a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Lochy



 

 Lochy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Lochy   Wto Kwi 30, 2013 8:03 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Czw Wrz 26, 2013 7:01 pm

Rickard siedział cicho znużony i zmęczony. Patrzył wzrokiem słabego człowieka na kraty i świat za nimi. Taki to świat, że dla jednego jest się dobrym człowiekiem, walczącym o sprawiedliwość i chwałę, a dla drugiego zdrajcą, oszustem i gwałcicielem. Znajdował się teraz w miejscu pełnym wrogów. Gdzie nie spojrzał ubrani na czerwono strażnicy Skały Casterlych. Przed jego jednoosobowym więzieniem stało dwóch ludzi odzianych w najpiękniejsze i lśniące zbroje, z zaostrzonymi i mieniącymi się srebrem halabardami strażniczymi. Nie wiedział twarzy strażników, ale to pewnie jacyś młokosi. Synowie Lannisterów, Lanników, Lannów... czy innych Lannych bękartów.
Nie próbował z nimi rozmawiać. Odkąd został brutalnie wepchnięty do celi stali tak niewzruszeni. Przyniesiono mu wodę i jakieś suche owoce. Czyżby dbali o niego ? Dobry znak. Chcą go mieć żywego. Pewnie oczekują okupu w złocie, albo zwrotu Wyndhall. Cholerni bogacze. Mało im złota.
Szkoda bardzo, bo Żelaźni raczej nie wykupią swojego szalonego wodza.
Kosa został sam. Już nawet nie miał prawa nazywać się Harlawem. Siedział zmęczony i pobity w celi, kiedy to Żelaźni uciekali na swoje wyspy. Ale tak zakładał plan. Niech Westeros zna potęgę krakena. Jego tajemną i nieznaną potęgę głębin. Nie raz jeszcze przyjdzie wszystkim poczuć zabójcze macki. Wyspiarze nigdy się nie poddadzą. A chyba nikt nie będzie na tyle głupi, aby atakować ich na ich terenie. Szaleństwo. Na wyspach, jeden Żelazny był równy czterem głupiutkim i niedoświadczonym westerozjaninom. Rickard już niedługo umrze tak jak żył. Szybko i bezboleśnie, a historia zapamięta go jako szalonego, ale pełnego zapału wodza. Choć i to zależy od historyka.
Harlawowi nie podobało się jednak już poddać. Szukał jakiejś szansy na ucieczkę. A może już ktoś pędzi, aby go uratować. Czyżby miał nieznanych mu jakichś przyjaciół. Raczej nie. Ale któż wie ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Pią Paź 04, 2013 3:49 pm

Podziękowanie dla gości było bardzo ważnym punktem rozmów między Zachodem a Doliną. Zacne jadło i piękna muzyka harfy były tłem poważnych rozmów, które bardzo poważnie miały połączyć oba rody więzami krwi. Niełatwa była to decyzja, jednak wszystko poszło dobrze i teraz obydwa wielkie rody czekały na przyjście na świat przyszłych małżonków, o ile Bogowie dadzą różnych płci.
Szedł pod rękę z Adrienne, za nimi maszerowali strażnicy. Dość daleko, aby nie słyszeć rozmów narzeczonych, a także nie wystarczająco, aby nie widzieć co robią. Suknia kobiety była długa, szkoda było jej na te brudne korytarze, jednak zapewne Freyówna ma takich wiele. Mała szkoda dla bogatej kobiety, na pewno utracony majątek dla zwykłego pospólstwa. Pokazywał jej kolejne cele, prezentując swoich zacnych gości to ludzi Greyjoyów, to najemników, którzy pomagali Harlawowi, a to właśnie ludzi owego zbrodniarza. W końcu dotarli do celi, gdzie znajdował się Czarna Kosa, widocznie zaskoczony wizytą dwójki tak młodych ludzi.
- A to właśnie nasz najokazalszy eksponat. Rickard Harlaw, kierował napadem na wojska Doliny, gdy ci zmierzali ku Casterly Rock na spotkanie z moją armią. Zaatakowali z tyłu łukami, jednak szybko zostali rozbici i zagonieni pod Lannisport, gdzie pan Royce i mój kuzyn Leander dobili resztki ich obrony i pojmali tego oto zhańbionego mężczyznę.- powiedział niczym dobrze wykwalifikowany przewodnik. Musiał wiedzieć kto i kiedy jest przetrzymywany w lochach. To jego zadanie, brzemię, które otrzymał wraz z obowiązkiem kierowania armią. Cały czas był zwrócony w stronę swojej przyszłej żony.
Teraz odwrócił się do Rickarda.
- Witamy w naszych skromnych progach. Szkoda, że nie możesz zwiedzić głównych komnat, które są o wiele bardziej okazałe. Mogłeś przybyć tu na nasz ślub, jednak wybrałeś inną drogę, aby zostać gościem Casterly Rock.... Ironia. Uwielbiał używać tego zabiegu stylizowania wypowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Pią Paź 04, 2013 4:51 pm

Jeżeli pierworodni będą równej płci to nie pozostanie im nic innego jak spłodzenie kolejnego potomka. Na razie jednak Adrienne nie frasowała się tą kwestią. Nie teraz. Teraz miała inne sprawy na głowie.
Jej suknia faktycznie była za długa jak na wycieczkę po lochach. Niestety, gdy wróci do swej komnaty będzie musiała wyrzucić ją, albo wykorzystać materiał do czegoś innego, bo na suknię nie będzie się już nadawała. Szkoda, ale na szczęście miała jeszcze sporo innych sukni. Zresztą niedługo będzie jej potrzebna zmiana garderoby. Przywdzieje czerwień i złoto już po małżeństwie. Na razie okazyjnie ubierała się w te kolory. Zwykle jednak ubierała się w odcienie niebieskiego jak na jej ród przystało. Wielkie zmiany wymagają wielkich porządków.
Powoli wędrowała z Młodym Lwem. Zapachy w lochach były nieprzyjemne, ale Adrienne dzielnie znosiła je i nie okazywała żadnych emocji związanych z tą niedogodnością. Po prostu obserwowała z zainteresowaniem więźniów i starała się nie przyglądać ich ranom w obawie przed utratą kontroli nad własnymi odruchami. Większość z nich należało do Greyjoyów i tylko nieliczni należeli do mężczyzny, którego jako ostatniego odwiedzili.
- A to właśnie nasz najokazalszy eksponat. Rickard Harlaw, kierował napadem na wojska Doliny, gdy ci zmierzali ku Casterly Rock na spotkanie z moją armią. Zaatakowali z tyłu łukami, jednak szybko zostali rozbici i zagonieni pod Lannisport, gdzie pan Royce i mój kuzyn Leander dobili resztki ich obrony i pojmali tego oto zhańbionego mężczyznę
Adrienne spojrzała nieprzychylnym wzrokiem na Rickarda. Zdawa się być zaskoczony wizytą Aarta, a tym bardziej wizytą Adrienne. Bądź co bądź, ale kobiety rzadko odwiedzały lochy. Zwykle albo ich niedopuszczono do nich, albo same unikały jak ognia tego miejsca. Adrienne jednak była inna. Dlatego też stała w lochach niewzruszona widokami, choć w środku przeżywała to co widziała. Trudno było przejść obojętnie obok cierpienia.
- Widzę, że jest w najlepszym stanie w porównaniu do innych jeńców. - Powiedziała cichym głosem do ucha Aarta. Nie sugerowała zmniejszenia ilości jedzenia dla więźnia. Bardziej zastanawiało ją dlaczego jest w dobrym stanie i czy posiada jakieś informacje, które przydadzą się na przyszłość. Ciekawiły też ją plany Aarta wobec zdrady Greyjoyów.
Spoglądała na więźnia z zainteresowaniem. Ironiczne słowa jej przyszłego małżonka odbiły się echem po ścianach lochów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sob Paź 05, 2013 5:54 pm

