a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Lewy dopływ Tumblestone



 

 Lewy dopływ Tumblestone

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Lewy dopływ Tumblestone   Czw Maj 01, 2014 1:11 pm


MG

Nad wodami niewielkiej, jak na skalę Siedmiu Królestw, rzeczki przypominającej kształtem olbrzymią szmaragdową gruszkę, kłębiły się ciemne chmury. Ich sine zwały wytaczały się zza postrzępionego przez góry horyzontu a pędząc ku wschodowi odbijały się w niebieskozielonej wodzie i smagane porywistym wiatrem znikały za szczytami kolejnych wzgórz. Nad niewielkimi falami tafli rzeki kiwał się w namyśle wiatr, zaś nad lądem słońce jeszcze walczyło z mazami obłoków. Mimo tej na poły pochmurnej pogody nurt lewego dopływu Tumblestone nie był zbyt silny, gdyż skalne ramiona na jednej z jego meandrów chroniły rzekę przed rozpędzonymi zwałami wody.  Nic zatem dziwnego, że niewielki nurt nie był niczym groźnym dla pracujących w wodzie ludzi Lannistera. Obecność Argiela z rodu Dayne, jak również swoboda, z jaką kierował grupą mężczyzn, wyraźnie dowodziły, że woda tu nie jest szczególnie głęboka i nie grozi im żadna niespodzianka. Można by więc sądzić, że miejsce to idealnie nadawałoby się na warownię czy nawet nadbrzeżny
zamek. Niestety ciasne wejście do kotliny i wysoki urwisty prawy brzeg przekreślały szansę na rozwój handlu czy połowów. Niewielka plaża i wąskie przesmyki umożliwiające dotarcie na równinę sprawiały jednak, że okolicę dałoby się wykorzystać na bazę wypadową dla piratów lub najeźdźców. Co ciekawsze, stojąca blisko wody chałupa i wzniesiona obok ni to obora, ni to stajnia sprawiały wrażenie zamieszkanych i w miarę zadbanych. Wyciągnięta na brzeg łódź, kilka sporych kamiennych kadzi rozstawionych w karnym szeregu na plaży i długie, drewniane koryto niosące wodę od rzeki wskazywały, że rzeczywiście ktoś tu mieszka. Zadbane zarośla winnych krzewów pnące się po stoku wzgórza oraz pełne i puste gąsiory rozstawione po obejściu dobitnie wskazywały, czym głównie zajmowali się mieszkańcy chałupy. Któż mógłby zamieszkiwać tą samotną okolicę, z dala od innych wiosek i cywilizacji? Ktokolwiek to nie był - nie opuścił swego azylu na widok grupy mężczyzn zanurzających się po kolana w wodzie i w pocie czoła biorących się do pracy, która może przybliżyć ich do bogactwa... lub wręcz przeciwnie - od niego oddalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Pią Maj 02, 2014 9:42 pm

Podróż w dół rzeki nie trwała zbyt długo. Wystarczyło to jednak, aby młody panicz zdążył przemyśleć kilka rzeczy i posunięć, jakie przyjdzie mu wykonać. Jadąc bokiem do płynących na wodzie łodzi, będąc na czele sporej gromadki, składającej się z mężów i kilku powozów z nowymi maszynkami do poszukiwania złota, spoglądał na swojego kuzyna, który w końcu ogarnął swój wygląd.
- Jeśli starzec ma rację, wkrótce będziemy śmiali się z głupoty moich przodków…- powiedział z uśmiechem na twarzy do swojego (w sumie) wuja. Nie chciał się z niego nasmiewać, robić przytyków pod względem jego wyglądu. W końcu wyglądał trochę mniej jak bezdomny, ale w dalszym ciągu nie jak wysoko urodzony. W sumie może i nie miał już domu, nie wiadomo czy Starfall w dalszym ciągu stoi, czy może Martellowie już dawno się go pozbyli?
Gdy dotarli na miejsce, Aart od razu zobaczył, że miejsce, w którym mieli zacząć poszukiwania jest zamieszkałe. W celu zapoznania tubylców z zamiarami kampanii, wysłał do domku dwóch legatów. Chciał to załatwić szybko i polubownie. Branie tego zakątka siłą nie było pożądanym działaniem. W końcu nie będzie walczył o swoje.
W końcu po krótkiej chwili na posiłek i napitek, wszyscy ruszyli do roboty. Łódki zostały zaprzężone w potężne grabie oraz sieci, które to miały przeszukiwać dno, na pewno dokładniej niżeli zrobiłby to człowiek, jednak i na taki styl pracy zdecydował się Lew wydając polecenia swoim podwładnym. Tak więc całość brzegu, czyli miejsc, gdzie woda sięgała do kolan był przeszukiwane pieszo. Głębsze odcinki rzeki znajdowało się pod pieczą łodzi. Co 15 minut łodzie wracały na brzeg w celu zobaczenia, co znajduje się w sieciach. Tak wyglądał plan pracy w obozie młodego Lannistera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Nie Maj 11, 2014 5:40 pm


MG

Czym jest ryzyko jeśli nie grą, w której szansa na zwycięstwo często wynosi mniej niż upragnienie wyczekiwana połowa? Tak, to bez wątpienia gra. Gra, przed którą nie da się uciec, bowiem życie jest pełne ryzyka. I być może dlatego bardzo trudno jest żyć. Trzeba podejmować ryzyko, wybierać jedne drogi, z innych rezygnować… najgorsze jednak byłoby wybrać i zastanawiać się przez resztę życia, czy wybór był właściwy. Nikt nie potrafi decydować o losie swych bliskich bez lęku. Aart Lannister najpewniej nie stanowił tu wyjątku i gdy przyszedł moment, w którym musiał postawić zarówno swoją reputację, jak i zaufanie swych poddanych na szali - towarzyszył mu strach. Atawistyczny strach, którego uniknięcie nie było możliwe… dlatego należało go zaakceptować, przyjąć do świadomości, uznać za przyjaciela, lecz za żadną cenę nie pozwolić, by kierował losem, ten bowiem nie zawsze sprzyja człowiekowi i niejednokrotnie zwraca bieg wydarzeń ku ścieżkom, których każdy pragnąłby uniknąć…
… jak miało być przypadku dziedzica Smoczej Skały? Czy istniała siła, odgórnie decydująca o jego przyszłości? Czy Aart w ogóle mógł decydować o tym, co wydarzy się za moment, za rok, za dekadę? W chwili, w której wyruszył na poszukiwanie złóż złota, pragnął wziąć własny los w ręce, ukształtować go wedle swych marzeń i ideałów, po czym sięgnąć tak wysoko, jak tylko będzie w stanie - niestety, okoliczności nie zawsze mogły temu sprzyjać.
Mijały kolejne godziny poszukiwań złotych samorodków, lewy dopływ Tumblestone toczył swe wody z dziwnym niepokojem, a ludzie, znużeni trwającą pracą, która na domiar złego nie przynosiła żadnych efektów, jęli coraz dotkliwiej odczuwać zmęczenie. Jedynie obecność Argiela oraz głos Aart unoszący się nad wodą trzymały ich w miejscach, zmuszając do ostatniego wysiłku. Wysiłku, który z każdą mijającą chwilą stawał się coraz cięższy. Gdy tylko minęło południe, wśród skalnych załomów znacznie wzmógł się wiatr, smagający pracujących ostrymi podmuchami, które nadciągały z wyższych terenów gór Zachodu. Nie to jednak było najgorsze - do tej pory leniwy nurt jął przybierać na sile, znacznie utrudniając przeszukiwanie dna rzeki i choć woda nie płynęła na tyle wartko, by stwarzać zagrożenie dla ludzi, jedna z większych sieci przymocowanych do łodzi została zerwana i odpłynęła razem ze zwałami wychwyconych grud mułu i kamieni. Także ludzie nie okazali się czynnikiem, który mógłby pomóc w poszukiwaniach - chata nieopodal rzeki w rzeczy samej była zamieszkana, jednak wysłannicy Lannistera wrócili zaledwie po dwóch kwadransach, z nosami na kwintę i wyrazami twarzy, które nie zwiastowały szczególnie dobrych wieści. Okazało się, iż zamieszkujące chatę starsze małżeństwo oraz ich syn wraz z rodziną nie należeli do szczególnie gościnnych. Odesłali obcych czym prędzej, obawiając się rabunku, lecz i w tej sytuacji była pewna iskierka nadziei - żaden z mieszkańców chatki nie miał zamiaru w najbliższym czasie sprawiać nieznajomym problemów, choć ich znajomość tego odcinka rzeki mogłaby okazać się bezcenna dla zmagających się obecne z problemem poszukiwaczy…
Dzień chylił się ku zmierzchowi, zaś poszukiwania nie przynosiły żadnych efektów. Najpewniej sam Aart mógłby zechcieć zmienić miejsce postoju i pracy swych ludzi, lecz nim podejmie decyzję, winien zapytać kogoś o radę. I choć ostatnie słowo należało do niego, być może opłaca się pozostać tu dłużej. Dzień, dwa… lub tydzień. Morale ludzi, do tej pory znacznie opadające, po odpoczynku mogą się ponownie wspiąć w górę, zaś niesprzyjające warunki pogodowe prędzej czy później miną.


