a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Mander



 

 Mander

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Mander   Sob Kwi 27, 2013 9:01 pm


Mander to największa rzeka w całym Reach. Jest szeroka i najeżona pniakami oraz małymi piaskowymi wysepkami, aby łapać nieostrożne statki. Górne brzegi Manderu są błotniste i ostre, a im bliżej do Wysogrodu - tym czystsze i bezpieczniejsze się stają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Mander   Sro Kwi 02, 2014 9:38 pm

Qotho podróżował po tym pieprzonym Westeros wystarczająco długo. Prawdę mówiąc zaczął już powoli tracić nadzieję na to, że jego khaleesi przeżyła na tym kontynencie, ziemi, czy jakkolwiek to nazwać. Nie słyszał o niej już nazbyt długo, żeby żywić na to jeszcze jakieś większe nadzieje. Prawdę mówiąc zaczynała go już nawet nużyć ta podróż po Siedmiu Królestwach. Kobiety tutaj łatwe, nie stawiają większego oporu, a i nie ma z kim porządnego pojedynku stoczyć. Wszyscy chodzą w jakichś puszkach i są wolniejsi aniżeli koń z połamanymi nogami. Od kiedy tutaj przybył ani razu nie ściął swoich włosów, więc musi to o czymś jednoznacznie świadczyć. Dodatkowo nie ma na ciele żadnej nowej blizny. Doprawdy musiałby się załapać chyba na jakąś większą bitwę, żeby porządnie się rozerwać, bo na razie nie ma ku temu okazji. Zlecenia są dość proste i polegają zazwyczaj na pobiciu lub zabiciu jednego człowieka, a dla dwumetrowego olbrzyma to naprawdę żaden problem.
Teraz jednak jechał na swoim koniu w stronę rzeki. Ostatnia robota dała mu się we znaki, zwyczajnie obryzgując jego tors oraz szyję czerwona posoką. Ten wieśniak kwiczał bardziej niż zarzynana świnia, kiedy miecz przebijał się przez jego trzewia. Doprawdy... Jakim trzeba być facetem bez jaj, żeby wydawać z siebie jęki godne gwałconej dziewki? Niestety tylko tacy tutaj przebywali. No, ale wracając do Qotho to Dothrak zaprowadził konia na jedna z wysepek i tam go przywiązał do drzewa. Niech sobie podje, a w tym czasie były wojownik khallasaru wszedł do rzeki, oczywiście uprzednio zrzucając z siebie swoje skóry. Pod ręką cały czas miał swój półtorak, bowiem drugie ostrze było zbyt cenne, aby pozwolić mu zardzewieć. Qotho nie omieszkał jednak rozglądać się od czasu do czasu podczas mycia. W końcu nigdy nie wiadomo kto go odwiedzi.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Mander   Wto Kwi 08, 2014 3:25 pm

Mijał tydzień za tygodniem, a nadzieje na odnalezienie Rakharo malały. Irri zaczęła powoli godzić się z tym, że go utraciła. Na zawsze. Pierwsze przebłyski tej świadomości były jak bolesne igły. Mocno wbijały się w jej ciało, lecz na krótką chwilę, otrzeźwiając i sprawiając, że momentami myślała racjonalnie. Z czasem jednak te igły zmieniły się w drzazgę tkwiącą w sercu khaleesi. Była tam nieustannie, przypominała o Rakharo i o tym, że... nigdy go nie odnajdzie. Przybyła przecież do Królewskiej Przystani, powędrowała z lordem Diryanem na północ, aby wrócić stamtąd z pustym rękoma przez Dorzecze. Gdyby jeno miała towarzysza, powiedziałby, że jest apatyczna, a jej lico spowijała bezustannie nostalgia. Podczas jednej z nocy ciepłych i dusznych, spędzonych już w Reach, uroniła wiele łez, co nie zdarzyło się jej od czasów dziecięctwa.
A potem przyszła trzeźwość. Świadomość tego, że nie może się błąkać bezustannie po tym obcym lądzie jak niespokojny duch, żądna zemsty i z płonącą nadzieją, że jej poszukiwania wydadzą w końcu owoc. Myślała o tym, aby powrócić do swoich. Na wielkie morze traw, coby odnaleźć swe miejsce wśród staruch w Vaes Dothrak, bądź pod inszym imieniem dołączyć do khalasaru. Była wciąż młoda, potrafiła walczyć i tropić. Poradziłaby sobie. Lękała się jednak kolejnej podróży przez słone morze, którego wód jej koń nie mógł pić. Pierwsze dni na statku płynącym do Westeros spędziła pod pokładem, wymiotując i śpiąc na zmianę.
Ale teraz nigdzie nie było widać nawet morza, więc nie lękała się niczego. Nawet, gdy dostrzegła znajomą jej gębę wychodzącą z oberży, podczas gdy ona czaiła się gdzieś w krzewach. Co tu robił? Dlaczego właśnie on? Jak do kurwy nędzy ją odnalazł? Po głowie Irri chodziły różne myśli. Czy Wielki Rumak go tu przyprowadził, aby ukarać ją za to, że nie odnalazła syna? Nie miała pojęcia. W pierwszym momencie chciała zniknąć, jednakże duma jej na to nie pozwalała.
Śledziła go z największą ostrożnością na jaką było ją stać. Spała i jadła niewiele, liczyło się tylko to, aby odnaleźć dogodny moment. A nawet, gdy spał nie potrafiła do niego podejść. Zdarzyła się jednak taka chwila, gdy zrzucił swe skóry i broń na trawę, aby ukoić ciało. Przywiązała wierzchowca do jednego z drzew daleko od rzeki, coby zbliżyć się do niej uzbrojona w arakh i łuk. Pierwszy spoczywał przytroczony do pasa, który okalał jej biodra; Irri zaś trzymała w dłoni łuk i strzałę, przygotowana, aby w każdej chwili ją wypuścić.
Wzięła głęboki oddech.
I wyszła z pomiędzy drzew. Złotowłosa i odziana w brudne skóry, pokryta warstwą kurzu i gdzieniegdzie krwią swych wrogów, aby spojrzeć w oczy wojownikowi khalasaru Joggo. Ładną, dojrzałą twarz Irri wykrzywiała wściekłość, niepohamowana i dzika, gdy celowała w niego strzałą.
-Co tutaj robisz? - zawołała w ojczystym dialekcie, zatrzymując się kilkanaście metrów od brzegu. Wszystkie mięśnie miała napięte, a w piersi kotłowała się jej złość.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Mander   

Powrót do góry Go down
 

Mander

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Reach-