a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Leśna puszcza



 

 Leśna puszcza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Leśna puszcza   Pią Kwi 10, 2015 5:29 pm

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Pią Kwi 10, 2015 5:29 pm

Noc cicho i pokornie ustępowała ze swego gwiaździstego tronu; miękka, granatowa ciemność z bledła nieśpiesznie, ustępując miejsca jasnej łunie, która pojawiła się nad linią horyzontu, a tuż za nią – błękitowi, mąconego przez szarość poranka. Po chwili wschodzące słońce jęło z wolna oblewać światłem najpierw zasiane ostatnimi zbożami pola, a później także Casterly Rock, starożytną twierdzę rodu Lannister, w żadnym wypadku nie będącej zwykłym zamkiem. Choć wieńczyły ją wieże, wieżyczki i baszty, miała kamienne mury, a wszystkich wejść strzegły dębowe bramy i żelazne kraty, to owa starożytna forteca była w rzeczywistości kolosalną skałą na morzach zachodzącego słońca, według niektórych przypominającą wyglądem siedzącego lwa, gdy słońce zachodziło i pojawiały się cienie. Choć zarówno Lannisport, jak i Skała ledwie budziły się do życia, by rozpocząć kolejny dzień, fortecę opuścił już bladym świtem sam dziedzic Casterly Rock, przyszły Namiestnik Zachodu i Tarcza Lannisportu, wraz ze swymi kompanami i myśliwymi. Nie towarzyszyły im jednak ogary – nie mieli bowiem zamiaru wyprawiać się na jelenie, sarny, czy nawet dziki… Aart Lannister pragnął czegoś więcej. O wiele więcej, niźli zwykłej, nudnej leśnej zwierzyny. Tak jak czynił to jego dziadek za młodu, a jeszcze wcześniej pradziadek i sami Królowie Skały, zapragnął zdobyć lwie futro. Pokonać jednego z najpotężniejszych drapieżników, które choć wciąż ustępowały cieniokotom, wilkorom, a także smokom – dawno niewidzianym w Siedmiu Królestwach, za wyjątkiem cieniokotów w Dolinie Arrynów – były niezwykle wymagającym przeciwnikiem.
Lannister jednak, tak jak każdy członek jego rodu, także uważał się za Lwa. I dlatego też lwie futro zapragnął nosić na ramionach, jak na Lwa przystało.
Jechali drogą na południowy wschód, podążając za radą wiekowego myśliwego, który ponoć za młodu polował na wielkie koty wraz Namiestnikiem Zachodu. Mężczyzna o całkowicie już siwej brodzie i takich samych, poplątanych włosach, podobno pamiętał, gdzie lwy można było spotkać. Z biegiem lat w krainach zachodu było ich już coraz mniej, choć same te ziemie nie traciły na uroku. Były one pełne wysokich wzgórz i pofałdowanych równin, mglistych dolin oraz skalistych wybrzeży, błękitnych jezior, błyszczących rzek i żyznych pól, a także liściastych lasów, w których roiło się od wszelkiego rodzaju zwierzyny. W owych puszczach przed wiekami, podobno mieszkały same dzieci lasu, wśród wzgórz zaś żyły olbrzymy, których kości niekiedy można było znaleźć nawet dzisiaj.
Jechali już bardzo długo, słońce zawisło w najwyższym punkcie na niebie, lecz pomimo tego – nie było ani trochę cieplej. Chłodny wiatr wiejący z północy, smagał im twarze, nieustannie przypominał o nadchodzącej zimie, której obawiali się wszyscy, od dzikich zza muru, aż po mieszkańców Pogranicza.
-Znalazłem kiedyś kość olbrzyma! Kość nogi, musiał być ogromny. - głos jednego z kompanów Lannistera ledwie wybił się ponad śmiech pozostałych, lecz mimo wszystko ściągnął uwagę na jego właściciela – szczupłego i niezbyt wysokiego młodzieńca, który nadrabiał zwinnością, lecz to nie niski wzrost, lecz płomiennorude włosy oraz liczne piegi, sprawiały, iż spotykał się z lekceważącym traktowaniem ze strony innych.
-To nie kość olbrzyma, tylko Twojej matki, Gary. – odparł Jarre, najmłodszy z braci zarządcy Skały.
Najstarszy z wnucząt lorda Casterly Rock ryknął śmiechem; przez to odrobina wina z bukłaka, który unosił do ust, wypłynęła kącikiem ust i spłynęła po szyi, plamiąc wystający kołnierz koszuli. Aart wytarł wino wierzchem dłoni, otwierając już usta, by dołączyć się do dyskusji, lecz w słowo wszedł mu stary myśliwy.
-Spójrzcie! – zawołał – Spójrzcie tam! Tam są ślady!
-Co mówisz? – Aart zwrócił spojrzenie zielonych tęczówek ku starcu, który ledwie trzymał się w siodle. – Co mówisz, Qyle?
-Ślady, panie! Ślady lwów!
-Już tutaj?
-Sami zobaczcie! Pozwól, panie!
Qyle z niemałym trudem zsiadł z konia, chwiejnym krokiem podchodząc do niewyraźnych śladów w błocie.
-Faktycznie. Ślady. Ale czy lwa?
-Wydawało mi się, ze lwy kryją się w głębszej puszczy. – Jarre pomarszczył policzki i nos. – Może to żbiki.
-Sam jesteś żbik! – odparował Qyle. – Jak mówię, że lew, to znaczy lew!
Lannister zeskoczył z siodła i schylił się, odsuwając z głowy kaptur płaszcza.
-Stary ma rację. To może być lew, tak sądzę.
-Ha! – starzec klasnął w dłonie. – Tam, panie! W tę stronę musimy jechać! Dorwiemy te kociska.
-Ani chybi. – mruknął kąśliwie Jarre. –To będą żbiki, mówię wam.
Ostatnie słowa mężczyzny pozostali puścili mimo uszu, przedzierając się przez las w stronę, którą wskazywał Qyle. Starzec nakazywał im również zachowanie bezwzględnej ciszy, by nie spłoszyć zwierzyny, choć jak mówił… prędzej pozostaną w miejscu, by bronić swego legowiska, niźli czmychną przed tętentem końskich kopyt. Przez następne dwie, może trzy godziny poruszali się więc w ciszy, przerywanej jedynie przez prychnięcia wierzchowców i śpiew ptaków w oddali. Liście drzew szumiały cicho, cichuteńko i już wkrótce pozwoliły na dosłyszenie innego dźwięku… wpierw bardzo niewyraźnego, ukrytego jakby w głębi wody.
