a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Ubocze - Page 2



 

 Ubocze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Ubocze   Sob Maj 04, 2013 8:48 pm

First topic message reminder :


Ubocze



Ubocze Królewskiej Sali Balowej jest cichym, zacienionym miejscem, które wręcz idealnie nadaje się do spokojnych, niewymagających przekrzykiwania rozmów - należy jednak pamiętać, iż wszystkie ściany mają uszy, zwłaszcza zaś te w Czerwonej Twierdzy...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Sie 28, 2013 11:19 pm

- Tak, tak, wiem - mruknął Reinmar. Mimo iż Anna go udobruchała i na chwilę zapomniał o polityce i związanych z nią sprawach, musiałby postradać rozum, by również wyznawać siostrze miłość. Reinmar Arryn i czułe słówka? Nic z tych rzeczy! Reinmar Arryn był zły. Był Czarny Jeźdźcem i czarownikiem z ciemnymi mocami i czortami na usługach. Lubował się w przelewie krwi i jatkach. Wyrywał serca i flaki przeciwnikom, odcinał kutasy i rzucał kozicom na pożarcie. Nie, nie było mowy o czułych słówkach!
- Anno, masz już osiemnaście dni imienia - przypomniał jej, głaszcząc po kosmyku włosów z niespotykaną dla niego delikatnością. - Wkrótce może nadejść czas, że będziesz musiała poślubić jakiegoś zacnego lorda i dać mu dzieci.
Odstawił pusty puchar na srebrzystą tacę niesioną przez kogoś ze służby.
- Poszło dobrze. Choć to nie Ariel wyszła za Damona - powiedział. Osobiście miał w rzyci którą z sióstr Tully poślubi jego brat. Obie były gładkie, a o miłości i tak nie było mowy.
- Król? - powtórzył, krzywiąc się. - Dobrze, że jednak Ci się przypomniało. A teraz wybacz mi.
Po tych słowach oddalił się.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Wto Wrz 03, 2013 1:47 am

Varys był nieźle podburzony. Zbyt długo nie było go w Westeros i wszystko się poplątało. Myślał, że spędzi czas milej, jednak jego ród trochę go rozczarował. Najpierw Roderick i drugi kuzyn rozpętali wojnę, którą mieli jeszcze czelność przegrać jak ostatni amatorzy, a jakby tego było mało, to na dodatek król wściubił swój nos i przez jego decyzję ukochana kuzynka została wydana za mąż. Oczywiście sprawy nie będzie, jeśli Artemis przyzna, że cieszy się ze ślubu, jednak w przeciwnym wypadku będzie źle. Same smoki wystarczyłyby już jako warunki pokoju, jednak zażyczono sobie jeszcze małżeństwa. Dziewczyna była zbyt młoda, żeby już wiązać się z kimś na całe życie. Przecież sam Varys ma trzydzieści trzy dni imienia, a nadal nikogo nie ma. Żyje się po to, żeby się dostatecznie wyszaleć przed obowiązkami, a nie po to, żeby zbyt wcześnie zakładać smycz i kaganiec. Tully czuł, że musi zmienić ubranie. To przesiąkło podłym uśmieszkiem Aerysa i jego szemranymi pomysłami. Po plecach blondyna aż przeszedł dreszcz obrzydzenia, kiedy pomyślał o tym Targaryenie i w mgnieniu oka przypomniał sobie dlaczego lepiej siedzieć w Essos, niż w Siedmiu Królestwach. Tam przynajmniej miał egzotyczne kobiety na wyciągnięcie ręki, i nie był wzywany przez starych dziadów na audiencje. Wszystko było tam inne, bardziej wolne i dzikie, czyli takie, jakie Varys lubił.
Tully znowu pojawił się na sali balowej, tym razem w troszkę bardziej tradycyjnym stroju. Rozejrzał się dookoła, jednak nie ujrzał swoich kuzynek. Jego oczy dostrzegły za to inną niewiastę, którą skądś kojarzył. Niestety pamięć już nie ta, więc nie pozostało mu nic innego, jak do niej podejść. Zaraz też zajął miejsce obok i uniósł do góry srebrny puchar. Nie minęła chwila, jak pojawiła się służka, która dolała mu wina. Lord upił łyk, jednak musiał przyznać, że trunek nie umywał się do tego, co posiadał na statku. Najwidoczniej alkohol za Wąskim Morzem jest o wiele lepszy od tego, który posiadają w Westeros. Albo król dał gościom lurę, bo jest skąpcem. To całkiem prawdopodobne.
- Przepraszam, Pani, ale chyba Cię skądś kojarzę. Czy mogłabyś mi zdradzić swe imię? - zapytał wreszcie Anny, znajdującej się po jego prawicy. Teraz miał chwilkę, żeby zmierzyć ją wzrokiem i musiał przyznać, że nawet się nie zawiódł. Oczywiście damy z rodów noszą zdecydowanie za wiele ubrań, jednakże to też jest w pewien sposób dobre. Mężczyzna może się wtedy domyślać, co za prezent czeka na niego pod schludnym opakowaniem. Jest to jednak gra podobna do ruletki. Czarne wygrywa, czerwone przegrywa. Gorzej, jak trafi się na to drugie i czym prędzej najdzie Cię ochota na zapakowanie prezentu.
- Varrys Tully, do Pani usług. - przedstawił się, odstawiając na moment puchar i kłaniając się delikatnie dziewczynie. Czas poprawić sobie humor i umilić sobie czas krótką rozmową. Przecież jeszcze będzie musiał wpaść z wizytą do Reinmara. Ten pewnie wywoła u niego podobne uczucia, co sam Aerys. Przeklęte Westeros.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Wto Wrz 03, 2013 3:02 pm

Anna nie była zwolenniczką noszenia zbyt dużej ilości ubrań, szczególnie w okolicy szyi. Owszem, często wysłuchiwała od swej mamki niepochlebnych komentarzy dotyczących młodych dziewcząt i zbyt dużych dekoltów, ale co poradzić, że Anna czuła, jakby miała się w zbyt zabudowanych sukniach udusić? To samo dotyczyło materiałów. Nie znosiła ciężkich, mięsistych materiałów, które były jak kula u nogi. Co innego zwiewne stroje. W nich mogła poczuć wiatr na ciele chociaż często owocowało to gęsią skórką.
Ale fakt, pod względem stroju było jej daleko do kobiet z Essos. Ale to chyba dobrze, prawda?
Gdy Reinmar poszedł porozmawiac z królem, Anna zadomowiła się zupełnie w tej częsci sali. Wreszcie mogła spokojnie przetrawić to, co powiedział jej brat. Jak to Damon ożenił się z Artemis? Jakim, do jasnej cholery, przepraszam za język, cudem? Dlaczego nie z Ariel? Przecież sam mówił, że jednak ją wybrał? Dlaczego tak się stało? Dlaczego słońce wstaje na wschodzie i zachodzi na zachodzie? Dlaczego w rzekach płynie woda a nie wino? Dlaczego? Dlaczego biedronka jest mała? Czy morza mają dno? Dlaczego Orle Gniazdo nie jest ze szkła?
Te i inne pytania, nie tylko natury ekshibicjonistycznej jak w przypadku szkła, nachodziły jej głowę.
Jako, że łatwiej jej się myślało przy winie, zaczepiła jednego ze sług i zabrała od niego jeden kielich. Błąd. Po winie myslało się pokrętniej, ale czy w jej przypadku to jakakolwiek różnica?
Jakiś czas póxniej podszedł do niej ktoś, kogo nie znała. Prawda była taka, że nie miała pamięci do wszystkich dam i lordów. Nie było jej to zresztą do niczego potrzebne. Tych, których znała lepiej oczywiście pamiętała, ale reszta? Ci, których znała jedynie z opowieści raczej nie zajmowali jej głowy na zbyt długo. Co za szkoda. Tak bardzo niezainteresowana polityką i potencjalnymi wrogami Anna.
Nieznajomy powiedział, że ją skądś kojarzy. Och, czy jej twarz była aż tak pospolita?
- Mój lordzie, nie wydaje mi się, abyśmy byli kiedykolwiek sobie przedstawiani -odparła zgodnie z prawdą. Dziewczyna miała kilkanaście lat nie była wożona po wszystkich przyjęciach. Ba, rodzice nawet nie zaczęli jej szukac męża. Dlaczego więc miała wcześniej poznawać lordów? Nie poznawała. Zamknięta była w tym swoim Orlim Gnieździe... no dobrze, nie zamknięta. Hasała jak dzika po górach i dolinach. Jak dzika. Tak, to bardzo trafne porównanie.
Lord Tully zaoferował jej swoje usługi? Oj, chyba dlatego, że nie wiedział z którego pochodzi rodu.
- Anna Arryn, mój Panie. -Varys miał porozmawiać z Reinmarem i to go napawało gniewem. A tu niespodzianka, trafił na jego siostrę. Arrynowie, wszędzie Arrynowie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Wto Wrz 03, 2013 6:49 pm

I dobrze, i niedobrze. Z jednej strony fajnie sobie spoglądać na ciałko, a z drugiej jeśli coś jest zakryte, to można sobie pomarzyć. Gorzej, jak na tym drugim się skończy, więc odpowiedź jest już chyba jasne. Im mniej, tym lepiej! Oczywiście tylko w tym przypadku. Varys jednak nie miał na co narzekać. W końcu, na pierwszy rzut oka, zyskał całkiem miłe towarzystwo. Wszystko zmieniło się, kiedy panna się przedstawiła, jednak o tym później.
Wino! To ich łączyło. Tully też preferował ten trunek. Co prawda były jeszcze wszelakiej maści miody pitne i inne alkohole, jednak wino wydawało się najszlachetniejsze, a jednocześnie najbardziej niewinne z nich wszystkich. Czerwona przyjemność w płynie, która sprawia, że w ustach rodzi się niebo, które powoli zmierza ku żołądkowi. No i na tym się kończy, ale wtedy z pomocą przybywa kolejny łyk i następny, aż w końcu popadnie się w błogi sen. Czyż to nie jest istny cud wina? Powinni to gdzieś zapisać. Przy nim Siedmiu może się schować. Nie mają aż takiej mocy.
Dobra... Verys przyłapany. Nie znał za nic tej twarzy, jednak od czegoś trzeba było zacząć rozmowę. Te podchody i podstępy sfer wyższych, bez których nie obyłoby się żadne przyjęcie. W Essos wyglądało by to prościej. Gdzieniegdzie nawet zbyt prosto. Może i przerzucanie kobiety przez ramię, a następnie branie jej w namiocie jest o wiele wygodniejsze dla mężczyzny, ale nie daje tyle przyjemności z próby zdobycia serca damy. To jest istna bitwa charakterów i emocji, przez którą musi przejść każda para. Albo wygrają i stworzą razem tęczę, albo rozpętają istne piekło, które odbije się na wszystkich dookoła. Ściany, sztućce i talerze też na tym ucierpią.
- Być może moja pamięć mnie myli. Tak dawno nie byłem w Westeros, że mogłem coś pomieszać. Wybacz w takim razie. - odpowiedział, jeszcze zanim Anna zdążyła się przedstawić. Akurat upijał łyk wina, kiedy kobieta wypowiedziała swoje nazwisko. Powoli odstawił puchar na stół, przełknął procenty i głośno westchnął pod nosem.
- Wybacz Pani moje zachowanie, ale ostatnio mam wrażenie, że połowa valaro to Arrynowie, a druga połowa to Targaryeni. Czuję się troszkę osaczony. - zagadnął z delikatnym uśmieszkiem, wcale nie kłopocząc się swoimi słowami. Co prawda znowu wplatał do zdań valyriański, jednak tego akurat nie zauważył.
- A właśnie... Nie wiesz Pani, gdzie podział się Twój brat, Reinmar? Mam z nim parę spraw do omówienia, jednak nigdzie nie mogę go znaleźć. - zapytał, przekręcając się na krześle w stronę Anny. - No i dlaczego siedzisz sama, Pani? Czyżby bracia byli aż tak zajęci?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Wrz 04, 2013 4:58 pm

Czy Varys śmiał powiedzieć, że ma Arrynów po dziurki w nosie? Nieładnie, bardzo nieładnie. Anna postanowiła sobie to zapamiętać. Oczywiście wybaczyła, skoro tylko przeprosił za swoje zachowanie, ale zapamiętała to sobie. Czasami sie to przydaje, aby w innych, czasami przyjemniejszych okolicznościach, kiedy to mogłoby zdarzyć się coś pięknego... wtedy można sobie przypomnieć i wbić szpilę w takiego Varysa, który tak bezczelnie westchnął. O.
- Reinmar? Poszedł na spotkanie z królem. Jakiś czas temu mnie tu samą zostawił, kiedy król go wezwał. Tak, wygląda na to, że są na tyle zajęci, ale lordzie Tully, wydaje mi się, że potrafię o siebie zadbać. Nie jestem dzieckiem.
Znowu ją czymś uraził? Możliwe. Chyba zasugerował, że Anna wygląda jak przerażona sierotka w tym kąciku i nie może się obejść bez swoich braci. A tego Anna najbardziej nie lubiła. Nie znosiła, gdy ktoś przypominał jej jak bardzo jest od braci zależna. Może gorsze było tylko to, jak czasami wspominano że od męża będzie jeszcze więcej zależało. Och, w takich momentach chciała być mężczyzną. Mogłaby pić na umór, mówić co jej ślina by na język przyniosła. Mogłaby podróżować bez asysty krytycznych i wymownych spojrzeń... Miałaby coś w spodniach i byłaby wolna jak... jak ptak.
- Mój lordzie, jeśli towarzystwo Arryna nie jest ci miłe, mogę opuścić to miejsce. Nie chciałabym być przyczyną złego humoru czy... niestrawności -no i chciała się po prostu wyrwać z sali. pokazała się Reinmarowi? pokazała się. Dowiedziała się tego, czego miała się dowiedzieć? Dowiedziała się. Reinmar pokrzyczał a potem mu przeszło? Tak, to też już miała zaliczone. Co więc miała jeszcze robić w sali? Pocieszać Ariel i obserwować zdenerwowaną Artemis? Opychać się jedzeniem króla, który zgotował jej ukochanemu bratu taki los? Nie, najchętniej znowu by gdzieś pojechała. Tylko czy wtedy Reinmar nie wściekłby się tak na poważnie?
Starała się uśmiechnąć do Varysa. Nawet łądnie jej to wyszło, w końcu z natury była urocza, ale nie było wiadome jak długo uda jej się tak wytrzymać. W końcu staruch trochę ją zirytował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Wrz 04, 2013 7:14 pm

Jeśliby brać jego słowa tak bardzo, ale to bardzo do siebie, to faktycznie można odnieść takie wrażenie. Jednak nie należy mu się dziwić. Arrynowie w końcu zniszczyli prawie cały jego ród. Co prawda z pomocą innych, a co więcej, Tully samo się o to prosili, ale nie ma to znaczenia. Jego rodzina ucierpiała i stało się to właśnie za sprawą ludzi z Orlego Gniazda. Czy naprawdę jest to tak dziwne, że Varys teraz niezbyt chciałby ich widzieć?
- Czyli nasz miłościwy król, niech mu szczęśliwe dni będą, jest nieźle zapracowany, że potrafi narzucić sobie tyle audiencji. Moja Pani... - powiedział, jednak nie dokończył. Dopiero kiedy jego kielich spoczął na stole kontynuował - Nieważne ile ktoś ma lat, i tak będzie dzieckiem dla starszego rodzeństwa. To normalna kolej rzeczy. Nie należy się z tego powodu oburzać. Wszak wiadomo, że rodzina jest najważniejsza.
Wcale nie przejmował się tym ukrytym atakiem na jego osobę. Varys miał zbyt dużo lat na karku, żeby zwracać uwagę na takie foszki. Swoje przeżył i wiedział, że ostatecznie i tak okaże się, że ma rację.
- Źle mnie zrozumiałaś Pani. To byłoby moją osobistą porażką, gdybyś miała sobie przeze mnie popsuć to przyjęcie. Chcąc, czy nie w jakimś stopniu jesteśmy teraz rodziną. Artemis wyszła za Damona i nic na to nie poradzimy. Zamiast skakać sobie do gardeł, lepiej napić się wina i trochę ochłonąć. - próbował dyplomatycznie rozwiązać niesnaskę, która pomiędzy nimi wynikła, jednak nie będzie robił niczego na siłę. Nie zamierzał też przesadnie słodzić Annie. To jeszcze panienka, a nie dama, więc nie ma się po co wysilać. Z wiekiem może wyrośnie z takich zachowań, a jeśli nie, to jej przyszły mąż będzie miał nie lada wyzwanie. Varys aż podeśle mu wóz wina na umilenie wieczorów.
- Poznałaś już Pani, me kuzyneczki? - zapytał w końcu, całkowicie odchodząc od tematu. Ciekawiło go to. Najpierw wyciągnie od niej informacje, a następnie skonfrontuje je z innymi opiniami. Będzie wiedział co ludzi sądzą o tym ślubie i pomyśle Aerysa. Jemu się nie podobał. Wolałby się już sam poświęcić. To byłoby lepsze wyjście, niż marnowanie życia jednej z Tullych. Oczywiście mam na myśli ożenek z kobietą, a nie ślub z Damonem. Na to Varys by się nigdy nie zgodził. Wasze niedoczekanie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Wrz 04, 2013 10:01 pm

O tak, Varys z pewnością by wyręczył kuzynki w tym strasznym obowiązku. A ile by miał panienienek do wyboru. Pomyślmy... jeśli nie miałby zamiaru poślubić ani Reinmara, ani Damona, to z dzieciaków lorda Arryna pozastawała jedynie Anna. Nieładnie tak sobie knuć lordzie Tully. Sam wspomniałęś, że Anna to jeszcze panienka a nie kobieta. Kij z tym, że mogłaby mieć już piątkę dzieci. Ale racja, jeśli chodzi o stan ducha to była nawet małą dziewczynką.
- W takim razie zostanę. -straciła okazję do wymknięcia się z Twierdzy. Może uratowało ją to od zamknięcia w Gnieździe bez szans na chociaż najmniejszy spacer? Kto wie... kto obejmie rozumem Reinmara i te jego metody wychowawcze...
- Nie wiem, czy wino pije się po to, aby ochłonąć, mój lordzie... -słyszała kiedyś jak inne damy rozmarzonymi głosami rozprawiały o tym, jak chętnie wypiłyby wino razem z Aylwardem Baratheonem. Anna nie wsłuchiwała się w szczegóły, ale od samej rozmowy zrobiło się jej wtedy, nie wiedzieć czemu, bardzo ciepło. Wniosek? Wino raczej rozgrzewa niż chłodzi. Nawet rozmowa o winie. Nie, to nie rozmowa o Aylwardzie tak na nią podziałała. Skądże.- Ale skoro twierdzisz, że to dobry pomysł, jak mogłabym odmówić?
Powiedziała to z całkiem miłym uśmiechem. Podejrzane? To jakaś pułapka? Trudno powiedzieć.
Ale uwaga, uwaga, Anna zgodziła się na coś bez marudzenia, a to jest jeszcze bardziej podejrzane.
A może wzięła sobie do serca to co powiedział jej ten starszy pan? Nie powinni trwać w sporach, skoro Damon przypłacił utratą wolności pokój między tymi dwoma rodami.
Upiła łyk wina. Chwilę nic nie odpowiadała, a wtedy właśnie Tully zapytał o jego kuzynki.
- Długo cię nie było, mój lordzie. Artemis co prawda nie znam, ale Ariel i mnie łączy przyjaźń od dłuższego czasu. Nie mam na celu podtrzymywania sporu, nigdy nie miałam. -przy ostatnim zdaniu złapała Varysa za przegub dłoni w której trzymał kielich. Chciała przekazać mu dobrą energię i kondolencje. W końcu ród Tully został przetrzebiony.
Zorientowała się po chwili i puściła go.
- Wybacz mi, panie. -uśmiechnęła sie przepraszająco. Oj tak, uśmiechac się przy przeprosinach to chyba umiała najlepiej ze wszystkich. Ciągle musiała to robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Wrz 04, 2013 11:32 pm

No... Jak to mówią: z braku laku dobra i Arrynówna. Dobra, nie mówią tak, ale Varys kompletnie nie miał tego na myśli. To po prostu przez swe starcze lata zapomniał jakie dzieci posiada lord Arryn. Mimo wszystko i tak by się poświęcił. Panna stałaby się kobietą, a on importowałby bardzo duże ilości wina, żeby z nią wytrzymać. Ewentualnie puszczałyby ją na łąkę i miał spokój przez jakiś czas.
- Dziękuję Ci, Pani. Uratowałaś mój honor. - odpowiedział z uśmiechem, tym razem nieudawanym. Nie było sensu, żeby sobie stąd tak szła. W końcu uczta była od tego, żeby się na niej bawić, a nie uciekać w samym środku. To godziłoby w gospodarza! Mógłby poczuć, że nie dołożył wszelakich starań do dostatecznego zabawienia swoich gości.
A jeśli zaś chodzi o wino, to ono jest na ostudzenie. Rozgrzewająco działał Aylward Baratheon, a nie ten szlachetny trunek. Nie ma nic lepszego jak puchar zimnego wina przy kominku, lub ognisku. Jeśli jeszcze siedzi się pod gołym niebem, to inne atrakcje mogą się schować.
- Ile win, tyle powodów, żeby je pić. Ludzie w Essos piją je po to, żeby stać się bardziej otwartymi na znajomości. Traktują je bardziej jak wodę, niż trunek. Gdybyś widziała Pani ich przyjęcia. Wina leje się tam więcej, aniżeli wody w Wąskim Morzu. Co zabawniejsze, nikt nie jest przy tym tak pijani, jak tutejsze pijawki. - zebrało mu się na wspominki, nie ma co! No, ale prawdą było, że przyjęcia były tam luźniejsze. No i te tańce, które bardziej przypominały akty seksualne, aniżeli prawdziwe pląsanie. To było dopiero coś! Prawdziwy raj dla mężczyzn. No, ale niestety Varys będzie musiał teraz siedzieć tutaj i zmieniać mentalność ludności Westeros. Może kiedyś u siebie wyprawi taką zabawę? To całkiem kuszące.
No i być może zachowanie Arrynówny było faktycznie podejrzane, jednak Varys nic sobie z niego nie robił. Po prostu nie wychwycił tej delikatnej zmiany, bo właśnie sięgał po kolejne, tym razem dwa, kielichy wina. Minie trochę czasu zanim tutejsze chrzczone wino uderzy mu do głowy, więc trzeba mu w tym dopomóc. Im więcej, tym lepiej.
Oczy Tullyego przeniosły się teraz jednak na panienkę, która wyraźnie chciała mu coś przekazać. Uniósł delikatnie do góry brew, a następnie poczuł jej dłoń na swojej skórze. Z początku nie wiedział o co jej tak naprawdę chodziło, jednak gdy zrozumiał, uśmiechnął się pod nosem.
- Jesteście przyjaciółkami? Ariel nigdy mi o tym nie wspominała. I nie masz za co przepraszać Pani. Cokolwiek się wydarzyło, nie jest to niczyją winą. Takie było zrządzenie Siedmiu. Musimy się z tym pogodzić. - bam! I kolejna maska, którą założył na swoją twarz. Wcześniej życzył dobrze królowi, a teraz pokazywał się jeszcze jako religijna osoba. Obydwa te przedstawienia były starannie ukartowane. Nie chciał się pokazywać jako ktoś, kto znacznie odstaje od reszty. Przynajmniej nie tym osobom, które mogą być jego potencjalnymi wrogami. Nigdy nie wiadomo co może się zmienić w ciągu jednego dnia.
- Opowiesz mi może Pani, jak wyglądał ślub? Niestety zła pogoda na morzu skutecznie opóźniła moje przybycie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Wrz 04, 2013 11:46 pm

Przespacerowała się po sali balowej. Chciała znaleźć Annę Arryn, albo swoją siostrę. Nawet Quentyl mógłby się gdzieś pojawić mimo, że nie mieli ze sobą najlepszych kontaktów. Wiedziała, że na weselu nie może pojawić się z nianią, a sama też nie chciała być. Cały czas jeszcze było jej słabo, a hałas nie polepszał sytuacji. Poprawiła sobie długą, bladoniebieską suknię, żeby nie odkrywała niczego, czego odkrywać nie powinna i ruszyła na poszukiwania kogoś z kim mogłaby po prostu porozmawiać, najlepiej Anny. W końcu Artemis na pewno jest wściekła, że to na nią padł matrymonialny warunek pokoju z Arrynami. Czemu za błędy mężczyzn zawsze muszą płacić kobiety? Tego nie mogła zrozumieć. Ale może po prostu jest za głupia i jest w tym jakaś pokręcona logika? Takie jakieś dziwne uzupełnianie się. Tylko dlaczego akurat kobiety miały płacić za grzechy mężczyzn. Tak widocznie musiało być i nie powinna się nawet nad tym zastanawiać, więc po prostu skarciła się w myślach. Quentyl był Quentylem, więc pewnie gdzieś się zaszył i nie zobaczą go przez kolejnych kilka tygodni, albo miesięcy. Potrafił tak nie utrzymywać kontaktów z rodziną. Jako najmłodszy syn miał do tego jakieś prawo, ale teraz gdy stał się Lordem powinien sam się zacząć jakoś pilnować. Nie rozumiała tej lekkomyślności swoich braci. Zdawała sobie sprawę, że nie jest największym mędrcem w Westeros, ale najpierw ten atak na Arrynów, a potem to, że Artemis musiała się układać z Arrynami mimo, że jest kobietą? Jakaś paranoja. Czyżby jej ród zmieniał swoje motto na „Paranoja. Lekkomyślność. Bieda” z „Rodzina. Obowiązek. Honor”? Niezbyt pasowałaby jej taka kolej rzeczy, ale co ona może. Jest tylko kobietą i do głowy by jej nie przyszło, żeby próbować cokolwiek zmieniać. Tak już została wychowana. Czasami uległość była zaletom, ale chyba nie w tym przypadku. A ona ewidentnie potrzebowała kogoś kto mówiłby co ma robić. Nagle z rozmyślań wyrwał ją widok Anny. Tak, właśnie z nią chciała porozmawiać.
- Anna –zawołała dziewczynę zanim jeszcze podeszła bliżej, a później znów dostrzegła swojego kuzyna. Zaczerwieniła się myśląc o tym, co się wydarzyło przed jego spotkaniem z królem. W ogóle się nie odezwała tylko przestraszona patrzyła na niego jak na jakiegoś potwora, a nie członka rodziny. Dygnęła spoglądając na mężczyznę.
- Przepraszam, że przeszkadzam – odpowiedziała zakładając, że mieli jakiś ważny temat do rozmowy, a ona się im tak po prostu bezczelnie wcięła. Co się z nią dzieje…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Czw Wrz 05, 2013 12:10 am

Patrząc na przestraszoną Arielkę, która nie wiedziała jak ma się zachować w obecności Varysa, Anna miałaby świetną odpowiedź dlaczego Ariel nie wspominała o swoich przyjaźniach Varysowi. Zamiast tego ograniczyła się do spojrzenia w stylu "założę się, że ona nic ci nie mówi".
To, że Ariel pojawiła się w tym własnie momencie, Anna przypisała czuwającej nad nią Opatrzności. Gdyby jej przyjaciółka się nie pojawiła, to Anna musiałaby cos odpowiedzieć Varysowi. Tylko co? Miałaby skłamać i opowiedzieć co się działo na ślubie bazując na tym, że większość ślubów wyglądała podobnie? A może miałaby przyznać, że na ślubie nie była bo miała ciekawsze rzeczy do roboty? Oj, nie ma mowy. Ten cały Tully wyglądał na kawał starego drania, co to okazji nie przepuści, żeby nie wytknąć komuś błędu. Może i nie taki stary, ale dziad. Po prostu dziad.
- Ariel! -ucieszyła się ogromnie, gdy ją tylko zobaczyła. Jak gdyby nigdy nic, podała swój kielich Varysowi, gdyż stał najbliżej. Mając wolne obie ręce mogła uściskać Ariel bez obawy, że zrobi z nich dwóch królowe mokrych sukien w okolicy dekoltu.- Jak mogłabyć przeszkadzać? Nie bądź niemądra. Właśnie rozmawiałam z twoim kuzynem, ale o niczym ważnym. -machnęła ręką. Jak Ariel mogła w ogóle myśleć, że przeszkadzała? Och, ta dziewczyna była zdecydowanie zbyt nieśmiała. Anna powinna troche ją przeszkolić. Oj tam.
Przypomniała sobie o ślubie i nastrój troche się jej zepsuł.
- Jak to się stało... to nie powinna być Artemis. Słyszałam od Damona, że ty... -spojrzała badawczo na Arielkę. Czy to możliwe, że ta młoda, słodka blondyneczka zakochała się w jej bracie? Oczywiście, że mogło się tak zdarzyć. A on przecież z radością w głosie wspominał jej, ze jednak ożeni się z Ariel.- Jak się czujesz, moja droga? Chyba... chyba powinaś się napić.
Zupełnie nie zwracając uwagi na Varysa, wyjęła mu z dłoni jego własny kielich i podała go Arielce. W końcu był jej kuzynem, sam pewnie też by jej ten kielich oddał, ale Anna była szybsza. A może specjalnie go teraz ignorowała? Kto wie, co jej chodziło po głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Czw Wrz 05, 2013 12:20 pm

Co to, to nie! Jak można się wykręcać od tak prostego pytania? Niech Anna sobie nie myśli, że Varys o tym zapomni. Zapyta ją przy następnej okazji, nawet jeśli miałoby to być za dziesięć lat. Arrynówna ma mu odpowiedzieć i tyle. Będzie ją prześladował. Znajdzie go wszędzie: w kuchni, sypialni, holu, na łące. Dręczący magikarp nie odpuści.
W każdym razie do uszu blondyna dotarł znajomy głosik. Odwrócił się w stronę, z którego pochodził i ujrzał nikogo innego, jak właśnie swoją kuzynkę. Ta najwyraźniej nadal go nie rozpoznawała, bo zachowywała się dość... dziwnie? Jak można nie przywitać się z rodziną, a co więcej czerwienić na jej widok? Najwyraźniej Ariel nie była tym dzieckiem, które zapamiętał. No chyba, że coś źle sobie zakodował, co było również możliwe. W końcu swoje lata ma, a to było bardzo, baaardzo dawno temu. Teraz jednak Varys otrzymał drugi kielich i patrzył się zdezorientowany na dwie dziewczyny. O co tu chodziło? Lekko się pogubił. Nawet nie zauważył, że zabrano mu jego kielich, co w normalnej sytuacji by go oburzyło. Zamiast tego spojrzał się na rękę, w której trzymał trunek Anny i zwyczajnie się z niego napił. Ha! To było prawie skradnięcie pocałunku Arrynównie.
Niestety wino rudzielca szybko się skończyło, więc Varys musiał sięgnąć do swojego zapasowego kielicha. Na razie nie odzywał się słowem do Ariel. Zamiast tego wolał wszystkiemu się przysłuchać. Jednak... Czy powinien? W jego głowie zapaliła się teraz lampeczka, która nakazywałaby mu zostawić damy w spokoju. To chyba będzie najlepsze wyjście.
- Nie będę Wam przeszkadzał, moje drogie. Pójdę poszukać naszej Panny Młodej i pogratulować jej zamążpójścia. - poinformował z delikatnym uśmiechem na twarzy i ukłonił się nisko dwóm kobietom. Musiał przyznać, że razem wyglądały całkiem rozkosznie, ale stop. Stop, stop, bo przypominają mu się niecodzienne preferencje mieszkanek Essos. Salę opuścił z uśmiechem na ustach i kielichem wina w dłoni. Oczywiście, o ile nikt wcześniej go nie zatrzymał.

z/t jeśli go nie zatrzymacie (pewnie nie :<)
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Czw Wrz 05, 2013 12:48 pm

Uśmiechnęła się łagodnie słysząc głos Anny, która ewidentnie cieszyła się na jej widok. Czemu jej siostra nie mogła być taka miła jak Arrynówa. W tym momencie wręcz bałaby się podejść do Artemis, bo w przeciwieństwie do jej przyjaciółki, jej siostra była porywcza i nie zawsze szło to w parze z rozsądkiem. Uściskała się przyjaciółkę i od razu zrobiło jej się lepiej. Wsparcie bliskich osób zawsze jest ważne. Uśmiechnęła się także do kuzyna, w momencie, w którym Anna wspomniała o nim. Ariel zazwyczaj była cichą osóbką i gdy posyłała komuś uśmiech to albo z grzeczności, albo naprawdę ze szczerej sympatii. A pojawienie się dawno niewidzianego kuzyna może było jakąś iskierką nadziei, że ktoś wreszcie jak należy zajmie się sprawami Tullych i zabierze ją do domu. Do Riverrun. Po przygodnie w Królewskiej Przystani miała ochotę zostać już w swoim zamku na zawsze. Tam się czuła bezpieczna. Nigdy nic złego jej się tam nie przytrafiło i miała nadzieję, że tak będzie dalej. Spojrzał Annie w oczy, gdy ta wspomniała o Damonie, a z oka Ariel spłynęła jedna łza. Nie chciała o tym teraz mówić.
- To długa historia, Anno i nie na teraz. Dopiero doszły do mnie wieści z Riverrun, co skomplikowało sytuację – odpowiedziała krótko. Przecież nie powie teraz wprost, że zemdlała, gdy dowiedziała się o śmierci ojca i braci i przez to spóźniła się na swój własny ślub. To byłoby nie na miejscu, a jeśli czymś Ariel zajmowała się bardziej niż tym, żeby ładnie wyglądać to to, żeby wszystko, co robi było „na miejscu”. Upiła łyk wina, z kielicha, który podała jej Anna, a następnie spojrzała na swojego kuzyna.
- Lepiej nie… – zaczęła cicho, ale pewna, że mężczyzna nawet jej nie usłyszał, w końcu byli w Sali balowej, w której zazwyczaj cicho nie było. – Lepiej nie, kuzynie. Artemis musi ochłonąć po tym ślubie. Na pewno nie jest szczęśliwa, delikatnie mówiąc – stwierdziła patrząc mężczyźnie prosto w oczy. Chciała w ten sposób podkreślić swoje słowa. Mówiła szczerze i nie chciała, żeby pierwszy kontakt Varysa z Artemis po jego powrocie do Westeros skończył się jakąś wojną domową między Tullymi.
- I nie przeszkadzasz nam, Panie. Będziemy zaszczycone jeśli umilisz nam czas opowieścią o dalekich stronach, w których przebywałeś. Nieprawdaż, Anno? – zwróciła się do kuzyna chcąc go zatrzymać. Artemis zapewne w sali balowej i tak już nie było, bo etykietą to się ona nie przejmowała na tyle, żeby zostać na własnym weselu, a minimum ogłady miała, żeby nie rzucać wazonami tutaj, przy wszystkich. Uśmiechnęła się więc znów do mężczyzny i upiła kolejny łyk wina.

jasne, że zatrzymamy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Czw Wrz 05, 2013 1:51 pm

Nie, nie, nie, nie zatrzymuj go, niech sobie idzie i da mi spokój! Ariel, nie kończ tego zdania, błagam!
Arielka postanowiła namówić Varysa do pozostania z nimi. I po co jej to było? Chciała sędzić czas z kuzynem? Przecież najwyraźniej miał zamiar zostać w Riverrun skoro lord umarł. Jeszcze Ariel zdąży się nim nacieszyć a i najpewniej też i znudzić.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. -wyczuła, że wieści były z rzędu tych, o których nie jest prosto mówić. A Ariel nie wyglądała najlepiej. Anna domyśliła się, że chodzi o nowiny z Riverrun, o których słyszała. No tak, Ariel straciła ojca... ale bez obaw, powinna skakać z radości bo pojawił się kuzyn, którego w zsadzie nie znała!
Tak, tak, tak, idź szukać Artemis i zostaw nas w spokoju. Nie, Ariel, nie pytaj mnie, czy Varys ma tu zostać. Nie każ mi na to odpowiadać...
- Hmm... tak. -wymamrotała.- Masz rację Ariel. Będziemy... -przełknęła ślinę.- ...zaszczycone.
Dopiero teraz zauważyła, że oddała Ariel puchar Varysa a on przywłaszczył sobie ten, który należał do niej. To znaczy, technicznie rzecz biorą to należał do króla, ale Anna i tak miała zamiar zabrać go ze sobą do Orlego Gniazda. No co? Król nie zbiednieje, a ona będzie miała świadomość, że przynajmniej w taki sposób mogła się zbuntować. Jeszcze kilka wizyt w Królewskiej Przystani i puściłaby Targaryenów z torbami.
No ale Tully napił się z tego kielicha. Już go nie chciała.
Ale wracając do tematu: pozbawiła się wina. Jak więc miała przetrwać rozmowę z Varysem Tully? Jeszcze Ariel poprosiła go opowieści z podróży. Przecież na trzeźwo to Anna tego nie przeżyje. Nie wiedząc co teraz zrobić po prostu się uśmiechała. Co innego miała do roboty? A raczej... co innego, co byłoby akceptowalne w towarzystwie miała do roboty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Czw Wrz 05, 2013 2:46 pm

On tu zostanie! To przeznaczenie ich ze sobą splatało (nastrojowy śmiech), a na imię miało Ariel. No, ale koniec tego dramatyzmu. Los chyba nie jest tak wredny, że kazałby się związać Varysowi z Arrynówną. Brr. Aż go ciarki po plecach przeszły. Nie, nie i jeszcze raz, nie.
I już miał iść szukać Artemis, kiedy usłyszał za sobą cichy głosik. Siedmiu mu świadkiem, że gdyby był jeszcze bardziej przygłuchy, to by nawet tego nie dostrzegł. Uśmiechnął się jedynie do Ariel. Więc to taka była jego kuzynka! Doprawdy słodka, ale troszkę naiwna. Chyba nie myślała poważnie o ewentualnej urazie Varysa do drugiej kuzynki? Przecież jeśli o rodzinę idzie, to on nawet nie potrafi się na nią gniewać. Czasem może być surowy, ale nigdy nie było mowy o jakiejś wojnie między nimi.
Jakaż to ekstaza, pocieszenie dla duszy, pokrzepienie serc, kiedy Anna wypowiedziała to zdanie. Normalnie ego Varysa urosło o jakieś dwadzieścia procent. Ona chciała, żeby z nimi został? To było słodkie. Wreszcie Arrynówna dała upust swoim prawdziwym emocjom. Jednak ludzi z Orlego Gniazda ciągnie do rybek. Varys nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wkradł mu się na usta, kiedy obserwował tę scenkę. Bezczelny jeden.
- Chyba lepiej, żeby Artemis pobiła mnie, niż naszego króla, prawda? Dam sobie jakoś radę. - odpowiedział rozbawiony, jeszcze raz spoglądając to na Ariel, to na Annę. Jak one słodko razem wyglądały. Doprawdy, jak siostry. Całe szczęście, że Arrynówna nie była jednak jego rodziną w ścisłym znaczeniu tego słowa. ULGA.
- Hoho, moje drogie Panie, obawiam się, że moje opowieści nie nadają się do rozgłaszania na takim kameralnym przyjęciu. Nie mogę być też pewien, czy odpowiadałyby Waszym gustom. W każdym razie, do zobaczenia. Ariel, mam nadzieję, że jeszcze na siebie wpadniemy przed powrotem do Riverrun. - skwitował ładnie pożegnanie i ponownie się ukłonił. Nie chciał dłużej przeszkadzać. Skoro spotkały się dwie przyjaciółki, to na pewno mają wiele do opowiedzenia. On może zaczekać na swoją kolej. Jest dużym chłopcem i potrafi się do tego czasu sobą zająć.

z/t
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sro Wrz 11, 2013 1:22 am

A jednak Varys okazał resztki przyzwoitości i postanowił sobie pójść. Może nie resztki, bo w zasadzie Anna kompletnie go nie znała, więc nie mogła o nim nic powiedzieć. Poza tym, że wydał się nieco nadęty. I gapił się jakoś tak dziwnie. Głodny, czy coś?
Zanim jednak Anna zdążyła cokolwiek powiedzieć, po odejściu Wujka Tully, nadeszła służka, która przyjechała z nimi z Doliny. Trzymała w dłoni papier.
- Moja Panienko, przyszedł kruk do panienki. -i powiedziawszy to podała Annie wiadomość. Dygnęła i odeszła.
Anka nie zdążyła nawet zareagować na to, że ta dziewczyna znów powiedziała do niej per panienko. Irytowało ją to. Panienko. Brzmiało, jakby była nadęta, egzaltowana i drżąca na wietrze jak osika. A może jak mimoza? Nieważne.
Dostała list! Od kogo to mogło być? Ach, nie mogła się doczekać, żeby sprawdzić!
Po rozwinięciu pergaminu ze zdziwieniem odkryła, że wewnątrz czeka na nią rysunek.

Droga Anno. Pamiętam jak mówiłaś, że lubisz patrzeć na morze i chętnie przeżyłabyś jakąś morską przygodę. Niestety nie mogłem Cię zabrać ze sobą, jednakże narysowałem Ci, jak to wygląda z mojej perspektywy. Mam nadzieję, że póki co wystarczy. Gdy wrócę, pomyślimy nad tym, by zabrać Cię w rejs, moja pani - R.

Oprócz szkicu statku atakowanego przez krakena Rethel Royce uchwycił też wspaniale spienione morze. Fale wyglądały jakby miała zaraz wylać się z kartki. W oddali majaczyły jakieś domki.
Tak, od razu poznała, że to wiadomość od lorda Royce, w końcu to jemu opowiadała o marzeniach, w których to wybiera się w podróż statkiem. Żagle łopoczące na wietrze, słony smak morskiego powietrza w ustach. Słońce zatapiające się w oddali. Tak, to wszystko jeszcze na nią czekało. Ale... czy Anka kiedyś się czegoś takiego doczeka?
- Ariel, zobacz! Lord Royce przysłał mi obrazek z podróży! Że też miał czas na statku, żeby to rysować! -jak mogłaby nie podzielić się tym z przyjaciółką. Ach, zapomniała, że Arielka nie znała Rethela.- Rethel Royce to dziedzic rodu Royce no i chorąży Arrynów. Niesamowite, że taki dzielny wojownik zajmuje sobie głowę wysyłaniem listów!
Czy Anka była podekscytowana? Ach, oczywiście, w końcu niecodziennie i nie każdy dostaje tak dobry rysunek krakena. A może... może to tylko kałamarnica?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Pią Wrz 13, 2013 10:36 pm

Nie wiedziała ile czasu zajęło jej przemieszczenie się z powrotem na salę balową, ale miała wrażenie, że znów po raz któryś zgubiła się w korytarzach. Tacę z winem, którą zgarnęła Varysowi przed wyjściem z tarasu cisnęła służącemu, który akurat przechodził koło niej. Oczywiście poczęstowała się wcześniej dwoma kielichami wina. Gdy tak wlokła się na własne wesele zastanawiała się po co zgodziła się na to by wrócić na nie? Nie po to się z niego ucieka by teraz wracać. Zero jakiegoś konstruktywnego działania! Będzie musiała jak już znów spotka kuzyna wypomnieć mu to. Przecież ona sobie robi na złość, a nie Arrynom. Udławi się tym weselem i tyle, trzeba było brać nogi za pas i uciekać.
Dopiła wino z jednego z kielichów stojąc przed salą balową. A co jej tam, tutaj przynajmniej jest tyle wina, do oporu! Lawirowała wśród tłumu próbując wtopić się w tłum ludzi gdy nagle dostrzegła Annę i jej siostrzyczkę stojącą na uboczu. No wreszcie znalazła się jej zguba!
-Niesamowite! Takie urocze. Szczególnie ten kraken. Przemawia do mnie, taka słodka wielka ośmiorniczka. Ten Lord Royce musi być niezmiernie utalentowany. Maluje, wojuje, może i rymuje? Ciekawe czy potrafi wszystko na raz. – wcięła się do rozmowy Anny z Ariel pochylając się nad ramieniem Ariel by zobaczyć ten obrazek, o którego tyle szumu. Nadal nie mogła w to uwierzyć, że Ariel ma przyjaciółkę i to taką przyjaciółkę przyjaciółkę. Akurat to jej musiało wylecieć z głowy! –Ach i gdzie te moje maniery. Cześć siostrzyczki! -uśmiechnęła się słodko do dziewczyn.  Za dużo wina, zdecydowanie to wszystko, to wino. Jeszcze powie coś niezmiernie głupiego, chociaż jak jest trzeźwa to też gada same głupoty, dużej różnicy nie ma.
-Ariel możesz łaskawie powiedzieć gdzie cię wcięło!? Znikłaś i nagle się pojawiłaś, po wszystkim. –burknęła w stronę swojej siostry, karcąc ją samym spojrzeniem. Oczywiście, że miała jej za złe, że nie przyszła na ten ślub. Jak tak można rodzinę zostawić! Wszyscy się zjawiają po czasie, Ariel, nawet Varys! Jakby o parę godzin wcześniej nie mogli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Pią Wrz 13, 2013 11:16 pm

Arielka odprowadziła wzrokiem swojego kuzyna. Właściwie to zaczynała go lubić jednak niechęć Anny do tego mężczyzny była równie niepowątpiewalna, co niepokojąca. Uśmiechnęła się widząc radość przyjaciółki. Nie wiedziała o kim mówi, ale już wyobrażała sobie tego mężczyznę jako młodego, przystojnego mężczyznę z bujnymi ramionami. Właściwie to w jej wizji był podobny do brata Anny. Przyjrzała się rysunkowi, który Anna dostała wraz z listem. Był równie piękny.
- Śliczne. Lord Royce naprawdę musi mieć talent do malowania – powiedziała równie podekscytowana co przyjaciółka. Cieszyła się jakby to ona dostała taki list. Jeśli chodziło o emocje to zdecydowania za łatwo przejmowała je od innych, a nawet i jej własne zmieniały się jak w kalejdoskopie. W momencie przestała myśleć o tym, że to powinien być jej ślub i myślała o Annie i Lordzie Royce. Załapała przyjaciółką pod ramię.
- Przystojny jest? Czekaj… Wysoki? Brunet, długie włosy… – zaczęła zgadywać już próbując przypasować sobie jakąś wizję mężczyzny, który pasowałby do Anny – To takie cudowne, że o Tobie myślał. Naprawdę Ci zazdroszczę – zaczęła nawijać jak najęta. Po chwili jej fascynację przerwała jej siostra. Dygnęła na powitanie i spojrzała na nią lekko przerażona jej reakcją.
- Nasz kuzyn Cię szukał, siostrzyczko – rzuciła ignorując docinkę na temat ich ekscytacji. Zbladła jeszcze bardziej słysząc kolejny wyrzut Artemis.
- To nie na teraz, ale wiem, że cierpliwa nie jesteś i jestem winna wyjaśnienia wam obu, a przede wszystkim Ser Damonowi, którego nigdzie nie widzę – powiedziała jednym tchem i wzięła głęboki oddech. Musiała to z siebie wyrzucić.
- Po rozmowie z Tobą, siostro postanowiłam odpocząć od wszystkich, ale spotkałam Ser Damona. Rozmawialiśmy. – przerwała na chwilę. Musiała ominąć niektóre szczegóły. Niech pocałunek zostanie pomiędzy nimi. – I Damon zmienił zdanie, co do ślubu z Tobą, Artemis. To wspaniały człowiek, więc nie powinnaś być tak naburmuszona. Gdy dowiedziałam się o śmierci ojca, Rodricka i Edana zemdlałam i niania ocuciła mnie już po Twoim ślubie – odpowiedziała wzdychając przy tym. Stanęła bliżej Anny opierając się na jej ramieniu. Bała się reakcji siostry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Sob Wrz 14, 2013 6:38 pm

Roderick i Edan byli dobrymi Tullymi. Bo dobry Tully to martwy Tully. Huehuehue.

Anka cieszyła się z listu. Dlaczego miałaby się nie cieszyć? Jednak ton Ariel wydał się jej być podejrzany. Blondynka zaczęła dopytywać się o szczegóły z nastawieniem na wygląd Royce'a.
- Tak... chyba tak. -trudno jej było cokolwiek powiedzieć, jako, że po pierwsze widziała Rethela od dołu, a po drugie, jakoś nigdy specjalnie się nie przyglądała. Royce po prostu zawsze był gdzieś w pobliżu.- Tak... wysoki. Zazdrościsz? Ale czego zazdrościsz?
Oczywiście, Anka nie miała o niczym pojęcia. Mężczyzna wysyłał jej listy w których zamieszczał szkice z podróży? Och, z pewnością robił to, bo był miły. Żadnych ukrytych motywów.

Chwilę później pojawiła się Artemis i zanim Anna zdążyła schować papier, już wściubiła swój nos i wszystko przeczytała.
- Dla ludzi z Doliny nie ma rzeczy niemożliwych. -odparła spokojnie na docinki Artemis, mimo, ze tamta od razu podniosła jej ciśnienie. W zasadzie Anna sama nie wiedziała dlaczego tak się działo, że pomimo Artemis i Ariel były siostrami, to na nią działały tak różnie.- Witaj, Artemis.
Oj, dużo wody spłynie z gór, zanim Anna powie do niej "siostro".
Tak swoją drogą, całkiem zmyślnie się owe trzy panie dobrały. Blondynka, brunetka i ruda. Musiały malowniczo wyglądać, szkoda tylko że stały na uboczu, gdzie nie miał kto ich podziwiać. Zaraz, zaraz... szkoda? Och, wprost przeciwnie! Wszak miały ciszę i spokój. No przynajmniej do czasu i o ile ten szalony Varys Tully znów tu nie wróci.
- Chciałabym już wrócić do Doliny... Ale znów nie wiem, gdzie są moi bracia. -znając życie, będzie musiała czekać aż któryś sobie o niej przypomni i po nią przyjedzie. Irytowało ja to, ale co zrobić? Gdyby Reinmar dowiedział się, że samotnie wróciła do doliny, to chyba by się nie powstrzymał i wygarbował jej skórę. Mimo całej jego miłości do siostry. Wzdych, wzdych, wzdych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Wrz 15, 2013 12:11 pm

Uśmiechnęła się w ten swój bezczelny sposób do Anny. Pewnie dlatego tak było, że Ariel i Artemis to dwie skrajnie różne osobowości. A ta druga właśnie uznała za doskonałą zabawę by odrobinę powkurzać swoją osobą obydwie panienki.
-Mów mi Art, każdy z rodziny tak się do mnie zwraca.- puściła oczko do Anny. Pf, ona sama nie miała zamiaru brać ją za "siostrę" w najbliżeszej przyszłości, a nawet i dalekiej. Spojrzała na Ariel, która wyglądała jakby znów zaraz miała zemdleć. -Już się z nim widziałam. -odparła na wzmiankę o kuzynie. Nie miała zamiaru dodawać, że tylko dzięki temu, że ją wkręcił znów znalazła się na tym weselu.
Przyjrzała się uważnie Ariel nie do końca rozumiejąc co ona mówi. Zapewne Art wyglądała niezmiernie śmieśnie z wielkim szokiem rodzącym się na jej twarzy. Nie wiedziała za bardzo sama co powinna odpowiedzieć i czy od razu wybuchnąć krzykiem. Zaczęła bawić się w rękach kielichem, które trzymała.
-Rozmawialiście, ach tak.- jakoś nie mogła uwieżyć, że Ariel ROZMAWIAŁA z obcym mężczyzną. Przecież ona i jej wyuczone maniery, do tego to całe peszenie się w zwykłych sytuacjach. Coś tu jej nie grało, ale wątpiła czy wyciągnie to z siostry. I ona wcale nie jest naburmuszona, ona jest zniesmaczona tą całą sytuacją. -Zemdlałaś? ZEMDLAŁAŚ! Wiesz, po prostu brak mi słów, po raz pierwszy w życiu brak mi słów! Jak można zemdleć na własny ślub? Do tego mogłaś mnie wcześniej poinformować, wiesz, że bym się bardzo chętnie ulotniła robiąc miejsce wam, gołąbeczki.- wysyczała. Była na prawdę wściekła. Tylko Ariel mogła zemdleć w takiej sytuacji.
-Właśnie omdlewająca siostrzyczko. Varys powiedział, że jedziemy z nim do Riverrun. Hura, jakoś nie będę tęsknić za tą uroczo śmierdzącą stolicą.- zwróciła się oschle do Ariel nadal na nią wściekła.
Rozejrzała się jakby sama szukała jakiegoś Arryna. Na szczęście nikogo nie znalazła.
-Gdybyś któregoś zauważyła, daj mi wcześniej znać, jakiś znak dymny. Obojętne mi to, muszę się wtedy zmyć.- poprosiła Annę. Jakoś wizja rozmowy z Damonem się je nie uśmiechała. Wolała przeciągać ile może.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
177
Join date :
13/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Paź 20, 2013 1:39 am

Damon tułał się po ślubie od kąta do kąta, aż w końcu uznał, że wyjdzie na świeże powietrze. Nie trwało to jednak długo, bo po kilku chwilach znowu wrócił do sali balowej. Nie spodziewał się, że król połączy go węzłem małżeńskim z Artemis. Był zszokowany tym bardziej, że już praktycznie był umówiony z Ariel i zwyczajnie ona miała tylko zakomunikować swojemu rodzeństwu, że to ona ma zostać jego żoną, a tu taka niespodzianka. W tej chwili jednak już się trochę uspokoił, po dłuższym spacerze jak widać było mu lepiej. Nie zamierzał być w centrum wydarzeń, to nie było teraz jego celem. Miał ochotę sobie postać na uboczu i nie rzucać się w oczy. Ale los chciał inaczej i nagłym trafem pojawił się w miejscu, gdzie rozmawiały trzy panie, dwie z rodu Tully i jedna z rodu Arryn. Była to oczywiście jego żona Artemis, jej siostra Ariel no i ukochana siostrzyczka Anna. Wszystkie na A, jak to się ładnie złożyło.
Arryn stanął obok nich, skinął delikatnie głową do każdej po kolei.
- Witam panienkę Ariel, witam swoją siostrę i oczywiście witam swoją żonę. - Tutaj na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, można powiedzieć taki z ulgą. Uśmiech satysfakcji. Poczuł się lepiej, bo wiedział, że jedyną osobą, która jest bardziej niezadowolona z tego małżeństwa niż on jest Artemis. No bo rzeczywiście jego małżonka zapierała się drzwiami i oknami, aby nie doszło do tego ślubu, a wręcz wypychała swoją siostrę w jego objęcia. Damon oczywiście przystał na tę propozycję, a właściwie to jego usta zadecydowały za niego i przyssał się do panienki Ariel. W tej chwili ciężko mu było patrzeć na którąkolwiek, a tym bardziej na siostrę Artemis. Mieli być razem na ślubnym kobiercu, ale to nie nastąpiło. Jedyną osobą na którą mógł patrzeć bez zbędnego skrępowania była Anna, tak jej mógł wszystko powiedzieć. Nie wiedział jednak co w tej sytuacji zrobić. Czy powinien poprosić, aby jego małżonka poszła z nim i porozmawiała, a może wziąć na rozmowę, którąś z córek lorda Tully? Powinien wyjaśnić całą sytuację z Ariel, zażądać wyjaśnień, ale również omówić z Artemis wizję ich wspólnej przyszłości. Nie mogli przecież sobie wiecznie skakać do gardeł. Znaczy mogli, ale kto normalny by na to przystał. Król rozkazał, aby zostali mężem i żoną. W tej chwili musieli siebie znosić, a ciągłe skakanie do gardeł skutecznie wszystko by uniemożliwiało.
Spojrzał pytająco na wszystkie panie po kolei. Zastanawiał się, a może któraś z nich sama będzie miała ochotę z nim porozmawiać. Wesele właściwie już dobiegało końca, więc nikt się nie pogniewa, gdy Arryn zniknie, tym bardziej, że nie było go już tyle czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Paź 20, 2013 6:44 pm

Nie miała zamiaru uprzedzać, że nadchodzi Damon. A widziała go już ze środka sali, gdy lawirował między ludźmi, żeby dostać się do ich cichego zakątka.
Wydawać by się mogło, że o ślubie nie wiedziało zbyt wiele osób, ale tłum na sali świadczył o czymś innym. Komnata wypełniona była damami dworu, lordami pomniejszych rodów, służbą, muzykantami. Niby nic, a jednak powietrza zaczynało brakować.
- Damon. Nareszcie cię znalazłam. -powiedziała to tak, jakby bez chwili wytchnienia szukała go przemierzając całą Czerwoną Twierdzę. Uśmiechnęła się do brata.- Braciszku... chciałabym już wrócić do domu. Nie czuję się tu zbyt komfortowo.
Komu poskarżyć się na złe samopoczucie, jak nie bratu? Ha!
Jako, że Reinmar poszedł na spotkanie z królem i od tego czasu nie wrócił, Anka podejrzewała, że najzwyczajniej w świecie wyjechał. Też by tak zrobiła, gdyby tylko nie wisiała już nad nią groźba zamknięcia pod kluczem. Tak, Reinmar robił na co miał ochotę, a gdy ona próbowała czegoś takiego, starszy brat szybko sprowadzał ja na ziemię.
No dobrze, uwielbiała, jak się złościł, więc często robiła mu na złość, ale to nie o to teraz chodzi.
- Masz zamiar niedługo wrócić do Orlego Gniazda? -pytała tylko Damona, to, co miała zamiar zrobić Artemis w zasadzie nie wchodziło w zakres ankowych zainteresowań. Została co prawda żoną jej brata, ale kto powiedział, że miałaby wrócić i zamieszkać z nimi w Dolinie? Ach tak, król tak powiedział.
Wbiła spojrzenie w brata mając nadzieję, że zarządzi powrót do domu. Jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
177
Join date :
13/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Nie Paź 20, 2013 11:34 pm

Mężczyzna rad był, że pierwsza odezwała się jego siostra. Dzięki temu mógł się skupić na niej i nie musiał czekać aż żadna z córek Lorda Tully się odezwie i będzie coś od niego chciała. Spojrzał prosto w twarz swojej siostry. Ona go szukała? Jakoś mu się nie wydawało, chociaż mogła to robić, a on po prostu był w miejscach o których ona nie pomyślała. Zresztą nieważne.
- Też miło mi Cię widzieć Anno. - Również uśmiechnął się do siostry, jednak po chwili trochę zmarkotniał. On też niezbyt dobrze czuł się w Królewskiej Przystani. Ta cała szlachta, król i cała reszta. Działali mu na nerwy, najchętniej to by zniknął stamtąd zaraz po podpisaniu pokoju, ale niestety warunkiem tego pokoju był ten ślub, który chyba nikogo nie cieszył poza Aerysem. - Ja też. - Powiedział po czym chwycił kieliszek wina i upił spory łyk. Jak widać oboje mieli zamiar się stąd wynosić choćby zaraz. Nie trwało to długo i kieliszek był opróżniony cały, niezbyt to było kulturalne z jego strony, ale cóż. Nadal nie dochodziło do niego to, że ten ślub już się odbył i Artemis jest teraz jego żoną, ale pora już była taka, że powinien już to sobie uzmysłowić. I powinno to do niego dojść.
Postanowił, żeby już coś zarządzić. Nie miał ochoty dłużej tu zostawać jak już zdążył zakomunikować, także nie było czasu na pogaduszki i trzeba było działać.
- Skoro świt wyruszamy. - Arryn przekalkulował wszystko i już wiedział co ma robić. - Idźcie się spakować. - Powiedział patrząc na Annę i spoglądając również na Artemis. Jeżeli ona myślała, że teraz sobie pojedzie niewiadomo gdzie to się myliła. Teraz była jego żoną i powinna się podporządkować. Zastanawiał się czy by ją wząć i po prostu zabrać ze sobą trzymając na ramieniu, ale w taki sposób sprowokowałby nadmierne zainteresowanie gości. Teraz spojrzał na Ariel. - Panienka Ariel również jest mile widziana, jeżeli tylko zechce to może się przyłączyć do nas. - Powiedział uśmiechając się do Tullyówny. Wiedział, że Anna będzie szczęśliwa i Artemis w sumie też. Na pewno raźniej jej będzie z własną siostrą u boku.
- No dobrze, skoro już wszystko powiedziałem, to na mnie czas. Widzimy się w stajni tuż przed świtem. - Rzekł Arryn spojrzał jeszcze po wszystkich kobietach i gdy już uznał, że rozumieją wszystko to skłonił się delikatnie i wyszedł z sali balowej.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Ubocze   Czw Paź 24, 2013 10:15 pm

Jako, że Damon zadecydował nie pozostało jej nic innego, jak tylko dostosować się do jego słów. Tak, nie spierała się z nim, gdyż zadecydował tak, jak ona sama by zadecydowała.  Czy byłaby tak samo karna, gdyby Damon zarządził coś innego, kłócącego się z jej planami? Hah, oczywiście, że nie.
Pożegnała się szybko z siostrami Tully. Uśmiechnęła się szczerze do Ariel, potem tak z grzeczności do Artemis. Wyszła z sali.
Chciała spakować się jak najszybciej, dlatego też korytarze dzielące ją od komnaty pokonała biegiem. Gdy już dopadła drzwi komnaty, przypomniała sobie, że przecież nie przybyła tu sama. Jakkolwiek nie lubiła, żeby wyręczały ją służki, tak teraz tknięta dziwnym przeczuciem zleciła im spakowanie rzeczy. Biedactwa nudzić się musiały niemiłosiernie, a takie pakowanie zawsze było dobrą zabawą. Przynajmniej dla Anny. Ona sama nie wymigała się od tego, ba pomagała im jak mogła, jednak widać było od razu, kto tu jest amatorem w składaniu ubrań. Tak, właśnie Anna!
Wyjazd zaplanowany był nazajutrz, tak więc mogła jeszcze porządnie się wyspać przed podróżą. Długą podróżą. O tyle dobrze, że był to powrót do domu. Do jej ukochanej Doliny.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Ubocze   Pon Cze 02, 2014 5:50 pm

/z septu

Trzymaj się siostrzyczko - ta myśl towarzyszyła Oriane od samego początku, gdy w sepcie pojawiła się Ivory. Sand czekała na chwilę, gdy księżniczka będzie na tyle blisko, by dobrze jej się przyjrzeć. Nie była zbytnio zainteresowana jej ubraniem. W czym by się nie pokazała, zaparłaby dech każdemu mężczyźnie, a w sercach pań zasiała ziarenko zazdrości. Oriane czuła z tego satysfakcję i przepełniała ją duma. Jednak nie to ją interesowało. Dornijkę interesowała tylko twarz, a uściślając: jej oczy. Nie szczędziła uśmiechu, przecież nie była na pogrzebie. A może jednak? Pogrzebie swojej duszy. Ciemne oczy nie były szczęśliwe i Oriane Sand to w pełni rozumiała. Szczęście to luksus, którego doświadczają jedynie nieliczni. A miłość chyba nawet nie istniała w Westeros. Można ją pomylić z czymś innym, ale czysta, nieskażona brudami miłość żyła tylko w opowieściach.
Sand patrzyła na twarze zgromadzonych. Niektórzy byli znudzeni, inni poirytowani, następni patrzyli na uroczystość bez emocji. Chociaż nie mogła zobaczyć tak wiele, jak by sobie życzyła, dostrzegła także szczere poruszenie. Być może nie wszyscy kłamali.
Dyskretnie spoglądała na twarze swojej rodziny, a szczególnie na Edrica. Czy na pewno to wszystko było konieczne? Chciała wierzyć w to, że chociaż trochę żałuje oddania ręki siostry Targaryenowi. Żaden człowiek nie znał przyszłości, może przez ten związek zamiast zmarnieć, rozkwitnie? Może to uchroni ją od zguby? Może... może... może. Puste gdybanie.
Na resztę uroczystości Oriane patrzyła beznamiętnie. Ivory nie potrzebowała jej litości i współczucia. Cicho zaczęła się modlić do bezkształtnego tworu, nazwanego przeznaczeniem, by oszczędził jej siostrę. Zaś los prosiła o siłę, która od tego dnia musiała być jej największym sprzymierzeńcem.

***


Przyrodnia siostra miała dla księżnej jeden, mały prezent, ale był tak skromny i nic nie znaczący spośród tego, co w tej chwili widziała, przyjmując podarki od bogatych lordów, iż nie pchała się między nich, czekając na choćby jedną chwilę, w której mogła zamienić słowo z Ivory.
Przepych, skarby, wyuczone formułki. Sand byłaby usatysfakcjonowana, gdyby znalazła w tym tłumie szczerego człowieka, który rzeczywiście nie wzniesie toastu, gdy usłyszy jakąś niepomyślną wieść o losie pani z Sunspear.
Dornijka przechadzała się z wolna po sali balowej, słuchając szeptów gości, lustrując spojrzeniem ich podarki i wszystkie delegacje. Przystanęła dopiero wtedy, gdy osiągnęła swój cel. Był to cichy kącik, stworzony do pilnej obserwacji. Założyła ręce piersiach i oparła się o filar. Przedstawienie musi trwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ubocze   Wto Cze 03, 2014 1:39 am

Cała Królewska Przystań huczała.
Ślub! Ślub! Ślub!
Maegor Targaryen żeni się z przepiękną i egzotyczną Dornijką!
Egzotyczną? Też mu coś. Egzotycznie by było, gdyby żenił się z niedźwiedzicą z Sothorys. Z pewnością połączyłoby to oba kontynenty nienaruszalnymi więzami. Oczywiście do momentu, w którym panna młoda nie pożarłaby Smoka. Niezłe przedstawienie.
Dornijka nie mogła być w żaden sposób egzotyczna. Pochodziła z tego świata, z tego maleńkiego Westeros, gdzie wszystko wszystkim wydawało się niesamowite i obce. Jakim sposobem on, pochodząc z ogromnego kontynentu, jakim było Essos, nie miał najmniejszego problemu z rozróżnieniem tego, że jedyna egzotyka czeka nań w Sothorys? Może po prostu tutejsi byli wyjątkowo ograniczeni? Specjalnie by się nie zdziwił.
W sepcie nie był, w końcu ślub przy plugawych bogach wyznawanych przez całą tę nację wydawał mu się kompletnym pomyleniem. Czekał już w Czerwonej Twierdzy. Nie przepadał za ślubami.
Śluby oznaczały tłumy ludzi i kolejne kłopoty. Każdemu się zdawało, że może wmieszać się w tłum. Poza tym były niezwykle pokojowymi uroczystościami. Mordred słyszał o weselach ludzi z plemienia Dothraki. Coś takiego z pewnością przypadłoby mu do gustu - bez minimum trzech trupów nie ma zabawy! A tutaj? Słodki, prezenty, pieski i gołąbki, jakieś sukieneczki, winiaszka... Trupy. Trupów mu brakowało. Krwi. Jakiejś akcji. Smętnym spojrzeniem wodził po zebranych na sali personach. Same szlachiury, z którymi to słynne Dorne jeszcze do niedawna prowadziło wojnę. Kłamstwa i kłamstewka - nie mogli się tak szybko pogodzić. Zadra w sercach pozostaje, nieufność jest wieczna, choć potomkowie tych rodów ślubowali sobie miłość i wzajemny szacunek do końca świata, a ich dzieci zapełniałyby ziemie należące do zwaśnionych.
Był jeszcze jeden powód, dla którego Mordred nie mógł doczekać się końca uroczystości. Tuż po nich miał odbyć się sąd nad młodą panienką trucicielką Tyrell. Za jej działania mogli zostać skazani prócz niej również lord i jego młodszy syn. Ależ by było głów do ścinania! To dopiero istna poezja! Może pozwoliliby mu też pogrzebać nieco w szlacheckich ciałach? Już widział minę Wielkiego Maestra, coś w rodzaju "PO MOIM TRUPIE". Tak, tak, kochany, ciało takiego starca też wspaniale nadaje się do studiowania ludzkiej fizjologii. Tym czasem musiał stać tu, na uboczu i gapić się na wszystkich przechodzących szlachciców. Nie było nawet z kim zamienić paru zdań, ponarzekać... W końcu nikogo tu nie było. Ubrany na czarno mężczyzna z wzrokiem mordercy z pewnością nie był wymarzonym towarzyszem dla mijających go dam. Widział, jak się odwracały i szeptały coś między sobą. Głupie trzpiotki. Kiedyś to samo spojrzenie zauważą u swojego męża. Czy naprawdę nie było tu nikogo?
Wzrok Mordreda natrafił na całkiem zgrabnie ubraną dziewczynę stojącą nieopodal. Także znajdowała się bardziej z boku, co nieco go zdziwiło. Dornijska uroda, nie była jakąś siostrą panny młodej? Co prawda, wszystkie istoty płci żeńskiej (prócz gołębia i psa) wyglądały tu dość podobnie, więc mogły być kompletnie niezwiązane, jednak miał wrażenie, że akurat to podobieństwo jest dość uderzające. Rysy twarzy, nos i układ oczu. To, czego nie zauważyłby pewnie człowiek pochodzący z Westeros, to mógł dojrzeć ktoś z Essos, gdzie mieszały się różne kultury i urody. Tam Królewski Kat nauczył się rozpoznawać, kto skąd pochodzi oraz z czy jest z kimś spokrewniony. Te dwie damy na pewno łączyły więzy krwi. Cóż miał zrobić znudzony Myrijczyk? Nie byłby sobą, gdyby zaczął rozmowę z jakąś damą, ale cóż, raz kozie śmierć.
Zapewne Dornijka nawet nie zauważyła, gdy obok niej wyrósł odziany na czarno, dość specyficznie wyglądający mężczyzna.
- Myślałem, że dama spokrewniona z panną młodą nie będzie stała w takiej chwili na uboczu - powiedział, starając się stonować swój ochrypły, nieco syczący głos. Powstrzymywał przy tym myrijski akcent, który samoistnie wdzierał mu się w zdanie. - Czy coś się stało, pani?
Pytanie miało na celu raczej zawiązać rozmowę już kompletnie, niż okazać rzeczywiste zainteresowanie stanem młodej damy. Mordred nie zamierzał też początkowo ujawniać, kim jest, chyba że sytuacja tak nakaże. Wtedy przyjmie wszystkie cholerne, westeroskie zwyczaje i zajmie się damą, jak przystało na rycerza.
Tylko, że on nie był rycerzem.
On tym bardziej krnąbrnym ścinał głowy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ubocze   

Powrót do góry Go down
 

Ubocze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Ubocze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-