a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wielka Sala - Page 2



 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Riverrun
Liczba postów :
37
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Wielka Sala   Pon Kwi 29, 2013 5:03 pm

First topic message reminder :


Niewątpliwie jedno z najważniejszych pomieszczeń w Riverrun. Wielka sala to miejsce, w którym zasiadają przede wszystkim lordowie Dorzecza oraz rada domu Tully'ch, by zasiąść i dyskutować o sprawach polityki czy ekonomii kraju i Dorzecza. Jak sama nazwa wskazuje, jest to pomieszczenie ogromne, podzielone na kilka istotnych elementów.
Przy wielkich oknach, z których można ujrzeć panoramę Dorzecza, ustawionych jest kilka krzeseł i niewielki stolik, gdzie można usiąść i oddać się niezobowiązującym rozmową rozkoszując się pięknymi widokami, zagryzając przy tym zakąski i popijając wyśmienitymi trunkami. Kilka podobnych stolików z obitymi dębowymi krzesłami znajduje się w różnych częściach pomieszczenia.
Ważnym elementem wystroju jest duży stół z ciemnego drewna z metalowymi wykończeniami. Ustawiony jest on mniej więcej na środku Wielkiej sali, a wokół niego ustawione są wysokie krzesła, wykonane z podobnych materiałów. Naprzeciw stołu wznosi się ogromny fotel, przypominający tron. To tam właśnie zasiada Lord Riverrun, całość zaprojektowana jest w taki sposób, by jak najbardziej uwydatniać fotel lorda. Przy stole najczęściej zasiadają pomniejsi lordowie i rada Tully'ch przy dyskusjach. Jest to też miejsce, przy którym zasiada się do wieczerzy i gdzie przyjmowani są goście.
W głębi pomieszczenia rozstawione są ogromne lustra i mniejsze fotele i sofy, na których można spocząć. Całość oświetalają pokaźne świeczniki i metalowe żyrandole.
Obok wielkiej stali wydzielona została mała komnata, do której można się udać, by odbyć rozmowę w cztery oczy. Znajduje się tam podłużna sofa ustawiona wzdłuż ściany i dwa małe stoliczki. Jest też niewielki świecznik, jednakże głównym źródłem światła jest ogromne okno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
93
Join date :
18/05/2014

