a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Loża lordowska zachodnia



 

 Loża lordowska zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhal
Liczba postów :
365
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Loża lordowska zachodnia   Sob Lis 08, 2014 9:15 am

W loży lordowskiej zasiadają przedstawiciele szlachetnych rodów Westeros - z uwagi na możliwość przybycia znaczniej liczby gości, gospodarze zdecydowali się, aby zbudować dwa podwyższenia, na których będą mogli zasiadać wysoko urodzeni przybysze. Zarówno loża wschodnia, jak i zachodnia, lekkim półkolem otaczają pole bitewne, oferując tym samym najbardziej dogodny widok podczas rycerskich zmagań. Oprócz pierwotnego zadania stanowi także idealną okazję do prowadzenia rozmów, zawierania nieoficjalnych traktatów oraz umów pomiędzy członkami szlachetnych rodów. To także najprawdopodobniej jedna ze zgromadzonych tu dam zostanie wybrana przez zwycięzcę walki na kopie królową miłości i piękna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
142
Join date :
28/06/2014

PisanieTemat: Re: Loża lordowska zachodnia   Sob Lis 15, 2014 10:40 pm

Słońce leniwie przetaczało się po niebie, zupełnie jak płonąca, oddalona od znanego świata kula, którą kosturem popycha znudzona Starucha. Dzień, choć słoneczny, nie należał do najcieplejszych - ciągnący ze wschodu wiatr niósł ze sobą zapach górskich szczytów… oraz końskiego potu, co w podróży było niczym zaskakującym. Woń zwierząt zakradała się w każde zagięcie płaszcza, przyprawiając Lwicę o ból głowy i szczerą ochotę wyładowania na kimś swej frustracji - zapewne jedynie świadomość, iż liczący dwa tuziny jeźdźców orszak z Casterly Rock zbliża się do murów Harrenhal nieco ukrócała ponure zapędy Eleyny. A choć wizyta w ponurym zamczysku Harrena Czarnego nikogo nie napawałaby zbędnym entuzjazmem, Lannisterówna należała do wąskiego grona osób, które na swój sposób… ceniły wątpliwą urodę olbrzymiej twierdzy. Nie inaczej było i tym razem gdy po pokonaniu kolejnej, długiej mili, na horyzoncie zamajaczył ostry, niepokojący cień siedziby rodu Whent. Po karku Lwicy przebiegł delikatny dreszcz – nie tyle strachu, co… entuzjazmu? Po raz pierwszy od pogrzebu Maureen udało jej się opuścić Casterly Rock, a choć przekonanie pana ojca do podróży wymagało wielodniowej batalii, Lord w końcu zdecydował, aby Eleyna reprezentowała rodzinę na turnieju w Harrenhal – i choć nikt nie kazał jej przywdziewać zbroi (bogom dzięki…), miała postarać się, by w zamku Harrena Czarnego nie zapomniano o rodzie Lannister.
To zaś dla Lwicy było wyzwaniem, któremu stawiła czoła z niekrytą determinacją lśniącą w szmaragdowych oczach.
Koń zarżał cicho, gdy orszak zbliżył się na tyle blisko twierdzy, aby ostatnie jardy podróży odbyć w jej cieniu – Eleyna mimowolnie oderwała wzrok od głównej bramy i uniosła wzrok, by spojrzeć na mury; nawet nie zauważyła, gdy z jej piersi wyrwało się ciche westchnięcie – ogrom tej budowli zawsze napełniał ją lękiem przesyconym niekrytym podziwem. Czuła się jak pył w obliczu absolutu. Potężna, podtrzymywana tytanicznie zdobionymi kolumnami brama zdawała się sięgać nieba. Mieszanina nadtopionych kamieni, szczerzących się groźnie flanek i lśniącego kamienia dawała wrażenie pstrokacizny, lecz majestat Harrenhal nie brał się z jej piękna, a z masywnego ogromu. Nawet w Casterly Rock opowiadano historie o maestrach, którzy przybyli tu z jednodniową wizytą, by zaczerpnąć wiedzy na temat podboju Aegona, ale ogrom nagromadzonych tu tekstów, morze informacji, pochłaniał ich tak, że zostawali tu do końca życia. Snuli się po mrocznych korytarzach budowli jak cienie przeszłości – być może usiłowali zgłębić ostateczną tajemnicę twierdzy Harrena Czarnego, bo zgłębienie tajemnicy zamku oznaczało zgłębienie tajemnicy smoków. Inni znów zwyczajnie gubili się w labiryncie rozgałęzień (od dawna zaprzestano prób nakreślenia jednolitego planu budowli) i ginęli tu z głodu, który nie był głodem wiedzy. A raczej nie tylko nim. Eleynie wydawało się, że Harrenhal jest rodzajem zawłaszczającego przestrzeń organizmu – twierdza mimo swej wiekowości wciąż rozpychała się, puchnąc, spychając okoliczne budowle na brzegi Oka Boga. Lannisterówna śmiała się, że za jakiś czas zamek stanie się miastem. Potem królestwem. Wreszcie ogarnie świat cały. Harrenhal stanie się światem. Odzwierciedlenie świata oznacza bowiem jednocześnie jego zawłaszczanie. Opis staje się rzeczywistością. Odwzorowanie pożera oryginał.