Godzina, dwie, trzy... wieczność. Rick nie widział ile czasu spędził w swojej celi. Sam. Prawie nieruchomo i bezgłośnie. Był przygotowany na wszystko, na siedzenie w celi. Mimo wszystko czuł się dobrze. Był sam, to oznaczało, że mają wobec niego jakieś plany. Dobre, złe, okrutne... nie miało to znaczenia. Przynajmniej reszta wojsk Żelaznych uciekła i szykowała się już na Wyspach do oblężenia Pyke. Takie było zadanie. Kupić czas na odwrót Żelaznym. Zapłatą było jednak gnicie w lochach. Po jakimś czasie jego strażnicy poszli sobie. Najwyżej dostali inne rozkazy, a Harlaw nie wydawał się taki groźny i chętny do ucieczki. Teraz tylko od czasu do czasu przychodził jeden strażnik lochów i doglądał głównego więźnia. Pozwoliło to mężczyźnie przynajmniej poszukać drogi ucieczki. Była tylko jedna, samobójstwo. Szykował się już do tego. Znalazł jakąś szmatę i podarł ją na strzępy, z czego splótł krótką linę. Miał już wiązać ją wokół szyi, kiedy usłyszał jakieś głosy i kroki. Jakiś mężczyzna, z piękną kobietą zatrzymali się pod jego celą. Linę zdążył schować, nie mógł jednak ukryć zdziwienia. Cóż mu jednak zostało, jeżeli nie dialog z oprawcą.
- Witaj Pani, chciałbym cię poznać w innych okolicznościach, ale niestety nie ja wybrałem miejsca urodzenia i swojej przyszłości - rzekł głosem spokoju, rozwagi i uprzejmości. Uśmiechnął się.
- I co Lwie, jak ci się powodzi po spotkaniu z Żelazem ? Myślało się, że nie ma wrogów na świecie ? - zrobił przerwę - Jak mniemam jestem wielkim zdrajcą Westeros i najgorszym z najgorszych. Naprawdę na takiego wyglądam - spojrzał na siebie, i spuścił wzrok na swoją celę - Hmm... no moglibyśmy się poznać w innych warunkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Pon Paź 07, 2013 2:06 pm

Ciemność lochów i głuche, puste pomieszczenia nadały ich głosom niezwykłego pogłosu. Głos młodego panicza miał w sobie nutę drapieżności i siły, brzmiał jak ryk podczas polowania. Spoglądał na Harlawa ze spokojem, jednak w jego wzroku można było dojrzeć coś więcej, ironię i śmiałość, której Czarna Kosa mimo, iż by chciał, nie miał. Nawet jego docinki nie miały żadnego znaczenia, ponieważ wiedział, że to on jest w beznadziejnej sytuacji. A jak może się czuć mysz w klatce? Nie jako zwycięzca, a jako zwierzę, które osaczone ze wszystkich stron, będzie się chwytało wszystkiego, czego tylko będzie mogło, aby zbiec.
- Oj, chyba ktoś ma się nieźle, skoro uważa, że jego nazwisko jest teraz na ustach całego Westeros. Jesteś tylko łapserdakiem, który myśli, że coś zdziałał. Zapewne nawet nie wiesz dlaczego nas zaatakowałeś.- powiedział zupełnie pewnie, bez żadnych ceregieli. Nie bawił się nim teraz tak jakby to zrobił normalnie.
- Pamiętaj, że Lwy zawsze spłacają swoje długi. Twój także niedługo będzie.- dodał.
Złapał za dłoń swoją przyszłą żonę. Jej skóra była niezwykle delikatna, co tylko podsyciło jego pewność siebie. Dobrze było spoglądać na dwie tak różne od siebie osoy. W lochach znajdowała się prawdziwa wysoko urodzona kobieta i wieśniak, który uznawał się za lorda. Cóż za paradoks.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 09, 2013 8:33 am

//no cóż, z szeroko pojętej czasoprzestrzeni! Docelowo z Kings Landing.

Zirytowany lew to groźny lew, powiada służba po kątach Casterly Rock, kiedy jest pewna, że nie słucha jej żadne czujne ucho, gotowe powtórzyć to członkom rodu.
Więc cóż można powiedzieć o stopniu niebezpieczeństwa wściekłego lwa?
Po wilgotnych, omszałych już i zaniedbanych korytarza rozniósł się odgłos kroków. I był to mianowicie dość niepospolity dźwięk; nie ciche szuranie, zwiastujące nadejście kolejnego jeńca, nie był to też równy, pewny krok strażnika. Dźwięk był ciągły, głośny, nieustępliwy, a kroki stawiane z takim rozmachem, jakby osoba idąca chciała roznieść podłoże w kurz i perzynę.
Tak o to gniewny lew powrócił do swojej siedziby.
Usłyszawszy wieść o ataku rodu Żelaznych na ziemie Zachodu, Bleddyn natychmiast kazał osiodłać sobie konia, nie szczędząc przy tym stajennym uwag godnych furiata. Zabrał ze sobą swoich ludzi i... swoją własną narzeczoną. Piękną, łagodną Lavonne, nadobną damę pełną gracji, z rodu Tyrell. Z rodu Tyrell, który to ośmielił wychynąć z Reach, żeby ich napaść. No bo, na Siedmiu, jak wielkim durniem trzeba być, żeby zaatakować potężniejszy i bardziej ufortyfikowany zamek, nie zapominając przy tym, że dziedziczący go ród gości pod swoim dachem jedną ze słynnych tyrellowskich róży?
Kiedy jednak zawitał do Casterly Rock, wzbijając przy bramie tumany kurzu i nie szczędząc swojego ledwo dyszącego konia, było po bitwie. Zaklął siarczyście pod nosem, wsuwając miecz do pochwy, i odganiając od siebie wizję przyszłej walki. Kazał odprowadzić swoją narzeczoną do komnat utrzymanych we wszelkim luksusie, jakiego sobie zażyczy, a następnie obmył się nieco z podróżnego kurzu i przywdział elegancki wams z herbem rodu wyszytym na przedzie.
Tak o to powrócił lew, który zawsze spłaca swoje długi.
Służba pokornie wyznała, że jego brat przebywa obecnie wraz z narzeczoną w lochach, gdzie też niezzwłocznie się udał, mierząc wszystkich ciekawskich lodowatym spojrzeniem. Kiedy w oddali ujrzał wreszcie złotą czuprynę swojego brata i kruchą piękność u jego boku, skłonił się lekko z poczucia obowiązku.
-Bracie- rzucił na przywitanie, kiedy znajdował się już kilka kroków od obojga.- Przybyłem tak szybko, jak zechciał ponieść mnie mój koń. Słyszałem, jak wiele zdziałałeś podczas obrony Skały. Cały ród jest z Ciebie dumny. A te sukinsyny z Wysp pożałują, że kiedykolwiek ośmieliły się przybić do naszego portu.
Następnie zwrócił się do Adrienne, ujmując jej dłoń i składając na niej lekki pocałunek.
-Twoja uroda, Pani, mówi mi, że mam przyjemność poznać samą lady Adrienne Frey, czyż nie? Zechcij mi wybaczyć moje słownictwo, tym razem gniew przyćmił moją ogładę.
Skończywszy z kurtuazją, której tak nienawidził, Bleddyn rzucił okiem na więźnia w celi, a w jego żyłach natychmiast zapłonęła krew.
-Rickard Harlaw.- Wycedził powoli lodowatym głosem.- Być może powitałbym Cię nieco inaczej, gdyby nie obecność tej nadobnej damy u mojego boku.
Młody Lannister szybko otaksował sylwetkę więźnia, który zdawał się być w dość dobrym stanie. Zadziwiające.
// zt


Ostatnio zmieniony przez Bleddyn Lannister dnia Sro Paź 23, 2013 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Wto Paź 15, 2013 1:30 pm

Spoglądał to na Adrienne to na Harlawa, jednak ta druga nie wiadomo czemu postanowiła milczeć, gdy Kosa do niej mówił. Może i po prostu nie chciała okazać mu ani krzty szacunku i odpowiedzieć na zagajenie. Ogień pochodni oświetlał lekko sfatygowaną i brudną twarz jeńca, pokazując jego niższość nad resztą zebranych. Biedny wyspiarz został na ziemi wroga, bez szansy ucieczki. Zapewne już nigdy nie zobaczy wysp. Niby jak miałby sie tam dostać, gdy jego statek zapewne uciekł w popłochu przed potęgą ludzi ze stałego lądu.
Wtem w korytarzu zabrzmiał głośny dźwięk stukających o posadzkę obcasów. zwawym ruchem w ich stronę zmierzała sylwetka dobrze znana Aartowi. Strażnicy rozstąpili się przed nim. Jego twarz pojawiła się w świetle płomieni. Uśmiech na twarzy młodego Lwa mógł wyrażać tylko jedno uczucie. Szczęście, że młodszy braciszek znajduje się ponownie w Casterly Rock, a nie w murach zamku Króla, który pozwalał na wybryki Żelaznych.
Podszedł do niego i przytulił. Stęsknił się za tym bachorem, całe dzieciństwo spędzili razem, a teraz każdy zajmował się swoimi interesami.
- Dobrze cię widzieć braciszku. Dawno żeśmy się nie widzieli.- powiedział, po czym wysłuchał komplementów na temat swojej przyszłej żony.
- A więc już wiesz, jak ma na imie moja narzeczona. - zwrócił się ku Adrienne - To mój brat Bleddyn- przedstawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy   Nie Paź 20, 2013 1:34 pm

Kiedy Bleddyn znalazł się już w mocnym, pewnym uścisku starszego brata, pozwolił sobie na odrobinę czułości. Tak, lordowie i piękne lady, i w nim drzemała gdzieś ta opiewana przez licznych minstreli nuta, jednak młody lew trącał ją niezwykle rzadko. Na cóż komu była czułość w tych czasach? Od kiedy to dobro liczyło się w czasach, kiedy wojny były powszechniejsze od chleba, a częściej od słodkich głosów minstreli można było usłyszeć pieśń bezlitośnej stali i tańczącej Śmierci?
Teraz jednak było nieco inaczej. Oto Skała mogła znowu gościć dwóch braci Lannister, bardziej zaciętych i bardziej skorych do walki niż kiedykolwiek. Tak więc Bleddyn odwzajemnił uścisk brata, a potem poklepał go po ramieniu silną, szeroką i przywykłą do trzymania miecza dłonią. Odsunąwszy się o zaledwie krok, otaksował brata czujnym spojrzeniem. Cały i zdrowy, dobrze.
-Zaiście, dawno. Wybacz mi opieszałość, ale ciężko się wydostać z siedliska węży, jeśli już się na nie wdepnie. Nie inaczej sprawa się miała z Przystanią.
Kiedy brat uznał za stosowne przedstawić go młodej lady Frey, Bleddyn ponownie skłonił się lekko z poczucia obowiązku. Słowo ,,narzeczona'' nieprzyjemnie zabrzmiało mu w głowie tysiącem rogów bojowych. I on miał narzeczoną, zaiste. Nie był pewien jednak, czy Aart zdążył ją poznać. Lavonne, piękna lady Lavonne, nasienie zdrajcy, który ośmielił się podnieść rękę na jego ród.
A lew zawsze bronił swoich.
Więc Bleddyn sięgnął gdzieś wgłąb siebie i jednym, płynnym ruchem, jakim posługiwał się w walce, przeciął wadliwą strunę odpowiedzialną za jakiekolwiek uczucia do tej małej, podstępnej panienki. Sentyment był niczym w porównaniu do gniewu Casterly Rock.
-Bracie, byłoby lepiej, gdybyś odprawił lady Frey- odrzekł spokojnie.- Musimy przesłuchać więźnia, a robienie tego w towarzystwie tak delikatnej damy byłoby czynem niegodnym. Zechcesz nam wybaczyć, Pani? Straże bezpiecznie odprowadzą Cię do Twoich komnat.
Dodał jeszcze, kiwając na kilku strażników z drugiego końca korytarza.

