a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Obrzeża sali



 

 Obrzeża sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Obrzeża sali   Sob Maj 04, 2013 10:49 pm

Wszyscy przedstawiciele rodów złożyli swój hołd - mniej lub bardziej dokładnie, z większą lub mniejszą aprobatą króla - aż w końcu wszystko się zakończyło i wreszcie zmęczeni, spragnieni i głodni możni udali się do królewskiej sali balowej, by oddać się zabawie ku czci Aerysa II.
Stoły były wszędzie i uginały się pod ciężarem niezliczonych wręcz potraw, a ławy były już zajmowane przez najznamienitszych gości - w tle rozbrzmiewała cudna muzyka, a na samym środku sali pierwsze pary nieśmiało zaczynały swoje tańce.
To nie było jednak wszystko. Sala była ogromna, tak, by pomieścić wszystkich chętnych i zainteresowanych. Nie wszyscy jednak mieli zamiar oddać się tańcom i swawolom, o nie. Ci, którzy mieli do załatwienia ważniejsze sprawy i potrzebowali choćby odrobiny prywatności, mogli zadowolić się właśnie węższymi i uboższymi stołami, ustawionymi na obrzeżach.
Walder Frey widział rozstał się ze swoim wnukiem, Kheelanem, i udał się w sobie tylko znanym kierunku, siadając przy stole mniej więcej w połowie drogi między wejście do sali, a grajkami. Nalał sobie wina do kielicha, powąchał je i upił jeden łyk, a następnie odetchnął głęboko, rozglądając się po sali.
Miał się spotkać z Aidanem Starkiem, by porozmawiać o dość ważnych sprawach dotyczących obu rodów oraz tego, co się wydarzyło nie tak dawno w Bliźniakach. Problem w tym, że Walder nigdzie nie widział Aidana. Widział przedstawicieli niemal każdego rodu, ludzi młodych i starych, mężów i damy, ale tego konkretnego człowieka nigdzie nie widział.
Upił kolejny łyk wina, a kiedy odstawił kielich, zaczął nerwowo stukać palcami o blat stołu. To się nie godzi, by stary człowiek musiał tyle czekać na młodzika!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Nie Maj 05, 2013 12:23 am

Ceremoniały ceremoniałami; podczas wysłuchiwania kolejnych zapewnień o lojalności oraz miłości do nowego króla elekta, a padały one kolejno, niczym robaczywy w miąższu owoc na przepalone trawy, z ust lordów nobliwych rodzin z Westeros, młody wilk z każdą kolejną minutą coraz bardziej podziwiał swojego władcę. Wystarczyło czytać między wierszami, wystarczyło słuchać szeptów - że też Aerys Targaryen przetrwał we względnym spokoju całą kolejkę słów tak sztucznych, tak wyuczonych i tak fałszywych! Na jego miejscu z pewnością nie okazałby co poniektórym tyle miłosierdzia ani zrozumienia, o nie.
Na szczęście jednak Aidan Stark podobną sytuacją w ogóle nie musiał się martwić. ...Martwić? Sądząc po łakomych spojrzeniach innych, był w tych myślach raczej osamotniony. Najstarszy dziedzic Winterfell wprost gotował się w sobie na myśl o wszelkich zdradach; począwszy na zdradzie kobiety, a skończywszy na najwyższym suzerenie. Władca Siedmiu Królestw mógł gardzić Starkami z dzikiej Północy, jednak z ich strony nie powinien wyglądać zagrożenia. Aidan nadto cenił swój nieskalany dotąd honor i zamierzał dotrwać z nim do końca dni danych mu do przejścia przez bogów. Poza tym, nigdy nie widział siebie spoczywającego w Żelaznym Tronie. Uwierałby on go w tyłek jak sam sukinsyn. Niektórzy po prostu nie pragną tej złotej obroży wysadzanej błyskotkami, tego ciężkiego zaszczytu, co boleśnie pęta skronie. Wolał mieć głowę wolną, a myśl wartką, szybką. Patrzeć z boku, nie z góry.
Wyszedł na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza, aby jego umysł nie był zbyt ociężały po przedłużającej się uroczystości, wcześniej po trudach podróży. Chciał godnie wypaść w rozmowie, która tak na prawdę czekała na niego od początku przybycia do stolicy. Wrócił więc szybko do Wielkiej Sali i począł rozglądać się za Walderem Freyem w tłumie pięknych pań oraz szacownych lordów.
Jest i on.
- Za naszego króla - stanąwszy z drugiej strony stołu, przy którym zasiadł starzec z Bliźniaków, uniósł kielich zgarnięty wcześniej z przeznaczonych dla rodziny Stark miejsc, gdy Lord Przeprawy raczył się miejscowym winem wyraźnie zniecierpliwiony. Mimo wychylenia go szczodrze, udał, że pije, po czym odłożył go na bok. Ostrożności nigdy za wiele. Lepiej nie pić z nieznanego źródła. - Wybacz mi, Panie, że kazałem na siebie tyle czekać. To nie przystoi. - Skinął głową z szacunkiem. - Czas to pieniądz, mówią. Czas potrafi też rozwiązać i wiele spraw, lecz czego nie rozwiąże, pozostawia nam. - Uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Przychodził w dobrym duchu, ciągle wierząc w pomyślność całej misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Nie Maj 05, 2013 10:30 am

Frey czekał długo i powoli zaczynał mieć wątpliwości, czy Stark w ogóle się pokaże. Widział grupkę ludzi z dalekiej Północy przy jednym ze stołów, więc równie dobrze tam Aidan mógł się udać i, niczym młodszy krewniak, znów splunąć pod nogi, mają "honor" i "szacunek" za puste, nic nie znaczące słowa.
Po kilku dłużących się chwilach Walder jednak zauważył pewnego młodego męża, zbliżającego się powoli w jego stronę. Lepiej późno niż wcale, chociaż to nie rzutuje dobrze na przyszłe rozmowy i dalsze stosunki między rodami. Gdy więc Aidan Stark się przywitał i wzniósł toast, przedstawiciel Bliźniaków uśmiechnął się, jednak nie było widać jego uśmiechu spoza gęstej, siwej brody.
- Za Aerysa II. - skłonił głowę, unosząc kielich. Tym razem nie pił nic, nie chciał, by alkohol zasłonił mu umysł w jakimkolwiek stopniu. Potarł zarośniętą twarz, kiedy Aidan prosił o wybaczenie i zajmował swoje miejsce.
- Długo kazałeś na siebie czekać, ser. Mam nieprzyjemne wrażenie, że nie traktujesz naszego spotkania poważnie. I daruj sobie, proszę, te górnolotne słowa, tylko przejdźmy od razu do sedna sprawy. Chodzi mi o młodego Torrhena, który chyba nigdy nie poczuł ręki pana ojca i pluje na honor i szacunek mego oraz twojego, panie, domu. - stwierdził po chwili mówiąc tak, jak to miał w zwyczaju. Powoli, nie spiesząc się, wyraźnie akcentując każde słowo i uważnie wpatrując się w Aidana, czekając na jego reakcję.
Walder reprezentował zhańbiony ród z Bliźniaków. Han Stark, pyskaty i chamski szczeniak, spędził trzy lata u Freyów, będąc giermkiem. Został wydalony ze swej służby po tym, jak jawnie obraził wszystkich, których tylko był w stanie. A gdyby ten młody Stark był nieco starszy, to Walder po prostu by go wyzwał na pojedynek, czy nawet na próbę siedmiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Nie Maj 05, 2013 11:29 pm

Aidan przyjął całą tyradę starszego mężczyzny z zwykłym sobie spokojem oraz pokorą malującą się na jego młodym obliczu. Walder Frey miał pełne prawo być równie oburzonym, co nieprzychylnie nastawionym do dziedzica Winterfell - koniec końców rozchodziło się przecież o zniewagę, jakiej dopuścił się wobec jego zacnej osoby najmłodszy z braci; Han, sprawujący do niedawna posługę giermka w Bliźniakach. Przez chwilę spuścił głowę wysłuchując rugania, jako ta strona młodsza, ale i obciążona większym ciężarem winy. Stark jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w dużej mierze przez Lorda Przeprawy przemawiał też zwyczajny brak sympatii co do ich rodziny, a w dyskusji nie zamierzał z pewnością dążyć do złotego środka. Będzie ciężko dojść im do konsensusu, tak podpowiadał mu serdeczny amicus curiae brzmiący w jego głowie. Inna zaś myśl zaklęła dosadnie, bowiem każde rozwiązanie tej sytuacji inne od nieugiętej, zdecydowanie radykalnej postawy Freya potraktować trzeba będzie jako miłe zaskoczenie. Albo zasłonę dymną. Dziękował Bogom, że potrafił zachować zimną krew. Westchnął więc jedynie, prostując się z powagą godną przyszłego Lorda, kiedy rozmówca przeszedł do sedna. Walder Frey nie zdołał wytrącić go z równowagi ani na chwilę, chociaż wzmianka-zaczepka o rzekomym nietraktowaniu przez niego sprawy była poniżej krytyki. Bo, na jakiej to niby podstawie? Gdyby tylko określił w swojej wiadomości konkretny czas! Mógł być pewny, że zjawiłby się przed nim, lecz nie zamierzał się burzyć. Widocznie w pewnym wieku liczy się każda zmarnowana minuta.
- Traktuję nasze spotkanie z niezwykłą uwagą, Panie. Przepraszam, że mój krótki spacer, aby zaczerpnąć świeżego powietrza po długiej uroczystości, został odebrany w podobny sposób - rzekł. - Nie będę prosić o przedstawienie sytuacji, jaka zaszła na zamku. Nie mogłem też zobaczyć się z moim bratem, aby usłyszeć jego konfesję. Ufam twoim słowom, lordzie Frey. Torrhan swoim szczeniackim zachowaniem obraził ciebie oraz podeptał nasze imię w twoich oczach. Ufaliśmy, że Torrhan zmężnieje daleko od domu. Widocznie, nasze problemy musimy rozwiązywać w murach Winterfell. Podobna rzecz nigdy nie powinna się zdarzyć. - Spojrzał na Waldera ze zrozumieniem. - Ojciec mój, Lord Stark - skinął z szacunkiem na wspomnienie o nim - jest równie oburzony i pragnie wyrazić swój żal zaistniałym incydentem. Chcemy odbudować w Bliźniakach dobre imię familii, która jak powszechnie wiadomo, nigdy nie splamiła wcześniej swojego sztandaru dyshonorem.


Ostatnio zmieniony przez Aidan Stark dnia Pon Maj 06, 2013 12:38 am, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : poprawa literówek :))
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Pon Maj 06, 2013 10:02 am

Frey był stary. Bardzo stary. Pamiętał poprzednich dwóch królów Westeros, nic więc dziwnego, że "trochę" się zirytował przedłużającą się nieobecnością swojego rozmówcy. Zawsze, a przynajmniej na ile pozwalała mu pamięć, zjawiał się na umówionych spotkaniach najwcześniej jak mógł - był to nie tylko gest dobrej woli, ale też najzwyklejsza grzeczność i ukazanie szacunku drugiej stronie. Nawet najmniejsze spóźnienie było czymś godnym pogardy.
Aidan wyjaśnił jednak powód swej nieobecności, co jakoś usprawiedliwiało jego zachowanie. Walder zakręcił wąsa, w milczeniu, kiwając potakująco głową. W końcu sięgnął po puchar i wychylił go, upijając nieduży łyk, by zwilżyć stare gardło.
- Torrhan zmężnieje u Lorda Boltona. Nie będzie miał innego wyjścia, skoro ani jego własna rodzina, ani tym bardziej moja, nie zdołała uczynić z niego męża godnego swego nazwiska. Drastyczny krok, owszem, ale na chwilę obecną to najlepsze możliwe wyjście, przynajmniej według mnie. Nie zamierzałem go fizycznie karać, został spoliczkowany za obrazę obu naszych rodów, pozbawiony miana giermka i odesłany do Dreadfort pod eskortą straży. - ciągnął rozmowę, opisując pokrótce co zrobił z młodym Starkiem. Nie wnikał w szczegóły jakiej obrazy się dopuszczono, bo to nie było na chwilę obecną ważne. Mleko się wylało, koty już biegną, by je wypić, trzeba działać konkretnie. I to jest właśnie celem tej rozmowy.
- Co zatem proponujesz, ser, by odbudować dobre imię Starków? Słucham. - zakończył wyraźnie pogodniejszym głosem. Nie sądził, by cokolwiek, co Stark powie, będzie zadowalające i zrekompensuje krzywdę, jaką wyrządził młody Han, ale zawsze warto wysłuchać drugiej strony. Pominął również rzekomy fakt, że Starkowie "nigdy nie splamili swego honoru". To była kwestia dyskusyjna, leżąca poza temat aktualnej rozmowy. Król, Który Klęczał trochę przeczy twym słowom, ser Aidanie, pomyślał, uśmiechając się pod brodą na wspomnienie o "wielkim" królu północy, który maszerował na Targaryenów, ale zamiast walczyć z honorem do końca, po prostu się poddał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Pon Maj 06, 2013 3:42 pm

Można byłoby toczyć długie, w zależności od osób merytoryczne lub mniej, dysputy nad tym, czy Torrhen Stark – ostatni władca Północy, the King Who Knelt - Król który klęknął, raz; splamił się i okrył hańbą, godząc się z narzuconym mu agresywnie zwierzchnictwem potężnych wtedy Targaryenów. Z perspektywy siedzącego pod ciepłym pledem starca, zbijającego worki brzdękających miło monet na przejściu przez rzekę, była to oczywista oznaka słabości, jawny dyshonor, bo on z całą pewnością ginąłby na polu walki z pieśnią na ustach, a obrazami rodzinnej arkadii w głowie. I jaka chwała przetrwałaby po nim, gdy lud nabity na pale, co za honor, gdyby przyszło mu gryźć od spodu zgliszcza swoich Bliźniaków. Dawid z Goliatem wygrywa tylko w książkach. Dawid z Goliatem i smokami - no, cóż. Każdy w Westeros dzielił podobną opinię, inaczej dynastia Targaryenów nie władałaby kontynentem. W porządku, niech będzie, tłumaczą się winni. Naiwność, nonszalancja, ot. Szkoda, iż dla jednych liczy się suchy czyn-symbol oparty o jednostronną interpretację, nie zaś dosyć kluczowa przecież, towarzysząca mu motywacja; najprostsza arytmetyka, podparta o realizm i strach, nie, nie o samego siebie, raczej o swoich ludzi i o najdroższą sobie ziemię. Czy opłacało się wieść trzydzieści tysięcy armii na pewną śmierć przeciwko smokom, przeciwko prawie pięćdziesięciu tysiącom zbrojnych wroga? Czy obsesyjna dbałość o honor ma prawo decydować o tak wielu życiach, o zaprzestaniu ciągłości rodu, o spuściźnie przodków? To żadna ujma uznać wyższość przeciwnika, gdy ona rzeczywiście jest. Nie dla pieniędzy, nie dla zaszczytów. Dla spokoju. Moment dziejowy nie zając, polityka nie constans, koronę zawsze można odzyskać przy pomyślniejszych wiatrach. Jeśli się chce.
Odsuwając mało ważne dziś dygresje na bok, Aidan pokiwał powoli głową, przyswajając sobie lakoniczne komunikaty Waldera dotyczące Hana. Nie miał wątpliwości, że pobyt u Boltonów zostanie mu w pamięci na dobre. Wątpił jednak, czy odniesie pożądane rezultaty, jak ufał Frey. Torrhan powinien jak najszybciej trafić do Winterfell, a tam odebrać surową lekcję od pobłażliwych wobec najmłodszego, chorowitego syna rodziców. Nie będzie wiecznie chłopięciem.
- Nie będziemy budować dobrego imienia na pieniężnym zadośćuczynieniu. - Wysunął zatem. - Co pewne, mogę obiecać, że brat otrzyma surową karę od naszego ojca - skinął znów z szacunkiem - która będzie wprost proporcjonalna do jego przewiny. Tobie, Panie, należą się przeprosiny. Miejmy nadzieję, że Torrhan zrozumie swój błąd, jeśli jednak nadal będzie zatwardziały, wtedy będziemy zmuszeni podjąc inne akcje... - skrzywił się nieco na tą wizję, brr. Północ nie wybacza. - Nie ma co gdybać. Sytuacja jest delikatna, ale ma swój znaczny ciężar. Rozumiem twoje ewentualne obawy co do naszej rodziny, lecz to nie podejrzane manewry wojskowe na granicy ani przypadkowo otwarty ogień świadczący o jakiejkolwiek naszej wrogości; zaledwie nieposłuszeństwo najmłodszej czarnej owcy. Zaledwie - prychnął na swoje słowo. - Ufam, że wiesz, co próbuję pokazać, oczywiście nie bagatelizuję niczego, Lordzie Frey. Najrozsądniej byłoby wysłuchać jeszcze twoich propozycji, bowiem zależy nam na utrzymaniu poprawnych - na tyle ile to możliwe na linii Stark-Frey - stosunków. Nie pogrążajmy się w waśniach, póki czas. Mam nadzieję, że dojdziemy do zadowalających nas wniosków.


Ostatnio zmieniony przez Aidan Stark dnia Pon Maj 06, 2013 4:38 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : powtórzenie </3)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Pon Maj 06, 2013 4:33 pm

Znowu podniósł kielich z winem, tym razem jednak po to, by mieć zajęte ręce. Delikatnie nim potrząsnął, wpatrując się w ciemny płyn pływający w środku, słuchając wypowiedzi przedstawicieli rodu z Północy. Mówił mądrze i z sensem, tak, jakby naprawdę Han był bękartem z jakiejś karczemnej dziwki, który przybrał szanowane nazwisko. Różnica była ogromna.
- Jedno zepsute jabłko wystarczy, czy skazić cały kosz. Słowne przeprosiny, które przyjmuję, to jednak za mało. Z rozmów jakie odbyłem z młodym Torrhenem jasno wynikało, że on nie szanuje nikogo ani niczego i jedynie drastyczniejsze akcje mogą osiągnąć jakiś sukces. Brońcie bogowie, nie sugeruję, żeby wysłać go na Mur czy ściąć. - dodał pośpiesznie, kiedy wspomniał o "drastyczniejszych" metodach. Dzieciak po prostu był źle chowany i to widać. Ktoś taki, jak Walder, kto odchował mnóstwo dzieci i wnuków potrafił się na tym poznać. Odstawił więc wino i zastanowił się nad tym, co teraz powiedzieć. Wpatrywał się w Aidana, rozważając wszelkie dostępne opcje, aż w końcu odetchnął głęboko.
- Jako zadośćuczynienie chcę Starkównę. Twoją siostrę, masz ich trzy, jeśli mnie pamięć nie myli. Sądzę, że dzięki temu uda się naprawić to, co zepsuł Torrhen. - odezwał się po chwili, uśmiechając się delikatnie zza brody. Tak, stary Frey stwierdził, że jedna z córek Starków będzie w sam raz jako wynagrodzenie krzywd, jakie powstało w skutek prostackiego zachowania osoby szlachetnie urodzonej. Może coś padło na jego starczy umysł, a może miał w tym jakiś głębszy plan, ciężko powiedzieć, jednak w tym szaleństwie jest metoda.
Wysłanie kobiety na inny dwór oznaczało co najmniej poprawę stosunków na neutralne, a może nawet i zmianę nastawienia całych rodów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Pon Maj 06, 2013 6:29 pm

Jako zadośćuczynienie chcę Starkównę...
Powaga sytuacji musiała zostać utrzymana za wszelką cenę, toteż Aidan zaśmiał się jedynie w duchu, na zewnątrz powstrzymując się za to z trudem od pokręcenia głową w wyrazie zupełnego zaskoczenia propozycją starca. To ci sztuka, pomyślał prędko, spoglądając na swojego rozmówcę z (tak!) odrobiną podziwu, czającą się gdzieś głęboko na dnie ciemnych źrenic. Młody Stark nie szczędził nikomu uznania, wrogowi czy przyjacielowi, o ile ten zwyczajnie na nie zasłużył. Umiał docenić sprytne zagrania, doprawdy, lecz sam ciągnął z nich pożyteczne nauki na przyszłość. Dwadzieścia cztery dni imienia nie upoważniały go do zadzierania wysoko brody, wszak ani nie pozjadał wszystkich umysłów, ani nie posiadł żadnego daru przewidywania każdego następnego ruchu przeciwnika. Podobnej propozycji ze strony Freya się nie spodziewał, przynajmniej nie w tej chwili! Owszem, Walder słynął z niezwykłej sprawności w... hm, po prostu odkąd młody wilk sięgał pamięcią, mężczyzna ten miał rękę do dbania o swoje interesy, skoro już Bogowie obdarzyli go tak liczną rodziną. Propozycje matrymonialne wylewały się więc z Bliźniaków potokami wartkimi jak nurt Green Fork, a rozlewały się one prawie na całe Westeros. Powstaje tylko pytanie, czyżby rzeczywiście dążył do aż tak znacznej poprawy ich stosunków? Poza tym, że mógł też zwyczajnie knuć, aby potem ewentualnie oddana im biedaczka córka stanowiła świetną kartę przetargową - Starkowie cenili swoje dzieci bodaj najbardziej ze wszystkiego.
- Panie, jak bardzo zależy mi na naszym polubownym rozstaniu się podczas tej uczty, tak nie mogę obiecać ci niczego z bardzo prostych przyczyn - zaczął ostrożnie ważąc słowa. - Nie w mojej gestii leżą podobne decyzje. Postąpiłbym źle zarówno wobec ciebie, jak i rodziców, jak i wreszcie sióstr. Mogę jedynie oddać twoje słowa pod rozwagę Lorda i Lady, lecz z tego, co mi wiadomo; Aryana, Nadira oraz Nihil zostały obiecane już innym zacnym panom. Starkowie nie łamią raz danego słowa ani nie składają krzywoprzysięstw, więc nie będę mydlił ci oczu, że istnieje na to jakaś szansa, Lordzie Frey. - Przygryzł wargę, gorączkowo rozmyślając. - Spróbujmy znaleźć złoty środek albo on znajdzie nas z czasem, podczas gdy będziemy odbudowywać nasze wspólne relacje i z przyjemnością udowodnimy, że jedno zepsute jabłko nie kazi całego kosza, jak stwierdziłeś. Zdaj się na swoje znamienite doświadczenie, Panie. - Skinął krótko głową na starszego, ufając w jego mądrość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Pon Maj 06, 2013 7:04 pm

Tego się spodziewał. Wszystkie dzieci Starków płci żeńskiej były już dorosłymi kobietami, gotowymi do wyjścia za mąż i powicia potomstwa, ale nic nie szkodziło zapytać. Teraz miał przynajmniej pewność, że Północ naprawdę chce naprawić stosunki, jakie zostały zniszczone wskutek szczeniackich wybryków Hana.
- Będę wdzięczny, jeśli przekażesz me słowa Lordowi i Lady Stark. Proszę jednak, żebyś wspomniał też o tym: jako przedstawicielowi swego rodu i najstarszemu syn Namiestnika Północy, a co za tym idzie, jego dziedzicowi, proponuję takie rozwiązanie - ziemie do Moat Cailin włącznie zostają oddane w posiadanie Dorzeczu jako gest daobrej woli. Siedmiu wie, co Han Stark mógł rozpowiadać o moim rodzie i o Bliźniakach, przez co reputacja Freyów stanowczo ucierpiała. - przedstawił drugą opcję z bogowie wiedzą jak wielu. Walder przeżył ponad pięćdziesiąt dni imienia i od wielu już lat całe dnie spędzał na rozmyślaniach i planowaniu przyszłości. Ta rozmowa tylko potwierdzała, że w tej starej łepetynie kryje się tak wiele rzeczy, że nawet najwięksi filozofowie z Essos nie mogli by je ogarnąć.
- Nie zatrzymuję cię dłużej, ser, młodyś, ruszaj w tany, korzystaj z życia. Do naszej rozmowy wrócimy zapewne jeszcze nie jeden raz, być może w Bliźniakach, albo w Winterfell, czy nawet tu, w Królewskiej Przystani. - podniósł kielich wysoko, wznosząc toast za Aerysa II i skłonił głowę, zezwalając, by Aidan mógł w spokoju odejść i rozważyć obie propozycja naprawy stosunków rodowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   Pon Maj 06, 2013 8:32 pm

Aidan wstał więc od stołu w umiarkowanie optymistycznym nastroju. Co prawda, kawał ziemi aż pod samo Moat Cailin - czy ktoś tu umie posługiwać się mapą? Toż to prawie w połowie drogi z Bliźniaków do Winterfell! Taka kolej rzeczy na pewno się nie wydarzy - pyskowanie gówniarza miało kosztować ich tak potężny kawał ziemi? Lord Stark prędzej by wyprowadził wojska, niż oddał na tacy hektary drogich pól Północy. Waldera chyba aż nadto poniosła wyobraźnia. Wyobraźnia? Bezczelność. Dostanie jednak to, czego chce. W okrojonej wersji, która lepiej, żeby mu się spodobała. Inaczej Starkowie nie zamierzali dłużej pertraktować, a to prowadziło prosto do groźby wojny. Kawałek zachodnich ziem poza Cape Kraken i lasami nie miał strategicznych wartości. Jedyne, co mogło niepokoić, to wydłużona granica, nic po za tym. Z dwoma granicznymi twierdzami - to powinna być dobra karta przetargowa, pomyślał młodzieniec. Jeśli to miało zagwarantować neutralne stosunki z Freyami... Zobaczymy, jakim człowiekiem jest Walder Frey i ile jego słowa są tak zwyczajnie warte.
- Żegnam cię, Panie. Obiecuję przekazać wiadomości i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby negocjacje zakończyły się pomyślnie. - Skłonił się elegancko, odchodząc od stołu. - Na znak naszych, oby! polepszających się stosunków, radzę uważać z winem na tej zabawie - zawiesił głos. - Zbyt dużo toastów może zaszkodzić. - Rzucił nieco dwuznacznie i odszedł, wciągnięty zaraz w tłum ucztujących.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Obrzeża sali   

Powrót do góry Go down
 

Obrzeża sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stoliki w głębi sali
» Obrzeża lasu
» Klasa eliksirów
» Sala segregacji
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-