a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wielka Sala



 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Riverrun
Liczba postów :
37
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 5:03 pm


Niewątpliwie jedno z najważniejszych pomieszczeń w Riverrun. Wielka sala to miejsce, w którym zasiadają przede wszystkim lordowie Dorzecza oraz rada domu Tully'ch, by zasiąść i dyskutować o sprawach polityki czy ekonomii kraju i Dorzecza. Jak sama nazwa wskazuje, jest to pomieszczenie ogromne, podzielone na kilka istotnych elementów.
Przy wielkich oknach, z których można ujrzeć panoramę Dorzecza, ustawionych jest kilka krzeseł i niewielki stolik, gdzie można usiąść i oddać się niezobowiązującym rozmową rozkoszując się pięknymi widokami, zagryzając przy tym zakąski i popijając wyśmienitymi trunkami. Kilka podobnych stolików z obitymi dębowymi krzesłami znajduje się w różnych częściach pomieszczenia.
Ważnym elementem wystroju jest duży stół z ciemnego drewna z metalowymi wykończeniami. Ustawiony jest on mniej więcej na środku Wielkiej sali, a wokół niego ustawione są wysokie krzesła, wykonane z podobnych materiałów. Naprzeciw stołu wznosi się ogromny fotel, przypominający tron. To tam właśnie zasiada Lord Riverrun, całość zaprojektowana jest w taki sposób, by jak najbardziej uwydatniać fotel lorda. Przy stole najczęściej zasiadają pomniejsi lordowie i rada Tully'ch przy dyskusjach. Jest to też miejsce, przy którym zasiada się do wieczerzy i gdzie przyjmowani są goście.
W głębi pomieszczenia rozstawione są ogromne lustra i mniejsze fotele i sofy, na których można spocząć. Całość oświetalają pokaźne świeczniki i metalowe żyrandole.
Obok wielkiej stali wydzielona została mała komnata, do której można się udać, by odbyć rozmowę w cztery oczy. Znajduje się tam podłużna sofa ustawiona wzdłuż ściany i dwa małe stoliczki. Jest też niewielki świecznik, jednakże głównym źródłem światła jest ogromne okno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Riverrun
Liczba postów :
37
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 7:03 pm

Dzisiejszy dzień zapowiadał się być jednym z tych słonecznych, których ostatnio nie było zbyt wiele na ziemiach Dorzecza. Tym chętniej zatem Roderick wybrałby się na przejażdżkę konną, by nieco rozprostować kości. Od ponad tygodnia nie opuszczał komnat Riverrun, załatwiając za ojca większość spraw i nadzorując, by wszystko było w porządku. Brak sprzyjającej pogody dodatkowo przyczyniał się do tego, że mężczyzna wolał zostać wewnątrz zamku.
- Panie? - Z zamysłu wyrwał go melodyjny głos starego Maestra Livin'a, który przekroczył próg sali i stanął przy dębowym stole, opierając się o wysokie krzesło. Roderick stał przy oknie wpatrując się w tylko jemu znany punkt, co jakiś czas wzdychając lekko. Maester musiał powtórzyć jeszcze dwa razy, zanim Tully oderwał się od okna i zwrócił na niego swoją uwagę.
- Panie. - Zaczął znów spokojnie, jakby dopiero co wszedł i odezwał się po raz pierwszy. Widać obecna sytuacja nie była dla niego czymś zupełnie nowym. - Minęło już trochę czasu od otrzymania wiadomości ze stolicy. Nie sądzę, abym rozważnym było zwlekanie z podróżą do Królewskiej Przystani tak długo. - Maester znany był z tego, że zawsze mówił co myślał, a przy tym mówił to w taki sposób, że nigdy nie zwrócono mu uwagi. Powiada się, że byłby wstanie powiedzieć "Nażryj się psiego gówna, bękarcie" w taki sposób, że człowiek odczuwałby ekscytacje i podniecenie na myśl o czekającej go uczcie.
- Tak, tak.. Poślij po Ariel i Artemis Maestrze. - Roderick rozejrzał się wokół, jednakże prócz niego i Maestra nie było nikogo. Prychnął z lekkim rozczarowaniem. Służby nigdy nie było jak jest potrzebna, jednakże mężczyzna nie czuł aż takiego głodu, by ją wołać. Nalał sobie za to wina do małego, metalowego kieliszka i wypił jego zawartość za jednym zamachem. - Mój brat też niech się zjawi. - Dodał po dłuższej chwili ciszy.
- Jesteś pewien panie, że zabieranie sióstr do stolicy to dobry pomysł? - Maester zawsze wykazywał się nadmierną ostrożnością oraz podejrzliwością. Jakby tylko mógł, wszędzie wietrzyłby spiski i knucia przeciwko niemu oraz domu Tully, w którym służył.
- Muszą poznać trochę świata i ludzi. Nigdy nie były w Królewskiej Przystani. Poza tym taki wyjazd dobrze nam zrobi. - Roderick już od dawna chciał zabrać siostry poza Riverrun. Jedna z nich już dawno wkroczyła w wiek dorosły i najwyższa pora, aby znaleźć jej nowy dom i męża. Pewne plany miał także co do młodszej siostry, dlatego podróż do stolicy dawała mu całkiem spore pole do popisu.
- Jeżeli to już wszystko panie to.. - Maester szykował się do opuszczenia sali, jednakże najstarszy Tully zatrzymał go gestem ręki, przerywając tym samym jego wypowiedź.
- Napiszesz list do Walder'a Frey. - Powiedział i ruszył w stronę Maestra.
- Co mam zawrzeć w tym liście? - Zapytał, chociaż domyślał się o co może chodzić.
- Napisz, że chcę się z nim widzieć maksymalnie za dwa dni w Darry. - Roderick nalał sobie kolejną porcję wina i usiadł na jednym z wysokich, dębowych krzeseł. Maester skłonił się lekko i wyszedł z sali, pozostawiając Roderick'a samego i oczekującego swojego rodzeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 8:00 pm

Do jego komnat zajrzał Maester Livin, by przekazać tą jakże radosną wiadomość odnośnie tego, że brat go oczekuje w Wielkiej Sali. Także zapytał tego mężczyznę, czy siostry także są zobowiązane się zjawić w tym pomieszczeniu. Odpowiedź była twierdząca, a więc Roderick ma zapewne plany względem ich rodziny. Tą sobie naprawdę cenił, a więc nie mógł odmówić tego bratu. Nie mógł się nie stawić, a nie cierpiał jak dotąd na nadmiar obowiązków. Pomocy Roderickowi nie traktował jak dotąd za obowiązek.
W swojej komnacie zsunął z ramion ciemnogranatową pelerynę, zostając tym samym w kaftanie oraz nogawicach również utrzymanych w kolorach ciemnego granatu i czerni. Kroki swoje od razu skierował do tej sali i choć wędrówka do niej zdawała mu się dłużyć, w końcu przekroczył jej próg.
Ujrzał tam swojego brata siedzącego na jednym z krzeseł. Na jego widok się nieznacznie uśmiechnął. Rozłożył także nieznacznie ramiona, chociaż nie zamierzał na razie powitać swojego krewniaka objęciem ramionami.
- Bracie, Maester powiadał także, że kazałeś wezwać także nasze siostry. Kiedy zapytałem, jaki jest tego powód, odrzekł, że pragniesz i je zabrać do Królewskiej Przystani. Nie kwestionuję Twojej decyzji, ale czy to dobry moment? Mogę usiąść? - To było coś, co pragnął usłyszeć z ust Rodericka. W zasadzie to nie musiał nawet się pytać, czy może spocząć, ale nie znał planów swojego brata. Jeśli by wychodzili poza dwór, to spoczynek nie miałby sensu.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 8:54 pm

Dzisiejszy dzień zapowiadał się znacznie lepiej od tych poprzednich. Na niebie wreszcie zawitało słońce. Dziewczyna od razu wpadła na pomysł by go spędzić na powietrzu. Na pewno zabrałaby również ze sobą siostrę. Te wieczne szycie serwetek z pewnością zdążyło ją już znudzić, choć to była Ariel, ona lubiła takie spokojne rzeczy. Właśnie zbierała się do wyjścia na dwór, gdy do jej komnat zapukał Maester informując Artemis o tym, że brat ją oczekuję w Wielkiej Sali. Art zmarszczyła brwi zdziwiona tą wiadomością. Czego mógł od niej chcieć brat ? Z czystej ciekawości zapytała o to Maestra, który poinformował ją o krukach z Przystani i o podróży do niej.
Z uśmiechem wybiegła ze swoich komnat zostawiając Maestra bez żadnego słowa przeprosin. Wiedziała, że jakby w tej chwili przyłapał ją jej ojciec miałaby nie małe problemy. Szybkim chodem, na tyle ile pozwalały jej czółenka przedostała się przez wszystkie korytarze zamku by wreszcie przekroczyć drzwi Wielkiej Sali. Nieraz narzekała na odległości w zamku, o wiele praktyczniej byłoby aby wszystkie pomieszczenia były bliżej.
Rozejrzała się po Sali aż jej wzrok spoczął najpierw na stojącym Edanie, a później na Rodericku. Uśmiechnęła się szeroko, próbując opanować choć odrobinę emocje i nie zacząć tańczyć ze szczęścia.
-Bracia. - przywitała się z nimi. - Rodericku, chciałeś się ze mną widzieć. Czy to prawda co mówi Maester ? Wybieramy się do Królewskiej Przystani ?! - nie mogła pohamować emocji wykrzykując już ostatnie zdanie. Nigdy nie była w przystani, zawsze chciała je zobaczyć na własne oczy. Stanęła przy Edanie. -Ariel jedzie z nami ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 9:56 pm

