a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Środek Sali



 

 Środek Sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Środek Sali   Sob Maj 04, 2013 8:47 pm


Środek Sali



Środek Królewskiej Sali Balowej jest przestronnym, jasno oświetlonym miejscem, gdzie znaczna liczba gości może oddać się tańcowi oraz zabawie podczas wyprawianych w Czerwonej Twierdzy uczt, balów i biesiad.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sob Maj 04, 2013 10:04 pm

Wreszcie, po napiętym oczekiwaniu, składanie przysięgi królowi przez wierne mu rody zakończyło się względnym sukcesem. Nikt zbytnio nie naraził się władcy, a cała uroczystość przebiegła dość spokojnie, pomijając kilka pojedynczych osób, których nie warto nawet wspominać z imienia. Teraz nadszedł przyjemniejszy dla wszystkich strudzonych przybyszy moment. Wystawna uczta oraz bal. Idealna okazja do zdobycia nowych, może nawet cennych znajomości, jak też znalezienia przyszłego narzeczonego czy też narzeczonej dla młodszych członków rodzin. W końcu gdzie, jeśli nie tutaj i nie w tej Sali znajdowali się najdzielniejsi mężowie i najwytworniejsze damy Siedmiu Królestw? Zawsze istniała też szansa zamienienia kilku zdań z rodziną królewską, co było nie lada zaszczytem i przy sprzyjającym szczęściu mogło spowodować polepszenie sytuacji życiowej. A gdyby jednak Siedmiu Bogów poskąpiło swej dobroci i opieki… cóż, lepiej o tym nie myśleć.
Jak praktycznie każde pomieszczenie w zamku tak i to stanowiło niezwykły widok. Ogromnych rozmiarów komnata, na tyle duża, by pomieścili się w niej wszyscy zaproszeni goście, sprawiała wręcz przytłaczające wrażenie. Lustra, rozpraszające światło pochodni umieszczonych przed nimi, tylko to uczucie pogłębiały. Ściany pokryte ręcznie zdobionymi, drewnianymi panelami oraz wysoki sufit z niesamowitymi, niespotykanymi i naprawdę pięknymi freskami dopełniały wyglądu Królewskiej Sali Balowej. Właśnie zbliżał się zachód słońca, ostatnie promienie wdzierały się do środka przez łukowate okna umieszczone na południowej ścianie. Stojące na środku i uginające się pod wpływem jedzenia stoły zapraszały do spróbowania potraw rozpływających się w ustach. A przez wrota wchodzili coraz to nowi goście, dążąc do tylko sobie wiadomego celu. Od progu otaczała ich zniewalająca słodka muzyka, grana przez najzdolniejszych mieszkańców królestwa.
Nie tylko panie zadziwiły swymi różnorakimi kreacjami, panowie również w ten dzień postarali się o nienaganny wygląd. Można by wręcz rzec, że miejsce wyglądało jak z bajki – iście królewsko.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Nie Maj 05, 2013 11:02 am

//Wielka Sala//

Wreszcie wreszcie! Boltonowie pochylili karki i można było przejść do znacznie przyjemniejszej części uroczystości. Rhaena rzuciła radosny, niemal dziecięcy uśmiech Aemonowi, przy którym stała całe te godziny. -Och ciekawe jakie pyszności dzisiaj podadzą. - Powiedziała i ruszyła wraz ze wszystkimi do Sali Balowej. Myślała tylko o jedzeniu... była takim małym obżartuchem, choć pod suknią nie było widać nawet najmniejszej fałdki, żaden zbędny kilogram nie szpecił jej ciała. Próbowała po kęsie każdej podanej potrawy i zawsze starała się próbować wszystko co było podawane, lubiła nowości i nie grymasiła. Pamiętała jak kiedyś na Smoczej Skale wślizgnęła się do kuchni by posmakować czerstwego chleba ze smalcem! To były czasy! Dzieciństwo to taki słodki okres! Teraz musiała robić wszystko ładnie by nie przynieść wstydu rodowi... w końcu Rodzina Królewska musi być doskonała pod każdym względem prawda?
Sala Balowa prezentowała się oszałamiająco, nawet nie udekorowana robiła powalające wrażenie, a teraz, gdy przystrojona była barwami rodowymi Targaryenów i smokami, wyglądała bajecznie! Rhaena wraz z całą Rodziną Królewską miała miejsce na podwyższeniu, by oni mogli widzieć dokładnie każdą osobę na sali i by wszyscy mogli podziwiać ich. Kobieta miała wrażenie, że z głodu zaraz zaczną trząść się jej ręce, ale ze spokojem, nienagannie czekała. Zasiadła przy stole posyłając czarujące uśmiechy do każdego kogo wzrok zdołała uchwycić, ujęła w dłoń napełniony przepysznym winem kielich i zaczekała aż służba poda pierwsze danie. Gdy upiła pierwszy łyk wina skrzywiła się odruchowo, ale delikatnie, później pójdzie gładko, najgorszy ten pierwszy łyk. Miała przy tym nadzieję, że król nie zechce wygłosić przed pierwszym posiłkiem żadnej przemowy, obawiała się, że brzuch głośno zacznie dopominać się strawy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Wto Maj 07, 2013 4:33 pm

Pięknie dziś wyglądacie. Wszystkie. I ty Starkówno, i ty, przeklęta siostro, a także każda następna z Was, którą Bastian mijał i co chwila, na którąś wpadał. Oczywiście był na tyle uprzejmy, aby po raz piąty wygłosić sztywną formułę na temat jego bezgranicznej niezdarności oraz tym, jak wielce jest mu żal. Tak trzeba było, kolejna zasada. Ale i tak większość spoglądała na niego z niepokojem, zapewne z powodu poprzedniej sceny z Aithne Reed, dziewczyną, która nie ma zamiaru brać ślubu. Naprawdę mu przykro, przykro całym sercem i wierzcie, że najchętniej wsadziłbym swojemu ojcu w dupę te przeklęte zaręczyny i jego chore pomysły. I tutaj, trzeba przyznać, pojawiła się jego nienawiść do całej bandy szlachciców i reszty świata, co zazwyczaj objawia się podczas takich chwil jak ta, kiedy żadne argumenty ani pocieszenia nie przynoszą rezultatu. Zawsze tak będzie, do samego końca zostaną niewolnikami systemu i cudzych decyzji. To już ich rola, tych skrzywdzonych dzieci, które w swej młodości przeklinają los, a na starość przystosowują do każdemu dobrze znanemu schematowi. To tkwi głęboko w podświadomości, we krwi wszystkich lordów i członków wywyższających się rodów. Tak już jest i choć młody Reed myślał, że udało mu się od tego uwolnić, właśnie przed chwilą zdał sobie sprawę z faktu, jak bardzo się mylił.
To znaczy... nie chciał brać ślubu z przymusu czy obowiązku, wolał po prostu samemu wybrać sobie biedną (bo trafi na niego) żonę. Ale nawet jeśli był dobrym bratem i kimś, kto łamie zasady, to zrobiłby źle, gdyby poradził to Aithne. To całkiem inna sprawa, a ona była kobietą. Nie brakowało jej sprytu, ale śmiałości i bezwzględności w swych decyzjach. Zgubiłaby się w szale intryg i knowań. Nie, lepiej, żeby została żoną Kheelana. Przynajmniej będzie miał ją blisko siebie przez jakiś czas.
W końcu, w burzy rozmyślań zorientował się, że ciągle idzie przed siebie, jak w jakimś dziwnym transie. Oczywiście, nie ma to jak ciągle brnąć przed siebie z pozbawionymi celu refleksjami w głowie. I tak nic nie zmieni, więc jaki cel ma przejmowanie się tym, na co się nie ma wpływu? Postanowił więc przystanąć, aby towarzystwo nie uznało go do końca za obłąkanego i podszedł do najbliższego miejsca przy stole. Wolnego oczywiście.
Więc tak: usiadł, obrócił się i automatycznie wstał, jak poparzony.
Targaryen. Rhaena Targaryen.
Po chwili jednak zreflektował się i uśmiechnął najpiękniej jak tylko potrafił zdając sobie sprawę z nietaktu swego gestu.
-Blask Twej urody, Pani, spadł na mnie niczym grom z jasnego nieba - nędzne usprawiedliwienie, mieszane po części z ironią i pewną niechęcią. Odetchnął głęboko i odsunąwszy się, ukłonił lekko - Stąd me niegodziwe zachowanie - dokończył.
Wyprostował się i spojrzał na nią z widocznym zmieszaniem. Nie spodziewał się zobaczyć jej już nigdy, może po prostu nie chciał. Bał się? Czuł zażenowanie? Jednocześnie ulgę, ale także złość, że ktokolwiek byłby na tyle śmiały, aby tak bezwzględnie się z nim rozprawić. Tym razem obiecał sobie jednak, że dokończy to spotkanie do końca i nie osunął się w tłum ludzi w ucieczce przed kobietą. Przed KOBIETĄ.
-Wybaczy mi Pani czelność, gdy uniżony poproszę choć o jeden taniec, lecz pragnę wynagrodzić Panience postępowanie niegodne w Towarzystwie kogoś tak dobrze usytuowanego.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Wto Maj 07, 2013 5:13 pm

