a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dom gościnny Alequo Hizdahr



 

 Dom gościnny Alequo Hizdahr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 1:50 pm

Właściciel tyko domostwa jest zarówno człowiekiem interesu, jak i podróżnikiem. Praca wymaga od niego spędzania większości czasu poza stolicą, dlatego pod swoją nieobecność wynajmuje budynek przyjezdnym, dla których zamkowe progi są za wysokie, a łoża w gospodach za twarde. Jednopiętrowy dom wyposażony jest we wszystko, czego do życia potrzeba. O wygody gości i odebranie za nie słonej zapłaty dba służba, pracująca pod czujnym okiem zarządcy.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 1:52 pm

Alequo Hizdahr, był jednym z tych kupców, którzy zafascynowani możliwościami, jakie oferowała nieznana ziemia, postanowił rozszerzyć swoje interesy daleko poza granice Wąskiego Morza. Zarabiał niemało, choć jego zdaniem wciąż niewystarczająco. Nawet jeśli stać go było, żeby uświetnić swój kupiecki zadek totemem ze szczerego złota, równie wielkim, co czaszka Baleriona, pragnął więcej i więcej.
Równie mocno, co błyskiem kruszca, fascynował się orientem. Dlatego wnętrza jego domu w stolicy przypominały te, wśród których przyzwyczajony był nosić swój opasły bebech jeszcze w rodzinnym Pentos. Atłasy i jedwabie, zwisające tu i ówdzie, tworząc zasłony zamiast drzwi, całe szpalery roślin pnących się wzdłuż ścian, dywany wyszywane w fantazyjne wzory.
Nic dziwnego, że Theodon i jego ludzie czuli się tu bardziej u siebie, niż gdziekolwiek indziej w King's Landing. Miejsca było wystarczająco, żeby pomieścić pokaźną grupę mężów, towarzyszącą Lordowi Ullerowi w podróży do stolicy, a służba pierwszorzędna.

Odrick, niemłody już mężczyzna, pełniący rolę zarządcy, otworzył drzwi przed powracającymi gośćmi. Pierwsza w drzwiach pojawiła się kobieta, a za nią reszta męskiej świty. Straż, niezwyczajna tutejszych zasad, z miejsca ruszyła ku przygotowanym na stolikach dzbanom z winem, jakby nie było im mało wrażeń z karczmy. Przyzwyczajeni do tego, że Uller wśród swoich ludzi zachowywał się bardziej jak żołdak, niż wysoko urodzony, używali sobie z kielichami, do momentu, kiedy w drzwiach pojawił się Geris. Po krótkiej komendzie szybko przyszło im porzucić napitek i kłaniając się damie, opuścili pomieszczenie.
W czasie kiedy zarządca zabrał się do zbierania pozostawionych pucharów, Theodon wskazał kobiecie wolne krzesło i przysunął w jej kierunku dzban z winem. Nietutejszym. Jednym z tych, które przypłynęły tu razem z dornijskimi wojownikami.
- Pytałaś mnie Pani, czy jesteś warta lepszego trunku - wino, uniesione ręką Ullera swobodnie przelewało się do pustego kielicha - Powiedz teraz, czy ten trunek wart jest twoich warg.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 2:31 pm