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Lut 25, 2015 12:33 am

Twierdza Riverrun nie była jedną z najbardziej przytulnych czy najpiękniejszych budowli w Westeros. Grube, proste mury z piaskowca nadawały jej surowego charakteru, ciężkiego do zamaskowania nawet elementami wystroju komnat. Oczywiście właścicielom zamku nigdy to nie przeszkadzało, kiedy siedziba rodu Tully w jakiś tam sposób miała podkreślać siłę i powagę jednego z Siedmiu Wielkich Rodów Westeros. Architekci Riverrun z pewnością nie bawili się w kunsztowne ozdabianie twierdzy, świadomie czy też nie stawiając na jej monumentalność. Trójkątny plan zamku rozbili paroma, prostymi wieżami, a fasada została pokryta subtelną rustyką. Mimo to, mieszkańcy zamku mogli Riverrun z dumą i godnością nazywać domem. Dla kogoś, kto spędził w tutaj ponad dwadzieścia lat życia surowe, chłodne mury budziły ciepło w sercu, a wspomnienie każdej z sal czy korytarzy delikatny uśmiech na twarzy. Czasem słońce padało na fasady w taki sposób, że wydawały się one wręcz białe, jakby emanujące blaskiem - nie raz mała Ophelia wyobrażała sobie, że żyje w miejscu zaczarowanym i wyjątkowym, a pewnego dnia odkryje tajemne komnaty pełne dobrej, mistycznej energii. Wiele wyimaginowanych przygód przeżyła w tych murach jako dziecko, poznała każdy zakamarek i kąt. Z czasem jednak człowiek dorasta, a młoda Tully z roku na rok była coraz bardziej świadoma, że pewnego dnia będzie zmuszona opuścić to miejsce, aby resztę życia spędzić w innej budowli, którą może i też nazwie kiedyś domem.
Dziś jednak mury zamku wydawały się bardziej ponure i nieprzychylne niż zazwyczaj. Może to była zasługa ciemnych chmur zebranych nad Riverrun, skutecznie blokując promienie słoneczne? Kłębiły się nad zamkiem, nisko zawieszone, nie sugerując nic dobrego. Panna Tully czuła w niewyjaśniony sposób ciężar chmur na swoich barkach: ponura pogoda sprzyjała ponurym myślom, które podobnie jak obłoki burzowe kłębiły się niespokojnie w jej głowie. Sporo czasu minęło od pogrzebu jej brata, a kobieta wciąż czuła nieustającą chandrę. Co prawda, z czasem wróciła do rutyny dnia znajdując sobie jakieś zajęcia, lecz... kiedy ostatni raz szczerze się uśmiechnęła? Czyżby na weselu Namiestnika? Już nie pamiętała, czy to było szczerze. Ciężko było odnaleźć w wspomnieniach uczucie szczęścia lub radości. Mogła pożegnać się z żałobą, odpocząć od przedtem nękającej jej histerii, znaleźć w sobie spokój. Ale jeszcze sporo czasu musiałoby minąć, aby Ophelia mogła się szczerze, radośnie uśmiechać. To na pewno nie było dziś - nie w ten, ponury i pochmurny dzień.
Mogła tylko się domyślać, dlaczego rodzice wzywali ją na rozmowę. Troska o jej stan psychiczny? Mało prawdopodobne. Para lordowska rzadko zaprzątała sobie głowę uczuciami córki, a ta dawno do tego przywykła. I nigdy nie narzekała - ba, doskonale to rozumiała. Czuła, że mimo wszystko surowi rodziciele ją kochają, nie miała najmniejszych podstaw aby temu zaprzeczać. Dorosła kobieta rozumiała, że inaczej w wysoko postawionej rodzinie być nie może. Jednak czasem było Ophelii żal jej rodzeństwa, a jako najstarsza z trójki poczuła obowiązek, a raczej chęć opieki nad nimi. Chciała, aby poczuli się kochani i zrozumiani, aby mieli do kogo zwrócić się z problemami, troskami. Chciała być ramieniem, w które będą płakać, oporą, a także i osobą, z którą mogą porozmawiać o głupstwach czy pożartować. A teraz Lancel nie żył, a dziewczynie pozostała tylko młodsza siostra. Musiała pozostać silna dla niej. Dlatego też szła pewnie, wyprostowana i spokojna. Choć dziś korytarze wydawały się obce i tak wiedziała, gdzie iść.
Ciemne, pochmurne niebo wraz z skłębionymi, ponurymi myślami nasunęły Ophelii do rozmyślań jeszcze inną sprawę. Burza. Ziemie Burzy... Baratheon. Jeszcze tak niedawno była obojętna Rodowi Jeleni, aż do ataku Tully na Dolinę. Oczywiście, osobiście nigdy nie miała za złe Baratheonom opowiedzenie się za Koroną, no bo, bo jak? Ale, oficjalnie rody pozostawały z sobą w zwaśni to i młoda Tully musiała się jakoś narzuconych, oficjalnych stosunków trzymać. Nawet choć plotki o postępowaniach jednego z synów Lorda Końca Burzy, Alywarda, wzbudzały w pannie Tully lekką niechęć, to było za mało, aby Jelenie znielubić. Ostatnio jednak udało jej się znaleźć powód do niechęci względem tego rodu, w postaci Dereka Baratheona. Dziwne, że przypomniała sobie o tym nieprzyjemnym incydencie dopiero teraz - ale cóż się dziwić, skoro o wiele poważniejsze sprawy zaprzątały jej ostatnio głowę. Szybko jednak zaczęła przekierowywać myśli na inny tor, aby do komnaty, gdzie będzie oczekiwać na nią para lordowska nie wejść w stanie podirytowania.
Ostatecznie znalazła się tam, gdzie jej oczekiwano. Skinięcie głową strażnikom wystarczyło, aby ci otwarli jej wrota do Wielkiej Sali. Parę kroków i znalazła się w środku, aby spokojnie podejść przed oblicze matki i ojca.  Skłoniła się im stosownie i należycie przywitała. Teraz należało czekać tylko na to, co mieli jej do powiedzenia.
- Wzywaliście? - Ostatecznie zawisło w powietrzu komnaty, nasączone spokojnym i uprzejmym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Mar 19, 2015 5:19 pm