Rhaena zaczynała się nudzić. W pewnym momencie nawet podparła twarz na dłoni, które ręka spoczywała na stole obok jej talerza. Grajkowie cieszyli uszy muzyką, jadło było wspaniałe i kobieta spróbowała już wszystkiego przyrządzono na ucztę, ale straszliwie jej się przykrzyło. Czuła się samotna, wszyscy zajęli się sobą, a ona siedziała i pałaszowała popijając wszystko słabym winem. Widziała tańce, uśmiechy ludzi, rozmowy i zabawy, widziała lordów podszczypujących dziewki służebne przy dalszych stołach. Uśmiechała się na to wszystko, ale ogarniająca ją irytacją zaczynała pchać ją z miejsca. Wiedziała, że jeszcze trochę, a wyskoczy na środek i zrobi coś, albo niesamowicie głupiego i znowu wywoła skandal, albo coś zabawnego i w końcu ruszy towarzystwo.
Dlaczego ona miała siedzieć sama?! Nie wiedziała nigdzie reszty Rodziny Królewskiej, może patrzyła w złych kierunkach, ale cóż począć.
Popijała własnie kolejny łyczek wina, spłukując z języka resztki smaku ostatniej potrawy, kiedy na krzesło obok ktoś opadł. Przez pół uderzenia serca myślała, że to któryś Smok... mężczyzna jednak poderwał się z miejsca jak oparzony, kiedy na nią spojrzał. Sama Rhaena uśmiechnęła się w swój rozbrajający sposób patrząc na swojego pierwszego narzeczonego, który zażenowany i zakłopotany tłumaczył się ze swojego występku. -Wyglądasz na zaskoczonego moim widokiem Bastianie. - Odpowiedziała, bez śladu ironii, tylko z czystym rozbawieniem. Nie była już tym samym rozpieszczonym, złośliwym dzieciakiem, co kilka lat temu, lepiej nad sobą panowała i w ogóle potrafiła błysnąć ogładą, co się jednak stało, to się nie odstanie, będąc na miejscu Reeda, też by nie zapomniała zamknięcia w wychodku. -Czego się spodziewałeś po koronacji Targaryena? Że zabraknie na dworze Rodziny Królewskiej? Do tego zasiadłeś przy stole na podwyższeniu mój drogi. - Zachichotała teraz troszeczkę nabijając się z jego zamyślenia i roztargnienia. Nawet nie zauważył gdzie zaniosły go jego własne nogi.
-Skończ z tą nudną etykietą. Znamy się od dziecka, mieliśmy się pobrać pamiętasz? Rozmawiając ze mną twarzą w twarz nie musisz się wysilać na te wszystkie uprzejmości. - Odpowiedziała na zaproszenie do tańca. Mogło to wyglądać na odmowę, ale jednak wstała i podała mu dłoń, by poprowadził ją na parkiet. - Słowa kołkiem w gardle Ci stają. Pamiętliwy jesteś. - Zachichotała ponownie, ale tym razem w bardziej sympatyczny sposób. -Ile się nie widzieliśmy drogi Bastianie? Sześć lat? Po uwolnieniu się z pułapki, zniknąłeś bardzo szybko. - Dlaczego wspominała te dawne czasy? A, może własnie dlatego, że to były ostatnie wspólne przeżycia tej parki? Nie widzieli się po tamtych wydarzeniach, aż po dziś dzień.
Rhaena, szła u boku Bastiana, pozwalając mu wybrać miejsce na parkiecie. -Mam nadzieję, że tańczysz lepiej niż zapamiętałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Wto Maj 07, 2013 7:00 pm

Rzeczywiście, młodej damie nie przystoi siedzieć samotnie przy stole. Przysparza to wiele nieciekawych plotek. Tak samo jak samotne zestarzenie się. Tylko Bastian powinien się już przygotowywać, bo zapewne niegdyś będzie musiał stanąć w obliczu smutnej prawdy o swoim życiu. Stary i niedołężny spojrzy w lustro i stwierdzi, że nie ma wnuków, którzy przynieśliby mu wino ze spiżarni ani sprawnych nóg, na których poszedłby do karczmy. Taka oto jest cena samotnego, a jednocześnie wolnego życia. Ale ono chyba nigdy nie będzie wolne, w końcu, jak ktoś pięknie kiedyś rzekł "Zawsze będziemy niewolnikami, dopóki wszyscy nie będą wolni". Słowa święte, ale temat zaczyna być powoli nużący i męczący, bo myśli odważne i pewne, a w czynach nic po nich. Przecież Reed nie wskoczy teraz na stół, nie okrzyknie króla łgarzem i tyranem, a potem sobie szybko ucieknie unikając jakichkolwiek konsekwencji. Oczywiście, że nie. Także nic nie wyjdzie z przemowy o wolności, wolnym słowie i własnych wyborach, a także kształtowaniu losu. Nawet po pijaku nie zrobiłby sobie takiego wstydu, i tu nawet nie chodzi o niego a o rodzinę. Przecierpi te kilkadziesiąt lat z własną nędzą, niech oni przeżyją je spokojnie, bez napiętnowania i wiecznej złej sławy. Z drugiej strony trafiłby do historii, o czym od zawsze marzył. Szkoda jednak, że w negatywnej rubryce.
-Od jadowitej żmii zawsze dobrze trzymać się z daleka - oświadczył ni to z wyrzutem, ni to ze złośliwością, znowu się uśmiechnął, tym razem mniej otwarcie i bardziej elegancko - Nie dopatruj się tu aluzji, oczywiście. Albo... - urwał na moment - interpretuj to jak chcesz. Będziemy się bawić. Oczywiście w interpretacje. Bo nic nie jest prawdą. Wszyscy udajemy, prawda? Jedni, że umieją tańczyć, jak ja. Inni, że kochają. Jeszcze inni, że biorą śluby lub, że się uśmiechają. Ale bądźmy do tego wszystkiego nastawieni pozytywnie, to wcale nie jest absurdalne i nielogiczne - po tym jakże spokojnym monologu a la Bastian ujął ją za dłoń i powoli odprowadził z podwyższenia. Uśmiechnął się ujął ją w pasie w ten doskonale znany mu sposób, w jaki ujmuje się damy podczas tańca (wyginańca). Oczywiście musiał szybko przywyknąć do tej nienaturalnej sztywności oraz skromności dworskiej w jakichkolwiek gestach. Tak, całe życie ruszajmy się jak roboty oraz cyborgi, unikajmy bliskości oraz uczucia, żeńmy się z kim popadnie, bo ma wpływowego wujka! Tak, tak.
Bastian z początku nic nie odpowiedział, głównie ze względu na fakt, że znajduje się w Królewskiej Przystani, wśród lordów oraz Królewskiej Rodziny, a taniec to jest rzecz, która wychodzi mu co najmniej najgorzej na świecie. Dlatego nie tańczy. No tak, ale póki co udało mu się nikogo nie podeptać i w miarę wdzięcznie kroczyć do muzyki. Ale jasne było, że to nie on prowadzi, a Rhae.
-Szczyć się tym, że jesteś podłą niewiastą, póki nie zdarzy Ci się być starą panną - stwierdził lekko i niezgrabnie zawirował pomiędzy jakimiś obiema parami o mało nie zderzając się ze starym lordem. Syknął zirytowany i ponownie skupił się na zajęciu, tym razem nie patrząc na Rhae - Jesteś piękną kobietą, ale Twoja uroda przeminie i tego chcesz czy nie, zostaniesz suszoną śliwką, to znaczy... jeśli miałem być uprzejmy i nieuprzejmie mówić aluzjami to wybacz, ale wiesz, że jestem nieokrzesanym i złym tancerzem.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Wto Maj 07, 2013 7:27 pm

-Nie jestem tak jadowita jak Ci się wydaje. - Odparła z uśmiechem pozwalając by pierwsze kroki w tańcu prowadził Bastian, szybko jedna to ona przejęła ster. -Tańczysz tak samo nędznie jak kiedyś... - jęknęła, kiedy o mało nie nadepnął jej na stopę. Musiała prowadzić, bo ten taniec zakończyłby się katastrofą, a i tak było trudno, mężczyzna zdawał się wepchnąć sobie kij między pośladki... choć prawdę mówiąc z kijem tańczy się lepiej. Jak na damę przystało Rhaena jednak robiła dobrą minę do złej gry, oni oboje wiedzieli jak to jest z tym tańcem, ale na zewnątrz jakoś potwornie to nie wyglądało, nikt ich przeto nie wytykał palcami... tylko by zaryzykowali...
Tańczyli a Bastian szeptał jej do ucha słówka, ale wcale nie były miłe... Rhaena spróbowała sprowokować go do żartów i wspominek, z początku, gdy wspomniał o jadowitej żmii sądziła, że cel osiągnięty, ale kiedy zaczął mówić o staropanieństwie i samotności... oj... coś zabolało. W pierwszej odpowiedzi nadepnęła mu ostrzegawczo na stopę, ale nic nie dało. -Aż tak bardzo mnie nienawidzisz za ten dziecięcy numer? Nie kochałam Cię, tak samo jak Ty mnie. Gdybyś miał sposobność, zamknął byś mnie w komnacie i to Ty wykręcił mi taki numer. Minęło tyle lat... tańczysz z inną kobietą... - Odpowiedziała bez śladu wesołości. Zatrzymała się w połowie piosenki, popatrzała mężczyźnie w oczy swoimi smutnymi, fioletowymi źrenicami -Chyba muszę się napić... - minęła go ruszyła, ale wcale nie ku podwyższeniu, chyba nawet w żadnym konkretnym kierunku, od tak po prostu, może by złapać oddech po tych dosadnych słowach. Ostatnią osobą, która mówiła o jej staropanieństwie był jej Pan Ojciec kupę lat temu, nikt potem się nie odważył... a teraz słyszała to od pierwszego narzeczonego. Zuchwalec. Powinna strzelić mu w pysk na środku sali i po raz kolejny pokazać kto tu rządzi! Mówiła jednak prawdę, zmieniła się... oczywiście nie całkowicie, ale wyraźnie, przynajmniej w porównaniu z tym jaka była pięć czy siedem lat temu a jaka jest teraz. Mimo, że nie widziała tego chłopca tyle lat, miała nadzieję, że tak jak i ona, on również nie traktował tak całkiem serio tamtej sytuacji... byli jeszcze niemal dziećmi, a zwłaszcza ona... nie było sensu robić nic innego z tamtymi wydarzeniami jak wspominać ich ze śmiechem... złośliwość Reeda dotknęła Targaryenkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
66
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sro Maj 08, 2013 7:44 pm

Lorent pożegnał się uprzejmie z Bleddynem Lannisterem, kłaniając się lekko. Ścisnął dłoń swojej siostry na pożegnanie i zostawił parę narzeczonych, by sobie tańczyli. Zakładał, że będą musieli zobaczyć się na turnieju, chociaż takie zabawy wcale nie były ulubionymi młodego Tyrella. Uważał, że to wszystko zależy od fartu. Na dodatek, można było przy tym zupełnie niepotrzebnie ginąć. Dawał sobie radę, głównie dlatego, że był dobrym taktykiem, a nie przez jakieś niesamowite zdolności w tej dziedzinie.
Nie wiedział co myśleć o młodym lwie. Podchodził do niego raczej z rezerwą. Zachowywał się tak jak powinien, czyli jak wszyscy szlachetnie urodzeni, zazwyczaj. Więc nikt nie wiedział jaki jest na co dzień! Tyrell odchodził od niego dość mozolnie. Sala była nie tylko zatłoczona, ale też ludzie zaczęli tańczyć, więc nader ruchliwa. Na dodatek zgubił gdzieś głowę Tully’ego, więc wyszło na to, że przeciskał się między ludźmi zupełnie bez sensu. W końcu znalazł się prawię na środku sali i rozejrzał się zirytowany dookoła. Faktycznie, wszystko wokół wyglądało pięknie, ale on widział jedynie mnóstwo ludzi, coraz szybciej się upijających, którym jest coraz bardziej gorąco i Targaryenów, którzy spokojnie obserwowali ludzi, którzy klęczeli przed nimi jakiś czas temu. Kiedy okręcał się, znajdując odpowiednią drogę i zaczął powoli iść, nagle ktoś na niego wpadł. Lorent nie zauważył, że ktoś szedł prosto na niego, na dodatek z wystarczającą szybkością, żeby potrącić jego puchar i wylać na niego część wina. Stłumił przekleństwo w ustach i po chwili wpatrywania się z niedowierzaniem na plamę, podniósł wzrok rozgniewany. Teraz będzie musiał wracać do swoich komnat, by zmienić ubranie i znaleźć takie równie wykwintne. Myślał, że będą to co najwyżej czyjś dzieciaki z ważniejszego rodu, albo pijany już lord. Jednak zaatakowała go Rhaena z rodu Targaryenów. Twarz Lorenta wyraziła najpierw niepomierne zdziwienie, a potem skruchę. Przecież na początku nader niepochlebnie spojrzał na kobietę. Zmieszany chrząknął i lekko ukłonił się przed nią.
- Rheano Targaryen, przepraszam bardzo za moją nieuwagę – powiedział szybko, bo nie zwaliłby winy na nią za żadne skarby, jeszcze poszłaby się poskarżyć do króla.
- Przyćmiewasz dziś swą urodą wszystkich, pani, mam nadzieję, że bawisz się bardzo dobrze – dodał jeszcze spokojnie, przy okazji zerkając na swoją nie aż tak wielką plamę i dyskretnie ją pocierając rękawem, jakby to coś dało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sro Maj 08, 2013 9:11 pm