Dzień jak co dzień. Rano, jak zwykle, Ariel wyszła na spacer wraz ze swoją piastunką. To był jej poranny rytuał, który praktykowała nawet, gdy pogoda nie była zbytnio sprzyjająca. Tylko ostry deszcz, czy wyjątkowy chłód był w stanie ją zatrzymać. Uwielbiała te poranne spacery. Później zajmowała się lekturom i wyszywaniem serwetek, to było to, na czym zazwyczaj schodziły jej dni. Jej komnata była nie duża, ale taką chciała. Podobało jej się, że miejsce to jest przytulne i lubiła spędzać w nim czas. Właśnie siedziała wpatrując się w lustro, a służka czesała jej włosy, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Zwinnym ruchem odwróciła się w stronę wejścia i nakazała służce zapytać, o co chodzi. Brat, zawsze wzywał ją w nieodpowiednim momencie, więc niestety, ale będzie musiał chwilę zaczekać, aż dziewczyna się odpowiednio ubierze. Przebrała się w długą, granatową suknię z powłóczystymi rękawami. Spojrzała jeszcze raz w lustro i dopiero udała się do Wielkiej Sali, gdzie spodziewała się spotkać najstarszego z braci, a spotkała także i pozostałe rodzeństwo. Spokojnym, dostojnym krokiem weszła do Sali. Taka już była, że nawet na rodzeństwie chciał robić dobre wrażenie i tak nadgorliwie jak Art. Nie miała zamiaru się zachowywać. Jednak wiedziała, że nie może zwracać uwagi siostrze, przecież to Ariel jest tutaj najmłodsza i pyskować nie miała zamiaru.
- Siostro – skinęła lekko głową na powitanie – Bracia – tutaj nawet pozwoliła sobie na lekkie dygnięcie. Następnie podeszła bliżej rodzeństwa, żeby móc spokojnie z nimi porozmawiać. Nie wiedziała o co chodzi, ponieważ nawet nie porozmawiała z Maestrem, który po nią przyszedł. Musiała się przebrać, to było przecież najważniejsze. Mogło się okazać, że mają jakiś gości i wtedy tym bardziej musiałaby dobrze wyglądać.
- Wybaczcie, że musieliście czekać – przeprosiła za tę odrobinę spóźnienia i spojrzała z delikatnym uśmiechem na rodzeństwo czekając, aż dowie się o co chodzi. Nie była w gorącej wodzie kąpana. Poczeka, wszystkiego się dowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Riverrun
Liczba postów :
37
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 10:54 pm

Nie minęło dużo czasu odkąd Maester Livin opuścił Wielką Salę, a już w jej progu stanął młodszy brat Roderick'a Edan. Tully uśmiechnął się do niego i gestem zaprosił do środka.
- Nie musisz się mnie pytać, czy możesz usiąść bracie. - Mężczyzna był wyraźnie rozbawiony postawą Edan'a. To był także jego dom, więc mógł i miał się w nim czuć swobodnie. Nie było pośród nich ojca, dlatego tym bardziej nie było także powodu, dla którego mieliby zachowywać się nad wyraz poważnie i dostojnie.
- Nasze siostry nie są już dziećmi Edanie. Poza tym kiedy ostatnio opuszczały Riverrun? - Zadał retoryczne pytanie. Było wiadomym, że młode kobiety z domu Tully, nie opuszczały siedziby rodu od wielu miesięcy. Nigdy też nie zapuszczały się poza granice Dorzecza. - Nigdy nie były w Królewskiej Przystani, a teraz mają okazje poznać nieco świata i ludzi na neutralnym gruncie. Poza tym mam co do nich pewne plany, o których dowiesz się na miejscu.
Roderick sięgnął po drugi kielich i nalewając do niego wina, podał bratu, gdy ten zdecydował się w końcu usiąść. Nie musieli długo czekać na pojawienie się pierwszej z sióstr.
- Artemis, dobrze Cię wiedzieć. Ufam, że dzień mija Ci dobrze. - Mężczyzna powitał siostrę radośnie z uniesionymi dłońmi. Lubił towarzystwo swoich sióstr, zawsze wprowadzały go w pogodny nastrój. - Widzę, że już wiesz wszystko. Tak jeszcze dziś wyruszamy do Królewskiej Przystani. - Zrobił małą przerwę, upijając z kielicha kilka łyków wina. - I tak Artemis, Ariel także jedzie.. - Przerwał, gdyż do sali wkroczyła najmłodsza z rodzeństwa. Jak zwykle wyglądała olśniewająco w jednej ze swoich sukni.
- Z nami.. - Dokończył po chwili i wstał z krzesła. Chciał dobrze widzieć trójkę swojego rodzeństwa, skoro są już w komplecie. - Cieszę się, że jesteś już z nami Ariel. Skoro udało mi się zgromadzić was w jednym miejscu, mogę poinformować was oficjalnie, że wyruszamy do Stolicy jeszcze dziś. Macie parę godzin by się przygotować, więc zabierzcie to co jest wam najpotrzebniejsze. Edanie - Zwrócił się bezpośrednio w stronę brata. - Poinformuj kapitana Farina, aby przygotował swoich ludzi do drogi. Zatrzymamy się w Darry. Arielko - Jego wzrok przeniósł się na najmłodszą siostrę. - Powiedz swojej piastunce, żeby spakowała swoje rzeczy, pojedzie z nami. Dobrze, do roboty, do roboty. Czas nagli.

//Oficjalnie opuszczamy Riverrun. Następny post pojawi się w Darry, gdyż trzeba trochę nadrobić, abyśmy nie pojawili się w Stolicy jako ostatni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Maj 01, 2013 12:34 am

Podróż powrotna do Riverrun zajęła mu tyle samo, ile poświęcił wraz z rodziną na dotarcie tam. On sam popędzał konia, jak tylko mógł... sprawy nie mogły czekać. W sumie tylko wybrał się tam po to, by dotrzymać towarzystwa bratu i siostrom oraz powitać Lorda Przeprawy i jego wnuczki.
Po przybyciu swego wierzchowca zostawił w stajni, a sam ponownie udał się do wnętrza zamku. Zawezwał także od razu Maestra Livin'a do wielkiej sali. Stał wówczas przy wielkim oknie idąc w ślady swojego brata zanim ten wyjechał. Podnosił też puchar do ust, pozwalając by wino ugasiło pragnienie.
- Panie? - Zdawało się, że głos Maestra dobiegał znikąd. Wyrwał go z zamyśleń na temat tej słusznej sprawy, która została mu powierzona. Myślał też o wyprawie jego rodziny do Królewskiej Przystani, by powitać króla i ujrzeć turniej.
- Maester Livin. Przynieś tutaj mapę całego Dorzecza, będziesz służyć mi radą odnośnie woli brata i kroków przez niego podjętych - Wiele nie wyjaśnił na początek, chociaż to się niebawem zmieni.
Nie widział, jak Maester się skłonił. Jednak słyszał jego kroki. Długo też czekać nie musiał na jego powrót z mapą. Wino także w pucharze zniknęło, a zapowiadała się długa noc. Zwłaszcza dla niego, w końcu nie mógł liczyć na obecność kapitana Farina. Który o wiele lepiej by mu radą służył. Na mapie pojawiły się figury, które ustawiał na odpowiednich miejscach podczas konsultowania się z Maestrem.
Kiedy zostały poczęte przygotowania do tego przedsięwzięcia, udał się by pomówić z osobą wyznaczoną przez kapitana Farina i też przedstawił mu swój plan. Polecił także rozpocząć przygotowania do opuszczenia Riverrun, bowiem wyruszają o świcie. Potem udał się na spoczynek.
Wyruszyli o poranku następnego dnia.

Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Riverrun
Liczba postów :
37
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Cze 04, 2013 7:35 pm

//Akcja w poście przeciągnięta jest od końca składania hołdu królowi, do chwili obecnej. Wszystko co działo się pomiędzy jest niewiadome dla Rodericka względem tego, że jest w podróży. Spowodowane jest to moją nieobecnością i chęcią nadrobienia wszystkiego, jednocześnie sprawiając, by miało to jakiś sens pod względem czasowym. Wszystko zostało ładnie przedyskutowane z Mistrzynią Gry.

Sprawy nie toczyły się tak, jak oczekiwał tego Roderick. Minęło wiele dni od jego rozstania z jednym z braci w Darry i do tej pory nie otrzymał od niego kruka z wiadomościami na temat zdrowia Pana Ojca. Wszystko to trwało zbyt długo co tylko bardziej niepokoiło mężczyznę. Od dawna było już wiadome, że Lord Reynold Tully nie mógł poszczycić się dobrym zdrowiem. Większość dni spędzał w łóżku, ograniczając się do prostych czynności. Rzadko kiedy można było go spotkać przechadzającego się po komnatach, nikt też nie oczekiwał, że Lord zajmie się sprawami Dorzecza. Za to odpowiedzialny był Roderick, jako najstarszy z synów lorda, dziedziczył nie tylko tytuł ale i obowiązki.
Mężczyzna podejrzewał, że coś jest nie w porządku. Edan Tully może i nie był zbyt okrzesany, jednakże nie można było powiedzieć, że nie wywiązuje się ze swoich zadań. Teraz jednak mijał drugi tydzień, gdzie nie było wieści z Riverrun. Roderick nie marnował więcej czasu i postanowił wrócić do Dorzecza. Ariel oraz Artemis pozostawił pod opieką najmłodszego z braci - Quentyla Tully, któremu polecił trzymać się blisko Waldera Frey i informować go o wszystkim, co mogłoby być niepokojące. Ufał Lordowi Przeprawy, dlatego też nie obawiał się o bezpieczeństwo swojej rodziny w Stolicy. Martwił się natomiast o to, co dzieje się w Riverrun.
Podróż wraz ze strażą, którą zabrał do stolicy, pod dowództwem kapitana Farin'a przebiegała sprawnie, chociaż dłużyła się niemiłosiernie. A być może tak tylko wydawało się Roderickowi, któremu śpieszno było do domu, by sprawdzić jak się sprawy mają.
Zatrzymali się na dwa dni w Darry, po czym ruszyli w drogę. Lord Darry namawiał ich do zostania na dłużej, zapewniając, że najstarszy Tully nie ma się czego obawiać, chociaż Pan Ojciec choruje, to jest z niego kawał twardego drania, który łatwo się nie podda. Roderick jednak nie był co do tego taki pewien i pozdrawiając serdecznie Ser Darry'ego, ruszył w dalszą drogę.
Wjeżdżając do Riverrun, Roderick nie szczędził chwili i od razu ruszył do komnat ojca. Nie dane mu było jednak wejść do środka, gdyż został powstrzymany przez medyków, który rygorystycznie zabronili wszystkim zbliżać się do Lorda. Poirytowany mężczyzna ruszył zatem do wielkiej sali, gdzie oczekiwał na swojego brata. Nie miał pojęcia dlaczego ten nie poinformował go o tym, że ich Pan Ojciec jest w tak złym stanie zdrowotnym. Jeszcze większe było jego zdziwienie, gdy dowiedział się, że Edana nie ma w Riverrun. Roderick bezzwłocznie polecił wezwać Maestra Livin'a, od którego miał zamiar dowiedzieć się wszystkiego na temat tego, co wydarzyło się w Riverrun podczas jego nieobecności. Chciał odpowiedzi i to natychmiast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Cze 05, 2013 8:06 am

MG

Roderick opuścił Królewską Przystań jeszcze przed turniejem. Cóż za afront, ale sprawy rodzinne były chyba ważniejsze, zwłaszcza dla Tullych, których dewiza brzmi przecież „Rodzina, obowiązek, honor”. Rodzina jest najważniejsza, dlatego mężczyzna wiedziony zmartwieniem o nią, wywołanym brakiem wieści od kogokolwiek. Gdy więc dotarł do domu jego humor wcale nie miał powodu się poprawić. Pana Ojca zległa choroba, a brata nie było. Co się dzieje!? Wezwał więc swego maestra by do Wielkiej Sali. Musiał poczekać dziedzic Riveruun, maestr bowiem młodego wieku też już nie był. Co prawda cieszył się dobrym zdrowiem, ale Riverrun było dużym zamkiem, trochę do przejścia miał. –Dobrze Cię widzieć Panie. – Przywitał się i skłonił. –Nie mam dobrych wieści o Twoim ojcu. Lord Tully podupadał stopniowo na zdrowiu. Gdy kruki od Twojego brata panie, Edana przestały przylatywać, załamał się. Nie jadł prawie. W końcu zasłabł. Teraz już nawet nie wstaje z łoża. Ma gorączkę. – Opowiedział ze smutkiem maestr. Mówił rzeczowymi zdaniami, na temat, jeśli Roderick zapragnie wiedzieć więcej, zapewne zapyta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Riverrun
Liczba postów :
37
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Cze 05, 2013 11:05 am

Roderick nie wiedział co ma myśleć. Pierwszy raz zdarzyło się, że coś nie idzie po jego myśli, tak jak sobie zaplanował. Wiedział, że stan ojca jest ciężki, że wkrótce nadejdzie na niego czas. W głębi duszy jednak wierzył, że słowa Ser. Darrego okażą się prawdziwie i ojciec wstanie o własnych siłach i znów przejmie swoje obowiązki.
Mężczyzna patrzył na starego maestra ze złością i niedowierzaniem. Gdzie jest Edan? Dlaczego zaniedbał swoje obowiązki i pozwolił by stan ojca się pogorszył. Roderick zrobił parę kroków naprzód, by stanąć niemal twarzą w twarz z maestrem Livinem.
- Gdzie jest Edan maestrze? - Zapytał takim tonem, że gdyby Livin postanowił mu nie odpowiadać wprost na zadane pytanie, mógłby zacząć obawiać się o to, czy jego głowa pozostanie na swoim miejscu. Roderick jednak nie spuszczał z niego wzroku, który był równie ostry jak jego głos. Był wściekły na swojego brata tak mocno, że gdyby dostał go w swoje ręce teraz, rozerwałby go na strzępy. Miał tylko jedno zadanie. Jedno proste zadanie, by Roderick nie musiał opuszczać stolicy i zająć się ważnymi sprawami, nie obawiając się o tych co zostali w Riverrun.
Mężczyzna poczekał chwilę, dając tym samym czas maestrowi na odpowiedź. Odszedł na bezpieczną dla starca odległość i zawołał służbę, by podali mu wina.
- Czy można coś poradzić na zdrowie Pana Ojca? - Zapytał po dłuższej chwili, gdy sięgał już po podany kielich z winem. - Czy mogę go zobaczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Cze 06, 2013 7:54 am

MG


Maestr czuł napięcie. Służył Tullym od wielu lat i zawsze miał tu dobrze, był członkiem rodziny, ale człek w gniewie robi różne rzeczy, dlatego mężczyzna starał się zachować ostrożność. –Twój brat Panie… – Zaczął i zawahał się na uderzenie serca, ale podjął dalej. –… z armią dziesięciu tysięcy ludzi, ruszył na Dolinę Arrynów. Oblega Orle Gniazdo. – Powiedział w wziął głęboki powolny oddech czekając reakcji. Roderick był wściekły, taka informacja mogła być płachtą na byka. –Obawiam się, że to ostatnie oddechy Lorda. Robimy co możemy, zioła zbijają gorączkę, a makowe mleko łagodzi nerwy, ból i pomaga spać. Za pozwoleniem panie, starość to nieuleczalna choroba, a pogłębiana zmartwieniem… – nie dokończył pozostawiając wydźwięk tego zdania Roderickowi. Sowa były wystarczająco wymowne, po co ranić bardziej wypowiadając je do końca? –Tak panie, możesz się z nim zobaczyć. Niech zazna choć nieco ulgi. Ale nie męcz go proszę, zapewne będzie pytał o kruki, czy przyleciały z wieściami. – Dodał, skłonił się i za pozwoleniem, jeśli nic więcej od niego nie chciano oddalił się.
-Podać też strawę? Musisz być panie zmęczony po podróży. – Zapytał sługa, który przyniósł wino kłaniając się usłużnie, gdy padło nań spojrzenie mężczyzny.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lis 10, 2013 8:32 pm

Po co komu śluby? Już jej samej brakowało sił na wkurzanie się na Damona. Może gdyby nie była tak niewyobrażalnie uparta to by odpuściła, a na dodatek to całe zamieszanie. Miała wrażenie, że ktoś jej zrobił niezły dowcip, że niby Ariel i Damon? No świetnie! Dlatego i z paru innych powodów po prostu unikała Arryna, jednak w końcu potrzebowała jego zgody by mogły wyruszyć do Riverrun. Była na prawdę w szoku kiedy się zgodził i w ogóle się tym nie przejął, że jego żona po prostu sobie wyjeżdża. Świetnie, to może przy okazji przeprowadzi jakąś rebelię?
Art nie wierzyła, że w końcu dotarła do Riverrun. Po tylu problemach, zmianach, ale w końcu wróciła do swojego rodzinnego zamku. Teraz żałuje, że w ogóle wyjechała do Królewskiej Przystani. Idiotyczny pomysł, idiotyczna wonja, a teraz została sama, jedynie z Ariel, którą i tak zawsze traktowała jak małe dziecko, które nie potrafi nic same zrobić. Nie miała pojęcia jak będzie się czuć w tym zamku bez obecności swoich rodziców i braci. Nawet dla takiej jędzy jaką była Art, było jej po prostu najzwyczajniej bardzo smutno. Kochała swoją rodzinę, bo tak ją wychowywano, rodzina jest najważniejsza.
Przy pomocy służących zeszła z konia, kazała zająć się zwierzęciem, a sama ruszyła do zamku napawając się jego pięknem. Chociaż miała wrażenie, że nawet zamek zmienił się w czasie jej nieobecności. Była zmęczona po podróży, ale potrzebowała przejść się po zamku, spotkać z Maestrem. Widząc, że Ariel kieruje się natychmiast w stronę swoich komnat, zatrzymała swoją siostrę prowadząc ją do wielkiej sali.
-Ariel pomyśl, wróciłyśmy do domu! Chodź zobaczyć się z maestrem. Tęsknie za nim, dawno temu staruszkowi nie uprzykrzałam życia. -wyznała próbując odrobinę rozerwać Ariel. Znając ją pewne myśli teraz jedynie o rodzinie. -I co Ty na ten pomysł by ożywić ten zamek? Przypomina Harrenhal. Może zaprosimy rody z Dorzecza czy coś w tym stylu? -spytała otwierając drzwi do wielkiej sali i wchodząc do środka. Akurat to miejsce nic, a nic się nie zmieniło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lis 19, 2013 11:34 pm

Podróż była długa i nużąca. Wychodząc z powozu Ariel miała nadzieję jak najszybciej znaleźć się w swojej własnej komnacie, w której spędziła ostatnie 16 lat po to by wreszcie odpocząć. Nie lubiła podróżować. Najchętniej pozostałaby w domu na zawsze, bo przyjemności przebywania w Królewskiej Przystani nie okazały się tak wspaniałe jak opowiadały jej przybywające do Riverrun mamy, czy chociażby jej matka. Jednak gdy podeszwa jej pantofelka tylko dotknęła posadzki zamku na twarzy dziewczyny pojawił się promienisty uśmiech. Jakby odzyskała wszystkie siły. Na porcelanowej twarzy Ariel pojawiły się lekkie rumieńce, a oczy zabłyszczały jak małe iskierki. Tak. Były w domu. Nareszcie po tylu dniach tułaczki znalazły się znów w Riverrun. Ale nie było to to samo Riverrun. Nie było zatroskanego o losy rodziny Rodricka, który rozmawiał z Lordem Tully, nie było Edana próbującego coś wytłumaczyć Quentylowi, który ma całkowicie inny pomysł na życie niż cała reszta. Septy, która ganiała siostry Tully do robótek ręcznych. Nie było praktycznie nikogo. Zamek był opustoszały. Zapewne w którejś komnacie siedział maester. Weszły do wielkiej Sali, w której najczęściej można było spotkać pozostałych członków rodziny. Jednak nie dzisiaj. Gdy usłyszała słowa Artemis uśmiechnęła się, a z jej oczy zaczęły płynąć łzy.
- Już nigdy stąd nie wyjadę – szepnęła, rozpłakała się i przytuliła do siostry. Potrzebowała teraz jej wsparcia. Bardzo przeżywała całą przygodę, ale i powrót do domu. Teraz już będzie lepiej. Była tego pewna.
- Myślę, że byłoby to dobrym pomysłem – odpowiedziała przytakując siostrze, a następnie przetarła oczy chusteczką. Trzeba było jakoś wrócić do normy. Nie wiedziała jak to będzie, ale jakoś musza sobie poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Gru 10, 2013 6:50 pm

Zabawne. Piekielnie zabawne jest to, że słowem można się bawić bardziej niż durnymi uczuciami i emocjami tych, którzy swe nadzieje pokładają w wielkich wojnach, romansach czy żałosnej starości przy kominku, z gromadką wnucząt. Nie. To nie było życie dla kogoś takiego jak Lily. Ona wolała widzieć coś więcej niż tylko nudne życie u boku przyszłego – jakkolwiek to brzmi – męża. Fakt. Współczuła swojej kuzynce tego, że biedactwo zostało zmuszone do ślubu, jednak jak widać… Niezbadane są wyroki boskie.
Oraz króla.
Jednak nie chciałaby napatoczyć się w jego ręce by dochodziło do tak drastycznych sytuacji jak samobójstwo z powodu wyboru partnera życiowe. No bo przecież, mimo że Lily jest kobietą, nie trzeba jej zmuszać, najlepiej w ogóle nie ruszać jej na płaszczyźnie stosunków damsko-męskich. Może się okazać gorszym wrogiem, niż najlepszy wojownik.
-Ach, moja droga kuzynko! Tak dawno Cię nie widziałam! Chyba od Twego jakże… Spektakularnego ślubu! Mam nadzieję, że Twoje życie jest teraz bardziej bajkowe, niż za czasów panieństwa? – Pannica Tully uśmiechnęła się nieco sardonicznie. Jak na młody wiek, była kimś w rodzaju… Uosobienia kobiety o starej duszy i mężczyzny, którego poglądy mogłyby oburzyć niejedną poczciwą damę dworu, czy same księżniczki. To nie mało jednak znaczenia, żadnego. To się po prostu miało we krwi, i dzięki temu można było być kimś więcej niż tylko ładnie wyglądającą panną.
-Jakie smutne! Ja się zestarzeję i będę brzydka i odpychająca. Chociaż… Młodość rządzi się swoimi prawami i na razie co mogę śmiało stwierdzić… Do mnie uśmiecha się bez powodu. – Głos dziewczyny był delikatne, sensualny i nieco eteryczny. Ulotny. Bawiła się słowem, gestem, a w każdej swej pozie była naturalna i tak bardzo… Prawdziwa. Mimo, że niektórzy mogli myśleć iż udaje, ona była w tym co się teraz działo – realna.
-Szczerze, to nie chciałabym dzielić Twojego losu, moja droga Artemis.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Gru 10, 2013 8:03 pm

Co tu się ostatnio działo? Sama już odczuwała potrzebę spisania wszelkich wydarzeń jakie miały miejsce w Westeros. Art była niezmiernie zszokowana gdy dowiedziała się, że jej kuzyn wyjechał na następną wojnę wraz z Mallisterem. Nie pojmowała potrzeby mężczyzn by się tłuc na wojnach. Usłyszeli tacy, że ktoś kogoś najeżdża. Co trzeba zrobić? Idź się bić! No, ale oczywiście nikt nie pytał jej o zdanie i poradę. Jako kobiecie zostało jej jedynie chodzić po tym zamku i zadręczać się faktem, że znając szczęście Dorzeca znów coś pójdzie nie tak. Na dodatek z nikim nie można porozmawiać na poziomie, oczywiście piła do swojej uroczej siostrzyczki, która zapewne siedzi i myśli o księciu z bajki albo wyszywa te swoje chusteczki. Możliwe, że robi i to i to. Normalnie wielofunkcyjność!
Właśnie przechadzała się po Wielkiej Sali nudząc się niemiłosiernie gdy usłyszała głos kuzynki.
Powinna dostać order za najgorsze wyczucie czasu w przypominaniu Artemis o ślubie. Odwróciła się w jej stronę mierząc ją znudzonym spojrzeniem.
-Droga Liliane, zebrało Ci się na żarty? Co to za niedorzeczne pytania?- spytała zbliżając się do kuzyni. Dziewczyna ją zawsze dziwiła, była w wieku Ariel więc zazwyczaj po prostu traktowała ją jak swoją własną siostrę. Jako następne dziewuczysko, które trzeba kochać, ale kompletnie jej nie rozumiała.
-Kiedyś podzielisz. Lancel z pewnością znajdzie Ci uroczego Lorda z którym spędzisz resztę swojego życia. - uśmiechnęła się ironicznie. Brunetce coś mówiło, że młodziutka panienka Tully nie jest chętna do ożenków tak samo jak Art.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
177
Join date :
13/06/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Gru 14, 2013 12:03 am

