posiadając z natury usposobienie pogodne i optymistyczne. W gruncie rzeczy była całkiem inteligentna i spostrzegawcza i chociaż to najczęściej w oczach rozsądnej i wrażliwej Alysanne czy starszego Lorenta można było dostrzec prawdopodobnie najwięcej troski spośród całego jej rodzeństwa, to Cailet także martwiła się o swoją rodzinę. Nie było w tym nic dziwnego, o rodzinę trzeba dbać, a ponadto nie trzeba było doskonale znać się na polityce, aby wiedzieć, że niezależnie od tego, w centrum jak radosnych wydarzeń by się aktualnie znajdowała – czy to bal u Króla, poznanie nowego narzeczonego czy zwyczajna radosna przejażdżka konno po ogrodach Wysogrodu w towarzystwie innych młodych dam i lordów, Westeros nie było miejscem bezpiecznym i w każdej chwili trzeba było mieć się na baczności, aby nie zrobić jakiegoś niewłaściwego kroku. Stosunki pomiędzy rodami zawsze były kwestią delikatną i znajdowały się jakby w nieustannym rozedrganiu, w niektórych przypadkach wiecznie balansując na granicy otwartej wojny i chłodnej tolerancji. Cai zdawała sobie z tego sprawę całkiem dobrze, nie była wcale naiwna i przez to często lękała się o losy swojego rodzeństwa, nawet bardziej niż o swoje własne, dlatego gdy dostrzegła, że coś jest nie w porządku, cały entuzjazm, jaki dotychczas przepełniał jej serce, jakby momentalnie uleciał na dalszy plan.
- To tylko głowa? Jesteś pewna? Wiesz, że możesz mi powiedzieć, jeśli coś się dzieje – powiedziała pewnie, przez cały czas uważnie patrząc jej w oczy. Właśnie w takich chwilach widać było, że nie jest tak do końca niedojrzałym podlotkiem. W jej oczach oprócz troski zabłysły także jasne ogniki pasji, a jej usta zacisnęły się w węższą linię. - Nikt nie sprawił ci przykrości? A może to wino ci zaszkodziło? – spytała trochę ciszej i choć w chwili wypowiadania tych słów nie miała na myśli nic innego jak to, że ktoś nierozsądny podsunął jej siostrzyczce o jeden kielich za dużo (a przecież była jeszcze tak młoda!), to zaraz przez jej głowę przebiegła myśl o tym, że może po prostu z winem było coś nie w porządku… Szybko jednak odrzuciła te niedorzeczności od siebie. Przecież to było niemożliwe tuż pod samym okiem króla, na balu ku jego czci! Od tego wszystkiego sama musiała nieco głębiej odetchnąć, bo jej serce na powrót zabiło szybszym rytmem, choć tym razem z powodu uczuć skrajnie różnych od dotychczasowej euforii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Sro Maj 08, 2013 3:15 pm

Najwyraźniej albo wyglądała tak źle, że siostrę przeraziła po prostu bladość Alys, albo tamta nieco przesadzała. Znając życie i samą Cailet, bardziej prawdopodobna była ta druga wersja. Możliwe, że Alysanne po prostu nieco się odwodniła albo dawało znać o sobie zmęczenie. Pomimo, iż w czasie drogi z pewnością było wiele okazji do snu, ona sama wolała podziwiać krajobrazy, czytać książki oraz dyskutować ze swymi służkami na wszelkie tematy. Kilka z nich pochodziło spoza Wysogrodu i opowiadało jej różnie ciekawostki na temat terenów, które aktualnie przemierzali. Rozmowy z ludźmi pozwalały na zdobywanie najcenniejszej, w opinii dziewczyny, rzeczy, a mianowicie informacji. Często ze zwykłej pogawędki dowiadywała się czegoś ciekawego na temat rozmówcy lub osób, które on znał. Plotki o chorążych ojca, a także lordach z dalekich krain bywały nad wyraz użyteczne, nie służyły jedynie rozbawianiem młodej szlachcianki. Znów pokiwała przecząco głową, próbując podkreślić fakt, że czuje się całkiem dobrze. Nie chciała zepsuć Cailet balu, siostra nie powinna się marwtić takimi błahostkami. Najlepiej będzie szybko zmienić temat ich rozmowy. Alysanne niemal od razu wiedziała o czym wolałaby pogadać i była pewna, że i druga Tyrellówna będzie szczęśliwa mogąc o tym porozmawiać.
- Opowiedz mi lepiej o swoim narzeczonym. Jakie sprawia wrażenie?
Miała nadzieję, że Cailet połknie haczyk i przestanie maltretować ją pytaniami, czy Alys dobrze się czuję. Widać było, że siostra uparła się, aby wybadać czy aby wszystko było dobrze. Dziewczynę prędzej jeszcze bardziej rozboli głowa od takich ciągłych nagabywań, niż jej to pomoże. Alys wątpiła, aby ktokolwiek zdecydował się w tym momencie na skrytobójczy atak. Tak wiele osób zwiększało prawdopodobieństwo złapania ewentualnego zbrodniarza. Niewiele było zabójców, którzy zdecydowaliby się na wykonanie zlecenia, gdy cel jest otoczony przez postronne osoby. Oczywiście, otrucie nie było tak trudne, wystarczyło dosypać proszku, ale nie miało się pewności, że akurat ta osoby wypije zatrute wino. Zawsze mogła przekazać kielich jakiejś nieświadomej niczego duszyczce i proszę, niepotrzebny zgon gotowy. Cailet nie musiała się również martwić, że Tyrellówna przesadziła z alkoholem. Nawet, gdyby każdy próbował jej wcisnąć wino, Alys grzecznie by odmawiała, w końcu zawsze trzeba było zachować trzeźwość umysłu, nawet jeśli teoretycznie nic ważnego nie miało się wydarzyć. Z resztą, dzisiejszy wieczór był bardzo, ale to bardzo ważny... Skupienie to podstawa i kropka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Czw Maj 09, 2013 10:20 pm

