a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Boży Gaj



 

 Boży Gaj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Boży Gaj   Pon Mar 10, 2014 4:06 pm

W porównaniu do południowych ogrodów, Boży Gaj w Winterfell jest mrocznym zagajnikiem prastarych drzew porastających to miejsce na powierzchni trzech akrów, nietkniętych w tej formie od przeszło dziesięciu tysięcy lat. Wśród nich najczęściej spotykanymi gatunkami są drzewa strażnicze i żelazne, a także dęby, buczyny, jesiony czy sosny. Słońce rzadko dostaje się do środka poprzez imponująco rozrośnięte, splątane korony tworzące nad głowami swoisty baldachim. Centralny punkt-serce Bożego Gaju to sięgające korzeniami czarnej sadzawki Czardrzewo o winnych, bordowych liściach i białej korze, w której wyryto pociągłą smutną twarz o głęboko ciosanych oczach. Przez wieki podeszły one sokami żywicznymi, dlatego wyglądają na płaczące krwawymi łzami. Ziemię pokrywa w większości próchnica, gdzieniegdzie wyrastają na niej karłowate roślinki oraz miękki ciemnozielony mech. Trzy inne małe stawy są zasilane przez źródło gorących wód termalnych bijących spod gleby. Specjalnie na wesele gałęzie drzew przy głównej ścieżce przyozdobiono girlandami i różanymi kotylionami, zaś maleńkie świeczki puszczono wolno na grążelach unoszących się po wodzie.  

❄ ❄ ❄
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Pon Kwi 07, 2014 9:22 pm

/ z dziedzińca

Lady Amarys chętnie przyjęła towarzystwo Bertranda i odeszła z nim w stronę Bożego Gaju. Przez jakiś czas milczała, ale tylko po to, by umknąć doskonałemu słuchowi jego towarzyszy.
- To prawda - odpowiedziała twierdząco na pytanie. - Początkowo podchodziłam do tego miejsca z niemałymi obawami, nie będąc w stanie rozróżnić zwykłych złośliwości o Wyspiarzach, od twardych faktów. Jedyne co wiedziałam na pewno, to istnienie bagien, dziwnych wysepek i miejsca, do którego nie docierają kruki. Osobiście przekonałam się, że bez przewodników, niełatwo jest się tam dostać obcym. O ile to w ogóle wykonalne, pułapki czyhają wszędzie, ale to czyni mój nowy dom miejscem względnie bezpiecznym - zauważyła.
- Podróżując do Winterfell, zboczyliśmy ku Torrhen's Square. Za każdym razem, gdy widzę potężne mury naszego zamku i zimne wody jeziora, odczuwam żal, że mój Pan Ojciec rzucił mnie tak daleko od prawdziwej Północy. Nie zrozum mnie źle, nie jestem nieszczęśliwa, ale położenie Strażnicy zdecydowanie ogranicza moje kontakty - ser Bertrand musiał pamiętać upór i dociekliwość tamtej kruczowłosej dziewczyny, jaką była. Może i nauczyła się pokory, ale dumy nikt jej nie odbierze.
Zacisnęła usta, przypominając sobie wszystkie chwile, w których musiała się wycofywać, oddalając się od tego, co istotne. Nie była zła, ale czuła smak gorzkiego rozczarowania z przeszłości.
- Szczęśliwi ci, którzy jak ty, ser, mogą przemieszczać się po krainie w spokoju. Blisko prawdziwego życia, ważnych spraw... - nie kryła faktu, że zazdrościła mężczyznom. Kobiety mogły być użyteczne, ale nie w taki sam sposób jak oni.
Wędrowcy znaleźli się teraz w spokojnym, zacienionym miejscu. Głosy z oddali powoli stawały się coraz mniej wyraźne. Chłodny, ożywczy wiatr poruszał liśćmi drzew.
- Wrodzona ciekawość zmusza mnie do zapytania o twoje dzieła, panie. Uraczysz damę krótką opowieścią? Każda historia, bądź zwykłe nowiny z twego domu będą mi miłe. Mieszkając tak daleko wiele mnie omija - odwróciła ku Bertrandowi głowę i uraczyła go jednym z najpiękniejszych uśmiechów.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Wto Kwi 08, 2014 2:12 am

