a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Rolland Caron



 

 Rolland Caron

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Rolland Caron   Sob Kwi 16, 2016 2:13 pm


Rolland Caron










Wiek:
21 dni imienia
Miejsce urodzenia:
Nocna Pieśń
Ród:
Caron
Stanowisko:
najstarszy syn Lorda Nocnej Pieśni
dziedzic rodu Caron i tytułu Lorda Marchii

Aparycja


Mógłby przysiąc, że jego tęczówki są jak najczystsze jeziora w Krainie Wiecznej Zimy, tam hen daleko, za Murem – spośród wszystkich wyrafinowanych określeń błękitu, to lubił najbardziej.
Zamarznięte tafle zimowych jezior.
Oczy były chyba jedynym atutem, jaki posiadała blada, chuda twarz dziedzica Nocnej Pieśni – nawet prosty, zgrabny nos pozostawał daleko w tyle, co dopiero mówiąc o nieco zbyt szerokich ustach i odstających uszach. Te ostatnie na całe szczęście Caron ukrywa pod nieco przydługimi, lekko kręconymi włosami bliżej nieokreślonej barwy – niektórzy sądzą, że mają jasnobrązową, brudną barwę, inni z kolei, że to nieudana imitacja ciemnego blond. Dla samego Rollanda ich kolor nie odgrywa żadnego znaczenia, wystarczająco wiele radości przysparza mu myśl, że zdołał uniknąć wizyty wszy i pcheł podczas nocy spędzanych po karczmach.  Dziedzicowi Nocnej Pieśni daleko zresztą do rycerskiego ideału – jest stanowczo zbyt szczupły, by mógł uchodzić za postawnego i stałego niczym skała, przypomina raczej schwytaną w sidła fretkę, gibką, szybką i stanowczo zbyt przebiegłą, by miała umrzeć obdarta z futra. Osiągnął przyzwoity, przeciętny wzrost, mierzy sobie bowiem pięć stóp i osiem cali. Zamiast miecza, nosi przy pasie sztylet z ciemnej stali, zaś refleksyjny łuk i kołczan pełen strzał jest mu bliższy od sakiewki (tę zresztą zgubił. Dwukrotnie). Przy jego siodle znajduje się również lira – potrafi na niej grać niemal wszystkie ballady z Pogranicza, ze śpiewaniem radzi sobie nieco gorzej, choć bez wątpienia wypada lepiej od pijanych, wędrownych rycerzy z karczmy. Caron ceni sobie wygodne, pozwalające na swobodę ruchów odzienie, zaś od ciężkiej, stalowej zbroi preferuje tę wykonaną z garbowanej skóry. Klacz Rollanda jest jakby przedłużeniem jego ciała – w siodle czuje się pewniej niż na ziemi i gdyby tylko mógł, to spałby, jadł i pieprzył się na nim. Posiada kilka blizn, świadczących głównie o sromotnych porażkach podczas prób walki mieczem – największa z nich znajduje się na prawym boku i ciągnie od pępka do bioder. Dziedzic Nocnej Pieśni sprawia wrażenie kogoś, kto uśmiecha się bez przerwy – w rzeczy samej należy do wyjątkowo pogodnych osób i potrafi docenić zarówno dobre wino, jak i jeszcze lepsze cycki, jednak w głębi jego oczu czai się smutek, którego nie potrafi przyćmić nawet najbardziej promienny uśmiech.


Biografia


- Ten chłopiec jest jak żywe srebro.
- Mhm.
- Wiesz, co zrobił wczoraj?
- Mhm?
- Wlazł na mury obronne. Tak po prostu – najpierw wspiął się na strażnicę, złapał za dechy krokwi, podciągnął i już siedział na dachu.
- Hm…
- Jakby tego było mało, kiedy strażnicy próbowali go ściągnąć, śmiał się wniebogłosy i rzucał w nich pestkami brzoskwiń. Siedmioletni chłopiec pokonał trójkę uzbrojonych mężczyzn za pomocą pierdolonych pestek! W końcu Tevorowi puściły nerwy, poszedł po drabinę i zaczął się wspinać, a wtedy ten mały… słuchaj, co zrobił: zjechał na tyłku z dachu, wylądował jak kot na czterech łapach i biegiem na blanki! Corwyn aż pobladł, jak zobaczył dzieciaka balansującego na wąskich merlonach! Trevor zaczął wrzeszczeć, że ma natychmiast wracać albo tak mu złoi tyłek, że skóra będzie schodzić pasami, a chłopak jazda dalej, tylko właził w miedze, a później znów na merlony, przebiegł tak z dziesięć jardów, póki ktoś nie poszedł po rozum do głowy i nie wezwał lorda. Dzieciak zatrzymał się dopiero, jak usłyszał głos ojca dobiegający z dołu – spojrzał tymi swoimi wielkimi oczami i… i słuchaj, to będzie najlepsze: lord do niego Rolland, na dół!, a nasz mały dziedzic na to nieodpowiedni dobór słów, ojcze! Nawet nie zdążyliśmy krzyknąć, kiedy zrobił krok w pustkę i runął z muru – lord Caron pobladł, jakby już widział to drobne ciało roztrzaskane na dziedzińcu… ale mały jest od nas mądrzejszy, a przynajmniej bardziej spostrzegawczy – wpadł w sam środek wozu z sianem, gruchnął tak, że aż zniknął między balami. Lord ruszył na niego na sztywnych ze strachu nogach, wytargał chłopaka spomiędzy siana i podniósł za kark jak kota – pierwsze uderzenie aż poniosło się echem, a głowa dzieciaka odskoczyła do tyłu, ale nawet nie pisnął. Po drugim zaczął krwawić z nosa, a w trakcie trzeciego łzy wielkie jak grochy płynęły po policzkach – ale przez cały ten czas nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Dopiero, kiedy lord odstawił go na ziemię, wytarł nos rękawem i powiedział coś, czego nigdy nie zapomnę.
Ja tylko wykonałem polecenie, ojcze.



Nigdy nie przepadał za mieczami. Były nieporęczne, ospałe i wymagały krzepy, której Caronowi – czego nie da się ukryć - brakowało. Zbyt szczupły, zbyt żywotny, o zbyt wątłej sylwetce – nie takiego dziedzica oczekiwał lord Nocnej Pieśni, który należał do jednego z postawniejszych mężczyzn, jacy w owym czasie stąpali po Ziemiach Burzy.
Gdyby ubrać go w suknię, ktoś wziąłby go za wyjątkowo niecycatą kurwę, powtarzał po kilku głębszych kielichach arborskiego wina, z niechęcią spoglądając na Rollanda. Na nieszczęście dla własnego ojca, dziedzic Nocnej Pieśni brak piersi nadrabiał poczuciem humoru i słysząc słowa lorda, dygał z pełną gracją, unosząc wyimaginowane rąbki sukni, po czym odpierał z uśmiechem
Pizdy też nie mam, ale na szczęście z charakteru straszna ze mnie cipa.
Wtedy zwykle zapadała cisza – milkła służba, matka, młodsze rodzeństwo: wszyscy spoglądali na Rickarda Carona w oczekiwaniu przesyconym napięciem. Nawet Rolland wstrzymywał oddech, wyczekując reakcji ojca.
I właśnie w tym momencie lord Nocnej Pieśni wybuchał śmiechem. Ryk wesołości nieraz wyciskał mu wino przez nozdrza, a potężna pięść uderzająca o stół sprawiała, że sztućce podskakiwały na talerzach z brzękiem – Rickard Caron odchylał się na krześle i śmiał tak długo, aż zwykle groźna twarz czerwieniała niby letnie czereśnie.
W rzeczy samej, jego najstarszy syn nie był dzieckiem, którego pragnął.
Co nie oznacza, że był całkowicie do niczego.


Las jest ciemny. Cichy poranek, nic nie zapowiada katastrofy.
Ścieżka biegnie łagodnie od jednego szerokiego łuku do drugiego, z jednego niewielkiego wzniesienia na drugie. Pośród drzew, dokładnie jedenaście jardów metrów od ścieżki, wisi zielone jabłko. Wisi na konopnym sznurku, przywiązane do gałęzi na wysokości trochę ponad półtora stopy. Na jabłku widać ślad po nadgryzieniu przez czyjeś silne, zdrowe zęby. Dalej przy ścieżce można dostrzec następny wiszący owoc, podobnie nadgryziony jak pierwszy. W sumie jabłek jest pięć. W oddali na ścieżce widać jakiś ruch, coś szybko przemyka między drzewami, po chwili słychać zbliżający się tętent końskich kopyt. Zza łagodnego łuku wyłania się smukła siwa klacz, nieosiodłana, zaś na nim szczupła, stabilna postać w lnianym, jasnym wamsie i skórzanej, czarnej kamizeli. Jedzie szybko, najwyraźniej umie i lubi to robić. Szkapa zachowuje się bardzo pewnie, kopyta wybierają nierówności, odbijając się od śliskiego podłoża. Konny ma na twarzy ciemną chustę zabezpieczającą przed wiatrem, przez co zbłądzony w leśnej kniei podróżnik miałby problemy z dostrzeżeniem lica. Kiedy klacz zbliża się do pierwszego wiszącego na drzewie jabłka, jeździec sprawnym ruchem wyjmuje strzałę z kołczanu na plecach i w pełnym pędzie strzela do jabłka. Właściwie nie słychać charakterystycznego dźwięku zwalnianej cięciwy, za to trafiony owoc odpowiada głuchym odgłosem. Kolejne jabłko, kolejny strzał i znowu trafiony, następny i jeszcze jeden również... niestety, ostatni owoc nie odpowiada mokrym plaśnięciem. Jeździec ściąga mocno cugle, przez co klacz hamuje gwałtownie, wypluwając spod kopyt masę ściółki.
- Inni by to...! – koścista dłoń odziana w skórzaną rękawicę powędrowała do twarzy i zdjęła z niej chustę, która w końcu przestała przeszkadzać  w oddychaniu.
Materiał przysłaniał bladą, szczupłą twarz z prostym nosem i niepewnym śladem ciemnego zarostu na policzkach.
Głębokie, następujące po sobie oddechy wprowadziły pierś w falisty ruch. Normalnie za nietrafienie do jednego z pięciu owoców Caronowi grozi pięciomilowa runda karna, po której znowu musi trafić celnie pięć razy. Dzisiaj jednak sobie odpuści, jest trochę zimno i ma za sobą ciężką drogę. Młodzieniec przeczesał palcami potargane włosy, pogłaskał uspokajająco łeb klaczy i przez chwilę wpatrywał się nienawistnym wzrokiem w nietrafione jabłko. Po tylu latach ćwiczeń nie powinien chybiać. Konno zaczął jeździć, kiedy tylko skończył szósty dzień imienia, a ledwie rok później rozpoczął naukę łucznictwa – ojciec powtarzał, że skoro walka mieczem zupełnie mu nie wychodzi, powinien umieć coś innego. Mówił, że nie pozwoli, aby jego syn był zaszytą w książkach łajzą. Mówił, że dostanie najlepszego nauczyciela na całym południu.
I jak zawsze dopełnił swego słowa.


Szła ku niemu przez grząskie podwórze. Pośród ponurego błota jej uśmiechnięta twarz płonęła jak słońce. Zachwyt go przytłoczył, przyprawił o dreszcze i odebrał mu oddech.
Miesiące, które spędził z dala od niej, nie na wiele się zdały. Nadal był w niej rozpaczliwie i beznadziejnie zakochany.
- Marigold - szepnął z zachwytem Rolland Caron, jak czarodziej w bajce dla dzieci wypowiadający zaklęcie. - Co tutaj robisz, pani? - niemal oczekiwał, że kobieta rozpłynie się w powietrzu i okaże wytworem jego przeciążonej wyobraźni.
- Przyjechałam zobaczyć się z ojcem. Zastałam go?
- Jest w karczmie, pisze list.
- Jak zwykle. - popatrzyła na skórzaną zbroję dziedzica Nocnej Pieśni i uniosła jedną brew, która pod wpływem deszczu nastroszyła się i zmieniła kolor z brązowej na niemal czarną. - Widzę, że wciąż bawisz się w błocie.
Nie potrafił nawet się zawstydzić. Całkowicie zatracił się w spojrzeniu panny Grandison. Kilka kosmyków włosów przykleiło się do jej mokrej twarzy. Żałował, że nie jest na ich miejscu.
Myślałem, że już nie możesz być piękniejsza, ale myliłem się.
Nie śmiał na nią spojrzeć i nie śmiał odwrócić wzroku. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie... nie... w historii świata... nie... najpiękniejszym, co istniało w historii świata.
- Świetnie wyglądasz - wyszeptał.
Spuściła wzrok na swój przemoczony płaszcz podróżny, zachlapany błotem aż do pasa.
- Podejrzewam, że nie jesteś ze mną całkowicie szczery.
- Nigdy nie udaję. - Kocham cię kocham cię kocham cię kocham cię kocham cię kocham cię kocham cię...
- Dobrze się czujesz, Rollandzie? Mogę tak do ciebie mówić, prawda?
- Oczywiście. Czuję się...
Jak w transie, odkąd tylko cię spotkałem. Wtedy, kiedy oboje mieliśmy po jedenaście lat, a ja zacząłem godną pożałowania karierę giermka u twego ojca, tam, w Grandview.
- ... dobrze.
Wyciągnęła dłoń, a on pochylił się i ją ucałował, jak wioskowy kapłan, któremu pozwolono dotknąć rąbka szaty Wielkiego Septona...
Na jej palcu zobaczył złotą obrączkę z niewielkim połyskującym niebieskim kamieniem.
Poczuł tak silny ucisk w żołądku, że ledwie nad sobą zapanował. Tylko niezwykłym wysiłkiem woli utrzymał się na nogach.
- Czy to...? - wyszeptał z trudem.
- Tak, obrączka ślubna! - czyż mogła wiedzieć, że wolałby, żeby zamachała mu przed oczami zmasakrowaną głową?
Uchwycił się swego sztucznego uśmiechu jak tonący ostatniego kawałka drewna. Poczuł, że jego usta się poruszają, i usłyszał własny pisk. Wstrętny, kobiecy, żałosny cienki pisk.
- Kim jest ten cny mężczyzna?
- To drugi syn lorda Horn Hill. - w jej głosie dało się usłyszeć dumę. Miłość.
Co bym oddał, żeby usłyszeć, jak wypowiada w ten sposób moje imię? Wszystko, co mam. Czyli nic, poza pogardą ludzi.
- Drugi syn lorda Horn Hill… - wyszeptał, a miano rywala zazgrzytało w jego ustach jak piasek. Rolland zacisnął drżącą prawą pięść, wyobrażając sobie, że wyrywa uśmiechniętą szczękę z urodziwej głowy tego rycerzyka.
- Jesteśmy bardzo szczęśliwi - powiedziała Marigold.
To macie fart. Ja chcę się zabić. Nie mogłaby mu sprawić większego bólu, gdyby zmiażdżyła mu fiuta w imadle. Czy jest aż tak głupia, że się nie domyśla? Z pewnością jakaś część niej o wszystkim wie i cieszy się z jego upokorzenia. Jak ja cię kocham. Jak ja cię nienawidzę. Jak ja cię pragnę.
- Gratuluję wam obojgu - mruknął.
- Przekażę mężowi.
- Tak. - tak, powiedz mu, żeby zdechł, żeby spłonął i to szybko. Caron utrzymywał sztuczny uśmiech na twarzy, choć wymioty podchodziły mu do gardła. - Tak.
- Muszę iść do ojca. Może niedługo znów się zobaczymy?
O tak. Już wkrótce. Dzisiejszej nocy, kiedy będę ściskał fiuta w dłoni, udając, że to twoje usta...
- Mam nadzieję.
Wyminęła go. Dla niej to tylko mało znaczące spotkanie ze starym znajomym. Dla niego jej odejście było jak zapadnięcie nocy. Patrzył, jak drzwi zamykają się za nią z trzaskiem, a potem jeszcze długo stał na deszczu. Miał ochotę opłakiwać bez końca swoje zrujnowane marzenia. Miał ochotę uklęknąć w błocie i wyrwać sobie włosy. Miał ochotę kogoś zamordować i było mu obojętne kogo. Może siebie?
Zamiast tego gwałtownie wciągnął powietrze, które cicho zagwizdało w jednym z nozdrzy, po czym z chlupotem pomaszerował przez błoto w gęstniejący mrok.
Najwyższa pora, by zaczął żyć na nowo.


Ekwipunek


- długi łuk wykonany z drewna akacjowego sprowadzonego z Wysp Letnich; do tego inkrustowany, skórzany kołczan i  strzały o lotkach wykonanych z jaskółczych piór,
- krótki sztylet z ciemnej stali spoczywający w prostej pochwie u pasa,
- giterna z drewna olchowego, zwykle przytroczona do siodła,
- siwa klacz o imieniu Cudna,
- siodło wykonane z dobrej, utwardzanej skóry,
- ciemnobrązowa, skórzana zbroja, utwardzana metalem na nagolennikach oraz napierśniku,
- nabijany żelaznymi ćwiekami, czarny pas,
- podróżny płaszcz oraz szaty, część z nich z herbem rodu Caron zgrabnie wplecionym w kolorystykę.

acidbrain



Ostatnio zmieniony przez Rolland Caron dnia Sob Kwi 16, 2016 2:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Rolland Caron   Sob Kwi 16, 2016 2:30 pm

Cytat :
Osiągnął przyzwoity, przeciętny wzrok, mierzy sobie bowiem pięć stóp i osiem cali.

A nie wzrost? :D

Karta jest świetna, bardzo lekko i przyjemnie się czyta, a postać cudowna, takiej mi tu brakowało, także z radością mogę zaakceptować, daj mi znać jak poprawisz literówkę, to zamknę kartę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Re: Rolland Caron   Sob Kwi 16, 2016 2:38 pm

Wzrok to ja muszę sobie poprawić, skoro nie zauważam takich rzeczy. Gotowe!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Rolland Caron   

Powrót do góry Go down
 

Rolland Caron

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-