EDIT. Coby nie robić nie potrzebnego szumu trzyzdaniowym postem, hm.
Po wysłuchaniu słów brata Bleddyn jedynie skinął głową z właściwym sobie zadowoleniem na myśl o nadchodzącej bitwie. Już zbyt długo nie przelewał krwi, zbyt długie jego ostrze pozostało bierne, a jego umiejętności niewykorzystane.
-Wedle poleceń, bracie- odparł tylko, uśmiechając się i skłaniając lekko, po czym skręcił w mroki korytarza.- I zapamiętaj moje słowa; wrócę tu tylko jako zwycięzca!
Rzucił jeszcze głośno, znikając w głębinach podziemi Skały.
Zabawę czas było zacząć.


Ostatnio zmieniony przez Bleddyn Lannister dnia Sro Paź 23, 2013 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Pon Paź 21, 2013 8:27 pm

Rickard z uśmiechem słuchał pierdółek gadanych przez wielkich "lordów" Westeros. W końcu usiadł zmęczony. Od uczucia śmiechu bolały go żebra, poobijane kiedy był tutaj osadzany. Złapał się za bok i rozmasował bolące mięśnie. Czekał aż jego oprawcy i ludzie, którzy go tutaj trzymają sobie stąd pójdą. Wtedy będzie mógł skończyć to co już sobie zaplanował. Spojrzał przez kraty na Lwy i kobietę. Ludzie jak ludzie, w innych okolicznościach mogliby się nawet zaprzyjaźnić, ale nigdy nie jest możliwe wybrać miejsca swoich narodzin. Jedynie myśli nachodziły Harlawa. Wstyd, zwątpienie... nutka strachu. Wiedział, że już nie ma dla niego większych nadziei. Nikt nie przyjdzie go tutaj uratować. Nie będzie tak jak w pieśniach śpiewanych przez żeglujących minstreli. Nie, on nie jest kobietą. Jest mężczyzną. Musi stawiać czoła takim sytuacjom jak ta. Tyle dobrego, że zapewnił przyszłość swojemu rodowi i wydał rozkazy na wszystkie okoliczności. Nikt po niego nie przybędzie. Niedługo jednak rozpęta się kolejna zawierucha o nawet gdyby nie zginął teraz, zginąłby później. Nikt go teraz nie znał, więc mógł opuścić ten świat ze spokojem, aczkolwiek z nikłymi doświadczeniami: przygód, wojny i miłości. A takie miał wielkie plany, gdyby tylko udała mu się jedna rzecz. Nic mu jednak w życiu nie wychodziło. Świat lordów nie był dla niego i wolał zostawić to innym. Koniec Rickarda Harlawa, początek Rickarda Czarnej Kosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Wto Paź 22, 2013 1:34 pm

Wsłuchiwał się w słowa brata bardzo uważnie,nie chciał przegapić żadnego zaskoczenia. Bleddyn zachowywał się nieco inaczej, czyżby Królewska Przystań nauczyła go, że trzeba być ostrożnym w każdej sytuacji? Możliwe. Spoglądał na niego, gdy odprawiał jego przyszłą małżonkę. Pożegnał ją skinieniem głowy, po czym spoglądał jak znika w cieniach korytarza wraz z dwójką strażników.
Odwrócił się w stronę Harlawa. Lwi wzrok wiercił w nim dziurę, która fizycznie może nie zadawała bólu, ale psychicznie mogła zniszczyć.
- Pozwól Bleddynie, że ja zajmę się tymże śmiałkiem. Tobie polecam odpicie Windhall. Weź ze sobą 2000 ludzi, sam zdecydujesz jakiej profesji. Mam nadzieję, że uporasz się z najeźdźcami szybko, zanim skończę zabawę z Harlawem.- powiedział poważnym tonem. Lekki uśmiech pojawił się na jego bladej twarzy, zęby błyszczały bielą nawet w tak słabym oświetleniu.
- Straże!- zawołał, po czym wskazał ręką Czarną Kosę. - Przynieście tu tuzin świec, stół i dwa krzesła, a także posadźcie tego zdrajcę Imperium na jednym z nich. Przypnijcie jego dłonie do stołu. - rozkazał.
- Bleddynie, nakaż także pomalować jeden z drakkanów Greyjoyów na różowy kolor. Nasz dowódca musi poruszać się godnym statkiem. Spojrzenie Aarta jasno dawało do zrozumienia, że chce zostać sam z wyspiarzem w lochach. Dopiero oto zaczynała się prawdziwa zabawa.
Straże wniosły rzeczy, które polecił im je znaleźć panicz, wykonały także czynności z przywiązaniem dłoni jeńca do stołu. Biedny Czarna Kosa siedział teraz na krześle, bez możliwości jakiegokolwiek ruchu, Aart usiadł mu na przeciw.
- A więc Rickardzie Harlawie. Czy mam być szczodry i darować ci życie, czy chcesz umrzeć?- pierwsze pytanie, od odpowiedzi na nie zależała przyszłość meżczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Wto Paź 22, 2013 8:30 pm

Ahh i wnet rozpoczęła sięzabawa. Co ma do stracenia człowiek, który stracił już wszystko ? życie ? W tym świecie życie jest niczym innym niż cierpieniem i serią rozczarowań. Po chwili przygotowań i lordowskiej krzątaniny ktoś złapał zadumanego Harlawa za ramię i popchnął na przygotowane krzesło. Związali mu ręce i uniemożliwili jakiekolwiek działanie, oprócz mowy. Słuchając słów zwycięzcy Rick miał uśmiech na ustach. Ktoś się nim zainteresował, jak miło. Nawet sam nie interesował się swoim losem na tyle, aby błagać o litość. Nie zamierzał także pluć na swojego oprawcę. Co to, to nie. Napytał by sobie jedynie jeszcze więcej biedy... czy to możliwe ? Pokazałby także jak słabym jest człowiekiem w obliczy zagrożenia. Ze śmiercią było mu jednak do twarzy.
- A co będzie łatwiejsze dla szanownego lorda ? - rzekł w końcu po chwili ciszy, każda taka chwila, to więcej czasu na napawanie się chwilą, tak piękną aczkolwiek ulotną. - Przejdźmy do sedna, mości Lwie. Możesz robić chyba co ci się żywnie podoba. - gdyby mógł popukałby się teatralnie w czoło - Boś zwycięzcą, czyż nie ?
Lord Lannister nie wydawał się głupi, ani naiwny. Nie chciał wplątywać go w grę słów i przekomarzanie. Chciał rozmawiać jak człowiek z człowiekiem. Czy to możliwe w tych lochach, w tej sytuacji... i z tym człowiekiem ? Czarna Kosa był gotowy na wszystko. Wiedział, że teraz Lew musi sobie ulżyć na więźniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 12:18 am