Leona błądziła pomiędzy tłumami gości zmierzając w kierunku wyjścia. Było tłoczno i duszno, a może to jej zrobiło się przesadnie gorąco w tak eleganckiej i obfitej sukni.Zastanawiała się jeszcze nad rozmową z Kyrą. Czy to co mówiła było szczere, czy rzeczywiście nie spotka ją nic dobrego u boku Red'a? Nie zauważyła niestety kiedy przypadkowo wpadła na młodą lady i wtedy zdała sobie sprawę z tego co uczyniła przez to ,że niosła ze sobą kielich z winem. Do tego wszystkiego cała jego zawartość rozlała się na pięknej sukni młodej kobiety. Leona zdążyła tylko wydać cichy jęk ,a zaraz potem gorączkowo przepraszała- moja pani wybacz, ja nie zauważyłam,tak mi przykro przepraszam. I absolutnie nie wiedziała co jeszcze powiedzieć, nie wiedziała tez ,że panną w poplamionej sukni była lady Cailet Tyrell.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
148
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Pią Maj 10, 2013 3:08 pm

Doskonale wiedziała, że Alysanne była odpowiedzialna. Można nawet spokojnie powiedzieć, że mimo posiadania dwóch dni imienia mniej na karku, bywała przeważnie znacznie bardziej odpowiedzialna od Cailet, co wynikało z ich charakterów. Gdyby pomyślała o tym racjonalnie, pewnie doszłaby od razu do wniosku, że niemożliwym było upojenie jej siostrzyczki właśnie ze względu na tę odpowiedzialność. Problem polegał jednak na tym, że kiedy zaczęła się martwić, mnóstwo niedorzecznych myśli przewinęło się przez jej głowę i nawet nad tym nie panowała. Wystarczyło jednak, że do głosu doszedł także rozsądek i racjonalizm, a momentalnie wszystkie te bzdury odrzuciła, postanawiając skupić się na faktach. Rozsądek Alysanne był jednym z faktów, drugim natomiast rozsądek tych, którzy balowali pod dachem królewskiej siedziby i w takich okolicznościach nie sądziła, by odważyli się na czynienie nierozważnych i nieprzemyślanych kroków, jakimi byłoby dybanie na czyjeś życie podczas uroczystości.
A skoro o nierozważnych i nieprzemyślanych krokach mowa – tym razem w znaczeniu znacznie bardziej dosłownym. Cailet, nieco uspokojona zapewnieniami siostry i tym cichutkim głosem rozsądku, jaki zaczynał się w niej odzywać, pewnie łatwo dałaby się wciągnąć w barwne opowieści o swoim narzeczonym, mimo że póki co do opowiadania nie miała jeszcze za wiele, jako że nie miała okazji spędzić zbyt wiele czasu z Aidanem Starkiem i poznać go lepiej. Zaledwie zapoznanie na dziedzińcu i tych kilka kroków, jakie przeszli razem do stołów, podczas których nie mieli nawet okazji zamienić ze sobą paru słów. Mogłaby się rozpływać w samych superlatywach nad jego aparycją, ale nawet ona zdawała sobie sprawę z tego, że wygląd to jednak nie wszystko, a ważniejsze jest to, co jej narzeczony nosił w środku, pod swoją skorupą nieustraszonego Wilka Północy – to intrygowało ją najbardziej. Nie miała jednak kiedy podzielić się tymi wszystkimi przemyśleniami i uwagami z siotrą, bo właśnie wtedy niewłaściwe kroki zostały poczynione przez pewną nierozważną damę. Och, no doprawdy, jak można było jej nie dostrzec?! Nie należała wprawdzie do najbardziej okazałych pod względem kształtów dam na tym przyjęciu, a właściwie była jedną z drobniejszych kobiet bawiących się na Sali, a i szmaragd jej sukni wśród innych barwnych strojów nie rzucał się aż nazbyt w oczy, ale na Bogów, jej ognista czupryna zazwyczaj dostrzegalna była już z bardzo dalekiej odległości!
Pierwszą reakcją, był zduszony okrzyk pełen przerażenia, bo zupełnie nie wiedziała, co się stało, gdy poczuła uderzenie, a potem coś lepkiego rozlewającego się na swojej piersi. Zaraz potem nadeszło także jęknięcie wraz ze zorientowaniem się, co tak właściwie zaszło.
- Moja suknia! Na Bogów, cała zniszczona! – zakrzyknęła podniesionym, wysokim od przejęcia głosem, przez pierwszych kilka chwil przyglądając się zniszczonemu do reszty materiałowi. A była taka piękna! Chyba najpiękniejsza, jaką przyszło jej nosić do tej pory, bo i okazja ku temu była także najważniejszą w jej dotychczasowym życiu. A tymczasem właśnie zabarwiła się wyblakłą czerwienią wina. Oblicze Cailet najpierw zbladło, a potem powoli przybierało coraz bardziej żywy odcień różu, aby w końcu jej policzki zapłonęły znów czerwienią, a w oczach zapaliły się ogniki. Podniosła wzrok na Leonę, piorunując ją spojrzeniem i w międzyczasie uspokajając swoje nerwy do odpowiedniego poziomu. Nie zamierzała krzyczeć, takie zachowanie nie było odpowiednie dla damy. - Lady Frey – mruknęła, oczywiście przemycając między swoimi słowami uprzejmość, bez której nie można było się obejść podczas tego typu spotkań. Wiedziała, kim jest panna, która na nią wpadła. Kiedy kilkanaście minut temu jej narzeczony przeprowadzał rozmowę z Walderem Freyem, Cailet nie omieszkała zaczerpnąć kilku informacji o rodzie z Dorzecza oraz stosunkach, jakie panowały pomiędzy nim a rodem z Północy, którego częścią miała się niedługo stać. Kto by pomyślał, że ród z Dorzecza dostarczy jej także sam informacji o tym, że jego przedstawicielki nie należą do szczególnie uważnych? A przecież koncentracja to podstawa, czyż nie? - Widzę, że sporo myśli zaprząta twoją głowę, którą z taką odwagą nosisz wysoko w chmurach, nie zważając nawet na to, kto cię otacza – powiedziała z wyważonym spokojem, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, jednak nie z gatunku tych uroczych i sympatycznych, podczas gdy jej drobne piąstki zacisnęły się. - Może teraz wymyślisz więc, co mam zrobić z moją suknią? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, ile ona kosztowała? – mimowolnie podniosła swój głos o kilka tonów. Swoją drogą, Freyowie tyle ostatnio rozprawiali o kwestiach zniewagi. Jak widać łatwo przychodziło im dostrzeganie błędów innych, podczas gdy damom swojego rodu nie wpajali skutecznie pewnych zasad dobrego wychowania. Bo żeby tak beztrosko paradować pomiędzy przedstawicielami najważniejszych rodów Westeros i mieć sobie ich obecność za nic?! To było czymś niedopuszczalnym! Przynajmniej dla wychowywanej w cywilizowanym Wysogrodzie Cailet Tyrell, która poczuła się dotknięta tym, że została niezauważona i nie zamierzała zostawić tego tak po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Pią Maj 10, 2013 7:29 pm