Prudence będąc jeszcze w tawernie nie do końca była pewna, czy wyjście w towarzystwie samych mężczyzn jest dobrze przemyślaną decyzją. Gdyby byli to zwyczajni zjadacze chleba, pewnie bez problemu mogłaby ich obezwładnić. Tutaj było gorzej, widać było, iż nie są laikami jeśli chodzi o tą dziedzinę.
Dziewczyna nieco się zdziwiła, iż jeden z nich zwrócił uwagę na jej wisior. Cóż, był chyba pierwszą osobą, która ją tutaj rozpoznała. Punkt dla niego, najlepszy detektyw. Nic jednak nie powiedział, mimo to wiedziała, że nie może czuć się anonimowa. Kiedy przedstawił jej towarzysza skłoniła się przed nim.
- Lady Prudence Greyjoy, córa lorda z Żelaznych Wysp.. jestem rada, że dane mi było Pana poznać.. - Teraz już wiedziała dlaczego mężczyźni wydawali jej się tak egzotyczni. Dorne.. Była tam chyba tylko dwa razy w życiu. Zupełnie inny klimat, nie powiedziałaby, że jej się tam nie podobało, bowiem w każdym miejscu, w którym była potrafiła odnaleźć piękno.
- W takim wypadku, nie pozostaje mi nic innego jak zaufać moim opiekunom..- Odrzekła jeszcze do Gerisa, który wydawał jej się być całkiem sympatyczny. No, sprawiał takie wrażenie. Po czym powstała i ruszyła w stronę drzwi.
Nie miała czego się bać, gdy oni jej asystowali. Tak naprawdę mało kto potrafił się domyśleć, że nie jest jakąś tam zwyczajną wieszczką. Z kamuflowaniem się nie miała najmniejszego problemu. Kiedy wyszła z tawerny w milczeniu podążała za mężczyznami, ciekawe dokąd to ją zaprowadzą.
Dom gościnny. Kiedy tylko weszła do środka była nieco zdziwiona wyglądem wnętrza. Bogactwo, przepych, kolory, nie wszędzie można było to zauważyć, no i te rośliny, wszystko wydawało jej się strasznie egzotyczne. Urzekło ją.
Poszła więc dalej, no i usiadła w miejscu, które pokazał jej Theodon. Nie widać było po niej zmęczenia, wręcz przeciwnie wyglądała jakby nic takiego dzisiaj się nie wydarzyło. Dzban z winem, coś pięknego. To był chyba jej ulubiony trunek.
- Przez moje wargi przelały się najróżniejsze trunki, nie wydaje mi się, iż to wino mogłoby nie być ich warte, wręcz przeciwnie..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 6:15 pm

- Przepłynęło tysiące mil tylko dla tych warg - odparł mężczyzna, zająwszy w międzyczasie drugie z krzeseł.
Geris nie po raz pierwszy i nie ostatni, miał rację. Theo dyskretnie obserwował zmianę, jaka zaszła na twarzy jego gościa. Najwyraźniej wystrój trafił w jej gusta. Nigdy nie był w okolicach Żelaznych Wysp, nie miał praktycznego pojęcia jak żyją tamtejsi ludzie i jakie są ich zwyczaje. Pierwszy raz statki z Pyke miał okazję oglądać kilka dni temu, na nabrzeżu. Mocno różniły się od tych z Planky Town. Równie mocno, jak dornijskie kobiety różniły się od żelaznych. Prudence Greyjoy sprawiała wrażenie stworzenia zjawiskowo pięknego, niezależnego i pewnego siebie. A przy tym fakt pojawienia się w obcym domu po zmroku przyjęła zupełnie naturalnie.

- Nie odwiedzałem północnego królestwa przez długi czas, dlatego mogę się mylić Lady Prudence - Theo napełnił swój kielich, nie odrywając wzroku od twarzy kobiety. - Czy nie powinno być tak, że samotna kobieta w obcym mieście ma do dyspozycji straże ojca, lub narzeczonego? Krótko tu bawię, ale zdążyłem poznać stolicę. Znalazłoby się wielu takich, którzy zamiast wina, zaoferowaliby ci Pani sztylet, lub truciznę - schował uśmiech za kielichem - jak naszemu znajomemu z karczmy.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 7:05 pm