Nie było co ukrywać, Reed wyprowadził Rhaenę z równowagi, nie zdenerwował jej, do tego potrzeba chyba nieco więcej, kobieta miała spory dystans do siebie, ale i owszem zasmucił i uraził. Mówienie kobiecie o staropanieństwie i o tym, że będzie brzydką pomarszczoną i samotną śliwką nie było taktowne. Bastian naprawdę przez te wszystkie lata musiał chować do niej ogromną urazę za numer z tym wychodkiem i ich ślubem. Zrobiła z niego pośmiewisko przed połową królestwa, a do tego prawdziwe serce kawału znali tylko on dwoje. Cóż, wielka szkoda. Jak już wspominałam Rhaena odwróciła się od swojego partnera w tańcu i ruszyła przed siebie... jakby uciekała. Może faktycznie chciała? Może to był ratunek dla niego, żeby znowu nie narobiła mu wstydu... to by było dopiero! Sama nie potrafiła tego stwierdzić, ale na całe szczęście, kilka uderzeń serca coś przerwało ta ponurą burze myśli w jej głowie. Ze stęknięciem zatrzymała się na czyjejś piersi wylewając na jej właściciela trzymane w pucharku wino. Nie odeszła daleko, wszyscy schodzili jej z drogi, szła przecież energicznie, zostawiając za sobą szpaler zdziwionych par, których zdziwienie i ciekawość się powiększyła, gdy okazało się, kto też tak brutalnie zatrzymał na sobie kobietę. Uniosła wzrok by spojrzeć na z początku gniewne oczy dziedzica Wysogrodu. Sama Rhaena przez ułamek chwili wyglądała na zaskoczoną, że ktoś śmiał zastąpić jej drogę, szybko jednak się uśmiechnęła w niezwykły, rozbrajający sposób... trochę jak dziecko, trochę jak szelma. Nie odezwała się jednak słowem, tylko delikatnymi dłońmi wyjęła pucharek z rąk Tyrella, wypiła jednym haustem resztę wina, po czym odwróciła się i cisnęła pustym naczyniem w pozostawionego nieco z tyłu Bastiana. -Znakomicie. - Zaśmiała się ponownie zwracając się do Tyrella, chciała się ładnie pokłonić, wdzięcznie i dworsko jak powinna, ale od wina, ciśnienia i tych obrotów zakręciło jej się w głowie na tyle mocno, że zachwiała się i od upadku mogły ją powstrzymać tylko ramiona Lorenta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
66
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sro Maj 08, 2013 9:59 pm

Zdecydowanie takich rzeczy o kobiecie nie przystoi nikomu. A szczególnie komuś z jakiegokolwiek rodu. Nawet takiego gdzie taplają się na bagnach i jedzą żaby. Zwłaszcza jeśli to dotyczy jakiejś urazy z przed paru lata, nawet jeśli była silna. Ale przecież, na boga, ona była ciotką króla, cóż za pomysł, żeby z niej kpić w jakikolwiek sposób. Czyż nie wystarczy teraz jedno jej zdanie, żeby Bastian znalazł się w bardzo nieciekawej sytuacji z katem pod głową? Cóż, to pewnie świadczy o tym, że obcowanie z naturą na północy, nie podwyższa na pewno ilorazu inteligencji. Chociaż może on nie powinien się o tym wypowiadać, skoro sam zaczął się rozglądać za jakimś Tullym i nie zauważył kto na niego wpadł. Na dodatek zaszczycając ją gniewnym spojrzeniem. Brawo, dzielny dziedzicu Wysogrodu! Chociaż zachowywał się spokojnie, jej uśmiech wcale tego nie sprawił, wręcz przeciwnie zaczął się stresować co on może oznaczać. Zdziwiony pozwolił jej wyjąć puchar z dłoni zastanawiając się, czy to dlatego, że nie chce, żeby kogoś oblał, kiedy będzie wołać straż, która ma go zabrać. Jednak ta nagle wypiła wino szybko, niczym sprytny, stary pijak i z dość dobrą precyzją trafiła prosto w Bastiana Reeda, stojącego za nimi. Lorent automatycznie skrzywił się lekko i zakrył usta dłonią, kiedy zobaczył jak tamten dostaje od Targaryenówny. I kiedy spojrzał na nią, po jej szybkiej odpowiedzi i nieco szaleńczego śmiechu, ta wykonała zbyt dużo obrotów, zbyt dużo ukłonów i już zaczęła lecieć na ziemię. Tyrell automatycznie wyciągnął ręce i zgrabnie dość złapał lecącą Rhaenę. Przytrzymując ją, dotknął lekko dłonią jej czoła na krótką chwilę, może miała gorączkę czy coś, kto wie, ale w sumie i tak się na tym za dobrze nie znał. I tak w Wielkiej Sali było tak gorąco, że mogła być po prostu rozgrzana, więc jego gest był w sumie niepotrzebny. Co za życie.
- Nic ci nie jest, pani? Może przenieść cię gdzieś, gdzie mogłabyś odpocząć, albo chociaż usiądźmy gdzieś? – zapytał zaniepokojony, że akurat on musiał się napatoczyć, kiedy takie rzeczy tu się wyprawiają. Rhaena Targaryen atakuje Reeda, pije jak szalona wino, potem się o mało nie wywraca. Na dodatek teraz musieli wyglądać osobliwie, kiedy trzymał ją w ramionach przy sobie, powstrzymując ją od ponownego upadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Czw Maj 09, 2013 6:18 pm

Uf, tam faktycznie było za gorąco! Mogło się nie wydawać, ale pierwsza część balu przesiedziana w towarzystwie wina i jadła, a potem spotkanie z Bastianem i odkopywanie starych waśni skutecznie osłabiło kobietę. nic dziwnego, że po szybkim obrocie zakręciło jej się w głowie. Na szczęście nie runęła jak długa na posadzkę. Przed obiciem sobie kości uratował ją Tyrell. Ciekawe co wywołało by większą aferę i burzę szeptów, upadek Targaryenki i złamanie nadgarstka czy ratunek w ramionach dziedzica Wysogrodu. Los lubi płatać figle... całkiem jak Rhaena. Mężczyzna zachował się jak przystało na rycerza i dżentelmena. Sprawdził czy dziewczyna nie ma gorączki i wciąż ją podtrzymywał w obawie, że jednak kolana nie wytrzymają jej ciężaru. -Chyba jednak potrzebuję powietrza ... - mruknęła ciut nieprzytomnie spoglądając w twarz swojego wybawiciela, sprawiała wrażenie, że go nie poznaje... z resztą, miała takie prawo, jak w głowie jej trochę wywietrzeje na chłodnym wieczornym powietrzu powinna odzyskać animusz. -Zabierz mnie panie na powietrze, byle z daleka od tego impertynenta. - Dodała i odwróciła głowę by rzucić zimne spojrzenie na Reeda. Ten gest sprowokował kolejny zawrót głowy i ciche jęknięcie kobiety, która zacisnęła własną dłoń na ramieniu Lorenta by pewniej poczuć się na własnych nogach. -Proszę, nie chcę omdleć i rozbić sobie głowy przy całej Królewskiej Przystani. - Szepnęła jeszcze czując na sobie tyle ciekawskich spojrzeń...

//zt do ogrody ja i Lorent//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sob Maj 11, 2013 11:58 am

Kobiety są przewrażliwione. Są bardzo przewrażliwione. W dodatku te dworzanki. Cokolwiek powiesz, cokolwiek zrobisz – jest źle. Po prostu nigdy nie dogodzisz. Nawet jeśli jesteś po prostu gburem bez wychowania, to i tak nie rozumieją aluzji. Przecież to tylko Bastian, ten zwykły, nudny i przede wszystkim nisko postawiony facet. Ale i tak nie odpowiedziała, nie zripostowała go ani nie postanowiła dać nauczki, którą zapamięta do końca życia. Po prostu rzuciła kilka słodkich żalów i urażona oddaliła się od niego. Nie było mu przykro, nie tak bardzo jak powinno. Tak, szkoda, że takie niewiasty wszystko traktują na poważnie, albo… po prostu trafił w jej czuły punkt. Czyżby bała się zestarzeć? Takim „malutki” kompleks egzystencjalny? Ojojoj, to źle, bo czy przy jakimś lordzie, czy w samotności –i tak ją to czeka. Dlatego wielkim i szlachetnym marzeniem Bastiana jest umrzeć młodo, aby ludzie nie musieli po śmierci oglądać go brzydkiego i zmarszczonego. Ale oczywiście – nie tak młodo, jak komuś mogłoby się to wydawać. Po prostu też boi się tego, że w końcu obudzi się słaby i niedołężny, że nie przetrwa bez czyjejś pomocy i… najważniejsze – że będzie komuś podległy. A dążył do samowystarczalności i swobody (tak, tak, marzenia ściętej głowy).
Mimo to powoli ruszył za uciekającą dziewczyną, niepospiesznie, a nóż, udałoby mu się ją dogonić i pocieszyć. Albo jeszcze bardziej pogrążyć. Nie wiedział. Po prostu nie chciał wyjść stąd z kilkoma niesprostowanymi sprawami. Ale zanim zbliżył się do niej i do jakiegoś innego mężczyzny, zobaczył tylko ją odwracającą się i zamachującą. Cofnął się automatycznie, ale i tak oberwał kielichem wina. Pustym. Na szczęście. I tak, i tak wzbudziło to dziwne poruszenie w obecnym naokoło tłumie. Podniósł wzrok na nią, ni to wściekły, ni to zawstydzony. Tak, jakby próbował sam odgadnąć uczucia malujące się na jej twarzy. Ale zobaczył tylko te fałszywe smutki, zmęczenie oraz złość. Tak, oto oni, oto rodzina królewska. I wszystko jasne. Dlatego ukłonił się sztywno i ostatni raz się do niej uśmiechnął, nieco kwaśno, ale i tak wciąż uprzejmie. Odwrócił się i zniknął w tłumie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sob Maj 11, 2013 6:31 pm