Nareszcie wyglądało na to, że Cailet dała sobie spokój z dopytywaniem się o samopoczucie Alys. Oczywiście, jej troska została doceniona przez Tyrellówne, ale Alysanne poczuł ulgę kończąc ten temat. W sumie to z chęcią dowiedziałaby się nie tylko tego, co Cailet zdążyła się o swym narzeczonym dowiedzieć z krótkiej pogawędki, ale również posłuchać kilka plotek. Najwyraźniej jednak nie dane jej było pogawędzić sobie w spokoju z siostrą, gdyż nagle na dziewczynę wpadła jakaś nieostrożna osóbka. Nie dość, że zapewne dość mocno uderzyła ona w Cailet, to jeszcze oblała jej suknię winem. No pięknie, tyle pracy krawcowych poszło na marne przez jedną nieostrożną pannicę. Kiedy przeniosła wzrok ze swej rozmówczyni na nieznaną dziewczynę, do jej uszu doszły słowa Cailet. Oho, najwyraźniej wydarzenie to naprawdę wyprowadziło ją z równowagi. Nie zdziwiło to Alys, każda szlachcianka chciała wyglądać tego wieczora jak najlepiej. Hołd, bal i turniej jeszcze przez wiele miesięcy pozostaną tematem plotek rozsiewanych po całym Westeros. Kto wyglądał niczym Dziewica, a czyja suknie niemal kuła w oczy - to i wiele innych będzie omawiane nie tylko na zamkach, ale również w karczmach i portach. Co prawda już samo to zdarzenie zostanie zapewne rozniesione we wszystkie strony przez plotkary, ale nie trzeba było do tego dodawać jeszcze awantury. Co prawda Cailet raczej nie powinna się za bardzo unieść, ale lepiej zachować zimną krew i szybko zdusić ten konflikt w zalążku. Położyła swą dłoń na ramieniu siostry, chcą jednocześnie podnieść ją na duchu i uspokoić. Już teraz kilka osób zauważyło to zamieszanie w kącie sali, a podnoszenie głosu może tylko sprawić im jeszcze więcej kłopotów.
- Siostro, lady Frey ma na pewno wiele spraw na głowie i nie powinnyśmy jej winić za tę chwilę nieuwagi. Jestem pewna, że znajdziemy z tej sytuacji jakieś wyjście, nie ma powodów, aby tracić swe nerwy na tak błahą sprawę.
Wręcz emanował z niej spokój. Jej ciemne oczy pozostawały utkwione we Freyównie. Alys modliła się w duchu, aby tamta okazała choć tyle taktu, aby nie rozpocząć jakiejś draki. Pospólstwo często zaczynało się w takiej sytuacji wykłócać czyja to wina, ale one powinny zachować się jak na damy przystało i pamiętać o zasadach dobrego wychowania, które wpajano każdej wysoko urodzonej dziewczynie od urodzenia. Należało stłumić negatywne emocje i pozostać uosobienie cierpliwości oraz anielskiego spokoju. Alysanne rozumiała, że siostra mogła to potraktować jako osobistą zniewagę, ba, zniewagę dla całego rodu Tyrellów, ale w tym momencie nie powinny się awanturować. Zapamiętać na zawsze i zachować dystans wobec tego rodu, to było najlepsze wyjście. Dziewczyna rozważyła szybko kilka scenariuszy. Jeśli dojdzie od kłótni pozostanie tu i spróbuje to jakoś rozwiązać, a jeśli zapanuje spokój najchętniej oddali się z tego miejsca. Jej oaza, jaką był ten kąt została niestety zniszczona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Sob Maj 11, 2013 7:45 pm

