a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Blackwater Rush



 

 Blackwater Rush

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Blackwater Rush   Nie Kwi 21, 2013 2:30 am


Blackwater Rush to rzeka, na której leży King's Landing. Jest to głęboka rzeka o szybkim i wartkim nurcie, a jej prądy należą do wyjątkowo niebezpiecznych i zdradliwych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Sro Lis 05, 2014 12:38 am

Krajobrazy za oknem karocy zaczęły przeobrażać się z niezmierzonych połaci sadów i lasów w coraz częściej wyłaniające się zza drzew zbiorniki wodne i rzeki. Oblicze Alethei przybrało cień uśmiechu. Powoli zbliżam się do celu, uznała w myślach. Mimo długiej podróży nie odczuwała ani krztyny zmęczenia. Zamiast tego w pełnym zamyśleniu obserwowała uroki natury skąpane w jesiennym słońcu. Jakikolwiek kontakt z przyrodą zawsze wprawiał ją w ten niezwykły nastrój odprężenia i koił zszargane nerwy, przywracając kontrolę nad własnym życiem oraz postępowaniem. Potrzebowała tego błogiego spokoju ducha w celu kontemplacji nad przyszłymi dniami spędzonymi poza domem bez żadnego członka rodziny. W istocie, na zbliżającym się Wielkim Turnieju będzie jedyną przedstawicielką rodu Tyrellów. Biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej znajdowała się jej młodsza siostra, jej rodzina tym bardziej powinna zadbać o dobrą reputację, a Alethea, zdaniem zarówno ojca, jak i Elstana, wydawała się odpowiednią do tego osobą. Dziewczyna nie miała zamiaru sprzeciwić się ich woli i zobowiązała się z godnością reprezentować swój ukochany Wysogród. Nie czuła jednak na sobie z tego powodu presji, wręcz przeciwnie. Radowała się wielce, mogąc w pewien sposób poszerzyć swoje horyzonty, a także skorzystać z okazji wzięcia udziału tak spektakularnym wydarzeniu. Chciała korzystać ze swojego panieństwa i zwyczajnie zaczerpnąć rozrywki.
Z zamyślenia wyrwał ją nagły widok jednego ze strażników na rumaku, zrównującego się z karetą.
- Konie potrzebują chwili odpoczynku, pani. Za moment znajdziemy się przy Czarnym Nurcie, gdzie proponuję przystanąć - rzekł mężczyzna. Alethea skinęła powoli głową. Od rana jechali bez ustanku, nic więc dziwnego, że konie musiały odetchnąć, napoić się oraz pożywić trawą, której było tu w brud.
- Zatem zróbmy chwilę przerwy - zarządziła swym pewnym, acz jednocześnie łagodnym głosem. Gdy powóz zatrzymał się na poboczu, dziewczyna wyraźnie słyszała szum pobliskiej rzeki. Ten zachęcający odgłos sprawił, iż z zainteresowaniem wyszła z pojazdu i wzięła głęboki oddech, kontentując się świeżym, rześkim powietrzem. Jej wzrok na moment padł na czterech strażników, kierujących się ze swoimi wierzchowcami w stronę brzegu rzeki, gdzie woda płynęła spokojnym nurtem. Wygładziła swą prostą, błękitną suknię i rzuciwszy znaczące spojrzenie Megarze, by jej nie przeszkadzać, udała się zboczem drogi na spacer. Stąpała z gracją po miękkiej trawie, a rześki wiatr delikatnie smagał jej policzki i wprawiał w ruch rozpuszczone włosy, lecz w tej chwili nie zaprzątała sobie tym głowy, w myślach kształtowały jej się bowiem obrazy jej domysłów i oczekiwań względem turnieju.
Odejście od karety z pewnością nie było rozważne ze strony panny Tyrell. Kiedy tylko zeszła z górki bliżej brzegu, zniknęła tym z  oczu straży. Alethea, słysząc szelest liści, gwałtownie się odwróciła, lecz w tej samej chwili jej usta zostały zasłonięte brudną, szorstką ręką, która skutecznie powstrzymała ją przed wydaniem jakiegokolwiek krzyku. Zdezorientowana, na ułamek sekundy spojrzała w oczy napastnika, a to, co w nich ujrzała, napędziło ją strachem. Starała się jednak opanować paraliżujący lęk, zachowała zatem resztki odwagi i zaczęła się szarpać, ale usilne próby wyswobodzenia się z opresji nie zdawały żadnego efektu.
- No no no, co my tutaj mamy? - Twarz mężczyzny wykrzywił szyderczy uśmiech, gdy jego wzrok spoczął na szyi Alethei, na której spoczywał naszyjnik zdobiony szlachetnymi kamieniami. Natychmiast pożałowała, że nie została w powozie. Czemuż musiałam odchodzić tak daleko? zaczynała sobie wyrzucać w akcie desperacji. Straż już mnie szuka. Musi. przemknęła jej myśl pełna nadziei.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Sro Lis 05, 2014 4:50 pm