M G

Ludzi co nie miara. Wszyscy rozmawiają, jedzą, piją i śmieją się. Dyskutują, knują i snują plany małżeńskie. Lwia część uwalnia pokłady energii na parkiecie wirując z muzyką i partnerką, szepcząc jej do ucha komplementy. Byli też tacy, których spotkanie po latach wywołało drobną sprzeczkę i w powietrze poleciały naczynia, co wzbudziło zainteresowanie niemal połowy sali balowej. Szepty, chichoty i plotki od razu potoczyły się po sali, ale nie było czasu, by wieść o Targaryence rzucającej zastawą w Reeda się rozeszła, gdyż nagle muzyka ucichła, a przemówił herold, wołając donośnym głosem. -CISZA!! Jego Miłość Król Aerys II przemówi teraz do swoich wiernych poddanych!! CISZA!! - Powtórzył krótką formułkę dwa razy, więcej nie było trzeba. Ludzi zaczynali napływać na środek sali, milknąć i zwracać swe głowy w stronę podwyższenia, na którym, na honorowym miejscu zasiadał Pan i Władca Siedmiu Królestw. Król nie spieszył się, być może pragnął by usłyszeli go wszyscy zebrani. Tego nikt nie wiedział. Z poważną miną jednak podniósł się ze swojego miejsca, obszedł stół dostojnym krokiem, oj tak wyglądał jak król, dostojny, wzbudzający lęk mężczyzna z potężnego rodu. Gwardia Królewska trzymała się blisko, tak jak było to w jej obowiązku, Rodzina Królewska, też była niedaleko, część przy stole, część między gośćmi na sali. Wszystkich łączyło oczekiwanie w napięciu co ich ukochany król chce powiedzieć.
Gdy władca zatrzymał się wreszcie na sali panowała już grobowa cisza, a wszyscy byli na swoich miejscach.

Kogoś jednak nie interesowało to co król ma do powiedzenia. Jeden z gości na uroczystości, mężczyzna nie wyróżniający się od innych wysoko urodzonych dam i panów. Bawił się dotąd razem ze wszystkimi, pił i jadł czekając. Gdy herold oznajmił, że król chce przemówić ustawił się razem ze wszystkimi by posłuchać.
Stanął sobie w odpowiednim dla siebie miejscu i czekał na chwilę. Gdy nadeszła.
Niezwykle silnym i pewnym ruchem odepchnął dwie osoby, które stały po jego bokach tuż przed nim. Bastian Reed i jakaś dama dworu, która wcześniej zaczęła chichotać z powodu kielicha którym oberwał przewrócili się na posadzkę potrącając przy okazji kilka osób i jeszcze kogoś ciągnąć ku spotkaniu z zimnymi kaflami posadzki. Oczyścił sobie tym samym linie ataku. Nie ruszył się jednak z miejsca, odrzucił marynarkę na boki, by ukazać skrzyżowane na piersi dwa paski ostrych jak brzytwy sztyletów do rzucania. Nim ktokolwiek zdołał zrozumieć co on właściwie robi, dobył dwa z nich i rzucił ze śmiertelną precyzją prosto w króla...

Nie patrzył czy trafił - wiedział, że tak się stanie, w końcu był odpowiednio przeszkolony. Od razu rzucił się do ucieczki rozpychając brutalnie gości i biada temu kto stanie mu na drodze, trochę jeszcze w jego arsenale pozostało. Dwóch rycerzy Gwardii Królewskiej zostało w sali, przy królu i Rodzinie Królewskiej, a na sali wybuchła panika...

***

Dwa sztyletu rzucone w króla o mały włos nie sięgnęły celu. Jeden z członków Gwardii Królewskiej i Aemon zdążyli zareagować w porę... no prawie. Rezultatem ich dział był jeden sztylet wbity w wysokie krzesło za stołem na podwyższeniu, a drugi zatopiony w ramieniu Aemona Targaryena.

Widać jednak zamachowiec nie był sam. Miał co najmniej jednego pomagiera, który miał być jego oczami i uszami na tej sali. I był. Biedna Bethany Frey widziała zamachowca jak zmierzał czynić zło, dostrzegła to, dostrzegła i to było jej zgubą. Wstała przerażona widokiem i chciała podnieść alarm, ale drugi zamachowiec dostrzegł ją, i nim zdążyła wypowiedzieć słowo, był już przy niej wbijając sztylet w jej małe przerażone serce. W całym zamieszaniu i panice, które wybuchło kilka uderzeń serca potem oddalił się od umierającej kobiety zostawiając ją leżąca na posadzce. Biedna dziewczyna... wystarczyłoby tylko, żeby patrzała chwilę w inną stronę a zapewne ocaliłaby życie...


Osoby znajdujące się w tematach w Sali balowej mają prawo reagować na te wydarzenia we własnych tematach, ale wolałabym, by zainteresowani wydarzeniem zjawili się na środku sali. Rodzina królewska najszczególniej mile widziana w temacie. Do dzieła! ZAMACH NA KRÓLA!





Ostatnio zmieniony przez Rhaena Targaryen dnia Pon Maj 13, 2013 3:09 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Sob Maj 11, 2013 7:22 pm

/Jako, że Rheana powiedziała, że mogę być damą, którą odepchnął zamachowiec /

Uśmiechnęła się, gdy tylko usłyszała, że król będzie przemawiać. Była tym bardzo podekscytowana. Chociaż starała się maskować te emocje, bo przecież dobrze wychowanej damie nie przystoi skakać z ekscytacji, to kiepsko jej to wychodziło, bo na bladej cerze było widać lekkie rumieńce, a jej oczy po prostu błyszczały się, gdy spoglądała na te wszystkie wspaniałości. Było tu piękniej niż w jej ukochanym Riverun. W pewnym sensie zazdrościła rodzinie królewskiej, że mieszka w tak pięknym miejscu. Podeszła dostojnym, pełnym gracji, lecz dość szybkim krokiem na środek Sali, żeby dobrze zobaczyć króla i usłyszeć, co ma do powiedzenia. Ona zaobaczy króla! To było coś wspaniałego. Zawsze król wydawał jej się kimś wielkim, kto jest daleko, a nie kimś kogo może zobaczyć na własne oczy i jeszcze usłyszeć jak przemawia. Rozmowy już milkły, a ludzie gromadzili się w jednym miejscu by wsłuchać tego, co król ma do powiedzenia. Władca wyglądał tak dostojnie jak go sobie wyobrażała, a może nawet bardziej. Nie wiedziała, czego może się spodziewać i potęgowało to jej ekscytację. Szczerze mówiąc wyobrażała sobie, że na takim balu panuje większa powaga. Tańce owszem były, ale niektórym ludziom wino zaczynało już uderzać do głowy i widząc latające po Sali naczynia nie mogła powstrzymać się od chichotu i nawet przez chwilę przestała myśleć o królu i nadchodzącym jego przemówieniu. Jednak nagle cała sielanka została zakłócona. Poczuła jak ktoś silnym, żelaznym ruchem powala ją na ziemię. Uderzenie było dość mocne. Przez dłuższą chwilę wszystko kołowało się wokół niej i nie wiedziała co się dzieje. Na sali zapanował kompletny chaos, a ona leżała z policzkiem przyklejonym do chłodnej posadzki. Przesunęła ręce po ziemi tak, żeby odepchnąć się i wstać, jednak gdy tylko delikatnie się podniosła zobaczyła, co dzieje się w całej Sali. Serce zabiło jej mocniej. Nie wiedziała, co ma robić. Zszokowana patrzyła tylko na tłum ludzi, w którym zrobiło się niezłe zamieszanie. Jednak zamach to nie jest coś codziennego. Tuż obok niej przemknął jeden z Gwardzistów goniący zamachowca. Właściwie to ona jeszcze nie potrafiła określić tego, że to był zamach na króla, którego ona była świadkiem. Była za bardzo zszokowana tym, że wydarzyło się coś złego. A nawet bardzo złego i nieprzewidzianego. Czuła się tak jakby miała zaraz umrzeć na zawał. Od urodzenia nie opuszczała kochanego Ruverrun i chyba już nie będzie miała ochoty na kolejne wycieczki. Przynajmniej taka myśl przemknęła jej przez głowę zaraz przed tą, że może już nie wrócić do Riverrun. Właściwie to nawet nie myślała w tym momencie o królu, jakby całkowicie zapomniała swoją poprzednią ekscytację. Teraz po prostu popadła w panikę, która w każdej chwili może przemienić się w histerię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 3:32 pm

M G

Chaos. To chyba najlepsze słowo jakim można określić to co zaczęło się rozgrywać we wszystkich częściach tej potwornie wielkiej sali balowej. Ludzie krzyczeli, uciekali, płakali, albo kulili się za stołami byle tylko nie paść przypadkową ofiarą. Nic dziwnego, to całkowicie zrozumiałe. Gdy Ariel Tully uniosła się na tyle by zobaczyć co się dzieje, dech jej zaparło. Tłok, białe płaszcze i strażnicy przy Rodzinie Królewskiej na podwyższeniu. Kilka przewróconych tak jak ona sama osób. Wszędzie gwar i krzyki. w tym wszystkim, ktoś potknął się o nogę nastolatki nabijając jej na udzie bolesnego sinika. Lepiej podnieść się z ziemi, bo spanikowana masa ludzi, jest gorsza o stada tratujących konie. Może warto poszukać swojej rodziny? A jeśli ktoś został ranny? Może było ich więcej, może to zamach nie tylko na króla a na głowy rodów!?
W innych miejscach sali balowej też nie było wesoło. Ciało Beth znalazła jej siostra i żadna siła nie mogła odciągnąć jej od stygnącego ciała. Kobiety były bardzo podatne na strach i panikę w takich sytuacjach, biorąc pod uwagę jeszcze to, że większość z nich nigdy na oczy nie widziała czyjejś krwi! Mężczyźni zachowywali jednak więcej rozsądku, co udowodnił Red Bolton, złapał za ramie jednego ze służących, który miał pecha przebiegać obok, potrząsnął chłopakiem, musiał dać mu po twarzy, żeby ten oprzytomniał, a potem wydał nieznoszące sprzeciwu polecenie. -Tak... tak jest panie. - Odparł sługa i pobiegł dalej rozglądając się gorączkowo... prawdopodobnie za jakimś Freyem... ale równie dobrze mógł wrócić do szukania wyjścia.