    Możecie teraz rozmówić się z Marverym i pozostać na tym terenie lub zarządzić zmianę miejsca poszukiwań. W przypadku pierwszej z decyzji, zgodnie z rzutem kostką, dopiero w czwartek (15.05.) Wasza praca przyniesie efekty (co jest pewne, lecz dopiero wtedy też poznacie jej efekty) lub już dziś bądź jutro zechcieć zmienić miejsce pracy - wtedy po raz kolejny kostka zadecyduje o skali znalezionych złóż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Wto Maj 13, 2014 12:11 am

Warunki pogodowe były przeciwko nim. Robiły się cięższe z godziny na godzinę i zarówno Argiel jak i ludzie mieli już powoli ich dość.
- Koniec na dzisiaj, do namiotów! - zawołał w końcu mocno rozeźlony Dayne, wychodząc z wody i niedbale odrzucając na bok swoje sito. Skierował się do namiotu swojego kuzyna. Usiadł naprzeciwko niego i wziął łyk wina z kielicha, który został mu podany. Nie miał nawet ochoty otwierać ust, jego mina mówiła wszystko.
- Ta pogoda to jakaś porażka, Aart. - stwierdził. - Kazałem ludziom wyjść z rzeki zanim ktoś się utopi. Powinniśmy to przeczekać... Ale oczywiście ty zdecydujesz. Może w tym czasie spróbujemy się jakoś dogadać z tymi ludźmi z domku? Jeszcze jedna próba nie zaszkodzi.
Spoglądał na Lannistera z zaciekawieniem. Jak narazie jego dowództwo przynosiło dobre efekty, chociaż tak naprawdę w większośći to Argiel dowodził wybranymi do eskapady ludźmi, a sytuacji kryzysowych takich jak ta teraz nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Wto Maj 13, 2014 12:45 am

Ludzie są bezradni wobec losu, są ofiarami czasu... Ralf najchętniej cofnąłby się teraz o trzy piwa i jeden pocałunek wstecz. Podążał wzdłuż rzeki z obdartą tuniką, kulał, a twarz miał całą podrapaną z odciśniętą podkową, mimo to jego mina zdradzała dostojeństwo i szlachetne urodzenie. Skórę miał mlecznobiałą, a oczy podkrążone, usta suche i spękane. Cuchnął alkoholem i końskim łajnem na dwie mile, a z wiatrem może i dalej. W umyśle Ralfa pojawiały się krótkie sceny z ostatniej nocy za każdym razem kiedy zamykał oczy, głowa pulsowała ogromnym bólem, szum wody ranił jego uszy niczym sztylety. Nic nie potoczyło się tak jak zaplanował, ale każdy plan zawodzi kiedy pijany rycerz całuje koński zad. Przez obóz Lannistera przebiegł kary koń, co mogło wydawać się nieco dziwne, a co przesądniejsi uznaliby to za zły omen i tym tłumaczyli niepowodzenie w poszukiwaniach. Ralf Cerwyn, pierwszy tego imienia, dotarł tam pół dnia później. Kiedy dostrzegł namioty ucieszył się. Cywilizacja. A przynajmniej ci którzy rozbili ten obóz wiedzą jak się do niej dostać.
-Witajcie! - raczej głośno szepnął niźli krzyknął - Zwę się ser Ralf Cerwyn, nie widzieliście mojego konia? - oparł się o berdysz.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Wto Maj 13, 2014 1:13 pm

Co by to było, gdyby chociaż raz wszystko szło tak, jak planował to sobie Lannister. Jak to jest dostać wszystko od fortuny, brnąć coraz dalej, dostawać więcej i więcej. Byłoby to z całą pewnością czymś miłym, jednak w pewnym momencie nie tak ważnym, jak się zdawało. Uciążliwości i problemy w zdobyciu czegoś, w dotarciu do swojego celu są aspektem, który jeszcze bardziej determinuje do dalszej pracy. Za to po zdobyciu pożądanego będą napawały dumą, że zrobiło się coś na przekór wszystkiemu, że nikt w to nie wierzył, a jednak się ziściło. I tak właśnie działał Aart. Może i pogarszające się warunki pogodowe krzyżowały mu pracę, ludzie w domku odmawiali współpracy, ale nie było to czynnikami, które jakoś szczególnie dołowały DZIEDZICA SKAŁY. Trzeba pamiętać, że po dniu następuje noc, po nocy dzień i tak dalej. Jak nie dzisiaj, to jutro. Jak nie jutro to pojutrze. W końcu kiedyś wiatr przestanie wiać, nurt rzeki się uspokoi, a on i jego ludzie będa mogli kontynuować swoje prace.
Spojrzał na Argiela przechylającego kielich z winem w blasku świec. Zaczynało robić się ciemno. Namiot targany powiewami wiatru, majaczył skrzypieniem i świstem fal powietrza, przeciskającego się przez szczeliny. Złotowłosy wsłuchiwał się uważnie w każde słowo kuzyna. Co jak co, ale ten człowiek może mieć wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia. To on pracuje z tymi ludźmi, Aart jedynie koordynuje tę pracę i wydaje polecenia do wykonania. Ludzie muszą wiedzieć, że on nie jest im równy. To on tu płaci i to on tu wymaga.
- Myślę, że nie sprawią nam większego problemu...- powiedział bawiąc się kielichem. Szkarłatna ciecz maszerowała po brzegach naczynia, pozostawiając po sobie coraz to bledszy kolor.
- Raczej nie przyjdą tu z widłami i nas nie zaatakują. W końcu nad obozem powiewają moje proporce. Nie będa walczyli z rodziną Namiestnika.- dodał, gwoli uzupełnienia swojej wcześniejszej wypowiedzi.
Nie minęła chwila, gdy przywołał jednego ze strażników i kazał posłać po Marvery'ego. Starzec z całą pewnością wesprze ich dobrą radą. W tej chwili wiedział, żeby zostać, przeczekać, taka była jego decyzja. Nie można od razu się poddawać.
- Zostaniemy tu jeszcze jakiś czas Argielu. Nie jestem osobą, która szybko kapituluje. Poza tym, ciekawi mnie co dzieje się w górze rzeki, gdzie pozostali nasi pracownicy. Może i im udało sie znaleźć jakąś podstawę do rozpoczęcia kopania w górze Nunna.- uśmiechnął się słysząc poruszenie i krzyki. Za chwilę do obozu wpadł jeden z gwardzistów z powiadomieniem o wizycie jakiegoś możnego.
- Chyba trzeba się przywitać.- zakończył wstając z krzesła. Uśieichnął się do Argiela dając znak, że i on ma z nim pójść.
Na zewnątrz czekała go niemiła niespodzianka. Ser Ralf Cerwyn z Północy. Trochę źle trafił, Aart ostatnio nie jest przyjaźnie nastawiony do nikogo z tamtych okolic.
- Witamy cię Ser. Jestem Aart Lannister, a to mój kuzyn Argiel Dayne. Czego poszukujesz w naszym obozie i co przywiodło cię w miejsce tak bardzo oddalone od domu?- zapytał z uprzejmości. Tak na prawdę wolałby, gdyby ten zachlany obszczymurek znajdował się staje od jego obozu, tak, żeby nie musiał go nigdy oglądać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Nie Maj 18, 2014 6:36 pm

Gość z północy nie był jedynym zaskoczeniem, które się pojawiło. Dla Argiela dużo większym szokiem był powód jego obecności, o którym powiedział jeden z rycerzy, którzy go przyjęli.
- Ser Cerwynie - powiedział, spoglądając na mężczyznę. - Nie widzieliśmy żadnego zbłąkanego konia, niestety. Ale jako, że wcale nie tak dawno gościliśmy moim kuzynem na weselu na Północy, to z chęcią zaoferujemy ci jednego z koni które są w obozie, żebyś mógł prędko kontynuować swoją podróż. Trochę zawdzięczam Północy, możnaby powiedzieć i koń jest przysługą, którą rody Dayne z Dorne i Lannister z Zachodu są chętne ci wyświadczyć.
Mówił spokojnie, z opanowaniem. Miał nadzieję, że Aart zauważy, że wysoki blondyn chce się jak najszybciej pozbyć niechcianego przybysza z obozu, żeby móc kontynouwać prace w spokoju. Argiel czuł się odpowiedzialny za ludzi pracujących prawdopodobnie nawet bardziej niż Młody Lew, bo zdążył poznać ich i dowiedzieć się czegoś o ich rodzinach, nie postrzegał tych mężczyzn jako siły roboczej.
Wyciągnął dłoń do podpitego Cerwyna, uśmiechając się za zarostem. [i]Niedawno sam umiałem znaleźć się w dużo gorszym stanie. Ale żeby konia zgubić...[/b] - zaśmiał się w duchu na tę myśl. Sporo zawdzięczał północy, rzeczywiście. Nie tylko Jane, ale poznanie Aarta i możliwość pracy z nim. Bezpieczeństwo siostry. Gdyby nie wesele, to mogliby skończyć dużo gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Pon Maj 19, 2014 1:35 am

