a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnaty gościnne



 

 Komnaty gościnne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Komnaty gościnne   Pon Mar 10, 2014 4:33 pm

Specjalnie na potrzeby weselnych gości oraz ich świty, z gościńca wydzielone zostały dwa piętra prywatnych komnat oraz łaźni. Poziomy strzeżone są bez przerwy przez trzy warty strażników zmieniające się co cztery godziny. W zależności od rozmieszczenia sal, z ich okien rozpościera się widok na drzewa Bożego Gaju albo na plac ćwiczebny przy zbrojowni i kuźni kowala. Pomieszczenia są przestronne, posiadają duże palenisko, świeczniki, grube zasłony, trzy fotele, stół, balię, lustro, alkowę. Urządzone są zgodnie z tutejszą surową stylistyką łączenia kamienia, elementów srebra z ciemnym drewnem dębu czy skórami zwierząt, czyli wszystkim tym, z czego słynie Północ. W niektórych izbach na belkach stropu można odnaleźć inskrypcje zapisane w runach Pierwszych Ludzi, które pierwotnie zaklinać miały złe duchy. W każdej komnacie zaś czeka woda, bukłak z winem oraz kufer z ciepłym odzieniem wierzchnim, dostosowanym do tutejszych warunków. W razie problemów, do ciągłej dyspozycji są stewardzi na usługach zarządcy majątku, Edwyna Poole'a.

Osiem komnat i trzy łaźnie przeznaczone dla gości z rodu Tyrellów znajdują się na poziomie pierwszym, z widokiem na Boży Gaj. Postarano się utrzymać kolorystykę sal w zielonych barwach rodu z Wysogrodu. Zasuszone róże zdobią wazony porozstawiane na stołach. Jako, iż są to goście z regionu położonego daleko na Południu, w kufrze przygotowanym dla nich zadbano przede wszystkim o najcieplejsze futra.

❄ ❄ ❄


Ostatnio zmieniony przez Aidan Stark dnia Wto Mar 11, 2014 3:39 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
100
Join date :
16/05/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty gościnne   Pon Mar 10, 2014 10:17 pm

//podróż

Nie pamiętała zbyt wiele z podróży. Wysiadki. Przesiadki. Nocleg. Wiatr we włosach. Para ciepłego powietrza ulatniająca się z jej ust. Głuche głosy. Czyżby rodziny? Prawdopodobnie. Była martwa. Głucha na wszystko poza biciem własnego serca. Jedyna oznaka życia tej bladej dziewczyny.
-Valerie? Valerie! Jesteśmy!
Ocknęła się z letargu, wyglądając zza okna karety. Winterfell. Jej puls przyśpieszył. Nie była pewna czy ze strachu, podekscytowania, czy ze szczęścia. Czy może ze wszystkiego na raz?
Powoli na jej twarzy wykwitł delikatny uśmiech. Pierwszy od wielu dni. Ku protestom Pani matki i septy, bez zastanowienie wysiadła z powozu. Szczelniej okryła się ciemnoczerwonym płaszczem, poprawiając kaptur. Z beztroskim śmiechem dosiadła swego ukochanego wierzchowca, kątem oka zerkając na siostry oraz kuzynkę. Byli rodziną. Muszą przetrwać ten trudny okres. Jak każdy inny.
-Ścigamy się!- krzyknęła, z radością poganiając rumaka.

***

Oficjalne powitanie było szybkie i konkretne, jak na Starków przystało. Niestety ku rozpaczy młodej Tyrell'ówny pośród komitetu powitalnego, nie zastali rudowłosej Cailet. Akurat spała.
OBY.
Z drugiej strony nie dostrzegła także dziedzica Winterfell. Podobno udał się na krótką przejażdżkę... Ach, te domysły! Mimo wszystko: trudno było jej ukryć ulgę, gdy w ciszy przemierzali ciemne korytarze siedziby. Głupia dziewczyno. Zganiła się w myślach, kiedy przekroczyli próg gościnnej komnaty. I chociaż odpoczynek należał im się po tak długiej podróży, Valerie aż rwała się do ucieczki.
Po szybkim odświeżeniu i zmianieodzienia usiadła na parapecie w  głównym pokoju, patrząc jak kuzynka z niezadowoleniem marszczy nos. Przygryzła wargę z rozbawienia i dmuchnąwszy na szybę parą ciepłego powietrza, zaczęła rysować różę na jej zimnej powierzchni. Dłońmi, objęła kolana.
-Inaczej, prawda?