Na początku było słowo. – mruknęła pod nosem Lwica, przemierzając kolejne jardy dzielące ją od celu podróży, którym chwilowo były – jakże oryginalnie – komnaty rodu Lannister. – A na końcu będą słówka...
Odświeżenie się po podróży, dobranie adekwatnego do okazji stroju i cierpliwe ułożenie złotej kaskady włosów (czy też raczej – czekanie, aż zrobi to służka) zajęło znacznie… mniej czasu, niż pierwotnie zakładał plan dnia Eleyny, jak zwykle dopracowany w każdym, najściślejszym szczególe. Nic zatem dziwnego, że w chwili, w której Lwica opuściła komnaty, była jednym z pierwszych szlachetnie urodzonych gości udających się na pole turniejowe – i choć podróż należała do zaskakująco krótkich, nastręczała wiele problemów natury prezencyjnej: Lannisterówna nie mogła pozwolić, by na czarnym materiale sukni zdobionej na dekolcie ornamentami widoczna była choćby najmniejsza oznaka bytności błota bądź kurzu, których nie dało się uniknąć w drodze do loży…
… więc kiedy tylko zajęła miejsce pod szerokim baldachimem chroniącym przed nieśmiałymi promieniami słońca, niemal natychmiast wszczęła oględziny, krytycznym spojrzeniem wodząc po ciemnym materiale, zupełnie jakby wypatrywała zażartego wroga.
Co nie mijało się z prawdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
142
Join date :
04/05/2014

PisanieTemat: Re: Loża lordowska zachodnia   Pią Lis 21, 2014 10:18 pm

Rhaenys naprawdę obsesyjnie kocha ten podszyty wiecznym strachem przed więdnięciem, oklapywaniem, marszczeniem i wysychaniem rytuał dbania o ciało. Wciera w siebie taką ilość balsamów, olejków i kremów, że powinna podwoić objętość. Jest w tym coś z zapamiętania Letniaków, których jedynym bogiem jest rozkosz. Trans pulsujący w żyłach, szał i mistyczny lęk obcowania z bóstwem. Chwila zjednoczenia z wyższą istotą, z boginią witalności.
Smoczyca pamięta dziewczyny opętane szałem tańca z Lys, które przed czterema laty wystąpiły na dworze Jaehaerysa Drugiego. Poruszały się z takim samym nerwowym wdziękiem, przesadną gestykulacją. Zupełnie jak sama Rhaenys wklepująca serum w skórę barwy kości słoniowej, charakterystyczną dla valyriańskiej krwi.
Targaryenówna nie wie tylko, czy to dobrze, kiedy lekarstwo przemienia się w nałóg.
Długie, blade palce mimowolnie musnęły złotą kolię wysadzaną rubinami; biżuteria pod wpływem delikatnego dotyku zalśniła kusząco, zupełnie jakby po brzegi wypełniała ją energia rzekomo zaklęta w kamieniach szlachetnych ; ciężko określić, ile w bajdach handlarzy błyskotek było łgarstwa, ile zaś prawdy, fakt stanowiło jednak, iż chłód rubinów przyjemnie koił rozgrzaną skórę Targaryenówny i pozwalał choć na moment oderwać myśli od ponurej rzeczywistości.