Ralf zmarszczył czoło i przejechał palcem po niewidzialnym wąsie. Ku swemu zdziwieniu zobaczył Lannistera. Nie był z tego rad z dwóch powodów. Po pierwsze, pamiętał, że bawił się Dorzeczu, a teraz spotkał Lannistera. Po drugie, bo spotkał Lannistera. Nie wiedział gdzie dokładnie jest, poza tym, że na Zachodzie i na brzegu jakieś rzeki. Ralf Cerwyn pokłonił się i odpowiedział spadkobiercy Casterly Rock miło.
- Jak już mówiłem Aarcie Lannisterze poszukuję mojego konia, który spłoszony gościnnością tutejszych ziem - w tym momencie spojrzał na Argiela z wyrzutem - pogalopował gdzieś. Niemniej, za podarek dziękuję, a i z waszej oferty skorzystam - uśmiechną się. Argiel chciał się go pozbyć, ale Ralf wiedział co ci dwaj tu robią. Budują statki rzeczne! Pewnie planują inwazję na okoliczne ziemie. Na Dorzecze lub Reach. Ser Ralf Cerwyn, pierwszy tego imienia nie popuści okazji aby być w samym centrum wydarzeń mogących rzutować na przyszłość Siedmiu Królestw. Tylko co to za rzeka i gdzie ona płynie?
- Szukam ognia przy którym mógłbym się ogrzać. Jestem... - zawiesił głos szukając odpowiedniego słowa - zmęczony podróżą, więc mogę liczyć na waszą gościnność, prawda? - spytał podając rękę Dornijczykowi, a drugą popijając wino. Chwilę po wypowiedzeniu tych słów obok błędnego rycerza pojawiły się cztery, małych rozmiarów, psy i usiadły przy swoim panu powarkując tylko cicho na gospodarzy.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Czw Maj 22, 2014 11:40 am

Nie dość, że pogoda nie sprzyjała im w poszukiwaniach, to i teraz los zdawał się płatać figle, jakby już nic gorszego nie mogło się zdarzyć. W sumie… Gorsze jest możliwe. Odwiedziny króla byłyby najczarniejszym scenariuszem, tegoż nieciekawego „filmu”.
Wiatr rozwiewał jego złote loki, twarz z lekkim zarostem była teraz odsłonięta na działanie promieni słonecznych. Aart nie lubił być opalony, zaczerwieniona skóra nie pasowała do jego wyglądu, poza tym, po prostu jego cera nie pozwala na to. Tak już jest, że natura daje ci pewien bagaż,  który musisz nieść na plecach przez całe życie.
Spojrzał na Argiela, który w dość jasny sposób dał do zrozumienia przybyszowi, że najlepiej byłoby, gdyby zaraz stąd wyjechał. Lannister zaśmiał się w duchu z Ralfa, który chyba zaczął węszyć w ich obecności nad rzeką, jakąś intrygę.  Skrzyżował ręce na piersi, twarz miał pogodną, można powiedzieć, że jeśli się dobrze przyjrzeć, widniał na niej nawet mały uśmieszek.
- Jeśli chcesz wspomóc nas w poszukiwaniach, to stanowczo cię zapraszam Ser Ralfie. Chyba przywykłeś do pracy fizycznej?- skwitował wproszenie się człowieka Północy.  
- My także teraz odpoczywamy, za nami kilka dni ciężkiej pracy. Teraz pogoda nie pozwala nam w prowadzeniu dalszych działań… Niestety nie mamy tutaj wolnego namiotu, abyś mógł odetchnąć w spokoju, jednak u góry rzeki jest nasz drugi obóz. Tam znajduje się mój namiot, w którym to znajdziesz wiele wygód. Myślę, że ci się to spodoba.- dodał pokazując głową kierunek, w którym musi się skierować.
- Pojedzie z tobą mój legat. Pomoże ci w znalezieniu obozu, a także będzie pilnował, abyś wypoczął w spokoju. A teraz przepraszam cię, jednak także chciałbym odpocząć.- zakończył, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę swojego schronienia. Czuł już, że skóra na jego twarzy jest lekko opalona. Będzie musiał pomyśleć o jakimś kapeluszu. Nie może się za bardzo opalić, bo skutkować to będzie bólem. Może zsiadłe mleko pomoze? Kazał po nie posłać. Ciekawy był, czy Marvery czeka na niego w namiocie. Chciał zasięgnąć jego rady, może powie coś ciekawego. Wyprawa w to miejsce była jego pomysłem, starzec wie dużo, więc muszą coś tu znaleźć. Nie ma innej opcji.

//Drogi MG, proszę o ocenę pogody, czy się poprawia czy nie, a także co tam ciekawego Marvery ma do powiedzenia :* //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sob Maj 24, 2014 4:22 pm


MG

Po plecach Marvery’ego ściekała woda, łaskocząc go łagodnie. Wiatr wzbierał drobinki piachu, lecz także i krople wody, miotając nimi wściekle w starca stojącego na brzegu rzeki. Mężczyzna pragnął się podrapać, ale wiedział, że jeśli to zrobi, to skóra będzie go jeszcze bardziej swędzieć, na łopatkach, szyi i we wszystkich tych miejscach, gdzie trudno sięgnąć. Zamknął oczy i zaczął z wolna opuszczać głowę pod ciężarem zmęczenia, aż w końcu jego mokra broda dotknęła równie mokrej piersi. Marvery nie interesował się tym, co aktualnie działo się wokół niego - ludzie wychodzący powoli z rzeki byli niczym sól na jego rany. Tępy ból w starczej piersi wzbierał, gdy tylko mężczyzna myślał o tym, jak niewiele dzieli ich od odnalezienia żyły złota… a nie mogą kontynuować poszukiwań przez zwykłe kaprysy pogody. Marvery, jeśli w ogóle się do kogoś odzywał, to tylko po to, by szczeknąć pojedynczym słowem, zgadzając się z czymś lub nie, i spoglądając ze zmarszczonym czołem na rozległą taflę rzeki, jak ktoś, kto wie, że popełnił straszliwy błąd, ale nie ma pojęcia, jak z niego wybrnąć. Jego współpracownik, jak się zdawało, też zmienił się od czasu, gdy tylko znaleźli pierwszy samorodek. Był cichy, niedostępny, czujny. Nie podobało mu się to, co czynił Marvery, ale musiał przyznać, że starzec ten ma sporo racji, więc zaciskał jedynie szczęki i krążył wokół brzegu ze spuszczoną głową.
- Pogoda się poprawi, jutro będzie można wznowić poszukiwania. - powiedział w końcu Grayther, dotrzymując kroku starszemu mężczyźnie, który ruszył z wolna wzdłuż rzeki. Stąpali po mlaskającym błocie od strony stojącej na wzgórzu chałupy. Z jej komina unosił się w niebo gęsty dym, zwiastując wieczerzę serwowaną w ciepłych, czterech ścianach.
- I podwoić wysiłki. Jesteśmy blisko, tak blisko… - dodał cicho Marvery, kiwając lekko głową. - Muszę porozmawiać z dziedzicem Skały. Nie wolno nam tracić nadziei i hartu ducha. - staruszek ruszył ostrożnie w stronę namiotu, odprowadzany ciekawskimi spojrzeniami ludzi Lannistera. Dopiero, gdy uniósł poły namiotu i wszedł do środka, zastając w płócianym wnętrzu Aarta, poczuł, jak bardzo był zmarznięty. Po spędzeniu długiego czasu na wietrze żar raził jak smagnięcie po twarzy, jednak z chwili na chwilę ból przeradzał się w słodkie ciepło, pozwalając skupić myśli na rzeczach najważniejszych. A tymi były bez wątpienia poszukiwania. Marvery skłonił głowę z szacunkiem, po czym rozprostował ostrożnie starcze kości i spojrzał spokojnie na dziedzica Skały.
- Pogoda za dzień lub dwa ulegnie znacznej poprawie. Mając siedemdziesiąt dwa dni imienia na karku podobne rzeczy się po prostu wie. - … zwłaszcza dzięki własnej ułomności, dodał w myślach Marvery z cichym westchnięciem. Splótł ze sobą palce dłoni, uśmiechając się lekko do Aarta Lannistera. - Będzie trzeba jednak znacznie większego nakładu pracy. Jesteśmy już blisko, bliżej niż dotychczas, piasek na dnie rzeki robi się miałki… - starzec przerwał na moment, rozkładając delikatnie ręce w geście ni to zadowolenia, ni pełnej otwartości na koleje losu. - … a to oznacza, że już wkrótce samorodki same zaczną wskakiwać w nasze dłonie. - Marvery kiwnął głową, jakby na potwierdzenie swych słów. W rzeczy samej, wystarczyło poczekać do jutra, by wiatr się uspokoił… a później - mieć jedynie nadzieję, że odnalezione złoże okaże się na tyle duże, by pozwoliło zasilić skarbiec Casterly Rock.