Leona stała osłupiała i nie wiedziała co odpowiedzieć. Dama oblana winem była bardzo zła co właściwie nie dziwiło Leony. Każda kobieta nie byłaby zachwycona poplamieniem lepkim winem swojej pięknej sukni na oczach wielu gości, w dodatku ,że zostało to uczynione przez jakąś Freyównę.Co teraz? Co teraz?Leona gorączkowo próbowała znaleźć jakieś rozwiązanie lecz to tylko blokowało jeszcze mocniej jej procesy myślowe. Rozejrzała się po sali w poszukiwaniu kogoś z rodziny ale jak na złość w tym momencie nie było nikogo.Wystękała tylko- Lady naprawdę jeszcze raz bardzo przepraszam, nie wiem jak to wytłumaczyć. Nie było moim zamiarem poczynienia pani szkody.Ja...ja opowiem o tym mojej rodzinie, zapłacimy tyle ile kosztowała suknia. Proszę mi wybaczyć, jest mi tak przykro z powodu tej sytuacji.I tak Leona mówiła chaotycznie do lady Tyrell próbując jakoś złagodzić sytuację. Jednocześnie nie wiedziała co będzie dalej, czy uda jej się przeprosić lady ,czy też czeka ją sprzeczka, dalsze nieprzyjemności i cała masa wstydu przed innymi. Podświadomie błagała los o wybawienie z jakiejkolwiek strony i ono w końcu nadeszło. Tylko kto by się spodziewał ,że w takiej postaci? Rozległ się głos herolda, który zapowiadał przemowę miłościwie panującego króla. Zapadała cisza ,a Leona przenosiła wzrok raz na króla ,raz na lady Tyrell. Niedługo później zapomniała zupełnie o niechlubnym incydencie z winem.Z tłumu wyłonił się mężczyzna który zaatakował króla. Leona teraz osłupiała na dobre. Na sali wybuchła panika ,a ona nie wiedziała co robić. Przez chwilę pożałowała ,że w ogóle przyjechała na ten bal.Postanowiła opuścić salę jak najszybciej bez konkretnego planu co właściwie miałoby jej dać opuszczenie sali.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
12
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 12:56 pm

Że też wszystkie dobre plany muszą zawsze wziąć w łeb! Rodrick zdążył już nawet przyzwyczaić się do myśli, że w trakcie podróży do King's Landing mogło przyjść mu niańczyć nie jednego, a kilku Starków. Na pewnym poziomie i tak było to lepsze od gnicia w Dreadfort, użerając się z najmłodszym z wilczych pomiotów... Pod warunkiem, że Aidan nie popisał się wystarczająco szalonym optymizmem, by zabrać ze sobą na dwór królewski niejakiego Warczka, jak przyszły lord Bolton lubił go nazywać. Młode Starkówny były znośne, najstarszego z braci z Winterfell Red poznał na tyle, by na swój pokręcony sposób polubić, Han był nieznośnym smarkaczem (co staruszek robił z nim przez cały ten czas, skoro dzieciak nie wziął się ani trochę w garść, bez względu na pobyt w Bliźniakach?!), ale to z Varkiem nie dało się koegzystować w jednym pomieszczeniu i Rodrick prędzej pojechałby nad morze w pojedynkę niż w jego zapchlonym towarzystwie. Coś podobnego skończyłoby się pewnie niezłą szopką i całym mnóstwem aidanowego marudzenia, więc może to nawet lepiej, że ostatecznie ze Starkami pojechała Kyra.
Nieważne. Grunt, że pomimo opóźnień i ogólnych problemów z dojazdem, udało się mu wreszcie dotrzeć na dwór Targaryena. W zasadzie powinien być zadowolony, bo obeszło się bez żadnych nieprzyjemności, a jego ludziom udało się nawet nie zgubić drogi w międzyczasie (niektórzy naprawdę byli zdolni do zgubienia się na królewskim trakcie i Red nie śmiał wątpić w ich możliwości), pomimo tego jednak, gdy dotarł wreszcie do sali balowej, wcale nie było mężczyźnie do śmiechu. Głównie dlatego, że nikt nie zwrócił uwagi na jego znaczone modnym spóźnieniem wejście. Ludzie kręcili się wściekle w kółko, na podobieństwo pszczół kiedy uderzy się kijem w ich gniazdo i panował ogólny harmider, na którym chwilowo wcale Boltonowi nie zależało, co sam uznał zaraz za tylko jeszcze bardziej irytujące.
Przy samych drzwiach prawie wpadła na niego jakaś drobna, jasnowłosa dziewczyna, z wyraźnym zdenerwowaniem malującym się na drobnej buźce i błyszczącym w szarych oczach. Rodrick odruchowo zmierzył ją spojrzeniem, ale nie był sobie w stanie przypomnieć, by widział ją kiedykolwiek wcześniej. Mimo to wydała się mu odpowiednią kandydatką do zadania kilku pytań, celem zorientowania się lepiej w zaistniałej sytuacji. Dlatego też, zamiast przeprosić ją grzecznie i pozwolić się wyminąć, delikatnie acz wyjątkowo stanowczo zagrodził zmykającej dziewoi drogę przy pomocy swojej własnej, stosunkowo skromnej jak na własne możliwości osoby, pozwalając jej stanąć twarzą w twarz z noszonym przez siebie na piersi herbem rodowym. Nie był to widok napawający ludzi spokojem ducha, on jednak nie uważał tego wcale za wadę, wręcz przeciwnie.
- Panienka wybaczy... - odezwał się do niej, wciąż mierząc ją spojrzeniem swoich ślepi, które ludzie określali czasem mianem niepokojących, choć sam głos miał całkowicie opanowany.
- Dopiero co udało się mi dotrzeć do Ling's Landing i nie zdążyłem jeszcze rozejrzeć się lepiej, ale widzę, że zabawa rozkręciła się już na dobre. Czyżbym przegapił jakiś pojedynek pijanych rycerzy? A może to już nowy król zdążył stoczyć się pod stół? - rzucił, uśmiechając się do niej samym kątem warg. Mimo wszystko wolał, żeby nie uciekła mu z krzykiem... Przynajmniej do momentu, aż nie dowie się od niej, co właściwie zaszło na tym przeklętym balu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 2:48 pm