Ryknięcie lwa.
Doskonale. Usłyszysz także mój ryk. – pomyślał Lannister, rzucając na ziemię drugi już, pusty bukłak. Jarre patrzył na dziedzica Casterly Rock spod przymrużonych powiek, mimo wszystko powstrzymując się od zbędnych komentarzy – doskonale wiedząc jak młody Lew na nie zareaguje. Zaprzeczeniem i irytacją, iż ktokolwiek śmie krytykować jego postępowanie. Przyszłego Lorda Casterly Rock, Namiestnika Zachodu i Tarczy Lannisportu.
-Są już blisko. – szepnął Qyle, a mimo to jego głos z łatwością dotarł do uszu innych. – Słyszałem tylko jednego samca, ale…
-Jest mój! – syknął Aart.
Nie było czasu na przemyślenia. Szybkim ruchem wyciągnął miecz z pozłacanej pochwy. Nie mógł sobie pozwolić, by mu uciekły, bądź co gorsza – ktoś zabił zwierzę za niego. Dał więc nura w przestrzeń. Próbował się skoncentrować, lecz z przerażeniem odczuł, iż w głowie ma tylko pustkę i szum, napędzanej przez alkohol, krwi.
Był pijany.
Niedoczekanie! Zdobędę to futro.
-Pędź, Księżycu!
Siwy wierzchowiec wyciągnął szyję i pomknął jak wiatr. Aart położył się na jego szyi, by do minimum zmniejszyć opór powietrza. Krzyki zza jego pleców, jeszcze przed chwilą głośne i niebezpiecznie bliskie, ścichły, zagłuszane przez kocie powarkiwania i wrzask płoszonych ptaków. Przebił się przez ścianę lasu i dotarł do krawędzi polany… gdzie po przeciwnej stronie, na sporej wielkości skale wylegiwał się lew.
Wielki, ogromny wręcz kot, którego masywne, umięśnione cało pokrywała złocista sierść, zaś szyję gęsta, ciemniejsza grzywa. Ani chybi mierzył sobie niemal trzy metry poczynając od czubka głowy, aż do końca ogona. Cztery potężne, silne łapy zakończone były ostrymi pazurami, zaś gdy zwierzę otworzyło paszczę, by gniewnie ryknąć – Lannister mógł dostrzec doskonale ostre kły, silną szczękę, znakomicie przystosowaną do powalania i zabijania nawet bardzo dużych zwierząt – koń nie stanowił dlań większego problemu.
Lew nie czekał na to, aż dziedzic Casterly Rock ruszy się z miejsca – z zaskakującą zwinnością wyskoczył do przodu, rzucając się ku wrogowi, który zakłócił mu spokój.
Aart zamarł na ułamek sekundy. Choć było zimno, dłonie zaczęły mu się pocić, jedna ślizgała się na rękojeści miecza. Twarz również oblała się potem. Słone krople zbierały się na czole, skroniach, brodzie. W jedno uderzenie serca uświadamia sobie beznadziejność sytuacji.
Nie ma żadnego planu.
Nie ma pojęcia, co powinien teraz zrobić.
Ta chwila znajduje się poza czasem, zawieszona gdzieś w chłodnym powietrzu jesiennego popołudnia, nierealna, ale konieczna, nieuchronna niczym przeznaczenie.
Nie powinienem był…
Nie dane było mu nawet dokończyć owej myśli. Koń dostrzegając zagrożenie zakwiczał z przerażenia i stanął dęba – nie był jednak tak szybki jak drapieżnik, który w jednym susie znalazł się przy nim. Lew wyskoczył w górę, zamaszystym uderzeniem łapy pozostawiając na ciele wierzchowce krwawy ślad po pazurach. Trysnęła jucha, a dziedzic Casterly Rock boleśnie uderzył w zimną, mokrą jeszcze ziemię. Koński kwik, jego własny krzyk, krzyki jego kompanów, którzy zbliżyli się na tyle, by móc dostrzec rozgrywające się na polanie krwawe przedstawienie, a także powarkiwanie lwa spowijało okolicę, słońce, wdzierające się pomiędzy koronami drzew, odcinało cienie ostre jak nóż.
To już nie polowanie, myśli Lannister, to mój koniec.
Koń rzucił się do panicznej ucieczki, zaś przerażony krzyk ściągnął na niego uwagę drapieżnika. Drapieżnika, który królował na tych ziemiach od setek lat, z rzadka pozwalając się pokonać, choć dokonywali tego królowie Skały, obecny lord Casterly Rock i insi śmiałkowie.
Aart Lannister jednak poległ z tym majestatycznym, potężnym zwierzęciem, którego odwagę, siłę i brawurę przypisywał sobie przez całe życie.
Nie potrafił dostrzegać już niczego innego, jak tylko gęstą, brązową grzywę i rozwartą paszczę. Rzucił się do ucieczki, ucieczki przed ostrymi pazurami i lśniącym spojrzeniem żółtych tęczówek o pionowych źrenicach. Nie przebiegł jednak nawet kilku kroków, gdy potężne cielsko powaliło go na ziemię. Jedyne co mógł już pojmować, to ból – potworny ból w barku i szyi, gdzie zacisnęła się szczęka wielkiego kota. Poczuł zapach krwi. Własnej krwi, wymieszanej z wonią mokrej sierści i trawy – choć jucha dominowała ponad wszystkimi innymi zapachami, a już po chwili także obrazami. Dostrzegał już tylko czerwień krwi, która zalała mu twarz.
Krzyk wyrwał się z piersi, gdy drapieżnik odgryzł z łatwością kawałek jego ciała, jakby był kawałkiem upieczonego dzika. Zwierzę uniosło wielki łeb, rycząc zwycięsko i spoglądając w stronę miejsca, gdzie jeszcze przed kilkoma momentami znajdowali się towarzysze jego ofiary.
Nie mieli jednak innego wyjścia – jak tylko uciekać. Przerażone konie nie potrafiły ustać w miejscu, pozostało im więc dać się ponieść. Uciec jak najdalej, jak najszybciej.
Uciec, by nie musieć patrzeć na krwawą masę, która pozostała z ciała Aarta Lannistera, gdy do potężnego lwa dołączyły samice, zwabione hałasem i wonią krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Nie Lip 26, 2015 2:12 pm