    Wystarczy, że zawrzecie w postach informację o tym, iż od rozmowy Aarta z Marverym minęły dwa dni oraz naturalnie wspomnicie o wznowieniu poszukiwań... a wtedy sprawa wielkości złoża zostanie w pełni wyjaśniona!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Wto Maj 27, 2014 1:55 pm

Starości nie można się wstydzić. Jest to przywilej, coś wyjątkowego. Pokazuje, że albo jesteśmy niezwykle waleczni, wręcz niepokonani, albo jesteśmy super szczęściarzami, którzy uniknęli wielu okazji do pożegnania się z życiem. Siwe włosy i długa broda, zmarszczki i garb na plecach to przede wszystkim znaki mądrości. Mądrości, którą niesie doświadczenie. W Westeros pokaźna liczba dni imienia jest rzadkim zjawiskiem. O dziwo nawet w wielkich rodach… A może przede wszystkim w sławnych rodach umieralność starszych ludzi jest na wyjątkowo wysokim poziomie. Zdawałoby się, że mury twierdzy są idealnym miejscem na dożycie sędziwego wieku, nic bardziej mylnego. Świat jest pełen intryg i rządzy władzy. Ciężko jest się utrzymać na powierzchni.
Marvery jest niezwykłym człowiekiem. Wiedza, którą posiada jest niewyobrażalna dla podrostka, jakim jest Aart. Kto by pomyślał, że młody Lew będzie obcował z taką osobą. Zdaniem wszystkich było to dobre posunięcie. Zrobienie ze starca swojej prawej ręki, skutkowało możliwością czerpania po trochu z nieskończonej studni informacji.
Wysłuchawszy wszystkich podpowiedzi i zaufaniu przeczuciom siwowłosego, rozkazał niezwłocznie zebrać jeszcze większą ludzi, część tych, którzy w dalszym ciągu poszukiwali złota u podnóża góry. Przynajmniej połowa z nich przybyła do obozu Lwa dzień po tym, jak po nich posłał. Dwa dni później, po odpowiednim odpoczynku, ruszyły kolejne prace. Te dwa dni były także okresem wzmożonego szykowania sprzętu, tworzenia nowych urządzeń, pomocnych przy poszukiwaniach. Nadzorując wszystko ze swojego namiotu Dziedzic Skały, miał nadzieję na dobre wiadomości. Oby Marvery miał rację, oby tylko ich praca nie poszła na marne. Potrzebne im jest w końcu zwycięstwo, coś co podtrzyma na duchu nie tylko złotowłosego, ale także resztę ludzi, którzy w pocie czoła uwijali się w poszukiwaniu czegoś, co mogło okazać się jedynie legendą…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sob Maj 31, 2014 6:00 pm


MG

Doświadczenie starca bądź zwykły łut szczęścia - jakkolwiek nie brzmiała przyczyna, dzięki której po dwóch dniach poszukiwania mogły zostać wznowione... najważniejszym było, iż przyniosły oczekiwany efekt. Zwiększona liczba poszukujących samorodków ludzi, polepszenie pogody, zaangażowanie oraz, rzecz najistotniejsza, determinacja w najczystszej postaci stały się idealnie wyważonymi składnikami, dzięki którym możliwy był sukces Aarta Lannistera. Marvery nie mylił się mówiąc, że cierpliwość oraz zdwojenie środków pomoże w osiągnięciu zwycięstwa - zarówno w walce z przyrodą, jak i wciąż słabnącym hartem ducha.  W myślach dziedzica Skały wciąż żywy był moment, gdy odnaleziono pierwszy zarodek złota. Niewielka grudka, wyglądająca niczym odrzutek wyrodnej matki, rozpaliła w potomku Lwów nadzieję, która nie wygasła nawet podczas najcięższego sztormu nawiedzającego obóz Lannistera. Właśnie ten płomień, stawiający opór wszelkim przeciwnościom losu, pozwolił podjąć ludziom Aarta dalszą pracę. Pracę, która przyniosła zaskakujący skutek...


***


- Niech mnie Inni w rzyć rżną! - gruby, niski głos poniósł się echem nad rzeką z taką gwałtownością, że wszyscy pracujący w wodzie mężczyźni poderwali głowi zaniepokojeni, poszukując źródła dźwięku. Okazał się nim niski, krępawy mężczyzna, z brodą tak gęstą i skołtunioną, iż przywodziła na myśl kępę krzaków porastającą zamkowe ruiny. Jego palce, mokre i pomarszczone od wody, zaciskały coś kurczowo w pięści, którą niewysoki człowieczek wymachiwał energicznie. - Znalazłem! ZNALAZŁEM!
Euforia pobrzmiewająca w jego głosie, tak nieposkromiona i dzika, wywołała z namiotów Marvery'ego oraz towarzyszącego mu Dornijczyka. Starzec nie musiał podchodzić do krzyczącego mężczyzny, by przekonać się, co wywołało ten wybuch radości. Wszak jej przyczyna była wszystkim znana.
Złoto.
W obozie wybuchła euforia, której próżno było szukać wśród ludzi Lannistera przez ostatnie dni, a nawet tygodnie - z gardeł mężczyzn, jak za rozkazem, wydobyły się okrzyki, które w najłagodniejszy sposób można określić  "radosnymi". Śmiech, ryk szczęścia, chlupot wzburzonej wody, przez którą ku krępemu mężczyźnie biegli kompani - wszystko to wywabiło z namiotu Aarta, zaskoczonemu oraz na swój sposób zaniepokojonemu tak nagłą zmianą sytuacji. Wzrok dziedzica Skały wychwycił stojąco nieruchomo Marvery'ego, którego ramiona unosiły się lekko i opadały w kolejnych spazmach szlochu. Niewiele jest sytuacji, gdy mężczyzna może ronić łzy - lecz bez wątpienia jedną z nich było odnalezienie żyły złota w pobliżu Nunn's Deep. Lannisterowi wystarczyło jedno spojrzenie na starca, by odpowiedź narodziła się sama.
Znaleźli złoto.



    Sytuacja wygląda następująco - zgodnie z wynikiem rzutu kostką, na sitach każdego kolejnego dnia pracy pojawiają się niewielkie zarodki złota, nie są one jednak gwarancją trafionej inwestycji. Wydobycie oraz wytopienie kruszcu jest jak najbardziej możliwe, jednak koszta jego eksploatacji zostaną pokryte w dużej mierze przez zyski, które uda się uzyskać. Dalsze informacje prześlę na PW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Pon Cze 02, 2014 11:59 pm

Złoto. Złoto. Złoto. To słowo szybko rozeszło się po całym obozie, żeby potem przerodzić się w okrzyki zadowolenia i ulgi, że cała praca nie poszła na marne. Dayne tez był szczęśliwy - niby będą musieli zacząć pracować jeszcze więcej, ale tym razem z pewnym skutkiem. To należało uczcić. W jakiś sposób. Pamiętając swoje rozmowy z ludźmi na przestrzeni dni wiedział, że wina nie mieli wystarczająco dużo na huczne świętowanie. Będzie trzeba to przełożyć do powrotu do miasta.

Podszedł roześmiany do swojego kuzyna.
- Mamy to. Cholera, Aart, mamy to! - zaśmiał się. Nie rozważał tak naprawdę co będzie jak znajdą złoto. Liczył na to, że jego znaczny wkład w poszukiwania zostanie doceniony przez Lannisterów. Ale nie oczekiwał obsypania bogactwem, które znaleźli. Raczej pomocy w budowaniu rody Dayne od nowa, tym razem na zachodzie. Szukając złota myślał o tym bardzo dużo i zdecydował, że jeśli kiedykolwiek pojawi się możliwość, aby to on podejmował decyzje jako głowa rodu, to złoży przysięgę wierności Lannisterom. Jak najdalej od Dorne i tego bałaganu, który narobił jego ojciec. - Ale co teraz? Ściągamy resztę ludzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Wto Cze 03, 2014 12:18 pm