Nie zauważyła nawet kiedy zaczęła przyspieszać kroku. Zaczynał panować coraz większy chaos, spojrzała ostatni raz za siebie w poszukiwaniu znajomych twarzy ale nie było w pobliżu nikogo z rodu Frey, nawet nikogo z rodu Tully czy też Kyry Bolton. Pozostałych nie znała zatem nie mogła im nawet odrobinę ufać i o coś prosić.Wtedy prawie wpadła na młodego wysokiego mężczyznę (tym razem przynajmniej nie niosła kielicha z winem) co wytrąciło ją jeszcze bardziej z równowagi. Zrozumiała jego słowa ,które wypowiedział do niej lecz od razu wyrzuciła je z pamięci. Odpowiedziała szybko i nerwowo -ktoś mierzył w króla, on nie żyje... jest ranny.. Bogowie nie wiem dlaczego ..niech mi pan da spokój!!Ostatnie słowa wykrzyczała już bardzo głośno ze strachem w głosie, a do oczu napłynęły jej łzy. Chciała stamtąd szybko uciec ,a ktoś znowu stanął jej na drodze (właściwie to ona wpadała na ludzi ale co tam). Zawsze ktoś musiał stawać na drodze do tego do czego zmierzała, powoli zaczynało ją to irytować. Gwałtownie wyrwała się sprzed oblicza mężczyzny zawadzając go dość mocno swoim ramieniem. Nawet nie poczuła uderzenia, straciła całe swoje opanowanie i szła roztrzęsiona tak bardzo jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Nie śmiała nawet przeprosić jegomościa za swoimi plecami. W takim stanie w jakim się znajdowała ,byłaby gotowa nawet bić się z każdym nieznajomym biorąc go za zamachowca na tym razem swoje życie nawet jeśli zamach na nią byłby całkowicie nieprawdopodobny i irracjonalny.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
12
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 3:57 pm

Całe szczęście, że dziewczyna nie powiedziała mu, że uważa jego szaloną siostrę za osobę, przy której czułaby się bezpieczniej, bo wtedy Red jak nic wybuchnąłby jej śmiechem prosto w twarz. Tak zaś ograniczył się do obrzucenia przerażonej, spanikowanej blondynki uważniejszym spojrzeniem, unosząc przy tym lekko swoje ciemnorude brwi. Cóż, przynajmniej nie wyglądało na to, by panna oszalała - to pewien plus. Nie miał przyjemności użerać się z wariatami wszelkiej maści, a w każdym razie nie w takich okolicznościach.
Król nie żyje tudzież jest ranny - zaiste fascynujące informacje. Nie, Rodrick nie wyglądał na nawet w połowie tak przejętego jak biedne dziewczątko. Swoją drogą, to była nawet całkiem niebrzydka... Chociaż to akurat mogło być w dużej mierze zasługą rozszerzonych strachem źrenic jej szeroko otwartych ocząt, których spojrzenie podarowała mu przez moment.
No właśnie - przez moment, bo zaraz dziewczę zachowało się tak, jak żadna dama zachowywać się nie powinna i potrącając go, pomknęło gdzieś korytarzem. Bolton nie zdołał już powstrzymać cisnącego się mu na usta uśmiechu.
Nie zdążył nawet zastanowić się nad swoimi poczynaniami nim zorientował się, że idzie za małą uciekinierką zamiast zostać w sali i sprawdzić co faktycznie stało się z królem, gdzie jest ta łajza Stark albo jego własna siostra. Znajdą się, tak? Żywi albo martwi, ale zawsze w końcu się znajdują.
W sumie chętnie zobaczyłby jak jasnowłose maleństwo próbuje się przed nim bronić. To musiałby być naprawdę zabawny widok. Właśnie dlatego, zamiast dać jej święty spokój i pozwolić zwiewać dokądkolwiek chciała, dogonił biedactwo i złapał ją za ramię, w celu zatrzymania oraz obrócenia w swoją stronę.
- To nierozważne biegać po zamku w pojedynkę, skoro zamachowiec wciąż jest na wolności. - upomniał ją wciąż z tym samym niezachwianym spokojem, nie pozwalając jej jednak po dobroci wyswobodzić się z pułapki własnych palców zaciskających się na jej ramieniu. Przynajmniej był tak dobry, by nie robić tego zbyt mocno. Nie chciał sprawiać jej bólu. Chwilowo.
- Co powiedziałby twój pan ojciec, gdyby zobaczył panienkę w takim stanie? Mordercy czy nie, damie nie przystoi zachowywać się w podobny sposób. - wyjaśnił, choć w jego głosie nie było słychać nagany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 4:43 pm

Leona szła ,właściwie sama nie wiedząc gdzie i po co. Przez chwilę przeszła jej przez głowę myśl by zawrócić jednak nogi niosły ją dalej przed siebie.Poczuła uścisk na swoim ramieniu i ktoś wbrew jej woli zmusił ją do odwrócenia się. Tym kimś był mężczyzna którego potrąciła chwile temuech wyjątkowy natręt.Mimowolnie zrobiła surową minę, a jej mięśnie napięły się składając się do ataku lecz powstrzymał ją łagodny ton słów mężczyzny.Nadal była niespokojna lecz gdyby był naprawdę niebezpieczny chyba już teraz zrobiłby jej krzywdę. Warunki ku temu były sprzyjające ,a on nie mówiłby zbyt dużo do niej i nie traciłby czasu na pogawędki. Chyba ,że był przekornym i rozmownym zabójcą ale takiego sobie w tej chwili nie wyobraziła.-Powinnam tam wrócić. gdzieś tam jest mój dziadek, moje rodzeństwo i panny Tully ,z którymi podróżowałam, ale ..nie chcę, nie chcę tam wracać.Nie wiem dlaczego przyjechałam na ten bal ten dzień miał być taki piękny,zapomniałam najwyraźniej ,że życie rzadko kiedy bywa piękne i robi coś po naszej myśli.Przyjechałam na ten przeklęty bal. Oblałam piękną lady winem ,a jej droga suknia już do niczego się nie nadaje. Zgubiłam tu gdzieś moją rodzinę i jeszcze dowiedziałam się ,że wychodzę za mąż za jakiegoś okrutnika najwyraźniej ,to może lepiej jeśli ktoś mnie zabije. Pewnie złośliwie tego nie uczyni.Spojrzała w górę w brązowe oczy mężczyzny ,który sprawiał wrażenie nie wiedzieć o czym ona właściwie gada. Mogło być tak ,że ona sama tego nie wiedziała. Nie wiedziała też co się z nią właśnie stało. - Przepraszam pana za moje zachowanie. To w ogóle pana nie interesuje, nie wiem po co to mówię. Tam cierpią ludzie, chyba nie mamy już króla ,a ja myślę o sobie. Nie powinnam tego wszystkiego mówić.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
12
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 5:29 pm

