a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Farley Hill



 

 Farley Hill

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Farley Hill   Sro Cze 05, 2013 1:56 am

Duża wioska licząca około tysiąca lub dwóch tysięcy mieszkańców, położona półtora dnia drogi od górzystych granic z Doliną. Najważniejsze budowle w tym zajazd, kuźnię, stary ratusz i cmentarz wzniesiono na wzgórzu, ponieważ stąd dobrze widać całą okolice oraz łatwiej nadzorować trakty, drogi. W istocie hierarchia wsi polega na tym, że im bardziej majętny osadnik tym bliżej szczytu wzgórza mieszka. Nie kryjąc jednak problemów Farley Hill od wybuchu wojny część osadników zdecydowała się opuścić wieś - można śmiało dodać, że im więcej osób decyduje się porzucić majątek, tym częściej ludzie ze slamsów próbuj wydrzeć lepsze mieszkania regularnej ludności.

[fikcyjne miejsce, spoza książki, czy serialu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sro Cze 05, 2013 2:07 am

Jacob od dłuższego czasu po prostu snuł się po Siedmiu Królestwach, szukając dla siebie jakiegoś kącika. Do jego uszu dotarło, że pomiędzy Arrynami, a Tullymi doszło do 'małej' sprzeczki, więc cóż miał zrobić? Przecież to oczywiste, że tam gdzie są bitwy, potyczki i zwady, tam najemnik zarobi najwięcej. Tak się przynajmniej mogło wydawać, a zdrowy rozsądek byłego Nocnego Strażnika podpowiadał mu, że coś tu znajdzie. I właśnie dlatego skierował swojego konia w stronę Dorzecza. Dlaczego tuta, a nie na Dolinę Arrynów? Mężczyzna zwyczajnie nie popierał żadnej strony, albowiem nie była to jego sprawa, a los po prostu chciał, że na ziemię Tullych miał o wiele bliżej.
Po kilku dniach wędrówki, Jacob wreszcie dotarł do jakiejś porządniejszej wioski. Najemnik zatrzymał na moment Brego, żeby lepiej przyjrzeć się temu miejscu.
- Będzie trzeba się udać na wzgórze, nie staruszku? Tam z pewnością znajdzie się dla nas jakaś robota, a jeśli nie, to przynajmniej się wyśpimy w dobrym łóżku. - powiedział do swojego wierzchowca i delikatnie poklepał go po szyi, na co ten zareagował parsknięciem. Koń ruszył do przodu, raz po raz uderzając podkowami o ziemię, a Jacob rozglądał się dookoła. Tylko jedna ręka trzymała cugle, bowiem druga spoczywała na rękojeści miecza. Może normalnie nie był taki ostrożny, ale kto wie czy do tych terenów nie dotarło już zepsucie wojny. Całkiem możliwe, że ktoś weźmie go za zwyczajnego podróżnika i tym samym zaatakuje myśląc o dobrym zarobku.
Oczywiście celem mężczyzny odzianego w płaszcz, z głową przysłoniętą kapturem był zajazd. To najlepsze źródło plotek, informacji i zleceń. Może i kręcą się tam typy spod ciemnej gwiazdy, ale jednocześnie można spotkać kogoś wartościowego. Właśnie taki zamiar miał Maylight, przekraczając próg zajazdu. Dopiero będąc w środku zdjął z głowy kaptur i spokojnym krokiem ruszył w stronę najbliższego, a zarazem wolnego stolika. Wolał się do nikogo nie przysiadać, żeby nie wzbudzić czyichś podejrzeń. W tej chwili był zwyczajnym podróżnikiem, który dba o swoje życie nosząc przy sobie broń. Nic w tym dziwnego, nie?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sro Cze 05, 2013 2:42 pm

MG

- ...i żebym twojej parszywej mordy nigdy nie musiał oglądać w tej wsi. Brudny skurwysyn. - oto co usłyszał Jackob przeszedłszy ledwie kilka kroków w stronę centrum wioski. O tej porze znaczna większość mieszkańców albo spała albo bawiła się w zajeździe, ponieważ jednak nasz bohater nie posiadał w osadzie żadnego schronienia, a na ulicy nie było już widać nawet zbłąkanych psów nie pozostawało wybrać się nigdzie indziej i tak przed oczyma Jackoba malował się w sumie chyba przeciętny widok. Oto starszy facet z piwnym brzuszkiem, odziany w szary fartuch wychodzi za drzwi zajazdu wlecząc za kołnierz pijaczka. Facet nie kontaktował, właściciel nieruchomości ciągnął go po podłodze coraz zatrzymując aby złapać dech. Pijaczek miał na sobie pstrokaty strój, z pewnością nie należący do kogoś o szlachetnym pochodzeniu facet nie miał glifu rodowego, ani sakiewki przy sobie, aczkolwiek nikogo bez mamony na takowy strój stać by nie było. Dwie barwy wyróżniały się w szczególności czerwień i błękit, nie ma się w sumie co dziwić, takie barwy posiadał ród Tullych.
Właściciel zajazdu zachwiał się trochę jakby sam już nieźle popił i niepewnym ruchem ręki posłał pijaczka prosto w breję przed swym przybytkiem. Błoto zalepiło mu twarz, chyba nawet udawało mu się odzyskać przytomność zmysłów.
- Jak następnym razem usłyszę ciebie i te pieprzone historie wsadzę ci pogrzebacz w rzyć, tak, że żaden maester ci go nie wyciągnie! Gnida i podjudzacz! - po tym stwierdzeniu mężczyzna splunął, a następnie nieusatysfakcjonowany wrócił do środka. Bluzgi, którymi sypał zagotowany było słychać aż na zewnątrz, a tymczasem nasz pijaczek ze zlepioną od błota gębą, obrócił się tak żeby widzieć niebo. Cicho pomrukiwał jakąś melodię, mógł być równie dobrze szalony albo niesubordynowany, w każdym razie wątpliwy typ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sro Cze 05, 2013 10:20 pm

Nie minęło wiele czasu, a Jacob już zdołał poznać osoby przebywające w wiosce. Zdawał sobie sprawę z tego, ze może czasy najlepsze nie są, ale nadal taki wulgarny język ranił jego uszy. Mogłoby się to wydawać dziwne, bowiem sam czarnowłosy, jako osoba pochodząca z nizin społecznych, winien nasłuchać się wystarczająco dużo przekleństw, żeby się do nich przyzwyczaić. Jednak ojciec Jacoba dbał o to, żeby jego syn wysławiał się w sposób wolny od ciężkich słów. Można nawet posunąć się o krok dalej i stwierdzić, że chciał, aby mowa jego syna była dystyngowana. Jeśli zaś chodzi o porę dnia, to taka jak najbardziej odpowiadała byłemu Strażnikowi. W końcu wielokrotnie podróżował nocami, czaił się na dzikich i przebywał za murem, gdzie nieciężko spotkać potwory różnorakiej maści. W graniach Siedmiu Królestw zmierzch oznaczał jedynie nadciągający spokój. Nic szczególnie groźnego nie czyhało na ciebie za rogiem. Być może jacyś rabusie czy rozbójnicy, ale przecież z nimi sobie łatwo dać radę.
Kiedy najemnik dotarł już pod zajazd, w jego oczy rzuciła się dwójka mężczyzn. Jeden ciągnął drugiego, a ten drugi cóż... był ciągnięty i zalany w trupa. Po stroju można było przypuszczać, że ten facet pochodzi z terenów Tullych. Zdradzały go kolory, albo raczej mężczyzna nie miał zamiaru się z tym ukrywać. Jacob zszedł z konia po tej całej scence i podszedł do leżącego człowieka, delikatnie szturchając go butem.
- Żyjesz? Uważaj ile i z kim pijesz, mój panie. - powiedział do niego radosnym tonem i już całkowicie nie zawracając sobie głowy jego osobą, po prostu wszedł do zajazdu. Nie zamierzał stać na dworze i wysłuchiwać ewentualnych historii pijaczyny. Zamiast tego wolał zamówić sobie jakiś porządny napitek przy ladzie.
- Czemu go tak potraktowałeś? - zagadnął do właściciela tego przybytku. Może i miał nie nawiązywać z nikim kontaktu, ale musiał zebrać trochę informacji. W końcu jeśli chce znaleźć jakąś robotę, to musi wiedzieć gdzie należy szukać.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Czw Cze 06, 2013 5:00 pm

MG

Z tak bliskiej odległości nasz bohater już mógł zauważyć, że nieproszony gość z barwami Tullych miał nie więcej niż trzydzieści lat, zaniedbany ciemny zarost, zmierzwione włosy sięgające najwyżej do uszu od czubka głowy, ot być może był to jakiś goniec - zdawało się, że nie całkiem kontaktował, a przynajmniej nie zawracał sobie głowy ni to szturchaniem buta jegomościa, ni to na jego uwagi. Zamiast rzucić bluzgami, odpowiedzieć, czy pouczyć Jacoba pijaczek przewrócił się w błocie na drugi bok, z cichą nadzieją, że tamten szybko sobie pójdzie.