Czas spędzony w Nunn’s Deep pomógł Aartowi dostrzec upór i pracowitość wszystkich mieszkańców Zachodu. Ochotnicy, którzy przybyli tu razem z nim aż z Lannisportu, ludzie, którzy pomagali z nadzieją na polepszenie się gospodarki ich okolic, teraz biegali szczęśliwi i nawzajem poklepywali się po ramionach.
Gdy tylko usłyszał o znalezieniu żyły złota, postanowił odnaleźć Marverego. Starzec stał, jakby oszołomiony po części swoim osiągnięciem i cicho szlochał. W końcu się do czegoś przydał, w końcu ktoś ponownie pokłada w nim wielkie nadzieje, w końcu odnajdzie swoje miejsce, teraz u boku dziedzica Skały. Aart szybko podszedł do starca i położył dłoń na jego ramieniu.
- Wiedz, że to nie koniec. Mamy jeszcze kilka miejsc, gdzie mogłoby być złoto. Dlatego też dobrze byłoby, gdybyś już zaczął szykować się do wyjazdu…- siwowłosy spojrzał w jego oczy, napotkał jedynie radosny wzrok  połączony z aprobatą zachowań wszystkich dookoła.
- Dziękuję ci, że zdecydowałeś się mi pomóc. Wiedz, że nie zostanie ci to zapomniane….- zakończył odchodząc. Ruszył w stronę kuzyna, który również wniósł duży wkład w odniesiony sukces.
Przytulił Argiela i spojrzał na niego szczęśliwy jak nigdy dotąd. Po ostatnich porażkach w końcu może wrócić do Casterly Rock z podniesioną głową.
- Cały czas mamy nadzieję, że w końcu zobaczę twoją roześmianą mordę kuzynie. - powiedział śmiejąc się głośno. -Chodźmy do namiotu. Mamy kilka spraw do przedyskutowania.- wskazał ręką kierunek.
Na miejscu szybko nalał wina do swojego pucharu jak i naczynia Argiela, po czym zasiadł na swoim miejscu.
- Zostaniesz tutaj, aby pokierować pracami nad budową infrastruktury. Trzeba postawić kuźnie, baraki do mieszkania. Zostaną tu z tobą tubylcy, którzy przyszli z pomocą. Nie będziemy musieli wydać aż tak wielu pieniędzy na ich utrzymanie. Niektórzy mogą dojeżdżać tu ze swoich domów… Poza tym wyznaczysz 100 osób, które przyjechały tu z nami, jeśli będą chętni, to zostaną tutaj, aby pracować. - wydał dość długie polecenia. Miał nadzieję, że Argiel podejmie właściwą decyzję odnośnie swojego losu.
- Do obrony pozostawię ci 250 rycerzy. Zostaną tu do czasu, aż nie zbudujecie dookoła kopalni muru ochronnego.- dodał. Ważne znalezisko nie może być pozostawione same sobie. Zaraz podnieceni pozytywnymi wieściami ludzie zjadą się tutaj, aby uszczknąć chociaż rąbek bogactwa dla siebie.
- I zrób coś z tymi ludźmi w chacie. Albo chcą pracować w kopalni, albo masz się ich stad pozbyć…- zakończył.
Popijając wino zawołał jednego ze strażników. Kazał mu zacząć pakować jego rzeczy i ogłosić mobilizacje do wyjazdu. Chciał wrócić do Casterly Rock i zacząć obmyślać kolejną misję poszukiwawczą. Trzeba kuć żelazo póki gorące. Gdy tylko ekspedycja była gotowa, ruszyli w drogę powrotną do domu.
/zt/

/Chujowy post, przepraszam, nie mam weny. T_T //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Pią Cze 13, 2014 11:34 pm

Aart odjechał, zostawiając swojemu kuzynowi dość jednoznaczne rozkazy. Ale czas na to miał być jutro. Dzisiaj ludzie cieszyli się znalezieniem złota, rankiem wrócą do ciężkiej pracy, ale pełni nowych sił - tak przynajmniej myślał Argiel. Już nie raz zdarzyło mu się pomylić.
Nastał wieczór. Dayne przejął namiot Lannistera i tam się zastanawiał nad wszystkim. Włącznie ze stojącym przed nim kielichem wina i leżącym obok naczynia medalionie. Chwycił biżuterię w dłoń i na przemian otwierał i zamykał, patrząc na herb Arrynów. Myślał o Jane. O tym, że wszystko co tu robią robi nie tylko po to, żeby odzyskać dobre imię i ratować swoją rodzinę. Robił to też dla niej. Żeby mogła legalnie stać się jego Lady, a nie tylko nieoficjalną narzeczoną.

Rankiem od razu wydał rozkazy. Wszyscy do pracy, żołnierze na posterunkach. A on i trzech wybranych przez niego rycerzy udali się do domu, którego mieszkańcy stanowili pewną komplikację. Argiel zapukał, po czym od razu uniósł dłonie do góry. Nie miał przy sobie miecza, a jedynie nieodłączny toporek.
- Nie zrobimy wam krzywdy! - zawołał. - I wiem, że tak wołałby ktoś, kto chciałby was skrzywdzić, ale to nie my. Nazywam się Argiel Dayne, jestem kuzynem... Może nawet wujem Aarta Lannistera i jego wysłannikiem. Lannisterowie to ród, który zawsze spłaca swoje długi i jeśli nas wpuścicie, to nie pożałujecie!
Chciał głęboko wierzyć w to co mówił, ale wiedział, że jeśli rozmowa pójdzie źle... mogą żałować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sob Lip 26, 2014 4:05 pm


MG

Przez te dni, podczas których ludzie dziedzica Skały przeszukiwali dno rzeki, uparcie brodząc po kolana w wodzie i szukając upragnionego złota, obraz chaty stojącej nieopodal nie zmienił się ani odrobinę. Gdy tu przybyli, wydawało się oczywistym, że jest ona zamieszkana - świadczyły o tym zadbane zarośla winnych krzewów oraz wyciągnięta na brzeg łódź z oczywistymi śladami użytkowania. Jednak w ciągu tych kilku dni mieszkańcy nie dawali znaku życia. Chałupa wydawał się... opuszczona, choć niektórzy przysięgali, że widzieli jakąś postać przemykającą wczesnym rankiem, bądź późnym wieczorem, aby doglądnąć zwierząt w oborze. Nieraz widziano także cień w maleńkiej okiennicy, jednakże żaden z mieszkańców nie kwapił się, aby powitać ludzi Lannistera, ani tym bardziej pomóc im, przyłączając się do poszukiwań.

***

-Dziadku, kiedy oni stąd pójdą? - szepnęła jękliwie mała dziewczynka, siedząca w kącie i owinięta wełnianym kocem. Od momentu, gdy zjawili się tutaj obcy nie mogła opuszczać chaty. Po raz pierwszy w swym kilkuletnim życiu widziała tylu ludzi! Wcześniej jej świat ograniczał się jedynie przecież do tej ziemi oraz płynącej rzeki, więcej nie było potrzeba ani jej, ani rodziców, ani nawet dziadkom.
-Cicho być - warknął mężczyzna zapewne będący jej dziadkiem.
Ciemnobrązowe włosy przyprószyła już siwizna, na twarzy zaś liczne troski na przestrzeni pięćdziesięciu lat żywota utworzyły siatkę głębokich zmarszczek oraz przebarwień. Reynard mieszkał w tej chałupie od lat dziecięcych. Wcześniej należała do jego ojca, a jeszcze wcześniej do dziada - to było ich miejsce na ziemi. Prowadzone przez ich życie było skromne, wypełnione ciężką pracą oraz kłopotami, jednakże przede wszystkim było proste. I szczęśliwe. Nie wiedzieli nic o wielkich panach i toczonych przez nich rozgrywkach politycznych. Nie chcieli nawet wiedzieć. Reynard i jego rodzina, a mianowicie żona, syn z synową i ich dziatki oraz młodsza córa, której dopiero szukał chłopa - ciężko tutaj pracowali i żyli spokojnie, samotnie. A nagle zawili się tutaj obcy, przywłaszczając brzeg rzeki jakby należał do nich od zawsze, jakby to oni każdego dnia łowili w niej ryby i zamartwiali się, czy czasem nie wystąpi z brzegów.
Pierwiosnek, bo tak miała na imię dziewczynka, chciała podejść i przytulić się do dziadka, który był człekiem surowym, lecz w ostateczności - nigdy nie szczędził jej czułości. Nie mogła jednak tego uczyć, do drzwi chałupy bowiem... ktoś zaczął walić. A głos obcego człowieka przerwał ciszę.
-Schowaj się - szepnął Reynard, a Pierwiosnek uciekła do drugiej izby, gdzie ojciec ostrzył kosę, zaś matka z babką wyplatały wiklinowy kosz.
Mężczyzna stanął przy drzwiach, które chronił rygiel. Ciężkie westchnienie wyrwało się ze starczej piersi, a w sercu gnieździł się jedynie niepokój. Czego mogli od niego chcieć? Był uczciwym człekiem. Nigdy niczego nie ukradł, nigdy nie robił bliźniemu tego, co jemu samemu byłoby niemiłe. Nikomu nie działał na szkodę i modlił się do bogów, o których opowiadał jeden z wędrownych septonów, raz na dwa, trzy lata zahaczający o to miejsce w swej nieustannej podróży.
-Czego tu chcecie? - zawołał chłop, nie otwierając jeszcze drzwi i ściskając w dłoni toporek, będąc gotowym, by... bronić swej rodziny i ojcowizny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
80
Join date :
24/10/2014