Ostatnio zmieniony przez Valerie Tyrell dnia Sro Paź 08, 2014 4:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Reach
Liczba postów :
33
Join date :
02/02/2014

PisanieTemat: Re: Komnaty gościnne   Pon Mar 10, 2014 10:18 pm

Jenna zastanawiała się ile czasu przyjdzie czekać na komitet powitalny. Lordowie uwielbiali się bawić w uroczyste powitania. Nie powinno jej to dziwić: szlachetne rody zawsze tak czynią. A jednak bała się przerostu formy nad treścią. Na szczęście Starkowie nie lubili przesady i wyszedł do nich czarnowłosy jegomość, który okazał się bratem lorda.
Jenna z ciekawością przyglądała się nieznajomemu. Miała ku temu okazję, ponieważ rozpoczął rozmowę z jej bratem - Theodore. Panna Flowers rozejrzała się wokoło. Siedziba Namiestnika Północy robiła wrażenie swoimi rozmiarami. Całe miasto wydawało się ciekawe. A najbardziej podobała jej się skromność i brak przepychu. Kolory były jednolite, zimne, ale przynajmniej wszystko do siebie pasowało.
Nawet nie zauważyła przybycia kolejnej osoby. Tym razem była to córka lorda, która oznajmiła, że zabiera wszystkie panie z orszaku do zamku. Niechętnie ruszyła na szarym końcu pochodu, posyłając bratu znaczące spojrzenie. On wiedział, że Jenna wolałaby zostać na zewnątrz. Ale mus to mus...

***

Jak to miała w zwyczaju, dziewczyna trzymała się nieco dalej od reszty. Słuchała, patrzyła, ale sama odezwała się może tylko ze dwa razy. Trudno było w to uwierzyć. Zawsze taka radosna, energiczna i roztrajkotana, a teraz milczała jak zaklęta. Proste: mówienie zostawiła lepszym od siebie. Na bogów, nie chodzi o to, że czuła się gorsza z racji jej pozycji. Ona nie znała uczucia zazdrości. Kochała Valerie, tak samo jak i resztę rodziny. Jednak Val była bardziej obeznana z towarzystwem i była córką lorda. Jej obowiązkiem reprezentowanie rodziny i swojej grupy.
Wigor odzyskała dopiero wtedy, gdy po odprężającej kąpieli i nasyceniu głodu, znalazła się z kuzynką w pokoju, który im przygotowano. Cieszyła się, że nie będzie sama. Towarzystwo Valerie zawsze bardzo ją radowało. Były do siebie podobne z charakteru i zainteresowań. Chociaż inaczej było w sprawie odzienia.
Jenna pochwaliła się za przezorność. Zapakowała osobno torbę ze swoim zwyczajnym odzieniem, a na tę drugą, przygotowaną przez służbę patrzyła z widoczną odrazą. Chociaż nie kręciła nosem na suknie, gdy już musiała je na siebie wkładać, to widząc zawartość kufra, który jej spakowano aż powiedziała brzydkie słowo, czym zaskoczyła wszystkich wokół. Prostą suknię to ona założy, ale coś tak strojnego i wymyślnego, godnego prawdziwej damy wolałaby zakopać jak najgłębiej. Nie tego się spodziewała, ale widocznie ktoś knuł to od dawna. Słusznie nie dali jej żadnego wyboru i postawili pod faktem dokonanym. Musiała coś z tego założyć. Mimo wszystko tym razem nie skorzystała. Ale nadrobi to w przyszłości.
Tymczasem ubrała jak zwykle spodnie i wyczyszczone już oficerki. Góra prezentowała się za to chyba całkiem elegancko. Służka zaplotła jej włosy w kilkanaście cienkich warkoczyków i oddaliła się, zostawiając obie panienki same.
Valerie podeszła do okna, a Jenna nadal patrzyła nieszczęśliwym wzrokiem na nowe sukienki.
Za jakie grzechy...
- Inaczej - potwierdziła. - Zapach, krajobraz, kolory miasta, nawet zamek. Ale podoba mi się - sięgnęła ręką po ciastko. Chociaż posiłek był sycący, miejsce na słodki dodatek zawsze się znalazło.
- Prawdę mówiąc mam ochotę od razu poznać okolicę. Nigdy nie byłam daleko od Reach, już nie wspominając o takiej odległości - Jenna chciała zobaczyć kilka miejsc szczególnie. Północ, z Murem na czele, Królewską Przystań, siedzibę ich króla, a nawet po cichu marzyło jej się Dorne. Uważała, że wszędzie jest bardzo ciekawie, a już najbardziej tam, gdzie jej nie ma.
- Ciekawam także kiedy zobaczymy Cailet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
100
Join date :
16/05/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty gościnne   Pon Mar 10, 2014 10:20 pm

W czasie takich oficjalnych rozmów Valerie potrafiła się wykazać. Oczywiście za każdym razem trzeba było brać pod uwagę zaistniałe okoliczności, a przede wszystkim: humor panienki Tyrell... Jednak biorąc pod uwagę obecną sytuację, czy też ciemną chmurę wiszącą nad jej rodziną, blondynka spełniała swoje zadanie nad wyraz dobrze. Można nawet pokusić się o słowo: wybitnie. Zgrabnie rozsiewała swoją aurę uroku i szczerego uśmiechu, wokół ciemnych korytarzy Winterfell, nie ukrywając dłużej lekkiego podekscytowania. Tylko czym dokładnie Valerie?
Właśnie.
Siedząc teraz na zimnym parapecie okna, szczelniej okryła się futrem i mrugnąwszy kilka razy, spojrzała - już przytomnym wzrokiem - na kuzynkę. Zgrabnie zsunąwszy się z siedziska, podeszła do śpiącej septy i odprowadziwszy ją do sypialni, wróciła do kuzynki. Poprawiła sukienkę i z rozbawionym uśmiechem, stanęła za brunetką przy lustrze. Nie musiała ukrywać lekkiej zazdrości w stosunku do Jenny. Ceniła sobie zarówno suknie, jak i spodnie. Problem polegał na tym, że przyzwyczajona do ciepłych promieni słońca, nie marzyło o niczym innym tylko o założeniu pary spodni... Jednak, co jak co, ale jej NA PEWNO nie wypadało paradować po Winterfell w męskim odzieniu. Przynajmniej nie w pierwszy dzień wizyty. Nad drugim to już się zastanowimy.
-Jest zimniej niż pamiętam z tej krótkiej wizyty, gdy byłam dzieckiem. - przyznała i poprawiwszy przyjaciółce warkocz, zaczęła przeglądać zapakowane "skarby". Przecież nie mogło być aż tak źle...
Nie mogło.
I nie było.
Było gorzej.
-Całkiem efektownie.-skomentowała, przerywając dalszą wypowiedź winogronem. Małe winogronko miało jej przeszkodzić w nagłym ataku śmiechu. Nie za bardzo mu to wyszło. Zamiast tego: prawie się zakrztusiła, trzymając w spazmach śmiechu za brzuch. Oczywiście śmiała się na tyle głośno, na ile pozwalały jej grube mury siedziby. Przecież nie chciała nikomu przeszkodzić w odpoczynku.
Według Valerie sukienki były naprawdę dobrze dobrane i wykonane, ale... Głównym problemem była mina i wygibasy panienki Flowers.
Gdy złapała oddech z iskrzącymi oczami, wyprostowała się i na kilka minut zniknęła za drzwiami pokoju. Z uśmiechem podarowała dziewczynie prostokątne pudełko.
-Miałam zamiar podarować Ci to później, ale uważam, że w tej chwili jest Ci to bardziej potrzebne. - z podekscytowaniem poprawiła włosy, czekając na reakcję kuzynki. Dziewczęta Tyrell dostały w podarunku od ich bliskiego przyjaciela z Pentos dużo nowego materiału i Valerie rozsądnie go wykorzystała.
Swoją drogą ostatnimi czasu odczuwała dziwny niepokój, czując na sobie spojrzenie Ojca. Wiedziała, że kłopoty córki musiała być dla niego bolesna.... jak dla każdego członka rodziny, jednak nie odpowiadało jej surowe spojrzenia Lord'a Tyrell'a. Nie była do takich przyzwyczajona.
One tylko pogłębiały poczucie winy rosnące w sercu młodej Tyrell'ówny.
To moja wina. To wszystko moja wina
Szybko potrząsnęła głową, odganiając niesforne myśli. Nie czas i miejsce na to. Nie tutaj. Nie teraz. Nie w towarzystwie najbliższych.
-Nie kuś losu...-odpowiedziała na wspomnienie o "małej" wycieczce. W ciszy wolnym krokiem krążyła po komnacie, czekając aż brunetka przymierzy podarunek.
Komnata  doskonale oddawała reputację i charakter rodu Stark... utkwiła spojrzenie w iskrzących płomieniach kominka i w kilku wazonach z różami. Kobieca dłoń rodu Reed także była widoczna.
Czy jeśli odwiedzę siostrę następnym razem to dłoń Tyrell'ów też będzie można dostrzec w tych murach? Spuściła wzrok. Moja droga Cailet. Przymknęła powieki, widząc oczami wyobraźni płomienną czuprynę, a obok niej...
Otworzyła oczy.
"Aidan to dobry człowiek. Każda z moich sióstr potwierdzi, że jest bardzo opiekuńczy i godny zaufania. Ja kocham go całym sercem i uważam za przyjaciela. Wie, co jest ważne w życiu i zapewniam, że twa siostra będzie zadowolona." Nadiro. Jak to znosisz?
Zdziwiona zdała sobie sprawę, że kuzynka JUŻ ubrana stoi przed nią i uważnie ją obserwuje.
Oniemiała.
-Wyglądasz...


Ostatnio zmieniony przez Valerie Tyrell dnia Sro Paź 08, 2014 5:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Reach
Liczba postów :
33
Join date :
02/02/2014

PisanieTemat: Re: Komnaty gościnne   Pon Mar 10, 2014 10:20 pm

- Przynajmniej gdzieś byłaś... - odmruknęła w odpowiedzi Jenna. Jej od dziecka marzyły się podróże, ale nie mogła sobie na nie pozwolić. Może kiedyś, jak jej szanowny pan ojciec straci całkowicie do niej cierpliwość. Jakoś nie wierzyła, że ktoś będzie się starał o jej rękę, a co za tym idzie, nie opuści swojego domu. Podobało jej się w Reach, dlatego nie narzekała. A myśl o tym, że miałaby wyjść za mąż sprawiała, że czuła się gorzej. Nie myślała o chłopcach, ba, nawet nie czuła się w pełni dziewczyną. Wolałaby byś jednym z nich, a nie kolejną zbędną światu niewiastą.
Kuzynka przejrzała jej rzeczy i jej mina wyrażała wszystko: to było ładne, ale nie pasowało do Jenny i jej stylu. Ktoś najwidoczniej chciał zrobić z niej pośmiewisko, albo - w razie gdyby się myliła - po prostu nie trafił pod odpowiednie drzwi. Tak mogła się ubrać Valerie, albo nawet księżniczki Martell, a nie ona - skromna chłopczyca, na dodatek bękart.
- Ta zielona jest jeszcze znośna, ale reszta... koszmar - gdy blondynka zaczęła się śmiać, a potem się zakrztusiła, nie zostało jej nic innego jak poklepać ją zdrowo po plecach. Widząc, że dziewczyna ma się lepiej, Jen wróciła do swoich zmartwień.
Sięgnęła po swój nożyk, ale chociaż wydawało się, że zrobi zamach na tkaniny, jakie miała przed sobą, po prostu wyciągnęła ze swojego tobołka kawałek drewna, które zaczęła obrabiać już jakiś czas temu i powoli pokazywały się coraz ostrzejsze zarysy zwierzęcia. Struganie zawsze ją uspokajało.
Nawet nie zauważyła, że panienka Tyrell wyszła, tak pochłonęła ją praca. Jej uwagę zwróciło drewniane pudełko, które jakimś cudem znalazło się tuż obok.
- Co to jest? - zapytała podejrzliwie, nie zaglądając do środka, a jedynie obdarzając kuzynkę zaciekawionym spojrzeniem. Obawiała się najgorszego...
- Tylko mi nie mów, że to kolejna suknia - jęknęła, ostatecznie ulegając bezgłośnym namowom Valerie, która patrzyła na nią znacząco.
- Wiedziałam - zobaczyła delikatny materiał, o głębokiej, ciemnej, niebiesko-fioletowej barwie. Odłożyła swoje narzędzia na bok i sięgnęła po ubranie. Było dużo ładniejsze od tego, co widziała kilka chwil temu. Przede wszystkim nie posiadało strategicznych wycięć i zbędnych ozdób.
Gdy kuzynka nakazała jej przymiarkę, bijąc się z myślami powstała i z poważną miną pokiwała głową.
- Tak panienko - dygnęła dwornie i pomaszerowała za parawan.
Suknia była prosta, a cienki materiał spływał do samej ziemi. Odsłaniała ramiona, chociaż posiadała rozcięte rękawy, tak że opadały wzdłuż rąk, ale nie krępowały ruchów. Jedyną ozdobą tej szaty była lekka narzuta, także bez rękawów, nakładana na suknię i zawiązywana pod biustem. Prześwitywała, więc delikatne kryształki mieniły się delikatnie, mieszając się z barwą odzienia spodniego. Nigdy nie widziała takiej tkaniny.
Ponieważ zdjęła buty, wyszła boso i tak pokazała się blondynce.
- Jak dziewczyna? - dokończyła za nią. - Okropnie? - podsunęła kolejną myśl.
- Jedno i drugie? - dodała jeszcze raz, człapiąc ku niej.
- Przynajmniej nie ma tych okropnych wycięć - zerknęła jeszcze na swój dekolt. Nie czuła się goła, czy wyeksponowana. Przynajmniej tyle dobrego. Ale tak czy inaczej czuła się jak nie ona. wystrojona zupełnie tak, jakby to był jej własny ślub. Chyba myślała tak o każdej sukni, a już w szczególności o tak pięknej.
- Nie musiałaś tego dla mnie robić. Wiem, że nie powinnam czuć się gorsza, ale to mój wybór. Nie potrzebuję tego wszystkiego, by być szczęśliwą - znalazła się tuż obok kuzynki i wzięła ją za rękę. - Ja wiem, że macie wszyscy dość problemów. Mnie też martwi to, co się wydarzyło. Jesteście moimi jedynymi krewnymi i nie wstydzicie się mnie. Mogę wam odpłacić tylko miłością i oddaniem. Jeśli mogę się odwdzięczyć za dobro, powiedz mi jak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
100
Join date :
16/05/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty gościnne   Sob Mar 15, 2014 9:46 pm

Trudno było jej zaprzeczyć. Nigdy nie narzekała na przeszłość. Nie wszystkie dziewczęta dostawały przywilej podróżowania po Westeros w dzieciństwie. Do czasu narodzin kolejnej siostry czuła przyjemny zew wolności na skórze. Los zarządził nagłe ograniczenie swobody panienki Tyrell. Pani matka "brutalnie" ograniczyła jej swobodę, próbując okiełznać białą różyczkę. Jeśli jednak ktoś puścił pędy korzeni tak głęboko, to po co miałby je cofać?
-Kto wie? Może twoja podróż już się zaczęła, a ty o tym nie wiesz?-poruszyła zabawnie brwiami, zakrywając się płaszczem.
Valerie od zawsze... od kiedy pamiętała spychała widmo ożenku na dalszy plan. Był to jeden z tych tematów, który napawał ją grozą i strachem. Strach przed nieznanym był tym najgorszym.
Ostrożnie wzięła drewnianą rzeźbę w dłoń, uważnie jej się przyglądając. Zawsze podziwiała kuzynkę za zdolność wydobywania z drewna różnorakich form. Niemalże dusz. Sama blondynka posiadała zdolności manualne innego rodzaju. O wiele lepiej czuła się z ołówekiem, czy pędzlem w ręce. Gdy próbowała z drewnem? Nie bardzo jej to wychodziło. Skończyło się to prawie wybiciem sobie, i nie tylko, oka. Od tego czasu nie próbowała tego ponownie. Nigdy więcej.
-Bez panienki!-pouczyła brunetkę, niemal się najeżając. Nie lubiła formalnych zwrotów w gronie rodzinnym. Nie interesowało ją dokładne pochodzenie dziewczyny. Rodzina to rodzina. Formalności używała jedynie wtedy, gdy kontakt między bliskimi się pogarszał. Albo po prostu, gdy Valerie miała zły humor. Kwestia perspektywy, prawda?
Posłała jej pełen ciepła uśmiech, prowadząc ją znów przed lustro. Sama musiała docenić jak pięknie wyglądała.
Rozpuściła Jenn'ie włosy, po czym symbolicznie je upięła, odsłaniając śliczną buzię Flowers.
-Wyglądasz cudownie. Doceń swoja urodę, bo ludzie z północy na pewno ją dostrzegą. -zdziwiona, założyła kosmyk włosów za ucho. Wyprostowała się dumnie, a jej oczy zabłyszczały.
-Nie zrobiłam tego "wszystkiego", tej jednej rzeczy, bo się Ciebie wstydzę, Jenno. Jesteś mi droga jak siostra i nic tego nie zmieni.-z uśmiechem, uścisnęła jej dłoń.- Jesteś tutaj. W tych trudnych dla nas chwilach. Gdy pojawił się promyk nadziei. To nie ma być z wdzięczności. Nie jesteś i nie będziesz nam nic winna.
Mrugnęła do niej i już z figlarnym uśmiechem, zakryła złociste włosy ciemnoczerwonym kapturem. Miała być posłuszna pierwszego dnia, ale przecież wszyscy wiemy, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli.
-Nie wiem, kiedy ją ujrzymy. Ale w przeciwieństwie do niej: nie mam zamiaru przespać całego dnia...

// zt, obydwie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Komnaty gościnne   

Powrót do góry Go down
 

Komnaty gościnne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen
» Pokoje gościnne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ :: Winterfell :: Wielkie gody Północy-