a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dziedziniec



 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhal
Liczba postów :
365
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Dziedziniec   Nie Gru 08, 2013 10:23 pm

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhal
Liczba postów :
365
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Gru 08, 2013 10:23 pm

/ Rzeczny Trakt

Riverrun wyłania się z mglistego powietrza i mało, że Whent na ten niesłychany widok żadnego nie doznaje uniesienia, mało, że żadnych marzeń, wzruszeń, epifanii, mało tego - jego istotny stosunek do Riverrun wyłaniającego się z mglistego powietrza poranka  jest w zasadzie obojętny. Bez wątpienia położenie zamku działa na jego korzyść, zaś sama twierdza już na pewno wygląda o wiele lepiej od Harrenhal… lecz nigdy nie darzył tego miejsca szczególną sympatią. Nie potrafił zrozumieć odrazy rodu Tully do przestrzeni, nie umiał docenić uroku pobliskich rzek i zielonych pól. Jedynie niebo nad twierdzą, czerwone i złote, miało w sobie coś fascynującego. Zaczęło właśnie nabierać barwy intensywnej purpury. Whent podniósł głowę i spojrzał na pasma obłoków. Przypominały smużki ciemnego dymu. Z pozoru nie zwiastowały deszczu, lecz Rossel wiedział, że o tej porze roku pogoda robi się zmienna jak nastroje rozpieszczonej kobiety.
Gdy wjeżdżali na dziedziniec, wewnętrzny podszept nakazał mu pomyśleć, że coś jest mocno nie tak - i po raz kolejny się nie pomylił. To, że Dorzeczem wstrząsały nieustanne wojny było rzeczą naturalną. Część dawnych chorążych rodu Tully nadal uważała władcę Doliny za uzurpatora. Knuto spiski, wszczynano rewolty i pucze, zazwyczaj brutalnie tłumione przez zwolenników królewskiego pokoju. Pomiędzy starymi i nowymi rodami, a także w gronie nowo mianowanych, wybuchały nieustanne konflikty o nadania ziemskie. Spory o grunty kończyły się zbrojnymi najazdami sąsiadów, a że możni dysponowali zwykle własnymi oddziałami lub środkami na ich zaciąg, przeradzały się w regularne potyczki. Król nie siedział na tronie na tyle pewnie, by siłą ukrócić spory i zaprowadzić porządek w królestwie. Dorzecze pogrążało się więc w chaosie.  Miasta wydawały się opustoszałe, bo nikt nie wyściubiał nosa z domu… i nawet Riverrun nie zdołało odeprzeć ataku niepokoju.
- Konie do stajni, a my do jadłodajni. I niech cały zamek wie, że przybyliśmy. - rzucił pod nosem Whent z nietypowym dla siebie rozbawieniem, gdy kraty bramne zostały podniesione, zaś pół setki konnych wjechało na dziedziniec Riverrun, powiewając złotym herbem z wyszytymi nań czarnymi jak lochy Harrenhal nietoperzami. Rossel spodziewał się hucznego powitania przez młodego Tully’ego (który w wyobrażeniach Whenta w dziwny sposób przypominał śledzia), otrzymał zaś… trzech stajennych, którzy wyglądali na zdezorientowanych, zupełnie jakby ostatkiem sił powstrzymywali się przed zapytaniem „a szlachetny pan nie pod Stone Hedge”?, na co najpewniej sam Rossel odpowiedziałby „a szlachetni panowie jeszcze nie nabici na pal?”. Naturalnie, że nie wybrał się na malutką wojnę Blackwooda, jak określał ją w myślach. Kruk, którego przechwycili, wyraźnie świadczył o tym, że na siedzibę Brackenów maszeruje obecny chorąży Arryna… i z niewiadomych przyczyn fakt ten tak rozbawił Whenta, że resztę drogi do Riverrun spędził w wybornym humorze.
To nie była jego sprawa… czy też raczej - była, jednak doskonale wiedział, że wnet znajdzie się kilku szlachetnych, którzy zechcą zasłynąć w bitwie lub ugrać w tej potyczce coś dla siebie. Sam Rossel ani odrobinę nie zdziwił się, gdy stajenny poinformował go o wyruszeniu Lancela Tully’ego (dzięki czemu Whent w końcu zwiedział się, jak młodzik ma na imię). O wiele bardziej zafrapował go fakt… obecności Mallistera w tym zestawieniu. Czy w Dorzeczu naprawdę wszyscy postradali rozumy?
- Prowadźcie do Sali. Może chociaż nasycę wzrok szlachetnymi pannami Tully. - Rossel zsunął z dłoni rękawicę, wraz ze swymi ludźmi podążając za jednym ze służących, którzy wylegli na dziedziniec.