Arryn wspaniałomyślnie nie wspomniał swojej małżonce o tym, że zamierza ją odwiedzić w jej domu rodzinnym, aż w Riverrun. Wiedział gdzie ona jest, bo przecież sam udzielił jej pozwolenia na taki wyjazd. Generalnie domyślał się, że nawet gdyby nie wyraził zgody to i tak ona by wyruszyła, także nie było sensu tego komplikować. Nie chciało mu się ciągnąć małżonki aż na Północ do Winterfell, nie było sensu. Ona nie chciała tam jechać, a on też nie miał chęci, aby się z nią użerać podczas podróży i na samym ślubie. Jednakże niespodziewana wizyta w Riverrun była naprawdę kusząca i nie mógł sobie jej odmówić. Damon dosyć szybko wyjechał do Dorzecza, gdyż generalnie nie miał co robić na Północy, ślub się skończył, Reinmar pojechał na wojnę, a on mógł robić to co mu się żywnie podoba. Właściwie nie do końca, pewnie jak będą jakieś ugody to pojedzie jako poseł czy ktoś w ten deseń. Na pewno to na niego spadnie odpowiedzialność za pokojowe załatwienie sprawy, skoro tak dobrze mu poszły pertraktacje z Tullymi to czemu by nie wykorzystać go drugi raz. Jednak teraz na szczęście nikt mu nie może nakazać żenić się, bo już jest "szczęśliwym" mężem. Jednak Artemis zwana już od jakiegoś czasu jego małżonką na coś się przydała.
Wraz z całą swoją kompanią wkroczyli między mury zamku, nie było oczywiście problemu, aby weszli, bo przecież Damon jako mąż najstarszej z córek zmarłego już lorda Tully mógł się tutaj pojawić bez problemu. Pierwsze co zrobił to od razu przestrzegł tych, którzy go zobaczyli, aby nie pisnęli ani słówka jego żonie. Zwyczajnie miał ochotę, aby to była niespodzianka od początku do końca. Chciał, żeby wiadomość o jego przybyciu uzyskała dopiero od niego samego. Zostawił wszystkich swoich wojowników w stajni, aby rozsiodłali konie i odstawili je do szatni. Generalnie marzył,aby tylko ściągnąć z siebie to żelastwo, które miał na sobie, ale wtedy istniało ryzyko, że ktoś uprzedzi jego żonę o tym iż przybył do Riverrun.
Arryn spojrzał na pierwszego lepszego sługę i wręcz mu nakazał, aby zaprowadził go do miejsca, gdzie przebywała jego urodziwa małżonka. Szedł spokojnie tuż za swoim przewodnikiem, a jego kroki dudniły po korytarzach Riverrun. W końcu idąc w pełnej zbroi nie było innej opcji, aby wytłumił kompletnie odgłosy chodzenia. Zresztą czy mu to przeszkadzało? Przecież Artemis nie wpadnie kilka sekund wcześniej, że to akurat on się tutaj pojawił. Nie sądził, aby kobieta była w stanie go rozszyfrować, on był nieobliczalny, ciężko było przewidzieć co zrobi. Zdolny był do naprawdę wielu rzeczy. Gdy już nadszedł ten moment to sługa nieco niezbyt kulturalnie wepchnął się przed Arryna do Wielkiej Sali i już miał zacząć mówić, gdy Damon złapał go swoim sporym ramieniem, na pewno większym od tego chłystka i przesunął w bok, aby mu nie zasłaniał widoku.
- Twoja rola się już kończy przyjacielu. - Powiedział ze spokojem, machając mu ręką na pożegnanie. - Przynieś jakiegoś wina, byle nie zatrutego, wiem jak mnie uwielbiacie. - Oczywiście zdawał sobie sprawę, że nie darzą go zbytnim zaufaniem oraz miłością, bo przecież to Arrynów obwiniano za śmierć Lorda Tully oraz jego trzech synów: Rodericka, Edana i Quentyla. Wbrew pozorom nie było co się dziwić, trzeba było na kogoś zrzucić odpowiedzialność za głupotę Edana. No cóż, tacy są już ludzie, a przecież Arrynowie wyłącznie się bronili.
Damon mógł teraz rozejrzeć się po sali i skupić wzrok na pięknej diablicy, a mianowicie na własnej małżonce, która nie była sama, a w towarzystwie innej, również urodziwej kobiety. Mężczyzna nigdy jej nie widział, także mógł jedynie domyślać się kim też ona była.
Niezbyt kultuarne byłoby wykrzykiwanie powitania w stronę tych pań będąc tak bardzo oddalonym od nich, dlatego postanowił nie krzyczeć, a najpierw podejść odrobinę. Mimo, że był ubrany w pełną zbroję to poruszał się z niesamowitą gracją. Widać było, że ilość czasu spędzona w pancerzu zdecydowanie działała na korzyść mężczyzny. Gdy już był dostatecznie blisko to delikatnie skłonił się, na tyle ile pozwalała mu metalowa część garderoby.
- Witajcie drogie panie. - Powiedział, a kąciki jego ust wydęły się w uśmiechu. Był to uśmiech satysfakcji, że zrobił swojej małżonce taką ogromną niespodziankę. Spojrzał teraz prosto w oczy towarzyszce jego żony. - Och, gdzież me maniery. Pozwól pani, że się przedstawię. Jestem Damon Arryn, najmłodszy syn Lorda Arryna i małżonek tej oto cudownej kobiety, Artemis. - Tu przeniósł wzrok na małżonkę. Mężczyzna delikatnie przeczesał swoje włosy poprawiając je. Był przecież w podróży i raczej nie powinno się od niego wymagać nienagannej fryzury. Patrzył teraz na swoją żonę w skupieniu oczekując tego co ona mu zaraz powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Gru 15, 2013 12:31 am

Och, biedna ta Lily! Kuzynka marudzi, zachowuje się jak rozkapryszona księżniczka, która może wszystko, do tego jej siostra, tak święta że aż się słabo robi, ale to nic. Gdyby jednak młoda Tully mogła mieć kuśkę między nogami, pewnie już rywalizowałaby w walce o tron. Dlaczego by nie, skoro jej żarcik i to dość perwersyjny czasami, przeradzał się w złote polityczne sentencje? Można było jej ulec, ale nie na tym polegał czar młodej dziewczyny. Zbyt młodej na tak starą duszę i tak dojrzałe myślenie.
Nie ważne. Nic nie było ważne, nie na tyle by teraz jeszcze bardziej dogryzać swojej kuzynce. Samo wspomnienie o Lancelu sprawiło, że młodą dziewczynę przeszył dreszcz.
-Wolałabym umrzeć niż pozwalać mu na wybór męża. I daję Ci gwarancję już dziś, że prędzej odbiorę sobie życie, niż zgodzę się na jego wolę… - Tak, była zirytowana tym faktem, że jej brat mógł szastać na prawo i lewo jej ciałem i duszą. Była wściekła, że sama nie mogła podjąć decyzji, ale jakie to miało znaczenie, skoro w tym wcieleniu była tylko kobietą? A raczej ucieleśnieniem kogoś kto mógł być fantazją niejednego mężczyzny. Ale Lily nie o to chodziło. Nie w tym tkwił problem. I z rozmyślań oderwał ją głos mężczyzny. Znała ten głos, ale czy aby na pewno?
Wbiła wzrok w nowoprzybyłego. Uśmiechnęła się nawet sardonicznie! Cóż za spotkanie i to właśnie teraz! O to w tej chwili przyjechał on, ten o którym prawiła młoda Tully. Miał wyczucie czasu, nie da się zaprzeczyć.
-Ach, tak! Mój panie… Widzę, że moją szanowną kuzynkę spotkał niemały zaszczyt. Dobry i inteligentny mąż to prawdziwy skarb, a z tego co widzę… Pan jest do tego… - Zawiesiła głos lustrując jego sylwetkę z góry na dół. Nie, skąd! Nie flirtowała! Brońcie wszyscy Bogowie! Po prostu to była gra słów, w której potrafiła tonąć godzinami.
-Pan jest nadzwyczaj zaskakującą personą. Fatygował się pan aż do Riverrun by spotkać się ze swoją żoną. Ceni się takie gesty, jednak była, jest i zawsze będzie tu bezpieczna. Po za tym myślę, że stęskniła się za mną, nawet powiem szczerze, że… Rozmawiałyśmy akurat o panu. – Uśmiechnęła się nader uroczo, puszczając przy tym do swojej rozkosznej kuzyneczki oczko. Ach, kobieta naprawdę nie doceniała tego co dostała od losu, ale właściwie… Może to tylko tak pięknie i kolorowo wyglądało jak się patrzyło na to z boku? Gdyby zagłębić się w ich relacje, może wcale nie byli tacy idealni? Domysły! Ach domysły!
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Gru 18, 2013 5:48 pm

Minął już jakiś czas odkąd Lancel podążył w stronę Stone Hedge. Nadal nie było wiadomości o wyniku bitwy bądź czy też w ogóle się rozegrała. Lynesse snuła się po zamku aby chodzeniem rozładować trochę swoje nerwy. Możliwe, że nie było powodów do nie pokoju ale nie potrafiła odegnać od siebie myśli co się wydarzy jeśli Tullych znowu spotka klęska, jakie będą tym razem tego następstwa? Bogowie czy trzeba już działać w jakikolwiek sposób dostępny kobietom czy zdać się na oczekiwanie wiadomości? Podążała w stronę wielkiej sali. Wchodząc do niej przybliżyła się tylko trochę do swoich sióstr bardzo wolnym krokiem, a później przystanęła na chwilę, ponieważ ujrzała nieznajomego mężczyznę, a nieznajomy nie okazał się być rycerzem z Dorzecza ani posłańcem. Właśnie w tym momencie przedstawiał się Liliane, a Lynesse zatrzymała się w miejscu chcąc cokolwiek podsłuchać zanim będzie musiała wyjawić swoją tożsamość niespodziewanemu gościowi. Przez cały ten ambaras z Arrynami byłoby niestosowne nie żywić żadnej urazy, wszak każdy zdrowy na umyśle człowiek opłakuje zmarłych bliskich i nieraz doszukuje się winnych tej śmierci. Jako kobieta (nie biorąc pod uwagę pochodzenia gościa i polityki) Lynesse przyznała jednak w myślach,że Damon jest całkiem przystojnym mężczyzną. Spodziewała się mniejszej urodziwości po mężu Artemis, to co zobaczyła zaskoczyło ją. W całym dramacie tego małżeństwa przynajmniej uroda męża nie jest naganna, zgadywała jednak ,że Artemis jest tak przepełniona złością,że nie dostrzega tego, bądź nie chce dostrzegać. Zgadywała też,że ten oto osobnik tutaj przybyły w jakiś sposób musi być delikatniejszy od swojego brata(miała na myśli dziedzica Doliny). Gdy już przyjrzała się Arrynowi, zerknęła na Artemis, następnie znowu na Arryna i musiała stwierdzić,że jest z nich nienajgorzej dobrana para, nawet do siebie pasowali. Gdyby tylko nie był z rodu niedawnych wrogów partia idealna. . Dobrze Lyn przestań pochlebiać Arrynowi. Najpewniej nie zasłużył na to. Sama nie wiedziała czemu tak się zdarzyło, może to ostatnie zawirowania i stukające jej kolejne dni imienia sprawiały,że czasami serce zaczynało jej mięknąć,a i wieczorami odzywała się samotność taka jaka dręczy pozbawioną męskiego ramienia kobietę.Ciekawa jestem riposty Artemis, gdybym tak powiedziała jej,że na moje oko piękna z nich para, a dzieci ich będą urocze. Podeszła do rozmawiającej grupki i dołączyła do konkursu uprzejmości. – Moja kochana Liliane, Artemis naszą spotkał zaszczyt tak wielki-westchnęła wypowiadając słowa „zaszczyt tak wielki””-,że niektórzy mogliby pomyśleć,że nie jest tego godna.Zerknęła na Artemis w nadzieii ,że odgadnie ze spojrzenia Lynesse ironię jej słów i cichą solidarność. Artemis godna była nawet samego lorda dziedzica ale niekoniecznie Arryna. Sam Arryn jednak niech myśli,że jest ważny, może wypłynęłyby jakieś korzyści z tego, że był tu dobrze traktowany mimo swego nazwiska.–Siostrzyczko droga--zwróciła się ponownie do Liliane-zdaję sobie sprawę z tego ,że dla was to słowa starej panny ale nie ma nic gorszego od ślubu szlachetnie urodzonej panny z jakimś obdartusem. Uśmiechnęła się, chętnie wymierzyłaby Liliane siostrzanego kuksańca, dobrze wiedziała,że jej siostrze nie śpieszno do jakiegokolwiek ślubu, a na pewno nie z „obdartusem” bo używając tego wyrazu tak naprawdę miała na myśli lordów pokroju chorążych. Nikt nie musiał jednak o tym wiedzieć co dokładnie miała na myśli. Kontynuowała-na całe szczęście ślub ten nie jest z rodzaju takich. Zgrabnie skłamała. . – Lordzie Arryn, widok szlachetnego pana niemało mnie zaskoczył, widze ,że z pana prawdziwie urodziwy rycerz i lord. Nie mieliśmy jeszcze przyjemności się poznać,jestem Lynesse Tully , starsza siostra Lorda Lancel’a Tully Lorda Riverrun. Należało to podkreślić kto jest tutaj „na swoim” lecz należało też robić dobre wrażenie. – Witamy w naszych skromnych progach.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pią Gru 20, 2013 7:33 pm