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sob Sty 31, 2015 10:06 am

- Był sobie niedźwiedź,
wierz, jeśli chcesz,
czarno-brązowy,
KUDŁATY ZWIERZ!
- zaczął nową piosenkę bard,  dumnie krocząc obok Lamira.  
W gwoli ścisłości,  dumnie tak kroczył od bez liku,  paru dni zabawiając ich różnymi balladami. Oczywiście wszyscy jego wojacy,  a także ludność cut niższego szczebla była zadowolona z ów zaszczytu.
Oczywiście nic nie jest kwestią przypadku, jak mawiał jeden zgrzęda z wioski nieopodal. Zawżdy kompania Lamira wyjechała z wielkiego,  cudownego i najpiękniejszego zamku -  zaczął padać deszcz. I padał,  I padał. A później znowuż padał. Młody Lannister już z początku wyprawy nauczył się paru,  nieproszonych umiejętności. Wiedział już wszystko o rodzajach deszczu. Raz spadał ciężki, którym odbijał się od zbroi i hełmu niczym kamyki lecące z nieba, a nagle wszyscy czuli jak ich twarz niemiłosiernie siekał deszcz skośny, który uwierzcie - potrafił zniszczyć piękny dzień.
Pewnego takiego dnia,  dwa dni po wyjeździe z Casterly Rock,  drużyna Lamira odpoczywała z obszernej i dość zacnej karczmie "Pod Wielkim Lwem". Słowa miały być pierwotnie złote, bo możliwe że taki był zamysł właściciela - lecz teraz utrzymywały swój beznadziejny, brzydki, wyglądający jak mocz żółty napis.
Po krótkiej chwili odpoczynku, Lamir zamierzał znowuż ruszyć w drogę. Lecz ruszyć musiał z dwudziestolatkiem którym był podobno bardem. Trzeba było przyznać - na barda nie wyglądał. Podniszczoną tunikę zakrywał gruby,  brązowy płaszcz. Buty niegdyś prawdopodobnie czarne, teraz były bliskie szarawemu kolorowi. Oczywiście nie mogło zabraknąć lutni, która chyba najlepiej prezentowała się w tej personie. Lamir nie wiedział czy ów młodzieniec ukradł ją,  czy może wygrał. Jakoś go to nie interesowało. Dopóki ten nie zaczął przebywać w jego towarzystwie.
Oczywiście nie mógł go przegonić, a żołnierze tylko potęgowali ten stan. Więc bard został, a w kompanii od razu zrobiło się raźniej i weselej.
- Niedźwiedziu!
czy iść na jarmark chcesz?
Jak to na jarmark,
wszak dobrze wiesz,
że jestem niedźwiedź,
KUDŁATY ZWIERZ!
- piosenkę pochwyciła drużyna Lamira,  która teraz z uśmiechem na twarzy szła raźno nad rzekę.
Kompania ów powiększyła się do prawie sześćdziesięciu osób wliczając w to żołnierzy z Casterly Rock. Wieść o złocie szybko się rozeszła, więc każdy chciał mieć w tym udział. Młody lew nie miał nic przeciwko temu, im było więcej rąk do pomocy - tym lepiej dla Lannisterów.
Jadąc wzdłuż dość płytkiej odnogi Nunns Deep, drużyna zobaczyła powoli zarysy jakiejś wioski. Z oddali nie było dokładnie widać co tam się znajduje, ale według planów - to powinno być tu. Żołnierze którzy szli na przodzie, przy Lamirze chyba też zauważyli to skupisko, i doszli do tych samych wniosków, gdyż diametralnie zmienili szybkość marszu.
Lew już nie mógł się tego doczekać, targały nim mieszane uczucia. Z jednej stron chciał pokazać że już nie jest dzieckiem,  że potrafi. Z drugiej jednak, bał się porażki. Klęski i bycia pośmiewiskiem,  i tym "którym zniszczył szansę Lannisterów".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sob Lut 07, 2015 12:54 pm

Wątek prowadzi i nadzoruje: Aylward Baratheon


Nieustannie siąpiący, lejący, zacinający deszcz był jedną z niewielu przyczyn, która mogłaby popsuć humory ludzi Lannistera (oraz – rzecz jasna – samego Lwa) zmierzających ku… lepszej przyszłości? Majacząca w oddali wioska, zasnuta ciągnącą znad rzeki mżawką sprawiała wrażenie odrealnionej, zupełnie jakby znużony nauką maester nakreślił ją na stronnicy pergaminu kilkoma pociągnięciami pióra – o prawdziwości misji świadczył jednak ziąb, który przenikał gruby przyodziewek przybyszów z samego Casterly Rock. Jesienna pogoda i górski klimat stanowiły połączenie, które nawet u najtwardszego mieszkańca Północy mogłyby budzić skojarzenia z rodzinnymi stronami. Nic zatem dziwnego, że w sercach podróżników jęła rodzić się coraz wyraźniejsza ulga, gdy tylko znaleźli się na tyle blisko celu swej wyprawy, by móc ujrzeć dym unoszący się z kominów naprędce skleconych chat.
Wioska liczyła nie więcej niż dwanaście sadyb z drewnianych bali – i choć tuzin wydawał się liczbą znikomą, znacznie istotniejszą rolę odgrywała tu wielkość chat: każda z nich pomieścić mogła mendel mężczyzn, którzy udawali się doń na odpoczynek po ciężkim dniu pracy nad rzeką. Odkąd tylko Aart Lannister odkrył złoża w nurcie Tumblestone, ku tutejszym terenom jęli wędrować mężczyźni szukający okazji do zarobku – nie zatrudniono ich co prawda do procesu przeczesywania dna rzeki, okazali się jednak przydatni w wycince drzew i budowie chat dla zmierzających z Casterly Rock posiłków. Z powodu osiedlania dotychczas malownicza okolica znacznie straciła na swym uroku – gęsty las został przerzedzony, zwierzyna na przestrzeni wielu mil wypłoszona, a zbocza niewielkiego wąwozu wyżłobionego przez erozję na przestrzeni tysięcy lat – wyrównane. Praca trwała dniami, tygodniami, miesiącami, aż w końcu nie pozostało nic innego… jak rozpocząć wydobycie kruszcu. Maszyny niezbędne do tego procesu ulokowane już zostały nad nurtem rzeki, która przez znaczne opady deszczu wezbrała w swym nurcie – była to rzecz jasna jedynie chwilowa przeszkoda…
… choć już wizja nadchodzącej zimy mogła budzić znacznie większe obawy. Tnący mróz i opady śniegu uniemożliwią wydobycie grudek kruszcu, o czym bez wątpienia wiedzieli wszyscy zmierzający ku wiosce mężczyźni.
Czas był na wagę złota. Dość dosłownie.
Gdy tylko do sadyb dotarł donośny śpiew przybyszów z Casterly Rock, ku delegacji natychmiast wysłany został liczący nie więcej niż osiemnaście dni imienia młodzieniec – wyraźnie zaaferowany swą misją, kroczył przez ciężką mżawkę, wciskając podbródek w kołnierz i za wszelką cenę starając się powstrzymać szczękanie zębami. Uczucie zimna opuściło go jednak równie prędko, jak się pojawiło – wszystko to za przyczyną zbliżającego się oddziału Lannistera. Chłopak uniósł rękę w geście pozdrowienia i ostatnie kilkadziesiąt jardów pokonał truchtem, starając się rozgrzać zziębnięte kości.
- Na Siedmiu, trafiliście chyba w najbardziej gówniany dzień. – rzucił na powitanie, wodząc wodnistymi oczami po gościach ze Skały. Musiał kilkakrotnie pociągnąć zaczerwienionym nosem, nim w końcu udało mu się powstrzymać nieprzemożoną ochotę smarknięcia w rękaw. – Czy ser Lamir wam towarzyszy, jak głosiła treść listu? – ciemne brwi zmarszczyły się nieznacznie, gdy wzrok młodzieńca zamiar na kilku potencjalnych Lannisterach – tych zaś było blisko z dwa tuziny; co jeden – to blondyn, co drugi – to twarz buńczuczna, a spod grubych, podróżnych płaszczy ciężko było dojrzeć, kto nosi wams wyszywany złotem, kto zaś łaty na przetartych spodniach. Chłopak przezornie ukłonił się przed wszystkimi zebranymi i odkaszlnął cicho, owijając szyję kawałkiem zabrudzonego szala.
- Jam Garreth Hills… z tych Hillsów. – bękart potoczył zamaszystym gestem nad głową, wyraźnie sugerując, że nie wie, kto jest jego ojcem i – prawdę powiedziawszy – gówno go to obchodzi. Wiedział jednak, iż należy się przedstawić, nim kogoś zaciągnie się do własnej chaty – zwą to podobno dobrym wychowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
80
Join date :
24/10/2014

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sro Kwi 08, 2015 2:34 pm

Zanim młodzieniec skończył gadać, śpiewy ucichły. Lamir w duchu pomodlił się do Siedmiu i uśmiechnął. Wreszcie tu dotarł, dotarł i miał wyraźny cel. Oczywiście spodziewał się huczniejszego przywitanie, ale i tak był rad kiedy zobaczył postać zmierzającą w ich stronę.
Chociaż młodemu Lwu( I zapewne reszcie drużyny, na czele z Bardem) był ciepło, nie był tego powiedzieć o ów chłopcu. Mimo całej zawieruchy, Lamir dalej miał bystry wzrok i zauważył tłumione dreszcze u młodzieńca. Kiedy tylko chłopak się przedstawił, Młody Lew zeskoczył z konia i stanął przed Garrethem, ponaglając jednego z swoich ludzi ażeby dał mu zapasowy płaszcz. Po dosłownie kilku sekundach płaszcz był już w rękach bękarta, a Lamir uśmiechnął się do niego ponuro.
- Nie stójmy tu jak te osły na deszczu i ruszajmy ku lepszej przyszłości! - rzekł z wyraźną ironią Młody Lew i jednym, zwinnym ruchem dosiadł swego rumaka.
- Zmieniło się coś od wyjazdu mojego braciszka? Złoto już jest wydobywane? - zapytał z sarkazmem i wnet wydał rozkaz do wymarszu.
Kiedy zbliżyli się do skupiska ludzi - gdyż na pewno nie można było tego nazwać wioską, entuzjazm Lamira zmalał. Może i nie spodziewał się wielkiego miasta i legionów ludzi którzy nawet w taką pogodę wydobywali jakże cenny kruszec, ale kilka chat na krzyż postawionych przy strumieniu zadziałało na Młodego Lwa jak kubeł wody. Maszyny tylko odrobinę poprawiły wizerunek tego miejsca, ale nic poza tym.
Lamir złapał się na tym że psioczył i nie opiewał optymizmem, ale przecież po to tu był! Przybył ażeby doprowadzić to do takiego stanu, jaki uważał za słuszny i przynieść chwałę jego rodu. Ale najbardziej sobie, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sob Kwi 18, 2015 8:12 pm