Spoglądał na przygotowania z powagą, która malowała się na jego twarzy, jak najznamienitsze dzieło malarzy, artystów, których obrazy wisiały na ścianach wszystkich twierdz Westeros. Odgłosy wydawane przez Harlawa i strażników były zaś jak pieśni najlepszego minstrela, kojącego uszy słuchaczy pięknymi melodiami. Wyspiarz nie wyglądał na przerażonego, nie chwytał się ostatku sił jakie mu zostały, aby sprzeciwić się woli panicza. Nie plunął mu w twarz, gdy ten siedział na przeciwko niego, w odległości nie mniejszej niż metr. Nie lękał się śmierci, najwidoczniej było mu już wszystko jedno. Szkoda, śmierć byłaby dla niego najlepszym wyjściem.
Chciał zadrwić ze zwycięstwa, które poniósł dzięki sojusznikom, jakby nie było odniesione w słuszny, honorowy sposób. Gdyby to Lwy napadły nieprzygotowanych Greyjoyów, a Harlaw przybyłby z odsieczą i wygrał, drwiłby ze złotowłosego tak samo, jak on teraz.
- Przejdźmy więc do sedna... Jak powiedziałeś Rickardzie.- zwrócił się poważnym tonem do więźnia. Położył dłoń, w której trzymał nóż ze złoto karmazynową głowicą na stole. - Powiedz mi, gdzie przetrzymujecie protektora Windhall i kim byli najemnicy, którzy zaatakowali Dolinę pod Lannisportem.- ciągnął. Chciał zobaczyć, czy uzyska odpowiedź. Miał nadzieję, że Czarna Kosa jest dość mądry, aby pomóc posiąść tę wiedzę dla Aarta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 8:11 pm

Lew nie wydawał się taki straszny, jak jego ryk opisują. Chciał zatem, aby odpowiedziano mu na kilka pytań. Dwa już padły, miała też paść odpowiedź. Rickard nie miał po co kłamać, wiedział, że cokolwiek by zrobił działania wojenne już się skończyły, więc niewiele planów dowódców mógł wyjawić. Hah... co lepsze wiedział niewiele. Mógł więc odpowiadać. Jedno z pytań trochę zdziwiło Czarną Kosę. Patrzył zatem na Lwa i mówił:
- Wszystkie zdobycze rodu Harlaw są już bezpieczne na Harlaw. Nie martw się jednak ser, na Wyspach lepiej obchodzimy się z wysoko urodzonymi jeńcami. Zapewne teraz protektor Wyndhall wspomina budującą podróż na Harlaw. - nadeszła pora na drugą odpowiedź, choć wprawdzie mało bogatą w szczegóły - O jakiejś bandzie najemników wiem możliwe mniej niż ty. Dostałem swoje rozkazy i ich miałem się trzymać, o planach, a co dopiero tak ważnych jak wynajęcie którejś z kompanii nie miałem żadnego pojęcia. Gdybym wiedział, powiedziałbym. Ta banda pewnie jest już daleko stąd, więc moje słowa niczego by nie zmieniły
Tyle miał do powiedzenia. Czy to dopiero początek ? Oby, jak na razie rozmowa wygląda dość przyjemnie. I czego tu się było bać. Hah, niczego. Wystarczyła odrobina szacunki i współpracy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 8:50 pm

Niewiele. To słowo opisuje wszystko, czego dowiedział się jak na razie Lew. Niby Harlaw coś powiedział, ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Jeśli nestor jest na Harlaw, zapewne jest teraz poddawany torturom, o ile dalej żyje. Nie ma żadnego dowodu, Windhall zaraz zostanie odbite. Jeniec jest na miejscu. Spojrzał spode łba na swojego rozmówcę. Za chwilę spoglądał na niego normalnie. Mogło się wydawać, że coś jest z nim nie tak.
- Nie satysfakcjonuje mnie twoja odpowiedź. Mam nadzieję, że dodam ci otuchy...- powiedział z promiennym wyrazem twarzy i z ustami układajacymi się w soczysty uśmiech. Nie minęła chwila, a stół zadrżał pod siłą uderzenia, a mały palec u lewej ręki wyspiarza leżał obok, odcięty. Krew zajęła znaczną część drewnianego mebla. Aart zdjął swoją rękawicę i namoczył palec w posoce swojego gościa. Naznaczył na jego czole jedną kropkę, tyle wystarczyło.
- Może powiesz mi, co takiego urodziło się w głowie Greyjoyów,że napadli na niewinny Zachód? Czyżby nasze bogactwa mineralne ich interesowały? Może chcieliby mieć piękne Casterly Rocka dla siebie, aby dalej być blisko morza i urzędować na stałym lądzie, gdzie wszędzie jest blisko? Powiedz mi Rickardzie. Cóż takiego było przyczyną? Wytłumacz mi, może o czymś nie wiem?- zapytał spokojnym tonem. Był zupełnie rozluźniony, jakby czuł się w tym otoczeniu jak ryba w wodzie. A może jak nietoperz wampir przy setkach krwawiących ofiar? Nie, jak lew, który atakuje swój przyszły posiłek i po wszystkim cały umorusany jest krwią. To naturalny porządek rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 9:22 pm

W jednej chwili było spokojnie. Lew głęboko się nad czymś zastanawiał spoglądając przed siebie. W drugiej chwili coś w niego wstępowało. Rickard za późno zobaczył sztylet wyjmowany przez Lannistera. I tak by nic nie zrobił, zdążył jedynie zacisnąć zęby i zamknąć oczy. Sądził, że to już koniec. Poczuł jedynie ból. Na szczęście nie krzyknął, nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Ktoś rzekłby, że pokazał swoją siłę. On jednak przygryzł sobie język, tak że nie tylko krew z dłoni zabarwiła stolik. Czarna Kosa splunął soczystą krwią.
- Teeaz cięszko... będzie mi mówić, ale się... przyswyczajee - wydukał spoglądając na Lwa oczami pełnymi zrozumienia. Czemu ci ludzie tacy są ? - zadał sobie pytanie w głowie.
Usłyszał kolejne pytanie, do cholery za kogo on uważał Rickarda ? Za kapitana Greyjoyów, który razem z nimi sporządzał plany ? Mężczyzna poczekał, aż poczuję możliwość wypowiedzenia czegokolwiek. Sekundy dłużyły się niemiłosiernie.
- Nie wiem do cholery, dostałem jedynie rozkazy wraz z krukiem, kiedy miałem zająć się patrolem. Były tam wyraźnie rozkazy: zbierz ludzi, wyrusz tu i tu. Atak to sprawa Greyoyów, ja jestem jedynie chorążym - splunął i zaczerpnął kolejnej porcji powietrza - Wykonuję rozkazy i nie pytam. Jestem pospolitym człowiekiem.
Kiedy on z nim skończy, po co mu jest jeszcze potrzebny biedny Harlaw ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 9:41 pm

