a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnaty Królowej



 

 Komnaty Królowej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Komnaty Królowej   Pią Sty 10, 2014 8:24 pm

Kilka wystawnych i bogatych komnat połączonych ze sobą i oddanych na użytek małżonce króla oraz jej dwórkom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty Królowej   Pią Sty 10, 2014 8:27 pm

Mistrz Gry

Stało się tak, jak rozkazano. Służba opuściła komnaty Ravath, zatroskane dwórki niechętnie powróciły do swoich domów bądź przydzielono im inne zadania w Czerwonej Twierdzy. Dziwna, pełna napięcia cisza zaległa w komnatach, jak i na korytarzach, w których dosłownie oraz w przenośnio zamknięty królową. Ta nawet nie próbowała zaprotestować. Czyżby była pierwszym smokiem, którego można było pojmać i zatrzasnąć w klatce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
135
Join date :
03/09/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty Królowej   Wto Sty 21, 2014 8:03 pm

Fatalny dzień dobiegł końca. Przyszła noc, niewiele lepsza. Czas płynął nieubłaganie, ale sen nie przychodził. Aerys leżał na wznak ze wzrokiem wbitym w sklepienie własnej komnaty, w dłoni ściskał niewielki kawałek pergaminu, zupełnie jakby odnajdował w nim bliżej niesprecyzowane źródło energii. Zaledwie kilka godzin temu dostrzegł tą niewielką notatkę na lśniącej posadzce, zupełnie jakby ktoś wsunął ją pod ciężkimi, dębowymi drzwiami do wnętrza komnaty. Z niedowierzaniem raz po raz czytał treść wiadomości, to kręcąc głową, to z kolei marszcząc jasne brwi. Zmarnował cały dzień, pojedynkując się z własnymi myślami, aż w końcu uznał, że najwyższa podjąć odpowiednie działania. Targaryen zwykł powtarzać w myślach, gdy tylko chwile zwątpienia zaczynały odciska piętno na jego postępowaniu: jeżeli pragniesz osiągnąć sukces, nie naśladuj nikogo. Można i trzeba uczyć się od innych. Ale nie wolno ich naśladować.
Uniwersalna prawda, której pokrycie być może Aerys znajdzie dzisiaj, kierowała jego ruchami, gdy cicho narzucał na ramiona bordowo-czarny płaszcz z miękkim podbiciem. Król, który usłyszy, że jego rządy są równie dobre, jak rządy poprzednika, nie powinien brać tego za komplement. Przeciwnie - winien uważać to za obelgę. Bo to znaczy, że inny władca był numerem jeden, a nasz król jest dopiero drugi. Cóż z tego, że tuż za tym pierwszym? Zawsze lepiej być pierwszym, niż drugim…
Dlatego Aerys uważa, że trzeba szukać własnej drogi. Ścieżki Aegona Zdobywcy i jego sióstr wiodły do sukcesu tylko dlatego, że nikt wcześniej nimi nie chadzał. Każdy, kto podąży tamtędy jako drugi, trzeci czy setny, będzie już tylko naśladowcą. Sukces leży na szlakach, których nikt dotąd nie wydeptał. Dlatego Smok wymaga od siebie tylko jednej rzeczy: szukaj własnej drogi. Indywidualnej.
Gdy pchnął drzwi prowadzące do komnaty królowej, już wiedział, co dokładnie musi uczynić. Wszystko było gotowe. Służki i dwórki trzymały się z daleka od pomieszczeń, zaś prawie wszyscy Gwardziści nie mieli wstępu do tej części Twierdzy…
Aerys zawsze starał się unikać schematów. Szukał własnych dróg, takich, by nikt nigdy nie próbował go z kimkolwiek porównywać, żeby wszyscy wiedzieli: jest pierwszy na tej drodze. Niech inni go naśladują...
Na przekór własnym obawom, gdy tylko zamknął za sobą drzwi na ciężki klucz, Ravath, jego Ravath nawet nie próbowała uciekać, walczyć, stawiać opór. Całe życie poświęciła na kreowanie własnego świata rodem z ballad śpiewanych przez cienkie głosy bardów… być może dzisiejszego wieczoru czekała na swego Floriana, który uratowałby ją przed mężem. Jeśli zaś ten nawet istniał - był daleko od komnat królowej, od Czerwonej Twierdzy, od Królewskiej Przystani…
Pokój pogrążony w półmroku. Zza chmur niepewnie wyglądał księżyc, wystarczająco jasny, by zajrzeć swym bladym licem niepewnie przez okno. Targaryen zamarł w bezruchu na kilka kroków od łoża, gdzie leżała drobna postać, w której wciąż można było dostrzec dziecko jakim ongiś była Ravath. Ta Ravath, którą Aerys wciąż miał w pamięci.
- Nikt nie potrafi mnie zrozumieć. - głos władcy zakłócił zalegającą w komnacie ciszę, odbijając się od zimnych, nieczułych ścian. - Nawet moja własna siostra… i żona. - dodał po chwili, zupełnie jakby pragnął upewnić się w prawdziwości swych słów. Król wykonał dwa kroki w stronę łoża, zaciskając blade usta w wąską kreskę, wyrażającą zadumę… oraz gniew. Głównie gniew.
- Długo myślałem, co uczynić, byś poczuła mój ból… byś w końcu przekonała się, że i ja mam uczucia, których nigdy nie chciałaś i nie potrafiłaś wyzwolić. - podjął ponownie, zasłaniając okno ciężką, bordową kotarą. - I kiedy już sądziłem, że znalazłem najbardziej okrutny sposób na zadanie Ci cierpienia, ten nadal wydawał się niewystarczający… niegodny kobiety o Twej pozycji. - blada dłoń króla uniosła się w górę, na wysokość jego twarzy, i wykonała gest, jakby odganiała natrętną muchę. - W końcu pojąłem, że nic nie będzie w stanie oddać nienawiści, jaką we mnie wzbudziłaś. Zrozumiałem też… iż jedynym sposobem jest poruszenie w Tobie tych samych uczuć. Równie mocnych, intensywnych. - pogrążony w mroku parawan, stojący w głębi komnaty, drgnął delikatnie, jakby potrącony czyimś ramieniem. Gęstniejąca ciemność zadrżała, wybrzuszyła się… i na pół uderzenie serca pozwoliła dostrzec królowi postać zbliżającą się do łoża Ravath. Kącik ust Aerysa drgnął nerwowo, gdy jedna z zasłon baldachimu uniosła się delikatnie.
- Nie mam w królestwie zbyt wielu przyjaciół. Do tej pory sądziłem, że rodzina… a przynajmniej jej znaczna część jest dla mnie opoką, jednak po raz kolejny… - z ust króla wyrwało się ciche westchnięcie, gdy od strony łoża dotarł doń stłumiony jęk. Ktokolwiek w chwili obecnej znajdował się przy królowej, najpewniej zasłaniał dłonią jej usta… lub kneblował kobietę. - … pomyliłem się. Po raz kolejny pomyliłem się. A mimo to nadal uważam, że Targaryenowie winni okazywać wobec siebie solidaryzm i wsparcie. Ale nie pobłażanie. Skoro więc nie potrafiłaś mnie kochać, najwyższa pora, byś zaczęła się bać. - Aerys odwrócił się powoli w stronę okna, wbijając spojrzenie w niewielką szparę pomiędzy stykającymi się ze sobą kotarami. Blade światło księżyca rzucało na ściągniętą w bólu twarz podłużną smugę, przecinającą czoło i prawy policzek.
- Zacznijmy. - rzekł krótko władca, nawet nie mrużąc powiek. Aerys wpatrzony w niewielki skrawek nieba, który potrafił dostrzec między zasłonami, wydawał się oddalony o setki mil od komnat swej żony. Jego uszy rejestrowały jednak każdy, nawet najcichszy dźwięk dobiegający od strony łoża: ciche skrzypnięcie potężnego mebla, stłumiony krzyk protestu Ravath… i to, co nastąpiło chwilę później - trzask rozdzieranej szaty. Rozpaczliwą szamotaninę drobnego ciała na wielkim łóżku. Stłumione przekleństwo, wyrywające się z gardła mężczyzny, który zjawił się zza parawanu. Jego głuche sapnięcie. Pierwsze. Drugie. Trzecie. Chwila ciszy. I wtem: ciche, zwykle prawie niesłyszalne skrzypienie dębowych desek łoża. Powolne. Powolne… nieco szybsze, szybsze, szybsze, coraz szybsze, kolejny rozpaczliwy jęk protestu, chrapliwy, męski oddech, dźwięk nagiego ciała uderzającego o drugie, nagie ciało, skrzypienie łoża tak prędkie, jak koński kłus przeradzający się w pęd! Kobiecy stłumiony głos przebijający się przez mieszaninę odgłosów, głuche jęknięcie mężczyzny przesycone podnieceniem…