Oriane Sand nie liczyła upływających dni. Odkąd wyruszyła z Dorne w kolejną podróż, minęło ich sporo, to pewne. Kiedy żagle statku handlowego z Dorne przybiły do celu, wnet podjęła kroki, by przygotować się do wędrówki w nieznane. Jak zwykle cel nie był jasny. Dornijka szukała ludzi, którzy przyjmą ją w swe szeregi i razem – w bezpieczniejszej grupie – przemierzą następną część Westeros.
Kobieta zadbała o prowiant, cieplejsze odzienie i silnego konia, zdolnego do trudów.
Gdy opuszczała Dorne, długo zastanawiała się nad tym, czy nie obrać drogi do King's Landing, jednakże to nie był ten czas, jeszcze nie.
Gdy się nie ma dokąd pójść, idzie się tam, gdzie niosą nogi lub jak w jej przypadku, gdzie udają się inni. Wieść o turnieju w Harrenhal była najbardziej interesującą z tych, jakie usłyszała. Ministrele, pomniejsi kupcy i złodzieje zacierali ręce, wietrząc jakiś interes. Oriane Sand liczyła na nowe, ciekawe znajomości, moc wieści z innych krain oraz na kolejną sposobność do podróży z jakąś grupą. Jak każdy liczyła także na napełnienie swojej sakiewki.
Sposobność natrafiła się w jednej wiosce, w której przyszło jej spędzić dwa dni z racji niekorzystnej pogody. Niestety zmarnowała ją, kiedy złodziej, którego szukano zwiał i śladu po nim nie było. Wielu nastawiało się na tani zarobek, jednakże nic z tego.
Sand odłączyła się od wędrowców trzy dni później. Znudzona sprośnymi żartami oraz raczej nędznym towarzystwem muzykantów, ślepego na jedno oko starca, dwóch kurew i dezertera z wojska swojego lorda, obrała inną trasę. Słyszała o napaściach na samotnych wędrowców, lecz gdyby zwracała uwagę na takie tematy, nigdy nosa nie wychyliłaby z domostwa. Dornijska panna nie myślała o następnym dniu, ryzyko gwałtu i zabicia jej w szczerym polu było wpisane w jej 'zawód'. Nawet jeśli jak pies umrze gdzieś, gdzie nikt nie zobaczy jej truchła, odejdzie szczęśliwa, nie dając się zamknąć w czterech ścianach.
Tym razem szczęście jej sprzyjało. Nie znalazła towarzystwo godnego jej uwagi, niestety, lecz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Natrafiła na ślad innego samotnika, a nie minął dzień, gdy poznała jego tożsamość. Był to ten sam człek, który okradał wioskę. Kiedy Oriane, skryta w cieniu kaptura sączyła gorący napój w tawernie, widziała jego twarz, rozjaśnioną płomieniami ognia.
Z tego, co mówiły jej mapy, kierował się do siedziby rodu Whent. Wybrał inną drogę, bardziej uczęszczaną, co pozwalało sądzić kobiecie, iż liczy na obrobienie kogoś bogatego. Powodzenia.
Ciekawa poczynań złodzieja, wyruszyła w drogę jego śladami. Długi czas jechał blisko rzeki, także jej się trzymała. Niestety zniknął jej z oczu dość wcześnie, gdyż bękarcia córa dornijskiej krainy uważała aż przesadnie, by jej nie zauważył. Musiała poganiać swojego konia, by nadrobił drogi.
Widocznie było jej pisane małe zwycięstwo, chociaż nie wiedziała czy było spowodowane głupotą i bezmyślnością mężczyzny, czy  zwyczajnym przypadkiem. Kiedy jej oczy ujrzały jego plugawą sylwetkę, skradała się w kierunku młodej damy. Kobieta zeskoczyła z konia i biegła co sił w nogach w tamtym kierunku. Ciekawe jest jedno: czy gdyby wiedziała, że zagrożona jest członkini znienawidzonego przez jej rodzinę rodu, też pospieszyłaby z pomocą?
Obdartus trzymał niewinną panienkę mocno, uciszając przy tym skutecznie. Gdzie jej świta? Zanim ją znajdą  zostanie okradziona i pozbawiona życia. Świadek nie był mu potrzebny. Właśnie zrywał z szyi naszyjnik, gdy poczuł, jak w plecy wbija mu się ostrze. Pewny siebie i swojego tryumfu stracił czujność, którą wykorzystała osoba trzecia. Złodziej padł na kolana, zaś szlachetnie urodzona dama odzyskała wolność, a kilka kroków za plecami mężczyzny pojawiła się znikąd postać, której twarz ukryta była pod kapturem płaszcza. Jej ręka zwisła w powietrzu, gdy wypuściła nóż, teraz wbity w plecy człeka, który jęczał z bólu. Postać podbiegła do niego, wyciągnęła ostrze  i jednym wprawnym ruchem poderżnęła mu gardło. Trup padł niemalże pod nogi damy.
Niespodziewany wybawiciel zaczął go przeszukiwać i znalazł co chciał. Była to sakiewka, niezbyt pełna, ale jednak mogła stanowić zapłatę. Sand nie uważała tego za kradzież, lecz nagrodę, którą i tak dostałaby, gdyby odwiozła winowajcę tam, gdzie go szukano. Mężczyzna zwisłby, ale zanim by do tego doszło, ona straciłaby swój cenny czas. Oriane wytarła ostrze o kaftan trupa, po czym schowała nóż za pas - tam gdzie jego miejsce.
- Miałaś szczęście – w tej chwili córka lorda z Highgarden poznała, że z całą pewnością ma do czynienia z kobietą. Delikatny i melodyjny głos nie mógł należeć do płci brzydkiej. Kiedy zdjęła kaptur, wszystko było jasne. Prócz gładkiego lica, w oczy rzucały się długie, brązowe włosy, które uwolnione spod materiału, zaczęły łagodnie tańczyć na wietrze. - Twoja obstawa się spóźniła – wskazała głową na biegnących ku swojej pani ludzi z obnażonymi mieczami.
- A to powinno wrócić do właścicielki - w trawie leżał bogato zdobiony naszyjnik, który wypadł złodziejowi z ręki, gdy ten padał raniony. Sand wzięła go, a potem oddała dziewczynie. Tymczasem strażnicy byli już prawie na miejscu.
- Powiedz im niech coś zrobią z truchłem. Ja muszę znaleźć swojego konia – odwróciła się i odmaszerowała w kierunku, z którego przyszła.
Wkrótce mieszkanka Reach znowu zobaczyła swoją wybawicielkę, która jechała w jej stronę konno. Będąc u celu zatrzymała wierzchowca i zsunęła się z jego grzbietu z gracją doświadczonej amazonki.
- Dokąd zmierzacie, pani? – zapytała Oriane, przyglądając się uważnie Alethei.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Czw Lis 06, 2014 9:48 pm

Sekundy w niewoli zdawały się trwać wieczność. Ułamki chwil, z biegiem których Alethea stawała się coraz bardziej przerażona oraz świadoma tego, że niknęły jej nadzieje na ratunek. Czując na swoim ciele cuchnący oddech i ciężkie łapska zbójcy, została pozbawiona swojej wewnętrznej siły, jaką zwykle ukazywała światu. Ta nieoczekiwana napaść ujawniła w niej całkowicie bezbronną istotę, której bezpieczeństwo zależało od innych. Odkrycie tego przed samą sobą stało się dla niej zarówno zatrważającym jak i druzgocącym przeżyciem.
Czuła swoje serce, które biło z taką siłą, jakby chciało wyrwać się z jej piersi. Odbijający się echem w jej głowie dźwięk gwałtownych uderzeń przyspieszył, gdy kątem oka dostrzegła potężną rękę, która złapała za jej złoty naszyjnik i sprawnym ruchem zerwała go z szyi, powodując małe szarpnięcie. Jej oczy zaszkliły się na widok wykrzywionego uśmiechu tryumfu wstępującego na twarz mężczyzny,  który w ciągu ułamka sekundy niespodziewanie zmienił się w grymas bólu i zszokowania. Mężczyzna wydał z siebie przeciągły jęk i niespodziewanie opuścił ramiona. Kiedy spojrzał na Aletheę otępiałym wzrokiem, ktoś od tyłu poderżnął mu gardło. Na ten przerażający widok panna Tyrell wstrzymała oddech i zakryła usta dłonią. Łup grabieżcy wysunął się z ręki, nim sam opadł bezwładnie na ziemię u stóp dziewczyny, która płochliwie cofnęła się o krok. Nadal oszołomiona podniosła swe brązowe spojrzenie na postać w czarnym płaszczu przeszukującą ciało trupa, nie będąc pewną, czy i ona nie zamierzała na nią napaść. Kiedy jednak nieznany wybawiciel nadal nie okazywał zamiarów ponownego ataku,  Alethea pozwoliła sobie nieco wyrównać ciężki oddech.
Nim zdążyła otworzyć usta, by coś rzec, przerwano jej. Zmierzyła stojącą kilka kroków dalej postać zaskoczonym wzrokiem. Niewiele można było stwierdzić o wyglądzie osoby skrzętnie ukrytej pod kapturem, lecz pewnikiem było, iż nie spodziewała się usłyszeć kobiecego głosu. Z nieukrywaną ciekawością obserwowała, jak kobieta zdjęła kaptur, ukazując swe niezwykłe oblicze.
Dopiero po słowach swej wybawicielki panna Tyrell powiodła spojrzeniem na biegnących w tę stronę strażników.
- Odczułam to nazbyt dobrze - stwierdziła cicho z pewną dozą rozgoryczenia, po czym westchnęła. Tylko na moment stracili czujność i tyle wystarczyło, by mogło się stać coś poważnego. Gdyby jej ojciec dowiedział się o takiej niesubordynacji, w najlepszym wypadku mogliby się pożegnać z dalszą służbą. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak wyglądałby przypadek najgorszy.
- Dziękuję - powiedziała, dość apatycznie odbierając swoją własność. Bądź co bądź, wciąż dochodziła do siebie po wydarzeniach, jakie miały miejsce zaledwie chwilę temu. Na słowa Sand skinęła głową, następnie widząc jej zbliżających się ludzi, wzięła głęboki wdech i odchrząknęła. Ser Webber, rycerz, który zaproponował chwilę przerwy, dotarł do Alethei jako pierwszy.
- Nic się pani nie stało? - zapytał zaniepokojony, spoglądając to na dziewczynę, to na leżącego trupa. Kasztanowłosa zacisnęła na moment wargi. Oczywiście, może na zewnątrz wyglądała cało, lecz na duszy wciąż czuła nadmiar emocji.
- Żyję, czyż nie to jest najważniejsze? - odparła spokojnym głosem, ucinając tym kolejne pytania. - Zróbcie z tym ciałem porządek, zanim upatrzą je sobie ptaki bądź dzika zwierzyna - zarządziła, nawet nie patrząc na zwłoki, po czym z pewnym grymasem wstrętu okrążyła je i udała się w stronę zbliżającej się kobiety na koniu, zostawiając rycerzy ze swoim zadaniem.
- Na Wielki Turniej w Harrenhal, pani - oświadczyła Alethea i zrobiła krótką pauzę. - Nie podziękowałam Ci za uratowanie mego życia, pani. Gdyby nie Twoja interwencja, ród Tyrellów straciłby kolejnego członka rodziny. Nie wiem, jak mogę Ci się odwdzięczyć. Niemniej jednak byłabym niezmiernie zaszczycona, gdybyś chciała dołączyć do mojego orszaku. - Słowa, choć oficjalne, płynęły ze szczerości jej serca, a delikatny uśmiech na jej jasnej twarzyczce świadczył o wdzięczności.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Sob Lis 08, 2014 2:27 pm

Pani – oddźwięk słowa w stosunku do bękarcicy powodował w niej rozbawienie. Taka z niej pani, jak z Greyjoya Targaryen. Niemniej uważała to za niezwykłą uprzejmość. Dziewczyna była młoda, jak widać niezaznajomiona z czyhającymi nań niebezpieczeństwami, oraz zupełnie szczera w swojej wdzięczności, dlatego Dornijka nie chciała jej peszyć swoją bezpośredniością. Pozwoliła jej mówić, ale słysząc tak doskonale znane nazwisko, poczuła gorycz. Błękitne tęczówki zmierzyły Aletheę od stóp do głów uważnie.
- Róża z Wysogrodu – gdyby widziała proporce, poznałaby herb, jednak karoca i dzierżący barwy swej pani wojownicy nie byli w zasięgu jej wzroku. - Słyszałam o stratach jakie ponieśliście – przyznała, ale nie dodała nic o współczuciu, gdyż nie czuła go do tego rodu. Krew za krew.
- Odwdzięczyć się? - uniosła brew. - Ja wiem jak. Możesz mi być winna przysługę, o ile odważysz się podjąć wyzwania – zaproponowała. - Nie jestem morderczynią i nie będę od ciebie wymagać odebrania życia – zapewniła.
- Zgodzisz się? -Oriane spojrzała na nią wyczekująco.
Oriane Sand ceniła odwagę, poza tym nie byłaby w stanie jej zwodzić, nie chciała tego, nawet jeśli Różyczka uważała, że coś jest nie tak.
Dornijka zdjęła z siebie płaszcz i umocowała go zresztą swoich juków. Teraz mogła się wydawać się drobniejsza, lecz nic bardziej mylnego – odsłonięta broń dawała słuszne znaki widzowi, iż nie można zlekceważyć rywalki. Kobiecą sylwetkę podkreślał piękny napierśnik, nałożony na szatę w kolorze wina, która kiedyś z pewnością była suknią. Rękawy sięgały do łokcia; poniżej - skórę zasłaniały jedynie ochraniacze. Suknia była także obcięta, by nie krepowała ruchów. Mogła więc sprawiać wrażenie tuniki. Czarne spodnie niknęły zaś w długich butach do jazdy konnej. Był to strój podkreślający jej wojowniczą naturę, lecz równocześnie odpowiednio kobiecy.
- Nasz martwy znajomy to złodziej, którego widziałam w jednej wiosce – oznajmiła, tłumacząc Alethei skąd się w ogóle ten łotrzyk wziął. - Łajdak zasłużył sobie na taki koniec – splunęła w trawę.
- Myślę, że zainteresuje cię jeszcze jedno. I ja zmierzam do Harrenhal na turniej, gdyż bardzom ciekawa kto zjawi się na nim i któż wygra. A może bardziej w jaki sposób? - wargi kobiety wykrzywiły się w złośliwym uśmiechu. Nie wątpiła, że znajdzie się taki, który daruje sobie czystą walkę i postawi na spryt.
- Niech zgadnę – zmieniła temat. - Potrzebowałaś spokoju, lady Tyrell? Odpoczynku od meczącej jazdy, głosów dyskutujących mężów i chwili dla siebie? - spojrzała w pełne urody i blasku lico panny z Highgarden. -I to bez najmniejszej pomocy lub ochrony? - wydawało jej się, że panny Tyrell miały więcej do zaoferowania, wiedząc co jedna z nich uczyniła. Inne nie były dwulicowymi żmijami? Patrząc na sylwetkę Alethei, Sand dostrzegała łagodność. Gdyby nie sytuacja, która przekonała ją o jej niewinności, wytknęłaby jej pewnie wszystko, co najgorsze.
- Kobieta powinna umieć się bronić. Mało kto się liczy z naszą płcią – powiedziała twardo i zaczepnie, zerkając na pobliskie sylwetki mężczyzn. - Nawet jeśli nie widzisz nic wspaniałego w orężu, winnaś przynajmniej odpowiedzieć na atak w ten sam sposób. Nigdy nie chciałaś nauczyć się obrony? Nikt nie próbował?


Ostatnio zmieniony przez Oriane Sand dnia Pon Lis 10, 2014 4:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Nie Lis 09, 2014 8:50 pm

Skinęła głową, po czym spuściła wzrok i zacisnęła szczęki tak, że na jej licu uwydatniły się kości policzkowe. Poniekąd spodziewała się w tym momencie uprzejmego złożenia kondolencji, lecz kiedy ich nie otrzymała, mimo wszystko poczuła ulgę. Nie lubiła rozmawiać na tak ciężkie tematy, zwłaszcza z, bądź co bądź, nieznajomymi.
- A Ty jesteś...? - zagadnęła ciekawa odpowiedzi. Odkąd wybawicielka ukazała swoją twarz, Alethea szukała w pamięci wszelkich podobieństw świadczących o przynależności do któregoś z rodów, lecz nie była w stanie znaleźć żadnego odpowiedniego dopasowania. Wolała jednak wiedzieć, z kim miała do czynienia.
Przez chwilę przyglądała się kobiecie z namysłem, rozważając propozycję, po czym nabrała głębiej powietrza i uniosła wyżej brodę w odważnym geście.
- A zatem mam wobec Ciebie dług do spłacenia - oznajmiła zdecydowanym tonem. Przeczuwała, że zgoda na niewiadome mogła w przyszłości nieść ze sobą niekorzystne dla dziewczęcia konsekwencje, jednakże cokolwiek by to nie było, musiała podejść do sprawy z honorem. Jej śmiała postawa świadczyła o tym, iż nigdy nie rzucała słów na wiatr.
Zwykle nie darzyła zaufaniem nieznanych ludzi. Uważała, iż nic nie przychodziło za darmo, a więc na jej szczególną przychylność każdy sobie musiał zasłużyć. Oriane była uosobieniem silnej, gotowej do walki kobiety, która nie bała się wyrażać własnego zdania i stawiać na swoim. Tak właśnie wyglądała w oczach Alethei. Nie tylko jej imponowała, ale również wzbudzała w niej szacunek.
Na wspomnienie o mężczyźnie, który ją napadł, na myśl przywiedzione zostało jego spojrzenie pełne bestialstwa. Nie raz zapewne ukazywał swoim ofiarom to oblicze i nareszcie jego dobra passa zakończyła się raz na zawsze. Już nigdy nie skrzywdzi niewinnych.
- Słusznie - stwierdziła panna Tyrell, starając się wymazać te nieprzyjemne obrazy z głowy. - Zapowiada się zaiste  interesujący spektakl. - Posłała krótki uśmiech, po czym zapraszającym gestem dłoni wskazała drogę i z wolna ruszyła w stronę swej karocy.
- Każdemu powinna przysługiwać chwila prywatności - odpowiedziała łagodnie, choć nieco stropiły ją słowa towarzyszki. Przeczuwając, do czego zmierzała Oriane, dodała: - Zdaję sobie sprawę, iż moje próby obrony wyglądały iście beznadziejnie. - Wyznaniu towarzyszyło ledwo dostrzegalne zmieszanie. Szczerość była kolejną cechą, którą Alethea sobie ceniła, dlatego otwarcie i z odwagą mówiła o własnych mankamentach oraz błędach. Umiejętność przyznania się do błędu nigdy nie stwarzała dlań kłopotu.
- Uczono mnie, iż damie nie przystoi brać udziału w jakichkolwiek walkach z użyciem broni. Jak widać, to rozumowanie potrafi wpędzić jedynie w tarapaty - rzekła powoli, splatając smukłe palce tuż pod biustem. Poznała już smak strachu i niebezpieczeństwa. Oraz była pewna, że nie chciała więcej poczuć się tak bezradna i słaba. Odetchnęła głęboko i podniosła wzrok przed siebie.
- Zatem, po dzisiejszym incydencie jestem tego samego zdania, co Ty. Nie mogę zawsze liczyć na to, że ktoś przybędzie mi z pomocą w obliczu zagrożenia. A Ty... jako jedna z nielicznych znanych mi kobiet zdajesz się znać na rzeczy, co jest godne najwyższego poszanowania - zapewniła, zwracając się w stronę Dornijki. - W związku z tym wychodzę z prośbą: o ile nie masz określonych planów, to po zakończeniu turnieju wróć, proszę, razem ze mną do Wysogrodu i naucz mnie, jak obchodzić się w takich sytuacjach. Przez płeć męską byłabym postrzegana inaczej, niż przez doświadczoną kobietę, a śmiem twierdzić, że posiadasz obszerniejszą wiedzę w tych kwestiach, niż ktokolwiek na moim dworze. Oczywiście, wszystko odbyłoby się za należytą opłatą i wszelkimi udogodnieniami związanymi z pobytem w Reach. - Tak, to wydawało się bardzo dobrym pomysłem. Byłaby bardzo rada, gdyby Oriane zgodziła się na jej propozycję. Takie rozwiązanie z pewnością zapobiegłoby zmartwieniom Alethei, jak i zapewniło dobrych parę szekli Sand.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Pon Lis 10, 2014 5:32 pm

A Ty jesteś...?
Doskonałe pytanie. Kim ona jest? Którym mianem powinna się przedstawić tym razem?
- Oriane - odpowiedziała krótko. Jej imię niewiele mówiło, używała go tylko oficjalnie, ale nie widziała potrzeby kłamstwa. Jeśli jej rozmówczyni kiedyś usłyszy je po raz kolejny i to z nazwiskiem, być może zrozumie dlaczego nie powiedziała wszystkiego.
Panna Tyrell zaskoczyła ją, przyjmując wyzwanie. Kolejny uśmiech pojawił się na twarzy Dornijki. Pokiwała głową z aprobatą.
- Raduje mnie twa odpowiedź - przyznała. - Jesteś odważna, a to cecha, którą szanuję - podkreśliła ostatnie słowo dobitnie, nadając mu odpowiedniej mocy.
- Pewnego dnia, jeśli los okaże się sprzyjać, odnajdę cię i poproszę o coś. Bogowie są naszymi świadkami - Oriane w nich nie wierzyła, lecz nie było trudno się na nich powoływać.

Panie stąpały lekkim krokiem w stronę drogi, na której pozostał powóz. Pogoda wydawała się im sprzyjać, a co za tym idzie, być może uda im się pokonać tego dnia spora część drogi.
Bękarcica miała dobry humor, nie tylko z powodu pełnej sakiewki, czy obietnicy od Róży z Highgarden; lubiła rozmawiać i poznawać, jedno i drugie zaskakująco szło w parze tego dnia.
Zamyśliła się nad słowami dziewczęcia o broni i kobietach.
- Rozumiem doskonale, iż dama ze szlachetnego rodu winna martwić się o zamążpójście, niźli ochronę własnej osoby. Od małego widzi wokół wspaniałych wojowników, których życie zostało poświęcone w imię obrony swoich panów - niektórzy wbijają im sztylet w plecy, lub posyłają strzały między oczy, chciałoby się dodać, choć to na głos nie padło.
Sand położyła swoją dłoń na rękojeści miecza, czując jak ten gest dodaje jej sił i sprawia, iż czuje się tak żywa, tak podekscytowana. Żałowała, że to nie bracia uczyli jej władania tą bronią, a chłopcy, którzy jej rodzinę udawali.
- Wspomnę jednak o północnych ludach, wyspiarkach pływających na statkach czy choćby egzotycznym Dorne. Tam kobiety walczą u boku mężczyzn. W tutejszych rejonach jest inaczej, przyznaję, lecz ja uważam, że jeśli kobieta chce, ma prawo wiedzieć co robić - to było nazbyt jasne, wystarczy na nią spojrzeć. Wierzyła także, że wiele szlachetnie urodzonych dam posiada wiedzę o broni i ma za sobą wiele lekcji. Każda chciała bronić swojego honoru, czyż nie tak?
Jej krótka, lecz treściwa opowieść tylko utwierdziła bękarcicę w przekonaniu, że ten Kwiatuszek ma kolce, które aż się proszą o to, by wychylić się z łodyżki.
- Wysogród leży daleko i nie jest na mojej trasie - odrzekła szczerze i bardzo konkretnie. - Nie mam nic przeciwko nauce, przeciwnie, chętnie się jej podejmę, ale... mogę to zrobić jedynie w czasie wolnym od turniejowych pojedynków, rankiem, lub wieczorem, bez publiczności. Są miejsca, w których można zaszyć się i w spokoju zająć czymś ciekawym. Do pewnego momentu mogę towarzyszyć ci w drodze powrotnej, również zajmując się małą praktyką. Wybór należy do ciebie. Kilku wskazówek mogę udzielić nawet zaraz skoro i tak jedziemy w tym samym kierunku.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Wto Lis 11, 2014 3:18 pm

Co prawda, imię niezbyt pomogło Alethei w odkryciu pochodzenia wybawicielki, lecz subtelny uśmiech mógł dać pewność, iż nie miała żadnych intencji wtrącać się w prywatność Oriane, a więc nie zamierzała dociekać szczegółów. Czy brak podstawowych informacji wzbudzał w niej niepewność? Nie widziała ku temu powodu, a choćby nawet taki istniał, to, opierając się na swoim dobrym przeczuciu, skrzętnie go zignorowała.
Przez pannę Tyrell przemawiała ambicja i to między innymi za jej sprawą Różyczka podejmowała się wyzwań. Chętnie sprawdzała swoje siły, mimo iż czasem wisiała nad tym możliwość niebezpieczeństwa. Lubiła mieć wpływ na podejmowane decyzje, jak również z własnych wolała się osobiście rozliczać. Bo jakiż przykład dawałaby swym ludziom, gdyby wymagała od innych sprawiedliwości, natomiast sama wydawała się bezkarna wobec konsekwencji swoich słów bądź zrzucała winę na niewinnych? Bynajmniej niegodny swego miana. Alethea nazywała to poczuciem obligacji za własne czyny.
- Czyż nie odważne poddawanie się licznym próbom życia czyni nas takimi, jakimi chcemy być postrzegani? - Wierzyła, że to właśnie ją kształtowało. W ten sposób pokazywała swoją wewnętrzną moc oraz fakt, iż nie chowała się za własnym nazwiskiem. Oczywiście, każdy wykorzystywał swoje pokłady odwagi wedle własnego uznania, co tym bardziej utwierdzało Aletheę o słuszności jej słów.
- Będę zobowiązana - przytaknęła, przywołując na twarzy serdeczny uśmiech. Przynajmniej tyle mogła zaoferować kobiecie, której zawdzięczała życie.
Rześkie powietrze i szum płynącej wartko rzeki, a także rozmowa z Oriane na powrót przyniosły dziewczęciu spokój i opanowanie.
Słowa Dornijki przywiodły jej na myśl odczuwalną na dworze niemal palącą chęć szybkiego ożenku wszystkich dzieci Lorda Wysogrodu, co bardziej przypominało transakcje, niż pozwolenie na prawdziwe szczęście. Każda szlachetnie urodzona kobieta powinna wyjść dobrze za mąż i zająć się obowiązkami, które będą polegały przede wszystkim na spłodzeniu dziedzica i odpowiednim go wychowaniu. Ale tak już został zbudowany ten świat: najczęściej trzeba było nadłożyć obowiązek przed miłość i Tyrellówna dobrze zdawała sobie z tego sprawę, próbując cieszyć się chwilami wolności.
- Dokładnie. W związku z tą ogólnie przyjętą zasadą... - tu podkreśliła ostatnie słowo - ... nic dziwnego, że kobiety zwykle uważane są za bezbronne i przez to również lekceważone. Często więc uciekają się do nader haniebnych czynów, za które mogą przypłacić życiem. - Pokręciła głową z dozą melancholii. Wszak przykładem była tu jej własna siostra. - Popełniają błędy już na samym początku, pozwalając na takie traktowanie oraz własną lekkomyślność - stwierdziła. Niektóre osoby nie były jeszcze w stanie zrozumieć, jak należało postępować. Dopiero czas pokazywał, jak budować swój autorytet bez kierowania się gwałtownymi emocjami.
- Masz zupełną rację. Dlatego też pragnę odkryć własne możliwości. - Dzisiejsze wydarzenie skłoniło Aletheę do stwierdzenia, że nadszedł najwyższy czas, by wziąć odpowiedzialność nie tylko za swoje słowa, ale także za samą siebie. Oznaczało to, iż w obliczu zagrożenia powinna polegać na własnych umiejętnościach, niźli lękliwie czekać na ratunek, który może nie dotrzeć na czas. Nie chciała więcej okazywać tchórzostwa. Wierzyła w swoją siłę psychiczną, teraz była gotowa na zmierzenie się z siłą zewnętrzną.
Z uwagą wysłuchała, co Oriane miała jej do powiedzenia, po czym przez chwilę rozważała propozycje.
- Oczywiście. Jestem więc skora rozpocząć naukę choćby zaraz - odrzekła w końcu z determinacją w głosie. Najważniejsze, że uzyska wszelkie niezbędne porady i przeszkolenie, dzięki któremu nie będzie musiała aż tak obawiać się o własne życie. Zapewne po tym będzie też mogła w razie potrzeby stanąć w czyjejś obronie, co wydawało się rzeczą bardzo dlań satysfakcjonującą.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Sro Lis 12, 2014 6:39 pm

Panna Tyrell była inteligentną osobą, miała w sobie najwyraźniej nutkę przekory i usilną chęć spróbowania czegoś nowego. Już sam fakt, iż podejmowała liczne wyzwania i przytakiwała Oriane, co do jej obrony honoru własnej płci, świadczyło o tym, że interesowały ją przeróżne sprawy. Możliwość obrony leżała wyłącznie w jej własnym interesie, dlatego byłoby wręcz dziwne, gdyby nawet odrobinę nie podjęła tego tematu.
- Nie obiecuję, że zrobię wiele, najważniejsze zależeć będzie od ciebie samej, pani - oczywiście Sand chciała okazać się dobrą nauczycielką, nawet jeśli miała wspomóc osobę z tak nielubianego przez Dornijczyków rodu, niemniej jednak osobiście była ciekawa, ile wyjdzie z tego małego mostu porozumienia, który zaczynał się w tak ciekawy sposób. Dobrze było mieć znajomości, czy mieć możliwość dotarcia tam, gdzie było to wcześniej niemożliwe. Bękarcia wolność pozwalała jej na to, lecz gdyby nazywała się Martell, sprawa mogła potoczyć się inaczej.
- Na początek spraw sobie sztylet. Odpowiednio lekki i mały, najwygodniejsza jest mizerykordia, łatwa do ukrycia i ostra, ale nadaje się do zdecydowanego działania. Do większej obrony warto mieć coś konkretniejszego, jednakże tu bardziej w warunkach podróżnych, jak teraz. W razie trudnych pytań, wytłumaczenie jest jasne - obrona w razie napaści. Na zamkach lepiej uważać - co innego zawsze i jawnie nosić element uzbrojenia, a co innego mieć coś 'na wszelki wypadek'.
- Dodatkową obroną są jeszcze odruchy naturalne, czyli uderzenie ręką lub nogą, to także się przydaje - ciemnowłosa spojrzała na grupkę mężczyzn, którzy doskonale wiedzieliby o co chodzi. Co kto lubi, ale oporne dziewki zyskiwały na wartości, z tego co słyszała. Jeszcze należy na to odpowiednio spojrzeć, nie każde działanie dawało ten sam efekt - jedno uczyniło zachwyt, inne przekleństwo.
- Jeśli nie będziemy miały sposobności pomówić na turnieju osobiście, wyślij do mnie jednego ze swoich strażników. Tamten chyba będzie chętny - posłała spojrzenie młodzieńcowi, który udawał, że się na nią nie gapi. Mężczyźni byli przewidywalni. - Nie będzie trudno mnie znaleźć. Nie wątpię, że wkrótce dowiesz się nie nieco więcej o mojej osobie. Trudno będzie uniknąć znajomych twarzy - miała komu kibicować, gdyż jej przyrodni brat, książę Quentyl miał stanąć w szranki. Nie będzie także omijać możliwości pomówienia z nim, oraz swoim kuzynem.
Szły tak, ramię w ramię, gdy nagle bękarcica skoczyła do Alethei i przytknęła jej do gardła sztylet, który wyciągnęła zza pazuchy pospiesznie. Nastąpiło poruszenie wśród strażników lady Tyrell, lecz Sand równie szybko szybko się wycofała z uniesionymi rękami.
- Lekcja pierwsza. Nigdy nie trać czujności.

jedziemy dalej i zróbmy z tematu ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   Wto Lis 18, 2014 11:19 pm

Wiatr smagał jej policzki i rozwiewał kasztanowe włosy, kiedy Alethea stąpała z wolna po wydeptanej drodze. Z dłońmi trzymanymi w pasie, nieświadomie bawiąc się skrawkiem materiału sukni, ukazała na swym czole drobną zmarszczkę.
Wzmianka o sztylecie wywołała w niej pewien dreszcz emocji. Co prawda, ta broń była jej dobrze znana, gdyż wiele osób posiadało ją przy sobie i używało w wielu różnych celach, jednak dziewczyna nie spodziewała się samej kiedykolwiek mieć okazję, by z niej skorzystać. Odnotowała więc w myślach, żeby przy pierwszej nadarzającej się możliwości dyskretnie poprosić Ser Webbera o zaopatrzenie się w sztylet. Co w tych okolicznościach raczej nie powinno sprawić kłopotu.
Z uwagą przysłuchiwała się wywodowi, starannie przyswajając sobie każdą informację, która mogła jej się przydać. Jej skupienie na wypowiadanych słowach było widoczne zwłaszcza przy tym, iż co chwila przytakiwała głową na znak zgody ze słowami Oriane.
- Z pewnością się odezwę. - Również powiodła wzrokiem za młodzieńcem ze straży i kąciki ust ledwo zauważalnie uniosły się ku górze. No cóż, moja nowa znajoma wywarła wrażenie nie tylko na mnie. Z resztą, nie powinno to nikogo dziwić. Oriane naturalnie wyróżniała się spośród wysoko usytuowanych dam, ale także nie można jej było niczego zarzucić. Miała nie tylko urodę, lecz również siłę i pewność siebie.
Zadumała się nad następnymi słowami kobiety. Niespodziewanie towarzyszka wykonała gwałtowny ruch i Alethea poczuła na swoim gardle zimne ostrze. Zaskoczona, raptownie się zatrzymała i wciągnęła powietrze, starając się nie stracić swojego opanowania. W tym samym czasie kątem oka zauważyła, że strażnicy, którzy dołączyli do kobiet, wydali pomruk niezadowolenia i gotowi do akcji złapali za rękojeści swych mieczy. Nie miała się czego bać, jej ludzie nie byli głupcami, by pozwolić komuś na grożenie ich pani. Ale czyż nie o niezależność od pomocy osób trzecich właśnie chodziło pannie Tyrell? Z zaciśniętymi szczękami patrzyła bystro na Sand.
- Nawet przy najbardziej zaufanych ludziach - dodała zgodnie poważnym tonem, gdy Oriane cofnęła sztylet. Nie odnajdywała w tym ataku uczciwego zagrania, ale była świadoma faktu, iż w przypadku zagrożenia nikt nie będzie liczył się ze sprawiedliwym oddaniem sprawie. Tak jak napadnięcie przez złodzieja, liczącego tylko na łatwe osiągnięcie celu.
Uśmiechnęła się niepostrzeżenie, kierując się do swojej karety. Zatem nauka już się rozpoczęła. Czuła, iż z pomocą Dornijki, przeplataną wartościowymi radami i wystawianiem na próby, Alethea uzyskuje właśnie to, co chciała otrzymać. A pobyt w Harrenhal był idealną ku temu sposobnością, na co w duchu niezmiernie się radowała.
Gdy dotarły na miejsce, uroczyście zaprosiła Sand do dołączenia do ustawiającej się eskorty, po czym sama wsiadła do swojego powozu.
- A więc ruszajmy! - zarządziła, dając znak strażnikowi i dopiero, gdy poczuła, jak ruszają, dopadło ją zmęczenie, najprawdopodobniej spowodowane dzisiejszymi przeżyciami. Rozparła się wygodnie na obitej miękkim materiałem ławeczce i przymknęła oczy. Czekała ich jeszcze długa podróż.

// 2x zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Blackwater Rush   

Powrót do góry Go down
 

Blackwater Rush

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-