Harlaw zdawał się wytrzymać ból, jaki zadał mu Aart dość dobrze. Lew myslał, że jego rozmówca jest tak twardy, że taka drobnostka go nawet nie zabolała. Jednak, gdy ten wypluł krew,panicz wiedział, że stłumił w sobie chęć krzyku. Dobrze, byłby zacnym wojownikiem, zapewne poważanym w szeregach Lwów. Wszystkie słowa, które wypowiadał były dziwne? Tak, Aarta zadziwiał taki stan rzeczy. Bycie pionkiem w czyjejś grze, ginąć nie wiedząc za co i po co? Gdzie tu jest sens.
Stół podskoczył ponownie, gdy mały palec prawej ręki nie był już częścią ciała wyspiarza. Jego krew ponownie znalazła się w postaci kropki na czole. Wyglądało to jak rytuał, tylko jaki? Zaraz po wszystkim celę uzupełnił także dźwięk oklasków. Młody Lew oparł się wygodnie na swoim krześle i z uśmiechem na twarzy wykonywał owację.
- Brawa dla największej marionetki na świecie. Teatrzyk była bardzo dobry w twoim wykonaniu. - drwił. -Nie wiem, jak ludzie z wysp mogą być aż tak głupi. Wytłumacz mi Harlawie. Dlaczego nie dowiadywaliście się co jest celem ataku na taki ród jak mój? Moi chorąży zawsze wiedzą za co i z jakiego powodu walczą. Lannisterowie jako chorąży króla także zawsze wymagają takiej wiedzy. Najwidoczniej wyspy są tak daleko w tyle za kontynentem, nie myślą nawet o swoim dobrze... - teraz już poważnie. Energicznym ruchem zmienił pozycję. Siedział teraz oparty oba łokciami o stół i z dołu zaglądał wprost w oczy Harlawa.
- Powiedz mi. Nie ciekawił cię, dlaczego masz zaatakować moje ziemie? Może wiedziałeś o tym, że nie jesteśmy przygotowani, bo nasze wojsko odbijało Riverrun? Wiedziałeś jaką hańbę ma zamiar przynieść Prudence swojemu rodowi, a także innym rodzinom na Wyspach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 10:06 pm

Najwyraźniej coś raz poczęte nie może być przez lwa skończone. Kolejne uderzenie w dłoń. Teraz już Rickard spodziewał się bólu i jego wielkości, o dziwo bolało i to cholernie. Mężczyzna spojrzał na swoją dłoń kiedy Lew był wymyślaniem kolejnego żartu i drwiny. Lew chybił o milimetry, sztylet rozdarł skórę i przeciął mięso, palec trzymał się na twardej kości. Było tyle krwi, że Lew nie mógł zobaczyć swojego dzieła. Wykonywał jednak głupie czynności, które denerwowały Rickarda. Mógł mówić sobie wszystko, ale Żelazny nie podda się tak łatwo. Lew chciał złapać swojego więźnia w jakąś grę, zatem i Kosa musiał odpowiedzieć. Lew nie wiedział jak bardzo się mylił.
- Nie wiedziałem nic. Wszakże lud Żelaznych Wysp to brudne pastuchu zajmujące się żeglugą, a nie wojaczką. A jak myślisz panie Lannisterze, czy twoi ludzie nie spiskują przeciwko tobie ? Ja jestem poddanym swojego władcy, nie waszego cholernego smoka. Nigdy go nie widziałem i nie zamierzam. Chyba, że martwego. Powiedz mi zatem cóż mam czynić innego niż być gotowym do wypełniania rozkazów. Hmm... ? - Czarna Kosa schylił głowę, lecz wnet podniósł ją i spojrzał na Lwa, czuł już do niego pewną sympatię, współczuł mu, jego czeka jeszcze życie, pełne kłamstwa, cierpienia i śmierci - Mogę teraz ja zadać ci kilka pytań ? Czy znów pozbawisz mnie resztek mojego dobytku jakim jest moje ciało. - Rickard uśmiechnął się cwanie, nie miał zmiaru drwić z honoru Lannistera, o ile taki istniał. - Co zamierzacie ze mną zrobić ? Jeżeli chcecie mnie jedynie skrzywdzić zadając wiele bólu i cierpienia róbcie to, ale nie widzę w tym żadnego sensu. Nie będę was błagać o litość, nie będę płakał i skomlał jak pies. Nie o to w tym wszystkim chodzi. Jeżeli tego naprawdę pragniesz, zabij mnie na miejscu, Oszczędzimy sobie wielu nieprzyjemnych chwil. Chyba, że nie jesteś mężczyzną, potrafisz jedynie zadawać ból, nie wiedząc nawet po co ? Powiem ci jedno, drogi panie: jesteśmy tacy sami, ty stoisz tutaj wpatrując się we mnie, ja siedzę tutaj wpatrując się w ciebie... jak myślisz co nas różni ? - Rickard był zdziwiony, że pozwolono mu mówić, jednak skończył - Jedynie ilość palców i osobowość - szeroki uśmiech znów zakwitł na twarzy Czarnej Kosy, uśmiechał się do swojego oprawcy, czekając na jego reakcję. Ciekaw był, czy da się z tego człowieka wykrzesać choćby iskrę honoru i powrócić do normalnej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sro Paź 23, 2013 10:29 pm

