a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Zapchlony Tyłek



 

 Zapchlony Tyłek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Zapchlony Tyłek    Sro Maj 15, 2013 7:03 pm

Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sro Maj 15, 2013 7:35 pm

Gdy opuścili Smoczą Jamę zimny wiatr otrzeźwił mózg Deagona. Uczucie euforii powoli mijało zmuszając go by zderzył się z brutalną rzeczywistością. Stał przez chwilę wpatrując się w czarne niebo szukając wśród gwiazd odpowiedzi na pytania, które dręczyły go coraz bardziej. Kątek oka spojrzał na kobietę w ciemnym płaszczu, która stała tuż za nim. Wiedział już, że wszystko, co dziś uczynił było błędem i że jest tylko jeden sposób by jakoś zapobiec kolejnym. Smok nie boi się niczego. Mówił mu kiedyś ojciec jednak od tamtej pory minęło wiele lat i Waters dobrze wiedział, że każdy miał jakiś słaby punkt. Miał tylko nadzieję, że ona go nie znienawidzi.
-Czas w końcu zobaczyć tą części królewskiej ziemi po której nikt nie powinien chodzić po zmroku. Co o tym myślisz?- znów na nią spojrzał uśmiechając się w dość nieodgadniony sposób. Po raz drugi zabrał ją w podróż po labiryncie uliczek Królewskiej Przystani. Mijali bogatych panów i panie, biegające dzieci, żołnierzy z najróżniejszymi herbami i zwykłych ludzi upijających się na cześć nowego króla. Nikt jednak nie zwracał na niego uwagi. Był tylko zwykłym najemnikiem prowadzącym kogoś, kogo twarzy nie dało się dostrzec przez otaczający mrok. Tak, im bliżej Zapchlonego Tyłka byli tym ludzie z łatwością powiedzieliby ci, kim jesteś. Muszą wiedzieć takie rzeczy by wiedzieć kiedyś należy jedynie kraść a kiedy sięgnąć po nóż by wbić je w czyjeś gardło. Gdy w końcu doszli na miejsce Daegon zwolnił kroku stając tuż przy siostrze.
- Witaj moja pani w Zapchlonym Tyłku- szepnął jej do ucha nie ukrywając przy tym rozbawienia. Małe jasne domy układały się wzdłuż ulicy na której się znaleźli. Od czasu do czasu można było spotkać jakiś zamknięty stragan, ale to było wszystko. Trzeba jednak dodać, że nie pachniało tam różami. Waters nawet nie zwrócił na to uwagi idąc dalej wolnym krokiem. Na uliczce nie było zbyt wielu ludzi wszyscy siedzieli w karczmach pijąc i gwałcąc, co popadnie. Każde miejsce miało swój…urok. Mimo tego, że wyglądał na spokojnego jedną rękę trzymał w okolicy miecza który był przypięty do jego pasa. Dobrze wiedział, że tutaj wszystko było możliwe. W końcu w Zapchlonym Tyłku spędzał większość swojego wolnego czasu trzymając się możliwie daleko od Czerwonej Twierdzy i jej mieszkańców.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sro Maj 15, 2013 8:23 pm

kobieta przyjęła płaszcz od brata. Był za duży, ale to bardzo dobrze. Mogła opatulić się nim szczelnie i ukryć dworską suknię, a kaptur był na tyle głęboki, że zakrył jej białe włosy i jasną twarz. Ruszyła z Daegonem pilnując się go. Wiedziała, że jeśli coś pójdzie nie tak, on będzie jej tarczą i mieczem... bez niego miała do obrony tylko słowo i groźby. Nie bała się jednak, starszy brat zawsze bronił jej kiedy zaistniała potrzeba, czy to przed gniewem ojca, czy przed złym panem, który chciał porwać księżniczkę, ale uratował ją piękny, dobry rycerz. Często wspominała te zabawy, a jeszcze częściej ich wspólne durne wybryki. teraz własnie zmusiła go do następnego! Ciekawe kto tu na kogo miał zły wpływ co nie? -Nie mogę się doczekać bracie. Z Tobą nic mi jednak nie grozi, przeszyjesz mieczem każdego kto by na mnie nastawał prawda. - szepnęła mu do ucha kiedy wchodzili w wąskie uliczki zapchlonego tyłka. Nie włóczyła się tu jeszcze. Śmierdział nie gorzej niż w reszcie Królewskiej Przystani, ale to miejsce mogło być źródłem owego smrodu. Kobieta skrzywiła się i podziękowała w duchu, że przyszli tu w nocy, kiedy to całe gówno nie gotowało się w skwarze na ulicach.
Kobieta pilnowała by kaptur nie opadł jej na ramiona, a drugą ręką podtrzymywała płaszcz, by nie odsłaniał sukni, może to nie było zbyt wygodne, ale w takich chwilach, gdy serce waliło jak młotem, to nie miało znaczenia. Rhaena tak dawno nie czuła smaku tego dreszczu, tego zdenerwowania i ekscytacji kiedy robiła coś czego nie powinna. Ciekawe czy na uczcie w ogóle ktoś zauważy jej nieobecność... pewnie nie, każdy będzie zajęty sobą, nawet kochane Aemon ruszył między stoły. Pewnie pomyślą, że udał się na spoczynek. I dobrze! Jeśli bogowie będą łaskawi, służące dopiero rano zauważą jej nieobecność, kiedy przyjdą ją budzić i ubrać do śniadania. -Opowiedz mi o tym miejscu. Co mi tu grozi? Co tu grozi komukolwiek po zmroku. Tu nawet staż się nie kręci...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Pią Maj 17, 2013 9:15 pm

-Cóż mam ci o nim opowiadać. Ludzie tutaj niezbyt różnią się od tych mieszkających po drugiej stronie muru - spotkał w życiu kilku dzikich więc dobrze wiedział o czym mówi. Choć uczeni zawsze twierdzili, że człowiek nie wybiera sobie miejsca urodzenia wcale nie oznaczało to, że nie ma to na niego wpływu. - Choć to tylko dzielnica miasta czasem wydaje mi się, że to zupełnie inny świat- jego oczy już całkiem przyzwyczaiły się do ogarniającego ich ciemności. Po chwili uśmiechnął się jednak rozbawiony jej słowami- Jeśli ktoś będzie aż tak głupi by nas zaatakować bądź pewna, że nie ominie go za to...odpowiednia kara- od pewnego czasu czuł się śledzony i dobrze wiedział, że nie było to tylko głupie odczucie. Wiedział, że nie mogli być gwardziści. Ich można było usłyszeć z kilkunastu metrów poza tym mało który szlachetnie urodzony człowiek zapuszczał się w te strony. No chyba, że szukał tańszego burdelu lub ukrywał się przed wierzycielami.
- Ale ta część miasta ma też swoje dobre strony- dodał po chwili idąc tuż obok siostry wolnym krokiem. To, że Zapchlony tyłek jest niebezpiecznym miejscem wiedzieli wszyscy a on miał jej przecież pokazać inną stronę ukochanej przez tą dwójkę stolicy.-W tej gospodzie podają jedno z lepszych ale jakie w życiu piłem. Kobieta w tym domu sprzeda wspaniałe owoce z własnego małego ogrodu. A dzieciaki mieszkające w tamtej szopie-trudno było nazwać ten chwiejący budynek domem- usilnie starają się nie kraść sprzedając ręcznie robioną biżuterię.- sam nosił pod ubraniem wisior z herbem rodu Targareynów który od nich kupił. Mimo, że praktycznie rzecz ujmując był zwykłym mordercą nie mógł przejść obojętnie obok tych którzy starają się zmienić swoje życie na lepsze. Jak na razie uważał to jedynie za swoją słabość. Gdy coś się za nimi poruszyło. Daegon odwrócił się błyskawicznie a jeden z jego sztyletów przeszył powietrze. Chłopczyk mający jakieś 8 lat piszczał przerażony nie mogąc uwolnić rękawa który został przybity do ściany. W rękach trzymał jedną z bransolet Rhaeny. Daegon zabrał ją i uwolnił chłopaka każąc mu wracać do domu bo jeśli jeszcze raz złapie go na kradzieży straci rękę. Dzieciak uciekł a Waters oddał jej zgubę.
-Ale bywają też tacy - mruknął przewracając oczami. Przez chwilę myślał, że to ten dzieciak szedł za nimi ale gdy on uciekł uczucie nie zniknęło- Kiedyś uczyliśmy cię jak posługuje się mieczem. Pamiętasz coś jeszcze?-spytał starając się obrócić to w żart.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Pią Maj 17, 2013 9:49 pm