Gdy faktycznie Jackob przekroczył próg zajazdu nie uderzył go blask świec i gwar pieśni jaki zazwyczaj panuje w takich miejscach na południu. Kilkoro miejscowych (wniosek można wysnuć po tym jak są ubrani) siedziało w grupach po kilku z pojedynczym kufelkiem na łebka. Rozmowy gości zajazdu były ciche, ale przynajmniej można było w końcu powiedzieć, że w tej wsi życie nie zamarło, nawet mimo późnej pory. Wnętrze zajazdu nie wyróżniało się niczym szczególnym na pierwszy rzut oka. Jest kominek, naprzeciwko lada barowa, za którą wracał rozeźlony barman, sala miała cztery drewniane kolumny mniej więcej na środku (tworząc prostokątny wzór,jeśli połączyć je nicią), wokół nich rozsiane były okrągłe stoliki, przy co drugim siedziały grupy miejscowych chłopów.
- Chłopcze, usiądź lepiej, co? - rzucił zgryźliwie barman rzucając na niego krótkie spojrzenie kątem oka - Mów co ci podać! Ja nie będę powtarzał bzdur tego pajaca, jasne?! To jakiś psychiczny, gości mi straszy bajkami! - wygarnął lekko podnosząc ton, nie był zły, ale sprawiał wrażenie zrezygnowanego i rozeźlonego czymś. Atmosfera zdawała się być cholernie drętwa - muzykę zastępował szum wiatru w szczelinach okien, żyrandola nie było a jedynie po trzy świece na stoliku i kilka na ladzie barmana. Widać było, że ledwie parę minut temu mogła mieć tutaj miejsce jakaś poważna kłótnia. Kilka osób słysząc ton mężczyzny nawet wstało za krzeseł w celu ucieczki za drzwi, zmierzali w ciszy (przybici?).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pią Cze 07, 2013 2:29 pm

Jak można było się do takiego stanu doprowadzić? Przecież wiadomo, że alkohol potrafi przyćmić umysł, a nieumiejętnie stosowany może stać się nawet przyczyną zguby konesera, co zresztą widać na załączonym obrazku. Może i Jacob nie sympatyzował z żadnym rodem, ale gdyby już do któregoś należał, to z pewnością nie pozwoliłby sobie na leżenie w błocie z jego barwami na ciele. Wychodziło na to, ze najemnik potrafił bardziej szanować niektóre rzeczy, chociaż nigdy ich nie doświadczył, niż osoby, które mają z nimi do czynienia na co dzień. W każdym razie czarnowłosy nie przejmował się dłużej tym człowiekiem, który sam wystarczająco się już ośmieszył. Trzeba było dowiedzieć się co takiego wygadywał, że go tylko wyrzucono, a nie poderżnięto przy tym gardła.
Jacob przeszedł parę kroków i zjawił się wewnątrz zajazdu. Oczywiście świece i muzyka były teraz tym czego potrzebował. W życiu widział już wiele - Dorne, Północ, a teraz nawet zawitał już do Dorzecza. Tylko ten klimat go jakoś nie bawił. O ile za zabawą nie przepadał, to uwielbiał patrzeć jak doświadczają jej inni. Mogli śpiewać, pić, rozbijać sobie kufle na głowie, ale nie szeptać, czy siedzieć jak skulone kuny pod krzakiem. Były Strażnik pokręcił lekko zniechęcony głową i podszedł do lady, za którą znajdował się barman. Ten niestety nie udzielił odpowiedzi na jego pytanie i zrobił to w dość niegrzeczny sposób. Tak przynajmniej odebrał to czarnowłosy, który nie był z tego faktu zadowolony. Wszczynanie bójki nic by jednak tutaj nie dało, poza jego śmiercią i pewnie nagrodą za głowę. Trzeba było to załatwić inaczej.
- Chłopcze, huh? Uważaj sobie, dziadku. Skoro boisz się powtórzyć prostych słów, to dziwię się, że starczyło Ci odwagi na wywleczenie pijaka. Przykładny mąż Siedmiu Królestw. - odpowiedział drwiąco w stronę barmana, mając nadzieję, że to trochę sprowadzi go na ziemię. Chciał po prostu informacji, a dostał rękawicą prosto w twarz. Tak się nie robi podróżnikowi, oj nie. - Wodę. Dużo wody. - dodał, składając zamówienie. Nie zamierzał pić alkoholu nawet jeśli znajdował się w zajeździe. Być może inni będą przez to na niego patrzyli w sposób podejrzliwy, ale nie obchodziło go to. Wolał nie mieć spowolnionych reakcji czy też myślenia. Wszystko dla lepszej sprawności. Alkohol mogą sobie pić Lordowie, którzy tyłka nie wystawią za próg swoich drzwi, mają ponad tuzin ludzi i brzuchy wielkie jak świnia.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Nie Cze 09, 2013 3:19 pm

MG

Po tym jak barman odgryzł się Jacobowi zbliżył się do beczki z deszczówką i wsadził brutalnie w nań drewniany kufel by zagarnąć wody, raptownie wyciągnął, twardo postawił na ladzie i delikatnym ruchem dłoni zsunął naczynie dwa metry dalej, przed nos najemnika. Nadmiar wody z ciężkim pluśnięciem wylał się z beczki lądując na lepkiej od piwa i miodu podłodze. Starszy wzdrygnął się, ale nie wiadomo, czy z powodu odgłosu jaki wydała woda, czy słów Jacoba. Przez chwilę chyba miał ochotę czymś w niego rzucić albo kto wie? Może nawet zaatakować? Facet nie był w humorze, pięści zaciskał tak, że dobrze widać było umięśnione ramiona człowieka pracy. Staruszek mimo wszystko nie zrobił nic głupiego, wiedział, że obserwują ich goście, kątem oka zerkał co raz na liczne twarze, które były zniecierpliwione teatrzyku, który mógł się odbyć, ale nie odbył.
Barman zrobił coś innego - dyskretnie zbliżył się do najemnika, oparł o ladę przed nim tak, że pomiędzy nimi było ledwie kilka centymetrów, ale nie spoglądał mu w oczy, jego wzrok był spokojny, błądził wzdłuż linii drewnianych wyżłobień na ladzie. Smród piwa, miodu, potu i ryb docierał do nosa Jacoba jak nieznośny alarm, że to nie jest odpowiednia osoba do rozmowy, jednocześnie to właśnie takie typy - nieznośni śmierdziele, pijacy, staruchy, tchórze - ci wiedzieli jak się trzymać kurczowo życia, znali życie, musieli. Barman uśmiechnął się prezentując nierówny rząd zębów z pewnymi ubytkami.
- Słuchaj, gówniarzu, wiesz co to za ziemie? - barman kciukiem wskazał na las, którego widok rozpościerał się kawałek za wsią - Za tym lasem nie ma już ziem Tullych, ludzie giną w gównie albo topią we własnej krwi, tam już jest front... - tutaj zniżył głos i zbliżył usta do jego uszu - Tamten fircyk, który wylądował w błocie przed szynkwasem jest zbiegłym. Sprzedał zbroję i miecz, sprzedał konia, sprzedał nawet ostatniego niewolnika, przyszedł do nas i ktoś zapytał go o wieści z frontu. - głos ugrzązł mu na chwilę w gardle, odchrząknął, splunął w kierunku drzwi i mówił dalej.
- Wiesz co ten kretyn wymyślił? Nastraszył mi gości, że na lądzie wylądowali Żelaźni. Rozumiesz go?! Taki kawał od wysp? - wyglądało na to, że barman mógł wiedzieć coś więcej na temat wyspiarzy, ale chyba nie był do końca pewien, czy nasz bohater nie odwinie podobnego numeru co "facet z opowieści". Zmierzył go wzrokiem, lekko odchylając się w stronę ściany za sobą, nic nie mówił. Tymczasem do zajazdu powoli wracała radosna wrzawa, ktoś chyba nawet wyciągną flet, czy inną fujarkę pod śpiew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Nie Cze 09, 2013 10:13 pm

Oho! Czyżby były to oznaki zdenerwowania? Nasz grubaśny właściciel zajazdu popsuł sobie humorek przez odzywki Jacoba? Naprawdę jest mu teraz przykro! Zaraz wybiegnie na zewnątrz, padnie na kolana, wryje twarz w ziemię i będzie prosił bogów starych i nowych o przebaczenie. Będzie się kajał po wsze czasy. A nie... Przepraszam. Może i by tak było gdyby Jacob w ogóle przejął się jego zachowaniem. Oczywiście nie należy tutaj też pomijać ważnego aspektu. Nasz najemnik nie wierzy w żadne bóstwa, rzeczy nadnaturalne czy fortunę. Jedyne co widzi to ludzie i inne wytwory natury, którym dane jest stąpać po tej ziemi. No i na razie nie spotkał nikogo, kto by nie ugiął się po porządnym ciosie miecza. Przecież to wystarczająco przeczy istnieniu bogów. W każdym razie wzrok Maylighta utkwił teraz w sylwetce karczmarza. Trudno byłoby o to, żeby spoczął gdzieś indziej, skoro ten mężczyzna przysłaniał mu swoją tuszą co najmniej pół świata. W każdym razie końcu kufel znalazł się na swoim miejscu. Co prawda trochę się z niego ulało, ale to sobie Jacob odliczy później. Na razie chwycił za jego ucho i spokojnie pił wodę, wcale nie przejmując się tym, że facet zbliżył się do niego na tak znaczną odległość. Czarnowłosy spokojnie spoglądał mu w oczy, chociaż ten unikał kontaktu wzrokowego. Jeśli zaś chodzi o jego zapach, to ten mu zbytnio nie przeszkadzał. W końcu był w Night's Watch, pracował dla wielu ludzi, przebywał w niezliczonej ilości obozów.
Jacob odstawił kufel i podparł głowę na dłoni, z perfidnym uśmieszkiem wpatrując się w faceta, który starał się mu wszystko wyjaśnić. Między innymi najemnik wreszcie dowiedział się kim był ten koleś, który leżał przed zajazdem. Zbieg? A to dziwne. Jak dla czarnowłosego, to powinni po niego wysłać zwyczajnie grupę poszukiwawczą, sprowadzić ponownie na front, a następnie zwyczajnie zabić na oczach wszystkich po to, żeby każdy widział co takiego dzieje się z dezerterami, którzy wolą porzucić swe obowiązki.
- A czy Ty wiesz z kim rozmawiasz? Za murem byłbyś jedynie biegającą kupą mięcha z krótkimi nóżkami, na którą rzuciłby się pierwszy, lepszy wilkor. Ewentualnie możesz zostać chodzącym trupem, żeby ten cały bebech Ci zgnił i odpadł. Uważaj na słowa. - warknął w jego kierunku Jacob, jednak nie takim tonem, żeby słyszał go cały zajazd. Wystarczyło, że mogło to dotrzeć do uszu faceta przed nim. Może i jest tu właścicielem, ale nie jest nietykalny. To nie działa w ten sposób.
- A teraz lepiej powiedz mi więcej o Żelaznych. Zdawało mi się, że nie lubią zapuszczać się wgłąb Siedmiu Królestw. - powiedział już spokojniejszym głosem, wypijając kolejny łyk wody. I jak ludzie mogli woleć zamiast niej alkohol? To dziwne!
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Wto Cze 11, 2013 2:14 am