- Cholera jasna! - dało się słyszeć niemal na całą puszę.
I rzeczywiście. Ptaki zerwały się z drzew, a łanie które jeszcze krążyły w okolicy - czmychnęły w tylko sobie znane miejsca.
A cholera niosła się jeszcze daleko.
Snow od kilku miesięcy podróżował po całym królestwie, na zmianę klnąc na zimno i śnieg, to na deszcz i wichury.
A teraz jeszcze na zwierzęta.
Drzew powoli kołysały się w swoim rytmie, jakby niewzruszone wszystkim troskami tego świata. Bo może to była prawda? Może, ona nie miały świadomości? Były tylko zwykłymi roślinami, które otoczyły się twardą korą, mając zupełnie gdzieś śmierć i cierpienie ludzi.
Nikt nigdy tego nie wiedział. Smoki, olbrzymy, Czarodrzewa. Tego już nie było w świadomości pospolitego człeka. Mieli ważniejsze rzeczy. Priorytety, które musiały zostać wykonane, aby przeżyć.
Już człowiek nie bawił się w bajki, marzenia i próżne snucia. Teraz ważne było; ciepło w domu, pełna miska i względnie zdrowa rodzina.
Brand miał to wszystko gdzieś. Liczył się tylko on, jego cierpienia i potrzeby, a także mrzonki.
Bo Snow uwielbiał marzyć. Mimo tego, że nie wierzył już w różnorakie magiczne stworzenia, dalej o nich snuł myśli.
Ale nie chciał być rycerzem. To były tylko śmieszne myśli, małych, wiejskich dzieci - do których Snow nie należał. Nie chciał gotować się w wielkich i ciężkich zbrojach, dzierżyć wielkich i nieporęcznych kopii, a także kłaniać się co dwa kroki.
No, teraz też musiał się kłaniać - ale po to aby się wysrać, albo zebrać zioła, lub oskórować zwierzynę.
Bo w puszczy nie było żadnych paniątek. A tym bardziej, jak była taka pogoda. Deszcz ciągle forsował dachy, okna i drzwi budynków, tylko na chwilę ustępując, ale nie aby się wycofać - on tylko zbierał siły, by później zaatakować ze zdwojoną siłą.
Razem z pierdolonym wiatrem, który kierował strzały z łuku bękarta w zupełne innym kierunku.
I to dlatego Snow był wręcz... był zdenerwowany. Od wczoraj jego żołądek nie miał żadnych gości, oprócz ciepłego naparu z pokrzywy i jakieś innej, gorzkawej rośliny.
A zwierzyn ani widu, ani słychu.
Kobyła cicho zarżała, powoli skubiąc trawę. Ten to miał dobrze - mógł całe życie żreć trawę i nie narzekać na nic. No... niektórzy ludzie też tak żyli - ale tamci już narzekali na wszystko.
A koń potrzebował do szczęścia tylko wody i świeżej trawy.
No i ewentualnie codziennego czesania, niczym jakaś pierdolona księżniczka.
Snow potarł dłonie o siebie, tworząc marną imitację ciepła, a następnie ruszył w poszukiwaniu jakiegoś drewna na opał. Miał nadzieje, że chociaż w tych częściach lasu, zostało go trochę suchego.
Bo mężczyzna jeszcze nie wynalazł, mokrego i zarazem palącego się drewna.
No i cholernie dymiącego.
Kobyła bez jakiegokolwiek zainteresowania, patrzyła się znudzona, jak Brand klnąc i bluzgając na wszystkich jebanych paniczów, próbował znaleźć jakieś suche gałęzie, co, sądząc po słowach - marnie mu szło.
Bękart w żadnym wypadku nie spodziewał się żadnego towarzysza, oprócz kraczących mu nad głową kurków i próbujących to zrównoważyć - ptaszków pseudomuzykantów.
Którzy chyba byli zniechęceni groźbą nadchodzącej ulewy, gdyż bez żadnych skrupułów milknęli, ustępując polu czarnym ptaszyskom.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Nie Lip 26, 2015 6:02 pm

