a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Główna Sala



 

 Główna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Główna Sala   Wto Wrz 10, 2013 2:24 pm

Miejsce, w którym odbywają się główne narady dotyczące spraw rodu. To właśnie tutaj stoi tron Urrona, który uczynił władzę na Żelaznych Wyspach dziedziczną, mordując swych przeciwników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pon Wrz 16, 2013 5:05 pm

Nie zdążył nawet uwiązać klaczy, a brudny stajenny posłany przez ojca znalazł mu dobry powód, aby tysiące skazańców przestały jakoś szczególnie zaprzątać głowę. Od razu na wspomnienie o starym krakenie, Caster skrzywił się w myślach. Nie znosił go, o tak, nienawidził skrycie za manipulowanie, za ignorancje, za odcięcie od świata. Vickon Greyjoy nie należał do ludzi, którzy przywdziewają maski - zawsze był szczery do bólu i bezlitosny. Większość życia spędził zamknięty w swych komnatach, aniżeli na polu bitewnym, czy pośród morskich fal i właśnie stamtąd wydawał rozkazy. Mówiąc wprost, w oczach wielu był nie tyle czułym władcą, co zimnokrwistym zarządcą więzienia, w którym żyli jego poddani. Wizji tej nie poprawiały ani twarde zasady, ani surowy klimat Żelaznych Wysp. Czemu więc jakikolwiek bóg miałby zesłać na starego wygę łaskę potomstwa? Czemu pobłogosławił jego rządom i przedłużył panowanie o kolejne pokolenie? To się w owym czasie nikomu nie mieściło w pojmowaniu, a jednak była to najzupełniejsza prawda. Królowa wydała na świat Hurleya, a potem Erca.
Caster zacisnął gniewnie zęby - teraz żaden z jego starszych braci już nie żył. To co spotkało Hurleya zakrawało o zemstę wysokiej wagi, a wieści o Ercu (bękarcie) zerwały się w podobnym czasie, co nie wątpliwe wygląda podejrzanie. Tymczasem, ojciec nie uczynił z tymi faktami niczego co stosowne. Ani nie próbował się z nimi skontaktować, ani wesprzeć dochodzenia, ani nawet wyjść na spotkanie Hurleyowi, gdy pochód wnosił trumnę na dziedziniec kilka dni wcześniej. Nie zmalała przez to pogarda Castera do ojca i jego skrajnych poglądów, urojonych problemów, ale nie był to też powód do buntu - takie rzeczy należy nosić w sercu, pozwolić im dojrzewać.

Gdy skończyły się rozmyślania najmłodszego z rodu, okazało się, że trafił już przed wrota głównej sali. Oparł łokieć o jedno ze skrzydeł i naparł na nie. Czas najwyższy zmierzyć się z tym, czego do tej pory unikał. Czas na rozmowę z ojcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sro Wrz 18, 2013 4:20 pm

Prudence nie była zdziwiona brakiem ojca w porcie. Nie był tym miłym, kochanym staruszkiem, który wyczekiwał swych dzieci. Nie ten typ człowieka, czasem zastanawiała się, co widziała w nim matka, że za niego wyszła.. pewnie nic, jej rodzice musieli być zadowoleni z profitów. Pru nie pamiętała matki, wychowywał ją ojciec, cóż więc się dziwić, że wyrosła na kogo wyrosła? Dziewczyna była strasznie porywcza, dawała się ponieść emocjom, nie ona jedna w tym rodzie. Wszyscy tacy byli. Przez to straciła sporą część ich floty.. już czuła ten wzrok ojca, no i milczenie, które w tym przypadku było dużo bardziej wymowne niż jakiekolwiek słowa. Rozczarowanie.. nie chciała tego, nie chciała być słaba, cóż jednak ona mogła? Jedna? Teraz będzie, że gdyby była mężczyzną to na pewno jej walka wyglądałaby inaczej - niedoczekanie. Zawsze musiała coś udowadniać, musiała być lepsza od mężczyzn, bo gdyby z którymś przegrała byłoby, że to przez to iż jest kobietą. Ta walka była cholernie męcząca, trwała w końcu praktycznie całe życie Prudence.
Dojechała do zamku na czarnym rumaku, ledwo z niego zeskoczyła doszły jej słuchy, że ojciec chce ją widzieć. Żelaźni mierzyli ją wzrokiem, cóż przywiozła ze sobą klęskę.. Nie chowała głowy w piach, szła dumna, wyprostowana, na jej twarzy widać było obojętność. Nie obchodziło jej, co szeptali za plecami, miała to gdzieś.. gorzej będzie z ojcem. Trafiła pod drzwi głównej sali, pchnęła je i weszła do środka. Nie spodziewała zastać się tu kogoś poza Panem Ojcem, zdziwiła się więc widokiem brata. Przystanęła więc nieco za drzwiami czekając na znak, czy może dołączyć do konwersacji, czy ma poczekać na zewnątrz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Nie Wrz 22, 2013 5:57 pm

