a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Ubocze



 

 Ubocze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Ubocze   Sob Maj 04, 2013 8:48 pm


Ubocze



Ubocze Królewskiej Sali Balowej jest cichym, zacienionym miejscem, które wręcz idealnie nadaje się do spokojnych, niewymagających przekrzykiwania rozmów - należy jednak pamiętać, iż wszystkie ściany mają uszy, zwłaszcza zaś te w Czerwonej Twierdzy...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 10:55 am

Czyli teraz ten długo wyczekiwany bal. Prudence była nieco zmęczona hołdem, ciągnął on się niemiłosiernie. Teraz jednak wiedziała z grubsza kto jest kim. Zobaczymy ile zapamiętała z tak krótkiej lekcji. Jej brat nadal się nie pojawił, nie wiedziała do końca czym to jest spowodowane, cóż nie bez powodu ojciec zalecił jej pojawienie się tutaj. Dobrze, że czasem jeszcze słuchała jego rozkazów.
Kiedy skończyła się pierwsza część wielkiego wydarzenia udała się do komnaty, coby nieco przygotować się do balu. Nie była jedną z tych, które do swego wyglądu przywiązują jakąś ogromną wagę, jednak nie był jej też on zupełnie obojętny. Nie chciała czuć się gorsza od tych wszystkich panien, które były zresztą bardzo urodziwe. Ona jako jedna z Żelaznych Ludzi miała specyficzną urodę, która nie zachwycała każdego, nie to co tamte, których urok.. cóż mogły zaczarować wszystkich.
Dziewczyna weszła na salę balową, była ona pięknie przystrojona, chociaż jak dla Prudence aż za bardzo. Dziewczę nie doceniało przepychu, ceniła dużo bardziej prostotę. Odziana była w czarną suknię , włosy spięła powiedzmy,że jakoś tak, tyle,że ona miała spinkę w kształcie krakena, no i na szyi oczywiście złoty kraken, jego nie ściągała nigdy.
Podeszła do któregoś ze stołu, nalała sobie kielich wina, po czym przystanęła na uboczu i obserwowała innych. Lubiła przyglądać się innym. Ludzie nie zdawali sobie sprawy jacy zabawni są..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 11:47 am

Palce dłoni postukiwały mimowolnie o pochwę miecza, kiedy czekał, aż tłum ludzi zmierzających do Sali balowej znacznie się przerzedzi. Skąd ten tik, czyżby Baratheon był zdenerwowany?
Nie.
Może zły?
Nie.
Wyprowadzony z równowagi?
Owszem.
Kiedy tylko hołd dobiegł końca, przez dłuższą chwilę miał zamiar zaciągnąć Adelę na bok i urządzić jej kazanie, którego nie powstydziłaby się septa dziewczyny. Nad gniewem wzięła jednak przewagę w pełni racjonalna myśl - to w końcu Ty, jeleniu jeden, patrzyłeś w oczy króla. Równie dobrze mogłeś wstać, klepnąć go w plecy i zaproponować wspólne polowanie.
A trofeum byłaby twoja głowa.

Aylward westchnął cicho, ruszając powoli za przelewającym się przez salę tłumem. Sądził, że kilka kielichów wina znacznie ulży jego troskom, wymaże pochmurny wyraz twarzy a przede wszystkim - pozwoli pokazać się Lady Stark z nieco innej perspektywy. Tej prawdziwej, nie zaś… zaprzątniętej nieszczególnie pozytywnymi myślami. Kiedy przekraczał próg Sali, podbudowując się nadzieją, że tak właściwie gorzej być nie może - ktoś złapał go za ramię. Przez zatrważający ułamek sekundy sądził, że to strażnik króla z rozkazem ścięcia głowy. I dopiero kiedy usilnie wmówił sobie, że Aerys II woli nieco bardziej efektowne przedstawienia - obrócił się w stronę intruza z grzecznym uśmiechem na ustach.
- Słucham? - stojący przed nim mężczyzna dzierżył w dłoni zalakowany list z wyraźnym odbiciem jelenia na wosku. Aylward nie tyle poczuł, co z przerażeniem odkrył w jednym z wielu luster w sali, że z jego twarzy odpłynęła krew… co do ostatniej kropelki. Wyciągnął w stronę listu rękę i bez chwili namysłu zerwał pieczęć, wczytując się w kolejne słowa wiadomości. Tym razem jednak, zamiast poblednąć jeszcze bardziej, albo wręcz - paść trupem z wrażenia, na usta wpłynął mu lekki uśmiech, zupełnie jakby zamutz powiadomił go o nowej ofercie - dwie dziewki w cenie jednej. Doczytał list do końca, po czym - tym razem zarumieniony z powodu ożywienia, jakie go ogarnęło - jakby nigdy nic ruszył w stronę jednego ze stołów, na którym zachęcająco lśniły puchary z winem. Kruk z wiadomością, wedle starego powiedzenia, przyniósł czarne słowa - jednak nawet i najczarniejsze wieści mają dla młodszego Baratheona swoją jasną stronę, pozytyw, który tylko ten jest w stanie dostrzec. Aylward zatrzymał się obok jednego ze świeczników i przysunął do ognia róg pergaminu. Już po chwili zajęła się reszta listu, płomień zaś łapczywie pożerał kolejne słowa, aż w końcu nasycony - zamieniał je w sadzę. Baratheon wypuścił wiadomość z ręki dopiero, gdy ogień liznął jego palec i doszczętnie zniszczył treść wieści. Będą musieli działać szybko… znacznie szybciej, niż by chcieli. Póki co jednak - Adgart i tak był w złym humorze, list tylko pogorszyłby sprawę. Ayl woli poczekać, aż brat nieco ochłonie, dopiero wtedy podejmą odpowiednie kroki…
- Gdyby nie doniosłość chwili, mógłbym uznać, że jesteśmy na targowisku. - podjął swobodnie, sięgając po kielich z winem i dopiero wtedy, z lekkim rozbawieniem, spoglądając na stojącą nieopodal kobietę. - Z tą różnicą, że zamiast marchwią, handlujemy narzeczonymi. - ukłonił głowę lekko, podchodząc w końcu do nowej towarzyszki.- Lady Greyjoy, zgaduję, że nie jesteś na sprzedaż. W przeciwnym razie byłabyś otoczona adoratorami. - uśmiechnął się lekko, obserwując Żelazną Damę. Spotkali się może… raz, co najwyżej dwa razy w życiu - a mimo to, pamiętał z kim ma do czynienia. Nietypowa uroda, naszyjnik w kształcie krakena, rodowej maskotki Greyjoyów… nie mogło być mowy o pomyłce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 2:12 pm

Prudence stała sobie co chwila upijając łyk życiodajnego płynu z kielicha. Uwielbiała smak, kolor i zapach wina. Był to chyba jej ulubiony trunek. Jej zdaniem pasował do kobiety. Kto ją bliżej znał, wiedział,że bardzo często można było ją dostrzec z kielichem w dłoni, nie upijała się, potrafiła wyznaczać sobie granice.
W sali było ogromne zamieszanie, gdzie się nie obejrzeć tam pełno wystrojonych panien i kawalerów. Prue nie lubiła takiego przepychu, zdecydowanie zbyt wiele osób w jednym miejscu. Czuła się nieswojo, nie do końca potrafiła się zachować, nie miała pojęcia do kogo powinna podejść i z kim zamienić kilka słów. Ojciec nie dał jej aż tak szczegółowych instrukcji.
Kątem oka dostrzegła mężczyznę, który palił jakiś list w świecy. Znała go, po chwili już wiedziała z kim ma do czynienia. Młodzian, który miał tak efektowne wejście, którego nie dało się nie zauważyć. Można by rzec, że tym swoim przedstawieniem wzbudził sympatię Prudence. Później podczas hołdu zachowanie jego siostry.. Cóż, rodzinka Baratheon miała tupet, tego nie można było im odmówić.
Kiedy mężczyzna podszedł do niej, delikatnie się skłoniła.
- Nie można się nie zgodzić, kto da więcej? - Prue nieco przerażała ta mentalność, ale co tu dużo mówić małżeństwa były polityką. Wszystkie były przemyślane, miały każdej ze stron gwarantować jak najwięcej. A gdzie uczucie? Czyżby tylko ona myślała takimi kategoriami? O naiwna, miłość w tych czasach? Panno Greyjoy, powinna się pani wstydzić. Kto by się tego spodziewał akurat po niej, patrząc na nią niespecjalnie można by zauważyć romantyczkę. Potrafiła bardzo głęboko chować swoje uczucia, tak naprawdę nikt nie miał świadomości co siedzi w tej Żelaznej Kobiecie.
- W takim wypadku zdziwię Pana..- Prudence patrzyła mężczyźnie w oczy, tak już miała,że kiedy z kimś rozmawiała szukała kontaktu wzrokowego, lubiła mieć świadomość, że nie mówi do ściany.
- Jestem panną na wydaniu, można rzec, że starą..- Nie należała do najmłodszych, a nadal była samotna, czasem nieco się bała,że będzie sama do końca życia.
- I jak widać, jakoś niewielu adoratorów się tutaj kręci..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 2:51 pm

Będąc szczerym, zupełnie w pełni szczerym - Baratheon lubił ludzi Północy. Nie ważne, czy tych z lądu, czy wyspiarzy - wszyscy mają żelazne charaktery i nie łatwo jest wkupić się w ich łaski, a jeszcze trudniej... przestać być ich wrogiem. Odmienna mentalność, postrzeganie świata w barwach szarości, co tylko ułatwia im obiektywną ocenę sytuacji - takich ludzi jest coraz mniej, lada dzień wyginą zupełnie jak smoki. A wtedy pojęcie sprawiedliwości zostanie doszczętnie wypaczone. Lady Greyjoy, o ile mógł wywnioskować z jej postawy, pełnej izolacji od reszty poddanych króla Aerysa, była właśnie takim człowiekiem. Żelaznym, jak wyspy, z których pochodzi.
- Pół asygnaty z jedwabnej szaty za lady w czerwonym. - mruknął pod nosem, uśmiechając się kącikiem ust do Prudence. Pań w czerwieni na sali nie brakowało - ale tylko jedna rzucała się szczególnie w oczy, głównie... posturą. Rozmiarami mogła przypominać kogoś, kto spożył na obiad rodowego krakena Greyjoyów, a mimo to nadal był głodny. Naturalnie, Baratheon nikogo nie oceniał. Zresztą, jedwab to drogi materiał. Aylward jako człowiek Południa nie mógł odciąć się od tego nietypowego handlu ludźmi - tutaj swatanie było na porządku dziennym. Ba! Dama, która zbyt długo wybrzydzała, dość szybko zostawała skazana na infamię i podejrzewana o niecne praktyki obcowania z Innymi. Oderwał wzrok od pani w czerwieni, przenosząc go na lady Greyjoy - i prawie natychmiast napotykając jej spojrzenie. Baratheon mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, wszak w ten sam sposób postępował podczas składania hołdu - patrzył prosto w oczy Aerysa. Błąd? Może dla większości. Dla niego to wyłącznie oznaka szacunku i prawdomówności - jedynie kłamcy odwracają wzrok, pragnąc zapewne zatajenia swoich łgarstw.
- Stara panna? - powtórzył, unosząc puchar do ust. Zlustrował lady Greyjoy swobodnym, pozbawionym natarczywości spojrzeniem i pokręcił w końcu głową. - Jeśli Ty, Lady, jesteś stara... to ja dorównuję wiekiem Starym Bogom. - odparł poważnym tonem, mimo wszystko uśmiechając się oczami. Z niewieloma osobami na tej sali można pozwolić sobie na taką swawolę - miejmy nadzieję, że Aylward się nie przeliczył, i Prudence Greyjoy jest jedną z nich.
- Wyjawię Pani sekret... - szepnął cicho i upił łyk kwaśnego wina. Przez chwilę rozkoszował się jego smakiem, podbudowując uczucie ciekawości u lady Greyjoy. - Adoratorów jest niewielu, bo ich odstraszam swoją obecnością. - powiedział w końcu konspiracyjnym tonem, kiwając poważnie głową.
- I co Pani na to? - uśmiechnął się zadziornie. - Mam odejść, najlepiej tam, gdzie kończy się Mur?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 3:25 pm

Ludzie z Północy byli nieco odizolowani, mięli inne poglądy, nie byli zamieszkani w intrygi. Najistotniejsza dla nich była szczerość? Tak widziała siebie Prudence. Nie była specjalistką wśród intryg, nie odnalazłaby się na takim dworze. Zbytnio ceniła sobie prawdomówność. nie potrafiła knuć za plecami, czy to czyniło ją słabszą? Jej zdaniem to była zaleta, tyle,że w tym świecie.. mogła mieć przez to problemy. Nie przejmowała się tym jednak. Była z niej trochę taka Żelazna Dama..
- Kusząca..- Odparła Prudence obserwując panią w czerwonym. Swoją masą zwracała na siebie uwagę. Nie to,że dziewczę ją oceniało, no ale nie dało jej się nie zauważyć, rzucała się w oczy.
- Jest Pan dla mnie bardzo miły..- Rzuciła słysząc słowa Baratheona. Upiła łyk wina z kielicha. Miała świadomość, że lata świetności już są za nią. Niedługo tylko do trumny i koniec. Dziewczęta młodsze od niej o pięć lat, były już narzeczonymi istotnych mężów. Jej się nie spieszyło. Być może faktycznie chodziło o to,że nie chciała wychodzić za mąż z obowiązku. Nie wiedziała jednak ile czasu uda jej się jeszcze odwodzić rodziców od zamiaru swatania jej z kim popadnie. Miała niewiele czasu, tego była pewna.
Na jej twarzy rysowała się ciekawość, kiedy Aylward zmienił ton swojego głosu. Wsłuchiwała się uważnie w to, co miał do powiedzenia.
- Czyli to wszystko, to pańska wina? - Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Brać na siebie takie oskarżenia.. Odważny z Pana mąż.. - Rozmowa z Baratheonem spowodowała,że Prudence powoli zaczynała się tutaj odnajdywać. Czyli jeszcze można spotkać osoby warte uwagi na tych wszystkich schadzkach. Nie spodziewała się,że będzie się przy kimś czuła aż tak swobodnie. Być może widziała między nimi jakieś podobieństwo?
- Ależ gdzie tam! Pańskie odejście byłoby ogromną stratą, wyobraża Pan sobie, co by zrobiła większość z tych Panien..- Jej spojrzenie zawędrowało na środek sali, gdzie można było dostrzec ogromną ilość kobiet, w najróżniejszych kreacjach, w najdziwniejszych kolorach. Każda z nich chciała się wyróżniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 8:43 pm

Intrygi, intrygi... jedynie dzieci w Westeros nie było w nie zamieszane - i to na dodatek nie wszystkie. Trzeba wykazać się nie tylko silną wolą, ale, wybaczcie wyrażenie, sporymi jajami, żeby odcinać się od nieczystych zagrywek każdego z obecnych tu przedstawicieli. Nigdy nie można być pewnym, kiedy ktoś postanowi wepchnąć nóż w plecy...
- Kusząca... - starał się za wszelką cenę zachować pokerowy wyraz twarzy, ale nie do końca się udało - uśmiech skrył za pucharem, który przysunął do ust. Doprawdy, jeśli ta dama była kusząca, Aylward miał zachwiane pojęcie postrzegania piękna. Spojrzał po chwili na Prudence, głównie po to, by przyzwyczaić wzrok do czegoś mniej brutalnego i znacznie przyjemniejszego dla oka od sporych rozmiarów pani w czerwieni. Lady Greyjoy nie powinna martwić się swoim zamążpójściem - co więcej, jako jedna z niewielu na tej sali ma prawo marzyć o prawdziwej miłości. Kobietom z Północy wiek dodaje jedynie uroku, stają się bardziej dojrzalsze w związku, a co za tym idzie - idealnie nadają się na potencjalne małżonki. Póki mogą wydawać potomstwo na świat, ich szanse nigdy się nie zmniejszą. A przynajmniej takie poglądy, dość naiwne pewnie, głosi Aylward.
- "Miły" bywa w dotyku aksamit. - odparł spokojnie, opróżniając swój puchar jednym przechyleniem naczynia. Wino było wyborne i nic nie wskazywało na to, by miało go zabraknąć - po co więc się ograniczać? - Staram się być wobec Ciebie, Pani, szczery i naturalny. Dobra odmiana po niepewnej atmosferze wokoło. - uśmiechnął się lekko, sięgając po kolejny puchar z winem. Rozmowa rzeczywiście przebiegała swobodnie - ba, nawet za swobodnie, co zaskoczyło pozytywnie Baratheona. Dopiero na pytanie Prudence, uniósł lekko brwi, unosząc ręce w obronnym geście.
- Póki jestem postrzegany jako przyzwoitka... to wszystko wskazuje na to, że ponoszę pełną odpowiedzialność. - obrócił w palcach puchar, obserwując Lady Greyjoy. Najwyraźniej nie miała mu za złe, że zamęcza ją swoją obecnością. - Odważny? Raczej nie mający pojęcia na to, na co się porywa. - przyznał szczerze, rozglądając się po sali. Atmosfera uległa znacznej zmianie - wielu członków rodów wyszło na parkiet, gdzie oddali się beztroskim tańcom. Piękne, choć dla Aylwarda odległe - może i dobrze walczył, ale miał... dwie lewe nogi.
- ... wyobrażam sobie, Lady Greyjoy. I są to bardzo nieodpowiednie wyobrażenia. - tym razem otwarcie zaśmiał się pod nosem, upijając kolejny łyk wina. Póki mógł oddać się beztrosce, robił to. Niestety, lada moment wezwą go obowiązki, więc i z uroczego towarzystwa Lady Greyjoy będzie musiał zrezygnować.
- Poza tym, kiedy zniknę z pola widzenia, Pani szanse na spotkanie potencjalnego małżonka znacznie wzrosną. - dodał rzeczowo, kiwając subtelnie głową w jednego z przedstawicieli pomniejszego rodu. - Ot, ten Lord, choć to pewnie za wiele powiedziane... aż stąd widać, jak urocze ma piegi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 9:54 pm

Prudence dlatego była szczęśliwa, że mieszkała na wyspach. Nie była zamieszana w to całe wyreżyserowane życie, na które żadna z tych młodych osób tak naprawdę nie miała wpływu. Wszyscy byli marionetkami w rękach swoich rodzin. Smutne, niestety prawdziwe. Była zadowolona,że w jakiś sposób udało jej się od tego uciec, zobaczymy na ile. Czy ta jej prawdziwość nie zgubi się gdzieś po drodze wraz z upływem czasu. Zobaczymy.
- Wszakże nie można jej zarzucić, że źle się ze sobą czuje, grunt to poczucie własnej wartości..- Sama nie mogła się nadziwić pannie w czerwonym. Prudence czasem miała problem z samoakceptacją, a obserwując tamtą można by rzec,że nie ma ona żadnych kompleksów. Jak to ludzie potrafią być ślepi. Było jej nieco żal tamtej.
Panna Greyjoy chyba właśnie na to liczyła, na prawdziwą miłość, która pojawi się znienacka i ją porwie. Powinna być pełna namiętności, buntu.. Te marzenia.. cóż, Prudence miała ich sporo.
- Cieszy mnie pańskie podejście..- Ona również dopiła zawartość swego kielicha, tak samo jak towarzysz sięgnęła po kolejny. Nie będzie się rozdrabniać, są przecież na balu!
- Nie spodziewałam się, że ktoś tutaj będzie taki prawdziwy. Sztuczność niektórych, aż nadto rzuca się w oczy.- A Prue ceniła sobie naturalność. Także nie sądziła, że będzie jej dane spotkać tu kogoś, kto myślałby tak samo.
- Mam inne wrażenie, wydaje mi się, że gdyby nie pańska obecność, upijałabym się tutaj w samotności, Sir.- Posłała jeden ze swoich uśmiechów mężczyźnie. Dzięki niemu nieco się rozluźniła, ba zaczęło jej się tutaj nawet podobać. Jak widać, w każdej sytuacji można znaleźć coś pozytywnego, ewentualnie spotkać ludzi do siebie podobnych.
- Widać, niektórym nie potrzeba zbyt wiele wina, by oddać się w wir zabawy..- Panna Greyjoy potrzebowała sporej ilości wina, by zacząć tańczyć. Nie do końca chodziło o to,że nie potrafiła.. aczkolwiek nie lubiła, kiedy inni się jej przyglądali. Po kilki głębszych było jej to obojętne.
- Sir, ja nie szukam małżonka.. - Ona uważała, że ten sam się znajdzie, w najmniej oczekiwanym momencie. Zaśmiała się, słysząc słowa Aylwarda.
- Tak, przeurocze.. A, która z tych pięknych panien jest pańską narzeczoną? Spojrzała na mężczyznę. Była pewna, że ten jest już zaręczony, zastanawiało ją, która w wysoko urodzonych dam mu się trafiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Maj 05, 2013 10:35 pm

Jak bardzo Baratheon zazdrościł Prudence miejsca pochodzenia - sam zapewne nie wiedział. Gdyby Siedmiu dało mu szansę, bez wątpienia wybrałby nieprzyjazne klimatycznie Żelazne Wyspy, nie zaś kapryśne Ziemie Burzy, gdzie zostanie porażonym przez piorun, zwłaszcza w zbroi, jest znacznie większe niż... w każdym innym miejscu w Westeros. Nazwa zobowiązuje. Aylward po raz kolejny obdarzył Lady Greyjoy długim spojrzeniem, jakby każde następne takie zerknięcie przynosiło w wyglądzie kobiety jakąś nowinkę - i, prawdę mówiąc, tak właśnie było. Na samym początku zauważył jedynie ciemne włosy, jasną cerę, ładne oczy. Po kolejnej kontemplacji wyglądu doszedł imponujący naszyjnik imitujący krakena, dodająca uroku, delikatna linia w kąciku ust pojawiająca się przy uśmiechu i dobrze dobrana sukienka. Kiedy Baratheon po raz trzeci zaczął się wpatrywać w Żelazną Kobietę, ze zdumieniem odkrył, że ma w sobie wiele niepowtarzalnych, charakterystycznych cech, których próżno doszukiwać się u... choćby pani w czerwonej sukni.
- Gdybym mógł jeść tyle szynki z dzika, też zapewne czułbym się wyśmienicie. - mruknął cicho z rozbawieniem, nachylając się nad Lady Greyjoy tak, by jego słowa nie dotarły do niepowołanych uszu. Ich rozmowa już dawno obrała kierunek, który poruszać można w znacznie mniej zatłoczonych miejscach... a jednak dalej wiedli dysputę, co dobitnie świadczyło o swobodzie, z jaką było im dane się porozumiewać.
- Pani, sam do tej pory wątpiłem, czy będę mógł zdobyć się na kolejną porcję prawdy. - uśmiechnął się, unosząc kielich w geście toastu. - Tym bardziej raduje się moje serce, że wszelkie wątpliwości zostały rozwiązane. Wypijmy więc... za miłe jak jedwab spotkanie. - posłał Lady Greyjoy porozumiewawcze spojrzenie. Czyżby "miły jak jedwab" miało wejść do ich wspólnego kanonu tajemniczych zwrotów, których znaczenia może domyślać się tylko ta dwójka? Stuknął delikatnie swoim pucharem o naczynie Prudence, po czym upił kolejny łyk wina, przesuwając spojrzeniem po tańczących parach. Przez ułamek sekundy miał wrażenie, że na parkiecie znajduje się Adela... z Aemonem Targaryenem, jednak wolał zrzucić ten obraz na działanie wina. A skoro ma lekkie zwidy, chyba najwyższa pora odstawić kielich.
- Upijanie się w samotności to zbrodnia, pani. Zwłaszcza, jeśli ma marnować się ktoś z takim charakterem. - odwzajemnił uśmiech kobiety, wyczuwając w nim naturalną nutkę. Miło dostrzegać tak drobne gesty w miejscu, gdzie wielu czyha na twoją głowę...
- Szczęście w nieszczęściu, że jedynie tańczą. Kiedy uczta zejdzie z oficjalnego tonu na trakt znacznie swobodniejszy... nie tylko to będziemy obserwować. - Aylward zerknął na zawartość swego kieliszka i z niejakim zadowoleniem stwierdził, że ten jest do połowy pełny. Gdyby jednak miało zabraknąć wina... lepiej oszczędzać to, co się ma. Dopiero na niespodziewane słowa Lady Greyjoy, oderwał wzrok od czerwonej toni w pucharze, unosząc brwi w geście zaskoczenia.
- A to nowina. - uśmiechnął się szerzej, wpatrując w Prudence z żywą ciekawością w oczach. - Choć racja, powinni zgłaszać się sami. - kiwnął głową ze zrozumieniem, upijając łyk wina. To był błąd - kiedy bowiem przebrzmiało pytanie Prudence, poczuł, jak alkohol więźnie mu w gardle. Aylward cichym kaszlnięciem zmusił płyn do dalszej wędrówki i tym razem spojrzał na Greyjoyównę z czystą sympatią.
- Skąd pewność, że ją posiadam? - mrugnął ledwo zauważalnie do towarzyszki rozmowy i rozejrzał się po sali, nie dostrzegając jednak swej oblubienicy. - Lady Aryana Stark, którą, szczerze mówiąc dopiero mam poznać... wskazałbym Ci ją, pani, ale sam nie do końca wiem, jak wygląda. Musimy poszukać wśród grona najpiękniejszych, tego jestem pewien. - uśmiechnął się lekko, czując coś na wzór zażenowania odnośnie ich wcześniejszego tematu o aranżowaniu małżeństw. Z drugiej strony - Baratheon nie zaprzeczał prawidłowości tej idei.
- To pytanie mi przypomniało, że nastała najwyższa pora, bym w końcu mógł uraczyć oczy jej widokiem... - dodał spokojnie, opróżniając puchar wina. - Lady, wybacz mi proszę, ale nastał czas, bym dał szansę reszcie męskich przedstawicieli na rozmowę z Tobą. - ukłonił się Prudence Greyjoy, ujął jej dłoń, tą, w której nie trzymała pucharu z winem, i delikatnie musnął ustami bladą skórę, pod którą zapewne kryła się nieposkromiona siła kobiety z Północy. Po wyprostowaniu posłał swojej towarzyszce ostatni uśmiech i powoli, choć z charakterystyczną dla siebie energią, ruszył na poszukiwanie narzeczonej.

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 3:54 pm

Po uroczystościach małżeńskich, przyszedł czas na ucztę weselną. Wszyscy przedstawiciele liczących się rodów, a także co ważniejsi rycerze zostali zaproszeni do wielkiej sali, gdzie służba przygotowała iście królewską imprezę. Stoły uginały się od ciężaru pieczonego ptactwa, dziczyzny, twardych serów, soczystych owoców oraz, nade wszystko, wybornego wina. Wszystko to przeznaczone dla możnych tego świata, podczas gdy prostaczkowie polowali na ostatnie szczury w Przystani, kłócąc się o ostatnią zgniłą kapustę. Ach, losie, gdzież twa sprawiedliwość?

Reinmar był głodny. Nie żałował sobie jadła, choć zachowywał umiar, zarówno w jedzeniu jak i piciu. Stolica nie była w jego osądzie bezpiecznym miejscem i wolał nie tracić czujności. Nie brakowało tu spisków, trucizn i ukrytych ostrzy. Ach, polityka. Sam nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo sam się w nią wciągnął, pozwalając by odpowiednie zagranie i małżeństwo dało Dolinie więcej niż choćby setka wygranych bitew.
Od kiedy Baratheon opuścił Przystań, Reinmar był jedynym dowódcą w stolicy, który brał udział w Obronie Doliny. Nic też dziwnego, że przyciągał sporo uwagi. Młodzi rycerze oraz panicze, spragnieni prawdziwej wojny i bitwy, szukali okazji, by wypytać Arryna o stoczony bój. Ten jednak wcale nie był skory do tego typu rozprawiania i pochwały własnego męstwa. Odpowiedziawszy lakonicznie na kilka pytań, wstał od stołu z pucharem wina i odszedł na ubocze, skąd w spokoju obserwował imprezę weselną.
Oparł się muskularnym ramieniem o ścianę, sącząc czerwone wino. Czerwone niczym krew, którą przelali.
Czas wracać.
Pokój został zawarty, danina miała być lada chwila przekazana Arrynom, a granica zmieniona. Czas, by nastał pokój...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 5:28 pm

Jak to się stało, że koniec końców i tak znalazł się na tym weselu? R'hllor raczy wiedzieć. Po tym, jak oddał konia do stajni, postanowił poszukać swojego kuzyna. Może ten jakimś cudem znalazł się na uczcie? Zawsze był sprytny i wyjątkowo wygłodniały, więc podejrzewanie go o pojawienie się w tym miejscu i w tym czasie było jak najbardziej zasadne. O dziwo, wpuszczono go na wesele bez najmniejszego 'ale', wystarczyło się przedstawić. Możliwe, że kuzynek ostrzegł już o jego przybyciu w to miejsce. Może tak też się stało? W każdym razie Aries nie chciał wpychać się w sam środek weseliska, postanowił więc udać się na ubocze, gdzie zastał stojącego z kielichem wina jegomościa. Powinien go chyba znać. Stara sobie tylko przypomnieć, kto to taki i wtedy właśnie widok sygnetu rodu z Doliny przykuł jego uwagę.
- Lord Reinmar Arryn? - zapytał z początku i od razu się ukłonił. - Jestem Aries Dayne, dziedzic Starfall.
Przedstawić sie przynajmniej wypadało. Loht przyglądał się uważnie nienzajomemu. Żeby tylko się nie wydarł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 5:36 pm

Swoją drogą, gdzie się podziewa Anna?
Pół życia musiał się martwić o krnąbrną siostrę. Jakby nie miał wystarczająco dużo na swej podgolonej głowie. Niech to Inni...
Tymczasem jednak zbliżył się do niego nieznany mu jegomość. Był niższy od Arryna i wyglądał na zdecydowanie bardziej okrzesanego. Gładkie lico i fiołkowe oczy z pewnością gwarantowały mu zainteresowanie ze strony dam przebywających w Królewskiej Przystani.
- Dziedzic Lorda Arryna - poprawił nieznajomego. Mimo iż tak wielu ludzi popełniało ten tytularny bład, że w końcu przestał on być uważany za błąd, to Reinmar zawsze podkreślał, że lordem jest jego ojciec.
Ukłonił się oszczędnie.
- Miło cię poznać, Panie - rzekł zgodnie z wbijaną mu do glowy etykietą. - Cóż sprowadza Cię z dalekiego Południa do stolicy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 6:51 pm

No tak, dziedzic. Powinien był się wcześniej zorientować. Tego dnia miał jakoś szczęście do sokołów. Może powinien się tym szczęściem podzielić także z dziedzicem Orlego Gniazda?
- Wybacz, panie. Nie chciałęm cięurazić - powiedział po krótkiej chwili. - Przyjechałem tu na audiencję u króla, ale nie chcę przerywać teraz w zabawie. Jak zwykle, nie pojawiam się w porę.
Cóż, Aries miał okazję stać przed bohaterem wojennym, ale jakoś nie miał teraz ochoty na wypytywanie o szczegóły wojny. Dorzecze i Dolina były dostatecznie daleko.
- Miałem kazję spotkać twą siostrę, Annę, panie. Dziwym wydało mi się to, że nie przebywa na weselu swojego brata, ale z drugiej strony nie wyglądała, jakby się specjalnie tym przejmowała - uśmiechnął się ponownie. Oj tak, on był z pewnością gładkolicy i obyty. Na pierwszy rzut oka. U niego wszystko było na pierwszy rzut oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 7:14 pm

Reinmar skinął głową. W jego wydaniu, miało to znaczyć, że w żadnym wypadku nie poczuł się urażony słowami przybysza z południa. Zazwyczaj małomówny Reinmar i tym razem nie robił wyjątku, co bynajmniej nie oznaczało, że jest negatywnie nastawiony do Aries'a.
Upił łyk lekkiego wina, wciąż opierając się ramieniem o ścianę.
Wzmianka o Annie wzbudziła jego zainteresowanie.
- Anna ma zwyczaj robić to, co jej się żywnie podoba - powiedział kwaśno, mimo iż kochał siostrę ponad życie.
- Wolno zapytać w jakiej ważnej sprawie musisz się, Panie, widzieć z królem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 7:29 pm

Hmm, więc taka była Anna Arryn? W pewnym sensie tego się właśnie spodziewał i tak ją odebrał po tym pierwszym spotkaniu - wydawała się być prawdziwą amazonką w porównaniu ze wszystkim damami,. jakie spotkał do tej pory. Loht zaczął niespokojnie skubać swoje pióra. Chyba nieodpowiadał mu tutejszy gwar.
- Chciałbym przekazać wyrazy szacunku od mojego ojca i zapewnienie o jego wierności, nic wielkiego. Sam miałem nadzieję po prostu przypomnieć sobie lata dzieciństwa, wychowywałem się w Królewskiej Przystani i miło to wspominam - odparł ze spokojem. Nie, nie będzie teraz pił nawet wina. Obawiał się, że innego niż dornijskie nie zniesie tak dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 7:39 pm

Arryn nie przepadał za stolicą. Brakowało w niej twardej ręki i władcy, których choćby w najmniejszym stopniu przejął się losem ludności. No i miasto śmierdziało. Nie Czerwona Twierdza, o nie! Ta świeciła dobrobytem i przepychem, a wypełniający ją lordowie i damy byli dobrze odżywieni i wspaniale wystrojeni. Wystarczyło jednak wyjść na niekończące się kręte ulice miasta, by zobaczyć, że ludzie żują w coraz większym ubóstwie. Susza, brak zapasów, urwanie się dostaw z Dorzecza oraz nieudolne rządy zrobiły swoje. Nic dziwnego, że coraz częściej słyszało się o buntującej się ludności.
Reinmar nie darzył króla sympatią. Coraz bardziej też zaczynał odczuwać, że nie jest mu nic winien. Gdy Dolina została zaatakowana, Arryn wierny Koronie, natychmiast posłał kruki do Przystani. Nie doczekał się jednak pomocy, ani nawet odpowiedzi. Król, smok, taka jego mać. Gdy o tym pomyślał, miał ochotę splunąć pod nogi Aerysa.

- A cóż słychać na południu, panie? - zapytał Reinmar. Cóż, nie zaszkodzi zasięgnąć języka na temat wieści z innych części Westeros.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 7:56 pm

Aries za to króla widział tylko w momentach audiencyjnych, nigdy nie musiał zwracac się do niego o pomo, więc władca był mu głównie obojętny. Za dawnych czasów, gdy jego stryj był w Gwardii Królewskiej, lord Lancel słał kwiaty pod królewskie nogi i w ten oto sposób ród Dayne chyba na zawsze pozostał związany z Koroną jakąś wątpliwą nicią lojalności. Oczywiście, o ile lord Lancel zrobiłby dla swojego władcy wszystko, o tyle całą reszta rodziny miałą wyjątkowo mieszane uczucia. Po co opuszczac ciepłe, rodzinne Starfall i udawać się na bój za królewski tyłek, który i tak nigdy nie zawitał do Starfall nawet na chwilę? Po śmierci stryja, Dayne'owie znów byli tylko jednymi z chorążych Martellów, co bardzo trudno było przeżyć lordowi Lancelowi mającemu ogromne ambicje. Niedługo po tym Aries powrócił do Starfall razem konduktem pogrzebowym i stryjowym mieczem. Oczywiście, król nie kiwnął palcem przy przewożeniu ciała z Królewskiej Przystani do Starfall, wszystkim zajęła opiekująca się w tym czasie Ariesem lady Stokeworth. Młody dziedzic dowiedział się o tym już wiele lat później, ale wciąż był do króla tak samo obojętnie nastawiony. Może to przez to, że jednak nie darzył stryja wystarczającą sympatią... No i minęło już trochę czasu od tego wydarzenia, więc kto by się tym przejmował?

- Na południu? Otruto mojego księcia, a poza tym cicho. Nie wiem czy za cicho, czy wystarczająco. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej strony też dość nudno. To dość dziwne, z opowieści matki i ojca wydawało mi się, że na tych ziemiach zawsze się coś działo. Może nie przyszło mi żyć w ciekawych dla Dorne czasach - odpowiedział zgodnie z prawdą. Pewnie działo się dużo tam, gdzie go nie było. Królewska Przystań zawsze tętniłą życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 8:07 pm

Reinmar uśmiechnął się pod nosem. Miał brzydki uśmiech.
W Dolinie nigdy nie można było narzekać na nudę. Gdy był jeszcze chłopcem, przyszło mu stoczyć niezliczone walki z górskimi klanami. Poza tym, sama podróże po terenach Arrynów należały do przygód, które mało komu dane było przeżyć. Ośnieżone wierzchołki gór znane były ze swej zdradliwości. Mało kto potrafił znaleźć między nimi bezpieczne ścieżki. Z resztą, co tu mówić o podróżach po Dolinie. Samo wejście do Orlego Gniazda, na szczyt góry i po wąskim moście bez poręczy, ciągnącym się nad przepaścią było nie lada wyczynem.

Przyjrzał się uważniej rozmówcy. Niezbyt często miał okazję konwersować z kimś z tak odległego krańca Westeros.
- Oby nie przyszły czasy, kiedy będziemy marzyć o nudzie - powiedział powoli. Wzruszył ramionami. - Zawsze możesz, Panie, próbować swych sił w Turniejach.
Dopił wino.
- I cóż zamierzacie począć w sprawie waszego księcia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 8:57 pm

Dayne musiał przyznać, że też raczej rzadko mu się zdarzało widywać kogokolwiek z Doliny, ba, rozmawiać z nim. Ni stąd, ni zową przypomniało mu się, że dobrze byłoby odwiedzić lady Stokeworth, choć może to już następnym razem, gdy przyjedzie do miasta. Z nią też wyjątkowo długo się nie widział i chyba nawet bardziej ta wizyta odpowiadałaby mu, niż przypadkowa audiencja u króla, której tak bardzo żądał jego ojciec.
- Turnieje jakoś niespecjalnie mi odpowiadają. Nie widzę w tym rozrywki tak, ja moi bracia i mój ojciec. On pewnie bardzo chętnie wydałby jakiś turniej w Starfall, żeby sprawdzić umiejętności swoich wszystkich synów przeciwko mniej lub bardziej znacznym i szanowanym postaciom - odparł ze spokojem. Cóż, był prawie pewien, że ostatnio ojcu chodził po głowie taki pomysł i wraz z matką gorąco tego nie pochwalali, ale co oni mieli do gadania, jeśli ojciec miał się uprzeć?
- Mam nadzieję, że ta sprawa szybko się wyjaśni. W tej chwili władcą Dorne zostanie zapewne książę Edric, tak wynika ze starszeństwa, ale Dornijczycy potrafią zaskakiwać, nie można być niczego pewnym - stwierdził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 9:56 pm

Anna Arryn. Przed chwilą biegła do Czerwonej Twierdzy. Chwilę wcześniej jechała konno. Jeszcze wczesniej spała na łące. A teraz wróciła do sali jak gdyby nigdy nic. Nieuczesana. Zziajana. Ale za to jaka radosna!
Rozejrzała się pospiesznie i gdy zauważyła w kącie Reinmara, nie zastanawiając się dłużej ruszyła w jego kierunku. Szła wolniej niż zwykle, bo przy okazji starała się wyjąć kawałki łąki z włosów i jakoś je przygładzić. W końcu zatrzymała się przed bratem i wyszczerzyła się. Nie tak, jak Reinmar. Ładniej.
- Coś mnie... ominęło braciszku? -nawet nie wiedziała ile. Dobrze, ze jesczze nie wiedziała, że to jednak Artemis została żoną Damona. Uśmiechnęła się też do Dayne i skłoniła się przy tym- Witam ponownie, lordzie Dayne
Dziwnie by było mówić "synu lorda Dayne", nie prościej było wszystkim lordować? O wiele prościej. To tylko Reinmar zawsze robił z tego problem i poprawiał ludzi. Coś w stylu "to nie moja wina, ja lordem nie jestem". I po co tak sobie strzępić język?
Nie, nie wyjęła wszystkiego z włosów. To zabawne, że nie kotłowała się tak intensywnie na tej trawie, ani nie spała w sianie, a we włosy wlazło jej mnóstwo łąkowego badziewia. Pyłki, dmuchawce, pewnie jakiś rzep też by się znalazł. Istne szaleństwo.
Tak, Anna miała czelność zapytać, czy coś ja omineło. Zrobiła to z rozbrajającą miną. Czysta niewinność z potarganymi włosami. A kwiaty we włosach potargał wiatr, jupi jej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 10:06 pm

Reinmar kiwnął głową. Cóż, widać nie tylko w tej części królestwa panowała zawierucha. A jeśli rozszaleje się na dobre w Dorne, biada Westeros. Rozrywane wojnami domowymi królestwo to najczarniejszy koszmar każdego władcy. Ciekawe jak bardzo w rzyci ma to Aerys...
- Miejmy nadzieję, że nie będzie to gorzka niespodzianka - powiedział ze zwykłym optymizmem. Miał coś jeszcze dodać, gdy... pojawiła się Anna. No tak, oczywiście, z trawą we włosach. Jakżeby inaczej.
- Ślub Damona - odburknął Annie w odpowiedzi.
Zamknę ją w Orlim Gnieździe i już nie wypuszczę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 10:18 pm

- Miejmy nadzieję - westchnął Aries i mimowolnie zaczął szukać dłonią rękojeści Dawn. Loht w pewnym momencie postanowił zareagować, widząc nadchodzącą w ich stronę dziewczynę. Wydarł się, jak na kruka przystało, zaś Aries siłą jedynie mógł powstrzymać tę kakofonię, zamykając ptakowi dziób. Och, więc to znów Anna Arryn.
- Witaj ponownie, pani - skłonił się. Widząc, że rodzeństwo chyba musi poważnie porozmawiać o tym, co ominęło pannę Arryn, postanowił się pożegnać i zniknać gdzieś w tłumie, by odnaleźć swojego kuzyna, odwiedzić lady Stokeworth i wreszcie udać się w drogę powrotną do Starfall.

*nmgt*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 10:27 pm

Gdy tylko Dayne zniknął, przyjrzała się badawczo bratu.
- Gniewasz się na mnie?
Przechyliła głowę i wlepiła w niego ślepia. Podeszła o krok bliżej.
- Naprawdę się gniewasz?
Zrobiła kolejny krok nie spuszczając wzroku z brata. Uśmiechała się przy tym niewinnie, ale coś w tym uśmiechu było. Coś w stylu "nie przestanę dopóki mi nie wybaczysz"
- Jesteś pewny, że się na mnie gniewasz? Na swoja kochaną siostrę?
Wreszcie usiadła mu na kolanie, bo on chyba gdzieś siedział. Musiał siedzieć, bo dlaczego by nie? No, jeśli nie siedział, to nie usiadła mu na kolanie.
- A wspominałam ci już, że jesteś moim ulubionym bratem? -wytoczyła ciężkie działo.- A ty się na mnie złościsz... -błękitne oczy zaszły jej łzami a usta ułozyły się w podkówkę. Tak bardzo nieszczęśliwa Anna. Jak Reinmar mógł się na nią gniewać?
- Wy...wybaczysz mi kiedyś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 10:51 pm

Znowu zaczynała. Cała Anna. Za każdym razem to samo. Mała rozpieszczona dziewczynka. Nic dziwnego, całe życie otoczona wojownikami z Doliny, którzy naraziliby własne życie, by Annie nie spadł włos głowy i spełnione zostało każde jej życzenie.
Zmarszczył brwi.
- Nie zaczynaj - warknął trochę ostrzej niż zamierzał. Dlaczego on, do stu tysięcy wściekłych wilkorów, zawsze jej ulegał?
- Anno, czas wydorośleć - powiedział, choć wiedział już doskonale jak ta rozmowa się skończy. No tak, oczywiście, że próbowała wpakować mu się na kolana. Nawet kiedy stał oparty o ścianę. Westchnął. Przechodzili do ostatniego etapu, tak zwanego Ulubionego Brata.
Widząc jej łzy, pokręcił tylko głową.
- Przestań już - burknął pokojowo, jak zwykle przegrywając z rozkapryszoną siostrą. - Gdzie się podziewałaś? - zapytał, ocierając jej łzę z policzka, choć doskonale wiedział, że siostra udaje smutek. Ach, Reinmar. Lepiej mu wychodziło wojowanie niż wychowanie młodszego rodzeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 11:09 pm

- Jesteś okrutny... ale i tak cię kocham! -tym razem nie udało się jej wywołać u Reinmara wyrzutów sumienia. Czyżby coś poszło nie tak ze ślubem?
Nie udało się, trudno. Westchnęła tylko, gdy zaczął jej mówić o byciu dorosłym. Jak ona tego nie lubiła. Dorosłość kojarzyła się jej z byciem żoną i rodzeniem dzieci. A to jej sie nie podobało. I własnie dlatego korzystała z tej względnej wolności, póki jesczze mogła. Oni, mężczyźni, mogli zawsze pobawić się w wojnę. A ona? Haftować chusteczki? Podziwiać rycerzy na turniejszach? A guzik!
Dopóki nie musiała, nie miała zamiaru być poważna. Jak najdłużej to będzie możliwe.
Oczywiście, że kochała swojego brata. Na dowód pocałowałaby go w policzek. Gdyby siedział. Niestety stał. W takiej sytuacji za cholerę nie miała jak dosięgnąć, a wchodzenie na krzesło byłoby kolejnym powodem, dla którego Reinmar mógłby jej truć o dorosłości.
- Wybacz mi, naprawdę mi na tym zależy -nigdy nie lubiła, gdy ktoś się na nią złościł. To ona powina być od złoszczenia się na innych. Nawet jeśli miałoby to trwać bardzo krótko.
Ale zaraz, zaraz. Przełamał się. Wyczuła w jego głosie załamanie, a więc nie był w stanie dłużej na nią fukać. To ją uspokoiło.
- Ja... mówiłam, że na chwilę wychodzę. Brakowało mi tu powietrza. A potem pojechałam na chwilkę na łąkę. I tak jakoś... no... ja... zasnęłam. -przyznała ze skruszoną miną.- Wszystko poszło dobrze, tak? Ariel ładnie wyglądała? Nie sądziłam, że to przegapię... -mimo, ze chciała pojechac w cholerę i myślała wcześniej o tym, żeby przegapić wesele brata to w głębi serca bardzo chciała być z nim w takiej chwili. Ale jak na złość musiało złożyć sie tak, że to ominęła.
Chwilę później coś się jej przypomniało.
- Prawie zapomniałam... król cię szuka. To znaczy nie szuka... Oczekuje cię w Wielkiej Sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ubocze   

Powrót do góry Go down
 

Ubocze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Ubocze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-