Wątek prowadzi i nadzoruje: Ivory Targaryen

Trzeba zacząć gromadzić żywność, tak, tak.
Ser Ernald Tully,nie, Lord Riverrun, Ernald Tully, potarł świeżo ogolony policzek, podrażnił świeżą rankę po zacięciu się brzytwą, rozmyślając o nadchodzącej zimie. Jesień zdawała się surowo i z okrutną precyzją, chwytać w szpony kolejne mile Dorzecza, katując je chłodnymi nocami i coraz częstszymi deszczami. Trakty zamieniały się we wstęgi błota, podobne rzekom; wilgoć nieustannie unosiła się w powietrzu, zagęszczając powietrze i sprawiając utrapienie płucom. Tak, tak, idzie zima. Ser Ernald nigdy nie spodziewał się, że to jemu w udziale przypadnie lordowski tytuł; że to na jego barkach spocznie obowiązek troski o ród, o wszystkich mieszkańców Riverrun oraz całego Dorzecza. Jego starszy brat zawsze był silnym i zdrowym chłopcem, później mężczyzną – aż w końcu spłodził trzech podobnych  sobie, silnych synów.
Wszyscy zginęli.
Został tylko on. On i Koen, jego spadkobierca, bo nawet jego syn – jedyny syn – odszedł z tego świata przed wieloma miesiącami. A on, jako mężczyzna, jako głowa rodziny i rodu, nie mógł okazać słabości, choć wewnątrz każdego dnia bolesna zadra wbijała się w serce coraz głębiej. Prócz żałoby po stracie Lancela, prócz wszechogarniającego, paraliżującego jaźń bólu – w głowie lorda kotłowały się także inne, paniczne myśli. Czy Aldith da mi jeszcze syna? Oboje był już w wieku średnim, lata świetności dawno mając już za sobą, lecz przecież… zdarzały się przypadki, gdy lady, mająca już wnuczęta, powijała następne dziecko – te właśnie przypadki zaowocowały częstszymi wizytami ser Ernalda w alkowie własnej małżonki, którą obdarzył ciepłym, szczerym uśmiech, kiedy tylko wszedł do wielkiej Sali Riverrun.
Jest taka piękna.
Spojrzenie lorda Ernalda przesunęło się po szczupłej, kobiecej sylwetce, zaokrąglonych po kilku ciążach biodrach, rysujących się nieśmiało pod elegancką suknią; po bladej, pięknej twarzy, na których męski wzrok nie dostrzegał zmarszczek; aż wreszcie spoczął na jej oczach. Przestraszonych, pełnych bólu oczach, których spojrzenie wbijało szpilkę bólu za każdym razem.
-Moja pani…
Nie wiedział, czy da mu jeszcze syna, czy zabezpieczy w ten sposób przyszłość rodu – musiał zadbać więc o to w inszy sposób. Jego plan – wyjątkowo – się powiódł, za co zapalił świeczkę na ołtarzu każdego z Siedmiu Bogów. Sojusz z Baratheonami miał stać się rzeczywistością, co było sporym sukcesem już w pierwszym roku jego rządów w Riverrun. Nawet jego krytyczna pani żona nie miała żadnych obiekcji, przyjmując jego decyzję z… pokorą, radością?
Lord Ernald zbliżył  się do swej małżonki, ujął jej drobną dłoń i ucałował, a wnet drzwi ponownie skrzypnęły i u progu zjawiła się ich pierworodna. Pierwsza córka, pierwsze dziecko. Moja ukochana córka, przemknęło przez myśl lordowi, gdy zamarł w bezruchu, przypatrując się Ophelii. Oczami umysłu widział ją wciąż jako małą, radosną dziewczynkę, która tuliła szczenięta, zamiast uczęszczać na lekcję haftowania u septy; widział, jak wdrapuje mu się na kolana, żądając jeszcze jednej bajki przed snem, bądź zapalenia świecy przy łożu, by żaden potwór nie miał możliwości jej porwać.