Umiarkowany entuzjazm (czy też jego brak) przejawiany przez Lamira Lannistera nie był niczym nadzwyczajnym w prowizorycznej wioseczce rozbitej tuż nad lewym dopływem Tumblestone - odkąd tylko ziemie Zachodu jęła nawiedzać jesienna pogoda, niosąca ze sobą zimne deszcze i jeszcze zimniejsze temperatury, niemal histeczyna gorączka złota znacznie zmalała. Oddelegowani do pracy mężczyźni z dnia na dzień coraz dotkliwiej odczuwali psią porę roku, poszukując ucieczki przed brutalną rzeczywistością w mętnym ale i marnym winie - alkohol pozwalał rozgrzewać kości, a także - paradoksalnie - podrywał ręce do pracy w mokrym lesie. Budowa maszyn oraz postawienie chat pozwalały na oderwanie myśli od odcisków na dłoniach oraz przyodziewku przesiąkniętym mżawką aż do bielizny... i choć nikt nie nazwałby pracujących tu ludzi zapchlonymi leniami, pojawienie się wnuka obecnego Lorda Casterly Rock mogło znacznie podnieść morale robotników. Tak już było z nisko urodzonymi - wystarczała sama obecność szlachetnie urodzonego oraz kilka grzecznościowych słów skierowanych pod ich adresem, by odczuwali niemal dozgonną wdzięczność wobec swego pana.
Zupełnie jak psy.
Garreth Hills niczym się nie różnił od dziesiątek, setek, tysięcy swych pobratymców - wystarczyło, by ser Lamir Lannister podarował mu jeden z wielu wełnianych płaszczy spoczywających na wozach, a w sercu młodzieńca zakiełkowała wdzięczność tak wielka, iż jedynie błoto powstrzymało go przed padnięciem wnukowi Lorda do stóp. Bękart zamaszystym gestem zarzucił na plecy ciężki materiał, otulając się nim szczelnie i z szacunkiem skłaniając głowę przed rosłym złotowłosym mężczyzną, który jako pierwszy zabrał głos, niemal natychmiast zaznaczając swą pozycję pośród zbieraniny reszty żołdaków.
- Lepsza przyszłość, ser... - kąciki ust Garretha podskoczyły nieznacznie do góry, gdy przeniósł wzrok na szumiący nurt rzeki. - ... tylko czeka, by po nią sięgnąć. - usta bękarta rozciągnęły się w uśmiechu, kiedy pokręcił energicznie głową, strzepując z mokrych włosków kropelki wody. Droga powrotna ku osadom w towarzystwie ser Lamira okazała się znacznie przyjemniejszą wędrówką niźli przed kilkoma chwilami - choć same chaty nie prezentowały się zbyt godnie w gęstej mżawce (kilka chat z chropowatymi dechami zamiast ścian, pomyślał z dziwnym zgorzknieniem Hills), stanowiły w oczach pracujących przy wydobyciu złota niemałe osiągnięcie... przynajmniej zaś większe od samego pozyskiwania złóż kruszcu.
- Nie będę łgał w żywe oczy, ser. - bękart uniósł energicznie dłoń, pozdrawiając oddalonego o kilka jardów, zakapturzonego mężczyznę, który dość energicznie pozbawiał pieczone gęsie udo mięsa. Garreth pchnął mocno skrzypiące drzwi najbliższej z chat, przepuszczając w nich ser Lamira Lannistera oraz kilku jego najbliższych towarzyszy; na resztę oczekiwały inne sadyby, gdzie - podobnie jak w tej, do której wszedł bękart wraz z Lwem - huczał ogień, przyjemnie rozświetlając oraz ogrzewając pomieszczenie. Już na pierwszy rzut oka dało się ocenić, iż pracujący przy wydobyciu mężczyźni nie żyją w szczególnie luksusowych warunkach (na dobrą sprawę nie miały nic wspólnego z luksusem) - pod jedną ze ścian złożone były sienniki, stanowiące prowizoryczne miejsce odpoczynku, pod przeciwną zaś - szerokie ławy oraz zbite z kilkunastu desek stoły, na których już oczekiwały gliniane misy z parującym jadłem. Garreth Hills zachęcająco wskazał dłonią siedziska, czekając, aż Lannister oraz jego towarzysze zajmą miejsca.
- Odkąd ser Aart opuścił okolicę, prace nieco zwolniły. Pod jego nieobecność nadzorował je wasz kuzyn, ser Argiel Dayne, lecz... - bękart zamilkł nagle, marszcząc nieznacznie nos i wbijając spojrzenie w trzaskające płomienie w kominku. - ... cóż, jak powszechnie wiadomo, przed dwoma księżycami odnaleziono go w Dorzeczu.
Zmasakrowanego i pozbawionego głowy, dodał w myślach Hills, zasiadając przy stole i sięgając po drewnianą łyżkę - zachęcająco parująca zupa z brukwi była wizją na tyle przyjemną, iż bękarta nie zraziło nawet wspomnienie śmierci Argiela, która ani chybi nie należała do szczególnie... delikatnych.
- Od tamtej pory wydobycie utrudniała pogoda, woleliśmy zresztą zadbać o wybudowanie chat oraz stabilniejszych maszyn, które nie ulegały zniszczeniu po tygodniu spędzonym w nurcie. - Garreth westchnął cicho, zanurzając łychę w gęstej zupie.
Coś podpowiadało mu, iż obecność Lamira w końcu przerwie panującą stagnację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
80
Join date :
24/10/2014

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Pon Kwi 20, 2015 6:23 pm

Wchodząc do chaty poczuł to co raczej poczuć miał. Smród kilkunastu niemytych ciał doprawdy przyprawiał o mdłości, a wilgoć która unosiła się w powietrzu wcale nie poprawiła sytuacji. Zupa jednakże pachniała wręcz jak danie z królewskiego stołu w porównaniu do reszty... wszystkiego.
Poczuł także coś innego, oczęta wszystkich chłopów(i chłopek jesli były tam jakieś) na sobie, a w nich znużenie, u niektórych charakterystyczny błysk w oku, zrezygnowania no i oczywiście od momentu pojawienia się młodego Lwa, bezmiar radości i nadziei.
- Kiedy tylko się wypogodzi, pracę muszą ruszyć. Rozumiem że teraz kiedy z nieba strugi wody lec niby z rzygacza pracować się nie da, więc cierpliwie poczekam. - powiedział Lamir i rozejrzał się czy aby wszyscy się z nim zgodzili. Oczywiście było tak, jak się spodziewał - wszyscy zgodnie kiwali głowami.
- Skoro świt, jeśli pogoda będzie nam sprzyjać, rozejrzę się po okolicy. Oprowadzisz mnie po okolicy Garreth, nieprawdaż - rzekł do młodzieńca który go tu przyprowadził i usadowił się obok niego, pokazując swoim ludziom ażeby zrobili to samo.
- Moi towarzysze mogą dostać ciepłą strawę? Ten gówniany deszcz wysiąknął z nas całe ciepło. - dopowiedział młody Lew i ściągnął przemoczony i cholernie ciężki płaszcz.
- Są jakieś problemy ze zbójami, albo czymkolwiek innym? Nie mam serca wystawić moich ludzi na tą pogodę, ale jeśli jest jakieś zagrożenie to... - Wystawie ich na ten cholerny deszcz i te cholerne zimno. .
Po chwili Lamir dostał zupę, taką samą jak reszta ludzi.
- Siedzimy razem w tym gównie. - powiedział do kucharza" i upewniwszy że jego ziomki dostały strawę sam zaczął po chwili siorbać gorącą zupę.
Kiedy zjadł, dostał kufel ale do ręki i odwrócił się do bękarta.
- Jak wygląda sytuacja z górami i innymi złożami złota? Ktoś wyruszył ażeby szukać złóż, czy wszyscy siedzieli na dupie w jednym miejscu? - zapytał i rozejrzał się po pomieszczeniu. Mimo że była już późna pora, większość ludzi jeszcze nie spała. Wszystkich ożywiła wieść o pojawieniu się Lamira i ani myśleli iść spać nie obgadawszy sprawy. Za to ludzie młodego Lwa miały ten cały harmider głęboko w tyłku i czym prędzej pousypiali z (przynajmniej!) sztyletem w ręku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sro Maj 06, 2015 10:44 pm

