a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Ubocze - Page 3



 

 Ubocze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Ubocze   Sob Maj 04, 2013 8:48 pm

First topic message reminder :


Ubocze



Ubocze Królewskiej Sali Balowej jest cichym, zacienionym miejscem, które wręcz idealnie nadaje się do spokojnych, niewymagających przekrzykiwania rozmów - należy jednak pamiętać, iż wszystkie ściany mają uszy, zwłaszcza zaś te w Czerwonej Twierdzy...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Ubocze   Wto Cze 03, 2014 5:12 pm

Mordredowi dobrze się wydawało, że nie Oriane nie dostrzeże przybysza. Plątało się zbyt wiele osób, aby zwrócić uwagę na jednostkę. Ani drgnęła słysząc jego głos.
- A kto powiedział, że owa kobieta jest damą? - odwróciła głowę, by ich spojrzenia się spotkały. Nawet jeśli tym słowem chciał jedynie podkreślić to, że jest kobietą, Sand nigdy go nie używała. Dla niej 'dama' oznaczała doskonale wychowaną, bogatą panią, która potrafi się zachować w każdej sytuacji z godnością królowej. Dornijka nie mogła podpisać się pod tymi słowami. Potrafiła wprawdzie trzymać nerwy na wodzy, ale waliła prosto z mostu, nie używając starannie wyuczonych formułek.
- Te grzeczności i niekończące się hołdy mnie nudzą - mruknęła z niezadowoleniem. Ale nic bardziej mylnego: ona chciała tu być. Dla rodziny i poszerzenia horyzontów. Nigdy nie była na salonach, więc mogła to być ciekawa lekcja. Nie brakowało atrakcji i możliwości poznania kolejnych ciekawych jednostek, które i tak były daleko za Ivory - jednej z kilku osób, na których jej zależało.
Rozplotła ręce i przywołała gestem służącego. Chłopak mógł mieć najwyżej piętnaście dni imienia. Chociaż trzymał głowę nisko, jego wzrok i tak uciekał ku wdziękom Dornijki. W stolicy nikt nie nosił tak wyciętych sukien. Biedny dzieciak nie miał nawet na co popatrzeć.
- Nie plącz się tak pod nogami, tylko przynieś wina - powiedziała surowo. Tamten skłonił się, mrucząc coś niezrozumiałego i odszedł w kierunku stołu.
- Westeroskie uroczystości podobno obfitują w niespodzianki. Tylu ważnych gości w jednym miejscu, część pałająca do siebie nienawiścią... może ktoś oberwie - powiedziała z nadzieją. Nie życzyła siostrze burd na własnym weselu, ale Oriane chętnie by popatrzyła jak te bogate i nadęte paniątka celują do siebie z pięści. Naoglądała się panna agresji w karczmach i wierzyła, że nie tylko prostaczkowie mieli butne charaktery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Pon Cze 09, 2014 12:52 am

- Tak mówią wszyscy ludzie z Westeros. W moich stronach kobieta nie była nigdy uznawana za kogokolwiek wartościowego. Tam, gdzie się urodziłem, mężczyźni więżą setki kobiet, by tylko dawały im dzieci i umierały w ciszy. Myślę, że w takich warunkach każda z nich chciałaby, by chociaż raz w życiu nazwano ją damą - Myrijski akcent zaszeleścił w ustach Mordreda. Twarde zgłoski, ostre 's' oraz silne podkreślenie głosek nosowych dawało ogólne dziwne wrażenie. Do tego dochodziły oczy Królewskiego Kata, które chwilowo zawieszone były w przestrzeni, szukając obiektu, o który mogą zahaczyć i bez obaw spoglądać nań w kompletnym braku świadomości. Jeszcze chwilę temu mogło się wydawać, że stoi wyraźnie wyprostowany, jednak już po drugim, czy trzecim zerknięciu mogło odnieść się wrażenie, że opiera się o ścianę prawie całym ciężarem ciała. To niepewność? Okazanie chwili słabości? Nic z tych rzeczy. Jeśli Myrijczyk czegoś nienawidził, to na pewno braku wygody przy rozmowie. Na dziś miał już dość stania, nie uśmiechało mu się zupełnie spędzić całego dnia na wyprostowanych nogach, gdy patrzyły na niego pilne oczy strażników i jego ludzi. Ani chwili słabości.
Po kolejnym zdaniu wypowiedzianym przez Dornijkę, zwrócił na nią spojrzenie swoich dziwnych, ni to jasnych, ni to ciemnych oczu. Były brązowe? Już po chwili lśniły złotym blaskiem, gdy słońce swoimi promieniami dosięgało twarzy Kata. To w pewien sposób pokazywało to, jak niewiele z tego, co można było zobaczyć na pierwszy rzut oka, było prawdziwe. Wydawał się spokojny? Kto wiedział, co dzieje się wewnątrz? Okazywanie wyraźnych emocji nie należało do najlepiej rozwiniętych cech Mordreda. Nawet to spojrzenie nie kryło w sobie teoretycznie niczego specjalnego, lecz to nic specjalnego z pewnością mogło zrobić na Oriane wrażenie. Z tego spojrzenia już po chwili można było wyczytać jakąś siłę, przymus, analizę. O tak, to ostatnie określenie najwięcej mówiło o wzroku Mordreda. Sprawdzał i oceniał.
- Uważam je za niepotrzebne. To spektakl, w którym wszyscy kłamią, każdy kryje się za maską fałszu, byle tylko nie wybiec poza konwenanse. Nie mogę powiedzieć, że aktorzy tego całego przedstawienia nie spisują się dobrze, choć od niektórych fałsz bije na milę. Myślę, że czasami to nawet specjalne zagranie. Więc uznajesz się, droga pani, za widza tych wydarzeń? W tak pięknej sukni i z takimi rysami mógłbym wziąć cię za piątego halabardnika, ale jednak aktora - odparł z nikłym uśmiechem wymalowanym na spiętej twarzy. Ze spokojem obserwował kolejnych arystokratów wypełniających z przyklejoną maską dobrych manier swoje obowiązki względem swych rodzin oraz Siedmiu Królestw. Co za wierutne bzdury. Wzrok Kata przybrał nagle jakiś znudzony wyraz, śledząc wydarzenia na sali. Pewnie za kilka chwil wszyscy przeniosą się do ogrodów i zaczną pić. Oby jak najszybciej. Może wtedy zacznie się wreszcie coś dziać...
Na wzmiankę Sandówny znów się uśmiechnął, tym razem jednak nie obdarowując jej spojrzeniem. Jeszcze jakaś okazja do zadymy ucieknie mu sprzed nosa, w co jednak wątpił. Zarówno gościom jak i gospodarzom chyba się do tego nie spieszyło, miał wrażenie, że towarzystwo jest wręcz ohydnie wątłe. Jak mątwy albo meduzy wyciągnięte na brzeg. Obrzydliwe galarety.
- To byłaby wielka niespodzianka, ale wątpię, pani. Proszę spojrzeć na ich niemrawe twarze. Chyba nikomu się nie spieszy, a przez to będzie to iście bajkowe wesele. Na wschodzie wygląda to zupełnie inaczej. Albo ktoś umiera, albo panna młoda oddaje się wszystkich chętnym weselnikom, albo prezenty są o wiele ciekawsze. Mam dziwne wrażenie, że mój dar mógłby wywołać obrzydzenie w pannie młodej, a wtedy chyba byśmy się już nie polubili. Takie kobiety są dość dziwne... delikatne. Nie widziały na oczy ciężkich chorób i odciętych głów - Jego głos zdawał się zwalniać, gdy przechodził do tematu Martellówny. Jego badawcze spojrzenie utknęło w sylwetce Ivory i nie zamierzało przez kilka następnych chwil zmieniać uchwyconego obiektu. Ptaszyna trafiła do klatki. Do bardzo okrutnej klatki. Ciekaw był, czy Dornijka wytrwa w Królewskiej Przystani pod czujnym okiem miłościwego króla, który lubował się w ciekawych rozwiązaniach. To jedynie przypomniało Myrijczykowi, że musi przeprowadzić z władcą chyba jakąś rozmowę tuż po weselu. Nawet nie chyba, został wezwany.
- Może nadszedł ten czas, że poprosiłbym, pani, byś wyrzekła swoje miano. Mam wrażenie, że jeśli wyglądasz jak krewniaczka panny młodej spotkamy się tutaj jeszcze nie raz - Tym razem jego wzrok ponownie przeskoczył na bękarcicę. Ciemne oczy jedynie przez krótki moment takie pozostały, słońce postanowiło znów rzucić światło na oblicze Mordreda i jego prawe oko zalśniło, zmieniając barwę na złotą. Hipnotyzujący kolor wydawał się nieco zmieniać Kata. Cień rzucany na ostro zarysowane lico sługi Pana Światła sprawiał, że ten wyglądał jeszcze bardziej dziko niż wcześniej. Nie pochodził stąd. Teraz było to wyjątkowo widoczne.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Ubocze   Wto Cze 10, 2014 1:23 am

Oriane uśmiechnęła się drwiąco.
- Widzisz ich tam dokładnie - wskazała podbródkiem na zgromadzonych. - Zwróć uwagę na to, jak są ubrani. Najlepsze materiały, soczyste kolory i bogactwo. W tej sukni jestem niewidzialna, a jednak na miejscu. Nie odbiegam od nich, nie tak? Mogę obserwować i wnioskować. Tam nie widać szeptów, poklepywania po ramieniu, kpiących półuśmiechów i spojrzeń cisnących gromy - Sand przerwała, kiedy obok przeszła jakaś para.
- A stąd owszem - dokończyła, odbierając od nadchodzącego służącego kielich z winem. - Dobrze, nie kazałeś mi czekać. Teraz zejdź mi z oczu! - syknęła, a chłopak uciekł spłoszony.
- Aktor, być może. Jednakże ja występuję przed nimi, a nie przed tymi, dla których wszyscy się zjawili. I tutaj zamyka się koło. Nie jestem damą, ja ją tylko gram - odrzekła z dumą. Nauczyciele dobrych manier na coś się przydali. Pokazali jej jak się zachowywać i myśleć jak wysoko urodzone panny. Lordowskie córki powinny raczej chodzić na lekcje przetrwania. Mając podcięte skrzydła daleko nie polecą. Która chciałaby spróbować życia w dziczy?
- Zawsze chciałam zobaczyć uroczystości weselne Dothraków. Bez kilku trupów zabawa jest nudna - weszła mu w słowo. Zgłębiając się w temat jeszcze dojdą do wspólnych znajomych na sąsiednim lądzie. Mam wrażenie, że to możliwe.
- Masz rację, nieznajomy. Lepiej daruj sobie taki prezent - napiła się wina. Smak najlepszego dornijskiego napoju pieścił jej kubki smakowe jak spragniony ekstazy kochanek. To był prawdziwy nektar, a nie te rozwodnione trunki serwowane w marnych karczmach. Kolejny plus dworskiego życia.
Oriane była zaintrygowana pomysłem bruneta, lecz nie zapytała co sobie umyślił. Chyba wolałaby to zobaczyć i fachowo - jak to kobieta - ocenić, jak bardzo jest odrażające. Makabryczne podarki w tym miejscu miały chyba większe znaczenie. Pasowały do Targaryenów, o których krążyły różne historie.
- W rzeczy samej, drogi panie - oparła się wygodniej o filar, całą uwagę skupiając teraz na postaci Mordreda. Odbiegał od reszty i pewnie dlatego stał się w jej oczach interesujący. Obcy wrzucony do westeroskiego świata. Słyszała jak stara się ukryć obcy akcent, a do tego wyróżniał się wyglądem. Sand nie przejmowała się tym, że nie zawsze na nią patrzy. Każdy miał swój własny świat, a umysł był najczystszą świątynią, nawet jeśli chował w sobie nieczyste myśli.
- Jednak zostaje inna perspektywa. Postaw się na miejscu człowieka wychowanego na bogatym dworze. Problem głodu jest nieznany, chorzy są izolowani, a bieda nie zmusza do pewnych czynów. Kobieta ma być dobrze urodzona, być zadbana, a potem jej obowiązkiem jest siedzenie w domu i rodzenie dzieci. Tego się uczy: przygotowania do życia w rodzinie, nie do przetrwania w każdych warunkach - która z tych kobiet potrafi coś upolować, oporządzić, nie brzydząc się wnętrznościami i przyrządzić coś zjadliwego? Od takich drobnostek się zaczyna, a potem dochodzi wszystko inne.
- Ilu z nich pamięta o nadchodzącym sądzie? Przyciągnęła ich biesiada, a śmierć śmieje się z nich, wołając, że będą następni. Ja liczę na dobre miejsce podczas egzekucji - wyznała, wznosząc niewypowiedziany słowami toast, patrząc Mordredowi w oczy.
- Fascynujące spojrzenie - powiedziała na głos. - Tutaj nie spotyka się takiego. Nie umiem odgadnąć skąd cię przygnało w te strony. Dobrze ukrywasz naleciałości akcentu - pochwaliła go, ale wprawne ucho, które odbierało podobną mowę przez lata, nie dało się oszukać. Jeśli już o tym mowa, kobieta brzmiała inaczej od reszty Dornijczyków. Lata spędzone w Braavos zrobiły swoje i zniekształciły akcent, mieszając go z nowym. Nigdy go nie starała się go ukrywać.
- Nie jesteś handlarzem. Najemnik? Bliski z dworem, inaczej byś tu nie wszedł. A już na pewno nie na wesele, bądź co bądź, to zamknięta uroczystość - och, nie namawiała go do zwierzeń do poduchy. Nie pozostawała mu dłużna i sama też chciała się dowiedzieć więcej. Zabawne, jak od pytania kim jest kobieta, przeszła do jego tajemniczej postaci.
- Chciałbyś mnie tu widzieć, nieznajomy? - zapytała, wyłapując z konwersacji co nieco. - Jeżeli mnie wpuszczą, jest to prawdopodobne. Twa spostrzegawczość zostanie nagrodzona. Nie mylisz się co do pokrewieństwa. Quentyn Martell, książę Dorne był także moim ojcem - ojcem, którego ledwo znałam.
- Oriane - powiedziała. - Oriane Sand. Tak się nazywam - zagadka rozwiązana. Jedno nazwisko, a mówiło tak wiele. Wyjaśniało znudzenie, poirytowanie, śmiałość, odmienność i obecność na weselu tej, która była ważna w jej życiu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Pon Cze 16, 2014 9:57 pm

//Przepraszam, że tak długo mi to zajęło ;_;

Zdawało mu się, że kobieta była wyjątkowo oszczędna w słowach. Dobrze się składało - Mordred może i mówił dużo w momentach, w których mógł sobie na to pozwolić, jednak oczekiwał często krótkich, przemyślanych i dokładnych odpowiedzi ze strony rozmówców. Był też prawie pewien, że znalazł kogoś, z kim godziny przesiedziane na weselu mogą okazać się bardziej interesujące niż gapienie się na młode panny lub ludzi z Wysp Letnich.
- To wszystko kłamstwa sączone przez ich słodkie usta. Nie suknia czyni kobietę bardziej prawdziwą. Tu akurat przychylam się do powiedzenia jednego z rodów - nagi człowiek nie ma tajemnic. Szczególnie, jeśli obedrze się go ze skóry - Ostatnia uwaga wpadła raczej mimochodem. Mordred nie zamierzał nikogo oskórować w tym momencie. Okazji będzie wiele, ofiary przy takim królu jak Aerys i ciągłym przekonaniu o tym, że świat bez wojny nie przeżyje znajdowały się częściej, niż ktokolwiek by mógł przypuszczać.
- Trzeba mieć talent do grania i widzę, że go masz, pani, skoro sądzisz, że jedynie grasz. Być też kryją się w tobie niewielkie pokłady tego, co w kobiecie można nazwać damą. Być może ta suknia krępuje twoje ruchy, ale doskonale spełniasz rolę, którą wyznaczył ci w tej chwili los. Tak robią damy, ponoć. Trudno mi stwierdzić to jedynie z ciągłych obserwacji, rzadko mam do czynienia z kobietami - odparł ze spokojem, znów śledząc wzrokiem wszystkich, którzy się przemieszczali. Południowe światło nie opuszczało sali i sprawiało, że robiło się coraz bardziej duszno. Dość nieprzyjemnie. Mężczyzna ubrany cały na czarno z pewnością odczuwał nieprzyjemność, jaką zadała mu pogoda w zamkniętym pomieszczeniu.
- Tu znów mogę mówić jedynie o swoich obserwacjach, bowiem nie przebywałem na żadnym dworze poza tym, a wtedy nie było tu dzieci. Teraz zresztą też ich nie ma, nie widzę więc tego, jak się je wychowuje. Widzę jedynie dorosłych bawiących się w rycerzy, króli i wielkich polityków. To ostatnie wydaje mi się najbardziej popularne - westchnął z pewną dozą zrezygnowania, jednocześnie przyznając rację Dornijce. Tego się akurat nauczył w tym miejscu - nie przejmował się specjalnie tym, co miało miejsce w Królewskiej Przystani, chyba że dotyczyło czyjejś spadającej głowy.
Na wzmiankę o swojej roli na dworze, uśmiechnął się jedynie.
- Zazwyczaj jestem niewidoczny, a jednak całkiem blisko obecnego króla. Jego Miłość traktuje mnie dość poważnie, za co jestem mu wdzięczny i odwdzięczam się sumienną pracą na jego rzecz - odparł z początku, a gdy kobieta postanowiła się przedstawić, skłonił się jej, jak nakazywał dworski obyczaj, po czym dodał:
- Córka Quentyna Martella! Więc rzeczywiście mogę teraz mówić, że mam dobre oko. Oriane Sand... - Miano Dornijki powtórzył, jakby zastanawiając się nad jego znaczeniem. Twarde głoski ostro trzeszczały w jego mowie.
- Teraz powinienem także wyjawić swoje imię. Mordred z Myr, Królewski Kat - oświadczył, przesuwając wzrok na okno, za którymi czaiły się ogrody pełne już gości. - Tak naprawdę czekam na sąd, który odbędzie się po tych zaślubinach. Czuję, że egzekucje mogą być wyjątkowo interesujące...
Duchota dawała mu się we znaki, postanowił więc zaprosić nowo-poznaną Sandównę do królewskich ogrodów.
- Wesele przeniosło się już na zewnątrz, myślę też, że poddadzą tam lepsze przysmaki niż to, czego możemy doświadczyć tutaj. Dasz się skusić, pani? - zaproponował z lekkim uśmiechem na twarzy. Uniósł się tak właściwie jedynie kącik jego ust, a oczy znów przybrały złotawo-zielonkawą barwę. Ciekawe, jak to się działo przy tak wyraźnym brązie, który widziany był w nich na co dzień.
Powrót do góry Go down

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sob Lut 20, 2016 4:40 pm


    Stoły II


Dziewczyna kątem oka wciąż obserwowała dziesiątki gości stojących w kolejce do pary królewskiej. Ukradkiem oka wciąż zdarzyło jej się spojrzeć w kierunku Maegora, jednak sądziła, że były to spojrzenia na tyle szybkie, że nie do zauważenia...
... cóż, w jednej chwili zdążyła się przekonać o popełnieniu błędu. Serce zaczęło bić jej coraz szybciej, gdy zauważyła spojrzenie Księcia Smoczej Skały, z którym nie ukrywał się tak bardzo jak ona.
Nagle zrobiło jej się duszno.
Wzięła głęboki oddech, ponownie zwracając swą głowę i burzę srebrnozłocistych włosów w stronę króla oraz królowej.
W myślach zaczęła się karcić za to, co zrobiła. Była wręcz przekonana, że Maegor uznał ją za jakąś wścibską dziewuszkę, którą tak naprawdę nie była. Po prostu jej fioletowe tęczówki zatrzymały się na jego osobie zbyt długo, ot co! Przecież nic złego nie zrobiła.
Zastukała palcami o blat stołu.
Nawet jeśli zachowała się trochę nieodpowiednio, to czy Targaryen zajmowałby sobie nią czas? Wątpliwe.
Zaczęła spoglądać na gości, którzy zajmowali się już posiłkiem i popijaniem trunków. Zapewne nie byli na takim przyjęciu po raz pierwszy, a więc łatwo było im się tak szybko integrować z innymi. Natomiast Dany tak nie potrafiła. Była zbyt spokojna, zbyt zrównoważona, aby chwycić kielich pełny alkoholu i po prostu zacząć rozmowę.
Daenerys powoli zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że taki stan rzeczy jej nie odpowiada. Nie lubi takiego przepychu - tak wiele gości. Młódka zaczęła się do tego przyzwyczajać, choć na pewno tego nie lubiła. Hałas zaczął przyprawiać ją o ból głowy, rozważała wyjście na balkon, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza z dala od - w większości - zachowujących się jak zwierzęta gości.
Na szczęście następne takie huczne przyjęcie nie zdarzy się szybko, a więc będzie mogła wrócić na swój ukochany Driftmark...
... gdzie będzie musiała poślubić swojego kuzyna, Daenora.
Nieprzerwanie o nim myślała. Tym bardziej mając we świadomości to, że będzie musiała wydać na świat potomka. Ta valyriańska tradycja brzydziła praktycznie większość Westeros.
Ale co mogli zrobić? Nic.
To Targaryenowie dyktowali zasady, a poddani musieli się do nich stosować.
Zwyczaj to zwyczaj, a więc nikt nie będzie w stanie jej pomóc. Nikt nie wesprze ją dobrym słowem, a za niecałe dwa miesiące stanie przy ołtarzu i złoży przysięgę. Przysięgę, która miała zmienić jej życie na zawsze - przysięgę, która zmieni dziewczynę w żonę, mającą wypełnić swoje obowiązki wobec małżonka.
Czy właściwie jest się czego obawiać?
Miała jedynie nadzieję, że Daenor kolejny raz nie zniknie na tak wiele lat. Choć teraz byłoby to jej bardzo na korzyść - nie znaczyłoby to jednak, że Lord Pływów nie wydałby jej zaraz za drugiego kuzyna.
To byłoby do niego bardzo podobne, ze względu na to, że Velaryonówna wiele razy miała okazję przekonać się do jego zamiłowań do tradycji valyriańskich. W końcu sam związał się ze swą siostrą, a jego dzieci również stworzyły związek kazirodczy. Wkrótce do tej listy miał dołączyć Daenor, a u jego boku Daenerys.
Nie miała wyboru.
Po niedługim czasie z rozmyślań wyrwał ją głos - nieznajomy, silny, niski. Przerażona przełknęła ślinę, wolno zwracając swe duże, fiołkowe oczy na twarz Maegora, którego wcześniej obrała sobie na cel obserwacji. Wszystko stało się tak szybko. Nawet nie zdążyła otworzyć swoich ust, by coś powiedzieć, gdy ten chwycił kielich, jak i dzban pełny wina do swoich rąk. Serce biło jej jak szalone.
Potrzebowała chwili na - właściwie - oswojenie się z sytuacją, która zdarzyła się kilkanaście sekund temu. Panna podniosła się z siedzenia, wypatrując wzrokiem Księcia, który zdążył już odejść na ubocze Sali. Rozumiała jego obawy; gdyby usiedli na środku przy stole, to zapewne zaraz byliby ofiarą ciekawskich spojrzeń i szeptów, czego zapewne ani ona, ani on, nie chcieli. Zaraz zaczęłyby się rozchodzić plotki.
Daenerys zdążyła się o tym przekonać już stawiając pierwsze kroki w stolicy, gdzie w porcie zasłyszała rozmowy roześmianych marynarzy.
Posłusznie skierowała się za Targaryenem, nieco pośpieszonym krokiem. Ścisnęła mocno materiał swojej sukni, jednak nie na tyle, by ją pogiąć. Musiała po prostu uspokoić swoje emocje i przygotować się do rozmowy z bratem króla. Niepokoiło ją jedynie to, że zapewne będzie ją próbował przekonać do skosztowania wina, które pachniało conajmniej dziwnie.
Tak czy siak, postanowiła się tym nie przejmować.
Czekała na rozwój wydarzeń.


Ostatnio zmieniony przez Daenerys Velaryon dnia Nie Lut 21, 2016 5:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sob Lut 20, 2016 11:32 pm

Był nad wyraz swobodny – zupełnie jakby każdy krok, stawiany pod obserwacją setek par oczu, przychodził mu z łatwością godnej tej, z jaką brał każdy oddech. W ruchach Namiestnika Siedmiu Królestw nie było niczego, co można by określić mianem wymuszonego.
Po prostu podszedł, ujął kielich w dłoń i ruszył dalej, jakby nie miał choćby chwili do stracenia.
Podszedł, ujął, odszedł.
Banalne. Oczywiste. Zadziwiająco nieskomplikowane – być może w prostocie własnego zachowania, Maegor Targaryen starał się zakląć motywy działania, nie mniej klarowne od ruchów. Być może chciał w ten sposób zakomunikować pannie Velaryon, że jego zamiary – w tej wyjątkowej sytuacji – nie są choćby odrobinę niepokojące.
On szukał towarzystwa, ona – kogoś, kto odegrałby rolę mentora. Istniało duże prawdopodobieństwo, że odnajdą nić porozumienia, tę mistyczną granicę pomiędzy sympatią a rozczarowaniem drugą osobą. Książę Smoczej Skały w stosunku do bratanicy Lorda Pływów mógł być pewien wyłącznie jednego – ta drobna, pozornie niepozorna dziewczyna nie zdołała jeszcze przesiąknąć atmosferą Królewskiej Przystani. Była świeża jak poranna rosa, już na pierwszy rzut oka niewinna, poniekąd zagubiona, rozpaczliwie szukająca punktu zaczepienia, który utrzyma ją na powierzchni.
Jednak nawet w najgorszych koszmarach nie mogła przypuszczać, że tym punktem okaże się Maegor Targaryen. Ujmując w dłoń kielich panny Velaryon, Namiestnik ujął poniekąd ją samą – nagle znalazła się w jego garści, pozbawiona oparcia zaginionych w tłumie kuzynów, skazana na samotne starcie z człowiekiem, który uchodził za wyjątkowo nieprzewidywalnego. O czym mogła pomyśleć w takim momencie? Szukanie ewentualnej drogi ucieczki wydawało się najrozsądniejszą reakcją, jednak Książę Smoczej Skały nie dał jej ku temu okazji – jego atak na samotność panny Velaryon był niespodziewany, a ona sama zdawała się zaskoczona, gdy – dotychczas obserwowany z daleka Targaryen – nagle znalazł się naprzeciwko niej, niemal porywając z zajmowanego miejsca.
Sam Maegor nie czuł się jak ktoś, kto zakłócił mir niewinnej dziewczynki – Daenerys podpisała na siebie wyrok w momencie, w którym jej spojrzenie drugi, trzeci, czwarty raz powróciło do Księcia Smoczej Skały, próbując rzecz jasna umknąć niezauważonym. Na dobrą sprawę przynajmniej połowa gości stosowała dokładnie taką samą taktykę, lecz to panna Velaryon miała na tyle dużego pecha, by zostać przyłapaną na gorącym uczynku.
Namiestnik nie chciał, by odbierała jego niespodziewane towarzystwo w kategoriach kary – mijałoby się to z jego własnymi celami, które oscylowały przecież wyłącznie wokół zabicia niemiłosiernie dłużącego się czasu. Pomóc miała w tym niezobowiązująca konwersacja – najlepiej z kimś, kto poprzez rozmowę nie chciałby uzyskać profitów, przywilejów, obietnic i spełnienia próśb.
A Daenerys Velaron perfekcyjnie wpisywała się w ten schemat.
Maegor swobodnie opadł na obijane miękkim materiałem krzesło, odstawiając na niewielki, przeszklony stolik dzban z winem oraz kielich, w którym wciąż wirowało nienaruszone wino. Książę Smoczej Skały przez krótki, przepełniony milczeniem moment obserwował pannę Velaryon, która starała się przezwyciężyć własne zdenerwowanie, zaciskając drobne dłonie na materiale sukni. Targaryen uniósł nieznacznie brwi w bezwarunkowym odruchu zaskoczenia – zupełnie, jakby po raz pierwszy był świadkiem podobnej reakcji… zwłaszcza w swojej obecności.
- Pani, nie wiem, co dokładnie słyszałaś na mój temat, ale nie gryzę bez dobrego powodu – po ustach Namiestnika przemknął cień uśmiechu, gdy dłonią zachęcająco wskazał krzesło naprzeciwko siebie, dostatecznie daleko, by panna Velaryon nie musiała obawiać się o naruszenie własnej nietykalności.
Póki co.
- Urokliwa ceremonia, czyż nie? – swobodnemu pochyleniu się nad stolikiem towarzyszyło ciche westchnięcie Maegora – przez krótką chwilę przywodził na myśl konspiranta, który w najwyższym sekrecie pragnie przekazać coś rozmówcy. – Nie mniej urokliwa od Twojej sukienki, choć nie wiem, czy wygnieciona będzie równie ujmująca – Namiestnik lekkim skinieniem podbródka wskazał na dłoń panny Velaryon, która wciąż dzielnie dzierżyła w palcach delikatny materiał. Tym razem uśmiech na ustach Księcia Smoczej Skały był nieco bardziej czytelny – Targaryen ze spokojem przyglądał się jasnej, nieskazitelnej cerze Daenerys, dopiero po chwili przenosząc spojrzenie na tęczówki barwy fiołków. Obserwacja nie wymagała geniuszu, by dość do wniosku, że w żyłach dziewczyny płynęła spora ilość valyriańskiej krwi, gorącej i czerwonej niczym ogień. Maegor rozchylił nieznacznie usta, najwyraźniej z zamiarem wygłoszenia kolejnej mądrości o wątpliwym przekazie – jednak dokładnie w tej samej chwili rozległy się słowa toastu, który wygłaszał Aerys we własnej osobie. Książę Smoczej Skały przysłuchiwał się władcy bez szczególnej uwagi, zupełnie jakby wiedział, czego będzie dotyczyć mowa – i najwyraźniej się nie zawiódł, kiedy bowiem goście chóralnie zakrzyknęli za zdrowie królowej, Namiestnik nadal uśmiechał się z nieznacznym rozbawieniem, nawet nie spoglądając w stronę prezydialnego stołu.
Dopiero jego dłoń – spokojna i zdeterminowana – zakłóciła chwilowy bezruch. Targaryen przesunął kielich z winem w stronę panny Velaryon, zatrzymując go tuż na brzegu szklanego blatu.
- Obawiam się, że za zdrowie królowej powinnaś przełamać niechęć, pani. Jeszcze ktoś gotów wziąć to za zdradę stanu – rozbawienie sięgnęło oczu – fiołkowe spojrzenie Maegora rozbłysnęło wesołymi iskierkami, kiedy do Księcia dotarł pozornie oczywisty fakt: Daenerys jeszcze nigdy nie piła alkoholu.
A pierwsze razy nie zawsze bywają przyjemne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Lut 21, 2016 12:48 am

Stąpała dość szybko, ale niezdecydowanie.
Nie była pewna, czy dobrze robi, podążając za Namiestnikiem. Bądź co bądź i do High Tide doszły plotki o jego osobie - wiele osób uznawało ród królewski za szaleńców. Jednak Daenerys zdążyła się nauczyć, aby nie wierzyć we wszystko, co poszeptają służki. W końcu Maegor nie wydawał się być taki zły; można rzec, że zrobił na dziewczynie dobre pierwsze wrażenie...
... jeśli dobrym pierwszym wrażeniem można nazwać świadomość o swej pozycji i niezachwiane zdecydowanie, jakie kilka chwil temu zaprezentował brat władcy. Zerkając na innych szlachciców zauważyła również ich zaciekawione spojrzenia skierowane na Maegora, jednakże tylko panna Velaryon zwróciła jego uwagę.
Dlaczego?
Nie chciało się wierzyć, że było to jedynie reakcją na nieco wścibskie skierowanie oczu w jego stronę. Czyżby stało za tym coś więcej? Mogła jedynie pytać siebie o to w myślach – czy to możliwe, że Namiestnik cierpiał na samotność?
A może po prostu jej pragnął. Dany nie musiała być maestrem, aby wywnioskować, że wiele osób zechciałoby zamienić kilka słów z Maegorem tylko dla jednego, banalego, jak i próżego powodu.
Prestiż.
Profity, których chciał właściwie każdy na tej sali – czegoś, co dostaną praktycznie za darmo. W Daenerys zdecydowanie było coś więcej, nie zachowywała się jak rozpieszczona szlachcianka i na pewno nie wykorzystałaby drugiej osoby do swoich celów.
To jeden z wielu powodów, dla jakich nie nadawałaby się do życia w stolicy. Nie przebywałaby tutaj ani tygodnia, a już zapewne stałaby się jedną z kart w talii jakiegoś spiskowca. Takie były realia. Była młoda, naiwna – ale wiedziała o czyhających niebezpieczeństwach i starała się ich unikać.
Krocząc śladem Księcia Smoczej Skały czuła na sobie dziesiątki ciekawskich oczu, których starała się unikać. Choć nie było właściwie się czego wstydzić, tutaj każdy wcześniej czy później pada ofiarą takich spojrzeń. I jedną z nich został Maegor Targaryen – co ciekawe, Daenerys Velaryon była jego sprawcą.
Młódka stanęła spokojnie u boku stołu, przy którym usiadł Namiestnik. Zdążyła już uspokoić swoje emocje, które jednak wciąż dawały o sobie delikatne znaki. Teraz przeważył wstyd, owszem, wstydziła się mężczyzny.
Czemu?
To nic dziwnego. Daenerys w końcu nie znała go osobiście, a w plotkach zawsze była ziarń prawdy. Prawdy, o której za niedługo miała się przekonać na własnej skórze. Nie zdążyła nawet zauważyć, że nadal ściska swoją suknię niewielkimi dłoniami, starając się wyładować na niebieskim materiale swoje zdenerwowanie, które w tym momencie jednak nieco opadało. Skierowała swe fioletowe tęczówki na twarz Maegora, lustrując go nieśmiale. Po jego niemej sugestii zajęła krzesło niedaleko niego, choć na tyle daleko, że czuła się dosyć swobodnie.
Przynajmniej teraz.
Wbiła wzrok w stół, choć zaraz uniosła swe oczęta na twarz srebrnowłosego. Przez moment nie wiedziała co powiedzieć, lecz przypomniała sobie dwa, proste, wyuczone w głowie słowa, których wypadało teraz użyć.
- Tak, panie.
Tyle wystarczało, by dać Maegorowi do zrozumienia, że jest wystraszona i zawstydzona. Nie musiał się raczej jeszcze nad tym zastanawiać – było to widać po samej posturze i zachowaniu panny Velaryon. Zacisnęła ręce na sukni, na których temat po chwili odezwał się Książę. Młódka z zadziwiającą prędkością wypuściła materiał z objęć, wydukając jedynie z siebie krótkie zdanie.
- Wybacz, Książę.
Wpatrywała się w niego nieśmiale do momentu, gdy zasłyszała głos króla. Etykieta nakazała jej się podnieść z siedzenia, jednak nieco się zapomniała. Widać obecność Maegora mąciła dziewczynie w głowie. Przemilczała jednak swój błąd.
Po toaście zauważyła dłoń Księcia wodzącą po stole, a wkrótce przysuwającą kielich w stronę Daenerys, która patrzyła na naczynię z odrazą. Ewidentnie nie chciała kosztować trunku, lecz co mogła zrobić? Odmówić, nie odmówi. Nie tak ważnej personie, jaką był Maegor Targaryen.
- Oczywiście, panie - odpowiedziała, chwytając kielich w swą drobną dłoń i unosząc go do swych zróżowiałych ust, aby wkrótce przemóc się i upić troszkę cieczy, która w jednym momencie uderzyła w Velaryonównę swym smakiem. Zapiekło ją delikatnie w gardle. Nie było takie złe, jak sobie wyobrażała.
Co nie znaczyło, że od razu je polubi. Jednak takie skosztowanie nie powinno jej nic zrobić, czyż nie?
Odłożyła kielich na stół, delikatnie stukając palcami po szklanym blacie. Głowę zwróciła wolno w stronę gości i zmartwiła się nieco, gdy nie zauważyła swych kuzynów. Nie zobaczyła również żadnych wścibskich spojrzeń – każdy był teraz zajęty jedzeniem i rozmową. Miała nadzieję, że później ich odnajdzie.
Nie było to w końcu takie trudne – w końcu w żyłach samej panny Velaryon jak i jej rodziny płynęła smocza krew, ani trochę nie różniąca się od tej, która płynęła w Maegorze, a co najważniejsze w królu i królowej. Niewątpliwie wyróżniali się z tłumu.
Ponownie spojrzała na kielich z ciemnym, czerwonym trunkiem.
A może by tak wziąć jeszcze jeden łyk?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sob Lut 27, 2016 8:42 pm

Ludzka ciekawość była nieodzowną częścią jego życia. Poddani Aegona Piątego wykazywali wręcz chorobliwe zainteresowanie rodem królewskim, raz za razem kreując coraz mocniej niestworzone plotki na temat członków smoczej rodziny. Kreowane pogłoski, zwłaszcza zaś te stawiające Targaryenów w ponurym świetle, rozprzestrzeniały się po królestwie niczym wściekła zaraza, kalecząc uszy pomówieniami, w których trudno było doszukiwać się nawet krztyny prawdy. Gdy tylko na świat przychodził smoczy potomek, od razu pojawiała się wieść, jakoby jego ciało porastały łuski, a płacz przypominał piski świeżo wyklutego smoczęcia. Sam Maegor mógł zgodzić się wyłącznie z jedną plotką, która od ponad dwóch setek lat zataczała koło na ziemiach Siedmiu Królestw.
Obłęd i wielkość są dwiema stronami tej samej monety. Za każdym razem, gdy rodzi się nowy Targaryen, bogowie rzucają w górę monetę i świat wstrzymuje oddech, by zobaczyć, na którą stronę ona spadnie.
Dla Namiestnika od dawna było oczywistym, jaki wynik miał miejsce w chwili narodzin Aerysa.
A jednak – boska ironio – to Książę Smoczej Skały uchodził za tego bardziej porywczego, bardziej nieprzewidywalnego, bardziej okrutnego, zupełnie jakby brzemię imienia określało jego prawdziwą osobowość. I choć w każdej plotce tkwiło ziarno prawdy, nawet Namiestnik Siedmiu Królestw nie mógł być takim, jakim poddani pragnęli go widzieć.
Obawy Daenerys Velaryon wydawały się zatem nieuzasadnione – wszak Maegor Targaryen występował przed nią uzbrojony jedynie w dzban z winem, kielich i własny umysł, co stanowiło groźne, ale nieszczególnie niebezpieczne zestawienie. Przynajmniej zaś nie dla niej – wszystko bowiem wskazywało na pokojowe zamiary Księcia Smoczej Skały, poczynając od uprzejmego zaproszenia do zajęcia miejsca, kończąc zaś na wyłącznie delikatnej perswazji, pozbawionej jakiegokolwiek użycia siły.
Co w wypadku Maegora było dość rzadkim zjawiskiem.
Być może poszukiwał w pannie Velaryon ucieczki od wyjątkowo nużącej zabawy weselnej, która – choć Namiestnik ukrywał to z wybitnym mistrzostwem – stanowiła dla niego siarczysty policzek. Być może podskórnie wyczuwał, że rozmowa z Daenerys, choć boleśnie formalna, okaże się na tyle kuszącą alternatywą, by uciec przed ciekawskimi spojrzeniami i zniknąć na uboczu Królewskiej Sali Balowej. Być może odczuwał wobec kuzynki Aenora swego rodzaju dług, który – choć dotyczył dziedzica Pływów – pragnął spłacić poprzez młodą Velaryonównę.
Być może.
Istniało wiele alternatyw i ścieżek gdybania, i na dobrą sprawę żadna z nich nie musiała okazać się tą słuszną. Równie dobrze Maegor mógł kierować się chwilowym kaprysem, który nakazywał mu prywatną rozmowę w cztery oczy z młodą, gładką, świeżą jak zerwana z drzewa brzoskwinka dziewczyną.
A takie – co nie stanowiło żadnej tajemnicy – Książę Smoczej Skały lubił najbardziej.
Przez krótką, ulotną niczym podmuch letniego wiatru chwilę żałował, że nie zabrał ze sobą własnego kielicha – wystarczyła jednak krótka chwila zastanowienia by dojść do wniosku, iż obserwowanie pijącej samotnie panny Velaryon będzie miało w sobie coś… poetyckiego.
A przynajmniej zabawnego.
Równie zabawny zresztą wydawał mu się ton dziewczyny – cichy i usłużny, zupełnie jakby pełniła rolę serwującej mu jagnięcinę dziewki. Tak, panie. Oczywiście, panie. Wybacz, panie. Co jeszcze mogę zrobić, byś poczuł spełnienie, panie? W Królewskiej Przystani ze świecą można było szukać równie ułożonych, szlachetnych dam – większości z nich wystarczyło kilka dni pobytu w stolicy, by zaczęły uważać się za mistrzynie sztuki intryganctwa i by wyniesione z rodowej siedziby maniery zamieniły się w pełen dwuznaczności taniec, w którym prym wiodła ta, która zdołała ugościć w kroku większą liczbę mężczyzn.
Pod tym względem panna Velaryon – póki co - stanowiła chlubny wyjątek. Przed zanurzeniem się w zepsuciu uratował ją pobyt w High Tide, gdzie nie zdołała dotrzeć ta niekoniecznie zdrowa dla ciała moda (choć z umiejętnościami Aenora była to wyłącznie kwestia czasu). Mijały lata, Daenerys z niewinnego dziecka zaczynała przeobrażać się w kobietę… i wtedy na swej drodze napotkała Księcia Smoczej Skały.
Szczęśliwy zbieg okoliczności, czy przekleństwo, które rzuci cień na całe jej życie?
Namiestnik Siedmiu Królestw z bladym uśmiechem obserwował, jak panna Velaryon unosi do ust kielich i upija z niego jeden, drobny niczym u wróbla łyczek. Targaryen z niejakim rozbawieniem doszedł do wniosku, że jego blisko półroczny syn czasami pije znacznie zachłanniej i choć chwilowo ograniczał się wyłącznie do mleka, porównanie wywołało na ustach Maegora szerszy uśmiech.
- Początki zawsze bywają najtrudniejsze. Po drugim, trzecim łyku oswoisz się ze smakiem, a później… - głos Księcia Smoczej Skały zamarł, zaś jego ramiona uniosły się i opadły nieznacznie w lekkim wzdrygnięciu – zupełnie jakby dalsza część zdania była oczywista.
A później zrozumiesz, że alkohol jest reakcją obronną na otaczającą nas rzeczywistość.
Targaryen spokojnie potarł porośnięty jasną szczenią podbródek, obserwując spojrzenie, jakim Daenerys obdarzyła wciąż niemal pełny kielich. Nim zdołał stonować własną reakcję, ponownie nachylał się nad przeszklonym stolikiem, z rozbawionym błyskiem w lawendowych tęczówkach.
- Śmiało, pani. Tym razem odważniej, czuwam i pilnuję, nie grozi Ci upadek pod stół – ciężka dłoń Namiestnika spoczęła na chłodnym blacie, zupełnie jakby Maegor w każdej chwili gotów był uchwycić pannę Velaryon, gdyby ta miała w planach lądowanie pod jakimkolwiek z mebli.
Pomimo skromnego początku, wiele wskazywało na pełen wrażeń wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Lut 28, 2016 3:42 am

Spoglądała tępo w kielich, jakby kryło się w nim coś więcej, niż tylko trunek.
Po niewielkim łyku wina i jego zasmakowaniu jego dziwnego, nieznanego jej dotychczas smaku zaczęła rozmyślać. Większość swych myśli skierowała na siedzącego tuż obok Maegora. Właściwie to... czemu jest dla niej taki uprzejmy?
Rozumiała, znała etykietę, ale przecież Maegor z plotek służek to kompletnie inna osoba, jaką sobie wyobrażała. Dla Daenerys jest – przynajmniej teraz – spokojny i ułożony. Pomijając to, że namawia młodą dziewczynę do picia alkoholu. Zapewne musiało to być dla niego zabawne. Widok szlachcianki krzywiącej się na smak ciemnoczerwonej cieczy, jakby conajmniej widziała odcinaną głowę.
Obawiała się go, to prawda.
Bo kto normalny nie obawiałby się Księcia, brata króla. Przecież to takie oczywiste!
Nadal jednak nie rozumiała, dlaczego wybrał do towarzystwa tak przeciętną, jak uważała o sobie, osobę. Jedyne, co wyróżniało młódkę z tłumu to smocza krew, której egzystencji w ciele szlachcianki nie można było zaprzeczyć.
Nie jeden raz słyszała opowieści służek o kobietach, które oddałyby wiele za srebrnozłote włosy i fioletowy odcień oczu. Nie za sam fakt wysokiego urodzenia, ale za samą aparycję, którą wiele można byłoby zdziałać. Przynajmniej w Westeros, gdzie mężczyźni w większości zwracali uwagę na wygląd.
Czy tak było w przypadku Maegora? Być może.
Nie miał większego wyboru, biorąc Ivory Martell za żonę, jednak nie ma powodu, by zaprzeczać jej urodzie. Małżeństwo nie zawsze musi się skończyć politycznym zagraniem. Skoro mają przeżyć razem swoje życie, to prędzej czy później musi się narodzić między nimi uczucie. W to jednak Dany nie miała zamiaru ingerować. Sama za niedługo złoży przysięgę małżeńską, więc wtedy będzie mogła zacząć się martwić o swoje późniejsze życie, którego tak bardzo się bała.
Ale była bezradna.
Ponownie wzniosła swój wzrok na Namiestnika, spoglądając mu prosto w twarz. Później zerknęła nieco niżej, a dokładnie na szklany stół, na którym widziała jedynie swój pełny kielich. Dlaczego miała pić sama? Czy jest coś intrygującego w oglądaniu pijącej samotnie osoby?
Czy może Książę chciał pokazać dziewczynie, że alkohol pomoże uciec jej daleko od problemów i zmartwień, do których rzecz jasna zaliczał się jej narzeczony, a wkrótce mąż – Daenor?
Obiektem jej zainteresowania znowu stało się naczynię wypełnione trunkiem, które ponownie pochwyciła w niewielką dłoń, która już nieco przestała drżeć. Lewą dłoń położyła na szklanym stole, aby powstrzymać się od gniecenia sukienki, którego ewidentnie Maegor sobie nie życzył.
Chłód blatu przeszył jej rękę.
Poprawiła swoje włosy gładkim ruchem dłoni i uniosła kielich do swoich ust, aby – dla uciechy Księcia – napić się trochę więcej, niż wcześniej. A raczej o wiele więcej.
Smak i zapach nie uderzyły w nią już tak mocno, jak za pierwszym razem, więc musiała przyznać rację Namiestnikowi, który widać pił tak wiele, że zdoła pokierować taką nowicjuszkę, jaką była Daenerys. Zauważyła już wcześniej rozbawiony wyraz twarzy Targaryena, który bądź co bądź ją onieśmielał. Nie chciała się skompromitować. Po kilku chwilach zaczęła czuć, że język zaczyna jej się rozplątywać.
Czy to dobrze?
Dla siedzącej obok osoby owszem, dla samej dziewczyny już nie.
Odstawiła kielich, a Targaryen mógł zauważyć, że usta dziewczyny stały się o wiele bardziej czerwone, niż wcześniej. Z delikatnego różu zrobiła się ciemna, choć nie tak silna czerwień.
Dzięki trunkowi, który zabarwił jej wargi, postanowiła zebrać się na kilka więcej słów, niż tylko krótkie zdania, zakończone zwrotem "panie", którego tak naprawdę nie musiała używać, lecz chciała trzymać się mocno etykiety. Posłała mężczyźnie skromny uśmiech, który ten mógł zauważyć tylko, jeśli nie spuścił z niej wzroku.
- Upadek raczej mi jeszcze nie grozi... - zaczęła wolno i spokojnie, jak przy wcześniej wypowiadanych zdaniach - ...ale dziękuję za czujność, panie - dokończyła już bardziej zdecydowanie. Powoli zaczynała przekonywać się do Maegora. Trudno określić, czy to dobrze, czy źle. Przynajmniej miała pewność, że nikt na nich nie spogląda i nie obserwuje.
Widok upijanej przez Księcia Smoczej Skały szlachcianki mógłby dla wielu okazać się ciekawym zjawiskiem. Była zagubiona – czuła się nie do końca bezpiecznie, nie mając u boku żadnego z kuzynów. Przed sobą miała tylko przyjaciela Aenora, o którym sam zdążył już wspomnieć Daenerys.
Po odstawieniu naczynia z kielichem zaczęła patrzeć na Namiestnika, jakby wyczekująco. O wiele lepiej by się czuła, gdyby ten pił z nią. Mogłoby się to skończyć jednak nieciekawie. Teraz przynajmniej miała pewność, że nie uderzy twarzą o podłogę. Z pijanym mężczyzną byłoby o tę bezpieczność trochę trudniej, a chyba raczej ona ani on tego nie chcieli.
Przynajmniej nie tutaj, przy setkach gości czyhających jedynie na wyłapanie jakiegokolwiek potknięcia wśród ważniejszych osób, do których bez wahania zaliczał się Książę Maegor Targaryen.
Przejechała palcem po blacie, zerkając w opróżniony już do połowy kielich. Obraz zaczął powoli stawać się niewyraźny, a ludzie i słowa... śmieszniejsze niż zwykle. Póki co starała się tego nie okazywać, choć miała niemalże pewność, że ten kielich nie będzie dziś jej ostatnim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Lut 28, 2016 11:03 pm

Jak smakował zakazany owoc?
Był cierpki, palący, przywodzący na myśl płynny ogień?
Był słodki i radosny, jakby zaklęto w nim promienie zachodzącego słońca?
Był kwintesencją wszystkiego, co dotychczas jawiło się jako niedostępne, niewłaściwe i niebezpieczne?
Jak smakował zakazany owoc, zmiażdżony, wyciśnięty do cna, sfermentowany i zamknięty szczelnie w beczce, gdzie zaklęto go w płynnej formie? Jak smakował, gdy dzisiejszego popołudnia został ułaskawiony, wypuszczony na wolność, przelany do dzbana i – po bardzo długim wyczekiwaniu – drażniący ścianki kielicha przyjemnym chłodem?
Był równie intensywny, co jego rubinowa barwa? Równie oszałamiający, co jego działanie? Równie smaczny, co zaczerwienione pod jego wpływem, pełne usta?
Wino, cztery litery, dwie sylaby, jedno znaczenie. Wino stanowiące dla panny Velaryon wielką niewiadomą dziś okazało się zwykłym trunkiem, być może mocniejszym niż jego mleczny odpowiednik, być może intensywniejszym niż jego słodki brat sok. Być może niczym nadzwyczajnym, zupełnie jak Maegor Targaryen.
Samokrytycyzm pojawił się w chwili, w której Książę Smoczej Skały napotkał badawcze spojrzenie Daenerys Velaryon. Taksowała go wzrokiem równie zaciekle, co przed kilkoma momentami, z tą różnicą, że teraz mogła czynić to otwarcie i z bliska. Najpewniej był dla niej dość prostą zagadką – znudzony życiem, starszy mężczyzna, którego niechęć do brata stanowiła oczywisty powód, dla którego postanowił zniknąć z pola widzenia i zaszyć się na uboczu Królewskiej Sali Balowej z młodą, na wpół zagubioną, podatną na stanowczy ton głosu dziewczyną.
Tkwiło w tym ziarno prawdy – wszak każdy mężczyzna odczuwa pierwotną, na wpół irracjonalną przyjemność, gdy kobieta – zwłaszcza taka o niewątpliwej urodzie – dokładnie słucha jego poleceń. Dominacja stanowi naturalną potrzebę dowartościowania się, nawet jeśli mniemanie o sobie i tak osiąga zadziwiający pułap – zupełnie jak w przypadku Księcia Smoczej Skały. Zatem rzeczywiście, chciał poprawić nieco ponury humor. Rzeczywiście, dostrzegł ku temu okazję w pannie Velaryon. Rzeczywiście, porzucił podły nastrój za jej sprawą – czy też za sprawą jej zmagań z kielichem wina.
Nie było w tym nic złego, nie na miejscu, nieodpowiedniego.
Wyłącznie walka z własnymi demonami, nierówna, niesprawiedliwa, nieuzasadniona. Walka z samotnością i potrzebą niezobowiązującego, pozbawionego jakiejkolwiek interesowności kontaktu. Daenerys Velaryon jeszcze o tym nie wiedziała, lecz dla Namiestnika Siedmiu Królestw – zupełnie przypadkowo – stała się ucieczką przed rzeczywistością.
Niemal równie skuteczną, co wino, które ostrożnie spijała w niemal-samotności.
Początkowo odbierał to jako przyjemną dla oka rozrywkę, coś spod znaku starć karłów na drewnianej scenie. Na wpół śmieszne, na wpół nawołujące do refleksji – i nim człek zdoła się obejrzeć, traci pierwotną wesołość, po raz kolejny pozwalając, by niechciane myśli wtargnęły do umysłu.
Tym razem Maegor Targaryen zaczął zastanawiać się, jakie zdanie wyrobiła sobie o nim Daenerys Velaryon. To jednak nie okazało się tematem na tyle absorbującym, by mógł w pełni pochłonąć Namiestnika. Puste dywagacje ustąpiły przed kolejnym pytaniem, które – jakby za sprawą przeklętych wiedźm wyznających Wielkiego Owczarza – wywołało na ustach Księcia Smoczej Skały lekki grymas rozbawienia.
Nagle zapragnął obrócić w ruinę każdą teorię, jaką panna Velaryon zdołała wykreować na jego temat.
Chciał zburzyć mozolnie konstruowany pogląd na Maegora Targaryena, podłożyć ogień pod ostrożnie snute tezy, puścić z dymem pierwsze wnioski, obserwować, jak porządek malutkiego świata ulega całkowitej destrukcji.
W tym akcie tkwiłoby coś pięknego – i właśnie z tego powodu Namiestnik przystąpił do zagłady. Jak niewiele mu trzeba, prawda?
- Nie dziękuj, póki nie wypełnię swego obowiązku – powaga tonu jego głosu stanowiła niemal karykaturalne przeciwieństwo narastającego rozbawienia, zupełnie jakby Książę Smoczej Skały uraczony został szczególnie pikantnym dowcipem o Doliniarzach. Targaryen przez chwilę obserwował smukły palec panny Velaryon, który sunął bez wysiłku po oszklonym blacie stolika i, zupełnie jakby ten niepozorny gest stanowił dla niego wyczekiwany bodziec, podniósł się gwałtownie z zajmowanego miejsca.
W jego ruchach tkwiła niepokojąca gwałtowność właściwa człowiekowi, który uchwycił gorący, rozżarzony pręt – jednak miast wyrazu bólu, w lawendowym spojrzeniu czaił się cień stanowiącego ścisłą tajemnicę planu, czegoś, czego zgłębienie wiązało się ze znacznym ryzykiem.
Dokładnie dwa kroki – tyle wystarczyło, by ominął stolik i znalazł się tuż przy Daenerys Velaryon, nadal górujący nad nią pod każdym względem – zwłaszcza zaś posturą. Przez chwilę sprawiał wrażenie człeka, który siłą poderwie ją z miejsca, nie zważając na okrzyki protestu i oburzenia. Wielu ludzi właśnie tego spodziewałoby się po Targaryenie – nieprzewidywalności połączonej z bestialską siłą, zachowania zakrawającego o skandal, ale…
- Byłem wobec Ciebie niesprawiedliwy, pani – słowom towarzyszył głuchy, na wpół opętańczy dźwięk przysuwanego bliżej krzesła – Książę Smoczej Skały uchwycił drewniane oparcie mebla i przyciągnął go do siebie, po chwili opadając nań ciężko, z cichym westchnięciem przesyconym zadowoleniem. Siedział teraz tuż obok panny Velaryon, niemal dotykając kolanem skrytego pod materiałem sukienki szczupłego uda. Wystarczyło zresztą, by poruszył się lekko, niemal od niechcenia – a jego ramię przelotnie ścierało się z ramieniem Daenerys. Zupełnie jak teraz, gdy bez słowa wyjaśnień pochylał się w stronę stolika i – tym razem uśmiechając się samymi kącikami ust – ujmował w dłoń kielich z winem.
- Powinienem najpierw sprawdzić, czy odpowiednio smakuje – uniesione do ust naczynie zalśniło matowo w nikłym świetle kandelabrów, gdy Maegor upijał z niego potężny łyk trunku. Wino nie wywarło na nim niemal żadnego wrażenia – ani smakowego, ani tym bardziej otumaniającego – kiwnął jednak głową z uznaniem, jakby potwierdzał jego walory smakowe.
- Wyborne, winnaś okazać mu szacunek… - tym razem uśmiech dotarł do oczu, gdy Targaryen odsunął brzeg naczynia od własnych ust i spokojnie podał je pannie Velaryon, jednak zamiast puścić nóżkę – nadal zaciskał na niej palce, trzymając puchar tuż przy zabarwionych głęboką czerwienią wargach Daenerys. - … i opróżnić kielich.  
W tym momencie wolność jej wyboru – dotychczas przywodząca na myśl dryfującą po rzece, podatną na czynniki zewnętrzne krę – stopniała bezpowrotnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Ubocze   Pon Lut 29, 2016 3:45 pm

Czuła się w obecności Księcia conajmniej dziwnie.
Trudno było to wytłumaczyć – pałała do niego mieszanymi uczciami, co chwilę tworząc w głowie nowy obraz siedzącego obok niej mężczyzny, który z minuty na minutę coraz mniej zaczął przypominać człowieka, którego znała jedynie z historyjek.
A jednak widziała w jego oczach coś niepokojącego, obcego. Widocznie jej obawy nadal nie opadły do końca, a jedynie delikatnie zanikły.
Czy powinno to kogoś dziwić?
Kilka chwil wystarczyło, by wyrobić o Targaryenie nowe zdanie – rzeczywiście, musiała przyznać, że nieco różnił sie od wykreowanego przez innych ludzi, fikcyjnego charakteru. Na pierwszy rzut oka mogła jednak dostrzec pewną nieobliczalność w ciele Maegora. Być może było to jedynie zasługą mięśni, dumnie prezentujących się pod dostojnie wyszytym wamsem, na który wcześniej już panna Velaryon zdążyła już zwrócić uwagę oraz – choć w myślach – pochwalić.
W chwili odstawienia kielicha na szklany blat była niemal pewna, że więcej po niego nie sięgnie. Oczywiście z własnej woli, której tak naprawdę w tej chwili nie miała. Była bowiem niejako uległa i posłuszna komendom Namiestnika, a ten powinien to zauważyć już na początku, gdy w jednej chwili uniosła się z siedzenia i ruszyła pośpiesznym krokiem po jego śladach.
Velaryonówna od samych narodzin była dość inna, niż większość dziewczynek w jej wieku.
W mgnieniu oka nauczyła się etykiety dworskiej i wpoiła sobie do głowy, że ma być uległa ważniejszym od siebie personom. Dlatego nie miała zamiaru protestować w żadnym wypadku, nawet gdyby Książę kazał wypić jej beczkę pełną wina.
Wiele innych osób uznałoby to może za przesadę...
...ale czy jest sens kwestionować coś, co człowiek ma wyryte w głowie od najmłodszych lat?

Bez wątpienia oglądanie młodej dziewczyny upijającej się w samotności było w pewien sposób satysfakcjonujące. Nie tyle, co sam widok, a fakt, że słucha się poleceń bez najmniejszego problemu. Być może nie była tego w pełni świadoma, niemniej jednak nie zwracała na to uwagi.
Wszystko stało się zaskakująco szybko.
Spojrzenie Daenerys, jej niewielki palec przesuwający się wolno i leniwie po blacie stołu, a później – rzec można – wybuch.
Młódka w jednej chwili uniosła głowę wysoko do góry, spoglądając na Maegora Targaryena, który z zadziwiającą prędkością i dzikością uniósł się do góry. Nie trzeba chyba dopowiadać, że w fioletowych oczach Velaryonówny migały iskierki strachu, który ścisnął ją w swej dłoni w momencie powstania Księcia z siedzenia.
Palec zatrzymał się nieruchomo, a opuszek przyległ mocno do szkła na stole.
Na szczęście obawy szlachcianki okazały się niepotrzebne – a zrozumiała to dopiero w momencie, gdy zasłyszała dźwięk przysuwanego krzesła. Wypuściła powietrze z ulgą, choć na tyle niewidocznie, by Namiestnik nie zwrócił na to uwagi. Pomimo to czuła się nieswojo, gdy ten zbliżył się do srebrnozłotowłosej. Nie była przyzwyczajona do takiej bliskości, chyba, że chodziło o jej panią matkę. To jednak kompletnie co innego.
Zniżyła głowę nieco w dół, oceniając odległość dzielącą postawnego mężczyznę od jej uda, ręki, jak i ramienia.
Wręcz chciało się powiedzieć, że była ona niebezpiecznie bliska.
Wbiła w niego swe spojrzenie, dokładnie obserwując ruchy Targaryena. Tym razem okazały się być spokojne i gładkie, nie wzbudzające w Daenerys większych emocji, których przeżyła dzisiejszego dnia dość dużo. Palec, który jakąś chwilę temu był nieruchomy, już opuścił blat stołu i spoczął na cienkim materiale sukni.
Patrzyła, jak unosi kielich do swych ust.
Patrzyła, jak naczynię zbliżało się do jej twarzy coraz bliżej i bliżej, spoczywając w końcu w bardzo małej odległości od warg dziewczyny, pozostawiając ją bez większego wyboru. Bez słowa objęła kielich swą niewielką, bladą dłonią, która nieumyślnie złączyła się ze skórą Maegora i pozostała tak aż do czasu, gdy panna Velaryon uniosła z pomocą Księcia kielich wypełniony winem do góry, pod presją i niewiele myśląć dotknęła swoimi ustami naczynia – i w jednej chwili wypijając całą jego zawartość do końca, pozostawiając pucharek opróżnionym.
Niegdyś zróżowiałe usta dziewczyny zdawały się być teraz jeszcze koloru bardziej krwiste, niż wcześniej. Targaryen mógł poczuć, jak przez cały ten czas ręka młódki niemal nieustannie drżała. Rzecz jasna to uczucie nadal będzie mogło mu towarzyszyć, jeśli ten nie zdecyduje się na puszczenie jej ręki.
Ku jej szczęściu, bukal został opróżniony z trunku, a więc póki co Namiestnikowi powinna wystarczyć rozmowa. Oczywiście Daenerys zdawała sobie sprawę z tego, że służka w kilka sekund może przynieść kolejny dzban.
A potem kolejny, kolejny i kolejny, co było bardzo prawdopodobne w tym wypadku.


Ostatnio zmieniony przez Daenerys Velaryon dnia Pią Cze 17, 2016 5:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sob Mar 26, 2016 12:02 am

Maegor Targaryen należał do tego typu mężczyzn, którzy mieli dość przykre, ale narzucone odgórnie przyzwyczajenia. Były to naturalne reakcje bądź zupełnie nieszkodliwe nawyki, z czasem przybierające formę drastycznego pastwienia się nad osobami trzecimi. I tak oto Namiestnik Siedmiu Królestw przez większą część swego doczesnego życia był nader zagorzałym amatorem kobiecych wdzięków – chędożył równo służki, dziwki, chłopki, szlachcianki i córki kupców, nie oszczędzając nawet dwóch sept i jednej Milczącej Siostry. Doznania łóżkowe jęły być doznaniami stołowymi, podłogowymi, ściółkowymi, świątynnymi, w kilku przypadkach nawet siodłowymi – choć na podobne akrobacje Książę Smoczej Skały jest już stanowczo zbyt wiekowy. Chłop na baby jakich mało potrafił docenić to, co kobieta ma najpiękniejsze, nawet jeśli z twarzy była szpetna niby odbyt górskiej kozicy.
Z czasem jednak seks przestał wystarczać, a Maegor – niby ślepiec kręcący się w kółko bez celu – próbował znaleźć ukojenie w jego bardziej agresywnych odmianach. Prawdziwym wybawieniem okazała się podróż po Wolnych Miastach, z dużym naciskiem na Lys, gdzie wstrzemięźliwość była równie rzadka co inteligentny chłop z Dorzecza. Cielesna miłość wiązała się z całą gamą udziwnień, dodatków i specjałów tamtejszej kuchni, które – poza pobudzaniem chuci – niejednokrotnie odurzały i wprowadzały w przepełniony spoconymi, nagimi ciałami trans.
Powrót do Siedmiu Królestw ukrócił złotą erę, zaś pobyt w Czerwonej Twierdzy i ślub z siostrą dornijskiego Księcia przybrał formę obroży, która – choć uwierała – nigdy w pełni nie mogła powstrzymać Maegora Targaryena przed zerwaniem się ze smyczy. Jak Westeros długie i szerokie, mężowie zdradzali swoje żony od wieków – była to niczym uświęcona przez przodków tradycja, do których szacunek niemal wymuszał kultywowanie tej niekoniecznie chlubnej, acz głęboko zakorzenionej obyczajowości.
I choć pojenie prostytutek dzikim ogniem nie mogło spotkać się w Królewskiej Przystani z aprobatą, nikt nie mógł zabronić Księciu Smoczej Skały, by – z odpowiednią powściągliwością – obserwował to, co miał na wyciągnięcie ręki.
Krągłe piersi, rozkołysane uda, chętne usta, twardniejące pod szatami sutki, wilgotne pocałunki. Pełna gama przyjemności, wystarczyło wyciągnąć z sakiewki srebrnego jelenia bądź obejść się bez płacenia i siłą wziąć ze stołu to, na co aktualnie miało się ochotę.
Prawdziwy problem pojawiał się dopiero wtedy, gdy owoc – choć bliski, zadziwiająco przystępny i usłuchany – był mimo wszystko owocem zakazanym… bo szlachetnym.
Namiestnikowi Siedmiu Królestw mogło ujść płazem wiele występków – morderstwo, otrucie, podpalenie, utopienie, zakopanie żywcem, zrzucenie z wieży, zasztyletowanie, poćwiartowanie kuchennym toporem – zadziwiające, jak sprawnie działano, gdy w grę wchodziło zatuszowanie morderstwa popełnionego przez członka rodziny królewskiej.
Zadziwiające również, jak nikomu nie było spieszony, gdy ten sam członek (dość dosadnie) – niejednokrotnie zresztą na wyraźną prośbę – zbałamucił piątą wodę po kisielu lorda zameczku, o którym wszyscy zapomnieli. Bądź córkę lorda, którego wszyscy znają i szanują. Bądź bratanicę lorda, z którego synem łączy cię aktualnie przyjaźń.
Choć trzecia sytuacja była wyłącznie hipotetyczna, bowiem (wciąż) nie miała miejsca. Nie zmieniało to jednak świadomości Księcia, że gdyby tylko chciał, mógłby temu zaradzić.
Tyle, że wciąż się wahał. Wciąż zmieniał kierunek, niby kurant miotany silnymi, północnymi podmuchami wiatru.
Ostrożność byłby w tym wypadku czymś nieodzownym, wymaganym – nieostrożność i dyskrecja, o tą jednak w Czerwonej Twierdzy nader trudno… dzisiaj zaś była rzeczą niemal nieosiągalną. Być może dlatego Maegor Targaryen wciąż siedział na Uboczu Sali Balowej, niespiesznie, za to z pełną determinacją pojąć Daenerys Velaryon wybornym winem – już dawno przestała bawić go ta pierwsza styczność dziewczyny z alkoholem, teraz Namiestnik odczuwał wyłącznie coś na wzór dumy, zupełnie jakby do tej pory nie do końca wierzył, iż bratanica Lorda Pływów zdoła tyle wypić.
Cóż, najwyraźniej potrafi… i lubi zaskakiwać.
Książę Smoczej Skały obserwował uważnie, jak ostatnie krople spływają na pełne, zaczerwienione od trunku usta panny Velaryon – zajęcie to pochłonęło go na tyle, stało się na swój sposób tak mocno fascynujące, że Targaryen nie zauważył styczności, na jaką wystawione zostały ich dłonie. Dopiero, gdy wino zupełnie zniknęło z pola widzenia, wzrok Maegora spoczął na silnych, męskich palcach trzymających kielich i tych drobnych, kobiecych, które z kolei nakrywały dłoń Namiestnika. W twarzy Księcia Smoczej Skały nie zaszła niemal żadna zmiana, gdy lekkim, na wpół niedbałym ruchem wyswobodził własną rękę spod lekkiego dotyku panny Velaryon, odstawiając naczynie na szklany stolik. Równie kamienną mimikę zachował, gdy ledwie chwilę po tym jego dłoń wykonała niemal bliźniaczy gest do tego, którym Daenerys zaszczyciła Namiestnika przed momentem – z tą różnicą, że tym razem to palce Targaryena ujęły drobne knykcie dziewczyny, lekko, swobodnie, zupełnie jakby robili to dziesiątki razy. Ciepło bijące od skóry panny Velaryon było zdumiewająco przyjemne i na swój eteryczny sposób nęcące – być może dlatego Maegor zsunął złączone dłonie pomiędzy siedzenia, tak, by przed przypadkowymi spojrzeniami osłaniały je nie tylko krzesła, lecz również materiał sukni Daenerys.
- Nie martw się, pani. Póki co wystarczy nam wina – Książę Smoczej Skały powiódł na wpół zobojętniałym spojrzeniem po Sali Balowej, gdzie coraz większa liczba gości ochoczo poddawała się działaniu trunkowi – ten pozorny brak zainteresowania zaburzał jedynie dotyk Targaryena, który – niby zachęcony świadomością, że może zostać przyłapany na gorącym uczynku – przyjemnie drażnił ciepłą, miękką skórę panny Velaryon, drobnymi, okrężnymi ruchami kciuka muskając jej nadgarstek.
- Jak podoba Ci się w Królewskiej Przystani? To pierwsza wizyta w stolicy?
Zabawnie niepozorna. Zwyczajna. Niezobowiązująca – dokładnie taka była ta rozmowa i Daenerys, gdyby tylko zechciała, mogła w każdej chwili ją przerwać tylko po to, by kontynuować w innych okolicznościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Kwi 03, 2016 9:45 pm


Przeniesienie fabuły



Każdy z gości przebywających w Królewskiej Sali Balowej bądź tematach znajdujących się w subforum Sali przeniesiony został do tego tematu. Po wprowadzającym poście Mistrza Gry pojawi się post Aerysa Targaryena, później zaś kolejność pisania będzie dowolna.
Posty dodawać można do 7 kwietnia, później ponownie zainterweniuje MG, który zastrzega sobie prawo do wspomnienia również o tych postaciach, które do tego czasu nie napiszą posta w Ogrodach.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ubocze   

Powrót do góry Go down
 

Ubocze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Ubocze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-