Uśmiechnęła się zadowolona z faktu, że może odrobinę uprzykrzyć życia swojej kuzynce prawiąc jej morały. Wiadomo gdzie może sobie wsadzić te swoje przemyślenia, że nie weźmie ślubu. Nie miała pojęcia czy jej kuzyn wraz z wujostwem mieli już jakieś plany odnośnie zaręczyn Liliane. Może dlatego, że takie rzeczy nigdy ją zbytnio nie interesowały. Chociaż teraz nasuwało się parę myśli nie dających spokoju Art. Czy jej młoda kuzynka po prostu marzy o księciu na białym koniu czy po prostu pragnie wolności? Już otwierała usta by dalej brnąć w ten jakże ciekawy temat gdy usłyszała głos osoby, której ostatniej by się tutaj spodziewała. Artemis wręcz zastygła mając nadzieje, że to jakiś świetny żart. Miała nadzieje, że tylko jej się wydaje, że ma otwarte usta. Jednak szok musiał jej szybko minąć gdy jej urocza kuzyneczka zaczęła wygadywać takie bzdury! No dobrze, może nie bzdury, ale takich rzeczy wręcz nie wolno wymawiać. Ona jej tu zaraz zniszczy wygląd tej najgorszej żony w Westeros! Jak to w ogóle jest możliwe. Spojrzała na nią mając nadzieje, że mordercze spojrzenie jakie posłała, zostanie dobrze zinterpretowane przez pannę Tully.
-Wcale nie rozmawialiśmy o Tobie, moja kuzyneczka kochana wypiła zbyt dużo wina przed południem i teraz ma zwidy. Co Ty tu robisz?!- bez żadnego miłego powitania, w końcu to Art, ona maniery miała w nosie. -Dolina jest tam gdzie takie ponoć piękne, zimne góry, niestety w Dorzeczu tego nie posiadamy. -Zamknij się kobieto! Tyle sarkastycznych uwag cisnęło jej się na język w tym momencie. A w sumie co innego miałaby mu powiedzieć? Witaj kochany mężu! Nie, to kompletnie nie pasowało do Art, sarkazmem lepiej jej się porozumiewało z nim. Przynajmniej takie miała wrażenie.
Wtem do Wielkiej Sali wparowała jej następna kuzyneczka. Art wzdychnęła ciężko. Jakoś znając jej szczęście i ta zacznie wychwalać jej męża.
Głupia etykieta.
No i jak się spodziewała ta też zaczęła serenadę dla Arryna. Niech wpadnie tutaj jeszcze jej siostrzyczka. O dziwo, czemu jeszcze jej nie było? No tak, pewnie haftuje. Wiedziała, że Lyn chciała dobrze, a nie źle. -Och zgodzę się z Tobą kuzyneczko. Naszej Liliane potrzebny ktoś specjalny, wręcz idealnie cudowny. - nie powstrzymała się do dodania paru gorszy w tej sprawie od siebie.  
Spojrzała bezczelnie uśmiechając się do Damona. -Witamy w naszych skromnych progach. - powtórzyła jak papuga za Lynesse.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
177
Join date :
13/06/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Gru 22, 2013 2:49 am

A jednak to jej kuzynka pierwsza zaczęła z nim rozmawiać, oczywiście zgodnie z kulturą spojrzał na Liliane i lekko się uśmiechnął. Nie był to żaden ironiczny uśmieszek, tylko zwykły szczery uśmiech. Szczerze mówiąc zdziwiony był lekko tym co ona mu powiedziała. Nie spodziewał się bowiem tylu komplementów. Owszem ten sardoniczny uśmiech mógł być na początku nieco mylący i niezbyt miły, ale przecież sam Arryn dosyć często posyłał taki uśmiech. Ale potem ta ilość komplementów sprawiła, że przez chwilę w ogóle się nie odzywał. Jednakże niezbyt długo to trwało, na szczęście jego policzki nie zaregowały tak źle jakby mogły, czyli przybrały czerwony kolor, kolor dorodnego buraka. Na szczęście nie, a Damon odzyskał język w gębie i już mógł odpowiedzieć na komplementy najmłodszej z tu obecnych kobiet. Jednakże nie zrobił tego, gdyż pojawiła się trzecia osoba, też kobieta. Tej również nigdy nie widział na swoje oczy. Cóż, kolejna kobieta obdarowała go stosowną ilością komplementów. Nie wiedział czy wypadało mu się odwdzięczać czy nie. Tym bardziej w obecności własnej żony z którą nie był jeszcze za długo. Gdyby mieli za sobą staż kilku lat to takie coś nie robiłoby żadnej różnicy, ale teraz miał ku temu porządne wątpliwości. Chociaż w sumie Artemis przecież nie była o niego zazdrosna, to może czas, aby troszeczkę zaczęła. Patrząc na to co wypowiedziały jej kuzynki to chyba powinna sobie zdawać, że Damon podoba się kobietom i ta jego lekkość wypowiedzi i skłonność do flirtu. Większość kobiet to starałaby się uwiązać takiego faceta, aby za daleko się nie zapędził. Jednakże nie wiadomo czy byłoby to takie proste, jak dotąd przecież żadna kobieta nie potrafiła go sobie podporządkować, bo przecież ślub to była inicjatywa samego króla.
- Drogie panie, bardzo miło mi słyszeć te pochlebne słowa od was. Rad jestem, że nikt nie pozbawił mnie języka... - W Essos było czasem do czegoś takiego bardzo blisko, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca, Arryn jednak czasem dosyć mocno igrał z ogniem. - ...gdyż chciałbym się odwdzięczyć komplementami, jednakże nie jestem pewien czy byłbym w stanie znaleźć odpowiednio wzniosłe i piękne słowa aby w pełni oddać waszą urodę Lady Liliane i Lady Lynesse. - Pozwolił poschlebiać kuzynkom swej żony. Spojrzał pytająco na Artemis zastanawiając się czy ona jest z tego powodu zadowolona. Mógłby się dać pociąć, że w głębi była z tego powodu naprawdę niezadowolona. Cóż, może to trochę wzmoże jej zazdrość wobec niego. Może być ciekawie.
Arryn jednak nie skupiał się tylko i wyłącznie na swojej żonie, gdyż to tak naprawdę Lynesse powiedziała coś, co go mocno zdziwiło. Tytułowała swojego brata Lordem Riverrun. Z tego co wiedział to owszem ojciec Artemis i Ariel nie żył już od jakiegoś czasu, ale nic mu nie było wiadomo odnośnie śmierci jego młodszego brata, czyli ojca obecnych tu sióstr i Lancela.
- Lady, sądzę, że twój ojciec byłby mocno zaniepokojony, gdyby usłyszał to, że już tytułujesz jego syna, a swojego brata Lordem Riverrun. Mam wrażenie, że twój Lord nie wybiera się na tamten świat, a przynajmniej chyba nikt by tego nie chciał, a już najmniej jego pierworodna córka. - Odrobina zgryźliwości nie zaszkodzi. Według Damona był to zwykły brak szacunku wobec mężczyzny dzięki któremu była na tym świecie. Arryn nigdy nie wpadłby na pomysł, aby tytułować Reinmara Lordem Eyrie dopóty ich ojciec nie zemrze, albo nie zrzeknie się tytułu.
Nareszcie jako ostatnia przemówiła jego ukochana małżonka. Szczerze mówiąc powiedziała to czego się spodziewał, a mianowicie to, że nie spodziewała się go tu i wygania go do Doliny.
- Oh żono kochana w Dolinie Arrynów nie ma pewnej osoby, której mi brakuje, dlatego póki ta osoba nie pojawi się tam, to będę zmuszony tutaj pozostać. - Powiedział, po czym spojrzał na kuzynki żony i dodał. - Oczywiście z przyjemnością spędzę tutaj tyle czasu ile moja małżonka będzie potrzebowała. - Uśmiechnął się nieco przepraszająco.
Zastanawiał się czy kobiety już podejrzewały, że między nimi nie jest naprawdę tak kolorowo jak mogłoby się wydawać już na pierwszy rzut oka. Arrynowi zdarzało się pokazywać umiejętności aktorskie, gdy tego potrzebował. Sam fakt mamienia swojej siostry tym, że chce poślubić Artemis, wtedy jeszcze Tully pokazywał, że nie cofnie się przed żadnym kłamstwem, gdy nie chce, aby prawda wyszła na jaw. Czasami jednak musiał skapitulować. Po jego zachowaniu mógłby jednak przyznać, że może trochę przyzwyczaił się do tego, że została jego żoną, może nie chciał już konfliktów między nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Gru 22, 2013 11:28 pm