Prudence starała się zachowywać swobodnie, aczkolwiek nie była aż tak pewna siebie na ile wyglądała. Świetnie szło jej sprawianie osoby, która zawsze jest pewna siebie. Wiadomo, że nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać. No i była tu sama, w zupełnie obcym miejscu, z zupełnie obcym człowiekiem. Chyba nie było drugiej takiej kobiety, która by postępowała tak lekkomyślnie.. ale Prudence, uwielbiała wyzwania.
- Jest to dla mnie ogromny zaszczyt, kosztować Waszego specjału..- Rzeczywiście tak było. Nie każdy bowiem mógłby dostąpić tej przyjemności. Jej zupełnie przypadkiem się udało. Ona zawsze tak po prostu wiedziała gdzie i w jakim momencie się pojawić.
Kobieta uważnie obserwowała Theodona, który nalewał trunek.
- Pozwoliłam swojej załodze nieco się rozluźnić, przebyliśmy sporą drogę, oni także zasługują na chwilę odpoczynku..- Prue była dobrym kapitanem. Naprawdę! Załoga dzięki temu bardzo dobrze ją traktowała i była wobec niej w porządku. Była bowiem ludzka, nie wymagała od nich nie wiadomo czego.
- Wydaje mi się, że ojciec mi ufa.. wie, że jestem zdolna do wielu rzeczy i potrafię sobie poradzić w najniewygodniejszych sytuacjach - Kilka lat temu zapewne nie wyszłaby nigdzie sama. Jednak po jej wyprawach rodzice chyba zdali sobie sprawę, że nie są w stanie nic wskórać. Dziewczę miało swój charakterek, który nie sposób było zmienić. Zawsze robiła to, na co miała ochotę.
- Nie boję się śmierci, jest koleją rzeczy, często jest najlepszą rzeczą jaka mogłaby nas spotkać..- Umrzeć, to przecież nic strasznego. Czasem śmierć bywa dużo lepsza od życia doczesnego. No i spotyka to każdego, zdaniem Prue nie warto było się jej bać. Dlatego też niezbyt przejmowała się tym, że wypuszczając się gdzieś zupełniej samej może przydarzyć się jej coś bardzo nieprzyjemnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 8:37 pm

Nie śmiał nawet wątpić w samodzielność niewiast z tego rodu, ale pierwszy raz słyszał, żeby to kobieta brała na siebie rolę kapitana statku. Jakich czynów musiałaby się dopuścić, żeby zasłużyć sobie na posłuch wśród marynarzy? W Dorne kobiety miały swoje szczególne prawa, ale gdyby któraś próbowała objąć dowodzenie nad więcej, niż własną szablą, skończyłaby swój żywot, zanim przyszłoby jej dobyć oręża.
Odrick, w momencie gdy głos Lady Greyjoy umilkł, wniósł do pomieszczenia tacę pełną cytrusów. I tym razem były to owoce ziemi południa. Od nabrzmiałych sokiem granatów, przez ciemnoczerwone grona, aż do okrągłych, zielonych kulek o pomarszczonej skórce i słodkim miąższu.

- Najlepszą...- Theo przytaknął słowom rozmówczyni dziwnie nostalgicznym tonem.
Za całą pewnością najpiękniejszą z rzeczy, jakie dane było drugiemu człowiekowi oglądać, ale to już mężczyzna zachował dla siebie.
- Najlepszą, o ile nie spotyka nas bezpośrednio. W twoim przypadku, Pani byłaby to druzgocąca strata dla świata. Nie próbuj do tego lekkomyślnie dopuścić. - wzrok Theodona prześlizgnął się wzdłuż szyi Pru, zatrzymując się dopiero w okolicy dekoltu. Przy każdym ruchu piersi w świetle świec połyskiwał morski potwór wielkości pięści niemowlaka. Herb, o którego kształcie przypomniał sobie dopiero po zwróceniu uwagi czujnego sługi.
- To jest, to morskie stworzenie, które powinno chronić ród Greyjojów? - Uller wsparł łokieć o stół i wskazał na naszyjnik - Czy one kiedykolwiek istniały poza legendami?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Wto Maj 28, 2013 9:21 pm