Oczywiście, że Red był natrętem. Nigdy nie śmiałby zaprzeczyć podobnej teorii, choć trzeba było w tym miejscu zauważyć też, że nikt nigdy nie odważył się przedstawić mu podobnej prosto w oczy. Głównie z powodu pozostałych mało przyjemnych cech, przy pomocy których charakteryzowano zazwyczaj jego skromną osobę. To zaś, że chwilowo nie robił nikomu krzywdy wcale nie sprawiało, że jego obecność powinna działaś na kogokolwiek uspokajająco... Chociaż w sumie jeśli dziewczyna uważała za kojącą obecność jego kochanej siostrzyczki, to może i w tym wypadku miało to jakąś szansę powodzenia? Zabawna sprawa, doprawdy. Głównie dlatego, że gdyby Rodrick postanowił zostać zabójcą, to najpewniej faktycznie skończyłoby się na pogaduszkach z ofiarami przed uśmiercaniem owych.
No i proszę bardzo, jak to się dziewczę rozgadało. Kobiety, kobiety... Co to się z nimi człowiek ma? Aż strach pomyśleć jak będzie wyglądało życie w Dreadfort, kiedy stary Frey podeśle mu tam jedną ze swoich ukochanych wnuś o wątpliwej urodzie, choć zapewne poważnie niewyparzonym języku. Skoro dziadek nie poradził sobie z ucieraniem nosa młodemu Starkowi, to pewnie i z tą swoją gromadą miewa problemy wychowawcze. Po chwili słuchania małej blondynki Red doszedł do wniosku, że wolałby już trzymać na zamku taką nadmiernie ekscytującą się problemami z sukienką i gubieniem dziadka pannicę niż smętną, rzeczną wywłokę gderającą mu godzinami nad uchem o jakiś koszmarnych nudach. Co jednak mógł poradzić? Pewne kwestie wymagały poświęceń, a jeśli żonka faktycznie okaże się nie do zniesienia, to pogada się z siostrą i tyle. O Kyrze wiele rzeczy można było powiedzieć, ale na pewno nie to, że nie wie co należy robić z niezadowalającymi związkami małżeńskimi.
Chociaż w sumie... Chwila moment. Puścił jej ramię, uważnie obserwując rozgadaną pannę, jakby chciał wyczytać z jej oblicza miano rodu, z którego pochodziła. Uśmiechnął się lekko, gdy przeszła do części z przepraszaniem go za swoje zachowanie i potrząsnął głową.
- Nie poczułem się urażony, jeśli o to chodzi. - odparł z pewnym rozbawieniem - Bal w rzeczy samej nie jawi się jako zbyt udany, ale to jeszcze nie koniec świata. Królowie przychodzą i odchodzą, zguby się odnajdują, a zapewniam, że żadna oblana winem lady nie będzie na tyle głupią, by mścić się w swój małostkowy sposób na narzeczonej okrutnika. - uśmiechnął się nieco szerzej i podał jej swoje ramię.
Pozwolisz pani, że pójdę z tobą i pomogę przy szukaniu zawieruszonych gdzieś członków rodziny? Zaszczytem byłoby dla mnie móc ci towarzyszyć. - wciąż przyglądał się jej badawczo. To naprawdę wykonalne? Ale jeśli tak, to jaki interes mieli wszyscy w oszukiwaniu go przez cały ten czas? Podłe żmije, wszystkich ich każe kiedyś obedrzeć ze skóry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 7:16 pm

Leona uznała ,że rzeczywiście nie zbyt mądre byłoby prześladowanie przyszłej żony Boltona jeśli pogłoski o nim okazałyby się prawdziwe. Przynajmniej wypadałoby być przezornym i ostrożnym i nie wszczynać większych awantur o tamten błahy incydent. Nowy towarzysz wydawał się być podejrzany ale trzeba było przyznać ,że miał rację w wielu kwestiach. Cóz Leona była jeszcze taka młoda i jeszcze tak mało widziała. Niepewnie wzięła mężczyznę pod ramię-dobrze wróćmy tam ale jeśli nikogo nie zobaczę wyjdę. Znowu nie wiedziała dlaczego miałaby wyjść w przypadku nie znalezienia rodziny. Zachowywała się trochę jak dziecko ,a może jak kobieta, rozhuśtana emocjonalnie kobieta z zaburzoną chwilowo percepcją.Weszli na salę i zaczęła się rozglądać i znowu nie było widać ani jej dziadka ani brata ani siostry.-przejdźmy wzdłuż ściany przy stołach-zaproponowała i ruszyli w tamtą stronę.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
12
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 7:35 pm

Red podejrzany? Ależ skąd, przecież to taki miły i uczynny chłopak... Aż dziwne, że do swojej rodowej dewizy wciąż jeszcze nie dopisał "i gotowe do pomocy", naprawdę.
Najwyraźniej dziewczyna, choć roztrzęsiona i bliska załamania, miała w sobie jeszcze jakieś resztki rozwagi, które pozwalały jej choć odrobinę trzeźwiej przyglądać się sytuacji i nie uznać tak niepokojącego typa jak Rodrick z radośnie obdartym ze skóry człekiem wyszytym na piersi. Na ludzi z trupimi wzorkami na ubraniach zdecydowanie powinno się uważać, niezależnie od tego jak mili akurat są.
Skinął głową, gdy zgodziła się zabrać go ze sobą na przeszpiegi do sali balowej. W zasadzie to niezależnie od tego, czy pozwoliłaby mu iść ze sobą, czy nie, poszedłby i tak. Czasem młody Bolton bywał nieprzyzwoicie wprost uparty, a zdarzało się to głównie w momentach, gdy wykoncypował już w swoim pokręconym łbie jakiś plan i chciał doprowadzić go do końca w odpowiednim stylu.
I poszli. Trzeba było zmierzyć się z tłoczącą się tam hałastrą, ale on miał mimo wszystko nadzieję, że wszystko pójdzie odpowiednio. Przydałby mu się Walder Frey, ale tego oczywiście jak na złość nigdzie nie było. Pewnie stary lis zdążył wykręcić się już z przyjęcia na cześć nowego smoka i poleciał dupczyć jakieś brudne zdziry z okolicy. Eh, skaranie boskie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
148
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 7:43 pm