/ zt, jutro coś wymyślę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
175
Join date :
05/06/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Lip 27, 2014 6:22 pm

Koen wyszedł na dziedziniec nie będąc w złym nastroju, ale i pozbawiony humoru. Przechadzał się po zamku, obserwował kłębiącą się jak mrówki służbę przygotowującą pogrzeb i pogrążony w zadumie ubolewał nad swoim rodem i swym losem. Nie był przywiązany do zmarłego Lancela, właściwie niemal go nie znał, ale mieli w sobie tą samą krew i powinna obchodzić go jego śmierć. Ale nie obchodziła. Zmarł w jednej sekundzie, jak tysiące umierają w tej chwili. Może nie w Riverrun, ale gdzieś na pewno. Ta sama siła, która sprawia, że dwóch chłopów kłóci się o cal ziemi sprawia też, że szlachta walczy i poświęca z łatwością tysiące istnień. Dzięki śmierci Lancela, Koen był jedynym spadkobiercą rodu oraz nowym kasztelanem, chociaż tytuł ten był jedynie umowny, zamek sam wiedział co robić. Niedługo miał się ożenić, spłodzić dużo dzieci i zostać panem na włościach. Mógłby być lepszy, mógłby dbać o swoich ludzi i doprowadzić Riverrun do rozkwitu. Tak pewnie pomyślałby jeszcze parę tygodni temu, gdyby ktoś zadał mu pytanie, co by zrobił jakby został nowym Lordem. Teraz jednak siły Koena uległy miażdżącej rzeczywistości. Skończy dusząc się w zatęchłych komnatach i bacząc na swoje życie jak tchórz, gdyż jego śmierć oznacza śmierć całego rodu, całej spuścizny poświęconych istnień. Zawsze traktował każde swe zadanie z szacunkiem, wierząc ślepo w jego sens Pustki w skarbcu, brak wojska i szacunku wśród chorążych. Koen nie był nadzieją na odrodzenie rodu, a szansą na jego powolną wegetację. Podobało mu się jego dotychczasowe życie, beztroskie niemal, pełne chwały i pozbawione odpowiedzialności, a teraz, przez głupotę członków swojej familii, to on, podobnie jak obecny Lord Tully, będzie musiał oglądać upadek jego rodu, aż jako zniedołężniany staruszek odczołga się na stryszek stajni aby zdychać jak kot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Lis 15, 2014 3:25 pm

Ariel nie miała najmniejszej ochoty wyjeżdżać z Riverrun. Najchętniej zostałaby tam już do końca życia. Jednak matka, jako jedna z nielicznych krewnych, które jej pozostały, chciała, żeby córka bywała w towarzystwie innych dobrze urodzonych osób. A cóż jest przyjemniejszego od podziwiania zmagań dzielnych rycerzy? Ostatni wyjazd na turniej nie skończył się dla niej zbyt dobrze jednak posłusznie nakazała służce pakować jej ulubione suknie, a sama zajmowała się wybieraniem wstążek i innych dodatków, które miały sprawić, że będzie wyglądała jak na pannę Tully przystało. Nakazała też spakować wszystkie rzeczy, które były potrzebne dla jej stryja, który miał zamiar wziąć udział w turnieju, ale dojeżdżał nań prosto z Północy, gdzie przyszło mu spędzać ostatnie tygodnie. W dniu wyjazdu włożyła bladoniebieską suknię i uczesała się jak czeszą się aktualnie panny z południa. Na jej szyi można było dostrzec srebrny naszyjnik z pstrągiem Tullych. Nie mogła przecież odcinać się od swojego rodu, tylko dlatego że modę aktualnie dyktowały damy przebywające w bardziej wysuniętych na południe częściach Westeros. Sprawdziła, czy wszystko zostało spakowane jak należy. Niestety okazało się, że jej suknie są do przepakowania, więc wyjazd opóźnił się o jakąś godzinę. Dopiero około południa Ariel Tully pożegnawszy się z matką wsiadła do powozu, którym miała dojechać do Harenhall. Towarzyszyła je oczywiście eskorta, która wybrał dla niej Koen oraz septa bez której Ariel nie ruszała się nigdzie od dziecka. Właściwie nie wyobrażała sobie wyjazdu gdziekolwiek bez tej kobiety. Była do niej przywiązana nawet bardziej od matki, bo przecież to ona ją wychowywała, uczyła czytać, haftować czy malować. Gdyby nie ona Ariel na pewno nie byłaby teraz taka jaka jest. Podróż nie miała być daleka, co pocieszało Ariel, która lubiła podróżować, ale tylko na krótkich dystansach. Później oglądanie krajobrazów czy rozmowy z septą przestawały być dla niej interesujące i miała ochotę robić częste postoje, a że tym razem to ona tutaj rządziła to zapewne podróż trawałaby drugie tyle niż powinna.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Riverrun-