MG

Lord Greyjoy czekał aż jego, pożal się krakenie, dzieci wrócą do domu. A to siedział, a to przechadzał się po sali. Niezależnie od tego, co akurat by robił, cały czas rozmyślał. Zastanawiał się jakim cudem dał życie zgrai, która albo roznosi w proch jego flotę, albo drwi sobie z każdego jego słowa. O martwych wolał już nie wspominać, nawet w myślach.
Im dłużej czekał, tym bardziej był zdenerwowany, tym mniej miał już ochoty na oglądanie tych bezczelnych chłystków, tym bardziej chciał ich ukarać.
Gdyby wiedział jak opieszale postępuje Caster, to z pewnością byłby jeszcze bardziej wściekły. Ach, przecież w Pyke nic sie przed nim nie ukryje. Wiedział. I to właśnie było irytujące.
Lord akurat był w trakcie posiłku, gdy do sali zawitał Caster.
- Do stu kurew portowych, oczom nie wierzę! -wykrzyknął stęskniony tatuś tak intensywnie, że kawałki przeżuwanego przez niego,  pieczonego kurczęcia poleciały na stół. Dobrze, że się przy tym lord nie zadławił, głupia by to była śmierć, a przy okazji jaka niepotrzebna!- Czy to synuś mój kochany, Caster, zaszczycił mnie swoją obecnością? -spytał jednego ze swoich ludzi siląc się na miły i troskliwy głos. Gdy ten potwierdził, usta lorda wykrzywiły się w złośliwym grymasie.- Musisz być kaleką, skoro tak długo zajęło ci dojście tu z portu. A może jesteś głuchy i nie słyszałeś słów mego sługi? A może po prostu jesteś głupi? Parszywy małpiszon! Hmm... tak! Nalać mu wina, może mu się umysł rozjaśni! I posadźcie go, gdyby nie wiedział jak się siada!
Lord wrócił do obgryzania kurczaka. W jednej dłoni trzymał ową obgryzaną przez niego nogę, a w drugiej puchar z winem. Ile wypił - nie wiadomo. Ale jego słowa nie były podyktowane winem. On chyba taki po prostu był.
- Castereczku! Napij ty się teraz, ty parszywa małpo, a ja posłucham co cię tyle zatrzymało w porcie! To musi być kurewsko ciekawa historia!
Greyjoy prawie by sie już uspokoił i wrócił do popijania wina, gdy drzwi otworzyły się i stanęła w nich Pru. Tak, to że w nich stanęła jeszcze nie wymusiło na lordzie żadnej reakcji, ale to, że tam pozostała...
- Widzicie, pojawiło się moje drugie dziecko -lord mówił bardziej do sług, którzy zajmowali się dolewaniem wina i donoszeniem jadła.- Ale zobaczcie jak się czai przy tych drzwiach! Czy tak zachowuje się Greyjoy? Wejdź do środka dziewczyno, zanim pomyślę, że nie jesteś z mojej krwi!
Zaczynało być zabawnie, przynajmniej dla lorda. Miał już dwie ofiary na których mógł wyładować swoją frustrację. Biedni Caster i Pru? A gdzie tam! przecież to oni byli sprawcami owej frustracji.
A lord wydawał się być jeszcze w jakimś stopniu spokojny. Sługa przygotował kielich i dla Pru. Cóż, zapowiadało się na miły posiłek w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Hue hue hue.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Paź 26, 2013 9:46 am

Cóż, jakimś cudem udało jej się wejść. Prue chyba nikogo nie bała się tak jak ojca, zawieść go - bardzo ciężka sprawa. Miała świadomość, że była w bardzo, ale to bardzo nieciekawej sytuacji. Ciekawe jak ukarze ją ojciec.
Kiedy stanęła w drzwiach coś spowodowało, że nie mogła się ruszyć. Chyba widok tatusia, sama świadomość była chyba dużo łatwiejsza od spotkania. Wzięła głęboki oddech i zrobiła krok do przodu, dobrze, że jej braciszek też tu był. Powrót dwójki do domu, niesamowite wydarzenie. Spotkanie po latach? Rodzinny obiad nie był chyba w ich stylu.
Ruszyła się, gdy ojciec się odezwał. Szła powoli, na jej twarzy widać było obojętność, chyba się złamała. Te wszystkie wydarzenia, które spotkały ją od kiedy opuściła dom. Aktualnie chciała tylko tu zostać, mimo gniewu ojca. Może nawet ją zamknąć, nie chciała jednak znowu pakować się w kłopoty, nie chciała by przez nią ginęli ludzie - jej ludzie.
- Ojcze..- Rzekła jeszcze nim usiadła. Cóż, zobaczymy, jak się miewa tatuś, jak bardzo źle jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pią Lis 01, 2013 10:05 pm

MG

No proszę, jak miło. Ojciec, syn i córka. W trójkę w jednej sali. Nikt nie próbuje nikogo zabić, nie słychać potępieńczych jęków. Sielanka?
- A może najpierw Prudence opowie nam, co ostatnio robiła? -lord Greyjoy gestem nakazał Casterowi milczenie, gdy syn nawet nie zdążył się odezwać.- Siadaj... córko. Opowiadaj gdzie byłaś i co robiłaś. Ze szczegółami.
Lord wbił wzrok w Pru. Oczywiście, doskonale wiedział co zaszło, ale chciał, żeby córka opowiedziała wszystko. Bo w ten sposób musiała przypomnieć sobie i na nowo przeżyć śmierć swoich ludzi.
Pru zasłużyła na karę. Gdyby Lord Greyjoy był w posiadaniu trucheł swoich ludzi i gdyby urządzał pogrzeby, z pewnością rozkazałby córce asystować przy wszystkim. A może nawet miałaby za zadanie własnoręczne pochowanie ich wszystkich?
Kto wie.
Niestety, nie można było jej tego zlecić. Nie było ciał i nie było miejsca na pochówek. Wyspiarze spoczęli tam gdzie powinni, czyli w morzu.
- No, nie namyślaj się, tylko opowiadaj. Nalej sobie wina, jeśli zaschło ci w gardle!
Jak widać, miły Lord Greyjoy wcale nie jest taki miły. Pod maską dociekliwego ojca krył się ktoś, kto chciał sprawić ból. I tak jak sprawnie wymierzony policzek, czy kilka razów batem, sprawiły by fizyczny ból, który może po pewnym czasie zniknąć i zabrać ze sobą winę, tak chciał przysporzyć Pru innego rodzaju bólu. Takiego, którego nie zapomni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Lis 02, 2013 9:36 am

