a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen



 

 Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen   Pią Lip 29, 2016 9:06 pm


Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen


Daenerys Velaryon     Maegor Targaryen

Rok 264 AL
Czerwona Twierdza, komnata gościnna





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen   Nie Lip 31, 2016 1:31 am

Daenerys Velaryon siedziała w bezruchu, wpatrując się sztywno w swe lustrzane odbicie.
Dzień ślubu króla Aerysa Drugiego miał być dla dziewczyny pierwszym ważnym wydarzeniem, na którym zaznać miała prawdziwego dworskiego życia. Dotychczas nietknięta przez atmosferę Królewskiej Przystani, dziś poczuła się... brudna. I to nie tylko przez widok ognia zajmującego ciało jednej z członkiń królewskiego, dzięki któremu w jednej chwili wylądowała na ziemi. W porę jednak zdążył zareagować jeden z kuzynów dziewczyny, nie pozwalając jej na zbyt mocne uderzenie.
Obrażenia po niesfornym wypadku były znikome, a ku szczęściu Velaryonówny – niewidoczne. Wielki Maester zalecił piętnastolatce odpoczynek, czego srebrno-złotowłosa bardzo potrzebowała. Wszystko składało się na to, że Daenerys potrzebowała chwili samotności, którą mogła dostać w wydzielonej komnacie gościnnej.
W ciągu całego swojego życia nie doznała tak wielu emocji; poczynając od rozmowy z Namiestnikiem, a kończąc na narodzinach smoka w królewskich ogrodach, o czym dowiedziała się tuż po opuszczeniu kątka maestra.
Podczas wcześniejszego zażywania kąpieli, myśli dziewczyny skupiały się tylko i wyłącznie na kuzynie, z którym niedługo miała złożyć przysięgę ślubną. Być może zdążyła przyswoić sobie sam tego fakt, co nie znaczy, że była gotowa na wypełnienie woli lorda Velaryona. Bardzo chciała pozostać dzieckiem; dzieckiem, które nie miało wielu obowiązków, które nie musiało bać się o przyszłość i małżeństwo z własnym kuzynem, którego bądź co bądź od wielu lat nie widziała i, co gorsza, nie pamiętała.
Daenerys Velaryon zwykła stronić od obcych osób, zwłaszcza, jeśli słyszała na ich temat różnorakie historie. Od tej reguły zdążyła oderwać się już w dniu ślubu króla, gdy poprowadziła krótką rozmowę z Namiestnikiem.
Była wtedy bardzo spięta; trudno powiedzieć, czy z powodu jego statusu, czy też najzwyklejszego strachu. Sam książę Smoczej Skały nie wydawał się być tą samą osobą, którą znała z plotek – nie miała powodu do obaw, w końcu przyjaźnił się on z jej kuzynem, a dziedzicem rodu, Aenorem. A jednak wahała się przed każdym wypowiadanym zdaniem, powtarzała je dwa razy w głowie, nim zdołała je z siebie wykrztusić drżącym głosem.
Postawa niegodna osoby wysoko urodzonej, chcialoby się powiedzieć – młódka nie mogła jednakże prowadzić z nim najzwyklejszej, niezobowiązującej pogawędki. Nerwy piętnastolatki widoczne były na pierwszy rzut oka – ściskanie sukni, drżąca dłoń. W ten sposób działał na nią Namiestnik Siedmiu Królestw.
W obecności księcia Maegora czuła się conajmniej dziwnie – a przynajmniej było tak do czasu, gdy przymusił ją do wypicia wina. Daenerys Velaryon nie tykała alkoholu praktycznie nigdy; dziewczynę odrażał nieco stan upojenia, który u wielu obecnych na uczcie dawał o sobie znaki. Rozluźniła się dopiero wtedy, gdy Targaryen ujął jej dłoń, prowadząc niemal tak, jak dziecko podczas spaceru.
Krok za krokiem, ruch za ruchem.
W końcu zdecydowała się na ruch inny, niż bezczynne patrzenie na swoje odbicie w lustrze. Sięgnęła wolno za cienki materiał koszuli nocnej, unosząc go aż do ud. Zamoczyła dwa palce w flakoniku wypełnionego olejkiem różanym, zaczynając wolno wcierać substancję w skórę na nogach – poczynając od ud, a kończąc na samych kostkach.
Robiła to z zadziwiającą wprawą, niemniej jednak nie śpiesząc się; każdy ruch wydawał się być dokładnie zaplanowany tak, by nie ominęła żadnego miejsca. W powietrzu unosił się przyjemny dla nosa zapach – dla Daenerys była to dobra odmiana od smrodu Królewskiej Przystani, jaki poczuła podczas drogi do Wielkiego Septu Baelora. Sądziła, że stolica będzie pachnieć odrobinę lepiej... nie chciała jednak narzekać, spędzając teraz czas z samą sobą.
Velaryonówna miała pełną świadomość tego, że po ślubie takich chwili będzie miała znacznie mniej. Najbardziej z wszystkiego bała się wypełnienia obowiązku małżeńskiego, czyli wydania na świat potomka. Ta wizja niejako ją przerażała – nie widziała siebie w roli matki, co gorsza, kto wie czy przeżyłaby poród? Piętnastolatka była w końcu drobną, chudą dziewczyną w niczym niepodobną chociażby do Dornijek, o których wiele razy słyszała i widziała.
Nadal nie była pewna, czy lord Velaryon rozkazał swemu synu poślubić kuzynkę jako karę za ucieczkę. Ale czy podarowanie mężczyźnie kobiety mogło być jakąkolwiek pokutą? Gnębiło to młódkę, ponieważ była niemal pewna, że za rok, dwa, czy nawet trzy znalazłby się lepszy kandydat na męża. Ktoś, kto zdołałby ją pokochać. Ktoś, kto dałby radę zrozumieć jej prostą, niewinną duszę. I jako tego mężczyznę na pewno nie wyobrażała sobie Daenora Velaryona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen   Nie Wrz 04, 2016 10:34 pm

Niebo przybrało niemrawą, szarą barwę, zza której leniwie przebijały się promienie bladego słońca – podczas takich dni jak ten trudno było odróżnić poranek od południa, zachód od zmierzchu. O nieuchronnym przemijaniu czasu świadczyły wyłącznie mechanicznie wykonywane czynności, które stanowiły punkt odniesienia w pogrążonej w milczeniu Czerwonej Twierdzy.
Śniadanie. Listy. Narada. Obiad. Listy. Audiencja. Przy kolacji przekazywane szeptem plotki, pogłoski, pomówienia, wszystko zaś w trwożliwym wyczekiwaniu na kolejne szaleństwo władcy. Brak snu nie dodawał Namiestnikowi Siedmiu Królestw uroku, a panująca pośród zamkowych komnat atmosfera jedynie pogłębiała uczucie całkowitego paraliżu, które odbierało chęci do jakiegokolwiek działania – jednak nadchodzące dni miały być dla Maegora kluczowe, o czym doskonale wiedział on, wiedzieli pospiesznie wyjeżdżający ze stolicy Lordowie, wiedziała służba pakująca kufry Targaryena, który walczył z opadającymi powiekami i pospiesznie kreślił kolejne słowa jednego spośród wielu piętrzących się na stosie listów.
Musiał działać, musiał robić coś – cokolwiek – co napędzało rytm odchodzącego w niepamięć dnia, musiał zajmować własne myśli setką pobieżnych, błahych zajęć, aby nie zatrzymać się, nie opaść z sił, nie poddać wygodnej rezygnacji. Nad ziołowym wywarem i smakującym spalenizną bażantem (od nocy królewskiego wesela wszystko smakowało spalenizną) do Księcia Smoczej Skały dotarła wieść o rychłym opuszczeniu Królewskiej Przystani przez Velaryonów – Maegor pomyślał o Aenorze, o przebywającej w Dorne Daenie, o nagłym powrocie drugiego syna Lorda Pływów, w końcu o jego bratanicy, którą porzucił przy stoliku. Nie poczytano by mu tego za nietakt, gdyby się nie pożegnał – skoro jednak wizyta w gościnnych komnatach stała się realną, logiczną opcją, nie mógł odmówić sobie kolejnego pretekstu do działania. Wieczerzy nie dokończył, pozostawiając przypieczonego ptaka i napój Wielkiego Maestra na pastwę losu – nie przebrał nawet wamsu, w którym spędził cały dzień i który nie należał do najświeższej sztuki przyodziewku, jaką posiadał Targaryen. Wprowadzony w trans, pochłonięty własnym zadaniem, za wszelką cenę pragnący zignorować zaciskającą się na pętli szyję przemierzał pogrążone w półmroku, opustoszałe korytarze Czerwonej Twierdzy, rozważnie układając w myślach słowa, które skieruje do Aenora.
Driftmark będzie kluczowy. Wiem, że wymagam wiele, wiem, że poczucie obowiązku jest w was silne, doskonale zdaję sobie sprawę…
Dłoń Targaryena zacisnęła się mocno w pięść, gdy Namiestnik w milczeniu pokręcił głową.
Źle. Powinienem odpuścić sobie pustą retorykę.
Zanurzony w odmętach własnych myśli nie zauważył momentu, w którym dotarł do przeznaczonej dla gości części zamku. Choć większość z Lordów już opuściła Czerwoną Twierdzę, Królewską Przystań a w niektórych przypadkach nawet Włości Korony, przed częścią drzwi wciąż stały wystawione straże – okute w stal pionki, które w starciu z Gwardią Królewską nie miałyby żadnych szans i które doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Czujne spojrzenia odprowadzały Księcia Smoczej Skały aż do zakrętów, za którymi znikał bądź wręcz przeciwnie – starały się go nie zauważać, jakby w obawie, że jedno spojrzenie będzie wyrokiem śmierci.
- Otwierać.
Długie płaszcze barwy akwamaryny niemal sięgały chłodnej posadzki, co – choć było efektowne – niekoniecznie musiało sprawdzić się w walce. Dwóch stojących przed komnatami Velaryonów strażników spojrzało po sobie ze zdziwieniem tylko po to, by po chwili – z niejakim wahaniem w głosie – przemówił jeden z nich.
- Obawiam się, że to niemożliwe, Wasza Książęca Mość.
Nie trzeba było znać dobrze Maegora Targaryena, by zauważyć jego poirytowanie, o czym zresztą przekonała się dwójka zbrojnych tamtego wieczora. Przez twarz Namiestnika przemknął ledwie zauważalny cień, który zatrzymał się w oczach i tam zagościł na dobre – Książę Smoczej Skały postąpił dwa prędkie kroki naprzód, niemal nadziewając się na rękojeść miecza, po którą sięgał przemawiający strażnik.
- Obnażać stal przeciwko członkowi królewskiego rodu? – zaciśnięte mięśnie szczęki zaigrały pod bladą skórą Targaryena, gdy położył dłoń na żelaznej rękawicy strażnika, krótkim pchnięciem wsuwając do pochwy wyciągnięty niemal do połowy miecz. – Uwierz mi, chłopcze – gdybyś wyjął to ostrze, śmierć zadana poprzedniej nocy przez Aerysa okazałaby się dziecięcą igraszką przy tym, co zrobiłbym z tobą ja.
Odstąpił na krok od strażnika, kiwając krótko głową w stronę wciąż zamkniętych drzwi – tym razem nie musiał na głos żądać, by je otworzono; przy akompaniamencie cichego skrzypnięcia zawiasów, ustąpiły pod ręką zbrojnego, umożliwiając Maegorowi dalszą drogę. Namiestnik przestąpił przez próg, ledwie chwilę później słysząc, jak drzwi się za nim zamykają – chwilowy gniew ustąpił przed przywołaną naprędce uprzejmością, którą pragnął powitać Aenora.
Problem polegał na tym, że go nie zastał.
O czyjejś obecności w komnatach dobitnie świadczyła wyraźna, choć łagodna woń pachnidła – Targaryen nie podejrzewał przyjaciela o zamiłowanie do podobnych specyfików, uznał zatem, że najlepszą drogą do rozwiania wątpliwości (i rodzących się względem Aenora podejrzeń) będzie wkroczenie do kolejnej z kompleksu komnat.
Myrijski dywan skutecznie tłumił dźwięk kroków, nic jednak nie było w stanie stłumić głębokiego westchnienia Księcia Smoczej Skały, który po pokonaniu zakrętu znalazł się w nieco mniejszym niż uprzednio pokoju, gdzie…
- Zjawiam się nie w porę, pani?
Pytanie – choć zadane w kierunku Daenerys Velaryon – skierowane było do odsłoniętej, mlecznobiałej skóry uda, której widok powitał Maegora w komnacie. Fiołkowe spojrzenie w przeciągu tej krótkiej chwili zdołało wyłowić wilgotny ślad pachnidła i tańczący w nim odblask świecy, wszystko to zaś oprawione w cienką, jakże niepraktyczną zimą halkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen   

Powrót do góry Go down
 

Daenerys Velaryon i Maegor Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Maegor Targaryen zwany Szmaragdowym Płomieniem
» Maegor Targaryen i Ivory Targaryen
» Daeron Targaryen
» Viserys Targaryen
» Daenerys Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-