Patrzała na to miejsce z mieszanymi uczuciami. Było tu ciasno, brudno i śmierdziało. W każdym kącie można było dostrzec podejrzanych typów. Rhaena nie wiadomo czemu czuła się zaniepokojona, ale głęboki kaptur skrywał tą emocję na jej bladej, ślicznej twarzy. -Dobre strony? Jak dobre strony może mieć miejsce, w którym boję się, że zaraz ktoś mi wepchnie sztylet pod łopatki. - zaperzyła się z niedowierzaniem. Wiedziała, że Daemon ją obroni, ale bałaby się przyjść tu sama nawet w dzień, nawet w przebraniu... tak jak teraz się bała. Słuchała brata z uwagą idąc spacerowym krokiem przy jego boku. Trzymała się blisko w obawie, że jak odejdzie choćby krok dalej, Daemon nie zdąży zareagować jeśli coś się stanie.
Gdy bez ostrzeżenia odwrócił się i błysnęła stal, Rhaena pisnęła cicho i zakryła usta dłońmi samej też się obracając, by zobaczyć z jakiego powodu jej brat tak gwałtownie zareagował. Zobaczyła chłopca, który płakał, szarpał się, a w ręku unieruchomionym sztyletem trzymał jedną z jej bransolet. Patrzyła na to wielkimi oczami. Stała jak wmurowana i przyglądała się tej scenie, nie mogąc wykrztusić słowa. Dopiero kiedy kroki chłopca ucichły zdołała się odezwać. -Nawet nie poczułam kiedy ściągnął mi ją z ramienia. Rękę miałam cały czas pod płaszczem. - mruknęła odbierając swoją własność. Błyskotka nie prezentowała dla niej żadnej wartości, ot ozdoba do sukni, ale to z jaką wprawą młodzik ją zdjął z niej była wręcz przerażająca. Zadrżała po słowach, którymi to skwitował. Jako mężczyzna, jako czarny brat teraz zapewne widział mnóstwo podobnych opryszków i złodziejaszków starszych czy młodszych, ona nie, dlatego była w niemałym szoku, który przerwało dopiero pytanie towarzysza. -Mieczem? Daemonie to było tak dawno temu. Odkąd wyjechałeś nie dotknęłam miecza. Byłeś jedyną osobą, która miała odwagę i chciała mnie uczyć. - przypomniała mu z żalem. Dobrze bawiła się okładając nawzajem z bratem drewnianymi mieczami. Była dzieckiem i zbyt słabą dziewczynką by unieść choć turniejowy miecz, ale te drewniane były w sam raz. -Teraz zapewne wytrąciłbyś mi miecz jednym swoim ruchem i na tym skończyłby się próby mojej obrony. - zaśmiała się smutno. Tak to już było, że kobiety nie walczyły... w ich imieniu walczyli, przelewali krew i ginęli rycerze. -Czyżbyś chciał mi przypomnieć stare lekcje? - Zapytała z iskierką nadziei w głosie. Może była naiwna, a może to coś innego. Nie dostrzegała całej komedii tego spaceru, ba była tak zainteresowana bratem, że sama nie odczuwała jakoby ktoś miał ich śledzić, albo obserwować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Pią Maj 17, 2013 10:21 pm

Uśmiechnął się ironicznie słysząc jej słowa. Po raz setny tego wieczora zdał sobie sprawę jak wielka przepaść między tą dwójką. Ona była wysoko urodzoną damą a on nikim. Na razie budował most który mógł się rozlecieć niemal w każdej chwili. Wystarczył tylko jeden drobny podmuch. Niemal instynktownie wyczuwał jej strach i choć już wyciągnął rękę by ją objąć zaraz ją cofnął. Wiedział, że to mogło by wzbudzić czyjeś podejrzenia a już i tak miał dość trzeciej pary oczu która za nimi szła.
-Tacy są już złodzieje. Najlepsi zaczynają już w dzieciństwie by w przyszłości stać się przemytnikami lub pająkami - ton jego głosu mógł się wydawać trochę zbyt zimny ale przecież o to w tym wszystkim chodziło. Po to odstawiał tą całą szopkę. Zmartwiły go jej słowa. Tym razem nie chodziło o zmianę jaka się w niej dokonała ale o zwyczajny brak ochrony. Waters zdawał sobie sprawy ile luk posiada ochrona przez żołnierzy i jak łatwo ich przechytrzyć. Sam w końcu robił to nie raz. Nie chciał by cokolwiek jej się stało nie bardzo wiedział czy by to przeżył. Cóż za ironia. Sam chciał dla niej jak najlepiej a wciągnął ją do małego piekła na ziemi. Przekonywał jednak sam siebie, że tutaj z nim nic jej nie grozi. Pijaków łatwo było ogłuszyć nie musząc ich zabijać a co do reszty... powiedzmy, że Waters był znany w wielu miejscach.
-Wiesz skoro masz predyspozycję do chodzenia za obcymi ludźmi to by się przydało- pił oczywiście do wydarzeń jeszcze w królewskich ogrodach. - Szczerze to trochę się zawiodłem. Pamiętam, że nabiłaś mi kilka ładnych siniaków. Zawsze myślałem, że będzie z ciebie wspaniała wojowniczko- zacmokał z nieudawaną dezaprobatą. W ręku wciąż trzymał jeden ze sztyletów bawiąc się w nim w palcach. W pewnym momencie podał go jej.
-Wiem, że to nie jest najwspanialsza broń na świecie ale będę się czuł spokojniejszy-mruknął nawet na nią nie patrząc. Nienawidził okazywania słabości a ona go do tego zmuszała.- Jest bardzo ostry więc nie musisz wkładać w uderzenie wiele siły- przez chwilę miał ochotę jej powiedzieć ile ludzi nim zabił ale w ostatniej chwili ugryzł się w język- Zachowaj go a ja pomyślę nad bardziej...subtelnymi metodami niż dźganie- gdy zza jednej ścian doszły go szmery wytężył słuch jednak nie dał po sobie poznać, że cokolwiek usłyszał.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sob Maj 18, 2013 1:31 pm

Nie tylko on sobie uświadomił tą rzecz. Dopiero kiedy znalazła się tutaj nie w pełnym przebraniu, pod ochroną brata i padając ofiarą młodocianego rabusia, zdała sobie sprawę z przepaści jaka dzieli to miejsce a zamek... jakikolwiek. Przestraszyło ją to i wielce zasmuciło. Przez chwilę miała ochotę wrócić do zamku i zamknąć się w swojej komnacie. siedem lat bez zuchwałego bękarciego brata przy boku pozostawiły na niej piętno nauk sept, etykiety dworu i maskarady szlachetnie urodzonych ludzi. Wile by oddała by Daemon nigdy jej nie opuścił, nie miała pojęcia kim byłaby teraz, być może jakąś wydziedziczoną banitką, która podróżowałaby z bratem kochankiem i żyła z tego co zdołają zarobić jako najemnicy albo ukraść. Teraz była jednak szlachetną damą, ciotką króla, Lady Targaryen, która usiłowała sobie przypomnieć dziecięce lata szaleństw i wrócić je do siebie mimo strachu. -Mam predyspozycję ogólnie do robienia głupot jakbyś zapomniał. Jedną jest chodzenie z Tobą po Zapchlonym Tyłku. - Odgryzła się i szturchnęła brata nieco odzyskując humor. Odebrała ostrożnie sztylet z jego rąk i przyjrzała mu się nieświadoma zagrożenia jakie być może kryło się w ciemnych zaułkach tych śmierdzących gównem uliczek. -Hahahaha dźgaj ostrym końcem tak? tego każdy uczy się na początku. Tą lekcję mam opanowaną. - Zaśmiała się i dotknęła czubka palcem, na którym natychmiast wykwitła czarna plamka. -Ostry... - powiedziała do siebie i włożyła palec do ust. -Subtelniejszymi metodami. Tak krótkim ostrzem można podciąć komuś gardło, ale w walce skuteczniej się chyba takim dźga. - Powiedziała z zastanowieniem. -Możesz mnie uczyć po drodze na mur. Tam nie będzie wścibskich oczu dworu i może uda mi się nabić Ci kilka kolejnych sińców. W Królewskiej Przystani nie pozwolą mi wziąć do ręki niczego większego niż igła do szydełkowania. - Zaśmiała się zapominając już o przykrym zdarzeniu ze złodziejaszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sob Maj 18, 2013 10:35 pm

--Masz 20 lat i nie masz męża któremu musiała byś służyć. To ostatni moment na robienie głupot. Zanim białe płaszcze na rozkaz króla przywloką cię do septu- taka scena była trudna do wyobrażenia ale wcale nie nie możliwa. Waters wiedział, że ona nie może być wiecznie panna. W końcu będzie musiała wybrać sobie męża i niech bogowie pozwolą by on był wtedy jak najdalej od Westeros. Choć byli od siebie tak różni Daegon widział w niej jeszcze trochę jego małej ukochanej Rhaeny i to mu wystarczyło żeby skoczyć za nią w ogień nawet jeśli nie był on dla nich groźny. Zachichotał cicho słysząc jej słowa.
-Cieszę się, że przynajmniej to pamiętasz. Mówiąc szczerze nie byłem tego taki pewien- gdy dostrzegł, że się skaleczyła nie było szans by się nie uśmiechnął. Przez chwilę wydawała mu się podobna do dziecka oglądającego nową zabawkę.
-Dźga się bardzo skutecznie ale bardzo skutecznie potrafi też utknąć między kośćmi a wtedy pozostaje jedynie ucieczka- przestrzegł ją zachowując poważny ton głosu. To już nie były drewniane miecze i słomiani żołnierze. Ech znów ten mur. Pomyślał skupiając wzrok na punkcie po drugiej stronie ulicy. Nie chciał ciągnąć swoich kłamstw ale nie miał innego wyjścia w obecnej sytuacji.
-Jeśli koniecznie chcesz tam jechać to przyda ci się parę nowych umiejętność. Hehe chciał był zobaczyć minę Starków jak zabijasz dzikich- ta wizja naprawdę go rozbawiła ale szybko opanował śmiech. - A co do twierdzy. Każdy wie, że Czerwona Twierdza ma pełno szeptaczy ale chyba nikt nie oczekuje po smoku że będzie siedział bezczynnie i patrzyła jak inni się za niego wykrwawiają. Poza tym jest jeszcze Smocza Skała- teraz zaczął się zastanawiać co by było gdyby po tylu latach wrócił do domu. Szybko jednak odgonił te myśli. Po drugiej stronie ulicy zaczynały rysować się cienie przypominające ludzkie kształty. Nareszcie wyszli z ukrycia. Rozejrzał się po okolicy by znaleźć ewentualną drogę ucieczki. W końcu w mroku dostrzegł uliczkę która prowadziła do wyższych partii miasta. Jeśli Rhaena potrafiła szybko biegać mogła spokojnie tamtędy uciec. Teraz jednak Waters zachowywał się zupełnie tak jakby ich nie widział i starał się skupić na sobie uwagę siostry tak by nie zauważyła przybyszy. Wiedział, że jeśli okaże strach szybciej zaatakują.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sob Maj 18, 2013 10:53 pm

- Na głupoty nigdy nie jest za późno. A poza tym od kiedy smoki służą komukolwiek. Biedny ten, który będzie usiłował mnie do tego przymusić. - Odpowiedziała z uśmiechem, choć wspomnienie jej wieku wcale jej nie pocieszyło. Jej brat nadzwyczajnie dobrze policzył jej lata... niech go, nawet on to musi wypominać! -Nasz pan ojciec trzy razy wlókł mnie do septu... i tak mu nic z tego nie wyszło. Za pierwszym razem zamknęłam narzeczonego w wychodku, potem zawsze też znalazłam sposób, a jeśli Aerys wynajdzie mi męża, który mi się nie spodoba, znowu coś wymyślę. - Dodała i pokręciła głową na wspomnienie tego pierwszego zaprzepaszczonego ślubu. Biedny Bastian Reed, Rhaena zamknęła go w wychodku, a ślub nie odbył się z jego winy... drań nie stawił się w sepcie. Wciąż ją to bawiło.
-Ej! - Walnęła go znowu dłonią w pierś. -Nie pozwalaj sobie. Mam dobrą pamięć, a Ty byłeś nawet względnym nauczycielem. - Dodała marszcząc nos i czoło przez tą jawną i skandaliczną obelgę brata. Tylko go wychłostać! -Koniecznie. Mówiłam Ci, że marzę, żeby tam pojechać, dopnę swego nawet jeśli przed tym będę musiała nauczyć się władać mieczem tak dobrze żeby pokroić Cię na plasterki bracie. - Dodała z zapałem i sprawdziła czy z czubka jej palca wciąż wydobywa się krew. Nie? To dobrze. -Smocza Skała? Tam teraz jest straszliwie pusto, umarłabym z nudów szybciej niż tutaj. Znam każdy zakamarek naszego zamku i miasta. A Ty chciałbyś czasem wrócić? Cofnąć czas i nie pojechać na ten lodowaty mur? Mógłbyś wstąpić do Gwardii Królewskiej i strzec mnie dniem i nocą, albo zostać domowym rycerzem i tez mnie bronić. Często zastanawiam się jakby to było i jak wszystko dzisiaj by wyglądało. Czasami żałuję, że sama nie jestem bękartem. - Mówiła całą uwagę poświęcając Daemonowi. Nie była świadoma zagrożenia nawet przez chwilę, czuła się bezpiecznie i była beztroska, jak małe dziecko, które zdobyło zainteresowanie starszego brata idola i wykorzystuje je jak potrafi najlepiej... było tak, z tą tylko różnicą, że Rhaena nie była już małym dzieckiem, a dorosłą, piękna kobietą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sob Maj 18, 2013 11:37 pm

-Oboje dobrze wiemy, że na każde znajdzie się jaki sposób bez względu na to z jakiej gliny jest zrobiony.- odpowiedział starając się powstrzymać słyszalny smutek w swoim głosie. Słysząc jej pomysł z wychodkiem oczy powiększyły mu się o kilka rozmiarów i w końcu nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. W końcu to była Rha jeśli chodzi o nią już nic nie powinno go dziwić.- Tego jestem pewien.- Nie chciał już dodawać, że Aerys na pewno również będzie miał swoje plany by małżeństwo się w końcu dokonało. Król to król ale sojusze zawsze się przydają.
-Wybacz ale jestem wspaniałym nauczycielem- udał oburzenie jej opinią na temat jego talentu nauczycielskiego- Kilku młodych ludzi mogło by za to poświadczyć- wypiął dumnie pierś wiedząc, że postawił na swoim. To była prawda szkolił wielu młodych wojowników i nie raz każdemu z nich ratował już życie.
-Dobrze, dobrze- wzniósł ręce w obronnym geście- Jeśli ta banda sępów nie rzuci się na ciebie nie mam przeciwwskazań - pił oczywiście do tak zwanych ślubów czystości. Wygłodniały mężczyzna nie widzi różnicy między szlachetnie urodzoną damą a wieśniaczką. Może i miała rację co do Smoczej Skały ale na pewno wolał ją widzieć tam niż tutaj wśród tego psychopatycznego stada potworów. Słuchał dalej słów zastanawiając się nad najlepszą odpowiedzią.
-Wrócić na stałe?Chyba nie-wiedział, że to słowa mogły ją zaboleć ale nie widział sensu w kolejnych kłamstwach. - Widzisz wybrałem swoją drogę i nie okazała się ona dla mnie taka zła. A co do cofnięcia się czasu... też nie jestem tego taki pewien.-Przecież nie mógł jej powiedzieć, że oddał by wszystko. Gdyby się wtedy dowiedział, że nie wyszła za maż pewnie wróciłby do domu nie oglądając się za siebie. Jednak czasu nie dało się cofnąć. - Gwardia Królewska? Nie biały nigdy nie był moim kolorem. Ale obrona ciebie była by dla mnie z pewnością ogromnym zaszczytem- Gdyby wtedy nie wyjechał a ona wzięła by ślub pewnie na tym by się skończyło. W końcu już wtedy był rycerzem ale nie mógł by służyć jej panu mężowi. Prędzej wbiłby mu miecz w brzuch i tak by się skończyła jego służba. -Tego się już niestety nie dowiemy. Ważne jednak, że znów jesteśmy razem- sam czuł się źle z faktem, że przyszłość mogła się potoczyć zupełnie inaczej.-Bycie bękartem wysokiego lorda to jedna z największych kar jaką mogą zesłać bogowie. Chłopcy jakoś sobie jeszcze dadzą radę ale dziewczyny są z góry skazane na porażkę- dobrze wiedział o czym mówi. Spotkał już nie jedną osobę podobną do niego. Gdy ludzie zaczęli się zbliżać zacisnąć rękę na mieczu- Powinniśmy już wracać.- dodał po chwili bez cienia strachu czy niepokoju.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Nie Maj 19, 2013 12:11 pm

Nie było wcześnie kiedy zabierał ją z Czerwonej Twierdzy, ale teraz było już późno. Nie zmieniało to jednak faktu, że kobieta wcale nie wyglądała na senną czy choć odrobinę zmęczoną. Co prawda nogi już ją bolały od pantofli, ale to była drobnostka. -Nie zapomnę jego miny do końca życia, a on mi chyba tego do końca życia nie wybaczy. - Zaśmiała się w głos razem z bratem. Ona traktowała to jako dobry szczeniacki żart, Reed wziął to niestety poważniej. Co do kolejnych małżeństw, sama doskonale wiedziała, że w końcu ktoś znajdzie sposób żeby zmusić ją do małżeństwa, ale jeśli bogowie będą łaskawi kolejny kandydat przypadnie jej do gustu i nikt nikogo do niczego nie będzie musiał zmuszać. Oby. -Niemniej ja żałuję, że wszystko potoczyło się tak jak jest. Złożyłeś śluby i nic tego nie zmieni, nie będziemy mogli widywać się tak często jakbyśmy chcieli. - Westchnęła. -To zależy czyim bękartem się jest. Lwia część lordów ma swoje bękarty gdzieś, ale są tacy, którzy zapewniają dzieciom godne życie. Nie każdy człowiek to potwór.- Przypomniała mu. Wiedziała co mówi. Co prawda sama potwora żadnego nie spotkała, ale zna sporo dobrych ludzi. -Już? - Zapytała z zawodem. Ten spacer minął jak jedno mrugnięcie oka. -Stara ja chcę zostać z Tobą całą noc i włóczyć się po mieście, albo pojechać gdzieś konno. A ta dama ja, chce Ci przyznać rozsądnie rację i ruszyć w stronę zamku. - jęknęła nie ruszając się z miejsca i usilnie próbując która ona bardziej jej odpowiada. Dawno nie czuła w sobie tego niesfornego dziecka, obudziło się ono po kilku latach, gdy zobaczyło swojego starszego, równie narwanego jak ona, brata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Wto Maj 21, 2013 9:52 pm

MG



Chędoży ją już? - najniższy z wieśniaków wychylił się niebezpiecznie zza rogu, ciekawskim wzrokiem wpatrując się w majaczące w oddali sylwetki dwóch postaci, które obserwowali od pewnej chwili. Na pewną prośbę. Za niewielką opłatą.
Hendric nie dał znaku! - odparł donośnym szeptem drugi z mężczyzn, wciągając swego towarzysza za fraki tak, by nie został dotrzerzony przez obserwowaną parę.
Cicho, chłopy! – syknął trzeci z wieśniaków, rozpychając się w tłumie Zapchlonego Tyłka. Smarknął na ziemię z prawej dziurki, otarł nos lewą dłonią, a dłoń o poszarzałą watowaną siermięgę. Potem popluł w ręce i złapał stylisko siekiery. – Zaraz wylizą, mówię wam. A jak wychyną i na nas to ich w łeb. W łeb, chłopy! Walić ile wlezie!
Przytulili się do nieheblowanych bali, oczekując niecierpliwie na swych niespodziewanych pracodawców.
- Oj, strach - wyszeptał najniższy. - Ślachcice to przecie, pannica jasna. A kto na pannicę rękę podniesie, tego na dziedzińcu konikami rozrywają, a mistrz małodobry skórę drze i członki ćwiartuje...
Jaka ona tam ślachcianka – żachnął się najwyższy z chłopów i z niepokojem stwierdził, że tłumek wokół nich wyraźnie się zmniejszył. – Dziewucha w płaszczu, ładna, ale ciągle dziewucha. Może bogata, bo przeca bez powodu nie kazaliby obserwować, ale nadal dziewucha!
- Straszny on! - mruknął milczący do tej pory trzeci mężczyzna, muzykant z niedalekiej karczmy. - Ten, co z nią. Widać, że charakterny chłop. A jak hycnie, jak mieczem wywinie, zaraz głowy spadną. Spadną głowy, oj, mówię!
- Bacz, cobyś się w gacie nie posrał. A co on, Inny? - najniższy zachichotał pod nosem, ukazując w pełnej krasie popsute zęby. - A może zamachowiec na króla? Nagroda za niego jest, słyszeliśta? Dwa tysiące smoków dają na zamku. Widzieliście tyle złota naraz, psiejuchy? - zatarł chciwie ręce, rozglądając się chytrze po twarzach towarzyszy.
- Dwa tysiące? Boże miłościw. To ile za to rzepy by było! - rzekł przygłupi, ale dobry z natury chłop, który służył w stajni u jednego z pomniejszych panów za miskę strawy i znoszony przyodziewek. Pochylił drewniane widły i nasunął mocniej na oczy futrzaną czapę.
- Rzepy? Do końca życia słoninę żreć będziesz, kpie! - mruknął muzykant, rozglądając się czujnie.
- A ja wam mówię, czart to prawdziwy. Oczy jak u leszego płonące, pazury jak u wilkora... - przygłupi drgnął mimowolnie, przywierając plecami do ściany.
- Bacz ty pod nogi, czyś se łapci nie ojszczał – zadrwił najniższy. - Sprawdź, czy ci do chałupy nie hycnął i twojej baby nie swadźbi! W łeb walić, powiadam, ile wlezie. Czart czy nie czart, ale przecie człowiek. A jak na ziemię padnie, to sprawdzić, czy dycha, i zaraz go w łyka wiązać! A ty, jak się boisz to odstąp, bo tchórzy nam nie trza. Sami się nagrodą podzielim.
Cisza! – syknął nagle muzykant. – Idą!
Rzeczywiście, z mroku nocy wyłoniło się kilku mężczyzn, zakapturzonych, ale bogato ubranych. Pierwszy z nowo przybyłych był niski, zgarbiony, z przetrąconym, krzywym nosem. Jego ślepia, przypominające oczy drapieżnego ptaka, spoglądały chytrze spod zbyt dużej, opuszczonej na czoło, zardzewiałej misiurki. Miał w spojrzeniu tyle pogardy, dumy i zuchwałości, że pod muzykantem ugięły się nogi. Przy boku wisiał ogromny miecz, inkrustowanej srebrem pochwie, puginał i pistolet. Płaszcz tego wojaka był obdarty, brudny i wręcz utytłany w gnoju i błocie. Drugi z brygantów, wysoki, chudy jak chmielowa tyka, odziany był w krótki płaszcz i buty sięgające powyżej kolan. Długie, natłuszczone wąsy opadały mu aż na ramiona. Pierś przecinał pas od zarzuconego na plecy bandoletu, a przy boku kołysał się ciężki pałasz zakończony ozdobnym, aczkolwiek zardzewiałym koszem. Trzeci z tamtych był młodszy, wysoko podgolony i odziany w skórzaną kamizelę. Jego twarz szpeciły blizny i krosty od choroby. Zatrzymał się przy chłopach, kiwnął głową na widok ciągle majaczących w mroku dwóch postaci, po czym szepnął cicho:
- Odwrócicie ich uwagę, damy wam drugie tyle, co teraz. Ruszcie prosto na tego z mieczem, dostaniecie dodatkowo pełny mieszek. - nie trzeba było więcej: muzykant, najniższy i przygłup, zaciskając dłonie na swych prymitywnych broniach, jakimi oprócz drewnianych wideł był prosty kij od szczotki i stary, zardzewiały nóż, ruszyli powoli w stronę Rhaeny oraz Daegona. To właśnie ich, wyłaniających się z mroku i zmierzających w stronę Targaryenówny, dostrzegł Waters. W tym samym czasie trójka właściwych zamachowców rozdzieliła się. Niski i zgarbiony ruszył jak cień przy ścianie, zmierzając wprost na Rhaenę i korzystając z nieuwagi Daegona. Drugi oraz trzeci zawrócili w stronę, z której przyszli - nie była to jednak ucieczka. Wykorzystując zamieszanie, które lada moment pochłonie Watersa, szybko przemierzyli kilka ciasnych uliczek i już po chwili czaili się w cieniu budynków stojących przy jedynej drodze ucieczki Targaryenówny oraz jej towarzysza. Podczas ich nieobecności jednak zdążyło dojść do szeregu wydarzeń - po pierwsze, chłopi zaatakowali.
Daegon mógł przygotować się na uderzenie trójki prostych mężczyzn, tym bardziej, że na ułamek chwili przed ich atakiem okazało się, iż nie posiadają mieczy, tylko prymitywne narzędzia, którymi łatwiej krowy popędzać niż człowieka zabić. Najniższy z wieśniaków, dzierżący w dłoni drewniane widły, wywinął swą bronią nad głową i z zaskakującą celnością cisnął nią w Daegona. W tym samym momencie muzykant zbliżył się do Rhaeny i ucapił ją za kaptur płaszcza, ciągnąc w swoją stronę i boleśnie wyrywając kępkę włosów. Trzeci z pseudo-zamachowców, korzystając z kija od szczotki, podjął zaciekłe próby obłożenia nimi Watersa.
A właściwi zamachowcy czekali na efekt zderzenia chłopskiej furii z chęcią przeżycia Rhaeny oraz jej brata.



Przysługuje wam prawo samoobrony - jeśli zdołacie pokonać zamachowców, możecie skorzystać z dwóch dróg ucieczki - prowadzącej w górę Zapchlonego Tyłka lub tej, z której przybyli wieśniacy.


Ostatnio zmieniony przez Aylward Baratheon dnia Czw Maj 23, 2013 11:33 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Wto Maj 21, 2013 10:24 pm

Nie chciała wracać, chciała zostać z bratem do rana, tak dawno się nie widzieli. rozsądek ostatnich lat nie był w stanie przebić się przez jego brak z reszty życia. Zwyciężyła chęć dalszych podbojów uliczek Królewskiej Przystani. Nie zdążyła tego jednak wypowiedzieć na głos, gdy za swoimi plecami usłyszała wreszcie kroki... i to całkiem szybkie kroki. Odwróciła się w czas by odskoczyć na bok. Chłopi z widłami i kijami?! Co się działo?! Dlaczego?! Kobieta krzyknęła cicho kiedy przed nią śmignął kij, który miał za zadanie uderzyć jej brata. Serce jej stanęło. Zaatakowali ich, nie wiedziała czy bardziej boi się o brata czy o tych nieszczęśników. Wszystko jednak się odwróciło, kiedyś ktoś złapał ją za kaptur i pociągnął w tył zrywając go z białej głowy i wyrywając przy tym pukiel włosów. Krzyknęła z zaskoczenia niż bólu i odwinęła się by zobaczyć muzykanta, który ją szarpnął i być może wciąż trzymał za kaptur. -Puszczaj! Co wy robicie! Przestańcie! - Zakrzyknęła zaciskając dłoń pod płaszczem na rękojeści sztyletu, który kilka chwil wcześniej dostała od brata. Nie odważyła się jednak go użyć. Co innego okładać kukły, albo brata drewnianym mieczem, co innego przebić komuś brzuch prawdziwym ostrzem. Nie była morderczynią, chciała jakoś to rozwiązać inaczej, rozlew krwi był ostatnim czego chciała. Jeśli zginą oni, zapłaczą po nich żony, albo dzieci, ale jeśli coś stanie się jej cały Zapchlony Tyłek może spłynąć Krwią... i po co?! -Jeśli coś mi się stanie wszyscy zginiecie! - zawołała ponownie w twarz muzykanta usiłując zdzielić go lewą dłonią, tak na otrzeźwienie. Jej fioletowe oczy zdawały się krzyczeć "otwórz oczy człowieku, szarpiesz Lady Targaryen!"
w tej całej szarpaninie nie zapomniała też o bracie, który miał na karku dwóch wieśniaków z widłami, wiedziała, że poradzi sobie z nimi bez problemu, przynajmniej na tyle, na ile potrafiła ocenić jego umiejętności, ale nie chciała by zabijał tych biednych głupców, nie wiadomo czemu ich napadli, może to tragiczna pomyłka... nie to, żeby mogli napadać innych ludzi z gminu, ale jeśli nie wiedzieli kim jest Rhaena przed atakiem, a w porę się opamiętają, może uda im się ocalić życie. Co za kobieta, bardziej martwiła się o brata i tych głupich chłopów z widłami niż o siebie. Może dlatego, że wystraszyła się, ale tak naprawdę nie poczuła się jeszcze w ogóle zagrożona? Pewnie tak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sro Maj 22, 2013 8:29 pm

Nie pamiętał, jakim cudem znalazł się w tej części Przystani. Jedyne, co kojarzył to noc z tą biuściastą kurwą, którą chędożył na umór. Na siedem piekieł, ależ on kwiczała. Niczym gwałcona dziewica, choć do takowej było jej dalej niż jemu do mnicha. Za to znała się na rzeczy, choć od tych całych jęków i wrzasków diablo rozbolała go głowa. Tak, pamiętał, że poszedł się odlać i... Gdzieś go nogi poniosły. Widocznie, bolało go już przyrodzenie od pieprzenia cycatej dziewki, skoro zawędrował tak daleko.
Królewska Przystań cuchnęła jak zwykle. A ta dzielnica nawet bardziej. Nic z resztą dziwnego. Ludzie tłoczyli się w niej jak mrówki w kopcu. Wszyscy zarastali brudem, śmierdząc biedą i uryną. Jedynie chędożeni lordowie pławili się w złocie, winie i intrygach, oczekując na turniej. Ach, turniej. Zapowiadała się niezła zabawa. W końcu, utoczą komuś krwi. A jak będzie okazja, to przechędoży się i jakąś szlachciankę o gładkiej cipie. Stara, dobra Przystań.

Idąc, zwracał uwagę. Jego wzrost, atletyczna budowa i dzika twarz wyróżniały go spośród mieszkańców Przystani. Nawet teraz, gdy zbliżał się Turniej i miasto tętniło zyciem, Bjorn wydawał się inny. Był inny, nie tutejszy, choć spędził tu blisko pół żywota.
Miał na sobie lekką zbroję i jasne, dobrze utrzymane odzienie. Na plecach spoczywał miecz. To Bjorn najemnik, rozpoznawali go co poniektórzy.

Nocna przechadzka nie miała upłynąć spokojnie. Widok bogatej szlachcianki napastowanej przez prostego kmiotka, podziałał na Bjorna niczym płachta na byka. Nie, to złe porównanie. Niczym brzęk monet dla spragnionego wrażeń i krwi najemnika. Oczy rozbłysły złym blaskiem, a usta wykrzywił dziki uśmiech szaleńca, odsłaniający rząd mlecznobiałych zębów. Wystarczyły dwa susy, by znalazł się przy krzykliwej wielkiej, jej mać, szlachciance i szarpiącym ją kmiotku.
Choć Bjorn był szczupły, to dzięki jego wzrostowi, umięśnionej sylwetce i jasnemu odzieniu, zdawał się być białym olbrzymem.
Nie sięgnął po miecz. Nie musiał. Wystarczyło potężne kopnięcie w nogi kmiotka. Kopnięcie o sile, która mogła połamać kości. Zazwyczaj taki podcięcie wystarczało, by przeciwnik zwalił się jak długi na ziemię, nie mając już ochoty się z niej podnosić.
Czy i tym razem tak będzie...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 12:48 pm

MG


Nie tak miało to przebiegać.
Pomyślał jeden z zamachowców, ukryty w cieniu budynków, pozostając niezauważonym przez najemnika z Essos.
Jebana w rzyć jego mać.
Pomyślał drugi z zamachowców, patrząc lśniącymi w ciemności oczami na swego trzeciego kompana, z którym odgradzali drogę ucieczki szlachciance, jej bękarciemu bratu i... no właśnie. I najemnikowi, który jak każdy mu podobny, z dupy wylazł. Przewaga chłopów, którzy w tym czasie zaatakowali z zaskoczenia, zaczęła znacznie topnieć po przybyciu. Haakon dość szybko znokautował tego, który złapał Rhaenę za włosy i trzymał ją jak kurczaka do rosołu. Zakładając, że ten chłop kiedykolwiek jadł rosół z kurczaka. Dwóch pozostałych, na widok kolejnego obrońcy oraz po usłyszeniu okrzyków Targareynówny, zamarło z uniesionymi widłami i spojrzało na siebie ze zdezorientowaniem. Wtedy to też, ten, który zaatakowany został przez Haakona i rzeczywiście wylądował na twardej ziemi, dostrzegł pewien niepokojący... szczegół.
- Darujcie zdrowiem, panockowie jaśni! - zawył muzykant, podnosząc się na klęczki. – Powiem, wszytko powiem! - dodał głośno, wpatrując się wielkimi jak monety oczami prosto w twarz Rhaeny. - Toć gdybym jo wiedzioł, że królowę mamy napaść... - załkał nagle, przyciskając brudne ręce do równie brudnej szaty. Zapewne chciał dodać coś jeszcze, ale monolog przerwał mu... jeden z zamachowców, wychodząc z cienia ze świetnie imitowaną dezorientacją na twarzy.
- Chamy! - ton głosu konusa był nawykły do rozkazywania. Wieśniacy zrozumieli w lot, że naprawdę nie warto go nie posłuchać. – Gadaj, kto wam kazał napaść, bo oćwiczę! A wcześniej sam mi w zębach knuta przyniesiesz! - zerknął nerwowo w stronę uliczki prowadzącej w górę miasta, gdzie czatowało dwóch jego kompanów. Jeśli któryś z chłopów zacznie sypać...
- Jako żywo! Jako żywo! - zakwilił muzykant. - Wszytko powiem, jeno nie bijcie! Pan Hedric jest w burdelu. Nynie dziewkę chędoży. Albo już przechędożył... – dodał ciszej, spoglądając na zamachowca. Muzykant był ewidentnie najbardziej inteligentnym z trójki chłopów, jednak i tak wiele brakowało mu do ideału. Na całe szczęście dla siebie zdołał zrozumieć, że lepiej zrzucić winę na kompana, który nie dołączył do atakujących, zbyt zajęty wspomnianym chędożeniem, niż wydać trzech jegomościów, z których dwóch czai się w ciemności.
- Toć my już się weźmiemy... - zaczął niepewnie grubas, opuszczając drewniane widły i nerwowo spoglądając na Daegona, którego chwilę wcześniej miał zamiar na nie nadziać.
- Weźmiesz, ale kopa w rzyć! - warknął zamachowiec. - Wy kurwe syny! Wy chamy łajnem w srakę chlastani! Dobro brać toście pierwsi, ale łba nadstawić po ataku to nie lza! Wara, powiadam! Wara od damy! - zapadła cisza. Zamachowiec nie przesadzał, można to było wyczuć w jego głosie. - Do domów, chamy! - warknął jeszcze. - A jak mi który z chałupy wylezie, pasy będę drzeć! - na dźwięk tego bezlitosnego głosu wszyscy zadrżeli. Muzykant obejrzał się zdjęty trwogą w uliczkę prowadzącą w górę miasta.
I gdyby akuratnie nie klęczał, nogi by się pod nim ugięły.
Dwóch kolejnych zamachowców spoglądało bowiem wprost na niego. Chłop drżał przeszywany spojrzeniem wyblakłych, niebieskawych oczu morderców. Dźwignął się jednak z ziemi, jęknął, gdy odezwała się świeża rana na boku, stanął na nogach. I splunął.
Na placu zrobiło się cicho. Najniższy z chłopów przesunął się mimowolnie w stronę Rhaeny, zupełnie jakby to ona miała być głównym punktem obrony - wszak po słowach muzykanta uznawali ją ZA KRÓLOWĄ - zanim jednak zdołał wykonać kolejny ruch, zamachowiec, który jako pierwszy wyszedł z cienia, ryknął:
- POSZLI!
I nie musiał tego dwa razy powtarzać. Chłopi rozpierzchli się jak stado kurcząt. Muzykant pośliznął się, łapcie rozjechały mu się w błocie i rymnął jak długi, waląc łbem w koniowiąz.
Kompan złapał go za ramię, poderwał na nogi i popędzili dalej, gubiąc po drodze misterną broń, czyli widły, kij i nóż. W tym samym czasie wysoki zamachowiec popluł w ogromne dłonie i chwycił pałasz. Z kolei ten, który ujawnił się jako pierwszy, złapał za miecz.
- Bij! Zabij! - ryknął pierwszy z zamachowców. Tuż po tym w powietrzu rozległ się świst, od którego włosy stanęły dęba - świst strzały, przecinającej powietrze i wypuszczonej przez trzeciego zamachowca. Grot zatrzymał się dopiero w odsłoniętej części uda Daegona, który nie miał nawet czasu, by zareagować - już po chwili ciszę przeszył brzęk zderzających się ostrzy, łoskot uderzeń i Siedmiu wie czego jeszcze.
- Z lewej! Z lewej! Bij. A równo! - ryknął drugi zamachowiec, uderzając prosto na Haakona. W ataku pomógł mu pierwszy kompan, uderzając nie z lewej, jak domagał się towarzysz, lecz z prawej. W tym samym czasie trzeci atakujący, ten, który strzelił z łuku, ruszył prosto na Rhaenę, unosząc wysoko ostrą mizerykordię.
- Śmierć Targaryenom! - zdążył ryknąć a potem... zacharczał głośno, zwalił się na ziemię, z kolei dźwięk zderzającego się z ziemią ostrza mizerykordii zabrzmiał niemrawo.
Psi synuuuu! – zawył z ciemności jakiś głos. Pierwszy zamachowiec zadrżał, gdy rozpoznał, że krzyczał... najmniejszy ze zbójeckiej kompanii chłopów.
- Sam se weźmiesz kopa w rzyć! - dodał grubas, wymachując groźnie... kosą, którą ze sobą przywlókł. - Psiajuchy jedne, królową będo bić! - dodał groźnie, wymachując swoją nową bronią, nie podchodząc jednak bliżej. Zamieszanie, jakiego narobili, wystarczyło, by zarówno Bjorn, jak i Daegon wykorzystali sytuację i unieszkodliwili przeciwników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 1:16 pm

Bjorn spoglądał z góry na wieśniaków. Miał ochotę poskręcać im karki, jeden po drugim, choć na twarzy widać było łagodny wyraz. Jedynie błysk w oczach zdawał się mówić, że potężny mężczyzna wcale do najłagodniejszych nie należy. Kwilenie kmiotków przypominało mu jęczącej kurwie, którą wcześniej chędożył. Prostaczkowie w pewnym sensie byli bardzo do niej podobni. Za odpowiednią ilość złota, gotowi byli na wszystko. Co, z kolei sprawiało, że i on był po trosze podobny zarówno do kmiotków jak i do cycatej kurwy.
Chędożone prosiaki, chyba za dużo rozmyślał, skoro dochodził do takich wniosków.
Pies zresztą ich wszystkich jebał. Zanosiło się na to, że tracił tutaj czas. Rozrywki, ni złota nie będzie.
Chociaż...
Pojawienie się na scenie zwanej Zapchlonym Tyłkiem nowych postaci nadało zdarzeniom ciekawszego biegu. Do kwilenia chłopków dołączyły wściekłe przekleństwa nowoprzybyłych. Jaśnie państwo, chędożona ich rzyć. Takim to właśnie najlepiej upuszczać krwi.
Kiedy już się zdawało, że towarzystwo się rozejdzie, ujawnili się prawdziwi zamachowcy. O tak, ci nie byli zwykłymi kmiotkami uzbrojonymi w widły. To byli prawdziwi zabójcy o bezlitosnych twarzach i zimnych spojrzeniach.
Chłopi uciekli, a zabójcy zaatakowali.
Wydarzenia potoczyły się z prędkością błyskawicy. Strzała przecięła powietrze, raniąc mężczyznę o długich, jasnych włosach. Rozległy się bojowe krzyki napastników. Dwójka z nich osaczyła Bjorna. Wielkolud sięgnął po miecz, robiąc krok do tyłu i wyginając ciało wyuczonym ruchem, by uniknąć zdradzieckiego ciosu.
A potem zamieszanie... Niespodziewane pojawienie się otyłego chłopa zaskoczyło zamachowców. Lecz podziałało na korzyść Bjorna. Zimna klinga świsnęła, kreśląc w powietrzu złowrogie półkole i ze śmiertelną precyzją mierząc w obojczyk jednego z napastników. Ostrze jednak nie miało się tam zatrzymać. Dysponujący ogromną siłą fizyczną Bjorn, zamierzał wykorzystać siłę ciosu i uderzyć dalej, z półobrotu. Tym razem, mężczyzna przyklęknął na jedno kolano, pozwalając, by klinga pomknęła w kierunku nóg drugiego zamachowca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 2:33 pm

Od początku wiedział, że będą problemy ale czegoś takiego się nie spodziewał. Ludzie mieszkający w tak ohydnej części miasta nigdy nie planowali swoich ataków. Po prostu działali zachęci widokiem złota lub zbyt dużą ilość ale płynącą w ich żyłach. Z początku dostrzegł jedynie trzech mężczyzn przez co zacisnął palce na rękojeści swojego miecza. Puścił ją gdy zdał sobie sprawę, że trzymane przez nich przedmioty były zwykłymi narzędziami przez co stwierdził, że z łatwością sam da im radę. Niepokoiło go niestety uczucie, że wciąż są obserwowania. Z ludźmi którzy zamachnęli się na niego poradził sobie bez problemu. Ich „broń” dość szybko wylądowała na ziemi dla tego więcej się nimi nie przejmował. Gdy usłyszał krzyk siostry odwrócił się w jej stronę z zamiarem odrąbania ręki tych co ją dotknęli. Jednak gdy chwycił za krótki miecz było już po wszystkim. Najemnik, Daegon był tego pewien w końcu potrafił rozpoznać takich jak on. Choć uratował jego siostrę Daegon spojrzał na niego wilkiem. Dobrze wiedział, że nie zrobił tego z dobrego serca. Podszedł do Rhaeny przyglądając się jej z troską.
-Musimy uciekać- mruknął chwytając ją za rękę zupełnie zapominając mężczyźnie. Niestety nie mógł jej stamtąd zabrać przez tą głupią szopkę która rozegrali napastnicy. Daegon nic nie mówił przeglądając się wszystkiemu z odrazą. W tej chwili miał ochotę wymordować ich wszystkich i gdyby nie obecność siostry na pewno by to uczynił. Gdy usłyszał „poszli” ciarki przeszły mu po plecach. Zaczyna się. Wyciągnął miecz niestety zanim zdążył go użyć strzała wbiła się w jego nogę. Z jego gardła wydobył się krzyk ale szybko zamilkł. To nie był czas na podobne zachowania. Wyciągnął strzałę z nogi i zaatakował tego który wyglądał za przywódcę zamachowców. Rana w nodze bolała go niemiłosiernie ale zacisnął zęby i walczył dalej. Żałował jedynie że nie ma przy sobie łuku. Wtedy już cała ta banda była by martwa. Stracił nachwalę orientację gdy dostrzegł atakującego Rhaene człowieka. Klął w myślach na siebie i na swoją głupotę. Co mu właściwie przyszło do głowy?! A tak chciałeś ją odstraszyć tu durniu i sprawić, że więcej nie będzie chciała cię widzieć. Fakt, jak będzie martwa już cię nie zobaczy. Odwracając się w tamtą stronę wypuścił sztylet kierując go prosto w gardło łucznika ale ten był już martwy. Rozgardiasz do jakiego doszło dał Daegonowi przewagę. Zamachowcy byli tak zdekoncentrowani śmiercią swojego kompana, że na moment opuścili broń. Waters to wykorzystał wbijając miecz prosto pod brzuch pierwszego z nich. Gdy go wyciągnął leżał już martwy w kałuży własnej krwi która powoli zaczęła się mieszać z krwią Watersa. Podszedł szprotem do siostry chcąc ją obronić przez ewentualnym kolejnym atakiem ale bitwa była już skończona.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 2:41 pm