Tak, nie ma to jak rodzinne spotkania. Prue aż dreszcze przeszły po plecach. Nie byli oni typową rodzinką. Teraz był jej moment, musiała wszystko dobrze rozegrać. Zobaczymy, czy się jej uda.
Usiadła przy ojcu. Nakazał milczeć jej bratu. Wzięła więc głęboki oddech i zaczęła mówić.
- Zapewne doskonale wiesz, gdzie się podziewałam- Chciała jak najbardziej ogólnie poruszać temat, nie miała bowiem ochoty przypominać sobie wszystkich ludzi, który straciła.
- Nie wiem ojcze, czy pamiętasz jeszcze mojego brata Hurleya, którego zabiły Lannisterskie kurwy, chyba wypadało im się odwdzięczyć, nie sądzisz?- Prue cały czas patrzyła ojcu w oczy, nie bała się go, nie mogła pokazywać słabości. Musiała brać odpowiedzialność za swoje czyny. Jej największą wadą było to, że cholernie przejmowała się rodziną, także zabicie starszego brata to był dla niej spory cios.
- Nie wiem, czy masz też świadomość, że gdy byłam w Królewskiej przystani zostałam porwana, zapewne Cię to zupełnie nie interesuje..- Prudence i jej szczęście, ona z ciotką króla.. właściwie, czy ciotka króla się odnalazła? Będzie musiała się tym zainteresować. Dolała sobie wina i upiła spory łyk.
- Próbowaliśmy zaatakować Lannisport, niestety zakończyło się to klęską ze względu na dołączenie się do tego starcia Doliny..- Tutaj Prudence nieco się skrzywiła. Rethel Royce - człowiek, który w tym momencie stał się jej priorytetem, zabije go za to wszystko.
- W zasadzie, gdzie do cholery był Caster? Gdy go potrzebowałam..- Prue miała do nich wszystkich żal, że zostawili ją samą z wojną na barkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Lis 02, 2013 5:29 pm

MG

Oj, nie będzie tak łatwo, jak się Pru wydawało. Lord nie miał zamiaru dawać za wygraną. Ba, gdyby tak szybko odpuścił, to nie dość, że pozwoliłby jej wygrać to starcie, ale na dodatek ona niczego by z tego nie wyniosła.
- Przypomnij mi ilu ludzi straciłaś przez swoje bezmyślne zachowanie. -to, że Pru patrzyła ojcu w oczy nie znaczyło, że ich wzrok się spotkał. Lord Greyjoy obserwował coś co było usytuowane nieco powyżej głowy córki i na lewo od niej.
Nie chciał spojrzeć na własne dziecko?
- Ależ opowiedz mi o wszystkim. O porwaniu też. To może być interesująca historia. Może gdybyś nadal była gdzieś uwięziona, nie straciłabyś tylu moich ludzi. -głos lorda stopniowo zaczął się wzmacniać. Nie krzyczał, bo jeszcze nie był na to czas. A może już nie był?
- I możesz dolać mi wina. -przysunął kielich w jej stronę. No tak, przynajmniej obsługując stół nie była zagrożeniem dla swoich ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Lis 02, 2013 5:42 pm

Prue miała świadomość, że nie będzie łatwo. W końcu rozmawiała ze swoim ojcem.. była to chyba jedyna osoba, której się bała. Nigdy nie można było wywnioskować, czego się spodziewać. Można go było rozgniewać byle pierdołą. Cóż, a strata większej części armii, nie była byle pierdołą. Także miała świadomość, że jest w dupie.
- Zbyt wielu, jednak próbowałam, nie jak cała reszta, nie siedziałam na tyłku patrząc jak Ci którzy zabijają mi brata cudownie bawią się na weselu, Hurley też był bliski ożenku, tylko, że go zabili, jego narzeczoną również..- Prudence podniosła głos. Najwyraźniej zaczęła się denerwować. Nie potrafiła akceptować takiej ignorancji ze strony swej rodziny. Nie ona. Chyba za bardzo kierowała się emocjami. Była w gorącej wodzie kąpana, niestety zbyt późno myślała nad konsekwencjami, ba dostrzegała je dopiero po fakcie, jak tym razem.
- Nie mam zamiaru o tym opowiadać, wybacz ojcze, ale nie jesteś osobą z którą chciałabym się tym podzielić, może faktycznie, a najlepiej to by chyba było gdyby matka umarła przed urodzeniem mnie, nie sądzisz?- Prue była bezczelna, dosyć często w końcu była Greyjoyem. Miała wrażenie, że rozgniewa ojca, ale średnio ją to obchodziło. Nikomu nie opowiadała jeszcze o swym porwaniu, nawet dla niej było to dosyć bolesne przeżycie, nie chciała się z nikim dzielić tym, co ją spotkało.
Zignorowała jego prośbę o nalanie wina, nie była jego służką, aż tak nisko nie upadła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Nie Lis 03, 2013 10:41 pm