Moja maleńka dziewczynka.
Lord Ernald odchrząknął, jego małżonka wyprostowała się i usiadła przy długim stole, nieustannie trzymając kielich w dłoni. Nie piła już wina, a po prostu wpatrywała się w trunek, jakby miała w nim dostrzec jakąś tajemnicę, bądź wizję przyszłości.
-Siadaj, moja córko, usiądź z nami. – polecił mężczyzna, wskazując dłonią jedno z miejsc przy stole. Nagle poczuł spadający mu na barki, duży ciężar… Jak ona to przyjmie? Czy zrozumie, że musiał to zrobić? Że to dla jej dobra? Że tak będzie lepiej nie tylko dla niej, lecz i całej rodziny?
-Jak wiesz, w życiu każdej dziewczyny przychodzi moment, gdy musi opuścić rodzinny dom, wyfrunąć… a może raczej wypłynąć z gniazda. – zaczął Tully niezręcznie, pocierając czoło i odsuwając krzesło, by na nim usiąść. Opadł na nie ciężko, splótł ze sobą palce i westchnął ciężko, tak ciężko, jakby miał przyznać się córce do zabójstwa.
Co poniekąd było prawdą. Małżeństwo to zabójstwo dla wolności.
-Ty skończyłaś już dwadzieścia dwa dni imienia. To najwyższa pora, by pomyśleć o odpowiedniej partii dla Ciebie, nim ktokolwiek uzna, że jesteś starą panną. – kontynuował Ernald, starannie unikając przy tym wzroku swej najstarszej latorośli.
-Twój pan ojciec, prawdę mówiąc, już pomyślał. – wtrąciła lady Aldith, nie mogąc znieść napięcia, które zawisło pomiędzy nimi, a ich córką. Im szybciej będą mieli tę rozmowę za sobą, tym prędzej Ophelia się  tym pogodzi.
-Istotnie, moja droga, tak właśnie było. – ciągnął lord, niezrażony przerwaniem przez małżonkę. – Jesteś Tully, Ophelio. Jesteś moją córką… córką lorda. Nie możesz więc wyjść za byle kogo, byle czwartego syna chorążego naszego chorążego. Udało mi się osiągnąć… pewne porozumienie z rodem Baratheon. Doskonale wiesz, że wygrali wojnę na południu, zagarnęli dla siebie kawałek Dorne i łączą ich koligacje z rodziną królewską, tak, tak.
Lord Ernald umilkł na moment, chcąc pozostawić go dla Ophelii na przetrawienie tejże informacji. Wieść o zrękowinach nie zawsze jest radosną nowiną dla panny… choć w tym wypadku powinna.
-Poślubisz Dereka Baratheona, moja córko. Jest młodym mężczyzną, ponoć niebrzydkim i utalentowanym.
Na usta lorda Riverrun wychynął pełen samozadowolenia uśmiech. Czyż nie powinna się cieszyć? Było oczywistym od momentu jej narodzin, że zostanie żoną – a teraz miała zostać żoną mężczyzny z jednego z najbardziej potężnych rodów w Siedmiu Królestwach. A ponadto nie był to mężczyzna stary, niedołężny i paskudny, co przytrafiało się przecież młodym dziewczętom. W oczach Ernalda Tully Ophelia była wręcz… szczęściarą.
-To radość dla całej rodziny. – dodała lady Aldith, posyłając córce blady, zbolały uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

Powrót do góry Go down
 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Riverrun-