Bertrand stawiał długie, powolne kroki, miażdżąc podeszwami miękkie od rosy opadłe liście drzew. Mając za towarzystwo Lady Reed, odbierał wrażenie, że nie mógł znaleźć lepszej kandydatki do spaceru po odbyciu długiej podróży z Cerwyn Castle do Winterfell. Rozprostowanie zastałych w siodle nóg sprawiło mu nie lada przyjemność, a idąc obok damy, na którą patrzył pod pewnym kątem inaczej, niżeli na zwykłą kobietę i jej wdzięki, mógł się prawdziwie odprężyć, przypominając sobie jednocześnie, za co tak naprawdę kocha Północ. Tu nie mamy spisków i nie mieszkamy w dole pełnym żmij. Jesteśmy sobie braćmi i siostrami, zjednoczeni, nie straszni nadchodzącej Zimy.

Młody Cerwyn, świadomy tego, jak postrzegani są przez południowców, nie raz pląsał na granicy zwątpienia w to kim był i jaką wartość posiadał. Nie tylko on doświadczył boleści plotek, w których nie same pomniejsze rody, lecz nawet Starkowie, uznawani byli za dzikusów o dziwnych zwyczajach, niewiele lepszych niż te u dzikich za Murem. I im bardziej by się na południe posunać, tym usłyszałoby się coraz to odważniejsze pogłoski o ludziach Północy. Bertrand przekonał się o tym dawniej, gdy należał do drużyny Mormonta i wraz z nim przemierzał Westeros, odwiedzając nawet słynną Słoneczną Włócznie w pustynnych stepach Dorne. Chciał kupić mieszek daktyli, przyznawszy się wcześniej przed wścibskim kupcem do swego pochodzenia. Gdy sięgał po mieszek ze złotem, ten go wyśmiał, pytając: Jak panie zdołałeś upchnąć tam focze futro?
- Nie mam słodkich opowieści, pani - przyznał, marszcząc brwi. - Takie są tylko w księgach, opisane przez minstreli i maesterów. W prawdziwym życiu najczęściej kosztuje się smaku chmielu. Wiesz, jak smakuje chmiel, pani? Jest cholernie gorzki i wprost niejadalny. Tylko w piwie smakuje, a i to zależy od browaru... - poczuł jak ślina niebezpiecznie wezbrała mu na języku. - Gdy dostałem rycerskie ostrogi, a moja dusza pragnęła przygód i wojenek, podążyłem jako młokos za Terrynem Mormontem. Trudno znaleźć bardziej zapalczywego poszukiwacza wrażeń. Przemierzaliśmy kwieciste łąki Reach, odbyliśmy polowanie w jednym ze szlachetnych lasów Końca Burzy. Wspięliśmy się na Orle Gniazdo i zobaczyliśmy kopalnie złota Lannisterów. Zawinęliśmy nawet do Królewskiej Przystani. To piękne miejsca. Wszystkie jednak kojarzą mi się niezmiennie z trudem podróży, rabusiami na traktach, smrodem wielkich miast i tęsknotą do rodzimych stron. Lecz nigdzie nie nauczyłem się tak wiele o lojalności niżeli właśnie podczas tych tułaczek. Dziś Terryn Mormont nie żyje, a mi nie trzeba więcej jak dachu nad głową, kominka i grzanego wina w ręku.

Boży Gaj otulał ich ze wszystkich stron, czerwony i biały na przemian, pełny zastygłych, pozbawionych emocji, twarzy.
- Wdowa po Terrynie Mormoncie, Lady Nadira, będzie na weselu. Zamiaruje ofiarować jej swój topór i poprzysiąc strzec o każdej porze dnia i nocy. To jeden z powodów mojej wizyty. Muszę spłacić stare długi. Taki ze mnie honorowy człek. Rycerz Północy, powiadają.

Uśmiechnął się smętnie, ponuro, w pewnej części siebie nieobecny.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Czw Kwi 10, 2014 2:02 pm

Amarys wysłuchała opowieści w ciszy. Nie śmiała przerwać rycerzowi, ciekawa słów, jakie wylecą z jego ust. Liczyła na jakiś epizod z życia, a jednak Bertrand nie przedstawił niczego, poza kilkoma ogólnikami. Może nieco się zawiodła, ale nie poczuła się dotknięta.
- Mój drogi panie - uniosła głowę dumnie. - Ludzie z Północy twardo patrzą w przyszłość. Starkowie mają dewizę, która pasuje niemalże dla każdej rodziny, szlachetnej czy nie. Nie doprawiamy trunków przyprawami, które mamią zmysły. Groza czai się wszędzie. Moja poprzednia wizyta w Winterfell miała na celu oddać hołd Lady Bathildzie. Była mi drogą przyjaciółką i wiele jej zawdzięczam. Mój małżonek bardzo był zżyty ze swoją siostrą, a i ja czułam, jakbym straciła kogoś, z własnego gniazda rodzinnego. Jedni doświadczają zgrozy na drogach, inni w domach. O Reedach i Wyspiarzach krążą różne pogłoski, uwierz mi, że gdy wydawano mnie za mąż, miałam ochotę być wszędzie, tylko nie na Północy. Moja złość i rozczarowanie musiały ukryć się w cieniu dumy i obowiązku, ale wolałam zmierzyć się z całą bandą rabusiów na drodze, niż wpisać się w schemat żony i matki. Dzisiaj mam za sobą trzy porody i wychowywanie pociech. Mało co jest mi dzisiaj straszne - zakończyła myśl żartem, w którym jak zwykle było dużo prawdy.
- Terryn Mormont - kolejna twarz, którą dobrze pamiętała. Nie miała do czynienia z mieszkańcami Bear Island tak wiele, jak z innymi, ale pojawiał się tu i tam i nie był jej obcy.
- Nie wiedziałam, że byliście panowie tak bliskimi towarzyszami. Strata przyjaciela jest bolesna - Lady Reed wpierw nie wiedziała o przyczynie śmierci dziedzica, dlatego była zaskoczona, gdy poznała prawdę. Przestroga dla każdego, by nigdy i nigdzie człowiek nie czuł się zbyt pewnie.
- Nadira doceni twoje szlachetne intencje, jestem pewna - decyzji jaką podejmie, nikt nie zdoła przewidzieć, ale o sprawiedliwość się nie bała. W ten, czy inny sposób rycerz zostanie nagrodzony za oddanie sprawie i rodzinie.
- Zawsze lubiłam tu przychodzić. Matka opowiadała mi, że było to jej ulubione miejsce w Winterfell. Zawsze brakowało jej tego wyjątkowego klimatu po odejściu z domu. Jest wiele takich gajów, ale ten w Winterfell nie może się równać z żadnym innym - odetchnęła pełną piersią. - Sprawy religijne są kwestią indywidualną, ale zapytam, jeśli pozwolisz. Nie czujesz czasami potrzeby przysiąść pod drzewem i oddać się modlitwie jak praojcowie? Nie przeszkadza mi nowa wiara, ani jej bóstwa, nie zrozum mnie opacznie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Pią Kwi 11, 2014 9:43 pm

Bertrand spojrzał na Amarys, wciąż niepewny tego, czy to co usłyszał, było rzeczywiście przeznaczone dla jego uszu. Z każdą chwilą odkrywał jej nową twarz, a jego przeświadczenie o kobietach i ich roli, zaczynało, chcąc nie chcąc, ewoluować do postaci wysoce nowoczesnej i oświeconej.
- Kobiety nie są wcale mniej mężne od mężczyzn, pani. Ich bitwa odbywa się jednak gdzie indziej.
W połogu – pragnął rzec. Był zdziwiony własną śmiałością i podjęciem tak niesmacznego wątku. Rozmowa o porodach z jej weteranem miała tyle samo na celu, co dysputa dziewki portowej z admirałem floty o rynsztunku żeglarskim.. On sam zaś czuł się w tej kwestii równie dobrze, jak martwe kurczę na syto zastawionym stole. Kiedy więc Lady Reed zmieniła wątek, był jej mimowolnie wdzięczny.
- Jesteś bardzo łaskawa, pani – odpowiedział uprzejmością na uprzejmość Amarys. Świadomość, że powiedziała to głównie dlatego, gdyż była dobrze wychowana, wcale mu nie przeszkodziła żywić gorącą nadzieję, aby jej słowa się ziściły. Nadiry Mormont właściwie nie znał, tak jak pozostałej części rodzeństwa Starków. Tylko Aidan utknął na pograniczu jego pamięci i zapomnienia, jako zawzięty malec, który próbował go obić turniejowym mieczem, podczas gdy za każdy objaw nadto obnażonej śmiałości pozyskiwał kolejnego siniaka. Z pewnością jest teraz dorosłym chłopięciem, dziedzicem Seniora Starków – pomyślał Cerwyn, niepewny, czy dzisiaj przyszłoby mu tak łatwo utrzeć mu nosa, co dawniej.
- Jestem prostym człowiekiem, pani – rzekł. – Przez pasowanie na rycerza nie zyskałem więcej rozumu. Wierzę zatem w to, w co wierzyć każą mi ojcowie. Nie mnie wiedzieć, która wiara, Siedmiu, czy Drzewa, jest bardziej słuszna. Służę Starkom, a moją tarczą jest honor. To jest dla mnie najważniejsze. Nie ci, którzy będą mnie sądzić po służbie. – Uśmiechnął się nieśmiało. – Czasem zdaje mi się, że zostałem stworzony do służby na Murze, lecz przydomek Rycerza Północy jest dla mnie zbyt kuszący, abym mógł go odrzucić. Tam, w Czarnym Zamku, byłoby zbyt wielu mi podobnych, a ja lubię niepowtarzalność. Prawie tak bardzo, jak Pocałunek.
Spojrzał kobiecie w oczy, ostrożny, niczym zbity zrazu pies. Pani Reed umiała kąsać, a on miał wrażenie, że na jej jad jest uczulony.
Sięgnął wzrokiem w stronę początka ścieżki, którą przebyli od skraju lasku i był zadziwiony tak nieświadomie pokonaną drogą. Znaleźli się niejako w samym sercu Bożego Gaju i tu światło słoneczne ginęło w plątaninie gałęzi Czardrzew, rzucając na mokrą od rosy ściółkę niewiele więcej niż półmrok. Bertrand nie czuł się z tym najlepiej. Oczywiście, takie miejsce sprzyjało romantycznym spotkaniom, pobudzało krew i upijało magią, lecz z pewnością nasz rycerz nie chciał, aby podobne bodźce próbowały nim czarować, kiedy znajdował się oko w oko z Amarys Reed. Sam na sam. Omen nomen. Była urodziwa, dojrzała i prawdę mówiąc, nie musiał wcale się wysilić, aby odnaleźć w sobie krnąbrne podniecenie. Ba, mało brakowało aby męskość Cerwyna napięła płótno spodni i przebiła się jako wyraźne zgrubienie pod szatami. Zdołał jednak w porę okiełznać swą naturę i uśmiechnąwszy się dość nienaturalnie, oświadczył, że najwyższa pora, aby wracać na zamek. Zrobił to z powodów kilku co najmniej. Raz; jego ludzie pozostali bez opieki. Dwa; Lord Stark z pewnością zdążył już dowiedzieć się o jego przybyciu i taka zwłoka w spotkaniu się z gospodarzem była niegrzecznością. Trzy; żołądek przylgnął mu już niemal do kręgosłupa a usta i gardło domagały się zwilżenia ich winem.
Poszli więc tam, skąd przyszli i tam się rozstali. Bertrand poszedł na śniadanie, podczas gdy Amarys oznajmiła, że musi coś zrobić.

z/t-> Wielka Sala
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Boży Gaj   

Powrót do góry Go down
 

Boży Gaj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ :: Winterfell :: Wielkie gody Północy-