MG

Lord zaśmiał się rubasznie i odłożył nogę kurczęcia na talerz. Wytarł ubrudzoną tłuszczem rękę w spodnie. Bawił się świetnie podczas gdy Pru na nowo wzniecała swoją nienawiść do Lannisterów.
- Zawsze byłaś dobra w kapitanowaniu Cholery, ale wojny to nie jest twoja mocna strona. Zabraniam ci podejmować jakichkolwiek działań bez mojej aprobaty. Nie jesteś gotowa, aby dowodzić. -Greyjoy powiedział to z uśmiechem na ustach. Nie był to jednak miły uśmiech. Obnażył stare, zepsute zęby aż po same dziąsła. Pomimo straty synów i cierpienia, jakie wraz z tym nadeszło, lord miał jeszcze tyle energii aby gnoić córkę. Cóż, nie był zwolennikiem bezstresowego wychowania, o czym zresztą wszyscy wiedzieli.
Gdy tylko Pru dokończyła swoją wypowiedź, którą chciała ojcu dopiec i wspomniała o śmierci matki, lord wstał z miejsca i wymierzył córce porządny policzek. W tym momencie wszystko ucichło, słychać było jedynie uderzenie.
- Szacunek. Wymagam tego od ciebie, córko. -lord nie mógł przejść obojętnie wobec takiej niesubordynacji Pru.- Bezczelność jest w cenie, ale musisz znać granice swoich możliwości.
Zauważył też, że zignorowała jego polecenie. Skoro tak się chciała bawić... Lord usiadł na swoim miejscu i wskazał na swój kielich.
- Obsłuż mnie i będziesz mogła się oddalić. -lord widział, jak bardzo nie chciała się ugiąć przed nim, dlatego tym bardziej na to napierał. Pru mogła szybko zakończyć rozmowę z ojcem, wystarczyło tylko nalać mu tego cholernego wina. Czy to było dla niej wykonalne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Czw Lis 07, 2013 9:47 pm

- Cóż, na wasze nieszczęścia tylko ja się jej podjęłam, gdy wy tutaj siedzieliście na tyłkach i nic nie robiliście.- Prue była zła. Miała tego wszystkiego dość. Nikt inny nie podjął się zemsty, wszystko było na jej głowie. Czy ojciec myślał, że nie wiedziała ilu ludzi straciła? JEJ ludzi, przezywała to zapewne dużo bardziej niż ten piernik dobry w gadaniu.
- Szacunek jest obustronny..- rzekła tuż po tym jak dostała po twarzy. Nie ruszyła się, nie pisknęła, była niczym posąg. Nie był to pierwszy policzek, który został jej wymierzony. Mimo, że twarz ją piekła, nie dawała po sobie poznać, by ją to chociaż trochę ruszyło. Była silna, nie tak łatwo było jej sprawić ból.
- Chyba utopiony Bóg Cię opuścił..- Rzekła, gdy ojciec nakazał jej się obsłużyć. Nie będzie nikomu usługiwała, nie ona. Nie zniży się aż tak. Nie miała w sobie za grosz pokory. Wstała, spojrzała na ojca.
- Wydaje mi się, że nie mam Ci już nic do powiedzenia ojcze, lepiej pogawędź sobie ze swoim synem, o tym jak miło można spędzić czas na wyspach..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pon Lis 11, 2013 1:33 pm

MG

Zdawało się, że papa Greyjoy ma całkiem niezłą rozrywkę z rozmowy ze swoją córuchną.
- Jak się puszczasz na samozwańcze wyprawy... czy ja kazałem ci zmierzać w kierunku Lannisportu? Nie przypominam sobie - popchnął pusty kielich przed siebie i usadowił się się wygodniej na "swoim tronie". - Jedna z wielkich zasad wojny mówi o tym, by liczyc siły na zamiary, widocznie dość mocno się pomyliłaś, a teraz ja muszę liczyć się z konsekwencjami. A skoro ja muszę się liczyć, to ty także, skarbie.
Lord Żelaznych Wysp rzucił swojej córce spojrzenie, którego chyba nie chciała nigdy widzieć.
- Siadaj - powiedział ostro, widząc, że jego córka, nie dosć, że pyskuje, to jeszcze chce odejść bez jego wyraźnego pozwolenia. - Nie wyjdziesz stąd, dopóki nie nalejesz mi wina.
Ojciec był nieprzejednany. Zdawało się, że nie chce też wysłuchiwać już lamentacji swojej córki i tego straszliwego weltschmerzu. To się wszystko mogło zaraz skończyć, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pon Lis 11, 2013 1:42 pm

Prue naprawdę nie miała ochoty ciągnąć tej konwersacji. Nie i już. Najwidoczniej do ojca nic nie mogło dojść. Tylko on miał rację, zawsze. Prudence była tym zmęczona.
- Nie, Ty wolałeś siedzieć na wyspach popijając wino.- Nie potrafiła zrozumieć tej ignorancji. Jej dwóch braci.. cóż, dla tatusia rodzina była niczym, ciekawe, czy jakby ją zabili, to coś by zrobił, tak, dał temu kto, to zrobił tyle złota, że nie mógłby unieść. Grunt to myśleć pozytywnie.
- Nie wiem, czy zauważyłeś, ale się liczę.. bardzo liczę- Odparła zrezygnowana. Nie miała już siły z nim dyskutować.
- Niedoczekanie ojcze, żegnaj..- Odparła kiedy padło na nią spojrzenie ojczulka. W jej żyłach płynęła krew Greyjoyów, ona nigdy nikomu nie posłuży, nawet ojcu. Ruszyła pewnym krokiem w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pon Lis 11, 2013 1:52 pm

