a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Balkony



 

 Balkony

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Balkony   Nie Sty 19, 2014 5:19 pm

Balkony wychodzące na południe, w stronę morza, jednego z pięter pałacu.

***

Czarne skrzydła, czarne słowa.
W Słonecznej Włóczni kruki zjawiały się ostatnimi czasy sporadycznie, przynosząc ponadto głównie meldunki od lorda Ullera. Ostatni z nich jednak donosił o przegranej bitwie oraz wzięciu w niewolę jako jeńca jej brata, Trystane. Osłonięta mrokiem nocy, ukryta przed oczyma innych Ivory wypłakała morze łez w którym pragnęła utopić ród Ziem Burzy, który zabierał jej wszystkich, których darzyła miłością. Matkę, ojca, Edrica i nawet Trystane.
Krucze skrzydła przynosiły Dornijczykom wiadomości złe częściej, niźli kiedykolwiek wcześniej. Dobrych bowiem nie otrzymywali prawie wcale. Rozpętana przez nich wojna odciskała swe piętno na Dorne coraz mocniej. Nawet maester wydawał się być coraz bardziej milczący i oddalony, nie wspominając o oczach służby, pełnych niepewności; dzielnie jednak służył radą księżniczce Ivory, która rzecz jasna pozostała w pałacu jej rodu, razem z siostrami oraz kuzynkami. Wojna nie była przecież dla kobiet. Szlachetnie urodzone panny mogły przysłużyć się rodzinie jako środek zawarcia sojuszu, gwarant pokoju - tym mogły przynieść jej chwałę. Takie było ich przeznaczenie. Córy wielkich rodów od maleńkości karmione były wzruszającymi pieśniami o miłości, baśniami o wielkich czynach szlachetnych rzeczy... Musiały jednak o tym zapomnieć i stawić czoło rzeczywistości, która okazywała się okrutna i szara. Należało się pogodzić z losem żony, własności swego męża i urodzić silnego syna, aby nie być obarczoną mężowskim gniewem i żalem.
Wiele Dornijek było innych, one bowiem miały ogień w żyłach i często chwytały za miecze, często nawet były przyuczane sztuki wojennej oraz zarządzania majątkiem, kiedy tylko zrodziły się z łona matek jako pierwsze. W Dorne obowiązywało insze prawo, stawiające kobiety niemal na równi z mężczyznami, co wzbudzało zgorszenie w mężach z ziem z północy. Ivory jednak miała podzielić los szlachetnie urodzonych dam. Była świadoma tego od dawna, księżniczki bowiem nigdy nie wychodziły za mąż z miłości.
Tłusty kruk usiadł na parapecie okiennicy w Wieży Maestera, sześćdziesięcioletniego, morskiego Dornijczyka o czarnych włosach przyprószonych siwizną i dobrotliwym uśmiechu, od przeszło dwudziestu lat służącemu Martellom. Siedział wtedy przy stole, ważąc makowe mleko. Wnet jednak zerwał się z zydla i podszedł do kruka z ziarnem w ręku.
-Dobra ptaszyna... - wymamrotał, odwiązując list od ptasiej nóżki.
Natychmiast wyruszył na poszukiwania księżniczki.
To późne, gorące jak zawsze, popołudnie spędzała Ivory na balkonach pałacu, wychodzących na południe, na Morze Letnie, wraz ze swą kuzynką Sameerą, córą młodszego brata jej ojca. Na jej weselu Ivory tańczyła i śpiewała jako nieopierzony podlotek, zaledwie dwunastoletnia dziewczynka. Razem z Lynette rozczesywały wtedy miękkie włosy Sameery, uznawały ją za jedną z najpiękniejszych Dornijek. Żałoba po mężu i kila zmarszczek bynajmniej nie odebrały jej urody.
Ivory ubrana była w lekkie, bufiaste spodnie do połowy łydki i skromną bluzkę z kremowego muślinu; jej nadgarstki i kostki zdobiły bransolety, czoło zaś łańcuszek z klejnotem. Kruczoczarne, lśniące pukle służąca starannie wyczesała i splotła w warkocz. Księżniczka siedziała na ławie, trzymając w dłoniach księgę z legendami i baśniami z odległego Essos. Jako, że Słoneczna Włócznia była również portem, Ivory widywała kapitanów i marynarzy (choć nieczęsto) z Wolnych Miast. Widok ten budził weń zdziwienie i to ich uznawała za egzotycznych. Choć sześć królestw za takie uważało Dorne.
-Sameero, czy słyszałaś może o... - zaczęła cicho, lecz przerwała usłyszawszy maestera, spieszącemu ku córom rodu Martell.
-Księżniczko Ivory... mam list od Twego brata... - rzekł, wyciągając swą pomarszczoną dłoń, trzymającą list, którego nie śmiał odpieczętować.
Ivory ujęła go w swe delikatne dłonie i złamała lak, rozwinęła list i rychło zaczęła czytać z uśmiechem rozjaśniającym jej lico. Czarne oczy błądziły szybko po pergaminie, a uśmiech bladł z każdym słowem. Wkrótce odłożyła długi list i ukryła twarz w dłoniach, trwając tak chwilę i próbując uporządkować myśli.
-Wychodzę za mąż, Sameero - oznajmiła cicho, prostując się i spoglądając kuzynce prosto w oczy.
W oczach Ivory wdowa nie dostrzegła iskry radości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Balkony   Nie Sty 19, 2014 5:50 pm