MG

Barman zdawał się z dużym kłopotem dławić złość, jego podejrzliwe, lecz w miarę spokojne spojrzenie przybrało teraz oznaki spięcia. Ciężko powiedzieć, czy teraz mężczyzna bardziej gardził, czy też nienawidził najemnikiem. Nie podpowiadały odpowiedzi ni napięte ramiona, kciuki wręcz biało blade od zaciskania, krople potu. Dziadek chciał zareagować, dłonie drżały mu delikatnie. Kto wie? Może kusiło go żeby z lekka się wyładować? Chwycić do połowy pełną butelkę wina i nim ktokolwiek zdążyłby zareagować wszystko mogłoby skończyć się jednym pewnym uderzeniem w skroń. Dość gówniarskich gadanin, dość gości, których nie może znieść w Dorzeczu.
Mogłoby tak być, prawda, ale...
Na ciekawość Jacoba stary uśmiechnął się jeszcze poczciwie.
- Interesują cię Żelaźni, hee? Powiadają, że ich bóg czyni z nich hieny. Zapomnieli jak siać, bestie rodzą bestie, bestia dostaje boga i żelazo, a potem... grabią, pustoszą jak szarańcza. - przystąpił z nogi na nogę, kontynuując z większą satysfakcją - Równie dobrze możesz sam ich zapytać co tutaj robią, słyszałem coś o tym, że królewskie służby mają nawiedzić Dorzecze, ale o tych suczych synach nic mi nie wiadomo. - nie wiadomo ile do końca wiedział barman, ale tyle tylko zamierzał wyjawić. Możliwe, że ta rozmowa miała być dłuższa, możliwe, że Jacob dowiedział by się czegoś więcej, jednak barman skoncentrowany patrzył na ludzi za plecami najemnika. Staruch miał szeroko rozwarte oczy, pełne niepokoju, strachu, w ich odbiciu było widać niewyraźny kształt. Jak by Jacob się obrócił zobaczyłby chłopaka mniej więcej w wieku czternastu lat, siedział z innymi robotnikami do tej pory, ale teraz górując ponad nimi palcem wskazywał na okno. Potem padło tylko jedno słowo...
Ogień
...i ludzie jak zwierzęta w panice rzucili się do drzwi, zaszurały stoły i krzesła, odgłos tłuczonych kufli mieszał się z wylewanym piwem i niestrudzonymi próbami przekrzyczenia siebie nawzajem. Za oknami widać było języki ognia, pożar, zmora miejsc takich jak to. Wieś była ciasna, więc żywioł mógł ponieść się przez słomę, drewno, aczkolwiek teraz najważniejsza była chyba ucieczka z zajazdu, tłum wieśniaków, których wyobraźnię podsyca ogień mógł okazać się bardziej gwałtownym i nieprzewidywalnym wyzwaniem niż jakikolwiek mąż z mieczem, ale kto wie? Zawsze można próbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Czw Cze 13, 2013 6:26 pm

To jest jedynie jedna z opcji. A co gdyby Jacob zdążył się uchylić przed uderzeniem? Co jeśli chwilę później sięgnąłby po miecz i tym samym ostrzem zwyczajnie przebił go na wylot? Polałaby się posoka, stal została zabrudzona, a co więcej, pojawiłby się jeden trup więcej. Czyż to nie jest jeszcze bardziej fascynująca historyjka? Na całe szczęście barman nie odważył się zrobić czegoś takiego i działało to na jego korzyść. Co, jak co, ale wątpię, żeby zwyczajny kufel miał okazję dosięgnąć tak wprawionego w boju woja, jak Jacob.
- Wiele w życiu widziałem bestii z orężem i bez. Niektóre z nich były jeszcze straszniejsze niż niejeden człowiek, a jednak dało się je zabić jeśli cięcie szło pod odpowiednim kątem i z adekwatną siłą. Mogą nazywać się Żelaźni, Nieśmiertelni czy też Duchowi. I tak każdy z nich ma krew, flaki i mózg, a bez nich nie będą zbyt żwawi. - powiedział spokojnie, mając przed oczami to, co działo się za murem. Martwe ciała, które chodziły same i dało się je jedynie stłumić ogniem, czy też wilkory, które swoimi szczękami potrafiły zabić człowieka jednym kłapnięciem. Czyż t nie wydaje się o wiele ciekawsze, aniżeli ludzie z wyspy, którzy jedynie mamroczą coś pod nosem, że nie lubią siać? A prawda jest taka, że nawet sam Maylight tego nie robi. W końcu jest najemnikiem, a środkami jego dochodu są wszelakie zlecenia, w których potrafi przebierać wedle swej woli.
- A zapytam ich z wielką chęcią. - odpowiedział, dopijając ostatni łyk wody, którą znalazł w kuflu. Może i za wiele jej nie było, ale to przecież nie tajemnica, że im mniej płynu, tym lepiej smakuje. Wtem starzec zrobił się jakiś dziwny. Czarnowłosy obrócił się w stronę, w którą spoglądał właściciel zajazdu, a następnie dostrzegł za oknem ogień. Oczywiście ludzie zareagowali błyskawicznie i w sposób przewidywalny. Zachowywali się jak bydło, które gonił pastuch. Natychmiast rzucili się w kierunku wyjścia. Jeśli zaś chodzi o Jacoba, to ten najpierw przeczekał pierwszą wrzawę i dopiero udał się do wyjścia. Wcześniej wyciągnął jednak swój wielki miecz, który trzymał teraz w dwóch rękach. To będzie jego obrona w razie gdyby ktoś chciał go zaatakować znienacka. Oczywiście pierwsze co robi, to idzie do swojego konia Brego, aby dzięki niemu lekko oddalić się od wioski. Nie zamierzał udawać się w stronę frontu, a raczej na bok osady, aby spokojnie obserwować to, co miało się za chwilę wydarzyć. Nie chciał jechać wprost na linię frontu, bo jeszcze uznaliby go za jakiegoś żołnierza wroga czy kogoś w ten deseń. Do tego celu było mu naprawdę daleko. Kto wie? Może znajdzie jakąś pracę po stronie tych całych Żelaznych. W sumie parę grosza zawsze mu się przyda w kieszeni. Plusem na pewno jest to, że nie musiał płacić za wodę!
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pon Cze 17, 2013 6:48 pm

MG

Siła tłumu była porównywalna do siły rozpędzonego bydła, dziesiątki ludzi uderzyły w tę ciasną wnękę pomiędzy drzwiami, a ladą barową. Raptownie w powietrzu pojawiły się różnego rodzaju kielichy, drewniane kubły, gliniane ciemne dzbany. Wino lało się litrami po podłodze, przewracanych stołach, brutalna panika nie znała litości dla ścian, wyposażenia i mebli w zajeździe. W oczach wieśniaków tlił się strach, ale również nadzieja, chyba każdy z nich wiedział, że ognia nie wolno lekceważyć. Gdy kilku dostrzegło błysk stali z rękach Jacoba dopadły nań wahania, ale ledwie błysk nie mógł powstrzymać więcej ludzi. Poniesieni strachem wieśniacy poczęli przepychać najemnika, najpierw niepewnie, ale po chwili zmuszony był już uciekać wraz z tłumem. Na zewnątrz dało się dopiero dostrzec skalę pożaru.
Ogień pochłaniał najwyższe budynki, jakby był to stos drewna ułożony do tego celu, ciężko było powiedzieć, ile z domostw w Farley Hill pochłaniał żywioł - wielu walczyło wiadrami z wodą żeby uratować co się da, część kobiet i dzieci, które szybko poczuły swąd już zarzucały juczne torby na konie, osły w celu możliwie jak najszybszej ucieczki. Krzyki kobiet i mężczyzn ginęły pośród symfonii łamanego drwa, w której tańczyły iskry, nieludzki ból przypiekanych żywcem, cierpienie płaczących nad nimi. Do nie tak dawna cicha, spokojna wioska zamieniła się w galerię dźwięków, pośród jej wystaw brnął zuchwale Jacob szukając konia. Nie było go przy zajeździe, w sumie nic dziwnego - niemal każdy wierzchowiec wyrywał się na widok pustoszącego wszystko na swej drodze żywiołu. Ludzie byli zdani sami na siebie.
- Podpalacz! Podpalacz! Jest wśród nas podpalacz! - wrzeszczała jakaś dziewka wybiegając w pojedynczej koszuli z chałupy. Wrzaski temu podobne towarzyszyły wieśniakom jak okiem sięgnąć. Nikt nie miał czasu aby okazać pomoc drugiej osobie, ale w interesie każdego leżało już po wszystkim znaleźć podpalacza i wymierzyć mu karę. Sądząc po skali imprezy, gospodarz mógł liczyć ze strony gości na sprawiedliwy i zgodny z wszelkimi normami zgon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sob Cze 22, 2013 1:24 pm

Głupi ludzie. W takich chwilach człowiek nie różnił się zbytnio od bezmyślnego zwierzęcia, które prze naprzód tylko dla samej idei biegnięcia. Przecież ogień wcale nie zjadłby ich w sekundę. Spokojnie mogliby opuścić ten kompleks, ale pomimo tego i tak woleli się przepychać. Jacob niestety nie miał tutaj nic do gadania, bo o ile dwóch czy trzech mężczyzn mógłby starać się jeszcze utrzymać, o tyle cały tłum zwyczajnie był dla niego za silny. Razem z nim wyleciał na zewnątrz, chociaż przeklinał pod nosem. Na całe szczęście wszystkie jego bluźnierstwa zostały zagłuszone przez odgłosy stada mięcha, które teraz uciekało gdzie popadnie. Czarnowłosy obejrzał się dookoła, chcąc rozeznać się jakoś w sytuacji, w której się znalazł. Najwidoczniej front przesunął się trochę szybciej niż można by się tego spodziewać. Dla Maylighta dużym zaskoczeniem to nie było, bowiem widział w życiu wiele, ale niestety wieśniacy byli innego zdania. 
 Teraz najemnik na głowie miał większy kłopot. Brego gdzieś spieprzył!
- Cholerny koń. Był ze mną na wielu bitwach, szarżował na miecze, piki, a przestraszył się pieprzonego ognia. Brego! Chodź tu stary skurczybyku! - zaczął wydzierać się jak do człowieka, a następnie głośno zagwizdał. Jego wierzchowiec na to reagował, jednak nie wiadomo czy na pewno dosłyszy komendę w takim harmidrze. W każdym razie Jacob nie miał zamiaru stać przed karczmą jak skończony idiota. Nie wiedział jaki zamiar mają wojacy, którzy zaraz tutaj wpadną. To niekoniecznie musiał być podpalacz. Ludzie nikogo nie widzieli, a od razu wysnuwali pochopne wioski. Tak więc czarnowłosy przemieszczał się ze swym półtorakiem w ręce jak najdalej od ognia. Nie chciał zostać spieczony niczym skwarka. Jednocześnie cały czas gwizdał na swego Brego, który może w końcu raczy do niego przybyć. Oczywiście należało uważać na ludzi, którzy mogą mieć wrogie intencje. Właśnie na takich delikwentów Maylight dzierży w ręce kawałek odpowiednio ostrej broni.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Nie Cze 23, 2013 11:09 pm

MG

Ucieczka pomiędzy płonącymi domostwami we wsi pełnej ludzi zabobonnych oraz skupionych na sobie wyglądała na o tyle ekscytującą, na ile również skomplikowaną i kłopotliwą. Grupki, a nawet całe tłumy miejscami przecinały drogę lub ją blokowały gdy ktoś ugrzązł z wozem, tudzież gdy gdzieś zawalił się młyn, czy wieża. Co kilka kroków Jacob mijał jakieś dziecko, które wołało rodzica; co kilka kroków trafiał się człowiek przygnieciony belką, stertą cegieł. Byli też tacy co po cichu korzystali z okazji aby się wzbogacić, kosztem uwięzionych i słabych, a także nieświadomych sytuacji. Na ogół? Chaos i anarchia - każdy ratował tylko własne cztery litery.
Tymczasem wołania Brego nie przynosiły spodziewanego skutku, ciężko było stwierdzić, gdzie może się znajdywać. Wiele zagłuszały odgłosy skwierczenia, ludzkie krzyki i wrzaski, odgłosy zwierząt przeróżnej maści. W tym młynie nie było niemal szans na znalezienie kogokolwiek, lecz gdy końcem końców przedzierając się między tłumem, a ogniem Jacob dotarł do wyjazdu, za którym znajdywał się kraniec wsi. Wybiegając z duszącego dymu, z sieci szybko roznoszących się płomieni mógł w końcu zaczerpnąć nieco świeższego powietrza lecz prawdziwy chaos miał rozpętać się właśnie tutaj. Naprzeciw wejścia do wsi, gdzie do tej pory ze zbocza rozpościerały się łąki, a tuż za nimi las stał półokrąg żołnierzy. Było ich może trzydziestu, co dziwne nie mieli zdobień żadnego rodu, ni naszyć, ni nawet charakterystycznych zbroi, co więcej! Nie stał nad nimi żaden dowódca, po prostu mierzyli w grupkę wieśniaków, którym udało się wydostać. Przed Jacobem stało lub klęczało na ziemi około setka ludzi - większość płakała, niektórzy siedzieli skuleni bez słowa. Dwie osoby próbowały się wykłócać. Przez żar było niewiele słychać, ale to chyba nie ważne bo dwie błyskawiczne strzały z pierwszej linii kuszników skutecznie ukróciły podniosły ton wieśniaków. Dwóch żołnierzy zrobiło krok do tyłu - z tego co zdążył zauważyć najemnik jedna linia składała się z samych kuszników, którzy celują na klęczkach, druga i ostatnia zarazem linia to ci sami napastnicy lecz ci zamiast kuszy dzierżyli miecz. Ktoś mógł być tutaj odpowiedzialny za przeładowanie każdej kuszy z osobna, ale jeśli taki jegomość był wśród nich to nie pokazywał się. Co teraz? Za plecami płonąca wioska, ale z drugiej strony wyszkoleni (?) zabójcy. Żadna z tych dwóch przeszkód nie pozwalała na zadawanie pytań, żadna nie odpuszczała lekko.

Wtedy kątem oka mężczyzna dostrzegł iskierkę nadziei, a może raczej: dostrzegł Brego. Koń stał kawałek za oddziałem, niedaleko lasu - możliwe, że czekał na jakiś sygnał od najemnika, możliwe, że do tej pory nie usłyszał go, ale liczyło się - czy mógł go wezwać jeszcze jeden raz? Czy powinien?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pon Cze 24, 2013 1:30 am

Ludzie, ludzie, ludzie. Doprawdy żałosne kreatury, jednak trzeba było się liczyć z takimi zachowaniami. W każdym razie Jacob nie przejmował się żadnymi dzieciakami, czy jednostkami wołającymi o pomoc. Co go to obchodziło? Nikt mu w życiu nie pomagał, nikt nie nadstawiał za niego karku, więc i on nie zamierza być rypanym altruistą. Jeśli parę dziatek zostanie sierotami, to trudno. Tak si już zdarza i wypadałoby się z tym nareszcie pogodzić. Szkoda tylko, że spaliła się tak dobra karczma. Chociaż był tego jeden plus. Jaki? Ano jeden z ważniejszych dla najemnika - nie musiał płacić. Parę monet zostało w kieszeni i kto wie, może kiedyś uratują mu życie kiedy będzie już całkowicie spragniony. Może i Maylight mógłby też dołączyć do rabusiów, ale wolał nie ryzykować zostania przygniecionym przez płonącą belkę czy dostania w łeb jakimś obuchem od właściciela domostwa. Był najemnikiem, a nie złodziejem. Mógł zagarnąć coś, co wywalczył własnymi siłami.
 A ten cholerny koń nadal nie przybywał. Czarnowłosy zdawał sobie sprawę ze wszechobecnego hałasu, ale myślał, że Brego kręci się gdzieś w pobliżu. W najgorszym razie mógł zostać zabrany przez jakiegoś wieśniaka, który cudem nauczył się jazdy konnej i uznał zwierzaka za doskonały środek transportu. Jacobowi nie pozostało nic innego jak ruszyć przed siebie i nie zawracać sobie głowy niczym innym. Taki stan rzeczy nie mógł niestety utrzymywać się w nieskończoność, a już z pewnością nie wtedy, kiedy przed wioską stali uzbrojeni wojowie. 
- Cholera. A Ci tu czego? - warknął pod nosem, kiedy jego oczy wypatrzyły wiernego towarzysza wielu przygód. Wszystko wskazywało na to, że jest jakaś szansa na ratunek tyle, że najpierw trzeba było pokonać kilkunastu chłopa z kuszami i mieczami. O ile z tymi drugimi jeszcze jakoś można by dać sobie radę, o tyle Ci pierwsi byli problemem. Maylight nie miał zamiaru pędzić na złamanie karku do swojego wierzchowca, żeby być odstrzelonym jak jeleń. Schował swój miecz do pochwy, a następnie upadł na kolana. To był jedynie przemyślany akt, bowiem właśnie wtedy dobył do ręki sztylet, który delikatnie schował w rękawie płaszcza. Następnie udał się w stronę tłumu i wmieszał się w niego tak, żeby znajdować się w miarę blisko wojskowych, a jednocześnie nie stać w pierwszej linii. W razie czego będzie miał przed sobą żywe tarcze chroniące go od spotkania z bełtami. 
 Trzeba było jednak działać, bo to nie zapowiadało się zbyt dobrze. Całej setki wieśniaków nie zabiją, ale pewnie będą chcieli ich wziąć za jeńców. Jako, że Jacobowi nie uśmiechało się założenie kajdan po raz kolejny, to postanowił skorzystać z reakcji tłumu. Skoro stali tutaj spanikowani, opór był karany bełtem i nie mieli żadnej szansy na ucieczkę, to można łatwo zasiać panikę. W końcu w takich sytuacjach człowiek niedoświadczony działa instynktownie. Czarnowłosy chwycił teraz pewniej sztylet i wbił go w bok jednego z wieśniaków. Ten powinien jęknąć i osunąć się na ziemię.
- STRZELAJĄ! ZABIJĄ NAS WSZYSTKICH! - wydarł się w tym samym momencie, żeby jego słowa dotarły do tłumu i zaprowadziły tym samym chaos. Miejmy nadzieję, że tak będzie, bo w innej sytuacji czarnowłosy wyjdzie na durnia. W każdym razie właśnie po tych słowach najemnik głośno gwiżdże, co nie powinno teraz zwrócić wielkiej uwagi, z zamysłem wezwania Brego. Wystarczy tylko, że usiądzie na jego grzbiecie i piechota już go nie dostanie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pią Cze 28, 2013 2:29 am

MG

Zaczęło się dosyć łagodnie:
- Patrz na tego pajaca!
- Uważaj, co ty wyprawiasz?!
...lecz wraz z co kolejnymi i trudniejszymi próbami przebrnięcia przez tłum, rzucano kolejnymi uwagami (dla urozmaicenia mieszające je z soczystym koszem miejscowych bluzgów):
- Gdzie kurwa leziesz, świnio?!
- Chcesz mojej sakiewki, zakało?! Lepiej pilnuj swojej dupy!
Fakt - przedrzeć się nie było łatwo. Każdy z osobna miał własne zmartwienia i nie interesowały go te należące do całej reszty. Gdy w trakcie tego wszystkiego (pożar odbiera wieśniakom majątek, żołnierze wolność) ktoś ci jeszcze zawraca głowę wygłupami, łatwo jest wyjść z siebie. Jacob był takim właśnie (nie) umyślnym podjudzaczem. Wielu próbowało go wyśledzić w zamieszaniu gdy a to komuś stanął na stopę, a to komuś worek mąki wytrącił szturchnięciem, komuś innemu dziecko obudził. Pomijając naturalnie to wszystko, syf jaki na ziemi zostawiali przemęczeni i zdenerwowani wieśniacy, trud przemieszczania w zbroi z peleryną (!) oraz mieczem u boku, a także mieszające się z każdej strony hałasy... Jacobowi zadrapanemu i brudnemu jak najbiedniejsza służba udało się dotrzeć na skraj trzeciej i drugiej linii tłumu zebranych. W tamtym momencie żaden z okupantów zdawał się nie zwracać uwagi na to co na ziemi. W sumie chyba nikt nie spodziewałby się takiego obrotu akcji, a już na pewno nie dobrze uzbrojeni, wprawieni w takich sytuacjach żołnierze.

Jak zwierzęta. Niczym nie ludzie, a dzikie zwierzęta ludzie odpowiedzieli na akt Maylighta. Pierwsze to wszyscy powstali jak oparzeni, ale co dalej? Z przodu armia, za plecami ogień, a spróbuj zrobić krok poza tłum, oj spróbuj a już przekonasz się co cię czeka. Co więc czynić? Ci najbliżej żołnierzy parli do ognia, ci bliżej ognia chcieli pchać tłum w stronę mieczy i kusz. W szaleństwie nie było miejsca na człowieczeństwo. Nim Jacob zdążył podjąć decyzję, w którą stronę ruszy do jego uszu dotarł świst bełtów. Jeden świsnął kawałek koło jego głowy i wyżej w kierunku płonących chałup, inny dosłownie otarł się o ramię (szczęśliwie) rozcinając jedynie część peleryny. Przypływ adrenaliny sprawił, że nie czuł bólu, jeżeli w ogóle bełt jakikolwiek sprawił. Musiał odchylić się do tyłu, a potem... ktoś go uderzył łokciem w bok, ktoś inny szturchnął tak mocno, że niemal stracił równowagę pochylając się naprzód. Kątem oka dostrzegł obraz rodem z koszmaru. Tłum leciał na niego z dwóch stron, gdy kusznicy wstawali z klęczek, jak jeden mąż sięgnęli po miecze i ruszyli bez słowa, bez pośpiechu wprost na ludzi. A tymczasem... Brego znowu gdzieś spieprzył, zniknął jak cholerny duch.
Jeden z żołnierzy podszedł do kobiety, która upadła i nie zdążyła się podnieść z ziemi w porę, chwycił ją za włosy. Pewnym pchnięciem przebił ostrzem jej klatkę. Dla Jacoba było to niczym teatrzyk okrucieństwa - stal lepka od krwi wyszła pod jej mostkiem twardo wbijając się w glebę. Widział jak jej oczy i dech zamarły, a po wyjęciu w powrotem broni upadła niczym szmaciana kukiełka. Ta sama scenka powtarzała się co parę kroków - uzbrojeni żołnierze podchodzili do wieśniaków i ukrócali im cierpienia. Fakt, że wielu zrobiło za żywą tarczę, a jeszcze więcej pewnie zdecydowało się runąć na nich z tłumem, ale... nie wszyscy byli jednomyślni. Zbrojni choć z ledwością, ale jednak nadążali odpierać miejscowych - zbyt wielu myślało tylko o sobie, zbyt niewielu instynktem. Do tego jeszcze ten koń... ciekawe co ON sobie myślał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Nie Cze 30, 2013 1:17 am

Jacob nie zwracał najmniejszej uwagi na to, co mówią sobie wieśniacy. Zresztą wyraz jakim ich określano dobitnie oddawał ich wiedzę o świecie, wszelakim rzemiośle i zasadach rządzącymi tym światem oraz walką. Nie mieli o tym nawet najmniejszego pojęcia, więc ich słowa nie miały znaczenia. Nieistotny był również brud, kurz i wszystko inne, co w tej chwili lepiło się do Jacoba. Trudno spodziewać się, że najemnik wyjdzie cało z takiej opresji, a na dodatek nie ubrudzi sobie przy tym nawet płaszcza, czy nie rozetnie policzka. Priorytetem było przedostanie się do odpowiedniej linii wieśniaków, co też czarnowłosemu wyszło. Znalazł się prawie na samym ich początku, więc teraz wystarczyło jedynie wcielić swój plan w życie. Ostry czubek stali wszedł w ciało niewinnego wieśniaka niczym w masło i w tym samym momencie spowodował, że na zewnątrz wydobyła się czerwona jucha. Jej kolor był niepowtarzalny i zawsze radował oczy Maylighta.

Czarnowłosy dobrze ocenił zachowania ludzi. Zbyt wiele razy brał udział w bitwach, zbyt często widział co się dzieje, kiedy nad człowiekiem zapanuje strach, aby teraz się mylić. Panika wśród wojska po udanej szarży przeciwnika to powszechny widok. Przebieg dalszej walki zależy od tego, jak zachowa się piechota i ile ma doświadczenia. Tego drugiego Jacobowi nie brakowało, więc gdy wieśniacy rozpierzchli się dookoła niczym mrówki, on próbował dostać się do Brego. W tym doskonałym planie przeszkodził mu bełt, który dosłownie przeleciał kilka centymetrów od jego twarzy. Chcąc, czy nie, oczy najemnika natychmiast podążyły za pociskiem, który wbił się teraz w ciało kolejnego wieśniaka. Jeśli zaś chodzi o drugi, to ten pozostał przez wojaka niezauważony. Adrenalina zrobiła swoje i jeśli cokolwiek miał czuć, to i tak pozostało to bez żadnego odzewu. Na razie problemem był ten tłum, który miotał czarnowłosym niczym szmacianą lalką. To dostał z łokcia, to prawie się zatoczył. Cholera! Zaraz weźmie miecz i zacznie wybijać wszystkich dookoła, żeby po prostu na niego nie wpadali.
- Nosz, kurwa! Pieprzony koń. - krzyknął na całe gardło Jacob, wcale nie przejmując się tym, że ludzie dookoła mogą uznać go za wariata. Pewnie i tak by go nie usłyszeli, więc co to zmienia? W każdy razie najemnik miał teraz parę opcji do wyboru. Pierwszą było wyżynanie wszystkiego, co wpadnie mu pod ostrze i liczenie na to, że jakoś to przeżyje. Drugą, spieprzanie w stronę lasu jak ostatni tchórz i posiadanie nadziei, że nie dostanie niczym w plecy. W tym wypadku, trzecia wydawała się najlepsza. Co zakładała?

Pomoc wieśniakom! Oczywiście ograniczoną. Może i Maylight z początku miał chrzanić honor i spieprzać jak najdalej stąd, ale ta kobieta przebita mieczem sprawiła, że nie mógł tego zrobić. Rozumiał zabijanie mężczyzn, ale kobiety? Co ona mu mogła zrobić? Ochlapać krwią z miesiączki?
- Sukinsyny, dostaniecie to, czego chcieliście. - mruknął pod nosem i w tym samym momencie wsunął sztylet za pas, a z pleców zdjął łuk. Przygotował strzałę i rozejrzał się dookoła. Jakie cele? Skoro wojacy porzucili już kuszę, to przynajmniej mógł się trochę rozluźnić jeśli chodzi o pociski, a zająć naprawdę ważnymi rzeczami. Przede wszystkim na pierwszy strzał poszli Ci, na których napierali wieśniacy. Dawało to im szansę na pokonanie przeciwnika i zabranie jego oręża, co z kolei skutkuje przyłączeniem się na stronę Maylighta. Oczywiście ten nie zamierza jednak zapomnieć o swojej osobie, więc co chwila sprawdza czy nikt na niego nie biegnie. Jeśli znajdzie się taki delikwent, to z pewnością zakosztuje grotu strzały. W ostateczności Jacob rzuca łuk, stara się zrobić unik i wpakować sztylet w ciao oponenta. Nie ma tutaj czas na dobywanie miecza. Jes zbyt nieporęczny w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sro Lip 03, 2013 2:03 am

MG

Wróg szedł w trzech nierównych liniach, każdy z żołnierzy miał w ręku miecz lub sztylet.
Pierwsza strzała Maylighta poszybowała niewiele ponad dwadzieścia metrów od niego - grot przebił na wskroś szyję zbrojnego gdy ten jedną rękę zaciskał na włosach wieśniaka, a drugą dzierżył miecz zbliżając ostrze do krtani biedaka. W porę uratowany jegomość dosyć długo po prostu spoglądał przed siebie zbyt zaskoczony żeby zareagować jakkolwiek inaczej. Drugi strzał trafił prosto w ramię innego zbrojnego, który miał właśnie pchnąć brodatego, postawnego chłopa (drwala?). Żołnierz miał wykonać pchnięcie, ale raniony wykonał błąd i upadł na ziemię - to wystarczyło niedoszłej ofierze na rozbrojenie oprawy i dobicie go.
Wtem pośród chaosu Jacob najpierw usłyszał rżenie starego towarzysza, tętent kopyt. Potem ujrzał jak Brego mknie rozpędzony w stronę tyłów rzeźników. Koń z ogromną siłą przewrócił i stratował kopytami najpierw jednego, potem drugiego żołdaka. Mknąc przez pole bitwy tak szybko nie dawał oprawcom żadnej szansy na reakcję, gdy zbliżał się do swego pana wytrącił jeszcze komuś miecz (przy okazji łamiąc ramię), komuś innemu stanął na stopie. Gdy już jednak zwolnił i ostatecznie stanął dosyć blisko Jacoba aby ten mógł go dotknąć, a nawet co więcej dosiąść pozostało pytanie:
Czy teraz, kiedy ucieczka była tak prosta Maylight postanowi ratować własną skórę, czy zaryzykuje dla plebsu i pospólstwa? Co poniektórzy uciekali, ale kilku miało odwagę żeby zatrzymać się, gapić z wzgórza na jego poczynania, ktoś nawet chyba się do niego przyłączył na prawym skrzydle.
Reszta żołdaków zdążyła dobić kolejnych kilka osób - dzieci, kobiet, mężczyzn, starców - każdego bez wyjątku. W czasie całego "ambarasu" pokonali taki kawałek, iż zepchnięty na szczycie tłum zbliżał się do swojego limitu - ktoś w końcu zostanie stratowany, zadeptany do śmierci, ktoś inny spłonie zetknąwszy się z (wciąż pięknie) piekącym żarem płomieni, które dalej trawiły chałupa za chałupą, stajnie, tawerny, młyny, wieże.
Wybór był wyjątkowo prosty: zostać albo uciekać.
Każda decyzja mogła nieść ze sobą jednak inne okoliczności. Nikt nie potrafił przewidzieć, czy ten tłum jeszcze da się opanować, czy była to już rzeź? A on nie miał czego ratować (poza własną dupą).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pon Lip 08, 2013 4:21 pm

Szybkie naciągnięcie cięciwy, wymierzenie i strzała poleciała wprost w pierwszego wojaka. Przebiła mu na wylot szyję i sprawiła, że biedak zaczął pluć krwią, aż w końcu upadł na ziemię. Maylight uśmiechnął się pod nosem z udanego strzału. Proszę, proszę! Szykuje nam się tutaj drugi Legolas. Kolejny strzał jednak nie wyszedł najlepiej i czarnowłosy miał cichą nadzieję, że nikt go z nim nie powiążę. Może i strzała spełniła swoją rolę, ale trafiła w ramię. W każdym razie każde rażenie grotem sprawiało, że po stronie Jacoba opowiadała się coraz większa ilość wieśniaków. Niedługo będzie znany w całym królestwie jako Król Wieśniaków. Może nie brzmi to za dobrze, ale przynajmniej będzie jakimś królem. Wreszcie pozycja godna jego ambicji!
I co? I co?! A mówiłem, że Brego w końcu przybiegnie do swojego właściciela? Dobra, wyzywałem go na potęgę, ale najważniejsza jest teraźniejszość. Co teraz zrobić? Ale czyż to nie było oczywiste? Jacob szybko dosiadł swojego wierzchowca i popędził w stronę lasu, przy okazji przetrącając parę karków, lub głów mieczem. Łuk spoczął na plecach. Jednak czy tak właśnie miał skończyć były członek Nocnej Straży, najemnik i prowodyr tej rzezi? Ależ oczywiście, że nie!
Czarnowłosy tylko czekał aż trochę oddali się od całej grupki, żeby nie zostać zaskoczonym przez jakiegoś marudera. Stąd miał dogodną pozycję do oddawania kolejnych wystrzałów w wojska przeciwnika. Jeśli jednak sytuacja znacząco się pogorszy, to nie pozostanie mu nic innego, jak robienie za kawalerię. Jacob sprawdzał się i w tej roli, a przecież jako konnica ma znaczną przewagę nad piechotą. Należy do tego dodać jeszcze długi miecz, który miał zapewnić mu odpowiedni dystans. W skrócie... Czarnowłosy pomaga wieśniakom.

///przepraszam za jakość posta, ale ponownie muszę się wdrążyć.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Wto Lip 09, 2013 1:16 am

MG

Pierwsze spięcie Brego, slalom między zbrojnymi wprawiło kilku uratowanych przez jeźdźca wieśniaków w osłupienie. Unikanie tylu ostrzy okazywało się o wiele trudniejsze niż na to wyglądało. Ot, jakby pusta droga miejscami zamieniała się w przepaść albo jakby następowało na drogę niedźwiedź. Niemniej koń Maylighta nie zamierzał się poddawać - instynktownie odskakiwał od wroga gdy widział, że zbliża się pchnięcie. Ostrożność, a zarazem odwaga wierzchowca dawały Jacobowi okazję do oślepienia jednego z żołnierzy potężnym zamachem miecza. Kończąc szarżę na tyły wroga kilka osób z tłumu już zaczynało go obrażać donośnymi porównaniami, acz... głosy te całkowicie niemal zamarły tuż po tym jak trzy kolejne strzały z jego strony położyły (zbyt powolnych by zareagować) żołnierzy.
Chwilową cisze i osłupienie tłumu przerwał niespodziewany wybuch emocji.
- Dobry łucznik! Dobry konik!
- Toć obrońca nasz jest, ziomki! Tfu! - zakrzyknął kto inny;
- Ten jeździec to pijaczyna, plotkarz! Sprzedajczyk! - dodał kto z głębi, a po tym komentarzu Jacob dostrzegł jak facet z brodą, którego uratował wcześniej, stojąc na przedzie tłumu odwraca się w stronę źródła komentarzy z poczerwieniałą twarzą:
- Zawrzyj gębę, kanalio pieprzona! Sam żeś pijak i plotkarz! Kiedy ty z kobietami na tyle dupę grzejesz, on ci wychodzi przed szereg! Tfu! - ryknął donośnie brodacz. Po tych słowach nikt nie rzucił już komentarza. Sytuacja się pogarszała, ale nikt nie narzekał.

W polu, żołnierze z zimną krwią wybili może dwa tuziny ludu zalewając ziemie ciemną posoką krwi. Gdy zrobili kolejnych kilka kroków zmniejszając dystans Maylight dostrzegł, iż na tyłach tłumu nie ma już miejsca by się gromadzić. Wieśniacy chyba czekali na jakiś znak od niego i doczekali się. Gdy runą, niczym kawaleria, uzbrojony w tak zaradną brzytewkę; Brodacz podniósł miecz, który komuś wykradł i ryknął jakby przed siebie:
- Zajebie każdego skurwiela, który postawił stopę na naszych ziemiach! Nikt nie będzie znieważał ludzi Dorzecza! - po tym ruszył najpierw on, a za nim kolejnych dwie, trzy, siedem, pięć.... osób. Wieśniacy ruszyli na przeciw zbrojnych (uzbrojeni, czy nie) z zamiarem walki.

...i mimo, że Brodacz, Jacob i kilku innych powaliło razem co najmniej sześciu ludzi (ale kto by tam liczył) to wielu nieuzbrojonych, przeceniających swoje możliwości posłużyło za swego rodzaju mięso armatnie. Zbyt zajęci wyżynaniem wszystkich kobiet, starców, bezbronnych i dzieci, (ludzie armii) w końcu musieli opuszczać ręce, a broń odrzucać. Zdawało się, że wieśniacy coraz częściej obezwładniają swoich oprawców, gdy wtem... Jacob został niespodziewanie pchnięty w bok (pod żebra) i tenże losowy atak w tłumie powalił go z konia. Czuł jak zimna stal rozsiewa po nim ból niemalże obezwładniający. Na chwilę naszemu najemnikowi pociemniało w oczach, potem poczuł jak ktoś go łapie w tłumie pod ramiona.
Urywane krzyki.
Niewyraźny taniec ognia.
Błysk ostrzy.
Znowu krzyki.
Po jakimś czasie ostrość wzroku wracała już Jacobowi do normy, a przytłumione zmysły odpuszczały powracając do siebie. Był doświadczony, nie potrzebował wiele czasu na otrzęsienie się z szoku w trakcie bitwy, mam rację? Byś może, jednak to co ujrzał po pobudce "nasz Król Wieśniakó" nie należało do codziennych (prostych) widoków:
Oto kilka osób złapało go w trakcie upadku, aczkolwiek wyglądało na to, iż jeden z żołnierzy, który również go ugodził miał szczery zamiar dokończyć robotę i dobić jeźdźca na koniu. Pchnięcie, które wykonał niemal od razu wykorzystując nieuwagę najemnika, było również tak szybkie, iż nie mogło być zatrzymane ni sparowane ostrzem, ni odskokiem, ale...
Brodacz stał do Maylighta plecami - miecz przeszył jego bok na wskroś, część ostrza ugodziła (i prawdopodobnie boleśnie roztrzaskała) żebra Jacoba, owszem, ale przyjmując na siebie tak silne pchnięcie, nieznajomy właśnie uratował mu życie.
Potem czas jakby zwolnił.
Wieśniacy rzucili się na żołnierza niczym wygłodniali kanibale z starych legend - krzyki i krew tryskały z miejsca, gdzie stał owy jegomość Bezduszność ludzi z Farley Hill nie miała końca - Brodacz padł na kolana z mieczem wdrożonym przez całe ciało - ostrze zahaczyło i rozorało pierś mężczyzny z Sandstone (czyt. Maylight), ale po tym była już tylko rzeź. Brego próbował utrzymać się w fali tłumu, przy swoim panie, stało się jednak tak, że ludzi armii potraktowano niczym najgorsze zwierzęta. Ludzie rozrywali ich zbroje i szaty gołymi dłońmi. Kobiety i mężczyźni dawali upust swym emocjom orając paznokciami skórę, wyrywając zęby. Żeby uniknąć opisów gorszych czynności, rzeknę krótko: byli bezlitośni. Po godzinie, gdy ogień powoli dogasał, a ludzie się rozchodzili w różnych kierunkach zbyt przestraszeni aby dalej myśleć o organizacji - zaczęło wstawać słońce, a z chmur padła niewielka mżawka. To było odświeżające. Nie było wojska, anie Brodacza, ani wielu innych, których ciała usiane teraz były poniżej wzgórza niczym przerażający szlak.
Byli zmęczeni, otłumieni, ale wolni i... bezpieczni? Chyba tak.
To koniec tej batalii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sob Lip 13, 2013 1:09 am