MG

Tym razem się uśmiechnął, ukazując swoje wystarczająco zepsute zęby.
- Widzę, że ta wycieczka niczego cię nie nauczyła - stwierdził i z żalem zauważył, że jego córka nie ma zamiaru dolać mu wina.
- Jesteś Greyjoyem, czyli moja córką, czyli musisz liczyć się z tym, co powiem, o co cię poproszę i co rozkażę swoim ludziom. W ramach lekcji wychowania wyciągnę konsekwencje z twojego wypadu o wiele gorsze niż nalanie mi wina do kielicha - Papa aż wstał, wydawał się być tym faktem wyjątkowo niepocieszony. - Hansel, Erg, zamknijcie ją w lochu. Zastanowię się, co z tobą uczynić, gdy już sobie tam posiedzisz wystarczająco.
Gdy tylko przywołał z imienia swoich dwoch ludzi, którzy stali za drzwiami, ci od razu zastosowali się do rozkazu ich zwierzchnika i pochwycili Prudence. Zdawało się, że lord jeszcze sobie o czymś przypomniał...
- Aha, jeszcze rozbrojcie Cholerę, sami zdecydujcie, co zrobicie z ludźmi, a statek... statek się przyda. Ostatnio zdaje mi się, że trochę nam ich ubyło. Do roboty, kurwie syny!
Chyba papa wyciągnął konsekwencję, a dwóch żołnierzy wyprowadziło Pru do lochu. Byli postawni i z pewnością trudno było się im wyrwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Sob Maj 17, 2014 8:49 pm

MG

Drumm się spieszył, widocznie lord też stwierdził, że sprawa była nagląca. Gdy zauważył Harlawa, stwierdził, że ten też może być przydatny, zresztą... zresztą lord Greyjoy miał pewne plany.

Wcześniej w porcie wszyscy panowie mogli zobaczyć dość dużą liczbę statków. Zawsze było tam dużo statków, ale tym razem czujne oko mogło wyśledzić, że jest ich nieco więcej, niż normalnie. Także po zamku kręciło się dużo nieznanych postaci. Ciemna, ponura twierdza, dziś tętniła życiem. Co było tego powodem? Jakaś uczta? Jakieś wydarzenie, o którym wcześniej panowie nie mieli pojęcia?
Drumm otworzył szerokie wrota głównej sali i zapadła cisza. Oczom trzech młodych mężczyzn i kapłana ukazały się znajome i nieznajome twarze. Sami mężczyźni i garstka kobiet.
- A! Moi bratankowie! Miło, że w końcu raczyliście się tu pojawić... - Ochrypły głos lorda zwiastował jego późniejsze, wyjątkowo niemiłe zachowanie względem dzieci swojego brata. Wszystkie oczy zwrócone były na tych troje. Choć Harlaw nie zaliczał się do grona Greyjoyów, też mógł poczuć na sobie nieprzychylne spojrzenie lorda. Oprócz niego, mógł też w końcu przyuważyć w tłumie swojego ojca, który chyba niespecjalnie przejmował się nagłym przyjściem syna.
Widzieli różne herby - Kosę Harlawów, Dorsza Coddów, 27 srebrnych rybek Botleyów, Krwawiący Księżyc Wynchów, czy Lewiatana Volmarków. To oznaczało jedno - wiec. Na pewno nie królewski, ale wiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Nie Maj 18, 2014 4:49 pm

Ezekiel zajmował miejsce w pobliżu swojego brata, ale jakby na uboczu. Stał zaciskając prawą dłoń wokół skórzanego pasa, z którego zwisały dwa miecze. Greyjoy wyraźnie się niecierpliwił. Miał na sobie ubranie podróżne, jakby liczył że w najbliższym czasie będzie mógł wyruszyć w drogę. W istocie miał wielkie plany i interesy na północy, a sprawa wydawała się być nagląca. Zdenerwowany zaczął chodzić od lewej strony sali do prawej.
W końcu drzwi sali się otworzyły. Przybyłych nie zapowiedział herold lecz przywitała ich zwykła cisza. Przykuli uwagę obecnych, w tym i samego Ezekiela, który zatrzymał się i splótł ręce za plecami. Od razu poznał przybyłych bratanków i dziedzica Harlawów. Zbytnio nie przepadał za swoimi bratankami. Lionel i Michael sprawiali dla niego wrażenie młodych i nieopierzonych. Przypominali mu paniczy z kontynentu, ludzi nie wiedzących co to najazd, nie realizujących dewizy rodu. Mówiąc o tym, relacje między wyspami a Żelaznym Tronem nie zdawały się dla niego być poddaństwem lecz zwyczajną niewolą. Żelaźni ludzie nie mogli już najeżdżać zachodu ani dorzecza co skazywało ich na utrzymywanie się z tak skromnych darów Żelaznych Wysp. Ród mógł stawać się tylko biedniejszy w czasie pokoju.
Ezekiel w przeciwieństwie do swojego brata zwykł sprawiać chociaż pozory chłodnej uprzejmości wobec rodziny, więc niemal niezauważalnie skinął głową w kierunku mężczyzn. Delikatnie prześlizgnął się między dwoma szlachcicami i usiadł na przedzie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Nie Maj 25, 2014 10:49 am

