a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Sept



 

 Sept

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Sept   Wto Kwi 30, 2013 7:22 pm


Miejsce, w którym należy zapalić Siedmiu świeczkę w celach powodzeń życiowych, zawiarające także ołtarz, na którym wkrótce odbyć się mają przysięgi małżeńskie, ogromne posągi westeroskich bogów, którzy cieszą się największym powodzeniem wśród wierzących i siedmioramienne gwiazdy na marmurowych podłogach.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sept   Pon Sie 11, 2014 3:05 pm

Smutek i żal nie są obcymi uczuciami dla Aarta Lannistera. Młody dziedzic najpierw stracił starszego brata, przejmując po nim sukcesję do tronu Zachodu, następnie stracił narzeczoną, przyjaciela, a na koniec, co by błędne koło zawiązało swój koniec, utracił ukochaną młodszą siostrzyczkę. To wydarzenie przepełniło czarę goryczy, która przez cały czas zwiększała swoją objętość w umyśle młodego Lannistera. Cóż za tragedia może go jeszcze spotkać? Czy może stać się coś jeszcze gorszego? Powolne wykruszanie się członków rodziny nie wróżyło dobrze rodowi Lannisterów, który coraz bardziej traci na swoim znaczeniu. Jeszcze trochę, a w głównej gałęzi rodu zostanie jedynie młody dziedzic, który dalej kroczy po świecie bez towarzyszki. Pomimo faktu, że czasy się zmieniają, tradycja w dalszym ciągu ma duże znaczenie. Zapewne na salonach plotkuje się już o upośledzeniu młodego lwa, zapewne połowa nieprzychylnych zaczyna rozpuszczać famę, że Aart nie obcuje z kobietami. Znając życie, słabnące morale Lannisterów, związane z wieloma tragediami pustoszącymi ród, już wzbudziło uzurpatorów i wrogów do działania.
Odnalezienie złota na chwilę pomogło zapomnieć o nieszczęściach, jednak nie na długo. Jadąc na pogrzeb Reinmara, dostał wiadomość o nieszczęśliwym wypadku. Najpierw zaginięcie młodej Dayne’ówny, potem zaraz śmierć Maureen. Momentalne postanowienie o powrocie i gnanie mimo tchu i słabości koni, stanowiło akt desperacji i bezradności. Niegdyś wielki i silny, w końcu już ten najstarszy, który ostał się przy życiu, teraz pędzi ku doznaniu, które na pewno złamie mu serce i pogruchota kości na drobny mak.
Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy wszedł do septu, w którym leżało ciało jego siostry. Przybrana w piękną, białą suknię, spoczywała na podwyższeniu. Światło świec łagodnie padało na jej lico, nadając nieco koloru bladej skórze. Łzy stanęły mu w oczach. Przed oczami przebiegły mu obrazki ze wspólnych chwil spędzonych z siostrą. To kolejna tak bliska mu osoba, jedna z najbliższych. Jakim cudem Sept w Casterly Rock nie kojarzy mu się ze szczęściem, a tylko ze smutkiem i łzami w oczach, z modlitwami i lamentem? Czemu los pisze dla niego takie oto, przykre scenariusze? Czy chociaż raz nie mogłoby się zdarzyć coś dobrego?! Dlaczego wszystko jest przeciwko niemu i jego rodzinie?
Padł na kolana. Pochwyciwszy dłoń młodszej siostry, przytulił ją. Momentalnie na zimnej skórze Maureen spływały słone łzy. Byli sami, ostatnie pożegnanie rodzeństwa, które całe dzieciństwo spedziło na wspólnej zabawie. Koniec istnienia kamratów, którzy zawsze potrafili poprawić sobie humor.
Po kilku godzinach spędzonych przy ciele siostry, ruszył do swojej komnaty, aby zmyć z siebie trudy podróży.
Przez cały ten czas milczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sept   Czw Paź 16, 2014 9:31 pm