Arianna błądziła po lesie, słońce było ostatnią rzeczą jaka miałaby tu zajrzeć. Było mroczno i ponuro, między innymi tak jak lubiła dziewczyna. Lubiła przebywać w cichych miejscach sama, zwłaszcza że nikt jej nie przeszkadzał i nie musiała słuchać marudzenia swojej matki. Trzymała w dłoniach mocno materiał swojej delikatnej, jedwabnej sukni aby przypadkiem jej nie zniszczyć co było dosyć proste. Szła przez dłuższy czas, nim ujrzała jakiegoś zająca uciekającego w jej stronę, a zaraz za nim drugiego. Unosiła nieco brwi i popatrzyła jak uciekały w stronę z której przyszła. Miała teraz mieszane odczucia co do bezpieczeństwa wyruszenia samej do lasu, mimo że mogłaby się czuć jak u siebie to jednak czuła lęk. Nigdy nie wierzyła w stwory i inne tego typu, dlatego wyglądając zza drzewa potwierdziła swoje myśli. Jedynym stworem w tym lesie mógł być głupi człowiek, zakradła się by znaleźć się po jego prawej gdy nagle puściła suknię i zaczepiła nią o jakąś gałąź na ziemi. Jęknęła dosyć głośno próbując się wydostać z tej niemiłej pułapki. Teraz zupełnie zapomniała o mężczyźnie który znajdował się po jej prawej i w każdej chwili mógł ją dostrzec. To nie był jej najszczęśliwszy dzień, była zła na wszystko i na każdego. Denerwowała ją najmniejsza błahostka dzisiejszego poranka, taka jak rzeczy na nie swoim miejscu czy niewyspanie. Jednak wciąż potrafiła zachować swój urok pod maską uczuć.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Pon Lip 27, 2015 10:52 am

