a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Queenscrown



 

 Queenscrown

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Queenscrown   Sro Mar 12, 2014 4:12 pm


Queenscrown



Quennscrown to osada w Darze - regionowi na południe od Muru, nad którym pieczę sprawuje Nocna Straż. Ongiś Queenscrown było rozwijającym się miastem oraz twierdzą, dziś to jedynie opuszczone ruiny.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Queenscrown   Sro Mar 12, 2014 8:44 pm

Zbudzony nagłym i niejasnym przeczuciem, podniósł się do siadu… albo raczej zrobiłby to w naturalnym odruchu, gdyby tylko mógł.
Smoliste ptaszysko przysiadło na gałęzi tuż nad nim, po czym odfrunęło zaraz w kierunku wieży. Gęsty obłoczek pary wraz z cichym jękiem wydobył się z jego ust. Pociągnął nosem, rozejrzawszy się wokół siebie bacznie, na tyle, na ile pozwalało mu w tej pozycji widzenie. Nieoczekiwana ostrość obrazu przed oczami wymagała natychmiastowego przetarcia powiek. Spróbował poruszyć obiema rękami, ale te wyłącznie drgały bezwładnie, upchane pod wychłodzoną zwierzyną.
Padał śnieg; pojedyncze, leniwe płatki sypały się z nieba – lato było już tylko płonnym wspomnieniem. Znad paleniska unosiła się jeszcze wąziutka stróżka dymu. Nie spał więc długo, może godzinę bądź dwie, sądząc po równym oddechu Wielkiego Wiadra, który miał dzisiejszej nocy sprawować wartę; Artos Wull kulił się pod sosną z harpunem między nogami, a pozostali towarzysze drzemali spokojnie, powaleni zmęczeniem. Owen Małe Wiadro pochrapywał nawet cicho, zagrzebany w futrach upolowanych przez nich wcześniej łupów, te jeszcze parowały ciepłem z podrobów nienadających się do upieczenia. Piżmowół przemarzł tymczasem na kość i pomimo porządnego kożucha z jagnięcej skóry Aidan odczuwał chłód. Gdy krążenie powróciło mu do kończyn, zdecydował się wreszcie wygrzebać z swojego posłania. Powalił ciężkie cielsko na bok. Ulga. Chociaż liczył się z bolesnością nabrania głębokiego oddechu, to nie zwlekał z nim ani chwili dłużej. Znajome igiełki przeszywały płuca zaledwie przez krótką chwilę, bowiem zdążył uwolnić od pasa małą fiolkę nalewki. Parząc wargi słodką cieczą, przymknął z lubością powieki; rozchodziła się ona przyjemnym ogniem w jego wnętrznościach oraz dawała złudzenie narastającej ciepłoty. Pustą ampułkę rzucił w popioły i wierzchem płaszcza niedbale oczyścił twarz. Mróz ściągał skórę, nic nowego, lecz brodę, gęstą szczecinę białą jak u staruszka, starannie pokrywał szron. Dotykając policzków miał wrażenie, że pociera w istocie szorstki grzbiet czarnego jak smoła Anchora. Ukochany koń oczekiwał na niego w gospodzie. W warunkach górskich o wiele lepiej sprawdzały się muły.
Żadnych wieści z domu, jutro czeka go powrót do Winterfell. Perspektywa ujrzenia bliskich dodawała otuchy, z drugiej strony jednak napawała niepokojem. Tęsknił za rodzeństwem, za ojcem, dobrze, za nią też tęsknił, niech będzie, tęsknił cholernie bardzo i miał nadzieję, że w jego blisko miesięcznej nieobecności wszyscy nie odnajdują zbyt dużego wytchnienia. Powrót oznaczał też wesele, własne wesele, w którego przygotowaniach nawet nie uczestniczył, ponieważ udał się w podróż na północ, do kopalni. Nie widział listy gości. Nie budziła w nim zainteresowania, toteż początkowo nie planował wcale stawiać się na miejscu wcześniej niż kilka dni przed ceremonią. Teraz Młodym Wilkiem targały wyrzuty sumienia.
Uwielbiał takie życie pozbawione gnicia w wygrzanym łożu, wyzbyte starego, nudnego porządku migracji z jadalni do komnat. Po stokroć żałował, że w najbliższej przyszłości nie dane mu są raczej kolejne ekspedycje. W obliczu ostatnich tygodni małżeństwo jawiło się jako wyjątkowo marna przygoda. Owszem, przeprawy przez niebezpieczne, kamieniste zbocza nie należały do niczyich rozrywek. Schodzenie do szybów i pomaganie w ratowaniu tego, co teoretycznie wydawało się nie do odratowania, wymagało niebywałego skupienia oraz fizycznego wysiłku. Całe szczęście, że demony zatruwające myśli stopniowo znikały, aż pewnego dnia stoczyły się w przepaść, zaś po nich pozostała pustka zapełniona przez obowiązek.
Nasłuchiwał, leżąc. Piżmowół ponownie skrępował mu ruchy. Coś za coś, bez niego najpewniej nie przetrwałby do rana. Tym razem sen nie zagościł szybko na jego powiekach. W następstwie objął on wartę za zmęczonego górala i tkwił tak Bogowie wiedzą, przez ile godzin, licząc do znudzenia wirujące, śnieżne gwiazdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Queenscrown

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ-