a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Korytarz



 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Korytarz   Sob Maj 04, 2013 8:49 pm


Korytarz



Prowadzący do Królewskiej Sali Balowej korytarz nie różni się niczym szczególnym od dziesiątek podobnych mu korytarzy - ściany zdobią barwne arrasy oraz misternie wykuwane przez rzeźbiących w metalu kowali kandelabry, zaś jego przestronność pozwala swobodne poruszanie się znacznej liczbie osób.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Maj 05, 2013 1:44 pm

Leona zniosła podróż bardzo dobrze i nie chciała słuchać o żadnym odświeżaniu się czy odpoczynku. Czuła się perfekcyjnie. Zgodziła się zajrzeć do przeznaczonej dla niej komnaty tylko po to by upewnić się ,że na pewno dobrze wygląda. Przejrzała się w lustrze i stwierdziła ,że nie ma sobie nic do zarzucenia. Fryzura przetrwała podróż, suknia także leżała jak należy. Bardzo nie chciała aby coś ją ominęło. Podejrzanie dziwne uczucie nakazywało jej pędzić na bal zatem obróciła się na pięcie ,opuściła komnatę tak szybko jak do niej weszła i kazała strażnikowi prowadzić ją natychmiast do sali balowej. Szła dumna i zadowolona. Jej modny, fantazyjny kok błyszczał w promieniach słońca. Suknia chociaż masywna sprawiała wrażenie zwiewnej i lekkiej, a jej spódnica falowała jak szafirowe wody Dorzecza.Głosy dochodzące z sali potwierdzały ,że uczta najwyraźniej się zaczęła. Zamierzała od razu szukać dziadka ale zanim dotarła do środka na korytarzu zauważyła brata. Odprawiła strażnika dziękując mu za towarzystwo i podeszła do Kheelana. -Witaj braciszku-wypowiedziała te słowa powitania dotykając lekko jego ręki-przybyłeś tu prędko jak wiatr, my niestety zaliczyłyśmy spóźnienie ale na całe szczęście chyba nikt tego nie zauważył. Zapewne nasza obecność nadal pozostanie niezauważona.. Spuściła głowę chciała aby było inaczej niż mówiła jej intuicja. Wzięła brata pod ramię. Nie pytała o zgodę bo i po co.-Opowiedz mi , miałeś jakieś przygody po drodze?
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Maj 05, 2013 3:49 pm

/Wielka Sala/
Kheelan wydawał się być zupełnie rozkojarzony. Tuż po oficjalnej części udał się wraz z Walderem do królewskiej sali balowej. Doprawdy, to uwłaczało jakimkolwiek granicom przyzwoitości - Czerwona Twierdza tonęła w luksusach, na które żaden z jej mieszkańców nigdy sobie nie zasłuży. Sprawiedliwość wydaje się być czystą abstrakcją, gdy porusza się wśród tego przepychu. Młody Frey odprowadził wzrokiem nestora rodu i zmarszczył lekko brwi. Co takiego planował znowu dziadek? Czasem miał dość tego, że traktują go jak zwykłego podrostka i o najbardziej istotnych kwestiach dowiaduje się na szarym końcu. Oparł się nonszalancko o ścianę, pragnąc zniknąć. Zamiast tego musiał uśmiechać się do znanych mu osób, a w chwilach przerwy niemal rozmasowywać szczękę, by już po wsze czasy nie pozostał na niej idiotyczny wyraz twarzy. Na dziesięć uśmiechów osiem było nieszczerych.
Jakimiś cudem udało mu się w końcu dopiąć swego i wyłowić w tłumie zbliżającego się ku Walderowi Aidana Starka. W tym momencie wszystko stało się jasne. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, jaką kwestię będą ze sobą omawiać. Choć Kheelan poświęcił połowę ceremonii na wypatrywanie Hana, nie przyniosło to żadnych rezultatów. Być może w ramach... resocjalizacji został na Północy. A szkoda. Bo należał mu się porządny kopniak w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Hanowi mikroklimat musiał przestać służyć, skoro zaczął odwalać takie maniany. Uniżenie przepraszam za ten prostacki język, który brutalnie wdarł się do mego posta, ale powinno się to wyrazić dosadnie, choć oscylując jeszcze w granicach przyzwoitości.
Frey pogodził się już z myślą, że rozprawią się ze sobą kiedy indziej i przekazał Walderowi mentalne błogosławieństwo. Szkoda byłoby zadzierać z sąsiadami, tak potężnymi, swoją drogą. Lepiej mieć w Starkach przyjaciół.
Napił się w spokoju wina, koncertując swoją uwagę na drugiej, niemniej ważnej kwestii. Nastał ten wielki dzień, który będzie przeklinał do końca życia. Trudno było mu nawet cokolwiek konkretnego stwierdzić - znał tylko jej imię i ród. Ród zacny, trzeba przyznać. Pozostało tylko mieć nadzieję, że dziewczyna okaże się choć trochę podobna do swego brata, Bastiana. Zerknął w stronę stołu, przy którym siedziała młoda Reedówna i mimowolnie wydał z siebie coś pomiędzy cichym jękiem a westchnięciem. Jego niewola była niewiastą o urodzie charakterystycznej dla Północy. Blade lico, burza ciemnych włosów, jasne tęczówki i karminowe usta. Wedle wszelkich standardów powinien być chyba wniebowzięty... No właśnie, powinien. Tylko trzy osoby wiedziały coś, co już na samym początku przekreślało Aithne. Tajemnica winna jednak pozostać tajemnicą.
Dyskretnie dał znać jednemu z dwóch strażników, których zabrał ze sobą, by pozostał na miejscu i korzystając z harmidru panującego w lustrzanej sali, postarał się podsłuchać, o czym tak energicznie rozprawia jego przyszła żona.
By choć jeszcze przez chwilę uniknąć momentu konfrontacji, wmieszał się w tłum, gdy tylko dostrzegł podchodzącego do dziewczyny Bastiana. Lawirując w morzu istot, zdążył jeszcze zaopatrzyć się w kielich z, nie sposób o tym nie napomknąć, wybornym winem, którego bukiet wyróżniał się spośród tych, do których przywyknął. Swoją drogą, ciekawe, czy w Królewskiej Przystani również stosują stare sztuczki i wraz z upływem czasu w konsystencji wina zacznie dominować smak wody. Na razie jednak nie można było narzekać. W ramach sprawiania dobrego wrażenia, wdał się nawet w jakąś niezobowiązującą pogawędkę o pogodzie z nieznajomą mu osobą.
Kiedy tylko znalazł się na korytarzu, tuż obok niego zmaterializowała się Leona, domagając się całej jego uwagi i bez krępacji biorąc go pod ramię. Kheelan mimowolnie przygryzł wargę; krycie lekkiego rozbawienia nie wyszło mu zbyt dobrze.
- Siostro moja najmilsza, radym niezmiernie, że udało Wam się zdążyć chociaż na ucztę. Żywię nadzieję, iż podróż minęła wyjątkowo przyjemnie. Doszły mnie zresztą słuchy, iż wraz z Bethany podróżowałaś w nader miłym towarzystwie... - powiedział powoli, starając się uspokoić terkoczącą z zastraszającą prędkością Leonię. Cała ona, jego absolutne przeciwieństwo. Ale czyż świat nie byłby nudny, gdyby ognia nie urozmaicono wodą?
- Muszę przyznać, iż pączek, który zakwitł częściowo podczas mojej absencji, stał się prawdziwą różą, droga siostro. Wyglądasz przepięknie - dodał po chwili. Uprzejmości nigdy za wiele, jednak nie zwykł przesadzać z ich wygłaszaniem - w tym przypadku mówił czystą prawdę. Leona naprawdę rozkwitła, co dotarło do niego może zbyt późno. Tak to jednak często bywa, gdy się z kimś dorasta. Zazwyczaj nie zwraca się na coś takiego uwagi. Dzisiaj, ubrana wytwornie, stała przed nim młoda, piękna kobieta o rzucających się w oczy wdziękach.
- Przecież wiesz, że podróż bez przygód, to rzecz niewykonalna w moim przypadku. Drugiego dnia... - Kheelan ruszył przed siebie, delikatnie ujmując siostrę pod ramię i rozpoczął swą opowieść, starając się skrócić ją przynajmniej o połowę i pilnować się, by ominąć niepowołane dla uszu siostry fragmenty. Czuł się, jakby defiladowali jakąś aleją próżności i miał nadzieję, że uda mu się dość szybko uwolnić od tego towarzystwa. Chętnie zażyłby odrobiny świeżego powietrza i udał się w miejsce, gdzie mógłby spokojnie obejrzeć, jak słońce tonie w Czarnym Nurcie.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Maj 06, 2013 8:23 pm

Erc świetnie bawił się ze swoją załogą podczas zeszłej nocy kiedy zabili do portu, ale świetna zabawa zazwyczaj często wiązała się ze złym kolejnym dniem. Najprostsza i najbardziej logiczna sprawiedliwość tego świata - kac. Ogólnie Erc nawet ją tolerował, oczywiście jeżeli tylko nie dotyczyła bezpośrednio jego, a trzeba przyznać, że naprawdę rzadko zdarzało mu się czuć tak jak dziś. Widoczne tutejszy, królewski alkohol niezbyt mu leżał. Pewnie i przyczyna tego zjawiska była prosta - co za drogie to niezdrowe. Najlepiej było mu się truć najgorszym gównem. Wtedy czuł się jak młody Bóg.
Hm, pewnie gdyby był tutaj jedynie jako bękart, za nic nie wpuścili by go do dworu, tkwiłby jak jakiś wyrzutek w porcie. Ale przecież Erc oprócz bycia bękartem lorda Greyjoya był również jednym z jego najbardziej zaufanych kapitanów, ba, czasami też i odpierdzielał za jego straż, więc dlaczego też i nie mógłby sobie skorzystać i popatrzeć na naprawdę kusząco ubrane księżniczki. Co się czaiło w głowie Erca gdy na nie patrzył naprawdę trudno jest dokładnie opisać, ale nie były to zbyt miłe wizje, w których dobrze ułożona panna by się odnalazła. Zwłaszcza, że jeszcze głowa mu prawie nie pękała od tej beznadziejnej muzyki.
Dlatego też Erc wyszedł na chwilę z sali balowej na korytarz mijając się po drodze z jakimiś Freyami, a potem już wałęsając się bez celu. Aż nie trafił na Prudence.
- Można ocipieć na tym jebanym przedstawieniu - zagadał do niej nie za bardzo dbając o język, a tym bardziej o przywitania. Ogólnie Erc był oszczędny w słowach, więc nawet takie krótkie zdanie było aż nadto.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Maj 06, 2013 9:39 pm

// ubocze

Prudence po dłuższej konwersacji z Aylwardem Baratheonem postanowiła wyjść na chwilę poza salę balową. Nieco przytłaczała ją ilość osób tam obecnych. Nie lubiła tłumów, szczególnie obcych ludzi. Wieczór był dla niej zaskakujący. Nie spodziewała się, że uda jej się z kimś z ' towarzystwa' tutaj porozmawiać od serca, szczerze. Dlatego dziedzic Baratheonów ją zadziwił. Polubiła go, miała wrażenie, że był tą osobą, do której można było się zgłaszać jak miało się jakiś problem, tylko czy to nie było złudzenie i gra tutejszych osób? Nie wydawało jej się, ewentualnie z Aylwarda był doskonały aktor.
Dziewczę, kiedy wychodziło wzięło ze sobą kolejny kielich wina. Smakowało jej ono okrutnie. Ogólnie należała do tych, którzy lubili kosztować najróżniejszych trunków. Bywało, że przesadzała z ilością wypitego alkoholu, starała się jednak nie pokazywać tego po sobie, bo damie przecież nie wypada! Wśród jej załogi, co niektórzy bali się z nią kosztować trunków, bowiem miała mocniejszą głowę od niejednego męża. Nie chwaliła się tym jednak przed wszystkimi, czasem dużo łatwiej jest udawać nietrzeźwą i korzystać wyłapując informację.
- Kogo moje oczy widzą!- Kiedy tylko dostrzegła swojego brata na jej twarzy pojawił się uśmiech. Mimo, że Erc był bękartem, od momentu w którym dowiedziała się, iż jest on z krwi jej ojca traktowała go jak brata. Więzy krwi ponad wszystko, czyż nie?
- Coś nie najlepiej się prezentujesz, ciężka noc?- Upiła łyk wina ze swojego kielicha. Już ona znała zwyczaje swoich złóg. Wolała sobie nie wyobrażać tego, co się wczoraj działo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Cze 03, 2014 10:41 pm

[z septu i środka sali? No pewnie była z innymi złożyć życzenia, tak. Uznajmy, że tak właśnie było]


Po złożeniu życzeń i wręczeniu upominków, Starkowie oddalili się ze swoją świtą i rozeszli, robiąc miejsce dla innych. Nadira wykorzystała ten moment, by opuścić salę balową. Nie zaszła daleko, czekała przed nią, zaglądając od czasu do czasu do środka, by zobaczyć na jakim etapie są goście.
Brunetka bardzo chciała wyglądać na spokojną, ale nie umiała dobrze kłamać. Chociaż wszyscy kupili to, co im wcisnęła, teraz zaczynała się martwić o siostrę. Nerwowo przechadzała się po korytarzu, spoglądając na wejście. Ciągle nic. Nie miała wątpliwości, że Ary da sobie radę, ale będzie gorzej, jeśli choćby kawałeczek ich planu runął. Im szybciej Starkówna wróci, tym będzie lepiej dla wszystkich. Nadira była ciekawa, czy udało się załatwić najważniejszą sprawę. Mało komu można było zaufać, ale byli jeszcze tacy, którzy uczciwie potraktują zadanie. Sprawa była pilna, a wynagrodzenie czekało.
- Ary, gdzie jesteś? - szepnęła do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Niedźwiedzia Wyspa
Liczba postów :
80
Join date :
20/04/2014

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Cze 03, 2014 11:46 pm

Kevan nie przepadał za takimi ślubami... Wszechobecny przepych, sztuczne uprzejmości, czy inne postawy ludzi starających się zrobić wszystko, byleby wypaść jak najlepiej. Dlatego też podczas składania życzeń i wręczania podarków młody Mormont pozostawał na uboczu, nie mieszając się w sprawy formalne. Oczywiście, sam też nie mógł pokazać się ze złej strony w oczach innych ludzi, gdyż w złym świetle ukazałoby to cały jego ród. Wolał jednak pozostać neutralny, niż sztucznie uprzejmy. Przy pierwszej okazji opuścił salę balową, następnie ruszając wzdłuż korytarza, aby znaleźć odpowiednie miejsce na... Załatwienie potrzeby. Korciło go, aby najzwyczajniej w świecie wyjść z twierdzy, znaleźć pierwsze lepsze drzewo i zrobić, co miał do zrobienia. Jednakże na coś takiego pozwolić sobie nie mógł - wszak nie jest Dzikim. Gdyby był w trakcie polowania, to co innego, gdyż innej opcji zwyczajnie by nie było.
Tak, czy inaczej, gdy załatwione zostało to, co załatwione zostać musiało, Kevan ruszył w drogę powrotną. Z nadzieją, że znajdzie się ktokolwiek, lub cokolwiek, co mogłoby go "uchronić" przed powrotem na salę, maszerował w stronę drzwi doń. Na jego szczęście, coraz więcej ludzi przekraczało próg w przeciwnym kierunku, niż on sam zamierzał. Znaczyło to tyle, że prawdopodobnie już zdecydowanie bliżej końca tego teatrzyku, niż jego początku. Starzy Bogowie dopomóżcie, aby tylko odnalazł innych przedstawicieli Północy. Sam czułby się w tym miejscu wyjątkowo źle... Gdy spostrzegł Nadirę, z ulgą odetchnął i uśmiechnął się szeroko. Dość żwawym krokiem podszedł do niej, po drodze mijając kilkoro biegających tam i z powrotem służących.
-Czy coś się stało, pani?- spytał od razu dość formalnym tonem (wszak nie wiadomo, czy ktoś nie stoi za rogiem), dostrzegłszy dość nerwowe zachowanie kobiety. Coś zdecydowanie musiało być nie w porządku, jednak mężczyzna nawet nie podejrzewał, cóż by to mogło być. Dlatego nie pozostało nic, jak liczyć na szczerość rozmówczyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 12:14 am

| Tawerna


Powrót do Czerwonej Twierdzy zajął Aryanie dużo więcej czasu niż planowała, dlatego na korytarz wpadła niemalże biegiem. Wiedziała, że Nadira będzie się martwić, dlatego chciała ją jak najszybciej uspokoić. Tłum na ulicach stolicy skutecznie utrudniał przedostanie się, zwłaszcza na koniu, a później jeszcze oporządzenie się w komnacie, rozczesanie włosów i założenie sukni... a wszystko po to by pojawić się na weselu, na które początkowo w ogóle nie chciała przyjeżdżać.
Teraz maszerowała dzielnie przed siebie, starając się uspokoić oddech i nie dać po sobie poznać, że dopiero co przybyła na miejsce. Im mniej podejrzeń wzbudzi, tym lepiej.
Mogła tylko mieć nadzieję, że uda jej się stosunkowo szybko odnaleźć siostrę, dlatego widząc ją na końcu korytarza prowadzącego do sali balowej, Aryana uśmiechnęła się szeroko. Nadirze towarzyszył Kevan Mormont, co utrudniało trochę sprawę przekazania jej wszystkich wiadomości, ale najstarsza panna Stark nie traciła dobrego humoru.
- Dlaczego nie jesteście w środku? - zapytała, podchodząc bliżej i łapiąc siostrę za rękę. Ścisnęła delikatnie jej dłoń i przez chwilę patrzyła prosto w oczy, więc Nad musiała domyśleć się, że oznaczało to pomyślne załatwienie wszystkich sprawunków - Czy ceremonia jeszcze trwa?
Starała się zajrzeć do sali i być może spośród tłumu wyłowić Diryana lub Emery, ale nigdzie nie widziała swojej rodziny. Miała nadzieję, że nie przeszkadza Nadirze i Kevanowi, chciała bowiem pozostać w ich towarzystwie jeszcze przez jakiś czas.
- Mam nadzieję, że nasz brat nie popełnił żadnej gafy reprezentując Północ - zażartowała, bo przecież wszyscy doskonale wiedzieli, że umiejętności dyplomatyczne są u Diryana wysoce rozwinięte.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 1:08 am

-Czy coś się stało, pani?
Nadira wstrzymała oddech. Chyba była od jakiejś chwili obserwowana. Niedobrze.
- Nie, nic takiego... - uśmiechnęła się do Kevana, odwracając się w jego stronę. - ...chyba.
Nie chciała wciskać mu mało wiarygodnej historyjki, tym bardziej, że nie zasługiwał na łganie. Jedną z ostatnich rzeczy, jakie chciałaby powiedzieć temu człowiekowi to kłamstwo. Lubiła go i traktowała jak rodzinę, a braciom i siostrom nie potrafiła kłamać.
- Chodzi o Aryanę. Po uroczystości - szarozielone oczy dostrzegły zbliżającą się siostrę. Dzięki bogom - Po uroczystości wróciła do komnat i nie miałam od niej wieści. Nie wiedziałam, czy przyjdzie na przyjęcie, czy nie. Ale już chyba dobrze, właśnie się zbliża - na twarzy Nadiry pojawiła się ogromna ulga, która była jak najbardziej szczera. Chociaż nie mówiła co dokładnie się stało, nie okłamała Kevana. Przecież i tak się dowie co i jak. Ale jeszcze nie teraz.
- Martwiłam się o ciebie. Już miałam posłać służącą do komnat i sprawdzić, czy wszystko w porządku - wyjaśniła, równocześnie bezbłędnie odczytując wiadomość Aryany. Nagle poczuła się lepiej. Podwójnie lepiej!
- Jeszcze się nie skończyła, ale chyba już blisko końca - małżonkowie chyba nie brali życzeń na poważnie, ale Nadira była szczera w swoich intencjach. Nikomu nie życzyła goryczy, a Westeros najchętniej widziałaby spokojnym. Pomarzyć sobie można.
- Diryan przeszedł samego siebie - uważała, że poradził sobie doskonale. Rola reprezentanta rodu nie przypadała mu często, ale spełnił swój obowiązek i rodzina mogła być z niego dumna.
- Jak oceniasz uroczystości, lordzie Mormont? - spojrzała na Kevana.
- Wszystko jest inne niż na Północy, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Niedźwiedzia Wyspa
Liczba postów :
80
Join date :
20/04/2014

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 8:11 am

Mężczyzna z początku uśmiechnął się, słysząc odpowiedź kobiety, jednak po dodaniu przez nią słowa "chyba", zmarszczył brwi w zastanowieniu. Nadira pośpieszyła jednak z wyjaśnieniem, co też znacznie uspokoiło młodego Mormonta, gdyż jak się okazało - takie zdenerwowanie i zamartwianie się nie było ani trochę potrzebne. Tym bardziej, że Aryana właśnie się przy nich znalazła.
-Witaj, moja Pani.- wydobyło się z ust Kevana, podczas gdy zginał się w ukłonie. Następnie przysłuchiwał się jedynie rozmowie sióstr, nie chcąc im przerywać, gdyż byłoby to nietaktem. Przytaknął jedynie na słowa o tym, że Diryan bardzo dobrze zrobił to, co zrobić miał. Natomiast gdy w jego stronę padło pytanie, nie potrzebował nawet ułamka sekundy, by się zastanowić. Wreszcie mógł, nie narażając się na żadne nieprzyjemności z tym związane, wylać swoje rozgoryczenie...
-Tęskno mi za Północą... Tutaj rzeczywiście wszystko jest inne, nie tylko uroczystości weselne.- począł mówić, spoglądnąwszy przy tym za okno wychodzące na północ właśnie i delikatnie unosząc kąciki warg do góry.
-Tutaj wszystko jest sztuczne... Tylko popatrzcie, w jak piękne słowa wielu z tych ludzi ubiera kłamstwa.- powiedział, wskazując ręką w stronę, co prawda, zamkniętych drzwi, jednak siostry na pewno powinny bez problemu zrozumieć o co mu chodzi. -Ilu z mężczyzn na sali na prawdę życzy parze szczęścia, miast tylko starać się zachować twarz? Ile z kobiet znienawidziło pannę młodą za to, że to akurat ona się znalazła na swoim miejscu? Kłamstwa niemal wylewają się z ust tych ludzi...- wypowiedział półgłosem, niemal przez zaciśnięte zęby. Głos Kevana był pełen rozgoryczenia, niechęci... I nawet obrzydzenia. Dla niego kłamstwo nigdy nie było czymś normalnym, przez co napełniało go odrazą do otoczenia. Dobrze, że choć na chwilę się z tego wyrwał i mógł swobodnie porozmawiać.
-Jednak podobno taka już jest Królewska Przystań... Podobno kłamstwem można tu zdobyć wszystko.- dopowiedział po chwili przerwy, jakby zastanowiwszy się podczas trwającej ułamek sekundy ciszy. Nie podobało mu się w Czerwonej Twierdzy, i to bardzo. Wreszcie jednak choć trochę wyzbył się zdenerwowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 1:23 pm

Uśmiechnęła się figlarnie słysząc, jak siostra szybko podaje jej powód, którym tłumaczyła jej wcześniejszą nieobecność. Co ona by zrobiła na świecie bez Nadiry? Już od małego rozumiały się doskonale i kryły w najróżniejszych sytuacjach, a w miarę upływu czasu ich więź jedynie się pogłębiała. Gdyby siostra nie zdecydowała się na podróż do Królewskiej Przystani, Aryana najprawdopodobniej zostałaby w domu, a teraz planowały kolejną przygodę i kolejne dni rozciągały przed nimi wizję dobrej zabawy.
- W jak najlepszym porządku - machnęła ręką dając znać, że nic jej nie jest, ale chciała też ukrócić temat swojej nieobecności. Jej siostra nie chciała okłamywać Mormonta, a ona sama też wolałaby, by mężczyzna na razie nie wiedział o ich planowanej wyprawie. Nie miałaby oczywiście nic przeciwko jego towarzystwu, ale ta decyzja związana z jego zaproszeniem nie należała już do niej.
Słysząc słowa Kevana, Ary musiała mu przytaknąć. Sama też tęskniła za Północą, za rodziną i chociaż bardzo się starała odnaleźć w realiach stolicy, szło jej to trochę topornie. Nigdy nie była ulubienicą wystawnych przyjęć, festynów czy wesel - znacznie bardziej wolała północne biesiady i klimat, który dobrze znała. Wiedziała jednak, że powinna nastawić się pozytywnie i z góry nie skreślać dzisiejszego dnia.
- Zapewniam cię, Panie, że niewiele kobiet zazdrości teraz pannie młodej - westchnęła, śledząc wzrokiem ludzi powoli wylewających się z sali balowej - Większość jej po prostu współczuje. Małżeństwo to jest niczym więcej, niż polityczną zagrywką, a ta młoda dziewczyna jest właśnie zamykana w klatce. Gwarantuję, że jeśli kłamstwa sączone są teraz w jej stronę, ludzie robią to z litości, nie z zazdrości.
Sama także żałowała teraz Ivory Martell, choć nigdy nie widziała jej z bliska, a cóż dopiero mówić o zamienieniu kilku słów. Być może przemawiała przez nią kobieca solidarność, bo przecież wszystkie wysoko urodzone córki Westeros musiały któregoś dnia okazać swoją wdzięczność ojcu i rodzinie właśnie poprzez małżeństwo z kimś, kogo rzadko mogły poznać przed ślubem. Tak było też w przypadku obu panien, znajdujących się teraz na korytarzu.
Spojrzała na Kevana i posłała mu pokrzepiający uśmiech, bo dobrze wyczuwała jego frustrację. Być może pomysł zabrania go ze sobą do Końca Burzy nie był najgorszy? Mężczyzna źle się czuł w Królewskiej Przystani, to jasne, lecz może nie tylko podróż na Północ zdołałaby poprawić mu humor? Aryana nie mogła jednak wychodzić z taką propozycją sama, musiała przedyskutować to z siostrą. A na to na pewno przyjdzie czas podczas wesela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 6:08 pm

- Twój brat mówił tak samo - poprzednio będąc w Królewskiej Przystani, miała okazję przebywać w towarzystwie narzeczonego, a ten także nie był zachwycony tym, co widział. On jednak był tam nieraz, a nawet dalej. Zwiedził Westeros, a nawet był w kilku miastach Essos, więc nie przeszkadzało mu to aż tak.
- I zgodzę się z Aryaną. Chyba nikt nie zazdrości pannie młodej, no chyba, że bogactwa, pochodzenia i urody - ale zazdrość to brzydka cecha, której Nadira praktycznie nie posiadała. Mały odłamek tkwił w jej sercu, ale chodziło wyłącznie o cechy rodzeństwa, których nie posiadała. Chociaż może to nie była zazdrość, a zwykły podziw. Z takim wewnętrznym smutkiem, bo nie była taka, jak by chciała. Ale ideały nie istnieją.
- Nie ma się czym przejmować. Długo tu przecież nie zostaniemy - ona, Ary i Emery na pewno zwiną się szybciej niż reszta, ale reszta przecież też nie będzie tam tkwiła bez końca. - Chciałeś zobaczyć świat i oto on. Przynajmniej nie będziesz narzekać, że inni mają coś do opowiedzenia, a ty nie - odparła z przekorą.
- Jak dobrze, że jest kilka osób, z którymi można porozmawiać. Nie bardzo wiem dokąd pójść i do kogo wypada zagadnąć w tym tłumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 6:53 pm

/środek sali/

Musiała na chwilę odetchnąć, wyrwać się z tego tłumu, zwłaszcza po jej małym wyjściu na środek i przekazaniu skromnego podarunku dla panny młodej. To było...cóż...niezręczne, zwłaszcza, że nie wypowiedziała ani słowa, wykonała jedynie ukłon by okazać szacunek. Setki oczu patrzących w jej kierunku bynajmniej nie pomogły jej przełamać niechęci do zbiegowisk, wręcz przypomniały dlaczego woli trzymac dystans i obserwować. Pewności siebie i odwagi jej nie brakowało, zawsze chodziła własnymi ścieżkami i robiła wszystko na swój sposób, nieszczególnie zwracając uwagę na ewentualną dezaprobatę rodziny. Po prostu swe "ścieżki" trzymała w bezpiecznej odległości od innych.
Postanowiła zatem ulotnić się na moment z zatłoczonego miejsca i rozejrzeć się za kuzynkami, z którymi miała się spotkać na weselu. Czekała je wkrótce podróż, a Emery nadal nie miała wieści czy wszystko szło zgodnie z planem, czy nic nie stało na przeszkodzie. Dotychczas nie udało jej się wypatrzeć ani Aryany ani Nadiry na głównej sali, toteż uznała, że być może przyjdą po prostu nieco później. Szczęście się do niej uśmiechnęło, gdy wyszła na korytarz, albowiem obie kuzynki były tam obecne, pogrążone w rozmowie z jednym z synów lorda Mormont, którego rozpoznawała z wyglądu, aczkolwiek nie mogła przywołać jego imienia. Zapewne byłoby to niemałe faux pas, gdyby musiała go przywitać słowami. W takich chwilach jej "bariera językowa" stawała się niezmiernie wielkim wybawieniem z niezręcznych sytuacji, bowiem plotki o milczącej pannie z rodu Stark krążyły tu i ówdzie wśród wyższych sfer, zatem wiele osób choć troszkę kojarzyło taką osobliwą postać.
Podeszła spokojnie do kuzynek i Kevana, skinąwszy do niego nieznacznie głową, spoglądając na panny Stark i posyłając im bardzo delikatny uśmiech. Jej dłonie poruszyły się w specyficzny sposób, tworząc jeden z tych jej znaków migowych, który mówił krótko:
"Spóźnione" - skierowany do kuzynek. Powinny go zrozumieć, wszak na Północy przebywały w swoim towarzystwie nie raz, zatem dziewczęta z pewnością wychwyciły nieco języka Em, choćby szczątkowo.
Nie pokazywała żadnej pytającej ekspresji w kwestii wyjazdu, postanowiła pozostawić ten temat na później, kiedy będą same. Z pewnością zostanie o wszystkim dokładnie poinformowana. Nie mogła się wprost doczekać dalszej podróży, Przystań, choć barwna i tak różnorodna jeśli chodzi o ludzi, niestety swoją "próżnością i dworskością" odrobinę jej się przejadła. Najwyższy czas na nową przygodę, nowe miejsca i kto wie co jeszcze.
Powrót do góry Go down

avatar
Północ
Skąd :
Niedźwiedzia Wyspa
Liczba postów :
80
Join date :
20/04/2014

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 9:34 pm

Kevan wysłuchał argumentów kobiet co do swej pomyłki w jednej z wypowiedzianych kwestii.
-Przyznaję, że o tym nie pomyślałem... Mój błąd.- przyznał się od razu, po chwili dodając:
-Nadal jednak napawa mnie to obrzydzeniem.- Nie mieściło mu się to w głowie, jak można tak bezczelnie udawać i kłamać, w żywe oczy. Była to jedna z kilku tylko tych chwil, kiedy na prawdę dziękował Bogom za to, że urodził się na Północy. Tam ludzie byli zupełnie inni, niż tutaj.
-To na prawdę przykre, że ludzie nieraz po prostu nie mogą pójść za głosem serca...- wypowiedział powoli, półgłosem... Zupełnie, jakby mówił to do samego siebie.
Mormont uśmiechnął się, gdy Nadira wspomniała o jego bracie. -Zawsze byliśmy do siebie podobni...- skwitował, znów zawieszając wzrok na oknie. Tęsknił za bratem, nie ma co ukrywać. Jednak nie zatrzymywał na tym swych myśli. Już wystarczająco dużo o tym myślał w czasie, gdy to się stało. Sporo czasu minęło, nim całkowicie doszedł do siebie. Jednak, jak widać, nie ma rzeczy niemożliwych, i nad każdą tragedią da się "przejść" do normalności.
-Witaj, Pani.- zwrócił się do przybyłej właśnie Emery, kłaniając się jej. Powoli zrobiło się tu istne zebranie przedstawicieli Północy. Wreszcie poczuł się dobrze w Królewskiej Przystani... Znajdując się tutaj, w takim a nie innym towarzystwie, potrafił choć na chwilę zapomnieć o wszystkim tym, co go w stolicy odpychało.
-To prawda... Jeszcze sporo świata pozostaje przede mną tajemnicą, jednak od czegoś trzeba było zacząć.- odpowiedział Nadirze, uśmiechając się do niej. Cieszył się, że choć jak do tej pory przyszło mu "poznawać świat" w jej towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Cze 04, 2014 11:15 pm

Mężczyzna, który przyznawał się do błędu w obecności kobiet musiał być albo bardzo interesowny, licząc na uwagę z ich strony, albo bardzo prostolinijny. Aryana już dawno zakwalifikowała Kevana do tej drugiej grupy, a teraz tylko utwierdziła się w swym przekonaniu. Mormont jawił jej się jako mężczyzna nieskomplikowany, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, oraz taki, z którym bardzo łatwo można się było porozumieć. Przywiązany do rodziny, odnoszący się z szacunkiem do innych... panna Stark odnajdywała z nim cechy wspólne, dlatego była bardzo rada, gdy zdecydował się towarzyszyć im w drodze na południe. Nadirze najwidoczniej także to odpowiadało, dlatego teraz została przez swoją siostrę obdarzona niewinnym uśmieszkiem, którego ukryte przesłanie musiała już odebrać sama.
- Na ten luksus niewielu może sobie pozwolić - oznajmiła z westchnieniem, mając na myśli oczywiście pójście za głosem serca i spędzenie reszty życia z osobą, którą się naprawdę kocha. Nie myślała o sobie, ponieważ swego serca nie oddała jeszcze nikomu, a o trójce rodzeństwa, które poślubione zostało z podobnych pobudek co para młoda, na weselu której mieli się za chwilę bawić - Ale z biegiem czasu miłości można się nauczyć. Nie jest to wielce romantyczne, ale korzystne dla ewentualnych dzieci - pozwoliła sobie na tę drobną uwagę, wspominając własnych rodziców, którzy także przecież nie zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia.
Chociaż byli na ślubie i rozmowy o miłości wydawały się jak najbardziej na miejscu, Aryana zaczynała się czuć trochę nieswojo w tym temacie. Dlatego nadejście Emery powitała z uczuciem ulgi, które odmalowało się w jej delikatnym uśmiechu.
- Już po wszystkim - zwróciła się do kuzynki, a mogło to oznaczać zarówno pokrzepienie jej po wręczeniu prezentu, a także... poinformowanie jej o załatwieniu wszystkich spraw, które leżały w jej udziale. - Na spóźnienie nikt nie zwróci uwagi, wszyscy są zbyt zajęci podziwianiem podarków.
Spojrzała w bursztynowe oczy Emery i ukuło ją coś, o czym wcześniej myślała Nadira. Nie była to zazdrość, a raczej podziw dla tych cech wyglądu i charakteru członków rodziny, czego sama nie posiadała. Jej kuzynka była prawdziwą pięknością, siostra kopalnią mądrości. Aidan, Diryan i Nihil... każde z nich było inne, a wszyscy razem dopełniali się wzajemnie.
- Chyba robię się za stara na takie spędy - zażartowała, mrugając szybko, bowiem myślenie o najstarszym bracie i tęsknota za nim niezmiernie ją zasmucały, a nie chciała przecież uronić łzy, niczym głupia dzierlatka - Dokąd pójść? To proste, Nadiro. Idźmy tam, gdzie potrawy będą jadalne, a nam nie pożałują wina - zaśmiała się. Czy damom wypadało mówić takie rzeczy? Och, gdyby ją pani matka teraz słyszała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw Cze 05, 2014 5:24 pm

To na prawdę przykre, że ludzie nieraz po prostu nie mogą pójść za głosem serca... - gdyby Nadira mogła tak postąpić, pewnie nie byłoby jej nawet w Westeros. Poza nazwiskiem nie posiadała nic, co szczerze interesowałoby innych. Będąc w temacie miłości, zgodzi się, że ta istnieje. Widziała to na własne oczy, a i polubić kogoś można. Wychodząc za Terryna wiedziała, że jest uczciwy i dobrze wychowany. Był uprzejmy i chciał pokazać, że nie musi się go obawiać. Miał ponad trzydzieści dni imienia, co ją przytłaczało, ale przynajmniej wiek równał się mądrości. Doceniła to najbardziej, kiedy wróciła do domu jako wdowa.
- Emery! - widok kuzynki ją uradował. Na jej znaki, pokręciła głową.
-Byłam w środku i wid ziałam cię przed parą młodą. Doskonale się spisałaś - pochwaliła Starkównę.
Dla kuzynki było to chyba ogromne przeżycie, ale najwyższy czas, aby pojawiała się na salonach. Problemem mogło być dogadanie się, ale zawsze istniało jakieś wyjście.
- Coś czuję, że nie zabawię tam zbyt długo. Chyba położę się wcześniej. Klimat i te tłumy, wszystko męczy. Ale tak, nie mogę nie skorzystać z uczty. Ciekawią mnie te dornijskie przysmaki - szepnęła, by nie słyszał tego nikt niepowołany. Powiedzenie "głodny jak wilk" było całkiem na miejscu ; )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw Cze 05, 2014 10:17 pm

Ciepłe powitanie kuzynek oraz ich towarzysza zdecydowanie polepszyło jej humor i odwiodło myśli od niezręcznego momentu ciszy w sali balowej z licznymi spojrzeniami zwróconymi w jej kierunku na te kilka chwil. Zdecydowanie nie była osobą, która łaknęła uwagi tłumów i w przyszłości będzie tego unikać jak to tylko możliwe.
Pochwała Nadiry wywołała na twarzy Em lekki uśmiech wdzięczności, choć pokręciła przy nim głową i znów wykonała rękami gest, który tym razem oznaczał "Nigdy więcej".
Gdy Aryana wspomniała, że "już po wszystkim" naturalnie Em zrozumiała ukryte znaczenie owych słów i subtelny przekaz jaki niosły. Zatem nic nie zakłóciło planów ich wędrówki jak dotychczas. Wizja całkiem pozytywna.
Dostrzegła także jakiś nieodgadniony element zawarty w spojrzeniu Ary, lecz nie mogła do końca rozszyfrować czym był. Jakiś smutek, zmartwienie? Nie, to nie to...ale ta dziwna nuta była wyczuwalna, zwłaszcza gdy ciemnowłosa Starkówna spoglądała na Em czy Nadirę. Hmm, intrygujące. Czy chodziło o wygląd? Szczerze mówiąc, Emery, choć niezbyt przejmowała się swą aparycją, to jednak zawsze podziwiała urodę swych "siostr" z rodu. Ich ciemne, lśniące włosy barwy nocy lub czekolady, a także typowe dla Starków, srebrno-błękitne oczy w połączeniu z pięknem ich twarzy tworzyły cudowną kompozycję. Emery natomiast była niejako "odszczepieńcem" jeśli chodzi o wygląd...barwa włosów i oczu różniły się od kanonu rodu. Być może trafiła na dziedziczenie genów w co drugim pokoleniu? Może miedź włosów oraz złoto oczu zyskała po dziadkach od strony matki, których nie znała? Nikt nigdy nie oskarżał ją o bycie bękartem...więc może coś w tym dziedziczeniu jest. Bądź co bądź na północne pochodzenie wskazywały jej rysy twarzy i porcelanowa cera.
Po chwili wskazała w kierunku wyjścia, później na siebie, a następnie pokazała gest o znaczeniu "powietrze", chcąc dać do zrozumienia Nadirze i Aryanie, że potrzebuje chwili wytchnienia na zewnątrz, ale niedługo wróci. Długa suknia, choć piękna i dobrze dopasowana do jej ciała, nie ułatwiała jej wcale poruszania się. Dziewczyna wyczekiwała momentu, kiedy będzie mogła znów ubrać swoje wygodne szaty i spodnie.
Skinęła do kuzynek głową, kładąc Aryanie dłoń na ramieniu w geście zapewnienia, iż wróci i na pewno będzie na miejscu skąd mają wyruszyć. Następnie z wyrazem szacunku skłoniła głowę także w kierunku Kevana, a później udała się w swoją stronę.

[zt]
Powrót do góry Go down

avatar
Północ
Skąd :
Niedźwiedzia Wyspa
Liczba postów :
80
Join date :
20/04/2014

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw Cze 05, 2014 11:26 pm

Mormont zamilknął, pozwalając przedstawicielkom rodu Stark spokojnie i swobodnie zamienić między sobą tych kilka zdań, które padło. Pomijając już nawet fakt, że nie przystoi przerywać damom, i tak jako członek, a nawet i przedstawiciel rodu chorążych, tym bardziej nie powinien tego czynić. Jednak czy Kevanowi przeszkadzało to, lub w jakikolwiek sposób uwłaczało? Oczywiście, że nie. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swego miejsca w szeregu. Podczas dzieciństwa jego charakter został tak ukształtowany, że postrzegał to za coś jak najbardziej normalnego, toteż nie przeklinał Bogów za to, że urodził się akurat jako Mormont. Był z tego dumny - nigdy nie było, i nigdy nie będzie inaczej. Z uśmiechem malującym się na jego twarzy ukłonił się Emery, gdy i ta się pożegnała.
Temat miłości sam także już pozostawił w spokoju, choć w jego głowie kotłowało się wiele myśli o niej. Czasami miał ochotę wykrzyczeć wszystkie te myśli; podzielić się ze światem tym, co czuje. Jednak nawet gdyby spróbował, słowa i tak stanęłyby w połowie drogi, nie chcąc wydobyć się z jego ust. Strach przed niezrozumieniem i, czy też lub, odrzuceniem skutecznie ściskał jego gardło tak, że nawet przełknięcie śliny stawało się nie lada wyzwaniem.
Mężczyzna zaśmiał się krótko, acz dość donośnie, gdy kobiety rozpoczęły temat strawy. Cóż, sam zdecydowanie był głodny i spragniony, lecz nie chciał się do tego przyznawać podczas tak doniosłej chwili jak ślub... Jednak to prawda, że jeśli miała być jakaś chwila na to, to właśnie teraz ona nastała.
-Nietaktem byłoby w takiej sytuacji nie zaszczycić swą obecnością na uczcie.- powiedział z uśmiechem, przez chwilę zastanawiając się cóż takiego może zostać zaserwowane gościom. -Pytanie jednak brzmi cóż uczynić następnie. Nie jest dla mnie ciekawą wizją pozostawać dłużej w Królewskiej Przystani, więc chyba nie pozostanie mi nic innego jak wrócić na Północ.- oznajmił, zastanawiając się przy tym, po czym wzruszył ramionami i już się uśmiechnął, myślami wracając do swych rodzinnych stron.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią Cze 06, 2014 12:16 am

Siostra i kuzynka zostały poinformowane o pomyślnym zakończeniu rozmów w sprawie podróży, obecność w Czerwonej Twierdzy została odnotowana - na dobrą sprawę Aryana równie dobrze mogłaby wymówić się zmęczeniem i udać do komnat, by lepiej przygotować się do drogi. Jednak wszystkie sprawunki załatwiła wcześniej i teraz, o dziwo, miała ochotę choć na chwilę pobyć na weselu. Kiedy indziej będzie miała okazję przebywać pomiędzy członkami najznamienitszych rodów Westeros? Gdzie indziej będzie jej dane doświadczyć takiej różnorodności kulturowej? Postanowiła więc pozostać na miejscu, a później, zgodnie z planem uroczystości, podążyć z resztą gości do królewskich ogrodów.
Jednak gdy Emery zdecydowała się opuścić towarzystwo, uprzednio dając pannie Stark znać, że na pewno spotka się z nią o świcie, Aryana została sama z Nadirą i Kevanem. Uśmiechnęła się pod nosem (tym razem obyło się bez porozumiewawczych spojrzeń z siostrą), a potem oznajmiła:
-W takim razie spotkajmy się przy stole. Postaram się odnaleźć Diryana i usiądziemy wszyscy razem - skłoniła się elegancko, stojąc twarzą do Mormonta, a siostrze puściła oczko.
Doskonale słyszała wcześniejsze rozważania chorążego z Północy - nie chciał zostawać w Królewskiej Przystani, ale chyba nie spieszyło mu się do domu. Ary miała nadzieję, że Nadira wykorzysta nadarzającą się okazję i zaprosi mężczyznę do wspólnej podróży, do Końca Burzy. Najstarsza panna Stark nie miałaby absolutnie nic przeciwko temu, a najemnik, który miał zostać ich przewodnikiem, chyba ucieszyłby się z męskiego towarzysza.
Postanowiła, że nie od razu wyruszy na poszukiwania brata, w końcu należało mu się trochę prywatności, dlatego ruszyła po prostu za tłumem ludzi, wylewającym się z sali balowej. Miała nadzieję na przyjemne spędzenie wieczoru i tego także życzyła swoim najbliższym. Spojrzała jeszcze przez ramię na Nadirę i Kevana, ale chwilę później zniknęła za rogiem i straciła ich z oczu.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią Cze 06, 2014 6:30 pm

Nad westchnęła, widząc, że kuzynka ich opuszcza. Słysząc, że i Aryana ma zamiar odejść, wzorem kuzynki, pokazała jeden z jej znaków.
A ty dokąd? - zacisnęła usta tak mocno, że utworzyły jedną linię.
Policz do pięciu. Tak zrobiła i kiedy odwróciła się przodem do Kevana, nie wyglądała na poruszoną zachowaniem panien Stark.
- Chyba trzeba wracać - wskazała na wejście do sali balowej, ale nie ruszyła się z miejsca, bo coś jeszcze nie zostało powiedziane na głos.
- Jeżeli nie chcesz pozostać w Królewskiej Przystani - zaczęła, wracając do tego, co powiedział chwilę wcześniej. - ... mam dla ciebie pewną propozycję - teraz zmarszczyła brwi.
- Ale ani słowa o tym, że to nieodpowiedzialne, głupie i tak dalej! Daruj sobie komentarze i ani słowa nikomu, bo... wyślę cię na Mur! - zakończyła, grożąc mu palcem.
- Kryłam Aryanę. Wymknęła się z twierdzy, żeby załatwić coś ważnego. Z samego rana wyruszamy w podróż. Celem jest Koniec Burzy i jeśli chcesz, możesz do nas dołączyć. Mamy przewodnika, ale kolejny mężczyzna w grupie się przyda - wyjaśniła.
- To zaproszenie i możesz z nim zrobić co chcesz, ale ani słowa o tym, co właśnie usłyszałeś!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Niedźwiedzia Wyspa
Liczba postów :
80
Join date :
20/04/2014

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią Cze 06, 2014 8:40 pm

Mężczyzna z delikatnym uśmiechem na ustach lekko przekręcił głowę i również się ukłonił, gdy Aryana już się pożegnała. I znów pozostał sam na sam z Nadirą - nie mając oczywiście nic przeciwko takiej sytuacji. Miał jedynie nadzieję, że nie przeszkadzała jej jego obecność. Choć gdyby miało tak być, na pewno by o tym doskonale wiedział.
Już miał odpowiedzieć na pierwsze słowa kobiety, gdy ta znienacka poruszyła kolejny temat. Temat, który zdziwił młodego Mormonta, jednak mocniej nawet zaintrygował go. Plan kobiet bardzo mu się spodobał, temu nie można zaprzeczyć. Uśmiechnął się, rozbawiony wizją zesłania na Mur, gdy Nadira pogroziła mu palcem. To by dopiero była przygoda! Po wysłuchaniu wszystkiego, co kobieta miała do powiedzenia, Kevan bezzwłocznie odpowiedział:
-Nie jest to ani nieodpowiedzialne, ani głupie.- I rzeczywiście, mężczyzna nie uważał tego za głupie. Wręcz przeciwnie - uważał to za bardzo ciekawy i mądrze pomyślany plan. Dlatego też po wzięciu wdechu ukłonił się, jednocześnie mówiąc: -Dotrzymam tajemnicy, a także z ogromną przyjemnością skorzystam z zaproszenia.-
Gdy Mormont się wyprostował, na jego twarzy malował się szeroki, szczery uśmiech. -Pozwól, że Ci potowarzyszę.- znów się odezwał, wskazując na drzwi do sali i cofając się o pół kroku, aby przepuścić Nadirę przodem, jeżeli tylko zechce podążyć w tymże kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Cze 09, 2014 3:46 pm

- Dla ciebie może nie, nie jesteś Starkiem - Mormontowie wierzyli w równość i pozwalali na więcej swoim kobietom. Córki Namiestnika Północy miały z tym trudniej, ale swoje potrafiły i nie bały się przygód.
- Mam nadzieję, że znajdziesz na dworze Baratheonów wytchnienie i towarzystwo. Nasz przewodnik będzie zadowolony, że nie zostanie sam z bandą kobiet. Nie boimy się podróży i potrafimy się bronić, ale chyba wolałby mieć z kim porozmawiać - Kevanowi też wyjdzie na dobre zmiana otoczenia. Dziewczęta nie znały aż tylu nowin co najemnicy. Może coś ciekawego usłyszy.
- Pozwalam - nie chciała być dla niego utrapieniem, ale jeśli wiedział na co się pisze, droga wolna. Jeśli się męczyć, to w grupie.

[z tematu x 2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-