… i koniec. Cisza. Martwa cisza, brzmiąca w uszach Aerysa równie głośno co dźwięki dobiegające przez ostatnie minuty od łoża. Dopiero po chwili, jakby zza grubej ściany, ciche skrzypnięcie łoża, ciężkie kroki na posadzce. Targaryen zacisnął mocniej palce na kamiennym parapecie, nawet nie oglądając się przez ramię.
- Drugi. - rzucił cicho, nie odrywając wzroku od księżyca zaglądającego do komnaty. Gdy tylko przebrzmiało polecenie władcy, sekwencja dźwięków powtórzyła się: kroki dobiegające zza parawanu, tym razem bardziej lekkie. Skrzypnięcie łoża. Rozpaczliwy jęk królowej. Przyspieszony oddech mężczyzny. Ciche sapnięcie. Pierwsze. Drugie. Kolejne… królowi przez zatrważającą chwilę wydawało się, iż potrafi rozpoznać niesprecyzowane odgłosy wydawane przez Ravath, jakby… prośbę…
Nie. Nie, błagam, nie… nie…
Aerys zacisnął mocniej szczęki. Musiał to przetrwać. Musiał przetrwać… musiał być Smokiem.
- Trzeci.
Nie wiedział, jak długo to trwało - noc, pół nocy, zaledwie kilka chwil? Księżyc już dawno schował się za chmurami, pozbawiając Targaryena nawet najmniejszego źródła światła. Król trwał przy oknie nieruchomy jak posąg, gdy z jego gardła padło kolejne z krótkich poleceń, rzucanych odkąd tylko swą obecność w komnacie zdradziło więcej niż jeden, dwóch… a nawet trzech mężczyzn.
- Siódmy. - wydusił cicho, zauważając, że wciąż zaciskane na parapecie palce pozbawione są czucia. Kroki. Skrzypnięcie. Chrapliwy oddech. I brak jakiegokolwiek protestu. Ani jednego stłumionego jęknięcia, prośby, przekleństwa…
- Siedmiu bogów. Siedem części królestwa. Oraz mężczyzna pochodzący z każdego z nich. - Aerys odwrócił się spokojnie od okna, splatając dłonie na piersi. Fiołkowe spojrzenie, nawet jeśli mogłoby zostać dostrzeżone w mroku, nie wyrażało… obłęd? - Władanie jedną krainą jest ciężkie, o czym jednak nie chciałaś się przekonać. Pomyślałem więc, że najwyższa pora, byś odczuła, co oznacza władanie aż siedmioma… - Targaryen urwał na moment, spoglądając w stronę parawanu, za którym ukryto kominek, zaś w nim - jeden z wielu ukrytych korytarzy.
Maegor Okrutny… czy na takie okazje budował tajne przejścia w Czerwonej Twierdzy?
- Właśnie na tyle królestw może ponownie rozpaść się Westeros z Twej winy. Tylko dlatego, przez własną próżność nie dałaś mi dziedzica. Kogoś, kto zapobiegłby walce o dominację… gwarantu stabilności… - Aerys obrócił na palcu pierścień, ruszając w stronę balkonu. Nie, to nie był koniec…
Z rozmachem uchylił drewniane drzwi, do tej pory zamknięte na zasuwę i wpuścił do wnętrza powiew letniej nocy. Ciepła bryza znad zatoki nad którą wychodził taras wtargnęła do wnętrza komnaty, wprawiając w ruch zasłony łoża oraz kotary. Już po chwili szczęknął inny zamek, gdy Targaryen przekręcił ciężki klucz i otworzył drzwi wejściowe. Przez chwilę milczał, jakby upewniając się, że w widocznej części komnaty została wyłącznie Ravath, zaś za parawanem zostały jedynie dwie, niezbędne osoby. Dopiero po chwili przemówił donośnie, wsłuchując się w echo odbijane przez puste ściany korytarzy.