Była córką lorda.. To chyba od tego się zaczęło. Zawsze dostawała to, czego chciała. Marzyła o statku- był jej. Wiadomo, że o szacunek załogi niełatwo. Dlatego czasem musiała im demonstrować, że jest dobra, ba dużo lepsza od większości mężczyzn. Nie było to szczególnie łatwe, jednak poradziła sobie. Teraz załoga skoczyłaby za nią w ogień, pokazała bowiem na co ją stać i, że nie da sobą pomiatać. Zachowywała się przy nich jak jedna z nich. Nie było widać tej różnicy klas społecznych.
Drgnęła, gdy ktoś wszedł do pomieszczenia. Skierowała wzrok w stronę drzwi, coby zobaczyć, kto się pojawił. Nic szczególnego, posiłek.. Faktycznie było tutaj dużo przyjemniej niż w tej tawernie, gdzie śmierdziało trupem. Całkiem miła alternatywa.
- Jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą, złego tak szybko nie biorą, wydaje mi się, iż mogę być bezpieczna..- Było w niej coś takiego, że chciało jej się wierzyć. Biła od niej odwaga. Nie była strachliwą kobietą, chciała zawojować świat, wyróżniała się na tle innych kobiet pewnością siebie. Wiedziała czego chce i co najważniejsze miała świadomość o swojej sile. Także bardzo ciężko było ją zranić, czy to fizycznie, czy psychicznie.
Zauważyła iż mężczyzna przygląda się jej szyi. Wisior.. jedyna rzecz, która zdradzała jej pochodzenie. Zazwyczaj, gdy się kamuflowała, to go ściągała, tyle, że tutaj była oficjalnie, także stwierdziła, że nie będzie to potrzebne. Przysunęła się bliżej stołu, by mógł sobie go dokładniej obejrzeć. Miała świadomość, że nie każdy potrafiłby rozpoznać stworzenie, w ogóle skojarzyć je z rodem Greyjoy.
- Kraken.. to znaczy to morskie stworzenie, o którym Pan mówił..- Aż była zdziwiona, że udało im się dojść do tego, że jest kimś istotniejszym od zwyczajnej wieszczki. Widocznie zwracali uwagę na szczegóły, jak mało kto. Punkt dla nich.
- Ponoć istniały, kto wie jednak jak było naprawdę, być może nadal istnieją?- Prue sama nie wiedziała, czy wierzyć w te legendy, czy nie. Niezbadana jest przecież morska otchłań, w której może kryć się wszystko. Nikt nie wie, czego może się spodziewać się pod powierzchnią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Sro Maj 29, 2013 5:04 pm

Żeglarze nie szczędzili sobie opowieści o morskich stworach, czających się w głębinach. Byli tacy, którzy ślepo wierzyli w historie snute po pijaku w portowych tawernach. Inni kiwali z politowanie głowami, przyrównując je do fantazji o pół-rybach, pół-kobietach, które roiły się w głowach, zbyt długo pozostających na pokładach, żeglarzy. W świecie, w którym dowody na istnienie smoków, były na wyciągnięcie ręki, można było z czystym sumieniem przyznać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wędrowcy, którzy przybywali z Essos, przywozili ze sobą znacznie bardziej niewiarygodne bajeczki.

Theodon nie wierzył w opowieści o czarownikach i magicznych stworzeniach. Jego umysł uznawał jedynie to, co materialne i cielesne. Znał właściwości trucizn, pozbawiających człowieka zmysłów w kilka sekund i stworzenia, mniej imponujące rozmiarami, ale równie potworne, a zwykłe ożywać ich do obrony. Nie straszny był mu kraken, zwisający z szyi dziewczyny, ani jej zapewnienia, o tym, że śmierć byłaby dla niej czymś naturalnym.

Podobnie jak ona, przechylił się do przodu i opuszkami palców dotknął metalu, z którego wykonany był amulet. Symbol, jak to symbol, nie niósł ze sobą żadnej wartości, ale łańcuszek, na którym zwisał, byłby idealny do pozbawienia oddechu w rękach sprawnego asasyna. Przez twarz Theo przebiegł krótki uśmiech. Puścił ozdobę i oparłszy swobodnie barki na oparciu krzesła, sięgnął po krótki nóż, spoczywający na stole. Duży, ciemnoczerwony owoc, potraktowany ostrzem wypuścił z siebie lepki sok o podobnej barwie. Ściekał między palcami, barwiąc blat na czerwono, niczym krew nieszczęśnika wsiąkająca w deski podłogi karczmy.
- Moja pani. Doszły mnie słuchy o jakimś incydencie z zamachowcem ale ufam, że jest szansa na to, żeby ujrzeć cię na jutrzejszym turnieju? O ile się odbędzie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Pią Maj 31, 2013 7:55 am

Powiedzmy, że Prue była jedną z tych bardziej racjonalnych. Nie wyolbrzymiała, nie wierzyła we wszystko, co udało jej się zasłyszeć od starych wilków morskich. Miała świadomość, że mięli oni sporą wyobraźnię, czyż jednak w każdej legendzie nie ma ziarnka prawdy? No, ale dopóki nie zobaczy, to nie uwierzy. Taką już miała zasadę. Chociaż w ich świecie można było zobaczyć bardzo dużo.

Nawet nie drgnęła, kiedy dotykał jej łańcuszka, siedziała wyprostowana, pewna siebie. Jak zawsze. Rzadko kiedy było widać, że się denerwuje, może powinna? Akurat średnio ją obchodziło, co powinna, co wypada. Kto by przywiązywał wagę do tak nieistotnych rzeczy.

- Było niemałe zamieszanie z powodu zamachu na Jego Królewską Mość, aczkolwiek z tego, co mi wiadomo turniej się odbędzie..- To już jutro! A ona siedzi i gaworzy sobie z nieznajomym, zamiast wypoczywać. Ta jej skleroza.
- Jeśli będziesz uważnie patrzył Panie, to może uda Ci się mnie ujrzeć, nie obiecuję jednak, że Ci się to uda..- Tak, Prue postanowiła, że weźmie czynny udział w turnieju, a nie jako zwyczajny widz z loży lordowskiej. Nudziło by ją to. Jako, że udział kobiet w takim wydarzeniu jest średnio akceptowany, postanowiła nie rzucać się w oczy i przebrać za mężczyznę.
- Przepraszam, czas mnie nagli, zapomniałam o tym całym turnieju..- Odparła, po czym powstała. Skłoniła się przed Ullerem, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Odwróciła się jeszcze będąc tuż przed drzwiami.
- Do zobaczenia Panie.. Rzuciła jeszcze i zniknęła w mroku.

// pole turniejowe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   Pią Maj 31, 2013 5:20 pm

Kilka minut później, kiedy Geris wszedł przez te same drzwi, w których wcześniej zniknęła Lady Greyjoy, zastał swojego pana rozłożonego na szezlongu i przeglądającego jedną z ksiąg gospodarza.
- Nie spodziewałem się takiego obrotu sytuacji dzisiejszego wieczora.
Leżący leniwym ruchem oderwał wzrok od kart przeglądanej lektury. A czego się niby spodziewał? Kolejnego trupa na posadzce?
- Ja też - wzruszył ramionami. - Czuję się nawet... - urwał - Jakiego by tu słowa użyć? Zaintrygowany.
Dziwnie to brzmiało w ustach młodego mężczyzny.
- Nie myślisz chyba panie, żeby w ten sposób rozwiązać swoją sytuację?
- Sądzisz, że Kraken Grayjoy oddałby mi swoją jedyną córkę za dobre słowo? - Uller zakpił z kwaśną miną - Nie takie prawa żądzą tymi ziemiami, przyjacielu.

Geris przemierzył odległość dzielącą go od szezlonga.
- Być może trzeba innego rozwiązania. Przynoszę wieści z południa.
Podał Ullerowi zawinięty pergamin.
- Znasz treść? - Theodon szybko przebiegł wzrokiem po literach.
- Tak.
- Więc wiesz co z tym zrobić. Nie zwlekaj.
Młody Lord zmiął w dłoni kawałek papieru i przyłożywszy go do płomienia świecy, pozwolił, żeby zajął się ogniem. Spopielone kawałki skończyły na podłodze.

[zt]
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dom gościnny Alequo Hizdahr   

Powrót do góry Go down
 

Dom gościnny Alequo Hizdahr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój gościnny [Pierwsze piętro]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Dzielnica mieszkalna-