Och. To takie wzniosłe sytuacje, które powinny każdą damę podnosić na duchu. Dodatkowo powinny sprawiać, że wzbudzała większe zainteresowania niż ktokolwiek inny. Jednak nie. Lily miała zupełne inne podejście do pewnych sytuacji, a zwłaszcza do konwenansów. Te olewała jak tylko się dało, jednak oczywiście cały czas mając maskę uroczej i niewinnej istotki. Stąd… Cóż. Bliskie relacje z Artemis pozwoliły jej jednoznacznie stwierdzić, że wybranek, a raczej przymusowy mąż… Nie jest jej szczytem marzeń. Przykra sytuacja, bo pewni siebie mężczyźni powinny raczej roztaczać aurę, dzięki której ich kobieta będzie należała tylko do nich, i do żadnego innego. Jednak czy szanowny Lord Arryn potrafił doprowadzić kuzynkę pannicy Tully do ekstazy? Czy potrafił dać jej orgazm, który sparaliżuje ciało? Czy potrafił sprawić, że nie będzie myśleć o innym ciele mężczyzny? Ach, przepraszam… Oni jeszcze nie doszli do tego etapu związku. Ich uczucie rozkwitało, bardzo powoli. Naprawdę… Bardzo, bardzo powoli.
Skąd! Lily z tego nie szydziła, po prostu uważała, że skoro kobiety tak uwielbiają Lorda, to dlaczego ten jeszcze nie okiełznał swojej żony? To trochę zabawne, przecież powinien. Powinien już dawno temu zmusić ją do współżycia, chociaż czy gwałt nie uwłacza godności takiego jegomościa jakim był Lord Damon? Wielka niewiadoma, ale cholernie intrygujący człowiek!
Z zadumy wyrwał ją jednak głos swojej siostry. Spojrzała na nią niemało zaskoczona, a po chwili wzrok przeniosła na Artemis, które akurat rozprawiały o mężu dla tej młódki. Jakie kochane zołzy! Jeszcze trochę, a im sztyletem języki poodcina gdy będą spać. To by było takie przykre dla nich, że nie będą mogły się więcej odzywać, choć może to i właściwie lepiej? Pomyśl Damon, zero protestów! Ileż korzyści niesie Ci współpraca młodą Tully, prawda Damonie?
-Cóż… Jesteście doprawdy rozkoszne i jeśli tylko byłaby tego samego zdania co wy, to już błagałabym Lancela o zgodę na ślub, z którymkolwiek mężczyzną, ale wiecie… - Zawiesiła głos i przeniosła wzrok na Arryna, przepełniony czymś w rodzaju tajemniczych iskierek? A może to było zaproszenie do jej sypialni? Kto ją tam wiedziała. Cholerna, mała kokietka.
-Jeszcze się taki nie narodził, co by mnie zaintrygował, a jeśli taki już jest… To z pewnością zajęty. – Ot, taka tam luźna, błyskotliwa uwaga, na temat stosunku do zamążpójścia. Oczywiście komplementy Lorda przyjęła, ale czy brała je pod uwagę? Liczyła z nimi? Nie. Wielu jej powtarzała, że jest inteligentna, że grzeszy urodą, ale co to miało do rzeczy, zwłaszcza teraz? Nie obchodziło jej nic, co miało jedynie mechanizm łechtania jej wysublimowanego ego, którego nie dało się opisać werbalnie. Taka tam zagwozdka dla czytających, co autor miał na myśli.
-Lordzie Arrynie, same tylko słowa. Jakież były straszne! Jakie wyraźne, żywe i okrutne! Im ujść niepodobna! A jednak jaka w nich tajemnicza magia. Bezkształtnym rzeczom zdają się nadawać kształty plastyczne, mają własną muzykę, nie mniej słodką od dźwięków fletów i lutni. Same słowa. Czy istnieje coś równie rzeczywistego jak słowa? – Powiedziała szeptem, podchodząc na krok bliżej niego, i mając nadzieję, że nie stchórzy. Był niesamowicie intrygujący i z rozkoszą by mu udowodniła z jakim rodem planuje związać swe przyszłe losy. W końcu z tego co Lily już słyszała domagał się dziedzica, a co… Jeśli spłodziłby bękarta?
-Witaj, w naszych skromnych progach.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Gru 24, 2013 11:46 pm

Co ciekawe, Lynesse nawet nie zdenerwowała się uwagą Arryna. Możliwe,że gdzieś głęboko w umyśle uświadamiała sobie prawdziwość jego słów. Po trwającym chwilę zastanowieniu stwierdziła ,że nie pośle żadnego sprostowania swych słów. Jeśli pomyśli ,że Riverrun to gniazdo żmij(być może kwalifikując do tego grona swoją „niewdzięczną małżonkę”) to trudno.. –Dziękuję panie za twe miłe słowa, a mój brat…owszem ale jeśli Bogowie będą mieć go w opiece zostanie nim, to kwestia czasu. Każdy mądry człowiek w tym nasz Pan ojciec powinien mieć poczucie swojej śmiertelności, dziś jesteśmy , jutro….. ….. tym razem jej spojrzenie stało się bardziej oschłe. Jutro mogło nie być jej , równie dobrze kogo innego….Obecnie przysłuchując się wymianie zdań musiała z zaskoczeniem stwierdzić ,że Damon nie wzbudza w niej zaskakujących ją odczuć. Właśnie takiej postawy się spodziewała odkąd zobaczyła go w wielkiej sali, przybyłego do Riverrun. Myślałą jak długo Artemis będzie trzymać go na dystans i czy kiedyś porzuci swoją szorstkość wobec niego. Została połączona z nim małżeństwem, niech chociaż teraz napsuje mu krwi jeśli ma ochotę, nie ma lekko. . Co teraz robiła Liliane? ? Szesnastolatka bawiła się w kokieterię, czy ona nie zaczęła prowadzić jakiejś gierki nie na swój wiek( być może ewentualnie nie była dzieckiem)ale i nie na swoje pochodzenie. W tym momencie Lynesse przypomniała sobie swój epizod…widocznie my tak mamy, ta sama siostrzana krew lecz obiekt zainteresowania jest szlachetniej urodzony.Jako ,że była jej siostrą skora była puścić jej to płazem gdyby do czegokolwiek doszło, kim innym by wzgardziła. Wobec innych stawała się w ostatnich tygodniach mniej konserwatywna, nie koniecznie wobec siebie ale siostra niech robi co chce. Będzie udawała ,że tego nie widziała ani nie słyszała. Może nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło (na dobre dla Lynesse). ). Teraz we dwie będą trzymały jednego z Arrynów w Riverrun przynajmniej przez jakiś czas, zdała sobie sprawę z tego ,że Lancel wyjechał stoczyć batalię właśnie z chorążym Arrynów obecnie. Gdyby sprawy przybrały jakiś dziwny obrót, mają argument przy sobie. Uśmiechnęła się do siebie ledwo widocznie. . -Wybaczcie, Artemis, Liliane, Lordzie Arryn, opuszczę was teraz. Musiała odejść gdyż zmusiła ją do tego jej fizjologia, choć miała nadzieję jeszcze posłuchać ich rozmów.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
15
Join date :
17/11/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Gru 26, 2013 11:32 pm

                                                Lord Tully



Lord Tully wszedł do sali, nie zważając na przebywające tam osoby. Szybko usiadł na swoim tronie, miętoląc papier w swoich rękach. Patrzył się na posadzkę, myśląc o  tym co się wydarzyło. Na twarzy lorda można było dostrzec zdenerwowanie. Rozwinął papier i zaczął czytać po cichu, zresztą po raz kolejny. Nie dowierzał w słowa napisane w liście. Lancel Tully, dziedzic Riverrun, ostatni męski potomek Tullych był...był... ciężko ranny.

Wielomożny Panie, z żalem zawiadamiamy, iż w bojach, które rozegrały się na przedpolach Stone Hedge i gdzie starły się siły Dorzeczach oraz Arrynów przeciw lordowi Blackwoodowi, ciężko ranny został Wasz dziedzic, Lancel Tully, którego stan wymaga, aby pozostał pod ścisłą opieką maestra w Stone Hedge. Tylko bogowie wiedzą czy lord Lancel przeżyje dzisiejszą noc. Śpieszę także dodać, że wojsko lorda Blackwooda zostało rozbite a on sam pojmany oraz oddany pod sąd królewski.  