- Służba! Królowa nie może zasnąć, natychmiast przynieście ciepłe mleko. I niechże Wielki Maester na wszelki wypadek weźmie także makowe. - rozkaz, rzucony w przestrzeń, najpewniej dotrzeć musiał do oddalonych o kilka komnat służek, wyczekujących na polecenia. Wnet wybuchło zamieszanie, gdy słowa króla dotarły do kobiet, które wnet wzięły się do pracy. Aerys zdołał ledwie przejść na środek komnaty i upewnić się, że szeroki parawan zasłania to, co winien, gdy do pomieszczenia weszły dwie służące, niosące dzban z ciepłym mlekiem oraz niewielki puchar. Za nimi powoli podążał maester, z ciężkim łańcuchem na szyi i niewielką fiolką w dłoni. Władca w milczeniu obserwował, jak kobiety oraz starzec podchodzą do łoża by postawić przy nim naczynia, wziąć te wypełnione zimnym napojem i dopiero, gdy upewnił się, że dostrzegli twarz odkneblowanej już Ravath, odkaszlnął głośno, wnet skupiając całą ich uwagę i odciągając maestra od pomysły badania królowej.
- Zbliżcie się. - rzekł krótko, odchodząc kilka kroków w stronę drzwi wyjściowych. Służki podeszły do swego króla, stając plecami do łoża. To wystarczyło. Targaryen westchnął donośnie i potarł dłonią lewy policzek, zniżając ton głosu. - Odczuwam szczerą obawę… o królową. Odkąd przybyłem, nie odezwała się ni słowem. Rozumiem, że utrata dziecka dla każdej kobiety jest traumatycznym przeżyciem, moja żona nie stanowi wyjątku, jednak chcę być pewien, że niczego jej nie zabraknie i zapewnicie jej opiek…
Mawiają, że kluczem do odniesienia zwycięstwa na arenie politycznej jest gra - także ta aktorska. Aerys, wbrew pozorom, nie mógłby pod tym względem mieć sobie równych. Nikt nie śmiałby zarzucić mu kłamstwa. Nie teraz. Nie w obliczu tego, co lada moment zajdzie…
Przyczyną raptownego przerwania mowy króla było uniesienie przezeń głowy - wzrok na moment zatrzymał się na łożu Ravath, po czym powoli, jak u człeka żywo przerażonego, powędrował w bok, wprost na… taras.
- Bogowie… - zdołał wykrztusić władca, wyciągając dłoń w stronę balkonu. Na tle ciemnego nieba biała nocna szata królowej odznaczała się jasną plamą. Włosy koloru gwiazd falowały na wietrze i przez pół uderzenia serca wydawało się, że Ravath po prostu wychyla się przez balustradę - lecz jedynie przez pół uderzenia serca. W momencie, w którym Aerys wykonał rozpaczliwy krok w stronę tarasu, zaś jedna ze służek upuściła trzymany dzban z zimnym mlekiem, szczupła sylwetka królowej zniknęła za kamienną barierą, zanurzając się w mroku nocy.
Dźwięk rozbijanego dzbana nałożył się na przerażony krzyk drugiej służki. Król wykonał kolejny, niezdarny krok w stronę balkonu, po czym nie wiedzieć - czy potykając się, czy tracąc wszelką siłę, opadł na kolana z hukiem. Bordowe sukno wnet nasiąknęło białym jak śnieg mlekiem, Aerys jednak zdawał się tego nie zauważać. Jego oczy, wciąż utkwione w balustradę, z której wprost na skały zatoki runęła Ravath, nie wyrażały nic. Były puste. Zupełnie jak u martwego zwierza.
- Skoczyła. - wyszeptał nagle, najpewniej nie do końca zdając sobie sprawę, z tego co dzieje się wokół - w komnacie zjawiło się trzech królewskich Gwardzistów, roztrzęsione służki zaś wybiegły z niej, szlochając z przerażenia. Wielki Maester natychmiast ruszył w stronę balkonu, pokonując starczy ból kości, zaś Aerys mimowolnie odtrącił dłoń jednego z Białych Płaszczy, gdy ten próbował pomóc swemu królowi wstać. - Skoczyła… - powtórzył Targaryen, jakby to słowo było dla niego niezrozumiałe. Władca uniósł dłoń, w którą wbił się odłamek dzbana. Rubinowa krew na posadzce wymieszała się z śnieżnobiałym mlekiem, a jedynym, na co potrafił zdobyć się Aerys gdy podnoszono go z ziemi i wyprowadzano z komnaty, było:
- Skoczyła…

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Komnaty Królowej   Sob Sty 25, 2014 7:11 pm

/ Korytarz

Okazja czyni złodzieja, zwykł mawiać Jaehaerys. I choć sam nigdy niczego sobie nie przywłaszczył, nie potrafił zrozumieć dlaczego niektórzy mają pretensje, że zostali okradzeni. W końcu ktoś, kto nie dba o swe skarby, sam jest sobie winien. Maegor całkowicie zgadzał się z poglądami rodzica, tyle że w przeciwieństwie do niego lubił łączyć teorię z praktyką. I kto wie, może to właśnie dlatego, a nie przez zwykłą bezwzględność, nie wahał się ani momentu przed wejściem do sypialni Ravath. W umyśle Targaryena wciąż echem odbijały się słowa Wielkiego Maestra, atakujące w najmniej spodziewanej chwili i budzące w Smoku coś na wzór… rezygnacji? Nie tak miało to wyglądać. Śmierć jego siostry mogła znacznie pokrzyżować tkaną od dawna sieć, w którą jak mucha powinien zaplątać się Aerys, wraz z odejściem królowej przed władcą wyrósł istny Mur problemów, jakim będzie musiał stawić czoła. Co jednak w momencie, w którym miłościwie panujący znajdzie sobie nową żonę? Znacznie bardziej…
Agresywną politycznie.
… aktywną? Żonę, która powije tyle dzieci, ile Targaryen tylko zapragnie? Którą pokocha lud, która zbliży króla do jednego z wielkich rodów Westeros?
Maegor zamarł w bezruchu na środku komnaty, rażony imieniem, jakie na pół uderzenia serca rozbłysło w jego umyśle jasno niczym błyskawica. Ravath mogła być Targaryenem, to jednak nie czyniło z niej władczyni idealnej. Na dobrą sprawę, najbliżej ideału znajdował się ktoś, kto był królewskiego dworu znacznie bliżej, niż Smok by tego pragnął… Maegor zmrużył lekko oczy, czując w piersi irracjonalne drżenie na myśl o spotkaniu, które przyjdzie mu odbyć w obliczu nowych faktów.
Jeśli szukam sojuszników, powinienem zacząć od niej…
Targaryen odwrócił głowę w stronę drzwi, upewniając się, że zamknął je za sobą na zasuwę. Nie miał zbyt wiele czasu na przeszukanie komnaty, choć na dobrą sprawę jego obecność tutaj mogłaby wzbudzić podejrzenia wyłącznie u Aerysa… i ten fakt wystarczył. Targaryen ruszył w stronę zamkniętego balkonu, jakby spodziewając się, że ujrzy tam własną siostrę, uśmiechającą się z wyższością na samą myśl o dowcipie dokonanym na całej Czerwonej Twierdzy. Maegor przez chwilę wpatrywał się w skąpaną w słońcu balustradę, z której w nocy skoczyła Ravath. Milczący kamień koloru rozcieńczonego wina nie miał jednak zamiaru zdradzić Targaryenowi tajemnicy królowej, choć najpewniej ją znał, podobnie jak łoże, okna, dywan, ściany, obrazy i rzeźby. To wszystko… to byli pozbawieni głosu świadkowie tragedii, mogący przeważyć szalę zwycięstwa na stronę Maegora. Tego samego Maegora, który zwykł radzić sobie sam.
Odwrócił się gwałtownie od balkonu, rozglądając po komnacie. Pomieszczenie na dobrą sprawę było połączeniem kilku mniejszych przestrzeni, jednak ta, w której obecnie znajdował się Książę Dragonstone, stanowiła wyłączne terytorium królowej. I właśnie dlatego tutaj Targaryen postanowił zacząć. Już po chwili pierwsza z niewielkich, misternie rzeźbionych szafek z hukiem została pozbawiona niewielkich drzwiczek, gdy Maegor szarpnął za nie zbyt mocno, uszkadzając kruchy mebel. Smok odrzucił na bok drewniane skrzydło komody, drugą ręką wyciągając z wnętrza szafki misternie poskładane szale. Delikatny materiał raz za razem lądował na zimnej posadzce, ścieląc ją jedwabiem i mirijskimi koronkami. Pierwszy traf, zgodnie z niepisaną zasadą, okazał się nieudany, opróżniona półka nie zawierała nic poza bezużytecznymi szmatami. Targaryen stłumił w gardle warknięcie poirytowania, gdy ruszał do kolejnej, tym razem większej szafy. Drzwi zaskrzypiały cicho, gdy zaglądał do środka, odnajdując wzrokiem wyłącznie suknie swej siostry, tak małe, że mogłyby pasował na dziecko, nie zaś kobietę. Wystarczyły trzy ruchy, aby i zawartość tego mebla wylądowała na ziemi i by Maegor mógł sprawdzić, czy nie znajduje się w nim ukryta skrytka. Szafka wykonana została jednak z mocnego drewna, dlatego wynik poszukiwań nawet nie zaskoczył Targaryena, który ruszał już w stronę nocnej półki. Sekwencja ruchów powtórzyła się po raz kolejny - szarpnięcie, sprawdzenie zawartości i brak jakichkolwiek efektów. Jedynie komnata z chwili na chwilę zaczynała przypominać pole bitwy. Suknie, halki oraz cała masa kobiecych bibielotów, których Maegor nawet nie potrafił nazwać, walała się po ziemi niczym polegli mężowie w walce. Targaryen kierując się do kolejnej z szafek, nadepnął na niepozorny flakonik. Powietrze prawie natychmiast wypełnił zapach perfum Ravath i mało brakowało, by Smok nie obrócił się gwałtownie, poszukując wzrokiem siostry. Na szczęście jego spojrzenie przykuł inny, znacznie mniejszy szkopuł - zabudowany stolik, przypominający raczej okrągłą komodę, stojący naprzeciwko balkonu i odsunięty od ściany pod lekkim skosem. Brwi Maegora podjechały delikatnie do góry, gdy pokonał odległość dzielącą go od mebla i przykucnął tuż przy nim, z tej pozycji przyglądając się blatowi. Blady palec przejechał delikatnie po lśniącym drewnie, poza kurzem zgarniając kilka zasuszonych i małych jak plamki krwi płatków. Targaryen roztarł je pomiędzy opuszkami, wciąż mając w nozdrzach zapach lawendowych perfum. Jego wzrok prześlizgnął się po smudze powstałej przez gest palcem i dopiero po chwili spoczął na pierwszej, wysuwanej półce od góry. Zamkniętej na kluczyk.
Kąciki ust Maegora uniosły się delikatnie w uśmiechu, kiedy sięgnął po wsunięty w cholewę buta sztylet i wsunął go w szczelinę pomiędzy półką a blatem. Ostrze podważyło delikatnie zasuwę prostego zamka…
… która jednak nie ustąpiła. Targaryen zaklął cicho, ponawiając ten sam ruch, tym razem znacznie gwałtowniej. Sztylet wygiął się lekko, po chwili odskakując od szczeliny. To było wystarczająco dobrym powodem dla Maegora. Podniósł się powoli, przyglądając stolikowi. Nie był wysoki ani szeroki… ani też zbyt ciężki, o czym Smok osobiście się przekonał, podnosząc go z ziemi jednym ruchem. Mięśnie Targaryena zaigrały pod przepoconą, podróżną koszulą, gdy ten unosił mebel coraz wyżej, po chwili opierając go na zgiętym kolanie. Maegor odsapnął cicho, zaciskając mocniej palce na zaokrąglonych rogach, po czym poderwał stolik w górę i zrobił coś, czego z meblami nie zwykło się robić… a przynajmniej nie w królewskich sypialniach - rzucił nim mianowicie o ścianę. Okaz sztuki stolarskiej pokonał w locie nieco ponad jard i z hukiem gruchnął o gruby mur, strącając ze ściany przy okazji obraz przedstawiający Meraxesa. Targaryen przestąpił ramę i kopnięciem przetrącił połamaną komódkę. Zamek pierwszej półki nadal trwał na miejscu, utwierdzając Maegora w przekonaniu, że ktoś wykonał go z valyriańskiej stali, jednak tylna ścianka mebla została strzaskana. Smok pochylił się, szarpnięciem odrywając szczerzącą się doń, złamaną deskę i wsunął dłoń w głąb półki. Długie palce już po chwili musnęły coś zimnego, okrągłego, z wypustkami, z pozoru niezbyt cennego…
Lecz wyłącznie z pozoru - Targaryen nie mógł dłużej powstrzymywać uśmiechu, gdy ostrożnie ujął drugą dłonią zawartość szafki i gdy wyjął ją na światło dzienne. Twarda, skamieniała skorupka zalśniła złotawo przy pierwszym ruchu, odbijając się refleksami w lawendowych oczach Maegora, już ruszającego w stronę drzwi.
Wyprzedziłem Cię, braciszku…

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Komnaty Królowej   

Powrót do góry Go down
 

Komnaty Królowej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Zamek Królowej Kier
» Brama Królowej
» Ogród Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Komnaty rodziny królewskiej-