Michael czuł na sobie paręnaście par oczu, które wydawało by się, że mogły go przejrzeć na wylot. Jakby każdy wiedział co w życiu zrobił, jak się zachowywał każdego dnia, jak bardzo miał dość rutyny. A tu nagle wszystko się zmienia. Cały jego świat został przechylony i nuda nie raczy go już swoją obecnością. Co prawda sam do końca nie wiedział coś się właśnie dzieje i dlaczego właściwie tutaj jest. Ale skoro taka była wola Lorda, nie mógł inaczej postąpić jak zgodzić się i spotkać się z nim. Michael widział już w swoim życiu wiele dziwnych rzeczy. Na morzu nabierał takiego doświadczenia o jakim mało kto mógł pomarzyć. Ale do tej pory Lord nigdy go nie wzywał do siebie, tym bardziej ze swym młodszym bratem. Widział po nim, że jest równie zaskoczony co on.

Prudence co ty żeś narobiła, że wiec musiał się zebrać na wieść o twoim zaginięciu. Musiała minąć chwila by doszło do Michaela, że kapłan się nie mylił. Tutaj nie chodziło o bratanków Lorda. Tylko o ich kuzynkę, która narobiła takiego zamieszania, że sam Lord stał się podejrzanie miły dla ich dwójki. Zapewne wyślę ich na niebezpieczną misję, w której będą musieli ją odnaleźć lub... jej trupa. Jednak nie bierzmy pod uwagę od razu złej myśli. No bo przecież kuzynka, była silną kobietą... Michael nie był już pewny niczego.

- Lordzie... - ukłonił się delikatnie by zachować pozory co do tego, że darzy go jeszcze jakimkolwiek szacunkiem - Rozumiem, że to całe zgromadzenie jest związane nie tyle co z naszym przybyciem, a co jak najbardziej z naszą żelazną kuzynką? - zapytał pewny odpowiedzi jakiej udzieli Lord. Jednak nie chciał by Lord uznał go za pewnego rodzaju cwaniaczka, więc pytanie było zadane w ten sposób, by nie zabrzmiało jak retoryczne.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Nie Maj 25, 2014 4:32 pm

Wiec. Savaric nie sądził, że będzie w nim w jakiś sposób uczestniczył ale jego ciekawość wzięła górę nad pospolitym lenistwem i strachem. Tak, bał się swego dziadka i wolał nie podpadać by ten nie wydał na niego jakiejś kary. W ten oto sposób wylądował tutaj i początkowo nie rozumiejąc o co tutaj tak naprawdę chodzi, spoglądał na osoby, które weszły do sali.

Zobaczył wtedy wkraczających Michael'a i Lionel'a. Wtedy to zrozumiał, że może się tutaj dziać coś ciekawego. Dawno już nie widział krewnych z tej części rodziny, a zazwyczaj lubił słuchać ich opowieści. Niemniej jednak tym razem wiedział, że trzeba zachować powagę i nie cieszyć się na ich widok jak małe dziecko. Savaric wiedział, że to oni właśnie odpowiedzą na pytanie po co w ogóle odbywa się wiec.

I po tym co powiedział starszy z dwójki braci wszystko okazało się jasne. Chodziło tutaj o ciotkę Savaric'a - Prudence. Nigdy nie rozumiał co się wtedy stało ale słyszał opowieści o tym, że dowodziła kiedyś na wojnie, a później zaginęła. Nie był pewien czy tak wyglądała ta wersja wydarzeń ale jedno było jasne, od dawna jej nie było na Żelaznych Wyspach. Chłopak był ciekawy dalszego biegu wydarzeń więc skupił się na swojej rodzinie, a nie pomniejszych rodach które również tutaj przybyły.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Nie Maj 25, 2014 9:05 pm

Wielkie, stalowe drzwi uchyliły się przed twarzą Lionela. No w końcu! Droga była długa, to ile jeszcze będzie czekał?! Stanął więc dumnie. Coś jednak chyba nie wyszło, nie usłyszał żadnych trąbek, ani Herolda, który wywoływał, by jego i jego brata imię. Cóż za żenada! Nie traktuje się tak synów brata króla, no ale w sumie jak na tamte czasy i sytuacje gospodarcze. Młodszy strasznie się podirytował, choć do pionu postawiła go niezbyt wesoła twarz Lorda. Dopiero później jego wzrok dosięgnął facjatę Ezekiela. To dopiero wywołało u niego paniczne mdłości! Niczego już chyba do szczęścia mu nie brakowało, no może tylko karawany... Pan tupecik... - Pomyślał, słysząc słowa króla. No cóż, Lionel nigdy nie zachowywał się normalnie, nawet w tych najbardziej poważnych rozmowach. Kiedyś na pewno się na tym przejedzie.

Gdy jego brat, Michael, zaczął mówić w stronę Lorda, Lionel zerknął na jeszcze jedną osobę - Savarica. Chociaż jego widok przyprawił go o lekko weselszy nastrój. Nie zważając na to co dzieje się dookoła, młodszy podniósł swoją dłoń i machnął w stronę kuzyna. Może go zganią, może nie, w sumie nie robiło to na nim różnicy. Po tym wszystkim, swój wzrok znowu skierował na przebrzydłą twarz Ezekiela i patrzył na niego z pod oczu. Chciał wystawić język, ale chyba by już za bardzo przesadził.