Slalom między ostrzami z pewnością był ulubioną rozrywką Jacoba. To spojrzenie bezradnych wojowników znajdujących się na ziemi, kiedy ich stal mija o kilka centymetrów nogi jeźdźca, bądź samego wierzchowca. Ile razy widział już to u dzikich? Ah, ci nieokrzesani ludzie z północy, którym ciężko było pojąć pojęcie formacji, czy strategii. Uwielbiali rzucać się w morderczym szale na lepiej uzbrojone jednostki przeciwnika i mieli szansę dopiero wtedy, gdy byli w znacznej przewadze. Jednak czy tym razem nie było tak samo z wieśniakami? W każdym razie należy tutaj pochwalić Brego, który wreszcie ruszył swój tyłek do pomocy i robił to całkiem dobrze. W takich chwilach Maylight dziękował w duchu, że nie ma za towarzysza jakiegoś źrebaka, a porządnego konia, który nie ucieknie na dźwięk byle jakiego szczęku stali.
Czarnowłosy nic sobie nie zrobił z rażenia mieczem żołnierza, a po prostu przebił się na sam tył bitwy, aby stamtąd posłać kolejne strzały, które celu w żadnym wypadku nie chybiły. Były członek Nocnej Straży w żadnym wypadku nie przejmował się powątpiewaniem wieśniaków, a może nawet go nie słyszał? W każdym razie nie było to ważne, bowiem aktualnie był na bitwie. W takich momentach człowiek myśli inaczej, a jego zmysły skupione są na czymś innym. Oczy uważnie rozglądały się po otoczeniu, szukając nawet najmniejszego śladu ruchu, czy ataku na jego osobę. Uszy wytężały się do granic możliwości, żeby usłyszeć świst bełtu skierowanego w jego stronę. Mięśnie nóg spięły się jeszcze bardziej, aby pewniej trzymać się na wierzchowcu, a dłonie zacisnęły mocniej, żeby nie wypuścić na ziemię miecza, czy lejca.
W jednej, krótkiej chwili Jacob uniósł delikatnie swe ostrze i spiął Brego, aby ten ruszył naprzód. Spodziewał się, że wieśniacy pójdą w jego ślady, ale nie wiedział, że będzie to aż tak rozległe. Najwidoczniej ludzie zagonieni w kozi róg będą gotowi nawet poświęcić życie w przegranej walce, niż zginąć z rąk oprawców. Tak to przynajmniej wyglądało z tej perspektywy. Jak inaczej nazwać atak nieuzbrojonych ludzi na wojaków? Niemniej jednak taka szarża przynosiła efekty. Okazało się, że liczba w tym przypadku jest ważniejsza od uzbrojenia. I wtem...
- Psiakrew. - mruknął pod nosem czarnowłosy, zsuwając się z konia. Doskonale znał uczucie, które ogarnęło go właśnie teraz. Został trafiony i to całkiem ładnie, skoro aż zleciał na ziemię. Ktoś go złapał, ktoś krzyknął, aż tu znowu mocne uderzenie w żebra. Kiedy się obrócił, zauważył jak krzykaty brodacz pada na ziemię, cały w swojej krwi. Nie było co do tego wątpliwości. W końcu tak czerwona mogła być tylko jucha.
Dalej wszystko potoczyło się całkiem szybko. Tłum dopadł do resztek ocalałych oprawców i przystąpił do ich egzekucji. Czarnowłosy nawet nie próbował go powstrzymywać, bo przecież sobie na to zasłużyli. Zamiast tego podniósł się powoli na równe nogi, trzymając się przy tym za żebra i chwycił miecz, którym został przebity brodacz. Bez cienia emocji wyciągnął go z jego ciała i wbił w ziemię obok. Następnie ponownie się pochylił i złożył ręce wieśniaka na klatce piersiowej, pomiędzy palce wciskając rękojeść ostrza, którym rozstał przebity. Właśnie w taki sposób układano po śmierci rycerzy, więc czemu i prosty człowiek nie mógł tego doświadczyć?
Wszystko się uspokoiło. Słońce wyszło na niebo, zaczęła padać mżawka, a Maylight powyciągał swoje strzały z trupów. Korciło go jeszcze, żeby zabrać trochę ekwipunku od żołnierzy, ale uznał, że tym ludziom przyda się on o wiele bardziej. Dosiadł swojego konia i jeszcze raz skierował się do tłumu.
- Idźcie do kolejnych wiosek i ostrzeżcie ich przed tym, co tu się stało. I na przyszłość, do cholery, bierzcie ze sobą przynajmniej pogrzebacze, kurwa. - powiedział może dość dobitnie, ale za to szczerze. Gdyby mieli chociaż ten durny kawałek metalu, to może zginęłoby ich mniej, a tak? Tak pozostał tutaj stos trupów i nic więcej. Za to nasz bohater założył na głowę kaptur, odwrócił konia i ruszył w dalszą podróż, trzymając się jedną ręką za bok. Będzie musiał znaleźć chyba jakiegoś maestra.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Nie Sie 18, 2013 6:25 pm

Podróż Baela była dość nużąca. Bezcelowe błąkanie się po Dorzeczu i Reach nie przynosiło żadnych zysków, ani przygód. Tak przygody, to to co mężczyzna tak długo poszukiwał. Ciężka jednak dola zwykłego wioskowego chłopaka, który po dramacie całe życie stara się pogodzić z przeszłością. Większość jego podróży kończyła się rozdrapywaniem starych ran. Ogień, krew, ruiny. Stały widok. Pragnienie zemsty nie zostało zaspokojone, wręcz przeciwnie ono rosło i rosło, aż w końcu musiało dojść do nieuniknionego.

Stary wędrowiec był zmuszony zwiększyć zasięg swoich wycieczek. Jego kieszeń była prawie pusta, a o nogi obijała mu się torba z prowiantem, a raczej jego brakiem. Jeden z leśnych szlaków zaprowadził go aż pod granice z Doliną. Bael zszedłz konia przy wyjściu z lasu. Duszny dreptał miarowo koło niego, kiedy to Bael zatrzymał się, aby zrobić sobie postój. Nie zwykł wybierać udeptanych szlaków do swoich podróż. Czuł się wtedy na widoku. Świat jest pełen niebezpieczeństw, a najlepszy sposób na nie, to nie mieszać się... stać się niewidocznym. Samotna wędrówka szybko nauczyła mężczyznę, że jest z góry skazany na porażkę tułając się w pojedynkę. Bandyci, złodzieje, dezeterzy i nie tylko, czekali na takich jak on. Nazywali ich "łatwym łupem". Bael jednak nie był wcale takim "łatwym". Jak widać jeszcze żył, a to najważniejszy argument. Teraz jednak był zmuszony przejść przez las. Było już dobrze po południu, a on nie zamierzał zabłądzić gdzieś pośrodku lasu. Zaryzykował i udało się.

Wyszedł z lasu by spojrzeć przed siebie. Wioska. Tam może coś zjeść lub się napić. Ta wioska wyglądała na taką, w której może liczyć na chociażby małą karczemkę. Wsiadł na Dusznego i popędził do wioski. Hmm... poczuł jakieś znajome uczucie. Z daleka miasteczko wyglądało dokładnie tak jak wioska jego ojca, w której mieszkał... i która to została zaatakowana i zniszczona. Na jego oczach. To wrażenie często go dopadało. Każda wioska na jego drodze życia była taka sama jak Jego Wioska. Tyle, że Jego Wioska już nie istniała. Została po niej tylko blizna w sercu, blizna która bolała ilekroć patrzył w przeszłość.

Był już coraz bliżej miejsca, w którym spodziewał się jakiejś bramy lub wjazdu. W jednej chwili jego serce zadrżało. Ujrzał rozbitą bramę. Wszędzie walały się się nadpalone deski i wióry. Nie to jednak sprawiło, że Bael stanął jak wryty. Nic nie słyszał. Cisza. Wioska jest pusta. Pusta, bo zniszczona. W myślach zamajaczył mu widok Jego Wioski. Spalone domy, umierający przyjaciele... brat i ojciec. Przeszedł przez bramę, by jeszcze bardziej utonąć w rozpaczy. Jego twarz zrobiła się mokra od łez. Zsiadł z wierzchowca, by powoli podejść do placu pośrodku wioski. Zobaczył groby. Były to wyraźne ślady w ziemi. W miejscu gdzie powinna być trawa była tylko ciemna gleba. Ktoś, więc uszedł z życiem, aby móc pochować zmarłych. Ale któż mógł tak uczynić biednej wiosce na granicy. Żołnierze ? Bandyci ? Nieeee... to byli mordercy. Wszędzie mordercy. Bael zacisnął zęby. Rozpacz odeszła. Teraz kotłowało się w nim obudzone pragnienie zemsty. Mężczyzna uderzył pięścią w drewniany słup, z wypisaną nazwą wioski "Farley Hill". On widział tam jednak inny napis. W jego serca była to Jego Wioska. Nadszedł czas zemsty. Koniec z podróżowaniem bez celu, on już znalazł cel. Zamierzał odnaleźć i zabić wszystkich złych ludzi, którzy dopuszczają się takich czynów. Nawet jeżeli będzie zmuszony zrobić to w pojedynkę.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pon Sie 19, 2013 6:43 pm

Po wydostaniu się z rąk oprawców Lóng nie zagrzewała nigdzie zbyt długo miejsca. To, że udało jej się uciec i to w tak popisowym stylu świadczyło albo o tym, że była taka dobra, albo, że ci dziwni ludzie musieli się czymś upalić. W końcu poradziła sobie z nimi tak, jakby ona aranżowała całą sytuację.
Dmuchając na zimne, postanowiła nie pojawiać się w obleganych przez ludzi miejscach. Wybierała leśne, zarośnięte ścieżki niż pewny i prosty szlak. Zamieniała ubite trakty na polne dróżki upstrzone kamieniami i często kończące się w szczerym polu.
Nie miała konia, więc nie musiała troszczyć się o nikogo innego tylko o siebie. Piła wodę ze strumieni, jadła zebrane owoce leśne. Czasami upolowała jakieś mniejsze zwierzę. Starannie wybierała miejsca na rozbijanie obozu, była ostrożna w rozpalaniu ognisk. Bo po co ktoś miałby ją zauważyć. Wolała być cieniem.
Tęskniła. Brakowało jej ryb. Zgubiła też swój grzebień, od tego czasu nosiła włosy splecione w gruby warkocz. Dłużyła się jej wędrówka. Do tego tak bezcelowa.

W trakcie swojej wędrówki, pewnego dnia zauważyła na niebie dym. Na pierwszy rzut oka oceniła, że słup był zbyt szeroki, żeby to było zwykłe ognisko. Coś się paliło? Z jednej strony chciała zebrać swoje rzeczy i ruszyć w kierunku przeciwnym do źródła dymu. Spakowała wszystko, upewniła się, że ognisko zagasiła tak, że nikt nie określiłby kiedy zostało zagaszone i już miała ruszać.
Dym ją zaniepokoił, ale i zaciekawił. Nie, nie chodziło o to, że chciała obejrzeć widowisko, którym niewątpliwie byłyby palące się budynki. Ba, w końcu znajdują sie tacy, co palą całe miasta, żeby tylko nacieszyć oczy płomieniami. Pożar dawał jej okazję do ukradkowego powrotu do cywilizacji, chociażby na chwilę. Koczowanie w lesie przestało być takie atrakcyjne w pojedynkę. Wcześniej miała swojego Sunbae, z którym takie życie było o wiele ciekawsze. A gdyby teraz zobaczyła co się dzieje, dowiedziała się co to za dym... może zdobyłaby jakieś potrzebne jej przedmioty? Może... kupiłaby rybę? Dostałaby gdzieś tam nawet najpodlejszy grzebień. Tak mało jej brakowało do szczęścia.
A może po prostu lubiła pakować się w kłopoty?
Och, wielki dym! To pewnie wielki ogień! Uciekać? A po co, podejdę bliżej!
Nie do końca tak myślała, ale mechanika zachowania była bardzo podobna.
Nie spieszyła się jednak. Szła swoim zwykłym krokiem, skoro już się pali, to przecież ona nic na to nie poradzi. Ba, skoro się tak dymi, to znaczy, że największy ogień się już skończył...

Zanim wyszła zza drzew, zdjęła łuk z pleców. Leniwym ruchem wzięła strzałę i po chwili wyłoniła się ze ściany zieleni z napiętym łukiem. Ostrożności nigdy za wiele. Ujrzała postać stojącą przed tabliczką, pewnie z nazwą wioski. Przyglądał się zgliszczom. A więc nie tylko ona.
Zgliszcza. Pierwsze wrażenie jakie dała jej ta osada nie było pozytywne, Wręcz przeciwnie. Wyglądała na wymarłą. Ba, wyglądała na brutalnie splądrowaną. Trzeba przy tym wiedzieć, że Lóng kompletnie nie zawracała sobie tej ślicznej główki czymś takim jak wojna. Wiedziała, że coś się dzieje i dlatego trzymała się ubocza, ale gdyby ktoś ją spytał o strony konfliktu? Utnijcie jej język, ale nie powie. A po tym to w ogóle bedzie milczała jak zaklęta.
Ale czy mężczyzna stojący przed nią nie był przypadkiem sprawcą tego, co spotkało wioskę? Bywają też i tacy, co lubia napawać się swoim dziełem. Czy był groźny, czy raczej nie? Na razie jej nie widział, w końcu stała za jego plecami. Łuk miała opuszczony, ale w pełnej gotowości. Gdyby ją zauważył, raczej nie poczułby się trzymany na muszce. No właśnie... powinna coś powiedzieć? To takie krępujące.
Postanowiła głośno nadepnąć na suchą gałązkę, która złamała się z trzaskiem...
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Sro Wrz 04, 2013 7:46 pm

Bael natychmiast odwrócił się słysząc coś za sobą. Obrazy znikły sprzed jego oczu, tak szybko jak się pojawiły, a wszystkie uczucia i emocje zaczęły przyjmować bardziej ziemskie cechy niż nieziemskie uniesienia. Znów stał w spalonej doszczętnie wiosce o nazwie Farley Hill, czuł zapach dymu, w oczy raziło go zachodzące słońce, a przed nim stała nieznajoma. W pierwszej chwili myślał, że dalej śni, że to jego matka przyszła do niego, porozmawiać, ostrzeć, przysłużyć dobrą radą. Ale to nie była ona. Jego matka nie żyła i wyglądała zupełnie inaczej. Nie miała tak młodej i pięknej twarzy, a jej włosy były zupełnie czarne, w porównaniu do jasnych włosów przybyszki. Stał tak w ciszy wpatrując się w kobietę, nie mogąc powiedzieć ani słowa. Nie był bowiem do końca pewien, czy to co widzi jest realne, czy dalej błądzi w nieświadomości.

- Witaj ! - wydukał w końcu, wciąż wpatrując się przed siebie z nieobecnym wzrokiem, bez ani jednego mrugnięcia.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Pią Wrz 13, 2013 3:26 pm

Nie poruszyła się ani o centymetr. Tak, jak założyła, nieznajomy usłyszał ją. Dzięki temu nie musiała wołać nic w slu: "hop, hop, proszę pana!", "juhuuu, za tobą!", "quo vadis, domine?". To by było dziwne, a ona czułaby się jak idiotka.
Zamiast tego, wolała zostać powitana pierwsza, co się jej udało. Nadal jednak nie wiedziała, czy nieznajomy jest wrogiem, czy raczej można potraktować go jako przyjaciela.
Nie ruszała się więc, nadal czujnie go obserwując. Wycelowanie i wypuszczenie strzały zajęłoby jej sekundę lub dwie.
Ba, jedynie kilka kosmyków włosów, które nie były wplecione w warkocz, powiewały na wietrze. Zupełnie jakby była posągiem. Posągiem z peruką.
Nie wszyscy wiedzą, jak niebezpieczne są posągi. Gdy się na nie patrzy, są nic nie znaczącym kamieniem. Mogą przedstawiać cokolwiek. Ale gdy tylko zgaśnie światło lub odwróci się od nich spojrzenie...
Wracając do dwójki wpatrzonych w siebie postaci, które nadal nie widzą co o sobie myśleć. Wypadałoby się w końcu odezwać, mimo tego, że Long nie lubiła mówić bez potrzeby.
- Jesteś odpowiedzialny za to, co tu się stało? -wolała upewnić się od razu.
Czuła potrzebę, żeby powiedzieć coś więcej? Zdecydowanie nie.
Oj, wygląda na to, że doszło do spotkania dwóch cholernie gadatliwych osób.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Farley Hill   Nie Wrz 15, 2013 8:33 pm

- Ja ? Odpowiedzialny za TO ? - mężczyzna zdziwił się na słowa kobiety, wskazując spalone budynki. Może i on zbyt wiele nie mówił, ale nie należał do typowych milczków. Ale nie, on nie mógł tego zrobić. Nawet jeżeli miałby pretekst i oddział. Bael nie był TAKIM człowiekiem. Niszczącym i palącym wszystko na swojej drodze, aby tylko zdobyć dzięki temu jakieś korzyści. Ale wracając do sytuacji, co robiła tutaj ta kobieta i co od niego chciała? Może wypadałoby znaleźć jakiś wspólny język.
- Witaj jestem Baelon, przejeżdżałem tędy i zobaczyłem TO. Nie rozumiem jak ktoś mógł zrobić coś takiego ? - mężczyzna wpatrywał się cały czas w nieznajomą. Nie znał jej celu i wolał być ostrożny.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Farley Hill   

Powrót do góry Go down
 

Farley Hill

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-