Wiatr dął w ubranie Snowa, wciskając swoje lodowate macki pod ubranie, aby podstępnie, niby niepozornie, wychłodzić cały organizm.
Niestety, trafiła kosa na kamień, a Brand miał taki zefirek w dupie. Tym razem, ten stan rzeczy był na jego korzyść. Nawet mały wiaterek, mógł pomóc rozpalić wielkie ognisko.
Lecz tak jak nie spłodzi się dziecka, uprzednio nie dając dupy, tak samo nie wybuchnie wielki płomień, bez drewna.
A Snow powolutku, acz konsekwentnie, próbował znaleźć ten cholerny składnik potrzebny mu do szczęścia.
No, jeszcze jakaś dziewka i ciepła strawa. Wtedy, byłby syty. I fizycznie, i psychicznie.
Wiedział jednak, że nie ma na co liczyć, gdyż piękności same po puszczach nie chodziły, chyba, że były bardzo głupie, albo bardzo naiwne. No... na to samo wychodziło.
A ciepła strawa.... to już bardziej. Choć, po swoim wybryku, godnym wioskowego głupka, ciężko mu będzie o coś innego, niż smaczną korę i zajebiście gówniane robaczki, pod jakimś pniem zagnieżdżone.
Ale najpierw musiał zrobić rzecz najważniejszą...
Znaleźć te cholerne patyki.
Już miał mały stosik, skrzętnie ułożony pod względnie suchym drzewem. Ale to, mogł wystarczyć co najwyżej na... krótką chwilę. On potrzebował ciepła, od zmierzchu do świtu.
No chyba, że napatoczy się jakaś gorąca dziewucha. Wtedy może, oczywiście opcjonalnie, zaprzestać zbierać drewno na opał.
Trzask. Brand powoli podniósł się z ziemi, cicho i uważnie przyglądając się, skąd pochodzi ten dźwięk. Może to jakieś duże zwierze? Lew? Nie. Lew nie chodziłby jak niedźwiedź po lesie, nadeptując wszystkie gałęzie i wchodząc w każdą kałużę.
Więc może wilkor? Taka sama sytuacja... Nie pozostawało nic innego jak...
Wilk na dwóch nogach. Szabrownicy, zbóje i w rzyć ruchane, kozojeby.
Chciały okraść Branda? Chcieli mu sprawić drugi uśmiech?
Plask, a później szarpanina z krzakiem i zduszony krzyk.
Jedno spojrzenie w tamtą stronę, a Snow stał się prawie że wierzący. Prawie się nawrócił. Prawie uwierzył w Bogów.
Dziewkę mu przysłali!
- Jak wieść gminna niesie, krzak od zawsze wielkim wyzwaniem był. - mruknął Snow cicho, lecz wystarczająco by babsko go usłyszało.
A ubrana była... niecodziennie. W suknię, drogą dość i bez żadnego kożuszka - pokaz głupoty i ignorancji.
Dla Snowa lepiej i to. Byle by miała otwór.
Zapewne była jakąś ladacznicą, która uciekła od bogatego handlarza, w tym co miała na sobie. No cóż. Bywa.
Odwrócił się od kobiety, znowu zbierając drzewo.
Może być mu podwójnie ciepło.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Pon Lip 27, 2015 1:13 pm

Zmarszczyła czoło widząc mężczyznę z bliska, jako że udało jej się uporać ze swoją przeszkodą wstała i wyprostowała się nieco by wiedział z kim ma do czynienia. Może była głupia, albo zawzięta jak sam diabeł.
Rzeczywiście było jej zimno, nie pomyślała o tym żeby ubrać się cieplej no i nie pomyślała o jakimś transporcie.. w gruncie rzeczy koń były teraz na miejscu ale tym będzie się martwiła wracając. Jej suknia miała elementy zdobione złotą nicią, a delikatnie jaśniejszym kolorem czerwonego był element z którego mogła być dumna czyli lew, sławny i niepokonany w jej wierze. Była silną, a także mądrą lwicą mimo tego co zrobiła. Zadęła głowę do góry i rzekła do mężczyzny.
- Swoje uwagi możesz zostawić dla siebie, nie przyszłam tu by słuchać twoich kazań. Bardziej interesuje mnie co tu robisz i dlaczego straszysz wszystko dookoła jak głupi, bezmyślny chłop. Szanuj swój język bo możesz go stracić, dawien dawna był mężczyzna który źle się wyrażał w obecności dam. Pamiętam jeszcze ten widok.. - Przymrużyła delikatnie oczy krzywiąc się i zerknęła na jego ubiór wciąż z delikatnym grymasem na twarzy. Chodziło jej po głowie mnóstwo pytań, co tu mógł robić ten mężczyzna tak odziany.. jakie miał plany i kim był. Pytań było znacznie więcej ale wszystkie jednak wolała zostawić dla siebie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Wto Sie 04, 2015 9:38 am