Niemniej jednak jego zachowanie wystarczająco tutaj namieszało. Zaczął dłubać w nosie.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Pon Maj 26, 2014 11:56 pm

MG

Zdawało się, że lord Greyjoy traci cierpliwość. Wielu sądziło, że on w ogóle nie posiada takiej cechy jak cierpliwość. To dlatego był pewnie tak niezadowolony z tego, co zobaczył. Odetchnął głęboko.
- Tak. O moją córkę tu chodzi. Jak pewnie wszystkim wiadomo, Prudence wypłynęła na morze i nie wróciła. Miała tylko jedno zadanie do wykonania - O-ho! Zaczynało się.
Lord Urrigan Greyjoy należał do osób wyjątkowo często wpadających w gniew. Porywczość? Naturalna złośliwość? Brak przywiązania do własnej rodziny?
- Mam dziwne wrażenie, że moje są wyjątkowymi nieudacznikami. Najpierw zamordowano mojego najstarszego syna, potem młodszego, a teraz zaginęła nawet córka, która wypłynęła na morze z całą załogą - Jego mina była daleka od uśmiechu. Bardziej kwaśny grymas. - Albo jest ktoś na wyspach, kto naprawdę chce się pozbyć naszej rodziny, albo wszystkie moje dzieci były głupimi bucami. Mam dziwne przeczucie, że to raczej ta druga opcja, ale przydałoby się to sprawdzić. Dlatego wysyłam was - wskazał ręką na Michaela, Lionela i Aleyna - na poszukiwanie zabójców moich synów oraz być może żywej córki. Jeśli znajdziecie gdzieś tę małą kurwę, przyprowadźcie ją do mnie. Już ja się nią zajmę... Odpowiednio wydana za jakąś cipkę z lądu przynajmniej się na coś przyda.
Nagle zaczęło się robić głośno, lordowie rozmawiali między sobą, a początkowo Urrigan to tolerował. Początkowo.
- MILCZEĆ, SUKINSYNY! - krzyk wydobywający się z jego gardła zapowiadał kolejne ogłoszenie. Tym razem zwracał się do Ezekiela i Savarica.
- Wy macie inną robotę - mruknął niechętnie, przywołując gestem swoją panią żonę. Ta od razu podeszła i odczytała treść zaproszenia na ślub lorda Namiestnika i księżniczki Martell. Po tym Urrigan kontynuował wypowiedź.
- Liczę na twoje doświadczenie, Ezekielu. Musimy się jakoś porozumieć z lądem po tym, co wyczyniała moja córka, gdy jeszcze było wiadomo, gdzie jest. Savaric, jako mój dziedzic, musi się uczyć tego, czego także pragną na lądzie, ale jednocześnie nie może się stać jedną z tych wymuskanych cipek - zwrócił się do swojego brata. - Przynajmniej wy nie przynieście mi wstydu... Mam dość nieudaczników w tej rodzinie.
Jeszcze raz spojrzał na troje spóźnialskich.
- Bylibyście tak łaskawi i ruszali nawet zaraz. Chyba że mam odciąć ci tego palucha, Lionelu... - Jego zęby aż widocznie zgrzytnęły. Rzeczywiście, nie miał zamiaru już ich dłużej słuchać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Wto Maj 27, 2014 12:32 am

Siedział sztywno na krześle, uważnie obserwując swoich młodszych krewnych. Może i sprawiali wrażenie kompletnych kretynów, ale może przynajmniej młody Harlaw uświadomił młodzieńców czego się od nich oczekuje. Tak, można było odnieść wrażenie że dzięki Harlawowi, Michael miał jako tako pozytywny wpływ na Lionela. Niestety wrażenie to rozwiały okropne maniery chłopaka.
Żyłka na potylicy Ezekiela zaczęła pulsować groźnie, kiedy ten wstał z zamiarem skarcenia chłopaka. Pokój i poddaństwo Żelaznemu Tronowi najwyraźniej już zdążyło zmienić dumnych grabieżców z wysp w wieśniaków. Na szczęście nie zdążył zaatakować słownie swojego bratanka, gdyż Urrigon przemówił. Dzięki utopionemu Ezekiel nie zdążył zwrócić swoich krewnych jeszcze bardziej przeciwko sobie. Greyjoy przyjął słowa swojego brata ze spokojem, a nawet lekkim grymasem uśmiechu na twarzy. Był zadowolony że to nie jemu przypadły długie i bezowocne poszukiwania lordowskiej córki. Zresztą, trzeba przyznać że jej nieobecność w Pyke była mu jak najbardziej na rękę. Gorzej przyjął swoje własne zadanie. Nie widziało mu się niańczenie swojego pra-bratanka, ale dobrze przy tym rozumiał że Savaric jeszcze miał czas nabrać doświadczenia, poza tym z pewnością potrzebny mu był ktoś kto by pilnował od zbytniego udowadniania swojego męstwa. W bordelach, na turniejach pewnie gotów był oświadczyć się pierwszej lepszej dornijskiej dziewce o wystarczająco krótkiej spódnicy. Jeśli temperament miał taki sam jak jego dziad to z pewnością potrzebował takiej pomocy.
-Osobiście jestem gotowy do drogi.- powiedział, gdyż istotnie planował podróż, niestety w zupełnie przeciwnym kierunku. Od dawna planował wyjazd na Północ, i po raz kolejny okoliczności mu przeszkodziły.
-Pozostaje nam kwestia daru dla Targaryenów- mruknął chłodno. Nie przepadał za rozdawaniem niezasłużonych prezentów, także ciężko mu było zaproponować cokolwiek -uważam że powinniśmy im podarować naszą chorągiew w dowód lojalności. Zawsze lepiej jest uprzejmie pocałować króla w dupę niż zbytnio obnosić się z zawartością swojego skarbu.
Uśmiechnął się niezauważalnie. Był człowiekiem dla którego zasobny skarbiec oznaczał ogromny fundusz na potrzeby wojska i floty, nie zaś okazje do popisania się przed odległym i do tego niezbyt przyjaznym dworem -poza tym, prezent weselny nie jest zbyt dobrą inwestycją, zważając na inne potrzeby jakimi obciążony jest nasz skarb.
Przeszedł kilka kroków w stronę Savarica, tak że stał teraz w połowie drogi między nim a Urrigonem, jednak nie stanął dokładnie pomiędzy nimi, a nieco na uboczu, by oboje wciąż doskonale się widzieli.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Czw Maj 29, 2014 7:17 pm

Aleyn stał wyprostowany niczym struna, gdy Lord przemawiał. Jedynie jego twarz zdradzała rozdrażnienie. Bo rzeczywiście był zdenerwowany, bardzo zdenerwowany. Liczył na wyprawy grabieżcze, nie zaś poszukiwanie zabójców, czy jakiejś nieudolnej przywódczyni. Jego towarzysze też nie przypadli mu do gustu, chociaż chodziło raczej o jednego z nich. Lionel wyglądał, jak jeden z paniczów ze stałego lądu. W dodatku to lekceważenie obecnych osób, w tym Lorda Harlaw! Gdyby nie jego nazwisko, Aleyn spuściłby mu tęgie lanie. Obiecał sobie, że dołoży wszelkich starań by Greyjoy dobrze zapamiętał wyprawę. W związku z tym w jego głowie zakiełkował pewien pomysł.
Kolejnym powodem do gniewu, była obecność ojca Aleyna na wiecu. To on miał spotkać się z Greyjoy'em, podczas gdy ojciec miał mnóstwo pracy w związku z rodem. Skoro wiedział, że odbędzie się jakieś zebranie mógł wspomnieć o tym choć słowem swojemu pierworodnemu. Mógł mu chociaż powiedzieć, że będzie miał miejsce jakiś wiec. W tym momencie Aleyn został uznany za spóźnionego, mimo że nie był na żadne spotkanie umówiony. Nieszczególnie mu przeszkadzała taka łatka, ale nie zmieniało to faktu, że nie chciał niczym uchybić Lordowi.
W efekcie Aleyn skłonił się Greyjowi i nie podnosząc wzroku oraz nie ukrywając rozdrażnienia pobrzmiewającego w jego głosie, przemówił.
-Mój Panie, skoro twoje dzieci były nieudacznikami, to mam wątpliwości co do tego jak poradzą sobie moi towarzysze. Upraszam więc o nadanie mi zaszczytu pokierowania wyprawą - gdy skończył, podniósł głowę i spojrzał hardo na Lorda. Do jasnej cholery! Był Żelaznym Człowiekiem, a pochodzenie do czegoś obligowało. Jeśli przyjdzie mu za to zapłacić, zniesie to.
-Dodam, że brałem udział w wielu bitwach i mam na rękach ludzką krew, podczas gdy ci tutaj - ruchem ręki wskazał na braci - wyglądają jak gdyby na widok odrobiny krwi mieliby się zeszczać ze strachu, niczym - ponownie przerwał, tym razem by splunąć - szczury lądowe. Jestem wyspiarzem z krwi i kości, a nie strojącą się panienką jak jeden z nich i to mi należy się dowództwo. Bo jeśli mamy odnieść sukces, ktoś będzie musiał je objąć.
Na ojca nawet nie spojrzał, chociaż domyślał się, że ten właśnie próbuje zamordować go wzrokiem, może nawet ruszył by uciszyć syna? W tym momencie niewiele go to interesowało, najważniejsza była odpowiedź Greyjoy'a.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna Sala   Wto Cze 03, 2014 12:38 am

[center]MG

Do sali wpadł jakiś chłopak, omijając w biegu Harlawa i Greyjoyów. Szybko znalazł się przy głównym organizatorze spotkania i jął mu coś prędko referować na ucho. Tamten w zdumieniu pokiwał głową, odsyłając chłopaka (pewnie w innych okolicznościach dałby mu cukierka, ale na żelaznym chłopak jedynie popsułby sobie zęby).
- Moja córka się znalazła, zawitała do portu. Przywitaj ją, Ezekielu, ja nie będę tego robił - zwrócił się do swojego brata, mając nadzieję, że ten ruszy jak najprędzej.
- To nie znaczy, że nie mam dla ciebie zadania, Harlaw. Może nie musisz szukać mojej córki, ale musisz ruszyć z nią na poszukiwanie zabójców jej braci. Nie zdziwiłbym się, gdyby mimo swego zniknięcia ich nie odnalazła. Powierzam ci kierownictwo wyprawy - rzekł do kapitana Srebrnej Łani. - Pilnuj jej, żeby nie zrobiła głupstwa. Jeszcze mi się na coś przyda.


Ezekiel z/t, Aleyn, jeśli chcesz coś napisać, to napisz, a jeśli nie, to od razu w porcie (;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Główna Sala   

Powrót do góry Go down
 

Główna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Żelazne Wyspy :: Pyke :: Siedziba rodu Greyjoy-