Najbardziej gwarno jednak było przy podwyższeniu gdzie znajdowała się Rodzina Królewska. Herold i dowódcy przerzucali się rozkazami. Trzeba było opanować ten oszalały ze strachu tłum, w takich warunkach zamachowiec zwyczajnie da nogę i tyle było go widać! -Rusz się i każ zebrać się wszystkim rodom! Każdy dostanie straż, zostaną odprowadzeni do komnat, ruszaj! - Rzucił gwardzista do herolda, który natychmiast wbiegł między tłum i zaczął powtarzać rozkaz. -RODY MAJĄ SIĘ ZEBRAĆ! ZBIERZCIE SIĘ RAZEM! STRAŻ PANUJE NAD SYTUACJĄ! NIECH GŁOWY RODÓW ZBIORĄ SWE RODZINY W JEDNO MIEJSCE! WSZYSCY DOSTANA STRAŻ I ESKORTĘ! ZBIERZCIE SIĘ! - Biegał po sali krzycząc. Każdy go usłyszał, bo jak to herold głos miał gromki i przemieszczał się, by każdy go usłyszał.
-Wezwać maestrów! Znaleźć resztę Rodziny Królewskiej! Jazda! Trzeba sprawdzić kto został ranny, mogło być więcej zamachowców! - dowódca wciąż wydawał polecenia, strażnicy rozbiegali się po sali pomagając zebrać się ludziom, jeden pognał po maestrów.

A Zamachowiec? ten którego wszyscy dostrzegli wybiegł z sali balowej mając na ogonie Gwardię Królewską i straż miejską. drugi pozostał niezauważony.


Edytowałam pierwszego posta dodając kto został ranny w pierwszej akcji. Proszę się z tym zapoznać i wziąć to pod uwagę.
Bawimy się dalej, postępujcie zgodnie z zaleceniami herolda i straży to nic nikomu więcej nie powinno się stać. Chciałabym, żeby wszyscy zaczęli zbierać się na środku sali, by ładnie zorganizować dalszą część zabawy, bo pisanie w różnych tematach odnośnie jednego zdarzenia wprowadza chaos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 5:35 pm

// korytarz

Prudence stała w korytarzu, kiedy nagle z sali wybiegł mężczyzna. Przerwał on jej konwersację z bratem. Dziewczyna zamilkła na moment, gdzie do cholery tak się mu spieszy?
- Panie?- Krzyknęła za nim. Coś ją zaniepokoiło, nie do końca wiedziała co. Czasem miewała po prostu takie przeczucia, że coś jest nie tak. Wtedy zobaczyła, że najwyraźniej odbywa się za nim pościg.
- Ci się dzieje?- Rzuciła jeszcze. Bardziej do siebie niż do brata, po czym ponownie weszła na salę. Musiało się coś stać, coś poważnego, przecież straż nie ścigałaby go tak o, dla zabawy. Że też ona zawsze miała takie szczęście, że omijały ją najciekawsze wydarzenia. Taka karma.
To, co zastała w środku to jeden wielki chaos. krzyki, ludzie wszędzie. Nie do końca mogła się odnaleźć, była bowiem tutaj całkiem sama. Nie miała nikogo znajomego. Wzięła głęboki oddech, nie mogła zrozumieć zachowania ludzi. Po co takie zamieszanie? Gdyby się uspokoili, to wszystko wyglądałoby inaczej, można by sprawniej sobie z tym wszystkim poradzić. Tylko, co się tutaj stało? Nie miała nawet kogo zapytać, każdy bowiem był zajęty sobą. Panika.. Prudence należała akurat do tych osób, które potrafiły odnaleźć się w każdej sytuacji, nie traciła zimnej krwi. Usłyszała, że ktoś mówi coś o zamachu.. No to wszystko jasne, zamach na króla, tylko kto się odważył? Zastanawiało ją to, kto byłby na tyle bezczelny.. W pewien sposób podziwiała tą osobę, ona nie miałaby tyle odwagi, nie przy tych wszystkich ludziach.
Zbierzcie się razem.. Ciekawe z kim.. Prudence nie bała się o siebie, potrafiła zadbać o swoje bezpieczeństwo. Gorzej było z innymi damami dworu.. Stała więc gdzieś na środku sali czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 6:14 pm

***
(tu po maturach coś będzie)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 6:37 pm

Nihil krążyła po sali, kręcąc się po niej bez celu. Nie interesowały ją rozmowy, nie miała zamiaru wdawać się w sztucznie miłe pogawędki. Miała jedynie nadzieję, że ta cała farsa - to znaczy to całe przyjęcie - minie jak najszybciej i będzie mogła spokojnie wrócić do domu. Wiedziała, że jej przybycie do Królewskiej Przystani było błędem. Była tu całkowicie zbędna i czuła się niczym piąte koło u wozu. Czuła się niezręcznie, gdy składała królowi hołd. Miała wrażenie, że robi to na siłę, że wcale nie ma ochoty się przed nim korzyć. Władca nie wzbudził w niej ani krzty szacunku, wydawał się zbyt pyszny i pewny siebie. Panna Stark inaczej wyobrażała sobie idealnego króla - nie znudzonego tyrana, ale sprawiedliwego i wywołującego podziw człowieka. Cóż, znów przekonała się, że jej mrzonki znacznie różnią się od rzeczywistości. Stanęła gdzieś na uboczu sali, czekając cierpliwie, aż będzie mogła w odpowiednim momencie wymknąć się na zewnątrz i uniknąć ciekawskich spojrzeń. Ciągły gwar i hałas doprowadzały ją do bólu głowy. Chciała uciec gdzieś daleko stąd i odpocząć w ciszy.
Niespodziewanie głosy w sali zmieniły się w krzyki, a młoda Stark uniosła szybko głowę i próbowała dostrzec coś nad zbitą masą ludzi. Nie mogła zorientować się, co się stało, bo panny wokół niej wpadły w panikę, wrzeszcząc coś głośno. Nihil poczuła rosnący niepokój, bo wiedziała, że wydarzyło się coś złego. Próbowała dostrzec swoje rodzeństwo, ale nie widziała w ich zasięgu wzroku. Przynajmniej tyle dobrego - może byli bezpieczni.
Przepchnęła się z trudem przez gęstniejący tłum, który zbierał się na środku sali balowej. Teraz musiała zapomnieć o manierach, niezbyt grzecznie szturchając ludzi łokciami. Przybyła zbyt późno i nie miała pojęcia, że właśnie odbył się zamach na samego króla. Próbowała się zorientować w sytuacji, zaczepić kogoś i dowiedzieć się, co w ogóle się stało. Widząc przerażone twarze zebranych w sali osób, wiedziała, że nic dobrego.
O mało co by nie nadepnęła na kobietę, która próbowała wstać z posadzki, rozglądając się ze strachem naokoło. Nihil spojrzała na Ariel Tully i wyciągnęła w jej stronę rękę, pomagając jej wstać na nogi.
- Nic się nie stało...pani? - zapytała dziewczyna pewnym tonem, podnosząc głos, by nieznajoma ją usłyszała - Co się tutaj wydarzyło?
Nie miała pojęcia, kim jest blondwłosa kobieta, której postanowiła pomóc, ale rzuciła spojrzenie na jej suknię i od razu wiedziała, że należy do jednego z ważniejszych rodów.
Starkówna znów spojrzała na rosnący tłum. Nie czuła się w nim pewnie, bo ograniczał jej widoczność. Wyczuwała, że wydarzyło się coś złego i wietrzyła w powietrzu niebezpieczeństwo. Przychodząc do sali balowej dziewczyna zabezpieczyła się, biorąc ze swojej skrzyni sztylet i chowając go pod suknią. Dobrze, że żadnemu strażnikowi nie wpadło do głowy, by ją przeszukać - ale kto podejrzewałby taką młodą pannę jak ona o posiadanie broni? Pewnie ktoś inny uznał to za szaleństwo, ale Nihil często zachowywała się bardziej jak mężczyzna, niż kobieta i wolała być przygotowana i mieć przy sobie broń. Nawet tę niewielką. Wcześniej nawet nie podejrzewała, że będzie mogła ją użyć, ale teraz nie była już niczego pewna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 7:50 pm

/ Towarzystwo Kandelabrowe /

Świt nad Końcem Burzy jest jak eksplozja jasności. Nieprzebita czerń nocy blednie tylko na sekundy, potem od razu jasność podpala chmury, zapalają się i płoną oślepiającym ogniem wzburzone fale morza. Nagle ma się wrażenie, jakby gdzieś tam, daleko, za morską tonią, otwarło się wnętrze ziemi, wzbierając i kipiąc płynną masą wrzącego żaru. Jakby gdzieś tam, daleko, za wodną kipielą, rozpostarł ogniste skrzydła Płonący Ptak, zrywający się do lotu w przestworza. Ptak wzlatuje, jasność ogarnia cały widnokrąg, wzbierający bąbel światła wypełnia niebo nad zamkiem, blask z zawrotną szybkością płynie w dół, w dół po pobrużdżonych żlebami ścianach i zboczach klifu, na którym stoi Koniec Burzy. Sam zamek zaś, za dnia niezmiennie szaro-buro-popielaty, w chwilach świtu szlachetnieje oślepiającym złotem. W krótkich chwilach świtu, tylko w tych krótkich chwilach, Koniec Burzy staje się piękny.
Aryana była jak jeden z tych pamiętnych dla Aylwarda brzasków, gdy jako kilkuletnie dziecko w towarzystwie dowódcy swej straży wypływał na sam środek zatoki i patrzył, jak świt oświetla zamek. Była jak moment, w którym Ognisty Ptak, jak lubił nazywać ulotne chwile budzenia się słońca, oświetlały złotem Koniec Burzy. Choć z reguły piękna, na ułamek chwili stała się piękniejsza niż ktokolwiek w tej Sali, piękna jak rodowa siedziby skąpana w pierwszych promieniach słońca.
- Pani, nie musisz pytać o pozwolenie. Tak właściwie, należę do nielicznego grona, które nie znają słowa ”pozwolenie”… czy też raczej, jego brak. - długo wstrzymywany uśmiech w końcu pojawił się na ustach Baratheona, gdy ton Lady Stark zmienił się z ostrożnego na uprzejmy. Wszak to już jakiś progres… - Jeśli jak nie zaprezentowałem się jako nieokrzesany swawolnik… wypadliśmy bardzo dobrze. - Aylward wypuścił cicho powietrze z płuc, rozluźniając nieco i tak napięte mięśnie. O ile Lady Aryana mogła mówić o szczęściu w odniesieniu do swego narzeczonego, o tyle Baratheon po raz kolejny popadł w niełaskę Siedmiu - gdyby jego luba miała więcej niż czterdzieści dni imienia, słabość do tłustych potraw i tendencję do nabierania na wadze - nie odczuwałby tępego, pulsującego w piersi bólu. Póki co, ledwo dostrzegalnego, ale powoli budzącego się do życia bólu podsycanego przez świadomość, że nigdy w pełni nie będzie szczery wobec stojącej przed nim kobiety. Jeśli zaś zdobędzie się na prawdomówność - Lady Stark będzie miała pełne prawo porzucić Aylwarda, czego ten… paradoksalnie nie chce, choć zapewne jeszcze dzisiejszego ranka utrzymywałby coś innego. Zresztą… cóż jest prawdą albo kłamstwem w obliczu wydarzeń, które właśnie mają miejsce?
Na początku był krzyk. Mrożący krew w żyłach, przeraźliwy krzyk, po którym nastąpił dźwięk tłuczonego naczynia, zwiastujący z kolei… istną eksplozję wrzasków, paniki i rozpaczy. Baratheon przez krótką chwilę sądził, że nadmiar wina i zmęczenie po podróży płata mu figle, kreując jakąś paradoksalną sytuację zamachu. Z natury wesoły, nawet zbierał się na delikatny żart dotyczący swojej dzisiejszej marnej formy, lecz wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Lady Stark, by zrozumieć… że to nie majaki, ani koszmarny sen.
Ktoś właśnie zginął za jego plecami.
Ktoś inny zaatakował króla.
Ludzie są ranni.
Jak miał zareagować Baratheon? Ruszyć za zamachowcem, nie wiedząc nawet, jak ten wygląda? Próbować zaprowadzić spokój? Wymknąć się niepostrzeżenie? Nic z tych rzeczy. Pierwszym odruchem było wytężenie wzroku i wykorzystanie swojego wzrostu - rozejrzał się błyskawicznie po Sali, odnajdując spojrzeniem Adgarta, ruszającego już w stronę Adeli, bezpiecznie ulokowanego Aidana i… dziesiątki… nie, setki twarzy wykrzywionych w maskach przerażenia. Po chwili stało się dość jasne, że ktoś próbował zamordować Aerysa II - a skoro podjął próby zamordowania jego…
Królowa.
Ta myśl praktycznie sparaliżowała Aylwarda - poczuł, jak wnętrzności zawiązują mu się w ciasny węzeł i bez wątpienia rzuciłby się w sam środek tego chaosu, gdyby nie gest, który natychmiast uziemił Baratheona. Obrócił głowę w stronę Lady Stark, wpatrując się w jej dłonie, kurczowo... i ufnie zaciśnięte na swym ramieniu. Jak przez grubą ścianę dotarły do niego słowa narzeczonej, zrozumiał je jednak - i natychmiast uznał, że przepychanie się w stronę stołów to najgorszy z możliwych pomysłów. W takich momentach nawet łyżka do sernika może okazać się śmiertelną bronią, a tych nie brak w okolicach jadalnej części sali.
- Moja Pani… - zaczął niepewnie, szybko oceniając możliwość dotarcia na środek pomieszczenia. - Sądzę, że Twoja rodzina sobie poradzi… paradoksalnie najbezpieczniej jest w miejscu, gdzie zaatakowali. - dokończył szybko, wykorzystując ich obecne położenie i ruszając w stronę środka Sali. Już po chwili okazało się, że dobrze ocenił zachowanie tłumu - każdy starał się uciec jak najdalej od tej części Sali, w której zaatakował zamachowiec. Wydawało mu się, że idzie bez celu, byle przed siebie, byle z Lady Aryaną u boku. Miał nadzieję, że jego marna próba ochronienia jej przed ponownym zamachem nie została opacznie odebrana - wszak niecodziennie porywa was ledwo co poznany rycerz, z wyrazem twarzy tak innym od pogodnego spojrzenia i lekkiego uśmiechu, do którego zdążyliście powoli przywyknąć. Aylward trzymał Lady Stark na tyle blisko, by w razie kolejnego ataku móc jak najszybciej zareagować i własnym ciałem odgrodzić ją od niebezpieczeństwa. Nie był to objaw próżności albo lekkomyślnego heroizmu - w podobnych sytuacjach Barahteon działał instynktownie, choć oczywiście rzadko kiedy był świadkiem zamachu na króla…
Już bo kilku krokach okazało, się, że miejsce, w którym mają nieszczęście przebywać, jest jednym z najniebezpieczniejszych w całym Westeros. Jednak dzięki dość przerzedzonemu tłumowi i mozolnie wprowadzanej harmonii, zarówno Aryana, jak i Aylward dotarli na środek Sali, gdzie na wezwanie herolda zaczęło gromadzić się coraz więcej osób. Sam Baratheon z lekkim niepokojem zauważył brak swego rodzeństwa, nie miał jednak zamiaru niepokoić narzeczonej, więc uśmiechnął się jedynie z roztargnieniem, dającym dość upiorny efekt przy skupionym wyrazie twarzy.
- Pani, wiem, że wcześniej wspominałem coś o „pozwoleniach”, ale zostań przy mnie, póki nie zjawi się Aidan. - to nie była prośba. Sam Barahteon nie wiedział, dlaczego wyartykułował te słowa. Martwił się? Wiedział, że gdyby pozwolił narzeczonej odejść, Aid odarłby go ze skóry? A może…
… nie. Nie, nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
12
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 9:15 pm

Eh, Rodrick zapewne uznałby zdanie narzeczonej na swój temat za wyjątkowo krzywdzące. Kto wie, może nawet zrobiłoby się mu przykro? Tak w granicach rozsądku, rzecz jasna. Bo przecież nie był wcale aż tak złym człowiekiem, bez przesady! Nie należał może do najłaskawszych czy najbardziej uroczych ludzi w Westeros, a także znajdował pewną przyjemność w karaniu winnych na niekonwencjonalne sposoby, ale czym zasłużył sobie na to, by Leona obrzucała go podobnymi spojrzeniami? Czy skrzywdził ją w jakikolwiek sposób? Próbował dopiec, albo chociaż popisał się rażącą nieuprzejmością? Nie przypominał sobie niczego takiego, wręcz przeciwnie. Starał się, naprawdę się starał, by nie uważała go za potwora, którym straszy się dzieci. Bo tak, to o okrucieństwie to był tylko żart. W bardzo boltonowym stylu, ale na swoje poczucie humoru nic już poradzić Rodrick nie mógł, niestety.
Cóż, wyglądało na to, że mieli rozczarować się oboje. On oczekując jakichkolwiek pozytywnych uczuć ze strony dziewczyny, ona zaś spodziewając się jakiś wymyślnych cierpień z jego. Chociaż... W zasadzie niewykluczone, że w końcu Redowi znudziłoby się otaczanie opieką kobiety uważającej go za zło konieczne i wtedy panna Frey faktycznie nie powinna już żadnych sielanek oczekiwać.
Póki co jednak mężczyzna był dobrej myśli. Spojrzeniem szukał na sali własnej siostry, której nie widział od wyjazdu z Dreadfort, a także starego Waldera albo kogokolwiek z ferajny z Bliźniaków. W razie nieznalezienia tych drugich bowiem zamierzał zabrać zapłakaną jasnowłosą ze sobą, to chyba oczywiste. Zostawienie jej samej na pastwę losu w ogóle nie wchodziło w rachubę.
- Powiedz, gdybyś gorzej się poczuła, pani. - odezwał się, spoglądając na małą przelotnie. Nie wyglądała zbyt żywotnie i w sumie trudno się jej było dziwić.
- Mniejsza o rozkazy, wolałbym zabrać cię stąd zawczasu, zamiast pozwolić zasłabnąć z powodu ich idiotycznych pomysłów. - tu miał rzecz jasna na myśli rozstawianie gości pod ścianami. Straż i eskorta, ależ oczywiście. Miał własnych ludzi, ci nieudacznicy nie potrafiący zabezpieczyć jednego przyjęcia byli mu potrzebni dokładnie tak jak zima, która według Starków wiecznie nadchodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 9:29 pm

/pod kandelabrem

Jedyną reakcją na jego słowa był jej tajemniczy uśmiech. Bo czyż Aryana nie była mu podobna? Czy kiedykolwiek brak pozwolenia przeszkodził jej w wykonaniu zamierzonego czynu? Nie była typem rozpieszczonej panny, jednak przede wszystkim ceniła sobie wolność i każde jej ograniczenia sprawiały, że w pełni pokazywała swój wybuchowy charakter. Szczypta pokory została w niej jednak zakorzeniona, dziewczyna wiedziała więc doskonale, kiedy należy zamilknąć lub po prostu przestać próbować. Ale nie miało to nic wspólnego z żadnym poddawaniem się, miejmy to na uwadze.
'Wypadliśmy bardzo dobrze.'
Słowa ser Aylwarda sprawiły, że od razu poczuła się lepiej. Podniosły ją na duchu, bo już wiedziała, że obawa, związana z byciem odebraną jako prostaczka niegodna ręki Baratheona, jest całkowicie bezpodstawna. Okoliczności poznania się narzeczonych nie były specjalnie korzystne, jednak wszystko wskazywało na to, że odnaleźli nić porozumienia.
Aryana starała się przypomnieć sobie, jak to było, gdy ojciec przedstawił jej pierwszego narzeczonego. Nie odebrała tego najgorzej, choć gdzieś tam w głębi umarła w niej wtedy nadzieja na romantyczną miłość jak z ballady, a chyba każda panna, nieważne jak wojownicza czy charakterna, marzyła o takiej miłości. Lord Stark zadbał, by jego córka poznała swojego narzeczonego numer jeden w nieco bardziej korzystnych okolicznościach niż obecne, jednak Aryana zaczynała się czuć 'swojsko' przy ser Aylwardzie już teraz, podczas gdy Willem Lannister nigdy nie osiągnął z nią tej relacji. Być może wpływ na to miał Aidan i jego opowieści o przyjacielu, których jego siostra wysłuchiwała z uwagą, by tworzyć sobie w głowie obraz Aylwarda B, uroczego rozrabiaki. Czy Aylward, którego poznała przed chwilą, różnił się od tego, który był już jako-tako ukształtowany w jej głowie? O tym miała się dopiero przekonać.
Szaleństwo w Sali Balowej trwało w najlepsze, a ona, wczepiona w ramię narzeczonego, tylko skinęła posłusznie głową i dała się poprowadzić na środek sali niczym dziecko.
Pamiętała o swoim sztylecie, ukrytym na pasku przy udzie i trzymała rękę w pogotowiu, jednocześnie stwierdzając, że to chyba nie byłby dobry moment, gdyby teraz się z nim ujawniła. Jeśli coś poszłoby nie tak, wiedziała doskonale, jak go użyć. Póki co, należało trzymać rękę na pulsie i nie wychylać się przed szereg. Kto wie, jak zareaguje Aerys?
Myśl o królu sprawiła, że powiodła wzrokiem na podwyższenie, dokładnie w momencie, gdy dwaj strażnicy rzucali się w stronę Aemona, ugodzonego sztyletem w ramię. Widok krwi nie był odpychający, naoglądała się jej w życiu wystarczająco dużo. Paradoksalnie to właśnie ciemna plama, pojawiająca się na płaszczu księcia, sprawiła, że Aryana uzmysłowiła sobie wreszcie iż wszystko dookoła zrobiło się nagle śmiertelnie poważne i niebezpieczne. W takich chwilach starała się zachować zimną krew, ale przede wszystkim zlokalizować rodzinę.
Jak na zawołanie kilka kroków przed nią pojawiła się Nihil, pomagająca wstać jakiejś blondwłosej damie, której Aryana nie znała. Obok trzymali się Lord i Lady Stark, a straże otaczały ich ciasno, zasłaniając znajomą czuprynę, którą pewnie była Nadira. Starkówna odetchnęła z ulgą.
-Twoja rodzina jest bezpieczna - oznajmiła Aylwardowi po tym, gdy zauważyła grupkę ludzi z jeleniem w herbie, która stała stłoczona nieopodal. Była jednak świadoma, że on na pewno spostrzegł ich pierwszy. - Podobnie jak królewska.
Na podwyższeniu stała już chyba cała Królewska Gwardia. Otoczyli króla i królową, a także doprowadzili do nich resztę rodziny Targaryenów.
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - zażartowała ściskając go lekko w przedramię, a dopiero chwilę potem zdała sobie sprawę, że jej żart mógł być nie na miejscu. Trudno, najwyżej zwali to na karb paniki około zamachowej.
Również po chwili zdała sobie sprawę z tego, że właściwie nie zauważyła jak o się stało, że przeszła z nim na 'Ty'. Tyle gaf popełnionych w tak krótkim odstępie czasu. Każda inna dama spłonęła by rumieńcem, ale Aryana nie zamierzała go przepraszać. Prędzej czy później i tak musieliby zacząć zwracać się do siebie po imieniu.
Odwróciła na chwilę głowę, ale pod znajomym kandelabrem nie było ani Aidana ani Lyry. Miała jednak przeczucie, że oboje są cali i zdrowi.
Nie ma to jak szalony początek znajomości.
-Robi się spokojniej - zauważyła, gdy ludzie przestali się potrącać, a krzyki ustały. Dał się jednak słyszeć głośny szloch, a Aryana przypomniała sobie o prawdopodobnym morderstwie jakiejś panny. - Kto nie żyje? Kto tam leży?
Stanęła na palcach i wyciągnęła szyję, ale tłum gapiów skutecznie ograniczał jej pole widzenia. Gdyby naprawdę okazało się, że młoda dziewczyna zginęła zamiast króla, każdy z rodów mógłby to wykorzystać na swoją korzyść. A stąd do wojny jeden krok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 10:43 pm

? Balkon II

Harmider. Chaos. Nieład. Te słowa oraz wiele innych najlepiej określały to co działo się na Sali. Kiedy do uszu obu dziewczyn otarły krzyki te od razu wróciły w stronę wyjścia. Z początku spodziewała się raczej płochliwych dam oraz pijanych panów dobierających się do cudzych żon. Ale na pewno nie tego co zobaczyła. Wszyscy biegali, płakali i krzyczeli, niestety wszystkie głosy nakładały się na siebie tak, że nie dało się rozpoznać ani jednego słowa. Przez chwilę stała oszołomiona całym zajściem, otrząsnęła się jednak szybko i ruszyła w stronę tej poruszającej się masy. Po drodze udało jej się złapać jedną ze służących. Ta również zaczęła krzyczeć tak głośno jak tylko była w stanie. Lyn udało się jednak wyłapać tylko parę pojedynczych wyrazów z całego niezrozumiałego monologu służki. Zamach, zamach na króla. Wcześniej gdyby usłyszała takie słowa wydawały by się jej one absurdalne. Teraz jednak, będąc w centrum tych wydarzeń, nie miała już takiego wrażenia.
Ruszyła na Środek Sali pchają się w sam środek cyklonu. Nie miała pojęcia czy Aithe podąża obok niej. Być może pobiegła szukać bliskich lub porwał ją tłum biegnący we wszystkie kierunki świata jednocześnie. Ona sama nie miała zamiaru szukać bliskich, jeśli już to oni zaczną szukać jej jako pierwsi. W końcu była najmłodsza, a jeżeli będą szukać siebie jednocześnie nic sensownego z tego nie wyniknie. Wręcz przeciwnie, będą biegać w kółko i ganiać swój własny ogon. Lepiej zaczekać w jednym miejscu i zachować spokój.
Nagle w jej oczach odbił się czerwony blask. Z początku podejrzewał, że jest to wino wylane przez jednego z gości. Dopiero chwilę później kiedy zauważyła źródło owej czerwonej plamy odkryła, że jest to krew. Krew wypływająca z rany na piersi jednej z dam. Jej serce stanęło na chwilę. A co jeśli napastnik nadal jest wśród nich, w tym dzikim tłumie? Ta myśl szybko jednak wypadła jej z głowy, a ona instynktownie ruszyła w stronę rannej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
66
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Pon Maj 13, 2013 11:27 pm

/kąt sali

Chociaż Cailet wydawała się roztrzęsiona, nie mógł nie zauważyć, że coś, lub ktoś, przynosi jej zdecydowaną ulgę w całej sytuacji i to bynajmniej nie był on. Gdyby nie był tak przejęty resztą rodziny, z pewnością odczuły lekką zazdrość z tego powodu jak szybko Cailet zamieniła mężczyznę przy którym czuje się bezpiecznie z brata na ledwo poznanego narzeczonego! Jednak póki co to była prawdopodobnie ostatnia rzecz, którą miał na głowie. Zmarszczył brwi, kiedy usłyszał o Alysanne, próbując nieudolnie zrozumieć tę sytuację.
- Zostawiła cię tu i kazała spotkać się w ogrodzie?- zapytał kręcąc głową, chcąc znaleźć wyjaśnienie dlaczego prawdopodobnie najrozsądniejsza z jego sióstr postąpiła w taki sposób. Przez chwilę stał w milczeniu gapiąc się na Cailet, aż pokręcił gwałtownie głową, po raz kolejny- Całkiem postradała zmysły – mruknął pod nosem i wzruszył ramionami. Przynajmniej prawie na pewno nic jej się nie stało.
Szybko jednak odwrócił się gwałtownie do Starka, kiedy tamten wymamrotał o śmierci Frey’ówny. Słusznie odgadł, ale Tyrell nie chciał, żeby jego siostra teraz dowiadywała się tego. Zmarszczył tylko brwi i kiwnął głową. On też nie dbał o anonimowych ludzi. Tu i teraz, liczyli się tylko najbliżsi, których zna i dla których mógłby zrobić wszystko. W tej chwili jego priorytetem było ich ochraniać za wszelką cenę. Słysząc znajomy głos odwrócił się w stronę Mellarie Martell, wytrzeszczając zdziwiony oczy. Jej sukienka była cała we krwi, ona zaś mówiła coś o swoim bogu i znakach. Wyglądała zaprawdę niczym nawiedzona istota!
- Pani, nic się nie stało? – zapytał pokazując palcem na jej zaplamioną tkaninę, którą nie tak łatwo było na początku zauważyć, przez czerwony materiał. Podniósł wzrok na twarz dornijki i pokiwał żywo głową.
- Może ktoś chciał zdobyć sławę, tak spektakularnym zabójstwem- mruknął, zastanawiając się czemu stoją w kółeczku i gadają, zamiast uciekać stąd jak najszybciej. Już chciał ich pogonić, kiedy Aidan zabrał głos i podjął mądrą decyzję o przemieszczeniu się stąd. Zdziwił się słysząc, że tamten próbował zatrzymać zabójcę, najwyraźniej Lorent, który tylko rzucił się na ochronę sióstr, nie jest specjalnie heroiczny, jeśli chodzi o ubieganie się o laury, albo jest zbyt mało oddany Targaryenom niż powinien. W każdym razie ruszyli przez tłum, a Tyrell wyciągnął dłoń w kierunku Mellarie, idąc za torującym drogę Starkiem. Czuł, że ręka Martellowej odrobinę lepił się od krwi, co nie było dziwne, skoro dotykała wcześniej poplamionej sukni. Jednak ścisnął ją tylko mocniej, nie przejmując się tym, by przepadkiem nikt ich nie rozdzielił. Nie zdążyli zbyt daleko zajść, bo oto Lavonne rzuciła się na szyję Lorenta, który z ulgą objął ją mocno, całując w głowę.
- Dzięki, bogowie – wymamrotał, kiedy tamta oderwała się od niego i rzuciła na Cailet. Na pytanie Lavonne, która zdążyła zauważyć brak najmłodszej z Tyrellowych sióstr, spojrzał w jej oczy, chcąc nadać swoim słowom odpowiednią stanowczość i przekonanie. – Alysanne uciekła wcześniej z sali, mamy się spotkać później, gdzie indziej, na pewno znalazła rodziców, widziałem jak oni wychodzą – powiedział spokojnie, chociaż sam próbował się o tym przekonać. W tym samym czasie Aidan rozmawiał z Boltonówną. Ujął jedną ręką dłoń Lavonne, drugą zaś ponownie Mellarie.
- Chodźmy na chwilę na środek – zauważył wsuwając szybko głowę między Starkiem, a Kyrą, równocześnie chaotycznie kiwając głową w kierunku Boltonówny, bo raczej nie było czasu na specjalne powitania. Kiedy całą grupą udało im się dojść do środka, rozglądał się na wszelki wypadek za Alysanne, jednym uchem słuchając o co w zasadzie chodzi. W końcu jednak pojawili się obok nich jacyś gwardziści, a Tyrell natychmiast pokazał im głową w stronę wyjścia.
- Wciąż nie wiadomo jaka jest ilość zamachowców, więc proponuję, żebyśmy poszli wszyscy w jedno miejsce – powiedział kierując głowę w stroną Aidana oraz Kyry Bolton, która mogłaby z nimi zostać, skoro już się tu przyłączyła. Resztę i tak by nigdzie nie puścił. Straże zaczęli przecierać im drogę, a Lorent ciągnąc za sobą delikatnie Mellarie oraz Lavonne i co raz zerkając, czy Cailet wciąż idzie ze Starkiem, pokierował ich w stronę Tyrellowych komnat.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Wto Maj 14, 2013 10:21 am

/kandelabry

Pod kandelabrem zrobiło się nagle dziwnie tłoczno. Dołączyła Lyra Arryn oraz Aylward Baratheon, a Aemon jakby odleciał myślami gdzieś daleko, mógł więc się wydawać nieobecny. Oczywiście, że doszły go słuchy o nieprzeciętnej urodzie żony Lorda Orlego Gniazda i cieszył się, gdy mógł przekonać się o tym na własne oczy. Ser Aylwarda kojarzył całkiem dobrze, ale nie łączyła ich dotychczas jakaś większa zażyłość, czuł się trochę nieswojo w jego towarzystwie. Targaryen nie był pewny, czy zadziała tu zasada 'Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi', ale nastawił się pozytywnie. Na dodatek był przecież zaręczony z Adelą z rodu Baratheonów, tym bardziej więc wypadało zacząć budować przyjacielskie relacje z Końcem Burzy i każdym z jego mieszkańców.
Gdy Aidan i Lyra odeszli na bok, uprzednio jeszcze słysząc zapewnienia Aemona o jego rychłej podróży na Północ, mężczyzna został sam w towarzystwie narzeczonych. Nie miał zamiaru być piątym kołem u wozu, dlatego już otwierał usta, by przeprosić młodych i odejść, gdy na Sali wybuchło zamieszanie.
'Zamach!' krzyknął ktoś w tłumie
Aemon zareagował instynktownie. Natychmiast rzucił się w kierunku podwyższenia, na którym stał królewski stół, by zapewnić bezpieczeństwo siostrze, Rhaenie oraz reszcie rodziny. Dobiegł do Rav dosłownie w czterech susach i stanął plecami do niej, osłaniając ją.
-Straże, do mnie! - zdołał wykrzyknąć, szukając wzrokiem swojej... hmm, no cóż, ciotki, ale tej nigdzie nie było.
Usłyszał jak Aerys pokrzykuje coś, gdy jego własna Gwardia zebrała się dookoła, by go ochraniać, jednak nie miał czasu na zajmowanie się bratem. Paradoksalnie to bezpieczeństwo króla obchodziło go najmniej.
Ludzie krzyczeli, biegli do wyjścia, popychając się nawzajem, chowali pod stół bądź kompletnie zamierali na swoich miejscach. Tłum falował, a chaos, jaki zapanował na sali był wprost nie do ogarnięcia. Do uszu Aemona docierały dziwne szepty, podobno ktoś zginął, a jednemu z zamachowców udało się uciec.
Nagle mężczyzna poczuł pulsujący ból w lewym ramieniu i spojrzał w dół by przekonać się, że został ugodzony sztyletem. Plama krwi pojawiała się już na jego płaszczu, ale jak to się stało, że nie zauważył tego wcześniej? Odsunął się na bok, upewniając się, że straż dookoła jego rodziny rozstawiona jest poprawnie. Książę zacisnął zęby i schował miecz do pochwy, by po chwili wolną ręką wyciągnąć narzędzie zbrodni. Chwycił puchar z winem, stojący na pobliskim stole, po czym przemył ranę. Oderwał kawałek tkaniny ze swego płaszcza i przewiązał w ramieniu, uciskając mocno. Sztylet wciąż spoczywał w jego wolnej dłoni, ale Aemon nie był w stanie stwierdzić, czy widział go już wcześniej, albo czy posiadał elementy charakterystyczne dla któregoś z rodów.
-Ser Galardzie - przywołał do siebie dowódcę Gwardii Królewskiej - Tym oto sztyletem zostałem trafiony, powierzam go więc tobie. Wiesz, co z nim zrobić.
Odwrócił się na pięcie w stronę swoich straży i przywołał do siebie kilkoro z nich.
-Macie natychmiast odnaleźć Rhaenę Targaryen i zaprowadzić ją w bezpieczne miejsce, najlepiej prosto do mojej komnaty. Czy to jasne? - upewnił się, że zrozumieli polecenie i obserwował, jak oddalają się w różnych kierunkach.
Miał wreszcie trochę czasu, by rozejrzeć się po sali. Chaos został wstępnie opanowany, jednak pogłoski o zabójstwie okazały się prawdą. Aemon ujrzał martwe ciało kobiety, a nad nim kolejną przedstawicielkę płci pięknej, zalaną łzami i szlochającą głośno. Na środku sali zaczęli zbierać się ludzie, więc i on wyprostował się i oczekiwał na dalsze rozkazy.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Środek Sali   Wto Maj 14, 2013 10:27 am

Na dobrą sprawę już po chwili można było udusić się z ciasnoty. Miarowe pulsowanie coraz bardziej stłoczonego tłumu dość szybko stało się nie do zniesienia dla przyzwyczajonego do bezkresnych przestrzeni Baratheona. Aylward na krótką, króciutką chwilę przymknął oczy, starając się odgrodzić od wszechobecnej paniki i strachu. Już jako dziecko opanował umiejętność kompletnego odcinania się od świata i choć rzadko ją wykorzystywał, w sytuacjach takich ja ta okazywała się błogosławieństwem. To była mała, prywatna wieczność zamknięta w kilku sekundach. Zdenerwowane głosy. Tupot nóg. Pojedyncze krzyki. Wszystko...
... nagle ucichło. Skończyło się jak nożem uciął. Tak po prostu. Baratheon miał nadzieję, że to koniec raz na zawsze, a przynajmniej - na dzisiaj. Wciąż z zamkniętymi oczami musnął opuszkami palców dłoń Aryany... i właśnie ten dotyk, trwający zaledwie ułamek chwili, okazał się bodźcem, dzięki któremu Aylward nareszcie uśmiechnął się lekko, uchylając ostrożnie powieki.
- O dziwo, bezpieczna. - dodał dziwnie zachrypniętym tonem, z trudem odrywając wzrok od Lady Stark i przenosząc go na gęsty tłum. Rzeczywiście, nieopodal stali Adgart z Adelą, otoczeni jedynie czterema ludźmi ze straży przybocznej. Jedynie albo czterema, wszak w obecnej sytuacji lepsza taka ochrona niż żadna. Sam Baratheon niezbyt spieszył się do swego rodzeństwa - na dobrą sprawę, byli o wiele bardziej bezpieczni pozbawieni towarzystwa swojego brata, który przyciąga kłopoty jak pies pchły. Poza tym... tutaj była Aryana, a tam - obowiązki.
Na słowa swojej narzeczonej oderwał wzrok od czupryny siostry i przeniósł spojrzenie wprost na Lady Stark. Przez chwilę udało mu się nawet zachować poważny wyraz twarzy, którego wymagała obecna sytuacja. Ale tylko przez chwilę - bo tego, że na jego ustach wykwitł dyskretny, choć szczerze rozbawiony uśmiech nie mógł powstrzymać. Uśmiech spowodowany zarówno słowami Aryany, jak ich formą - kto jak kto, ale młodszy Baratheon to ostatnia osoba, której przeszkadzałoby zwracanie się nań per "ty".
- Skąd pomysł, że chciałbym się Ciebie pozbyć? - odparł cicho, za wszelką cenę starając się nie wgapiać w Lady Stark jak podrzędny pachołek.
Cóż... nie udało się.
Jednego z kolei ta dwójka może być pewna - nigdy nie zapomną dnia, w którym się poznali. Nie tylko dlatego, że dokonano zamachu na króla, ale... głównie z powodu tak rzadko spotykanej nici porozumienia, która pozwala im praktycznie bez słów podejmować jednogłośne decyzje. Baratheon kiwnął lekko głową na kolejne słowa narzeczonej i mimowolnie podążył wzrokiem w stronę miejsca, które próbowała dojrzeć Aryana. Problem w tym, że był wyższy i tłum nie zasłaniał mu miejsca, w którym leżała... martwa dziewczyna, otoczona wianuszkiem zdezorientowanych ludzi. Ktoś klął, ktoś inny tłumaczył coś wyjątkowo podekscytowanym głosem, zaś sam Aylward doszedł do jednego, klarownego wniosku - nie chciałby się znaleźć w zasięgu wzroku Waldera Freya.
- Wszystko wskazuje na to, że... panna Frey znalazła się w złym miejscu o złym czasie. - sam nie wiedział, dlaczego jego głos brzmiał tak, jakby zginął ktoś bliski, nawet nie znał tej dziewczyny. To jednak nie miało większego znaczenia w obliczu śmierci kogoś tak młodego. Kogoś, kto miał przed sobą całe życie. Baratheon doskonale wiedział, że równie dobrze mogła to być jego siostra... Aryana... Prudence... królowa.
- Nikt nie zasługuje na taką śmierć. - stwierdził pod nosem, odwracając pochmurny wzrok od zbiegowiska nad ciałem. Pozostawanie dłużej w sali balowej nie byłoby najlepszym pomysłem, zwłaszcza w obliczu króla, który zapewne nie jest zachwycony przebiegiem zdarzeń. Baratheon bez cienia wcześniejszej wesołości spojrzał na Lady Stark, jakby rozważając w myślach wszystkie "za" i "przeciw" dalszego działania. Chwilę wahania rozwiązał widok przyjaciela prowadzącego Lady Cailet w stronę wyjścia.
- Mogę odprowadzić Cię do Twoich komnat... albo do komnat Tyrellów, gdzie znajdziemy Aidana. Mam tylko jeden warunek. - uśmiechnął się lekko, wskazując podbródkiem kilku strażników królewskich, którzy zostali im przydzieleni. - Oddam Ci część swojej straży przybocznej. Oczywiście, doceniam zdolności królewskich rycerzy, ale sama musisz przyznać, że odpieranie ataków zamachowców nie wychodzi im najlepiej. - Baratheon szybkim gestem ujął dłoń narzeczonej, już po chwili własnymi palcami ogrzewając bladą, delikatną skórę Aryany. - Dwóch moich zaufanych ludzi... są jak cienie, nawet ich nie zauważysz. A ja będę spokojniejszy ze świadomością, że na pewno nic Ci nie grozi. Zgoda? - zapewne za jakiś czas Lady Stark przywyknie do sprytnych chwytów Aylwarda, ale póki co - musi próbować poradzić sobie z jego tajną bronią, jaką jest jedno z tych spojrzeń Baratheona. Spojrzeń nie tyle natarczywych, co lśniących własnym blaskiem, pochodzącym gdzieś z głębi. Spojrzeń czasami czujnych, czasami roześmianych, czasami ostrych jak sztylety zbiegłego zamachowca. Spojrzeń, którym się nie odmawia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Środek Sali   

Powrót do góry Go down
 

Środek Sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa
» Środek kręgu
» Klasa eliksirów
» Sala segregacji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-