Kolejny świt. Ciepłe palce słońca, pełznące leniwie po nagiej łydce, nieśpiesznie pieszczące odsłonięte udo. Napotkawszy przeszkodę w postaci jedwabnego prześcieradła okrywającego wdowę, nieco rozgoryczone, zaczęło muskać jej powieki, chcąc wkraść się pod puszyste, czarne rzęsy. Kiedy im się to wreszcie udało, kobieta mruknęła coś cicho i przysłoniła twarz dłonią. Przez palce na pokój spoglądały ciemne oczy, powoli tracące senne i rozmarzone spojrzenie. Nadchodził nowy dzień. Kolejny, zbyt długi dzień.

***

Wraz ze swoją kuzynką siedziała na balkonie od dłuższego czasu. Tutaj przynajmniej można było mieć cień nadziei na powiew chłodniejszej bryzy, na orzeźwiający wiatr. Przez większą część czasu - jak zwykle - milczała, pozwalając opowiadać Ivory przeróżne historie i nadrabiając zaległości w najnowszych plotkach. I tak wiedziała, że niewiele z tego zapamięta, bowiem jej umysł, wciąż otoczony szarą mgłą smutku i bólu, nie dopuszczał do siebie nazbyt wiele nowych informacji.
Teraz jednak, widząc poruszenie na balkonie, uniosła się z leżanki i spojrzała na starszego mężczyznę, poprawiając pallu tak by nie odkrywało zbyt dużej części twarzy. Z ozdób na sobie miała jedynie cienki łańcuszek na lewej kostce i bogato zdobione pallu w kolorze bardzo ciemnej czerwieni, bowiem wciąż nie mogła rozstać się z ciemnymi kolorami, czując jakby w jasnych zdradzała nieżyjącego już małżonka.
Kiedy Ivory czytała, a uśmiech na jej ustach gasł, spojrzała na nią lekko zaniepokojona. Dopiero kolejne słowa wywołały błyskawicę bólu, która przebiegła przez jej spojrzenie. Szybko jednak schowała swój ból, który powracał ilekroć słyszała o wszelkich parach i małżeństwach. Teraz widziała emocje swojej kuzynki i jej należało się.. Wsparcie. O ile można mówić o wsparciu, kiedy ktoś decyduje o naszym życiu, o tym z kim będziemy je dzielić.. Ona sama miała te szczęście, że pozwolono jej poślubić mężczyznę, którego kochała, tak bardzo kochała..
-W takim razie należą Ci się gratulacje moja droga.. - Jak zwykle jej głos był na granicy słyszalności, a jednak nie wymagało wysiłku zrozumienie wypowiadanych słów.
-Czy już wiemy, kim jest szczęśliwy wybraniec? - Wszak od tego zależało czy będą opłakiwać jej los - nawet jeśli miałyby to robić osobno - czy raczej się cieszyć, iż los młodej dziewczyny nie jest z góry przesądzony i stracony.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Balkony   Nie Sty 19, 2014 6:58 pm

Młódka bez słowa podała list kuzynce, która mogła zauważyć, że jej dłoń drży. Skierowała zamglone spojrzenie ku morzu, którego bryza zawsze przynosiła jej ukojenie i spokój.
Maegor Targaryen
To imię tłukło się po jej umyśle bez ustanku. Nigdy go nie spotkała, jednakże słyszała o nim tak, jak o pozostałych członkach rodziny królewskiej. Nawet do Dorne dotarły plotki o nieobliczalności księcia Smoczej Skały. Miała go poślubić, a raczej Edric zamierzał oddać ją mu za żonę, w swego rodzaju niewolę. Była świadoma od zawsze, że w końcu to nastanie. Przez ostatnie miesiące nawet bardziej, ukończyła bowiem osiemnasty dzień imienia i był to wiek doskonały do zamążpójścia i wydania na świat pierwszego potomka. Spodziewała się tego i wydawała się być pogodzona z tym faktem, jednakże przeczytawszy list... Czuła się zszokowana i przerażona.
Edric oddał ją nie odpowiedniemu dla niej mężczyźnie, lecz najodpowiedniemu dla niego. Liczyła się dla niego jedynie polityka i był gotów wydać ukochaną siostrę za mężczyznę dużo od niego starszego, któremu nie ufał. Wszystko, aby osiągnąć swój cel. Zawrzała w niej wściekłość, omal nie podarła listu na kawałki. Pragnęła poznać wszystkie tajemnice tej umowy, czy była ona warta jej życia? Życia, które miała spędzić u boku mężczyzny, którego nigdy nie spotkała, a mimo tego w głębi ducha zaczynała się obawiać.
- Maegor Targaryen - wyszeptała Ivory.
Jej twarz nie wyrażała ani smutku, ani radości. Bądź co bądź, miała stać się członkiem rodziny królewskiej. Koligacje z Targaryenami będą dla jej rodziny powodem do dumy, a jej samej nigdy miało niczego nie brakować. Zapewne oprócz słońca, gorącego piasku i radości Dornijczyków, gdy będzie musiała tkwić w twierdzy Smoczej Skały, skalistej i nieprzyjaznej wyspy.
- To z pewnością odpowiedni kandydat - rzekła beznamiętnie, po raz wtóry rozważając wszystkie zalety takiego obrotu sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Balkony   Nie Sty 19, 2014 7:44 pm

Przeczytała list uważnie, a jej lico nadal nie wyrażało nic poza spokojem. Wreszcie odłożyła pismo na stolik, a sama wstała płynnym ruchem i drobnymi krokami, pełnymi wdzięku i gracji podeszła do balustrady balkonu, gdzie zapatrzyła się w gorący krajobraz. Słyszała wiele o tym człowieku i nie potrafiła okazywać radości z faktu, że jej kuzynka zostanie oddana mężczyźnie.. Takiemu jak on. Jednak prawdą był fakt, że wchodziła do rodziny królewskiej. Do życia pełnego chwały i zaszczytów, twardo ustalanego przez reguły i etykietę.
Widziała beznamiętną twarz Ivory i starała sobie przypomnieć jaka ona sama była, dowiedziawszy się o swym ślubie. Czy była taka zimna, tak spokojna? Wtedy to nastąpił jeden z nielicznych razów kiedy okazywała pozytywne uczucia. Kiedy dała porwać się fali euforii, która wdarła się do jej umysłu i pozwoliła na sobie dryfować przez pewien czas. Krótki, aczkolwiek całkiem przyjemny czas.
Wreszcie odwróciła się do Ivory i spojrzała na nią uważnie swoimi ciemnymi oczami, zbyt dojrzałymi i jakby starymi, nawet jak na wiek kobiety.
-Tak. To z pewnością jest odpowiedni kandydat. - Znów cichy głos. Podeszła do dziewczyny i położyła jej dłoń na ramieniu w kojącym geście.
-Trzeba będzie szykować się do wyprawy moja droga. Czas ucieka, a my mamy bardzo wiele do zrobienia. I skoro masz zostać.. Żoną, winnaś wiedzieć i pewnych sprawach, a nie wiem czy matka Twoja uświadamiała Cię już. - Uśmiechnęła się i to był ten jeden z niewielu momentów, kiedy wydawała się o wiele młodszą dziewczyną. Ta uroda i ten uśmiech, nie jednego z mężów wielu narodów powalił na kolana. Był jednak na tyle rzadki, że jedynie rodzina uznawać go mogła za coś normalnego.
-Chodź Ivory. Nie ma co teraz o nim myśleć.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Balkony   Nie Sty 19, 2014 9:03 pm

Księżniczka siedziała wciąż na ławie, zapatrzona w fale o śnieżnobiałych grzbietach. Mocno ściskała poręcz ławy i milczała zamyślona. Czy prędko zostanie mu oddana? Czy nadchodzące dni będą ostatnimi, spędzonymi w Słonecznej Włóczni? Stanie się członkiem rodziny królewskiej, przebywanie na ich dworze wiązało się nie tylko z zaszczytami i chwałą, lecz również dekadencją, intrygami i czyhającymi niebezpieczeństwami na każdym kroku. Jedna z jej dwórek spędziła w Królewskiej Przystani przeszło dwa lata. Ivory obawiała się tego życia, ten strach uderzył w nią z pełną siłą. Dotychczas wiodła spokojny żywot młodej panny w radosnym i gorącym Dorne, bez trosk i zmartwień. Wiele czasu spędzała z matką w Wodnych Ogrodach; siedziały w cieniu drzewa cytrynowego i matka plotła jej warkocze na dothracką modłę, pochodziła bowiem z Essos i wielokrotnie opowiadała jej legendy o wielkich khalach oraz barbarzyńskim ludzie, który czcił Wielkiego Rumaka.
Wiele dziewcząt, zieleńszych i niespecjalnie bystrych, zapewne skakałoby na jej miejscu z radości, padało by na kolana i dziękowało Bogom, wyobrażając sobie życie u boku księcia jako pełne ciepłych barw, radości i niekończących się zaszczytów. A Ivory bała się i zamartwiała jednocześnie. Nawet nie zauważyła zbliżającej się Sameery, zaskoczyła ją jej dłoń. Odwzajemniła ciepły uśmiech, jednakże prędko zbladła. Matka kilkakrotnie rozmawiała z nią o małżeństwie, jednakże powtarzała jedynie o obowiązku wyjścia za mąż za kandydata, którego wskaże ojciec. O godności i honorze żony, nic więcej. Na myśl o obowiązkach zrobiło jej się słabo.
Ukończyła osiemnasty dzień imienia, była dość... Uświadomiona w kwestii relacji małżeńskich, jednakże polegało to jedynie na podsłuchiwaniu opowieści rozpustnych służących, bądź dalekiej krewnej, która oddała dziewictwo wędrownemu minstrelowi. O Dornijczykach mówiono, że są rozwiąźli i zbyt śmiali; bardzo swobodnie podchodzili do spraw damsko-męskich, a obecność faworyty lorda nikogo już nie gorszyła, pomijając jego małżonkę. Na samą jednak myśl Ivory zamarła i spojrzała na Sameerę szeroko otwartymi oczyma. Pokręciła głową w zaprzeczającym geście.
-Wyjedziesz ze mną? Pomożesz mi... We wszystkim? Jak mam się zachować? - zaczęła zadawać gorączkowe pytania.
Czasu zostało tak niewiele, musiały jak najprędzej poczynić przygotowania i wyruszyć w drogę. Maester tymczasem stał z boku i przysłuchiwał się wszystkiemu z uwagą i spokojem. Księżniczka podała mu list i zleciła znalezienie galery, która jak najprędzej dopłynie do Królewskiej Przystani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Balkony   Sob Sty 25, 2014 4:40 pm

/początek

Leilah gościła w mieście trzeci dzień. Zaproszenie bardzo ją ucieszyło. W Yronwood nudziła się niemiłosiernie, ciągle wypełniając te same obowiązki. Chociaż ojciec nie zrobił z niej wytrawnego polityka, ani wojowniczki, która sieje postrach swoim ostrym jak brzytwa mieczem, swoje musiała robić. Wysłuchiwała ludu, przypatrywała się wszystkim obradom i wyciągała z tego odpowiednie wnioski. Czasem było ciekawie, ale z drugiej strony rutyna ją zabijała. Lea była osobą pełną życia, spontaniczną i wesołą panną, która nie potrafiła długo usiedzieć w jednym miejscu. Możliwość wyjazdu był dlań jak powiew świeżego powietrza - z razu wstąpiła w nią nowa energia i nie mówiła o niczym innym, jak o podróży do siedziby Martellów.
Po burzliwych kolejach losu, oba rody pogodziły się i sojusz bardzo ocieplał stosunki oby znamienitych rodzin. Yronwoodowie dbali o dobry wizerunek, a młodzi członkowie familii nawiązywali własne przyjaźnie. Leilah bardzo polubiła księżniczkę Ivory, która kiedyś gościła w siedzibie chorążych, nazywając ją nawet pokrewną duszą. Możliwość ponownego spotkania wprawiała dziewczynę w wyśmienity nastrój.

Będąc już w Słonecznej Włóczni, lady Yronwood z prawdziwą przyjemnością oddawała się poznawaniu miasta i jego mieszkańców. Była tam w prawdzie kilka razy, ale nie miała czasu, by zobaczyć coś więcej. Teraz postanowiła się pokręcić tu i tam, nie zaniedbując przy tym swoich gospodarzy.
Zostawiła swoją małą świtę gdzieś w pałacu, a sama podążyła dalej, szukając księżniczek. Pomogła jej z tym służąca, wskazując miejsce ich pobytu.
Ciemnowłosą minął maester, który pozdrowił ją z szacunkiem. Odprowadziła go wzrokiem, a potem ruszyła dalej.
- Ktoś umarł? - zapytała prosto z mostu, widząc ich miny. - To znaczy... czy coś się stało? - tym razem w jej głosie pojawiła się troska. Potrafiła dostrzec emocje na ich twarzach, a obecność maestera tylko potwierdzała, że coś było na rzeczy.
- Jeśli przyszłam w nieodpowiednim momencie, proszę o wybaczenie - dodała, nie chcąc zostać źle zrozumianą. Ani myślała o wtrącaniu się w sprawy innych. Nie zapominała, że była przede wszystkim gościem, który nie miał tyle swobody, co u siebie w domu. Urażenie kogokolwiek także nie było jej intencją.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Balkony   Sob Sty 25, 2014 5:11 pm

Słuchając słów Sameery, która przemawiała doń jak matka, Ivory uspokajała się i odzyskiwała siłę ducha. Zawsze spodziewała się, że wyjdzie za jakiegoś wielkiego lorda, którego wybierze dla niej ojciec. Uczono ją, że do tego właśnie służą księżniczki. Choć cieszyła się wolnością, jakiej często nie zaznawało większość panien podobnego urodzenia, to pogodziła się z tą myślą. Pragnęło jej wielu, jednakże ojciec chciał, aby nie wychodziła za Dornijczyka. Nagle go zabrakło, a obowiązek wyboru kandydata spadł na Edrica. Ivory pocieszała się w myślach, że musiał mieć naprawdę ważne powody, to musiało być coś wielkiej wagi. Uniosła dumnie brodę i uśmiechnęła się.
Niezachwiani, nieugięci, niezłomni - powtarzała w myślach. Musiała zebrać się w sobie i zachowywać tak jak przystało dornijskiej księżniczce. A jej bynajmniej nie wypadało wylewać łez i drżeć ze strachu. Słońce niczego się nie lęka.
Jej matka, księżniczka Doliny Słodkiego Lotosu, Badriyah Xho, opowiedziała jej kiedyś o legendzie pochodzenia smoków. Podobno na niebie drzewiej wędrował drugi księżyc. Zbliżył się jednak za nadto do słońca i od jego żaru pękł, a z jego wnętrza wydobyło się tysiące smoków, które pochłonęły słoneczny ogień. Księżniczka bardzo chciała myśleć, że to nie mogło pozostać bez znaczenia.
Zamyślona nie zauważyła zbliżającej się Leilah Yronwood. Dziewczyny jedynie trzy dni imienia odeń starszej, a jednak bardzo podobnej do samej Ivory. Dziewczęta pochodziły ze zwaśnionych rodów, a dzięki ironii losu. zapałały do siebie najszczerszą sympatią. Kilka tygodni wcześniej Ivory posłała po Leilah, choć trakty były niebezpieczne i później wydało jej się to niemądre.
-Leilah, cieszę się, że Cię widzę - odezwała się Ivory, wstając z ławy i podchodząc do dziedziczki Yronwood. Nie omieszkała zbliżyć się do niej, ucałować w policzki i objąć serdecznie - Wprost przeciwnie.
Odsunąwszy się, stanęła przy balustradzie, a morska bryza na krótką chwilę porwała kilka kosmyków, które wymknęły się splotowi, do tańca.
-Wprost przeciwnie moja droga. Otrzymałam właśnie wiadomość o mych zaręczynach - oznajmiła Ivory, starając uśmiechnąć się promiennie i wyglądać na uradowaną tym faktem.
Niezachwiana, nieugięta, niezłomna. Taka musiała być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Balkony   Sob Sty 25, 2014 8:46 pm

- Wzajemnie, wzajemnie - odpowiedziała. - Właśnie dlatego was szukałam - uśmiechnęła się do obu pań. Brakowało jej takiego towarzystwa. Krewne to jedno, ale nie samą rodziną człowiek żyje. Z natury towarzyska Dornijka, czerpała garściami z możliwości przebywania w doborowym towarzystwie. Zawsze twierdziła, że należy dobrze poznawać innych. Nie dla samych korzyści, co do poszerzenia horyzontów. Matka mawiała, że gdy mężczyźni się kłócili, tam kobiety znajdywały wspólny język. A kto wie, co ją czeka w przyszłości. Znajomości pozostaną.
Leilah znalazła sobie kącik i przycupnęła w nim, tak by dobrze widzieć obie księżniczki. jej wzrok zatrzymał się teraz na Ivory, która wyjaśniła jej całą sytuację.
- Zaręczyny? - z jednej strony poczuła ulgę, ale z drugiej wyraz twarzy dziewczyny mówił, że nie koniecznie była to dobra nowina. Potrafiła ją zrozumieć, w końcu sama nie miała męża. Ojciec trzymał wszystko w sekrecie, albo po prostu nikt nie był zainteresowany jej osobą. Nie wiedzą, co tracą! - prychnęła do siebie.
- Komu przypadnie zaszczyt pojęcia tak pięknej i szlachetnej damy? - zainteresowała się. Nie odwrotnie. To dla pana był to zaszczyt, nie dla niej. Typowe myślenie dornijskiej kobiety, która nie musiała być uległa mężczyźnie. Chwała bogom za to, że urodziły się na Południu. Wartość płci pięknej przynajmniej była tu doceniana.
- Widzę, że to poważna sprawa, z resztą nie spodziewam się czegoś innego - spojrzała na dziewczynę znacząco. Dorne pokładało wielkie nadzieje w swoich książętach i księżniczkach i jako osoba z królewskiej krwi, panna Yronwood doskonale wiedziała w czym rzecz. Związki Martellów zawsze podyktowane były czymś ważnym. Taki los.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Balkony   Sob Sty 25, 2014 10:12 pm

Uśmiechnęła się. Rzeczywiście, plany małżeńskie w rodzie Martellów zawsze podyktowane były sprawom wielkiej wagi. Jej ojciec poślubił księżniczkę Badriyah Xho, z krainy odleglejszej niźli Mur, wyłącznie dla handlowego sojuszu. Podobnież uczynił jej najstarszy brat, biorąc za żonę Mellario z Braavos. Jedynie kuzynka Ivory, Sameera miała to szczęście, że obdarzyła uczuciem wybranego kandydata, a mianowicie Gamilla Allyriona, dziedzica Bożej Łaski. Ivory zaś miała wyjść za Maegora Targaryena, miała stać się członkiem rodziny królewskiej. Gdy minęły pierwsze zdziwienie, smutek i złość, na wargach księżniczki wykwitł delikatny uśmiech.
-Maegorowi Targaryen, lady Leilah - oznajmiła księżniczka.
Choć traktowała dziedziczkę Yronwood jak przyjaciółkę, to nie znały się jeszcze najlepiej. Nie była jej tak bliska jak córka zarządcy, Tyene, z którą współdzieliła sen, a przed nim szeptała o swych największych sekretach. Nie ujawniała więc swych prawdziwych uczuć do końca, wydawała się być szczerze uradowana wiadomością od Edrica.
Przez myśl przemknęło jej pytanie, któż pojmie za żonę Leilah Yronwood. Do uszu księżniczki doszły słuchy o kandydatach, przedstawianych jej przez ojca, których zawsze odrzucała. Szczęśliwiec, któremu uda się ją poślubić będzie władał Yronwood u jej boku. Dornijki nie stawały przecież w cieniu swego męża, potrzebowały blasku chwały tak jak on. Miały równie płomienną krew i porywcze charaktery, lud Dorne bowiem od wieków wyróżniał się na tle Siedmiu Królestw. Choć było ich stosunkowo niewiele w porównaniu do innych regionów, jednakże zapalczywości mieli tyle, co reszta królestw razem wzięta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Balkony   Sob Sty 25, 2014 11:07 pm

Słysząc imię mężczyzny, Leilah zmrużyła oczy, co nadało jej prawdziwie dzikiego, kociego wyglądu. Nie, nie chodziło o zazdrość czy negatywne emocje. Dziewczyna starała sobie przywołać w pamięci zasłyszane opinie i wszelkie nowinki o jegomościu. Targaryenowie słynęli z ognistego charakteru, a poza tym? Każdy był inny. Maegor był wojownikiem, a poza tym chyba niczego nie mogła być pewna. Oczywiście poza ambicjami i inteligencją.
- To zaszczyt, ale i spore wyzwanie - powiedziała w końcu. - Na twoim miejscu, pani byłabym w prawdziwym potrzasku. Z jednej strony radość, wszakże to ogromne wyróżnienie. A z drugiej strony strach związany z niepewnością. Historia pokazuje, że nigdzie nie można czuć się pewnym swojego losu, ale jednak... - Leilah nie słodziła księżniczce, a szczerze wyznała to, co myśli. Jej troska wynikała z faktu, iż bardzo jej na niej zależało, a skoro dbała o ich relacje, które przy okazji pomagały także ich rodom, nie ukrywała niczego na temat, o którym właśnie usłyszała. Yronwood miała też coś z ojca, mówiła to, co myślała.
- Jeśli w jakikolwiek sposób będę mogła cię wesprzeć, możesz na mnie liczyć - podeszła do Ivory i uścisnęła jej dłoń.
-Księżniczko, masz szczęście, że nie zostaniesz bez pomocy - po raz kolejny spojrzała na Sameerę. Wiedziała, że jej rady i doświadczenie życiowe na pewno bardzo się przydadzą młodej pannie Martell. Już samo to, że dowiedziała się tak nagle, było dla niej zaskoczeniem. Musiała to zaakceptować z miejsca.
- Maester zapewne ma się zająć przygotowaniami do podróży? - teraz wszystko układało się w zgrabną całość. Ich poruszenie, szybkie kroki zdeterminowanego mężczyzny. - Całe Dorne będzie o tym mówić. Ich księżniczka żoną smoka - ta gorąca kraina uwielbiała takie wydarzenia. Lady Yronwood wiedziała, że temat będzie omawiany setki razy. Osobiście cieszyła się, że wśród Targaryenów będzie Dornijka. Lepszego wyboru nie można dokonać.
- Zabrzmię samolubnie, ale cieszę się, że nie oddalisz się zbyt daleko, pani - na jej ustach pojawił się zadziorny uśmieszek. - Nigdy nie ukrywałam, że to dla mnie zaszczyt móc przebywać w twym towarzystwie, a gdyby przyszło się rozstać na daleką odległość, naprawdę byłoby mi smutno. Listy to nie wszystko. Już samo zaproszenie do tego miasta sprawiło, że moje serce zaczęło mocniej bić z radości i ekscytacji. Wyświadcz mi więc jeszcze jedną przysługę i napełnij nowy dom tym samym światłem i weselem. Myślę, że inni potrzebują tego bardziej niż ja - Leilah sama w sobie była promieniem, który jaśniał wśród ludzi i zabawy. Ivory również potrzebowała powodów do szczęścia. Przeżyła tyle złych dni, może teraz czeka ją coś dobrego? Na pewno zasłużyła na radość. Lud ją uwielbiał, podziwiał, kochał i szanował. Była ich słońcem.
Brunetka chciała też, aby Ivory nie zabrakło obok siebie przyjaciół. Z pewnością znajdzie kogoś, na kim będzie mogła polegać, ale znajomych twarzy nigdy jej nie zabraknie.
- Z głębi duszy życzę ci jak najlepszych dni. A także tego, czego sama dla siebie pragniesz, a o czym nikt nie słyszy, gdyż trzymasz to w tajemnicy swego serca - po tych słowach po prostu ją uściskała niczym siostrę.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Balkony   Nie Sty 26, 2014 4:02 pm

-Dziękuję za Twe wsparcie lady Leilah, widzę, że jesteś mą prawdziwą przyjaciółką - odpowiedziała księżniczka.
Dziewczyna Yronwoodów była bardzo bystra i od razu dostrzegła zarówno blaski, jak i cienie zaistniałej sytuacji. Insze dziewczątka z pewnością piszczałyby z radości i wykrzykiwały imię księżniczki, która czuła się zażenowana i zirytowana takimiż pannami. Nie przepadała za głupimi kurami, choć nigdy tego nie okazywała. Wszyscy ją kochali, wobec każdego bowiem zawsze okazywała uprzejmość i dobroć. Towarzystwo Leilah sprawiało jej jednak niezwykłą przyjemność.
-Księżniczka Dorne nie po raz pierwszy zostanie połączona węzłem małżeńskim ze Smokiem, pani - poprawiła dziedziczkę Ivory - Przypomnij sobie Myriah Martell, którą pojął za żonę Dareon II.
Księżniczka wielokrotnie słuchała o tym na lekcjach historii z Lynette. Nauczyciel opowiadał im o wcieleniu Dorne do reszty Królestw. To państwo, jako jedyne, nie zostało podbite, lecz przyłączone poprzez małżeństwo. Dareona i Myriah oraz Martona i Daenerys.
-Jesteś bardzo łaskawa, pani. Zapewniam, że mnie również będzie brakowało Twego towarzystwa. Istotnie, maester zajmie się przygotowaniem podóży. Mój najstarszy brat pragnie, abym jak najszybciej wypłynęła do Królewskiej Przystani. Żałuję, że tym razem spędziłyśmy ze sobą tak mało czasu, mam jednak nadzieję, że moje siostry oraz córka kuzyna wynagrodzą Ci moją nieobecność.
Księżniczka również objęła dziedziczkę, wtulając twarz w jej szyję i chłonąc zapach. Sama pachniała lotosem i żarem słońca, jej pustynna skóra była gorąca od długiego przebywania na zewnątrz.
-Żywię wielką nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz. Spędźmy ten dzień razem. Niedawno otrzymałam od kuzyna nową grę z Tyrosh, jestem pewna, że Ci się spodoba.
Ivory zmieniając temat ujęła Leilah i Sameerę pod ramiona, aby ruszyć w stronę wnętrza pałacu. Czekała ją długa podróż i pobyt w niebezpiecznym, pełnym pułapek miejscu. A później jedynie całe życie u boku starszego mężczyzny, którego nie znała. Ten ostatni dzień wolności chciała spędzić beztrosko. Odsuwając od siebie myśli o wojnie, małżeństwie i żałobie.
Nie potrafiła jednak tego uczynić.


[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Balkony   Wto Paź 07, 2014 6:29 pm

Oriane Sand stała samotnie, wpatrując się bez celu w horyzont. Nadszedł czas, by odeszła. Niespokojna dusza po raz kolejny podpowiadała, aby udać się przed siebie, nie patrząc co zostawia za plecami. Tak było zawsze. Jednego dnia zjawiała się niespodziewanie, a następnego znikała bez śladu.
Tym razem zabawiła dłużej niż zwykle. Przez Dorne przetaczała się fala wydarzeń, których chcąc, czy nie, była świadkiem. Sunspear nie było takie, jak zawsze. Pachniało inaczej, wyglądało odmiennie.
To ty tutaj nie pasujesz, Sand - odpowiedź zawsze była taka sama.
Kobieta odwróciła wzrok i wróciła do stolika, na którym oprócz tacy z owocami i dzbankiem wody, leżała czysta kartka. Sand poprosiła o przybory do pisania, gdyż chciała nakreślić kilka zdań swojej siostrze. Obiecała jej przed wyjazdem, że nieważne, dokąd droga ją poprowadzi, jeszcze odwiedzi ją w King's Landing.
Bękarcica miała dobre chęci, jednakże nigdy nie należała do mistrzów słowa. Nie do końca też wiedziała, co chce przekazać. Los pozbawił ją osób, o które mogła się tak naprawdę martwić. Ostatnimi czasy Oriane doceniała wartość rodziny, chociaż ich kontakty nadal nie należały do specjalnie głębokich. Nowo odbudowane więzi dawały jej siłę i uczyły czegoś nowego. Miała potrzebę utrzymywania kontaktu, chciała się w coś zaangażować po raz pierwszy.
- To trudniejsze, niż mi się zdawało - mruknęła do siebie niezadowolona.
Tak czy inaczej list powstał, a chociaż treść nie była wybitnie zajmująca, wyrażała chęć spotkania i troskę. Wylewność nie należała do mocnych stron tej kobiety, jednakże nie wyszło najgorzej.

Kilka dni później Sand zdecydowała się wyruszyć w kolejną drogę. Nie potrafiła zostać tam dłużej. Spakowała potrzebne rzeczy, nie zapominając o napełnieniu sakiewki, po czym ruszyła do portu i korzystając ze sposobności, użyła pokrewieństwa z rodem Martell, by znaleźć dla siebie miejsce na statku.
Po raz kolejny zostawiła za sobą Dorne. A gdzie znajdzie się teraz? Pożyjemy, zobaczymy.

/gdzieś w Westeros
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
30
Join date :
09/02/2016

PisanieTemat: Re: Balkony   Sob Maj 28, 2016 10:17 pm

Suszona figa przypominała w smaku stary rzemień wygarbowany na długo przed Tańcem Smoków. Stawiała jednak na nogi lepiej niż nocny zefir wiejący krytą terasą pełną kwitnących oleandrów. Drobna sylwetka Seyal – dziś odziana zadziwiająco skromnie, w sięgającą samych kostek suknię perłowej barwy, z myrijskim zdobieniem na rozkloszowanych rękawach – przemknęła niemal bezszelestnie opustoszałym korytarzem. Księżniczka łapczywie zaczerpnęła powietrza jak ryba rzucona na brzeg, po czym – cicho jak zjawa – wsunęła się do wnętrza komnaty przez lekko uchylone drzwi. Słaba poświata dnia wykrawała na posadzce kontury lekkich zasłon, które powiewały pod wpływem ciepłych muśnięć wiatru. Zapowiadał się piękny dzień. Cudowny, piękny dzień.
Wystarczyło kilka cichych kroków, by zbliżyć się do pięknie rzeźbionej kołyski, w której – zdawałoby się, że całkiem niedawno – leżała malutka Aida Martell. Teraz jednak, po rozchyleniu jedwabnych, kremowych zasłonek, które chroniły cenny skarb przed nazbyt ostrym słońcem, oczom Seyal nie ukazała się pogrążona we śnie dziewczynka.
Duże, okrągłe oczy barwy fiołków patrzyły z umiarkowanym zainteresowaniem wprost na dornijską księżniczkę, jakby mówiły hej, czego tu szukasz? Leżę sobie cichutko, nikomu nie zawadzam, każdy chciałby być na moim miejscu! Kąciki ust drgnęły z rozbawieniem, gdy panna Martell ostrożnie wsunęła jedną dłoń pod główkę Aeriona, drugą zaś pod zawiniętą w grubą pieluchę pupkę – mały Targaryen wierzgnął zabawnymi, malutkimi stópkami, po czym bez oporu pozwolił wyjąć się z kołyski. Seyal natychmiast uniosła go do piersi, zamykając w pewnym, zaskakująco opiekuńczym uścisku, zupełnie jakby odchowała przynajmniej dwójkę dzieci – albo chociaż jedno, tyle, że wymagające. Syn Ivory wciąż spozierał na własną ciotkę z zainteresowaniem – tym razem jakby bardziej ożywionym, niż przed kilkoma chwilami – po czym, najwyraźniej zadowolony z oględzin, posłał jej bezzębny uśmiech. Księżniczka prędko cmoknęła go w gładkie, blade czółko, w ledwie kilku krokach wychodząc skąpany w słońcu taras; stojąc w smudze światła, przez krótki moment wpatrywała się w rozświetlony złotawymi promieniami horyzont, dopiero po chwili przenosząc spojrzenie na Aeriona.
- Pewnego popołudnia, kilka lat po nastaniu nowego stulecia, czerwonawy pył, będący kiedyś żyzną górską glebą, wiruje w powietrzu. Opada na jeźdźca, który mozolnie brnie przez wąwozy, przecinające tereny po południowej stronie gór. Wysusza mu gardło, pokrywa ubranie, zatyka pory zlanej potem twarzy – pęcherzyk ciszy prysnął gwałtownie wraz ze słowami księżniczki, która z lekkim uśmiechem kołysała w ramionach syna swej siostry. Ivory obdarzyła ją kredytem zaufania godnym Żelaznego Banku, gdy pozwoliła Seyal zająć się tego popołudnia Aerionem – najmłodsza siostra Księcia Dorne nie słynęła bowiem ze szczególnego poczucia odpowiedzialności.
Albo poczucia czegokolwiek, poza własnymi sprawami – a jednak stała tu i teraz z małym potomkiem Targaryena w ramionach i świadomością, że wbrew składanym siostrze obietnicom, spuściła niemowlę z oczu na dosłownie pół chwili, której potrzebowała, by odprawić Aarona Vaitha. Nic nie wskazywało jednak na to, by w trakcie tej prędkiej jak mrugnięcie oka nieobecności Aerion Targaryen zdołał dokonać czegoś wielkiego.
Na dobrą sprawę nawet się nie ruszył, co początkowo napawało Seyal pewną dozą wątpliwości, czy z dzieckiem aby na pewno wszystko jest w porządku – poza leżeniem, płaczem, domaganiem się karmienia i produkowaniem zadziwiającej ilości kupek nie robił zupełnie nic. Od czasu do czasu uśmiechał się jeszcze, co nadawało mu nieco bardziej ludzkiego charakteru – i właśnie wtedy księżniczka nabierała pewności, że mały Aerion jednak jest człowiekiem.
- Gdyby go spytać, miałby kłopot z odpowiedzią na pytanie, co tu właściwie robi. Być może przyjechał tu z przekory, ponieważ o tej porze roku wszyscy ruszają na północ zażyć chłodu wzgórz. Spędził trzy tygodnie, jeżdżąc bez celu to tu, to tam w poszukiwaniu czegoś. Tyle że nie jest do końca pewien, czego szuka. Czegoś, co wypełni pustkę. Do niedawna życie wśród wzgórz zupełnie mu wystarczało – powoli opadła na miękki, wyściełany jedwabnymi poduszkami szezlong, który stał w ciepłym cieniu balkonu – po chwili trzymania dziecka, nienawykłe do podobnej odpowiedzialności ręce zaczęły jej ciążyć, dlatego wolała upewnić się, że jej kolana będą stanowić dodatkową podporę. – Kim był ten jeździec i czego tak naprawdę szukał? Tego, czego szukamy my wszyscy, maleństwo – uśmiechnęła się lekko, łaskocząc Aeriona po pełnym, delikatnym brzuszku. – Szczęścia, jak sądzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Balkony   

Powrót do góry Go down
 

Balkony

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne :: Słoneczna Włócznia :: Pałac rodu Martell-