Zdawał się być nieustraszony. Możliwe, że tak było, ale cóż chciał wskórać namawianiem Lwa do ubicia go w tymże miejscu? Oczywiście, chciał śmierci. Najwidoczniej nie widział już sensu w swoim marnym życiu, które skupione było dookoła Greyjoyów. Był wiernym chorążym. Tego nie można było mu odebrać, ani w to zaprzeczyć. Wyspiarz miał honor, ale nie taki, który pozwoliłby mu przechytrzyć Aarta, nie był aż na ryle przebiegły, jak myślał. Brakiem tego jednej cechy charakteru wykazał się, gdy zaatakował Arryna w drodze do Casterly Rock.
Spoglądał prosto w oczy swojego rozmówcy.
- Bardzo możliwe jest, że nie wszyscy są nam wierni. Nie wymagam tego, w szeregach zawsze znajdzie się jakaś czarna owca, która będzie chciała więcej niż ma. - skwitował. - Musisz być gotowym do obrony swoich ludzi, gdy wiesz, że idziesz w beznadziejną walkę. Nie obchodzą cię ich życia? Ich rodziny, majątki, nadzieje i marzenia? Niszczysz to jednym nieprzemyślanym ruchem. Mogłeś zapewnić im przyszłość, postanowiłeś iść pod górę. Przez chore ambicje, które i tak są bardzo małe.- powiedział poważnie, takiej odpowiedzi wymagał Czarna Kosa.
Roześmiał się ponownie. Dźwięki tego czynu niosły się echem po lochach powracając rykoszetem i dudniąc w ich uszach. Odgłos ten zagłuszył kolejny cios, który pozbył się palca serdecznego w lewej ręce. Kolejna kropka znalazła się na czole rozmówcy.
- Nie zabiję cię Harlawie. Tego właśnie chcesz, a ja chcę zadać ci tyle bólu, ile tylko będzie mi dane. Chcę cię napiętnować i zniszczyć tak,jak ty zniszczyłeś tyle niewinnych istnień. To jest zadośćuczynienie za gwałty, których zapewne dopuścili sie twoi ludzie w Windhall, to przypomnienie o ludziach, których zabił twój przełożony. Jestem teraz twoim sumieniem, gdy spojrzysz na swoje dłonie, przypomnisz sobie o tym wszystkim. Będziesz podróżował wiedząc jakim bezwartościowym człowiekiem jesteś. Taki właśnie jest mój cel. Nie spocznę, póki go nie osiągnę. Mam nadzieję, że umilisz mi ten czas rozmową.- kolejne cięcie, palec serdeczny prawej ręki.
- uhh. Widzę, nie nie uciąłem ci tego malucha... Trzeba to naprawić.- powiedział, zdziwienie malowało się na jego twarzy. Odciął starannie, wolnym ruchem mały palec, potem odrąbał poraniony palec serdeczny. Zadał mu teraz więcej bólu. Szybkie cięci to nie to, z czym człowiek musi się zmierzyć, gdy zabieg ten powtarzany jest wolno i starannie. I jeszcze jedna kropka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Czw Paź 24, 2013 10:08 pm

Krew lała się strumieniami, a ból niszczył Harlawa. Próbował coś powiedzieć, ale nie mógł, starał się być twardy, ale to tylko niszczyło go od środka. Wstrzymywał oddech, aby lepiej wytrzymać ból. A ból czuł bez przerwy. Wiele razy zdarzało się, że brak tak ważnego płynu w organizmie jak krew niszczyło człowieka, a Harlaw stracił jej bardzo dużo, a nie miało być temu końca. Najwyraźniej oprawca nie zdawał sobie sprawy z tego co naprawdę robi. Przed oczyma Czarnej Kosy robiło się coraz ciemniej. Starał się być twardy, ale nie mógł wytrzymać zwykłej ludzkiej fizjologii. Był wyczerpany. Przez chwilę czuł mniejszy ból i radość. Życie wymyka mu się z rąk, oddech stawał się coraz płytszy i szybszy, a resztki krwi krążyły po organizmie, aby zasilić najważniejsze organy. Płuca, serce, mózg. Kiedy Lew kończył kolejną kropkę, Rickard stracił zupełnie siły. Zamknął oczy i upadł twarzą na stół. W ostatnich chwilach swojego życia nie czuł bólu, czuł śmierdzącą krew na swojej twarzy. TO co w okół traciło już sens, tak samo jak Kosa tracił zmysły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Czw Paź 24, 2013 10:26 pm

Harlaw starał się być twardy, robił co mógł, aby zachować pozory nieustraszonego, jednak w tej oto chwili runął głową prosto w kałużę swojej krwi. Uśmiech na twarzy Aarta pojawił się i zaraz jego białe zęby lśniły w blasku świec i pochodni. Czekał na ten moment, wiedział, że w końcu nastąpi. Dlatego w pogotowiu miał swojego maestra, który czekał na jego sygnał, aby wziąć się się do pracy. Gdy tylko więzień stracił przytomność młody Lew podniósł rękę na znak, że czas, aby straże wezwały uzdrowiciela. Odpiął jeńca od stołu i położył nieprzytomnego na ziemię. Trzymał jego ręce w górze, aby ten nie stracił więcej krwi. Chwilę trwało, zanim do lochu zszedł starszuszek, który od razu wziął się do roboty. Najpierw wlał do przełyku swojego nowego podopiecznego makowe mleko, a potem wziął rozżarzony kawałek ostrza sztyletu i przypalił rany.Zaraz potem wziął się za szycie. Gdy skończył zwrócił się w stronę swojego pana.
- Powinien wydobrzeć za kilka dni. Na razie daj spokój z torturami. Niech służki pilnują, aby był nawadniany. Niech trzymają go pod ciepłym kocem.- wydał godne uwagi polecenia.
- Spokojnie Maestrze. Nie damy mu umrzeć za szybko. - odpowiedział, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Zaraz potem weszła do niego straż, która ze sobą przyniosła miękkie łoże z mnóstwem futer i poduch. Harlaw znalazł się zaraz potem na nim, aby spokojnie wypocząć.
[/zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Sob Paź 26, 2013 12:58 pm


MG

Dwa dni spędził Harlaw pogrążony w malignie. Nic Wyspiarz nie widział, oślepiony gorączką, ból fantomowy dokuczał, kikuty palców prawie gangreną przeżarte wypowiedziały posłuszeństwo głowie. Najmniejszy z nich przeszedł ostatecznie pod sztandar ropy i zgnilizny, wymykając się spod opatrunku maestra i mażąc brzydko martwą tkanką. Rickard nie mógłby nawet ustać, gdyby kto zechciał go go uratować, ale i na to się nie zapowiadało. W drugi dzień po zmysłów straceniu powrócił więzień do życia. Opiekujący się nim strażnicy natychmiast poinformowali Lannistera o tymczasowym ozdrowieniu jeńca, ale kto wie, co może się zdarzyć, nim młody Lew powróci do lochów?
Rickard z ręką utuloną do piersi, mrugał krecio, przyglądając się drugiemu ze strażników, który został by go pilnować. Jeśli chciał dokonać żywota i nie zostać skazanym na stracenie kolejnych czterech palców, okazja wydawała się idealna, wystarczyło tylko, by Harlaw wyrwał się z objęć trawiącej go febry... póki co jednak leżał, wpatrując się w rycerza zamglonymi z bólu oczami. W tym był zwycięski, że w ogóle zdołał wstrzymać się na tak długo od głośnych wyrazów cierpienia, a że strażnik również dźwięków nie wydawał, cisza trwała marmurowa. Tylko echo żyjącego gdzieś w oddali Casterly Rock docierało do celi...



    Post najpierw powinien dodać Rickard, potem zaś Aart. Jeśli Harlaw podejmie desperackie próby pozbawienia się życia, MG dołączy do wątku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Nie Paź 27, 2013 8:52 pm

Rick leżał. Twarz miał bladą i posiniaczoną, jakby wracał z porządnego wesela. Jednak on wracał do zdrowia po przesłuchaniu. Lew pokazał pazury, zachowując się wobec jeńca jak treser w zoo. Z wyższością i wiedzą iż los zwierzęcia zależy wyłącznie od niego. Żelazny nie był jednak zwierzęciem. Był człowiekiem. Tak zniszczonym przez los. Pełne cierpienia doświadczenia nauczyły go jednego, nigdy nie ufaj wrogowi, a jeżeli go nie znasz, to nie staraj się poznać. Taka to ostatnia lekcja dla bliskiego śmierci mężczyzny.
  Gdyby tylko udało się w jakiś sposób skończyć to wszystko, zanim Lew wytresuje go w swój własny sposób. Na sposób, który Rickardowi się nie podobał. Miał, więc tylko jeden wybór - śmierć. Dołączy do swoich żołnierzy, których posłał na śmierć i odpokutuje za zbrodnie... w inny sposób niż cierpieniem w lochach Skały Casterlych.
  Z wyraźnym bólem, aczkolwiek mniejszym niż jeszcze tak niedawno, Rick podniósł swoje ręce i popatrzył na nie, ze zgrozą. Wprawdzie miał ucięte kilka palców, ale czuł, że da radę jeszcze nimi działać. Spojrzał z uwagą na prawo, na strażnika, stojącego do niego plecami. Był uzbrojony po zęby. W rękach trzymał halabardę, u pasa miecz, a przy nim lekki sztylet. Jest nadzieja, że tą bronią Rick niebawem straci życie.
- Ekheee... - Czarna Kosa zakaszlał cicho, a głos rozniósł się po celi - Stra... ażż... nikuu - mężczyzna wydukał, chcąc zwrócić uwagę mężczyzny na siebie - Chciałbyyym... przekaa... aazaać... - chwila przerwy na długi, głośny oddech - cooo... ooś twojeemu lor... ekheeee... owi, aleee... czu... ję, żee nie zdążee... - w obliczu śmierci Rickard był świetnym aktorem.
Urwał cicho, po kolejnym głębokim oddechu. Nastąpiła cisza, albowiem Harlaw przestał oddychać. Patrzył w dal w sufit chorymi oczyma. Patrzył z nadzieją i pełnią świadomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Nie Paź 27, 2013 10:00 pm


MG

Gdy tylko do uszu strażnika dotarły ni to charknięcia, ni jęknięcia jeńca, miał wszelkie prawo, by je zignorować - ileż to razy na warcie więźniowie mu jęczeli i charczeli, zdychając w lochach jak psy pod płotem? Ten jednak był inny. Był synem Lorda. Był dowódcą wrogiej armii. Został pojmany w bitwie. I torturowany przez samego Aarta Lannistera.
Strażnik drgnął nerwowo, odrywając wzrok od sklepienia korytarza i leniwie przenosząc go na jeńca. Gdyby w grę wchodził zwykły Żelazny, najpewniej gruchnąłby halabardą w kraty i kazał mu się zamknąć... ale na pryczy leżał Rickard Harlaw. Człowiek Lannisterów westchnął cicho pod nosem, wygrzebując gruby plik kluczy i jednym z nich otwierając zamek. Zamiast jednak podejść do łoża, zatrzymał się w przejściu i spojrzał na więźnia wyczekująco.
- Gadaj, waść, wstydu oszczędź. - mruknął z poirytowaniem, nawet w tym miejscu czując odór zgnilizny, jaka biła od poucinanych kończyn. Maester spisał się najlepiej jak potrafił, ale nawet on nie potrafił wyhodować palców jeńca na nowo...
... ani przywrócić mu życia. Strażnik, nie doczekując się odpowiedzi, zmrużył delikatnie oczy, wpatrując się w siną twarz Harlawa. Szkliste, gasnące oczy wlepiały się prosto w sufit, a klatka piersiowa... klatka piersiowa przestała się unosić.
- Kurwa, nie. - rycerz drgnął lekko, czując ogarniającą go falę przerażenia. - Nie na mojej warcie, skurwysynu. - strażnik wykonał kilka prędkich kroków w stronę więźnia i pochylił się nad nim, próbując dostrzec jakiekolwiek oznaki życia. Nie był jednak uczniem Cytadeli, dlatego w pierwszym odruchu po prostu złapał jeńca za ramiona i potrząsnął nim jak szmacianą lalką. Wystarczy jeden ruch, jeden szybki ruch...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
38
Join date :
20/06/2013

PisanieTemat: Re: Lochy   Pon Paź 28, 2013 5:07 pm

Ile człowiek może wytrzymać na bezdechu ? Dorosły, minutę... dwie. Harlaw był jednak Żelaznym. Miał za sobą rytuał utopienia, także wiedział na co stać jego organizm. Pozwolił strażnikowi zrobić wszystko w celu, jak myślał strażnik, odratowania Harlawa. Rickard tymczasem miał głowę pełną myśli, tak jak to bywa u ludzi przed śmiercią. Zadanie wymyślone na szybko było proste, wyrwać trzema palcami sztylet wiszący u pasa strażnika, tak przejętego sytuacją, i zatopić go we własnym gardle. Działania strażnika ucieszyły Rickarda, żaden mięsień jego twarzy jednak nie drgnął.
Mężczyzna miotał się w czynnościach. Szarpał Harlawa, próbował zmusić go do jakiegokolwiek ruchu. Aż w końcu zrobił to na co czekał umierający człowiek, schylił się, aby spróbować wyczuć choć leciutki oddech. Na to tylko czekał Żelazny. Miał około dziesięć sekund na całą akcję. Owinął kciuk wokół zawiniętej szmatą rękojeści i zwinnym ruchem wyjął sztylet. Nie czekał, nie patrzył, nie oddychał. Uderzył prostym pchnięciem w przełyk, krwi i tak nie powinno być wiele.

Nie ma nic chwalebnego w umieraniu.
Każdy może to zrobić.

- Darrion Darmagel, harfiarz morskiego lorda Braavos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Lochy   

Powrót do góry Go down
 

Lochy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Stare Lochy
» Wielka Sala
» Lochy Dreadfort
» Lochy pod Riverrun

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-