Co tu się działo!? Nim zbir zdążył choćby odpowiedzieć na krzyk kobiety, że polecą ich głowy jak jej cos się stanie, wtem wpadł na niego rosły mąż. Powalił go na ziemie stając w jej obronie. To wywołało jeszcze większy chaos. Rhaena pisnęła cofając się gwałtownie i uderzając plecami o ścianę budynku. Jej balową fryzurę szlag trafił, ale to nie miało znaczenia, kaptur opadł i każdy bez trudu mógł w niej poznać Targaryena… z resztą wnioskując po niektórych krzykach, nie udało jej się w ogóle zamaskować tego kim była czarnym, zbyt dużym na nią płaszczem brata. Jakby zamieszania było mało, pachoły wzięły ja za jej bratanicę! Normalnie by się roześmiała wesoło. Nie raz je mylono. Były podobne i w tym samym wieku, ale Rhaena była ciotką królowej, nie królową. Ten błąd mógł się różnie skończyć, dziewczyna wolała nawet nie zastanawiać się nad tym głębiej! Obcy uratował ją z uścisku chłopka, ale z cienia dalej wyłoniła się inna postać, krzyczała na wieśniaków, pogoniła ich. Rhaena czuła ciarki na plecach wywołane tonem jego głosu, nie podobał jej się on, nawet bardzo. Smoki się nie boją. To tylko chłopi, Rhaena opanuj nerwy, jesteś krwią smoka… powtarzała sobie w myślach, gorączkowo myśląc jednocześnie jak wywinąć się z tego… jak wyciągnąć z uliczki siebie i kochanego brata. Gdy chłopki pouciekali przez uderzenie serca zdawało się, że sytuacja jest opanowana… niestety koszmar miał się dopiero zacząć. Ciemność ukryła innych zamachowców, skądś nadleciała strzała, błysnęły ostrza mieczy, ktoś zakrzyknął „Śmierć Targaryenom!”, a potem i na nią samą ruszył mężczyzna z bronią. Nogi odmówiły smoczycy posłuszeństwa, nie mogła się ruszyć, choć chciała uciekać. Zachowała jednak panowanie na tyle by spod płaszcza wyciągnąć w końcu sztylet, który wciąż ściskała w smukłej dłoni. Ujęła go mocno, obróciła w dłoni by ostrze ułożyło się wzdłuż jej brzeguba, uniemożliwiło jej to pchnięcie, ale co jej po nim było. Jej brat dostał strzałą, nie da rady jej ocalić, a na nieznajomego wojownika już ruszył inny zamachowiec. Musiała choć dać któremuś chwilę by mogli jej pomóc. Jej przeciwnik miał przewagę zasięgu, do tego nie trzeba było żadnego szkolenia. Byłaby martwa nim zdążyłaby wyciągnąć ostrze w stronę serca zbira. Ułożony w ten, a nie inny sposób sztylet dawał jej szanse na zasłonienie się przed atakiem wspomagając się siła i wytrzymałością ramienia. Wiedziała, że nie sparuje ciosu trzymając oręż normalnie, sztychem na przód, tak miała szansę, choć jeśli ten by zaatakował to strzaskałby jej rękę… lepsze to niż zginąć od razu… prawda?
Nie musiała się jednak jeszcze przekonać co się stanie gdy przeciwnik zaatakuje. Nie dotarł do niej, padł na ziemie zaatakowany w plecy przez wieśniaka z kosą. –Siedmiu niech będą dzięki. – jęknęła pod nosem szybko popatrzała po polu walki. Nie potrafiła pomóc jej obrońcom, ale nie mogła stać jak kłoda pod ścianą, była zbyt łatwym celem. Dlatego też naciągnęła kaptur ponownie na potarganą głowę i chciała przemknąć się obok walczących w stronę chłopka. On okazał się wierny kiedy zobaczył w niej królową, lepsza taka pociecha niż jej kompletny brak. Mogłaby biec w druga stronę, ale nikt nie dawał jej wtedy gwarancji, że dotrze do zamku. Tutaj miała chwilowe, względne bezpieczeństwo. O ile oczywiście uda jej się minąć walczących.
Nie wspomniałam nic o bracie kobiety. Dlaczego? A no bo cóż biedna Rhaena miała zrobić? Gdyby rzuciła sie do brata, wpadła by prosto w ręce zamachowca który chwile później chciał go drapnąć, a do tego miała własnego oprawce na karku. O rany ukochanego krewniaka i byc może najemnika będzie obawiac sie później... jesli będzie się o co obawiać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 3:35 pm

MG


Jakże wiele działo się na raz! Krew, krzyki, trupy, chłopi i kosy - czy aby na pewno jesteśmy w Królewskiej Przystani?
Na całe szczęście dla Rhaeny oraz jej towarzyszy przewaga zamachowców zaczęła dość szybko topnieć - tuż po powrocie chłopów, wśród mężczyzn na kilka kluczowych sekund zapadła konsternacja, która miała zakończyć się dla nich tragicznie. Drugi zamachowiec, raniony przez Bjorna, został dodatkowo powalony przez klingę miecza najemnika. Upadł z hukiem na ziemię, wypuszczając jednocześnie swoją broń z rąk. Krew zaczęła sączyć się z mężczyzny niczym z nadgniłego owocu - nie stracił jednak zapału. Wyszarpnął zza nogawki sztylet i z dziką furią uderzył w łączenie nagolennika zbroi. Ostrze naturalnie zablokowało się pomiędzy płytami żelastwa, zdołało jednak dosięgnąć nogi najemnika. Nie była to ciężka rana, wystarczyła jednak, by wyprowadzić z równowagi najbardziej spokojnego człowieka. A Bjorn Haakon zapewne do takowych nie należał.
W tym samym czasie drugi zamachowiec przypłacił dezorientację wywołaną przez chłopów życiem - Daegon został ranny w nogę, nie ręce, nic zatem dziwnego, że wykorzystał siłę swej determinacji i wbił miecz prosto w brzuch zamachowca. Mężczyzna zachwiał się i w końcu upadł, dygocząc jeszcze przez chwilę w powiększającej się kałuży krwi.
- Ajajaj! - zalamentował nagle gruby kmieć, trzymając się brudnymi dłońmi za czarną, postrzępioną myckę na siwiejących włosach. - Ajajaj! Co myśmy najlepszego zrobili! Zawiśniemy! - stwierdził z dziwnym przekonaniem w głosie, a potem zdał sobie sprawę z tego, że... nikt nikogo nie będzie wieszał. Ubili wszak zamachowców, sami przez chwilę nimi będąc.
- Nagroda za nich jest. - stwierdził spokojnie muzykant, kiwając głową w stronę ubitego przez kosę swego kompana zamachowca. - Szlachetniście panie, ale ranni. Wracajta lepiej do domów. - dodał, spoglądając poważnie na Daegona. Po chwili wzrok przeniósł na Rhaenę, którą cały czas miał za królową, i nareszcie - na najemnika.
- Foremny z waćpana hajduczek, tfu, co mówię, czeladniczek z najprzedniejszej chorągwi! Nie myślisz, waćpan, nadłożyć trochę drogi i królową naszą miłującą odprowadzić ku zamkowi? - muzykant zacisnął blade palce na trzymanym przez siebie toporku. Żadną tajemnicą nie jest, że w Zapchlonym Tyłku na miejsce jednych zbójów przychodzą nowi... lepiej dla Rhaeny oraz jej nowej kompanii, by czym prędzej umykali.
- Trupami sami się zajmiem. - dodał gruby chłop, opierając się o swoją kosę i ocierając czoło z potu tak, jakby robił w polu. - Nie pierwsze one i nie ostatnie w tej okolicy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 10:28 pm

Bjorn nie należał do furiatów. Bjorn należał do wyjątkowego typu szaleńców, których zachowanie jest nie do przewidzenia. Gdy ostrze sztyletu dosięgnęło jego nogi, na twarzy najemnika nie pojawił się grymas. Pojawił się szeroki, wilczy uśmiech. Aż strach pomyśleć, co działo się w głowie tego osobnika. Dzikie, czarne oczy omiotły swego przeciwnika. Nie sposób było odczytać ich wyrazu, lecz jedno było pewne, i one zdawały się śmiać. W paskudny szyderczy sposób. Nim ranny zamachowiec zdążył sobie uświadomić swój błąd, Bjorn kopniakiem wytrącił mu sztylet z ręki. Potem, sprawnym ruchem schował zbrukaną klingę miecza do pochwy. Odpiął skórzany pas i obrócił okutanym w czarną pochwę mieczem, który w jego niedźwiedzich łapach zdawał się być lekki niczym ćwiczebny rapier wielmożów. Rękojeść, skierowana w dół zadała cios. Cios od którego mogły skręcić się trzewa wszystkim obserwującym go mężom. Albowiem, stalowa rękojeść wylądowała prosto na jajcach zamachowca, prawdopodobnie czyniąc z nich najobrzydliwszą jajecznicę w całym Westeros. Cios choć zaprawdę paskudny, nie groził tym, że zamachowiec wykrwawi się niczym rozpruty wieprzek... Bo drugi z zabójców tak właśnie wyglądał.
Ach ci nieroztropni młodzieniaszkowie.
Bjorn zmierzył wzrokiem wieśniaków, a potem jasnowłosego mężczyzną o licu gładkim niczym dobra kurewka.
- Moja pani - zwrócił się do Rhaeny. Jego głos był niski i melodyjny. Sprawiał niemal fizyczną przyjemność. - Tuszę, że nie zaznałaś szwanku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Czw Maj 23, 2013 11:12 pm

Miał już tego serdecznie dość. Chciał wracać za wąskie morze i nigdy nie postawić nawet palca w Westeros. Z każdą z resztą minutą przekonywał, się jak wielkim idiotom jest dając się przekonać sakiewce pieniędzy. Znów się nie odzywał trzymając się blisko siostry. Przyglądał się wszystkim z grobowym milczeniem piorunując wieśniaków fioletowymi oczami.
-Siedmiu nie miało z tym nic wspólnego- nie bardzo wiedział co go podkusiło by mówić po valyriańsku. A tak już sobie przypomniał. Nie podobał mu się ich…towarzysz. Najchętniej wbiłby mu nuż w plecy i na tym skończył całą tą zabawę. Czemu tego nie zrobił? Czy to mu się podobało czy nie pomógł mu ocalić skórę siostry. Oczywiście sam by sobie z nimi poradził, ale, po co miał o tym wspominać na głos. Gdzieś w środku niego pojawiło się pewne uczucie, z którymi nie miał styczności wiele lat. Była to oczywiście zazdrość. Tak, jeśli chodziło o jego siostrę Waters był niemal zdolny do wszystkiego. Nawet do poczucia czystej…nienawiści do człowieka, którego w normalnych okolicznościach spokojnie mógłby nazwać kompanem i pić z nim w jednej z miejskich gospód. Spojrzał na siostrę dość znacząco chcąc jej jednocześnie przekazać, żeby mu nie ufała w końcu nie wiadomo, z kim mają do czynienia. Nie wypowiedział jednak swych myśli na głos. Choć valyriański był w Westeros wymarłym językiem nigdy nie wiadomo kto się nim posługuje. Wiedział jednak, że Rhaena go zrozumie. Nawet bękarty smoków znały ten język równie dobrze jak mowę powszechną.
Zupełnie już stracił zainteresowanie trupami i ludźmi, których kilka minut temu również miał ochotę zabić. Teraz przenosił wzrok to na najemnika to na siostrę. Zaciskał przez tym rękę w pięść wbijając sobie paznokcie w skórę by jakoś móc się opanować.
-Wracajmy do zamku. Nasz królewski bratanek na pewno się o ciebie martwi- wciąż posługiwał się valyriańskim tak dla własnej wygody. Chwycił kobietę za nadgarstek chcąc ją tym zmusić by poszła za nim. Nie miał zamiaru zostać tu ani minuty dłużej, na pewno nie z nim.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Pią Maj 24, 2013 8:00 am

Wszystko skończyło się tak szybko jak się zaczęło. Nie zdążyła przesunąć się w stronę wieśniaka, kiedy zamachowcy leżeli trupem, a ona została otoczona krwią i mężczyznami, którzy bronili jej od zguby. Oddychała szybko i nawet naciągnięty ponownie na głowę kaptur nie ukrywał dobrze jak kobieta drży. Nie mogła wydusić z siebie słowa wodząc wzrokiem po trupach i żyjących. W głowie miała burzę… dlaczego doszło do tego? Dlaczego ktoś krzyczał „śmierć Targaryenom”? Co to byli za ludzie? Ocuciło ja pytanie obcego mężczyzny i słowa wieśniaków. –Dziękuję. Mnie nie stała się krzywda. – Zaczęła odpowiedź nieco drżącym, ale dość pewnym głosem. –Zamachowcy jednak zdołali przelać wasza krew… – dodała zdając sobie sprawę, że zarówno najemnik jak jej brat są ranni. Zbladła jeszcze jeśli w ogóle było to możliwe. Trzeba było natychmiast opatrzyć te rany! Jeśli wda się zakażenie?... Wtedy szarpnął ja za rękę Waters i przemówił po valyriańsku. –Nasz królewski bratanek zapewne nawet nie zauważył mojej nieobecności. – Odpowiedziała również w tym wymarłym języku, mówiąc melodyjnie i płynnie, aż wydawało się, że język powszechny jest dla niej obcym językiem, a valyriański tym który wyssała z mlekiem matki. –Nie chcę wracać na zamek! – Krzyknęła wciąż w starożytnym języku, kiedy brat pociągnął ja za sobą. –Trzeba opatrzeć wasze rany!- dodała już w powszechnej mowie obracając głowę na najemnika za sobą. –Przelaliście krew dla mnie. – Nie chciała wracać do zamku, nie teraz! Bała się tej perspektywy bardziej niż widma kolejnego starcia w uliczkach. Była potargana i przerażona, nogi trzęsły się jej tak, że ledwo szła. Nie zdoła się wytłumaczyć dzisiaj w zamku, nie panowała nad sobą w wystarczającym stopniu by wymyślić odpowiednia bajkę. Wrócą jutro… kobieta się ogarnie, uczesze i ze świeżym umysłem coś wymyśli… nie dziś, tylko nie dziś. Jak wróci w takim stanie, to może źle się skończyć dla jej brata, nie dla niej. –Nie wrócę dziś na zamek. – Powiedziała pewnie i usiłowała się zatrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Pią Maj 24, 2013 2:48 pm

- Pani, ależ to tylko draśnięcie - żachnął się Bjorn, spoglądając na swą nogę. Faktycznie, zbroja skutecznie udaremniła ostrzu wyrządzenie poważnej rany.
Najspokojniej w świecie poprawił włosy, które były w nieładzie ze względu na potyczkę przed chwilą. Zdawało się, jakby Bjorna zupełnie nie obeszły dramatyczne wydarzenia.
- Miast martwić się naszą niegodną krwią, pani, racz lepiej zadbać o własne nerwy. Nie godzi się, by tak zacna dama musiała znajdować się w takich sytuacjach.
Przypasał miecz, spoglądając z góry na zamachowca, który właśnie omdlał z bólu.
- Racz pani pozwolić mi zająć się tym człekiem - rzucił Bjorn i nie czekając na wspomniane pozwolenie, podszedł do nieprzytomnego zabójcy, przeszukał, sprawdzając czy nie ma przy sobie broni, po czym objął w pasie i przerzucił sobie przez ramię z zadziwiającą lekkością.
Nie godzi się, by szlachcice brudzili sobie dłonie - kontynuował z dworską uprzejmością. - Gdyby panienka potrzebowała mych usług, proszę szukać mnie na Turnieju - powiedział i... poszedł sobie, niosąc nieprzytomnego człowieka niczym ubite prosię. Tyle że niedoszły zamachowiec był znacznie więcej wart.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Sob Maj 25, 2013 6:00 pm

Jakoś cała miłość i troska, jaką otaczał siostrę gdzieś wyparowała. Był poirytowany, zmęczony i miał ochotę siąść i już nigdy się stamtąd nie ruszać. Nie obchodziły go uczucia Rhaeny chciał się jak najszybciej upewnić, że jest bezpieczna i zająć się sobą. Gdy najemnik się oddalił Waters zaczął dziękować wszystkim znanym mu bogom za tę łaskę. Pytanie tylko brzmiało co jeszcze mogło się akurat dzisiaj wydarzyć. Gdy na uliczkach znów zrobiło się cicho mężczyzna wzdychając ciężko ponownie spojrzał na siostrę. Nie wierzył by była tak głupia by jeszcze włóczyć się po miejskie. W innych rejonach miasta mogło być równie niebezpiecznie jak tu. Pijani ludzie są w końcu zdolni do wszystkiego.
-Więc może mnie oświecisz co zamierzasz zrobić?- zimny głos pozbawiony wszelkich uczuć nie pasował do tej sytuacji. Waters powinien jakąś ją uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze ale nie miał na to siły. Oderwał kawałek tkaniny, która zwisała z jednego z zamkniętych straganów i przewiązał ją sobie rana która powoli przestała krwawić. Dzięki bogu strzała nie wbiła się zbyt mocno. Teraz mógł ją spokojnie pociągnąć w stronę zamku nie bacząc zbytnio na konsekwencję. Jeśli będzie się wyrywać to ją nawet tam zaniesie. Nie było zresztą innego wyjścia no chyba, że Lady Targaryen marzyła o to by spać pod gołym niebem. Miał ochotę jej to powiedzieć ale w ostatniej chwili ugryzł się w język przewidując skutki podobnego zachowania.
-Wracasz do domu-mruknął w końcu tonem nie znoszącym sprzeciwu. Mogła sobie być wielką panią ale nie dziś i nie teraz.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    Nie Maj 26, 2013 12:03 pm

Była zaskoczona takim zachowaniem brata. Co on sobie właściwie wyobrażał. Odpowiedział jej oschły i pociągnął dalej. Nie miała jak się opierać. Zamknęła więc buzię i ledwo powstrzymując łzy powlokła się za mężczyzną.
Nawet nie zauważyła kiedy dotarli do zamku. Tam bez słowa spojrzała z wyrzutem w oczy swojemu zbawcy od śmieci i pozwoliła odprowadzić się do komnat, szepcząc tylko coś do strażników, którzy po jej słowach już nawet nie spojrzeli na Watersa. Przynajmniej od nich, jej brat będzie miał spokój.

// oboje ZT //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Zapchlony Tyłek    

Powrót do góry Go down
 

Zapchlony Tyłek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Przestrzeń Miejska (Zapchlony Tyłek)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-