Zapewne dalej brnęłaby w całą tę hecę z poplamioną suknią i żądaniami zadośćuczynienia choćby dla samego faktu obrony swojego honoru i swojej urażonej dumy, bo innych powodów ku temu nie miała – jej rodzina nie była z Freyami w napiętych stosunkach, a i koszta zniszczonej sukni nie były tu problemem, bo bez problemu mogłaby sprawić sobie nową, posyłając zaledwie jeden uśmiech swojemu ojcu, jednak te wszystkie nieprzewidywalne wydarzenia, jakie zaczęły toczyć się na środku Sali Balowej uniemożliwiły jej toczenie jakichkolwiek sporów i dodatkowo przyprawiły o niesamowicie szybkie bicie serca. Czyli jednak byli szaleńcy, którzy dopuszczali się ataków na czyjeś życie na takiej uroczystości, pod samym okiem Króla! Ba! I to atakowali samego Króla! Cailet poczuła, jak na dnie jej żołądka ląduje bardzo ciężka, lodowata kula i momentalnie wszystkie niedorzeczności po raz kolejny przewinęły się przez jej głowę i wirowały w niej chaotycznie aż do momentu, w którym atmosfera zaczęła się jeszcze bardziej zagęszczać i stawać wyjątkowo chaotyczna. Jeszcze nigdy nie widziała takiego zamieszania! Król był ranny, co chwilowo wciąż nie do końca do niej docierało. Przez dłuższą chwilę stała jak sparaliżowana wciąż w tym samym miejscu, nie będąc w stanie spuścić oka z miejsca, gdzie zamieszanie było największe – najbliżej rannego Króla. Czyżby to był już koniec jego panowania…?
Dopiero po kilku sekundach, które zdawały się być wiecznością, w końcu drgnęła i wydała z siebie także głośne westchnięcie, zdając sobie sprawę z tego, co działo się wokół i co powinna zrobić, kim się przejmować, do czego dążyć.
- Alysanne! – zakrzyknęła, rozglądając się wokół i zdając sobie sprawę z tego, że tłum rozdzielił ją z młodszą siostrą, co sprawiło, że lodowa kula w jej brzuchu jakby zwiększyła swoją objętość i stała się jeszcze bardziej chłodna. Lady Frey również zniknęła z pola widzenia. Właściwie ciężko było jej stwierdzić, jacy ludzie przepychali się tuż obok niej, popychając ją to w jedną to w drugą stronę. To wszystko nie było jednak istotne. - Alysanne! – powtórzyła już bardziej histerycznie, starając się wypatrzeć w tłumie znajomą, ciemnowłosą czuprynę. Troska o siostrę była ważniejsza w tamtej chwili od troski o siebie samą. Tak działał jej instynkt. Znaleźć młodszą siostrę, potem Lavonne i Lorenta i wynosić się stąd jak najszybciej. Skoro ktoś był tak nierozsądny i porwał się na czyn samobójczy, jakim był zamach na króla, kto mógł wiedzieć, na co zdobędzie się następnie?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
93
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 8:34 pm

Najwyraźniej wylanie wina na suknie Cailet było zaledwie początkiem serii niefortunnych zdarzeń. Zanim zdążyły dojść do porozumienia w sprawie jednego problemu Król zechciał przemówić. Już sam fakt, że miał wygłosić orędzie do zebranych wystarczył, aby Tyrellówna przestała skupiać się na awanturze. Całą swą uwagę przeniosła na władce. Jeszcze zanim nieznany mężczyzna rzucił się w jego kierunku, Alys zdążyła dostrzec go, przepychającego się przez tłum. Kiedy przewrócił dwójkę stojącą niedaleko Aerysa II dziewczyna wstrzymała oddech, przeczuwając już co się święci. W kilka sekund jedna osoba padła martwa, dwie kolejne zostały ranne, a całą salę ogarnął popłoch. Ludzie w takich sytuacjach zachowywali się zwykle jak zwierzęta, gnane instynktem samozachowawczym. Wszyscy chcieli jak najszybciej oddalić się od zagrożenia. Dziewczę spokojnie postąpiło kilka kroków w tył, przyklejając się plecami do ściany. Nie zdążyła przyciągnąć do siebie Cailet, bo oto rozdzieliły je hordy ludzi, którzy gnali niemal na oślep. Jej wzrok skupił się na ludziach, którzy podobnie jak ona nie okazali zbytniego poruszenia, bądź też wydawali się być nieco podejrzani. Zamieszanie mogłoby stać się idealną przykrywką dla kolejnego zamachu, a ona nie zamierzała stać się ofiarą. Powinna jak najszybciej znaleźć siostrę, jej też mogło grozić niebezpieczeństwo. Szkoda, że bal musiał się tak skończyć, nie zdążyła sobie nawet potańczyć. Z chęcią zamieniła by kilka słów z innymi lordami, no ale mówi się trudno. Westchnęła ciężko, kręcąc z niedowierzaniem głową. Przynajmniej ból głowy minął bezpowrotnie.
Z tłumu dobiegło ją wołanie. Ktoś zwracał się do niej po imieniu, zapewne siostra. Wyglądało na to, że z ich dwójki jedynie Alysanne, jak zwykle, zachowała zupełny spokój i jedynie rozważała ewentualne zagrożenia. No cóż, nie powinna dłużej trzymać dziewczyny w niepewności, jeszcze zrobi sobie krzywdę, próbując przepchać się przez ten tłum.
- Cailet! Nic mi nie jest! Znajdź Lorenta i Lavonne, spotkamy się w ogrodzie jak to wszystko się uspokoi.
Nie zamierzała czekać na odpowiedź, mówiła tonem nie znoszącym sprzeciwu. Widać było, że już coś sobie postanowiła. Przywarła do ściany i powoli ruszyła wzdłuż niej. Chciała się wydostać z tego kąta, z którego w razie niebezpieczeństwa nie miałaby gdzie uciec. Jeszcze sama nie do końca wiedziała gdzie idzie, ale zdawała się na instynkt, który zwykle prowadził ją w dobrym kierunku.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Kąt sali   Nie Maj 12, 2013 11:02 pm