Głupia Lannisterówna - to pierwsza myśl jaka pojawiła się, w jakże pojemnym, umyśle Snowa.
Słońce, które i tak już wcześniej ustępowało polu ciemnym chmurom, teraz zaczęło się poddawać i zachodzić, aby dać dojść do wizji swojemu odwiecznemu towarzyszowi, a zarazem wrogowi - księżycowi.
Dama przybyła na cholerne zimno, na wiatr, na deszcz i na ciemność ubrana tylko w suknię, bez żadnego konia ani strażnika. Dla Branda? To była tylko naiwność, głupia naiwność która może kosztować ją życia. Nie odpowiedział jej na żadne z tych śmiesznych pytań. Była tutaj władcą bez żadnych środków - więc to ona raczej powinna się bać Snowa, niż on jej. Bez tych durnych zbrojnych, których lwie łby widać już z daleka, była tylko zwykłą, głupiutką, nawet ładną - dziewką. Dziewką którą można było przerżnąć, zabić, a może nawet porwać. No... w drodze wyjątku można ją było darzyć szacunkiem, wszakże Brand był nauczony wszystkich tych śmiesznych etykiet - ale dlaczego miałby szanować tą... damę?
Za głupotę się płaci. To było dzisiejsze motto Snowa.
Mężczyzna dalej zbierał drewno na opał, co rusz klnąc cicho pod nosem, bo albo było za mokre, albo było go za mało.
Ale podobno cierpliwość to złoto - a on trochę go potrzebował.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Wto Sie 04, 2015 6:08 pm

Dziewczyna postanowiła zagrać trochę na swoją korzyść i po prostu skłamać co do swojej osoby, a także o swoich zamiarach. Może wojak okaże się jednak na tyle głupi by uwierzyć w takie coś. - Na ile możesz zaufać swojemu wrogowi, nie zdziwiło Cię co robi tu taka osoba jak ja? Może poszukuję kogoś, a może dokładnie Ciebie? Może nie jestem sama, a żołnierze czekają na mój znak? - Uśmiechnęła się szeroko, poczuła nagle ciepło dzięki czemu jakby miała małą przewagę przez te kłamstwa. Wzięła głęboki oddech i ogrzała dłonie ciepłym powietrzem. Może jednak powinnam wrócić.. nie podoba mi się ten facet.
Po krótkiej chwili przygryzła dolną wargę i dodała. - To ja się może oddalę, jest zbyt zimno na takie rzeczy.. rób co chcesz, ja wracam na swoje miejsce. - Podniosła swoją suknię na wysokość mniej więcej łydek i ruszyła z powrotem tą samą drogą co wcześniej, kontrolnie odwracała się za siebie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Czw Sie 06, 2015 9:21 am

Jest! Snow wreszcie odkrył prawdziwą kopalnie złota! Pod jednym z niewielu suchych drzew, leżało... drewno na opał. Od tak. Pewnie jakiś podróżny je tam zostawił, a później zapomniał sobie o nim. Cóż, to pech. Brand będzie umiał to dobrze spożytkować.
Kiedy usłyszał słowa dziewuchy, zaśmiał się cicho. Co ona sobie myślała? Że była wśród tych wszystkich tępych wieśniaczków, którzy uwierzyliby w jej każde, głupie słówko? - Taak. Szukasz mnie, bo jestem zaginionym księciem. Prawda? A twoi dzielni wojacy już się czają za krzaczorami, aby zarzucić na mnie sieci. - odparł z wielką powagą i zaczął przenosić drewno i układać z niego stos. Kiedy zobaczył, że dziewczyna się oddala, zaśmiał się cicho i parsknął. - Najpierw straszysz, a później uciekasz? Taka z ciebie odważna lwica? Widać, że w tym rodzie już nie ma nikogo... choć trochę rozumnego. - cóż, to nie był problem Snowa. To ona tu przyszła w samej sukni, bez kompletnie niczego. A teraz, chciała wracać sama do zamku, w nocy, gdzie każdy, nawet dwunastoletni dzieciak mógł ją wyruchać.
A Snow by chętnie popatrzył. A może nawet dołączył? Sam był ciekawych tych jej cycuszek...
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Czw Sie 06, 2015 8:02 pm