Nad murami Casterly Rock i sąsiednim Lannisportem zaczęły się zbierać ciemne chmury. Wielkie kołtuny, jakich dawno nie widziano na Zachodnim niebem. Wiatr powiewał w silnych podrywach, a śpiew ptaków ucichł. Zdawało się, że morze przestało śpiewać swoją radosną pieśń, fale nie uderzały już tak mocno o przybrzeżne skały. Zwiastun nieuniknionego, czegoś co miało nastąpić.
Czarne chorągwie powiewały na masztach budynków, na włóczniach zakończonych ostrymi ostrzami. To znak dla bogów, Lannisterowie pokazują swój niepokój i złość rozcinając niebo i godząc w przestworza, jakoby chcieli zadać krwawe cięcia królestwom zaświatów. Oburzenie sięgało zenitu, gdy dowiedzieli się o kolejnej stracie. Obok tego nie można było przejść obojętnie, nie mogli odpuścić i zapomnieć. Znowu przytrafiło się to ich rodzinie, a to oznacza, że chyba nie są już ulubieńcami siedmiu, a los odwrócił się z chwilą, gdy ze skarbca zaczęło znikać złoto.
Te niesprzyjające warunki witały napływających do Casterly Rock żałobników. Lordowie Zachodu i możnowładcy z różnych części królestwa zjechali się do twierdzy osadzonej na skale nieprzypominającej w tym momencie tego miejsca, które pamiętali ze swoich wcześniejszych wizyt. Czerń królowała na dziedzińcu, okna w komnatach zakrywały czarne zasłony, a nocą światła latarni ledwo oświetlały brukowaną posadzkę. W tymże upalnym miejscu zagościł chłód, niczym w Winterfell marudzącym gdzieś na horyzontach ziem Północy.
Cisza witała gości i prowadziła ich ku komnatom gościnnym. Sept spoczywał w bezruchu, gdzie niegdzie można było usłyszeć wlokący się po zakątkach budynków szloch, pojedyncze jęknięcie. Świece ciepłem otulały sine już ciało pięknej złotowłosej. Bukiety białych jak mleko kwiatów, woń kwiatów róży i środków zapobiegających szybkiemu rozpadowi ciała, unosiły się w powietrzu czyniąc ten okropny zapach kojarzący się jedynie ze śmiercią.
Dzień pożegnania nadszedł zbyt szybko.. Wrota septu otwarły się, ludzie zaczęli wylewać się z nich i ustawiać, tworząc drogę. Ostatnie zostało wyniesione ciało. Maureen wyruszyła w ostatnią podróż ku nieznanemu. Uwielbiała siedzenie w koniu i zwiedzanie miejsc, w których przebywała. Teraz już tego nei zrobi. Teraz pozostał mrok w jej umyśle, ale także i sercach najbliższych. Za złotowłosą podążał orszak składających się z najbliższej rodziny. Dziad Lorcan dowodził, jako głowa rodziny postanowił wyglądać na nieugiętego, mimo iż wiadome było, że z okropnym żalem żegna swoją ukochaną wnuczkę. Zaraz za nim szła babka i rodzice.  Kobiety obie z opuchniętymi od płaczu oczami, w dalszym ciągu trzymające mokre od łez materiałowe chusteczki. Ostatni szedł Aart. Odziany w swoją zbroję z Rykiem u masa. Postanowił pożegnać swoją siostrę z najlepszymi honorami, jako dziedzic rodu podziękować za lata, które spędzili w swoim towarzystwie. Ze spuszczoną głową szedł na miejsce przeznaczenia, nie wyglądał tak silnie, jak zawsze. Można było odczuć, że w tym momencie nie jest w nastroju do obnażania swoich uczuć przed gapiami. Nie pasowało mu to tak samo, jak nie pasował cały pogrzeb. W dalszym ciągu nie mógł pojąć jak to wszystko się stało. Zaraz obok, równym krokiem zmierzała ciotka Eleyna, która swoim wyglądem nie zdradzała zbyt wiele. To była gra pozorów, dzień przed przywitała Dziedzica Skały bardzo długim szlochem. Płakała w jego ramię do czasu, aż zasnęła. W prawdzie była ciotką Maureen, jednak zachowywała się bardziej jako jej przyjaciółka. W końcu nie różniły się tak bardzo od siebie czy to wyglądem, czy to wiekiem. W trakcie tej nocy rozmawiała z nim jeszcze kilka razy, wspomnienia były jak placebo dla ich poranionych dusz. Niby nieco wprowadziło to spokoju i załagodziło nastrój, jednak to ognisko dalej tliło się gdzieś w głębi ich świadomości.
Słońce wychodziło zza chmur, gdy służący układali ciało na łodzi, która nie stawiała oporu na łagodnych wodach przybrzeżnych między Lannisportem a Casterly Rock. Na brzegu skupiło się wielu żałobników, którzy z przykrością spoglądali swoimi nieco zabłąkanymi oczami w przestrzeń, jakoby szukając widoku bardziej pokrzepiającego, niźli piękna, młoda dziewczyna, która zamknęła swe oczy na wieki.
Wiele łez pochłonęła ta ceremonia, o wiele za dużo i o wiele za wcześnie. To wydarzenie nie powinno mieć miejsca, gdyby nie osoba nadużywająca gościnności murów twierdzy górującej nad Lannisportem. Z całą pewnością to wydarzenie nie odbije się w próżni, a rozbije się echem po całym królestwie.  Sprawca zostanie ujęty, a radością z pozbawienia go życia będzie się upajał nie kto inny, jak zatarty już w bojach mściciel. Nie bez powodu Richard Harlaw odebrał sobie życie, a Lord Stark był rozwścieczony wieścią o samowolnym wymierzeniu sprawiedliwości na jego ziemiach. Aart Lannister dorwie oprawcę i porywacza, odnajdzie swoją kuzynkę i zadośćuczyni swoje cierpienia.


- Niechaj ojciec czuwa nad twoją osobą; Niechaj matka dopilnuje twojego potomstwa. Módlmy się, aby starucha oświeciła twój pełen zainteresowania umysł. Dziewica wciąż będzie czuwała nad twoim dobrym wizerunkiem. Oby kowal wykuwał twoim koniom  najlepsze podkowy, aby nigdy nie pozwolił twojemu ostrzowu być wyszczerbionym. Zaiste wojownik pilnował będzie twego bezpieczeństwa, abyś nigdy nie musiała spotkać się z Nieznajomym…..
Pieprzyć to, ci bogowie nie są dla ciebie… I tak już zawiedli twoje zaufanie… Żegnaj mała siostrzyczko, abyś miała się lepiej… Gdziekolwiek się teraz znajdujesz.
- pomyślał spoglądając na oddalającą się łódź, która majaczyła na horyzoncie blaskiem płonącej słomy…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
142
Join date :
28/06/2014

PisanieTemat: Re: Sept   Nie Paź 19, 2014 11:02 am

Noc przed pogrzebem nad twierdzą wschodził zakrzywiony półksiężyc, oblewając bladością puste dziedzińce i mury Casterly Rock. W żadnym oknie nie było światła, jedynie pochodnie w sepcie paliły się bez potrzeby - z okna swej komnaty Eleyna doskonale widziała, jak jedna z nich ciągle mrugała pod wpływem delikatnych podmuchów wiatru. Przed północą kot przeszedł pod balkonem i zniknął w krzakach, zaraz po tym od strony morza dobiegła stłumiona seria rybaków, a po niej drżące echo, i znowu chłodna cisza.
Cisza, którą dobitnie czułam na skórze.
Od powrotu do domu Młoda Lwica nie potrafiła oderwać myśli od zmarłej bratanicy -- niewiele młodszej, pięknej, ułożonej dziewczynie o włosach koloru płynnego złota, zwykle upiętych gładko pozłacaną spinką. Szelest przeszedł po mrocznym ogrodzie rozciągającym się w dole, jakby myśli o zmarłych opuściły Eleynę i spłynęły między oleandry. Jakby pełzały tam na brzuchu koślawe szczątki psa. Lwica przez chwilę miała wrażenie, że zapomniana ławka w altanie z bugenwilli jest uszkodzona: w świetle księżyca cienia nóżek nie sposób było odróżnić od samych nóżek, a ławka stała się własnym odbiciem, załamującym się w drżącej wodzie niewielkiej sadzawki.
Smutek, samotność, rozpacz i całkowite, niemal dziecięce zagubienie było na tyle dotkliwe, iż Eleyna w środku nocy zakłóciła spokój dziedzica Skały, próbując odnaleźć w obecności Aarta choć mierną namiastkę pociechy.
Lannister nie spał… na dobrą sprawę tamtej nocy w Casterly Rock nikt nie zmrużył oka. Młoda Lwica nie do końca pamiętała moment, w którym z jej oczu popłynęły pierwsze łzy - na początku po prostu płakała, nie mówiąc ani słowa, nawet nie będąc w stanie wykrztusić choćby jednej sylaby. Dopiero z biegiem czasu, minuta po minucie, kwadrans po kwadransie znękaną duszę ogarniał pozorny, przytłumiony spokój, boleśnie ściskający skołatane serce.
Nic mi nie jest. Tylko płaczę.
Wyszeptała w końcu, nie wiedząc, kogo bardziej pragnie przekonać - siebie, czy Aarta. Chwile słabości powoli opuszczały smukłe ciało, umykając w ciemność nocy, zaś sama Eleyna z każdym kolejnym słowem odnajdywała w sobie siłę, by rano wstać i dumnym krokiem ruszyć w orszaku odprowadzającym Maureen na ścieżkę wiodącą ku…
… Bogom?
Każdemu wolno płakać.
Poranek był ciężki. Cięższy, niż Młoda Lwica chciała przyznać - Lannisterówna z trudem dobierała skromne dodatki do czarnej, jedwabiście gładkiej sukni, która zatańczyła wokół jej nóg, gdy kobieta opuszczała swą komnatę. Gwałtownym ruchem głowy odrzuciła jasną zasłonę włosów znad lewego policzka, jakby otwierała się na czyhające wyzwania, jakby mówiła: nie boję się. Już się nie boję.
Z jednego z okien stojących na obrzeżach Casterly Rock dobiegł płacz. Nie był to jednak rozpaczliwy szloch żałobników, tylko miarowy, zrównoważony płacz sytego niemowlaka, który po dorośnięciu nie będzie sprawiać kłopotów. Zaledwie kilka jardów dalej miasto kończyło się jak statek wbity dziobem w piach nadmorski.
Tu zaczynał się początek końca.
Cień Aarta okrywał Eleynę, gdy Lwica nagle zwolniła i powoli ruszyła tuż za swym bratankiem, jakby pragnęła do ostatniej chwili odwlec moment, w którym ujrzy odpływającą w morze, płonącą łódź. W słonecznej poświacie za skałkami z czarnego krzemienia tworzyły się mroczne stożki - w ostrym świetle sprawiały wrażenie wyciętych nożem. Gdzieniegdzie wśród kamieni bielały rozrzucone rybie ości, zaś od strony Lannistportu do żałobników doleciała woń wypalonych słońcem cierni. Zdawało się, że wszystko: blade skały, zbocze, wzgórza na wschodzie, a nawet chłodne światło dnia czekało na jakąś zmianę. Która nadejdzie zaraz, za chwilę, a po niej wszystko będzie jasne. Spokojne. Przejrzyste.
Septon wypowiedział odpowiednie formuły, kończąc swą wypowiedź słowami, które z niewiadomych przyczyn najgłębiej wryły się w pamięć Młodej Lwicy: Wkrótce zapanuje świt.
W jego stonowanym, głębokim głosie Eleyna wyczuła chyba lekkie wahanie, jakby nie wierzył, że uda mu się przekonać zebranych, że świt w rzeczy samej nadejdzie, jakby wątpił, czy żałobnicy są w stanie to zrozumieć.
Minie noc, pomyślała niechętnie Lannisterówna, i zobaczymy, co dalej.
Rozproszone, żółte, przyćmione płomienie migotały w szarym świetle dnia, jakby w swoim języku daremnie próbowały coś odpowiedzieć. I nagle, może za sprawą oddalającej się na wodzie łodzi, Lwicą targnął ostateczny, najbardziej dotkliwy, niemal nieznośny ból wywołany wspomnieniem Maureen.
Blask jej uśmiechu, kruchego, melancholijnego, błyskającego jak słońce wśród chmur jesienią i gasnącego w mgnieniu oka. Spuszczone oczy dziewczyny pod długimi rzęsami i pobrużdżona od tłumionych uczuć twarz jej ojca.
Eleyna zmrużyła szmaragdowe oczy, spod przymkniętych powiek obserwując strzępy mlecznych mgieł ścielących się i łączących w szczelną powłokę nad morską tonią, i płynących w kierunku lądu, na którym wciąż nieruchomo stali żałobnicy.
Kim jestem w nieszczęściu bliskich sobie osób, i tych, których nie spotkałam i nie spotkam nigdy? A jeśli już właśnie ja, jak mam wydobyć z siebie to połączenie oschłości i szlachetności, jak mam zmniejszyć rozmiary tragedii w sposób, w jaki czynią to mężczyźni?
Młoda Lwica ostrożnie objęła się ramionami, zaciskając kurczowo palce na rękawach czarnej sukni. Z trudem odepchnęła od siebie dojmującą chęć odwrócenia się na pięcie i ruszenia w stronę Casterly Rock, w stronę domu. Nie oglądając się za siebie, nie czekając na zaskoczone spojrzenia żałobników ani na dźwięk kroków strażnika posłusznie podążającego w ślad za Eleyną, po prostu zostawiłaby za sobą przeszłość i zaczęła żyć dalej.
Ale nie mogła. Jeszcze nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sept   

Powrót do góry Go down
 

Sept

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wielki Sept Baelora
» Wielki Sept Baelora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-