Aylward był wciąż z Aryaną, jak zaobserwował wcześniej kątem oka, odchodząc pośpiesznie od Lady Arryn w kierunku... No właśnie, w kierunku bliżej niezidentyfikowanym, jak uświadomił sobie po pewnym czasie, będąc już w samym środku sali, pośród gęstej rzeki kolorowych taft i koronek należących do spłoszonych dam, na które wpadał co rusz, a które popychały go zdecydowanie do wielkich drzwi wejściowych.
- Przepraszam, przepraszam... - przeciskał się wcześniej pod prąd uparcie, brnąc w samo epicentrum sytuacji, którą dostrzegł mimochodem, oczekując na słowa żony Lorda Orlego Gniazda, zaś potem dość leniwie próbując przerzucić swą uwagę na wystąpienie władcy. Człowiek celujący do króla...! Stało się to w ułamek sekundy: zamach na Aerysa Targaryena, zamachowiec, na którego nikt nie zwrócił uwagi, którego nikt się nawet nie spodziewał, sądząc po reakcjach mijanych przez niego osób, dających się bezrefleksyjnie rozpychać na boki pod siłą jego ramion. Czemu nikt go nie zatrzyma, do cholery!? W podobnych sytuacjach dziękował bogom za nie najgorsze warunki fizyczne: bez większych problemów pozwalały mu one pozostać w opozycji do mechaniki spanikowanego tłumu i wyglądać ponad lśniącymi przyłbicami straży. Ci zresztą dosyć prędko wkroczyli do akcji, aby zapanować nad sytuacją. Ciągle dostrzec mógł sylwetkę uciekającego człowieka, który przed momentem odważył się podnieść rękę na sukcesora tronu. Rzucił się do biegu, nie zważając na nic. Bezmyślność, cóż, inaczej nie mógłby być sobą; instynktownie poszukiwał wrażeń. Przysięgał przecież bronić króla za wszelką cenę, liczył, że jakoś dogoni zdrajcę, jednak cała Sala chciała mu w tym wyraźnie przeszkodzić. Za daleko. Stracił wreszcie z pola widzenia tajemniczą postać i Aidanowi nie pozostało nic innego, jak zaniechanie działań z cholernym poczuciem rozgoryczenia. Co teraz? Drżąc w środku na własną porażkę i niemożność wymierzenia sprawiedliwości, pomyślał prędko o swojej rodzinie. Skup się, weź się w garść! – Terryn Mormont z pewnością nie odstępował na krok Nadiry, Nihil pozostawała w towarzystwie rodziców, taką miał przynajmniej nadzieję. Wszyscy byli bezpieczni. Wszyscy...? Mimowolnie pomyślał o reszcie przyjaciół; o Aemonie, Lorencie, Redzie, Kyrze... O Cailet Tyrell. Duh, syknął, gdy na jego stopę nadepnęła jakaś lady. Schylił się, aby podnieść jej toczek, który zsunął się z wymyślnej fryzury, jednak kiedy wyciągnął go na dłoni, postać drobnej kokietki dawno zdążyła zniknąć w gąszczu ludzi. Instynktownie dłoń młodzieńca skierowała się do pasa, a palce zacisnęły się na chłodnej rękojeści wystającego z pochwy miecza. Bogowie raczyli wiedzieć, co więcej może przydarzyć się tego wieczoru! Przystanął bezradnie, rozglądając się za kimś znajomym. W kącie sali mignęła mu płomiennoruda grzywa. Co z ciebie za gentleman, skarcił się w duchu. Każdy warował już najpewniej przy kobiecie swojego życia, przy najdroższym ojcu, przy ukochanej matce, a tobie w głowie górnolotne cele i łapanie królobójcy! Skierował się pośpiesznie w kąt sali, z toczkiem w lewej dłoni, bo druga ciągle spoczywała na mieczu. Zachowywał czujność. Nie pomylił się. Cailet Tyrell, blada jak ściana, pozostawiona sama sobie, a wokół równie spanikowani, obcy ludzie, w których nie rozpoznawał członków domu z Wysogrodu. Dopiero teraz zauważył jej okrągłą twarz, niemalże chłopięcą sylwetkę, której nie zamaskuje żaden gorset. Gorset splamiony czerwienią... Och, nie, pokręcił głową, to nie mogła być krew. Wino. Czyżby zdążyła nierozważnie odurzyć się winem? Albo została oblana w tym popłochu? Toż to jeszcze dziecko! Ileż dni imienia mogła liczyć sobie ta krucha istotka? Piętnaście? Zacisnął wargi. Na podobne rozważania nie było teraz czasu. Musiał, po prostu musiał zapewnić jej bezpieczeństwo, nieważne jakie uczucia żywił w głębi serca do tego przedsięwzięcia. Nie mógł zmusić się do pogardzania nią, nie ona winna swojemu losowi.
- Moja pani - przecisnął się do Cailet. Ufał, że pamięta jego twarz i nie zlęknie się. Widział w jej oczach strach. - Gdzie jest ser Lorent?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kąt sali   

Powrót do góry Go down
 

Kąt sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Stoliki w głębi sali
» Klasa eliksirów
» Sala segregacji
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-