W lordzie Tully coś się złamało. Pomyślał o swoim zmarłym bracie, o jego zmarłych synach. Pamiętał kiedy synowie jego brata bawili się  w rycerzy,  kiedy po raz  pierwszy  brali udział w bitwie…Teraz ich nie było. Z męskich potomków został jedynie Lancel,  który leżał ciężko ranny. Lord miał  kamienną minę. Nie chciał okazać słabości przed Arrynem… W duchu modlił się o Lancela, błagał  bogów o uzdrowienie dziedzica…         Lord szybko  podszedł  do kominka i spalił list od Lorda Bracken.                                

Ktoś musi się udać do Stone Hedge…                                                        
-Liliane…-lord powiedział zrozpaczonym głosem. Chętnie sam by się udał, ale nie może zostawić  Riverrun bez opieki, bez wojska, w  dodatku z  Arrynem.  
Bitwa była wygrana, ale jej konsekwencje dla Lorda Tully były wielkie.  
Czemu nie wysłałem jakiegoś dowódcy?  Lancel siedziałby teraz w wielkiej Sali świętując zwycięstwo… Poza tym, na pewno szarżował, mógł zostać z tyłu, byłby cały i zdrowy…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhal
Liczba postów :
365
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Sty 07, 2014 10:41 pm

/ Dziedziniec

Odwieczny dylemat: czy w chwilach jak ta - gdy wszystko się wali i właściwie każda sekunda droga - jest pora na opowieści? Czy warto wtedy poświęcać czas na wyjaśnianie, co jest skutkiem, a co przyczyną? Rossel, zmierzając do Wielkiej Sali Riverrun, nie miał stuprocentowej pewności, postanowił jednak zaryzykować. Nie miał też pojęcia, ile wie druga strona - być może sporo, jeśli rzeczywiście król do nich przystał - a nie chciał być tym, który swym milczeniem daje przewagę wrogowi. Whent poprawił płaszcz, strzepując z ramienia zauważalny tylko dla siebie pyłek i odetchnął z ledwo powstrzymywaną irytacją, pokonując ostatni odcinek korytarza, który dzielił go od celu. Szczęk zbroi dwóch tuzinów rycerzy, podążających z nim do Wielkiej Sali, dzisiejszego dnia budził szczególną irytację.
Głowa już nie ta, co za dawnych czasów. Następnym razem po prostu zrezygnuję z uprzyjemniania sobie drogi dornijskim.
Pomyślał, gdy jego przyboczni pchnęli potężne skrzydła sali i zakłócili pozorny spokój domowników. Dobre sobie, powtarzał te słowa od pięciu dni imienia i nigdy nie dotrzymał przyrzeczenia…
- Ser Rossel Whent, dziedzic Harrenhal! - zakrzyknął szczególnie głupi oraz obdarzony wyjątkowo donośnym głosem herold. Wspomniany ser Rossel obdarzył jegomościa spojrzeniem, które najpewniej zmroziłoby dupska nawet Innym. Cóż, jeśli w Sali nie było ślepców, zebrani na pewno i bez zbędnej zapowiedzi zauważyli, kto właśnie zakłócił sielankę, zmierzając wprost w stronę kominka, gdzie obecnie dowody zbrodni palił obecny Lord Riverrun.
Lord Z Przypadku, jak określał go w myślach Whent.
- Panie. - dziedzic Harrenhal zatrzymał się przed mężczyzną, zachowując pewien dystans. Nie zwykł spoufalać się z ludźmi… co zresztą działało w obie strony. Skłonił lekko głowę, obrzucając salę z pozoru pobieżnym spojrzeniem. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem w… rodzinnym spotkaniu? - kąciki okrutnych ust powędrowały delikatnie do góry, gdy oczy koloru topionego złota na pół uderzenia serca zatrzymały się na twarzy Damona Arryna, szczęśliwego męża Artemis. Sądząc po wyrazie twarzy Lorda Riverrun, na którego uwagę po chwili skierował Whent, już dotarły do niego wieści spod Stone Hedge.
Blackwood w niewoli, płotka pstrąga ranna i wojska królewskie na ziemiach Dorzecza. Dożyliśmy wspaniałych czasów!
- Wybacz tak… nagłe odwiedziny, jednak zwykłem trzymać się z daleka od jątrzącej rany. A za taką uważam to, co zaszło na ziemiach Brackenów. - ziemiach, które po kryzysie w Dolinie ród Whent wziął pod chwilową protekcję, po czym ponownie zwrócił nad nimi zwierzchnictwo Tullym. Być może… błędnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Wrz 02, 2014 10:19 am


MG

Na niebie rozciągającym się nad ziemiami Dorzecza gromadziły się ciężkie chmury. Ciemne, niemal czarne zmieniły dzień w noc, zwiastując rychłą burzę. Z oddali nadciągały coraz głośniejsze odgłosy silnych grzmotów. Wody Kamiennego Nurtu i Czerwonych Wideł stawały się coraz bardziej wzburzone, płynęły niespokojnie, a fale gniewnie rozbijały się o mury twierdzy należącej do rodu Tullych.
"To Bogowie się na nas gniewają.:
Lady Tully sięgnęła po złoty kielich, w połowie już opróżniony. Złote arborskie zwilżyło spierzchnięte wargi i stopniowo koiło zszargane nerwy. Było doskonałe. Bladozłotego koloru, a usta wypełniła orzeźwiająca słodycz, przełamana delikatną kwasowością z lekką goryczką w tle. Lady chwilę syciła nos delikatną wonią przywodzącą na myśl dojrzałe winogrona oraz… nutę gruszy i miodu? Nie była do końca pewna, a nie mogła wszak trwonić czasu na podobne rozmyślania, choć przynosiło to pewnego rodzaju ulgę. Oderwanie się od otaczającej rzeczywistości, która szarzała z każdym dniem. Stawała się coraz zimniejsza, jak te noce, które zapadały nad Riverrun.
"Idzie jesień," pomyślała kobieta, wprawiając trunek w ruch okrężnym ruchem dłoni.
Lady Aldith miała jednak wrażenie, że w jej życiu nastała jesień, gdy bratanek jej męża poprowadził wojska ku Krwawej Bramie. Od tamtego momentu wszystko zaczynało się sypać, jakby ich spokój i dobrobyt był jedynie domkiem z kart. I cóż z tego, że przed kilkoma miesiącami jej pan mąż zyskał tytuł lorda Riverrun, ona zaś stała się panią tego zamku, choć nigdy o tym nie śniła, skoro… straciła swego jedynego, ukochanego syna. Lancela. Kobieta zacisnęła mocno oczy, starając się nie rozpłakać jak maleńka dziewczynka i nie pozwolić płynąć kolejnym łzom. Musiała być silna, szczególnie w momencie, gdy miała stracić swe następne dziecko.
Ukochane, pierworodne dziecko. Swą maleńką córeczkę o błękitnych oczach, które przywodziły jej na myśl ciepłe wody okalające Arbor, nie zaś te płynące przez wstęgi rzek przecinające Dorzecze.
Czuła w piersi irracjonalny lęk przed tą chwilą, w której jej pan mąż zdejmie z ramion Ophelii płaszcz panny i tym samym odda ją pod opiekę pana męża, lecz czy przez ostatnie lata nie dążyła właśnie ku temu? Zadręczała się myślą, iż jeszcze nie doszło do odpowiednich zrękowin, a jej córka nie trafi na odpowiednią partię. Była dla niej surowa i niejednokrotnie szorstka, nie chciała przecież, aby moment rozstania był wyjątkowo bolesny. Tak jak miało to miejsce w jej przypadku, gdy do Starego Miasta przybył drugi syn lorda Riverrun, by pojąć ją za żonę – ją, Aldith Hightower, wychowaną wśród zapachu kwiatów, dźwięku monet i tysięcy butelek wina. Była wtedy młoda, liczyła sobie zaledwie siedemnaście dni imienia, a do jej urody niektórzy z młodzieńców pisywali wiersze. Dziś piękną twarz o wysokich kościach policzkowych poznaczyły drobne zmarszczki, zlokalizowane głównie wokół ciemnoniebieskich oczu, zaś długie, czekoladowe włosy przeplatały siwe wstęgi. Zbliżała się do czterdziestego dnia imienia, lecz nadal nie można było odmówić jej urody.
Dzień, w którym przyszło jej opuścić Stare Miasto pamiętała tak dobrze, jakby miał on miejsce zaledwie wczoraj. Przybyła do obcego sobie miejsca, Dorzecza, gdzie dnie i noce były zdecydowanie zimniejsze, kwiaty nie tak jaskrawe i pachnące, a zboża nie tak złociste jak te przeplatające pola Reach. Z czasem nauczyła się tutaj żyć i pokochała Riverrun całym sercem, tak jak swego pana męża, oraz dzieci, które mu powiła. Teraz jednak krwawiło jej serce, dwoje z nich bowiem… już straciła.
Z zadumy wyrwało ją skrzypnięcie otwieranych drzwi wielkiej sali, w których pojawił się lord Riverrun. Zapewne posłał już po ich pierworodne dziecko, aby zjawiła się przed nimi i poznała tajemnice swego losu. Lady Aldith nie miała jednak żadnej wątpliwości, iż przyjmie to z godnością.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

Powrót do góry Go down
 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Riverrun-