Czyż diamenty nie są najlepszymi przyjaciółmi kobiety?
Kąciki pełnych ust uniosły się w delikatnym uśmiechu, gdy służka narzuciła na smukłe ramiona Rhaenys delikatny, czarny płaszcz podszyty sobolim futrem. Skrojona na miarę suknia barwy burgundu nie mogła chronić przed podmuchami jesiennego wiatru nie tylko ze względu na wyraźne wycięcie dekoltu, lecz także przez cienki, lejący materiał, z którego była wykonana… i choć perfekcyjnie podkreślała smukłą sylwetkę Smoczycy, efekt musiał zostać częściowo ukryty pod zapewniającym ciepło płaszczem, co – o dziwo – nie wzbudziło w Rhaenys rozgoryczenia. Targaryenówna nie nazwałaby swego spokoju „dobrym uczynkiem”. Na to miała za mało odwagi i mimo wszystko zbyt niewiele hipokryzji. Prędzej pomyślałby: „przezorność” lub „powinność”. Albo „usankcjonowana okolicznościami egzekucja”, choć to określenie nie przypadło jej do gustu. Było za brutalne, kojarzyło się z krwią i przemocą.
A przecież obejdzie się bez krwi. Z pewnością bez krwi.
Smoczyca tuż przed wyjściem z komnaty ujęła w dłoń kielich i pociągnęła zeń niewielki łyk. Wino sprowadzane z Volantis miało mocny smak. Dymny, podnoszący na duchu smak zwycięstwa.
Cóż, pomyślała spokojnie Rhaenys, odkładając puchar na stolik i ruszając ku drzwiom. Teraz już wszystko będzie w porządku. Wszystko dobrze…
Minęły dwa kwadranse, ni mniej, ni więcej – wtedy to Targaryenówna w towarzystwie czterech strażników oraz dwóch cichych, szczuplutkich służek zdołała dotrzeć na pole turniejowe, trafiając na początek rozgrywek, gdy pierwsza walka na miecze właśnie dobiegała końca. Rhaenys, zbyt roztargniona szukaniem odpowiedniego (i wolnego) miejsca oraz delikatnymi ukłonami w stronę co istotniejszych Lordów, nawet nie zauważyła, iż pojedynek dobiegł końca… choć o finalnym ciosie dobitnie świadczyła wrzawa, jaka nagle eksplodowała w lożach. Lawendowe tęczówki pociemniały nieznacznie, co stanowiło wyraźny zwiastun z trudem powstrzymywanego niezadowolenia wywołanego wrzawą – na szczęście rodząca się w piersi Smoczycy irytacja ustąpiła niemal kociemu zadowoleniu, gdy służka wskazała miejsce na przodzie trybun… tuż obok damy, której obecność stanowiła dla Targaryenówny niemały powód do radości.
Lady Eleyna.
Złote, gęste włosy, opadające na plecy oraz ramiona perfekcyjnie ułożonymi falami wyróżniały pannę Lannister spośród znacznie mniej urodziwych kobiet, zgromadzonych wokół jedynej córki Lorda Casterly Rock z niemal pobożnym oddaniem. Odziana w żałobną czerń Lwica spokojnie obserwowała zmagania rycerzy, każdym, nawet najmniejszym gestem dobitnie potwierdzając opinię, jaką wypracowała sobie przez całe lata spędzane na dworach Siedmiu Królestw.
W tym drobnym ciele tkwi potęga i tylko głupiec by ją zignorował.
Rhaenys ruszyła w stronę Eleyny, rezygnując z delikatnych skinień głową rozdawanych przy każdym pozdrowieniu skierowanym w jej stronę – teraz nadrzędny cel znajdował się zbyt blisko, by mogła oderwać od niego wzrok i przegapić choćby najmniejszy cień uśmiechu rodzący się w kącikach miękkich ust.
- Lady Lannister, Twoja obecność na turnieju jest… miłą niespodzianką. – w lawendowych tęczówkach zamigotały iskierki rozbawienia, gdy Targaryenówna zajęła miejsce tuż obok Lwicy, nie zaszczycając pola turniejowego choćby jednym spojrzeniem. – Zarówno dla gospodarzy, jak i dla mnie. Czy też: zwłaszcza dla mnie. – pełne, pociągnięte rubinowym barwnikiem usta Rhaenys rozciągnęły się w uśmiechu, gdy skinęła dłonią służkom – jedna z młodziutkich dziewcząt dzierżyła w dłoni dzban z winem, który dotychczas zakryty był przed wszechobecnym kurzem, druga zaś wyposażyła się w dwa spośród wielu kielichów stojących u szczytu loży; ród Whent zadbał o wszystko… nawet o napitek – choć Smoczyca wolała raczyć gardło własnym winem.
- Mam nadzieję, że żałoba nie zabrania Ci odrobiny rozkoszy? – drobna służka napełniła puchary ciemnym trunkiem i podała je szlachetnie urodzonym damom, skutecznie unikając spojrzenia prosto w oczy którejkolwiek z nich. Rhaenys skinęła z uznaniem głową, po czym zerknęła na pole turniejowe, gdzie lada chwila miała rozpocząć się potyczka na kopie…
… w której udział weźmie Daeron.
- Oby nie, w przeciwnym razie królestwo obiegnie wieść, iż królewska kuzynka upijała się na turnieju w samotności. – Targaryenówna posłała Eleynie rozbawione spojrzenie, niecierpliwie obracając kielich w palcach.
Jednego była pewna: walki Gwardzisty na trzeźwo nie zniesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
142
Join date :
28/06/2014

PisanieTemat: Re: Loża lordowska zachodnia   Sob Gru 20, 2014 6:58 pm

Ziemia jest obojętna.
Blade, delikatne palce z roztargnieniem obróciły na nadgarstku smukłą, złotą bransoletę, zdradzając siedzącym najbliżej roztargnienie, jakie od dobrych dwóch kwadransów przejawiała Eleyna Lannister.
Niebo - bezkresne i tajemnicze. Morze niezgłębione.
Poddenerwowanie uleciało równie prędko, jak zaczęło się pojawiać – dotychczas niekontrolowane gesty, zaciśnięte usta, zmarszczone brwi ustąpiły pozornej pogodzie ducha, przejawianej lekkim uśmiechem Młodej Lwicy i znieruchomieniem godnym zamkowego gargulca.
Rośliny. Trasy ptaków przelotnych. Wiecznie milczące skały. Śmierć. Niezłomna i wszechobecna.
Lady Lannister odgarnęła spokojnie kosmyk włosów – złote pasemko zamigotało w promieniach słońca niczym najczystszy kruszec zdobiący królewską koronę. Delikatna kaskada poddawała się nieśmiałym podmuchom wiatru, co jakiś czas zdmuchując nieposłuszne kosmyki na gładkie czoło Eleyny.
Tkwiące w nas wszystkich okrucieństwo. Każdy z nas jest trochę zbrodniarzem: jeśli nie zabija innych, zabija własną duszę.
Kąciki ust uniosły się w grymasie, który dla postronnego mógłby wyglądać niczym uśmiech radości – jednak czające się w szmaragdowych oczach zgorzknienie było aż nazbyt widoczne, by ktokolwiek mógł ulec złudzeniu szczęścia.
Wciąż nie zdołałam pojąć miłości, ale z pewnością nie przestanę się starać. Cierpienie jest faktem. Ale mimo to wydaje się oczywiste, że możemy dokonać tu kilu rzeczy. Możemy i dlatego powinniśmy. A cała reszta - kto wie?
Lady Lannister zacisnęła delikatnie palce na materiale ciemnej sukni, dostrzegając, jak na pole turniejowe wjeżdżają dwaj pierwsi zawodnicy stający naprzeciwko siebie w walce na kopie – zbroje rycerzy lśniły zachwycająco w promieniach słońca, zaś barwy, które przywdziali, dobitnie świadczyły o pochodzeniu przeciwników.
Orzeł z Seagardu i pozbawiony skazy…
Eleyna z trudem powstrzymała galopadę myśli, kątem oka dostrzegając zmierzającą ku niej smukłą, dumną postać otoczoną kordonem strażników. Młoda Lwica zmrużyła lekko oczy, puszczając w niepamięć określenie, jakim miała zamiar obdarzyć ser Daerona Targaryena – zwłaszcza, iż z każdym kolejnym krokiem zbliżała się… jego kuzynka.
Rhaenys Targaryen.
Miała na sobie piękną, długą, wyszywaną złotymi aplikacjami suknię uszytą według najnowszej mody Siedmiu Królestw. Lannisterówna zaśmiała się ponuro w duchu – świat mógł ulec zmianie, jej bliscy umierali… a ona mimo wszystko wciąż przywiązywała największą wagę do kreacji.. choć w przypadku Smoczycy podobne wnioski nasuwały się same. Lady Rhaenys odcinała się od zebranych dam równie mocno, co leżący w popiele klejnot – jej włosy lśniły jak światło księżyca w bezchmurną noc, zaś w splotach jej loków, na nadgarstkach i palcach połyskiwały drogie kamienie. Widać, że długo się szykowała na to spotkanie. Widać, że doskonale wiedziała, jaką ma pełnić funkcję podczas turnieju. I widać, że doskonale wywiązała się ze swego zadania. Wygląda jak księżniczka, którą wszak była. Jak natchniony anioł. Jak Smok najczystszej krwi, opromieniony chwałą całej Valyrii.
I chyba dlatego Eleyna Lannister odczuła głęboki niepokój, gdy Rhaenys zajęła miejsce tuż obok.
Lady Targaryen przyciągała wzrok wszystkich zebranych. Spojrzenia zaś… oznaczają niezdrową ciekawość i plotki rodzące się równie prędko, co insekty w martwym ciele.
- Nie wiem, jak mam potraktować Twoje słowa, pani. – miękkie usta Młodej Lwicy rozciągnęły się w delikatnym, stonowanym uśmiechu, którego z całą pewnością nikt nie nazwałby radosnym – o wiele bardziej adekwatne wydawało się tu określenie „życzliwy”.
- Jako komplement… czy jako jeszcze większy komplement zakrawający o zwykłą przesadę. – szmaragdowe spojrzenie mimowolnie zamarło na rubinowych wargach Smoczycy – Lady Rhaenys mogła sprawiać wrażenie nieszczególnie zainteresowanej otoczeniem i niemal odcinającej się od motłochu kobiety… lecz nie było w niej ani odrobiny przypadkowości. Każdy uśmiech, gest i najdrobniejszy tik kierowany był doskonale wyuczonymi zasadami, które Targaryenówna przyswajała od najmłodszych . Eleyna pomimo wielu dni imienia poświęconych na wyważenie swej dworności nie potrafiła dość w swym zachowaniu do równie imponującej perfekcji, co Lady Rhaenys… choć, kto wie, może jedynie umniejszała swe postępy na rzecz podziwiania kunsztu Smoczycy.
Zielone, niemal kocie spojrzenie zamigotało z dziwną dozą zainteresowania, gdy królewska kuzynka nakazała nalać służce do kielichów wina i podać jeden z pucharów Lannisterównie – Młoda Lwica miała pół uderzenia serca na rozważenie propozycji Lady Targaryen i odrzucenie poczęstunku… bądź przyjęcie go.
Cóż, decyzja nasuwała się sama.
- Żałoba boleśnie ściska me serce, nie zaś wątrobę, pani. – odparła spokojnie Eleyna, odbierając wino od cichej, niepozornej służki. Choć złotowłosa podjęła próbę rozluźnienia nieco napiętej sytuacji (która wszak napięta była wyłącznie dla Lady Lannister – Rhaenys nie okazywała nawet najmniejszej kropli niepokoju), w jej uszach każde słowo brzmiało niczym żałosne miauczenie.
Wszystko zaś dlatego, iż nie potrafiła rozczytać intencji Targaryenówny.
- Nieżyczliwi zawsze znajdą temat do plotek. Dlatego możemy być pewne, iż Westeros obiegnie wieść, jakoby królewska kuzynka upijała się w towarzystwie jedynej córki Lorda Skały. To dopiero nośna tematyka! – Młoda Lwica uniosła kielich w geście toastu, zupełnie jakby pragnęła pozdrowić wszystkie nieżyczliwe języki, które najpewniej już teraz komponują odpowiednio pikantne plotki – jednak jeszcze nim zdołała wziąć pierwszy łyk wytrawnego trunku z osobistych zasobów Lady Rhaenys…
… ku loży ruszył jeden z rycerzy czekających na rozpoczęcie pojedynku. Dłoń Eleyny zamarła w połowie drogi do ust, gdy tuż przy balustradzie rumaka zatrzymał nie kto inny jak ser Daeron Targaryen – choć jego głowę szczelnie chronił hełm, Lady Lannister była pewna, iż pod blaszaną puszką skrywają się jasne, srebrne włosy i lawendowe spojrzenie właściwie wszystkim przedstawicielom krwi Valyrii. Młoda Lwica kątem oka wychwyciła ruch po swej prawicy i nim zdołała pojąć, co tak właściwie ma miejsce, Rhaenys już podawała swemu kuzynowi czerwono-czarną chustę, którą rycerz dzielnie pochwycił w opancerzoną dłoń i prędko powrócił na swe miejsce.
Eleyna upiła niewielki łyk wina, za wszelką cenę starając się delikatny uśmiech – wszak poza urodą, Targaryenowie słynęli również z zamiłowania do swych bliskich krewnych…
- Jak rozumiem, ser Daeron to Twój faworyt? – szmaragdowe spojrzenie spoczęło na Lady Rhaenys dokładnie w momencie, w którym powietrze przeszył dźwięk rogu, zaś rycerze ruszyli na siebie z pełną energią – nim Lannisterówna zdołała oderwać wzrok od bladej twarzy Smoczycy, przeciwnicy zwarli się ze sobą…
… i zdołali utrzymać w siodłach. Sądząc po efekcie starcia, ucierpieć mógł ser Daeron właśnie – to bowiem w jego tarczę uderzyła kopia rywala, rozkruszając się na setki mniejszych bądź większych drzazg. Eleyna, w przeciwieństwie do znacznej większości zebranych, oszczędziła sobie zbędnych oznak radości bądź zawodu – w obecnym pojedynku jej jedynym faworytem było wyborne, ciemne wino w kielichu…
… jednak kiedy rycerze prędko powrócili na swoje miejsca, by chwilę później ponownie ruszyć do natarcia, Lannisterówna przyłapała się na tym, iż z zaskakującą chciwością wbija wzrok w Daerona Targaryena – zupełnie jakby przez drobny gest związany z chustką przysporzył sobie mimowolnej sympatii Młodej Lwicy. Kiedy zatem od kolejnego uderzenia rycerzy dzieliło nie więcej niż pół uderzenia serca, Eleyna mimowolnie wyprostowała plecy, zaciskając usta w wąską kreskę – walczący nie kazali jej długo czekać. Powietrze ponownie przeszył dźwięk kruszonej kopii i nim na ziemię zdołał opaść kurz oraz drzazgi…
… wynik pojedynku był przesądzony.
Ser Trevet Mallister spoczął na ziemi, zaś sam Biały Płaszcz wciąż dumnie utrzymywał się w siodle.
Lannisterówna wypuściła z sykiem wstrzymywane w płucach powietrze, mimowolnie obracając się w stronę Lady Rhaenys i posyłając jej promienny uśmiech – choć ten akurat nie wyrażał nawet namiastki radości, jaka musiała rozpierać Smoczycę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
142
Join date :
04/05/2014

PisanieTemat: Re: Loża lordowska zachodnia   Sro Sty 21, 2015 7:25 pm

Rhaenys bez słowa wpatrywała się z natężeniem… ba, niemal ze złością w przelewające się z bulgotem wino. Lawendowe spojrzenie – pozornie spokojne i niemal całkowicie wyprane ze zbędnych trosk – odnajdywało dziwne ukojenie w widoku napełnianego trunkiem pucharu. Zaraz też do obrazu dołączyła cierpka, niemal ostra woń; zapach był znany i dziwnie utęskniony -  dojrzewające na południowym stoku winogrona, które przed laty zostały odebrane przyrodzie i przeobrażone w alkohol nie powinny budzić u damy dobrych skojarzeń…
… ale prawda wyglądała całkowicie inaczej – na dobrą sprawę Rhaenys nie znała żadnej szlachetnie urodzonej kobiety, która odmawiałaby sobie wina.
Jak inaczej wytrzymywałby z mężczyznami?
W kącikach ust Smoczycy zaigrał cień uśmiechu, gdy odebrała od służki kielich, który przyjemnie zaciążył w jej dłoni. Było wczesne popołudnie i  chociaż słońce raziło oczy smoczej księżniczki, kładło się złotą poświatą na zroszonej trawie, szeleszczących drzewach i szemrzącej w oddali wodzie, powietrze zachowało jeszcze zdradliwą rześkość. Jedynie pole turniejowe skutecznie poddawało się innym zapachom – głównie woni przeoranej ziemi, słodkiemu odorowi trawionego przez dziesiątki (jeśli nie setki) organizmów alkoholu oraz potowi, który w podobnej temperaturze nie był niczym dziwnym – zwłaszcza u przedstawicieli stanów niższych. Spośród wszystkich bodźców otaczających Rhaenys, najbardziej zabawny był ten związany z samą Lady Eleyną – kobiety przez krótką chwilę sprawiały wrażenie zupełnie niezainteresowanych towarzyszką… co było wierutnym i z dziką lubością powielanym kłamstwem.
Obie potrzebowały wszak zaledwie przelotnego spojrzenia, by ocenić  się nawzajem.
Dwie damy, które w przerwie od załatwiania codziennych spraw przypadkiem posadziły tyłki na tym samym kawałku drewna.
Rhaenys podobała się bezpośredniość Eleyny Lannister – ilekroć jedyna córka Lorda Casterly Rock odwiedzała Królewską Przystań (a trzeba przyznać, iż stolica była jej drugim domem), smocza księżniczka starała się spędzić ze złotowłosą choć kilka godzin; oczywiście, sama Targaryenówna nie nazwałaby relacji łączącej ją oraz Lwicę jako „przyjaźni” – w świetle rozmów (oraz niedopowiedzeń), które było dane im prowadzić, o wiele bardziej adekwatnym określeniem zdawała się „sympatia”. Eleyna miała bowiem w sobie kilka wyjątkowych cech, wywierających na Rhaenys ogromne wrażenie. Jedną z nich była umiejętność - gdy tylko była ku temu okazja - nazywania rzeczy po imieniu; Lwica zdawała się kierować zasadą, iż nie ma najmniejszego sensu konwersować o pogodzie, wypytywać o zdrowie bliskich, dyskutować o zaletach i wadach różnobarwnych kaczek – Lannisterówna niemal od razu przechodziła do rzeczy, potrafiąc jednocześnie zachować jednocześnie uprzejmy ton, chłodny dystans… i wyćwiczoną do perfekcji sugestywność.
Zupełnie, jakby Siedmiu Bogów pozwoliło jej przyjść na świat tylko po to, by mogła mamić rozmówcę olśniewającą urodą i przebiegłym umysłem.
Eleyna jasno dostrzegała, że Siedem Królestw, a już szczególnie Czerwona Twierdza wprost pękały od kłamstw i choć sama miała nieocenioną możliwość opuszczenia stolicy w każdej chwili, Rhaenys już dawno sama wyzbyła się tego przywileju… i pewnie dlatego z każdym mijającym dniem, tygodniem, rokiem czuła na skórze łgarstwa otaczających ją ludzi – łgarstwa będące jak tłusta plama, która nijak nie daje się zetrzeć. Targaryenówna zaś tkwiła w samym środku tej plamy. Oszukała ją, namówiła, żeby podążała za nią przez pół królestwa – i nawet tutaj, na turnieju w Harrenhal, odór kłamstw był aż nazbyt dobrze wyczuwalny. Smoczyca nigdy nikomu by się do tego nie przyznała, nawet samą sobą gardziła za tę myśl, ale w tej chwili tęskniła za obecnością Daerona. Nie umiała tego okazać, ale czuła się pewniej w obecności człowieka, któremu mogła choć trochę zaufać. Teraz musiała się sama pilnować.
Po słowach Eleyny, Rhaenys zmusiła się do uśmiechu - a w każdym razie do najlepszej jego namiastki, na jaką umiała się zdobyć. Obie pojawiły się na turnieju nie po to, by czerpać radość z pojedynków, lecz po to, by prezentować sobą rody, z jakich się wywodziły – naturalnie, stający w szrankach rycerze byli najlepszymi reprezentantami swych nazwisk… lecz to kobiety stanowiły ich ozdobę.
- Daleko mi do przesady, pani. – Targaryenówna obróciła w palcach kielich, z dziwnym roztargnieniem wpatrując się w łopoczący na delikatnym wietrze sztandar z wyszytym nań trójgłowym smokiem – jasny znak, że lada moment w szranki stanie nie kto inny, jak jej kuzyn.
I wygra.
- Tą zostawiam mężczyznom. – dodała ciszej Rhaenys, uśmiechając się delikatnie do Lady Lannister – trzeba było wiele spostrzegawczości, by dostrzec w grymasie rozbawienia lekką sugestię… lecz Eleyna nie mogła narzekać na jej brak, co nawet w miejscu publicznym przenosiło rozmowę między kobietami na bardziej prywatny grunt. Cóż tu zresztą dodawać – musiały mieć się na baczności, by uniknąć zbędnego zainteresowania poruszanymi kwestiami. Wiele ciekawskich uszu właśnie nasłuchiwało z wytrwałością, znacznie większą uwagę poświęcając pozornie błahemu dialogowi, niż rozpoczynającemu się pojedynkowi na kopie. Rhaenys w milczeniu obserwowała, jak na pole turniejowe wjeżdża rycerz w białej zbroi i – zdawało się – jeszcze bielszym płaszczu. Targryenównę niemal natychmiast wypełnił rażący, irracjonalny niepokój, gdy Daeron po powitaniu swego przeciwnika ruszył ku loży, w której przebywała Smoczyca; księżniczka nie miała nawet ułamka chwili na refleksję, gdy jej własny kuzyn skłaniał głowę, bez zbędnych słów prosząc o chusteczkę – i nim sama Rhaenys zreflektowała swe czyny, podniosła się ze swego miejsca, przechylając nieznacznie przez balustradę i podając Gwardziście Królewskiemu skrawek materiału z wyraźnym czarno-czerwonym haftem.
To, co nastąpiło potem – gdy obsypywana spojrzeniami zebranych widzów z kamiennym spokojem zajmowała poprzednie miejsce obok Lady Eleyny – a chwilą, w której rozbrzmiał nawołujący do walki róg, było niczym niewyraźnie, rozmazane wspomnienie. Targaryenówna pamiętała co prawda pierwszy, przerażający trzask, gdy kopia Treveta Mallistera uderzyła o białą tarczę Daerona… lecz moment, w którym Gwardzista ruszył do kontrataku powalając swego przeciwnika z niepohamowaniem godnym smoka, przeobraził się w oczach Rhaenys w rozmazaną, niewyraźną plamę.
Strach, obawa, dziwny niepokój, może nawet niezdrowe emocje wywołane potyczką przeplatały się w jej umyśle, skutecznie utrudniając skupienie uwagi…
… aż nagle było po pojedynku – obaj rycerze opuszczali pole turniejowe, pozostawiając po sobie jedynie drzazgi, wszechobecny kurz i przeoraną ziemię. Do rzeczywistości Targaryenównę przywróciło dopiero pytanie zadane przez Lady Eleynę – Smoczyca pomimo zesztywniałej szyi zdołała obrócić głowę w stronę Lannisterówny, przywołując na usta najbardziej swobodny uśmiech, na jaki w obecnej chwili mogła się zdobyć.
- Sądzę, że po tym pojedynku nie tylko mój. – z piersi Rhaenys wyrwało się ciche westchnięcie ulgi, gdy w końcu pojęła, iż…
… może mieć rację. Kimkolwiek by się nie okazał kolejny przeciwnik Daerona, najpewniej nie będzie w stanie zrzucić go z siodła – w grę wszak wchodziły umiejętności Gwardzisty Królewskiego, co z kolei nasuwało prostu wniosek: Targaryenowi nic nie zagraża.
Ani porażka, ani ciężkie obrażenia… ani śmierć.
- Pani, przyznaj lepiej, komu z kolei udało się zdobyć Twoją sympatię. – w lawendowych tęczówkach zamigotały iskierki szczerego zainteresowania, gdy Rhaenys uniosła kielich do ust, wpatrując się w Eleynę z właściwą sobie uwagą – przejawianą zwłaszcza wobec osób budzących… cóż, sympatię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Loża lordowska zachodnia   

Powrót do góry Go down
 

Loża lordowska zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Loża lordowska zachodnia
» Loża lordowska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Harrenhal :: Pole turniejowe-