Smród nie był jedynym przykrym aspektem, który nękał mężów pracujących nad lewym dopływem Tumblestone - o ile do przykrego odoru potu, niemytych ciał, jednolitej strawy oraz płynów ustrojowych węch z czasem był zdolny przywyknąć... o tyle organizm z trudem oswajał się z opadającymi temperaturami; nieustannie powtarzane przez Starków motto w końcu jęło się sprawdzać, o czym świadczył poranny szron osiadający na wciąż zielonej trawie, a także - o czym doskonale wiedzieli ci, którzy przebywali na brzegu rzeki od samego początku wyprawy - coraz chłodniejszy nurt wody. Praca jednak trwała tak długo jak tylko było to możliwe: wiele (zwłaszcza złego) można było powiedzieć o przebywających tu mężczyznach... lecz nikt nie nazwałby ich leniwymi bądź niegościnnymi - o czym przekonał się sam Lamir Lannister, wkraczając w wieczorny zaduch drewnianej chaty.
Ku młodemu Lwowi ze Skały natychmiast pomknęły spojrzenia wszystkich zebranych w pomieszczeniu - nie było w tych słowach choć krztyny przesady, choćby cienia nadużycia, nawet najmniejszego okruchu fałszu; ludzie prości nieczęsto widywali szlachetnie urodzonych, kiedy zaś nadarzała się ku temu okazja, były to zwykle spojrzenia posyłane zza potężnych zbroi strażników i ponad głowami reszty gapiów. Tak bywało z tymi Lordami - trwali w swych zamkach niczym Siedmiu w niebiosach, o swym istnieniu dając znać dopiero, gdy domagali się datków...
... lecz tym razem było inaczej. Zupełnie inaczej.
Pracujący przy płukance mężczyźni (oraz nieliczne kobiety, które zajmowały się tak błahymi sprawunkami jak pranie czy zaspokajanie męskiej chuci) mogli bowiem spoglądać wprost na wnuka Lorda Caserly Rock - wnuka co prawda zmęczonego podróżą i przemoczonego... lecz jak najbardziej realnego. Oddychali z nim jednym powietrzem i stąpali pod tą samą strzechą, co samo w sobie stanowiło precedens, o którym przyjdzie opowiadać dziatkom z wypiekami na policzkach. W tej hierarchii najbardziej uprzywilejowaną pozycję zajmował bękarci młodzik, który wziął na swe barki trudy konwersacji z możnym Lwem - jednakże po zaledwie kilku wymienionych z Lannisterem słowach... nie mógł żałować podjętego ryzyka.
Kto wie? Kto wie, co przyniesie los? Jakie nagrody, awanse i tytuły? Wszystko zaś za wierną służbę i pomocną postawę, czego Hillsowi nie brakowało.
- Deszcz najpewniej ustanie nad ranem. - młody bękart przytaknął ochoczo, nie zważając na zupełnie nowy (czy też - nowo podarowany) płaszcz, który przy równie gwałtownych ruchach mógł bliżej zasmakować cebulowej zupy. - W samą porę, byś mógł wypocząć, panie. - dodał Garreth, obracając w palcach suchą pajdę chleba i obserwując spokojnie, jak dwie wyjątkowo szpetne dziewki serwują Lamirowi oraz jego kompanom głębokie, drewniane miski parującego i zadziwiająco smakowicie wonnego jadła. Bękart wyprostował się nieznacznie, gdy Lannister wypowiedział jego imię - zwykle w ustach szlachetnie urodzonego oznaczało to bolesną karę kilkunastu batów za skradzioną kurę...
... ale nie tym razem.
Tym razem nic nie było jak zwykle.
- Wspólna wyprawa po okolicy będzie dla mnie zaszczytem, ser. - wymamrotał w końcu Hills, zanurzając w gęstej zupie zmaltretowaną pajdę chleba, gorączkowo rozważając, gdzie zabierze Lwa ze Skały. Góry po opadach nie są szczególnie przyjaznym terenem do konnych wędrówek, przeto będą musieli udać się pieszo, nieco ograniczając zasięg swej podróży...
... lecz ostateczna decyzja i tak należała do Lannistera, z czego Garreth doskonale zdawał sobie sprawę i czego nie miał zamiaru podważać - zwłaszcza w obliczu faktu, iż posiadł niepowtarzalną szansę... wkradnięcia się w łaski? Cóż, nikt nie miał złudzeń, że w przypadku Lwów nie jest to łatwym zadaniem...
- Dotychczas nikt nie nękał nas swoją obecnością, okolica zdaje się bezpieczna, niemal wyludniona. Kilkanaście mil na południowy-zachód znajduje się najbliższa wioska, tam dotychczas zaopatrywaliśmy się w ser, mleko, chleb i... - głos bękarta zamarł na krótki moment, zupełnie jakby Hills zastanawiał się, czy powiedzieć prawdę - dość szybko uznał jednak, iż okłamywanie Lwa jeszcze nigdy nie wyszło żadnego bękartowi na dobre. - ... dziwki. - zakończył Garreth, niemal natychmiast wpakowując do ust łyżkę z roztworem zupy oraz chleba. Jego umysł w tym czasie pilnie chłonął słowa Lannistera, kreując w myślach prędką odpowiedź, która padła niemal natychmiast po zadaniu przez Lamira pytania.
- Ser Argiel miał się udać w tamte tereny, jednak po jego śmierci... - Hills odłożył łyżkę, wyraźnie szarzejąc na wspomnienie dość tragicznego końca Dayne'a. - ... nie otrzymywaliśmy żadnych poleceń i nikt nie śmiał porzucić nurtu rzeki. - zakończył cicho bękart, sugerując tym samym wyraźnie, iż wedle najczarniejszego scenariusza, poszukiwania złóż w górach jeszcze się nie rozpoczęły...
... lecz i tutaj nie trwały w najlepsze, co - jak na prostu umysł Hillsa - winno czym prędzej zostać naprawione.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
80
Join date :
24/10/2014

PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   Sro Maj 13, 2015 1:32 pm

Słowa bękarta wirowały w głowie Lwa. Dayne kompletnie nic nie zrobił, przez to... do jasnej cholery. Przecież jak on mógł dać się zabić? Jak, daleko od jałowych pustyń ale także pięknych ogrodów, ród Martellów dopadł kuzyna. Wszakże, Lamir powinien się tego spodziewać, jego siostra padła ofiarą niedolnej błazenady jakiś zabójców. Błazenady... raczej pomyłki. Straszliwej.
Ale Lannisterowie zawsze płacą swoje długi.

Po zjedzeniu roztworu zupowego, młody Lew szybko zasnął. Bo co miał do roboty? Padało, był zmarznięty i zmęczony a do tego ta ciżba ciągle ględziła teatralnym szeptem. Wszystko do jasnej cholery było słychać - a koty potrzebują ciszy i spokoju.
Ale Lannister wiedział jaka to fascynacja widzieć możnego pana, a co dopiero spać z nim pod jednym dachem! To przechodziło wszystkie ich wyobrażenia.
Więc mężczyzna położył się na niewygodnym senniku.
I odpłynął przy akompanii cichych rozmów i wszechobecnych spojrzeń, jakby to była ostatnia okazja spotkania tak blisko Lwa.
Ludzie. Przecież i tak szybko stąd nie wyjadę...

Cisza. Pojedyncze uderzenie niczym miecz przecinając rzeczywistość obudziło mężczyznę.
Trah
Znowu to samo. Patrząc na okno można było poznać, jest już dzień. Prawdopodobnie jeden z ładniejszych dni od... odkąd wyruszył w podróż.
Wstając, przetarł twarz w misce letniej(skąd oni ja wzięli?) którą znalazł przy senniku. Ubrał się w proste szaty - czerwony kubrak oraz skórzane, brązowe spodnie oraz buty z wysoką cholewą. Nie chciał nosić się jak panicz wśród tych wszystkich ludzi. Teraz był jak jeden z nich.
Od(nawet ładnej)dziewczyna, o rumianych policzkach i ognistych włosach spływających kaskadą po jej ramionach, dostał owsiankę z miodem i kufel ale. Podziękował dziewce i obdarzył ją uśmiechem. Bo czemu nie?
Przeżuwał spokojnie jedzenie i rozkoszował się spokojem i samotnością - większość ludzi wyszła już z chałupy zostawiając wnuka Casterly Rock wręcz by można rzec - samego. Lecz mężczyźnie to nie przeszkadzało. Jak już wspomniał - rzadko kiedy będzie mieć takie chwile.
Po zjedzeniu miski owsianki wyszedł na zewnątrz. Pogoda była przyjemna, wiał wiatr - lecz nie taki natarczywy jak wcześniej. Teraz działał orzeźwiająco niczym pomarańcz w Dorne. Poprosił(tak poprosił) jakiegoś mało zajętego chłopa o to, ażeby znalazł i przyprowadził mu Hillsa, sam usadowiwszy swój szlachetny tyłek na ganku chałupy.
Zobaczymy co mi dzień przyniesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Lewy dopływ Tumblestone   

Powrót do góry Go down
 

Lewy dopływ Tumblestone

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lewy brzeg rzeki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód-