a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wieża Zachodnia



 

 Wieża Zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Wieża Zachodnia   Wto Cze 03, 2014 7:26 pm

Zachodnia Wieża Dreadfort należy do jednej z najwyższych w całej twierdzy, choć ze względu na fakt, iż zbudowana została na stoku wzgórza wydaje się nieco mniejsza od swych sióstr. Okna murów wychodzą na las, który dociera aż do samej wieży, osłaniając mury do połowy wysokości szerokimi koronami drzew. Jest niezwykle istotnym punktem strategicznym, bowiem na jej szczycie umiejscowiono trebusz, którego zasięg sięga czterystu dwudziestu jardów przy pocisku ważącym piętnaście kilogramów. Sama wieża jest także idealnym miejscem obrad - odstając nieco od głównego zamku zapewnia odpowiednią dyskrecję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Wieża Zachodnia   Wto Cze 03, 2014 7:28 pm

Słońce wspinało się po nieboskłonie, napełniając świat kolorami. Krew odpłynęła z nieba, które przybrało jaskrawobłękitną barwę. Wysoko w górze pełzły białe obłoki. Rzeka wiła się niestrudzenie, meandrując między wzgórzami i niknąc za najwyższym z nich. Na wschodzie widnokrąg rozpadał się w szachownicę pól tworzących kwadraty zielonych ugorów, czarnej gleby i zielonych upraw.
- Nigdy nie nudzi mi się ten widok.
Wyrzekł spokojnie jeden z milczących dotychczas ludzi, trwając nieruchomo przy oknie najwyższej spośród wież Dreadfort. Przez uchylone okno wpadały chłodne podmuchy wiatru, niestrudzenie próbując zrzucić z blatu stołu luźno leżące pergaminy.
- Nic dziwnego. Właśnie po to zbudowali to przeklęte miejsce. Stąd można zawsze mieć swoich poddanych na oku, tak jak czujny rodzic obserwuje dzieci, by się upewnić, że nie zrobią sobie krzywdy podczas zabawy.
Karl Bolton podniósł zmęczony wzrok znad mapy, postukując niecierpliwie knykciem w drewniany blat.
- Twoi poddani mają szczęście, że wkrótce czuwać nad nimi będzie tak sprawiedliwy i troskliwy ojciec. - skłamał gładko towarzysz Boltona, odrywając wzrok od okna. Ogorzałe lico mężczyzny wskazywało na południowe pochodzenie, lecz jego akcent kierował myśli ku Wolnym Miastom, być może Braavos bądź Myr…
- Sprawiedliwy i troskliwy. - Karl z namysłem zmarszczył brwi, patrząc w stronę drzew szumiących cicho za oknem. - Myślisz, że takim mnie zapamięta historia?
Obcokrajowiec szczerze w to wątpił, jednak na pytanie odpowiedział jedynie lekkim uśmiechem poparcia.
- Niech szlag trafi twoją skromność. - syknął nagle Bolton, wstając od stołu. - Benna odegrał swoją rolę, ale nikt nie zaprzeczy, że to twoje dzieło. Nie poradziłbym sobie bez twojego oddania, skupienia, szybkości działania! - Karl potarł z roztargnieniem podbródek i dzierżąc w dłoni kałamarz, podszedł do mężczyzny, którego ogorzała twarz przedstawiała obecnie jedynie delikatne… rozbawienie?
- Podjąłeś rozgrywkę na najwyższym poziomie, panie. Prostota słów, siła wyrazu… - obcokrajowiec zacmokał cicho z uznaniem, kiwając lekko głową. - Czeka Cię wielki triumf, jak Twych przodków. Ludzie obsypywać będą cię płatkami kwiatów, by uczcić twoje liczne zwycięstwa… gdy tylko nadarzy się okazja, by je odnieść. - mężczyzna wyszczerzył się w uśmiechu, ale Karl nie mógł pójść w jego ślady. Nigdy nie przepadał za gratulacjami, mało istotne, jak adekwatnymi do sytuacji.
- Będą znacznie głośniej wiwatowali na moją cześć niż na cześć moich suzerenów. Znacznie głośniej niż na ich cześć, na cześć Starków, którym tak wiele zawdzięczają. - wydawało się, że z ust Karla zniknęły jakiekolwiek uczucia, a bez nich jego twarz przybrała zmęczony, smutny i utrudzony wyraz. - Będą wiwatowali nieco za głośno jak na mój gust.
Cichy chichot wydobywający się z gardła jego towarzysza był zaledwie preludium do nadchodzących wydarzeń - Bolton kątem oka dostrzegł minimalny ruch i to wystarczyło, by instynktownie uniósł rękę...
Struna liry z sykiem zacisnęła się na jego dłoni, blokując ją pod podbródkiem i mocno przyciskając do gardła. W brązowych oczach zamigotało szczere przerażenie, gdy dostrzegł, że poza jego towarzyszem w komnacie był ktoś jeszcze. Ktoś, kto bezszelestnie wsunął się przez uchylone drzwi za jego plecami i tylko czekał na znak…
- Mon...
Błysnął metal i ogorzały obcokrajowiec dźgnął Karla Boltona w szyję. Nie trafił w gardło, ale tuż pod uchem. Mężczyzna ostrożnie się cofnął, gdy krew obryzgała podłogowe płyty. Dziedzic Dreadfort szeroko otworzył usta i wypuścił z rąk kałamarz, który roztrzaskał się na posadzce. Karl próbował krzyknąć, ale tylko zacharczał przez na wpół zaciśniętą tchawicę, wydając z siebie dźwięk przypominający kwiczenie świni. Wolną ręką sięgnął po sztylet, jednak drugi napastnik chwycił go za nadgarstek i mocno przytrzymał. Bolton zachwiał się, tocząc z ust czerwoną pianę, zaś spomiędzy jego białych palców wyciekała czarna krew. Mężczyzna stojący dotychczas przy oknie dopadł do niego i zagłębił sztylet w ciele Karla - raz, drugi, trzeci. Cienkie ostrze wślizgiwało się i wyślizgiwało z ciała Boltona przy wtórze cichych westchnień wydobywających się z jego szeroko otwartych ust. Długie strumienie krwi trysnęły na posadzkę, a na białej koszuli wykwitły ciemne okręgi. Karl zatoczył się do przodu, potknął i upadł, szorując częściowo wyciągniętą mizerykordią po posadzce. Zaraz też spod niego wypłynęła ciemna krew, rozlewając się wzdłuż szpar między płytami.
Cisza, która zapadła w komnacie, dłużyła się w nieskończoność, przerywana jedynie miarowym szumem drzew na stromym zboczu, na które wychodziło okno komnaty.
- No. - obcokrajowiec wytarł ostrze o koszulę Boltona, wykrzywiając usta w lekkim uśmiechu. Dotychczas patrzył na to wszystko ze zmarszczonymi brwiami, lekko poirytowany, lekko znudzony. Jakby przyglądał się zestawowi liczb, które się nie zgadzają. Mężczyzna kiwnął lekko głową w stronę swego towarzysza, niskiego i szczupłego, przywodzącego na myśl szczura. - Pomóż mi.
Przybysz z Essos pochylił się, ponaglając gestem kompana. Obcokrajowiec ze skupioną miną trzymał ciało od strony głowy, zaś jego towarzysz przy wtórze przekleństw delikatnie ujął Boltona za jedną stopę, podczas gdy druga ciągnęła się po ziemi, pozostawiając czerwony ślad. Zarzucili Karla na szeroki parapet, po czym ostrożnie stoczyli go w stronę okna.
Nie minęło pół uderzenia serca, gdy ciało zniknęło w gęstych koronach drzew porastających strome zbocze.
-Wszyscy muszą umrzeć. - mruknął cicho mężczyzna o śniadej cerze, pogardliwie spluwając w ślad za martwym Boltonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Wieża Zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ :: Dreadfort-