Aneoria zerknęła przelotnie na drewno które znalazł mężczyzna, uśmiechnęła się pod nosem i dodała po chwili spokojnym jednak pełnym kpiny głosem. - Cóż.. byłbyś ostatnim mężczyzną na świecie którego nazwałabym księciem. Na prawdę, nie masz żadnych predyspozycji na bycie takowym..
Westchnęła cicho odgarniając dłonią włosy za ucho, poprawiła swoje spinki i chciała ruszać dalej gdy nagle usłyszała śmiech mężczyzny. Obróciła się i rzuciła szybko. - Przynajmniej jestem lwicą, a nie jak ty.. brudny i arogancki chłopak bez jakiegokolwiek obycia w wyższym gronie. Wiesz może jak wygląda czysty ubiór, czy może od małego chodzisz w jednym po swoich starszych bratach.. o ile takowi żyją. - Uniosła głowę ku górze i brnęła dalej ku swojemu celowi, a jej celem była ciepła komnata i gorąca kąpiel w balii z wodą.. tylko tego teraz potrzebowała. Nie miała ochoty dalej ciągnąć tej zaczepki. Zapewne ktoś już wysłał ludzi na jej poszukiwania więc będzie musiała po drodze kogoś spotkać.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Sob Sie 08, 2015 9:10 pm

Ładny stosik już był z tego drewna. Nawet bardzo ładny. Teraz trzeba było znaleźć tylko kilka kamieni, bo co jak co - ale ściółka leśna, nawet mokra, ma dziwne właściwości... ogniste, jeśli zapala się od ogniska. Bo inaczej to nie. - A kto posiada? ci ze szlachetną krwią? - prychnął pogardliwie i popatrzył z obrzydzeniem na kobietę. - Siedzicie sobie w tych zamkach, za wysokimi murami, strojąc się i balując, nie przejmując się losem waszych poddanych. Chyba, że już musicie. Wtedy wyjeżdżacie na tych swoich pięknych i białych konia, świecąc w oczy złotymi zbrojami i rzucając niczym dobrzy władcy, bochenkami chleba. - przerwał by zacząć niepokojąco zbliżać się do Lannisterówny. Może rzeczywiście coś chciał jej zrobić? - I wiecie co? Motłoch wam wierzy. Wy, wy... manipulanci, okłamujecie tych biednych ludzi, a oni... a oni dają wam wiarę. To wy jesteście aroganccy. Wy jesteście brudni. Nie my. - skończył znajdując się zaledwie kila stóp od dziewczyny.
Kiedy usłyszał choć wzmiankę o swojej rodzinie, natychmiast podszedł do kobiety i chwycił ją za nadgarstki. - Nigdy. Ale to nigdy nie mów nic na temat mojej rodziny. Rozumiesz? - powiedział dziwnie spokojnie. Może zezłościła mężczyznę? Może... chciał jej coś zrobić?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   Sob Sie 08, 2015 10:28 pm

Zmarszczyła czoło i spojrzała na niego pełna złości, jej wzrok mówił sam za siebie. - Takie predyspozycje posiadają osoby które potrafią poszanować kobietę, a ty do takich nie należysz i zapewne nigdy nie będziesz należał. Chyba że jakieś prosię nauczy Cię czegoś pożytecznego nim go pożresz.. - Widząc odległość jaka ich dzieli stanęła dumnie patrząc na jego osobę w pełnej okazałości, chciała by wiedział z kim rozmawia. Gdy jednak złapał ją za nadgarstki nerwowo pociągnęła je ku sobie jednocześnie wyrywając się z jego uścisku. - Nie dotykaj mnie głupi człowieku, chyba nie wiesz co robisz. Nie wiem kim jesteś ale za dużo sobie pozwalasz. - Skrzyżowała zła ręce i obejrzała jego wyposażenie, zebrała w myślach jak bardzo może jej zagrozić i co może jej zrobić. Westchnęła cicho dodając. - Rób co chcesz, mnie nie mieszaj do twoich zmartwień. Będę mówiła o kim chcę, oraz co chcę kiedy tylko chcę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Leśna puszcza   

Powrót do góry Go down
 

Leśna puszcza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ponura Puszcza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód-